Stachiewicz - Parasol. Dzieje oddziału do zadań specjalnych Kierownictwa Dywersji Komend

PRZEDMOWA Tysiąclecie państwowości polskiej obejmuje obok ro2woju organizacji politycznej, spo­ łecznej, gospodarczej, kultury i nauki przede wszystki...

10 downloads 536 Views 89MB Size

PRZEDMOWA Tysiąclecie państwowości polskiej obejmuje obok ro 2w oju organizacji politycznej, spo­ łecznej, gospodarczej, kultury i nauki przede wszystkim kronikę walk świadomego swej godności narodu. Położenie naszego kraju w zapalnym centrum Europy zadecydowało o tym, że na prze­ strzeni naszych dziejów nie ominęła polskiej ziemi żadna wojna prowadzona w tym rejonie świata: niemieckie „D rang nach O sten”, najazdy Tatarów , T urków , potopy szwedzkie i obie wojny światowe. Przez z górą 120 lat po upadku państwowości naród toczył walkę o zachowanie swego bytu, czego najdobitniejszym wyrazem były powstania narodowe, a także udział Polaków w walkach „za naszą i waszą wolność” . W ogniu tych walk kształtowały się te specyficzne cechy narodu, które jednoznacznie określały osobowość Polaka jako bitnego żołnierza, dla którego najważniejszą sprawą była wolność Ojczyzny. Historia Wojska Polskiego kreśli żywe sylwetki wojów Piastów, rycerstwa Jagiełły, husarii Chodkiewicza, Żółkiewskiego i Czarnieckiego, kosynierów Kościuszki, Legionów Dąbrowskiego i Piłsudskiego. Żołnierz polski w każdym okresie swej historii nosił cechy epoki, choć zadanie pozostawało zawsze takie samo. W okresie II wojny światowej, kiedy terror hitlerowski zagroził biologicznej egzystencji narodu, z nieustającego dążenia do wolności w okupowanym kraju powstał ruch oporu zdolny nie tylko do skutecznego przeciwdziałania zamierzeniom wroga, ale także do zbroj­ nego zniszczenia sił okupanta. Nasza walka w kraju była kontynuacją działań Polskich Sił Zbrojnych w czasie wojny wrześniowej 1939 r. oraz stanowiła najtrudniejszy odcinek walki prowadzonej przeciwko Niemcom na wszystkich frontach II wojny światowej n a lądzie, w powietrzu i na m orzu, pod Narvikiem i na polach Francji, pod Tobrukiem i nad kanałem La M anche, pod Lenino i M on te ^Cassino, pod A rnhem i Falaise, pod Kołobrzegiem i na Wale Pomorskim, nad O drą, Nysą i w Berlinie. Niemniej walka konspiracyjna, czy to w leśnej partyzantce, czy w ulicznych walkach miejskich, miała bardzo specyficzny charakter, przede wszystkim z powodu oderwania od tradycyjnego frontu i jego typowego zaplecza. W łaściwym zapleczem żołnierza walki podziemnej były domy rodzinne i środowiska codziennego cywilnego życia. Stopień u tru d ­ nienia tej walki, polegający na stałej zmianie własnego oblicza, i jej specyfika wymagały od żołnierza wysokiego morale oraz bezbłędnego dopasowania się każdorazowo do w arun­ ków otoczenia. Łam anie tych podstawowych zasad powodowało zawsze duże straty. Po­ wracam myślą do swego ówczesnego zaangażowania, kiedy dziś, po wielu już latach, jakie upłynęły od tam tych dni, kreślę tych parę słów przedmowy do historii wojskowego od­ działu do zadań specjalnych Kierownictwa Dywersji K om endy Głównej Arm ii Krajowej »Parasol«, którym miałem zaszczyt dowodzić. Kiedy w 1942 r. jako tzw. cichociemny znalazłem się w Warszawie, zostałem począt­ kowo skierowany przez ówczesnego dowódcę Kedywu K G A K płka Emila Fieldorfa, ps. „N il”, na funkcję zastępcy dowódcy oddziałów dyspozycyjnych Kedywu i wówczas po raz pierwszy od początku wojny poczułem pełne zadowolenie z nieograniczonej możli­ wości prowadzenia bezpośredniej walki ze znienawidzonym wrogiem i jej, adekwatnego do warunków, organizowania. Byłem wtedy ściśle związany z Oddziałem Specjalnym

8

Przedmowa

»Jerzy«, sformowanym z W arszawskich G ru p Szturm ow ych Szarych Szeregów. Zetknąłem się wówczas bezpośrednio z konspiracyjną działalnością młodzieży harcerskiej. M nie sa­ memu, jako byłemu harcerzowi, bardzo bliska stała się walka prow adzona przez Szare Szeregi. I kiedy w 1943 r. powstała koncepcja sformowania wojskowych oddziałów h ar­ cerskich, przypadł m i w udziale wielki zaszczyt zostać dowódcą jednego z nich. Nowo zorganizowany oddział wojskowy, wywodzący się z młodzieży harcerskiej stolicy, został skierowany przede wszystkim do walki z gestapo. Nosił on kolejno konspiracyjne krypto­ nim y »Agat«, »Pegaz« i wreszcie »Parasol«, pod którym jest najbardziej znany społeczeń­ stwu. Przeprowadził on wiele akcji zbrojnych, których udokum entow aną analizę prezentuje niniejsza historia. Zasadnicze akcje bojowe oddziału zostały przeprowadzone z rozkazu Kierownictwa Dywersji K om endy Głównej A rm ii Krajowej w ra n a c h akcji „Główki”, czyli były wymierzone w tych przedstawicieli hitlerowskiego aparatu terroru w Polsce, któ­ rzy ze wzgęldu na swą zbrodniczą działalność mieli zostać usunięci ze społeczności ludzkiej. W okresie od sierpnia 1943 r. do wybuchu Powstania Warszawskiego w sierpniu 1944 r. oddział rozrósł się bez mała od 100 żołnierzy do liczby 500 ludzi. Walczyła w jego szere­ gach młodzież ze wszystkich środowisk społecznych i ze wszystkich dzielnic Warszawy. Oddział skupiał ludzi nadzwyczaj odważnych i bitnych, o olbrzymim zaangażowaniu ideo­ wym, wysokim poziomie etycznym i m oralnym . Walka prowadzona przez »Parasol« była trudna i ciężka, ale właśnie w tej trudnej walce kształtować się miały charaktery przyszłych budowniczych nowego życia w niepodległej Polsce. H istoria »Parasola« dzieli się na dwa okresy. Pierwszy to rok trwająca walka z prom i­ nentami hitlerowskiego aparatu władzy, a drugi to jego udział w Pow staniu W arszawskim, jego walki na Woli, Starym Mieście, Czerniakowie, M okotowie i Powiślu. Przez rok swej działalności bojowej w nadzwyczaj ciężkich w arunkach okupacji .nie­ mieckiej oddział nic miał żadnej większej „w padki”, ani też nie został przez Niemców rozpracowany, m im o że przecież żołnierze »Parasola« dostawali się niestety w ręce Niem ­ ców. M ężna postawa aresztowanych, godna najwyższego uznania, umożliwiała kontynuo­ wanie nieprzerwanej, bojowej działalności konspiracyjnej, wynikiem której była jedna z naj­ bardziej znanych — choć może nic najtrudniejszych — akcji »Parasola«: usunięcie generała SS i policji, Franza Kutschery. N a sukcesy bojowe oddziału składało się wiele czynników: bezkompromisowa, bohater­ ska postawa żołnierzy bezpośrednio przeprowadzających akcję, praca komórek wywiadu dokonujących rozpoznania i przygotowujących akcję, działalność łączniczek oddziału, służb »M oto« i sanitariatu, instruktorów wyszkolenia i tych wszystkich elementów, które w regu­ larnych oddziałach wojska składają się na tzw. zaplecze. A przede wszystkim podstawą tych sukcesów była tradycyjna polska rodzina, jej ognisko i jej elementy składowe. T en pełnokształtny obraz dziejów »Parasola« znalazł w całości swoje odbicie w dziele dra Piotra Stachiewicza — żołnierza batalionu. W ieloletni i wielostronny tru d badawczy A utora (konsultowany ze m ną latami w niezliczonej liczbie rozmów i dyskusji, prow adzo­ nych także przy udziale Ryszarda Białousa oraz innych przedstawicieli Armii Krajowej i harcerstwa okupacyjnego) — zaowocował w formie przemyślanego, skrupulatnego i do­ ciekliwego opracowania, ukazującego wszystkie aspekty dziejów batalionu »Parasol« tak przecież w okresie okupacji odmie /mych od dziejów pokrewnego baonu »Zośka«. N ad ­ zwyczaj rzetelna analiza materiału źródłowego i
Przedmowa

9

wywiązanie się z nałożonego na niego i podjętego zadania w sposób w pełni zgodny z wy­ mogami dyscypliny naukowej oraz satysfakcjonujący tak byłych żołnierzy oddziału, jak i — dzięki w prawnem u pió ru — wszystkich odbiorców tego opracowania. Rzetelność tego studium historyczno-wojskowego szczególnie powinna przemówić do młodzieży, harcerzy, żołnierzy współczesnego Wojska Polskiego, bowiem oni właśnie są prawowitymi spadkobiercami bojowego i ideowego czynu batalionu »Parasol« i oni w szczególności mogą przekazywać ten wycinek naszej historii następnym pokoleniom jako wytyczną do kształtowania ich postaw w rozwoju przyszłych dziejów Polski. Były dowódca batalionu »Parasol« m jr „Pług” (A d a m B o rys)

WSTĘP Życie społeczeństw i narodów m a charakter ciągły, zatem i ich historia posiada tę samą cechę, analizując i podsum owując rzetelniej i pełniej, a niekiedy wyrywkowo, nawet do­ wolnie, pewne fakty, zjawiska i okresy. Różnice w traktow aniu tematów wynikają z w id u powodów, a głównie z tego, że nie każde pokolenie przeżywało równe sobie — jeśli chodzi 0 ich ważność — wydarzenia, które należy utrw alić w pamięci narodu i z uwagi na ich walory pieczołowicie przekazywać je przyszłym społecznościom. Pokolenie moje wniosło do historii Polski w artości ponadczasowe i choćby z tej racji zobowiązane jest utrw alić to, co powinno i chce przekazać następcom. Z tej przesłanki zrodziło się niniejsze opracowanie. Pokolenie, którego przedstawiciele są bohateram i tego opracowania, głęboko przeżywało tradycję walk o wolność. Było to pierwsze pokolenie niepodległej II Rzeczypospolitej, wychowane przez rodziców i dziadków w oparciu o żywą legendę walk o wolność ojczy­ zny, dla których bogata w pozytywne osiągnięcia historia narodu polskiego odgrywała nie­ zwykle ważną rolę w sferze zachowania poczucia narodow ego i w procesie jego rozwoju. Rodowodem ideowo-wychowawczym tego pokolenia były w równym stopniu powstania narodowe jak i działalność tajnych organizacji młodzieżowych w gknnazjach i na uniw er­ sytetach przed I wojną światową oraz organizacji wojskowych w przededniu jej wybuchu 1 w czasie jej trwania. Byłoby jednak zbyt daleko sięgającą retrospekcją ustalanie szczegóło­ wych i bezpośrednich związków zachodzących między tym i procesami historycznymi a opisywanym tematem, św iadom ość istnienia tych związków pow inna jednak wystarczyć do zrozumienia sytuacji, jaka wytworzyła się wśród społeczeństwa, a wśród młodzieży w szczególności, w chwili u traty przez Polskę niepodległości w 1939 r. Dlatego właśnie uznałem za słuszne uczynić początkowym ogniwem m oich rozważań problem skutków przegranej wojny obronnej w 1939 r. i od tego m om entu rozpocząć ogólną charakterystykę dotyczącą w szczególności sprawy form owania konspiracyjnych szeregów męskiego har­ cerstwa. Opracowanie uwzględnia zatem niezbędny dla opisywanego tem atu zarys ewolucji poglądów w zakresie spraw koncepcyjnych i organizacyjnych w latach 1939— 1943, które doprowadziły do włączenia w walkę zbrojną z okupantem tzw. W arszawskich G rup S ztur­ mowych, skupiających najstarsze wiekiem harcerstw o męskie i wyłonienia z nich oddziału wojskowego o kryptonim ie »Agat«, zmienionego później na »Pegaz«, a następnie na »Parasol«. Jeśli chodzi o analizę bieżącej walki zbrojnej, prowadzonej z Niemcami przez Kierow ­ nictwo Dywersji K om endy Głównej A rm ii Krajowej, to sprawą istotną był fakt, że udział w niej harcerstwa stworzył nowe jakościowo elementy i charakterystyczne form y działań konspiracyjnych, bezprecedensowe nawet w skali światowej. Rozważania towarzyszące przyjęciu początkowego ogniwa w procesie historycznym nie towarzyszą wyborowi m om entu końcowego. N asuw a się on sam. Jest nim paździer­ nik 1944 r. — data zakończenia jawnej walki .powstańczej, a w raz z upadkiem Powstania Warszawskiego - likwidacji oddziału. Praca niniejsza ograniczyła się więc do charakterystyki oddziału »Parasol« i splotu przyczyn, które doprow adziły do jego powołania jako jednostki wojskowej do zadań spe­ cjalnych Kierownictwa Dywersji K om endy Głównej A rm ii Krajowej, przeanalizowania jego form organizacyjnych, powtarzalności codziennych zadań i ukazania przebiegu oku­ pacyjnych specjalnych operacji bojowych oddziału oraz jego walk w okresie Powstania Warszawskiego. T em at nie jest nowy, choć w dotychczasowej historiografii był analizo-

Ź ródła archiw alne

11

wany tylko cząstkowo i wyrywkowo. Niepełne zachowane dokumenty, relacje i publiko­ wane wspomnienia uczestników nie dają odpowiedzi na wiele pytań ani nie pozwalają na całościowe odtworzenie procesu formowania oddziału, którego zadaniem było przepro­ wadzanie specjalnych operacji bojowych. Nie zawierają również pełnej, a przede wszystkim udokumentowanej analizy tych operacji i jego codziennych działań, jak też walk w okresie Powstania Warszawskiego, publikowane fragm entaryczne opracowania. Przedstawione opracowanie stanowi zatem próbę syntezy dotychczasowych ustaleń historiograficznych i wniesienia do tem atu nowych elementów. Węzłowe problemy starałem się analizować w znacznie pełniejszym niż dotychczas i możliwie najbardziej udokum en­ towanym zakresie, dążąc do wyczerpującego przedstawienia opisywanych faktów, zjawisk i procesów historycznych, .a zarazem wyeliminowania kontrowersji występujących w dziedzinie poszczególnych zagadnień. D latego też praca zawiera sporo cytatów z doku­ mentów źródłowych, bowiem na podstawie istniejących opracowań można sobie wyrobić pogląd na poszczególne fakty historyczne. Czytelnik natom iast nie m a możliwości wyboru właściwej ich wersji spośród wielu zawartych w poszczególnych dziełach. Autorowi chodzi­ ło głównie o to, by uzyskać odpowiedź — najpełniejszą i najbardziej zbliżoną do udoku­ mentowanej prawdy — nie tylko i nie tyle na pytania: co, gdzie i kiedy, ale przede wszyst­ kim na pytania: jak, przez kogo i dlaczego, w oparciu o jakie motywy, na podstawie ja­ kich przesłanek sytuacyjnych i jakiego rozumowania. T ak oczywiście można stawiać z powodzeniem sprawę tylko wtedy, gdy własnym sta­ raniem m ożna powiększyć wydatnie dostępną już bazę źródłową, a więc tylko wtedy, gdy istnieją możliwości bezpośredniego dotarcia do żyjących jeszcze uczestników wyda­ rzeń i posiadanych przez nich pamiątek, stanowiących niekiedy bardzo cenne źródła histo­ ryczne i ikonograficzne. I gdy się wie, znając istniejący zasób materiałów źródłowych, czego brakuje i czego należy szukać. Wobec tego przystąpiłem do kwerendy archiwalnej, a następ­ nie przeglądu źródeł w kraju i za granicą. Poszukiwania źródeł rozpocząłem od materiałów i dokumentów zgrom adzonych w archiw um Wojskowego Instytutu H istorycznego (1969— 1970), które zawiera w szeregu zespołów liczne i ważne źródła dokum entalne — taktyczne i organizacyjne. W zespole dotyczącym A rm ii Krajowej znajdują się zarówno dokumenty dotyczące ogólnych spraw Z W Z, AK, Kedywu *, a w szczególności oryginalne raporty do­ wódców akcji i okresowe raporty dowódców oddziałów, jak też materiały, na które skła­ dają się indywidualne relacje 2 oraz opracowania 2a. Odrębny i bardzo istotny zestaw do­

1 Patrz aneks nr 1 do Wstępu. 2 Wspomniane relacje żołnierzy ^Parasola« po ich analizie porównawczej wywołały u mnie przekonanie, że zostały one zebrane w sposób przypadkowy: wyrywkowy w zakresie liczbowym, bowiem pochodzą tylko od części żyjących uczestników wydarzeń, a fragmentaryczny pod wzglę­ dem tematycznym. Relacje te sprawiają wrażenie, że zostały napisane zgodnie z zasadą: „pisz, co pamiętasz”, bez późniejszej weryfikacji i uzupełnień. 2a Podstawowym opracowaniem z połowy i końca lat sześćdziesiątych, które budziło poważ­ niejsze i podstawowe zastrzeżenia, jest tzw. Kronika batalionu »Parasol« pióra Danuty Kaczyń­ skiej i Marii Wiśniewskiej. Nie jest to w istocie kronika, lecz opracowanie pozbawione w zakresie poszczególnych zagadnień odniesienia do aparatu źródłowo-dokumentalnego, mimo że na końcu tego opracowania zamieszczono zestawienie relacji byłych żołnierzy batalionu »Parasol« (sta­ nowiących drobną część żyjących jeszcze wtedy uczestników wydarzeń). Ponadto w opracowaniu nie uwzględniono wszystkich faktów zawartych w relacjach i nie podano przyczyn opuszczenia pozostałych faktów podanych przez autorów relacji. Wspomniane opracowanie zawiera jeszcze jeden istotny brak metodologiczny: nie jest ono oparte na znajdujących się w archiwach do­ kumentach źródłowych, zarówno ściśle dotyczących tematu, jak też umożliwiających jego ujęcie w dostatecznie pogłębionym zakresie, przydatnym do zrozumienia całego opisywanego procesu historycznego. Brak ten być może wiąże się z bardzo późnym (lata sześćdziesiąte) po wojnie udo­ stępnieniem wielu dokumentów, jednakże doprowadził on do zachwiania proporcji poszczególnych zagadnień i braku równowagi między poszczególnymi jednostkami organizacyjnymi oddziału. Wpływ na to miały również warunki i okoliczności towarzyszące gromadzeniu bazy źródłowej i pisaniu „kroniki”, zasób doświadczenia autorek i ówczesne przygotowanie warsztatowe. Nic przeszkadza to jednak temu, że niektóre zawarte w omawianym opracowaniu ustalenia ostały się w warunkach uwzględniania możliwie wszechstronnych źródeł i ich wzajemnej weryfikacji.

12

Wstęp

kumentów stanowią dzienne i miesięczne m eldunki niemieckiego dowództwa okręgu woj­ skowego w Generalnym G ubernatorstw ie, pochodzące z tzw. Zbiorów Aleksandryjskich. Przeglądu dokum entów zespołu A rm ii Krajowej w C entralnym Archiwum K om itetu Cen­ tralnego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej dokonałem w latach 1969— 1970, to jest wtedy, gdy nosiło ono nazwę A rchiw um Zakładu H istorii Partii. Znajduje się tam wiele interesujących dokum entów dotyczących organizacji Kedywu, a także Szarych Szeregów. Bardzo cenne są dokum enty dotyczące działalności Delegatury Rządu R P w kraju, a w szczególności jej komórki zajmującej się więziennictwem. Cenne uzupełnienie ich stanowią codzienne protokoły posiedzeń Delegatury Rządu z całego okresu Powstania W arszaw­ skiego, znajdujące się w rękach pryw atnych. W Centralnym Archiwum Wojskowym przej­ rzałem (1974) zespół dokum entów dotyczących Powstania Warszawskiego oraz — co było bardzo cenne dla niniejszego opracowania — dokum enty ,k ro n ik i policyjnej” z lat 1943— 1944. W ażnym dla poruszanego zakresu problemów jest archiw um In sty tu tu H istorii Polskiej Akademii N auk, zespół im. Floriana M arciniaka, w którym przejrzałem (1971— 1973) zgromadzone tam ocalałe dokum enty Szarych Szeregów, a w szczególności zachowane p ro ­ tokoły zebrań K w atery Głównej i bezpośrednio po wojnie powstałe opracowania akcji wy­ konywanych przez Warszawskie G ru p y Szturmowej* jak też materiały dotyczące odtworze­ nia chorągwi warszawskiej w latach wojny. A rchiw um zostało wzbogacone o odnalezione w 1975 r. dokum enty dotyczące »Parasola« z ocalałej skrytki „Jeremiego” (Jerzy Zborow­ ski). Nie mniej istotne są wspomnienia zgrom adzone w byłym Instytucie Pamięci N arodo­ wej, które przejrzałem w latach 1970— 1971 w IH PAN. Niezbędna dla ustalenia zakresu udokum entow ania wiedzy o poszczególnych funkcjo­ nariuszach niemieckich występujących w niniejszym opracowaniu była kwerenda (1969— 1971) akt, szczególnie kartotek, Głównej Kom isji Badania Zbrodni Hitlerowskich w Pol­ sce. Przejrzenie (1972) akt dotyczących okresu okupacji w Archiwum Państwowym m. st. Warszawy i województwa warszawskiego pozwoliło między innym i odszukać dwumiesięcz­ ne m eldunki niemieckiego gubernatora W arszawy, Ludw iga Fischera, w których zawarta jest interesująca charakterystyka stanu bezpieczeństwa w okupowanej Warszawie. W ykorzy­ stałem również (1969— 1970) zasoby archiwów warszawskiego i krakowskiego przedsię­ biorstwa geodezyjnego, w celu uzyskania właściwych dla dat przeprowadzania specjal­ nych operacji bojowych oraz walk powstańczych miejskich i gm innych podkładów kata­ stralnych, dotyczących odpowiednich wycinków planów Warszawy, Krakowa i okolic, w skali 1 : 1000. Kwerendzie podlegały również archiwa zakładów medycyny sądowej w Krakowie (1970) i Warszawie (1971), z których uzyskałem wyciągi z zachowanych protokołów sekcji zwłok żołnierzy polskich zabitych w operacjach specjalnych (później opublikowanych przez dr M arię Byrdy). Zrezygnowałem z przejrzenia dokum entów w archiwach państwowych w Krakowie i województwie krakowskim z uwagi na przeprowadzenie w nich szczegółowej i wieloletniej kwerendy przez Stanisława Dąbrowę-Kostkę i Stanisława Piwowarskiego, których zbiory prywatne, wyniki poszukiwań i opracowania zostały m i przez nich udostępnione, analogicz­ nie jak dokum enty, relacje i wspomnienia własne otrzym ane od p. M arii Tomaszewskiej. Z uwagi na luki w historiografii dotyczącej odtworzenia działalności podziemnej i po­ wstańczej służby sanitarnej, przejrzałem (1973) poza relacjami także zbiory M uzeum i A r­ chiwum Ftyzjatrii Polskiej, zgromadzone przy szpitalu Wolskim w Warszawie, gdzie mię­ dzy innymi przechowywany jest bardzo cenny pam iętnik d r Janiny Misiewicz. Przejrzałem rówież akta (1976) zajdujące się w A rchiw um M iejskim w Bielsku-Białej, w którym przechowywane są niektóre dokum enty dotyczące bezpośrednio »Parasola« oraz akta w archiwach miejskich w Kielcach i Radom iu, zawierające dokum enty strony niemiec­ kiej.

Definicja akcji

13

Po pobieżnym przeglądzie niektórych akt archiw alnych ZB oW iD -u (1975— 1978) od­ stąpiłem od wykorzystania zawartych w nich informacji. Akta te stanowią przede wszystkim wnioski odznaczeniowe, zawierające dość szczegółowe, a niekiedy i obszerne uzasadnienia odznaczeń wnioskowanych w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych. M ogłyby one stanowić cenne źródło informacji, z uwagi jednak n a okres odznaczeń, jak i okoliczności opracowania wniosków, nie stanowią one wiarygodnego źródła, a ich weryfikacja z innymi źródłami byłaby pracą niewspółmiernie pracochłonną w stosunku d o uzyskanych efektów. Przeprowadziłem również (1974) kwerendę dokum entów — dotyczących specjalnych operacji bojowych oraz oddziału, który je wykonywał — w zbiorach S tudium Polski Pod­ ziemnej w Londynie, a także w niektórych zagranicznych kołach b. żołnierzy A K oraz u osób pryw atnych zamieszkałych we Francji, w Wielkiej Brytanii i w Stanach Zjedno­ czonych, gdzie znajduje się wiele dokum entów ogólnych wyższego i ogólnego szczebla (np. m eldunki dotyczące walki konspiracyjnej, poszczególnych akcji itp ). Zapoznając się z działaniam i miejskich oddziałów Polski Podziemnej w czasie okupacji niemieckiej doszedłem do oczywistego wniosku, że nie były one jednorodne. W yodrębniając z nich akcje typu likwidacyjnego w odniesieniu do funkcjonariuszy różnych szczebli grupy, którą sklasyfikować by można za pomocą tych samych kryteriów. Zachodzi więc przede wszystkim potrzeba ustalenia definicji akcji bojowej właściwej dla tego opraco­ wania. We współczesnej historiografii dokonał tego Tom asz Strzembosz, precyzując definicję akcji w następujący sposób: „Akcja zbrojna to zaplanowane i zorganizowane działanie bojowe mające charakter ofensywny i wyraźnie określony cel. T e n charakter wystąpienia zaplanowanego wyróżniać ma ją od różnego typu starć, bądź sprowokowanych przez nie­ przyjaciela i będących najczęściej skutkiem jego poczynań ofensywnych, bądź też przy­ padkowych” 3. Akcję zbrojną według niego charakteryzują następujące cechy: Celem jej jest bezpośrednie uderzenie w siłę żywą lub dobra materialne nieprzyjaciela; dokonana jest przy użyciu broni i w sposób właściwy dla działań organizacji konspiracyj­ nej w terenie opanowanym przez wroga, w związku z czym m a składać się z trzech kolejno po sobie następujących faz: zakonspirowane przygotowanie do uderzenia, ujawnienie się wykonawców w czasie realizowania zadania bojowego, powrót do konspiracji po wykona­ niu zadania; jeżeli naw et nie doprowadza ona do stoczenia walki z wrogiem, to przebieg jej z góry musi zakładać możliwość takiego starcia; występuje jednoczesność uderzenia zbrojnego i jego skutku oraz bezpośrednia bliskość uczestników akcji i obiektu ich ataku. Pierwsza cecha ma odróżniać akpję zbrojną od najróżnorodniejszych innego typu akcji: propagandowych, sabotażowych, kolportażowych itp. D ruga cecha m a odgraniczać akcje zbrojne od podobnych nieraz w skutkach działań dywersyjno-sabotażowych, przeprowa­ dzanych bez użycia broni. T rzecia cecha m a odróżniać akcje zbrojne od podobnych do nich, jeśli chodzi o form ę walki, działań partyzanckich, przeprow adzanych niekiedy także w mieście. Czwarta cecha zakłada dwie możliwości kwalifikujące według Strzembosza badane działanie jako akcję zbrojną: bezpośrednie uderzenie w żywą siłę nieprzyjaciela; zbrojne dokonanie czynności dywersyjnej, przy której mogło dojść do starcia z nieprzyja­ cielem, choćby nawet z jakiegoś względu do niego nie doszło. Piąta cecha akcji zbrojnej zakłada jednoczesność działania i skutku oraz bezpośrednie zetknięcie przeprowadzających akcję żołnierzy z obiektem ich działania. W yklucza ona zatem z definicji akcji zbrojnej ta­ kie akty dywersji, jak włożenie do w agonu kolejowego term itówki o opóźnionym zapłonie, podłożenie bomby zegarowej lub wysłanie jej w paczce itp. Zatem według Strzembosza akcją zbrojną w mieście jest takie ofensywne i zorganizowane działanie bojowe, które za swój 3 Tomasz Strzembosz, Starcia zbrojne w Warszawie w latach 1939 — 1944, w: Najnowsze dzieje Polski, Warszawa 1965, t. IX, ss. 55— 59. Por. również tegoż autora: Akcje zbrojne pod­ ziemnej Warszawy 1939 — 1944, Warszawa 1978, passim, oraz Oddziały szturmowe konspiracyj­ nej W arszawy 1939 — 1944, Warszawa 1979, passim.

14

Wstęp

cel główny m a bezpośrednie uderzenie we wroga, w jego siłę żywą czy zasoby materialne, i które dokonane jest przy użyciu broni lub pod osłoną broni oraz w sposób bezpośredni, to znaczy w taki, że obie strony znajdują się lub mogą się znaleźć w bezpośredniej bliskości i mogą działać przeciwko sobie. Ustalenie tej definicji przez Strzembosza przybliżyło nas znacznie do tem atu i pozwoliło wyodrębnić dość precyzyjnie szeroki wycinek walki bieżącej. Jednakże wycinek ten okreś­ lony wymienioną definicją akcji nadal nie jest jednorodny. Usunięcie Franza Kutschery w d n iu 1 lutego 1944 r. d zlikwidowanie tego samego dnia Albrechta Eitnera (generalnego zarządcy pożydowskich nieruchom ości) czy W illi Lübberta (kierownika działu metalowców w niemieckim urzędzie pracy), to zupełnie różne jakościowo akcje m im o identycznego skutku. T ak samo usunięcie Franza Bürkla było zupełnie innego typu działaniem niż zli­ kwidowanie O lgi Narewskiej czy Jadwigi (H edw ig) Podhorodeckiej, chociaż te trzy osoby stanowiły nadzór niemiecki w więzieniu na Pawiaku. Analogicznie akcja zbrojna skierowa­ na przeciwko W alterowi Stam m owi jest zupełnie różna od akcji, w której zlikwidowano Igo Syma. Podobne różnice dzielą miejską walkę czynną G w ardii Ludowej i Armii L u­ dowej, bowiem obrzucenie granatam i „M itropy”, „Café C lu b u ” czy redakcji „Nowego K uriera Warszawskiego” to zupełnie inne jakościowo akcje zbrojne n iż akcja ekspropriacyjna n a K K O . Z kolei w zupełnie różnym przedziale będą się mieściły akcje typu zabie­ rania rannych żołnierzy ze szpitali, naw et z sal obstawionych posterunkam i policyjnymi, a w jeszcze innym akcje zbrojne dotyczące zdobywania samochodów i innych środków m a­ terialnych wroga. Dlatego przyjęta przez nas definicja akcji zbrojnej brzmi: Akcja jest to działanie zbrojne wykonane przy użyciu środków ogniowych, według opracowanego planu taktycznego, którego celem zasadniczym jest zniszczenie siły żywej nieprzyjaciela lub jego bazy materialnej. Przy bliższym analizowaniu fragm entu odcinka walki bieżącej, określonego wyżej wy­ mienioną definicją akcji zbrojnej, widoczna jest od razu różnica między akcjami, których celem było wyłącznie usunięcie danego przedstawiciela aparatu władzy okupacyjnej, a dzia­ łaniami innego typu, w których chodziło o coś więcej niż o samo wykonanie wyroku czy decyzji K W P y Działania te m iały przede wszystkim istotne znaczenie propagandow o-społeczne, a także wojskowo-dydaktyczne, zaś jeśli chodzi o stronę taktyczną, to wymagały stoczenia znacznych rozmiarów walki naw et w tych przypadkach, w których usunięcie danego funkcjonariusza m ogło odbyć się skrycie. K odyfikując te działania należało ustalić, jakiego określenia użyć, by je zdefiniować i poddać prawidłowej analizie oraz odróżnić od pozostałych. Z problemem tym autor zwrócił się do Wojskowego Instytutu Historycznego i Akademii Sztabu Generalnego im. gen. broni K arola Świerczewskiego. W yrażono zgodny pogląd, że nom enklatura arm ii podziemnej nie została dotychczas jednoznacznie określona. M im o występującyh w pojęoiach i nazewnictwie arm ii podziemnej analogii do arm ii regularnej istnieją między nim i zasadnicze różnice, powodujące, że użycie tej samej nazwy może ozna­ czać dw ie różne sprawy. Z tej sytuacji wynika ograniczona możliwość porównywalnego stosowania tych samych nazw w arm ii podziemnej i w arm ii regularnej, lub też, z braku innych możliwości, występuje konieczność użycia tych samych określeń z każdorazowym wytłumaczeniem, co i w jakim zakresie przez daną nazwę należy rozumieć. W ynikiem konsultacji autora z pracownikam i naukow ym i wymienionych (instytucji było ustalenie pojęcia „specjalna operacja bojowa” jako adekwatnego do tego typu działań co operacje: »Kutschera«, »Koppe«, »Stam m « i z nią jednorodne, uznając za kryterium roz­ m iar podejmowanego wysiłku i bazę organizacyjną wyjątkowo rozległą i wielostronną jak na w arunki podziemnych oddziałów miejskich. Operacje bojowe wojska regularnego cha­ rakteryzują się planowym działaniem znacznej liczby wielkich jednostek wielu rodzajów broni, którego celem są zadania strategiczne n atu ry politycznej i militarnej. Zdając sobie z tego sprawę wyszliśmy z założenia, że w w arunkach konspiracyjnych, w szczególności w działaniach oddziałów miejskich, opracowanie planu taktycznego współdziałania bajo­ wych grup uderzeniowych i zespołów ubezpieczających, służby wywiadu, kwatermistrzów-

Fazy operacji i akcji

15

skiej, motoryzacyjnej, sanitarnej, umiejętność ich zorganizowania i zapewnienia możliwości działania w celu realizacj-i zadań niekiedy bardzo doniosłych politycznie4 i społecznie (faktycznie lub w założeniach) uwidacznia naszym zdaniem podobieństwo do operacji wojsk regularnych. Hcterogeniczność tego pojęcia w obu przypadkach występuje przede wszyst­ kim w skali znaczeniowego odniesienia, dlatego przyjęliśmy, że te zjawiska, które w arm ii regularnej występują w skali makro, w w arunkach okupacyjnych, dla armii podziemnej, będą mierzone skalą mikro. Przyjęcie określenia „specjalna operacja bojowa” pozwoliło usystematyzowć fazy działa­ nia i czynności, które się na n ią składały. Specjalna operacja bojowa obejmowała zatem n a­ stępujące fazy działania: 1) przeprowadzenie wywiadu; 2) opracowanie planu taktycznego: — ustalenie dowódcy akcji bojowej i ustalenie składu grupy wykonawczej, — koordynacja grupy wykonawczej ze służbami wywiadu, kwatermistrzowską, m otory­ zacyjną, sanitarną, — zatwierdzenie planu taktycznego akcji bojowej; 3) przeprowadzenie akcji bojowej; 4) ‘likwidację skutków przeprowadzonej akcji bojowej; 5) ocenę taktyczno-dydaktyczną przeprowadzonej akcji bojowej oraz całej operacji spe­ cjalnej i złożenie m eldunku dowódcy Kedywu K G A K o sposobie, formie, czasie i za­ kresie wykonania rozkazu. Dowódcą każdej specjalnej operacji bojowej był dowódca oddziału i opracowanie za­ łożeń taktycznych oraz koordynacja poszczególnych faz tejże operacji były dokonywane przez niego bezpośrednio. Sam oistną natom iast sprawą było opracowanie planu i dow o­ dzenie w samej akcji bojowej przez jej dowódcę, do którego obowiązków należało: 1) przejęcie obserwacji nieprzyjaciela od służby wywiadu i kontynuowanie jej do chwili przeprowadzenia akcji; 2) opracowanie planu akcji, n a który składały się ustalenia dotyczące: — doniesienia i odniesienia broni (ewentualnie zamiana dokumentów prawdziwych na fikcyjne lub jednych fikcyjnych na drugie fikcyjne), — doboru żołnierzy d o grupy wykonawczej, — wyposażenia grupy w odpowiednie rodzaje broni i środki transportu, — miejsca i godziny przeprowadzenia akcji, — źródeł ognia przeciwnika i innych ewentualnych zagrożeń (naw et gdyby były podane przez służbę w yw iadu), — rozmieszczenia poszczególnych'stanowisk ogniowych grupy wykonującej akcję bojową, z podziałem na wykonawców i ubezpieczenie, — tras, zespołów i miejsc odjazdu, czyli odskoku grupy wykonawczej z miejsca akcji; 3) przeprowadzenie akcji (dowodzenie — dostosowanie planu do rzeczywistych wa­ runków ); 4) przeprowadzenie odskoku z miejsca akcji, w tym: — wydanie rozkazu zakończenia akcji, — zabezpieczenie ewakuacji całej grupy wykonawczej z miejsca akcji, — korekta trasy samochodów według rzeczywistych w arunków; 5) złożenie m eldunku z przebiegu akcji dowódcy oddziału, wręczenie dokumentów zabitego Niemca i dokonanie wspólnej oceny taktyczno-dydaktycznej. G rupa wykonująca akcję bojową składała się z następujących zespołów: 1) dowódca akcji i jego zastępcy; 4 Nie ulega wątpliwości, że specjalne operacje bojowe, szczególnie prowadzone w 1944 r., miały również wieloraki aspekt polityczny dla ośrodków jc dysponujących. Stąd m. in. również ich znaczne nasilenie w tym okresie mimo braku należytego przygotowania do ich przeprowa­ dzenia (np. operacja »Stamm«),

16

Wstąp

2) wykonawcy zadania głównego; 3) ubezpieczenie wykonawców i grupa (lub grupy) uderzeniowa w nieprzyjaciela; 4) zespół kierowców; 5) zespół sygnalizacji wraz z rozpoznaniem celu głównego; 6) zespół dostawczy i odbiorczy broni (ewentualnie zamiany dokum entów ). Dowódcy akcji wybierani byli przez dowódców plutonów, którzy otrzym ywali rozkaz wykonania akcji na ogół w aspekcie szkoleniowym 5, trudności akcji, ich zakładanej ade­ kwatności psychicznej do konkretnych zadań, a także wybór był możliwy z tytułu przewi­ dzianych do pełnienia lub sprawowanych funkcji w oddziale W edług analogicznych zasad dowódca akcji kompletował wykonujący ją zespół. Całkowita autonom ia, jaką miał dowódca akcji ? przy ustalaniu jej planu i grupy wy­ konawczej, samodzielność myślenia i odpowiedzialność za przedstawione dowódcy oddziału propozycje, dowodzenie w czasie akcji, a następnie udział w analizowaniu przyczyn osiąg­ niętego sukcesu lub popełnionych błędów zarówno w samej akcji, jak i w przygotowaniu specjalnej operacji bojowej zapewniały wyciągnięcie maksimum efektów szkoleniowych. Przedstawiona systematyka ma n ie tyle służyć drobiazgowemu ustalaniu kryteriów, d o ­ konywaniu podziałów i wprowadzaniu nazewnictwa, które nigdy nie może być doskonałe, ile ma pozwolić na prawidłowe analizowanie działań oddziału w realizacji celów, do których został utw orzony, oraz na ocenę tych działań. Równocześnie określenie pojęcia specjalnej operacji bojowej i akcji zbrojnej spowodowało możliwość dokonania precyzyjnego podziału na działania, które były celem oddziału, i na te, które wynikały z samego faktu jego istnie­ nia. N a to, by wykonać specjalne operacje bojowe tego typu co »Kutschera« czy »Koppe«, trzeba było zdobyć środki transportu (a więc akcje »M oto« i rowerowe), trzeba było przy­ swoić sobie umiejętność posługiwania się bronią (a więc strzelnice), trzeba się było uczyć (a więc akcja »Instrum enty«, wpadki lokali i starcia zbrojne z nieprzyjacielem w ich w yniku). Trzeba było również zdobywać środki sanitarne (a więc akcja n a aptekę Wendego, 'któ­ rej celem nie było zniszczenie m aterialnych zasobów nieprzyjaciela, lecz zdobycie dla oddziału środków sanitarnych) i trzeba było zdobywać umiejętności wojskowe w ramach przeprowadzonych ćwiczeń (a więc akcja wysadzenia niemieckiego pociągu z urlopow a­ nymi żołnierzami W ehrm achtu z frontu wschodniego pod Płochocinem, której głównym celem było szkolenie w ram ach »Agricoli«, a nie zniszczenie pociągu czy torów ). Równolegle z poszukiwaniem źródeł archiwalnych i publikowanych, ustalaniem w/w kryteriów segregujących kierunki dociekań, zapoznałem się z istniejącą na ten temat histo­ riografią obejmującą zarówno dzieła ogólne, jak opracowania m onograficzne i szczegółowe, wydane w kraju i za granicą, jak też ze wspomnieniami, pamiętnikami, literaturą pedago­ giczną, a nawet beletrystyczną, które — w zakresie dotyczącym problematyki mojego opra­ cowania — zostały zamieszczone w załączonej bibliografii. W sytuacji w arsztatu badawczego historyka zajmującego się wcześniejszymi niż przełom połowy X X wieku okresami historii Polski można by uznać, że wykonana praca jest wy­ starczająca do sporządzenia syntezy. Jednakże systematyzacja zebranego materiału wy­ kazywała luki nie pozwalające w niektórych wątkach syntezy n a utrzym anie logicznych ciągów narracyjnych, w innych n a zarysowanie nawet ram określonych faktów historycz­ nych, w jeszcze innych n a przedstawienie problemów, których zrozumienie było niezbędne dla całości dzieła. Dlatego autor, tak jak każdy historyk zajmujący się zarów no wojskową jak i cywilną działalnością konspiracyjną w kraju w czasie II wojny światowej, nie może zaprzestać poszukiwania źródeł i uznać, że wyczerpał już wszystkie sobie dostępne. Proces 5 Nie bez znaczenia również były tu więzi łączące dowódcę z żołnierzami-kolegami, z róż­ nego typu akcji wykonywanych poprzednio (np. sprawa „Alego” ). c Chodzi tu o „Jeremiego” i „Rafała”. 7 Choć może to budzić dzisiaj wątpliwości, jednak dowódca oddziału pozostawiał dowódcy akcji pełną samodzielność w zakresie opracowania planu akcji, a decyzję podejmował przy res­ pektowaniu wniosków przedstawionych przez dowódcę, wyrażając równocześnie swój własny po­ gląd. Rzadko używał formy rozkazu w tych przypadkach, w których wariant przedstawiony przez dowódcę akcji był możliwy do przyjęcia.

Źródła relacyjne

17

poszukiwań jest procesem otwartym . Z p u n k tu widzenia użyteczności społecznej historyk może i powinien w określonym przez siebie momencie uznać, że zebrany przez niego materiał źródłowy pozwala m u podjąć się opracow ania syntetycznego i przekazania go czytelnikom. F akt ten nie wyklucza jednak możliwości dalszego u zu p ełn ian a bazy źródło­ wej, której poszerzenie nie pow inno jednak zburzyć raz przedstawionej syntetycznej kon­ strukcji opracowania, lecz jedynie ją wzbogacać. Im zaś w mniejszym stopniu ją wzbogaci, tym rzetelniejsza była praca pierwotna. Dzieje się tak dlatego, że m im o upływ u już bez mała czterdziestu lat od opisywanych wydarzeń, żyje .jeszcze sporo ludzi, w których p a­ mięci zachowało się wiele faktów historycznych z tego okresu lub też są oni posiadaczami wielu oryginalnych dokum entów źródłowych, które przechowują i do których mają wręcz uczuciowy stosunek, uniemożliwiający im często nie tylko rozstanie się z nim i, ale nawet ich udostępnienie. Dlatego podstawową pracą, jaką podjąłem w latach 1971— 1978, było poszukiwanie dokum entów źródłowych w archiwach pryw atnych oraz poszukiwanie ludzi, wśród n ich także byłych żołnierzy »Parasola« i ich rodzin, których relacje mogły bądź po­ szerzyć bazę źródłową, bądź też zweryfikować już posiadane informacje. Dlatego przy cy­ towanych relacjach podane są oznaczenia: 1, 2, 3, które określają okres pochodzenia relacji. I tak relacje o num erze 1 zostały sporządzone w latach 1945— 1968, relacje o n u ­ merze 2 zostały złożone na moją prośbę i pochodzą z lat 1969— 1975, zaś relacje o num erze 3 zostały złożone również na moją prośbę w latach 1976— 1979. Jeżeli pełne lub jedno­ znaczne ustalenie faktów historycznych, zjawisk, ocen, było n a tyle kontrowersyjne, że na podstawie inform acji już posiadanych nie m oża było poczynić ustaleń ani ich uzupełnić, ustalenia te były przyjmowane przez każdorazowo różne zainteresowane grono osób w obec­ ności autora. W tych przypadkach ustalenia te zostały oznaczone jako przyjęte przez K o­ misję H istoryczną środowiska byłych żołnierzy batalionu »Parasol« działającą przy Zarzą­ dzie Okręgu Warszawskiego ZBoW iD , której byłem przewodniczącym w latach 1969— 1979. Niewątpliwie najbardziej odpowiedzialnym etapem pracy była systematyka zweryfiko­ wanej faktografii, powodująca między innym i niekiedy konieczność uzyskiwania dodatko­ wych inform acji i zebrania now ych relacji w odniesieniu nie tylko d o now ych faktów his­ torycznych, ale nawet do już ustalonych. W zakresie źródeł odnoszących się d o historii Polski lat 1939— 1945 relacja jest bardzo istotnym , a w odniesieniu d o wielu faktów his­ torycznych jedynym przekazem źródłowym. Z drugiej jednak strony należy zawsze p a­ miętać o tym , że .jest ona źródłem nadzwyczaj subiektywnym, zniekształconym przez in­ dywidualną percepcję (naw et gdy składana jest w czasie następującym bezpośrednio po opisywanych faktach), zawodność pamięci ludzkiej (przy składaniu jej po wielu latach), egocentryzm (będący powszechną cechą relacji), a nierzadko przez interes osobisty rela­ cjonującego. Dlatego tylko w nielicznych i wyjątkowych przypadkach przyjąłem ustalenia tylko jednej rd acji za wiarygodne (nie mając żadnej możliwości zweryfikowania) i w tym przypadku poddałem szczegółowej analizie tem at i okoliczności składania relacji oraz osobisty stosunek relacjonującej osoby do przekazywanego faktu. 8 W e wszystkich innych przypadkach przyjąłem zasadę konfrontow ania co najm niej dw óch relacji odnoszących srię do tego samego faktu historycznego, porównywania inform acji w n ich zawartych z orygi­ nalnym i dokum entam i i istniejącymi opracowaniami. Należy bowiem mieć na uwadze, że na tem at wydarzeń tego okresu krąży wiele naw et ustnie przekazywanych (najczęściej nie przez bezpośrednich uczestników tych w ydarzeń, a nierzadko przez osoby w ogóle nie uczestniczące w konkretnych wydarzeniach) inform acji, mających pozory praw dy i będą­ cych przekonującym i dzięki podawanym przez osoby relacjonujące przynależnośćiom -i sy­ tuacjom, a w istocie nieprawdziwych. Urabiają one opinię, służą form ułow aniu wielu le­ gend i mitów, którym ulęgają niekiedy naw et w ytraw ni badacze historii tego okresu.9 8 Przypadki te nie dotyczą spraw najistotniejszych i najbardziej ważnych, a jedynie drugolub trzeciorzędnych. • Np. Tomasz Strzembosz ( A kcje zbrojne podziemnej Warszawy..., ss. 356, 467— 468) na podstawie dość osobliwej bazy źródłowej, określonej jako „podejrzenia historyków oddziału” (chyba autorów relacji, ale jakich?), pisze o możliwości dekonspiracji specjalnej operacji bojowej

18

Wstęp

Przygotowując omawianą pracę dotarłem do kilku bezcennych archiwów prywatnych, których zasoby m ogły jednak służyć jedynie do wyrobienia sobie lub pogłębienia ogólnego osądu, bowiem wyrażone przez właścicieli tych dokum entów życzenie zachowania pełnej dyskrecji nie pozwoliło n a cytowanie ich w niniejszym opracowaniu. W ykorzystano nato­ miast zweryfikowane ustalenia, zawarte w około dw ustu uzyskanych przeze m nie rela­ cjach. Relacje o charakterze wspomnieniowym, drukowane w prasie codziennej i periodycznej, nie mające charakteru naukowego, zostały uwzględnione w niniejszym opracowaniu tylko w tych przypadkach, kiedy stanowią unikalne i jedyne informacje na tem at opisywanych wydarzeń czy zjawisk historycznych. Wykorzystałem również przy pisaniu pracy nie tylko literaturę naukową odnoszącą się do przedstawionego tematu. Także takie opracowania jak książka Aleksandra Kamióskiego K am ien ie na szaniec i »Z o śka « i »Parasol«, tru d n e do zaszeregowania w aspekcie gatunku literackiego, mają istotne, inspirujące i pobudzające znaczenie. Są także w dziale opraco­ wań pozanaukowych pozycje bibliograficzne nie tylko tru d n e w aspekcie ustalenia ich gatunku literackiego, ale wymagające dużej uwagi i znajomości rzeczy w percepcji ich treś­ ci. M am tu n a m yśli publikacje o treści złożonej w mniejszym lub większym stopniu z dw óch wątków: własnego, wspomnieniowego, odznaczeniu poznawczym, oraz drugiego, uzupełniającego, pochodzącego z istniejących opracow ań lub bardzo nieraz zawodnych, czę­ sto audialnych relacji osób trzecich. O drębną trudność sprawiają pam iętniki, dzienniki czy kroniki — odnoszące się zwłaszcza do okresu Powstania Warszawskiego — publikowane na ogół jako „oryginały epoki”, łecz w istocie powstałe znacznie później. N aturalnie mogły one powstać w oparciu o pewne zapiski, poczynione faktycznie „w epoce” . Wiele z tych publikacji zawiera autentyczne i charakterystyczne przeżycia osobiste. N ie brak w nich jednak pomyłek, jeśli chodzi o topografię terenu (chociażby w odniesieniu do num erów domów, przejść, barykad, mniejszych uliczek dtp.), nie pasujących d o ogólnej sytuacji faktycznej dat, a nawet m ylnych inform acji dotyczących uczestnictwa innych osób przy­ pisanych przedstawionym faktom. W ykorzystanie więc tego typu publikacji wymaga rów ­ nież bardzo ścisłej weryfikacji i wielostronnych porównań. Zestawienie wykorzystanych opracowań w zamieszczonej bibliografii uwidacznia Czy­ telnikowi, w jakich dziełach opisy faktów dotyczących »Parasola« autor niniejszego opraco­ wania zweryfikował pow tórnie i inaczej (również w odniesieniu do własnych publikacji), a zamieszczone przypisy pozwalają zorientować się w podstawach tej weryfikacji. Dotyczy to także niektórych danych na tem at batalionu »Parasol« w tak wartościowych publikacjach jak dzieło Adam a Borkiewicza, a także cenna praca Jerzego K irchm ayera o Powstaniu Warszawskim, których autorzy dysponowali w latach pięćdziesiątych znacznie bardziej ograniczonym zasobem materiałów źródłowych niż ten, którym w latach siedemdziesiątych dysponował autor niniejszego opracowania. Ostateczna systematyzacja zebranych -i zweryfikowanych inform acji umożliwiła wszech­ stronne zbadanie dziejów »Parasola« we wszystkich aspektach, w całej złożoności procesu historycznego, i była podstawą ustalenia konstrukcji pracy. Oddział został powołany do prowadzenia określonego typu walki podziemnej z N iem ­ cami, po czym przystąpił, zgodnie z ogólnym rozkazem, do jawnej walki w czasie Pow sta­ nia Warszawskiego. W ynika zatem konieczność wyodrębnienia i przeanalizowania dwóch członów problemowych: specjalnych podziem nych operacji bajowych wykonywanych na »Stamm«. Tej zwykłej plotce, a nie refleksji historycznej, przeczą wszystkie okoliczności, o któ­ rych wspominają dokumenty historyczne; analogicznie Strzembosz pisze, że akcja ta wywołała wstrząs (?!) w dowództwie Kedywu, nie powołując się jednak przy tym na żadne źródło, a jak wiadomo z relacji płka „Radosława”, a także kpt. „Pługa”, akcję tę uznano za szczególnie ważną i Kedyw°KG AK nakazał wykonać ją w trybie pilnym. Jaki więc wstrząs mógł być później prze­ żywany pod wrażeniem strat, które zawsze wlicza się w rachunek walki? Wstrząsom podlegała na ogół w takich przypadkach Kwatera Główna Szarych Szeregów, co potwierdza w relacjach jej naczelnik i co jest bardziej zrozumiałe. Do tematu tego powrócimy jeszcze w zakończeniu niniej­ szego opracowania.

Synteza

19

rozkaz Kierownictwa Dywersji K om endy Głównej A rm ii Krajowej oraz walk powstań­ czych, które stały się konsekwencją konspiracji zbrojnej w Warszawie. N a to jednak, by postawione zadania mogły być wykonywane n a odcinku walki bieżącej, musiały zaistnieć w anm ki umożliwiające powołanie do ich reałizaoji odpowiedniego oddziału wojskowego. Trzecim więc zespołem problemowym stały się uw arunkow ania genezy oddziału, czwartym zaś, wynikającym z niego, jego organizacja i funkcjonowanie, a także stopień przystosowa­ nia do warunków i pełnionych zadań. Z kolei przy realizowaniu celów, dla których od­ dział powołano, m usiało zaistnieć wiele planowych działań podporządkowanych głównym celom i wiele przypadków nieprzewidzianych. Zgodnie z zasadami metodologii w dziedzinie nauk historycznych zostały one wyodrębniane w piąty człon problemowy, przedstawiający działania codzienne i zadania oddziału. O ile w wymienionych pierwszych kolejnych czte­ rech częściach uwzględniono maksimum zebranego i zweryfikowanego materiału faktogra­ ficznego, o tyle dla części piątej nie m ożna było uzyskać pełnego zestawu tego materiału, a z zebranego pozostało po weryfikacji około 90% . Zarów no jednak baza źródłowa jak i for­ ma przedstawienia tej części — świadomie przez autora wybrana — pozwalają zapoznać Czytelnika z okolicznościami codziennego działania i tego wszystkiego, czym żył każdy z jego żołnierzy. Opis walk powstańczych m ożna by fragm entam i potraktować bardziej szczegółowo, nie wniosłoby to jednak do tem atu now ych elementów, a jedynie indywidualizowałoby już opisane, co dla taktycznego ujęcia tych walk w układzie m onografii byłoby zbędnym ob­ ciążeniem. Ciekawsze przeżycia i sytuacje indyw idualne mające charakter typowy i uogól­ niający zamieszczono w obszernych przypisach do tej części. Wyszedłem tu z założenia, że jednostką taktyczną w Pow staniu Warszawskim był batalion, natom iast w podziemnych specjalnych operacjach bojowych był nią każdy biorący w nich udział żołnierz. Stąd w opisach walk powstańczych jest charakteryzowany batalion, a w opisach specjalnych operacji bojowych człowiek, analogicznie jak przy przedstawianiu genezy oddziału, jego organizacji i codziennego życia, czyli wszędzie tam , gdzie jednostkowe postawy, cechy i przym ioty decydowały o wyniku działania. Dążąc do maksymalnie wiernego odtw orzenia rzeczywistości historycznej wybrałem fo r­ mę przedstawienia historii batalionu »Parasol« przyjętą dla dzieł naukowych, nie rezygnu­ jąc z pewnych ujęć o charakterze publicystycznym. Dzieje oddziału »Parasol« to ogrom ny i barw ny epos walki grupy młodzieży, której cele i wypełniane przez nią zadania były nadzwyczaj odpowiedzialne, ale której codzienne życie wypełnione ofiarną walką i bohaterstwem nie było jednocześnie pozbawione konfliktów, sytuacji często zabawnych i hum oru. Przedstawienie tego wszystkiego w formie klasycz­ nego dzieła naukowego, w którym syntetyczność ujęcia zamazałaby brzmienie autentyku, a aparat naukowy dominowałby nad treścią tru d n ą w odbiorze, byłoby zubożeniem całego opracowania i nie pozwoliłoby na przekazanie idei oddziału, która była istotnym elementem jego istnienia i jest istotnym elementem jego h isto rii N ie ma żołnierza byłego batalionu »Parasol«, n a którym służba w nim , niezależnie od długości czasu jej pełnienia i niezależnie od ważności pełnionej w nim funkcji nie wy­ cisnęłaby piętna na całym jego życiu, a przynajm niej w sferze jego świadomości i psychiki. Toteż i autor prezentowanego opracowania nie mógł w czasie pisania wyeliminować ze swej świadomości faktu, że sam był kiedyś żołnierzem tego batalionu.

W różnych stadiach pracy spotykałem się z pomocą i życzliwością wielu ludzi. D oko­ nanie wśród nich wyróżnień i wymienienie choćby części ich nazwisk przekracza ¡ramy możliwości. Dlatego składam ogólne serdeczne podziękowanie tym wszystkim, dzięki k tó ­ rym praca w jej ostatecznym kształcie mogł£ zostać oddana n a użytek społeczny.

Część pierwsza GENEZA, ORGANIZACJA I STRUKTURA ODDZIAŁU

-i f

R ozdział 1

OD ZWIĄZKU HARCERSTWA POLSKIEGO DO SZARYCH SZEREGÓW — OD DZIAŁAŃ JAWNYCH DO WALKI KONSPIRACYJNEJ W ojna we wrześniu 1939 r. zastała harcerstwo męskie, w przeciwieństwie do organizacji harcerek, nie przygotowane pod względem organizacyjnym i programowym. N arastanie konfliktu z Niemcami było wprawdzie oczywiste, o ile jednak harcerki dość wcześnie po­ czyniły przygotowania na wypadek wybuchu wojny 10 i wypracowały jasno sprecyzowane zadania, o tyle harcerze zadań tych nie opracowali, a organizacyjnie — szczególnie w cho­ rągwi warszawskiej — weszli w okres wojny nie przygotowani. Pogotowie harcerzy, mające za zadanie współdziałanie harcerzy z władzami cywilnymi i wojskowymi, zostało powołane dopiero w czerwcu 1939 r. łi M iało ono w sposób zsyn­ chronizowany i kierowany centralnie współdziałać z wojskiem w systemie łączności, w za­ kresie zaś obrony cywilnej — w systemie obrony przeciwlotniczej. T akie współdziałanie m iało tylko częściowo miejsce, lecz nie tyle na skutek realizacji opracowanych zadań, ile n a zasadzie incydentalnie, spontanicznie podjętych -inicjatyw (poza W arszawą miały one miejsce głównie n a Śląsku, a także w Ł odzi). 12 Szczególnie trudna była sytuacja męskiego Z H P w Warszawie, gdzie komenda cho­ rągwi była improwizowana. 13 N a początku 1939 r. ustąpił ze stanowiska kom endanta cho­ rągwi warszawskiej H enryk W echsler 14 i funkcję tę powierzano O tto O ppm annow i, który już w kwietniu ustąpił i komendę objął sam naczelnik harcerzy, Zbigniew Trylski. W nocy z 1 n a 2 września 1939 r. opuścił on Warszawę, udając się do Krzemieńca. Kierownictwo Kwatery Głównej harcerzy objął hm . Lechosław Dom ański — nauczyciel G im nazjum im. Stefana Batorego. W dniu 7 września — wskutek znanego radiowego apelu pika U m ia10 Por. Harcerki 1939— 1945, Warszawa 1973; Józefina Łapińska, Organizacja harcerek w latach 1939 — 1945, w: Najnowszą dzieje Polski, t. IX, Warszawa 1965. 11 Dzieje organizowanego w 1939 r. pogotowia harcerzy — mimo podejmowania tego tema­ tu przez wielu autorów, głównie w związku z ich pracami o konspiracyjnym harcerstwie — nie doczekały się jeszcze pełnego, całościowego opracowania. 12 Naród, który biernie oczekuje, by wolność przyniósł mu inny naród i z rąk jego przyj­ muje ją jakby w postaci oczekiwanego daru, znajduje się na równi pochyłej, stanowiącej drogę do katastrofy. Konsekwencją tej katastrofy musi być trwała utrata niepodległości i skreślenie raz na zawsze z mapy politycznej świata. Naród polski wielowiekową historią dowiódł, ze narodem takim nie jest. Potwierdził to w cza­ sie ponad stuletniej niewoli postawą społeczeństwa, rozwojem rodzimych wartości kulturalnych, kultywowaniem ojczystego języka i własnych tradycji narodowych, organizacją powstań w różnych okresach i pod różnymi zaborami. Wobec powstałego we wrześniu 1939 r. zagrożenia wywalczonej niepodległości naród polski gotów był znowu — mimo zdecydowanej przewagi wroga w ludziach i sprzęcie bojowym — do obrony godności i do ponownej walki o wolność i niezawisłość. 13 Por. Ryszard Fürst, Harcerstwo w walce narodozvowyzwolericzej w latach okupacji' hitle­ rowskiej w Polsce, w: W alka młodych pokoleń, Warszawa 1965. 14 Bez angażowania się w naświetlanie źródeł i bez przedstawienia rozwoju konfliktu można podać następujące fakty: Rozkaz naczelnika harcerzy L. 14 z 10 października 1938 r.: zwolnienie hm. Henryka Wechslera z funkcji komendanta chorągwi warszawskiej. Funkcję tę objął jeden z zastępców. Rozkaz L. 4 z 10 lutego 1939 r. zwolnił dotychczasowy skład komendy chorągwi i mianował nowy. Hm. Otto Oppmann został p.o. komendanta chorągwi z terminem do 31 grudnia 1939.

24

Z H P — Szare Szeregi

stowskiego, nakazującego opuszczenie W arszawy przez mężczyzn — hm. L. D o m ań sk i15 na czele batalionu harcerskiego, składającego siię z czterech kom panii (w sum ie około 600 harcerzy) opuścił Warszawę i pomaszerował do Włodawy. T am w drugiej połowie września rozwiązał batalion. T ak więc W arszawa, będąca terenem ożywionych działań m ilitarnych i miejscem tworze­ nia koncepcji dalszej walki podziemnej, została pozbawiona całkowicie władz harcerskich. Odbudowa tych władz jeszcze w drugiej połowie września 1939 r. była ułatwiona dzięki fali ewakuacji, która napłynęła w dużej mierze do W arszawy i osadziła w niej również kilku instruktorów harcerskich z zachodnich terenów Polski. Był wśród nich hm . Florian M arci­ niak z Poznania.16 W raz z falą uchodźców, napływających z Poznania, przybył on w pierw­ szych dniach września do Warszawy. Był wtedy 24-letnim człowiekiem, m łodym harcm i­ strzem, odznaczającym się energią, zdecydowaniem, rozwagą i taktem. Jem u powierzono, obsadzoną dotychczas tylko formalnie, ale nie sprawowaną de facto, funkcję komendanta od nowa organizowanego pogotowia harcerzy w Warszawie. Przyjechał również d o W ar­ szawy ze Śląska hm . Aleksander Kam iński. Jako członek K w atery Głównej — starszy o 11 lat od M arciniaka — był kierownikiem wydziału kształcenia starszyzny harcerskiej. Po­ wierzono m u funkcję zastępcy kom endanta pogotowia harcerzy. Niewielka liczebność pozostałego w W arszawię kierowniczego zespołu harcerstwa męs­ kiego i niezbyt jasno sprecyzowane zadania, brak powiązania z konkretnym i jednostkami wojskowymi, pozwoliły pogotowiu harcerzy spełnić obywatelski obowiązek walki tylko w niewielkim zakresie, choć n a innych odcinkach codziennej służby byli zaangażowani przez cały czas obrony Warszawy. W dniu 27 września 1939 r .17, gdy było jasne, że W arszawa bronić się dłużej n ie m o­ że 18, pod przewodnictwem wiceprzewodniczącego Związku Harcerstwa Polskiego, druhny 15 Nie ma jednolitego poglądu w drukowanej historiografii w kwestii, czy hm. L. Domański po rozwiązaniu batalionu powrócił do Warszawy, czy też od razu z Włodawy udał się do Wilna. Por. Bogdan Hillebrandt, Konspiracyjne organizacje młodzieżowe w Polsce 1939 — 1945 , War­ szawa 1973. 18 Stanisław Broniewski, Naczelnik Szarych Szeregów, „Za Wolność i Lud” 1974, n r 10 Tenże, Florian Marciniak , „Polski Słownik Biograficzny”, t. XIX/4, z. 83, ss. 582— 584. Florian Marciniak, urodzony w 1915 r., pochodził z rodziny chłopskiej, gospodarującej w województwie poznańskim. Do wybuchu wojny był instruktorem Wielkopolskiej Chorągwi Harcerzy. Przed wojną ukończył wydział prawa Uniwersytetu Poznańskiego, uzyskując tytuł magistra. 17 O dwa dni wcześniej, bowiem 25 września 1939 r., odbyło się pierwsze posiedzenie Rady Obrony Warszawy z udziałem prezydenta m. Warszawy i komisarza cywilnego przy Dowództwie Obrony Narodowej, mjra Stefana Starzyńskiego, oraz dowódcy obrony Warszawy, gen. dyw. Juliusza Rómmla, na którym przedyskutowano dalsze perspektywy walki i możliwości jej konty­ nuowania po wkroczeniu Niemców. Inicjatorem założenia konspiracyjnej organizacji wojskowej był gen. bryg. Michał Karaszewicz-Tokarzewski. W dniu więc wkraczania Niemców do Warsza­ wy — 1 października 1939 r. — działała już w niej pierwsza polska organizacja wojskowa pod nazwą Służba Zwycięstwu Polski. 18 Wolność i niepodległość były bezcenne i w ich obronie wystąpiła nie tylko część społe­ czeństwa służąca w wojsku czy organizacjach paramilitarnych, lecz jego ogół. Dowodów ścisłego współdziałania ludności cywilnej z wojskiem było wiele, ale na czołowe miejsce wysuwa się obrona stolicy. T u bowiem po raz pierwszy w tak powszechnym i olbrzymim wymiarze społe­ czeństwo polskie odpowiedziało niemieckiemu agresorowi zespołowym wysiłkiem obronnym, w któ­ rym wzięła udział zarówno cała rdzenna ludność Warszawy, jak d przybyła do niej w trakcie wojennej tułaczki. Początki zintegrowania wszystkich klas i warstw społeczeństwa Warszawy wokół wysiłku obronnego, przetasowanie różnych grup ludności i przypisanie im różnych za­ dań — nie zawsze adekwatnych do statusu zawodowego czy społecznego, stanu zdrowotnego i wieku — stanowiły punkt wyjściowy do analogicznej kierunkowo, jeszcze ściślejszej i pogłę­ bionej integracji całego społeczeństwa polskiego wokół czynnej i biernej walki z okupantem, wo­ kół oporu przeciwko jego polityce i zarządzeniom. I mimo niemieckich zarządzeń odbierających Warszawie pozycję stolicy nawet dla ustanowionego przez Niemców Generalnego Gubernator­ stwa, mimo planów zmniejszenia milionowej stolicy do stutysięcznego miasta powiatowego Warszawa przez cały czas okupacji pozostała ogniskiem polskiej walki konspiracyjnej i.siedzibą polskich władz państwa podziemnego. Wrześniowa walka Warszawy, ponad milionowego miasta, dostępnego wskutek swego rów­ ninnego położenia ze wszystkich stron dla broni naziemnej, nie osłoniętego z powietrza, sym-

Florian Marciniak

25

W andy Opęchowskiej, odbyła się narada, w której wzięło udział około dziesięciu instrukto­ rów harcerskich. Zapadły n a niej ważne decyzja Postanowiono, że harcerstwo będzie dzia­ łać nadal, w konspiracji. W ybierając naczelnikiem harcerstwa męskiego Floriana M arciniaka powierzono m u zadanie zorganizowania szeregów harcerstw a konspiracyjnego oraz ukie­ runkowanie program u jego działalności. Równocześnie zadecydowano, że organizacja h ar­ cerstwa żeńskiego będzie funkcjonować w formie przygotowanego przed wojną pogotowia harcerek, pod bezpośrednim kierownictwem kom endantki tego pogotowia Józefiny Ł apiń­ skiej, utrzym ującej kontakt z przebywającą poza W arszawą naczelniczką żeńskiej organizacji harcerskiej M arią Krynicką. U stalano, że tworząc konspiracyjną siatkę organizacyjną będzie unikać się w maksy­ malnym stopniu zaangażowania do niej znanych i zbyt eksponowanych instruktorów , za­ równo ze względu na ich bezpieczeństwo, jak i bezpieczeństwo całości organizacji. T a słuszna zasada spowodowała jednak dużo dodatkowych trudności, poza tym i, które wynikały z braku konsolidacji we w ładzach harcerskich, wkraczających w niełatwy pro­ gramowo i organizacyjnie okres działalności konspiracyjnej. Kształtowanie postawy ideo­ wej, program owo dostosowanej d o now ych w arunków życia i nowej sytuacji, trzeba było rozpocząć od początku, tak samo jak od początku trzeba było m ontować siatkę organiza­ cyjną nowego organizm u, który przyjął kryptonim »Szare Szeregi«. D o tych zadań odbudow y w konspiracji harcerstw a męskiego predyspozycje Floriana M arciniaka okazały się bezcenne. Reprezentował on poza talentem organizacyjnym i ener­ gią umiejętność szybkiego poznaw ania ludzi, odznaczał się dalekosiężnością przewidywań i żelazną konsekwencją oraz taktem w działaniu. Przez długi czas osobiście koordynował on pracę K w atery Głównej harcerstwa męskiego, korzystając przy tym ze współdziałania szeregu instruktorów i wizytatorów. Decydujące jednak były jego zapał, energia i ofiarność. Najtrafniej scharakteryzował go późniejszy szef wydziału kształcenia starszyzny i wydziału wydawnictw K w atery Głównej, członek Szarych Szeregów, a następnie kom endant cho­ rągwi warszawskiej, hm . Jan Rossman: „Stanowisko Floriana M arciniaka od początku wojny było mocne i zdecydowane: tak jak pom im o klęski wrześniowej i okupacji kraju ani n a chwilę nie przestało istnieć państwo polskie, tak nie przestał istnieć Związek H arcerstw a Polskiego. T a teza M arciniaka przy­ pominała czasem tezę, która doprowadziła później d o władzy i uwolnienia Francji przez de G aulle’a, który w momencie najtragiczniejszej klęski i jeszcze gorszej dwoistości poli­ tycznej Francji z uporem twierdził: to on, de Gaulle, reprezentuje wolną Francję, to on jest Francją. O dnosiliśm y wrażenie, że w najtrudniejszych dla harcerstwa chwilach Florian M arciniak był dla niego de G aulle’em 18a. Wielokoncepcyjność kierunków ¡»litycznych w ram ach jednolitej wychowawczo orga­ nizacji harcerskiej nie doprowadzała do czasu w ybuchu wojny d o jej wewnętrznego roz­ sadzenia m im o zdezorganizowania chorągw i warszawskiej.*9 Doprowadziła do tego dopiero wojna i klęska wrześniowa, identyfikow ana wtedy z bankructw em politycznym jednych program ów, a gloryfikacją drugich. Rozpoczęty zaraz po wrześniu 1939 r. przez M arciniaka, przy udziale głównie Juliusza D ąbrow skiego20 i Aleksandra Kamińskiego proces organizacyjnej konsolidacji męskich bolizowała upór narodu w walce i koncentrowała w kraju ciągłość trwania i istnienia państwa polskiego. Jednak po huraganowym nalocie w dniu 25 września, po dwudziestu pięciu dniach obrony i walki, po poniesieniu strat obliczonych na dziesiątki tysięcy zabitych i rannych, przy braku wody i światła oraz kończących się zapasach żywności, po poniesieniu olbrzymich strat mate­ rialnych i nieobliczalnych strat w dobrach kultury narodowej, trzeba było dla ocalenia ludności cywilnej przed beznadziejnymi stratami i cierpieniami kapitulować. Jednak dokonano wszystkiego, co można było i należało zrobić dla ocalenia honoru narodu i jego sił zbrojnych. 18a Relacja Jana Rossmana (maszynopis). 19 Por. Jerzy Gaj, Główne nurty ideowe w Z H P w latach 1918 — 1939, Warszawa 1966. Interpretacja szeregu faktów podanych w tej pracy musi być bardzo ostrożna i zweryfikowana. 20 Por. Kazimierz Koźniewski, Czerwony harcmistrz, Warszawa 1971. Faktografia w tej książce, dotycząca osoby J. Dąbrowskiego, jest prawidłowa, jednakże zwrócić należy uwagę na

26

Z H P — Szare Szeregi

szeregów harcerskich napotykał trudności, które często były nie do przezwyciężenia. M im o że w śród harcerzy istniała niewątpliwie jednolita postawa wobec zaistniałej sytuacji kraju oraz wspólnota dążeń i celów, odtworzony wkrótce po zakończeniu działań wojennych tzw. K rąg Św. Jerzego, działający do czasu wojny w ram ach Związku Harcerstwa Polskie­ go, zaczął działać niezależnie od istniejącej już K w atery Głównej harcerzy. Sym patie — z którym i nie krył się przed w ojną — do program u reprezentowanego przez Stronnictw o Narodowe doprow adziły jego członków do poglądów nacjonalistycznych. Nieśmiałe próby, podejmowane przez M arciniaka, przyciągnięcia tej grupy do Szarych Szeregów nie d o ­ prowadziły do uzgodnienia płaszczyzny porozumienia. K rąg ten znany był następnie jako H arcerstw o N arodow e21 o kryptonim ie »H ufce Polskie«, działające przez cały czas oku­ pacji odrębnie od Szarych Szeregów. Pierwszym jego naczelnikiem był Stanisław Sedlaczek.22 Podobnie już w październiku 1939 r. organizują się instruktorzy chorągwi w ar­ szawskiej, którzy poprzednio zostali usunięci ze Związku lub z niego wystąpili.23 W śród

to, że autor używa określenia „czerwone harcerstwo” w odniesieniu do części harcerstwa przed­ wojennego w znaczeniu nieco odmiennym, niż to ówcześnie rozumiano. 21 Por. Jerzy Janusz Terej, Rzeczywistość i polityka, Warszawa 1971; Bogdan Hillebrandt, Narodozoo-kazolickie organizacje i zespoły młodzieżowe w okresie hitlerowskiej okupacji, „Poko­ lenia ” 1972, nr 4. Harcerstwo Narodowe, mimo że» liczebnie znacznie mniejsze od Szarych Szeregów (maksimum około 1600 osób) i o znacznie węższym zasięgu oddziaływania wśród mło­ dzieży, stanowiło grupę harcerską o dużym znaczeniu, stąd przez długi okres okupacji trwał po­ między nim a Szarymi Szeregami spór o reprezentację ZHP w okupowanym kraju. 22 Por.: Aleksander ¡Kamiński, Życiorys Stanisława Sedlaczka, Londyn 1968, oraz Henryk Glass, N a szlaku Chudego W ilka, 1932. Stanisław Sedlaczek urodził się w Kołomyi w 1892 r. Kształcił się we Lwowie. Związał się tam z ruchem skautowym, wchodząc w 1913 r. w skład związkowego naczelnictwa we Lwowie — pierwszej naczelnej władzy harcerskiej, uznanej przez całą Polskę. W 1919 r. S. Sedlaczek został członkiem wydziału wykonawczego Naczelnej Rady Harcerskiej działającej w Warszawie. Od 15 września 1919 r. do 18 kwietnia 1920 r. był kie­ rownikiem wspólnej, męskiej i żeńskiej, Kwatery Głównej ZHP, a następnie, od 3 czerwca 1921 r. naczelnikiem Kwatery Głównej męskiej. Funkcję tę objął powtórnie i sprawował w okresie 1925— 1931. W latach 1922— 1926 był wiceprzewodniczącym ZHP. W latach trzydziestych został usunięty z władz harcerskich a przeniósł
Konsolidacja harcerstwa

27

nich był były kom endant chorągw i warszawskiej W ładysław Ludw ig. Przybierają oni kryptonim będący nazwą jeziora, n a d którym odbywały się przed wojną coroczne kursy instruktorskie — »W igry«. Zabiegi M arciniaka o wciągnięcie »Wigier« w ram y wspólnej organizacji harcerskiej dały bardziej zdecydowane rezultaty dopiero w 1943 r.24 Prow adzony centralnie proces konsolidacji szeregów harcerskich przebiegał równolegle do procesu integracji, przede wszystkim konsolidacji organizacyjnej tych szeregów w te­ renie, gdzie napotykał z kolei innego rodzaju trudności. Rozbicie władz organizacji harcerskiej, najbardziej widoczne n a szczeblu centralnym i w chorągwi warszawskiej, nie m iało wobec w ojny i okupacji większego wpływu n a ogólną postawę i aktywność młodzieży harcerskiej. T oteż wyjeżdżający z W arszawy już na przełomie 1939 i 1940 r. wizytatorzy — łącznicy K watery Głównej — napotykali w miejscowościach podwarszawskich zorganizowane konspiracyjne drużyny, które prze­ trwały wojenną zawieruchę lub też zaraz po jej ustaniu zorganizowały się ponownie. Wiele z tych drużyn nakreśliło sobie samodzielnie zadania n a okres okupacji lub zostało wciąg­ niętych do m nożących się organizacji podziem nych różnego charakteru: sam opomoco­ wych, społecznych, wojskowych. T e drużyny trzeba było pozyskiwać n a now o dla Sza­ rych Szeregów, lecz części z nich n ie udało się już w ogóle pozyskać. K łopoty te wiązały się częściowo ze szczególnymi trudnościam i, z którym i borykał sdę M arciniak, a mianowicie z program em zaczynającego działać konspiracyjnie harcerstwa męskiego. Program wymagał określenia treści, miejsca i roli harcerstwa w społeczeństwie polskim okupowanego kraju, organizującym walkę podziem ną z najeźdźcą.25 Tymczasem 24 Jak wynika z wielu relacji, scalenie »Wigier« z Szarymi Szeregami nastąpiło w 1943 r. przy zachowaniu odrębności organizacyjnej. Rozkaz L. 8 Kwatery Głównej Szarych Szeregów nosi datę 16 marca 1944 r. i zawiera następującą treść (A IH PAN, Rozkaz L. 8 z 16 marca 1944 r.): „Przedwojenny konflikt między władzami harcerskimi a grupą instruktorów, którzy później utworzyli oddział «Wigry», został całkowicie zakończony. Instruktorzy, których ko­ mendant oddziału «Wigry» przedstawi do pracy w SS [Szare Szeregi — przyp. P.S.] i którzy pracę tę podejmą, mają automatycznie przywrócony stopień instruktorski. Przywrócenie stopni dotyczy również instruktorów związanych z tą sprawą poległych lub zmarłych w latach 1939— 1944”. Niemniej jednak związki pomiędzy »Wigrami« i Szarymi Szeregami występowały już w latach 1941— 1942, przede wszystkim w zakresie wyszkolenia bojowego. Komendantem urucho­ mionego w listopadzie 1943 r. II kursu szkoły podchorążych Szarych Szeregów o kryptonimie »Agrícola« został już po jego rozpoczęciu wigierczyk hm. Eugeniusz Trzaska-Konopacki, a także szereg wykładowców tego kursu wywodziło się z »Wigier«. Przypomnieć należy, ¿e »Agrícola« to kryptonim szkoły podchorążych, prowadzonej przez Kwaterę Główną Szarych Szeregów. Były to dwa kursy, z których jeden rozpoczął się w marcu 1943 r. i trwał do września 1943 r., a drugi trwał od listopada 1943 do maja 1944 r. Poprzednie kursy szkoły podchorążych, w któ­ rych brali udział harcerze, nie nośiły nazwy »Agrícola«: komendantem I kursu »Agricoli« był „Piotr Pomian” (Eugeniusz Stasiecki), który również sprawował tę funkcję przy rozpoczę­ ciu II kursu, a dopiero w czasie trwania kursu objął tę funkcję hm. Eugeniusz Konopacki (B. Hillebrandt mylnie podaje za S. Broniewskim w: Konspiracyjne organizacje młodzieżo­ we..., s. 186, a także w: M łodzież Warszawy w walce z hitlerowskim okupantem, Warszawa 1970, ss. 170— 176, określając E. Konopackiego od razu jako komendanta II kursu »Agricoli«, który rzekomo miał tę funkcję objąć we wrześniu 1943 r., czemu przeczą zachowane doku­ menty). Według J. Rossmana (relacja w posiadaniu autora) sugestie, ¿e F. Marciniak po­ dejmował bezustanne próby uzgodnienia platformy z »Hufcami Polskimi« Itp. nie są słuszne. Według niego Florian Marciniak był zupełnie innego zdania: „Chciał ochronić Szare Szeregi przed dawnymi, mało aktualnymi sprawami «Wigier», koncepcjami grupy Sedlaczka — Sawic­ kiego. Dopiero po aresztowaniu Floriana doszło — i to właśnie tylko z grupą «Wigier» — do pojednania. Ważnym elementem były potrzeby organizowanej przez »Piotra« (Stasieckiego) szkoły podchorążych. «Wigry» pomogły przez dostarczenie instruktorów wojskowych. Natomiast do porozumienia z «Hufcami Polskimi» nie doszło pomimo bardzo intensywnych prac i sta­ rań, zwłaszcza na wiosnę 1944 r.” 25 Według Ryszarda Białousa Florian Marciniak już na przełomie lat 1940/1941 chciał zwią­ zać starsze wiekiem harcerstwo z działalnością sabotażowo-dywersyjną prowadzoną przez Zwią­ zek Odwetu. Koncepcja ta, nie mieszcząca się wtedy w ogólnych kierunkach (programu jeszcze nie było) działania harcerstwa męskiego w okresie okupacji, nie spotkała się z aprobatą Kwatery Głównej i realizacja jej została poniechana do czasu wykształcenia programu »Dziś-Jutro-Pojutrzę«.

28

Z H P — Szare Szeregi

M arciniak — jako kierownik zespołu, który m iał budow ać ten program — już n a początku 1940 r. został pozbawiony bliskich współpracowników. Z początkiem 1940
26 Stanisław Majewski, Pomarańczamia , „Stolica” 1971, nr 13. 27 Por. Tadeusz Kubałski, W szeregach »B aszty «, Warszawa 1969. Początkowo ścisłe kon­ takty (np. pionierów plutonu „M arka” — M adeja Lubiszewskiego) pomiędzy »Basztą« i Sza­ rymi Szeregami z czasem rozluźniły się znacznie na skutek odmiennych programów działań w latach 1940— 1942. Proces ten — jeszcze wg słów Marciniaka z 1943 r. (relacja R. Białousa) — doprowadził do „odharcerzenia się” »Baszty«. 28 Por. Arm ia Krajowa w dokumentach 1939 — 1943, Londyn 1970 (t. I ) , 1981 (t. V ), zwane dalej: A K dokumenty. Dyrektywy gen. broni Kazimierza Sosnkowskiego dla płka Stefana Roweckiego z dnia 10 lutego 1940 r., L. dz. 1280/tjn., zał. 2, ujęte w wytycznych dotyczących wykorzystania har­ cerstwa na terenie kraju. Przysłane pocztą kurierską przez kpt. lotnictwa Stanisława Niemirę-Bidzińskiego, ps. „Karol Ziege”, który wyruszył z Paryża 12 lutego 1940 r., a przybył do War­ szawy 11 marca 1940 r. równocześnie z drugim kurierem, wiozącym te same dyrektywy, od­ prawionym z Paryża 16 lutego 1940 r., L. dz. 1207/tjn. Wytyczne co do wykorzystania harcer­ stwa na terenie kraju były następujące: 1) Nie wdągać w żadnym wypadku organizacji har­ cerskich, jako całośd organizacyjnych, do organizacji wojskowej. Organizacje harcerskie mają żyć swym własnym żydem, dostosowanym do obecnej sytuacji w kraju. 2) Na terenie har­ cerstwa zakładać komórki ZWZ, dobierane troskliwie spośród ludzi pewnych pod każdym względem, nadających się do pracy konspiracyjnej, odgrywających na terenie harcerstwa rolę kierowniczą. 3) Za pośrednictwem komórek wykorzystywać harcerstwo dla czynności pomocni­ czych (łączpość, propaganda, wywiad). Wykorzystać to w terenie, w sposób bardzo ostrożny,

Z W Z — harcerstwo

29

„organizacji harcerskich jako całości”, które m iały żyć własnym życiem, dostosowanym do aktualnej sytuacji w kraju. H arcerstw o miało być wykorzystane za pośrednictwem jed­ nostek organizacyjnych Z W Z w momencie zasadniczym, tj. pow stania ogólnego, i głów­ nym , choć nie jednym postawionym przed nim zadaniem było szkolenie wojskowe. Postanowienia instrukcji przewidywały zakładanie komórek Z W Z w organizacji harcer­ skiej. Kom órki te miały mieć charakter wiodący i kierowniczy. Rolą ich m iało być m. in. wciąganie harcerzy d o czynności pom ocniczych dla organizacji wojskowej, takich jak łączność, propaganda i wywiad. Pow inna była przy tym być przestrzegana ściśle zasada wyodrębnienia dla harcerzy takich zadań w trzech wymienionych pianach służb, które by sprzyjały zachowaniu ideowo-moralnej postawy młodzieży i nie narażały jej na dodatkowe represje i prześladowania ze strony okupanta. Jednakże władze harcerskie nie były skłonne zapewnić priorytetu i roli kierowniczej w organizacji harcerskiej władzom wojskowym, które reprezentowały zakres działania niewątpliwie atrakcyjniejszy niż harcerstwo, poszu­ kujące dopiero swego miejsca programowego w aktualnym życiu kraju i codzienności ży­ cia jego społeczeństwa. W ładze harcerskie, stojąc n a stanowisku, że harcerstwo jest nie tylko organizacją, ale jest również ideowo-wychowawczym ruchem młodzieży o specy­ ficznie polskich tradycjach walk o wolność i niepodległość, rozumiały, że postanowienia Rządu R P i Naczelnego W odza, zawarte w wytycznych do cytowanego rozkazu, powinny być mim o wszystko wykonane. Płaszczyznę więc, n a której spełnione zostały ogólne dy­ rektywy ‘i nstrukcji, a równocześnie zaspokojone dążenia przynajmniej większości harcerzy, ustalono w kraju w ten sposób, że chłopców z roczników starszych skierowano do szkoły podchorążych prowadzonej w ram ach Z W Z (pierwszy kurs n a szczeblu K om endy Głównej Z W Z rozpoczął się 1 października 1940 r.) lub n a szkolenie pojedynczego Strzelca (w n o ­ m enklaturze konspiracji harcerskiej tzw. »Służba Sklepy«) albo kursy samochodowe p ro ­ wadzone lub finansowane przez Z W Z M łodsi chłopcy, pozostając w organizacji h ar­ cerskiej, zaczęli na użytek organizacji wojskowej pełnić służbę w wywiadzie lub łączności, a w niektórych przypadkach tworzono z nich tzw. poczty dowódców organizacji woj­ skowej. Należy jeszcze wspomnieć o jednej przyczynie utrudniającej tworzenie organizacji i rozwój harcerstwa konspiracyjnego. Po zaprzestaniu działań wojennych i częściowym usunięciu szkód m aterialnych zostało przywrócone do rozmiarów względnie normalnej działalności szkolnictwo podstawowe i średnie. W krótce jednak, bo już na początku 1940 r. zostało ono — poza szkolnictwem podstawowym i zawodowym — bezpowrotnie przez Niemców zlikwidowane.2®Było to jedną z głównych przyczyn samorzutnego organizowa­ nia się młodzieży w kręgi samokształceniowe, często niezależne od organizowanego kon­ spiracyjnie nauczania w zakresie program u gimnazjalnego, licealnego i szeregu wydziałów wyższych uczelni. Powodem do sam orzutnego powstawania tych kręgów były nic tylko represje okupanta wobec szkolnictwa, ale także potrzeba zrozumienia przyczyn klęski n a­ rodowej i wyrobienia nowej koncepcji dotyczącej przyszłości kraju. Była i taka część młodzieży, którą na początku okupacji sprawy te interesowały znacznie bardziej niż sprawy organizującego się wojska podziemnego i bieżącej walki z bronią w ręku. Wiele tych kręgów samokształceniowych miało luźny charakter, nieliczne przetrwały

szanując bezpieczeństwo młodzieży i nie narażając jej na niepotrzebne represje i prześladowania. 4) Harcerstwo jako całość będzie wykorzystane za pośrednictwem komórek ZWZ w momencie zasadniczym (powstanie). 28a O współpracy Szarych Szeregów z ZWZ wspomina meldunek nr 37 gen. „Grota” do Naczelnego Wodza z dnia 21 X I 1940 r. stwierdzający, że poważna organizacja Szarych Szere­ gów współpracuje już z ZWZ, ma zasięg ogólnopolski i wysoki poziom moralny. Fragment tego meldunku został opublikowany w 1982 r. w Londynie. 29 We wrześniu i październiku 1939 r. szkolnictwo średnie było nieczynne. Restytuowanie szkolnictwa średniego nastąpiło głównie w listopadzie 1939 r., częściowo w innych budynkach niż poprzednio, a nawet w budynkach położonych w innych dzielnicach. Jego ponowne zamknię­ cie i otwarcie tylko niektórych szkół zawodowych było dodatkową przyczyną rozerwania .istnie­ jących przed wojną w grupach młodzieży więzów szkolnych i harcerskich.

30

Z H P — Szare Szeregi

okres wojny. Jeden z tych kręgów należy wymienić jako charakterystyczny nie tylko dla mego samego, ale i kręgów ,p odobnych — może mniej znanych, ale nie m niej interesują­ cych. Był to krąg, a właścówie dw a kręgi dzielnicowe działające pod .przewodnictwem Sta­ nisława Leopolda: mokotowski i żoliborski, występujące pod wspólną nazw ą P E T , będącą kryptonim em organizacji „Przyszłość”, znanej przed kilkudziesięciu laty i będącej pier­ wowzorem P E T -u czasów o k u p acji80. D o tej tradycji nawiązywał działający w okresie przed II wojną światową Związek Polskiej M łodzieży Demokratycznej (Z P M D ) 31, z któ­ rego pochodził ideowy twórca P E T -u okupacy jnego, Bolesław Srocki. Bolesław Srocki był człowiekiem niepozornym , fizycznie ułom nym , odznaczającym się jednak dużą inteligencją i kulturą. U rodzony wychowawca i pedagog, posiadał zasób wie­ dzy uzasadniający m iano wielkiego hum anisty. Reprezentował poglądy postępowe. Sam nie mając predyspozycji do wymagającej wysiłku służby wojskowej, a posiadając wyjątkowe walory intelektiialno-pedagogiczne, skupiał wokół siebie młodzież przodującą pod wzglę­ dem intelektualnym i przeciwdziałał jej dążeniu d o walki zbrojnej, którą uważał za dzia­ łanie o charakterze koniecznym, ale najprym itywniejszym . Poza więzią wynikającą z oso­ bistych przekonań politycznych Bolesława Srockiego, świadomie i podświadomie przeka­ zywanych przez niego młodzieży, P E T był kręgiem apolitycznym, choć intelektualnie gra­ witującym ku bliżej nie sprecyzowanym ideom ¿demokratycznym, wynikającym z m ło­ dzieńczego, pełnego zapału stosunku d o świata i ludzi.82 Głów nym celem P E T -u było szeroko pojęte samokształcenie, wyrobienie samodzielności myślenia, samokrytycyzmu, aktywności i dociekliwości wobec postawionego problemu. Działalność P E T -u przebiegała w trybie podobnym d o kształcenia seminaryjnego. Słu­ chacze mieli np. zadanie przeczytania lektury dotyczącej uzgodnionego tematu. N astępnie jeden z n ich wygłaszał referat wprowadzający, po czym następowała dyskusja. Lekturę stanowiły przeważnie książki opublikowane przed wojną, jeszcze nie czytane, tru d n o do­ stępne, gdyż wycofane przez Niemców z bibliotek i magazynów. Należała także do tej lektury prasa podziem na i różne opracowania krajowe d zagraniczne, dotyczące aktual­ nych problemów. N ierzadko zjawiał się na tych seminariach referent spoza P E T -u z pre­ lekcją. Problematyka lektury i referatów była bardzo różna, ale współcześnie m ożna wy­ dzielić w niej kierunki podstawowe, ponieważ P E T — wbrew niektórym poglądom ba­ daczy jego działalności — nie posiadał z góry założonego program u ani schem atu dzia­ łania.83 Zarów no jego działalność jak i działalność innych kręgów typu koleżeńskiego i samo­ kształceniowego, konfrontujących własne poglądy, wynikały z wymogów chwili, którą stwarzał ogólny klim at warunków okupacyjnych, brak aktualnych inform acji, brak źródeł 80 Organizacja konspiracyjna polskiej młodzieży gimnazjalnej, założona w zaborze prus­ kim, a później działająca we wszystkich zaborach na przełomie X IX i XX wieku, występowała najpierw pod nazwą „Czerwona Róża”, a następnie „Przyszłość”. Związana ideowo i politycz­ nie ze Związkiem Młodzieży Polskiej, tzw. ZET-em, miała wyraźne zabarwienie demokratyczne. 81 ZPMD utworzony został w 1927 r. i wchłonął część członków ZET-u występującego od 1918 r. pod nazwą Organizacja Młodzieży Narodowej. W 1936 r. ZPMD dzielił się na ZPMD Prawicę i ZPMD Lewicę. 82 Wydaje się, że niektórzy historycy (np. Bogdan Hillebrandt, Konspiracyjne organizacje młodzieżowe...) niesłusznie sugerują PET-owi charakter polityczny. Tenże autor charaktery­ zując PET nie wykorzystał wszystkich dostępnych materiałów (T. Huskowski, H. Grabowska, B. Srocki) i relacji (Wanda Leopold), a także dokumentów (instrukcji PE T -u), co spowo­ dowało niepełne określenie charakteru PET-u i jego wewnętrznych przeobrażeń. 88 Por. Danuta Kaczyńska, Dzieje grupy żoliborskiej P E T -u, w: Warszawa lat wojny i oku­ pacji, t. I, Warszawa 1971. Opracowanie to jest cenne z uwagi na szereg interesująco przed­ stawionych sylwetek byłych PET-owców, choć tylko żoliborskich. Zawiera jednak również szereg błędów. Należy do nich w szczególności próha ustalenia związków politycznych pomiędzy ZET-em, ZPMD i PET-em, których w istocie trudno się doszukać, brak periodyzacji historii PET-u z punktu widzenia form organizacyjnych i zakresu działań w poszczególnych okresach, nieprecyzyjne określenie światopoglądu członków PET-u, brak odpowiedzi na pytanie, dlaczego z PET-u wywodzi się znaczna liczba oddanych sprawie niepodległości uczestników akcji dy­ wersyjnych. Ponadto są błędy mniej istotne. Nie było np. osobnej grupy dziewcząt w ramach PET-u, dziewczęta bowiem były razem z chłopcami; Zofia Zajchowska nie była członkiem PET-u itp.

31

PET

J U ik ilto w

t

.

ntAu/u

łe /m u , |*o*ur^ojL

iKjv€£JX£ył-tHa . d * ^ f e ł c v ^ h r u > \ o x ^ ^ n-ia| 4 mm

w

.

i n .t f A ł .T

jy f o jtłił JT

i (

. \

'XfCU,*JUC.t*. r- V lŁ ,: ..............

/Ka * .1 fo ^ T riy O tt* ^

|> > € * a 0 3 1 ^ « ix , 4 f ~ ^ 5 N * * i6 U a « >

^«^LorciJbcLtlw
Karta z prowadzonych przez „Zetę” (Halina Grabowska) odręcznych zapisów pamiętnikarskich inspirujących możliwości pogłębienia rozum ienia życia. Pierwszoplanowym problemem były studia nad historią Polski, przede wszystkim międzywojennej, głównie z punktu wi­ dzenia gospodarczego i społecznego. Chodziło o ustalenie sytuacji kraju, by mieć jasno sprecyzowane punkty wyjścia do dyskusji n ad wprowadzaniem w przyszłości koniecznych zmian. N astępnym zagadnieniem był zespół problemów dotyczących historii totalizm u, a szczególnie jego hitlerowskiej odm iany, analiza genezy tego zjawiska i sposobów prze­ ciwdziałania mu. Bardzo 'istotny był zespół problemowy związany z jednostkowym kształ­ towaniem charakterów i postaw n a podstawie zasad etyki d .psychologii. Próbowano uw zględ­ niać przy tym wywołaną przez wojnę, niekorzystną, ale nde nieodzowną deformację ‘in­ dywidualnych wartości hum anistycznych. Żywo dyskutowane były spraw y gnanie przy-

32

Z H P — Szare Szeregi

szłej Polski, ekonomiczno-społeczny profil byłych Prus W schodnich i częściowo dzisiej­ szych ziem zachodnich, przewidywane trudności i korzyści ich asymilacji z macierzą. P E T n ie był organizacją liczną, grom adził bowiem w dwóch kręgach dzielnicowych, żoliborskkn i mokotowskim, niewiele ponad 100 osób w wieku 18— 24 lat, ale jego inte­ resujący profil działania i naśladowanie przez in n e kręgi nie pozostawały bez wpływu na form y i kierunki organizowania się młodzieży w latach 1940— 1942. W m iarę rozwoju form walki zbrojnej z okupantem , przedłużania się okresu okupacji i krzepnięcia progra­ mów działania P E T włączył się najpierw do akcji »Wawer«, a następnie n a przełomie roku 1942— 1943 wszedł w skład G ru p Szturm ow ych Szarych Szeregów i w raz z riimd w skład A rm ii Krajowej — aia odcinku walki bieżącej, czyli Kedywu — wciągając w ram y swojej działalności n a odcinku akcji »W awer« podobny, choć znacznie mniej liczebny krąg chłopców ze Starego M iasta.34 Jedoń charakterystyczny rys rozwojowy części tych kręgów samokształceniowych, w tym również P E T -u , należy szczególnie podkreślić. Związki i wzajemny stosunek pomiędzy młodzieżą wewnątrz tych kręgów ewoluowały od całkowicie luźnych, dobrowolnych, p o ­ zbawionych uregulowanych form , przez etap nieprzym uszonego kształcenia, niepisanych, lecz ustalonych form organizacyjnych, aż do organizacyjnego ujęcia młodzieży tych krę­ gów w dojrzałe regulam iny działania, które w formie nakazów i zakazów stanowiły norm y działania członków danego kręgu.35 Proces ewolucji organizacyjnej był równoległy do zmian w profilu działania tych krę­ gów, które wyłącznie samokształceniowy program (1939— 1941) zmieniły n a mieszaną formę działania: samokształceniową — z udziałem w akcjach »W awra« (1942), dochodząc w końcu do m om entu, w którym dom inantę działania stanowiły akcje o charakterze walki bieżącej (1942— 1943). T ru d n o określić, czy i jaki wpływ zdążyło wywrzeć później harcerstwo szaroszeregowe, reprezentowane przez G rupy Szturm owe, n a młodzież z P E T -u , która weszła do nich przyciągnięta nie tyle atrakcyjnością ideologiczno-programową, ile rachubam i na szybkie przystąpienie do walki bieżącej. Postawę bezkompromisowo patriotyczną, a rów no­ cześnie wysoki poziom intelektualny tej młodzieży wykształcono bez wątpienia w okresie trzech lat okupacyjnej działalności P E T -u . Problemów utrudniających integrację konspiracyjnego harcerstwa było więc niemało. Rozwiązywaniu ich i form ułow aniu program u działania poświęcony był schyłek roku 1939, rok 1940 i prawie cały ro k 1941. Jeżeli mówimy „praw ie cały rok 1941”, to dlatego, że

34 Bogdan Hillebrandt ( Konspiracyjne organizacje młodzieżowe..., ss. 52—54) określa wej­ ście chłopców ze Starego Miasta do PET-u na początek 1943 r. Oznaczałoby to, że krąg staromiejski był w ramach samodzielnego PET-u około roku. Z innych ustaleń równocześnie wiadomo, że PET wszedł do Warszawskich Grup Szturmowych w każdym razie po 3 listo­ pada 1942 r. (bliższej daty nie udało się na razie ustalić), a przed 31 grudnia 1942 r. (część petowców pamięta, że byli już w GS w czasie akcji »Wicnicc II« ). Z drugiej strony, zapyty­ wani żyjący do dziś uczestnicy kręgu staromiejskiego nie pamiętają, by uczestniczyli w jakim­ kolwiek zebraniu dyskusyjnym PET-u (relacja Eugeniusza Schielberga). Można stąd wyciągnąć wnioski: zebrania „naukowe” nie odbywały się w ramach PET-u już w 1942 r. (przeczy temu jednak relacja żyjących petowców); ^bran ia odbywały się bez udziału kręgu staromiejskiego (brak wytłumaczenia); krąg staromiejski włączył się do PET-u znacznie później. Najsłuszniejsze jednak wydaje się stwierdzenie, że krąg staromiejski w ogóle nie był włączany do podstawowej działalności PET-u, lecz za pośrednictwem czołowych przedstawicieli PET-u (Jerzy Zborowski, a później Bronisław Pietraszewicz i inni) i pod jego auspicjami został równolegle włączony w ak­ cję »Wawer«, co współcześnie zasugerowało również jego działalność w ramach PET-u w sferze intelektuałno-ideowej. Z tego powodu dywagacje na temat dyskusji petowych w kręgu staromiej­ skim podane w publikacji Danuty Kaczyńskiej (B yli żołnierzami „Parasola?’y Warszawa 1976) wydają się pozbawione podstaw. 35 Regulamin PET-u. Zidentyfikowany i rozszyfrowany przez Wandę Leopold program PET-u. Instytut Historii Polskiej Akademii Nauk, Archiwum im. F. Marciniaka (odpis z zachowanego oryginału — bibułka A4 z ubytkami — maszynopis). Patrz aneks II, s. 644.

» Wawer«

33

w ram ach modyfikowanej realizacji wspom nianych wytycznych K om endanta Głównego Z W Z , pod koniec jesieni 1941 r. rozpoczęło się szkolenie chłopców chorągwi warszawskiej 0 kryptonim ie »U l W isła«.80 D opiero rok 1942 zakończył okres budowy organizacji harcer­ stwa męskiego i konstruow ania jego program u, ustalania form współpracy z organizacją wojskową. Był to rok dynamicznego rozwoju i w pełni zorganizowanego działania. Złożył się na to szereg przyczyn. Chronologicznie biorąc, podstawowe znaczenie miało sformułowanie program u akcji »Wawer«, zwanej także m ałym sabotażem, której koncepcję przedstawił Aleksander K am iński w grudniu 1940 r., a która od razu zyskała zwolenników 1 wykonawców. D o akcji »Wawer« włączyły się szerokie rzesze młodzieży zorganizowanej i nie zorganizowanej.37 Najogólniej mówiąc, »W awer« organizował i program ował naj­ szerzej pojęty mały sabotaż, który najpierw polegał niejako n a płataniu figli Niemcom i nielojalnym wobec własnego narodu Polakom, figli często bardzo dokuczliwych i zawsze dobrze przemyślanych. Później mały sabotaż podejmował trudniejsze zadania: gazowanie kin, wywieszanie flag polskich n a ulicach i gm achach, nadawanie polskich audycji radio­ wych przez podłączenie do niemieckich sieci radiow ych, kolportowanie dodatków nad­ zwyczajnych d o gazet wydawanych przez Niemców itp. Osiągnięcia akcji »Wawer« cha­ rakteryzowały trzy podstawowe elementy, które przesądzały o jej rozpowszechnianiu i ak­ ceptowaniu przez młodzież nic zorganizowaną i organizacje młodzieżowe o charakterze wychowawczym. Akcje te odbywały się bez broni, program ow o wykluczały konieczność jej użycia, a praktycznie nie wymagały obcowania z nią młodzieży. Były one jednocześnie niebezpieczne i wymagały sprytu, szybkości działania i refleksu, miały duże znaczenie moralne dla ludności polskiej łaknącej pokrzepienia w widocznych oznakach działal­ ności Podziemia i wreszcie były w zgodzie z wymogami etyczno-wychowawczymi. Toteż »Wawer« został od razu i to masowo przyswojony oficjalnie przez Szare Szeregi, rów­ nież przez żeńską organizację h arcersk ą38, przez pctowców d inne kręgi młodzieżowe. Z czasem wzbogacony został przez Szare Szeregi dodatkow ym i form am i działań. W łączenie się młodzieży w organizację akcji »W awer« było tak masowe, że akcje te wy­ konywane były zarówno przez młodzież w wieku 14 lat, jak i przez starszą, liczącą ponad 20 łat. Naśladowanie akcji poza organizacją odbywało się przez jeszcze młodsze dzieci. Okresem masowego rozwoju tych akcji były lata 1941— 1942. Z czasem przestały one wy­ starczać, szczególnie starszej młodzieży, która uwagę swoją zaczęła kierować ku bardziej wojskowej działalności, z bronią w ręku. Sprzyjało temu krzepnięcie kadry instruktorów Szarych Szeregów, która została uzupełniona zarówno po wrześniu 1939 r., jak i po aresztowaniach z przełom u lat 1940— 1941. D la części z nich praca ideowo-wychowawcza w samych Szarych Szeregach przestawała być wystarczająco atrakcyjnym zajęciem w walce podziemnej. D odatkow ą sytuacją sprzyjającą był także fakt, że od czasu przekształcenia ZW Z w Arm ię Krajow ą zaszły istotne zm iany form d kierunków działania wojska. Dowódca A K instrukcją do rozkazu z dnia 16 m arca 1942 r. uregulował stosunek Sza­ rych Szeregów i A K .89 Postanowienia tej instrukcji pozostawiały autonom ię działania Szarym Szeregom w zakresie ideowo-wychowawczym w odniesieniu do roczników w wieku przedpoborowym, które miały współdziałać z wojskiem w służbie łączności, propagandy, prasy i wywiadu, natom iast roczniki poborowe w rozum ieniu przedwojennej ustaw y o po­ 80 Konspiracyjna organizacja d kryptonimy w Szarych Szeregach były następujące: Kwatera Główna — »Pasieka«, której bezpośrednio podlegały poszczególne (18) chorągwie — »Ule« (np. chorągiew warszawska — »Ul W isła«); w skład chorągwi wchodziły hufce — »Roje«, składające się z drużyn »Rodzin«, w skład których wchodziły zastępy — »Pszczoły«. 37 Por. Czesław Michalski, W ojna warszawsko-niemiecka , wyd. II, Warszawa 1974. 38 Organizacja harcerek początkowo występowała pod kryptonimem »Związek Koniczyn«, Szare Szeregi Żeńskie, a później »Bądź gotów«. Niewielkie grono harcerek było również w Sza­ rych Szeregach Męskich, szczególnie tych, które związane z organizacjami chłopców, np. PET-em, weszły później razem do Szarych Szeregów. 39 Por. Tomasz Strzembosz, Szare Szeregi a A rm ia Krajowa w świetle dokumentów w: N aj­ nowsze dzieje Polski, t. V, Warszawa 1961; tenże, Sprawozdanie Naczelnika Szarych Szere­ gów do K om endy Głównej A rm ii Krajowej oraz Naczelnika K om itetu Harcerskiego w Lon-

34

Z H P — Szare Szeregi

borze do wojska miały pełnić służbę żołnierską w ram ach organizacji wojskowej przy za­ chowaniu więzi z organizacją harcerską n a 'innych odcinkach życia konspiracyjnego. Ci pierwsi również uzyskiwali nazwę i prawa żołnierzy A rm ii Krajowej, bez względu na wiek, o ile pełnili służbę, z której wyników korzystała organizacja wojskowa W połowie 1942 r. realne form y przybrał ostatecznie opracow any program Szarych Szeregów 40, znany powszechnie pod kryptonim em »Dziś— Ju tro —Pojutrze«, lub »Pią­ tek— Sobota— Niedziela«, zbieżny chronologicznie z zakończeniem pierwszych turnusów dynie, w: Najnowsze dzieje Polski, t. VI, Warszawa 1962; tenże, Archiwum Szarych Szere­ gów Floriana Marciniaka, w: Najnowsze dzieje Polski, t. V III, War-szawa 1964. Rozkaz

nr 4 Dowódcy Armii Krajowej, dotyczący ogólnych zasad odtworzenia sił zbrojnych w kraju, w dniu 16 marca 1942 r. nr 129: „W rozwinięciu R4 zarządzam: I. Szare Szeregi Męskie wezmą udział w OSZ wg poniższych wytycznych. A. W konspiracji: 1. Członkowie rocznika 1917 i starsi pełniący indywidualnie służbę w PZP otrzymają przy­ działy wojskowe przy Komendancie PZP odpowiedniego szczebla. 2. Członkowie specjalizowania w zespołach w myśl zarządzeń KO jako poczty d-ców, zawiązki OK oddz. spec. łączności, broni pancernej, sztafet itd. otrzymują również przydział wojskowy. B. Po opanowaniu terenu: 3. Członkowie nie zaszeregowani w ust. A pkt 1 i 2 podlegają ogólnym zasadom powo­ łania. Dotyczy podlegających obowiązkowi powszechnej służby wojskowej rocznik 1917— 1924. 4. Członkowie nie zaszeregowani w ust. A pkt 1 i 2 w wieku przedpoborowym w rozumie­ niu ustawy z 9.4.1938 r. o powszechnym obowiązku wojskowym (Dz. U.R.P. nr 25 poz. 220) do ukończenia 16 lat w dn. 1. 1. 1942 r. podlegają rozkazowi o zaciągu ochotniczym. C. Pomocnicza służba. 5. Młodsi od wym. w ust. B pkt 4 członkowie Sz. Sz. M. podlegają obowiązkowi pomocni­ czej służby wojskowej wg zarządzeń naczelnika Sz. Sz. M. Naczelnik Sz. Sz. M. opracuje własny plan zorganizowania pomocniczej służby wojskowej w zakresie: a) łączności — zespoły gońców i łączników przy komendantach (piesi i rowerzyści), b) wywiadu — zespoły wywiadowcze przy d-dztwach oraz zespoły łączności między tery­ torialnymi komórkami wyw., c) OPL — zespoły dla obsługi punktów obserwacyjno-alarmowych przy komendach, d) regulacji ruchu — zespoły przy komendach do dyspozycji inspektorów SOP, e) służby sanitarnej — zespoły sanitarne, f) służby magazynowej — zespoły obsługi magazynów wojskowych. g) służby kancelaryjnej — w wojsku SOP i AZ. Delegaci Szarych Szeregów Męskich przy KO zameldują do dnia 31. 5. 42 r., o ile i jakie zespoły mogą wytypować. Do zorganizowania przystąpią po zatwierdzeniu planu przez KO. Naczelnictwo Sz. Sz. M. nakaże przeprowadzenie szkolenia wytypowanych zespołów w myśl wskazań KO i przy pomocy instruktorskiej Komend Obwodowych. II. Członkowie Sz. Sz. M., którzy pełnią czynną służbę w PZP, są żołnierzami armii wal­ czącej w myśl R. nr 50 z 1941 r. Członkowie Sz. Sz. M., którzy wejdą do zespołów konspira­ cyjnych, będą uważani bez względu na wiek za żołnierzy. III. Za wykonanie są odpowiedzialne władze Sz. Sz. M., a za kontrolę Komendant PZP. KO zamelduje o wynikach prac przygotowawczych do dnia 1. 7. 1942 r. (— ) Komendant Główny PZP”. 40 Data, okres, a nawet rok wykształcenia programu Szarych Szeregów, zwanego »Dziś-Jutro-Pojutrze«, są dyskusyjne (choć założenia programowe rzekomo były dyskutowane na odprawie Komendy Chorągwi Warszawskiej w dniu 22 czerwca 1941 r.). Według S. Broniew­ skiego był to rok 1941. Ten rok podaje również B. Hillebrandt. J. Rossman i S. Mirowski twier­ dzą, że później: początek lub połowa roku 1942. Konfrontacja poszczególnych relacji wzbudziła wątpliwości u S. Broniewskiego, który przesuwa datę opracowania programu Szarych Szeregów na rok 1941/1942. Zdaniem autora, wdele ważnych okoliczności wskazuje na połowę (ewentual­ nie pierwszą połowę) roku 1942. Rok 1941 w Szarych Szeregach to głównie dalsze procesy i za­ biegi integracyjne, organizacyjne i poszukiwanie programu działania. Rok 1941 to również rok początków, intensyfikacji i rozkwitu akcji »Wawer«, jej obserwowania przez Kwaterę Główną i włączania się w tę akcję. Rozwój szkolenia harcerskiego to rok 1942. Również w tym roku (pod koniec) następuje adekwatne do sytuacji rozdzielenie szeregów harcerstwa męskiego. Przy­ jęcie roku 1941 jako daty opracowania programu prowadziłoby do konieczności wytłumaczenia długiego okresu czasu dzielącego opracowanie programu od rozpoczęcia wcielania go w żyde. Sprawy te będą mogły zostać uściślone po opublikowaniu historii Szarych Szeregów,

« »Dziś — Jutro— Poju trze «

35

NINIEJSZYM

NACZELNIKA HARCERZY, L ? ZONIA Z f . i 3 . H i UZYSKAŁ STOPIEŃ

Dyplom nadania stopnia harcmistrza „Henrykowi” (Jerzy Dargiel) przez naczelnika Szarych Szeregów konspiracyjnych kursów podharcm istrzowskich, organizowanych przez Kwaterę Główną Szarych Szeregów'. »Dziś— Ju tro —Pojutrze« był pierwszym
36

ZH P — Szare Szeregi

komplety szkól średnich ,i wyższych lub do oficjalnych szkół zawodowych, organizowanie prelekcji program ow ych o problematyce etyczno-moraIno-wychowawczej, samokształcenie, pogadanki światopoglądowe. Realizacja tego program u, łączącego w edług bieżącej potrzeby elementy wojskowe ii h ar­ cerskie przy równoczesnym kształceniu harcerzy, rozpoczęła się na szeroką skalę przy końcu drugiego półrocza 1942 r. i .umocniła organizację harcerską zarówno liczebnie jak i przede wszystkim ukonkretniła jej już atrakcyjne dla chłopców działanie. Realizacja tego program u przy ciągnęła ku męskiej organizacji harcerskiej cały krąg petowców, inne kręgi i zespoły młodzieżowe, w tym szereg zespołów typowo harcerskich, działają­ cych dotąd poza Szarym i Szeregami. Proces związanej z tym integracji polskiego har­ cerstwa męskiego wszedł w etap decydującej realizacji. Jednak bieżące zadania wojskowe miały tak różny profil działania, że wymagały podzielenia zastępów harcerzy n a grupy wieku po to, by każdej grupie przypisać jej właściwe i różne od pozostałych działania. Dlatego od końca 1942 r. zaczęto wprow adzać sukcesywnie w poszczególnych cho­ rągwiach podział harcerstwa męskiego na trzy grupy wieku 41: najmłodsi, zwani Zawiszakami (do lat 16), mieli zajmować się przede wszystkim kolportażem prasy, służbą łącz­ ności i wywiadu; średniacy w wieku 16-18, zwani Bojowymi Szkołami, w skrócie BS, mieli wykonywać trudniejsze zadania wywiadowcze :i łączności, przechodzić podstawowe wyszkolenie wojskowe (przeszkolenie pojedynczego Strzelca), uczęszczać na kursy sam o­ chodowe, stanowić poczty dowódców organizacji wojskowej; wreszcie najstarsi w wieku powyżej 18 lat, ujęci w G rupy Szturm owe, w skrócie G S, m ieli zostać włączeni do walki bieżącej. N a szczeblu centralnym m ieli stanow ić jeden z zespołów żołnierzy Kedywu K om endy Głównej A rm ii K rajow ej.42 Szare Szeregi, stanąwszy w początkowym okresie okupacji przed problemem ustosun­ kowania się organizacji harcerskiej do eksterminacyjnej polityki o k u p a n ta 48 z jednej 41 Decyzja podziału harcerstwa męskiego na trzy grupy według wieku została podjęta przez Kwaterę Główną pod koniec 1942 r. (dokładna data nie jest ustalona). Jak we wszystkich przypadkach, tak i w tym najpierw dokonano podziału w Warszawie na terenie chorągwi war­ szawskiej. Miało to miejsce na zebraniu komendy chorągwi w dniu 3 listopada 1942 r. Nie można jednak tego dnia uważać za datę, kiedy zdecydowano o podziale całych Szarych Sze­ regów, jak podaje to B. Hillebrandt ( Konspiracyjne organizacje młodzieżowe..., s. 153). 42 Przełom roku 1942 i 1943 to okres tworzenia w ramach AK organizacji integrującej walkę bieżącą pod nazwą Kierownictwo Dywersji, występujące pod kryptonimem »Kedyw«. (A ŻHP — obecnie CA KC PZPR — sygn. 1666/1, R-684. Kierownictwo Dywersji — Ke­ dyw — formalnie powołane zostało rozkazem n r 84 z dnia 22 stycznia 1943 r. dowódcy Armii Krajowej gen. bryg. Stefana Roweckiego.) Stefan Rowecki, generał dywizji, pseudonimy: „G rot”, „Grabica”, „Rakoń”, „Nowak”, „T ur”, „Kalina”, „Jan” (urodzony 25 grudnia 1895, zmarł prawdopodobnie w sierpniu 1944). Organizator nielegalnego harcerstwa polskiego w Piotrkowie w latach 1910— 1913. Legionista nie zaangażowany w zamach stanu 1926 r. Do 1939 r. pracował kolejno w Głównym Inspekto­ racie Sił Zbrojnych, był dowódcą 55. pułku piechoty, dowódcą brygady Korpusu Ochrony Pogranicza „Podole”, organizował warszawską brygadę pancemo-motorową, na czele której walczył we wrześniu 1939 r. Szef sztabu pierwszej polskiej organizacji podziemnej Służba Zwycięstwu Polski, dowodzonej przez gen. Michała Karaszewicza-Tokarzewskicgo. Następnie Ko­ mendant Główny Związku Walki Zbrojnej, dowódca Armii Krajowej, szef Kierownictwa Walki Konspiracyjnej i Kierownictwa Walki Podziemnej. Awansowany na stopień generała brygady 3 maja 1940 r., odznaczony Złotym Krzyżem Virtuti Militari kl. IV 1 maja 1942 r., aresztowany na skutek denuncjacji w dniu 30 czerwca 1943 r., więziony był w obozie Sachsen­ hausen. Rozstrzelany prawdopodobnie na osobisty rozkaz Himmlera, wydany w związku z otrzymaniem wiadomości o wybuchu Powstania w Warszawie. 43 Już schyłek 1939 r. był okresem pierwszych licznych aresztowań, mordów^ i represji, zasadniczych zarządzeń niemieckich i uświadomienia przez społeczeństwo kierunków polityki okupanta. Dnia 8 października 1939 r. ukazał się dekret Hitlera o podziale i zarządzie terenów wschodnich, na podstawie którego włączono do Rzeszy Niemieckiej Pomorze, Poznańskie, Śląsk, Kujawy, część Mazowsza i województwa łódzkiego. Dnia 11 października ukazał się dekret o administracji okupowanych terenów polskich, będący dekretem powołującym Generalne G u­ bernatorstwo. Desygnowany przez Hitlera na generalnego gubernatora GG dr Hans Frank na początku października 1939 r. stwierdził: „...Polska będzie traktowana jako kolonia... Polacy będą niewolnikami Wielkiej Rzeszy

Wychowanie przez zoalkę

37

strony, z drugiej zaś do rozwijającej się wielostronnie działalności Podziemia, a w szcze­ gólności do odtw arzanych sił zbrojnych w kraju, zdecydowały ostatecznie, że program harcerstwa czasu wojny i okupacji musu reprezentować całkowicie nowe form y działania, inne niż w czasie pokoju. Poza tym było jasne, że kierunek wychowawczy ruchu har­ cerskiego m usi być nadal dom inujący, należało tylko wykształcić now e jego treści i farmy. Nasuwały się one zresztą same w rzeczywistości okupacyjnej. Treścią była najszerzej pojęta walka, walka o Polskę, polskość, o rozwijanie wbrew polityce okupanta walorów etycznych i wiedzy. K ażde zresztą działanie przeciwko okupantow i zyskiwało w odczuciu społecznym m iano walki z najeźdźcą. A więc K w atera Główna Szarych Szeregów sfor­ mułowała zasadę: wychowywać poprzez walkę. T ak długo jak harcerze włączali sdę w różne szkolenia wojskowe, tworzyli poczty do­ wódców z zadaniam i wywkdowczo-łącznościowym i, brali udział w akcjach małego sa­ botażu, sprawa wydawała się prosta i spełniająca wymogi przyjętej zasady. T ego typu „wałka” m ogła spełniać .postulaty wychowawcze. Co więcej, jej walory były zgodne z za­ sadą harcerskiej m etodyki wychowawczej oddziaływania n a młodzież drogą pośrednią — nie drogą nakazów i zakazów, a poprzez stworzenie warunków, których sum a miała wy­ rabiać określany zespół cech, stanowiący cel wychowawczy. W ram ach akcji małego sabotażu m alow ano n p . napisy n a m urach propagujące pol­ skość, krzepiące społeczeństwo i ośmieszające Niemców. M alujący m usiał wybrać takie miejsce na namalowanie napisu, w którym miał realną szansę wykonać to zadanie. Jeżeli je wybrał i uzyskał aprobatę swych przełożonych, napis musiał być wykonany należycie, starannie i w sposób całkowicie zgodny z zam ierzonym projektem. O wykonaniu napisu musiał zostać złożony m eldunek, który był n a ogół sprawdzany. K ażde programowe założenie małego sabotażu było kontrolow ane w fazie zamierzeń, projektu i planu, decyzji i wykonania, a nierzadko a w czasie wykonywania. 44 G rą harcerską stała się więc walka w formie propagandy, służba wywiadu i łączności, z powodzeniem kształtująca cechy charakteru harcerzy nie gorzej, a n a pewno silniej niż gry wychowawcze w czasie pokoju. Sprawa jednak stawała się bardziej skomplikowana, gdy walka ta miała przybrać nową formę: m iano ją prowadzić nie za pośrednictwem pędzla, farby i młotka, ale z bronią w ręku. Broń w ręku młodzieży nie działa nigdy wychowawczo. Posiadanie broni, w odróż­ nieniu od innych przedm iotów, powoduje stany napięć psychicznych, których utrzym y­ wanie się przez dłuższy czas spowodować może naw et różnorodne zm iany osobowości człowieka.45 Ju ż potencjalne możliwości użycia broni powodują w świadomości jej posiaN.iemieckiej... Generalne Gubernatorstwo stanowi część składową wielkoniemieckiego obszaru i służyć musi temu obszarowi wszystkimi, jakie posiada, zasobami materialnymi i ludzkimi...” Dnia 6 listopada 1939 r. profesorowie Uniwersytetu Jagiellońskiego zostali zwabieni pod­ stępnie do uczelni, aresztowani i wywiezieni do obozów koncentracyjnych. Dnia 11 listopada ich los podzielili profesorowie Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. W grudniu 1939 r. 107 obywateli polskich rozstrzelano w Wawrze w odwet za zabicie niemieckiego żołnierza przez zwykłych kryminalistów. Wrażenie i przygnębienie w społeczeństwie było olbrzymie. Powstał problem, którego całkowite uświadomienie nastąpiło później: dla Niemców każdy pretekst jest dobry, by mordować ludność polską. Jeszcze później i preteksty okazały się zbędne. Masowe morderstwa, będące wynikiem bezmyślnych napadów bandyckich, uświadomiły ko­ nieczność zorganizowania walki z najeźdźcą, nadania jej wagi decydującej i prowadzenia akcji odwetowych w sposób programowy i rozsądny. W maju 1940 r. w Palmirach miał miejsce masowy mord działaczy gospodarczych i społecz­ nych, sportowców, profesorów, ludzd różnych sfer, o różnych przekonaniach politycznych. Jednocześnie bezlitosne szykanowanie, a później totalne mordowanie Żydów było zapowiedzią jutra dla Polaków. Jutra, którego korzenie tkwiły już w dniu dzisiejszym. 44 Mowa tu oczywiście o robotach programowych »Wawra«, wykonywanych przez organi­ zację »Wawer« lub też przez Szare Szeregi (w szczególności akcje »Wawer« wykonywał po­ czątkowo i programowo okręg Południe), a nie o akcjach typu »Wawra« wykonywanych przez młodzież z własnej inicjatywy. 45 Por. Moralność W D (Wielkiej Dywersji), artykuł drukowany w „Sad” (pismo harcer­ skie), nr 2, 1944; Por. Anna Borkiewicz-Celińska, Fragmenty archiwum baonu »Zośka « w: N aj­ nowsze dzieje Polski, t.YI, Warszawa 1962.

ZH P — Szare Szeregi

38

, p U t ” m v . i» s~ U cU .iC < * x.

%

^ ,,fr o * r * ' f ó

1

t

O ^ ^ V T ,K ^ -. *4-C*«-V

W

cu M j^

J y ^ . C foi

j

S* '& Z v^lfcl* -ly

f^ -w -i^ ł^

ł

M

^ ’a Ł Z ‘,

fiyT'*\.4AA<*4Zk t ^M V|7«^c^o'vnk i-si-. '{’&*■%', C y^yt-ctsinĄŁc^,

i

K ^ctX o ty & U.i.i.,f j o S ^ ^ /j~OLA~^a- ,

Meldunek odręcznie pisany przez świadka ujęcia dwóch „Wawerczyków” malujących napis pro­ pagandowy na murze dacza zmianę odczuoia własnej sytuacji. Broń ta miała zabijać wroga — ale także czło­ wieka. Przed Kwaterą G łów ną Szarych Szeregów stanął ciężki problem: .jak przeciwdziałać skutkom posiadania broni przez harcerzy, obcowania z nią i używania jej. C hoć nie był to problem jedyny, wydaje się, że był to jednak główny problem wysuwany przez naczelnika harcerzy, Floriana M arciniaka, posługującego
Chorągiew warszawska.

39

czynnej A rm ii Krajowej, rozumiiał obiekcje naczelnika „N owaka” ‘i podzielał jego w ątpli­ wości, dostrzegał problem i doceniał konieczność zachowania dla odbudowy Polski szczególnie ideowego elementu młodzieży. Obaj chcieli przeciwstawić się niepotrzebnemu wykrwawieniu się młodzieży Szarych Szeregów, a także zachować ją w nienaruszonym stanie etyczno-m oralnym , oczywiście na tyle, na ile pozwalały na to wymogi walki. K ierunki działania wynikające z rozm ów prow adzonych n a szczeblu Kedywu K G A K i Kw atery Głównej Szarych Szeregów dotyczyły w pierwszej kolejności zespołów w ar­ szawskich, choć odnosiły się do całości szeregów harcerstwa męskiego w wieku powyżej 18 lat. Warszawskie zespoły harcerstwa męskiego ujęte były organizacyjnie w chorągiew w ar­ szawską Szarych Szeregów o kryptonim ie »U l Wisła«. W rozwoju »Ula Wisła« wy­ odrębnić m ożna kolejne okresy, wiążące się zarówno z obsadą personalną chorągwi, jak i zasięgiem jej działania n a terytorium W arszaw y.47 K om endantem chorągwi od października 1939 r. do końca września 1940 r. był W ła­ dysław Deknel, a od października 1940 r. d o końca września 1941 r. Kazim ierz Skibniewski. Od początku października 1941 r. do 15 maja 1943 r. kom endantem »Ula Wisła« był „Stefan Orsza” (Stanisław B roniew ski)48. W skład chorągwi (1939 — 30 września 1941 r.) w chodziły najpierw trzy okręgi: »Południe«, »Północ« i »Praga« a n a­ stępnie (od 1 października 1941 r.) w yodrębniono czwarty: »Centrum «. Okręgi te dzie­ liły się na hufce. K om endantem okręgu I »C entrum « (C R ) był „Brzoza” (W iktor Miecz­ kow ski); w .jego skład w chodziły 3 hufce: »M okotów Centralny« (M C ), »Powiśle« (.PW) i »T rzy Krzyże« — »W arszawa C entrum « (T C ). K om endantem okręgu II »Południe« (P D ) był „Bolek” (Stefan M irow ski) późniejszy kom endant »Zawiszy«; w skład jego wchodziły 3 hufce: »M okotów G órny« (M G ), hufbowym jego był „Zośka” (T adeusz Zaw adzki) »M okotów D olny« (M D ), którego hufcow ym był „Sawczuk” (Ja n B anach), zaś po jego aresztow aniu — „G iew ont” (M iłosław GiepJak), później Kazimierz Brze­ ziński, i hufiec „O chota” (O C ) z hufcowym „W esołym” (Z ygm unt K aczyński). K o­ m endantem okręgu I I I »Północ« (P N ) był „W acek” (Jan Rossm an); w skład okręgu wchodziły również 3 hufce: »Grzybów« (G Z ) z hufcowym „Łabędą” (L ucjan M erlak), »Wola« (W L ), którego hufoowym był „A ntek z W oli” (Jan K apałka) d »Żoliborz« (Z L ) z hufcowym Janem M atuszewskim. K om endantem okręgu IV »Praga« (P R ) był „Jan G ro t” (Jerzy Jaczew ski); w jego skład w chodziły także 3 hufce: »C entrum Pragi« (C P ), którego hufcow ym był sam kom endant okręgu Jerzy Jaczewski, następnie »Bródno« (B R ), hufcowym jego był „K olejarz”, d »Grochów« (G R ), którego hufcow ym był „H eniek” (H enryk O strow ski). D nia 3 listopada 1942 roku (nastąpił podział chorągw i warszawskiej n a 3 grupy wieku, z tym że grupa najniższa wiekiem, czyli »Z aw isza«49, działająca już od w iosny 1942 r., siącach podróży przybył 6 września 1940 r. do Warszawy. Po wypełnieniu swego zadania emisa­ riusza został inspektorem Komendy Głównej ZWZ, następnie w maju 1942 r. otrzymał funkcję komendanta II Okręgu Armii Krajowej, a więc dowodził organizacją wojskową na Polesiu. Na przełomie lat 1942/43 został dowódcą Kedywu. 47 Archiwum IH PAN, Zespół im. Floriana Marciniaka. Prace nad odtworzeniem organizacji chorągwi warszawskiej, obsady personalnej poszczególnych hufców i drużyn rozpoczęły się bardzo dawno. Jednakże nie można do tej pory powiedzieć (i nie jest pewne, czy z uwagi na olbrzymie straty uda się to kiedykolwiek), by odtworzono w sposób kompletny strukturę cho­ rągwi. Periodyzacja zmian zachodzących w ramach chorągwi warszawskiej i obsada personalna przedstawiona w niniejszym opracowaniu wynika z aktualnego stanu badań i być może w jakiejś części zostanie w przyszłości uzupełniona. 48 Z chwilą objęcia przez Stanisława Broniewskiego („Orsza” ) funkcji naczelnika Kwatery Głównej Szarych Szeregów, po aresztowaniu Floriana Marciniaka, komendę chorągwi war­ szawskiej objął od 15 maja 1943 r. Stefan Mirowski („Bolesław Radlewicz” ) a sprawował ją do 15 marca 1944 r. Od 15 marca 1944 r. do 5 czerwca 1944 r. komendantem był Jan Rossman („Wacek” ), a od 6 czerwca do 1 sierpnia 1944 r. ponownie Stefan Mirowski. 49 »2kwisza« było ugrupowaniem najmłodszych roczników młodzieży harcerskiej. Powstało ono wiosną 1942 r. i podlegało bezpośrednio komendantowi chorągwi. Komendantami »Zawiszy« byli: od chwili jego powstania do maja 1943 r. „Bolek” (Stefan Mirowski), od maja do listo-

40

ZH P — Szare Szeregi

podlegała bezpośrednio kom endantow i chorągwi. Podział ten wprowadził również zmiany w układzie organizacyjnym »U la Wisła«. K om endantem środkowej grupy wieku 16— 18 lat, tzw. Bojowych Szkół (B S ), został „Jurw iś” (Jerzy Kozłowski). O d października 1943 r. objął ,po nim funkcję „ A rtu r” (Ryszard Zarzycki). BS-y dzieliły się na 6 h u f­ ców: hufiec »Ochota« (O C ) z hufcowym „Bogusławem” (Iw o Rygiel), hufiec » śró d ­ mieście« (S R ) z hufcowym Janem Kubackim , hufiec »Praga« (P R ) z hufcowym „ Ju ­ randem ” (M ieczysław S łoń), hufiec »M okotów« (M K ) z hufcow ym Kazimierzem Brzezińskim, hufiec »Wola« (W L ) z hufcow ym „Tadzikiem ” (T eodor Spychalski) i h u ­ fiec »Żoliborz« (Z L ) z hufcowym „G rubasem ”. K om endantem harcerskim najstarszej wiekiem młodzieży harcerskiej, nazywanej G rupam i Szturm ow ym i, która była przekazywa­ na Arm ii Krajowej i miała wejść w skład K edyw u K G A K , został „Zośka” (T adeusz Za­ wadzki). Warszawskie G ru p y Szturm ow e zostały podzielone n a 4 hufce. Hufiec »Cen­ trum « (C R ), który prowadził sam kom endant G ru p Szturm owych „Zośka”, podzielony był n a 5 drużyn: »CR 100« z drużynow ym „Felkiem ” (Feliks Pandelski), »CR 200« z drużynow ym „K ubą” (K onrad O kolski), »CR 300« (nazwisko i pseudonim drużynowego nieznane), »CR 400« (nazwisko i pseudonim drużynowego nieznane), »CR 500«, którego drużynowym był Jerzy Zborowski (noszący w tedy pseudonim „Jurek Kowalski”, a również „Jurek”, „K ajm an O kularnik” w G S ). N astępnym był hufiec »Południe« (P D ) z hufcowym „R udym ” (Jan B ytnar). Zastępcą jego, a równocześnie drużynowym drużyny »SAD 100«, był „Alek G lizda” (M aciej Aleksy Dawidowski). D rużyną »SAD 200« kierował „Jurek T K ” (Jerzy Pepłowski). Jej kierownictwo przejął od połowy 1943 r. „MLirski” (Jerzy Zapadko). T rzecią drużyną — »SA D 300« — kierował „K ołczan” (E uge­ niusz K oecher). T rzecim hufcem był hufiec »Wola« (W L ), którego hufcowym był „Antek z W oli” (Jan K apałka). W jego skład wchodziły 4 drużyny: drużyna »W L 100« pod kie­ rownictwem „Skalskiego” (T adeusz Schiffers), drużyna »W L 200« z drużynow ym „K indżąłem” (Leszek K idziński), drużyna »W L 300« z drużynow ym N N . Czw artym i ostat­ nim był hufiec „P raga”, którego hufcow ym był „H eniek”, „K osa” (H enryk O strowski). Składał się o n z drużyn oznaczonych »PR 100« z drużynow ym „Jankiem ” (F . Kuczewski), »PR 200« pod kierownictwem „Sasa” (W ładysław N N ), »PR 300« z drużynow ym „Ra­ wiczem” (Zbigniew K lim es), »PR 400« z drużynow ym Franciszkiem K luczew skim .50 Zarów no K w atera Główna harcerzy jak i dowództwo Kedywu K G A K zgodziły się mianować dowódcą wojskowym W arszawskich G ru p Szturm owych porucznika saperów, żołnierza Związku O dw etu, hm. „Jerzego” (Ryszard B iało u s).51 „Zośka” został jego pada 1943 r. „Gozdal” (Przemysław Górecki), od listopada 1943 r. do Powstania Warszaw­ skiego „Olgierd” (Bolesław Szatyński). 50 Por. Piotr Stachiewicz, Od akcji »Wawer« do akcji pod Arsenałem , „Więź” 1976, nr 11; por. także: Tomasz Strzembosz, Oddziały szturmowe Konspiracyjnej W arszawy 1939 — 1944..., ss. 179— 181. 51 Relacja Ryszarda Białousa złożona na prośbę autora w maszynopisie; relacja Wandy Ró­ żańskiej, łączniczki „Jerzego”, złożona autorowi. Por. Ryszard Białous („Jerzy” ), późniejszy dowódca oddziału »Zośka«, urodzony w 1914 r., był harcerzem, a następnie drużynowym 6. W DH, przez kilka lat hufcowym hufca »Powiśle«, a od 1931 r. instruktorem harcerskim (pod­ harcmistrzem), absolwentem harcerskiego kursu instruktorskiego, tzw. wigierskiego. Przed wojną ukończył podchorążówkę rezerwy w Centrom Wyszkolenia Saperów w Modlinie (w której dyrektorem nauk był mjr T. Niepokólczycki). Zmobilizowany po raz pierwszy w marcu 1939 r., dostał przydział do V III batalionu saperów, wchodzącego w skład 8. dp w Modlinie, z którym brał udział w przygotowaniu oł ony f.; .... ía. W czerwcu 1939 r. otrzymał urlop i w tym czasie ożenił się z Krystyną Błońską, sioct-:. Jana Błońskiego. Powtórnie został zmobilizowany w sierpniu 1939 r., po ukończeniu Wydziału Architektury Politechniki Warszawskiej. Po wy­ buchu wojny brał udział w wysadzeniu mostu w Wyszogrodzie i w zaminowaniu mostu w Mo­ dlinie, a następnie wraz ze swoim oddziałem, poprzez Czarną Strugę, wycofał się do Warszawy. Brał udział w obronie Warszawy i 19 września został ranny na przedpolu Pragi w obie nogi i twarz. W czasie rekonwalescencji w Milanówku por. Ryszard Białous brał udział w opracowa­ niu instrukcji konspiracyjnej Obrona miasta, wykonywał także rozpracowanie sabotażowe węzła warszawskiego i innych węzłów (linia: Milanówek—Grodzisk, Milanówek— Brwinów), już jako prace realizowane w ramach Związku Odwetu.

9

Warszawskie Grupy Szturmowe

41

zastępcą. W organizacji Kedywu K G A K cztery wymienione wyżej hufce G S wchodziły jako całość, początkowo pod nazw ą O ddział Specjalny »Jerzy«, w skład oddziałów dyspo­ zycyjnych o sięgającym jeszcze okresu Związku O dw etu kryptonim ie »M otor«. 52 W szaroszeregowej strukturze organizacyjnej hufce te jako Warszawskie G rupy Szturm owe stanowiły wtedy integralną część chorągw i warszawskiej, występując pod kryptonim em Oddział Szturm ow y »Wisła« (O S »W isła«), który od grudnia 1943 r. został podpo­ rządkowany bezpośrednio »Pasiece«. Był to więc z jednej strony oddział wojskowy, znaj­ dujący się w dyspozycji wojskowego kierownictwa walki bieżącej, z drugiej — zespół najstarszych wiekiem harcerzy, podlegający kierownictwu harcerskiem u Bezpośrednim więc zwierzchnikiem W arszawskich G ru p Szturm ow ych OS »Wisła« był porucznik K edyw u K G A K „Jerzy” (Ryszard Białous), odpowiadający w ram ach organizacji wojskowej za żołnierzy oddziału, a równocześnie harcm istrz w organizacji harcerskiej, od którego K w atera G łów na Szarych Szeregów domagała się troski o poziom etyczno-m oralny chłopców i którego chciała również rozliczać ze sposobów użyoia ich w walce.53 T a podw ójna zależność oddziału od początku zawierała w sobie możliwości tarć, kontrowersji, wzajemnych pretensji, ale m iała zapewnić rozwiązanie przynajmniej części problemów stawianych przez naczelnika „N ow aka” w rozm owach z płkiem „N ilem ”. Inne miały być rozwiązane w toku dyskusji prowadzanej przez wymienionych rozmów­ ców przy udziale dow ódcy »M otoru«, bezpośredniego zwierzchnika por. „Jerzego”, m jra Jana W ojciecha Kiwerskiego, ps. „D yrektor” i „L ipiński”. 54 T ak się złożyło, że 52 MiD W IH, sygn. III/29/4, U 1/29/7; por. również Tomasz Strzembosz, Jeszcze o od­ działach dyspozycyjnych Kedywu K G A K , W TK 1966, n r 31: Oddziały dywersyjne Związku Odwetu, będące oddziałami dyspozycyjnymi na terenie Warszawy, zostały w końcu 1942 r. po­ łączone pod bezpośrednim dowództwem mjra dypl. Jana Wojciecha Kiwerskiego w zespół od­ działów stanowiących zawiązek przyszłego pułku, noszącego wtedy kryptonim »Motor«. Z bie­ giem czasu scalone w jeden oddział, którego kryptonim od września 1943 r. brzmiał »Sztuka« (Szturmowa Kadra), od stycznia 1944 *. »Deska« (Dywersja i Sabotaż Kolejowy). Od 1 czerw­ ca 1944 r. kryptonim oddziału został zmieniony na »Broda« (Brygada Dywersyjna) i jako od­ dział na etacie pułku brał udział w Powstaniu Warszawskim w zgrupowaniu Kedywu KG AK. W ramach »Motoru« działały również Warszawskie Grupy Szturmowe, występujące jako Od­ dział Specjalny »Jerzy«, z którego z dniem 1 sierpnia 1943 r. wyodrębniony został oddział »Agat«. 53 Ponadto Kwatera Główna Szarych Szeregów powierzyła „Jerzemu” zwierzchnictwo i fun­ kcję wizytatora ze strony »Pasieki« wszystkich grup szturmowych działających w poszczegól­ nych Okręgach Armii Krajowej. 54 Relacja Izabeli Kiwerskiej, maszynopis w posiadaniu autora; relacja łączniczki mjra dypl. Kiwerskiego, Krystyny Zaburdy, złożona autorowi na jego prośbę w maszynopisie; relacja mjra Zdzisława Zołocińskiego i kpt. Edwarda Krasuddego, maszynopis w posiadaniu autora; relacja „Miszy”, wygłoszona przez rozgłośnię BBC w dniu 10 listopada 1967 r. o godz. 20.40 (odbit­ ka nasłuchu w posiadaniu autora); relacja ppłka „Teodora” (Franciszek Niepokólczycki), ma­ szynopis w posiadaniu autora); Jak zginął ppłk dypl. „O ltw d \ dowódca 27. dyw. piech. w par­ tyzantce, „Nowy Świat” (Polish Moming World) 1970, n r 10. Jan Wojciech Kiwerski, urodzo­ ny 23 maja 1910 r., ukończył korpus kadetów w czerwcu 1928 r., a w trzy lata później — szkołę podchorążych saperów i rozpoczął służbę w Wilnie w III baonie saperów, jako dowód­ ca plutonu. Został awansowany na stopień .porucznika 1 stycznia 1932 r. W latach 1937— 1939 studiował w Wyższej Szkole Wojennej, którą ukończył w sierpniu 1939 r. Z dniem 19 marca 1939 r. został awansowany na stopień kapitana dyplomowanego. We wrześniu 1939 r. był oficerem operacyjnym 33. dp. Wojnę skończył bitwą pod Kockiem jako żołnierz SGO »Polesie«, dowodzonej przez gen. bryg. Franciszka Kleeberga, w dniu 5 października. Powrócił do War­ szawy i rozpoczął pracę w Podziemiu, działając pod przybranym nazwiskiem. Brał udział w pra­ cy konspiracyjnej w Oddziale III Sztabu Głównego ZWZ. W 1942 r. otrzymał awans na stopień majora dyplomowanego, a w 1943 r. za działania bojowe w ramach odcinka walki bie­ żącej pułku »Motor« odznaczony został Krzyżem Orderu Virtuti Militari kl. V. Pod koniec 1943 r. (październik—grudzień) z ramienia K G AK dokonał inspekcji oddziałów AK zgrupo­ wanych w rejonie Wołynia, a w styczniu 1944 r. został mianowany ich dowódcą. Po utworze­ niu w kwietniu 1944 r. 27. Wołyńskiej Dywizji Piechoty AK mianowano go jej dowódcą. Dnia 10 kwietnia 1944 r. został awansowany na stopień podpułkownika dyplomowanego. Brał udział na czele 27. dp AK w realizacji planu »Burza« na Wołyniu. Zginął 18 kwietnia 1944 r. w le­ śniczówce Dobry Kraj w lasach Mosur. Pośmiertnie został odznaczony przez Naczelnego Wodza dnia 1 lipca 1944 r. Złotym Krzyżem Orderu Yirtuti Militari kl. TV („Biuletyn Informacyjny”

42

Z H P — Szare Szeregi

poglądy m jra „Lipińskiego” na tem at problemów wysuwanych przez naczelnika „N owaka” zgodne były z odczuciami i podejściem do nich płka „N ila”. We trójkę przyjęto usta­ lenie, którego waga była kapitalna. Postanow iono mianowicie skierować działalność OS »Jerzy« głównie na akcje typu sabotażu transportowego, w szczególności kolejowego. 54a Takie ukierunkowanie działalności bojowej harcerzy zapewniało włączenie -ich w naj­ bardziej newralgiczny i ważny odcinek dywersji, wymagający dużo sprytu, relatywnie więcej n iż inne odcinki wiedzy fachowej, starannego przygotowania i rozeznania tere­ nowego, a równocześnie odseparowania od wykonywania np. wyroków itp. Kwintesencją więc rozm ów płka „N ila”, m jra „Lipińskiego” i naczelnika „N ow aka” było wzajemne zrozumienie i znalezienie optym alnych rozwiązań, m im o istniejącej różnicy zdań między rozmówcami n a tem at poszczególnych zagadnień. 1944, nr 32). W ocenie swych podkomendnych m jr dypl. J. W. Kiwerski był zawsze wzorem ko­ leżeństwa, zawsze znajdował się w miejscach najbardziej zagrożonych, zawsze umiał poprowadzić walkę; twierdzą oni, że miał coś we wzroku i postawie, co nakazywało go słuchać, a jednocześnie wierzyć, żc polecenie jego jest jedyną słuszną decyzją i musi przyczynić się do zwycięstwa. 54a Takie ustawienie sprawy d ukierunkowanie działalności na szczeblu najwyższego do­ wództwa nie neguje faktów, przytaczanych w niektórych relacjach ówczesnych szeregowych żoł­ nierzy (np. Witold Bartnicki), wykonywania akcji innego typu, np. zdobywania broni na Niemcach, niekiedy w bardzo brutalny i drastyczny sposób.

R ozdział 2

ZASADNICZE KIERUNKI I FORMY WALKI WARSZAWSKICH GRUP SZTURMOWYCH I UTWORZENIE ODDZIAŁU »AGAT« Równocześnie z przedstawionymi zdarzeniam i i rozmowami m iały miejsce w połowie grudnia 1942 r. pierwsze kontakty szefa Kedywu K G A K płka „N ila” ze skoczkiem spadochronowym kpt. Adam em Borysem, który w nocy z 1 n a 2 października (po pół­ nocy, a więc 2 października 1942 r.) przybył drogą lotniczą do okupowanego kraju z Wielkiej Brytanii i lądował n a spadochronie koło Garwolina. K pt. Borys, występujący jako pan Adam Gałecki, dojechał do W arszawy w dniu 2 października 1942 r. i około godziny 11 przybył do wskazanego lokalu spółdzielni spożywców „Społem ”, mieszczącego się przy ulicy Grażyny. Stam tąd kpt. Borysa ode­ brała jeszcze tego samego dnia pani, która miała być jego opiekunką akłimatyzującą go w okupowanej Warszawie, zwana w żargonie zrzutków „ciotką” i zakwaterowała go przy ulicy Hipotecznej, w uzgodnionym uprzednio lokalu, pod współopieką jego głównych mieszkańców. N ajpierw w tym lokalu, a później na ulicach miasta, kpt. Borys poznawał stopniowo życie d atm osferę W arszawy roku 1942. Aklimatyzacja Borysa w W arszawie miała trw ać według początkowych ustaleń m ie­ siąc. Pod koniec tego okresu nastąpiły pierwsze rozm owy z szefem .personalnym K om endy Głównej Armia Krajowej, „K ubą” 55, i szefem wydziału saperów K G A K , „T eodo­ rem ” 56. W ich wyniku dowiedział się kpt. Borys, że nie zostanie skierowany do „W a­ chlarza”, ■z uwagi n a rozbicie tej organizacji d likwidację jej siatki w dotychczasowej postaci. W pierwszych dniach listopada dowiedział się od „K uby”, że okres aklimatyza­ cji przedłużono (co nie oznaczało, że siedział on bezczynnie — brał aktywny udział w szkoleniu żołnierzy w podchorążówce A K i n a kursach specjalistycznych), a on sam został postawiony do dyspozycji szefa K edyw u K om endy Głównej A rm ii Krajowej. Rozmowy z pikiem „N ilem ” miały początkowo charakter zapoznawczy, następnie dotyczyły umiejscowienia kpt. Borysa w organizacji Kedywu. Obaj rozm ówcy m id i wiele wspólnych doświadczeń i poglądów. W ypracowywali profil walki Kedywu, dyskutowali i analizowali kryteria przydatności ludzi d o tego typu walki, sumowali doświadczenia września 1939 r. K pt. Borys przybrał w tedy pseudonim y „P ług” i „B ryl”. P łk „N il” powierzył m u funkcję drugiego zastępcy dowódcy » M o to ru « 57, m jra „Lipińskiego”. Pierwszym zastępcą, a równocześnie szefem sztabu był wówczas uprzednio desygnowany na to stanowisko kpt. „M ietek” (Mieczysław K urkow ski). Organizacja ta była już uform ow ana i personalnie okrzepła, mianowanie kpt. „P ługa” na funkcję II zastępcy m jra „Lipińskiego” miało więc przede wszystkim n a e d u wy­ korzystanie jego wiedzy „cichociemnego” raczej w trybie zadań specjalnych niż sta­ łego funkcyjnego zajęcia. D ziałania za ró w n o m jra „Lipińskiego”, jak i kpt. „Pługa”, prawie równołatków, odznaczały się precyzyjnym, dogłębnie uzasadnionym zgraniem wszystkich poszczególnych dem entów m ających wpływ n a wykonanie postawionego za55 Płk Wacław Juszczakiewicz — szef Biura Personalnego w pionie zastępcy szefa sztabu do spraw organizacyjnych KG AK. M Ppłk Franciszek Niepokókzycki, poprzednio również dowódca Związku Odwetu. Por. również: Proces Krakowski — Niepokólczycki , M ierzwa i inni przed sądem Rzeczypospolitej , Warszawa 1948. 57 MiD W IH, sygn. III/29/4, III/29/7; por. również: Tomasz Strzembosz, Jeszcze o oddzia­ łach dyspozycyjnych K edyw u K G A K y W TK 1966, n r 31.

44

Geneza oddziału

dania. Dzięki takim zasadom działania uzyskali wysoki prestiż wśród podległych sobie oddziałów. W organizacji harcerskiej pseudonim em „D yrektor” określano później zarówno mjra „Lipińskiego” jak i kpt. „Pługa” . 58 Jako pierwsze swoje zadanie kpt. „P łu g ” otrzym ał współorgan iza torstwo akcji znanej pod kryptonim em »W ieniec II«. Był jednym z twórców planu przewidującego dokonanie serii akcji dywersji kolejowej w noc sylwestrową z 31 grudnia 1942 r. n a 1 stycznia 1943 r. Zadaniem tych akcji było równoczesne uszkodzenie linii kolejowych i urządzeń dworcowych na dowozowych trasach kolejowych biegnących na fro n t wschodni. W wy­ niku przeprowadzonych akcji wysadzono m osty w Radom iu i Chotyłowie, uszkodzono urządzenia na stacjach w M inkowioach, Ruskich Piaskach i W erbkowicach, wysadzono tory kolejowe w K raśniku, Skierniewicach, tunelu warszawskim i n a stacji kolejowej Za­ mość.59 W ybór miejsc akcji, dostosowanie do wykonania zadań odpowiednich zespołów, ich liczebności i wyposażenia, ustalenie dowódców i zadań poszczególnych uczestników akcji — to kolejne fazy przygotowanego planu. W spólnie z mjrem „Lipińskim ” ustalono, że wysadzenie torów pod Kraśnikiem będzie pierwszym zadaniem chłopców-żołnierzy OS »Jerzy«, czyli W arszawskich G ru p Szturm ow ych, które w nielicznym kadrowym zes­ pole pod dowództwem „Zośki” miały spraw dzić możliwości bojowe młodzieżowo-harcerskiego zespołu wojskowego. Egzam in ten w ypadł zresztą celująco, a wykonanie zadania pod Kraśnikiem obserwował m jr „L ipiński”. N astępna po K raśniku miała być akcja wysadzenia m ostu na rzece W olborce pod Czar­ nocinem. Celem jej było przecięcie kom unikacji kolejowej pomiędzy Śląskiem a Warszawą. D o akcji tej jednak nie doszło, najpraw dopodobniej z uwagi na trudności w uzyskaniu samochodów. Listopad 1942 r. to miesiąc poważnych strat, aresztowań i poważnego zagrożenia. Genezą tej sytuacji było aresztowanie por. hm . „S um a” (Ja n Błoński), działacza h ar­ cerskiego z przedwojennego lewicowego ugrupow ania instruktorów harcerskich o nazwie „Złota Strzała”, późniejszego chemika, działającego w w ytw órniach materiałów wybu­ chowych Związku O dw etu i instruktora wyszkolenia wojskowego w Szarych Szeregach. W raz z nim gestapo aresztowało również jego rodziców i jedną z dwóch sióstr, opie­ czętowując ich mieszkanie położone przy ulicy Brackiej 23. D la przypom nienia należy dodać, że mężem drugiej siostry Jana Błońskiego był por. „Jerzy” (Ryszard Białous). Opieczętowane zaś mieszkanie ojca „S um a”, znanego i cenionego krawca warszawskiego, mieściło masę m ateriałów konspiracyjnych, jako że w mieszkaniu tym (w którym również zamieszkiwał „Jerzy” z żoną, a nierzadko nocowało wielu żołnierzy Podziemia) krzyżo­ wały się liczne szlaki pracy podziemnej. W mieszkaniu była schowana broń, skom pliko­ wana i cenna aparatura chemiczna, prasa i archiwalne dokum enty konspiracyjne, a także znajdowały się tam wartościowe, również z punktu widzenia kultury narodowej, antyczne meble, dywany i obrazy. Postanowiono zatem wszystkie wymienione rzeczy z mieszkania wywieźć, ale aby to zrealizować, trzeba było przeprow adzić dość skomplikowaną akcję. Z uwagi na położenie mieszkania w centrum miasta, jak też n a ilość rzeczy, a więc d czas trwania ich wynoszenia, należało skompletować dość znaczny zespół uczestników, zorga­ nizować samochód, ubezpieczyć akcję. 58 Hm. Jan Rossman członek Kwatery Głównej Szarych Szeregów, okresowy komendant cho­ rągwi warszawskiej i instruktor wyszkolenia harcerskiego w Szarych Szeregach, tak charak­ teryzuje w swojej relacji kpt. „Pługa” : „Myśmy na ogół nie mogli znaleźć wspólnego języka z organizacją wojskową. W 1943 r. zjawił się kpt. »Pług«, który reprezentował dla nas styl woj­ ska nowoczesnego. Jego poglądy i oceny zdecydowanie nas do niego pociągnęły i to spowodowało powierzenie naszych chłopców jego dowództwu i przekazanie ich w sierpniu 1943 r. do oddziału «Agat». Mieliśmy nadzieję, że stworzy on w Armii Krajowej styl nowoczesnego wojska pod­ ziemnego”. 53 Radiogram komendanta AK gen. bryg. Stefana Roweckiego do Naczelnego Wodza i Pre­ miera gen. broni Władysława Sikorskiego z dnia 7 stycznia 1943 r. podający wynik akcji »Wieniec II«, przeprowadzonej w nocy z 31 grudnia 1942 r. na 1 stycznia 1943 r. Wyniki te powtórzono również w radiogramie z dnia 29 stycznia 1943 r.

Akcja »Bracka«

45

Akcja główna odbyła się 2 lutego 1943 r. Wzięło w niej udział wielu chłopców, a wśród nich „Zośka”, dowodzący ubezpieczeniem „R udy” (Jan B y tnar), „Jerem i” (Jerzy Zbo­ rowski, „ A rtu r” (Janusz D iem ) i „ L o t” (Bronisław Pietraszewicz). Podstawiona platform a konna zabrała rzeczy, lecz czas trw ania akcji był bardzo długi i spowodował, że sąsiad za­ niepokojony hałasem na korytarzu d w opieczętowanym mieszkaniu, zamiast sprawdzić, 'kto tam się kręci, zawiadomił telefonicznie policję o dom niem anym rabunku w mieszkaniu. Wynikiem tego telefonu było pojawienie się policji, a następnie żandarm erii niemieckiej. Z obu stron padły strzały, w w yniku których po stronie zespołu wykonującego akcję zabity został 19-letni „Paweł” (K azim ierz Pawłowski), a „R udy” otrzym ał postrzał uda. Przewie­ ziono go do dom u i sprow adzono lekarza, który stwierdził, że postrzał nie jest groźny, gdyż nie naruszył kości ani nerwu, wobec czego „Rudego” nie musiano umieszczać w szpitalu. Leczył się w dwóch domach: w dom u rodzinnym przy alei Niepodległości i u ojca „Zośki”, Józefa Zawadzkiego, przy ulicy Koszykowej. Kilkunastodniowe leczenie w dom u prof. Zawadzkiego, pozbawione większych cierpień fizycznych, ale związane naj­ pierw z bezruchem, a później z coraz intensywniejszymi masażami i gimnastyką nogi, sprzyjało rozmyślaniom „Rudego” i wymianie myśli pomiędzy nim , „Zośką”, jego siostrą Hanką Zawadzką i samym prof. Zawadzkim. Tem atów i dyskutowanych problemów było wiele. Sprowadzały się one jednak głównie do tematów wojny, sytuacji Polski, sytuacji młodzieży w czasie okupacji, kształtu Polski powojennej, bieżącej walki ii włączenia się do niej młodzieży. Z tej tematyki wyłaniał się główny problem: strat wśród młodzieży, która w chwili bieżącej powinna spełnić swój obowiązek w walce, ale równocześnie przygoto­ wać się do budow y Polski powojennej i dla tej budowy w inna być zachowana. W ydaje się, że właśnie wtedy, w te popołudnia i wieczory, a naw et częściowo i noce lutowe 1943 r., zapewniając „R udem u” troskliwą opiekę we własnym dom u, prof. Zawadzki w dysku­ sjach z n im i z własnymi dziećmi zapoznawał się z problematyką wychowawczą W arszaw­ skich G rup Szturm ow ych i w konsekwencji związał swój autorytet w tym zakresie z dzia­ łalnością K w atery Głównej Szarych Szeregów. 60 Aresztowanie rodziny Błońskich spowodowało konieczność ukrycia się por. „Jerzego” wraz z żoną i wyrobienia nowych „lewych” dokum entów. Przeprowadzenie akcji n a Brac­ kiej jeszcze bardziej zwiększyło niebezpieczeństwo penetracji niemieckiej. Toteż przez pra­ wic pół roku po akcji por. „Jerzy” mieszkał w willi prof. M . Handelsmana w Kobyłce pod Warszawą, pokazując się n a ulicach m iasta rzadko i sporadycznie. Dzięki temu zwiększyły się obowiązki „Zośki” jako jego zastępcy, a równocześnie wzrosła opieka i po­ moc dla harcerskiego dowództwa ze strony »M otoru«, którą bezpośrednio sprawował kpt. „P łu g ”. Od lutego 1943 r. współdziałanie kpt. „Pługa” z kom endantem chorągwi

60 Prof. Józef Zawadzki był głową rodziny, do której należeli: „Zośka”, jego siostra Hanka i zmarła w 1940 r. żona profesora, Leonia Siemińska, pochodząca z domu o dawnych i trwałych tradycjach niepodległościowych i zetowych. Rodzina ta składała się do niedawna z czworga, a te­ raz już tylko z trojga ludzi związanych ze sobą nie tylko więzami krwi, ale i głęboką ludzką przyjaźnią, zaufaniem i wzajemnym szacunkiem, którego podstawą była rzadka w konsekwencji stosowania obowiązkowość. Mimo że matka Tadeusza i Hanki była z powołania działającym zawodowo pedagogiem, po przyjściu na świat dzieci porzuciła ulubioną pracę, poświęcając się całkowicie ich wychowaniu i kształtowaniu wraz ze swym mężem ich charakterów i postaw ży­ ciowych. Później już, gdy jej zabrakło, w czasie gdy dzieci były prawie dorosłe, ale warunki życia niezwykle ciężkie, nietypowe i wymagające rady, funkcje te pełnił nadal sam prof. Za­ wadzki. Przekonaniu prof. Zawadzkiego, że wojnę należy nie tylko przeżyć w trwałym, zdecydowa­ nym i wszechstronnym oporze przeciwko okupantowi, ale równocześnie zachować wszelkie zdoby­ te wartości intelektualne, moralne, etyczne i gromadzić cały czas nowe, towarzyszyły rzadkie cechy charakteru. Tak jego samego jak i członków jego rodziny zawsze cechowało głębokie po­ czucie odpowiedzialności za swoje czyny i słowa, decyzje i opinie. Bezwiednie nawet, traktując to jako rzecz oczywistą, wymagali również od ludzi ich otaczających tego samego, toteż dom ich był ogniskiem, przy którym skupiali się ludzie najwyższej próby charakteru i intelektu. Tacy ludzie mieli w istocie predyspozycje do kształtowania profilu osobowości chłopców z Warszaw­ skich Grup Szturmowych.

46

Geneza oddziału

warszawskiej „O rszą” oraz z „Zośką”, a przez nich z W arszawskimi G rupam i S ztu rm o ­ wymi, będzie się coraz bardziej zacieśniać. Tymczasem oddział stanął wobec konieczności przeprowadzenia akcja, »która m iała się stać wydarzeniem przełomowym dla jego żołnierzy, a także dla form walki miejskiej AK. D ata 26 m arca 1943 r. — dzień przeprowadzenia przez zespól W arszawskich G ru p Szturm ow ych-O S »Jerzy« akcji pod Arsenałem — miała podstawowe i przełomowe, choć nie planowane, a częściowo i nie uświadomione z góry znaczenie przede wszystkim dla modyfikacji zasięgu, form i sposobów watki z okupantem. Akcja ta stanowiła pod wieloma względami kamień węgielny szeregu przyszłych akcji miejskich AK. 61 N ad ranem 23 m arca 1943 r. gestapo aresztowało hm . „Rudego” (Jan B ytnar), h u f­ cowego SA D -u, czyli hufca »Południe«, w raz z jego ojcem. Aresztowanie przeprowadzone w mieszkaniu, w którym znajdowało się wiele bezspornie obciążających materiałów pro­ pagandowych, wybuchowych, jak i zdobycznych niemieckich, zostało przeprowadzone — co już wtedy nie budziło wątpliwości — n a -podstawie posiadanego przez Niemców ro ­ zeznania działalności „Rudego”. Splot wzajemnie warunkujących się okoliczności pozwolił od razu postawić w stan alar­ mowy dowództwo W arszawskich G ru p Szturm ow ych-O S »Jerzy« i kierownictwo K w a­ tery Głównej Szarych Szeregów i w ciągu paru najbliższych godzin po aresztowaniu za­ bezpieczyć niezbędne lokale kontaktowe, magazyny, powiadomić chłopców z SA D -u i innych hufców, którzy mieli z „R udym ” kontakty. „R udy” pochodził z »Pom arań­ czam i«, a więc z 23. W D H przy G im nazjum i Liceum im. Stefana Batorego d z uwagi na swe walory osobiste oraz cechy charakteru był kolegą łubianym, posiadającym wielu oddanych przyjaciół, do których należeli w szczególności „Zośka” i „Alek”. T oteż otrzy­ m ana przez „Zośkę” w godzinach rannych 23 m arca wiadomość o tym, że „R udy” znaj­ duje się w rękach gestapo, uderzyła w nich jak grom. Sytuacja „Rudego” i wizja badań, jakie m usiał przeżywać ich przyjaciel, spowodowała niemalże odruchow o powziętą de­ cyzję jego uwolnienia. Decyzja ta, o której „Zośka” powiadomił „O rszę”, a następnie naczelnika Szarych Szeregów „N ow aka”, spotkała się nie tylko ze zrozumieniem, ale i aprobatą oraz przyrzeczeniem pom ocy w przygotowywaniu akcji odbicia. Sam o prze­ prowadzenie akcji uzależniano jednak od decyzji dowództwa Kedywu K G A K , a więc w tym przypadku od m jra „Lipińskiego”, z którym spraw ę przeprowadzenia akcji m iał omówić i uzyskać rozkaz jej wykonania naczelnik „N ow ak”. Tym czasem „Zośka” rozpo­ czął bezzwłocznie opracowywanie koncepcji i planu akcji oraz sposobów realizacji poszcze­ gólnych jej elementów. P o wstępnym rozeznaniu ustalono, że odbicie „Rudego” nastąpi w w yniku zaatakowa­ nia więźniarki przewożącej więźniów po przesłuchaniu z siedziby gestapo w alei Szucha do więzienia n a Pawiaku, w pobliżu zabudow ań historycznego warszawskiego Arsenału przy ulicy Długiej. G odnym podkreślenia i najwyższego podziwu jest fakt, że zarówno drobiazgowy plan akcji, którego podstawą było zebranie dzięki „W esołemu” (Z ygm unt Kaczyński) inform acji sygnalizujących wyjazd „Rudego” karetką więzienną z więzienia na Pawiaku w godzinach rannych, a później wyjazd z budynku gestapo w godzinach popołudniowych, jak i skompletowanie zespołu akcyjnego, określenie zadań dla jego po­ szczególnych grup, zebranie ludzi i środków m aterialnych przeprowadzono w ciągu 7— 8 godzin dnia 23 m arca 1943 r. Zespół akcyjny był gotów do uderzenia na więźniarkę prze­ wożącą „Rudego” już dnia 23 m arca o godzinie 17, gdy dowodzący akcją „O rsza” n a­ kazał akcję odwołać. Powodem tej trudnej decyzji była okoliczność, że zdążywszy zapla­ nować i przygotować całą akcję, n ie zdołano uzyskać na jej przeprowadzenie zgody d o ­ wództwa Kedywu K G AK. K p t. „M ietek”, powiadomiony w godzinach rannych 23 m ar­ ca o zamierzeniach dotyczących akcja odbicia „Rudego”, nie uważał się za kompetentnego do wyrażenia n a nią zgody. N ie był również upow ażniany do podjęcia takiej decyzji drugi 61 Por.: Stanisław Broniewski, Pod Arsenałem, Warszawa 1957 tenże, Akcja pod Arsenałem , Warszawa 1972; Jan Rolcwicz, Harcmistrz Jem Bytnar, „Pokolenia” 1972, nr 4.

Akcja pod Artendem

47

zastępca m jra „Lipińskiego” — kpt. „P łu g ” . Samego zaś m jra „Lipińskiego” cnie było w Warszawie, a uzyskanie kontaktu przez kpt. „M ietka” ze zwierzchnikiem m jra „L ipiń­ skiego”, płkiem „N ilem ”, arna nie było proste w w arunkach konspiracyjnych, an i nie m o­ gło być szybkie. M im o podjętych starań uzyskania kontaktu z dowództwem w ciągu dnia, kpt. „M ietek” przyniósł „O rszy” przed godziną 17 wiadomość o braku możliwości uzy­ skania decyzji, o n sam zaś, m im o nalegań, nadal nie był w stanie jej podjąć. 02 Decyzją odwołania akcji zniszczono właściwie cały efekt szybkiego działania, najistot­ niejszy w sytuacji „Rudego” 'i dla tej sytuacji rozstrzygający. Z drugiej jednak strony nie m ożna się dziwić, że organizacja harcerska we własnym tylko gronie nie była w stanie podjąć decyzji o skutkach trudnych do przewidzenia. Skutki przeprowadzenia tego ro ­ dzaju akcji n a ulicach W arszawy nie były wtedy jeszcze możliwe do przewidzenia, a prze­ widywać należało, że reakcja ze strony Niem ców będzie groźniejsza niż w efekcie się okazało.63 Zaistnienie po raz drugi sprzyjających do przeprowadzenia akcji warunków, a więc przede wszystkim uzyskanie inform acji o mającym nastąpić przewiezieniu „Rudego” n a j­ pierw z Pawiaka do gm achu gestapo przy alei Szucha, a następnie stam tąd znów na Pawiak, nastąpiło iw d n iu 26 marca. N atychm iast po otrzym aniu inform acji o wyjeździć „Rudego” z Pawiaka n a przesłuchanie do siedziby gestapo postanowiono pow tórnie zor­ ganizować odbicie. T y m razem m usiano już podjąć ostateczną decyzję, by zespół, który miał wykonać akcję, liczący w sum ie 28 osób, nie został pozbawiony przekonania o sen­ sowności swojego działania, o istnieniu silnej harcerskiej więzi koleżeńskiej, o słuszności realizowania przyrzeczenia harcerskiego, mówiącego: „H arcerz w każdym widzi bliźniego, a za brata uważa każdego innego harcerza”. Szczęśliwym zbiegiem okoliczności decyzję przeprowadzenia akcji zdążył podjąć m jr „L ipiński”, który już przed zaplanowaną go­ dziną akcji powrócił do W arszawy i w lot pojął zarów no jej wielorakie znaczenie w wy­ padku przeprowadzenia, jak i wielkie szkody m oralne, które spowodowałoby jej odwo­ łanie. Akcja została przeprowadzona dnia 26 m arca 1943 r. m iędzy godziną 17.30 a 17.45. Bezpośrednim jej rezultatem było wyrwanie z rąk Niemców „Rudego” (jednak tak ska­ towanego, że zm arł w d n iu 30 m arca), uwolnienie aresztowanego 17 m arca 1943 r. i przewożonego w tejże więźniarce hufcowego hufca »Praga«, phm . „H eńka” (H enryk Ostrowski) i uwolnienie 23 innych więźniów. N ie obyło się jednak bez strat własnych. W czasie akcji w ręce Niemców w padł „H u b ert” (H ubert L enk), który został następnie przez Niem ców zam ordowany, śmiertelnie ran n i zostali „Alek” (Aleksy Dawidowski), zm arły w d n iu 30 m arca, i „Buzdygan” (T adeusz K rzyżew icz), zm arły z ra n 2 kwiet­ nia 1943 r. Były także skutki pośrednie akcji pod Arsenałem, już w tedy uświadamiane, ale d nie dostrzegane. Akcja pod Arsenałem była bowiem pierwszą o takich rozm iarach i znaczeniu akcją uliczną w mieście. Uzyskała ona form alną podstawę w rozkazie m jra „Lipińskie­ go”, lecz była wynikiem inicjatywy harcerzy, chcących ratować swego druha-przyjaciela, a więc im pulsem do niej były względy uczuciowo-emocjonalne. Względy te były respek­ towane przez dowództw o A rm ii Krajowej, jeśli chodziło o odbijanie więźniów, m im o że ich indyw idualne odbijanie n ie mieściło się w program ie walka zbrojnej z okupantem. 64 62 Por. Zygmunt Ziółek, O d okopów do barykad , Warszawa 1973. Książka ta ma mieć cha­

rakter wspomnieniowy, pamiętnikarski, choć jest dobitnym przykładem formułowania po wielu latach od opisywanych wydarzeń preparatów politycznych. Autor książki podaje nie tylko całko­ wicie nieprawdziwe informacje na temat akcji pod Arsenałem, ale w dodatku zmyślone, ponie­ waż nic z autopsji na ten temat nie mógł wtedy wiedzieć, a tym bardziej obecnie. Poza tym książka zawiera niezliczoną ilość innych błędów faktograficznych i interpretacyjnych. 03 Sytuacja w zakresie postępowania okupanta i rozmiarów działań Podziemia w okresie po­ przedzającym przeprowadzenie akcji pod Arsenałem i bezpośrednio po niej następującym zo­ stała w skrócie scharakteryzowana w aneksie III, s. 646. M Odbicie z więźniarki, zupełnie zresztą przypadkowe, phm. „Heńka” opisuje Tomasz Strzembosz ( Odbijanie więźniów w Warszawie 1939 — 1944, Warszawa 1972 ss. 106— 108), wy-

48

Geneza oddziału

Plan przeprowadzonej akcji pod Arsenałem, mobilizacja zespołu ludzkiego i środków m a­ terialnych nastąpiły w tempie później niespotykanym. Przeprowadzenie akcji ujawniło całą złożoność problem u organizowania tego typu działań m im o maksymalnie w tych w arunkach starannego opracowania planu. M iędzy pierwszym w dniu 23 m arca a drugim w dniu 26 m arca przygotowaniem ze­ społu do wykonania akcji na ulicy, zwanym wtedy „wystawaetniem” a k c ji85, wprowa­ dzono dwie modyfikacje do pierwotnych założeń. Pierwsza polegała n a tym, że „Jerem i’* wziął samochód swego ojca do przewiezienia odbitego „Rudego” zamiast używać pierw ot­ nie planowanej dorożki. Z pow odu braku środków lokomocji zespół wykonujący akcję m u­ siał opuszczać jej miejsce piechotą, i to dość liczną grupą, co w konsekwencji spowodowało ranienie „Alka” . Uwidoczniła się tu waga posiadania zm otoryzowanych środków transportu w tego typu przedsięwzięciach. D ruga modyfikacja dotyczyła organizacji opieki sanitarnej dla uwalnianego „Rudego” d ewentualnych rannych. O ile przy pierwszym przygotowaniu akcji czas i trudności nie pozwoliły n a zadowalające rozwiązanie tego problemu, o tyle w czasie drugiego „wystawienia” został zorganizowany punkt sanitarny w mieszkaniu inż. Adama Mirowskiego, którego obsadę stanowili: d r Andrzej Trojanowski, instrum entariuszka „T am ara” (Zofia Trojanow ska) i jako pom oc pielęgniarska łączniczka komendy chorągwi, „Elżbieta” (M aria Broniewska). Ju ż po uwolnieniu „Rudego” uświadomiono sobie, że zajechanie auta pod dom stanow i duże ryzyko dekonspiracji punktu sanitarnego, z drugiej zaś strony stan „Rudego” wymagał natychm iastowej pomocy lekarskiej i dlatego przeniesiono go do mieszkania prof. G ustaw a W uttke, a następnie zorganizowano pos­ piesznie salę operacyjną w mieszkaniu przy ulicy Kieleckiej. D o konsultacji lekarskiej sprowadzono jeszcze dra Jana Bogdanowicza, dra W alentego Hartw iga i dra M ariana Pertkiewicza. Ostatecznie „R udy” po wielu translokacjach zmarł w szpitalu Wolskim. „Alek” po podobnych przenosinach, z postrzałem brzucha, zm arł w szpitalu Dzieciątka Jezus, a „Buzdygan” w szpitalu Ujazdowskim. W szystkie zorganizowane punkty sanitarne okazały się niewystarczające, gdyż nie gwarantowały właściwej opieki chirurgicznej w przy­ padkach cięższych postrzałów. Akcja pod Arsenałem była przedm iotem analizy na odpraw ach w Kedywie K G AK, prowadzonych przez płka „N ila” . 66 N ie tylko pozytywnie oceniono jej przeprowadzenie m im o mankam entów, które wystąpiły zarów no w konstrukcji planu (niedostatecznie za­ rażając zdziwienie, ale równocześnie nic tłumacząc, dlaczego pod Arsenałem zorganizowano i przeprowadzono akcję w celu odbicia hufcowego „Rudego”, a nie zorganizowano podobnej dla odbicia z rąk Niemców hufcowego „Heńka”. Rozważania T. Strzembosza sugerują, że od­ bijanie więźniów traktowano w AK jako zadanie programowe. Tymczasem problem odbijania poszczególnych więźniów przez formacje zbrojne Armii Krajowej, w przeciwieństwie do kontrrepresyjnej akcji odbijania więźniów przez uderzenia na więzienia, np. w Jaśle czy Mińsku, na­ leży oceniać inaczej. Jak wynika z relacji wielu wyższych oficerów AK, -stosunek do tej kwestii był następujący: zbyt dużo ludzi konspiracji wpadało i ginęło, zaś siły bojowe walki czynnej AK były zbyt szczupłe, by umieścić w programie działań zbrojnych AK odbijanie więźniów. Nato­ miast KG AK *i komendy innych szczebli nie sprzeciwiały się inicjatywie odbicia, o ile nie naruszała ona realizacji zadań walki bieżącej. Inicjatywa odbicia wychodziła na ogół zawsze z kręgu przyjaciół i kolegów w tych przypadkach, w których oni sami mogli takie odbicie zorgani­ zować i łatwo uzyskać na nie zgodę dowództwa. Przypuszczam, że było to względnie proste w przypadku aresztowania hufcowego „Rudego” i organizowania odbicia przez „Zośkę”, a znacz­ nie trudniejsze w przypadku aresztowania hufcowego „Heńka” i organizowania odbicia przez jego podwładnych, nie posiadających tak bezpośredniego dojścia do dowództwa. 65 Autor używa w tekście określeń powszechnie stosowanych w okresie okupacji, znanych z autopsji, używanych również w oryginalnych dokumentach. „Wystawieniem” akcji nazywano rozstawienie uzbrojonych żołnierzy na ulicy, w pełni przygotowanych do wykonania uderzenia, a także rozmieszczenie samochodów, łączników, sygnalizatorów, ubezpieczenia — słowem całej grupy wykonującej akcję. „Odskokiem” nazywano opuszczenie piechotą lub samochodem przez członków grupy miejsca akcji po jej wykonaniu lub „zwinięciu” akcji bez jej wykonania do miejsca przewidzianego planem całej operacji specjalnej — najczęściej do -miejsca, w -którym następowało zdanie broni i zamiana dokumentów fikcyjnych na prawdziwe. 66 Była także przedmiotem artykułu napisanego w czasie okupacji: Pod m uram i Arsenału. Odbicie więźniów, „Biuletyn Informacyjny” 1943, n r 15.

I. Płk. „NU” (Kmil Fleldorf)

2. P p ł k . . R a d o s ł a w ” (Jan M a z u r k i e w i c z )

:ł. k p i . , . P 1u r ” ( A d a m B o r y s )

I. M j r dypl. „ L i p i ń s k i " (Jan Wojciech K iw e r s k i)

6. „ N o w a k ” ( F l o r i a n M a r c i n i a k )

„ J e r e m i " (Jer/.> / b o r o w s k i )

7. „ O r s z a ” ( S t a n i s ł a w B r o n i e w s k i )

10. Bolesław

Sm i'kí

H. „Wesoły"

(Zyum uni

K aczyński)

*?-u +v/ÎHî

HW BW H *&ù?M

14. W a n d a P i e l r t t s z e w i c z

1.1. » ( n i i z i m i c r / r i c l r a s z c w i c ;

IK. M a r i n P i s a r e k

17. / . o f i a Z a j c h m v s k a

18. . . K r / v s / t o f '
I». . . K o n r a d " (I«/.et' N o w o c i c ń )

20. „ F u n g u s ” ( R o m a n G r z y b o w s k i )

21- " P a n i S t a s i a " ( S t a n i s ł a w a K w a s k o w s k a )

22. „ S k i b a " ( i l r C y p r i a n S a d o w s k i )

22. M a r i a n k . . r / t * n i « . w s k i ( I c k n r / i

24. D r J ń z c f M a r i a n P i a s v c k i

25. P r o ł . d r L e o n M a n t e u f f e l

> 26. D r W i t o l d K u d o w s k i

27. P r o f . d r S t e f a n W e s o ł o w s k i

28. D r l a n i n a M i s i e w i c z

29. lł roi'. d r M i e c z y s ł a w K o p e k

♦ 30. P ro f . d r S t e f a n i a C h o d k o w s k a

3 1 . D r J a n Wójcikiew iez

*

Aresztowanie »Nowaka «

49

bezpieczony odw rót zespołu z miejsca akcji, brak prawidłowej organizacji sanitariatu i m o­ toryzacji), jak d jej przebiegu (czas trw ania ii nie w pełni zsynchronizowane działanie po­ szczególnych grup zespołu akcyjnego). Przede wszystkim jednak zwrócono uwagę na szyb­ kość przygotowania, u p ó r w dążeniu d o wykonania akcji, pełną zaangażowania, bojową i bezkompromisową w realizacji postawionych zadań postawę zespołu wykonującego akcję — w gruncie rzeczy bardzo słabo wyposażonego w broń — a także ¡na jej uboczne, choć bardzo istotne korzyści, wynikające z uzyskania poprzez relacje „Rudego,, i „H eńka” inform acji, co gestapo wie o oddziale, n a czym polega system jego rozpracow ania i jakie osoby w aparacie okupanta tym się zajmują. Zespół wykonał akcję uzyskując wysoką ocenę. Średnia wieku jego członków wynosiła około 21 lat. W ynikiem odpraw w Kedywie K G A K , n a których omawiano akcję pod Arsenałem, były nde tylko wnioski o odznaczenia dla jej uczestników, ale także wnioski skierowane do Kierownictwa W alki Cywilnej o zatwierdzenie wyroków śmierci na gestapowców prow a­ dzących śledztwo w sprawie Jana Bytnara: Langego, Schultza oraz Sommera. W yjątkowe okrucieństwo gestapowców było tak oczywiste, że wyroki te zostały zatwierdzone i w opar­ ciu o nie Kedyw K G AK wydal rozkazy ich wykonania W arszawskim G rupom Szturm owym -OS »Jerzy«. Akcję n a Schultza przeprowadzono 6 m aja 1943 r., w d n iu im ienin „R udego”. Akcją dowodził „Zośka” . T ym razem zespół akcyjny miał odskakiwać z miejsca akcji ciężarówką, do której planowano zabrać ogłuszonego Schultza, by wyciągnąć z niego dalsze in­ formacje o tym , co gestapo wie o Szarych Szeregach. Plan ten nie udał się, Schultz bro­ nił się, trzeba go było m artwego pozostawić n a miejscu. Gestapowiec Lange zginął póź­ niej — 22 maja — w akcji dowodzonej przez „M irskiego”, a Sommer, ostatni z winnych, dopiero 18 lipca 67. Akcja pod Arsenałem zm ieniła więc profil działalności realizowanej przez Warszawskie G rupy Szturm ow e-O S »Jerzy«. Nie były to >uż głównie — choć nie wyłącznie — akcje typu sabotażu minerskiego. D ata przeprowadzenia akcji n a Schultza — 6 m ąja 1943 r. — była związana także z in ­ nym wydarzeniem, m ającym istotne znaczenie dla rozw oju harcerstw a szaroszeregowego. W tym d n iu bowiem został aresztowany przez gestapo naczelnik Szarych Szere­ gów „N ow ak”. W iadom ość o tym rozeszła się w organizacji bardzo szybko. Areszto­ wanie nastąpiło o godzinie 14.45 w czasie obiadu, który „N ow ak” spożywał w jadło­ dajni „Panie D om u” n a Now ym Świecie. „O rsza” dowiedział się o jego aresztowaniu już o godzinie 16.15.68 Działania, które w związku z tym podjął, dotyczyły przede wszyst­ kim zabezpieczenia ludzi i materiałów, które w przypadku dostania się w ręce Niemców mogły stanowić dow ody obciążające aresztowanego. Zanim w kilka godzin później „O r­ sza” podjął decyzję odbicia „N ow aka”, niejako w pierwszym odruchu poczynił zmierza­ jące do realizacji tego zadania kroki. W ynikały one n ie tylko z impulsu uczuciowego, ale i z poczynionych już dawniej przygotowań. Przeprowadzenie drugiego z kolei odbicia więźnia na terenie W arszawy było znacznie trudniejsze niż pierwsze, które zaskoczyło Niemców. Po akcji pod Arsenałem Niemcy wprowadzili szereg zmian przy przewożeniu więźniów. Zm ieniono typ sam ochodu przewożącego więźnia, zwiększono ochronę, urozm aicono tra­ sę przewozu — prow adziła ona każdorazowo innym i ulicami. System sygnalizacji prze­ wozu więźnia z Pawiaka w aleję Szucha i z powrotem stal się nieaktualny, bowiem i tak nie mogła być znana trasa przewozu, a obstawienie wszystkich możliwych tras było nie­ realne z uwagi na posiadane środki. Trzeba było liczyć na szczęście, że „buda” z więźniami 67 Wyrok na Sommerze wykonał zespół z oddziału »Osjan« organizacji »Motor«. Również te trzy akcje zostały ogłoszone w czasie okupacji: K om unikat o likwidacji Oberscharfuhrera Schultza , „Biuletyn Informacyjny Małopolski” 1943 rtr 19, s. 1; Kara za zbrodnie , „Biuletyn Informacyjny” 1943, nr 24 s. 8; JAS, Rachunek za Arsetiał wyrównany , „Przegląd Polski” 1943, wydanie A, n r 34, s. 4 oraz wydanie C, nr 34, s. 2— 3. 88 Por. Stanisław Broniewski: Aresztowanie Floriana,, „Więź” 1963, cz. I, nr 7/8, cz. II, nr 9, cz. III, nr 10, cz. IV, n r 11/12,

50

Geneza oddziału

przejedzie akurat trasą obstawioną, a było wiele w ariantów do wyboru. Ponadto zespół przeprowadzający akcję musiał zostać znacznie lepiej wyposażony w broń, bowiem teraz więźniom towarzyszyła ochrona gestapowców jadących w otw artym , wieloosobowym m er­ cedesie z pistoletami gotowymi do strzału. Niezbędnej ilości broni i samochodów do­ starczyło dowództwo »M otoru« z własnych magazynów i organizującej się własnej bazy motorowej; do dowódcy akcji, „Zośki”, i współdziałającego z nim „O rszy” skierowano jako doradcę kpt. „P ługa”. Rozpoznanie zm ian wprowadzonych przez Niemców w przewożeniu więźniów z Pa­ wiaka do siedziby gestapo przy alei Szucha i z powrotem wykonano jeszcze na polecenie „N owaka” po akcji pod Arsenałem, a to w celu zdobycia wstępnej orientacji oraz opra­ cowania założeń i wytycznych akcji, gdyby podobne odbicie było konieczne w przyszłości. Naczelnik Szarych Szeregów wychodził bowiem z założenia, że akcje odbicia więźniów — z uwagi n a swój wyraźny hum anitarny aspekt — w inny być kontynuow ane przez W ar­ szawskie G rupy Szturm ow e-O S »Jerzy«.69 Jeden w ariant takiej akcji opracowano jesz­ cze przed aresztowaniem naczelnika „N ow aka” . Niezależnie od tego, że akcja ta nigdy nie została zrealizowana w miejscu, w którym była planowana, to jest n a placu Starynkicwicza, przygotowanie jej posiadało duży w alor szkoleniowy. Przy opracowaniu planu akcji hipotetycznego odbicia więźniów na placu Starynkiewicza nastąpiło bliższe pozna­ nie się kpt. „P ługa” z „O rszą”, „Zośką”, ,^Maćkiem” (M aciej B ittner), „Jerem im ” i „Lo­ tem”. „O rsza” tak to wspomina: „...przedstaw iano m i go jako dopiero co zrzuconego skoczka z L ondynu i do tego świeżo wyszkolonego w naszej dywersyjnej dziedzinie, ale i bez tego przedstawienia zwróciłby m oją uwagę niezwykłym spokojem d opanowaniem. »Pług« mówił mało, wolno d dokładnie. Zw racał uwagę n a formę wypowiedzi, zachowy­ wał się w sposób dystyngowany i dbał szczególnie o wygląd zewnętrzny. Świadczyć o tym mógłby starannie zawiązany krawat, świeże kanty n a spodniach, nieskazitelnie czyste ubra­ nie. T em u wyglądowi zew nętrznem u odpowiadała w pełni psychiczna strona »Pługa«. Wtedy, n a placu Starynkiewicza, zachowywał się jak w naukowym instytucie badawczym. Mierzył krokami odległości, analizował, dyskutował, stwarzał w arianty rozwiązań. W yraźnie widać było, że my, ludzie krajowi, jesteśmy gorętsi od niego. T y m chłodem, tą naukowością zaimponował nam. T ym więcej, że byliśmy spragnieni, jak kania deszczu, wojskowego myślącego elastycznie 'kategoriami (naszych bardzo specyficznych warunków. Pamiętam, jakie było potem m oje rozczarowanie, gdy dowiedziałem się, że »Pług« jest oficerem re­ zerwy, z zawodu rolnikiem. T ak czy inaczej »Pług« w płynął zdecydowanie na szkołę woj­ skowego myślenia G ru p Szturm ow ych, wprowadził do n ich wiele z anglosaskiej rzeczo­ wości i konkretności, unieszkodliwiając z kolei wiele kiełkujących wokół, mim o naszej woli, cech niemieckiej soldateski...” ™ K pt. „P łu g ” uczestniczył we wszystkich przygo­ towaniach do odbicia naczelnika Szarych Szeregów. Niem ożność rozpracow ania już nie tylko przewozów, ale nawet miejsca pobytu „ N o ­ waka” po aresztowaniu — i to zarówno przez kontakty n a Pawiaku, .jak i w siedzibie gestapo przy alei Szucha — spowodowała wykształcenie się hipotezy o odm ienności pro­ wadzenia w tym przypadku sprawy przez gestapo, a więc, być może, prowadzenie jej nie przez gestapo warszawskie. Jak się jeszcze nie w tedy, ale .później okazało, hipoteza ta była słuszna — aresztowania dokonała ekipa wyjazdowa gestapo poznańskiego. Niemniej akcja 69 Jak dalece Kwatera Główna Szarych Szeregów była zaangażowana w tego typu akcje, świadczyć może fakt, że były one kryptonimowo oznaczone na użytek harcerstwa. I tak: — pierwsze zorganizowanie akcji pod Arsenałem w dniu 23 marca 1943 r. uzyskało nazwę »Meksyk 1«; — »Meksyk II« — właściwa akcja pod Arsenałem w dniu 26 marca 1943; — »Meksyk III« — nie zrealizowana, ale opracowana taktycznie akcja odbicia więźniów na placu Starynkiewicza; — »Meksyk IV« nie zrealizowane odbicie F. Marciniaka na ulicy Koszykowej; — »Chicago« — nie zrealizowane odbicie F. Marciniaka w Warszawie; sieć patroli ulicz­ nych wypatrujących jego przewożenia; — »Biała Róża« — nie zrealizowane odbicie F. Marciniaka w Poznaniu. 70 Stanisław Broniewski, Aresztowcmie Floriana, „Więź” 1963, cz. I, nr 7/8, s. 196.

Plan odbicia „Nowaka ”

51

odbicia naczelnika „N ow aka” została „wystawiona” n a ulicy Koszykowej w d n iu 8 maja 1943 r. Akcja na ulicy Koszykowej nie doszła do skutku. Naczelnika „N owaka” wieziono wprawdzie samochodem gestapo z alei Szucha, sam ochód pojechał jednak Alejami Ujaz­ dowskimi, nie skręcając w ulicę Koszykową, bowiem więźnia nie przewożono n a Pa­ wiak, lecz „na wabia” wożono po W arszawie w miejsca z góry dla zespołu niemożliwe do przewidzenia. O rganizatorzy odbicia uświadom ili to sobie i odwołali akcję na K o ­ szykowej. Postanow iono patrolować śródmieście W arszawy z pomocą chłopców z Bojo­ wych Szkół, utrzym ując w pełnej gotowości zespół bojowy, który miał zostać przerzu­ cony w miejsce akcji, gdyby udało się zsynchronizować czas i miejsce przewożenia więź­ nia z możliwością wystawienia akcji. D o tego jednak n ie doszło, gdyż po kilku dniach naczelnik „N ow ak” został przewieziony do osławionego więzienia w Poznaniu — F o r­ tu V II. 71 Akcja odbicia w W arszawie została odwołana, przystąpiono natom iast do opracowania planu odbicia w Poznaniu, bądź w sam ym Forcie V II, bądź w czasie ewentualnej translokacji więźnia w obrębie miasta. Sam pomysł, pochodzący od dw óch ludzi — nowego naczelnika Szarych Szeregów „O rszy” d szefa K w atery Głównej „P iotra Pom iana” (E u ­ geniusz Stasiecki) — był niezwykle odw ażny i m ógł zakrawać n a fantazję. W szak ch o ­ dziło o przerzucenie zespołu ludzkiego, środków m aterialnych, a szczególnie brani przez granicę pomiędzy tzw. G eneralnym G ubernatorstw em a ziemiami polskimi waielonymi do Rzeszy. Chodziło o przeprowadzenie akcji, a więc o posiadanie pim któw oparcia i in ­ formacji na terenie ówczesnej Rzeszy Niemieckiej, chodziło również o pow rót tego ze­ społu i środków z powrotem do Warszawy. Jak na ówczesne w arunki życia Polaków, sprawa wydawała się fantastyczna, a jednak przystąpiono do jej szczegółowego opracowywania. W czasie tego opracowywania akcji kpt. „P ług” poznał następnych współpracowników, m. in. „P iotra Pom iana” . M łodszy od niego o cztery lata Eugeniusz Stasiecki był rów nież .oficerem rezerwy i uczestnikiem wojny obronnej w 1939 r. Przed w ojną był nauczycielem w Częstochowie. Nauczycielem z powołania, toteż powierzenie m u najpierw funkcji szefa K w atery Głównej, a następnie funkcji zastępcy naczelnika Szarych Szeregów m iało swoje wielkie, pozytywne skutki wy­ chowawcze, w szczególności dla chłopców z G ru p Szturm ow ych, których świetnie rozu­ miał i dla których był równocześnie przełożonym , kolegą d przyjacielem. W ielodniowe utrzym ywanie w gotowości bojowej zespołu chłopców, późniejsze wcią­ gnięcie części z n ich w opracowywanie planu odbicia naczelnika „N ow aka” w Poznaniu, czyli pełne zaabsorbowanie ich uw agi — niezależnie o d podłoża emocjonalnego samej sprawy — spotęgowało wysiłki kierownictwa Szarych Szeregów w dziedzinie kształto­ wania bodźców psychicznych przeciwdziałających w yrastaniu w istniejących w arunkach szablonowych postaci bojowców, sabotażystów, dywersantów. Problem ten najlepiej od­ dają słowa drugiego naczelnika Szarych Szeregów, hm . „O rszy” : „Patrząc n a dowodzą­ cego w akcji »Zośkę«, strzelającego »M aćka« czy »Lota« widziałem ich w perspektywie działalności powojennej jako kwalifikowanych inżynierów, naukowców czy uczciwych, wy­ kształconych kierowników różnych dziedzin życia społecznego, którzy aktualnie zam iast piórem i suwakiem działać m uszą pistoletem czy materiałem wybuchowym, ale którzy broń tę potrafią w 'każdej chw ili porzucić nie tylko bez żalu, ale z zadowoleniem wypły­ wającym z ich hum anistycznego wykształcenia i społecznej postawy w życiu. Wiedziałem, że potrafią bez w ahania odejść od środków m aterialnych, które m usiały być stawiane do ich dyspozycji n a prowadzone akcje i likwidację ich skutków, a które były przydzielane ze środków centralnych lub zdobywane...”71» Dyskusje nad tym i sprawam i prow adzone były nie tylko w kierownictwie Szarych Sze­ regów, ale także przez wielu związanych z nim i ludzi, pizede wszystkim pedagogów, 71 Więzienie to opisuje Marian Olszewski, Port V I I tv Poznaniu, Poznań 1971. 7la Stanisław Broniewski, Aresztowanie Plońana, „Więź” 1963, cz. III, nr 10, s. 81.

52

Geneza oddziału

z ¡których rad a opinii w różnych form ach przez prawie cały czas okupacji korzystano. Zacieśnianie się więzi pomiędzy bracią szaroszeregową a kpt. „Pługiem ” najlepiej charak­ teryzuje fakt, że w dyskusjach tych brał on udział obok hm. „P iotra Pom iana”, hm. „W acka” ,„O rszy”, ojca „Czarnego Jasia” — profesora G im nazjum i Liceum im. Stefana Batorego G ustaw a W uttke, prof. Rom ualda G u tta 72, oraz ojca „Zośki” prof. Józefa Za­ wadzkiego (o czym kpt. „P ług” jeszcze wówczas nie w iedział), a także Bolesława Srockiego, twórcy ii ideologa P E T -u . Wszyscy oni związani byli z chłopcam i z W arszawskich G rup Szturm owych więzami uczuciowymi bądź naw et rodzinnym i, a równocześnie sami reprezen­ towali wysoki poziom etyki, wiedzy i patriotyzm u, honoru i walorów pedagogiezno-wychowawczych.73 Należy podkreślić i zw róaić uwagę na opiekę
72 Por. Stanisław Broniewski, Dom profesora Gutta, „Tygodnik Powszechny” 1974, nr 43. 73 Por. A. Dorabialska, Jeszcze jedno życie , Warszawa 1972. 74 Por.: O wartościach wychowawczych Szarych Szeregów — ankieta, „Więź” 1968, nr 7/8; Wojciech Cicmniewski, Wychowanie fizyczne i sport w pracy Szarych Szeregów (praca magis­ terska), Warszawa 1970 (nie publikowana); Małgorzata Melchior, Etyczne i wychowawcze pro­ blemy walki Szarych Szeregów, (praca magisterska) Warszawa 1979 (nie publikowana). 75 O akcji tej pisano w czasie okupacji: P(rasowy) S(prawozdawca) W(ojskowy), W ięź­ niarka Lublin — Ośzmęcim, „Biuletyn Informacyjny” 1943, nr 23, W yrwany ze szponów hitle­ rowskich bandytów (ze wspomnień więźnia politycznego uwolnionego z transportu do Oświęcimia przez oddział partyzancki w akcji pod Celestynowem, w dniu 26 maja 1943 r.) „Trybuna Ziemi Lubelskiej” 1943, nr 2. Po wojnie omawia jej przebieg Józef Saski, Akcja odbicia więźniów pod Celestynowem, „Wojskowy Przegląd Historyczny” 1958, nr 1.

Akcja » Celestynów «

53

jako obserw ator m jra „Lipińskiego” uczestniczyć m iał w akcji i jej opracow aniu kpt. „P łu g ”. „Zośka” n a podstawie danych kom órki wywiadu Kedywu K G przeprowadził szcze­ gółowe rozpoznanie terenu, dobrał zespół chłopców z W arszawskich G ru p Szturm ow ych-O S »Jerzy« oraz zapewnił poprzez własne kontakty opiekę lekarską dla ewentualnych ran ­ nych w szpitalu M altańskim . W skład zespołu weszli m. in.: „L o t”, „Jerem i”, „R obert” (W iesław Raciborski), „L u ty ” (W acław D unin-K arw icki), „M aryla” (S tefan Pakuła), „Przygoda” (T adeusz W ronow ski), „D zid ” (Jerzy M ah l), „H eniek” (H enryk Nowak) „K atoda” (Józef Saski) d „Żbik” (Ja n K ordulski). W zespole uform ow anym z OS »Sęk« znajdował 9ię m. in. „K ro n ” (Stanisław K otorow icz), porucznik saperów, który leciał do kraju tym samym samolotem co kpt. „P ług” i razem z -nim został zrzucony na spadochro­ nie w nocy z 1 n a 2 października 1942 r. Akcja »Celestynów« m iała miejsce 20 maja 1943 r. około godziny 1.45. Zespoły zostały przerzucone w większości, choć nie w całości, trzema sam ochodam i na miejsce akcji. P o ­ ciąg udało się zatrzym ać, linie łączności poprzerywano, obstawę więźniarki unieszkodli­ wiono. Więźniowie w liczbie 49 osób, tj. o 20 osób więcej n iż się spodziewano na pod­ stawie meldunków, zostali uwolnieni. Jednak w czasie wynikłej strzelaniny ciężko ranni zostali: „ K ro n ” (z którym kpt. „P łu g ” zetknął się w tej akcji po raz pierwszy po zrzucie), „Jan I I ” (W łodzim ierz Stysło), „L u ty ” został ranny w nogę (dzięki własnym znajomoś­ ciom dostał się do szpitala Wolskiego n a Płockiej, który opuścił o kulach po 3 tygodniach pobytu), lekkie rany odniósł „K atoda” (Józef Saski). Okazało sdę, że nie m ożna ich było nawet prowizorycznie opatrzyć z pow odu braku opatrunków . P o 50 m inutach trw ania akcji i wypełnieniu określonego rozkazem zadania zespół rozpoczął odskok ze stacji kole­ jowej Celestynów do Warszawy. W samochodzie prowadzonym przez „Zośkę” jechał kpt. „P łu g ” ii dw óch ciężko rannych. Bez większych przeszkód dotarli do W arszawy i do najbliższego lokalu kontaktowego położonego przy Grochowskiej, gdzie n a wynik akcji oczekiwał „O rsza” i ówczesny kom endant chorągw i warszawskiej „Bolek” . Obaj zdecy­ dowali, że na miejsce kpt. „P ługa” wsiądzie do sam ochodu „Bolek” i razem z „Zośką” przewiozą do najbliższego szpitala rannych „K ro n a” i „Jana I I ”, nie dających już oznak żyoia. Jednakże najbliższy szpital — Przemienienia Pańskiego — nie chciał rannych przy­ jąć. Dopiero po namowach lekarz dyżurny wyszedł do sam ochodu i stwierdził, że obaj ranni już nie żyją. Odm ówił jednak przyjęcia ciał do kostnicy. Pozostawiano więc ciała bez wiedzy personelu szpitala na ulicy przed kostnicą szpitalną. Rapa „K atody” nie wy­ magała poważniejszej interwencji lekarskiej. Akcję zarów no w Kedywie jak i w Kwaterze Głównej Szarych Szeregów oceniono po­ zytywnie, szczególnie dowodzenie walką przez „Zośkę”, którego walory dowódcze zrobiły wrażenie naw et na oszczędnym w opiniach kpt. „P łu g u ”. Zyskiwał on zresztą coraz wyż­ sze mniem anie o młodzieżowych zespołach bojowych W arszawskich G rup Szturmowych. W równy tydzień po akcji pod Cclcstynowem sam kpt. „P ług” dowodził zespołem bojo­ wym z Warszawskich G ru p Szturm ow ych-O S »Jerzy« w akcji noszącej kryptonim »Sól«. Akcja ta została przeprowadzona 27 m aja 1943 r., a celem jej było uzyskanie materiału (chloranu potasu) do produkcji środków wybuchowych z niemieckich magazynów poło­ żonych na warszawskim Targówku. G rupą, której zadaniem było opanowanie magazynu przyfabrycznego, dowodził „M aciek” (M aciej B ittner). Akcja, udana z punktu widzenia otrzym anych rozkazów, nie należała do trudnych. Zadaniem kpt. „P ługa” było zwrócenie uwagi na najdrobniejsze szczegóły i błędy w dowodzeniu poszczególnych grup biorących udział w akcji. Egzam in ten wypadł również pomyślnie. Całokształt doświadczeń i ocen, które kpt. „P łu g ” wyniósł z dotychczasowego kon­ taktu z W arszawskimi G rupam i Szturm ow ym i-O S »Jerzy« był przedmiotem jego roz­ mów zarówno z członkam i K w atery Głównej Szarych Szeregów, jak i z pikiem „N ilem ” . W rozmowach prow adzonych w kierownictwie Szarych Szeregów, w których uczestni­ czył także prof. Zawadzki, omawiano całokształt działalności bojowej W arszawskich G rup

54

Geneza oddziału

Szturm ow ych-O S » Jerzy « 76, a w szczególności ostatnią akcję w Celestynowie. W tedy kpt. „P łu g ” wysunął nową koncepcję utw orzenia oddziału wyspecjalizowanego w miej­ skich walkach ulicznych. Specyfika tych walk wymagała dużo poważniejszych walorów osobistych żołnierzy n iż akcje sabotażu kolejowego. Żołnierze W arszawskich G rup S ztur­ m owych-OS »Jerzy« posiadali je i m ożna było ich wykorzystać w akcjach szczegól­ nie dotkliwych dla okupanta, uderzając w jego centra dyspozycyjne. Koncepcja kpt. „P łu ­ ga” znacznie różniła się od decyzji podjętych przez naczelnika „N ow aka”, pika „N ila” i m jra „Lipińskiego” niewiele więcej niż pół roku (wczesnej. Okazała się jednak n a tyle interesująca i godna zastanowienia, że dyskutow ano ją obszernie i wszechstronnie zarówno w kierownictwie K edyw u jak i Szarych Szeregach. Niezależnie od opinii wyrażanych przez kpt. „P ługa” n a odpraw ach dowództwa K e­ dywu K G A K głównym tematem dyskusji był problem zachowania siły żywej oddziałów dyspozycyjnych, wytworzenia w świadomości żołnierzy idących n a akcję przekonania, że w przypadku zranienia zostaną otoczeni opieką, a więc problem organizacji służby sani­ tarnej oddziałów dyspozycyjnych K edyw u K G AK. Dotychczasowe pozostawienie opieki nad rannym i przypadkowi czy osobistym kontaktom tego czy innego dowódcy z lekarzami i szpitalami, lub załatwianie tych kontaktów przez jedną łączniczkę, nie mogło być nadal kontynuowane. Wykazała to m . ;in. akcja »Celestynów«. M usiała .powstać własna służba sanitarna Kedywu K G A K , k u czemu zaczęto zmierzać. Tym czasem Warszawskie G rupy Szturm ow e-O S »Jerzy« przygotowywały się do już poprzednio planowanej akcji, której celem m iało być przerwanie głównej trasy kole­ jowej łączącej Śląsk z W arszawą, między Koluszkam i a Piotrkowem, przez wysadzenie w powietrze m ostu na rzece W olborce pod Czarnocinem. 77 Znow u dowódcą akcji został „Zośka”, a obserwatorem z ram ienia dowódcy »M otoru« kpt. „P ług” . Zastępcą dowódcy akcji został „M aciek”. Zespół liczący 9 osób koleją i częściowo dw om a samochodam i został przetransportow any pod Czarnocin. Jeden z samochodów prowadził „Zośka”, z k tó ­ rym jechał kpt. „P łu g ”, a także „M irski”. W yjazd tych samochodów z W arszawy ubez­ pieczano do N adarzyna luźno rozstaw ionym i w zdłuż trasy przejazdu harcerzam i z BS-ów, głównie z 23. W D H , którzy w sposób um ów iony m ieli sygnalizować kierowcom ewentu­ alnie zauważone zmotoryzowane patrole niemieckie. Akcja doszła do skutku 6 czerwca 1943 r. około godziny 3 nad ranem . M ost i tory kolejowe zostały uszkodzone, ale nie w zamierzonym stopniu. Przerwa w 'komunikacji trwała około 12 godzin, po czym trans­ port został wznowiony po jednym torze. N ie wszystkie ładunki wybuchowe odpaliły, być może część z nich nie została prawidłowo założona. W czasie pow rotu do W arszawy kierowca „Rysiek” (Ryszard W esoły) spowodował katastrofę samochodową, w wyniku której sam został ciężko ranny. „Zośka” zabrał go do sam ochodu, w którym w raz z kpt. „Pługiem ” i „M irskim ” kontynuow ali błyskawicznie szybki odskok d o Warszawy. D o­ tarli do niej n a p u n k t kontaktowy przy ulicy Racławickiej, gdzie pozostał ciężko ranny „Rysiek” (-przewieziony później do szpitala Przemienienia Pańskiego zm arł tego samego dnia). Tymczasem pozostali uczestnicy akcji: „M aciek” , „G iew ont” (M irosław Cieplak), „D ziodek” (W łodzim ierz C hrobak), „A ntek” ( N N ), „Felek” (Feliks Pendelski) i „G ruby” (Andrzej Zawadowski) kontynuow ali pow rót piechotą, a niektórzy z nich potem kolejką grójecką. Bez przeszkód dostali się do W arszawy „G iew ont”, „A ntek” i „D ziodek” . Pościg niemiecki dopadł „Felka” i „G rubego”, którzy zginęli w dramatycznej walce; „M aciek” zdążył się odłączyć i przebić do Warszawy. Zginął także „O racz” (T adeusz M irow ski). Akcja pod Czarnocinem została przeprow adzona bez pełnego sukcesu, bowiem most 76 A IH PAN, Zespół im. Floriana Marciniaka. Wymienione w niniejszym opracowaniu akcje bojowe przeprowadzone przez Warszawskie Grupy Szturmowe-OS »Jerzy« nie stanowią całości. W sumie było przygotowanych 40 akcji, a przeprowadzono według obecnej wiedzy 25. Autor przytacza tylko te z nich, które mają bezpośredni związek z opisywanym tematem. 77 Akcję tę opisano w czasie okupacji: Wysadzenie mostu kolejowego, „Małopolska Agencja Prasowa” 1943, n r 13. Po wojnie omawiali jej przebieg Witold Bartnicki i Józef Saski, Akcja pod Czarnocinem , „Wojskowy Przegląd Historyczny” 1959, n r 2.

Acja pod Czarnocinem — »Osa-Kosa«

55

osunął się, ale nie został w ysadzany w powietrze; w dodatku spowodowała ona znaczne straty, stanowiące 1/3 zespołu. Ju ż wtedy nie spotkała się z pozytywną oceną, choć nie­ kompletne odpalenie ładunków , zdarzające się dość często, nie było zawinione. Śmierć trzech uczestników akcji była natom iast zawiniona indywidualnie: bądź złym prowadze­ niem sam ochodu, bądź .przez nieroztropny wybór drogi odmarszu. M om ent pow rotu zespołu, w tym również kpt. „Pługa”, spod Czarnocina do W ar­ szawy we wczesnych godzinach rannych 6 czerwca nie pozwolił n a szczegółowe analizo­ wanie przebiegu akcji. W Warszawie zastano sytuację alarmową w Kedywie K G A K .78 Poprzedniego dnia, 5 czerwca w południe, gestapo dokonało aresztowania większości żoł­ nierzy oddziału dywersyjnego o kryptonim ie »Osa-Kosa« 79 w czasie ślubu jednego z jego żołnierzy w kościele Św. Aleksandra n a placu T rzech Krzyży. Był to ślub por. „M ary­ narza” (Mieczysław Uniejewski), n a który wbrew zasadom konspiracji zaproszono liczne grono kolegów z oddziału i innych żołnierzy Podziem ia; część z nich na ślub przybyła i została aresztowana. Aresztowania te praktycznie unicestwiły oddział, jedynie zespół »Zagralinu« prawie w ca­ łości ocalał. Szybko wyjaśniło się, że aresztowania nie były przypadkowe, lecz że Niemcy wiedzieli dość dokładnie, kogo aresztują. Stan alarm u w Kedywie zapobiec m iał ewen­ tualnym dalszym w padkom .80 O dpraw y u płka „N ila” zostały zwielokrotnione, trzeba było jak najprędzej ustalić, jak Niemcy wpadli na trop oddziału, ale równocześnie trzeba było rozważyć, jak powstałą lukę zapełnić. Oddział wykonał m. in. zamachy na dowódcę SS i policji na teren G G , Friedricha K rugera, który był poprzednikiem W ilhelma K oppego n a stanowisku se­ kretarza do spraw bezpieczeństwa w „rządzie G G ” .81 Dla przerwania ciągłości kontaktów postanowiono przede wszystkim oddział »Osa -Ko­ sa« rozwiązać, wcielając pozostałych na wolności żołnierzy do różnych innych oddziałów. Oddział »Osa-Kosa« wyspecjalizował się w akcjach dywersyjnych typu miejskiego, szczegól­ nie w akcjach, których zadaniem była likwidacja czołowych przedstawicieli niemieckiej adm inistracji i okupacyjnego terroru. Choć nie jedynie, to jednak głównie skierowany był na wykonywanie znaczniejszych akcji, które właśnie na przełomie 1943 r. uzyskały zorga­ nizowaną form ę o kryptonimie: akcje »Główki«.82 78 Por. Żołnierska droga (wywiad z płkiem Janem Mazurkiewiczem — „Radosławem” ), „Za i Przeciw” 1972, nr 22; Chłopcy silni jak stal, oczy patrzą się w dal (wywiad z mjrem doc. inż. Adamem Borysem — „Pługiem” ), „Za i Przedw” 1972, nr 25. 79 MiD W IH, sygn. III/16/7: relacja Stefana Smarzyńskiego. Oddział dyspozycyjny KG AK zorganizowany w maju 1942 r., którego kryptonim początkowy brzmiał »Osa« (Organizacja Specjalnych Akcji Bojowych). Zmiana kryptonimu ze względów konspiracyjnych nastąpiła w styczniu 1943 r., już jako oddziału dyspozycyjnego Kedywu, na »Kosa 30«. W grudniu 1942 r. wydzielono w nim samodzielną komórkę o kryptonimie »Zagralin«, która przeprowadziła udane akcje terrorystyczne na terenie ówczesnej Rzeszy Niemieckiej: w Berlinie, Wrocławiu, Gdańsku oraz w Rydze. Oddział wykonał m. in. zamachy na dowódcę SS i policji na teren GG Friedricha Krugera (w zamachu został on podobno ranny, nie zostało to jednak udokumento­ wane), który był poprzednikiem Wilhelma Koppego na stanowisku sekretarza do spraw bezpie­ czeństwa w „rządzie GG”, oraz na kierownika referatu młodzieżowego warszawskiego urzędu pracy (Arbeitsamtu) Hugo Dietza, który w zamachu zginął (o akcji tej pisano również w pra­ sie podziemnej: W yrok wykonano , „Biuletyn Informacyjny” 1943, nr 25, ss. 7— 8). 80 Por. Stefan Smarzyński, Piotr Stachiewicz, Żołnierz czy konfident, „Polityka” 1971, nr 30: Odpowiedź na cykl artykułów Jerzego Ambroziewicza Zdrajca czy bohater, „Za Wolność i Lud” 1971, nr 19— 27. Istnieją poważne powody, by sądzić, że aresztowanie nastąpiło na skutek informacji konfidenta niemieckiego, który był żołnierzem oddziału. 81 Akcję tę omawiają w prasie podziemnej i polskiej prasie emigracyjnej: Echa zamachu na Krugera , „Małopolska Agencja Prasowa” 1943, nr 6, s. 3; Niechaj drży wróg, „Wieści” 1943, nr 14, s. 5; Zamach bombowy na dygnitarza hitlerowskiego w Krakowie, „Przegląd Polski” 1943, wydanie A, nr 17, s. 2; Zamach bombowy na dygnitarza hitlerowskiego w Krakozme, „M a­ łopolska Agencja Prasowa” 1943, n r 5, s. 1; Zbrodnie kata Krugera, za które wymierzyła mu sprawiedliwość polska organizacja bojowa, „Dziennik Polski”, Londyn 1943, nr 869, s. 4. 82 MiD W IH, sygn. III/29/4, R-369. Pismo dowódcy Kedyw-Kolegium (Kedyw Okręgu Warszawskiego AK) kpt. „Andrzeja” (Józef Rybicki) przekazane przez szefa Kedywu KG

56

Geneza oddziału

Zasadniczy cel tej akcji nie był n o w y 88, usuw anie bowiem zdrajców, konfidentów, funkcjonariuszy memieckich odbywało się od poazątku okupacji M, jednakże wprowadze­ nie form zorganizowanych, ustalanie hierarchii uderzeń, przygotowanie oddziałów do ich wykonywania — nastąpiło w 1943 r. Oddziałem specjalizującym się w wykonywaniu uderzeń n a wyższych funkcjonariuszy niemieckich był właśnie oddział »Osa-Kosa«. K o­ nieczność więc jego rozw iązania stw arzała lukę w pionie bieżącej walki zbrojnej. T em u zagadnieniu zespół współpracowników płka „N ila” również poświęcił wiele uwagi. Trzeba było zorganizować now y oddział, bowiem oddziały istniejące m iały określone i przydzie­ lone zadania. Kiedy zaistniała potrzeba form owania nowego oddziału, powstawało py­ tanie, z jakiego elementu ludzkiego go tworzyć. W »Osie-Kosie« znajdowała się n a ogół młodzież starsza i ludzie już dojrzali, w większości posiadający rodziny. Byli to przeważnie żołnierze, którzy stopnie wojskowe wynieśli z czasów przedwojennych lub z wojny obronnej 1939 r. W kierownictwie Kedywu K G A K uzgodniono pogląd, że użycie tego samego elementu ludzkiego do takiej samej form y walki nic m a sensu. Rezultaty prędzej czy póź­ niej m uszą być podobne. Właściwe każdem u człowiekowi przywiązanie do stworzonej przez niego rodziny powoduje ostrożność działania d pozbawia głowę tej rodziny niezbędnego pełnego zaangażowania, niekiedy koniecznej, brawurowej d bezkompromisowej postawy w walce podziemnej, jak i rów nie koniecznej bojowośoi w akcjach. Ponadto trudności egzystencji każdej niem al rodziny w czasie okupacji powodowały konieczność zwiększonej troski o jej utrzym anie. Z tych powodów uwaga dow ództwa K edyw u K G A K zaczęła się zwracać ku elementowi młodzieżowemu. Stąd był już tylko krok do wysuniętej niedawno, ale uzyskującej realną podstawę dopiero teraz, p o wpadce oddziału »Osa-Kosa«, kon­ cepcji stworzenia oddziału złożonego z chłopców zorganizowanych dotychczas w W ar­ szawskich G rupach Szturm owych-O S »Jerzy«, w celu kontynuow ania i rozwinięcia zadań »Osy-Kosy«. Zdanie płka „N ila” o tych chłopcach, sform ułow ane n a piśmie w prawdzie trochę póź­ niej, ale wyrażane już wtedy, było nadzwyczaj pozytywne i brzm iało następująco: „...element inteligentny, bitny i ofiarny. D yscyplina bardzo duża. Ludzie posiadają duże doświadczenie zdobyte w szeregu walk li m ożna n a n ich liczyć w najcięższych momentach. Wyszkolenie wojskowe i zaprawa idą w parze z wychowaniem harcerskim i narodo­ wym (...) Środowisko jest w swoich komórkach zgrane i stanow i w tej chwili w Polsce rezerwuar młodzieży kierowany i wychowywany w szkole obywatelsko-żołnierskiej (...) Szczególną korzyść widzę w udziale harcerstw a w walkach o niepodległość. Harcerze piszą bowiem piękną historię, -która dla wychowania przyszłych pokoleń będzie cennym dorobkiem (...) Poza wykonywaniem akcji bojowych oddziały zbierają doświadczenia, które są wykorzystywane w szkolnictwie dyw (ersyjnym ) albo w formie dnstr(uktocrów), idą w teren. W ykonują ćwiczenia doś(w iadczałne) z now ym i środkam i walki z odcinka produkcji, interweniują w razie zagrożenia lokali i magazynów na rzecz innych komó­ rek K G ” w. płka dypl. „Nila” (Emil Fieldorf) do dowódcy Okręgu Warszawskiego Armii Krajowej płka „N urta” (Antoni Chruściel) określające cele akcji »Główki«: „Reakcja (w sensie kontrakcja — przyp. P.S.) polska winna uderzać w szczególnie szkodliwe i zbrodnicze jednostki niemieckie, jak i szczególnie szkodliwe i zbrodnicze w swym nastawieniu i działalności instytucje niemieckie. Wy­ tyczną w tym jest, aby oprócz wymiaru sprawiedliwości osiągany był w naszym działaniu rów­ nież cel dywersyjny w formie uderzenia w kierownicze ośrodki niemieckie, stanowiska kluczowe dyspozycji administracji okupanta”. Przykładowo można reprezentować kilka stron wykazu akcji »Główki« w celu zobrazowania sposobu ich formułowania (por. aneks IV, s. 648). 83 Oczyszczanie terenu lub środowisk ze zdrajców i konfidentów, czynione w sposób ciągły, lecz o różnym natężeniu, występowało pod kryptonimem »Kośba«. 84 Por. Tomasz Strzembosz, Dywersja i walka zbrojna konspiracyjnej W arszawy 1939 — 1944 , „Więź” 1972, nr 7/8. Pierwszą bardziej znaną likwidacją kolaboranta było zabicie aktora Igo Syma w jego mieszkaniu przy ulicy Mazowieckiej 10 w dniu 7 marca 1941 r. 35 M iD WIH, sygn. III/29/7. Charakterystyka oddziałów harcerskich przez płka „N ila” ujęta jest jego sprawozdaniu, noszącym datę 1 marca 1944 r., wysłanym do „7” w dniu 3 mar­ ca 1944 r.

N ow y oddział

57

W spom inając już po w o jn ie 86 dowodzenie Kedywem gen. „ N il”, chociaż był czło­ wiekiem tw ardym d nie m iał skłonności d o roezczuleń, mówił z drżeniem w głosie o swych młodych podkom endnych, harcerzach z »Zośki« i »Parasola«: „ T o byli żołnierze, ale ilu lich zginęło! T akim i n ietru d n o było dow odzić”. T a k więc koncepcja utw orzenia ściśle zakonspirowanego oddziału, którego zadaniem miała być likwidacja szczególnie szkodliwych funkcjonariuszy niemieckiego aparatu ter­ roru, oddziału sformowanego z W arszawskich G ru p Szturm ow ych-O S »Jerzy«, zo­ stała w dowództwie Kedywu zdecydowana, a k p t „P łu g ” upow ażniany do przeprowa­ dzenia rozm ów i uzgodnień z K w aterą G łów ną Szarych Szeregów. W Zielone św ięta, przypadające w 1943 r. w dniach 13 -i 14 czerwca, kpt. „P łu g ” został zaproszony przez „Zośkę” d o jego rodzinnego dom u w Zalesiu pod W arszawą. T am dopiero ze zdum ieniem stwierdził, że jeden z jego poprzednich rozmówców w dyskusjach na tem at ideowo-wychowawczego oddziaływania cna W arszawskie G rupy Szturm owe to prof. Zawadzki — ojciec „Zośki”. Dwa d n i świąteczne spędzono więc n a dyskusjach do­ tyczących utw orzenia nowego oddziału. „Zośka” odniósł się d o projektu entuzjastycznie, jego ojciec m iał więcej obiekcji, ale i on był przychylny koncepcji przedstawionej przez ktp. „P ługa”. Sobotę i niedzielę lipca tj. dzień 24 i 25, kpt. „P ług” spędził także poza W arsza­ wą, w folwarku prof. M arcelego H andełsm ana Brzozówka (nie opodal Czarnej S trugi), w której zamieszkiwał w tedy „Jerzy” wraz z rodziną. Odbywała się tam okresowa II od­ prawa K w atery Głównej Szarych Szeregów. N a tej odprawie kpt. „P łu g ” przedstawił stanowisko Kedywu K G A K dotyczące sform ow ania oddziału, którego przyszli żołnierze poza szeregiem przym iotów ogólnych i 'ideowych m usieli posiadać wiele odwagi, a naw et brawury, wiele rozwagi, ale i determ inacji, wiele zaangażowania i poświęcenia ale i ostroż­ ności. Potrzebny był oddział sprężysty w dow odzeniu, gromadzący żołnierzy karnych, ale i nie pozbawionych fantazji, a równocześnie bezkompromisowo podporządkowanych regu­ łom konspiracji. Działania takiego oddziału miały być wymierzone w szczególnie szkodli­ wych przedstawicieli aparatu okupanta, a przede wszystkim w gestapo. Dyskusja była długa. Członków K w atery Głównej zafascynowała rzeczowość i realność projektu kpt. „P ługa”, który drobiazgowo przedstawiał zasady użyoia harcerzy w pierw ­ szej linii walki podziemnej. M ało że w pierwszej linii — tych pierwszych linii było prze­ 86 Pan W alenty. Wypowiedź gen. „Nila” spisana przez anonimowego rozmówcę w 1946 r. na terenie Związku Radzieckiego, gdzie obaj przebywali. 87 W styczniu 1980 r. doc. dr Stanisław Broniewski datę tej odprawy uściślił. Twierdził on mianowicie, że w folwarku prof. Handełsmana odbyła się tylko jedna odprawa Kwatery Głów­ nej Szarych Szeregów. W sprawozdaniu zaś Naczelnika Szarych Szeregów z działalności »Pa­ sieki« za okres od 1 marca 1943 do 1 listopada 1943 r. (cytowanym w publikacji „ Wielka Gra” — harcerstwo w Polsce w czasie drugiej zoojtiy światowej 1939 — 1945 , Londyn 1974, s. 101— 108) Stanisław Broniewski zidentyfikował odprawę w Czarnej Strudze, z czego wynika­ łoby, że odprawa, na której kpt. „Pług” przedstawiał pryncypia utworzenia nowego oddziału, odbyła się nie w czerwcu (jak podawała dotychczasowa historiografia), a w końcu lipca 1943 r. Data tej odprawy nie ma istotniejszego znaczenia dla meritum sprawy, przesunięcie jej jednak na koniec Lipca potwierdza tezę (w świetle istnienia już oddziału w budżecie Kedywu KG AK w sierpniu), że od strony kierownictwa Kedywu sprawa była już zaawansowana organizacyjnie, zanim przedłożono ją Kwaterze Głównej Szarych Szeregów. W 1982 r. ukazała się w Londynie publikacja Szare Szeregi, Zw iązek Harcerstwa Polskiego w czasie I I wojny światowej — Głów­ na Kwatera Harcerzy »Pasieka« — ocalałe dokumenty. Na s. 89— 97 zamieszczono w niej zachowaną notatkę z przebiegu II odprawy »Pasieki«, która odbyła się w Czarnej Strudze koło Warszawy w dniach 24 i 25 lipca 1943 r. W dość szczegółowej notatce z przebiegu czynności w czasie odprawy nie ma słowa o powołaniu oddziału »Agat«, mowa jest o tym w przypisie redakcyjnym, z którego wynika, że najpierw powstał zespół żołnierzy pod dowództwem kpt. „Pługa”, który następnie stał się 3. kompanią baonu »Zośka« nazwaną »Agat«, później »Pegaz«, co nie odpowiada prawdzie. Dodać tylko można — na podstawie relacji Adama Borysa — że ta bezpośrednia rozmowa pomiędzy nim i Naczelnikiem Szarych Szeregów hm. Stanisławem Broniewskim była jedną z ostatnich w czasie okupacji, jak również był to jeden z dwóch bezpo­ średnich kontaktów między nim a Naczelnikiem Szarych Szeregów po powstaniu oddziału »Agat«.

58

Geneza, oddziału

cież dużo — chodziło niemal o najważniejsze uderzenia Podziemia, o walkę z przedsta­ wicielami najgroźniejszej, najzaciętszej w tępieniu polskości organizacji niemieckiego ter­ roru, o walkę z gestapo. Członkowie K w atery Głównej anieli jednak obiekcje i nde chcieli się zgodzić n a sform owanie z harcerzy oddziału do wykonywania wyroków. M im o że projekty kpt. „P ługa” były przedstawione w sposób sugestywny, nie chcieli oni uronić nic z elementów wychowawczych, n ie chcieli, by w przyszłej walce wystąpiły sytuacje przeciwne kierunkow i wychowawczemu harcerstwa. K pt. „P łu g ” argum entow ał, że młodzież zostanie skonfrontowana z bezpośrednią walką, że nie będzie użyta do aktów terroru m ających charakter egzekucji, a każda przeprowa­ dzona akcja będzie „bitw ą”, starciem, w którym będą się kształtować charaktery d walory mora Ino- etyczne młodzieży, że wreszcie walki miejskie to ukoronowanie działań dyw er­ syjnych, że walka z najgorszą, niszczącą n aró d polski organizacją okupanta, jaką jest gestapo, to najzaszczytnfiejsza służba dla chłopców. K ażda akcja poddawana będzie szcze­ gółowej analizie, w toku której chłopcy będą poznawać własne błędy i niedociągnięcia, będą się n a nich uczyć i hartow ać dodatnie cechy charakteru. W końcu argum enty kpt. „P łu g a” przeważyły, choć koncepcja przez niego przedsta­ wiona nie miała już prawdę żadnych punktów stycznych z wojskowymi założeniami walki dla W arszawskich G ru p Szturm ow ych-O S »Jerzy« ustalonym i przez naczelnika „N ow a­ ka” z pikiem „N ilem ” i m jrem „L ipińskim ” ; zdawała się natom iast zachowywać wszelkie elementy wychowawcze. W ydaje sdę, że kpt. „P łu g ” potrafił przedstawić członkom K w atery Głównej Szarych Szeregów walory przyszłej walki od strony działań najbardziej pozytywnych i ideowych tak ukierunkowanego oddziału. Groźniejsze elementy w tej koncepcji pozostały w cieniu i uświadomione zostały znacznie później, już w toku działań. Z drugiej strony wydaje się, że członkowie K w atery Głównej nie potrafili dostrzec, skomentować d ocenić z własnego punktu widzenia uderzającej cechy charakteru kpt. „P ługa”, która w zależności od punktu widzenia mogła być uznana za pozytywną lub za negatywną. Była to bezwzględność w dą­ żeniu do wytkniętego celu, w wykonaniu otrzym anych zadań, w wyborze najkrótszej, ale d najprostszej drogi, która d o nich prowadziła. D la samego celu d zadań — w tym przy­ padku dla bezpośredniej walki zbrojnej — była to cecha pozytywna, ale z punktu w idze­ nia rozlicznych wymogów stawianych przez członków K w atery Głównej co do użycia w walce chłopców z W arszawskich G rup Szturm ow ych-O S »Jerzy« w inna być oceniona negatywnie. Koncesje i ustępstwa, uczynione przez kpt. „P ługa” n a rzecz tych wymogów, były uczciwe d dawane w dobrej wierze, ale żadne z nich nie m ogło zm ienić i nie zmieniało jego charakteru i osobowości. K onkluzją dyskusji była zgoda K w atery Głównej Szarych Szeregów n a sformowanie nowego oddziału do walki z gestapo, złożonego z chłopców wydzielonych przez „Jerzego” i „Zośkę” z W arszawskich G ru p Szturm ow ych-O S »Jerzy«. O ddział oznaczono krypto­ nimem »Agat« (an ty gesta po). N a podstawie tej aprobaty płk „N il” mianował przede wszystkim jego dowódcę. Został nim kpt. „P łu g ” . Kwatera G łów na Szarych Szeregów r o ­ zumiała konieczność przekazania G ru p Szturm ow ych organizacji wojskowej d włączenia ich do odcinka walki bieżącej (sprawa służby w oddziałach liniowych czy rezerwy Arm ii Krajowej nigdy nie była rozważana i nie o taką służbę chodziło). Była jednak przekonana, że nawiązany w toku przekazywania dialog z dow ództw em K edywu K G A K na tem at wykorzystania oddziałów harcerskich będzie nadal kontynuowany. 88 Przypuszczała także, żc będzie miała możliwość bieżącej inform acji oraz ingerencji w fonmy i sposoby użycia tej młodzieży w walce. Podstawową sprawą, o którą Kwaterze Głównej chodziło, była nie tylko współdecyzja co do rodzaju akcji, jakie m iały przeprowadzić G ru p y Szturm owe, ale również d to, by z akcji tych nie wynikały zawinione straty. Jeżeli zaś już d o strat docho­ dziło, chciała zawsze uzyskać przekonanie, że rzeczywiście były one nieuniknione i że zrobiono wszystko, by do nfich nie dopuścić. Z jednej wdęc strony K w atera G łówna Sza­ rych Szeregów chciała stale ingerować w zakres spraw wojskowych, z drugiej strony do88 Relacje A. Borysa, 3, S. Broniewskiego, 3, R. Białousa, 3 i J. Rossmana, 3.

Śmierć „ZoSkF

59

wództwo K edyw u nie m ogło n a taką form ę współdziałania w yrazić zgody. K onflikt ten, który n a przełomie lat 1943— 1944 doprow adził naw et do (zagrożenia przez pika „N ila” rezygnacją z działania G ru p Szturm ow ych i „zwrócenia” ich »Pasiece«, ale bez broni, trwał przez cały okres aż do w ybuchu Pow stania Warszawskiego, przybierając różne formy. Zaabsorbowanie dyskusjami i pracam i zmierzającymi d o sformowania nowego oddziału nie przerwało jednak ani na chwilę działalności bojowej W arszawskich G ru p Szturm owych-OS »Jerzy«. Zespół pod dowództwem „M irskiego”, przeprowadził dnia 26 czerwca 1943 r. akcję pod Pogorzelą, mającą na celu wysadzenie torów kolejowych pod pociągiem wiozącym Niemców z frontu wschodniego na urlop. Akcja miała z jednej strony charakter szkoleniowy, z drugiej zaś jej celem było wypróbowanie now o otrzym anych drogą zrzutów z Wielkiej Brytam i zapalników Fogságnal. In n y zespół, pod dowództwem „Jeremiego”, tego samego dnia pod Gołębiem (na linii Dęblin— L ublin) wysadził tory kolejowe pod pociągiem wiozącym Niem ców z urlopu n a front. Równocześnie jeszcze inny zespół chłop­ ców z W arszawskich G ru p Szturm cw ych-O S »Jerzy« został włączony d o akcji o krypto­ nimie »Taśm a« 89, w ram ach której m iano zniszczyć szereg posterunków niemieckiej straży granicznej.90 Zaznaczyć należy, że m im o iż całość W arszawskich G ru p Szturm ow ych-O S »Jerzy« została włączona d o odcinka walki czynnej, reprezentowanego przez Kedyw K G AK, to jednak tylko część chłopców brała bezpośredni udział w akcjach bojowych, pozo­ stali zaś byli w rezerwie, kontynuując wojskowe d ogólne zajęcia szkoleniowe. Z tego rów ­ nież pow odu w akcjach bojowych bardzo często pojawiają się tc same nazwiska chłopców i dziewcząt. W ram ach akcji »Taśm a« posterunek niemiecki w Sieczychach koło Wyszkowa nad Bugiem został zaatakowany przez zespół z W arszawskich G ru p Szturm ow ych-O S »Jerzy« pod dowództwem „Zośki” (T adeusz Zaw adzki). Brała także udział drużyna z G .S.Z. Wyszkowa. Fakt, że właśnie „Zośka” dowodził akcją, jest godny podkreślenia, bowiem wchodziła ona w skład zespołu akcji zastrzeżonych, przeprow adzanych przez oddziały dyspozycyjne Kedywu, którego dowództwo, powierzając „Zośce” tę funkcję, uznawało wartość jego kwalifikacji bojowych. Z kolei może to być przykładem, jak szybko wtedy chłopcy dojrzewali i przystosowywali się do warunków walki zbrojnej. W ieczorem w dniu 20 sierpnia 1943 r. nastąpiła akcja w Sieczychach. Pierwszy atak na posterunek został pow strzym any -Silnym ogniem Niemców. N ie pierwszy już raz zda­ rzało się „Zośce” przełamać impas w walce. Poderwał grupę żołnierzy do ataku i na jego czele w darł się do zabudowań posterunku granicznego. W drzwiach strażnicy „Zośka” otrzym ał śmiertelny postrzał. Strażnica była zdobyta, rozkaz wykonany, przy stratach własnych jednego żołnierza — właśnie „Zośki” . Nie pierwsza to była śmierć -w W arszawskich G rupach Szturm ow ych-O S »Jerzy«, ale nawet dziś tru d n o oddać w pełni, jak olbrzym ią stratę dla zespołu młodzieży stanowiła śmierć tego duchowego przywódcy harcerzy, najlepszego kolegi i przyjaciela, który łączył w sobie wiele najbardziej pozytywnych cech i posiadał dość autorytetu wśród przeło­ żonych, zarów no wojskowych jak á harcerskich, a także w śród podwładnych, by przepro­ wadzić przez m roczny czas okupacji swych kolegów. 01 Niewątpliwie data śm ierci „Zośki” zamknęła jeden i otworzyła d ru g i rozdział działal­ 99 Akcja »Taśma«, CA KC PZPR, sygn. 1666/1, R-684, KG n r 602/Kdw dn. 10 VI 43 r. „Polecam przygotować w terminie do dnia 1.8. r.b. akcję uderzenia na Straż Graniczną (Gremzschutz) w GG. Akcja ta będziie nosić nazwę «Taśma». Wykonanie akcji na specjalny rozkaz. Do dnia 1.8 meldować stan gotowości. (— ) »Grabica«.” Cytowanym rozkazem dowódca Armii Krajowej gen. dyw. Stefan Rowecki (używający wtedy pseudonimu „Grabica” ) nakazywał przy­ gotowanie akcji zastrzeżonej do wykonania na jego rozkaz. Rozkaz ten zachował się również. MiD W IH, sygn. III/29/6. „Akcję zastrzeżoną «Taśma» polecam wykonać dn. 20/21 V III 43. Wyniki meldować do dnia 30 V III 43.” 90 Likwidacja niemieckich placówek granicznych , „Małopolska Agencja Prasowa” 1943, nr 27, s. 13. 91 Por.: Stanisław Broniewski, Do wspomnień o Tadeuszu , w: Sztafeta pokoleń , Warszawa 1971 í Juliusz Bogdan Deczkowski, Do wspomnień o Tadeuszu Zaw adzkim -^Zośce”, „Pokolenia” 1970, nr 2 oraz Akcja Sieczychy, „Tygodnik Powszechny” 1961, nr 35.

Geneza oddziału

60

ności W arszawskich G ru p Szturm ow ych-O S »Jerzy«.92 Postać „Zośki” przeszła do legen­ dy, a Warszawskie G rupy Szturm ow e-O S »Jerzy« otrzym ały m iano batalionu »Zośka« nie tylko dla okazania ozci poległemu dowódcy, ale również .po to, by żołnierze tego ba­ talionu kontynuow ali ideały i postępowanie „Zośka”. Rozkaz dowódcy OS »Jerzy«, por. „Jerzego”, noszący num er 11/43, brzmiał nastę­ pująco: „90 «Sztuka» 1 IX 43 Baon SS «Zośka» (P an »Nil«. Przedstawiam rozkaz organizacyjny SS kom p. a 3 plut. Plut. a 2 druż. 1 + 1 — 3 drużyny etatowe + 1 rezerwowa »Kalinowski«) Rozkaz 11/43 1. Z dniem dzisiejszym oddział SS noszący nazwę OS «Wisła» zostaje przekształcony na Baon K edyw u K G 90 «Sztuka». W związku z tym mianuję: d-cą komp. 1 pchor. »Maćka« d-cą komp. 2 pchor. »Giewonta« d-cą kom p. 3 pchor. »Kowalskiego Jurka« (u «Agata» 75 ludzi). 2. D la uczczenia pamięci bohaterskiej śmierci na polu walki poległego d-cy O S «Wisła» ś.p. Tadeusza — »Zośki« — przyjm ujem y go na patrona Baonu, którego nazwa zostaje ustalona cna: Baon SS «Zośka». N iech od tej chwili postać przez wszystkich nas umiłowanego kolegi, towarzysza broni, dowódcy, będzie wzorem, wg którego budować będziemy swój styl żołnierskiego życia. 3. Zwracam uwagę wszystkim m i podległym żołnierzom SS na konieczność jak naj­ większego przestrzegania zasad ¡konspiracji, gdyż niedbalstwo w tej dziedzinie pociąga za 92 Por. Danuta Kaczyńska, Warszawska konspiracja harcerska w relacjach i wspomnieniach uczestników (Jak powstały bataliony »Zośka « i »Parasol«) , „Kronika Warszawy” 1970, nr 2. Ambitne zadania wynikające z tytułu nie w pełni zostały spełnione. Podstawowych sprostowań wymagają następujące sprawy: »Baszta« nie została oddana wojsku przez organizację har­ cerską, lecz przeszła własnowolnic do organizacji wojskowej. Rozkaz, a ściśle instrukcja do rozkazu dowódcy AK z dnia 16 marca 1942 r., nie jest pierwszym tego typu dokumentem regu­ lującym stosunek harcerstwo—wojsko. (Pierwszym bowiem dokumentem są wytyczne w spra­ wie wykorzystania harcerstwa na terenie kraju, z dnia 10 lutego 1940 r., L. dz. 1280/tjn.; ko­ lejnym — rozkaz organizacyjny nr 3 gen. S. Roweckiego, zawierający wytyczne bojowe i or­ ganizacyjne, z dnia 6 września 1940 r., itd.) Grupy Szturmowe nie zostały podporządkowane Kedywowi eksperymentalnie! Autorka twierdzi, że w II półroczu 1943 r. była wizja Grup Sztur­ mowych jako doborowych oddziałów nowoczesnej armii, choć podobna kierunkowo ocena zro­ dziła się w Kedywie KG AK przynajmniej pół roku wcześniej. Wykształcenie programu „Dziś— Jutro— Pojutrze” to raczej rok 1942 (a nie 1941). Dowódca »Parasola«, Adam Borys, nie został zrzucony do Polski 1 października 1942 r., lecz 2 października 1942 i. i ponadto nie był obserwatorem w tzw. akcji »Góral«. Zebranie członków Kwatery Głównej Szarych Szeregów w Czarnej Strudze, na którym zadecydowano powołać oddział »Agat«, odbyło się w rzeczywis­ tości w folwarku Brzozówka koło Kobyłki, należącym do prof. Marcelego Handelsmana (historyk, urodzony w 1882 r., zmarł w niemieckim obozie koncentracyjnym w 1945 r.; profesor Uniwer­ sytetu Warszawskiego, wybitny pedagog i działacz społeczny) w dniach 19 i 20 czerwca 1943 r. lub (patrz przypis 87) w końcu lipca 1943 r. (zebrania odbywały się zawsze w sobotę d nie­ dzielę). Cytowany przez autorkę dokument w postaci pisma naczelnika Szarych Szeregów do Naczelnego Komitetu Harcerskiego w I.ondynie z maja 1944 r. (szczególnie biorąc pod uwagę jego cele i znaczenie w układzie obu korespondentów) nie dowodzi — moim zdaniem — tego, że władze harcerskie nie uznawały odrębności nowego oddziału pod kryptonimem »Agat«, na którego powołanie wyraziły zgodę, lecz dowodzi, że dla władz harcerskich istniało jedno środo­ wisko harcerskie, jakim była całość Warszawskich Grup Szturmowych, niezależnie od podziałów wojskowych.

Dwa oddziały wojskowe

61

sobą zawsze większe lub mniejsze rozszyfrowanie oddziału, co powoduje iw dalszym ciągu aresztowania ii paraliżuje norm alną pracę oddziału. Wszelkie wykroczenia przeciw zasadom zachowania tajemnicy i przestrzegania konspi­ racji będą karane w sposób jak najsurowszy, d o kary śmierai włącznie. Gzuwa j ! (— ) »Jerzy«. D -ca Baonu «Zośka» 93. Rozkaz nosi datę 1 września 1943 r., ale proces przekształcania zespołu harcerzy-żołnierzy ujętych organizacyjnie w O S »Jerzy« czyli OS »Wisła« (oddział specjalny, szturmowy »Wisły«, czyli chorągwi warszawskiej) 94 w oddział — właściwie dw a oddziały, »Zośka« i »Agat« — harcerzy-żołnierzy K edyw u K G A K , trw ał już od lipca 1943 r. Proces ten będący konsekwencją bojowych działań zespołu w okresie I półrocza 1943 r. został przy­ spieszony decyzją utw orzenia oddziału »Agat«, a definityw nie zam knięty śmiercią „Zośki”, żołnierza, ale przede wszystkim harcerza. Pozostali n a placu boju dowódcy, por. „Jerzy” oraz kpt. „P łu g ”, musieli być bardziej żołnierzam i n iż harcerzam i — choć ich więzi z harcerstwem negować nie należy 95 — d powiązania ich z Kedywem przy wyrobionej dyscyplinie wojskowej m usiały doprow adzić do ściśle wojskowego profilowania charakteru obu oddziałów, które jednak zachowały elementy postaw harcerskich. Również — co jest bardzo istotne — zm ieniły się form y walki, sposób podejścia do niej, m etody psychicznego nastawienia żołnierzy do nowego stylu działań bojowych. K w atera G łów na Szarych Szeregów m iała narastające wątpliwości co d o słuszności do­ konywanych zm ian, a trudności w kontaktach z kpt. „Pługiem ” już w czasie działań oddziału wątpliwości te wzmacniały i pogłębiały. Tym czasem wydaje się, że najlepszym harcerzem w oddziale był i pozostał przez cały czas kpt. „P ług” 95a. Z pozycji harcerskich oceniał on walkę oddziału, uważał, że jest to najbardziej harcerska służba w czasie wojny, bo na najważniejszym odcinku i wymagająca największej ofiary. K pt. „P łu g ” harcerskość oddziału — wg aktualnych relacji — pojm ował nie jako form alne stosowanie harcerskich form wychowania, ale przede wszystkim jako konkretną służbę, a że w arunki wojny d ok u ­ 93 MiD W IH, sygn. III/29/7. Choć rozkaz ten w pierwszym akapicie m ów o przekształceniu oddziału harcerskiego w oddział wojskowy, to nie to — moim zdaniem — jest w nim najważ­ niejsze. Decyzje dowództwa Kedywu KG AK z przełomu półrocza 1943 r., dotyczące powołania oddziału »Agat« (usytuowanie „Jerzego” po akcji na Brackiej, zmiana tej sytuacji po śmierci „Zośki” oraz sam fakt śmierci „Zośki” ), stanowią predyspozycje do wydania rozkazu honorujące­ go w pierwszym rzędzie pamięć „Zośki” (rozkaz wyszedł w 10 dni po jego śmierci), przy okazji zaś niejako formalnie potwierdzającego istniejący już stan rzeczy, a w dodatku rozkaz ten jest po raz pierwszy — od dłuższego czasu — podpisany przez „Jerzego”. Trudno więc datę roz­ kazu — 1 września 1943 — odnieść do ewolucji Warszawskich Grup Szturmowych w kierunku wojskowym, co odbyło się wcześniej. Bardziej interesujące jest nazwanie »Agat« 3 kompanią baonu Szarych Szeregów »Zośka« i mianowanie dowódcą tej kompanii „Jurka Kowalskiego” czyli „Jeremiego”. Według relacji Adama Borysa i Ryszarda Białousa niewłączenie zespołu żołnierzy »Agatu« w skład jednostki, która za patrona przybrała postać „Zośki”, pod rozkazami którego wiele miesięcy służyli, mogło zostać przez nich przyjęte jako honorowa dyskwalifikacja. Dowódcą tej kompanii »Pasieka« nie mogła mianować kpt. „Pługa”, chociaż była świadoma, że dowodzi nią z nominacji dowódcy Kedywu KG AK, a ponieważ na jego zastępcę desygnowała już „Jeremiego”, umieściła go jako dowódcę ze strony harcerskiej. Dokument ten zaraz po jego powsami u znany był kpt. „Pługowi”, w niczym jednak nie zmieniał on już istniejącego stanu rzeczy, potwierdzonego raz jeszcze we wrześniu 1943 r. przez płka „N ila” wobec por. „Jerzego” i w obecności kpt. „Pługa” . 94 Warszawskie Grupy Szturmowe podlegały w organizacji harcerskiej Szarych Szeregów komendzie chorągwi warszawskiej (kryptonim »Ul Wisła«), natomiast wkrótce po utworzeniu oddziałów »Agat« i »Zośka« podporządkowano je Kwaterze Głównej Szarych Szeregów, w ra­ mach której «wydział Grup Szturmowych prowadził Ryszard Zarzycki (Rozkaz L. 7, z dn. 27 grudnia 1943 r. A IH PA N ). 05 Por. „Jerzy” był harcmistrzem, ponadto podlegał dowódcy »Sztuki«— »Brody«, a był nim kpt. „Jan” (Jan Kajus Andrzejewski), któremu K G Szarych Szeregów nadała w kwietniu 1944 r. tytuł harcmistrza, powiązania zaś kpt. „Pługa” z harcerstwem sięgały lat szkolnych oraz opierały się na kontaktach z Szarymi Szeregami w I półroczu 1943 r. 95a pogląd ten podzielała również m. in. p. Maria Kann.

62

Geneza oddziału

pacji stawiały wyjątkowo ciężide wymagania, uważał, że podoła tim tyHco młodzież o n a j­ wyższych wartościach m oralnych. K pt. „P ług” był zdecydowanym rzecznikiem poglądu, iż tylko najwyższe wymagania, jakie się stawia przed młodzieżą, będą prawdziwą szkołą dla jej charakterów, że młodzież, która zostanie tak zahartowana, będzie reprezentowała sobą najwyższe cnoty obywatelskie, że będzie m iała w yrobiony instynkt służby. Z drugiej 6trony jako już dośw iadczany wojskowy przeciwstawiał się od .początku jakimkolwiek próbom wprowadzania do oddziału form organizacji harcerskiej, które byłyby sprzeczne z założe­ niami ścisłej konspiracji, gwarantującej bezpieczeństwo oddziału. Uważał, że harcerskość w formie nie kontrolowanych kontaktów oddziału i dyskusji to po prostu klęska. W ydaje się, że w Kwaterze Głównej Szarych Szeregów .przeważały tradycyjne poglądy na wycho­ wanie harcerskie i że cnie zdaw ano tam sobie w pełni spraw y z wojskowego charakteru walki, w którą wkraczał oddział. W oddziale »Agat« od m om entu jego -utworzenia została wprowadzana nom enklatura wojskowa, żołnierze zaczęli używać stopni wojskowych, zmie­ niając pseudonim y.96 W zrosła bezdyskusyjna dyscyplina, choć znaczna większość żołnierzy oddziału znalazła się dobrowolnie i ochotniczo w pierwszej linii odcinka podziemnej walki bieżącej, nie podlegając innem u obowiązkowi służby niż osobiste ideowe zaangażowanie. W oddziale »Zośka« analogiczny proces przekształceń, rozpoczęty z miesięcznym w sto­ sunku do »Agatu« opóźnieniem, przebiegał podobnie. 97 Pracom związanym z formowaniem oddziału był poświęcony lipiec 1943 r. O d 1 sierp­ nia 1943 r. oddział w zachowanej do k u m en tacji98 figuruje jako odrębna jednostka wojsko­ wa K edywu K G AK. Przedstawiając prelim inarz budżetowy K edyw u na IV kwartał 1943 r. płk „N il” pisał: „77. P. »L eszcz«99 (...) W oddziałach dyspozycyjnych znika «Kosa»; «Liga» wchodzi w skład «Apteki» poza tym o d 1.8 br. powstały dw a now e oddziały dyspozycyjne — «Agat» i «Anatol» (...) 90 »N il«. 29 IX 1943” Kpt. „P ług” zainicjował więc i doprow adził do zorganizowania nowego oddziału, którego został dowódcą. 96 W pracy niniejszej nie używałem innych pseudonimów niż pseudonim główny używany później w oddziale »Agat« — »Pegaz« — »Parasol«, a to w celu jaśniejszej identyfikacji osób. Ale np. „Zośka” miał w GS również pseudonim „Kotwicki”, „Kajman”, analogicznie „Jeremi” występował również jako „Jurek”, „Jurek Kowalski”, „Kajman Okularnik” ; „Mirski” nosił w GS-ach pseudonim „Dzik” itd. Niezależnie od powyższego na oznaczenie drużyn, sekcji i po­ szczególny d i osób używano oznaczenia liczbowego. Dlatego w okresie przejściowym i organiza­ cyjnym w oryginalnych dokumentach mogą występować różne określenia tej samej osoby. Rów­ nież nie uwzględniłem (z wyjątkiem oryginalnych dokumentów i relacji) różnych pseudonimów używanych w różnych okolicznościach przez tę samą osobę. 97 Osobą opracowującą historię baonu »Zośka« jest dr Anna Borkiewicz-Celińska i jej ustalenia dotyczące baonu »Zośka« są bardziej autorytatywne niż moje. 98 MiD WIH, sygn. III/29/7, 81/128. 99 Ppłk Stanisław Thun, współorganizator SZP, w 1943/44 szef V II oddziału sztabu KG AK. Poległ w dniu 3 sierpnia 1944 r. W czasie walk powstańczych w Warszawie. »Kosa« — chodzi o zlikwidowany oddział dyspozycyjny »Osa-Kosa«; »Liga« i »Anatol« — to kolejne dwa oddziały dyspozycyjne Kedywu; kryptonimem »Apteka« oznaczano wtedy Biuro Studiów podległe szefowi Kedywu KG AK, którego zadaniem było opracowywanie różnego typu sposobów walki sabotażowo-dywersyjnej, wypróbowywanych później przez własne oddziały dyspozycyjne, do których okresowo należała m.in. »Liga«.

R ozdział 3

DOWODCA ODDZIAŁU Oddział o takim typie i profilu działania jak »Agat« — »Pegaz« — »Parasol« był po­ trzebny iw określonej sytuacji A rm ii Krajowej i w w arunkach okupowanego kraju. Do potrzeby tej doprow adziły konkretne ¡zdarzania d sytuacje, -które staram sdę przedstawić i ¡zanalizować. Ale na to, że »Parasol« w rzeczywistości ukształtował sdę w taki oddział, jakim był, zarówno jeśli chodziło o zasięg działalności, organizację, jak i o znaczenie w sy­ tuacji okupowanego kraju, wpłynęła w bardzo dużym stopniu siła indywidualności jego dowódcy, który w żadnej sprawie nie pozostawał neutralny, panując zawsze nad wyda­ rzeniami, w ¡których kształtow aniu brał udział. A dam Borys urodził się 10 grudnia 1909 r. w Niechanowie n a ziemi poznańskiej.100 Pochodził z rodziny włościańskiej. W dom u żywe były tradycje polskie, pielęgno­ wane w całej rodzinie. Szczególnie rozm owy z babką zaszczepiły w m łodym Adamie przy­ wiązanie d o ziem i kraju, którego jeszcze w tedy nie było n a mapie. N ie były m u obce jako małemu chłopcu: tradycje powstań wielkopolskich 1794 a 1848 r. i wreszcie tego, o ¡którym słyszał jako chłopiec — powstania 1918/19 r. T oteż odzyskanie niepodległości było dla młodziutkiego jeszcze chłopca wstrząsem podobnym do pow rotu d o zdrowiia po ciężkiej, ale minionej chorobie, o -której zapom ina się całkowicie w m iarę przybyw ania sił. D o ­ piero .w szkole, a później n a wyższej uczelni, przyszło poznanie i uświadomienie sobie trudu i całej złożoności sytuacji geopolitycznej, które towarzyszyły pow staniu niepodległej Polski. Szkołę podstawową ukończył w Niechanowie, a w Gnieźnie gim nazjum im. Bolesława Chrobrego, w którym należał do drużyny harcerskiej. N astępnie wstąpił na wydział rolniczo-leśny U niw ersytetu Poznańskiego, ze specjalizacją w dziedzinie przetwórstwa rolno-spożywczego. Skłoniły go do tego wyboru nie tylko predyspozycje rodzinne, ale duże sukcesy ojca w zakładaniu i rozwijaniu n a wsi nowoczesnego przetwórstwa mleczarskiego. Dostrzegał m łody Adam w tych dziedzinach rozwoju polskiej gospodarki rolno-hodow lanej duże zacofanie i konieczność oraz możliwości szerokiej działalności, której niezbędność dla prawidłowego rozwoju społeczno-gospodarczego kraju była dla niego oczywista. Studia ukończył z wyróżnieniem, które nie tylko sprawiło m u osobistą satysfakcję, ale otworzyło również drogę w świat. W 1935 r. otrzym ał stypendium fundacji Kościuszkowskiej na rocz­ ne pogłębianie studiów specjalistycznych w Stanach Zjednoczonych. Powrócił stam tąd do pracy w kraju już jako w pełni uform ow any w swym zawodzie pracownik naukowy, a rów ­ nocześnie człowiek obyty w świecie, widzący problem y życia nie tylko przez pryzm at własnego „podw órka” . Mobilizacja powszechna zastała go 30 sierpnia 1939 r. w T oruniu. O trzym ał wówczas przydział do 17. ,p al w Gnieźnie, ale będąc już wysoko wykwalifikowanym specjalistą, po­ trzebnym przede wszystkim gospodarce narodowej, został przewidziany d o jego drugiego rzutu, którego miejscem koncentracji były Kielce. K oncentracja w Kielcach zgromadziła zaledwie 100 żołnierzy i oficerów, co pozwoliło na sformowanie jednej tylko baterii, i to zresztą nie od ¡razu. Toteż dru g i rz u t 17. pal nigdy nie wszedł do działań operacyjnych 100 Opracowanie tego rozdziału nastąpiło w efekcie przeprowadzenia przez autora wielu roz­ mów z A. Borysem w latach 1969— 1978. Po sprecyzowaniu niektórych danych ogólnych i wyko­ rzystaniu opracowań d materiałów źródłowych, a także relacji, treść tego rozdziału uzyskała formę publikowaną.

64

Dowódca oddziału

17. gnieźnieńskiej dyw izji piechoty z arm ii »Poznań«, k tóra wykrwawiła sdę w ram ach G rupy Operacyjnej gen. K nolła w zażartych w alkach w rejonie Łęczycy, Sochaczewa, Pal« m ir i pod Łom iankam i i została unicestwiona, nim zdążyła zorganizować drugie rzuty własnych jednostek. Jedyna więc bateria drugiego rz u tu 17. pal wzięła stosunkowo niewielki udział — z uw agi n a stałe przemieszczanie — w ram ach bitew lokalnych jednostek woj­ skowych w pasie działań pom iędzy Kielcami d Sandom ierzem, występując -już jako ośrodek zaporowy artylerii n r 7, stabilniej uczestnicząc iw organizacji obrany przyczółka m osto­ wego w samym Sandom ierzu, W gruncie rzeczy więcej jeździła, n iż strzelała. Zorganizowane działania wojskowe załamały sdę w okolicach Tom aszowa Lubelskiego, gdzie por. Adam Borys przejął dowodzenie baterią, decydując się, z braku (innych roz­ kazów, detaszować ją do obrony Lwowa, ponieważ bateria była w pełni sprawna, wyposażo­ na w am unicję a zdolna do walki. Przemieszczanie baterii było w pełnym toku, gdy 17 września, w odległości niespełna 70 km n a północny wschód od Lwowa, doszła d o nich wiadomość o konieczności udania się w stronę południowej granicy Polski. Bateria wzięła więc kierunek na Stryj. Przekroczenie granicy polsko-węgierskiej odbyło się 26 września 1939 r. w szyku bojowym, z pełnym uzbrojeniem d wyposażeniem oraz z m ocnym posta­ nowieniem żołnierzy i oficerów prowadzenia dalszej walka z najeźdźcą. W krótce jednak bateria przestała istnieć. Działa i innego rodzaju wyposażenie zostały zarekwirowane przez władze węgierskie, a żołnierze internow ani w obozach. Por. Borys wraz z innym i oficerami i podchorążym i rodzimej baterii i innych jednostek W ojska Polskiego znalazł się n a Wę­ grzech w obozie założonym w mieście G yór n a d Dunajem . Sam orzutnie, a później w sposób zorganizowany, zaczęły się tworzyć zespoły a punkty przerzutowe z W ęgier i R um unii do Francji. Por. Borys włączył się od razu do prac zespołu przerzutowego, ¡który powstał w G yór, i działał na tym posterunku do końca 1939 r. Po odpraw ieniu głównej fali przerzutów sam przedostał się d o F ra n c ji Przez Jugosławię dotarł do portu w Splicie, a stam tąd niewielkim statkiem d o M arsylii. Przybył tam w po­ łowic stycznia 1940 r. i wkrótce znalazł się w największym polskim obozie wojskowym C oetąuidan w Bretanii. P o krótkim szkoleniu, w m aju 1940 r., otrzym ał przydział do 3. pal 3. dywizji, formującej się w północno-zachodniej Francjli. Rozpoczęcie ofensywy i najazd wojsk niemieckich n a Francję zaskoczył 3. dywizję jeszcze przed zakończeniem jej formowania. M im o to włączyła się ona d o walk osłono­ wych wojsk francuskich, które jednak nie trw ały długo. P o załam aniu się fro n tu 3. pal otrzym ał rozkaz m arszu do portu Saint Nazaire, skąd m iał w ypłynąć d o Wielkiej Bry­ tanii. Podczas gdy por. Borys osłaniał załadunek 3. pal na statek, rozpoczął się wielo­ godzinny falowy nalot niemieckiej L uftw affe n a port. Gwałtowne bom bardowanie roz­ proszyło żołnierzy, z których ocalała część w raz z «por. Borysem przedarta się do ¡pobliskiej osady rybackiej La Turballe. Osada ta stała się punktem zbornym żołnierzy wiciu jednostek 3. dywizj. W La T urballe załadowali się n a ‘k utry rybackie .i dryfując pom iędzy Saint N azaire i L a Rochelle, a m ając oparcie w przybrzeżnych wysepkach Ile d ’Yeu, Ile de Re i Ile d ’01eron, oczekiwali na wezwane drogą radiową z La Pallice angielskie statki transportowe. Po kilkunastu godzinach oczekiwania, na wysokości L a Pallice, n a pełnym morzu, nastąpił załadunek żołnierzy i oficerów, którzy wkrótce potem przybili do wybrzeży angielskich, gdzie umieszczono ¡ich w obozach wojskowych. Por. Borys znalazł się w obozie „średniaków”, m iał przecież w tedy 31 lat. W obozie jednak nie pozostał długo. Oficerowie, którzy chcieli działać, otrzym ali wkrótce przydziały. Por. Borys otrzym ał przydział d o dy­ wizjonu artylerii 1. brygady strzelców, dowodzonej przez gen. Paszkiewicza, jako oficer zwiadowczy dywizjonu. Przeszkolenie d form owanie dyw izjonu odbywało się w Grawfort, tereny ćwiczebnych «działań rozciągały się od N ew port do Saint Andrews. Niezależnie od form ow ania się oddziałów polskich w Wielkiej B rytanii trw ały rów no­ cześnie intensywne przygotowania wojsk brytyjskich do obrony wysp. Panowało bowiem przekonanie i obawa, że Niem cy po zajęciu Francji rozpoczną inwazję Wielkiej Brytanii. Toteż szereg oficerów polskich, w tym również i por. Borysa, skierowano n a staż bojowy do oddziałów brytyjskich. Staż ten odbywał się prawie do końca 1940 r. w oddziałach, któ-

D ziałania w ojenne 1939— 1940

65

rych zadaniem było przygotowanie obrony wyspy W hite, a następnie doliny Southam pton. W tym czasie krystalizowała się sytuacja wojenna, dojrzewał i utrw alał pogląd, że przy­ najmniej na razie nie dojdzie do inw azji W ysp Brytyjskich. Pod koniec więc 1940 r. por. Borys powrócił do rodzimej jednostki i kontynuow ał intensywne szkolenie w oiągu I pół­ rocza 1941 r. Pod koniec tego okresu do obozu wojskowego w St. Andrews zaczęły docierać wieści o organizow aniu drogą lotniczą przerzutów oficerów do kraju, cz ¡zadaniem prowa­ dzenia dalszej walki konspiracyjnej. Decyzja zapadła spontanicznie w gronie najbliższych jego kolegów, także oficerów rezerwy: Zaorskiego, Stookiego, Majerowicza, Jankowskiego, z 'którymi razem stanowił grupę oficerów wiodących. Pierwszy kurs szkoleniowy 101 — a było ich w sum ie cztery — odbył się w Szkocji, w miejscowości Inverlochy, liczył około 30 uczestników i trw ał prawie pięć tygodni. Pięć tygodni strzelania, nauki m in erki i gim nastyki — wyglądało to pozornie n a niew inne wczasy. Ale właśnie n a tym kursie odpadało najwięcej kandydatów. Zaczynał się on rze­ czywiście od gim nastyki, ale w sposób naukow y opracowanej, w myśl zasady: tyle wy­ cisnąć z m ięśni i tak uelastycznić stawy, ile w edług zasad medycyny jest możliwe u dobrze fizycznie rozwiniętego człowieka. N ie wszyscy jednak byli tak świetnie rozwinięci fizycznie i nie wszystkich serca wytrzymywały ten trening. O d jednej do dw óch godzin dziennie gimnastyki, po tym „odpoczynek”, polegający na wielokilometrowych szybkich i w ol­ niejszych biegach, m arszach w najszybszym tempie, 'zeskoków, wskoków i tak przez kilka godzin dziennie. Później następowały badania lekarskie i eliminacja tych, których kon­ dycja fizyczna nie w ytrzym ywała tej zaprawy. Dopełnieniem kondycji fizycznej były ćwiczenia terenowe, mające na celu wyrobienie umiejętności orientacji w terenie, oczywiście z zasady nieznanym. Uczestnicy ćwiczeń otrzymywali w grupach lub indyw idualnie mapy bądź m apy i kompasy, określenie miejsca docelowego oraz norm atyw ny czas n a przebycie trasy i wraz z suchym prow iantem r u ­ szali w drogę. K ażde takie n a ogól całodzienne ćwiczenie wymagało niejednokrotnie prze­ bywania trasy w tempie szybkiego m arszu, miejscami biegiem, pokonywania różnych prze­ szkód terenowych, strum yków , rzeczek, pagórków. Ćwiczenia odbywały się bez względu na pogodę, bez możliwości zm iany ubrania, które przy znanej szkockiej pogodzie stanowiło dodatkowe utrudnienie w postaci dźwigania mokrego ¡i ciężkiego pancerza. Innym trudnym ćwiczeniem było dotarcie, już bez m apy, do tego samego miejsca, w któ­ rym kilka d n i tem u przebywało się po raz pierwszy. Ale za drugim razem czas przezna­ czony n a pokonanie trasy był .jeszcze krótszy. Ćwiczenia te były punktow ane i decydowały ostatecznie o dopuszczeniu lub niedopuszczeniu do dalszego kursu. Rozwijaniu i um acnianiu kondycji fizycznej towarzyszyły również ćwiczenia z zakresu minerki i strzelania, teoretyczne zapoznawanie się z różnym i m ateriałam i wybuchowymi, w tym z rewelacyjnym wówczas plastykiem, różnego rodzaju spłonkami, zapalnikami, a n a ­ stępnie ćwiczenia praktyczne w terenie. Polegały one n a wysadzaniu improwizowanych mostów, torów i innych przeszkód. Najprzyjemniejsze, choć także niełatwe, były ćwiczenia w strzelaniu. Odbywały się od pierwszego dnia kursu. Strzelano z różnej broni (i w róż­ nych pozycjach. D o najciekawszych ćwiczeń należał strzelniczy tor przeszkód. W wąwozie, specjalnie do tego celu zbudow anym d terenowo przystosowanym, pełnym nierówności, głazów i wzgórków wyskakiwały w najm niej oczekiwanych miejscach i m om entach nie­ wielkie tarcze, do których należało trafić z pistoletu maszynowego serią określonej długości, innym razem z pistoletu ręcznego. Odległość od tarczy raz wynosiła kilkanaście metrów, innym razem kilka m etrów , innym znów m etr. Raz tarcze wyskakiwały n a w prost strze­ lającego, innym razem z boku; raz tuż nad ziemią, linnym razem parę m etrów ponad nią. Wyskakiwały zresztą tylko n a m om ent i natychm iast się chowały. Ćwiczenia te uważano 101 Część dotyczącą szkolenia opracowano przy konsultacji Ludwika Witkowskiego oraz w konfrontacji z publikacjami: H. i L. Witkowscy, Kedywiacy , Warszawa 1973 oraz Drogi Ci­ chociemnych, Londyn 1972. A. Borys brał udział w trzecim kolejnym turnusie wyszkolenia dy­ wersyjnego „cichociemnych”, był 74 skoczkiem do kraju z Wielkiej Brytanii, a przyleciał kolej­ nym 14 lotem zrzutowym.

66

Dowódca oddziału

za znakom itą zabawę, w której uczestnicy ówiazeń poczynili w czasie kursu zdumiewające postępy — od jednej, dw óch taraz trafionych w pierwszych dniach strzelania do wszyst­ kich trafionych pod koniec kursu. Podobne postępy czyniono w strzelaniu n a słuch. Odbywało się ono w całkowicie za­ ciemnionym baraku. K ursanta ustaw iano n a środku i po zamknięciu drzw i m iał e n za. zadanie trafiać do tarcz, których nic widział, lecz słyszał ich wysuwanie. W ysuwały się z różnych kierunków — praktycznie wokół niego, raz z przodu, raz z tyłu. Szm er — strzał — trafienie. Dochodziło nawet do perfekcji w trafianiu, ale dopiero po intensywnym szkoleniu. W czasie tych ćwiczeń kursant oswajał się z bronią, wytwarzał się między nim a używa­ nym przez niego pistoletem wręcz serdeczny stosunek. Najbardziej lubił strzelać właśnie z tego »jednego, jedynego, z n im też już nie ¡rozstawał się przez dkres swego pobytu na wszystkich kursach, z n im odbywał lot samolotem i o n właśnie m iał stanow ić jego ochranę w walce konspiracyjnej w kraju. Potrafił bez błędu rozbierać i składać różne pistolety po ciemku, ale ten jeden składał najszybciej i najzręczniej. Z tym pistoletem, visan, por. Borys opuszczał Invenlochy, by udać się n a następny kurs Odbywający się w przeciwległym rejonie Szkocji. T rasa podróży była długa d biegła wzdłuż całej Szkocji. Prowadziła z Lnverlochy, poło­ żonego w pobliżu F o rt W illiam, a więc nie opodal K anału Kalodońskiego w zachodniej Szkocji do Leven, położonego w południowo-wschodniej Szkocji od strony M orza Pół­ nocnego, prawie nad zatoką F irth of Forth. D rugi kurs, n a który zdołała się zakwalifikować już znacznie mniejsza liczba uczestni­ ków, też dotyczył wyrabiania kondycji fizycznej d powszechnie uzyskał nazwę „małpiego gaju”. Nazwa ta była zresztą całkowicie adekwatna do prowadzonych ćwiczeń, bo choć kursanci nie skakali z drzewa n a drzewo, to jednak głównie skakali. Skoki te były wszech­ stronnie urozmaicone. Końcowe ćwiczenia pozorowały autentyczne skoki ze spadochronem. Skakano ze starego kadłuba sam olotu umieszczonego kilka m etrów nad ziemią i posia­ dającego otw ór w podłodze. W tym czasie trwała też nadal intensywna gimnastyka i strze­ lenie. Po czterech tygodniach, a więc iw sum ie po dwumiesięcznym szkoleniu, kursanci, a w śród nich por. Borys, przewiezieni zestali n a położone w środkowej Anglii kolo M an ­ chesteru lcilnisko Ringway, z którego startowali, by oddać swoje pierwsze w życiu ¡skoki ze spadochronem. O ddaw ano po cztery skoki — część w dzień, część w nocy, zależnie od pogody. N a nich wypadły trzy skoki w dzień, jeden w nocy. Cały kurs trw ał dwa tygodnie i w zasadzie stanowił ukoronow anie i zakończenie kursów mających n a celu wyrabianie kondyqji fizycznej. N ie był to (jeszcze koniec całego szkolenia do jego ukończenia pozosta­ wały ¡jeszcze dw a -kursy: kurs walki dywersyjno-konspiracyjnej d odpraw o wy. K urs walki dywcrsyjno-konspiracyjnej odbywał się w opustoszałym zameczku w środ­ kowej Anglii w Briggens i trw ał pen ad cztery tygodnie. Cztery tygodnie wgłębiania się w arkana konspiracji, organizowania grup dywersyjnych... d znowu strzelania. Począt­ kiem zarów no teoretycznej jak i praktycznej nauki n a kursie były problemy „wtopienia się” w otoczenie, a więc zagadnienie ubioru, zachowania się, wyrobienia umiejętności zgra­ nia ubioru, ruchów i całego zachowania z przybranym wzorcem człowieka. Równocześnie następowało zapoznawanie się — na podstawie wykładów, jak i obficie dostarczanej prasy oficjalnej i podziemnej z 'kraju — z w arunkam i życia pod okupacją, terrorem i m etodam i stosowanymi przez Niemców w Polsce i innych okupow anych krajach. Uzupełnieniem tego program u było szczegółowe analizowanie prowadzonej w w arunkach konspiracji walki dywersyjnej, ze szczególnym uwzględnieniem najczęściej popełnianych błędów d przyczyn osiąganych sukcesów. Problematyka dotycząca organizowania zespołów dywersyjnych zawierała nie tylko for­ my i możliwości prowadzenia walki, ale rów nież zagadnienia własnej ochrony i bezpie­ czeństwa podległego zespołu ludzi, umiejętności posługiwania ts>ię radie stacjami, organizo­ wania systemu łączności, skrzynek kontaktow ych i pocztowych, poznania tajników szy­ frowania d posługiwania się atram entem sympatycznym.

Cichociemny

p

67

tr g

ł

ND

kpt^. rez. I / t o . 42

GO

arb* z - c a d-cy G# 3. Kedyw. C n

I' p . a . l . d -c a

b a t .

7

55 p. a. 1. na

\r

4-

c j ut # — U c t «

CD w £ .>' 1, .

0

" - o

t .

00

t a

z

e

IV . 9

c o

Karta ewidencyjna kpt. rez. „Pługa’* (Adam Borys) z konspiracyjnej kartoteki »Wachlarza« (Ptaszek — skoczek spadochronowy) Szczegółowo dyskutowano optym alną wielkość zespołu dywersyjnego w powiązaniu z zadaniam i podziem nych walk miejskich w odróżnieniu od zespołów dywersyjnych tere­ nowych, nastaw ionych głównie n a akcje minersko-saperskie. Wykładowcy czynili wszystko, by kursanci m ogli nie tylko nauczyć się, ale przede

68

Dowódca oddziału

wszystkim wczuć w atmosferę miasta, miasteczka, ulicy i wsi polskiej pod okupacją, przy­ swoić sdbie term inologię
102 Por. Józef Garliński, Politycy i żołnierze , wyd. II, Londyn 1971. 103 Awans o jeden stopień nastąpił po wylądowaniu skoczka, czyli wsiadając do samolotu w Anglii Adam Borys był porucznikiem, dotknąwszy zaś ziemi w kraju po skoku był już kapi­ tanem,

Z r z u t d o P olski

69

lina. Jcszoze ¡na zrzutow isku, po serdecznych powitaniach, nastąpiło przekazanie pasów z pieniędzmi oraz wszelkiej broni z wyjątkiem własnego pistoletu. Później udano się w o­ zem do Garwolina, gdzie oporządzono się w lokalu miejscowej spółdzielni jajczarsko-drobiarskiej i -następnie samochodem spółdzielni w yruszano w podróż do Warszawy. Każdy 2 e zrzutków udawał się tam w -innym czasie i różnym i środkami lokomocji.104 104 Fragmenty powojennych losów obecnie docenta dra inż. Adama Borysa, pracownika naukowego, dyrektora, a później i kierownika zakładu Instytutu Przemysłu Mięsnego, omawia B. Olszewska w Epitafium dla nietypowego , „Polityka” 1968, nr 29.

R ozdział 4

ORGANIZACJA ODDZIAŁU I JEGO FUNKCJONOWANIE

Wyrażenie zgody przez Kwaterę Główną Szarych Szeregów n a utworzenie z W arszaw­ skich G ru p Szturm owych oddziału do specjalnych zadań K edyw u K G A K oraz m ianow a­ nie (jego dowódcy spowodowało konieczność dokonania wyboru żołnierzy, którzy mieli zostać do niego przekazani. Ustalono, że najsłuszniej będzie nie rozrywać zżytych ze sobą zespołów. D o now o tworzącego się oddziału 105, (który przyjął kryptonim »Agat« (skrót od nazwy antygestapo), przekazano z Szarych Szeregów znanego już dobrze ikjpt. „Pługow i” „K ato­ dę” (Józef Saski) oraz następujące zespoły; 1) D rużynę »CR 500«, o kryptonim ie » P E T « z hufca »C entrum «, jako zawiązek I plu­ tonu pod dowództwem „Jerem iego” (Jerzy Zborowski). W skład jej w chodzili chłopcy z dawnego żoliborskiego P E T -u i kręgu staromiejskiego, a mianowicie: „A li” (Stanisław H uskow ski), „ A rtu r” (Janusz D iem ), „B runo” (Bronisław Hellwig), „Cichy” (M arian Senger), „C zarny” (Eugeniusz K oziarski), „D ietrich” (Eugeniusz Schielberg), „Jerzy” (Jerzy M erle), „Ju n o ” (Zbigniew G ęsicki), „K otw ica” (Jan N astkiewiaz), „K ędzior” (H enryk M igdalski), „K ru k ” (W ładysław R efling), „K ruszynka” (Zdzisław Poradzki), „L ech” (H enryk Rybicki), „L onginus” (Stefan G ra ff), „L o t” (B ro­ nisław Pietraszewicz), „ M ru k ” (Eugeniusz W oźniak), „O lbrzym ” (H enryk Hum ięoki), 105 Stanisław Broniewski, Całym życiem (maszynopis). Niezależnie od istnienia żeńskiej kon­ spiracyjnej organizacji harcerskiej niektóre dziewczęta, związane na ogół więzami rodzinnymi czy przyjaźni, razem z chłopcami brały udział w akcjach typu »Wawer«, a następnie weszły wraz z nimi do Szarych Szeregów bądź też znalazły się w nich przychodząc bezpośrednio z orga­ nizacji harcerskiej, z różnych powodów nie wstępując do organizacji żeńskiej. „Dewajtis” tak przedstawia swoją drogę do oddziału: „W 1942 ar. zostałam przyjęta do II klasy Gimnazjum Żeńskiego im. Jana Kochanowskiego, kryjącego się w latach okupacji pod nazwą II Miejskie Żeńskie Gimnazjum Krawiecko-Bieliźniarskie. Wraz z dwiema najbliższymi koleżankami marzyłam o dostaniu się do jakiejś drużyny harcerskiej. Próby nawiązania kontaktu z harcerstwem przez brata koleżanki zawiodły. Interesując się harcerstwem zaczęłyśmy we trójkę na własną rękę zdobywać wiadomości z tego zakresu. Czytałyśmy w swoim gronie książki har­ cerskie, uczyłyśmy się alfabetu Morse’a itp. Nasze zainteresowania zauważyła koleżanka ze star­ szej klasy — Hela Jerome. Pewnego dnia w lutym 1943 r. zaproponowała nam wstąpienie do drużyny. Ogarnęła nas dzika radość z tego powodu. Tak trafiłyśmy do 58. drużyny harcerskiej hufca «Śródmieście», gdzie drużynową była Irka Mai en to (»Jenny«). W drużynie zajęcia nasze przebiegały wg normalnego programu harcer­ skiego z przystosowaniem do warunków konspiracji. Z atrakcyjniejszych zajęć przypominam so­ bie całodzienną wycieczkę do Choszczówki oraz przygotowanie i ozdabianie biało-czerwonymi chorągiewkami grobów żołnierzy polskich w dniu 3, maja. Wiosną 1943 r. rozpoczęło się tzw. przysposobienie wojskowe. Chodziłyśmy na wykłady z musztry i wojskowości, prowadzone przez instruktorkę, p. Irkę. Zapoznałyśmy się tam z organizacją armii, stopniami» Wojskowymi, formą meldunku itp. Będąc najmłodszą w zastępie (weszłam do drużyny w wieku 13 lat) miałam dużo kłopotów z dopuszczeniem na ten kurs. Nasz zastęp urządził konspiracyjny obóz trwający 2 tygodnie. Mieszkałyśmy w świdrze w jednym pokoju, uważałyśmy bardzo, aby nic zwrócić na siebie uwagi. Tryb życia był całkowi­ cie harcerski. Od chwili pobudki i gimnastyki nad rzeką do wieczornej gawędy na łące lub w po­ koju. Podczas gawęd roztrząsałyśmy sprawę przyrzeczenia harcerskiego. Odbyło się ono na za­ kończenie obozu, około północy, w ogrodzie tuż koło rzeki Świder. Przyjmowała je hufcowa Hanka Zawadzka. Pierwsze oddziałowe spotkanie odbyło się na Lesznie. Z radością zobaczyłam na nim oprócz »Jenny« »Maję«, wtedy poznałam »Kamę«, zastępową, również z 58. drużyny” .

Skład osobowy oddziału

71

„Podgóra” (Aleksander K oprow ski), „R obert” (W iesław Raciborski), „Seta” (Zdzisław Buczyński), „Sokół” (Kazim iera S o tt), „Zapiewajło” (M arian Buczyński), „Żbik” '(Jan Kccndulski). Średnia ich wieku wynosiła 21,3 lat. 2) D rużynę »SAD 100«, o kryptonim ie »Bravd«, ¡z hufca »Południe«, jako zawiązek II plutonu pod dowództwem „M irskiego” (Jeray Z apadko). W skład drużyny wchodzili: „Bolec” (Tadeusz C hojko), „B urza” (K azim iera Łukasiak), „Cyklon” (Stanisław D ą­ browska), „D aniel” (R yszard D ulniak), „G raf” (Z ygm unt Lu tyk), „K obza” (H enryk Zakrzewski), „K alina” (W itold Juszczak), „K olka” (W łodzim ierz K am ieński), „K os” (Stefan K u lik ), „K opeć” (Stanisław Jastrzębski), „M ag” (Zdzisław D obrow olski), „N iem ira” (T adeusz K ostraew ski), „O rkan” (K azim iera K ardaś), „Ossocria” (Jan Kołomyjski), „Pajączek” (Wiesław OlMewicz), „Rawicz” (Żelisław O lech), „Ryś” (Zbigniew C hm aj), „T ło k ” (M arian N N ), „W icher” (N N ), „Zaw ał” (K rystyn Strzelecki), „Żegota,r (N N ). Średnia ich wieku wynosiła 21,5 lat. 3) D rużynę »CR 200«, o kryptonim ie »Ryś«, z hufca »C entrum « jako zawiązek III plu­ tonu na czele z „L utym ” (W acław D unin-K arw icki). W skład jej wchodzili: „Bąk” (Feliks W ojtulew icz), „Blady” (Bronisław Jacoń), „D ry l” (A ntoni Biernawski), „D zid” (Jerzy M ah l), „G rom ” (Zbigniew Płokarz), „H eniek” (H enryk N ow ak), „H ipek” (Stefan Królikow ski), „Janek” (Ja n L ipiński), „Leszek” (Jerzy Jarkiew icz), „N u n a” (Jerzy G rudzielski), „M aryla” (Stefan P akuła), „M adziar” (Czesław G zaki), „M ściw y” (K azim ierz N urkow ski), „O lek” (T adeusz K am iński), „Przygoda” (T adeusz W ronow­ ski), „Staszek” (Stanisław Ołdakowski). Średnia ich wieku wynosiła 21,3 lat. Przekazaniu z Szarych Szeregów 106 podlegały również dziewczęta (które przekazano lub które „siłą” wyrwały się do tworzonego oddziału) w składzie: „D ewajtis” (Elżbieta Dziębowska), „Irena-Połów ka” (Irena Jakubowska-Sobolewska), „Jadwiga-Połów ka” (Jadw iga Jakubowska-Orzechowska), „Jagoda” (Jadwiga Strachalska-M iszczyńska), „Janina” (H alina Strachalska-D unin-K arw icka), „Jenny” (Irena M alento), „K am a” (M aria Stypułkowska-Chojecka), „M aja” (M aria C huchla), „N in a” (Janina Trojanow ska-Zborow ska), „Z eta” (H alina Grabowska) oraz „Scarlett” (Janina L utyk-Z apadko) wprowadzona przez swego brata „G rafa” . Średnia 'ich wieku wynosiła 19,1 lat. Równocześnie z kobiecego oddziału dyspozycyjnego Kedywu K G A K o kryptonim ie »Dysk« 107 przekazno do »Agatu« „M arysię” (H alina Kalinowska-Olszewska) oraz znaj­ dującego się w dyspozycji dowódcy Kedywu K G A K chor. „Rayskiego” (Aleksander K unicki) z zadaniem prowadzenia służby w yw iadu.108 Przyjęcie „Rayskiego” na szefa wywiadu zaproponow ał kpt. „Pługow i” płk „N il”. „Rayski” pełnił tę samą funkcję w od­ dziale »Osa-Kosa« do czasu jego wpadki, co powodowało obawy kpt. „P ługa”, że mogą się za nim ciągnąć jeszcze jakieś kontakty, -przez które może o d razu powstać zagrożenie oddziału. Jednak argum enty płka „N ila” przeważyły. „Rayski” w jego opinii był świet­ 106 Całość cytowanych składów osobowych stanowi wynik ustaleń Komisji Historycznej dzia­ łającej pod przewodnictwem autora w ramach środowiska b. żołnierzy batalionu »Parasol« przy ZO ZBoWiD (zwanej dalej Komisją Historyczną). Równocześnie stan udokumentowania i opra­ cowania historii Szarych Szeregów lub chociażby samych Warszawskich Grup Szturmowych nic pozwala na ścisłe ustalenie, czy do »Agatu« weszły całe wymienione drużyny, czy też tylko niektóre ich sekcje. Dla przykładu podać można, że „Kadłubek” (Witold Bartnicki) będąc żoł­ nierzem sekcji »CR 210« w drużynie »CR 200« nie wszedł w skład »Agatu«, zostając później żołnierzem baonu »Zośka«. Relacja Witolda Bartnickiego, 4. 107 Anna Gajowniczek i Tomasz Strzembosz, Zarys historii oddziału »Dysk«, „Rocznik Warszawski”, t. XV, Warszawa 1979, ss. 425— 479. 108 Z uwagi na z góry założone zadania oddziału, był on jednym z nielicznych (o dle nie jedynym), który poza korzystaniem z informacji komórek wywiadowczych KG AK i Kedywu KG miał własną służbę wywiadowczą.

72

Organizacja oddziału

nym fachowcem, pracującym w wywiadzie wojskowym jeszcze przed w ojną.109 Płk „N il” znał „Rayskiego” dobrze ze służby w różnych miejscach i w arunkach. Przed wojną praco­ wał on w służbie kontrw yw iadu w samodzielnym referacie «informacyjnym D O K V iw Biel­ sku-Białej. W e wrześniu 1939 r. został w raz z funkcjonariuszam i tego referatu internowany w R um unii, z której bezzwłocznie przez Grecję udał się do Francji. Ju ż 20 grudnia 1939 r. został przydzielony d o M inisterstw a Spraw W ojskowych i odkom enderowany do K om en­ danta Głównego ZW Z, gen. brond Kazim ierza Sosnkowskiego.110 W ystępował wtedy pod pseudonimem „K araś”. W łaśnie n a terenie K om endy Głównej ZW Z poznał go płk „N il” . Po zajęciu części F rancji przez Niemców przedarł się d o Polski. W konspiracji 'krajowej otrzymał przydział do kom endy Okręgu w Brześciu, z której po przypadkowym spotkaniu płfca „Ndla” tzostał przesz niego przeniesiony do Kedywu K G A K , n a szefa służby w y­ wiadu »Osy-Kosy«. P o aresztowaniu żołnierzy oddziału w czerwcu 1943 r. zerwał kontakty z żołnierzami »Osy-Kosy«, pozostając w kontakcie z płkietn „N ilem ” oraz będąc nadal instruktorem kursów dywersyjnych K edyw u K G A K o ówczesnym kryptonim ie »Zagaj­ nik«, a późniejszym »Filtry«. Interesujący jest dokum ent podpisany przez dowódcę »Osy-Kosy« płka „Philipsa” (Józef Franciszek Szaijewski) skierowany d o W ydziału Organiza­ cyjnego Kedywu K G . Zacytujem y z niego poz. 14 — tu nas interesującą n i : „«Zagajnik 90» 15.X.43 «M agistrat 90» Przesyłam wykaz ewidencyjny personelu «Zagajnika» S tan 15.X.43< ... poz. 14 »Rayski«, chor. sł. st., piechota, Of. w yw iadu «Kosy»; Kier. Plac. Of. Sam. Ref. Inf. D O K V Bielsko; Kier. Ref. K W Sam. Ref. Inform . D O K V Gieszyn. 20.X II.39 do 23.VI. 40 r. K G Z W Z — Paryż — Anger. 24.VI. 40 r. d o X I 40 r. Paryż. XL40 r. d o 11.41 r. Rzesza n a robotach. 11.41 — V III.41 r. ucieczka z Rzeszy li ukryw a­ nie się na terenie Żywca. V III.41 tr. — X II. 41 r. Lwów. X II.41 do 42 r. k m dt Okr. Ż u­ rawie, jako szef K W ii z-ca szefa iwywiadu. 1.1.43 r. Kedyw. 1.III.43 r. «Kosa». Nom inację dostał w Paryżu. »Philips«, «Kosa 30»”. Z »Zagajnika« „Rayski” został autom atycznie zw olniony przez płka „N ila” po skiero­ waniu go d o »Agatu«, Podejm ując służbę w »Agacie« chorąży „Rayski” miał 45 la t d był najstarszym żołnie­ rzem oddziału, w przeciwieństwie d o najmłodszego, którym była „D ew ajtis”, mająca lat 14. Były to ekstrema wieku żołnierzy oddziału, który (nie uwzględniając osoby kpt. „P ługa” liczącego 34 lata) charakteryzował się przeciętną wieku 21,5 lat.112 W śród zweryfikowanych żołnierzy większość (prawie 56% ) pochodziła z rodzin inteli­ genckich — głównie urzędniczych, nauczycielskich, inteligencji twórczej. Reszta (ok. 40% ) to synowie i córki rodzin robotniczych i rzemieślniczych. Niewielki odsetek żołnierzy po109 Por. Aleksander Kunicki, Cichy from , Warszawa 1969. 110 Archiwum autora. Zachowany doł ^ - l t w postaci legitymacji nr 4593 podaje: Minister­ stwo Spraw Wojskowych, Kwatera Główna, A-eksander Kunicki, chorąży, przydział: Biuro gen. Sosnkowskiego. Kancelaria ogólna. 111 MiD W IH, sygn. III/29/7. Por. skład »¡Zagajnika«— »Filtrów« podany przez T. Strzem­ bosza, Oddziały szturmowe konspiracyjnej W arszawy 1939 — 1944..., s. 127— 129. Mimo cy­ towania tego samego zespołu dokumentów w W IH Strzembosz nie wspomina ani nie wymienia „Rayskiego” w składzie personelu »Zagajnika«, a przecież jego obecność tam wydaje się nie ulegać wątpliwości. 112 Ustalenie Komisji Historycznej. Odnotować tu można ciekawe ustalenia szacunkowe. Przed powstaniem, po upływie roku, średnia wieku zamiast podnieść się, obniżyła się z 21,5 do 20 lat. Stało się tak przez nabór młodszych roczników, szczególnie z Szarych Szeregów.

73

P ierw sze ordre d e bafatlle

chodzenia chłopskiego (ok. 3 % ) jest zrzoumiały: odział rekrutow ał się z młodzieży war­ szawskiej, młodzieży wielkiego m iasta.113 Z wyjątkiem kpt. 5,Pługa” i „Rayskiego” wszyscy żołnierze utw orzonego oddziału »Agat« rekrutowała się z organizacji szaroszeregowej, z oo najm niej rocznym stażem działalności, a ponad 40% pochodziło z harcerstwa przedwojennego (6. W D H , 23. W D H , 24. W D H , 30. W D H , 3. W Ż D H , 62. W Z D H i in n e). Był to więc w tym okresie oddział par excel­ lence harcerski, który w miarę rozrostu ten charakter będzie coraz bardziej tracić. Wszystkie trzy zespoły chłopców wraz z zespołem dziewczęcym przeszły solidną szkołę małego sabotażu w wykonywaniu program ow ych zadań akcji »W awer«.114 D o ciekawszych akcji tego typu, poza gazowaniem kin, wybijaniem szyb w sklepach ii mieszkaniach Niemców i Volksdeutschów, m alowaniem patriotycznych napisów n a m urach, kolportażem prasy podziemnej, należała akcja rozlepiania nekrologu W odza Naczelnego, gen. broni W ła­ dysława Sikorskiego, wykonana w pierwszych dniach lipca 1943 r. oraz tzw. akcje megafo­ nowe, przeprowadzone w dniach 3 m aja 1943 r. i 31 lipca 1943 r. Przy pierwszej stronę teletechniczną m ontował zespół pod dowództwem „D ietricha”, przy drugiej udział w opra­ cowaniu program u i jego emis>i m iał „Jerem i”, 115 dowodzący zresztą oboma. Przyjm ując więc w g cytowanego rozkazu płka „N ila” datę 1 sierpnia 1943 r., ordre de bataille pierwszego zespołu zorganizowanego w oddział wojskowy na etacie kom panii przed­ stawiało się następująco l16: Dowódca oddziału A diutant Łączniczka dowódcy Szef służby wywiadu Szef służby kwa term istnzowskiej I pluton Dowódca Zastępca dowódcy 1. drużyna — dowódca 2. drużyna — dowódca 3. drużyna — dowódca Sekcja łączniczek — dowódca

— kpt. „P łu g ” (A dam Borys) — używał również pseudonimów: „B ryl”, „K ar”, „D yrektor”, „P al”. — plut. „K atoda” (Jóćzef Saski). — strz. „M arysia” (H alina Kaiinowska-Olszewska). — chor. „Rayski” (Aleksander K unicki). — strz. „R obert” (W iesław Raciborski). ► — — — — —

st. strz. „Jerem i” (Jerzy Zborowski). strz. „L o t” (Bronisław Pietraszewicz). strz. „L o t” (Bronisław Pietraszewicz). strz. „Aid” (Stanisław Huskowski). strz. „Żbik” (Ja n K ordulski).

— strz. „Z eta” (H alina G rabowska).

113 Tamże. U4 Omawianie wszystkich, niezwykle ciekawych akcji, w których brali udział żołnierze przed utworzeniem oddziału, wykracza poza ramy niniejszego opracowania, w szczególności również dlatego, że fakty te i atmosfera im towarzysząca są przedstawione w cytowanej wyżej publikacji Czesława Michalskiego, W ojna warszawsko-niemiecka. Bardzo wiarygodną pozycją w tym za­ kresie są również wspomnienia Ryszarda Góreckiego, Przemoczone pod plecakiem osiemnaście lat, Warszawa 1977. Niektóre interesujące imponderabilia, sposób, formę d atmosferę poprzedzającą wejście do nowo tworzonego oddziału i pierwsze w nim chwile przedstawia Danuta Kaczyńska, Byli żołnierzami »Parasola«..., passim. 115 Odbiór tych audycji na ulicach Warszawy uwzględnia Władysław Bartoszewski w swej pracy 1859 dni Warszawy, Kraków 1974, s. 421, podając, że w dniu 31 lipca 1943 r. audycja słyszana była tylko o godzinie 13. Wymienia je również Czesław Michalski w swej książce W ojna warszawsko-niemiecka..., s. 356. O audycji nadanej 31 lipca 1943 r. pisze on, że była słyszalna w 10 głośnikach i poprzedzono ją wiązanką polskich melodii wojskowych. W świetle oryginalnego meldunku są to nieścisłości, ponieważ wg odręcznych zapisków „Jeremiego”, po­ czynionych na tekście nadanej audycji, pod datą 31 lipca 1943 r. figuruje zapis: „Audycję po­ przedziły płyty: marsz generalski, marsz lotników, marsz żałobny Chopina, po audycji hymn narodowy. Audycję nadano w 9 głośnikach — 3 godz. 11.00 rano, 6 godz. 13.00 do archiwum »Jurek« 11 III 43” (IH PA N ). „Studio” mieściło się na Miodowej i -było mieszkaniem p. Gryglickiej, matki „Teresy” (Teresa Gryglicka-Poradzka-Bagińska). 114 Ustalenie Komisji Historycznej.

74

Organizacja oddziału

II pluton Dowódca Zastępca dowódcy 1. drużyna — dowódca 2. drużyna — dowódca 3.. drużyna — dowódca Sekcja łączniczek — dowódca III pluton Dowódca Zastępca dowódcy 1. drużyna — dowódca 2. drużyna •— dowódca 3. drużyna — dowódca Sekcja łączniczek — dowódca

Jednostka Dowództwo Wywiad Kwatermistrzostwo I pluton oraz łączniczki II pluton oraz łączniczki III pluton oraz łączniczki Ogółem w tym dziewcząt

— — — — 1—

kpr. kpr. kpr. kpr. strz.

pchor. „Mirsici” (Jerzy Zapadko). „O rkan” (K azim ierz K ardaś). . pchor. „K opeć” (Stanisław Jastrzębski). pchor. „Zaw ał” (K rystyn Strzelecki). „O ssoria” (Jan Kołom yjski).

— strz. „Jenny” (Iren a M alento). — — — — —

plut. pchor. „L u ty ” (W acław D im m -K arw icki). kpr. pchor. „D ryl” (A ntoni Biemawski). strz. „M aryla” (Stefan Pakuła). kpr. pchor. „ Heniek” (H enryk N ow ak). kpr. pchor. „Przygoda” (T adeusz W ronow ski).

— strz. „Janina” (H alina Strachalska-D \inin-K arw icka).

iStan 3 1 1 23 2 22 5 17 4 78 12

W tym dficerów

Podofi­ cerów

1

1 1

— —

_ _

i



Podcho­ rążych



1 i i ■■ ■

.

■■ ■■



------ .

------



-------

4

— -









------ -







6 2

1 —

*

Szere­ gowców



10 %

1 23 2 18 5 11 4 65 12

Pozostawała sprawa obsadzenia formalnie funkcji zastępcy dowódcy oddziału, którym na żądanie i zgodnie z ustaleniam i powziętymi w Czarnej Strudze przez Kwaterę Główną Szarych Szeregów w inien był zostać członek Szarych Szeregów — harcerz. Jego głównym zadaniem m iało być 'kontynuowanie bezpośredniej ideowo-wychowawczej opieki organiza­ cji harcerskiej n ad przekazaną młodzieżą. K pt. „P ług” w rozm owach .prowadzonych z „Piotrem Pom ianem ” (Eugeniusz Stasiecki) szefem K watery Głównej Szarych Szere­ gów, i „Zośką”, a później z „Jerzym ” proponow ał najpierw „Zośkę”, później „M aćka”, ale K w atera Główna nie chciała n a to wyrazić zgody. Wreszcie „Zośka” na krótko przed swoją śmiercią zaproponował „Jerem iego” ale kpt. „P ług” z kolei miał wątpliwości, znał bowiem go znacznie m niej od pozostałych. Ju ż przy pierwszym spotkaniu — jak relacjonuję Adam Borys — zorientował się on, że „Jerem i” to przede wszystkim ¡intelektualista, człowiek o wysokich walorach um ysłu, że brak m u jednak cech żołnierza-dowódcy, bez których nie będzie on m ógł być rzeczywi­ stym zastępcą dowódcy kompanii. Wszystkie jednak walory moralne „Jeremiego” — nie­ słychanie wysokiej rangi postawa ideowa, jego zalety um ysłu i charakteru — pozwalały kpt. „Pługow i” wierzyć, że „Jerem i” wyrośnie n a dowódcę. Chciał najpierw sam to sprawdzić, nie opierając się n a przekazywanych m u opiniach o „Jerem im ”, 'który do tego czasu brał już udział w blisko 10 akcjach różnego typu. Chciał także, .by sam „Jerem i” 117 Stanisław Broniewski, Całym życiem (maszynopis). Jako dowód, że „Zośka” był przy­ wiązany do „Jeremiego” przytacza wspólny „pień” pseudonimowy, bowiem „Zośka” w »Ulu Wisła« miał pseudonim „Kajman Wojak” a „Jeremi” — „Kajman Okularnik”, oo oznaczało ściślejszy niż tylko koleżeński związek pomiędzy obu chłopcami. Ustaleń w zakresie pnia rodo­ wodowego dokonała w czasie prac badawczych nad historią harcerstwa Danuta Kaczyńska.

„ W eso ły

75

sprawdził swoje kwalifikacje do dowodzenia tak licznym zespołem żołnierzy. Sprawa n ie została więc w sierpniu zadecydowana, a funkcja zastępcy dow ódcy cnie obsadzona. Kwatera Główna Szarych Szeregów, a ściślej mówiąc jej naczelnik „N ow ak”, a później „O rsza”, przekazał rów nież do dyspozycji kpt. „P ługa” niezwykle ważny i istotny kanał inform acji o niemieckim środowisku ¡policyjnym, a w szczególności o gestapo. Inform acje te, z których K w atera G łów na z powodzeniem korzystała chociażby w akcji pod Arsenałem, akcji »Schultz« ozy »Lang«, pochodziły od „Wesołego” . Został on przez „Orszę” skontak­ towany z kpt. „Pługiem ” w czasie tw orzenia oddziału »Agat« i odtąd spotkania obu odby­ wały się okresowo, z ustaloną częstotliwością, aż do Powstania Warszawskiego, z reguły z wyłączeniem jakichkolw iek. świadków tego kontaktu, który kpt. „P łu g ” bardzo cenił i uważał za wydatnie poszerzający infiltrację aparatu przemocy wroga. Zygm unt Kaczyński („W esoły” ) urodził się 21 m arca 1919 r. w Warszawie. W ychowy­ wał się w raz z siostrą w rodzinie rzemieślniczej; ojcem ich był wykwalifikowany hydraulik kotłowy zatrudniony okresowo w różnych przedsiębiorstwach, a przez dłuższy czas w T o ­ warzystwie Przemysłowym Zakładów M echanicznych S. A. „L ilppop, Rau i Loewenstein”. Z ygm unt .ukończył państwową Szkołę Powszechną n r 101 im. M ikołaja Reja i przeszedł do G im nazjum i Liceum im. Bolesława Prusa, prowadzonego przez Związek Nauczyciel­ stwa Polskiego, co oznaczało, że w szkole tej, w stopniu znacznie większym n iż w ¡innych, dominowały aspekty społeczne. Z ygm unt znalazł się w klasie wiodącej w tym gim nazjum , wśród uczniów-kolegów, ‘k tórzy nadaw ali ton stosunkom koleżeńskim w szkole li współ­ życiu z gronem pedagogicznym, a do których należeli: Ostrowski, Grzesik, Maliszew­ ski, Wróblewski, M alanowski i in.117a M iędzy uczniami a nauczycielami (prof. prof. Żar­ no, Konieczyński, Koziński i in.) stosunki układały się w atmosferze przyjaźni i.serdecz­ ności. N ic też dziwnego, że w okresie nauki w szkole średniej ukształtowała się osobowość Zygm unta. Zaangażowany był zresztą czynnie w życiu szkolnym. Był dzia­ łaczem samorządowej spółdzielni szkolnej, a później przewodniczącym zarządu tejże spółdzielni. Z racji tego stanowiska uczestniczył w niektórych pracach rady .pedagogi­ cznej. Będąc w 4 klasie szkoły powszechnej w stąpił d o harcerstwa, a w gim nazjum był już drużynow ym (jako pierwszy uczeń, zwyczajowo bowiem bywał nim w tym gim ­ nazjum absolw ent), n a rok przed wybuchem wojny został podharcm istrzem w 89. W D H przy G im nazjum i Liceum lim. Bolesława Prusa. W e wrześniu 1939 r. brał udział w działa­ niach wojennego Pogotowia H arcerzy n a terenie Warszawy. Pow rót jego do nauki w ostatniej klasie licealnej nastąpił już w okupowanej W arszawie 1939 r. P o zamknięciu szkół średnich przez władze niemieckie Z ygm unt przy pomocy kolegów i przyjaciół -nauczycieli (w szczególności prof. prof. Ż am ocha i Janiszewskiego) zorganizował z inicjatywy uczniów, jako jeden z pierwszych w Warszawie, tajne kom plety I I klasy licealnej, zakończone dla tego grana uczniów w 1940 r. m aturą. Równolegle kontynuow ał działalność w podziem nym harcerstwie. 89. W D H została włączona do hufca »Ochota« (stając się jego -podstawową organizacją), który w raz z h u f­ cami »M okotów G órny« i »M okotów D olny« stanowiły Okręg »Południe« Szarych Szeregów. Kom endantem Okręgu był w tedy „O rsza” (później „Bolek” ). Hufcowym »Ocho­ ty« został „W esoły” (89. drużynę objął po n im „M irski” ), hufcowym zaś »M okotowa Górnego« — „Zośka”. Zachowano num eryczność drużyn, ale razem utw orzono z 89. d 23. W D H 'krąg „Pom arańczam i”, który jeden z pierwszych podjął akcję małego sabotażu w organizacji »Wawer«. W 1943 r. „W esoły” został harcm istrzem i kom endantem Okręgu Południe po „Bolku” (do Powstania W arszawskiego). „M irski” przeszedł po śmierci „A lka” na jego miejsce, a wkrótce potem „O rsza” został Naczelnikiem Szarych Szeregów. O d początku okupacji Z ygm unt podjął ¡pracę zarobkową. Siostra jednego z jego kole­ gów szkolnych, Wojciecha Grzesika, darząca go wyjątkową sympatią, dążąc d o zwięk­ szenia jego bezpieczeństwa zapewniła m u pracę, a tym samym dokum enty pozwalające 117a Por. Zbigniew Wróblewski, Z tarczą i na tarczy, Warszawa 1971.

76

Organizacja oddziału

legitymować się Niemcom. Praca zarobkowa Z ygm unta była zresztą wtedy koniecznością materialną, bowiem w dom u rodzinnym nie przelewało się. Rozpoczął pracę u chlebo­ dawcy Aleksandry Grzesikówny, ówczesnego dyrektora przedsiębiorstwa „Polska Reklama” (N ow y Świat 27), Stefana Wiśniewskiego, które to przedsiębiorstwo od początku oku­ pacji przez kilka lat znajdowało się w stadium likwidacji. Wiśniewski stracił żonę i obo­ wiązki opiekunki dzieci sprawowała Grzesikówna. Z ygm unt stał się zatem pracownikiem Wiśniewskiego, a w m iarę pozytywnego załatwiania spraw likwidacyjnych firm y zaufanym jego sekretarzem. G dy w 1940 r. Stefan Wiśniewski objął funkcję dyrektora do spraw zaopatrzenia firm y „E. W edel” (której reklamę prowadził przed w ojną), Z ygm unt został nadal jego osobistym sekretarzem i pracownikiem tej firm y do zadań specjalnych. N a po­ czątku okupacji zadania te polegały przede wszystkim n a wykupyw aniu pracowników firm y „E. W edel” zatrzym anych w łapankach d umieszczanych w obozie przejściowym na ulicy Skaryszewskiej, a z czasem poszerzyły się, obejmując wykupywaniem nie tylko pra­ cowników firm y d nie tylko obóz przejściowy, ale równiież siedzibę gestapo w alei Szucha. A oto relacja „W esołego”: „D o gestapo chodziłem przez pięć lat. Czasami codziennie, a nawet po dw a razy w ciągu dnia. Myślę, że w sum ie byłem tam z tysdąc razy. Aleja Szucha była miejscem, którego ludzie bali się najbardziej ze wszystkiego, ale ja bałem się nieco mniej. W odróżnieniu od wszystkich innych ludzi wiedziałem, że o n i też się boją. Byłem przy tym , jak dowiedzieli się o śmierci Schultza «i Langa, zastrzelonych z naszego wyroku. Zobaczyłem ich przerażenie. Kiedy w idzi się strach innego człowieka, 0 wiele łatwiej jest opanować swój własny. Chodziłem tam z cukierkami d czekoladą »Wedla«. Czekolady nie m iał w tedy n ik t, naw et Niemcy, wszystko szło dla frontu, 1 kiedy jakiś now y gestapowiec przyjeżdżał z Niemiec do nas 'i dowiadywał się, że do gmachu przychodzi facet ze słodyczami, które można wysłać rodzinie do Berlina, n a ­ tychmiast pragnął je zdobyć. Gestapowcy wiedzieli przy tym , że zdobędą tę m oją cze­ koladę tylko prośbą. N ie m ogli m i wydać rozkazu w tej sprawie, nie m ogli grozić. D la­ tego nie tylko tolerowali mnie, ale byli dla m nie tolerancyjni, ba, wręcz starali się za­ skarbić sobie moje względy. Ja, oczywiście, bardzo te swoje względy różnicowałem. Cze­ koladę tw ardą dawałem tylko komisarzom. Cukierki polewane czekoladą — zastępcom ko­ misarzy. Oficerom — toffi. Szeregowcom — landrynki i owocowe miękkie. Oczywiście podział ten nie dotyczył pracowników kartoteki i wydziału czwartego, tych, którzy wiedzieli najwięcej i byli m i najbardziej potrzebni. Dla nich miałem zawsze wy­ roby ekstra. Najważniejszym wydziałem dla m nie był czwarty, polityczny, przeznaczany do walki z Podziemiem. Szefem jego był Stamm. Oświęcim, Pawiak, przesłuchanie — wszystko zależało cd czwartego wydziału, a ten Stam m to był prawnik z zawodu, sędzia. Wydział dzielił się z kolei na oddziały z komisarzem n a czele. K ażdy z nich był również sędzią i każdy miał prawo podpisywać wyroki śmierci. Dla szeregowego Niemca na Szucha, dla referenta, który wchodził z teczką do podpisu, wszystko było więc legalne i praworządne: po prostu wnosił akta do sędziego, który miał prawo podpisywać wyroki. Jednego skazywał n a śmierć, drugiego n a Oświęcim i referent wracał d o swojego pokoju z decyzją szefa, norm alnie, jak w każdym biurze. Znałem osobiście ich wszystkich. W ie­ działem, kto siedzi w którym pokoju i czym się «zajmuje — było to zresztą jedno z pierw­ szych zadań, jakie otrzymałem: przedstawić dokładny plan gmachu, strukturę wydzia­ łów, num ery pokoi i adresy pryw atne gestapowców” 118. T ak więc rozpoczęcie pozornie błahej pracy doprowadziło Z ygm unta w krótkim czasie do sprawowania funkcji niezwykle ważnej i użytecznej; biegła znajomość języka niemiec­ kiego, sumienność, staranność, spryt i duża odwaga, pozwalająca wywiązać się zawsze z postawionego zadania, zapewniały m u szacunek i uznanie Wedla. Ale znacznie ważniejsze było to, że uzyskane kontakty Zygm unt przekazał do dy­ spozycji Szarych Szeregów. Uzyskał przez „O rszę” kontakt osobisty ¡z „Nowakiem ”, 118 Relacje Zygmunta Kaczyńskiego, 3, i Adama Borysa, 3.

Adiutantura

77

który w lot zorientował się, jak ważnym źródłem inform acji jest „W esoły” . M im o bez­ pośrednich nacisków ze strony Kedywu K om endy Głównej i samej K om endy Głównej AK „N ow ak” niie zgodził się przekazać „W esołego” do wydziału II. Nie chciał, by po­ został na jego charakterze ślad pracy w wywiadzie wojskowym, co jednak nie przeszko­ dziło temu, że „W esoły” wiele żądanych 'informacji przekazał przez naczelnika Szarych Szeregów wywiadowi wojskowemu. Jego też informacje umożliwiły przeprowadzenie akcji pod Arsenałem, wykonanie wyroków n a Langu i Schultzu. Po nawiązaniu stałej współ­ pracy
A. D O W O D Z E N IE Pierwsze spotkania dowódcy oddziału z jego najbliższymi współpracownikami, to jest adiutantem i łączniczką, odbyły się n a trawie Pola Mokotowskiego, nie opodal nie wy­ kończonego jeszcze budynku urzędu patentowego. Kilka następnych spotkań m iało miejsce na klatkach schodowych tegoż budynku. Ale to były początki. W niedługim czasie adiutant i łączniczki wyszukali lokale, z uwagi n a wymogi konspiracji ustronne, które wynajęto w celu odbywania w nich poczt centralnych (K ozia 5, Krasińskiego 18, Niemcewicza 9, M ochnackiego 3, Dziennikarska 7, Dygasińskiego 3 d kilka innych). K orzystano rówrtież z lokali udostępnionych nieodpłatnie przez rodziny żołnierzy oddziału lub ich za­ ufane osoby. D o tego typu lokali należały mieszkania: p. Gryglickiej przy Miodowej 23, pp. G-rudzińskich przy Jagiellońskiej 32, pp. Kozłowskich przy Grójeckiej 43, pp. Zło­ towskich przy Krasińskiego 20, pp. Kowalczyków przy Wspólnej, pp. Saskich przy F il­ trowej 35 i inne. Spotkania odbywały się n a początku codziennie o godzinie 14 w niezm iennym , aczkol­ wiek czasami poszerzanym — w zależności od spraw i sytuacji — składzie. O dpraw y aparatu dowodzenia z powtarzającą się częstotliwością i porą trwały do okresu przedpowstaniowego w nie zmienionym trybie (sporadycznie dwa razy dziennie), lecz przy zmieniającym się składzie osób. „K atoda” sprawował funkcję adiutanta od pierwszej odprawy do początków paździer­ nika 1943 r., kiedy to n a skutek choroby przekazał ją „Bogdanowi” (Stefan G rudziński). „Bogdan”, urodzony 28 stycznia 1924 r., rozpoczął służbę w Szarych Szeregach w 1940 r. w hufcu praskim, w małym sabotażu. T am przeszedł wyszkolenie pojedynczego Strzelca i za wyróżniającą się działalność w »Wawrze« został skierowany na I turnus »Agricołi«. W czasie egzaminów końcowych poznał kpt. „P ługa”, który wkrótce potem zapropono­ wał m u funkcję swego adiutanta. Stanowisko to opuścił w początkach lutego 1944 r. i od tego czasu do końca funkcjonowania oddziału sprawował je ,¿Kaktus” (Tadeusz Szabelski). D o grupy łączniczek najpierw dołączyła „M ałgorzata” (Alicja Czerwińska), a ,po zorganizowaniu w grudniu 1943 r. alarmowej sieci łączności — „Rena” (Jadwiga Kieszkowska-Rembiszewska). Pozostałe osoby, biorąc udział w pierwszej odprawie, pozo­ stały w czasie dalszych odpraw te same. Obowiązki w aparacie dowodzenia oddziałem rozdzielono n astępująco1183: ii$a Relacje Józefa Saskiego, 3, Stefana Grudzińskiego, 1,3 i Haliny Kalinowskiej-Olszew­ skiej, 1,3. Dodać należy, że do stałych obowiązków adiutanta należało prowadzenie ‘ewidencji osobowej oddziału. Ewidencję tę tworzono w .ciągu kilku miesięcy, etapami. Początkowo obejmo­ wała ona tylko aparat dowodzenia i dowódców plutonów. Później, w okresie listopad 1943 r. — luty 1944 r., stworzono ewidencję całości. Odpowiednie formularze ewidencyjne adiutant roz­ syłał do plutonów dla wypełnienia. Po stworzeniu ewidencji każdy nowo przyjęty żołnierz oddziału otrzymywał formularz, który z chwilą przyjęcia przesyłano do dowództwa. Ewidencjo­ nowaniu podlegały następujące dane: 1. pseudonim, 2. data urodzenia, 3. stopień wojskowy,

78

Organizacja oddziału

D o obowiązków adiutanta należało zapewnienie bezpieczeństwa zebrania, wezwanie odpowiednich osób, a co za tym się kryje — czuwanie n a d prawidłowym funkcjono­ waniem systemu łączności oddziału i prawidłowym szyfrowaniem korespondencji. Po­ nadto do jego obowiązków należało rozliczanie się z przyznawanych aparatowi dowodzenia funduszów, prowadzenie ewidencji osobowej oddziału i kroniki działalności, współdzia­ łanie przy wyrabianiu „lewych” dokum entów oraz szkolenie i nadzór nad szkoleniem żołnierzy aparatu dowódczego, w którym to zakresie adiutant występował w charakterze hierarchicznego zwierzchnika. Dodatkowo, do czasu powołania samodzielnych stanowisk, sprawował on też funkcję oficera d o spraw bezpieczeństwa d szefa służby motoryzacyjnej, zwanej »Moto«. Zasadniczym m omentem norm alnego dnia pracy konspiracyjnej aparatu dowodzenia oddziału była odprawa, zwana pocztą centralną. D opiero przed samym wybuchem P o­ wstania Warszawskiego, gdy ustalone zostały zadania n a godzinę »W«, a oddział został postawiony w stan pogotowia, zaniechano tych odpraw n a rzecz łączności alarmowej. Podstawowym punktem odpraw y był przegląd poczty wpływającej do dowództwa dw o­ ma kanałami: z organów zwierzchnictwa Kedywu K G A K , z którym łączność została powierzona „N inie” (Janina Trojanow ska-Zborow ska) i z podległych jednostek oddziału, z którym i łączność dowództwa utrzym yw ała „M arysia”, a po przejęciu przez n ią fu n ­ kcji „N in y ”, przeniesionej n a łączniczkę „Jerem iego”, łączność tę zapewniała „M ałgo­ rzata”. Przez cały czas „N in a” zapewniała również łączność z K w aterą Główną Szarych Szeregów i jej organam i wykonawczymi. W edług podstawowych zasad konspiracji łącz­ ność ograniczana była do m inim um , toteż kontakty dow ództwa oddziału z innym i od­ działami (z wyjątkiem okresu organizacyjnego z OS »Jerzy«) przebiegały poprzez K o­ mendę Główną. I analogicznie: kontakty poszczególnych jednostek oddziału pomiędzy sobą przebiegały poprzez dowództw o oddziału. T e n schem at łączności był zasadą, od której występowały nieraz wyjątki, nie negujące jednak istnienia ustalonego trybu dzia­ łania. W yjątkami dopuszczalnym i w zakresie kontaktów osobistych — nie łączności pocz­ towej — były kontakty szefa wywiadu z dowódcam i poszczególnych operacji specjalnych w celu przekazywania wyników rozpoznania oraz kontakty intendenta z innym i oddzia­ łami i własnymi jednostkami w zakresie ustalania zasad odbioru broni (najczęściej), lecz także i innych materiałów. D otyczy to w szczególności pierwszego okresu działania oddziału, gdy wyposażenie w broń polegało na „pożyczkach” z OS »Jerzy«. Poczta wpływająca z góry przynosiła instrukcje, rozkazy, „lewe” dokum enty w yro­ bione n a podstawie wniosków oddziału oraz codzienne serwisy radiowe i prasowe. T ą drogą przychodziły także materiały uzupełniające do zamierzonych akcji bojowych, takie jak fotografie, ¡informacje żądane przez oddział, które nie m ogły być uzyskane we własnym zakresie, nie przychodziły jednakże rozkazy wykonania operacji specjalnych, gdyż te d o ­ wódca oddziału otrzym yw ał bezpośrednio od dowódcy Kedywu. W korespondencji w pły­ wającej z dołu zawarte były m eldunki, wnioski o pomoc w konkretnych spraw ach bieżą­ cych, wnioski o „lewe” dokum enty, etaty, samochody. W krótkim czasie po sformowaniu 4. zdobyte odznaczenia, 5. uczestnictwo w akcjach, 6. funkcja w oddziale, 7. przydział do pod­ oddziału, 8. stan cywilny, 9. warunki materialne, 10. dyspozycyjność, 11. zawód, 12. broń, w jakiej służył przed wojną, 13. stan zdrowia, 14. cenzus naukowy, 15. znajomość języków, 16. ukończone kursy specjalne, 17. specjalność wojskowa, 18. awanse, 19. kary służbowe, 20. udział w kampanii 1939 r., 21. znajomość terytorium Polski, 22. przydatność w organizacji, np. czy nadaje się do akcji bojowych, 23. opinia: a) jako człowieka, b) jako żołnierza. Adiu­ tant prowadził nadto specjalną ewidencję oświadczeń treści następującej (niezależnie od skła­ danej przysięgi): „Stwierdzam własnym podpisem, iż jest mi wiadomym: 1. że obowiązuje mnie zakaz urządzania oraz brania udziału w zbiorowych zebraniach, uroczystościach rodzin­ nych, pijatykach, ślubach, nabożeństwach żałobnych itp.; 2. że za udzielanie wiadomości o celach mojej organizacji oraz o jej akcjach (przed, w czasie lub po), grozi mi kara śmierci; 3. że za -wzięcie udziału w akcji bojowej innej organizacji bez pozwolenia przełożonego oraz w jakiejkolwiek akcji bandyckiej grozi mi kara śmierci; 4. że za sprzedaż broni czy innego sprzętu powierzonego mi z mojej organizacji grozi mi kara śmierci”. Żaden z tych dokumentów nie ocalał.

Poczty centralne

79

oddziału do korespondencji — nadającej w pewnym zakresie rytm łączności — należały sprawy szkoleniowe, które rozwijając się wielostronnie i w w arunkach częstych zm ian lo­ kali wymagały przekazywania inform acji na bieżąco. Istniała u tarta praktyka pisania korespondencji ołówkiem n a bibułkach używanych do wycierania ust lu b skręcania papierosów. K artki takie składało się we czworo i za­ lepiało m ałym paskiem podgumowanego papieru, jakiego używają filateliści do znaczków pocztowych. N a wierzchu pisało się odbiorcę d adres oraz nadawcę, podając nazwę od­ działu. W korespondencji obowiązywały powszechnie kryptonim y, naw et skrócone. Stąd na wielu korespondencjach w lewym górnym rogu zauważyć m ożna np. „P-z. B r”, oo oznaczało „Pegaz-Bryl”, a więc pism o z oddziału »Pegaz«, .pisane przez dowódcę, kpt. „Pługa”, który w tym czasie posługiwał się pseudonim em „B ryl” . T a form a korespondencji nie dotyczyła stanowisk dowódczych d innych, które posia­ dały w swym wyposażeniu m aszyny do pisania. Wszystkie spraw ozdania dowództwa od­ działu, rozliczenia budżetowe pisane były na maszynie n a sztywnym papierze zbliżonym do pergaminu. Jak wspomniałem, do obowiązków adiutanta należały również sprawy związane z le­ galizacją żołnierzy (legalizacją samochodów i częściowo kierowców zajmowała się służba motoryzacyjna po jej powołaniu, a do tego czasu także adiutant). Były one na tyle istotne i ważne, że należy im- kilka słów poświęcić, zwłaszcza że na potrzeby oddziału pracę tę, niezwykle odpowiedzialną, wykonywały inne jednostki Kedywu. N a początku 1943 r. odbyła się u płka „N ila” odprawa dowództwa Kedywu K G AK. «Sb W odprawie tej poza płkiem „N ilem ” uczestniczyli: „T eodor” (płk Franciszek Niepokółczycki), m jr „Bolek” (W acław P io tr Janaszek) — szef sztabu, kpt. „M łotek” (W a­ cław Chojna) — szef O ddziału I, „K orybut” — „K lara” (Stanisław W ierzyński) i „M ał­ gorzata” — łączniczka dowódcy. W jednym z punktów porządku dziennego odpraw y była omawiana sprawa zaopatrywania żołnierzy Kedywu w fałszywe dokumenty. Dotychczas żołnierze Kedywu K G w W arszawie byli zaopatryw ani w niezbędne dla ich działań doku­ menty przez komórkę legalizacyjną O ddziału I K om endy Głównej A K , tzw. »Park«. Pro­ cedura ta była nader powolna, a ilość zam awianych dokum entów zwiększała się w miarę rozwoju działalności Kedywu. Zapadła więc na wspomnianej odprawie decyzja powołania w ram ach Oddziału I dowództwa Kedywu K G A K własnej komórki legalizacyjnej i roz­ wijanie jej w kiłku ustalonych etapach. W pierwszym etapie organizowania kom órki le­ galizacyjnej należało uprościć sposób zaopatryw ania oddziałów Kedywu K G w dokum enty, drugi etap miał polegać na przeszkoleniu pracowników kom órki i częściowym samodziel­ nym wykonywaniu dokum entów , trzeci zaś etap to już samodzielne wykonywanie możli­ wie jak najszerszego wachlarza dokum entów. Oddział I Kedywu K G AK, w ram ach 'którego działała komórka legalizacyjna pod kierunkiem „K orybuta” — „K lary” n a zew nątrz występował pod kryptonim am i »M a­ gistrat« i »G rom ada« wraz ze zmienianą przez wyższe dowództwo liczbą kierunkową — 30, 90, 81, 53. Celem uproszczenia spraw y zam awiania przez oddziały K edywu K G d o ­ kumentów opracowano jednolity druczek zamówień n a dokum enty, form atu mniej więcej 3 X 2 cm (.patrz (ilustracja) z gotowymi symbolami zamawianych dokumentów. K artki te wydrukowano w dużej ilości i rozesłano do poszczególnych komórek K edywu K G i na nich odtąd miały być wypisywane zamówienia. G łów na pracownia mieściła się w lokalu wynajętym od bratanka wielkiego historyka prof. M arcelego Handelsm ana — p. T a r gowskiego, mieszczącym się w starej 'kamienicy przy ulicy Piekarskiej, n a trzecim piętrze. Pracownia kontaktowała się za pośrednictwem dwóch skrzynek. Jedna skrzynka norm alna, mieśaiła się w sodow iam i przy ulicy Długiej 1. D ruga skrzynka, alarmowa, mieściła się w sodowiarni w dom u położonym naprzeciw dom u Piekarska 4. Skrzynka ta była znana sieci alarmowej Kedywu K G . N atom iast skrzynka przy ulicy Długiej znana była łącznicz118b Relacja Stanisława Wierzyńskiego, 4.

Organtzacja oddziału

80

kom, obsługującym ¡normalną sieć łączności K edyw u K G . Proste zamówienia szły do wy­ konania w pracowni, a trudniejsze do »Parku«. Gotowe dokum enty były dostarczane przez skrzynkę do punktu odbioru poczty Kedywu K G i rozsyłane do poszczególnych zaintere­ sowanych jednostek. W ażną częścią pracy kom órki legalizacyjnej było wykonywanie fotografii, głównie fotografowanie dokum entów, które były zdobywane przez oddziały specjalne w czasie akcji, wykradzione z urzędów niemieckich lub „wypożyczane” od nich. Fotografia taka dawała dokładny obraz dokum entu, jak wyglądały stemple, gdzie były umieszczane i jak wyglądały podpisy dtp. Wszystkie oddziały K edyw u K G m iały obowiązek zabierania przy akcjach dokum entów od Niemców i natychmiastowego przekazywania do komórki legaliza­ cyjnej. Całość dokum entów z tejże komórki dochodziła poprzez łączniczki do rąk adiutanta oddziału. Pracę łączności w pewnym tylko, ale istotnym fragmencie, charakteryzuje najlepiej bezpośrednia relacja „M arysi”: „Codziennie o oznaczonej godzinie rano otrzymywałam pocztę plutonów , treść której stanowiły przeważnie sprawy akcji, zakupu broni, szkolenia itd. Korespondencję tę roz­ patrywał kpt. »Pług« na tzw. pocztach centralnych, a odpowiedzi na nie doręczałam plu­ tonom po południu tego samego dnia. Praktycznie robiło Się to w ton sposób, że roz­ patrzoną pocztę rozdzielałam między łączniczki plutonów , a te z kolei roznosiły ją na tzw. skrzynki, czyli umówione miejsca, skąd doręczano ją dowódcy plutonu tak prędko, by mógł nazajutrz na czas przesłać ewentualną odpowiedź. T en system pracy dotyczył poczty norm alnej, bywały jednak alarm y, czyli korespondencja bardzo pilna, wymagająca załatwienia w ciągu kilku godzin. W takich przypadkach posługiwałyśmy się telefonem. Dowództwo, wywiad, intendentura, a później dalsze jednostki posiadały lokale alarmowe, na których pełniono służbę w ciągu 12, a czasem naw et 24 godzin. Służbę w lokalu alarm o­ wym dowództwa pełniła »Rena« (Jadw iga Kieszkowska-Rembiszewska). Najwięcej kłopotu sprawiało wyszukanie lokali, zwłaszcza w okresie bezpośrednio poprzedzającym Powstanie Warszawskie, kiedy zapotrzebowanie n a nie ogrom nie wzrosło. Ze względu na bezpieczeń­ stwo rozdział poczty odbywał się nie tylko w lokalach ale również w kościołach, na uli­ cach, na klatkach schodowych, pocztach czy poczekalniach stacji kolejki E K D ; nic było do tego celu miejsc niemożliwych. N as, łączniczek, w oddziale było wiele. Nic mogę jednak powiedzieć, że czymkolwiek różniłyśmy się w w ypełńianu swoich obowiązków. W ręcz przeciwnie, nawet poza tym miałyśmy wdele rzeczy wspólnych. Uczyłyśmy się prawie wszystkie na kom pletach i cho­ ciaż spraw a nauki przedstawiała dla każdej z nas problem niezmiernie ważny, bez zasta­ nowienia opuszczałyśmy lekcję n a kompletach dla ćwiczeń czy odprawy. Różniłyśmy się natom iast wiekiem. Najm łodsza z nas m iała lat 14, najstarsza przeszło 50, nie przeszka­ dzało to jednak zupełnie tem u, że bardzo zżyłyśmy się. W iem, że jedna drugą zastępowa­ ła często w roznoszeniu poczty czy w innych zajęciach zleconych; nie znałyśmy nigdy kłótni i przeważnie byłyśmy rozhukane i rozentuzjazmowane, a z konspiracją n ie liczy­ łyśmy się zupełnie. W ątpię, czy zadowolony byłby któryś z przełożonych widząc nas wychodzące z lokalu, wybiegałyśmy często wszystkie jednocześnie. I trzeba pamiętać o jednym: widywałyśmy się w tym gronie tylko przy rozdziale poczty, który trw ał m a­ ksimum pół godziny” 119. System łączności funkcjonował przez „skrzynki”, o których wspom ina „M arysia”. Początkowo skrzynką dow ództw a był sklep ze słodyczami przy Lwowskiej 2, prowadzony przez matkę „K atody” — M arię Saską. Później skrzynką było mieszkanie „Bogdana” przy Jagiellońskiej 32, a za czasów adiutantury „K aktusa” jego lokal położony na Saskiej Kępie. Analogicznie skrzynki dla plutonów mieściły się: dla I p lu to n u w sklepie z m ateria­ łami piśm iennym i przy placu Dąbrowskiego, dla II plutonu w mieszkaniu „G rafa” przy Wilanowskiej 18/20, dla I I I p lu to n u — w szpitalu Jana Bożego. 119 Relacja Haliny Kalinowskiej-Olszewskiej» 1>3.

Technika rozpoznawania

81

Sposoby przenoszenia poczty w m iarę upływ u czasu zmieniały się i udoskonalały. Po­ czątkowo poczta wędrowała w kieszeniach, torbach damskich, teczkach. Później teczki i torby, wykonane specjalnie dla tych celów, zawierały podwójne dna, ukryte kieszenie itp. Jeszcze później poczta przenoszona była w specjalnych skrytkach wykonanych w ,p u­ dełkach do kart, pudenniczkach, papierośnicach, obrazkach, portfelach, większe plany w pudełkach do n u t. W zasadzie skrytki te zapewniały niewykrywalność poczty przez ulicz­ ną rewizję osobistą. W grudniu 1943 r. utw orzono sieć łączności alarmowej. Pozwalała ona na wydawanie rozkazów szybciej niż poczta norm alna, działająca w zasadzie tylko raz dziennie. Związane to było z utworzeniem punktów alarmowych, w których pełniono dyżury, o jakich wspo­ mina „M arysia” . D la dowództwa punkt taki założono w specjalnie wynajętym mieszka­ niu pp. Gum owskich przy M ochnackiego 15. W nim właśnie łączniczka „Rena” pełniła dyżur przy telefonie. W przypadku alarm u otrzym aną telefonicznie informację przeka­ zywała również telefonicznie lub przez dyżurną łączniczkę dowódcy oddziału i według jego decyzji dalej. P u n k t alarmowy dowództwa był w zasadzie punktem kontaktu Kedywu K G AK, który m ając pilną spraw ę przekazywał ją szyfrem dyżurnej łączniczce. Oczywiście szyfr ten nie m iał nic wspólnego ze skom plikowanym i szyfram i wojskowymi. Zaszyfrowa­ nie inform acji było zupełnie proste i stanow iło zabezpieczenie przed podsłuchem, zdało zresztą w zupełności egzamin. Form a tego szyfru była taka, że rozmowa telefoniczna przy­ bierała charakter rozmowy handlowej. W edług pism a okólnego K edyw u K G A K w roz­ m aitych rozmowach telefonicznych i korespondencji stosowano określenia ogrodnicze, stwarzające pozory korespondencji lub rozm owy handlowej przedsiębiorstwa ogrodniczego. Okólnik ton podawał również dla powszechnego użytku oznaczenia, w edług których np. nabój nazyw ano pestką, pistolet maszynowy — polewaczką, pistolet ¡zwykły — kropidłem, granat typu filipinka — dynią itd. Analogią do tych oznaczeń były nazwy szyfrowe Sza­ rych Szeregów — »Pasieka« itp. Szyfrowanie liczb przekazywanych w rozmowach telefo­ nicznych czy korespondencji, a dotyczących adresów, ilościowego określenia materiałów i innych spraw następowało przez dodawanie stałej określonej liczby do liczby właściwej. Po decyzji dowódcy oddziału wiadom ość alarmowa wędrowała d o właściwej osoby również przez punkty alarmowe danej jednostki organizacyjnej. Specjalizacja w tym sysstemie łączności osiągnęła taki stopień zaawansowania, że m ożna było przekazać ¡informa­ cje dowolnej osobie w czasie niie przekraczającym 5 godzin.

B. W YW IAD Zaraz po wejściu w skład oddziału »Agat« „Rayski” dokooptował do .pracy w kiero­ wanej przez siebie służbie wywiadowczynię, rów nież pochodzącą z oddziału »Osa-Kosa«, „W andę” (Irena Jaroszewicz-Klim esz). Kolejnym i zaprzysiężonymi żołnierzami służby wywiadu przeniesionym i z oddziału »Dysk« były „Ew a” (Ewa Porauss-Płoska) i „H anka” (A nna Szarzyńska-Rewska). Podstawą pracy „Rayskiego” była zasada 120, że wywiiad m usi być prowadzony spo­ kojnie, rozważnie, obserwacje powinny trw ać tylko tyle czasu, ile jest niezbędne, m uszą być one absolutnie sum ienne, ale prowadzone tak, by wywiadowcy czy wywiadowczym zbęd­ nie nie narażać. W ychodził on bowiem ze siusznego założenia, że wyszokleni, sprawdzeni i działający wywiadowcy są zbyt cenni, aby dla skrócenia obserwacji o kilka dni narażać ich na aresztowanie. Sum a obserwacji pozwalała wyodrębnić stałe prawidłowości w po­ ruszaniu się osoby obserwowanej, skoncentrować n a nich rozpracowanie, uściślić i przeka­ zać dowódcy oddziału rozpoznaw any obiekt celem przygotowania planu operacji specjalnej. Aby to jednak było możliwe, obserwacje te m usiały być częste, stałe i dokonywane w róż­ nych miejscach, co oddają w pełni wspom nienia wywiadowczym „Ew y” : 120 Por. Aleksander Kunicki, dz. cyt., passim.

Organizacja oddziału

82

„P raca dla «Parasola» odróżniała się od wszystkiego, co robiłam przedtem i potem, i charakteryzowała się .przerażeniem, że sdę spóźnię. O d wczesneg młodości punktualność sprawiała m i wiele trudności i kłopotów, jednakże do chwili roboty w «Parasolu» nie zdołała nigdy wejść w istotne centrum m dich zainteresowań. Pierwsze spotkanie z czło­ wiekiem, którem u udało się m m c zm usić do poważnego zainteresowania zegarem, odbyło się chyba n a ulicy Chałubińskiego, a może n a placu Starynkiewicza, i skontaktował m nie z nim dowódca «Parasola». Człowiek miał wygląd spokojny. G dy zostaliśmy sami, stwier­ dził, że zwierzchnik spóźnił sdę pięć m in u t Starałam się zrobić m inę pełną ubolewania i błogosławiłam jednocześnie w duchu losy, które zdołały mnie przynieść na przystanek punktualnie. Przyszłam na czas pełna obrzydzenia.' Zegarka pilnowałam tego dnia ze szczególną irytacją. Nastawiłam go według chronom etru zegarmistrza, przed spotkaniem oglądałam wystawy w Alejach Jerozolimskich d wreszcie wyruszyłam n a oznaczony p u n k t tak, by nie przybyć tam ani za wcześnie, ani za późno, nie lubiłam bowiem stania na ulicy, chciałam je więc możliwie skrócić. Weszłam n a przystanek a w tej samej chwili nie­ omal zjawił się tam człowiek, z którym miałam odtąd pracować. N osił dla mnie pseudo­ nim »M arian« (był to jeden z pseudonim ów „Rayskiego” — pnzyp. P. S .). N astępnych spotkań było wdele przetz szereg tygodni, zawsze odbywały sdę n a ubcy d zawsze »M arian« stawał przede m ną wówczas, gdy wskazówka m inutow a pokazywała właściwą .godzinę. Za trzecim razem zaczęłam się niepokoić, za piątym owładnęło m ną zainteresowanie dla punktualności, gdzieś chyba koło siódm ego razu strach, że przedeż cu d ten nde m oże się powtarzać i wreszcie coś się stanie i spóźnię się. W prawdzie po jakimś czasie zauważy­ łam, że ten system poruszania się leży w granicach możliwości człowieka niepunktualnego, jednakże do końca nie m ogłam ochłonąć ze zdum ienia, że pozostaję jakoś w zgodzie z ze­ garkiem, wbrew swoim wszystkim przyzwyczajeniom, i że ów »M arian«, jak sdę zdaje, na szczęście nie pojmuje wcale, że nie m am żadnych skłonności w tym kierunku. Od tej pory wiem to już z pewnością: jeżełd sdę chce, m ożna wszędzie przyjść n a azas. W prawdzie nde zostałam człowiekiem idealnie punktualnym , gdyż «Parasob> nie miał dość gestapowców do zlikwidowania, by mogło to w płynąć zdecydowanie na zasadniczą synchroniczność mojego życia, jednakże przestałam raz na zawsze wierzyć swoim i cudzym wymówkom na tem at niespodziewanych przeszkód, które uniemożliwiają przyjście w porę, i ile razy ktoś usi­ łuje m i n a ten tem at coś tłumaczyć, przypom inam sobie »M ariana« d to, oo nazywam »układem planetarnym«. Bo poruszaliśmy sdę istotnie jak -układ planetarny: przycho­ dziło się na miejsce pięć m in u t przed nadejściem gestapowca, stało sdę gdzieś z boczku, najlepiej n a przystanku tram wajowym, najdłużej dziesfięć m inut, przy szczególnym za­ chwianiu ru ch u piętnaście m inut, gestapowiec przychodził, a człowiek odjeżdżał pierwszym lepszym tramwajem i następnie spotykał się z »M arianem «, by oznajmić m u epokowy fakt, że gestapowiec istotnie zrobił to, oo winden był zrobić, to znaczy przeszedł. Niemcy o większej fantazji poruszania się n ie zjawili sdę w mojej karierze, ludzie, którym prze­ kazywałam śledzonych d o inwigilacji i od których ach odbierałam, byli rów nie p u n k tu ­ alni jak ich dyrygent »M arian« i wszystko przebiegało bez zakłóceń, gdyż n ik t nie za­ chorował n a tyfus, nikogo nie złapali Niem cy d n ie przejechał nikogo tramwaj. Poza tym padał deszcz lub była pogoda. Gestapowcy nie różnili się bardzo od siebie: o wszystkich wiedziało się wiele rzeczy bardzo jednostajnych i dostatecznie potw ornych, by uważać za właściwe to, 0 0 sdę m iało stać d do czego przykładało się rękę. M atka m oja i siostra siedziały n a żeńskim oddziale Pawiaka — »Serbii« — o d 1941 r. i otrzym ywałam od nich grypsy. Po każdej niem al akcji n a mieście rozstrzeliwano zakładników w więzieniu. Napisałam więc d o m atki na Pawiak list, w którym oceniałam naszą walkę negatywnie. O trzym ałam wówczas taką odpowiedź: »N ie każdy rodzaj życia wydaje m i sdę o d p o ­ wiedni u myślę, że powinnaś to podzielać. Róbcie więc swoje, a m y robim y też swoje. Pamiętaj, że po nas żyć będą ¡inni ludzie i należy im oszczędzić upodlenia«. Uznałam, że odpowiedź przekreśla moje wątpliwości” 121. 121 Relacja Ewy Prauss-Płoskiej, 1, cytowana również przez A, Kunickiego, dz. cyt., ss. 187— 1 8 8 .

Żołnierze wywiadu

83

W nioski z dobrze przeprowadzonego rozpoznania m usiały być oparte n a dużej ilości dokładnych obserwacji. Dokładność polegała nie tylko n a wiernym zapam iętaniu paru szczegółów, które stanowiły bezpośredni cel obserwacji (np. n u m er auta, którym jeździł dany gestapowiec, iiazba towarzyszących m u w aucie osób), ale i zanotow aniu w pamięci wszystkich szczegółów sytuacyjnych, 'które m ogły m ieć znaczenie dla planowanej akcji zbrojnej (np. częstotliwość, liczebność i uzbrojenie przechodzących przez teren przyszłej akcji i w jego .pobliżu patroli niem ieckich). Obserwacje m usiały być rzetelne. W wypadkach, kiedy n ie było się pewnym jakichś szczegółów, należało to wyraźnie podać w raporcie (np. jeśli n ie było się pewnym n u ­ m eru sam ochodu, którym przejeżdżał danego dnia gestapowiec, lub liczby towarzyszą­ cych m u w aucie osób dtp. Było to konieczne, aby uniknąć sugerowania błędnych fak­ tów, co z kolei m ogło doprow adzić d o wyciągnięcia n a ich podstawie fałszywych uogól­ nień i wniosków, zgubnych dla późniejszego, .pomyślnego przebiegu akcji. D uża dlość obserwacji tych sam ych faktów ( przeprow adzanych regularnie w ciągu dłuższego czasu, np. co dzień przez m iesiąc) była .potrzebna do właściwego lich scha­ rakteryzowania, które w braku dostatecznej łilości obserwacji m ogło się stać zupełnie błędne, jako oparte n a przypadkowych danych. N p. ustalenie godzin wychodzenia ¡in­ teresującego nas gestapowca z dom u do pracy wymagało nieraz dłuższego cyklu codzien­ nych obserwacji, szczególnie jeśli godziny jego .pracy zm ieniały się w poszczególnych dniach tygodnia. Dłużej trwający okres obserwacji umożliwiał uchwycenie nawet rzadkich odchyleń cd typowego przebiegu obserwowanych faktów. N p. dla właściwego opracowania planu akcji zbrojnej duże znaczenie miało stwierdzenie, czy śledzony gestapowiec udawał się do pracy zawsze sam, czy też zdarzały się wypadki, że jeździł czy chodził w asyście. Skonstatowanie, że naw et — .powiedzmy — raz czy dw a razy w miesiącu asystowali m u uzbrojeni koledzy, musiało znaleźć swoje odbicie w planie akcji, gdyż należało być przy­ gotowanym n a najgorszą ewentualność i liczyć się z tym , że właśnie w dn iu akcji Niemiec może być w asyście uzbrojonych kolegów. Zachowanie się wywiadowcy pow inno było być takie, aby nie zwracało uwagi oto­ czenia. W ygląd (ubiór, wyraz tw arzy), miejsce pobytu, ruchy 'itp. w inny były być ty­ powe dla danego środowiska i czasu. N a przykład przeprowadzając obserwację uliczną wywiadowca nie m ógł stać nieruchom o d w patrywać się w jeden punkt. Szczególnie w miejscach, gdzie spodziewał się „obstawy” obserwatorów ze strony przeciwnika — zwłaszcza na terenie dzielnicy niemieckiej — musiał obierać jako miejsce obserwacji przy­ stanki tramwajowe, ławki w parkach dtp. lub też chodzić w zdłuż pewnej, zmienianej co pewien czas trasy. Jeżeli jakiś cykl obserwacji przeprowadzał w danym miejscu ten sam wywiadowca, to musiał zachować specjalne środki ostrożności — zmieniać, o ile to m o­ żliwe, -ubiór, miejsce obserwacji, trasy. Pow inien był przy tym zwracać uwagę, czy te­ ren jego pracy a o n sam nie znajdują się pod obserwacją przeciwnika. Poszczególni w y­ wiadowcy oraz wywiiadowozynie znajdow ali śię zawsze w czasie swej pracy obserwacyjno-rozpoznawczej w terenie pod doryw czą kontrolą „Rayskiego”. Sprawdzał on w te­ renie, czy wywiadowcy lub wywiadowczynie n ie znajdują się pod obserwacją ze strony nieprzyjaciela d czy nie są inwigilowani z zewnątrz. W takich przypadkach „Rayski” wyco­ fywał swoich żołnierzy z zagrożonego terenu. Były również przypadki, że niektórzy w y­ wiadowcy i wywiadowczynie sami zauważyli, że są ośrodkiem zainteresowania z zewnątrz przez podejrzanych osobników. W ówczas „Rayski” natychm iast przerzucał ich n a 'inny teren d ziałan ia.122

122 Służba wywiadu była w swej istocie i oodzienności służbą bardzo monotonną i w przed­ stawieniu opisowym mało pociągającą. Z tego powodu Aleksander Kunicki w swej cytowanej już książce Cichy front poza bardzo interesującą i wartościową warstwą wspomnieniową wpro­ wadza dla jej uatrakcyjnienia i uzupełnienia opisy zawarte w publikowanych opracowaniach.

Organizacja oddziału

84

Służba wywliadu przez cały czas swego istnienia, a więc d o lipca 1944 r., nie była li­ czebnie dużą komórką. 123 X 43 X I 43 X II 43 Liczebność męzczyzn Liczebność kobiet Współpracujący

5 3 1

5 3 2

5 3 2

I 44

II 44

5 3 3

5 3 2

V 44 VI 44 4 1 1

4 1 1

Ponadto była komórką najbardziej stabilną d o najwyższej średniej wieku, wynoszącej 36 lat. Kolejnymi żołnierzami zwerbowanymi przez „Rayskiego” do służby w wywiadzie byli trzej mężczyźni: „Baca” (Józef Beręsewicz) był kapitanem rezerwy prowadzącym firmę budowlaną, co pozwoliło m u pod osłoną jej interesów na dość swobodne poruszanie się i liczne różnorodne kontakty, zapewniające „Rayskiemu” uzyskanie wielu wycinkowych, sporadycznych inform acji, tak niezbędnych do pełnego rozpoznania.124 Inne zupełnie, ale szczególnie ważne w alory charakteryzowały „Żaka” (Ludw ik Żurek). Ludwik Żurek 125 urodził się 29 lipca 1900 r. w Warszawie, po ukończeniu szkoły śred­ niej odbywał w latach 1921— 1923 służbę wojskową, którą ukończył w stopniu sierżanta. W 1930 r. podjął służbę w urzędzie śledczym Policji Państwowej w m. st. Warszawie w charakterze wywiadowcy. W 1938 r. został oddelegowany do pełnienia służby w od­ dziale ochrony M arszałka Polski, Edw arda Śmigłego-Rydza. N a tym stanowisku zastał go w ybuch wojny. O puścił Warszawę, gdyż podlegał ewakuacji wraz ze sztabem głów­ nym Wojska Polskiego. Po 17 września 1939 r. został internowany w obozie w H usiatyniu, skąd uciekł i w październiku 1939 r. powrócił do Warszawy. W związku z rozporzą­ dzeniem w ładz niemieckich, wzywającym do rejestracji pod groźbą kary śmierci byłych funkcjonariuszy polskiej policji państwowej, „Żak” dopełnił tej formalności i został przez władze miejskie skierowany do pracy w charakterze członka komisji sanitarnej z ramienia władz policyjnych przy ekshumacji zwłok n a terenie V III Ośrodka Zdrowia w W arsza­ wie. Po roku pracy w tym charakterze, w porozum ieniu z K om endą Główną ZW Z, „Żak” został przydzielony do służby śledczej ,przy IX Komisariacie Policji Państwowej w W ar­ szawie. Służbę tę pełnił do czerwca 1944 r., to jest do m om entu, gdy zagrożony ujawnie­ niem przed władzami okupacyjnym i swej działalności konspiracyjnej porzucił pracę w po­ licji i do m om entu wyzwolenia ukrywał się w raz z całą rodziną pod przybranym nazwis­ kiem Leonard Żabiński. W latach 1940— 1941 „Żak” pracując w polskiej policji granatowej był równocześnie żołnierzem służby wywiadu K om endy Głównej ZW Z, rozpracowującym konfidentów polskiej policji granatowej i policyjnych służb niemieckich. W 1942 r. poznał „Rayskiego” i za jego pośrednictwem został przeniesiony jako oficer wywiadu do oddziału »Osa-Kosa«. Po jego rozwiązaniu „Rayski” wcielił „Żaka” do oddziału »Agat«. 123 Dane zaczerpnięte z miesięcznych meldunków i sprawozdań dowódcy oddziału, znajdu­ jących się w MiD W IH, CA K C PZPR, zwanych dalej meldunkami i sprawozdaniami. 121 Dość dokładnie jego postać opisał A. Kunicki, dz. cyt., ss. 133, 140, 195— 196, 200— 205. 125 Relacja Ludwika Źurka i dokumenty przekazane przez niego autorowi. Również cała najbliższa rodzina Ludwika Żurka pełniła służbę w Armii Krajowej, a dwaj jego synowie byli aktywnymi uczestnikami walk z okupantem. Starszy, Roman („Romek” ), urodzony w 1926 r., należał od 1942 r. do Szarych Szeregów, a od 1943 r. był członkiem oddziału specjalnego Komendy Głównej Armii Krajowej, »993/W«. Brał udział w tzw. akcji »Za Kotarą«, Por. Cezary Chlebowski, Bar „Za Kotarą”, „Perspektywy” 1970, nr 1. W czasie Powstania Warszawskiego, gdy oddział »993/W« występował pod nazwą batalion »Pięść«, Roman przebył w kompanii »Zemsta« szlak walk powstańczych na Woli i zginął w czasie obrony Starego Miasta. Młodszy syn, Kazimierz („Kajtek” ), urodzony w 1929 r., pełnił od 1943 r. służbę w Szarych Szeregach w hufcu Ziem Zachodnich, w drużynie im. Bolesława Chrobrego.

Żołnierze wywiadu

85

Kolejnego wywiadowcę „Żara” (Bogusław Ustaborow icz) „Rayski” poznał za po­ średnictwem swych przyjaciół, a równocześnie współpracowników, Cecylii d Franciszka Różalskich. Poznali go oni z mężczyzną, który siedział już na Pawiiaku, a aktualnie znaj­ dował się n a wolności. Był nim Bogusław Ustaborowicz, który został żołnierzem służby wywiadu oddziału »Agat«. Bogusław Ustaborowicz („Ż ar” ) urodził się 1 stycznia 1922 r. w Żychlinie, powiat K utno. Rodzice jego byli właścicielami cegielni Izabelin i Raków, ojciec prow adził firmę budowlaną.126 Służbę harcerską rozpoczął w 133. Mazowieckiej D rużynie Harcerzy w Ży­ chlinie, a od 1938 r. był drużynow ym 4. Mazowieckiej D rużyny Harcerzy w Łowiczu. Próbę podharcm istrzowską odbył n a kursie instruktorskim chorągw i mazowieckiej har­ cerzy w M ogiłach koło Rabki w lipcu 1939 r., zostając podharcm istrzem . We wrześniu 1939 r. z powodu nieprzyjęcia go w charakterze ochotnika do wojska, zaciągnął się do miejscowej Straży Obywatelskiej ii pełnił w niej służbę do dnia 17 września, to jest do chwili zajęcia Żychlina przez Niemców. Od pierwszych dni okupacji sam orzutnie organi­ zuje nasłuch radiowy, wydaje ręcznie pisane kom unikaty radiowe. Nawiązuje kontakty z harcerzami terenów przyłączonych do Rzeszy, zmierzające do wznowienia działalności harcerskiej w konspiracji. W październiku 1939 r. złożył przysięgę organizacyjną Służby Zwycięstwu Polski. W grudniu 1939 r. został umieszczony na liście deportacyjnej, lecz zdołał um knąć przed aresztowaniem. W kw ietniu 1940 r. został wysiedlony z m ajątku i w raz z rodzicam i zam knięty w obozie wysiedleńców -najpierw w Łodzi, później w K on­ stantynowie. W końcu kwietnia udaje m u się zbiec z obozu. Przedostaje się przez zieloną granicę do W arszawy i 3 maja 1940 r. rozpoczyna studia n a tajnych kompletach. We wrześniu 1941 r. ukończył kurs szkoły podchorążych Z W Z i przygotowuje się do pełnienia służby w leśnych oddziałach partyzanckich. W październiku 1941 r. w pobliżu w arsztatów rem ontow ych Luftw affe n a Mokotowie „Ż ar” został aresztowany w czasie przeprowadzania rozpoznania i osadzony na Pawiaku. Dzięki usilnym staraniom rodziny i przyjaciół został przeniesiony 21 listopada do wię­ zienia n a Mokotowie, a wkrótce potem wypuszczono go n a wolność. Powrócił do działalności konspiracyjnej i przeszedł przeszkolenie w wywiadzie m or­ skim, w celu rozpracowania rozmieszczenia schronów niemieckich łodzi podwodnych. Rozkazem dowódcy A rm ii Krajowej z dnia 11 listopada 1943 r. został awansowany na stopień podporucznika, już w czasie współpracy z „Rayskim” . Z kolei „Rayski” wciągnął do współpracy „K rystynę” (W anda Gąssowśka-Oczko). W anda z Gąssowskich Oczko była od grudnia 1940 r. do lata 1941 r. szefem łączności sztabu Inspektoratu Krakowskiego Z W Z, a potem pracowała w kom órkach legalizacyjnych ZW Z d A K , skąd przeszła d o służby wywiiadu w cddzialc »Agat«. W swej działalności „Rayski” posługiwał się również współpracownikami nie zorga­ nizowanymi, wykorzystując ich działalność w celu uzyskania inform acji uzupełniających lub przy wykonywaniu określonych zadań. Należał do nich: „M oździerz” (Franciszek Różalski) 127, „W arecki” (Feliks G ro­ chal) 128, „Robak” i „H alny” . Zarów no skład ich, jak liczba wahają się w poszczególnych miesiącach zależnie od konkretnych potrzeb. Uwidocznione w zamieszczonej powyżej tabeli zmniejszenie się stanu osobowego od­ działu między lutym a majem 1944 r. było wynikiem następujących wydarzeń: D nia 26 lutego 1944 r. przy rozpoznaniu S S -S turm m anna N aporry na ulicy 6 Sierpnia, nie opodal posesji n r 6, został aresztowany „Ż ar” wraz z drugim żołnierzem oddziału, „K urzaw ą” (Zbigniew W iśniewski). „Ż ar” pow tórnie znalazł się na Pawiaku, a później przebywał w kilku obozach koncentracyjnych. 128 Relacja Bogusława Ustaborowicza, 1,3 oraz dokumenty Archiwum Pawiaka. 127 Zmarł 8 stycznia 1977 r. 128 Działał na terenie Krakowa i szerzej omówimy jego działalność relacjonując przebieg operacji specjalnej »Koppe«.

Organizacja oddziału

86

W kwietniu 1944 r. w Alejach Ujazdowskich, przy rozpracowywaniu dra Ludw iga H ahna, została aresztowana przypadkowo n a ulicy „K rystyna” ii 2 maja tegoż roiku w grupie 20 osób rozstrzelana w ruinach getta.129 Również w kw ietniu 1944 r. opuściła służbę wywiadu oddziału „H anka”, podejmując walkę w oddziale partyzanckim A K n a terenie Lubelszczyzny.130 Niezależnie od wymienionych osób przy przygotowaniu operacji bojowych przez wy­ wiad „Rayski” korzystał z pomocy łączniczek podległych plutonów , o czym będzie mowa przy opisywaniu konkretnych akcji. Lokalem pracy „Rayskiego” oraz archiw um komórki wywiadu dywersyjnego »Parasola« było mieszkanie położone w W arszawie przy Żurawiej 29. Lokale, w których „Rayski” kontaktował się z dowódcą »Parasola«, znajdowały się u pp. M oniuszków przy ulicy Tucholskiej 39 oraz u pp. Konopków przy ulicy Gen. Zajączka 7. W tych też lokalach „W anda” przez cały czas działania służby wywiadu miała co­ dzienne dyżury p rzy telefonie w określonych godzinach rannych i popołudniowych. Łącz­ ność „Rayskiego” z kpt. „Pługiem ” była nawiązywana bądź w czasie dyżurów telefonicz­ nych w wym ienionych lokalach, bądź za pośrednictwem łączniczek dowódcy. Łączność „Rayskiego” z dowódcam i poszczególnych akcji bojowych była nawiązywana w edług z góry podanego przez kpt. „Pługa” dokładnego czasu i miejsca spotkania.' Łączność „Rays­ kiego” z wywiadowcami i wywiadowczyniami była nawiązywana w edług z góry omówio­ nego planu w oznaczonym czasie i miejscu, a. w sprawach nagłych i pilnych za pośred­ nictwem dyżuru telefonicznego.131 T ak było przez cały okres działalności konspiracyjnej oddziału.

C. K W A T E R M IS T R Z O S T W O Obsadzenie funkcji kwaterm istrza oddziału wymagało takiej samej rozwagi jak obsa­ dzanie innych funkcji, a może nawet większej. K w aterm istrz dużego oddziału podziem­ nego m usiał wykazywać się wieloma pozytywnym i cechami, ale przede wszystkim m usiał budzić zaufanie. Sprawowanie tej funkcji w konspiracyjnym oddziale to zupełnie inny zakres obowiązków, inne sposoby i kom ponenty działania n iż w przypadku kwatermis­ trza zwykłej jednostki wojskowej. Zakup broni, utrzym yw anie jej w stanie sprawności, należyte przechowanie i zabezpieczenie, transportow anie, przestrzeliwanie to działalność bojowa, a równocześnie rozchodowanie pieniędzy bez udokum entowania, czynienie często podrzędnych wydatków n a własną odpowiedzialność, w zgodzie z koniecznościami w yni­ kającymi z warunków , ale li z własnym sumieniem, to działalność skrupulatnie urzędnicza, będąca zaprzeczeniem braw ury, bojowości spontanicznej. Konglom erat cech takiego kwa­ termistrza, w dodatku dobrego, był tru d n y do osiągnięcia, toteż kpt. „P ług” przystał od razu n a kandydaturę w ysuniętą przez „Jerem iego”, który gwarantował jej prawidłowość. I tak funkcję kwaterm istrza kpt. „P łu g ” powierzył „Robertowi”. Wiesław Raciborski („R obert” ) urodził się w W arszawie 16 czerwca 1921 r. w ro ­ dzinie urzędniczej. O d 1935 r. uczęszczał do G im nazjum i Liceum im. ks. Józefa Ponia­ towskiego, w ram ach którego zaczęły zawiązywać się znajomości, a później ściślejsze wię­ zy koleżeńskie między nim i Jerzym Zborowskim, Bronisławem Fietraszewiczem, a szcze­ gólnie Stanisławem Huskowskim, z którym cały czas chodzili do jednej klasy. Weszły one w stadium ścisłego współżycia koleżeńskiego już w ostatniej klasie liceum, przera­ bianej na konspiracyjnych kompletach. W krótce po zdaniu m atury (w czerwcu 1940 r.) Stanisław Huskowski wciągnął Wiesława do żoldborsldego koła P E T -u . Dalsza jego droga 129 Władysław Bartoszewski, Warszawski pierścień śmierci, Warszawa 1970, s. 395. 130 Relacja Anny Szarzyńskiej-Rewskiej, 1,2. 131 Ustalenie Komisji Historycznej.

nRoberf*

*7

konspiracyjna wiodła również przez P E T do Szarych Szeregów i akcji »Wawer« (np. obie akcje megafonowe) W arszawskich G ru p Szturm ow ych, wreszcie do tworzącego się oddziału »Agat«. Brał udział w praw ie wszystkich rodzajach akcji »W awra«, później został dowódcą sekcji, obok Bronisława Pietraszewicza, podlegając służbowo w prost Je­ rzemu Zborowskiemu. W raz z pozostałymi kolegami brał udział w akcji pod Celestyn owem, stanowiąc w raz z Bronisławem Pietraszewrczem ubezpieczenie z kierunku pobliskiego posterunku niemieckiego. Był jednym z wielu kolegów kręgu petowskiego, n ie wybijając sdę n a czoło ć nie pozostając w tyle. Reprezentował jednak sobą ¿espół pozytywnych cech charakteru: sum ienność, obowiązkowość, rzetelność, skrupulatność, dociekliwość, n iep o ­ szlakowaną uczciwość. M usiały być to cechy wybijające sdę, zauważalne d sprawdzone, skoro „Jerem i” w .pierwszej rozmowie z kpt. „Pługiem ” dotyczącej organizowania od­ działu wysunął od razu kandydaturę „Roberta” n a szefa służby kwatermistrzowskiej »Aga­ tu«. Została ona przyjęta i przez cały okres działania oddziału służbą tą kierował, aż do przepłynięcia W isły na praw y brzeg z przyczółka czerniakowskiego w d n iu 21 września 1944 r. Ponadto po kursie w szkole Szelestowskiego udzielał w oddziale lekcji dżiu-dżitsu na kursach Wielkiej Dywersji. W kilka dni po objęciu przez „Roberta” nowej funkcji przydzielono m u łączniczkę „Irkę”. N ie była m u znana, ale cenne było to, że posiadała telefon w mieszka­ niu, możność założenia w nim skrytki, nieskrępowanego jego używania dla celów kwatermastrzowsfcich itd. Jednak po tygodniu okazało się, że jest to łączniczka „Rafała”, który się o nią upom niał. T ak wdęc „Jerem i” skierował następną, ale od pierwszego wejrzenia nie przypadła ona d o gustu i nie odpowiadała wymaganiom „Roberta”. Poddał ją więc ostremu egzaminowi d próbom , które tak wspomina: „Pierwsze pytanie zasadnicze: czy pracuje — tak pracuje. T o niedobrze — m yślę — ja m uszę mieć łączniczkę do dyspozycja w każdej chwili. G na n a to, że w każdej chw ili może wyjść z pracy, a jak będzie trzeba, to przestanie (pracować. Dalej pytam : — A telefon m a pani w dem u? —■N ie, w dom u telefonu nie m am , ale jest u sąsiadów i w każdej chwili nrnie poproszą lub przekażą wiadomość. Stwierdzam , że z racji pełnionych czynności trzeba będzie pisać na maszynie. — Czy pani pisze n a maszynie? — Owszem, piszę. — Ale czy pani m a maszynę? — Nie, m a­ szyny nie m am , ale m a siostra i może m i pożyczyć. — A czy u pani w mieszkaniu będzie można zrobić skrytkę na broń? Owszem, będzie można. P o rozmowie zapoznawczej poszedłem d o niej do mieszkania. Mieszkanie ogrom ne, wej­ ście ndekrępujące z klatki schodowej, n a 'której mieszkało dw óch praktykujących w dom u lekarzy. Jednym słowem nie znalazłem okoliczności, które by ją dyskwalifikowały. Powoli zacząłem się przyzwyczajać i zapomniałem o łączniczce, którą m i zabrano. Pewnego dnia na 2— 3 godziny przed godziną policyjną do lokalu .przy Grójeckiej 41, gdzie mieszkała przydzielona m i nowa łączniczka i w którym często bywałem, przyniesiono rozkaz, że jeszcze tego dnia należy przestrzelać dw a steny. T rzeba było najpierw obmyślić, jak to zrobić. N asz magazytn główny, rusznikam ia i strzelnica były dopiero w budowie. Stwier­ dziłem: — Zosiu, nie m a rady, bierzemy steny i jedziemy nad Wisłę, gdzie znajdziemy odpowiednie miejsce d o przestrzelania. — Gzasu było jednak mało i przed godziną poli­ cyjną trudno byłoby wykonać zadanie i w rócić do dom u, nie tylko do niej n a Grójecką, ale i do m nie n a Krasińskiego 20. Zosia doszła jednak do wniosku, że zadanie można wykonać n a miejscu, jeślibym zanocował u niej. Zaproponowała, żebym wyszedł jak zawsze do tram w aju, po czym wrócił i stwierdził, że z pow odu przerwy w kom unikacji nie zdążę dojechać do dom u. T ak też uczyniłem. M atce, która nie wiedziała, co robim y, ale orien­ towała się, że m am y coś wspólnego z konspiracją, powiedzieliśmy, że jeszcze trochę po­ pracujemy. G d y wszyscy dom ownicy usną, wyjdziemy do ru in znajdujących się naprzeciw dom u oddać parę strzałów i powrócić. G dy pora była już po tem u odpowiednia Zosia skonstatowała, że nie m a po co wychodzić z dom u, skoro to sam o m ożna .uczynić bez wychodzenia. W kuchni była loggia i na niej mieliśm y oddać strzały. Sprzeciwiłem się temu, bowiem w kuchni spała babcia, ale Zosia stwierdziła, że jest ona zupełnie głucha.

Organizacja oddziału

88

Naprzeciw loggii była pustka, a więc ryzyko trafienia kogoś albo zauważenia ognia nic wchodziło w rachubę. W yciągnęliśmy ze skrytki pistolety, wyszliśmy n a logglię i mówię do Zosi: — Jak doliczę do trzech, strzelamy. — M ój pistolet strzela, jej milczy. Babcia zaczyna się kręcić n a łóżku. M ówię jej, by oddała pistolet, to szybko strzelę, ale ona uparła się, że m usi sama. Wobec tego poinstruow ałem ją jeszcze raz. Nacisnęła m ocno spust i seria poszła. W tym momencie babcia rozbudziła się i m ówi zobaczywszy nas: — Zosiu, nalot! — W idocznie strzały w odległości paru m etrów od jej ucha wzięła za wybuchy bomb. Szybko pozbieraliśmy łuski, schowali pistolety do skrytki i w tym czasie rzeczywiście zawyły syreny alarm u lotniczego” I3*a. Ostatecznie stosunki między „Robertem ” d „Zosią” (Zofia Kozłowska) zacieśniały się coraz bardziej i w lutym 1944 r. wzięli ślub. „Zosia” z funkcja łączniczki stała się z bie­ giem czasu księgową, płatnikiem, kasjerką, godząc wszystkie te obowiązki. Jako druga łączniczka przyszła z kolei „K rysia” (K rystyna Brzywczy), a „B oruta” (Andrzej K rotowski) objął funkcję głównego magazyniera. T en skład głównego kierownictwa służby kwatermistrzostwa przetrw ał przez cały czas działalności konspiracyjnej oddziału 132: j DC-43 X-43 XI-43 XII-43 Liczebność mężczyzn Liczebność kobiet

2 2

2 2

2 2

2 2

1-44

JI-44

2 2

2 2

V-44 VI-44 1 2

1 2

Zadania postawione kw aterm istrzostw u przedstawiały się następująco: — opracowanie i wprowadzenie w życie takiego system u gospodarki finansowej, który by przy spodziewanym wzroście wydatków gwarantował całkowitą uczciwość, porządek i celowość wydatkowania; — jak najszybsze zwiększanie zapasów posiadanej broni, am unicji, materiałów wybu­ chowych i wyposażenia przez egzekwowanie przydziałów z Kedywu K G A K oraz nawią­ zanie kontaktów ze sprzedawcami b ran i; — stworzenie własnej rusznikarni; — zlikwidowanie lub zmniejszenie do m inim um „wpadek” przy przenoszeniu i prze­ chowywaniu różnych materiałów obciążających, przez zaopatrzenie oddziału w skrytki stałe i przenośne; — współdziałanie przy wynajmowaniu jak największej ilości garaży, gdzie bezpiecznie można by przechowywać zdobyte sam ochody oraz współdziałanie przy nawiązywaniu kon­ taktów z warsztatam i napraw czym i; — współorganizowanie zaopatrzenia sanitarnego; — zaopatrzenie w żywność n a wypadek nagłego wymarszu lub akcjii powstańczej; — przeprowadzanie stałych i częstych kontroli stanu broni oraz periodyczne omawianie wszystkich spraw gospodarczych z pododdziałam i; — organizowanie wyszkolenia w zakresie gospodarczym .133 Wysokość pierwszego budżetu oddziału n a sierpień 1943 r. jest znana. W ynosił on 207 880 zł, co w przeliczeniu n a rynkowy kurs dolara stanowiło około 1500 dolarów. Równocześnie pierwszy budżet miesięczny »Agatu« stanowił w zaokrągleniu 7,5% ogól­ nego budżetu K edyw u K G AK. Realizacja budżetu zależała i wiązała się z pracą intendentury oddziału. Działalność tej służby w w arunkach konspiracji była wyjątkowo skom­ plikowana i trudna. W ymagała dużej inw encji intendenta i kierowanych przez niego żoł­ nierzy, pomysłowości, zapobiegliwości i wyjątkowej uczciwości. Służba ta zdecydowanie I31a Relacja Wiesława Raciborskiego, 3. i*2 Meldunki i sprawozdania, passim. Stany w meldunkach, szczególnie w zakresie służb, nie pokrywają się z liczbą wymienionych ludzi, którzy pracując dla oddziału nic zawsze liczeni byli w stanach służb. 133 Relacja Wiesława Raciborskiego, 3.

Gospodarka finansowa

89

różniła się od pracy intendentury czy kwaterm istrzostwa w zwykłym wojsku, gdzie dzia­ łalność ta sprowadza się w zasadzie d o prawidłowego zapotrzebowania i rozprowadzania otrzymywanych środków. W przypadku oddziału podziemnego środki finansowe były po­ stawione do dyspozycjii przez Kedyw K G A K , ale o środki m aterialne intendent musiał starać się sam. Lim itow ane były wszystkie pozycje budżetu ii jego suma ogólna, której przekroczenie bez ograniczeń wskutek niespodziewanych wydatków mogło nastąpić w za­ kresie jednej tylko pozycji, obejmującej zakup broni, am unicji i wyposażnia bojowego. Główne pozycje pierwszego budżetu oddziału stanow iły rozchody ujęte ustaloną przez Kedyw K G A K nom enklaturą „wydatków wegetacyjnych”, w skład których wchodziły etaty, czyli wypłaty osobowe główne, dodatki uzupełniające w przypadkach koniecznych na zakup odzieży, indyw idualne opłaty za abonam enty na kursy samochodowe lub języ­ kowe, koszty pomocy łub inne opłaty dotyczące nauki ogólnej w łącznej wysokości 97 000 zł. Koleina pozycja to „lokale”, ujm ująca koszty wynajmowanych lokali kontak­ towych, garaży, lokali magazynowych, w sum ie 2400 zł. N astępne to koszty rzeczowe służby w yw iadu w wysokości 300 zł, kaszty wyszkolenia wojskowego i harcerskiego w su ­ mie 980 zł, kaszty utrzym ania samochodów (benzyna, części) w kwocie 7350 zł, lega­ lizacja (koszty związane z wyrabianiem fikcyjnych papierów dla ludzi i samochodów lub uzyskaniem niezbędnych form ularzy) w sum ie 3300 zł. Kolejna pozycja obejmuje koszty wykupu ludzi zatrzym anych .przypadkowo przez Niem ców — w -wysokości 2000 zł — oraz pozycja „Z akup broni, am unicji i sprzętu” w wysokości 39 845 zł (E x post dofinan­ sowano oddział sum ą 54 705 z ł) .154 Budżet sierpniow y oddziału został zestawiony i .porównany z wydatkam i za wrzesień 1943 r. przez Wydzitat K ontroli G ospodarki Piemężno^Materiałowej K edyw u K G AK,

Tytuł wydatku

W miesiącu sierpniu

wrześniu

2

3

1 Wegetacyjne i uposażenia Lokale i utrzymanie Łączność wewnętrzna Łączność zewnętrzna Bezpieczeństwo Wywiad Kedyw Wyszkolenie Przewozy Wydatki kancelar. Samochody Zapomogi Straty Różne Razem Na zakup sprzętu Ogółem:

96 850 2 358 780 75 1 700 295 95 984,50 245 266,10 7 340 — —

57 168 39 207

045 033,60 845 878,60

97 400 16 962,50 1 520 _

7 290 1 476 2 395,50 11 279,60 515 185 14 725 548 3 300 535 1158 131,60 96 576 254 707,60

Razem 4 194 250 19 320,50 2 300 75 8 990 1 771 2 490,50 12 264,10 760 451,10 22 065 548 3 300 57 580 326 165,20 136 421 462 586,20

% do ogól•

nej sumy wydatków 5 60,0 6,0 0,7 2,8 0,6 0,8 3,8 0,2 0,1 0,2 1,1 17,0 100,0 _ _ --------

184 MiD W IH, sygn. I I 1/29/3. Protokół spisany przez wydział kontroli gospodarki picniężno-materiałowej w czterech oddziałach Kedywu KG AK. Analogiczna kontrola w oddziale miała miejsce jeszcze w lutym 1944 r. na podstawie upoważnienia Komendanta Głównego AK z października 1943 r. i była przeprowadzana przez komisję w składzie: „Antoni Rawa” i „Wac­ ław 77”. Stwierdzili oni, że w początkowym stadium organizacji »Agatu« trudno było prze­ widzieć, jaka -suma wystarczy na jego potrzeby wegetacyjne, przeto rachunki wegetacyjne dwóch pierwszych miesięcy istnienia »Agatu« zamknięto niedoborem kasowym w łącznej kwocie

Organizacja oddziału

90

który przeprowadził w październiku 1943 r. kontrolę działalności kwaterm istrzostwa oddziału.135 Zarów no ogólna sum a budżetu, jak i kw oty poszczególnych jego pozycji m iały przez cały czas działalności okupacyjnej oddziału tendencję zwyżkową.13® sierpień 1943 r. wrzesień 1943 r. październik 1943 r. listopad 1943 r. styczeń 1944 r. luty 1944 r.

207 880 254 710 287 160 340 000 36C 115 521 089

zł „ „ „ „ „

W lutym 1944 r. wysokość wydatków z budżetu oddziału przedstawiała ¡Się następu­ jąco:

luty 1944 r. etaty lokale wywiad wyszkolenie samochody legalizacja wykupy pogrzeby zakup broni, amunicji i sprzętu

124 450 12 690 3 800 33 905 22 550 89 020 40 000 18 410 50 200

Wzrost % w stosunku do sierpnia 1943 r.

zł „ „ „ „ „ „ „ „

128 503 1260 3450 300 2700 2000 —

125

W zrost wydatków ogólnych i w poszczególnych pazyajach spowodował także przesu­ nięcia w procentow ym udziale poszczególnych pozycji budżetu oddziału, który porównaw­ czo, przedstawiał Się następująco:

Koszty

etaty lokale wywiad wyszkolenie samochody zakup broni, amunicji i sprzętu pozostałe

sierpień 1943 r.

marzec 1944 r.

46,0 2,2 0,2 0,5 3,5 20,0 27,6 100,0

41,0 5,0 0,6 8,9 7,3 26,0 11,2 100,0

.

W zrost wydatków i podniesienie udziału w całości takich pozycji, jak lokale, wywiad i wyszkolenie jest oczywisty, przy bardzo -nikłym iich poziomie w miesiącu początkowym. W zrost pozycji „sam ochody” jest także zrozum iały, choć mniejszy n iż przyrost liczby 26 165,20 (wydatki 326 165,20 mniej kredyt w wysokości zł 300 000) pokrytym z kredytów na zakup sprzętu, którego wysokość zredukowana została (309 700 — mniej niedobór kasowy 26 165,20) do kwoty złotych 283 534,80; wydatkowano na ten cel w sierpniu i wrześniu 1943 r. zł 136 421 — a zatem saldo kredytu specjalnego na zakup sprzętu na dzień 22 wrześ­ nia 1943 r. (283 534,80 minus 136 421 wynosi 147 113,80 zł). 133 MiD W IH, sygn. III/29/3. 136 Meldunki i sprawozdania, passim.

Rusznikamia

91

samochodów — od jednego w sierpniu 1943 r. d o średnio pięciu w m arcu 1944 r. W p o ­ zycji odnoszącej się do zakupu broni, am unicji i sprzętu w okresie początkowym (sier­ pień—wrzesień 1943 r.) główną rolę odgrywały w ydatki n a zakup m ap, kompasów, busol, pasów am unicyjnych i oporządzenia, a nie samej broni. Z akup broni staje się dominujący w tej pozycji począwszy od października 1943 r. W miesiącu tym zakupiono na czarnym rynku (broń była sprzedawana w większości przez samych Niemców na placach targo­ wych: na Kercelaku, za Żelazną Bram ą i innych 137) 19 sztuk pistoletów typu F N , kal. 7,65 m m , 3 pistolety produkcji polskiej typu Vis kal. 9 m m , d 1 pistolet kal. 9 m m typu Parabellum. D la przykładu podać można, że w m arcu 1944 r. wydatkowano na zakup P M -40 31 000 z ł i na am unicję 11 000 zł. Stan broni, który był główną troską dowództwa ! intendentury, nigdy nie był w oddziale wysoki i kształtował się następująco 138: 1943 r. X pistolety maszynowe pistolety kal. 9 mm pistolety kal. 7,65 mm rewolwery kal. 11,4 mm ręczne karabiny maszynowe granatniki amunicja kal. 9 mm filipinki

5 55 27 — ——

XI 7 44 23 13

1944 r. X II 7 46 21 13



— —



8000 55

7800 55

8730 55

I 10 41 21 13 1 1 8970 178

II 6 33 22 13

V

V II 5 42 16 9

9 52 14 10

2 1 2 1 1 1 3150 16 940 19 971 196 106 160

N iski stan uzbrojenia był powodem ustaw icznych m eldunków dowódcy oddziału do Kedywu K G A K , domagających się przydziałów broni, W m eldunku z października 1943 r. k p t „P łu g ” pisał: „O ddział jest w dalszym ciągu nie uzbrojony należycie do akcji w większym stylu. Potrzebuję m inim alnie dalszych 12 stenów i 4 erkaemów oraz m uszę dążyć d o w ym iany pistoletów P b (ty p parabellum — przyp. P. S.) n a visy. Ogółem potrzebuję jeszcze około 50 pistoletów kal. 9 m m . D la akcji w większym stylu potrzebuję rów nież około 20 kb” .159 D o pierwszych operacji specjalnych intendent m usiał pobierać broń d sam ochód z od­ działu OS »Jerzy«, o czym m ówi stwierdzenie k p t ,M ie tk a” ze styczniia 1944 r .140: „Ze 137 A K , D okum enty, t. III, s. 287. Depesza gen. „Bora” do Centrali z 23 lutego 1944 r. „Nadmieniam, że ceny za broń w dniu dzisiejszym kształtują się następująco: pistolet 9 mm 7 000 — za 1 szt. amunicji — 10 zł Kb 4 000 granat ręczny 200 pm 30 000 ckm 45 000 rkm 30 000 Kurs dolara papierowego równa się 150 zł”. 138 Meldunki i sprawozdania, passim. Równocześnie w swojej relacji Wiesław Raciborski, 1, pisze: „Od początku były czynione wysiłki w kierunku scentralizowania gospodarki bronią w ramach oddziału. W początkowym okresie broń znajdująca się w plutonach wchodziła w skład inwen­ tarza magazynu centralnego, który nią dysponował. Brak łączności między intendentami plu­ tonów, a później kompanii, a co za tym idzie nieznajomość magazynów poza swoją kompa­ nią zapewniały maksimum bezpieczeństwa. W związku z tym kwatermistrz miał ponadto szerokie możliwości kierowania przerzutów broni w razie »spalenia« jakichś lokali, a dowództwo mogło dysponować całą bronią jednostki (mobilizacja broni na akcję)”. W związku z tym można np. domniemywać, że w sprawozdaniu za maj 1944, pisanym 15 czerwca 1944
92

Organizącja oddziału

stanu oddziału została wydzielona grupa »Agat«, która była zaopatryw ana w broń i sprzęt samochodowy d o czasu usam odzielnienia”. Później starano się stopniowo uzupełniać broń ii wyposażenie własnym działaniem. W edług stanu ¡na dzień 4 września 1943 r. wy­ kaz źródeł pochodzenia broni d am unicji przedstawiał się następująco U1: a) z „fabryki”, czyli z produkcji AK: magazynki do 'wisów 142 7 3 szt., m agazynki do parabellum — 1 szt., filipinki — 100 szt.; b) z oddziału »Sztuka«: 5552 szt. am unicji d o kal. 9 m m (i 7,65 m m ; c) 05/06 »Daniel« (»kryptonim nie rozszyfrow any): 25 pistoletów typu Parabellum wraz z zapasowymi magazynkami, 4 pistolety typu C olt 9 m m w raz z zapasowymi m agazyn­ kami, 1480 szt. am unicji; d ) zakup od handlarzy: 3 pistolety typu Vis z 6 zapasowymi magazynkami, 19 pistoletów typu F N kal. 7,65 m m z 38 magazynkami, 2 pistolety typu F N kal. 9 m m z 2 zapasowymi magazynkami, 1 pistolet typu Parabellum z 1 zapasowym magazynkiem, 225 szt. am unicji; e) D ary osób prywatnych: 169 szt. amunicji. Posiadana przez oddział broń, am unicja i wyposażenie m usiały być z jednej strony odpowiednio magazynowane, z drugiej prawidłowo 'konserwowane i przeglądane. „R o­ bert” wspom ina to tak: „Aby .jakiś lokal wykorzystać n a magazyn broni, trzeba było mieć pewność, że jest bezpieczny, i sprawdzić, ozy jest suchy. Lokal taki m ógł być znany przez bardzo niewielką ilość osób z konspiracji. Dostęp do niiego winien być jak najbardziej ograniczony. W kilka tygodni po powstaniu oddziału przystąpiono do zorganizowania magazynu głównego, który mieścił się przy ulicy Czarnieckiego 17, koło placu Inwalidów. Była to willa jednorodzinna, bardzo zniszczona przez działania wojenne, o dużej liczbie zaka­ marków. W ocalałym pomieszczeniu mieszkał jedyny lokator — sierż. Roman Łuczak — rusznikarz z zaw odu (uzyskałem z n im kontakt przez »Jeremiego«). D o willi prowadziły dwa wejścia: jedno z ogrodu (od strony placu Inw alidów ), drugie od ulicy Czarniec­ kiego. W .podziemiu spalonego dom u oraz częściowo pod ogrodem urządzano obszerny (około 50 m 2) m agazyn i rusznikam ię. W łaz do podziemia zamaskowany był gruzem. Wszystkie prace związane z urządzeniem tych pomieszczeń wykonał »Generał« (Rom an Ł uczak), który pełnił funkcję rusznikarza d magazyniera. Kosztowało to m asę pracy i pieniędzy (wywózka ziem i), ale m agazyn był tak zakonspirowany, że m ógł przejść każdą rewizję. Po kapitulacji Pow stania m im o gruntow nych rewizji przechowało się tam kilka osób. D o tego stopnia był wygodny, że m ożna było w nim przestrzeliwać nowe egzemplarze brani maszynowej. Jeżeli chodzi o urządzenia rusznikam i, to udało sdę skompletować jedynie narzędzia do drobniejszych napraw . N a kilka miesięcy przed Powstaniem były przeprowadzane próby własnej produkcji .peemów. Niestety, zamierzenie to rozbiło się o brak gwintownicy do luf, którą spodziewano się zdobyć od rusznikarza niemieckiego. Akcja przeprowadzona była za późno. Rusznikarz m iał za zadanie, oprócz konserwacji broni znajdującej siię w magazynie głównym, przeprowadzać reperacje wszelkiej broni reklamowanej przez poszczególne kom ­ panie. Były przeprowadzane określone naprawy, ponieważ do dyspozycji były tylko n a ­ rzędzia ślusarskie (częściowo zakupione, częściowo — własność rusznikarza). Był taki

141 Meldunki i sprawozdania, październik 1943 r. 142 Typy i modele broni szczegółowo wraz z ich proweniencją, producentem i historią oma­ wia: Jaroslav Lugs, Handfeuerwaffen, Systematischer Überblick über die Handfeuerwaffen und ihre Geschichte , Band I/II, Berlin 1973.

Etaty osobowe

93

przypadek, że jeden ze stenów miał komorę nabojową za małą, tak że pocsisk n ie w cho­ dzi! do lufy i już tego defektu n ie m ożna było usunąć” .143 Rusznikarz oddziału był żołnierzem dobrze dobranym . Rom an Łuczak („G enerał” ) urodził siię 24 lutego 1899 r. w Izdebniku, województwo krakowskie. Był z zawodu ślusarzem. W 1920 r., po ukończeniu praktyki ruszn'ikarskiej w zbrojowni krakowskiej, objął funkcję rusznikarza w brygadzie strzelców podhalańskich. Potem ukończył wyższy kurs zbrojmistrzów Wojskowej Szkoły Uzbrojenia w Warszawie. Przed wybuchem wojny był instruktorem broni w Szkole Uzbrojenia W P w Warszawie. We wrześniu 1939 r. brał udział w walkach w obronie Warszawy, w czasie których zestrzelił z cekaemu, wystawionego w Cytadeli, samolot niemiecki. Wzięty w 1939 r. do niewoli niemieckiej uciekł z transpor­ tu i powrócił do Warszawy, gdzie od razu rozpoczął działalność podziemnego rusznikarza. W 1943 r. został stałym rusznikarzem oddziału »Agat«.144 Największą pozycją wegetacyjną budżetu oddziału przez cały okres jego działalności, choć mającą tendencję zniżkową w strukturze wydatków, były „etaty” . Etatów nie należy m ylić z żołdem wojskowym 145, którego charakter, przeznaczenie i funkcje były całkowicie odmienne zarówno w w arunkach pokojowych jak i tym bardziej wojennych. Każde wojsko daje swemu żołnierzowi całkowite i kompletne zaplecze m a­ terialne, z wyjątkiem wojska konspiracyjnego, rozwiązującego te sprawy — zresztą poło­ wicznie — właśnie za pomocą etatów, które w r. 1943/44 wynosiły miesięcznie: — wyższe dowództwo (dowódca, zastępca dow ódcy) — 2100 zł — cały etat — 1750 „ 1/2 etatu — 850 „ 1/4 etatu — 425 „ Do etatów mogły dochodzić dodatki: — dodatek bezpieczeństwa (kwota zm ienna) w przypadku „spalenia” lokalu, prze­ znaczony na urządzenie się w now ych w arunkach (był wypadek nawet zakupienia miesz­ kania); — dodatek drożyźniany na węgiel w okresie zimowym; — dodatek m undurow y w zależności od potrzeb (w każdym przypadku dokładnie przeanalizowany): gotówka bądź gotowe części ubioru, jak płaszcz, buty itp.; — dodatek rodzinny. Jeszcze .przed utworzeniem oddziału »Agat«, bowiem pod datą 31 m aja 1943 r., główny kwatermistrz K edyw u K G A K „Pożyczka” instruował: „Pracownicy, którzy m ają na utrzym aniu żony lub dzieci, otrzym ują dodatek rodzinny autom atycznie 600 lub 1200 zł. Pracownicy, którzy m ają n a utrzym aniu rodziny, m uszą złożyć pisemne oświadczenie, że ojciec lub m atka, ew. oboje rodzice są na ich wyłącznym utrzym aniu” 1459. Etaty otrzym ywała część członków oddziału w zależności od sytuacji materialnej, r o ­ dzinnej i czasu poświęcanego codziennie pracom konspiracyjnym. Sporadycznie etaty otrzymywali jednorazowo lub kilkurazowo żołnierze dotknięci przypadkam i losowymi. Poruszone zagadnienia zazębiały się z problemem braku norm alnych koszar wojsko­ wych zarówno w rozum ieniu stacjonarnym , jak i frontowym. Funkcje koszar spełniały własne dom y rodzinne chłopców i dziewcząt. Rodziny w znacznej części wiedziały o za­ angażowaniu swych dzieci w dziaiainość konspiracyjną i w większości uczestniczyły w niej, udostępniając mieszkania na zebrania i spotkania, na wykonywanie w nich skrytek i przechowywanie broni, materiałów wybuchowych lub sanitarnych. Stanowiły także

143 Relacja Wiesława Raciborskiego, 1, 2, 3. 144 Akta członkowskie ZO ZBoWiD. Ranny „Generał” po upadku Żoliborza w Powstaniu Warszawskim pozostał w rusznikarni przy ulicy Czarnieckiego 17 wraz z paroma innymi osobami i tam doczekał się opuszczenia przez Niemców Warszawy. 145 W sposób celowy i tendencyjny pomylił te pojęcia Z. Ziółek, dz. cyt., ss. 352—370. Por. Tomasz Strzembosz, Oddziały szturmowe konspiracyjnej Warszawy..., ss. 396— 407. i45a MiD W IH, sygn. III/29/7.

Organizacja oddziału

94

w Większości m ocne (zaplecze psychiczne i m oralne, a w niektórych tylko przypadkach — z uw agi na ogólną sytuację w okresie okupacji — stanowiły również zaplecze m aterialnofinansowe. Dom y rodzinne. Saskich, Pietraszewiczów, Zborowskich, Zajchowskiej, U lankiewiczów, Niepokojów, Gryglickiej, Jastrzębskich, Dziębowskięj (i wiele, wiele innych), by wymienić przykładowo tylko niektóre, najściślej związane z życiem codziennym od­ działu, stanowiły w pełnym znaczeniu tego słowa koszary żołnierzy, choć spełniały rów ­ nież funkcje -znacznie szersze. W wielu przypadkach rodziny te m iały z tego powodu zwiększone wydatki, a niekiedy były zm uszane do zm iany miejsc zamieszkania, a nawet do ukrywania się. T oteż budżet oddziału m usiał ujmować i te wydatki obok wydatków przewidzianych n a wynajem lokali ’k ontaktowych, które były zakładane poza dom am i r o ­ dzinnym i żołnierzy. W październiku 1943 r. przy stanie 143 Uk M pobierało etaty (pełne lub częściowe) 57 osób, to jest 41% stanu oddziału. W lutym 1944 r. procent ten spadł do 33, w m aju 1944 r. wyniósł 35% , a w łipcu 1944 r. zaledwie 21% .146 Jedna jeszcze spraw a odróżnia zdecydowanie etaty od żołdu. Wysokość żołdu zależna jest zawsze od stopnia wojskowego, a wraz z dodatkam i również od pełnionej funkcji. Tymczasem etaty nie różnicowały osób je otrzym ujących.147 K pt. „P ług” otrzymywał w formie poborów 2700 zł, podczas gdy ppor. „Rayski” 2900 zł (większa liczba osób na utrzym aniu). Szef kwatermistrzostwa „R obert” otrzym ywał tyle co jego łączniczka „K ry ­ sia”. tyle samo co adiutant dowódcy oddziału, tyle oo łączniczka „M arysia” czy wywiiatfowczynie „W anda” i „Pianka”. Chodziło tu bowiem o środki do życia, równe dla każdego człowieka, a nie o zróżnicowanie jego pozycji finansowej. Ponadto godny .podkreślenia jest fakt, że wysokość etatu np. kpt. „P ługa” w raz z d o ­ datkami charakteryzowała się wskaźnikiem około 10 : 1 w stosunku do przedwojennej gaży kapitańskiej, podczas gdy wskaźnik kosztów utrzym ania w Warszawie w lecie 43 r. wynosił około 45': 1 w stosunku do lipca 1939 r.148, a dochodził do 70 : 1 w połowie 1944 r., przy nie zmienionej wysokości etatu. Niezbędne jest również i w tej- kwestii zdanie sobie sprawy z tego, że oddział przez cały czas swojej działalności konspiracyjnej znajdował się w stanie bezustannej gotowości bajowej, w stanie alarm u dla tych żołnierzy • •

146 Tamże. 147 Meldunki i sprawozdania oraz relacja Wiesława Raciborskiego, 1, 2, 3. 148 Tamże. Niewątpliwie sytuacja ta w swoich aktywach i pasywach była wyjątkowa z uwagi na zasięg, bowiem etaty posiadały wszystkie jednostki Kedywu, również terenowe. Sprawozda­ nie półroczne za okres od 1 września 1943 -r. do 1 marca 1944 r. podpisane przez dowódcę Kedywu Okręgu Warszawskiego kpt. „Andrzeja” (Józef Rybicki) i przez niego udostępnione autorowi, zawiera następujące stwierdzenia: „Zły stan materialny żołnierza powoduje z samej racji swego istnienia niechęć, łatwość sugestii, krytycyzm niepotrzebny u danej jednostki (...) Mówi się dużo o oddziałach dyspozycyjnych KG, o ich uposażeniach, etatach itp. Mówi się o ich uprzywilejowanym stanowisku. Przez samo określenie tych oddziałów jako »pretorianie« wy­ chodzi na jaw wyraźny stosunek »dołu« do »góry«. Mówi się o łatwości uzyskiwania w »gó­ rze« funduszy na różne roboty, akcje, na wywiad itp. Wywołuje to rozgoryczenie, niechętny stosunek do tzw. »góry«, operuje się wtedy, rzecz jasna, ogólnikami wyrządzającymi krzywdę KG. Nie wchodzę tu w istotę rzeczy, czy zarzuty są słuszne, stwierdzam tylko fakt ich istnienia”. Omówienie tej sytuacji podane jest również we wspomnieniach dwóch żołnierzy Kedywu OW, Henryka a Ludwika Witkowskich, (K edyw m cy...y s. 286): „T a szarpanina między chęcią wykonania zadań likwidacyjnych a ograniczonymi możliwościami oddziałów w tym zakresie kosztowała nas dużo nerwów i napsuła sporo krwi. Pod adresem Komendy Głównej AK zaczęły padać krytyczne głosy, zarzucające jej brak troski o odpowiednio znośne warunki organizacyjnego d materialnego bytowania oddziałów bojowych Kedywu Okręgu. Ten i ów miał kolegę lub krewniaka w* oddziałach Kedywu KG AK, czasem po cichu wziął udział w prowadzonych przez nie akcjach, zaczęły więc przeciekać mniej lub więcej wiarygodne opo­ wiadania o posiadanym przez te oddziały uzbrojeniu, wyposażeniu technicznym i niemal nieograniczonych środkach finansowych na TÓżne cele. Nic więc dziwnego, że oddziały Kedywu KG AK traktowano jako wyjątkowo uprzywilejowane, czego dobitnym wyrazem było nadanie im w koleżeńskich pogwarkach nazwy »pretorianów«, naturalnie w dodatnim tego słowa zna­ czeniu”.

„Jerem?’

95

któnzy zapewniali jego zdolność m obilizacyjną (i w tej sytuacji nie mogli zająć srię spra­ wami własnej egzystencji i ludzi z nim i związanych.149 W ymienione wyżej etaty finansowe w ram ach rosnącego budżetu oddziału wymagały ewidencji. N a początku wystarczyło notow ać n a papierkach, potem zestawić bilans m ie­ sięczny, lecz później trzeba było zaprowadzić norm alną księgowość. Najwygodniejszy oka­ zał się w praktyce w pododdziałach system włoski, a centralnie system przebitkowy. Zdał on egzamin, bowiem wspomniane kontrole służby kwatermistrzowskiej oddziału stwier­ dziły, że: „Rachunkowość prow adzona jest przejrzyście i daje obraz całokształtu obrotów, a sprzęt oddziału jest należycie konserwowany i fachowo zabezpieczony” 15°. W łaśnie w celu jego uzyskania, fachowego ukrycia i prawidłowej gospodarki, we wrześ­ niu 1943 r. powstały w poszczególnych jednostkach organizacyjnych oddziału funkcje intendentów. I tak w I plutonie sprawowali je kolejno: „K ruszynka”, „Orldk” (W ojciech Czerwiński) i „O skar” (Ryszard K lim aszewski), w II plutonie: „ G ra f”, „K obza”, „Buks” i „N em o” (H enryk A dam czyk), w I I I plutonie: „Leszek”, „Szarak” (Bogdan W oźniak), „N u n a”, „Nowakowski” (Andrzej Tym ow ski). W raz z rozrostem funkcji kw aterm istrzo­ stwa w lutym 1944 r. wyłoniono z I p lu to n u IV p lu to n tzw. intendencki, którego d o ­ wódcą został „Rysiek” (Ryszard H offm an), a następnie „W ładek” (W ładysław W ajnert), a dowódcą drużyny „G ustaw ” (Stanisław Lewiński). Dowódcą 2 drużyny został później „F ernando” (Zbigniew Storożyński). Liczebność plutonu w ostatnim dniu lutego 1944 r. wynosiła 27 żołnierzy. Równocześnie w ram ach stanów 3 plutonów , a później IV plutonu, rozbudowano główną służbę kwatermistrzowską. Głównym magazynierem oddziału został we wrześniu 1943 r. „B oruta”, odpowiedzialnymi za zakup broni od-m arca 1944 r. — „W ładek” i „W iesław” (W iesław R inke), oficerem żywnościowym od czerwca 1944 r. — „Lubicz” (Zdzisław Sadow ski), a szefem plutonu gospodarczego — „Żbik” (Jan Kordulski) tw. Już we wrześniu 1943 r. „Robert” zaangażował fachowca do wykonywania skrytek stałych. Był nim „Szprycha” (Czesław B ożym ).152 W ykonał on przez czas działalności oddziału «kilkadziesiąt różnego rodzaju skrytek, znajdujących się, u różnych żołnierzy od­ działu, u różnych osób i w różnych miejscach 153. 149 Tomasz Szarota ( Okupowanej W arszawy dzień powszednią Warszawa 1978, ss. 240— 248) podaje, że koszt wykupu miesięcznych przydziałów kartkowych dla jednej osoby wyniósł w 1943 r. około 130 zł. Za te pieniądze otrzymywało się artykuły żywnościowe o dziennej war­ tości średnio 300 kalorii. Pozostałą niezbędną do życia i pracy ilość kalorii należało dokupić na wolnym rynku, płacąc średnio ceny: za 1 kg mięsa wieprzowego 132 zł, wołowego 88 zł, słoniny 180 zł, masła 200 zł, 1 litr mleka 14 zł, 1 jajko 5 zł, 1 kg cebuli 30 zł, 1 kg cukru 90 zł. W świetle powyższego etaty słusznie zostały nazwane „wydatkami wegetacyjnymi”, bowiem nie umożliwiały nic więcej poza przeżyciem z minimum sił do działania. 150 Por. Bogdan Kroll, Opieka i samopomoc społeczna w Warszawie 1939 — 1945, War­ szawa 1977, ss. 95— 100. 151 MiD W IH, sygn. III/29/7. 152 MiD W IH, sygn. III/29/3. Protokół oraz relacja Wiesława Raciborskiego, 1, 2, 3. St. sierż. Czesław Bożym („Szprycha” ) urodził się 21 Listopada 1899 r. w Kopinie, woje­ wództwo lubelskie. Jako syn małorolnego chłopa był zmuszony od 13 roku życia chodzić do pracy do dworu, aby pomagać rodzicom, gdyż miał 10 rodzeństwa. W dniu 11 listopada 1918 r. uczestniczył w rozbrojeniu Niemców. W grudniu 1918 r. został wcielony do wojska (34. pp w Dęblinie, później 1. pułk łączności). W czerwcu 1922 t. został zdemobilizowany. W 1928 r. rozpoczyna pracę w Warsztatach Amunicyjnych „Fort Bema” i jest tam zatrudniony do września 1939 r. W 1937 r. ukończył 7 klasę szkoły powszechnej. W listopadzie 1939 r. został przyjęty do pracy na budowie jako cieśla. W grudniu 1939 r. rozpoczął działalność konspiracyjną w ZOR (Związek Obrony Rzeczypospolitej), później w ZWZ (I Rejon Obwodu Wola, 31*6 plut.). Od września 1941 r. został zaangażowany jako kierownik stolami w tajnej drukami. Drukował „Rzeczpospolitą”, „Wolną Polskę”, „Dekadę”, „Biuletyn Informacyjny” . Było ich 3 stolarzy i 5 drukarzy. Drukarnia mieściła się przy ul. Siarczanej nr 3, a później przeniesiono ją w inne miejsce w marcu 1943 r. Stolarze nie byli już potrzebni. 153 Wymienić można dla przykładu: — magazyny główne: Czarnieckiego 17, „Zosia” — Grójecka 41a (skrytka w podłodze i na pawlaczu, „Boruta” — Uniwersytecka 4 (skrytka w podłodze), „Marychna” (Maria Zakrzewska) — Raszyńska 56 (skrytka w podłodze), „Robert” — Krasińskiego 20 (skrytka

96

Organizacja oddziału

Rozwinięcie służby kwatermistrzowskiej do opisanych rozm iarów było konieczne, ale nie było łatwe z uwagi na to, że w jej działalności potrzebne były nie tylko ogólne przy­ mioty ludzkie, ale i Wiedza fachowa. N a kilka dni przed objęciem funkcji „R obert’’, który w swej przyszłej pracy zupełnie się nie orientował, dostał wytyczne od dowódcy oddziału, a oprócz tego został zaznajo­ miony z ogólną m etodą pracy przez dwóch żołnierzy Kedywu K G AK, którzy mieli doświadczenie w tej dziedzinie. Dalsze wiadomości trzeba było zdobywać drogą doświad­ czenia w pracy i wzajemnego przekazywania ich. Było to jakby dorywcze wzajemne samo­ kształcenie. Planowe szkolenie zostało przeprowadzone na zorganizowanym kursie interndenckim d na kursie księgowości. K urs intendencki został zorganizowany w styczniu 1944 r. Uczestniczyli w nim w dwóch klasach żołnierze kwatermistrzowstwa, m. in. „Ro­ bert”, „B om ta”, „Zosia”, z I plutonu „O rlik”, „O skar” z II plutonu „K obza”, z III plukazu por. „Jerzego” przetormowującego »OS Wisła« na baon »Zośka«, z którego wcześniej księgowego, który udzielał lekcji prywatnie. Uczestnikam i tego kursu byli żołnierze kwa­ termistrzostwa: „R obert”, „B om ta”, „Zosia” oraz intendenci z plutonów i niektóre łącz­ niczki — razem około 15 osób.154 W e wrześniu 1943 r. kpt. „P łu g ” musiał powrócić do sprawy obsadzenia funkcji swego zastępcy. Stało się to nie tylko pod presją upływ u czasu, ale także wspomnianego już roz­ kazu por. „Jerzego” przeformowującego »OS Wisła« na baon »Zośka«, z którego wcześniej wydzielona grupa żołnierzy zyskała m iano 3. kom panii tego baonu pod dowództwem „Je­ remiego”. Kwatera Główna Szarych Szeregów desygnowała więc i uznała „Jeremiego” jako swego przywódcę tej kompanii. Był to niewątpliwy dowód uznania i docenienia osobo­ wości „Jeremiego”, ale też i zaskoczenie dla kpt. „Pługa” . W iadomość o wspomnianym roz­ kazie dotaría do kpt. „P ługa” w czasie zbieżnym z wykonaniem w dniu 7 września 1943 r. udanej akcji dowodzonej przez „Jeremiego”, w której zginął Bürkl. Zabrakło zatem lo­ gicznych argum entów, aby nadal opierać się nom inacji zastępcy dowódcy kom panii d kpt. „P ług” przedstawił kandydaturę „Jerem iego” na swego zastępcę płkowi „N ilow i”, który ją akceptował. W yraził on również zgodę na awans starszego szeregowca „Jerem iego” na podporucznika czasu wojny, by zmniejszyć różnicę stopni wojskowych między dowódcą kom panii a jego zastępcą. W szystkie wspom niane okoliczności nie mogły usytuować sto­ sunków dowódca kompanii — jego zastępca na najoptymalniejszych podstawach, toteż mimo uczciwości kpt. „Pługa” w podejściu do „Jerem iego” nigdy nie doczekał się on w dowództwie »Parasola« takiego uznania jakim darzono go w G rupach Szturmowych w podłodze) i Niemcewicza 9 (skrytka w podłodze), „Trzaska” (Eligiusz Tyszko) — Czosnowska 27 (skrytka w piwnicy domu jego matki — Janiny Tyszko); — skrytki I plutonu: „Oskar” — Rybaki 10 (skrytka w stajni), „Żbik” — Gdańska 2 (skrytka w podłodze), „Zeus” (Jerzy Kołodziejski) — Długa 10 (skrytka w parapecie i pod­ łodze), „Rafał” (Stanisław Leopold) — Sosnowa 3 (skrytka w podłodze), „Magdalena” (Anna Woźniak-Czarska) — Przejazd 2 (skrytka w podłodze), „Orlik” — u Jana Bożego (skrytka w podłodze), „Rysiek” — Gdańska 2 (skrytka w podłodze), „Jerzy” (Jerzy Wójcik) — Aleje Jerozolimskie, skład futer (skrytka w podłodze w suterenie), „Lot” (Jerzy Gebert) — Sło­ wackiego 32/36 (skrytka w podłodze), p. Zajchowska — Krechowiecka 6 (skrytka w szafie i w podłodze pod szafą); — skrytki II plutonu: „Orkan” — Świętojerska 18 (skrytka w podłodze), „Daniel” (Ry­ szard Dulniak) — Czerniakowska, „G raf” — Wilanowska 18, „Zawieja (Stanisław Wicherkiewicz) — Mątwicka, „Dewajtis” — Mokotowska (skrytka w tapczanie), „G ranat” (Wiesław Kuszner), „Sokół” (Zbigniew Kuszner) — Koło — osiedle domków drewnianych — magazyn materiałów wybuchowych); — skrytki III plutonu: „Misiek” (Zdzisław Nagórski) — WaLiców róg Ceglanej (skrytka w podłodze), „N una” — Radna 10 (skrytka w podłodze), „Szarak” — Żukowska 12 (w ścianie pod oknem), „Płat” (Tadeusz Polowiec) — Fabryka Norblina przy Żelaznej, w narzędziowni na terenie fabryki, oraz Zagójska 32 na Grochówie (w studzience na terenie domu), „Kurza­ wa” — róg Żelaznej i Krochmalnej (pokój nie zamieszkany, samodzielny, nie wiadomo obecnie, do kogo należał, skrytka w podłodze). 154 Meldunki i sprawozdania, styczeń 1944 r., oraz relacje Wiesława Raciborskiego, 1, 2, 3, Andrzeja Tymowskiego, 1, 3, Romana Łuczaka, 3, Czesława Bożyma, 3.

Instruktorzy

97

i »Pasiecer, chociaż w okresie służby „Jerem iego” w »Parasolu« da się zauważyć stale rosnące zaufanie kpt. „P ługa” do „Jerem iego”. Był on zresztą w czasie tej służby jedynym i stałym łącznikiem kpt. „P ługa” z organizacją harcerską. Jerzy Zborowski („Jerem i” ) urodził sfię 26 lipca 1922 r. w Warszawie. Pochodził z ro ­ dziny ziemiańskiej. Pradziad jego zm arł jako zesłaniec po Pow staniu Styczniowym, w cza­ sie którego walczył n a L/uibelszczyźnie, prababka, zaś ocalała, uciekając przed egzekucją z palącego się m ajątku, n a terenie którego znaleziono zakopaną armatę. Ojciec matka był ślusarzem-mechanikiam, praaaw ał -przez (jakiś czas :jaiko m aszynista kolejowy -i brał czynny udział w ruchach rewolucyjnych 1905 r. Ojciec Jerzego skończył Akademię Handlową w Kijowie, m atka zaś -już w niepodległej Polsce W yższą Szkołę N auk Politycznych.155 Jerzy, choć urodził się n a Starym Mieście, wychował się w środowisku żoKbarafełm. Uczęszczał do prywatnej szkoły p. J. Puchaczewskiej. Już w drugiej klasie wychowaw­ czyni nazywała go „naszym profesorkiem”. Później rozpoczął naukę w G im nazjum i Li­ ceum im. Adam a Mickiewicza, ale już d rugą klasę (przerabiał w G im nazjum i Liceum im. ks. Józefa Poniatowskiego na Żoliborzu. M iał zamiłowanie d o nauk ścisłych, w szczegól­ ności do chem ii i fizyki, udzielał także korepetycji z matematyki. O d najmłodszych lat był wątły fizycznie, a -wada -wzroku powodowała ¡konieczność stałego noszenia okularów. Stateczny charakter wraz z w rodzonym zam iłowaniem do myślenia składały się n a in ­ dywidualność o filozoficznym -poglądzie na życie, otaczające go stosunki i zachodzące wydarzenia.156 D o harcerstwa należał od 1934 r. i ono wycisnęło zasadnicze piętno na jego usposobieniu. D o jego najserdeczniejszych przyjaciół należał najpierw Janusz Diem, a póź­ niej Bronisław Pietraszewicz, Jan K ordulski, Wiesław Raciborski, Stanisław Huskowski oraz wielu -innych, z którym i później działał w organizacji P E T i w oddziale. M aturę zdał już n a tajnych kom pletach, utw orzonych przez grono profesorów z G im ­ nazjum ¡i Liceum im. ks. Józefa Poniatowskiego (Lisowski, Dąbrowski, Kiewlioz, Zbrożek i inni) fw 1940 r. P o m aturze zaczął uczęszczać d o Szkoły im. 'H. Wawelberga i S. Rotwanda (razem z Bronisławem Pietraszewiczem), ale studia w niej .przerwał, an­ gażując się coraz bardziej w działalność ‘k onspiracyjną, zwłaszcza — od 1941 r. — w prace P E T -u. T o właśnie środowisko, reprezentujące działalność zmierzającą do pogłębienia własnego światopoglądu, przepojone duchem hum anitaryzm u, wycisnęło w tym okresie zasadnicze piętno n a jego umysłowości i podejściu do problemów żyeda m im o przejawianej bogowośoi, a nierzadko brawury. W nim wiódł prym , wraz z nim rozpoczął działalność w akcji »W a­ wer«, a później w W arszawskich G rupach Szturm ow ych — OS »Jerzy« intensyfikując działalność harcerską. Był uczestnikiem akcji na Brackiej, pod Arsenałem, w Celestynowie, był dowódcą akcji mającej na celu Wysadzenie pociągu niemieckiego pod Gołębiem. Po przejściu do oddziału »Agat« otrzym ał dwie znaczące nominacje: naczelnika Szarych Sze­ regów z dnia 15 sierpnia 1943 r. m ianującą go podharcm istrzem 157 i szefa Kedywu K G AK z dnia 2 sierpnia 1943 r . 158 awansującą szeregowca „Jerzego” dowódcę patrolu przeprowadzającego akcję wykolejenia pociągu pod Gołębiem, za wykonanie zadania i doprowadzenie patrolu bez strat do bazy — na stopień starszego szeregowca. Funkcję zastępcy kpt. „P ługa” objął więc starszy szeregowiec „Jerem i”, petowiec (nie tylko w rozum ieniu przynależności do samej organizacji, lecz także w sensie osobowości i umysłowości) m ający już doświadczenie w akcjach, żołnierz, ale nie dość wysokiego szcze­ 155 Relacje Heleny Zborowskiej 1, i Krystyny Zborowskiej, 1. 156 Relacje Jana Kordulskiego, 1, 3, Adama Borysa, 3 i Witolda Florczaka, 1, 3. 157 A IH PAN, Zespół im. Marciniaka. Rozkaz L5, mp. 15 V III 1943, SS „Mianuję pha-mi dh. dh.: (...) »Kajmana Okularnika« (»Jurek Źoliborski«)”. 158 m í D W IH, sygn. III/29/9. Kedyw KG 2 V III 43. »Motor«. „Awansuję do stopnia st. szeregowca: 1. szer. »Kowalski Jurek« — «CR 500» 2. szer. »Sad« 450 »Nil«.”

98

Organizacja oddziału

bla dowódca. U zgodnił więc «z p łu g ie m ”, że on sam m usi popracować nad swoją wiedzą wojskową, a główną jego funkcją w oddziale będzie organizowanie szkolenia. Jako organizator szkolenia w oddziale „Jerem i” wykazał niezwykle dużo .inicjatywy i polotu. Intensyw nie pracując nad sobą zdobył m aksim um dostępnej m u wiedzy woj­ skowej, opanował m etody szkolenia wojskowego, zyskał m iano jednego z najlepszych wy­ kładowców i kolegów. Z dużo większym trudem przychodziło m u wyrobienie w sobie cech żołnierza-dowódcy. Lepiej czuł się w gronie swoich kolegów w plutonie niż -jako zastępca dowódcy oddziału. W pełni zdawał sobie sprawę, że sytuaqja iw kraju wym aga wykony­ wania tego typu akaji, a oddział mający tak tru d n e zadania m usi w sw ych form ach /pracy przestrzegać regulam inu wojskowego, uczuciowo jednak nadal były m u bliskie petDwskie hasła hum anizm u. Szukał dróg rozwiązania d la siebie i swych kolegów, chcąc upowszech­ niać w oddziale te wartości, które jemu samemu były tak bliskie. W ydaje się, że wielkość „Jerem iego” polegała na tym, że dokładnie wiedział, kim jest; miał pełną świadomość swoich możliwości i chyba także pełną świadomość swych braków. Równocześnie jednak jego doświadczenie nie okazano isię dla oddziału wystarczające w chwili, gdy zabrakło kpt. „Pługa” li gdy „Jerem i” m ając 22 lata został zm uszony oko­ licznościami do .pełnienia funkcji, d o której nie był przygotow any.159 Przygotowany zaś nie był dlatego, że w codziennym funkcjonow aniu aparatu dowodzenia prawie nie brał udzia­ łu. Nie był uczestnikiem codziennych odpraw dowódcy oddziału ani tzw. poczt central­ nych. K pt. „P ług” i „Jerem i” byłi wobec siebie lojalnii i darzyła się wzajemnym zaufaniem ; „Jerem i” czuł podziw i szacunek dla kpt. „P ługa”, zaś ten ostatni miał uznanie dla oso­ bowości „Jeremiego”, ale zabrakło czasu n a przekazanie doświadczeń i utrwalenie płyną­ cych z nich wniosków. W końcu września 1943 r. „Jerem i” został awansowany do stopnia podporucznika czasu wojny, a od 1 października objął funkcję instruktora klasy n a II turnusie szkoły podchorążych Szarych Szeregów, zwanej »Agricolą«.

D . S Z K O L E N IE W O JS K O W E Błędem byłoby sądzić, że ukierunkowanie „Jerem iego” n a szkolenie własne i żołnierzy oddziału było odsunięciem go na podrzędny odcinek działalności. Było wręcz przeciwnie. Szkolenie w ogóle, a w ram ach niego szkolenie wojskowe było przez cały czas działal­ ności oddziału jedną z najważniejszych i najbardziej pracochłonnych funkcji jego żoł­ nierzy. Z założenia mfiał to być oddział kadrowy i o składzie żołnierzy n a tyle wysoko kwalifikowanych, n a ile pozwalały na to konspiracyjne w arunki szkolenia. Sprawami szkolenia zajmowało się zresztą wielu wykwalifikowanych ludzi, i to nie tylko od chwili powstania oddziału, niektórzy bowiem z nich organizowali szkolenie jesz­ cze w ram ach Warszawskich G ru p Szturm ow ych - OS »Jerzy«. W szczególności należeli do nich niżej wymienieni: — ppar. „N iesz” (Stanisław N ow iński), urodzony 4 lutego 1909 r., absolwent Szkoły Podchorążych Rezerwy Artylerii we W łodzim ierzu W ołyńskim. — ppar. „Sulim a” (W alerian Przyborow sld), urodzony 25 czerwca 1908 r., absolwent Szkoły Podchorążych Rezerwy Piechoty w Zambrowie, — ,ppor. „K rzysztof” (Stanisław Strachalski) urodzony 6 stycznia 1906 r., absolwent Szkoły Podchorążych Rezerwy Łączności w Zegrzu, — phit. pchor. „G an d h i” (Gzesław K opczyński), urodzony 23 kwietnia 1919 r., ab­ solwent Szkoły Podoficerskie} dla m ałoletnich, — plut. pchoar. „Szprotka” (W ładysław H olender), absolwent politechniki we Lwowie na wydziale inżynierii lądowej,

159 Szczegółowiej mówię o tym w części dotyczącej Powstania Warszawskiego.

»Agricola «

99

— ppar. „Sam ” (K azim ierz G lazer), — ppor. „Spad"’ (Rom uald F lach ), urodzony 15 lutego 1911 r. — kpr. pchor. „M inoga” (W itold Florczak), urodzony 13 października 1920 r., ab­ solwent korpusu kadetów we Lwowie i konspiracyjnej szkoły podchorążych A K przy wojs­ kach pancernych w W arszawie.160 T oteż gdy w dniu 1 października 1943 r. rozpoczął się II turnus Szkoły Podchorążych Piechoty Szarych Szeregów »Agricola« 161, większość z nich znalazła się wśród instruk­ torów grupy żołnierzy »Agatu«, oznaczonej kryptonim em »Aniela«. Starszym grupy in­ struktorów został „Jerem i”, będąc równocześnie słuchaczem w tejże grupie, a ponadto wykładowcą taktyki dywersji (m inerki). »Aniela« gromadziła 35 żołnierzy »Agatu« zor­ ganizowanych w 6 klasach (w lutym 1944 r. doszły jeszcze 3 klasy). Ponadto w klasie dziewcząt uczyło się 7 łączniczek »Agatu«. Program »Agricoli« obejmował przedm ioty wykładane teoretycznie wraz z ćwiczenia­ m i praktycznym i stacjonarnym i lub terenowymi (patrz tabela na s. 100). Program »Agricoli«, jako jednej z wielu szkół podchorążych rezerwy piechoty organi­ zowanych przez konspiracyjne jednostki wojskowe, oparty był na wzorach i programie przedwojennych szkół podchorążych piechoty. T en w zór i program w oparciu o posiadane dostępne instrukcje i regulam iny zapewniał utrzym anie założonego z góry poziomu. Czas trwania szkolenia tego typu był określony teoretycznie na 9 miesięcy (I turnus »Agricoli« trwał od grudnia 1942 x. d o łipca 1943 r. — analogicznie II turnus miał trwać od wrześ­ nia 1943 r. do maja 1944 r.) Ze względu n a trudności organizacyjne przy prowa­ dzeniu szkolenia występowały tendencje do skrócenia tego okresu, tak np. II turnus zaczął się ostatecznie 1 października 1943, to jest o miesiąc później od zaplanowanego term inu. Zajęcia programowe przewidywane były 2 razy w tygodniu po 4 godziny wykładowe. Godzina wykładowa = 45 m inut, a zatem wykład szkoleniowy trw ał 4 razy po 45 m i­ nut, co w sum ie daje 180 m inut, a więc 3 godziny. D obór tematów, czyli rozkład lekcyj­ ny pozwalał na zmianę instruktora po 2 godzinach wykładu. W zasadzie zajęcia odbywały

180 Relacje Adama Borysa, Stanisława Nowińskiego, 1 ,2 , 3, Witolda Florczaka, 3, Waleriana Przyborowskiego, 3 i Stanisława Strachalskiego, 3, Romana Grzybowskiego, 4. 181 CA KC PZPR, sygn. 1666/1, R-684. „«Agricola» SS, mp. 1 XI 43 r. Rozkaz nr 1. Komendant «Agricoli» »P. Pomian« (Eugeniusz Stasiecki — przyp. P.S.). W dniu 1 paź­ dziernika 1943 r. rozpoczęliśmy II turnus «Agricoli» SS, d-howi »Ostoi Leonowi« powierzam pełnienie funkcji Z-cy Komendanta «Agricoli».” II turnus składał się z 5 grup oznaczonych kryptonimami: »Aniela«, »Basia«, »Celina«, »Dorota«, »Ewa« oraz dwóch klas kobiecych. W sumie słuchaczami w czasie jego rozpoczęcia było 155 żołnierzy, w tym 13 kobiet, a żołnierze »Agatu« stanowili mniej więcej 27% wszystkich słuchaczy. Instruktorów klas było 21. Jednakże w czasie jego trwania zaszły zmiany, o których mówił komendant Szkoły Podchorążych »Agricoli« hm. „Gustaw”-„Trzaska” (w przemówieniu wygłoszonym 23 maja 1944 r. w Warszawie na zakończenie II turnusu szkoły w czasie II od­ prawy: „Szkoła wg stanu na jej zakończenie liczyła ogółem 39 instruktorów, w tym 26 oficerów, 6 podchorążych przedwojennych na funkcjach oficerskich, 5 instruktorów minerki i dywersji lub broni, będących jednocześnie uczniami szkoły oraz 2 instruktorów motoryzacji. Wśród oficerów mieliśmy: 1 rotmistrza, 4 poruczników, 21 podporuczników; wśród personelu oficerskiego (32 łudzi) było 5 oficerów służby stałej oraz 27 oficerów i podchorążych rezerwy; według podzia­ łu na rodzaje broni mieliśmy: piechota — 18, artyleria — 8, kawaleria — 1, łączność — 3, saper — 1, broń pancerna — 1. Przechodzę z kolei do uczniów. Zgrupowani oni byli w klasach po 5— 6. Klas mieliśmy 40, w tym 2 żeńskie. Ogółem przeszło przez szkołę 289 uczniów, w tym 14 kobiet. Ukończyło szkołę 208 podchorążych i 9 kobiet. 9 uczniów w czasie trwania szkoły poległo (w tym 7 z »Parasola« — przyp. P-S.), 4 zostało aresztowanych i przebywa w więzieniu (w tym 2 z »Parasola« — przyp. P. S.). 37 zostało zwolnionych z różnych powodów (m. in. ranni, choroba, wyjazd z Warszawy, bezpośrednie zagrożenie rodziny itp.), 12 przekazano komendom prowincjonalnym, 10 przesunięto termin składania egzaminów na późniejszy. Odnośnie do wieku uczniów można ustalić, iż przeciętnie wynosił on 20— 22 lata. Najmłodszy z uczniów urodzony był 7 X 1926 r., najstarszy 4 IV 1905 r. Wykształcenie uczniów (tych którzy zdali egzamin koń­ cowy) było następujące: wyższe — 7, średnie — 183, techniczne — 27” ( Szare Szeregi..., s. 159).

Organizacja oddziału

100

się 2 razy w tygodniu, ale zdarzały się przypadki, że odbywały się także i 3 razy, jeśli powstało opóźnienie w kursie spowodowane względami organizacyjnymi (organizowane akcje, ewakuacja lokalu itp.) • Niezależnie od zajęć w dnie powszednie i także w niektóre niedziele planowane były zajęcia w terenie. T aki rozkład zajęć dawał miesięcznie około 32 godzin zajęć teoretycznych i około 16 godzin zajęć terenowych. Był to program w swym założeniu bogaty i dawał poza możliwościami dydaktycznym i możność oddziaływania wy­ chowawczego. We wspom nianym przemówieniu hm. „G ustaw ’’-„T rzaska” (Eugeniusz Konopacki) powiedział: „Program Szkoły opracow any został pod kątem wychowania m ło­ dego dowódcy, kandydata n a oficera, wyszkolonego w konspiracji, w azasie wojny i m a­ jącego być użytym: a) do akcji bojowych n a dziś, b ) do walk powstańczych, c) do walki i pracy w oddziałach, które pow staną w w yniku odtw arzania naszych sił zbrojnych. T e dwa pierwsze cele zadecydowały przede wszystkim o charakterze program u szkoły. Jaki tedy typ postanowiła wychować szkoła? T en typ charakteryzują następujące cechy: — wysoka ideowosć, wypływająca z niej miłość ojczyzny i pragnienie służby dla niej, — wyrobiony charakter dzielnego człowieka gotowego poświęcić swe życie dla sprawy, — podstawowe wyszkolenie żołnierza piechoty dywersyjnej, — dobra postawa osobista, zdolności dowódcze, umiejętność dowodzenia małymi oddzia­ łami do plutonu w łącznie”. Zajęcia szkoleniowe odbywały się przeważnie i wyłącznic w mieszkaniach uczniów i blokowały 2 razy w tygodniu (lub 3) aż na m inim um 3 godziny mieszkania rodziców, co było jednocześnie i utrudnieniem , i zagrożeniem dla zebranych. 162 „Jerem i jako starszy grupy instruktorów kierował organizacją szkolenia w grupach klas oddziału. D o jego obowiązków należało ustalenie z dowódcam i plutonów (w zasadzie w każdym plutonie były 2 klasy) dnia, godzin, i miejsca zajęć dla każdej klasy. Dowódca plutonu po ustaleniu rozkładu zajęć przekazywał go starszem u klasy. Łączność pomiędzy kierownictwem szkolenia, dowódcami plutonów i starszym grupy linstruktorów utrzym y­ wała łączniczka „A nia” (A nna H offm an). Rozkład zajęć, stale uaktualniany, przekazywany był na bieżąco codziennie przez łącz­ niczkę „Jeremiego” „N inę” (Janina Trojanow ska) o godzinie 9 rano na placu Trzech Krzyży najpierw przedstawicielowi dowództwa Szkoły, a później inspektorowi »Agricoli« „Fungusow i” (R om an Grzybow ski). Uzyskane stąd informacje, a zwłaszcza te, które dotyczyły zm ian do uprzednio ustalanych, były natychm iast przez łączników »Agricoli« przekazywane dalej instruktorom , zgodnie z zasadą, że starszy grupy instruktorów układał szczegółowy codzienny rozkład zajęć dla każdej klasy. Układanie zaś rozkładu zajęć w oikła-

Przedmiot

Wyszkolenie bojowe 163' Taktyka dywersja Minerka 165 Terenoznawstwo 160 Nauka o bron i107 Organizacja armii i służby wewnętrznej138 Samochody i broń pancerna 189 Higiena i pierwsza pom oc170 Saperka 171 Łączność 172

Wykładowca

„Sulima” „Jeremi” i „Pług” „Jeremi” „Niesz” „Gandhi” i „Pług”

*

„Sulima” „Minoga” i „Sam” „dr Maks” (Zhigniew Dworak) „Szprotka” „Krzysztof”

Tygo­ dniowa struktura % godzin 21,5 14,3 10,7 7,1 14,3 3,6 10,7* 7,1 3,6 7,1

162 Z uwagi na wymogą konspiracji klasy, zarówno w »Agróoołi« jak i w przypadku innych szkoleń, liczyły nie więcej niż 5— 8 osób. *•* P rz e d m io t ob ejm ow ał n astęp u jące zag adn ien ia: szkolenie w zakresie tak ty k i walki d ru ż y n y , a m ianow icie: d ru ż y n a w n atarciu , o b ro n ie, placów ka, szpica, straż ty ln a, straż b oczna, p a tro l. N ie m ając sto łu plastycznego, poszczególne rodzaje walki d ru ż y n y po szczegółow ym o m ó w ien iu te o re ty c z n y m b yły p rz e ra b ia n e p rak ty c zn ie na m a p a c h w skali 1 : 100 000. Ć w iczenia n a m a p a c h b y ły p rz e p ro w a d z a n e w n a stę p u ją c y sp osób : J e d e n

»Agricola «

101

dzie tematycznym i w wymiarze miesięcznym (w celu przygotowania instruktorów -wykladowców) należało do dowództwa szkoły. P o opracowaniu przekazywany był on starszemu grupy instruktorów w planach tygodniowych z zaznaczeniem treści wykładu i godzin. Zm ienność godzin i miejsc zajęć uaktualniane były bieżąoo, stąd codzienne kon­ takty w godzinach rannych. Oprócz szkolenia teoretycznego prowadzone było również szkolenie praktyczne w te­ renie z trzech zasadniczych przedmiotów: wyszkolenia bojowego, terenoznawstwa i wy­ szkolenia strzeleckiego. Ćwiczenia z tych przedm iotów prowadzone były w miejscowościach podwarszawskich z elew ów o trzy m y w a ł w obecności swych' kolegów w szystkie d a n e p o trz e b n e do p rz e p ro w a d z e n ia p rz e ra b ia n e g o ćwiczenia jako dow ódca d ru ż y n y . Z pozostałych kolegów w yzn aczał o n zastępcę, k arab in o w eg o , celowniczego i strzelców . N a s tę p n ie kolejno p rzy stęp o w ał do w yk on ania poszczególnych faz ćw iczenia. P o p e w n y m okresie czasu in s tru k to r p rz e ry w a ł ćw iczenie w ycofując dow ódcę d ru ż y n y jako „zabitego** lub „ r a n n e g o ” , a dalsze p ro w a d z e n ie ćw iczenia przek azyw ał jego zastępcy. Cwiczeaiia w zakresie d o w o d zen ia p lu to n e m ob ejm o w ały n a s tę ­ pujące te m aty : p lu to n jako stra ż p rz e d n ia , straż tylna, straż b o cz n a, n atarcie, o b ro n a , czata i o d d ział ro z p o z n a w ­ czy. K a ż d e z ćw iczeń było z a o p a trz o n e w m a p k ę w skali 1 : 100 000 i zaw ierało następ u jące d an e : położenie w łasne, położenie nieprzyjaciela, ro zk az o d aw stw o i w y ko n an ie. W te n sp osób w szyscy elew i p ró c z w ykładów mieli m ożność p rzestu d io w an ia i p rzed y sk u to w an ia o trzy m a n eg o m a teriału . N a s tę p n ie po d o k ła d n y m z a p o z n a n iu się z d a n y m ćw iczeniem było o n o szczegółowo o m a w ian e n a w ykładach w ra z z ró ż n y m i w a ria n ta m i decyzji dow ódcy o raz ich w ykonania. **« P rz e d m io t obejm ow ał taktyk ę niszczenia u r z ą d z e ń kolejow ych, d ro g o w y c h , zakład ów p rzem y sło w y ch , u rz ą d z a n ia zasad zek , atako w an ia tra n sp o rtó w , akcji u liczn ych , taktykę w alk w y p ad o w y ch w teren ie p o zam iej­ skim , a także su m ę dośw iadczeń w yniesionych z akcji ju ż p rz e p ro w a d z o n y c h . P rz y nauce tak ty ki dyw ersji posługiw ano się p o d ręczn ik iem d y w ersy jn y m (w y dan ie k o n sp iracy jn e w o d b itk a ch fo to g ra ficzn y c h ). im W y k ład y ob ejm o w ały n astęp u jące działy: m a teriały w yb u ch o w e, sp o rz ą d z a n ie m in , sieć ogniow a, zapalniki i d eto n ato ry , m in y kolejowe i ziem n e, lo n ty i ro d zaje o d p alan ia. W szystkie w ykłady b yły ilu stro w an e o d p o ­ w iednim i e k sp o n ata m i d o sta rc za n y m i n a w ykłady p rzez łączniczki oraz o p raco w an e w form ie sk ryp tó w . ies P ro g ra m w ykładów ob ejm ow ał następ u jące te m aty : w iadom ości p o d sta w o w e , w ojskow e znaczenie te re n u , m a p a i jej czytanie, oriento w an ie się w terenie i w y ko rzystanie m ap y , p o m o cn icze śro d k i. D u ż o czasu p o ­ św ięcano na n a u k ę rysow ania szkiców. W p ro g ra m ie u w zg lę d n io n o szkice n a oko, z m a p y , w idokow y, ogniow y, m arszo w y i zakw atero w an ia. N a u k a ry so w an ia szkiców i posługiw ania się m a p ą o d b y w ała się w czasie w yjazdów do m iejscowości pod w arszaw skich lu b n a terenach nie z a b u d o w a n y c h w W arszaw ie w czasie n o rm a ln y c h godzin w ykładow ych. Ja k o p om oce szkolne b y ły uży w an e m a p y polskie i niem ieckie w skali 1 : 100 000, kom pasy, busole, busole B ezard a, także u ży w an o do n auk i p o d ręcz n ik a pt. Z a sa d n icze w iadom ości z topografii, w ydanego p rzez sekcję W ojskow ego I n s ty tu tu G eog raficzneg o w Szkocji w 1941 r. «7 P ro g ra m w ykładów obejm ow ał b r o ń k ró tk ą, b r o ń m aszyn ow ą i k a ra b in y piech o ty o raz g ra n a ty . Z b ro n i długiej szczegółow o była w y k ład an a b u d o w a k a ra b in u i k arab in k a k b o raz niem ieckiego kb typ u M a u se r w z. 98. O p ró c z tego była w yk ład an a b u d o w a i działanie g ra n a tó w zaczep n y ch i o b ro n n y c h polskich, niem ieckich o raz specjalnych. S zczególny nacisk kład zio no n a b u d o w ę i działanie filipinek, d u ży ch i m ały ch, będących p o dstaw ow ą, obok pistoletów zw ykłych i m a szy n o w y ch , b ro n ią ko nsp iracy jn ą. N a k ażdy w ykład d o sta rc za n y b y ł o d p o w ied n i ty p b ro n i, tak że elew i mogli d o k ład n ie zapo znać się z b u d o w ą , w spółdziałaniem , ro zk ła d an ie m i sk ład an iem poszczególnych części (z w y jątk iem b ro n i d łu g ie j). B ro ń p o tr z e b n ą d o nau ki d ostarczały w ykładow com łączniczki, p o b ie ra jąc ją z m a g azy n ó w o d d z ia łu . P r z y n au c e posłu giw ano się niem iec­ kim i in stru k cjam i b ro n i (policyjnym i i W e h rm a c h tu ) o raz p olsk im p o d ręcz n ik ie m B ro ń m ałokalibrow a, w y d a ­ n y m p rzez P aństw ow e W y tw ó rn ie U z b ro jen ia w 1930 r. im W y k ła d obejm o w ał organizację a rm ii lądow ej i m orskiej, z a ró w n o polskiej jak i niem ieckiej, b arw y b ro n i i stopnie podoficerskie i oficerskie, w ty m ró w n ież i o r g a n iz a q i SS. Szkolenie m o to ro w e zostało om ów ione w tekście z uw agi na jego znaczenie, jak i w ielok ro tn ą ciągłość, nic zw iązaną ściśle z p ro g ra m e m »Agricoli«. N a to m ia s t p ro g ra m szkolenia o b ro n i p a n c e rn e j’ obejm ow ał: — W ujęciu h isto ry c zn y m : krótki zary s h isto rii b ro n i p an cern ej w okresie I w ojny św iatow ej (C a m b ra i, A rras, A b b e v ille ), ogólny opis i ch ara k tery sty k a ów czesnego czołgu, jak rów n ież p o ró w n an ie z m aszy n am i o blężn iczy m i w d aw nych czasach, zarys h istorii ro zw o ju b ro n i pancernej w w ojsku po lskim do 1939 r ., ogólne dośw iadczenia z użycia czołgów w w ojnie dom ow ej w H iszp an ii, zarys niem ieckiej d o k try n y użycia bro n i pancernej i wcielanie jej w życie w latach 1939— 1941. — W ujęciu in stru k ta ż o w y m : ogólny opis niem ieckich w ozów bojow ych z om ó w ieniem ich charakterystyki, przezn aczenia i z n a m ie n n y ch cech ro zp o zn a w czy c h w p o lu , organizacja niem ieckich jednostek p an c ern y ch do szczebla p u łk u , ogólne zasad y działan ia czołgów i sam o ch o d ó w p an c e rn y c h w poszczególnych fazach w alki, a więc: w ro z p o z n a n iu , w n a ta rc iu , w o b ro n ie i w m a rsz u i p ° st° i u oraz zasad y łączności, biernej i czynnej o b ro n y p rzeciw p an cern ej z u w zg lę d n ien iem ch arak tery sty k i jej śro d k ó w i ich skuteczności, zasady w spółdziałania p ie ch u ra z p ojed y n czy m czołgiem w raz z ch ara k tery sty k ą fo rm w y ko rzystan ia efektów działania bojow ego czołgu lu b sam o ch o d u p an c ern eg o w poszczególnych fazach walki. * Plus 16 godzin w arsztató w i 10 go d zin ja zd y sam ochodow ej w czasie całego kursu. i:o P ro g r a m obejm ow ał następ u jące te m aty : h ig ien a żyw ienia, składniki, kaloryczność, fizjologia traw ienia, (sc h o rz e n ia ), higiena w polu (san itarn e u rz ą d z e n ia polow e, higiena m a rs z u ), pierw sza p o m o c w zran ien iach (p ierw szy o p a tr u n e k ) . P rzy g o to w an ie do akcji (czystość osobista, lekki posiłek, w y p ró ż n ie n ie ). 171 W y k ład y z tego p rz e d m io tu m iały na celu za p o zn a n ie elew ów z u m o c n ie n ia m i polo w y m i i p raca m i w z a ­ kresie p lu to n u p io n ieró w p rz y p u łk u piechoty. W p ro w a d z a ją c je do p ro g ra m u szkolenia m ia n o n a celu z a z n a ­ jom ienie elew ów z za g ad n ie n iam i saperskim i, k tóre zn a laz ły b y zastosow anie w przyszłej walce ja w ­ nej. T e m a te m w ykładów b yły n astęp u jące za g ad n ie n ia: 1) o kopyw anie się, 2) stanow iska, ro w y , p u n k ty o b ­ serw acyjne, 3) stanow iska w szczególnych w a ru n k a c h , 4) oczyszczanie p rz e d p o la , przeszk o d y , 5) m askow anie, 6) niszczenie, 7) p rz e p ra w y , kładki, m osty. Ć w iczenia p rak ty c zn e p rz e p ro w a d z a n e były w m iejscowości D ą b ró w k ą n a linii kolejki dojazdow ej W a rs z a ­ wa— Ja b ło n n a , gdzie poszczególne klasy w yjeżdżały n a dw a dni. N a u k ę w tej m iejscowości p ro w a d z ił p od oficer saperów W ojska Polskiego ( N N ) . W jego d o m u elewi m ieli zakw atero w anie i w yżyw ienie. ł7t P ro g ra m tych w ykładów obejm ow ał słu ż b ę g ońców i telefoniczną łączność d ru to w ą . W łączności telefo­ nicznej elewi zap o znaw ali się p rak ty czn ie z c e n tralą telefoniczną p ięcio n u m ero w ą o raz z polo w y m i a p a ra ta m i telefonicznym i, p olskim i niem ieckim . P ró cz tego b yły o m aw iane sp osob y p ro w a d z e n ia polow ych sieci telefo­ nicznych i m ożliw ości w yk o rzystan ia sieci miejskiej. Jak o p o m o c y szkolnych u ży w an o p o d ręcz n ik ó w łączności konspiracyjnych w y d ań , a zajęcia p ra k ty c z n e p rz e p ro w a d z a n o za p o m o cą centrali i a p a ra tó w p olow ych, polskiego i niem ieckiego p o cho dzenia.

Wstępny szkic rejonu Wólki Węglowej wykonany przez „Jeremiego” (Jerzy Zborowski)

K ursy bojowe

103

Szczegółowy szkic południowo-wschodniego fragmentu Puszczy Kampinoskiej odręcznie wyko­ nany przez „Jeremiego” (Jerzy Zborowski) w celu wyboru terenów na strzelnice. posiadających większe zespoły leśne, takie jak wschodnia część Puszczy Kampinoskiej, a zwłaszcza okolice Wólki Węglowej i wzgórza 93, Choszczówki, Legionowa, Czarnej Strugi, Pustelnika, Powsina i P łu d .173 W ytypowana do ćwiczeń w daną niedzielę czy święto klasa otrzymywała następujące dane: stację odjazdową, godzinę odejścia pociągu, i stację docelową. Cala grupa rozmieszczana w poszczególnych wagonach dojeżdżała do wskazanej stacji, skąd pojedynczo lub dwójkami, w dużych odstępach czasu, pozwalają­ cych jednak n a zachowanie łączności wzrokowej z instruktorem , docierała do obranego przez tegoż instruktora miejsca, gdzie rozpoczynano ćwiczenia. Po ich odbyciu (ćwicze­ nia trwały zazwyczaj 4— 6 godzin) powracano w tym samym szyku do tej stacji, na którą przyjechano, lub sąsiedniej, o ile leżała w dogodnej odległości. Ćwiczenia pozwalały elewom na skoordynowanie nabytych w czasie wykładów wiado­ mości teoretycznych z praktycznym ich wykorzystaniem, stosownie d o rzeźby terenu. Równocześnie mieli oni możność praktycznego zapoznania się z wszystkimi cechami, dodatnim i i ujem nym i, jakie m iało ukształtowanie danego terenu, na którym odbywały się ćwiczenia. W czasie ćwiczeń elew mógł praktycznie i bezpośrednio zetknąć się z for­ mami dowodzenia i kierowania podległym oddziałem, uczył się rozkazodawstwa i .przy­ swajał sobie m etody wałki.174 173 O strzelnicach a innych zadaniach terenowych, w których brali udział nie tylko słuchacze »Agricoli«, będzie mowa w jednym z następnych rozdziałów. 174 Głównym zadaniem szkoleniowym tego kursu »Agricoli« było wysadzenie torów kolejo­ wych pod Płochocinem, o czym będzie szczegółowo mowa w jednym z następnych rozdziałów.

104

Organizacja oddziału

Niezależnie od ćwiczeń terenowych elewi w ram ach wyszkolenia samochodowego uczyli się prowadzić sam ochody n a ulicach m iasta d w okolicach podmiejskich. Wyszkolenie motoryzacyjne sięga zresztą swym i początkam i 1942 roku i dla tych zespołów harcerzy »Ula Wisła«, .później żołnierzy W arszawskich G ru p Szturm ow ych-O S »Jerzy« rozpoczęło się w oficjalnych szkołach sam ochodowych Brylińskiego, Tuszyńskiego lub Sroczyńskiego, albo już w 1943 r. n a kursach o kryptonim ie »Iskra« organizowanych przez same G rupy Szturmowe. W ykładowcami byli tam żołnierze różnych oddziałów, a wśród n ic h „S am ”, „M inoga”, „W yrw a” (P io tr Stachiew icz), przy opracow aniu zaś program u brali udział ppor. inż. W ładysław Rudziński i p p o r, dnż. Kazimierz Pogorzelski. D o program u szkole­ nia motorowego wchodził zakres szkolenia norm alnych cywilnych szkół samochodowych w zakresie um iejętności prowadzenia samochodów i motocykli, z uwzględnieniem p o d ­ stawowych zasad ich konserwacji przez użytkownika, uzupełniony zakresem zasad prow a­ dzenia pojazdów w w arunkach terenowych oraz w trudnych w arunkach atmosferycznych, jak również uzupełniany zasadam i dyscypliny marszowej d postojowej d o szczebla kompanii transportowej lub kolum ny marszowej kom panii piechoty zmotoryzowanej. W ram owym ujęciu program ten obejmował: — budowę i zasadę działania silników spalinow ych samochodowych d motocyklowych, dw u- d azterosuwowych, nisko- i wysokoprężnych; — budowę układu napędowego m otocykli; — budowę podw ozi sam ochodowych w raz z zespołami przeniesienia napędu w sam o­ chodach osobowych, ciężarowych, tak norm alnych jak i terenowych, używ anych w arm ii niemieckiej, ze specjalnym uwzględnieniem budowy, zasad działania i obsługi; — budowę i zasadę działania m echanizm ów napędawo-kierowniczych podwozi pół­ gąsienicowych niemieckich ciągników wojskowych, a n ad to budowę i 'zasadę działania oraz obsługi eksploatacyjnej skrzyń przekładniowych o sterow aniu olejowym; — budowę oraz zasadę działania i obsługi podzespołów układów: hamulcowego, sm a­ rowniczego silnika i podwozia, paliwowego silnika i instalacji paliwowej, instalacji elek­ trycznej silnika i podwozia, chłodzenia silnika; — budowę i zasady konserwacji d zm ian ogumienia pojazdów kołowych oraz gąsienic ciągników; — obsługę pojazdów przed dch uruchom ieniem oraz obsługę letnią i zimową; — prowadzenie pojazdów w terenie oraz w w arunkach zim owych; — zasady tworzenia d rozwiązywania kolum n sam ochodowych iw w arunkach poło­ wych ; — zasady dyscypliny marszowej i regulacji ruchu kolum n m arszowych sam ochodo­ wych. Znaki i sygnalizacja ręczna. W zakres pom ocy naukow ych wchodziły: — podręczniki szkoleniowe, — niemieckie tablice poglądowe zespołów pojazdów, — niemieckie m odele przekrojowe silników i układów, — własne oddziału lub „wypożyczane” z ulicy sam ochody osobowe, — w arsztaty oddziału lub w arsztaty zaprzyjaźnione. D o znakom itego uzupełniania wiedzy zdobywanej na wykładach służyły takie lektury jak 175: — D er kleine Peter , w ydaw nictw o po xilarne w 20 zeszytach, stanowiące bardzo skon­ densowany wyciąg z dzieła niemieckiego inżyniera Petera pt. D er K raftm agen, Zamiesz­ czone w nim doskonale poglądowo opracow ane ryciny, zrozum iałe naw et dla nie znają­ cych języka niemieckiego elewów, zwięzły i prosty tekst, a nadto form at zeszytów tego

176 Książki te kupował autor w „Deutsche Buchhandlung” przy ul. Nowy Świat 12 lub przy Krakowskim Przedmieściu 15,

Szkolenie » M oto «

105

opracowania, nie obciążający-kieszeni ani teczek konspiratorów, oddały wielkie usługi w szkoleni^. — H a n d b u ch fü r K ra ftfa h rer — podręcznik szkolenia motorowego, opracowany i prze­ znaczony dla szkolenia w anmü, m arynarce d lotnictwie niemieckim, w ydany przez E. S. M ittler u. Sohn, Berlin 1939, — D er S o ld a t als K ra ftfa h rer — wojskowe vademecum kierowcy, — D ie F a h rt im G elände — podręcznik prowadzenia pojazdów w w arunkach tereno­ wych i zimowych, — D er W agen im W in te r — specjalna instrukcja obsługi samochodów w zimie, w w a­ runkach fro n tu wschodniego, — B ild w ö rterb u ch — D as K ra ftfa h rw esen — słownik ilustrow any z dziedziny m oto­ ryzacyjnej. Z podręczników w ydanych przez »Agat« we własnym zakresie należy wymienić: — N o w o cze sn y siln ik sam o ch o d o w y opracow any przez instruktora „Sam a” pod kryp­ tonimem „¿nż. Stefan Adamczewski” , — K u r s y doskonalenia zaw odow ego dla kierow ców i m echaników sam och o d o w ych we Lw ow ie. Podręcznik zawierał bogaty m ateriał ilustracyjny, wykonany na papierze fotogra­ ficznym i światłoczułym. Tekst liczył 95 stron d ru k u powielaczowego w form ie A4. Wreszcie wiosną 1944 r. uzyskano bezcennej wartości egzemplarz niemieckiej instrukcji wojskowej, zawierającej na 480 stronach druku fotografie i opisy techniczne 240 typów niemieckich pojazdów specjalnych i pancernych, z różnym i rozwiązaniam i nadw ozi dla poszczególnych rodzajów broni i służb arm ii niemieckiej. T en ściśle tajny egzemplarz, pozostawiony przez jednego z dowódców niemieckich w kieszeni umieszczonej w drzwiach samochodu dowodzenia, został zabrany przez żołnierzy I I I batalionu pancernego AK w czasie napraw y instalacji elektrycznej sam ochodu w jednym z warsztatów tzw. Heereskraftfahrparku i przez ośrodek pancerny przekazany oddziałowi. D o wyszkolenia m otoryzacyjnego przywiązywano wielką wagę w oddziale. Program tego szkolenia w ram ach »Agricoli« był tylko wycinkiem całości szkolenia organizowanego dla coraz to nowych zespołów żołnierzy do końca działalności konspiracyjnej oddziału. Niemożność objęcia szkoleniem »Agricoli« /»rów no wszystkich chętnych żołnierzy, jak i zaistnienie możliwości d konieczności doszkolemia -tych, którzy jeszcze do »Agricoli« tnie byli przygotowani, spowodowała utw orzenie w 1944 r. przez C entrum Wyszkolenia W oj­ skowego K om endy Głównej Szarych Szeregów 176 szkoły niższych dowódców o 'kryptoni­ mie »Belweder« (także »Sonda«). Program jej był w istocie znacznie skróconym — bowiem przerabiano go w ciągu dwóch miesięcy — program em szkoleniowym »Agricoli«. Rów­ nież i w »Belwederze« oddział posiadał swoje klasy elewów, a d o grona instruktorów zo­ stali włączeni słuchacze »AgricoM«: „K am a”, „Akne” (L idia Kowalczyk-Strzelecka), „Jaxa” (Edw ard Leszczyński), „Scarlett” . Ponadto żołnierze oddziału przeszkałani byli n a trzech kursach o .powtarzalnych tu rn u ­ sach: -jednym z nich był kurs o kryptonim ie »Wielka Dywersja« (w skrócie »W D«, żartem mówiono: „Idę n a w ude” ), drugim był kurs -instruktorów b r o n i 177, a trzecim, organizowa­ nym przez Kedyw K G A K , wielomiesięczny kurs m inersko-dywersyjny o kryptonim ie »Zagajnik« lub »Filtry«.178 W spraw ozdaniu z działalności »Filtrów « za okres od 1 września 1943 r. d o 29 lutego 1944 r. (zał. 4, tab. I) podano zestawienie słuchaczy z poszczególnych oddziałów (zob. tabelę na s. 106). K urs »Wielkiej Dywersji« trwał 3 tygodnie, wykłady odbywały sdę 4— 5 razy w ty­ godniu, po 5— 6 godzin dziennie. W zakres program u wchodziły m. in. takie przedm ioty, jak: m inerka, bronioznawstwo, dywersja przemysłowa, taktyka zespołów dywersyjnych, 176 Relacje Stanisława Broniewskiego, 3, oraz Czesława Kopczyńskiego, 3. 177 Relacje Czesława Kopczyńskiego, 3 i Feliksa Wojtulewicza, 3. 178 MiD W IH, sygn. III/29/7. Sprawozdanie z działalności »Filtrów«.

Organizacja oddziału

106

Zestawienie słuchaczy z poszczególnych oddziałów z uwzględnieniem klasyfikacji za okres 1 września 1943 — 20 lutego 1944 Liczba słuchaczy »Deska« »Pegaz« »Pegaz«—harcerze »Dysk« »Baszta« •••

Razem »Pegaz« %

Dowódcy grup

Dowódcy patroli

Wyko­ nawcy

4 14 8

30 20 6

3 2 —

-----







-----



-----

40 37 6 3 12

5

4

•••

•••

•••

174 24,7%

49 44,9%

97 26,8%

• 9 22,2% ••

Nie ukończyli -

1

•••

5 20%

dżiu-dżitsu, pom oc sanitarna, zajęcia praktyczne ze sposobów użycia broni, składanie i roz­ bieranie broni w m ierzonym stoperem czasie, wreszcie wykłady z toksykologii stosowanej. „K rzyś” (A ndrzej Ziemilski) wspom ina je tak: „Najlepiej chyba pamiętam te zajęcia (odbywały się n a Złotej), a zwłaszcza postać wy­ kładowcy, zdaje się lekarza, który opisując szczegółowo sposób zastosowania i skutek rozmaitych trucizn, wpadał w euforię: — Wypieczesz w chlebusiu nieco nikotyny d już kompanijka W ehrm achtu odpływa w wieczność... — albo: — M oi kochani, szczególnie po­ lecam iperycik, starannie rozpylony w m ałych dawkach. N a przykład dla W erkschutzu w fabryce, którą chcecie robić. Wszyscy chorują, każdy n a co innego, sekcja n ic n ie wy­ kazuje, a jeśli jeszcze gdzieś w pobliżu jest kantyna i m ożna przez omyłkę stłuc słój z m usz­ tardą, aby unieszkodliwić podejrzenia (iperyt pachnie m usztardą), m ucha nie siada, macie wszystkich w ręku...” 179 Ponadto 10 żołnierzy oddziału zostało przeszkolonych n a kursach dowódców kompanii. Należeli do nich: „Jerem i”, „Sulim a”, „R obert”, „L ot”, „Aid”, „M irski”. „O rkan”, „K opeć”, „L u ty ” i „M aryla” . W okresie 1 sierpnia 1943 r. — luty 1944 r. szkolenie objęło następujące liczby żołnie­ rzy oddziału: w >>AgricoLi« na kursach »W D« na kursach instruktorów broni na kursach dowódców kompanii na kursach samochodowych na »Filtrach« na kursach intendenckich

ok. ok. ok. ok. ok. ok. ok.

50 40 10 8 30 40 12

Analogicznych danych na koniec lipca 1944 r. brak. Celem natom iast kursu instruktorów , który rozpoczął się w kw ietniu 1944 r., a został zakończony w lipcu 1944 r., było przygotowanie instruktorów broni znających dokładnie typową broń niemiecką oraz jej współdziałanie. N a kursie tym wykładana była balistyka, ogólne wiadomości o broni artyleryjskiej. Oba te przedm ioty prowadził instruktor spoza oddziału, inż. „K u la” (N N ), specjalista od spraw uzbrojenia. Instruktor „G an d h i” wy­ kładał zasady działania broni małokalibrowej z podziałem na grupy według systemu pow­ tarzania oraz szczegółową jej konstrukcję, jak również dane balistyczne. N a kurs ten typo­ wani byli podchorążowie z »Agricołi« m ający najlepsze w yniki w nauce o broni. W wy­ niku ostatecznej selekcji na kurs ten skierowani zostali m. in.: „W arski” (Tadeusz Ulankiewicz), „Scarlett”, „K am a”, „Jaxa” i „Lubicz” (M arian Janczakowsłd). O statnim wreszcie szkoleniem wojskowym, którego efekty nigdy nie zostały spraw­ 170 Relacja Andrzeja Ziemilskiego, 1, 3.

K ursy spadochronowe

107

dzone, było tzw. szkoleni« spadochronowe, prowadzone na wydrębnionym , w ewnątrzoddziałowym kursie spadochronow ym 18°, obejmującym 5 klas. Organizację wyszkolenia spadochronowego w oddziale rozpoczęto w Warszawie w stycz­ niu 1944 r. Pierwszym ¡zadaniem było zwerbowanie odpowiednich kandydatów spośród instruktorów i skoczków spadochronowych wyszkolonych przed wojną przez LO PP. Powołano do pracy następujących 15 instruktorów , którzy prow adzili prace pod do­ wództwem oficera wyszkolenia spadochronowego „S pada” 180a i przy udziale dowódcy, kpt. „P ługa” : „A dam ” (Bolesław Skorupiński), „D edal” (N N ), „H alifax (N N ), „Irw in” (N N ), „Jastrząb” (N N ), „K om ar” ( N N ), „K um ulus” (Mieczysław W oltersdorf), „Leo­ p ard ” (N N ), „L o t” (Jerzy G ebert), „Rebe” (W itold Soszyński), „S p ad ” (Rom uald F lach), „S ter” (Józef M ikulski), „W ilk” ( N N ), „Zabaw a” (Jan W róblewski), „Zarewicz” (W itold Lisowski). Sprawy finansowe prow adził „K aktus”, sprawy gospodarcze „Robert”, a sprawy tech­ niczne „Szprotka” . Łączność w szkoleniu spadochronowym utrzym ywała „M arysia” (N N ) oraz łączniczki poszczególnych plutonów . W plutonach oddziału prace spadochronowe n a ­ leżały do dowódców plutonów. W celu umożliwienia przeprowadzenia szkolenia spadochronowego w w arunkach kon­ spiracyjnych opracowano szereg skryptów i pomocy naukowych.181

Zdobyto lub wykonano na miejscu następujący sprzęt a pomoce naukowe: 181a. 180 Relacje Romualda Flacha, 1, 2 i Eugeniusza Lubieńskiego, 1, 2, 3. Meldunki i sprawo­ zdania. isoa Mj D w i h , sygn. III/29/4. Wniosek awansowy „Spada” na ppor. rez. lotn. z 16 maja 1944 r. „Kpr. pchor. pilot 2/9/39, podoficer zbrojeniowy. Do 2/9/39 SPRL Radom. Od 3/9/39 1 pl. W-wa. Ewakuacja w ramach SPRL Radom na wschód. X—XI/39 sekcja 5 grupy gen. Januszajtisa Lwów. Od 8/43 — «Deska». Brał udział w akcjach: Dąbrowa, Powsin, Milanówek. Dowodził akcją «Lotnisko». »Mietek«” . 181 Tytuły opracowanych skryptów były następujące: H istoria spadochroniarstwa (opracował instruktor „Spad” ), S p o r t spadochronow y, O rganizacja oddziałów spadochronow ych (opracował instruktor „Ster” ), B roń i sprzęt p rzyd zielo n y oddzia­ łom strzelców spadochronow ych (opracował instruktor „Rebe” ), O rganizacja podjęcia sztu rm u (opracował instruktor „Rebe” ), T a kty ka i użycie oddziałów spadochronow ych — z przykła­ dem opanowania lotniska przez batalion strzelców spadochronowych (opracował instruktor „Ster” ), Psychologia Strzelca spadochronowego (opraoował instruktor „Ster” ), F izjologia skoku i higiena Strzelca spadochronowego (opracował „dr Maks” ), Z apraw a fizy c zn a Strzelca spado­ chronowego (opracował instruktor „Zabawa” ), Ć w iczenia na przyrządach spadochronow ych; skocznie, tnakieta sam olotu, trapez ćw iczebny, m u sztra spadochronow a (opraoował instruktor „Rebe” ). Dla należytego zilustrowania skryptów wykonano: — 20 sztuk różnych fotografii o wymiarach 6X 9 cm do skryptu H istoria spadochroniarstw a; — 6 sztuk opracowanych starannie i efektownie oryginalnego pomysłu okładek do skryptów (opracował instruktor „Jastrząb” ) — 12 sztuk następujących ilustracji do skryptów: a) umundurowanie i wyekwipowanie Strzelca spadochronowego, b) zasobnik rozbieralny angielski, c) zasobnik amunicyjny (z obręcza­ mi do toczenia), d) zasobnik do transportu broni, e) zasobnik niemiecki (z dyszlem a kółkami), f) zasobnik do materiałów pędnych, g) skrzynie amunicyjne i dla transportu materiałów, h) motocykl spadochronowy (zrzutowy), d) spadochron osobowy angielski, j) spadochron zasobni­ kowy angielski, k) schemat organizacji batalionu strzelców spadochronowych, 1) plan sytuacyjny do przykładu „opanowanie lotniska przez batalion strzelców spadochronowych”. Wszystkie ilustracje do skryptów wykonał starannie instruktor „Adam”. Przetłumaczono z języka niemieckiego następujące publikacje: 1) podręcznik P raw dziw i m ę żc zy źn i — życie i przeżycia niem ieckich strzelców spadochronow ych (G a n ze M a n n e r), 96 s., (tłumaczył instruktor artylerii „K ula” ). 2) Zarys historii sportu spadochronowego z tygodnika „Die Wochc”, (tłuma­ czył instruktor „Dedal” ). 3) 8 różnych artykułów spadochronowych, jak np. Z dobycie K rety , D esant spadochronow y w H olandii i inne. 181a Relacja Janusza Kwiatkowskiego, 4: „W kwietniu 1944 r. w domu mego ojca przy ul. Kasprowicza 71 odbyła się odprawa, w której uczestniczył m. in. dowódca wyszkolenia spadochronowego por. »Spad«. Na odprawie zadecy­ dowano, że ekwipunek na rozpoczynające się w maju 1944 r. szkolenie spadochronowe z okolic

108

Organizacja oddziału

— 3 spadochrony osobowe angielskie, — 3 spadochrony zasobnikowe, — 1 spadochron zasobnikowy amerykański, — 6 uprzęży spadochronow ych do trapezu ćwiczebnego (wykonane łącznie z okuciami własnym gospodarczym sposobem w g w zoru spadochronu Irw in ), — 1 uprząż spadochronowa angielska, — 2 modele sam olotu ty p u Ju-52 w skali 1 : 50 (w specjalnych- skrzynkach walizko­ w ych), — 6 album ów fotografii F a zy sko k u z w o ln y m spadochronem , — 1 album wycinków rycin dotyczących spadochroniarstwa. D la ułatwienia nauki na kursach zakupiono przeszło 50 podręczników spadochrono­ wych, polskich i niemieckich, które zostały przydzielone poszczególnym grupom szko­ leniowym. Szkolnie strzelców spadochronowych podzielono na wyszkolenie teoretyczne i prak­ tyczne. Przeprow adzono kursy teoretyczne trzech rodzajów: — dla instruktorów spadochronowych, — dla dowódców drużyn i plutonów strzelców spadochronowych, — dla strzelców spadochronowych.

Kurs uzupełniający dla instruktorów spadochronowych obejmował następujące wy­ kłady: 1. Ekwipunek i wyposażenie Strzelca spadochronowego — 1 godzina. 2. W yposażenie oddziałów spadochronow ych w sprzęt stały i przydzielony — 2 go­ dziny. 3. Organizacja jednostek bojowych strzelców spadochronowych (dywizji, batalionu, kompanii, plutonu, drużyny) — 1 godzina. 4. Taktyka ¡i użyaie oddziałów spadochronow ych, organizacja przygotowania desantu spadochronowego z przykładem zajęcia lotniska nieprzyjacielskiego — 7 godzin. 5. Zaprawa fizyczna Strzelca spadochronowego — 1 godzina. 6. M etody i technika szkolenia n a przyrządach spadochronowych. M usztra spadochro­ nowa — 2 godziny. W sumie 14 godzin wykładowych. K urs dla dowódców drużyn i plutonów strzelców spadochronowych obejmował n a ­ stępujące wykłady: Mogielnicy przywiezie na ulicę Kasprowicza 71 wydzielona grupa żołnierzy 1 drużyny IV plu­ tonu 1. kompanii, w składzie: dowńdca drużyny »Gustaw«, zastępca dowódcy »Zaruta«, »Trzas­ ka« oraz »Warski II«. Za pomyślne zrealizowanie tego zadania jego bezpośredni wykonawcy przeszkoleni zostaną na pierwszym turnusie kursów spadochronowych. W dniu 23 kwietnia 1944 roku przed godziną 7 rano spotkaliśmy się z tzw. lewymi dokumentami na dworcu południowym (Służewiec). Kolejką wąskotorowy przez Grójec, Pawłowice, Kopaną dojechaliśmy do Mo­ gielnicy, skąd wyruszyliśmy w kierunku południowo-wschodnim do niewielkiej osady, oddalonej 0 jakieś 2 km od Nowego Miasta nad Pilicą. Po nawiązaniu kontaktu z miejscowym łącznikiem udaliśmy się do zakonspirowanej kwatery. Tutaj zostaliśmy zaopatrzeni w spadochrony osobowe z dwoma kombinezonami oraz w spadochrony zasobnikowe. Wszystko to było zapakowane w dwa duże worki brezentowe, sznurowane u góry plecioną linką przeciągniętą poprzez metalowe oczka. Z takim oto, rzucającym się na odległość w oczy, bagażem wyruszyliśmy polnymi drogami w kie­ runku przystanku kolejki w Mogielnicy. Na dworzec Południowy w Warszawie przyjechaliśmy tuż przed samą godziną policyjną. Dalszy transport odbył się tramwajem. Po drodze wysiedli »Warski II« i »Gustaw«, ja zaś z »Trzaską« dojechaliśmy szczęśliwie na plac Wilsona na Żo­ liborzu, jednak już po godzinie policyjnej. Tutaj poleciłem »Trzasce« — największemu mojemu przyjacielowi i druhowi z lat okupacji — opuścić jadący na Bielany tramwaj i udanie się bocz­ nymi ulicami do domu na Marymoncie, sam zaś transportowałem wrorki na Bielany. Do domu dotarłem z moim bagażem grubo po godzinie policyjnej; było już zupełnie ciemno. Po paru dniach przyjechali do mnie por. »Spad«, »Rebe«, »Rysiek« (Ryszard Hoffman) 1 »Władek« (Władysław W ajnert), którzy sprawdzili przywieziony przez nas sprzęt spadochro­ nowy. Ustalili także wówczas, żc kurs strzelców spadochronowych rozpoczniemy na początku maja. Do tego czasu ekwipunek spadochronowy pozostanie na ulicy Kasprowicza 71 pod moją bezpośrednią opieką”.

K ursy spadochronowe

109

1. Spadochroniarstw o i zastosowanie spadochronu — 2 godziny. 2. H istoria spadochroniarstw a — 1 godzina. 3. Budowa spadochronu. T y p y i rodzaje spadochronów — 2 godziny. 4. W arunki meteorologiczne i terenowe dla skoków spadochronowych — 1 godzina. 5. Napraw a, konserwacja i przechowywanie spadochronu — 1 godzina. 6. Pokaz składania spadochronu — 1 godzina. 7. Kinetyka skoku — 1 godzina. 8. Budowa samolotu, działanie sterów. T ypy samolotów używane do skoków spado­ chronowych — 2 godziny. 9. Fizjologia skoku. Pierwsza pcmoc. Ż yw ienie— 4 ,5 godziny. 10. D obór ludzi. U trzym anie nastroju. Psychologia — 1 godzina. 11. Organizacja jednostek spadochronowych — 1 godzina. 12. Taktyka i użycie oddziałów spadochronow ych — 1,5 godziny. 13. Organizacja przyjęcia zrzutu spadochronowego — 1 godzina. 14. Broń, sprzęt i wyekwipowanie Strzelca spadochronowego — 1 godzina. 15. Terenoznawstwo. K om pas — 2 godziny. W sumie 20 godzin wykładowych. K urs wyszkolenia strzelców spadochronowych obejmował następujące wykłady: 1. H istoria spadochroniarstw a — 2 godziny. 2. Sprzęt spadochronowy, jego użycie d konserwacja, z pokazem składania spadochro­ nu — 3 godziny. 3. Kinetyka skoku. W pływ warunków meteorologicznych na zadania Strzelca spa­ dochronowego — 1 godzina. 4. Budowla samolotu d zasady jego wykorzystania do skoku — 2 godziny. 5. Fizjologia skoku i higiena Strzelca spadochronowego — 1 godzina. . 6. Broń i sprzęt przydzielany — 2 godziny. 7. Organizacja oddziałów spadochronow ych — 1 godzina. 8. Taktyka i użycie oddziałów spadochronow ych — 2 godziny. W sumie 14 godzin wykładowych. Tem aty wszystkich wykładów na kursie dla strzelców spadochronowych były przygo­ towane w ten sposób, że każdy tem at omawiało wykładowców, którzy w razie po­ trzeby zastępowali siebie wzajemnie. Liczba godzin wykładów była celowo ograniczona, gdyż z uwagi na ciężkie w arunki pracy konspiracyjnej w Warszawie główny nacisk miał być zwrócony na wyszkolenie w obozie leśnym. W okresie od 1 stycznia do 1 sierpnia 1944 r. przeprowadzono na terenie Warszawy: — jeden uzupełniający kurs dla instruktorów spadochron owych; liczba absolwen­ tów — 14; — dwa kursy dla dowódców drużyn i plutonów strzelców spadochronow ych; liczba / absolwentów — 30; — jeden dokształcający kurs wyszkolenia bojowego dla instruktorów spadochronowych. K urs ten cdbywał się pod kierownictwem „Jeremiego” . Organizacja i szkolenie oddziałów strzelców spadochronowych były możliwe i celowe w w arunkach konspiracyjnych, gdyż właściwe wyszkolenie Strzelca spadochronowego po­ lega na dokładnym wyszkoleniu teoretycznym , nauce składania spadochronu, wyjątkowo wszechstronnej zaprawie fizycznej i biernych ćwiczeniach n a rozm aitych przyrządach spa­ dochronowych, wyrabiających autom atyzm ruchów i przygotowanie d o właściwego skoku z samolotu, który jest egzaminem z tego, czego skoczek winien nauczyć się n a ziemi. Przeszkolenie na wieży spadochronowej było przewidziane w późniejszym etapie szkole­ nia, w związku z czym oddział przystąpił d o konstruow ania wieży spadobronowej. W pierwszym etapie szkolenie m iało się odbywać z pominięciem wieży spadochrono­ wej, którą częściowo zastępował wysoki trapez ćwiczebny, szczególnie z zastosowaniem odskoczni, tzw. ambony.

Organizacja oddziału

110

Wyszkolenie i zaprawa spadochronowa wymagają długotrwałego przygotowania na zie­ mi. Przeszkolenie w skokach z samolotu wymaga tylko kilku d n i i dlatego szkolenie strzel­ ców spadochronowych w w arunkach konspiracyjnych — w cparciu o szkolenie teoretyczne prowadzone w W arszawie i naukę oraz zaprawę w obozie leśnym — miało rację bytu. Ba­ talion rozpoczął organizację leśnego obozu spadochronowego, badając możliwości jego umiejscowienia w kilku rejonach. Ostateczny wybór padł na rejon Siedlec, gdzie organiza­ cję obozu rozpoczął 'instruktor „ L o t”. Celem przygotowania pod względem fizycznym instruktorów do prowadzenia nader trudnych ćwiczeń cielesnych w obozie, wydelegowano 5 z nich („A dam ”, „Jastrząb”, „Rebe”, „S ter” i „Zabawa” ) n a specjalne kursy gimnastyczne. Również n a kursach gim nastycznych i pływalniach z instruktorem „Pająkiem ” (Euge­ niusz Lubieński) znalazła się część przyszłych adeptów kursu spadochronowego. Instruktorzy „S pad” oraz „Szprotka” skonstruowali ii opracowali rysunki następują­ cych ćwiczebnych przyrządów spadochronowych: — mała skocznia o wysokości 1,5 m , — duża skocznia o wysokości 2,5 m z dwiema platform am i i makietą drzw i samolotu typu Ju-52 oraz tzw. beczką w podłodze, jaką posiadały samoloty angielskie typu W hitley i Halifax, — makieta kadłuba samolotu typu Ju-52 naturalnej wielkości, z drzwiam i i „beczką” , — trapez ćwiczebny. W szystkie wymienione wyżej przyrządy zostały wykonane w jednej z podwarszawskich firm stolarskich. Z uwagi na to, że w przyszłości należało liczyć się z możliwościami korzystania z sa­ molotów desantowych zarówno niemieckich jak amerykańskich i angielskich, m etody sżkolenia i przyrządy zostały dostosowane do sposobu wykonywania skoków m etodą •amerykańską, tj. przez drzw i samolotu, oraz m etodą angielską przez „beczkę”, instalowaną specjalnie w podłodze samolotu. Opracowano w 3 wersjach podnośnik do trapezu ćwiczebnego. W ykonano własnym sposobem gospodarczym 6 sztuk uprzęży spadochronowych typu Irw in, niezbędnych do trapezów ćwiczebnych. Poczyniono wszelkie przygotowania d o transportu przyrządów ćwiczebnych oraz wyjazdu poszczególnych grup na leśny obóz spadochronowy we wrześ­ niu 1944 r. E. S Z K O L E N IE O G Ó L N E N adzór nad szkoleniem ogólnym, zorganizowany w październiku 1943 r., znajdował się w rękach oficera do spraw oświatowych. Był nim „D ry l” I82, a później „G óral” (W łodzi­ mierz M alento). Obowiązki oficera oświatowego były rozliczne. Dowództwo kładło po­ ważny nacisk na to, by żołnierze oddziału myśleli o sobie nie tylko „na dziś”, ale również o tym, co będą robili po wojnie. Chodziło o przygotowanie się do życia „w cywilu” . Nie­ mal wszyscy żołnierze byli w wieku szkolnym, z których część z różnych względów prze­ rwała naukę. Niektórzy — zarówno uczący się jak i ci, którzy przerwali naukę — praco­ wali już zawodowo, ale nie w jakimś obranym , określonym zawodzie, lecz traktowali swoją pracę jako chwilowe źródło zarobku bądź jako zabezpieczenie przed łapanką a wywie­ zieniem do Niemiec. Pracowali więc w różnych warsztatach, /pokątnych w ytwórniach m y­ dła, świec, w straży pożarnej itp. Zadaniem oficera oświatowego było zebranie informacja o „życiu pryw atnym ” i skierowanie do szkoły tych, którzy jej nie ukończyli. (Niektórzy już uczęszczali na tajne komplety gimnazjalne i licealne (np. „K ruszynka”, „Bliźniacy” ) zorganizowane przez Szare Szeregi, na których lekcje prowadziło spore grono profesorów G im n. im. St. Batorego.) U dało m u się skierować do szkół ponad 30 osób. Oficer oświa­ towy przeprowadził z wszystkimi nie uczącymi się rozmowy, mające na celu ustalenie 182 Relacje Antoniego Biemawskiego, 1, 3, Włodzimierza Malento 1, 3 i Zbigniewa Gąsio­ ra, 1, 3.

Szkolenie ogólne

111

przyczyn przerwania nauki; starał się dowiedzieć o kierunku zainteresowań oraz prze­ konać o konieczności kontynuow ania nauki. N astępnie kierował ich do odpowiedniej szkoły. Niektórzy przerwali naukę z powodu „spalenia się” i chodzili na „lewych” p a ­ pierach. Ci nie mogli już wrócić do swoich szkół, ponieważ w szkołach były wymagane takie dokum enty, jak metryka, świadectwo z poprzedniej szkoły i klasy, podanie adresu zamieszkania, opieki rodzicielskiej itp. W tych w arunkach jedynym rozwiązaniem było nawiązanie kontaktu z kierownictwem szkoły, które winno wyrazić zgodę na odstą­ pienie od ogólnie obowiązujących zasad. N a taką koncepcję — po rozmowie z ofice­ rem oświatowym — zgodził się dyrektor (Jędraszko i jego zastępca Langiewicz) szkoły mieszczącej się przy Jasnej 10, a będącej b. G im nazjum i Liceum im. Bolesława Prusa. W reku szkolnym 1943/44 do szkoły handlowej skierowano 3 żołnierzy, a n a tajne komplety gimnazjum i liceum ogólnokształcącego, do różnych klas, 25 żołnierzy. D y­ rektor szkoły, mimo że była ona tylko męska, zgodził się na przyjęcie również dziew­ cząt. Uczęszczały do niej „K am a”, „D ew ajtis”, „M aja” i „Z ojda” (Zofia Świeszcz-Ł azor). Oficer oświatowy przychodził na wywiadówki i od grona pedagogicznego otrzy­ mywał informacje o nauce poszczególnych żołnierzy. Do jego obowiązków należało również oddziaływanie na uczniów, aby poczynili odpowiednie postępy w nauce. Dla słabszych uczniów zorganizowano w II półroczu dodatkowe samokształcenie (dotyczyło program u IV klasy gim nazjum — mała m atura, fi II klasy liceum — m atu ra). D rugim ośrodkiem szkolenia było gim nazjum p rzy ulicy Śniadeckich (daw ne IV Miejskie G im ­ nazjum ), do którego uczęszczała druga grupa żołnierzy. Oficer oświatowy miał także obo­ wiązek rozprow adzać prasę podziemną („B iuletyn Inform acyjny”, „Żołnierz Polski”, „Rzeczpospolita” ) oraz inne wydawnictwa podziemne ( K a m ien ie na szaniec, P olska ka­ rząca, pieśni ¡i wiersze) i organizować na ich tem at dyskusje. Sżkołę n a Jasnej tak wspom ina „K am a” : „Wiele spośród dziewcząt porzuciło szkołę, chcąc jak najwięcej czasu poświęcać konspi­ racji. Pozostałe, które do niej chodziły, opuszczały dużo godzin lekcyjnych, uznając szko­ lenie w oddziale i pracę za rzecz ważniejszą aniżeli nauka. N ie było to rozsądne, ale żadna z nas nie umiałaby powiedzieć: cnie mogę tego zrobić, bo idę do szkoły czy też m am lekcje. W zasadzie zajęcia ranne rozdzielano między te nie chodzące, ale czasem było ich za mało. T ak więc liczba nic uczących się powiększała się i to samo działo się iwśród chłopców. I nagle jak grom spadła n a nas wieść, że możemy się uczyć wieczorami, systemem skró­ conym. Sprawą tą zajęli się »Garbaty« (Zbigniew G ąsior) d »Góral«. Uczęszczali oni do szkoły przy Jasnej 10, prowadzonej przez dyr. Jędraszko. Opłatę za naukę uiszczał oddział. Klasa, która miała przerabiać kurs 3. d 4. klasy gimnazjum ogólnokształcącego, liczyła około 30 osób, tylko z drugiego plutonu. Kilka osób chodziło na kurs wyższy, np. »Maja«. W szyscy figurowali pod przybranym i nazwiskami. N auka odbywała się codziennie w godzinach wieczornych (17— 19). »M irski« interesował się naszymi stopniam i, a jeśli były słabe, dopytywał się, dlaczego tak się dzieje. Zresztą wśród kolegów i koleżanek m ocni słabszym pomagali. »M irski« wydał rozporządzenie, że do szkoły należy przychodzić »czystym«, bez ob­ ciążenia, mając przy sobie dowody na nazwiska podane w szkole. Najłatwiej było wypeł­ nić ostatni warunek, ale pozostałe? Czyż m ożna winić którąkolwiek z łączniczek, że nie zdążywszy zdać broni przyszła z nią do szkoły? Gdzież łatwiej rozdać gazetki, przekazać pocztę, aniżeli w szkole, gdzie kontakt jest codzienny? T u przekazywano sobie najświeższe rozporządzenia, tu układano gry plan na dzień następny. »T ina« (H alina W ojciechowska-Czaplicka) miała kiedyś małą przy­ godę: zginęły jej n a lekcji przemoczone buty. Była n a akcji samochodowej, wędrowała z chłopcam i 2 godziny, lał deszcz. Przem oczona przyszła do szkoły. N a lekcji, bodajże alge­ bry, zdjęła buty, gdyż było jej zimno. Podawane pocztą, tzn. podaj dalej, doszły do pieca do wysuszenia. W tem profesor wywołał »Tinę« do tablicy, ta chce włożyć bu ty — nie ma ich, idzie więc do odpowiedzi w pończochach, m okrych zresztą.

Kiedyś przeżyliśmy w szkole niezbyt miłe chwile. Przyszło gestapo i aresztowało prof.

Organizacja oddziału

112

Langiewicza, który wykładał mam właśnie historię. W klasie konsternacja, połykanie gazetek, niszczenie notatek. W szkole popłoch, w oźny m om entalnie sprząta dzienniki z nazwiskami uczniów. Nikogo jednak więcej nic aresztują ani nie rewidują. Wszyscy obecni mają naka­ zane opuszczenie szkoły w ciągu 2 godzin. W parę chwil po wyjściu Niemców z areszto­ wanym profesorem opuszczamy stopniowo schodam i kuchennym i lokal szkoły. W oźny za­ pewnia nas, że dzienniki są już w bezpiecznym miejscu, kieruje wychodzeniem uczniów. Wychodzę z Elą— »Dewajtis«. Przypom inam y sobie, że przez 2 dni z rządu widziałyśmy żebraka o jednej drewnianej nodze stojącego przed szkołą. W opowiadaniach słyszałyśmy, że był to konfident śledzący Polaków; gdzie on się zjawił, tam zaraz kogoś aresztowano. Idziemy Jasną do M oniuszki, on stoi na ulicy. Stał jeszcze dnia następnego, później nie widziałyśmy” 182a. Innym przykładem dbałości oddziału o kształcenie swoich żołnierzy może być stworze­ nie na początku 1944 r. w II plutonie tzw. sekcji instruktorskiej, do której przeszli ci żoł­ nierze, którzy aktualnie gros uwagi i czasu musieli poświęcić nauce bądź egzaminom czy ćwiczeniom. W skład jej weszli: z konspiracyjnych studiów m edycznych (IV rok m edycyny) „Z a­ wał” i „Akne”, z konspiracyjnej politechniki „M ag” (Zdzisław Dobrowolski) i „O ssoria”, a także „Ryś” (Zbigniew C hm aj) i „Scarlett” . O statnim wreszcie elementem szkolenia ogólnego było szkolenie światopoglądowe. Jego program był zbliżony do społecznej i politycznej problematyki referatów P E T -u . Analogii można się tu dopatrzyć również w samej technice szkolenia. Odbywało się ono w formie dyskusji nad referatam i czy wykładami, wygłaszanymi przez Bolesława Srockiego, perof. Bogdana Suchodolskiego, prof. Tadeusza Kotarbińskiego, prof. Edw arda Lipińskiego i in­ nych, których nazwisk nie da się już dziś odtworzyć. Dyskusje te odbywały się co kilka tygodni ¡i dotyczyły ogólnej problematyki wiedzy reprezentowanej przez poszczególnych wykładowców w zakresie ich dyscypliny naukowej. Pow tarzane były kilkakrotnie, za każ­ dym razem dla innego grona słuchaczy spośród żołnierzy oddziału, ale d tak nigdy nie objęły one wszystkich — raczej w komplecie kadrę dowódczą, która później — w toku odpraw — podstawowe elementy tych dyskusji przekazywała żołnierzom.

F. B E Z P IE C Z E Ń S T W O W E W N Ę T R Z N E W listopadzie 1943 r. powołano w oddziale służbę bezpieczeństwa wewnętrznego. W każdej komórce organizacyjnej oddziału znajdow ał się utajany żołnierz podległy oficero­ wi do spraw bezpieczeństwa, „D rylow i” (A ntoni B iem aw sk i).183 Główne obowiązki oficera do spraw bezpieczeństwa m ożna scharakteryzować następują­ co: szef bezpieczeństwa powinien był wiedzieć jak najwięcej o każdym człowieku — z ja­ kiego środowiska się .wywodzi, czym się zajmuje, z kim się zadaje. T a ostatnia inform acja była najważniejsza. Chodziło bowiem o to, aby do szeregów oddziału nie dostał się konfi­ dent lub człowiek niepewny oraz o ostrzeganie żołnierzy przed takim kontaktem . Dalszym zadaniem szefa bezpieczeństwa było zapobieganie zbytniej fanfaronadzie żołnierzy, któnzy niekiedy mogli chwalić się przed rodziną i znajom ym i swymi wyczynami. Tajem nica zaś i jak największe zakonspirowanie były głównym i (warunkami bezpieczeństwa. W czasie istnienia oddziału zdarzyło się kilka wypadków udzielania ostrych ostrzeżeń (aż do za­ grożenia karą śmierci włącznie) tym osobom, które nie hamowały języka, nie zdając sobie sprawy, jakimi konsekwencjami może to grozić całemu oddziałowi. Dalej fanfaronada obja­ wiać się mogła zupełnie niepotrzebnym noszeniem broni czy innych kom prom itujących przedmiotów tylko dla „fasonu” i pokazania, że „ja się n ie boję” . Niedopuszczalne też było organizowanie n a własną rękę jakichkolwiek akcji bądź przez zbytnią gorliwość i fałszywy patriotyzm , bądź dla zysku. Jest rzeczą jasną, że w w arunkach konspiracyjnych jeden człois2 a Relacja Marii Stypułkowskiej-Chojeckiej, 1, 3. 183 Tamże, a także relacje Zdzisława Dobrowolskiego, szefa bezpieczeństwa II plutonu.

jm

KO M ENDANT SZ^fTAlA

Z a k o n u M a lta ń sk ie

32. K p i . t i r J e r z y D r c y z a , l e k a r z n a c z e l n y s z p i t a l a M altańskiego

33. P ł k S t a n i s ł a w M i l c w s k i - I . i p k o w s k i

35. B a r b a r a 34. D r K l a u d i u s z C z e k a l s k i

1

i \

G lińska, sio stra p rze ło żo n a M altańskiego

szp itala

36. S / k o ł a Z a o r s k i e g o . Z e s p ó ł s ł u c h a c z y w y k ł a d u c h e m i i ogólnej. W ś r o d k u d r Z ofia Ż m ic h o w s k a . z a n ia „ K r y s t y n a " ( K r y s ty n a B ielińska')

37. S z k o ł a Z a o r s k i e g o . W ś r o d k u p r o s e k t o r M i c h a ł

Ł aw n ic z a k . P ie r w s z a z lew ej „ K r y s ty n a ” ( K r y ­ s ty n a B ie liń sk a )

38. W a r s z a w a 194*4 r. D r W i t o l d S z c z ę ś n i a k , p i e l ę g n i a r k a ( N N ) , „ Ż u ł a " ( H a n n a K a r c z c w s k a - B r u d z y ń s k a ) i d r I a d e u s z W a g n e r w I K linice C h i r u r g i c z n e j S z p i ta l a D z ie c ią tk a Jezus

39. P r o m on

szpitala M altańskiego r / d i e c i e z 1944 r . )

w

W arszaw ie

40. l - r o n t o n

szpitala W olskiego
w

W arszaw ie

41. W a r s z a w a 1971 r . Z e s p ó ł b. p r a c o w n i k ó w s z p i t a l a M a l t a ń s k i e g o . N a t l e p r a w e j k o l u m n y A n t o n i D r o z d o w i c z

4 2. M a t k a ł s i ó s t r « p r z y z w ł o k a c h „ F i g i " ( J u s t y n I g n a t o w i c z ) w Z a k ł a d z i e M e d y c y n y S a d o w e j p r z y u l . O c z k i oraz karta id en tyfik acyjn a p r z y czep io n a d o zw łok

4 4

43. „ H i p e k " ( S t e f a n K r ó l i k o w s k i ) w t r u m n i e . P o g r z e b n a C m e n t a r z u P o w ą z k o w s k i m — t r u m n ę n i o s j j : %,Zab a w a " ( j a n W r ó b l e w s k i ) i „ L u t y ” ( W a c ł a w D u n i n - K a r w i c k i ) z ty łu o r a z •.l«cv/ck" ( J e r z y J n r k ie w lc z ) i ••M a­ r yl a' * ( S t e f a n P a k u ł a ) z p r z o d u

W,V

44. K o n d u k t p o g r z e b o w y g e n . F r a n z a K u t s c h e r y n a p l a c u P i ł s u d s k i e g o ( z d j ę c i e k o n s p i r a c y j n e )

45. K o n d u k t p o g r z e b o w y gen. F r d n z a K u ts c h e r y n a K ra k o w s k im P r z e d m i e ś c i u , zd jęcie k o n s p ir a c y jn e w y k o n a n e z b u d y n k u hotelu B ristol

KURSY k ie r o w c ó w

^

sam o ch o do w ych

H. P R Y L I Ń S K I E G O Worssowo. AL Jerozolimsko 2 7 . łciofor. 9 4 3 . ^ W ARSZTATY

I

GARAŻ«

AL Jerozolimsko 67, łoi. 9*ę8*57

&UR.S * WARSZTATAMI LEGITYMACJA Nr.

^ 17W

mm

K o m p le ł

W ażno od dnia

h iW f f N f e f t ? 0 R fcR A F T W A G R N F C H C -

H. P J Ł $

1

Ń S KI

HtTW . KURSY KIERO W CÓ W SA M O C H O D O W Y C H

H. P R Y L I Ń

S iK p lE d f a C U w

«t«w i k w y M a M A r. 2 7 — f f i r m n ,

' im ftirr

' IF

T«i. 47. L e g i t y m a c j a K u r s ó w S a m n c h o d o \ Y y c h n a l e ż ą c a d o . .M i ś k a '* ( Z d z i s ł a w N a g ó r s k i )

46. M e r c e d e s 170 V z d o b y t y p r z e z »»Paraso l«

48. M e r c e d e s

170

V

zdobyty

przez

»Parasol«

Zomowi-sm karp, io *ko. kopo. drób, kawo, zóffttk w ykoz. chlcb. mur, i i ad. mu», cze ko la d o , brck, son'

N azw

Młoj»ce «rodź

Poświadczenie »cferift l u r V tc c rd fiu # * 6fc*r 4 * i..« 4

# U i# r

A /V « K » l* f U

(Ciec J*

r* %

5?S£

Zaw ód

B e sch e in ig u n g

i* .< 5 fw łiu W B f t f M y j

¿ .ftitl' tl/> ie v l . A i l . W

W yzn o m t zomeid. wyjozdu

OeHtjrlicfi;

MU}*«« u«^.0

49. S t r o n a

frontow a dr uku zapotrzebow ania fałszyw e dokum ent \

na

¿roj«iffói**ny £o»tftt na poJ»ł*» A k i V « K v J ftu n j; * oUl Ju Cuiohtanif clr.rr At« wi* r^i^>Or^JMU o wpro*« h+fUUvt* Vom'SO. 13. 1VM0 at# « l / r / . t i i . U c v p r a c y z d n . W . 1 2 . 1940jzlra o*ata, ^bc.vt^una do 4 < ( a t * t u n d U t i m B e i l U o d e r ^ « U i i i i i l i k c i i y p ra c y I p o i U d i J J u * . ; p ra c y A.b d

s*\ n^4<»K|#I PImj I ^yyJS :o ?mxu^ <1

Ni»(»iw«

4#. JWc^nvi; iw.i <*

XJUboStec

51. S t r o n a o d w r o t n a t e g o ż d r u k u

;•

Vtll ’

| »*#•>»««

Adr** Kł-'

.*

f.rmo 74ł'y9Ai#i. 50. P o d r o b io n e ¿»ośw iadczenie z a t r u d n i e n i a „ Z o jd y ” (Zofii Ś w łe s z c z -L a z o r)



.: i.

v JT *4-

¿ r ? \ • ' ^ r v' r y $ f

?

mu

y

-



:. .

a?-

• **J5? S g .‘;V '.* - '.W * “C‘ "

i •; i ^ ? # . > - * ^ : « Y v * 2 ? i •: v > - A • 3fcS* '• ‘ ‘ V ;

'. f .

xom-anrajoc'ń

vP odpsł

*C

v fySV: £v.

•= i

:# y

WU-

...

' * " ? # * *•* .-; *

f

«5 ł,*"!

*, H>0poW*bn# »irpiiić B---------

:

l

b

UVrto » « tr. parochia« catholic»« *•

Wyti«

/ S+Ć0 *++ k /

» k s i v kofckfeyeh ka t k o M o b parafitlaefoV

Testimonium baptism i.— Świadectwo chrztu Nomina Parentum Imiona rodziców

Cognomen e t Nomen Nazwisko 1 imię

patri*

Oie

M atrU W a lk i

Religio Rcligja

Locus nativitatis Miejsce

NativtUtU

Baptłzml

Urodzenia

Cbnrtu

Patrini Chrzestni

urodzenia

Adnotätio de matrimonio contracto; In qorum fidem sigillo Ecclcsiastico muniens manu propria subscribo. Zgodność wyciągu niniejszego z listą kościelną poświadcza się.

52. P o d r o b i o n a m e t r y k a u r o d z e n i a „ Z o jd y ” (Zofii Ś w ie s z c z -Ł a z o r)

53. P o d r o b i o n a le g i t y m a c j a s z k o ln a „ Z o jd y ” (Z ofii Ś w ie s z c z -L a z o r)

Ausweis Legltymacja

foiOiffsfi*

x 57 x 52 m/m

X J-r y t INI. U

D er/D ie durch nebenste''. -j-Ji kenntlich gem achte S rhöicr in okazicicJ ninicjszej legüyvuöc

bez nakrycia gfowy

;

jąsąym Uc ?

N l'ant h r ¿ . Pr*-

gehorch am o l v . . i . 1 JA G

zam ieszkahj Uoter*
SchOlcTtíerl.»)

P o d p l» a c r o l * (u c z e n n ic y )

AT.

*N W & i-u -

' ^

Eisenbahnstation ßtaeja kolejow a

- r,Mf ■

& fö c.

ist Schüler d er au f d er Umschlagst ite gegebenen Lehranstalt. Er/Sic befindet sich in d e r Berufsausbildung,

Mfcięd Unttrftcbrift d . S c hu l le it er * I t n n j

Podpił kicrcwaita(exki) tikoly

■ p i ł j ś ć r ¿SV p i t « « ; « » U W B W łjO W tJ

fest uctnlem © ym lenioncgo na okladcc zaklftdu neu» souiego. Podlegn obccnic szkolentu Tttwodoiuemu ’ D e r Stadthauptmaan In W n.scbzo D a r StadAcbalr«!

,

/ edejiec dla picczęd kolejowej

i. A.

/

j

113

B ezp ieczeń stw o w ew nętrzne

wiek nie .był w stanie dopilnow ać tego wszystkiego w całym oddziale. Poza tym byłoby to groźne z p u n k tu w idzenia samego bezpieczeństwa. M iał on więc zorganizowaną w każ­ dej komórce sieć swoich „oazu i uszu” . L udzi tych nie znal w plutonach nikt, nawet d o ­ wódca plutonu. Podlegali bezpośrednio szefowi bezpieczeństwa i tylko z nim utrzym ywali rzadki i ściśle zakonspirowany kontakt. Zadaniem ich było meldowanie o faktach, które mogły zagrażać bezpieczeństwu oddziału, w przypadkach, kiedy jego osobista interwencja nie byłaby skuteczna. Do pełnienia tej służby żołnierze byli dobierani nadzwyczaj starannie. Chodziło bowiem o uniknięcie donosów czy wyolbrzymionych plotek. O tym, że w istocie ludzi tych udało się tak dobrać, dowodzi fakt,' iż ich działalność nie wywołała żadnego fałszywego alarm u, skandalu, zamieszania czy wzajemnych pretensji. Odtworzenie dziś ich składu w poszcze­ gólnych jednostkach oddziału nie jest możliwe. W iadomo, że oficerami bezpieczeństwa byli: w I plutonie „ M i”, w II plutonie „M ag”, w I I I plutonie „N arvik” (Leszek de M aekay), w »M oto« „K orczak”- (W ojciech Świątkowski).

G. M O T O R Y Z A C JA Służba motoryzacyjna oddziału nie powstała tak szybko jak służba wywiadu czy kwater­ mistrzostwa, niemniej jednak problematyka wchodząca w Jej zakres była jedną z najważ­ niejszych i najbardziej newralgicznych spraw , znajdując się od początku i przez cały czas działalności konspiracyjnej oddziału w centrum zainteresowania dow ództw a.184 Od jej sprawności bowiem w dużej mierze zależało powodzenie w przeprow adzaniu p o d staw o wych akcji oddziału. O d początku .powołania oddziału spraw am i »M oto« zajmował się ad iu tan t dowódcy od­ działu, czyli najpierw „K atoda”, a gdy zachorował, jego funkcję przejął w październiku 1943 r. „Bogdan” . Równocześnie została ustanow iona funkcja zastępcy adiutanta do spraw 184 Organizację służby motoryzacyjnej omawiamy wspólnie dla wszystkich okresów jej dzia­ łania, nie uwzględniając minimalnych i nie znaczących różnic zaistniałych w jej prowadzeniu przez „Katodę”, „Bogdana” (Stefan Grudziński) i „Korczaka” . Idealny układ organizacyjny służby »Moto« w plutonach, do którego dążono, przedstawiał się następująco: — szef motoryzacji plutonu (drużynowy lub sekcyjny), — zastępca szefa motoryzacji plutonu, kierowca z-ca kierowcy mechanik samochodowy elektrotechnik samochodowy lakiernik z-ca lakiernika .kierowca z-ca kierowcy

Poza tym w każdej sekcji plutonu minimum: 1 kierowca + 1 kierowca zapasowy. Według zachowanego meldunku (M iD W IH, sygn. III/29/7) organizacja drużyny »Moto« I plutonu w grudniu 1943 r. była następująca: Szef »Moto« — drużynowy — „Bruno”. Zastępca — „M iś” (Michał Issajewicz). I sekcja: I kierowca — „Andrzej” (Włodzimierz Radzikowski), I kierowca zapasowy — „Bob” (Zbigniew Rawicz-Roessler), II kierowca — „Zbyszek” — „Szczerbiec” (Zbigniew Potocki), II kierowca zapasowy — „Januszek”. II sekcja: kierowca na samochodzie ciężarowym — „Ju r” (Jerzy Hołownia), do przeszkole­ nia, kierowca na samochodzie ciężarowym zapasowy — „Krysia” (Ryszard Sas), do prze­ szkolenia, . mechanik na etacie — „Żuk”, mechanik do przeszkolenia (na kursie) — „Brot” (Antoni Brodzki), mechanik do przeszkolenia (na kursie) — „Tadeusz” ,

114

Organizacja oddziału

»M oto« i »intendenta służby m otoryzacyjnej, którym był „N iuniek” (M arian Bobran). W plutonach utw orzono funkcję szefów »M oto«. I tak w I plutonie szefem »M oto« został „ B r u n o ” (Bronisław H ellw ig), w II plutonie „N iem ira” (T adeusz Kostrzewski), w III plutonie „Olek” (Tadeusz K am iński). Od lutego 1944 r. łącznością w tej służbie zajmowały się łączniczki: „K rystyna” (M irosława Czerwińska-Czerkowska), „Elżbieta” (H anna Orłowska-Kam ińska) i „W anda” (M aria Freyer-Tchórzew ska). Straty samocho­ dów w operacji specjalnej »Kutschera« i uwypuklenie roli, jaką w takiej akcji one odgryw a­ ją, spowodowały przekazanie w lutym 1944 r. funkcji adiutanta przez „Bogdana” „K aktu­ sowi”. W tymże miesiącu „Bogdan” został szefem wydzielonej służby motoryzacyjnej od­ działu, a już w następnym miesiącu, czyli w m arcu 1944 r., został utw orzony w oddziale V plutcn, tzw. p lu to n »Moto«. D nia 14 kwietnia 1944 r. został aresztowany „Bogdan”, wobec czego obowiązki szefa służby »M oto« przejął „N iuniek”, a zastępcą jego został „G raf” (w sklepie M iernickiego była skrzynka kontaktowa »M oto«). Po operacji specjalnej »Stamm« w dniu 10 maja 1944 r., szefostwo służby »M oto« objął „K orczak” , jego zastęp­ cami zostali „N iuniek” i „G raf”, a w czerwcu 1944 r. również „M inoga” . Równocześnie obowiązki szefów »M oto« w plutonach pełnili:

— w I plutonie „Mietek” (Antoni Sakowski), — w II plutonie „D aniel”, później „Brzeszczot” (A ndrzej H offm an) i „Szary” (Z dzi­ sław Kwieciński), — w III plutonie „N iski” (Ryszard Bobilewicz), — w IV plutonie „Jurek” (Janusz Ogrodowczyk) — od lutego 1944 r., — w V plutonie „A rtu r” (Janusz D iem ) — od marca 1944 r. Do obowiązków służby »M oto« należało: — W spółorganizowanie z szefami »M oto« w plutonach akcji zdobywania samochodów. — Dbanie o gotowość bojową samochodów; stan techniczny każdego samochodu zaraz po jego zdobyciu oceniał jako rzeczoznawca oddziału „S am ”, a później „Kolega” (T w ar­ dowski). — Dbanie o stan samochodów zarów no techniczny jak i m aterialno-form alny, aby były one w każdej chwili gotowe do wyjazdu na akcję dywersyjną, tzn. aby miały zapas paliwa, papiery samochodowe w zupełnym porządku itp. — Gospodarowanie samochodami i garażami.

— Czuwanie nad zaopatrzeniem samochodów. — Kierowanie samochodów do ewentualnej naprawy i lakierowania. — Zabezpieczanie garaży. — „Legalizacja” samochodów i kierowców. Chodziło tu o zaopatrzenie kierowców i sa­ mochodów w takie fikcyjne dokum enty, aby zatrzym ani przez patrol niemiecki mieli pew­ ność, że nie zostaną zdekonspirowani i aresztowani. W celu kontrolowania wymagań, jakie stawiali Niemcy legalnym samochodom, jeśli chodziło o dokum enty, wszystkie papiery i num ery rejestracyjne zdobytych samochodów były natychm iast odsyłane do szefa »M oto«. Na podstawie dokładnej analizy tych dokum entów szef »M oto« miał obowiązek zadbania 0 to, aby samochody oddziału były wyposażone dokładnie w takie same dowody. Dla za­ bezpieczenia się przed popełnieniem błędów przy wystawianiu papierów dla samochodów 1 kierowców, trzeba było zorganizować pewien system informacyjny. — Kierowanie wyszkoleniem motorowym. Szef »M oto« m usiał czuwać nad przeszkole­ niem motorowym jak największej liczby ludzi oddziału. Należy tu zaznaczyć, że choć iw lipcu 1944 r. oddział doprowadził stan żołnierzy przeszkolonych motoryzacyjnie do liczby osiemdziesięciu kilku, to jednak w większości byli to kierowcy posiadający w prawdzie prawo jazdy, lecz nie posiadający większego do­ świadczenia jako mechanicy i jako prowadzący samochód. Dlatego do prowadzenia samo­ chodów w czasie akcji specjalnych nadawała się tylko nieliczna grupa kierowców. 185 185 Dowodem na to mogą być trudności z ustaleniem zespołu kierowców do operacji spe­ cjalnej »Koppe« w lipcu 1944 r., o czym będzie mowa przy opisie tejże operacji.

Zdobywanie samochodów

115

Zdobywaniem samochodów zajmowały się najczęściej trzyosobowe zespoły złożone z żołnierzy poszczególnych plutonów. N a ogół starano się zdobywać wozy z góry upatrzone, nadające się do zadań oddziału. M usiały być one w dobrym stanie technicznym (co rzadko tylko można było ustalić przed ich zdobyciem ), koniecznie czterodrzwiowe, ponieważ tylko takie dawały możność szyb­ kiego załadowania i ewakuacji ludzi. M usiały to być również samochody typowe, to jest takie, ¡jakich d u żo poruszało się po Warszawie. U nikano zdobywania samochodów woj­ skowych i policyjnych, a także marek samochodów rzadko spotykanych (np. O pel-A dm iral). Zespół był uprzednio inform owany o adresach dwóch garaży, do których mógł wsta­ wić zdobyty wóz. Po przybyciu do garaży żołnierze zespołu spisywali zdobyty w samocho­ dzie sprzęt i wykaz przesyłali wraz z papieram i zdobytego samochodu (i num eram i rejestracyjnymi) oraz meldunkiem o przebiegu zadania swojemu dowódcy plutonu. T en z kolei poprzez dowódcę oddziału przesyłał do szefa służby »M oto« papiery i «numery re­ jestracyjne samochodu oraz spis zdobytego sprzętu samochodowego. Dalszą opiekę' nad zdobytym samochodem roztaczał adiutant, a później szef »M oto« i intendent. Opieka ta polegała na skontrolowaniu wraz z rzeczoznawcą „Sam em ”, a po jego śmierci z „Kolegą”, stanu technicznego wozu, a następnie zaopatrzeniu samochodu w komplet fikcyjnych p a ­ pierów i nowe num ery rejestracyjne. Intendent uzupełniał wyposażenie samochodu w za­ kresie narzędzi, sprzętu pomocniczego i zapasowego oraz paliwa i oleju. W razie potrzeby zmieniano lakier samochodu, zwykle na najbardziej popularny kolor. W ten sposób do­ prowadzano samochód do stanu „gotowości bojowej” . Zdobyty przez pluton samochód wchodził w zasadzie w jego skład, pozostawał jednak w dalszym ciągu pod opieką sze­ fostwa oddziału »M eto«. O d strony technicznej dyspozytorem sam ochodu był szef cddziału »M oto«, od strony zaś taktycznej i bojowej — dowódca plutonu. Pierwszym plutonem, który posiadał również pierwszy w oddziale samochód, był II plu­ ton, bow'iem drużynowym w jego składzie był „Zawał”, który wszedł do tworzącego się oddziału wraz z samochodem. Zdobycie jego tak wspomina 188: „Pewnego czerwcowego dnia »Kazik« i »Zbyszek« oświadczyli »Krzyżanów i« (po­ przedni pseudonim »Zawała«), że jedna ich znajoma panna mieszka w Zalesiu z siostrą i m atką w willi, w której kwateruje niejaki H erm ann Brix, kolejarz niemiecki. M a on u sie­ bie 2 pistolety i karabin. Powiedział tej pannie w przystępie zaufania, że gdyby przyszli do niego partyzanci, musiałby przecież oddać «im tę broń. — T ę broń oglądaliśmy osobiście, wiemy, gdzie się znajdowała, ona zaprowadziła nas do pokojów Niemca, gdy ten był w pra­ cy w Warszawie — opowiadali »Kazik« i »Zbyszek«. Okazja nie lada, Niemiec prosił się wprost, by m u to zabrać. Powiedziałem »Kazikowi« i »Zbyszkowi«: — Róbcie rozpozna­ nie! — W parę dni plan akcji był gotów. Była to pierwsza akcja sekcji »Krzyżana«. Czer­ wiec 1943 r. Uzbrojenie: każdy — pistolet «krótki. Skład: dowódca »Krzyżan«-»Zawał«, uczestnicy: »Kazik«-»Burza«, zamieszkały w Zalesiu, »Zbyszek«-»Cyklon«, zamieszkały w Piasecznie, M arian Modzelewski ps. »M arian« zamieszkały w Warszawie «przy Hożej, aresztowany i zam ordow any przez hitlerowców w sierpniu 1943 r. W czwartek wieczorem ja i »M arian« pojechaliśmy do Zalesia. W szyscy obejrzeliśmy jeszcze raz teren własnoocznie. Ja nocowałem u »Kazika« w Zalesiu, »M arian« u »Zbyszka« w Piasecznie. Naza­ jutrz z »Kazikiem« idziemy na umówione miejsce, tam tych z Piaseczna jeszcze nie ma. Do­ chodzi 5.20. Niemiec zaraz będzie wychodził z domu. Decyduję się szybko: robim y akcję we dwóch. Ryzykowałem tylko de konspirację »Kazika«, gdyż p lan zakładał, że on i »Zby­ szek«, iktórych panna z willi znała, będą n a dw orze nas, to jest m nie .i »M ariana«, ubezpie­ czać, kiedy udam y się do dom u po karabin i drugi pistolet. W chwili gdy dochodziliśmy do furtki, z przeciwnej strony podjechał samochód osobowy i zatrzymał się przed willą. Dwóch na dwóch! Ryzyko za duże, szofer może być uzbrojony, akcja nie może się skom­ plikować. W racamy! Tymczasem »Zbyszek« i »M arian« idą naprzeciw. Decyduję błyska­ wicznie: — Panowie, robim y i samochód! — »M arian« podchodzi do szofera, reszta okrą­ 180 Relacja Krystyna Strzeleckiego, 1, 3,

Organizacja oddziału

116

ża wóz krzakam i od tyłu. — Wie spät ist es? — Szofer spogląda na zegarek: — W pół do szóstej — odpowiada po polsku i widząc przed sobą lufę pistoletu podnosi ręce d o góry. Jest Polakiem, broni nie ma. Wszyscy są już przed furtką. Brix wychodzi z willi i idzie alejką przez ogródek. — Panowie, nie róbcie m u nic złego, to porządny człowiek! — prosi szofer. Lecz Brixowi nic nie grozi, gdyż oto sam, oblekając swą twarz w uśmiech, od razu oddaje swój pistolet i Składając ręce, zwraca się do nas: — N icht kaputt machen! Ich bin Österreicher, nich D eutsche, bitte, nich kaput machen! Ich will nach Grojec fahren, nach Schmuggel! (cytuję dosłownie!) — »Kazik« zostaje w samochodzie, a ja z »M aria­ nem« i zamaskowanym »Zbyszkiem« idziemy do willi. Otwiera nam Lucyna, starsza z sióstr, więcej zdziwiona niż przestraszona. Przeciąwszy d ru ty telefoniczne udajem y się za »Zbyszkiem« do pokoju, skąd zabieramy karabin, pistolet siódemkę, -nieco am unicji, lornet­ kę połową i aparat radiowy, pozostawiając Brixowi drugie radiio, o co usilnie błaga, gdyż słucha L ondynu (sic!). »Zbyszek« wynosi trofea do sam ochodu, m y wprowadzam y wszyst­ kich mieszkańców do jednego pokoju. »M arian« m a wiązać. Kobiety w bek. »M arian« wiąże czym się da, także krawatami Brixa. Zabawny był m om ent, gdy chcąc zakneblować Brixa m usiał m u najpierw wyjąć sztuczną szczękę. Szofer zawiózł nas wszystkich przez Za­ lesie i Piaseczno do lasu Żabien ieckiego. P o drodze opowiedział nam , że w każdy piątek wozi Brixa do G rójca n a targ. Prosił również, żeby nie zabierać sam ochodu, bo on pójdzie do więzienia, a m a syna, który też jest w konspiracji. (N ic m u się nie stało, jeździł potem*' z Brixem innym autem .) Ukrywszy samochód i co grubszy łup w lesie odprowadziliśmy szofera na przełaj do Zalesia. W róciliśmy pociągiem do W arszawy w towarzystwie młodszej siostry, która zapewniła nas, że gdyby nawet ktoś chciał zawiadomić policję, to Brix nie pozwoli. — W róciliby i zabili m nie — opowiadał potem. Następnego dnia wieczorem wyruszyliśmy fordem, uzbrojeni .po zęby, d o lasu. Był z n am i »Jurek T K « (Jerzy Pepłowski), drugi kierowca »M iki« (W iesław Krajewski) i »Pająk« (Jenzy T ab o r). B M W stał na miejscu nie ruszony. W róciliśm y późną nocą do garażu na Ochocie” 187. Liczba samochodów dyspozycyjnych nigdy n ie była w oddziale wysoka i zgodna z po­ trzebami, ale biorąc pod uwagę w arunki konspiracyjne, niem ożność posiadania, a od 1 lutego 1944 r. również prow adzenia sam ochodu przez Polaka (a więc również i niem oż­ ność posiadania samochodów 'innych niż niemieckie lub w służbie niemieckiej, trudności ze zdobyciem części, narzędzi, paliwa, legalizacji sam ochodów) liczba ich była znaczna. Miesiąc rok V III— 1943 TX— 1943 X— 1943 XI— 1943 X II— 1943 1— 1944 11— 1944 III— 1944 I V _ 1944 V— 1944 VI— 1944 VII— 1944

Liczba Liczba początkowa zdobytych samochodów samochodów 1 1 1 4 4 4 5 3 5 5 4 7

Liczba samochodów straconych

•Stan na koniec miesiąca

—m

1 1 4 4 4 5 3 5 5 4 7 7

_



-----

_

4 —

— 4 * 1 2 2 . 1 4 5

(początkowy) —

-----

3 3 -----

2 2 .1 5

O brót więc spraw nym i samochodami w oddziale przez roczny okres konspiracyjnej działalności wyniósł 24 wozy (nie licząc samochodów zdobytych, lecz posiadanych tylko kilka godzin lub trwale unieruchom ionych). 187 Zdobycie samochodu i broni nastąpiło w czerwcu 1943 r., a więc przed utworzeniem od­ działu, kiedy dyscyplina wojskowa była wprowadzona jeszcze w znacznie mniejszym stopniu i nie było jasno sprecyzowanego pojęcia samowoli, szczególnie wtedy, gdy kończyła się sukce­ sem.

Legalizacja zdobytych samochodów

117

Z ogólnej liczby 17 utraconych samochodów 10 z nich utracono w akcjach, pozostałe 6 w garażach i na ulicach, 1 rozebrano w celach szkoleniowych. G ros samochodów stanowiły następujące m arki i modele: M ercedes 170, 230 i Diesel, F iat 1500, Chevrolet de L ux 3/4 tony, 1,5 tony, 4 tony, Opel-Olimpia, G pel-K apitan, BM W , W anderer, Skoda. Wszystkie samochody niezależnie od stanu były już dość sfatygowane, choć w oddziale doprowadzenie do maksymalnej spraw ności.188 Rozległej wiedzy i znacznych starań wymagała spraw a legalizacji zdobytych samocho­ dów. W zbogacały tę wiedzę w sposób istotny inform cje napływające z Kedywu K G A K , a także od „Ż uka”, szefa służby »M oto« iw »Desce«. Inform acje te dotyczyły takich spraw jak: — wykaz sam ochodów poszukiwanych przez gestapo (inform acje te pozwalały stwier­ dzić, czy sam ochody oddziału nie są zdekonspirowane, a przy wyborze fikcyjnego num eru rejestracyjnego dla samochodów oddziału wykluczało to możliwość nadania num eru p o ­ szukiwanego) ; — try b rejestrowania samochodów, sposób realizowania bonów na paliwo i olej. . Ponadto szef »M oto« uzyskiwał wiele interesujących inform acji ze źródeł, które można podzielić następująco 189: — Ogłoszenia i zarządzenia władz niemieckich dotyczące gospodarki samochodowej na terenie Generalnego G ubernatorstw a. Ogłoszenia te i zarządzenia wydawane były przez wydział spraw wewnętrznych gubernatora dystryktu warszawskiego — dział ruchu d ro ­ gowego w „V erordnungsblatt fü r das G G ” (V B G G ) pod tytułem Z arządzenie o oddaniu do d y sp o zyc ji po ja zd ó w i dotyczyły przydziału samochodów firm om niemieckim i osobom pryw atnym narodowości niemieckiej. Podawane w tych zarządzeniach adresy firm d m arki samochodów oraz inne dane techniczne wozów pozwalały n a wstępne określenie przy­ datności tych wozów dla potrzeb oddziału i ułatwiały ewentualne wskazania co do ich zdobycia. — W iadomości o samochodach uzyskiwane od osób znajom ych pracujących w firm ach niemieckich. W iadomości te służyły opracowaniu wykazu firm niemieckich, w których rejestrowano m arki i typy wozów, będące w posiadaniu tych firm oraz ewentualność zd o ­ bycia przez osoby znajom e blankietów tych firm , legitymacji pracy, wzorów pieczątek i pod­ pisów. M ateriały te umożliwiały podrabianie dokum entów firm owych dla kierowców i ,posiadanyth już przez oddział samochodów. — Ogłoszenia o zagubieniu papierów samochodowych przez firm y niemieckie, poda­ wane w V BG G . Ogłoszenia te pozwalały zorientow ać się w aktualnie obowiązujących do­ kum entach samochodowych. Ponadto pozwalały one unikać „zarejestrowania” przez oddział własnego wozu na n u ­ m er uniew ażniany lub poszukiwany oraz orientowały, jakie num ery rejestracyjne obowiązy­ wały w poszczególnych dystryktach Generalnego G ubernatorstwa. K ażdy samochód dopuszczony do ruchu na terenie Generalnego G ubernatorstw a musiał posiadać kom plet dokum entów , w ydanych przez Strassen verkehr samt, składający się z n a­ stępujących pozycji: — świadectwo samochodowe — K raftfahrzeugschein, — książka jazdy — Fahrtenbuch, — karta kontrolna — K ontrollkarte. 183 Wiadomo, że jeden ze zdobytych przez oddział samochodów miał wg licznika przejecha­ nych 98 000 km, drugi 136 000 km (relacja Stefana Grudzińskiego). Samochód marki Opel-Olimpia, który wpadł w ręce Niemców po akcji pod Czarnocinem, miał wg licznika spisanego przez żandarmerię niemiecką przejechanych 559 868 km (M iD W IH, sygn. III/29/7. Kopia taj­ nego raportu komendanta policji bezpieczeństwa i SD „komendy Piotrków” z 6 czerwca 1943 r., znak: W 183/43 J — IV A2, przedłożonego szefowi policji bezpieczeństwa d SD dla dystryktu radomskiego, SS-Obersturmbannführerowi Liphardtowi w Radomiu). 189 Relacja Stefana Grudzińskiego, 1, 3.

Organizacja oddziału

118

Samochody osobowe z podanym wyżej pakietem dokum entów m ogły być eksploatowane jedynie do godziny 18 i tylko n a terenie danego dystryktu (np. n a terenie W arszawy), mogły ponadto ulegać konfiskacie. W celu rozszerzenia upraw nień do korzystania z samo­ chodu niemieckie władze drogowe i policja wydawały dodatkowe, wymienione poniżej, dokum enty dla samochodów tych firm i fabryk niemieckich, których działalność była waż­ n a dla W ehrm achtu: — nalepki na szybę „B ” (Beschlagnahme verboten), które zabezpieczały przed kon­ fiskatą; — zezwolenie na jazdę po godzinie 18; — nalepka na szybę z zielonym paskiem, n a której podany był obszar, po którym sa­ m ochód mógł się poruszać, godziny, w jakich samochód m ógł jeździć, oraz ewentualne in­ ne upraw nienia; nalepki takie były wykonywane albo na żółtym kartonie, albo n a białym papierze; — rozkaz wyjazdu — Fahrbefehl, wydawany jednorazowo n a wyjazd poza obszar prze­ widziany dla ru ch u samochodowego; — Einmalige G enehm igung fü r Fernbeförderungen m it N utzkraftfahrzeugen — jedno­ razowe zezwolenie n a dalekobieżną przesyłkę tow aru samochodem ciężarowym. Kierowca prowadzący sam ochód musiał mieć następujące dokum enty osobiste: 1) kartę rozpoznawczą — K ennkarte; 2) prawo jazdy — Führerschein; 3) legitymację pracy — Arbeitsausweis. Liczba dokum entów , w jakie m usiał być zaopatrzony samochód, wzrastała nieustannie w ciągu lat 1943— 1944. D odać należy, że każdy sam ochód musiał posiadać jeszcze tzw. Reifenkarte ('karta na opony) oraz bony n a paliwo i olej. Osobnym «zagadnieniem były num ery rejestracyjne. N ie miały one m alowanych cyfr, lecz wycinane z żelaza i przynitowane do blachy. O d stycznia 1943 r. każdy dystrykt Gene­ ralnego G ubernatorstw a znaczony «był num erem rzym skim z dodatkiem „O st” (np. W ar­ szawa — IV O st). Sam ochody m usiały być rejestrowane n a firm ę niemiecką, stąd koniecz­ ność posiadania blankietów firm ow ych (chociażby w celu wystawienia zaświadczenia właś­ cicielowi garażu). N a każdym dowodzie były pieczęcie i podpisy, a n a niektórych num ery wybite num eratorem itp. D la utrudnienia podrobienia Führerscheiny
Dokumentacja motoryzacyjna

119

kietów prawa jazdy — Führerschein. Blankiety takie były wykonywane na szarofioletowym płótnie gumowanym. G dy wreszcie udało się zakupić podobne płótno, to rów ­ nocześnie nadarzyła się okazja nabycia 50 blankietów oryginalnych Führerscheinów. D ruk pozostałych dokum entów , jak nalepki „B ” (100 sztu k ), Fahrbefehl 191 (500 sztuk), przepustki nocne (około 50 sztuk) oraz blankiety zezwalające n a prowadzenie samo­ chodów osobowych przez Niemców wykonała komórka legalizacyjna K edywu K G AK. Komórka ta dostarczyła również szereg blankietów firmowych, legitymacje pracy i stem­ ple. D użą trudnością było zdobycie legitymacji pracy fiim niemieckich lub też wzorów tych legitymacji, ale już w końcu listopada 1943 r. adiutant był w posiadaniu wszy­ stkich potrzebnych dokum entów samochodowych na każdą okazję. Jednak stan go­ towości długo nie trwał, 'bowiem władze niemieckie bardzo często nie tylko poszerzały zakres potrzebnych dokum entów samochodowych, lecz i zmieniały wzory istniejących. Sprawa aktualizacji zestawu dokum entów towarzyszyła więc służbie »M oto« przez cały czas działalności konspiracyjnej oddziału. Również niełatwym zadaniem w zakresie zaopatrzenia służby »M oto« było wyposa­ żenie zdobytych samochodów w niezbędne narzędzia, części zam ienne i zapasowe oraz w sm ary i paliwo. W wyniku przeprowadzania wstępnej klasyfikacji przez „Sam a”, a później przez „K o ­ legę”, wyłaniała się konieczność wymiany lub uzupełnienia zużytych mechanizmów, świec zapłonowych, ogumienia, przepalonych żarówek, akum ulatorów itp., a ponadto u z u ­ pełnienia wyposażenia znajdującego się w zdobytym samochodzie. K ażdy bowiem sa­ mochód m usiał być wyposażony zgodnie z opracowaną przez „Sam a” specyfikacją. O pracow ane przez „Sam a” dane techniczne i zaopatrzeniowe dla różnych m arek i m o­ deli samochodów osobowych pozwalały n a podstawie znajomości m arki i m odelu zdo­ bytego samochodu natychm iast określić np. rodzaj instalaaji elektrycznej, charakterystykę świec zapłonowych, w ym iary ogumienia, pojemność zbiornika paliwa oraz zużycie paliwa na 100 -km, co w znacznym stopniu ułatwiało zaopatrywanie określonego ty p u samochodu bez konieczności ustalania tych danych przez szczegółowe badanie now o zdobytego sa­ mochodu. T rudności w zaopatryw aniu samochodów w narzędzia i części zam ienne 'były -sto­ sunkowo niewielkie, a to dzięki przeciekom z dostaw dla arm ii niemieckiej). N a przykład jeden z dostawców narzędzi i części samochodowych, z którego usług korzystał inten­ dent »M oto«, obywatel holenderski, p. Heine M innem a, zatrudniony jako szofer zmo­ toryzowanej jednostki niemieckiej stacjonującej na terenie daw nych koszar 36. pp przy ulicy 11 Listopada w Warszawie, gotów był dostarczyć, gdyby zaszła potrzeba, nawet nowy kom pletny silnik samochodowy. 192 Jednym z poważniejszych źródeł zakupów benzyny i smarów był w arsztat m echaniczny BM W przy ulicy Korsaka 3/5 w W ar­ szawie. D uże trudności stwarzało zaopatrywanie samochodów w opony. Oddzielnym, wiążącym się z zaopatrzeniem problemem był transport zakupywanej w większych ilościach benzyny do -magazynu »M oto«. Zaopatrzenie w paliwo i sm ary w nieznacznym tylko zakresie odbywało się przez realizowanie w stacjach benzynowych niemieckich bonów na benzynę i olej. W czasie konspiracyjnej działalności oddział dysponował następującymi garażam i193: 1. garaż przy ulicy Dobrej przy T am ce — II pluton 2. „ „ „ Gęsiej nr 6 (w arsztat mechaniczny p. Zalewskiego) — I I I pluton, 3. „ „ „ Ogrodowej 68 — I pluton,

191 W pewnym okresie oryginalny druk Fahrbefehl miał błąd zecerski, a mianowicie opusz­ czoną literę „ r” w wyrazie Strassenverkeh-r-samt, w związku z czym i w druku sporządzonym przez oddział błąd ten również musiał zostać powtórzony, nie wiadomo bowiem było na pewno, czy nie jest to umyślna pułapka dla odróżnienia druków legalnych od druków' podrobionych. 192 Relacje Stefana Grudzińskiego i Mariana Bobrana, 1, 3. 19:{ Relacje Stefana Grudzińskiego, 1, 3, Mariana Bobrana 1, 3 i Wojciecha Świątkowsk go, 1, 2, 3.

Dowód prawa jazdy Nr t (Pr*y jaździe w ubraniu cywilnym, w mundurze NSD A P* lab oddziałów tejże, w ażna tylko w połączeniu z legitymacją urząd.policyjną — legitymacją służbową policji bezpieczeństw a — *)• O kaziciel jest urzędnikiem policyjnym w bezpośrednim sto­ sunku służbowym Rzeszy.

*

*•



••

N u p o d sta w ie § I str. ne]

577)

w ła d z y

je st do



' ’' • ;

.

.

1 U u t. z do* 11

u p o w a ż n io n y

w

m u ja

1937

.

r. ( R G B ! .

o b rę b ie

za się g u p o d p is a ­

k o rzy sta n ia z p r z e ja z d ó w

tr a m w a ja m i i in ­

nym i śro d k a m i lo k o m o c ji.

•*

O *

dnia

' * • • • • "• • « l e s s m*a aa*

O a *' f i s Iw

1 O Ą g i-

r y

. • r . ,

.

.

Dzień, miesiąc* rok

M iejscowość

4.

j i. • •

^ Władza lub Urząd P ie c z ę ć « rz ę d ó w *

Z

j .

poKjr \

g § a P o d p ia

Wiaanojręczny podpi* upoważnionego do jazdy ■ & r:

/*

^ U rząd

lu b



sto p ie ń

•S

- y

t e • • • i • Vą

'

«• • • #

słu ż b o w y

* * ? ./. (

¿ /

* V

ł) Nieodpowiednie tkfeślie*

Dowód prawa jazdy Ludwika Żurka — strona w języku polskim.

<

*

'

• « e.ą t • • •

*7BHf ^ 4 * .> " *

'

4 * f tl^ « « ,f % : s rf--Ł*># * «• s W'.' M V AvHa*¥ A , ^ : NA A — A A

^ki A ■

am a

PB— a— •\ ‘ .f . •

| J -* '■- ■ .^ *. • _

V*

• » 't *A

/ %>:5*,

-r #». *♦'

m O

,i3ri fflhtt in 3»oiJhteibung, in Uniform ber P 5 P B P , ober iljter Siicberungcn nur cutlig in P erbin uu ng mii bem p o lijc ib c a m tc n a u stucis — Dicnfinustocis ber Sirherhcitspolijd — *)■ Dorjeigcr ift im unm ittdb arcn ficidisbirnft fteficnbct P o l i j d noiljugsbeam tcr.

Et ift rtari] § 1 bes Gef. o. 11 THai 195? (liSBI. I 5. 5??} bcreditigt, innethalb bes fut bie untet eidinct£ Ikhotbe julaffigen Geltungsbeteidis bie Stro^enbahnen unb bie Befdtberungsmittel bet bem £inicnoetheł]t bienenben Untctnelimen 3U bcnutjen. 3

.

/ '



» W* CK I ■> *U .. U

O /!.

j

....... Ort

{





...

• - Ł\-*ay

A

ben Tcg, lllonat, Jaijr i r . u '! . Beijurbc ober Picnftftclic

Bienftftrm pd

3. p . y ; -

y

7/ //'} fw

| f • |

. • • • f 9 • • A %9 *

.,,. *I 9|

99|

A

Untcifctirift

Eigenłjanbige Unterfdirift bes fat]itbereditigten: ^ 4 (£ > , . c * .

M

. : . * ? .£ .$ :

-¿ .

.& . . .

pn»tsbe5eidinung obec Lłienftgtab:

Jj Pid)i 5 urtcffcnbco ift j u ftitcidjen.

3S» 4

Dowód prawa jazdy Ludwika Żurka

strona w języku niemieckim.

-*

122

Organizacja oddziału

4. garaż przy ulicy Spalinowej 13 — II pluton, 5. „ „ „ K rochm alnej 24 — I I I pluton, 6. „ „ „ Czerniakowskiej 206 — II pluton, 7. „ „ „ Płockiej — IV pluton, 8. „ „ „ Żymirskiego róg Spalinowej — IV pluton, 9. „ „ „ Słowackiego (fo rt) — II pluton, 10. „ „ „ Zakopiańskiej — I I I pluton, 11. „ „ „ Słonecznej — II pluton, 12. „ „ „ Brzeskiej 10 — służby »M oto«, 13. „ „ „ Kossaka 4 — garaż przy oddziałowym szpitalu (tylko po operacji »Stam m «) 14. „ „ „ Chełmskiej 38 — służby »Moto«. Korzystanie z usług warsztatowych kulało do m arca 1944 roku, to jest do m om entu skon taktowania się „N iuńka” z p. Tw ardow skim (późniejszy pseudonim „Kolega” ) pracującym w garażach i warsztacie przy ulicy Brzeskiej 10. Garaże te m ogły pomieścić — z możliwością m anewrowania — 4 sam ochody osobowe. Nadawały się również do ga­ rażowania samochodów ciężarowych. Przy garażach istniał niewielki w arsztat mechanicz­ ny, w którym p. Twardowski pracował jako m echanik samochodowy. Garaże, jak również warsztat, stały się w 'krótkim czasie jedną z najpoważniejszych baz rem ontow ych samochodów oddziału. Z bazy tej korzystało 11 samochodów od­ działu, w tym 4 ciężarowe. Przeprowadzane tu były rem onty i lakierowanie samochodów oraz wyposażanie w niezbędne narzędzia i części.194 Z chwilą przystąpienia do służby w oddziale „K olegi” i jego pom ocnika „W alka” służba »M oto« wzbogaciła się o własnych, doświadczonych mechaników samochodowych. Sprawę magazynu służby »M oto« rozwiązano dzięki współpracy pp. Bajtlów, którzy oddali do dyspozycji oddziału garaż położony przy ulicy Wileńskiej l l . 195 Z uwagi na to, żc garaż ten mógł pomieścić zaledwie motocykl z przyczepą lub m ały samochód, został przeznaczony na magazyn materiałów pędnych *i sm arów oraz części i narzędzi samochodowych. M . in. składowano tu charakterystyczne nietypowe części i akcesoria, wymontowane ze zdobytych samochodów, jak sygnały, reflektory, zderzaki, tabliczki numerowe. N adm ienić trzeba, że teren, na którym znajdował się m agazyn, był w dzień i w nocy strzeżony, gdyż w dom u tym mieścił się X IV kom isariat policji polskiej (tzw. granatowej). Funkcjonariusze policji nie podejrzewający żadnej nielegalnej działalności byli w pew­ nym stopniu ochroną. Samochód wyjeżdżający po paliwo lub wjeżdżający z paliwem, a wpuszczany przez policjanta otwierającego bramę, nie wzbudzał podejrzeń nawet w chwili, gdy ulicą przechodził patrol żandarm erii niemieckiej. 198 Pod koniec maja 1944 r. służba »M oto« dysponowała jeszcze drugim magazynem, wynajętym przez jednego z żołnierzy, „Rakoczego” (Zbigniew Tchorzew ski). M agazyn ten znajdował się przy ulicy Złotej 58 i był przeznaczony wyłącznie do magazynowania benzyny. 197 Wszelkie narzędzia, części, benzyna i oleje były wydawane za pokwitowaniami, bę­ dącymi jednocześnie dowodami rozchodu. Przychody i rozchody były rejestrowane w księ­ dze magazynowej. Dla paliwa, oleju i smarów prow adzone były ponadto 'karty przy­ chodu i rozchodu na każdy samochód. Sam ochody były zaopatrzone w książki inwen­ tarzowe. N a krótko przed wybuchem Powstania Warszawskiego wyposażenie magazynu wzbo­ 194 Przygotowanie samochodów do operacji specjalnej »Koppe« omówimy przy opisie tejże operacji. 195 Syn pp. Bajtlów był żołnierzem oddziału, ponadto byli oni zaprzyjaźnieni z „Niuńkiem”, z którym mieszkali w jednej kamienicy. 196 Relacja Mariana Bobrana, 3. 197 Relacje Mariana Bobrana, 3 i Zbigniewa Tchorzewskiego, 3.

Ordre de bataille na koniec 1943 r.

123

gacił ręczny agregat do lakierowania samochodów oraz prostow nik lampowy, um ożli­ wiający ładowanie we własnym zakresie akumulatorów. Lokalami biurowym i służby »M oto« oraz umożliwiającymi prowadzenie obszernej ewidencji były kolejno: mieszkanie „K atody” przy Filtrowej 37, mieszkanie „Bogdana” przy Jagiellońskiej 32 i mieszkanie „N iuńka” przy Wileńskiej 11.

N a koniec 1943 r. ordrc de bataille kom panii »Agat« uległ zm ianom w stosunku do początkowego i przedstawiał się następująco: O R D R E D E B A T A IL L E K O M P A N II » A G A T « W G S T A N U N A 31 G R U D N IA 1943 R.

Dowództwo Dowódca oddziału Z-ca dowódcy A diutant dowódcy Z-ca adiutanta d.s. »M oto« Łączniczki dowództwa

8 ludzi.

— kpt. „P łu g ” — ppor. „Jerem i”, elew »Agricoli«.197* — ppor. „B ogdan”. — kpr. pchor. „N iuniek” . — strz. „M arysia”, elew »Agricoli«. — strz. „N in a”, elew »Agricoli«. — strz. „M ałgorzata” . — strz. „Rena” . Oficer bezpieczeństwa — kpr. pchor. „D ry l” (w stanach plutonów ) 198 Oficer oświatowy — kpr. pchor. „D ry l” (w stanach plutonów ). Wywiad ...................................... ....... . . w . . . . . . . 8 Szef służby — char. „Rayski”. K w a te rm is trz o s tw o ..................................................................................................................4 Szef służby — strz. „R obert”, elew »Agricoli«. Rusznikarz — sierż. „G enerał”. Skrytkarz — plut. „Szprycha”. M agazynier — strz. „B oruta”. Płatnik — strz. „Zosia”., elew »Agricoli« Instruktorzy » A g r i c o l i « 5 Starszy instruktorów — ppor. „Jerem i” i ppor. „Sulim a”. I p lu to n , . . . . . . . 49 Dowódca — strz. „L o t”, elew »Agrocoli«. 1. drużyna Dowódca — strz. „A li”, elew »Agricoli«. 2. drużyna Dowódca — strz. „Żbik”, elew »Agricoli«. 3. diużyna Dowódca — strz. „K ru k ”, elew »Agricoli«. Sekcja łączniczek — strz. „Z eta“, elew »Agricoli«. Intendent plu to n u — strz. „K ruszynka” , elew »Agricoli«. Szef służby »M oto« plutonu — strz. „B runo”, elew »Agricoli«. II p l u t o n ..................................................... 41 Dowódca — kpr. pchor. „M irski” . Zastępca dowódcy — kpr. „O rkan”, elew »Agricoli«.

ludzi. łudzi.

ludzi. ludzi.

lu d z i

i97a Używamy określenia „elew »Agricoli«”, a nie podchorąży, by nic zaciemniać obrazu; ty­ tuł ten przysługiwał od chwili przyjęcia do Szkoły Podchorążych. 198 W zachowanych oryginalnych meldunkach i sprawozdaniach miesięcznych nie zawsze są uwidocznieni żołnierze pełniący różne wydzielone fukcje, które sprawują będąc zaewidencjo­ nowani według pierwotnego przydziału.

Organizacja oddziału

124

1. drużyna — kpr. pchor. „Kopeć*. Dowódca 2. drużyna — plut. pchor. „Zaw al”. Dowódca 3. drużyna Dowódca — strz. „O ssoria”, elew »Agricoli«. — strz. „Jenny”, elew »AgricoH«. Sekcja łączniczek — strz. „K obza”. Intendent plu to n u Szef służby »M oto« plutonu — kpr. „N iem ira”, elew »Agricoli«. III pluton . . . . 60 ludzi. Dowódca — p lu t pchor. „L u ty ”. 1. drużyna Dowódca — strz. „M aryla”, elew »Agricoli«. 2. drużyna Dowódca — kpr. „Szarak”, elew »Agricoli«. 3. drużyna Dowódca — kpr. pchor. „Przygoda” . — strz. „Jan in a”, elew »Agricoli«. Sekcja łączniczek Intendent plutonu — strz. „Leszek”, elew »Agricoli«. Szef służby »M oto« plutonu — strz. „O lek”, elew »Agricoli«. S tan k o m p an ii199 ogółem wynosił 175 ludzi ( w tym 45 kobiet). W śród nich było 5 oficerów, 9 podoficerów, 14 podchorążych i 147 szeregowców.

H. SŁU ŻBA SA N IT A R N A Potrzeba zorganizowania służby sanitarnej oddziałów walki bieżącej wystąpiła znacz­ nie wcześniej niż utworzenie oddziału »Agat«. Decyzja jednak w sprawie jej powołania zapadła znacznie później niż zaistniały potrzeby. Sytuacja charakteryzująca się brakiem szczególnego zapotrzebowania ze strony walczących oddziałów n a świadczenia służby sanitarnej w Związku O dw etu czy organizacji »W achlarz« uległa zm ianie w raz z aktywizacją odcinka walki czynnej n a przełomie lat 1942— 1943 i utworzeniem Kedywu. D o tego czasu przypadki świadczenia pom ocy ran­ nym w »Osie-Kosie«, »M otorze« czy innych oddziałach walki bieżącej zależały głównie, a ściślej mówiąc wyłącznie od znajomości i kontaktów łączniczek czy też kolegów ran­ nego. 200 W takim układzie rzeczy zapewnienie pomocy szpitalnej, szczególnie w przy­ padkach typu postrzałowego, nie było łatwe i zależało od własnych i przyjaciół znajo­ mości, ale także od napotykanych postaw lekarzy i ich sytuacji w określonych środo­ wiskach. Szpitale bowiem nie tylko podlegały nadzorowi i inwigilacji władz okupacyj­ nych, ale personel ich miał ponadto obowiązek meldowania o każdym przypadku ran postrzałowych lub innych podejrzanych ran. Potrzebę zorganizowania własnej służby sanitarnej K edywu umotywowały prow adzo­ ne akcje bojowe. Ranny „R udy” w akcji na Brackiej, skatowany „R udy” oraz ranni „Alek” i „Buzdygan” w akcji pod Arsenałem, ranny „Jasny” (Jerzy Postek) w akcji »Bonifraterska« (akcja niosąca pom oc g ettu ), ranni „K rö n ”, „Jan I I ” (W łodzim ierz Stysło), „K atoda” i „L u ty ” w akcji pod Celestynowem, ranny „Rysiek” (Ryszard W e­ soły) w akcji pod Czarnocinem uzyskali pom oc sanitarną tylko dzięki kontaktom własnym lub kolegów, pomoc przypadkową, spóźnioną, niewystarczającą. Sytuacja rannych b u ­ dziła niepokój wśród walczących żc h lerzy 201, wywołując u nich wrażenie, że są w sy199 Meldunki i sprawozdania miesięczne. 200 Relacje Krystyny Zaburdy, 3 i Stefana Smarzyńskiego, 3. 201 Relacje Stanisława Broniewskiego, 3 i Hanny Zawadzkiej, 3. Również problem ten znaj­ dował się w centrum uwagi Kwatery Głównej Szarych Szeregów.

l É

D a tu m D a ta

ZIOTB

n i

E r h a lte n e M e n g e ( L ite r , K ilo g ra m m , K u b ik m e te r ) O tn .y n n i a P.JŚ6 ( litr ó w , k ilo g ra m ó w , m e tr ó w p n s e s ir z .)

A usfertigung c ' A u s g a b e ! ttśi Załatw ienie przez placôv kę w ydającą B M r O T O U / łC H H H

CTU11HU»

It t t  ÎW i :

O acr^ a'.ia KitbKicTb (jiiTpü, ,Ki.iorpaMH, icyöi* ;ii Merpu)

Warschau, den Der Polizeipräsident — Abteilung ill — LA.

Der Stcdîhauptmann in V / c f s c h c j

Strassen ve :)
Der Stadthauptmann in Warschau W i r t s ć h c s ; .sa rp .t

Miner«! ö ïs ic 1le

Wzory niektórych podrobionych przez »Parasol« pieczęci i druków niezbędnych do użytkowania zdobytych samochodów

126

Organizacja oddziaiu

tuacji straceńców, i to nie tylko zagrożonych śm iertelną raną kul nieprzyjaciela, ale rów ­ nież śmiercią wskutek braku pom ocy w tych przypadkach, w których ocalenie ży d a jest możliwe. Również w Kedywie K G A K sytuacja ta była analizowana, i to nie tylko z uw a­ gi na nastroje w śród żołnierzy, ale także ze względu n a konieczność zachowania żywej siły oddziałów. 202 Dlatego w m aju 1943 r. zapadła decyzja sfolinowania służby sanitar­ nej Kedywu K G AK. Szef kw aterm istrzostw a K G A K 20S, czyli oddziału IV, w składzie którego znajdowała się służba sanitarna, skierował dow ództw o Kedywu do szefa służby sanitarnej K G A K , płka d ra „Feliksa” (L eon S treh l), który zobowiązał się do udzie­ lenia pomocy w wynalezieniu właściwych ludzi i skierował sprawę do szefa sanitarnego Okręgu Warszawskiego A K , którym był wówczas płk rez. d r „Bakcyl” (H enryk Lenk). W ykorzystanie już zorganizowanej, lecz posiadającej charakter rezerwowy służby sa­ nitarnej Okręgu uznano od razu za niecelowe z uw agi n a jej całkowicie różny profil działania. „Bakcyl” wysunął kandydaturę szefa sanitarnego Obwodu W ola Okręgu W ar­ szawskiego A K , dra Cypriana Sadowskiego, n a szefa służby sanitarnej Kedywu K G A K , która m iała powstać jako odrębna, samodzielnie działająca jednostka organizacyjna, pod­ legła dowódcy K edyw u K G AK. Cyprian Sadowski, urodzony 29 września 1902 r. w Osieku, powiat Lipno, pochodził z rodziny pracow nika służby celnej. G im nazjum ukończył w M ławie w 1923 r. N ie m a­ jąc środków ¡na dalszą naukę w stąpił do Oficerskiej Szkoły Sanitarnej, a następnie na wy­ dział lekarski U niw ersytetu Warszawskiego. D yplom lekarza m edycyny uzyskał w 1929 r. W latach 1929— 1930 był asystentem prof. d ra Edw arda Lotha, pod 'którego kierunkiem przechodził staż szpitalny. W latach 1931— 1934 pracował jako lekarz pułkowy w jednostce stacjonującej w Inowrocławiu, a w latach 1934— 1939 odbywał specjalizację specjalizację robił w zakresie chirurgii miękkiej.

„Skiba” — »Rola«

127

— „Pobożański” (Jan Chomiczewski) 209, urodzony w 1909 r. — »Deska«, — „Kalinow ski” (A. K am iński) — »M iotła«, — Andrzej Gluziński 21°, a po jego śmierci w akcji — „Bogdan” (Jerzy Kaczyński) 211, urodzony w 1921 r. — Oddział dyspozycyjny »A«, Kedywu Okręgu Warszawskiego A K , 9 — „d r Poraj” (T . Biernacki) — od sierpnia 1943 r. do początku 1944 r. — pozo­ stałe oddziały K edyw u Okręgu Warszawskiego, — „W odołaz” (W łodzim ierz Nakwaski) 212, urodzony 1916 r. — rezerwa. W sumie więc »Rola« skupiała 9 funkcyjnych lekarzy, z których dwóch było dokto­ ram i m edycyny („Skiba” — od 1929 r. i „Bryła” — od 1930 r.), jeden lekarzem — („Pobożański” — od 1937 r.), pozostałych sześciu było studentam i m edycyny o różnym stażu, którzy dyplom y lekarskie uzyskali dopiero po wojnie — w latach 1945— 1953. Stało się tak dlatego, że skład osobowy »Roli« został skompletowany poprzez znajo­ mości w środowisku lekarskim i studenckim. Jako kryterium przyjęto stopień patriotycz­ nego i osobistego zaangażowania, zwrócono uwagę n a osoby w stanie wolnym, w maejszym zakresie uwzględniając poziom wiedzy i doświadczenia zawodowego. Stąd gros zespołu stanowili studenci, dopiiero w przyszłości lekarze, ale ludzie m łodzi, pełni zapału i ofiar­ ności. Spośród dziewięciu lekarzy, dwóch w dowództwie („Skiba” i „Bryła” ) oraz czterech spośród pozostałych — „d r M aks”, później także „ d r K alina” (Ja n L ipiński), „W odołaz” i „B rom ” — było absolwentami lub elewami Szkoły Podchorążych Sanitarnych W P.213 Średni wiek zespołu lekarskiego wynosił 30 lat. Łączność w »Roli« zapewniały cztery łączniczki. Ponadto w dw óch grupach -zorganizo­ wano sanitariuszki »Roli«, którym i kierowała „Zosia”. N a polecenie „Zosi” w określonym d n iu i miejscu dyżurowały sanitariuszki, aby być w każdej chwili do dyspozycji. Ponadto „Zosia” zlecała opiekę nad rannym i i chorym i w szpitalach ii w domach. Polegała ona na donoszeniu żywnośoi, leków oraz świadczeniu dodatkowej opieki pielęgniarskiej. Sanitariuszki roznosiły także rannym paczki świąteczne (Boże N arodzenie 1943 r.). Pakowały zestawy m ateriałów opatrunkow ych i lekarstw do toreb sanitarnych. Szkolenie sanitariuszek odbywało się w lokalu jednej z nich, przy ulicy Tucholskiej na Żoliborzu (sanitarne) lub przy ulicy Syreny (wojskowe). „Pani Stasia” zorganizowała leczenie chorych z oddziałów K edywu w am bulatorium szpitala Ujazdowskiego. Opieką am bulatoryjną zostali objęci wszyscy żołnierze Kedywu. „P ani Stasia” dyżurowała od godziny 9 do 10 każdego dnia n a ławeczce przed am bula­ 209 Dyplom lekarski uzyskał w 1937 r. w Warszawie; w 1946 r. otrzymał tytuł doktora nauk medycznych na podstawie rozprawy dotyczącej zjawisk towarzyszących odczynowi zlepnemu — bakterioliza. Później był profesorem Akademii Medycznej w Łodzi. 210 Byn on wnukiem prof. Gluzińskiego — wielce zasłużonego dla polskiej medycyny. Zginął w 1943 r. w czasie akcji przeprowadzonej przez oddział dyspozycyjny Kedywu Okręgu Warszaw­ skiego w lasach palmirskich. 211 Dyplom lekarza uzyskał w 1953 r. i specjalizował się w ortopedii. 212 Dyplom lekarza uzyskał w 1950 r. i specjalizował się w chorobach skórnych. 213 Opracowanie Bolesława Markowskiego: Podchorążowie z Ujazdowa> Londyn 1972, pas­ sim. Szkoła Podchorążych Sanitarnych w latach 1920— 1939 występowała pod różnymi na­ zwami: 1920 r. — Wojskowa Rada Sanitarna, 1921 r. — Wojskowy Instytut Sanitarny, 1922 r. — Wojskowa Szkoła Sanitarna, 1924 r. — Oficerska Szkoła Sanitarna, 1928 r. — Szkoła Podchorążych Sanitarnych, 1930 r. — Centrum Wyszkolenia Sanitarnego, które obejmowało Szkołę Podchorążych Sa­ nitarnych i szpital. Siedzibą jej był Zamek Ujazdowski w Warszawie. W 1923 r. w II promocji rozpoczął szkołę Cyprian Sadowski, w 1924 r. w III promocji Czesław Narkowicz, w 1928 r. w VII promocji Mieczysław Ropek, w 1934 r. w X III promocji Jan Lipiński, w 1935 r. w X IV promocji Jerzy Kaczyński, Zygmunt Kujawski, Włodzimierz Nakwaski i Zbigniew Dworak, w 1938 r. w XVII promocji Krystyn Strzelecki.

Organizacja oddziału

128

torium . D o tego miejsca sanitariuszki przyprow adzały wskazanych przez „Zosię” chłop­ ców, z którym i były one przedtem um awiane na mieście. „P ani Stasia” przejmowała Cho­ rego i kierowała go dalej do odpowiedniego lekarza. Pomoc dla rannych była organizowana w ten sposób, że w ¡przypadku zamierzonej akcji „Pani Stasia” poprzez znane sobie kontakty z lekarzami umawiała na wskazany dzień je­ den ze szpitali miejskich. W ytypow any szpital powinien więc być przygotow any n a przy­ jęcie ewentualnych rannych, których oczekiwał na trasie przejazdu lekarz »Roli«. M iał on podany adres szpitala, w którym winien być już zorganizowany dyżur. Ciężko ranni po­ zostawali w szpitalu, lżej ranni po opatrzeniu byli kierowani do lokalu sanitarnego przy ul. Szustra lub d o dom ów pryw atnych n a leczenie. W okresie leczenia znajdowali się oni pod opieką lekarzy »Roli« lub lecznictwa otwartego. W tej sytuacji liczba lekarzy współpracujących z »Rolą« była znaczna. Lekarzami ściśle współpracującym i w różnych sytuacjach z sanitariatem Kedywu A K byli m . in.: dr d r Jan Bogdanowicz, M aria Borkowska-Anusiakowa, Tadeusz Butkiewicz, Stefania Chodkowska, K laudiusz Czekalski, Jerzy Dreyza, Stanisław G arbień, Stanisław Giełżyński, W alenty H artw ig, Adam Huszcza, Czesław Jaworski, W acław KafLiński, Tadeusz Korzeniowski, Leon M anteuffel, Janina Misiewicz, M . Naramowski, Tadeusz Nowicki, M arian Pertkiewicz, Ładysław Piotrowski, Mieczysław Ropek, Paweł Rudnicki, W itold Rudowski, A nna Samsonowicz, M arian Stefanowski, Julian Szymański, Mieczysław Świniarski, Andrzej Trojanowski, Tadeusz W agner, Stefan Wesołowski, Jan Wójcikiewicz, Wacław Żebrowski, a także A dolf Wojciechowski, którego tragiczne losy, związane z żoną Niemką i synem Volksdeutschem, nie pow inny prowadzić do przeoczenia pomocy udzie­ lanej przez niego Podziemiu. U tw orzony oddział »Agat« był pod opieką sanitarną »Roli«, której działalność roz­ winęła się znacznie już w pierwszym półroczu jej istnienia. R aport »Roli« za II p ó ł­ rocze 1943 r. charakteryzuje jej działalność.214

Wyszczególnienie Chorych ogółem W leczeniu szpitalnym \y leczeniu domowym Dni leczenia szpitalnego Dni leczenia domowego Wizyty domowe lekarzy »Roli« Dyżury nocne sanitariuszek »Roli« Porady w ambulatoriach lecznictwa miejskiego Zabici i zmarli

V III

IX

X

XI

X II

Ogółem

40

2 2 — 10

------

——

7 3 4 10 14

16 8 8 119 117

11 10 1 209 30

12 11 1 240 31

50 36 14 628 192

5

16

10

7

38

3

14

16

12

45

7 5

10 2

23 1

12 1

52 10215

V II 2 2 ------



1

Doświadczenie kpt. „P ługa”, wynikające z braku niezbędnej opieki nad rannym i w cza­ sie i po akcji »Milkę«, przeprowadzonej w d n iu 5 października 1943 r., skłoniły go jed­ nak do szukania now ych rozwiązań w celu poszerzenia służby sanitarnej. N ie negując konieczności istnienia głównego zaplecza sanitarnego, tzn. »Roli«, zaczął dążyć do utw o­ rzenia służby sanitarnej w oddziale. N a przełomie października i listopada 1943 r. kpt. „P ług” powierzył łączniczce II plutonu „A kne” zorganizowanie przeszkolenia łączniczek w zakresie pomocy sanitarnej. Lidia Kowalczyk-Strzelecka („A kne” ) urodziła się 28 września 1920 r. w Warszawie. 214 MiD W IH, sygn. III/29/7. Raport »Roli« za 1943 r. 215 W oryginalnym dokumencie jest błąd w sumowaniu rubryki „Zahici i zmarli” : zamiast 10 podano 9.

Organizacja służby sanitarnej

129

Ojciec jej był technikiem, zdolnym fachowcem w dziedzinie konstrukcji broni, w w ar­ szawskiej fabryce „G erlach” (po wyzwoleniu w Fabryce W yrobów Precyzyjnych fi Zakła­ dach im. Marcelego N ow otki). Z dom u wyniosła poczucie obowiązku, poszanowanie dla wartości człowieka i patriotyzm . Ju ż w gim nazujm wyróżniała się pilnością, energią i zdol­ nością kierowania. Działała społecznie w rozm aitych sekcjach szkolnych, była prymusem klasy i chorążym szkoły. Nie zaniedbywała też wychowania fizycznego. Była członkiem reprezentacji Polski w gim nastyce na Lingiadzie w Sztokholmie w 1939 r. N a samym początku okupacji, chcąc ulżyć rodzinie, wyjeżdża poza W arszawę, aby w bardzo trudnych w arunkach pracować tam zarobkowo. 3 stycznia 1940 r. wstępuje do szeregów Związku W alki Zbrojnej, gdzie jako ‘k urierka w sekcji prowadzonej iprzcz Izabellę Stadnicką przewozi w terenie broń i’ ¡inne m ateriały konspiracyjne. Jednocześnie od 1 lutego 1940 r. studiuje medycynę na tajnych kom pletach U niw ersytetu W arszaw­ skiego. W ykłady odbywały się m iędzy innym i także w mieszkaniu jej rodziców. Po wpadce macierzystego oddziału A K przechodzi do »Agatu« zaraz po jego sform owaniu, wprowadzona przez swego kolegę ze studiów m edycznych i narzeczonego, „Zawała” . Początki pełnienia nowej funkcji tak wspomina: „K pt. »Pług« polecił mi zorganizowanie służby sanitarnej «Agatu». W tym celu skon­ taktował m nie z sanitariatem centralnym K edyw u K G AK, aby otrzym ać wytyczne i środ­ ki pomocy z ich strony. O dpraw a odbyła się w szpitalu Dzieciątka Jezus, prowadziła ją »Zosia«, moja koleżanka ze studiów. Polecenia otrzymywałem od kpt. »Pługa« za pośrednictwem łączniczki »Dewajtis«. Z a­ dania moje w służbie polegały na szkoleniu w zakresie doraźnej pomocy najpierw łącz­ niczek, potem żołnierzy oddziału, organizow aniu masowych badań lekarskich, 'które prze­ prowadzał lekarz z Kedywu K G A K , organizow aniu pomocy w zakresie lecznictwa i za­ opatrzenia sanitarnego. Głów nym , ale nie jedynym lokalem mojej pracy było mieszkanie mych rodziców przy ulicy W spólnej 61 m 20, gdzie np. odbywały się badania określa­ jące grupę krw i żołnierzy oraz wykłady szkoleniowe” 216.

Powodem zorganizowania zaplecza sanitarnego dla oddziału stały się sm utne doświad­ czenia płynące z braku zapewnienia należytej opieki rannym w operacji specjalnej »K utschcra« w dniu 1 lutego 1944 r. W nioski płynące z przeprowadzenia tej operacji zrekapitulował kpt. „P łu g ” i zostały cne omówione na odprawach u płka „N ila” .217 Podstawowym problem em , który wysunął się na plan pierwszy, była organizacja opie­ ki sanitarnej. Jak dowiodły perturbacje z zapewnieniem tej opieki ciężko rannym „L otow i” i „C ichem u”, którzy w stanie wymagającym absolutnego spokoju i bezruchu byli wożeni po W arszawie wielokrotnie w ciągu doby po postrzałach i po operacji, dotychczasowa organizacja sanitarna dla walczących oddziałów nie w pełni zapewniała właściwą opiekę rannym i nie w pełni spełniała przewidziane zadania.218 Spełniała ona swoją rolę na od­ cinku profilaktyki, opieki nad żołnierzami w czasie choroby, kształcenia sanitariuszek w oddziałach i co najwyżej w zakresie pom ocy dla lekko rannych w akcjach. Przy po­ strzałach ciężkich system opieki zawodził. U znano, że szpitale są izbyt licznym i skupiskami różnych ludzi, zbiorowości lekarzy, którzy naw et w okresie okupaaji często wiedli życie 216 Relacja Lidii Kowalczyk-Strzeleckiej, 2, 3. 217 Relacja Adama Borysa, 3. 218 Nie miejsce w niniejszym opracowaniu na zgodną ze sztuką lekarską analizę przypadków postrzałów, których konsekwencją w przypadku ran brzucha była z reguły śmierć. Czy zgodnie z ówczesnym stanem wiedzy medycznej i poziomem techniki chirurgicznej tak być musiało? O odpowiedź na to pytanie dotąd nikt się nie pokusił. Problemu tego nie porusza również ¡roz­ prawa doktorska przedłożona przez dra Zbigniewa Jaśniewicza w 1972 r. w Centrum Podyplo­ mowym Szkolenia Medycznego w Warszawie pod dość niejasnym i nieprecyzyjnym tytułem: Działalność kierownictwa sanitariatu K edyw u przy K G A K na terenie W arszawy w latach 1943144.

130

Organizacja oddziału

znacznie bardziej ustabilizowane i o mniejszym zagrożeniu w porów naniu iz innym i za­ wodami, by system lokowania rannych w szpitalach publicznych m ógł w każdym przy ­ padku zapewniać prawidłową opiekę i opieką tą służyć. Wniosek z tego płynął jeden: trzeba organizować własne oddziałowe punkty sanitarne, wyposażone w salki i bloki ope­ racyjne, do których będą m ogli być sprow adzani wypróbowani lekarze. Dlatego w lutym 1944 r. „ d r M aks” został przkazany z »Roli« do »Pegaza« i zaczął organizowanie stałej i rozwiniętej służby sanitarnej w oddziale, stając się jej szefem. Równocześnie utw orzono sokcję sanitariuszek, z zadaniem służby w poszczególnych jednostkach organizacyjnych oddziału 21d, a mianowicie: I pluton — „Basia” (Barbara K orow a), „B unia” (Zofia M edyńska-Radziszewska). II p lu to n — „Z ula” (H an n a K arczew śka-Brudzyńska), „A ńka” (H alina S trakacz-Porowska ). III pluton — „L ucyna” (L ucyna Podlaska-W itkowśka), „H alina” (H alina Kotorow icz- Słonimska ). IV p lu to n — „K rystyna” (K rystyna W itkowska-Sowińska), „W acka” (W acława G odzisz-Jurczakow ska). Były to sanitariuszki z »Roli«, koleżanki z wydziału lekarskiego Uniwersytetu W ar­ szawskiego. Niektóre z nich studiowały na tajnych kompletach. Część z n ich wywodziła się z żeńskiej drużyny Z H P przy G im nazjum i Liceum im. Juliusza Słowackiego, której harcerki kontaktowały się ze sobą przez cały czas okupacji. Stam tąd właśnie przyszła do »Roli« „Z ula”, która poprzednio była w W SK Ochota, a wówczas pracowała jako piclęgniarka-instrum entariuszka w I klinice chirurgicznej szpitala Dzieciątka Jezus, na od­ dziale urazowym. Z tej samej klasy G im nazjum i Liceum -im. Juliusza Słowackiego wywodziły się „A ńka" i „W acka”. Obie należały przed wojną do harcerstwa, lecz do innych zastępów i drużyn, a do »Roli« trafiły przez drużynową. D o tegoż gim nazjum chodziły również: „Jan in a”, „H anka” (H anna W iohrowska), „Boja” (D anuta M ażyńska), „Jola” (Ewa H anulanka), „M ałgorzata” i „K rystyna” . Po­ nadto w skład sekcji sanitarnej weszła „H alina”, dyplom owana pielęgniarka-instruktorka .v szkole pielęgniarek, siostra „K ro n a”, który zginął w akcji pod Celestynowem. W krótce potem „dr M aks” zaprzysiągł w służbie oddziału »Agat« swego kolegę — także pracującego w szpitalu Przemienienia Pańskiego, tylko na innym oddziale — „dra K alinę” 22<>. W początkach kwietnia 1944 r. przybyła „Eryka” (Eryka Tyszków na), którą przy­ dzielono do IV plutonu, a w końcu kwietnia „Ala” (Alodia W iszniewska-Dworak). W po­ łowie kwietnia przybyła „K rzysia” (K rystyna Paw łow ska-Żukow ska)-i dołączyła do II plutonu, a w kw ietniu „L ena” (D an u ta Boleszczyc-Rudnicka-Kaczyńska) z pięcioma dziewczętami. N a początku czerwca przybyła „A da” (A ldona Łukaniew icz) i dostała przy­ dział do III plutonu. Reorganizacja służby sanitarnej, wskutek jej rozrostu, nastąpiła w czerwcu 1944 r . 221 Jej organizacja przedstawiała się w tedy następująco: Szef służby sanitarnej oddziału — „ d r M aks” . Zastępca szefa — „ d r K alina” Łączniczka szefostwa — „A la” 219 Relacje Hanny Karczewskiej-Brudzyńskiej, 1, 2, Haliny Straclialskiej-Dunin-KarwickiejRakoczy, 3, Lidii Kowalczyk-Strzeleckiej, 2, 3, Wacławy Godzisz-Jurczakowskiej, 1, 3 i Zbig­ niewa Dworaka, 1. 220 Jan Lipiński urodził się 17 listopada 1915 r. w Warszawie. Dyplom lekarza uzyskał w 1945 r. W 1944 r. był na V roku wydziału lekarskiego Uniwersytetu Warszawskiego, ale prace lekarza rozpoczął w 1940 r. w szpitalu Przemienienia Pańskiego. 221 Relacje Hanny Karczewskiej-Bmdzyńskiej, 1, 2, Haliny Strachalskiej-Duain-Karwićkiej-Rakoczy, 3, Lidii Kowalczyk-Strzclcckicj, 2, 3, Zbigniewa Dworaka, 1, Wacławy Godzisz-Jurczakowskiej, 1, 3 i Barbary Dyga-Hellwigowej, 1, 2, 3.

Oddziałowe punkty sanitarne

131

Drużynowa sanitariuszek — „H alina”. Zastępca drużynowej i sprawy finansowe — „Basia” 222 po odejściu z I plutonu. Intendent służby — „Ż ula” . — „Basia”, później „L ena”, „A nna” (M aria Sanitariat I -plutonu W alicka-G olanek), „Bożena” (H alina K idzióska-Zdanow icz), „Jaga” (Zofia M arten s), „Ew a” (H alina Boczkowska-Latek), „O leńka” (Irena Pluta-Sulew ska). Sanitariat II plutonu — „Z ula”, „A nka”, „K rzysia”. Sanitariat III plutonu — „L ucyna”, „A da”. Sanitariat IV plutonu — „K rystyna” d „Eryka”, która również pro­ wadziła magazyn. Sanitariat V plutonu — „W acka” oraz w sekcji instruktorskiej „Akne” i „Zaw ał”. Podstawowe obowiązki służby sanitarnej oddziału m ożna określić następująco: 1. W przypadku mającej się odbyć akcji należało uzgodnić szpital i rozw inąć jede lub w razie potrzeby kilka punktów sanitarnych, a więc wchodziła tu w grę kwestia lo222 Interesująca jest charakterystyka „Basi” (Barbara Korewa) jako jednej z sanitariuszek: „Największą indywidualnością w sekcji była bezwzględnie Basia Korewianka. Basia nie uznawała kompromisów, miała swoje ustalone zasady, od których nigdy nie odstępowała. Jeżeli jakaś spra­ wa była, jej zdaniem, nie w porządku, niezależnie od osoby, do której się to odnosiło, z dużą dozą cywilnej odwagi wypowiadała swoją niejednokrotnie bardzo surową opinię. Początkowo Basi przypadła w udziale praca w I plutonie. Zabrała się do niej z wielką energią i poświęceniem. Wszystko było zawrze na czas załatwione, żołnierze z I plutonu nie mieli powodu do narzeka­ nia na swoją sanitariuszkę. Taki stan ¡rzeczy trwał do maja. W kwietniu przybyła wprowadzona przez kpt. »Pługa« »Lena« wraz z czterema nowymi dziewczętami. Początkowo została przy­ dzielona do II plutonu, z tym, że »Zula« miała zająć się wyłącznie dntendenturą. »Zula« po­ trafiła jednak obronić swe stanowisko i dowódca II plutonu nie zgodził się na zamianę sanita­ riuszki. Wtedy zapadła decyzja, że »Lena« zajmie miejsce Basi, która obejmie kasę d będzie pomagać »Halinie« w prowadzeniu sekcji jako jej zastępczyni. Dla Basi była to bardzo przykra zamiana, tradła kontakt z żołnierzami, do których zdążyła się już przywiązać. Nie stawiała jednak oporu, posłusznie wykonała rozkaz i zajęła się rzetelnie nową pracą, do końca jednak nie ustąpiła i starała się wrócić do plutonu. Basia była studentką III roku medycyny. Do nauki podchodziła bardzo poważnie i poświę­ cała jej cały wolny czas. Była poza tym bardzo religijna. W okresie kiedy przed przyjściem do «Parasola» była naszą sekcyjną, pilnowała, byśmy chodziły do kościoła w niedzielę. Kiedy ją poznałyśmy, była w żałobie po matce. Nigdy z nami na ten temat nie rozmawiała, ale czułyśmy, żc Basia bardzo głęboko i ciężko przeżyła jej śmierć i nie może się otrząsnąć z przygnębienia. Była bezwzględnie poważniejsza od nas i raczej niechętnie brała udział w naszych wesołych pogawędkach, choć usposobienie miała pogodne. Poza tym była bardzo skryta. W czasie swego pobytu w lesie po akcji na Koppego Basia wykazała się odwagą i przedsię­ biorczością. Będąc zdrową i silną dobrze znosiła niewygody i brak snu na dyżurach przy ran­ nych. Na czas Powstania została przydzielona do oddziałowego punktu sanitarnego. Początkowo nie chciała się na to za żadne skarby zgodzić. Jak to, ma znowu pozostać na tyłach, zamiast nieść pomoc na pierwszej linii? Pomimo to, pod wpływem rzeczowych argumentów »dra Maksa« Basia ustępuje. Ustępuje, rozumiejąc dobrze, że punkt sanitarny musi mieć doświadczony per­ sonel, a jednocześnie przezwyciężając własną ambicję i zapał, by wziąć bezpośredni udział w walce. PiorWvS.ze dni Powstania spędza Basia na punkcie. W tym okresie mamy ze sobą mały kon­ takt. Wiem, że napływ rannych zwiększa się, że pracy mają tam coraz więcej, a Basia wkłada w nią maksimum swych możliwości. Potem przyszło getto i Stare Miasto. Ostatni raz widziałam Basię na parę godzin przed jej śmiercią. Została wtedy zwolniona z pracy na punkcie, by przejść jako sanitariuszka liniowa do 1. kompanii. Po pięknych, marmu­ rowych schodach w pałacu Krasińskich szedł »Rafał« (Stanisław Leopold), a przy nim, ubrana w panterkę, z przewieszoną przez ramię torbą, Basia. Było w wyrazie jej twarzy coś tak pro­ miennego, że przystanęłam na chwilę. Mijając mnie, Basia uśmiechnęła się, podniosła zawadiacko łokieć: — Tak jest, idę na linię! Nad wieczorem chłopcy odnaleźli w gruzach jej ciało”.

Organizacja oddziału

132

kału, transportu sprzętu lekarskiego d gospodarczego, wyposażenia wnętrza, aprowizacja punktu w żywność, uzgodnienie osób lekarzy i ustalenie dyżurów. Należało również za­ pewnić w punkcie sanitarnym krwiodawcę. 2. Opieka n ad zdrowiem żołnierzy należała do sanitariuszek przydzielonych do p o ­ szczególnych plutonów . K ażdy z żołnierzy, gdy m u coś dolegało, zgłaszał to swojemu bezpośredniemu przełożonemu, a ten z kolei meldował o tym dowódcy plutonu, ¡który miał kontakt z jedną z sanitariuszek, zawsze obecną na cotygodniowych odprawach. U sta­ lano w tedy, gdzie i kiedy chory ma się zgłosić do lekarza. Podobnie załatwiano sprawę skierowań na leczenie stomatologiczne. Ponadto przeprowadzono kolejno badania stanu zdrowia wszystkich żołnierzy. Przeprow adzano dla całego oddziału badania krwi n a grupy, a to w celu zorganizowania krwiodawstwa, oraz szczepienia ochronne przeciw durow i plamistemu. 3. Prowadzono także szkolenie w plutonach w zakresie pierwszej pomocy w nagłych wypadkach. Chodziło o to, aby każdy z żołnierzy znał najbardziej podstawowe zasady udzielania pomocy, nakładania opatrunków i transportu chorych. 4. W nioskowano udzielanie pomocy finansowej w przypadku choroby lub niedoży­ wienia. Niedożywienie ustalał „d r M aks” podczas badań stanu zdrowia w oddziale. N a­ leżało taki przypadek zgłosić do referenta opieki nad chorym i, to jest do „P ani Stasi”, która przekazywała dietę dzienną na dożywienie. Dieta ta przysługiwała ponadto chorym w szpitalach ze względu na niedostateczne wyżywienie szpitalne, chorym w dom ach p ry ­ watnych oraz krwiodawcom w okresie dwóch tygodni po przetoczeniu krwi. 5. Ponadto sanitariat kompletował wyposażenie sanitarne przez zakupy leków i narzędzi chirurgicznych oraz sprzętu sanitarnego, zajmował się ich konserwacją i magazynowaniem, a w razie potrzeby kompletowaniem zestawów wyjazdowych. Nie chcąc wzbudzać podej­ rzeń, duży zestaw narzędzi chirurgicznych, np. do operacji brzusznych, kupowano kilka­ krotnie m ałym i partiam i przez różne osoby, które w razie zapytań sprzedawcy w sklepie miały zależnie od okoliczności różne wytłumaczenia.

Ju ż w m arcu i 'kwietniu 1944 r. służba sanitarna wyposażyła dwa punkty sanitarne: jeden n a M łocinach, o kryptonim ie »Placówka« 223, drugi w kupionej od pp. Dehnelów przez kwaterm istrzostwo willi przy ulicy Kossaka 4, gdzie urządzono niewielką, lecz Z pełnym wyposażeniem salkę operacyjną. O dpraw y sekcji sanitarnej odbywały się co tydzień, zawsze następnego dnia .po odpra­ wach dowódców plutonów. Od m arca 1944 r. sanitariat posiadał własny lokal biurowy przy ulicy Śniadeckich 18. W nagłych w ypadkach wykorzystywano sieć alarmową. W przypadku przeprow adzania specjalnej akcji bojowej sanitariat pracował w pełnym składzie, niezależnie od przydziału sanitariuszek do plutonów. Po zarządzonym pogoto­ wiu akcyjnym sanitariuszki przygotowywały sprzęt gospodarczy, który następnie zostawał przewieziony do punktu sanitarnego. Narzędzia i leki przywożono dopiero na kilka go­ dzin przed akcją. N a ogół dyżurowali wtedy 2 lekarze i 2 sanitariuszki, 'którzy stawiali się tam o umówionej godzinie. Sanitariuszki przygotowywały sprzęt i w pogotowiu aż do odwołania oczekiwano na ewentualne przybycie rannych. W tym czasie w biurze przy ulicy Śniadeckich dyżurowała łączniczka i zapasowe sanitariuszki, aby stawić się w punkcie sanitarnym n a wezwanie. W norm alnych dniach pracy sanitariuszki brały udział w co­ tygodniowych odprawach, kierowały do lekarzy, wydawały leki, odwiedzały chorych. B iu­ ro sanitariatu czynne było codziennie i m ożna w nim było odebrać zamówione lekarstwa, dowiedzieć się, gdzie należy skierować dany .przypadek choroby, przekazać pocztę, zgłosić zapytanie o term in spotkania z „M arią” , gdy którem uś z żołnierzy potrzebne było zwol­ nienie z pracy od urzędowego lekarza. Biuro mieściło się w mieszkaniu siostry „A li”, 223 Dokładnego adresu nic udało się ustalić.

133

D rużyny „Asa”-„Szaraka”-„Mietka”

której mąż m iał w nim pracownię grawerską. Kręciło się tam sporo klientów, tak że c o ­ dzienne wizyty nie zwracały specjalnej uwagi. M agazyn sanitariatu znajdował się w mieszkaniu „Ż uli” przy ulicy Grójeckiej 41 i w nim przechowywane były 3 kom plety operacyjne, lekarstwa i m ateriały opatrunkowe. M agazyn sprzętu gospodarczego mieścił się u „E ryki” n a Żoliborzu.

I. R O Z R O ST I S T R U K T U R A O D D Z IA Ł U Form owanie poszczególnych służb powodowało kierunkowy rozwój oddziału, jednakże liczbowo rozrastał się on już od początku swego istnienia w sposób zdecydowanie dyna­ miczny. Biorąc za podstawę stan początkowy, wskaźnik w zrostu liczbowego do grudnia 1943 r. wyniósł 224,3. W zrost w poszczególnych miesiącach i jednostkach organizacyj­ nych oddziału przedstawiał się następująco 224: Jednostki organizacyjne

V III

Dowództwo i służby I pluton II pluton III pluton

5 25 27 21__

Ogółem

78

X

XI

X II

23 38 42 40

21 38 41 39

25 49 41 60

143

139

175

W drugim półroczu 1943 r. największy przyrost nastąpił w okresie m iędzy pierwszym a trzecim miesiącem istnienia o d d ziału .225 W iązał się on przede wszystkim ze zjawiskiem wprowadzenia do oddziału najbliższych kolegów środowiskowych tych, którzy stanowili zaczątek oddziału. 226 N ie sposób wymienić tu wszystkich środowisk, ale przykładowo podać można następujące: środowiska harcerskie (np. 64.W D H , 58.W ŻD H , 6.W D H
134

Organizacja oddziału

i Woli. „A rtos”, „O rros” (i „K lem ens” pracowali jako robotnicy w U rsusie, „P ru s” i „ Ju r­ czak” w firm ie „ In terp rin t”, „T om ek” -i „Skiba” chodzili d o Liceum Kolejowego, a „ S p o ­ kojny”, „Bolek” i „Zbyszek” n a wspólne tajne komplety gimnazjalne. „A s” i jego grupa także znali „L utego” jeszcze przed wojną, gdy był on hufcowym drużyn szkół na Powiślu, i spotykali się z nim na terenie działania 3 0 .W D H .228 Razem z „L utym ” przebyli we wrześniu 1939 r. tułaczkę .po Polsce, doszli do Chełma i razem powrócili do Warszawy. „L u ty ” w prowadził ich do Szarych Szeregów. Była to drużyna rekrutująca się ze środowiska robotniczego, „As” pracował w fabryce Fuchsa, jego koledzy jako robotnicy w różnych zakładach, ojciec „Asa” był emerytowanym kierowcą w fabryce Fuchsa. Weszli do I I I plutonu jako sekcja „Asa” w składzie: „As”, „K ier” (Jan Sylwestrow icz), „Pik” (Stanisław Banaszkiewioz), ,W irówka” (T adeusz M rów czyński), „K rótki” (M ieczysław Perendyk), „W alet” (Z enon Banaszfciewicz), „Poker” (Zbigniew Fijewski), „M undek” (E d m u n d M irek), „G ry f” (Jerzy T rzm iel), „Staszek” (Stanisław Ołdakowski). Z kolei „L o t” zwerbował do I plutonu swych kolegów, których wprowadził jako drużynę „M ietka” . W składzie jej byli od początku: „M ietek”, „F iga” (Justyn Ignatow icz), „Z iutek” (Józef Szczepański), „T adeusz” (T adeusz F o p p ), „Zdzisiek” (N N ), „K rysia” (Ryszard Sas), „Bob” (Zbigniew Rawicz-Roessler), a później doszli „Pikus” (Stefan D yź), „ J u r” (Jerzy H ołow nia), „B ruzda” (Andrzej K w itliński). Przyjm ując ich do od­ działu „L o t” powiedział: „Jesteśmy dzisiaj wszyscy i dlatego chciałbym powiedzieć kilka słów. Wstąpiliście, niektórzy już wcześniej, niektórzy teraz, do oddziału, który ma za sobą duże tradycje. U nas dużo więcej wymaga się od poszczególnych żołnierzy n iż w innych oddziałach konspiracyjnych, dużo więcej pracy i poświęcenia. Ostrzegam was jeszcze raz, byliście zresztą o tym uprzedzeni, że o ile ¿irme oddziały przygotowują się do walki, to m y już walczymy. Będziecie nieraz znajdow ali się w sytuacjach wymagających od was dużo od­ wagi i zimnej 'krwi. Proszę więc, żeby nad wyrobieniem tych cech popracować. U nas w oddziale panują stosunki koleżeńskie, m iędzy dowódcą a podwładnym i także. Są jednak chwile, kiedy nie m a kolegów, jest tylko dowódca i żołnierze, którzy muszą bezwzględnie wykonać każdy rozkaz. Wasze współżycie wewnętrzne w drużynie powinno być nacechowane koleżeńskością, gotowością poświęcenia jednego za drugiego. D ruży­ nowym waszym jest »Mietek«, jego zastępcą »Figa«. Jest zwyczaj zwracania się służbowo. Skończyłem” 22i9. Znacznie większą dynamikę rozrostu wykazywał oddział w I i n a przełomie I i II pół­ rocza 1944 r. W iązało się to w pewnym stopniu z nie spełnionymi planam i działań nie tylko miejskich, ale i terenowych 230 oddziału. W decydująco większym stopniu n a wzrost oddziału wpływ m iały dwie ściśle ze sobą związane przyczyny. Jedną z nich było pizeformowanie oddziału z etatu kom panii n a etat batalionu, w którym to procesie wyodręb­ nić m ożna cztery fazy: okres dyskusji, przymiarek, rozważań i decyzji szefostwa Kedywu K G AK (styczeń—m arzec 1944 r.), data uzyskania nom inacji przez kpt. „Pługa” na d o ­ wódcę batalionu (dokładna data nie jest znana, ale prawdopodobnie nastąpiło to w połowie kwietnia 1944 r.), okres podejm owania decyzji dotyczących spraw organizacyjnych w »Aga­ cie« Opo aresztowaniu „N lem iry” 5 stycznia 1944 r. kryptonim oddziału zmieniono na »Pegaz«23!) j wprowadzania kadry dowódczej w organizację batalionową (kwiecień— maj 1944 r.) i wreszcie okres reorganizacji całości oddziału (czerwiec—lipiec, a nawet pierwsze dni sierpnia 1944 r.). D rugą przyczyną, ściśle związaną z pierwszą, było przygotowanie 228 Relacja Benedykta Sylwestrowicza, 1, 3 i Jana Sylwestrowicza, 1A3. 229 Oryginalny zapis w pamiętniku Tadeusza Foppa, 3. 230 MiD W IH, sygn. III/29/7. W meldunku z lutego 1944 r. pod datą 17 lutego 1944 r., dowódca oddziału, kpt. „Pług”, pisał: „Oddział prowadza akcję przeciwko czynnikom decydu­ jącym w stosowaniu terroru wobec Polaków. Przeprowadza szkolenia spadochronowe. Ma zamiar zorganizować warsztaty samochodowe, a także przeprowadzić szerokie przygotowania do przej­ ścia w term i do akcji powstańczej (w następnym półroczu)”. 231 Kryptonim »Pegaz« oznaczał skrót nazwy »przeciwgestapo«, jako synonim »Agatu« (anty gestapo).

135

Nowe zespoły żołnierzy

jednostki do walk otw artych-pow stańczych, a wdęc rozrost m asy żołnierskiej stosownie do kształconej od 1943 r. kadry dowódczej. Niezależnie od stałego naboru pojedynczych żołnierzy z różnych środowisk i z tytułu różnych znajomości i powiązań weszły w skład oddziału zw arte grupy. D o takich naleJednostka organizacyjna Dowództwo i służby I pluton II pluton III pluton IV pluton V pluton Sanitariat Ogółem

I

II

25 51 45 60

30 55 54 49 27

—— ——

181

— .

12 227

V

VI

33 53 87 59 40 4 18 294

38 75 99 65 58 69 36 440

żały: w I plutonie zespół żołnierzy byłej kom panii cekaemów, w II plutonie zespół tzw. legionowski (bowiem żołnierze jego pochodzili z Legionow a), drużyna Bojowych Szkół i drużyna „Anditzcja”, w V plutonie zespół pod dowództwem „K rystyna” (z którym łączność została zerwana po aresztowaniu „B ogdana” 14 kwietnia 1944 r.). 232 Rozpatrzmy je w kolejności. Jesienią 1939 r. wychowankowie G im nazjum i Liceum im. Stanisława Staszica w W ar­ szawie utw orzyli grupę konspiracyjną. K ierow nictw o jej objęli absolwenci sżkoły podcho­ rążych rezerwy piechoty ze specjalnością karabinów maszynowych — w śród nich byli również wychowankowie innych szkół — i dlatego oddział ten przyjął nazwę 1. S ztur­ mowa K om pania Ciężkich Karabinów M aszynowych, a szkolenie objęło przede wszyst- « kim tę specjalność wojskową 233. W skład kierownictwa wchodzili także pchor. „D zierko” (Czesław Kulesza) i pchor. „H orski” (Czesław G utesm an). Już w okresie wczesnej wiosny 1940 r. kom pania składała się z 3 plutonów , każdy zło­ żony z 3— 4 karabinów, liczących od 7 do 10 ludzi. D użą część członków 1. S K C K M stanow ili harcerze z 16. Warszawskiej D rużyny H ar­ cerzy im. Zawiszy Czarnego przy G im nazjum i Liceum >im. Stanisława Staszica. Sta­ nowili oni kadrę i większość I I I ¡plutonu 1. S K C K M zwanego »Kolonia«, gdyż więk232 Z zespołem „Krystyna” łączność nie została nigdy później już nawiązana. 235 1. Szturmowa Kompania CKM, Rozkaz L 16 z dnia 15 stycznia 1944 r. podpisany przez dowódcę kompanii ppor. „Prawd zica” (oryginał rozkazu w posiadaniu ob. Tadeusza Retmaniaka) podawał: „Z rozkazu Komendanta Sił Zbrojnych w Kraju, gen. »Bora« Szkoła Podchorążych Re­ zerwy Piechoty zostaje z dniem 1 I 44 oficjalnie zamknięta. Rolę jej zajmie Szkoła Niższego Dowodzenia prowadzona przez kadrę byłej Szkoły Podchorążych, która po ukończeniu daje tylko stopień kaprala lub st. Strzelca bez tytułu podchorążego. — Udzielam pochwały podchorążym... »Osie«, »Cetowi«... za przeniesienie broni z zagro­ żonego magazynu. — Zwalniam na własną prośbę z funkcji dowódcy III plutonu kpr. pchor. »Warskiego« i z funkcji z-cy dowódcy III plutonu kpr. pchor. »Korczaka« i przenoszę ich do dyspozycji d-cy Rejonu. — Dowódcą II plutonu mianuję kpr. pchor. »Fernando«. — Rozkazem Komendanta Sił Zbrojnych w Kraju, z powodu surowych represji władz nie­ mieckich, wszystkie akcje dywersyjne zostają zatrzymane na okres około miesiąca. Szkolenie dywersyjne ma odbywać się -w dalszym ciągu bez zmian. — Wszystkie karabiny nie przerabiające jeszcze kursu Szkoły Podoficerskiej przy I SKCKM winny do 1 IV przerobić pełny kurs doszkolenia, który składa się z następujących przedmiotów: organizacja armii polskiej, brocnioznawstwo i wyszkolenie praktyczne z bronią (vis, kb, sten, rkm), wyszkolenie strzeleckie, wyszkolenie bojowe ckm, walka granatem, terenoznawstwo, wyszkolenie bojowe oddziału strzeleckiego, pionierka, musztra, służba wewnętrzna i wartownicza, minerstwo.” Tak więc po latach szkolenia, pozostawało nadal szkolenie samego siebie lub innych. Było to impulsem do szukania nowych przydziałów. Relacje Zbigniewa Storożyńskiego, 3 i Wojciecha Świątkowskiego, 3.

Organizacja oddziału

136

szość chłopców i dziewcząt zamieszkiwała ulicę Filtrow ą d przyległe do niej ulice, tzn. kolonię Staszica i Lubeckiego. 1. S K C K M rozwinęła się bardzo szybko, choć główne jej zadania sprowadzały się d szkolenia. Był to jeden z powodów przejścia części żołnierzy tej jednostki do oddziału »Pegaz«. Najpierw przeszły do »Pegaza« z 1. S K C K M dwie łączniczki „Zosia” i „M ał­ gorzata”. W styczniu 1944 r. przeszli następujący podchorążowie (w zrost liczbowy I plu­ tonu między styczniem a lutym 1944 r.): kpr. pchor. „W arski”, kpr. pchor. „K orczak”, plut. pchor. „Akszak” (Przemysław Kardaszewicz) d kpr. pchor. „O rlik” . Po aresztowaniu dowódcy kom panii ppor. „Praw dzica” w dn iu 15 kwietnia 1944 r. w ręce gestapo dostała się im ienna kartoteka członków 1. S K C K M . Część poszukiwanych przez gestapo żołnierzy ukryła się i przeszła do oddziałów .partyzanckich, a część — w tym łączniczki — przeszła w m aju 1944 r. do »Pegaza« (wzrost liczbowy IV plutonu między majem i czerwcem 1944 r.). Byli to: kpr. .pchor. „P edro” (Andrzej K law er), kpr. „Borejsza” (Józef K ujaw ski), kpr. pchor. „Jaw or” (W iesław Sanocki), kpr. pchor. „F er­ nando” (Zbigniew Storożyński), kpr. „C et” (N N ) i kpr. „O sa” (N N ) oraz łączniczki: „Agnes” (H alina N eum an), „Boja” (D an u ta M ażyńska), „Jan a” (Janina Kłossowska-Parise), „G ozdaw a” (Janina Staniew icz), „H anka” (H an n a W ichrow ska), „D anka” (D an u ta W itkowska-Billewicz). Kolebką tzw. grupy legionowskiej była miejscowość Legionowo pod Warszawą. Teren ten wchodził w skład V II Obwodu A rm ii Krajowej o kryptonim ie »Obroża« — W arszawa-powiat. I Rejon tego Obwodu o kryptonim ie »M arianow o— Brzozów«, dowodzony przez pika Kleczkowskiego, grom adził i szkolił żołnierzy n a stan m obilizacyjny.284 Żoł­ nierze z kom panii por. Jerzego D udzieca poszukując możliwości wejścia w odcinek walki bieżącej — w większości po ukończeniu konspiracyjnej szkoły podchorążych piechoty — nawiązali kontakt z „M irskim ” i weszli grupam i w skład »Pegaza«. O rganizatoram i przej­ ścia byli: „Sław om ir” (K azim ierz U rbański), „P ik” (L udom ir Składnik), „K aro” (Adam Czerniawski), „K ier” (O lgicra Adaszkiewicz), „N ałęcz” (Ireneusz Szatkowski), „H ektor” (Czesław G ajew ski), „T refl” (Ja n Czerniawski) — w zrost II plutonu m iędzy styczniem i lutym 1944 r. W skład zespołu weszli (w zrost II plutonu między lutym i majem 1944 r.) najpierw „Lis I I ” (L ucjan Krawczykiewicz), „Jaxa” (E dw ard Leszczyński), „Jim ” (Stefan C oghen), „M o ru s” (H ipolit U rbański), „Jol” (Jarosław O lejnicki), „M ały” (Stanisław Szatkowski), a później: „Żarski” (M arceli W iśniewski), „F arys” (T adeusz Gajewski), „T y ran ” (Jerzy G olik), „ Ju ra n d ” (Jerzy Bakalarczyk), „Zeus” (Jerzy Jeruszko), „Jerzy” (Jerzy W isłowski). Równocześnie w zrost II plutonu pomiędzy lutym i majem 1944 r. nastąpił przez nabór znanych dowództwu II plutonu harcerzy z Bojowych Szkół, którzy rwali się do walki czynnej.23,r> Pochodzili oni głównie z drużyny »M G 200« (M okotów G órny) i »M G 400«. W skład tego zespołu weszli: „P olon” (Zbigniew K ow arski), „P laton” (T adeusz T atk o ), „Bosman” (K arol K uzera), „T u rsk i” (K azim ierz Staniszewski), „M at” (Jan K raw czyk), „M aitek” (Ryszard G órecki), „Borski” (Z ygm unt Szczepaniak), „K ok” (Leon Papieski), „Żaba” (M irosław K ijow icz), „H abdank” (Bohdan Stpiczyński), „K ryza” (Zbigniew Ja­ kubowski), „R ad” (K azim ierz Sochański), „A ndre” (Stanisław R ozum ), „K ropka” (W i­ told Czostkiewicz), „Bodek” (Jan Szym czyk), „Jastrząb” (Andrzej M orawiecki) i „M a­ larz” (M irosław Połczyński). O statnim zwartym zespołem, który wszedł w skład batalionu »Parasol« była tzw. d ru ­ żyna ,A n d rzeja” . Andrzej W ojnicz („A ndrzej” ) powrócił do W arszawy zwolniony p*-zez Niemców z obozu jenieckiego po wzięciu do niewoli żołnierzy Samodzielnej Operacyjnej »Polesie« dowodzonej przez gen. bryg. Franciszka Kleeberga. 236 Wes^ói ze 224 Relacje Stefana Coghena, 3 i Marcelego Wiśniewskiego, 1. 225 Relacje Zbigniewa Gąsiora, 1, 3, Włodzimierza Malento, 1, 3, Zbigniewa Kowarskiego, 1, 3, Tadeusza Tatko, 1, 3 i Witolda Czostkiewicza, 3. Por. Ryszard Górecki, Przemoczone pod plecakiem osie?nnaście lat...

258 Relacje Wandy Andrzejewskiej-Wojnicz, 1, 3 i Krystyny Kozłowskiej, 1, 3.

137

Nowe zespoły Żołnierzy

swymi kolegami, żołnierzami walk wrześniowych 1939 r., a szczególnie SG O »Polesie«, uprzednio uczniam i G im nazjum i Liceum im. Adama Mickiewicza, stworzył zespół żoł­ nierzy, który wszedł jako poczet dowództwa w skład ZW Z, a później Arm ii Krajowej, jako dowodzona przez niego drużyna. W lokalu kontaktowym tejże drużyny, a rów no­ cześnie batalionu »Parasol«, którym była cukiernia Bertholda i Brzezińskiego przy ulicy Przechodniej 1, zetknął się z żołnierzami »Parasola«. Przez n ich drużyna weszła w lipcu 1944 r. w skład I I plutonu oddziału w następującym zespole: dowódca ppor. „A ndrzej” (Andrzej W ojnicz), ppor. „W acek” (W acław Czyszek), kpr. .pchor. „Bronek” (Bronisław K am ler), kpr. pchor. „H enryk” (H anryk Lubczyński), kpr. pchor. „Jerzy” (Jerzy Ł ozicki), kpr. pchor. „ J u r” (Jerzy G alewski), kpr. pchor. „K azik” (K azim ierz Pruszyński), kpr. pchor. „Stefan” (Stefan T ruch liń sk i), kpr. pchor. „T adeusz” (T adeusz Łozicki), kpr. pchor. „W icek” (W incenty Pruszyński), kpr. pchor. „W itek” (W itold Szczepański), kpr. pchor. „Zbyszek” (Zbigniew O lędzki), strz. „K rystyna” (K rystyna Kozłowska), strz. „N itka” (W anda Andrzejewska-W ojnicz). Przyrost liczbowy oddziału, następujący niezależnie od napływ u indyw idualnych żoł­ nierzy, dzięki włączeniu doń zespołów o składach w większości już wyszkolonych w oj­ skowo, powodował stały w zrost poziom u wykwalifikowanej kadry. W pływ na to miało również zakończenie szkolenia w »Agriooli«, »Belwederze« i na różnych kursach. Toteż w ¡końcu czerwca 1944 r. »Parasol« stanowił oddział o licznej kadrze dowódczej (31,8% całego stanu oddziału) zdolny do dalszego rozrostu d naboru żołnierzy, co też w pewnym stopniu nastąpiło w okresie Pow stania Warszawskiego.

Kadra Oficerowie Podoficerowie Podchorążowie Szeregowcy Ogółem:

1943 r.

1944 r.

V III

*X

XI

X II

I

II

V

VI

1 3 10 64 78

4 11 13 115 143

4 11 13 111 139

6 9 18 142 175

6 30 18 127 181

4 31 24 168 227

7 33 31 260 331

12 38 88 302 440

W edług oceny dowódcy oddziału z lutego 1944 r. 287 ¡spośród (podoficerów nadawało się na dowódców plutonów — 4, na dowódców d ru ży n — 10, na dowódców sekcji — 10, zaś spośród podchorążych nadaw ało się na dowódców plutonów — 13, n a dowódców drużyn — 8. Żołnierzy nieliniowych było w sumie 18. Proporcjonalnie do liczbowego rozrostu oddziału przybywało w n im żołnierzy-dziew­ cząt, które stanowiły nieodzowny i jeden z najbardziej ważkich elementów jego funkcjo­ nowania. D obitnym tego przykładem jest fakt, że stanowiły one niezmiennie stabilny odsetek jego stanów, wynikający z potrzeb, a nie z założonych wskaźników. 288 Proces rozwoju oddziału został przedstaw iony w układzie obowiązującym kom panię, 289 choć m ożna zauważyć, że od lutego 1944 r. zaczął on coraz bardziej wykraczać poza tc ramy. W iązało się to z faktem, że w kw ietniu 1944 r. kpt. „P łu g ” 240 otrzym ał nominację 287 Meldunki i sprawozdania oraz MiD W IH, sygn. III/29/7. Ocena dokonana przez do­ wódcę oddziału kpt. „Pługa” -w dniu 23 lutego 1944 r. i skierowana do szefa sztabu Kedywu KG mjra „Bolka” (Piotr Janaszek). 2 S8 Meldunki i sprawozdania. Źołnierze-dziewczęta oddziału są wymienione wraz z notami biograficznywi w wydawnictwie Towarzystwa Miłośników Historii pt. Materiały do słownika biograficznego kobiet, uczestniczek walk o niepodległość Polski 1939 — 1945, cz. I (próbna), litera A — J, Warszawa 1978. Zeszyt próbny podaje: „Agnes”, „Adę” (Aldona Łukaniewicz), .Jolę” (Ewa Hanulanka), „Basię” (Barbara Korewa), „Krysię” (Krystyna Brzywczy), „Irminę” (Irmina Buszczyńska), „Kaję” (Kazimiera Chuchla), „M aję”, „Małgorzatę”, „Joasię” (Euge­ nia Dobroczyńska), „Erykę”, „Zetę” i „Jolę” (Jolanta Łukaniewicz). 289 Relacja Adama Borysa, 3. 240 Tamże.

Organizacja oddziału

138

na dowódcę batalionu. Sam jednak proces zm iany struktury kom panii »Pegaz« na struk­ turę batalionu przebiegał powoli i różnie w świadomości dowódcy i żołnierzy poszczegól­ nych jednostek organizacyjnych. Bez wielkiego jednak błędu m ożna ustalić, że przeformowanie odbyło się na przełomie czerwca i lipca 1944 r., z równoczesną zmianą krypto­ nim u oddziału zamierzającego w przyszłości stać się spadochronowym batalionem zmoto­ ryzowanym »Parasol« (jako synonim spadochronu) 241.

Dowództwo Wywiad Kwatermi­ strzostwo Szkolenie Sanitariat I pluton II pluton III pluton IV pluton V pluton

1944 r.

1943 r.

Żołnierze- dziewczęta w jedn. org.

V III

X

XI

X II

I

II

V

VI

1 —.

3 3

3 3

3 3

3 3

3 8

4 1

5 1

_

2 1

2 .1

2 1

2 1

------

------

2 1 24 13 20 9 9 7 91 20,7

12

36

36

<40

45

68

2 1 16 11 20 7 9 6 77

15,4

25,2

25,3

■23,9

25,5

29,8

23,3

------





2 5 4

11 10 6

11 10 6

11 10 10

16 10 10









2 2 12 >19 10 10 7

------















Ogółem Udział % w stanach oddziału



i

ORDRE DE B A T A IL L E 242 B A TALIO N U »PARASOL« WG S T A N U NA DZIEŃ 15 LIP C A 1944 TL Dowódca Zastępca dowódcy A diutant Łączniczki dowództwa: Oficer bezpieczeństwa Oficer oświatowy W ywiad Szef służby Kwaterm istrzostwo Szef służby Instruktorzy szkolenia Szef instruktorów M otoryzacja Szef służby Sanitariat Szef służby Zastępca Szef drużyny sanitarnej 1. kompania Dowódca Dowódca I plutonu

— kpt. „P ług” — ppocr. „Jerem i” — p lu t, pchor. „K aktus” — kpr. pchor. „M arysia”, kpr. pchor. „N in a”, st. strz. „M ałgorzata”, strz. „M agdalena”, strz. „Rena” . — kpr. pchor. „D ry l” — kpr. pchor. „G óral” (W łodzim ierz M alento). — ppor. „Rayski” . — kpr. pchor. „R obert” . — ppor. „Sulim a”. — kpr. pchor. „K orczak” . — ppor. „ d r M aks” . — ppor. „dr K alina”. — strz. „H alina” (H alina K otorow icz-Słonim ska). — kpr. pchor. „Rafał” (Stanisław Leopold). — plut, pchor. „M ietek” .

241 Część żołnierzy dopiero tuż przed wybuchem Powstania Warszawskiego lub w pierw­ szych dniach jego trwania dowiedziała się, że nowy kryptonim oddziału brzmi »Parasol« i że stanowi on batalion. 242 Ustalenie Komisji Historycznej.

139

Or dr z de bataille — lipiec 1944 r. Dowódca 1. drużyny „ 2. drużyny „ 3. drużyny Dowódca II plutonu Dowódca 1. drużyny „ * 2. drużyny „ 3. drużyny Dowódca I I I plutonu Dowódca 1. drużyny „ 2. drużyny „ 3. drużyny Dowódca IV plutonu Dowódca 1. drużyny Szef drużyny kobiecej Intendent potem Szef »M oto« Szef drużyny sanitarnej 2. kom pania Dowódca Dowódca I plutonu Dowódca 1. drużyny „ 2. drużyny „ 3. drużyny „ 4. drużyny Dowódca II p lu to n u Dowódca 1. drużyny „ 2. drużyny „ 3. drużyny Dowódca I I I plutonu Dowódca 1. drużyny „ 2. drużyny Szef drużyny kobiecej Intendent Szef »M oto« Szef drużyny sanitarnej 3. kompania Dowódca Zastępca dowódcy Dowódca I plutonu Dowódca 1. drużyny „ 2. drużyny „ 3. drużyny Dowódca II plutonu Dowódca 1. drużyny „ 2. drużyny „ 3. drużyny Dowódca I I I plutonu

kpr. pchor. „Jacek” (Jacek Szperłm g). kpr. pchor. „F ernando”, kpr. pchor. „K ruk” (W ładysław RefHag). p l u t pchor. „W ładek” (W ładysław W ajnert). 'kpr. pchor. „W arski” (ranny w specjalnej ope­ racji bojowej »K oppe«). kpr. pchor. „Jaw or” , kpr. pchor. „Z an ” (Janusz Brzeziński), plut, pchor. „Olek”, kpr. pchor. „B ohun”. kpr. pchor. „M arek” , strz. „R om an” . plut, pchor. „Rysiek” (Ryszard H offm an), plut, pchor. „G ry f” (Janusz Brochwicz-Lewiń­ ski). kpr. pchor. „Zeta” (ranna w specjalnej operacji bojowej »K oppe«). kpr. pchor. „O rlik” (zginął w specjalnej opera­ cji bojowej »K oppe«). kpr. pchor. „O skar”, kpr. pchor. „B runo” . strz. „L ena” (D anuta Boleszczyc-Rudnicka-Kaczyńska). kpr. pchor. „M irski”. plut, pchor. „K opeć” . ppor. „A ndrzej” (A ndrzej W ojnicz). kpr. pchor. „C yklon”. kpr. pchor. „G arbaty” . kpr. pchor. „P olon”. kpr. pchor. „M ag”. kpr. pchor. „Jaxa”. kpr. pchor. „K ier” (O lgierd Adaszkiewicz). kpr. pchor. „K aro” (A dam Czerniawski). plut, pchor. „Bolec” . plut. „Rawicz” . kpr. pchor. „Ossoida”. kpr. pchor. „Jenny” . plut. „K obza” . kpr. „S 2 ary” (Zdzisław Kwieciński), st. strz. pchor. „Akne” . plut, pchor. „L uty” . kpr. pchor. „M aryla” . p l u t pchor. „L ot” (Jerzy G ebert). kpr. pchor. „Zabawa” . kpr. pchor. „W itold” (Józef Nowakowski). plut. „K ier” (Jan Sylwestrowicz). kpr. pchor. „Szarak” (Bogdan W oźniak). kpr. „Spokojny” . kpr. pchor. „M adziar”. kpr. „O rros” .

plut, pchor. „M ors” (Bohdan Czarnecki).

140 Dowódca 1. drużyny „ 2. drużyny „ 3. drużyny Szef drużyny kobiecej Intendent Szef »M oto« Szef drużyny sanitarnej

Organizacja oddziału kpr. kpr. kpr. kpr. kpr. kpr. strz.

pchor. „G ram ”. pchor. „Słowacki” (T adeusz Szolc). pchor. „Piechowski”. pchor. „Jan in a”. pchor. „Nowakowski”. pchor. „N iski”. „L ucyna”.

Część druga DZIAŁALNOŚĆ KONSPIRACYJNA W 1943 R.

R ozdział 5

CODZIENNE DZIAŁANIA I ZADANIA ODDZIAŁU W OKRESIE SIERPIEŃ—GRUDZIEŃ 1943 R. Codzienne żyoie oddziału wojskowego zaczęło się od przysięgi wojskowej jego żołnie­ rzy. O d ozasu akcji „wawerskich”, które m . rn. polegały n a zryw aniu i zabieraniu flag niemieckich „dekorujących” Warszawę, form a zew nętrzna atrybutów przysięgi zarówno w organizacji »Wawer« jak i oddziałach wojskowych, a także przy prom ocjach harcer­ skich i wojskowych, miała swój stereotypowy w zorzec1. Zastosowany on został również w oddziale »Agat«. A oto jak przysięgę wspom ina „D ietrich” : „N asza sekcja składała przysięgę w mieszkaniu »Lota« (Bronisław Fietraszewicz). »Lot« przygotował tę uroczystość tak, że wywarła na nas wszystkich bardzo silne wra­ żenie. W ostatnim narożnym pokoju, w mieszkaniu rodziców, zasłonił okna. Ze ściany spływała chorągiew biało-czerwona, a pod nią n a ziemi leżała flaga niemiecka, wielka, czerwona, z Hackenkreutzem w białym kolorze. N a dolnym brzegu polskiej chorągwi leżały skrzyżowane sten, pistolet i granat trzonkowy, a powyżej hełm polski. N a środku pokoju było ułożone ognisko harcerskie, między polanam i świeciła się owinięta czerwoną bibułką żarówka, rozjaśniając blaskiem pokój, którego kąty tonęły w mroku. Coś niesa­ mowitego wisiało w powietrzu. N a ulicy patrole zielonych bestii, tu , w pokoju, oddzielo­ nym tylko cienką ścianą od »tam tych«, istniał kawałek Polski, i to nie tej zbroczonej krwią, pokonanej, a zwycięskiej, ze znienawidzoną swastyką na ziemi... »Lot« 'kazał nam wejść na swastykę; z jakąż nienawiścią deptaliśmy ten proporzec! »Lot« zdał rap o rt »Jere­ miemu«, jako dowódca plutonu. »Jeremi« wygłosił krótkie przemówienie, podkreślając znaczenie przysięgi żołnierskiej i konsekwencje z niej wypływające. Następnie za »Lotem« powtarzaliśmy wolno, wyraźnie rotę przysięgi, której wierność wielu przypłaciło własnym życiem” 2. Niezależnie od przysięgi żołnierskiej każdy żołnierz podpisywał zobowiązanie, ewiden­ cjonowane przez adiutanta dowódcy oddziału. Często rozpoczęcie służby w oddziale wią­ zało się z koniecznością posiadania od razu fikcyjnych dokum entów, których wyrobienie załatwiał adiutant w komórce legalizacyjnej Kedywu K G AK. W yrobienie ich wiązało się z dopełnieniem form alności określonych zachowanymi wytycznym i tejże kom órki, któ­ re brzmiały: „Proszę przy zam aw ianiu dokum entów zaznaczać, czy adres prawdziwy, czy fałszywy. W kartkach zamówieniowych w rubryce »miejsce zamieszkania« m am y dwie duże litery R i L. G dy adres jest prawdziwy, zakreślamy literę L (L ), a gdy fikcyjny — literę R (R ). 1 takiej żyna gaz«.

Zrywanie flag hitlerowskich rozpoczął Aleksy Dawidowski. Znany jest fakt zerwania flagi przez Janka Byntara z gmachu Zachęty. Zrywaniem flag zajmowała się także dru­ »MG 200« pod kierunkiem Zbigniewa Kowarskiego przed przejściem do oddziału »Pe­ Por. Aleksander Kamiński,Kamienie na szaniec , Warszawa 1946 i tegoż: »Zośka« i »Parasol«, Warszawa 1970. 2 Relacja Eugeniusza Schielberga, 3. Rota przysięgi brzmiała: „W obliczu Boga Wszechmogącego i Najświętszej Maryi Panny, Królowej Korony Polskiej kładę rękę na ten święty Krzyż, znak męki i zbawienia i przysięgam być wiernym Ojczyźnie mojej Rzeczypospolitej Polskiej, stać nieugięcie na straży Jej honoru i o wyzwolenie Jej z nie­ woli walczyć ze wszystkich sił, aż do ofiary z mego życia. Prezydentowi Rzeczypospolitej i roz­ kazom Naczelnego Wodza oraz wyznaczonemu przezeń Dowódcy Armii Krajowej będę posłusz­ ny, a tajemnicy niezłomnie dochowam, cokolwiek by mnie spotkać miało”. „Przyjmuję cię w szeregi żołnierzy Armii Krajowej walczącej z wrogiem w konspiracji o wyzwolenie Ojczyzny. Twoim obowiązkiem będzie walczyć z bronią w ręku. Zwycięstwo będzie twoją nagrodą. Zdrada karana będzie śmiercią.”

144

Codzienne działania w 1943 r.

Przy zamówieniach »KR« 3 z W -wy z adresem praw dziw ym , proszę podawać datę zamel­ dowania przynajmniej przybliżoną, a to celem odpowiedniego dopasowania d at w »KR«. Przy zamawianiu »KR« z fałszywym adresem proszę zaznaczyć, czy może to być »KR« z prow incji ,przcmeldowana do W-wy. Zamówienia proszę sporządzać czytelnie i zrozu­ miale, niejasne zamówienia powodują zwłokę w ich w ykonaniu” 4. Również do pierwszych prac adiutanta należało założenie kroniki (dziennika) działań oddziału. N a podstawie przesyłanych przez dowódców plutonów i drużyn sprawozdań i raportów ad iu tan t prowadził przez cały czas okupacji kronikę oddziału. Obejmowała ona opisy akcji przeprow adzonych przez oddział, opisy „w padek” ii aresztowań żołnierzy, reje­ strowała istotne m om enty w rozwoju oddziału. W zapis kroniki wchodziły także drob­ niejsze wydarzenia, jak zmiany personelu itp. W pisy do kroniki opracowywał adiutant w porządku chronologicznym . Prowadzenie kroniki było konieczne ze względu na obo­ wiązek niszczenia korespondencji po jej wykorzystaniu, stanowiła ona zatem jedyny histo­ ryczny rejestr życia oddziału, przechowywany najpierw w mieszkaniu rodziców „K atody” 5, później „Bogdana” (Stefan G rudziński), a w końcu „K aktusa”. Oczywiście dokum ent ten nie ocalał. Choć wstąpienie żołnierzy do nowego oddziału o specjalnych zadaniach bojowych było niewątpliwym progiem w ich dotychczasowej działalności konspiracyjnej, to jednak przy­ najmniej część z nich w okresie przejściowym kontynuowała szkolenie, o ile odbywało się ono w ramach zespołów, które w całości przeszły do »Agatu«. T ak było dla przykładu z II plutonem , który kontynuował rozpoczętą naukę strzelania n a tzw. strzelnicach orga­ nizowanych już w OS »Jerzy« od schyłku 1942. Przewidziane więc na dzień 4 sierpnia 1943 r. strzelanie również odbyło się i pociągnęło ono za sobą pierwsze straty w nowym oddziale. Zespól szkolący się podzielony został na dwie grupy, których instruktorem był „N iesz” 6. Jedną dowodzić miał „O rkan”, drugą „M irski”. Spotkanie obu grup miało nastąpić w wyznaczanym punkcie Puszczy Kampinoskiej, ale warunkiem przeprowadze­ nia ćwiczeń miała być korzystna pogoda. W dniu ćwiczeń nastąpiło zachm urzenie i zaczął padać rzęsisty deszcz. Łączniczka zawiozła „O rkanow i” rozkaz o odwołaniu ćwiczeń, ale „O rkan” już wcześniej wyruszył ze swą grupą z Żoliborza do Puszczy Kampinoskiej. 3 „K R” — Kennkarta, czyli okupacyjny dowód tożsamości. 4 Archiwum IH PAN, Zespół im. Floriana Marciniaka. 5 Relacja Marii Saskiej, 1 (matki „Katody” i „Bohuna” — Józefa i Bohdana Saskich — żołnierzy oddziału): „W chwili zachorowania Zik („Katoda” — przyp. P. S.) pełnił już obo­ wiązki adiutanta dowódcy oddziału «Agat». W czasie jego ciężkiej choroby przyszedł nam z pomocą dowódca oddziału, zachowując Zikowi jego pobory, nadto przyznając w granicach przysługujących mu uprawnień specjalny dodatek na leczenie. Poza sprawą materialną od­ dział okazał wiele pomocy w zapewnieniu mu jak najlepszej opieki lekarskiej. Wielkie przy­ gnębienie spowodowane koniecznością odejścia od roboty, w którą wkadał wiele wysiłku, bar­ dzo się zmniejszyło po wizycie u niego kpt. »Pługa«. Znalazł on kiodyś chwilę czasu i od­ wiedził go w szpitalu, dodając mu baidzo ducha. Po pobycie w szpitalu trzeba było chorego przetransportować do sanatorium w Otwocku. Wszystkie sprawy z tym związane, jak również sprawy umieszczania uprzednio w szpitalu Wolskim na Płockiej, załatwiła »Pani Maria« z sanitariatu Kedywu. Podziwiałam znakomitą w tym względzie organizaq'ę. Zik umiesz­ czony w sanatorium przechodził jeszcze ciężkie chwile i właściwie wyszedł z choroby tylko cu­ dem. Później przez kilka miesięcy, aż do Powstania, musiał przebywać w Otwocku jako rekonwa­ lescent. Po zachorowaniu Zik musiał wszystkie swłoje sprawy przekazać, komu należało. Całe swoje archiwum i magazyn przechowywał on w specjalnie na ten cel wykonanej skrytce podłogowej. Likwidację tych spraw prowadziła łączniczka dowództwa «Parasola» — »Marysia« (Halina Kalinowska-Olszewska). Przychodziła do nas niejednokrotnie, zawsze bardzo spokojna, wyjmo­ wała ze skrytki broń lub papiery, wtykała je sobie pod odzież i zawsze roześmiana wychodziła. Wracała jednak prędko po nową porcję materiału. Ja za każdym razem śledziłam ją z okna dotąd, dokąd nie znikła mi za zakrętem ulicy. Pewnego dnia, wkrótce po jej wyjściu z domu, nadszedł patrol żandarmerii. Nogi się pode mną ugięły z przerażenia. Zaczęłam się modlić za jej pomyślność d nie wiem, jakich użyła środków, może zrobiła do nich oczko, w każdym razie nie zatrzymali jej i poszła sobie w swoją drogę spokojnie”. 6 Relacja Stanisława Nowińskiego, 1, 3.

Puszcza K am pinoska. M iejsca zagarnięcia przez Nieanców „K o lk i” (W łodzim ierz K am ieński) i „ T ło k a ” (M arian N N ) oraz pochow ania „G raży n y ” (H a n n a Siedlecka)

146

Codzienne działania w 1943 r.

N a końcu szli „K olka” z „Tłokiem ”. Byli bez broni. Zatrzym ali -ich koloniści niemieccy zamieszkujący we wsiach na terenie marszu. Znaleźli przy nich amunicję. Zatrzym anych oddali w ręce żandarm erii i obaj zostali rozstrzelani. Dowiedziawszy się od łączniczki o wymarszu grupy „O rkana” „M irski” ruszył trasą przez Boernerowo do Puszczy Kampinoskiej na wyznaczony ¡punkt. Nie zastawszy jednak grupy „O rkana” szedł ich śladami, jednak w lesie nie m ógł dogonić grupy. Od przecho­ dzącego leśniczego dowiedział się, że jacyś ludzie kręcą się w odległości około 3 km. Łącznicy wysłani w ślad za wskazówkami leśniczego odnaleźli wprawdzie miejsce, gdzie — jak należało domniemywać —*strzelała grurpa „O rkana”, fjednak zdążyła ona w tym czasie przenieść się w inne miejsce. Wobec tego grupa „M irskiego” odbyła przewidziane strze­ lanie i postanowiła wracać do Warszawy. Zm rok zastał ich na terenie Puszczy K am pi­ noskiej. Przenocowali u leśniczego 'i o świcie następnego dnia ruszyli do Warszawy. O aresztowaniu „K olki” i „T łoka” dowiedzieli się od syna leśniczego, który wrócił wie­ czorem z Ł om ianek.7 Tereny na strzelnice były starannie wybierane a przed ich organizacją szczegółowo roz­ poznawane. Dla ćwiczeń III plutonu przeprowadzono właśnie takie rozpoznanie w dniu 7 sierpnia 1943 r. w rejonie Prażmów— Rawka— Jeziorna. Dowódcą patrolu rozpoznają­ cego był „Leszek” (Jerzy Jarkiew icz), który w następującym raporcie przekazał wyniki ustaleń: „Ew entualny teren na strzelnicę znajduje się n a tyłach wsi Prażmów. 1. D o j a z d . Dojazd następuje kolejką grójecką odchodzącą z W arszawy o godzinie 6.50 do stacji Pawłowice— Kopana. Przyjazd o godzinie 8.18. 2. D o m a r s z. Jako drogę dojścia do strzelnicy obrałem drogę biegnącą ze stacji Kopana n a wschód, równolegle z bocznicą kolejki. Przechodzi się koło cegielni, -następnie koło majątku państwowego podległego LandwirtschafStelle w G rójcu (żadnej w arty nie zauważyłem). Następnie droga w prost na wschód przechodzi przez przejazd, za którym w odległości 500 m rozpoczyna się wieś Kawęczyn. Przez wieś droga skręca na południe. Dalej należy trzym ać się drogi, aż się dojdzie do pola łubinu, przez które prowadzi ścieżka. Ta łączy się z drogą gospodarczą i prowadzi przez mostek-kładkę nad dopływem Jeziorki. Drogą gospodarczą dochodzi się do wsi Wilcza Wólka koło samotnej chałupy, następnie skręca się w lewo, a koło sam otnego kasztana na praw o na drogę do Prażmowa (stąd wi­ dać nowe zabudowania dw oru Prażm ów ). Około 300 m za skrzyżowaniem dróg należy skręcić w prawo i na przełaj przez łąki do terenu »strzelnicy«. Razem około 6,5 ‘k m drogi (1,5 godziny m arszu). 3. S y t u a c j a . T eren ewentualnej strzelnicy znajdowałby się po lewej stronie rzeki Jeziorki na łąkach i w lasku u zbiegu dróg do M irow ic i Wilczej Wólki. T eren do strzelania dogodny. Od obserwacji z Prażmowa osłonięty. L udzi nie ma. Zresztą ze strzałami są obyci, gdyż we dworze Prażmów są rekonwalescenci, którzy strzelają (6 ludzi bez broni maszy­ nowej; mają zresztą niedługo wieś opuścić. Inform acje od mieszkańca plebanii Prażm ów ). Żołnierze ci są zresztą bardzo przychylni, pozwalają ćwiczyć ze swojej broni służbowej. Najbliższy posterunek P P oraz żandarm erii znajduje się w G rójcu o 12 km. 4. D r o g a p o w r o t u . Obieram drogę do M irowic, przez tę wieś do wsi Las Lesznowolski do plantu kolejki. Następnie ścieżką albo do stacji Lesznowola (8 km ) lub do stacji Kopana-Pawłowice (około 6,5 km ). 5. P o w r ó t . Pow rót następuje kolejką z K opany o godzinie 13.48 lub z Lesznowoli o godzinie 13.34 d o Warszawy. Przybycie do Warszawy o godzinie 15.18. 6. U w a g i . Sylwety i tarcze będzie można zostawiać u zaufanego w Prażmowic” 7o.

7 Tamże. Uzyskane wtedy wiadomości podawały, że tego dnia gestapo wiozło samochodem dwóch cywilów spod Palmir. Prawdopodobnie zostali schwytani przez mieszkających w okolicy Volksdeutschów-kolonistów niemieckich i oddani w ręce żandarmerii. Według uzyskanych -wtedy informacji zostali nazajutrz rozstrzelani w Wilanowie. 7a Oryginał raportu w zbiorach autora.

Rozpoznania osobowe N iektóre zespoły żołnierzy przechodziły praktyczne przeszkolenie polegające na opraco­ wywaniu planów zadanych akcji bojowych skierowanych przeciw wytypowanym Niemcom lub ich współpracownikom oraz ich samochodom. „M cgom ”, dowodzący sekcją 550 d ru ­ żyny »CR 500«, czyli I plutonu »Agatu«, meldował swemu dowódcy „Rysiowi”, czyli zastępcy dowódcy I plutonu, „Lotow i”, co następuje: „M elduję przeprowadzenie rozpoznania pand S. B. Rozpoznanie było przeprowadzone w okresie od 31 V III do 26 IX . Rozpoznawali żołnierze (o num erach pochodzących jesz­ cze z OS »Jerzy« — preyp. P .S .) 550, 551, 552, 554. W wyniku rozpoznania stwierdziłem: 1. Rysopis. W zrost niski, budowa krępa, jasna szatynka, włosy zebrane w siatkę na tyle głowy, odsłaniają uszy. T w arz brzydka, oczy niebieskie, cera nierówna, bez charakterys­ tycznych znam ion. Charakterystyczną cechą jej postaci są nogi wygięte kolanami do środ­ ka w kształcie litery X. Ubiera się różnie i najczęściej chodzi w jasnym płaszczu z głową odkrytą, w czerwonych pantoflach z m ateriału na gołe nogi. Spódniczka krótka odsłania krzywe nogi. N a szyi nosd żółte korale. 2. Mieszka w Warszawie, przy ulicy Żurawiej 16 m. 12. 3. Pracuje w niemieckim sklepie mleczarskim przy ulicy Nowy Świat 1, róg placu Trzech Krzyży. Pracuje jako ekspedientka za ladą w prawej części sklepu lub siedzi tyłem do okna wystawowego i wycina num erki z kart aprowizacyjnych. 4. D o pracy wychodzi z dom u przy ulicy Żurawiej 16 o godzinie 7.50— 7.52 i idzie u li­ cą Żurawią, placem T rzech Krzyży d Nowym Światem, i w chodzi do sklepu wejściem od uLicy o godzinie 7.55— 8.00. 5. W ychodzi z pracy w dnie powszednie o godzinie 19.00— 19.20 w niedzielę o 10.00— 10.20 czasem w towarzystwie koleżanki, i zdąża tą samą drogą do dom u. 6. Czasem z nie wyjaśnionych powodów do pracy nie przychodzi. Nie stwierdzono, aby w tc d n i wychodziła z dom u gdzie indziej. 7. Idąc do pracy d z pow rotem niesie torbę gospodarczą w ręku i często osobno butelki na mleko. Sklep mieści się w bardzo ruchliw ym punkcie miasta, tu ż przy przystanku tram ­ wajowym. N a Nowym Świecie i placu T rzech K rzyży duży ru ch Niemców cywilnych i um undurow anych. 8. N a ulicy Żurawiej ruch mały, Niemców prawie się nie spotyka. 9. Pani S. B. mieszka n a pierwszym piętrze po lewej stronie schodów. W tym samym lokalu w charakterze lokatorów mieszkają jeszcze 2 obce dla niej kobiety i 1 mężczyzna. Wnioski: ponieważ duży ru ch uliczny na placu T rzech Krzyży i Nowym Świecie u tru d ­ nia akcję, uważam, że najłatwiej byłoby przeprow adzić ją w bramie dom u lub przed bramą, w chwili gdy pani S. B. wychodzi do pracy. M ożna też przeprowadzić akcję w wyżej wska­ zanym miejscu w czasie, gdy S. B. wraca do dom u; z powodu zm roku, jaki o tej porze panuje, ułatwione byłoby wycofanie się” 8. Do powyższego m eldunku były dołączone dwa szkice sytuacyjne: sklepu i dom u przy ulicy Żurawiej 16. Z kolei raport dowódcy' sekcji 520, „K ubusia”, z dnia 10 września 1943 r., brzmiał: „M elduję posłusznie wykonanie rozpoznania w sprawie zdobycia samochodu i stwier­ dzam: 1. Zauważono już 1 1/2 tygodnia tem u przy ulicy Boduena 2 samochód osobowy marki O pel-K apitan około godziny 7.00 rano. 2. D nia 9 IX 1943 stwierdzono o godzinie 7.14 przyjazd sam ochodu osobowego marki O pel-K apitan przed dom Boduena 1, następnie szofer wysiadł z pakunkam i i wszedł do dom u Boduena 2, a stam tąd po 17 m inutach wyszedł i odjechał w kierunku placu N apo­ leona sam. 3. Ruch n a ulicy mały, bardzo mało liczni urzędnicy podążają do pracy. Cicho przy lokalu N S D A P p rzy Boduena 1. 8 Chodzi tu prawdopodobnie o Sabinę Bykowską (prawą rękę Weffelsa na Pawiaku) zabitą przez patrol oddziału »Anatol« (później »Miotła«) w dniu 5 X 1943 r. (Ze skrytki „Jeremie­ go” .)

Codzienne działania w 1943 r.

148

Szkic do planu zdobycia samochodu przez Strzelca 520

Załączniki: 1. plan akcji, 2. szkic, 3. stan uzbrojenia i pobór” 9. Plan akoji opracowany przez „K ubusia” brzmiał: „Plan akcji. Sama obsada samochodu składa się z dowódcy sekcji 520, zastępcy 521 i szofera, ubezpieczenie zaś z dwóch: 523 i 524. O godzinie 6.45 rano strzelcy 520 i 521 przejm ują od łączniczki teczkę z bronią w bra­ mie przy ulicy Boduena 7, następnie udają się do bram y Boduena 2, gdzie o godzinie 6.50 spotykają się z szoferem i dając baczenie na ubezpieczenie czekają przyjazdu samochodu. Ubezpieczenie bez broni stoi na rogu Boduena (Jasna i Boduena) i obserwuje ulicę, dając natychm ast znać um ówionym i znakamii o zbliżaniu się patroli lub samochodu. Z chwilą pojawienia się sam ochodu, gdy ubezpieczenia m eldują o zupełnym spokoju, wychodzi obsa­ da z bramy, 521 zachodzi od strony jezdni i wsiada do samochodu na tylne siedzenie, dając baczenie na szofera, zaś 520 i szofer zbliżając się od strony trotuaru zmieniamy szo­ 9 Archiwum IH PAN, Zespół im. Floriana Marciniaka.

Rozpoznania różne

149

fera, 520 siada z tyłu i jedziemy trasą: plac Napoleona— Warecka—Tam ka—T opiel— F u rmańska — M ariensztat — Podwale — Freta — Zakroczymska — Krajewskiego — plac Inwalidów— garaż. Szofer zostaje wysadzony na Furmańskiej po uprzednim ostrzeżeniu i wzięciu dokumentów. Uzbrojenie: dla 520 i 521 po 1 szt. p b ; 4- 1 filipinka dla dow ódcy” 10. Również i sekcyjny dawnej sekcji 530 przeprowadził rozpoznanie samochodów gestapo: „M elduję, że w wyniku przeprowadzonego rozpoznania w sprawie auta z gestapo, stwierdzono, co następuje: 1. D nia 25 IX nie zauważono żadnego auta. 2. D nia 26 IX nie zauważono żadnego auta. 3. D nia 27 IX o godzinie 13 widziano auto Pol. 47573 koloru popielatego, ciężarówka. 4. D nia 28 IX nie zauważono nic. 5. D nia 29 IX o godzinie 13 m in. 2 widziano auto marki Renault koloru szarego, cięża­ rówka, num eru nie zauważono. 6. D nia 30 IX o godzinie 13 min. 12 — auto marfci Chevrolet Pol. 45577, ciężarówka koloni popielatego. 7. D nia 1 X o godzinie 13 m in. 14 — auto m arki Chevrolet Pol. 47578, ciężarówka ko­ loru szarego. 8. D nia 2 X o godzinie 13 min. 4 — auto Pol. 6209 m arki Renault ciężarówka, koloru szarego” 11. Cytowane rozpoznania miały nie tylko charakter szkoleniowy, ale również stanowiły składniki wywiadu 12 prowadzonego przez „Rayskiego” w celu przygotowania przyszłych akcji bojowych. Były grom adzone bardzo przydatne informacje dotyczące np. siedzib poli­ cji i garnizonów niemieckich 13; dom ów przechodnich w Warszawie, których podwórkami można było przpjść z jednej ulicy na drugą itp. 14 D o ciekawszych tego typu rozpoznań n a­ leżą wyniki obserwacji w I plutonie dowodzonym przez „Alego”. A oto treść m eldunku: 10 Akcja ta nie została wówczas przeprowadzona. 11 Archiwum IH PAN, Zespól im. Floriana Marciniaka. 12 Relacje Aleksandra Kunickiego, 1, 2, 3 i Lidii Kowalczyk-Strzeleckiej, 1, 3. 13 Archiwum IH PAN, Zespół im. Floriana Marciniaka. Oryginalne zestawienie wykonane przez „Jeremiego” przedstawia się następująco: „Dyslokacja gestapo i Schutzpolizei w Warszawie: 1. SS und Polizeiführcr in Distrikt Warschau, Al. Ujazdowskie 23 tcl. 555-60. 2. Komenda Ordnungspolizei, al. Szucha 23, tel. 759-20. 3. Komenda Polizei-Regiment, al. Szucha 23, tel. 759-20. 4. Polizei-Batalion, ul. Wiejska 4, tel. 996-72 i 879-28. 5. Polizei-Batalion, ul. Akademicka 5, pl. Narutowicza. 6. Polizei-Wache, Łazienki park, Al. Ujazdowskie, tcl. 755-00. 7. Polizei-Wache, Schlossbrücke, ul. Mariensztat nr 1, tel. 220-58. 8. Polizei-Wache, Bremstofflager, ul. Sowińskiego 6, tel. 202-39. 9. Polizei-Wache, Bank Polski, tcl. 277-30. 10. Polizei-Wache, pałac Blanka, tel. 569-00. 11. Polizei-Wache, ul. Leszno 99, tel. 286-15. 12. Polizei-Wache, ul. Bonifraterska 7, tel. 11-19-74. 13. Komenda Schutzpolizei, al. Szucha 23, tel. 759-20. 14. Abschnitt Nord, ulica Żelazna 75 tel. 289-21, 290-99, 218-82. 15. Abschnitt Süd, ul. Willowa 13, tel. 406-75, 412-08, 453-17. 16. Abschnitt Mitte, ul. Krakowskie Przedmieście 1, tel.286-73, 282-20,249-51. 17. Abschnitt Praga, ul. Targowa 74, tel. 10-11-20, 10-11-82 i 286-54. 18. Komenda Gendarmerie, al. Szucha 23, tel. 759-20. 19. Gestapo i Komenda Sicherheitspolizei und SS, al.Szucha 25, tel.802-20. 20. Dyrekcja Kriminalpolizei, Al. Ujazdowskie 9a, centrala telefoniczna gestapo 802-20”. 14 Tamże. Oryginalne zestawienie wykonane przez „Jeremiego” przedstawiało się następu­ jąco: „Spis domów przejściowych w Warszawie 1. Marszałkowska 71 na Poznańską 6. 2. Marszałkowska 113 na Sienną 8. 3. Mazowiecka 11 na plac Dąbrowskiego 2/4.

150

Codzienne dzicdania zo 1943 r.

„M elduję przeprowadzenie rozpoznania pana K . 15 1. Rozpoznanie było przeprowadzone w dniu 13 X w godzinach 7.30— 9.00; w daiach 1 4 X — 1 9 X w godzinach 6.30— 9.00 i w dniach 20 i 21 w godzinach 7.00— 7.35 i 8.30— 9.00, oraz w d n iu 22 X w godzinach 8.20-—9.05. 2. Rozpoznawano n a trasie W ierzbowa—plac T eatralny— Bielańska— Tłocnackie—Lesz­ no do Karmelickiej oraz w dniach 18 i 19 n a Żelaznej. 3. Pan K. był widziany w dniach 13, 16 i 19 w godzinach 8.36— 8.45, jak trasą W ierz­ bowa— plac T eatralny— Bielańska—Tłom ackie przejeżdżał n a czerwonym m otocyklu o n u ­ merze Pol. 47506. 4. W e wszystkich w ypadkach ubrany był w płaszcz skórzany koloru zielonoszarego, z głową odkrytą. 5. D nia 13 X pan K. wiózł na siodełku za sobą um undurow anego Niemca. Wnioski: 1) T ru d n o ść zobaczenia pana K. tłum aczyć m ożna tym, że: a) jeździ do pracy w różnych godzinach (może po 9.00), albo b) jeździ różnym i dro­ gami i różnym i bram am i wjeżdża do getta, albo c) jeździ w samochodzie. 2) Potrzeba wskazówek co do tego, w których godzinach p o południu m ożna pana K zaobserwować ii gdzie, oraz potrzeba dokładnego rysopisu dla rozpoznania, czy nie jeździ w samochodzie. M elduję przeprowadzenie rozpoznania pana Sz. 1) Rozpoznawano n a placu Gwiaździstym w dniach 20, 21 i 22 X w godzinach 7.20— 7.40. 2) Pan Sz. nic pokazał się w tym czasie” ,6. W III plutonie interesujące są dw a m eldunki „H eńka”, z których jeden brzmiał: „M elduję, że w w yniku rozpoznania osoby p. Wiesława Kopińskiego, ur. 24 X I 1911 r., stwierdzono, co następuje: 1) Biuro, w którym zamieszkuje p. Wiesław Kopulski, mieści się przy ulicy Sienkie wicza 1 m . 23. 4. Nowy Świat 41 na Górskiego (Horiensji) 1. Przy Górskiego 2 kwateruje kompania wojska niemieckiego. 5. Nowy Świat 23/25 na Chmielną 7. 6. Sienkiewicza 1 na Boduena 2. 7. Senatorska 29 na Króla Alberta 6. 8. Furmańska 10 na Dobrą 81. 9. Hipoteczna 7 na Długą 25. 10. Bracka 1 na Żurawią 2. 11. Plac 3 Krzyży 13 na 13a. 12. Wilcza 1 na Al. Ujazdowskie 41. 13. Marszałkowska 88 na Żurawią 34. 14. Czerniakowska 150 na Solec 13 (dozorca otwiera na żądanie). 15. Czerniakowska 152/154 na Solec 11 (numerem 11 można wyjść na Czerniakowską 150). 16. Czerniakowska 187 na Przemysłową 6. 17. Czerniakowska 153a na Szwoleżerów i przejście w rozwalonym murze, ul. Czernia­ kowska 153. 18. Krakowskie Przedmieście 9 na Królewską 1. 19. Fałata 2 na Łowicką 51/53. 20. Ślepa 10 na Rycerską 3. 21. Brzozowa 20 Kamiennymi Schodkami do Bugaj 15. 22. Kamienne Schodki łączą Brzozową 31 i Krzywe Koło 2. 23. Odolańska 5 na Wiktorską 8 (w domu Odolańska 5 komisariat P P ); B a z a r y (otwarte od godziny 6 do 16): 1. Puławska 19 i Chocimska 21. 2. Targowa 54, Ząbkowska 10 i Targowa 54, Brzeska 23. 3. Marszałkowska 140, Szkolna 5 (nie zawsze otwarte). 4. Bazar meblowy „Pociejów”, ul. Zielna (brak numeru w ruinach) otwarty od...”. 15 Tamże. Rozpoznanie dotyczyło prawdopodobnie SS-Sturmmanna Paula Klostermejera 7. obsługi więziennej Pawiaka. lfi Tamże.

Rozpoznania różne

151

2) Ruch w biurze jest bardzo mały. 3) Biuro składa się przypuszczalnie z pięciu pokoi, do których -wchodzi się z korytarza. 4) Dom przy ulicy Sienkiewicza 1 posiada przejście n a ulicę Boduena 2. Nadm ieniam , że zaniechałem dokładniejszego rozpoznania z powodu: a) aby nie wzbudzić ;p odejrżenia, b) ponieważ nie jest to konieczne przy likwidacji p. Wiesława Kopulskiego według powziętego przeze mnie planu akcji” 17. D rugi m eldunek dotyczył konfidentki i przyjaciółki SS-R ottenfuhrera Alfreda Milkę, który był celem specjalnej operacji bojowej przeprowadzonej w dniu 5 października 1943 r.: „M elduję, że w wyniku rozpoznania p. Ireny Krzysztofik, ur. 1 V 1921 r., stwierdzono, co następuje: 1) Irena K rzysztofik nie zamieszkuje już od m arca 1943 r. przy ulicy Raszyńskiej 48 m . 2. 2) Irena K rzysztofik zamieszkuje obecnie przy alei Szucha 8 m. 10. 3) W g inform acji dozorcy dom u przy alei Szucha 8, Irena Krzysztofik wychodzi do pracy około godziny 14— 15, wraca 12— 1 w nocy. 4) Irena K rzysztofik nie zamieszkuje sama” . Dalsze rozpoznanie zostało przerwane z powodu aresztowania Strzelca 554 podczas pełnienia czynności związanych z bliższym rozpoznaniem Ireny K rzysztofik.18 Strzelec 554 19 stanowił kolejną stratę w oddziale, mającą związek z rozpoznaniem M ilkego i jego otoczenia, do czego powrócimy przy om aw ianiu tej akcji i prowadzonego pized jej wykonaniem rozpoznania. D o wykonywania podstawowych zadań przystąpiła od razu służba wywiadu. Jako pierwsze zadanie otrzym ała ona rozkaz przygotowania się do wy­ konania akcji i rozpracow ania funkcjonariuszy służby SS d SD stanowiących obsadę więzienną Pawiaka 20 Podstawę do wydania tego rozkazu stanowiły raporty komórki więziennej Delegatury Rządu RP, działającej n a Pawiaku. Przykładowo cytując brzmiały one: „2 X 1942 r. Z dniem 1 bm. Pawiak przeszedł na etat gestapo, co oznacza całkowite wyjęcie tego więzienia spod kom petencji zarządu zakładów karnych (...) 16 V I 1942 r. W ostatnich dwóch tygodniach Burki przystąpił d o samowolnego wieszania więźniów w celach. Liczba powieszonych m a wynosić 10 osób. W nocy z 15 n a 16 powieszono G od­ lewskiego (...) 21 V I 1942. N a Pawiak powrócił Burki z urlopu, wprowadził nowe szykany wobec służby więziennej, przedłużył służbę o 3 godziny oraz pobił dwie kobiety batem 232 palenie papierosów (...) 29 IX 1942. Hiersem ann i Burki wyjechali n a urlop i dotych­ czas nie powrócili. Daje się zauważyć pewne złagodzenie kursu przy badaniach. Badani są mniej bici. Również są mniejsze szykany w stosunku do ludzi (...) 3 X 1942. Burki i Hiersemann powrócili z urlopu. K urs wobec więźniów znów się zaostrzył (...) 13 X 1942 r. Strażniczka Radzikowska jest kochanką Friihw irtha, funkcjonariusza gestapo, który jest szarą eminencją na Pawiaku, m. in. pracuje on również w oddziale gospodarczym i m. in. przyjm uje paczki” 21. Postanowiono przeprowadzić szeroką akcję przeciw funkcjonariuszom Pawiaka oraz osobom z nim i współpracującym. Rozkaz wykonania tej akcji otrzym ał »Agat«, co spowo­ 17 Tam że.' 18 Tamże. 19 Rozpoznanie to zostało dokonane przez żołnierzy I plutonu na podstawie rozkazu Ke­ dywu KG AK nakazującego przeprowadzenie rozpoznania. Strzelcem 554 był prawdopodobnie Edward Olkuski. Rozpoznanie w I plutonie przerwano, natomiast było ono kontynuowane przez „Rayskiego” i żołnierzy III plutonu, bowiem akcja na Szucha 8 odbyła się w pięć dni później. 20 Por. Aleksander Kunicki, Cichy front , Warszawa 1969. 21 Archiwum CA KC PZPR, sygn. 202/11 — 18 i 20. Raporty Międzyorganizacyjnego Porozumienia Więziennego (rozszyfrowane przez Bronisława Anlena) z okresu 19 maja — 15 października 1942 r. /M P Og/37, 2 lipca 1942 r.; Og/44, 16 czerwca 1942 r.; Og/45, 21 sierpnia 1942 r.; Og/69, 29 września 1942 r.; Og/71, 3 października 1942 r.j Og/75, 12 października 1942 r.

152

Codzienne działania w 1943 n,

dowało, że „Rayski”, objąwszy funkcję szefa służby wywiadu oddziału, przystąpił od razu do rozpracowania nadzoru więzienia, a w szczególności SS-O berscharführera F. Biirida, SS-O berscharführera Zandcra, S S -H auptsturm führera W ernera, SS-H auptscharfiihrera A. K retschm anna, SS -S turm m anna Schweitzera, SS-Scharführera Schuberta, SS-S turm m anna E. Weffelsa, S S -S turm scharführ era G. Hiersem anna, SS-Scharführera Frühw irtha, S S-S turm m anna N aporry, SS -S turm m anna K rum m schm idta, SS-O berscharführera M üllcra, SS-S turm m anna Paula Klostermejera i S S-S turm m anna Franza Rottera.22 Oryginalne, częściowo zachowane jego raporty brzm iały23: „Uzupełnienie raportów z dn. 1 2 'i 31 V III 43 r. Osobiście stwierdziłem w d n iu dzi­ siejszym, co następuje: o godzinie 12.25 kręciło się przed dom em Zandera dw óch W erk­ schutz ów przy bramie bocznej. O godzinie 12.40 wyszedł Z ander z mieszkania i dotych­ czasową trasą Oleandrów przez M arszałkowską n a Litewską udał sfię w stronę aled Szucha. W odległości dw óch kroków kroczyli za Z anderem wyżej w spom niani W erkschutze, -jeden po jednej stronie, dru g i p o drugiej, tuż za Zanderem. N a przedzie Zandera biegł luzem wilczek. »Rayski«”. „Przejazd gestapowców do służby n a Pawiak. Zm iana służby gestapowców n a Pawiaku odbywa się — jak już poprzednio podałem — codziennie o godzinie 13. Zatem służba na Pawiaku składa się z dw óch zmian. Gestapowcy mający objąć służbę na Pawiaku zbierają się w danym d n iu wewnątrz gm achu gestapo przy alei Szucha, skąd przed godziną 13 wyjeżdżają autem ciężarowym z budą brezentową trasą: aleja Szucha — Aleje Ujazdow­ skie — Bracka — Mazowiecka — plac M arszałka Piłsudskiego — plac T eatralny — Bie­ lańska — Tłom ackie — Leszno — Karmelicka na teren getta. Jeżdżą autam i n r Pol. 47574 oraz Pol. 47573. Niekiedy auto bywa otwarte. D nia 19 IX 43 o godzinie 12.50 auto cię­ żarowe 47574 z budą brezentową wyjechało z podw órza gm achu gestapo trasą jak wyżej. W ewnątrz auta znajdowali się gestapowcy siedzący na ławkach, z tyłu zaś n a krawędzi, po bokach auta, znajdowało się dw óch Ukraińców ze służby pomocniczej Pawiaka. M iędzy nimi znajdował się gestapowiec Wewels 24 (W effels) oraz M üller, pełniący służbę na Pa­ wiaku. »Rayski«” . „Zander zastępuje częściowo F rü h w irth a — był tylko i eden raz przy odbiorze paczek na Kom. Pol. przy ulicy Krochm alnej i tylko kilka m inut. M iało to miejsce w pierwszych dniach urlopu F rühw irtha. O d tego czasu do 1 X 43 nie pojawił się n a Krochm alnej. O statnio stwierdziłem, że Z ander opuszcza Pawiak po godzinie 17.00 i tak: dnia 29 IX 43 o godzinie 17.35 wyjechał z punktu: Karm elicka — Leszno — Tłom ackie — Bielańska autem odkrytym , ciężarowym, Pol. 47579. Jest to wóz, którego używał Frühw irth. W aucie tym oprócz szofera-gestapowca towarzyszył Zanderowi gestapowiec z Pawiaka, A rnold, któ­ rem u więźniowie n a Pawiaku dali przezwisko »Buldog«. Wszyscy trzej byli w m undurach. D nia 30 IX 43 r. o godzinie 17.17 Z. w ten sposób jak dnia 29 IX 43 wyjechał z Pawiaka. D nia 1 X 43 o godzinie 17.10 zauważono Z. n a ulicy Bielańskiej, jadącego w stronę Leszna autem (drew niana zam knięta buda) służącym do przewożenia więźniów z Pawiaka n a Szu­ cha do przesłuchania. Z. znajdował się w szoferce. Ogółem łącznie z szoferem było czterech gestapowców. Bezpośrednio za tą budą posuwało się auto osobowe z sześcioma gestapowca­ mi. W okolicy Polnej n ie udało się Z. zaobserwować. O statnio zaobserwowano go na ulicy Oleandrów 22 IX 43 o godzinie 17.40. F rü h w irth powraca z urlopu 6 X 43. »Rayski«” . „U zupełnienie raportu z dnia 2 X 43. D nia 2 X 43 o godzinie 17.22 wyjechał Z. z pu n ­ ktu: Karmelicka — Leszno — Tłom ackie — Bielańska krytym autem osobowym koloru ciemnostalowego Pol. 47587. W auoie oprócz Z. z psem i szofera znajdowało się trzech ge­ stapowców. Wszyscy w m undurach. M iędzy innym i znajdował się Brockmann, należący do gwardii osobistej Hitlera (w g brzm ienia oryginalnego raportu — przyp. P .S .), który jest 22 O niektórych funkcjonariuszach aparatu więziennego na Pawiaku i urzędu komendanta policji bezpieczeństwa i służby bezpieczeństwa pisze Władysław Bartoszewski w cytowanej już książce Warszawski pierścień śmierci. 28 Archiwum IH PAN, Zespół im. Floriana Marciniaka. 24 Prawidłowe brzmienie nazwiska: Ernst Weffels; analogicznie: Franz Burki.

Rozpoznanie Pawiaka

153

szefem kancelarii ¡na Pawiaku. D nia 4 X 43 nie zaobserwowano Z., jakkolwiek około go­ dziny 17.00 przejeżdżało Bielańską auto Pol. 47579 oraz auto dostarczające więźniów 7. Pawiaka na Szucha do przesłuchania. Dalszy wywiad i obserwacja w toku. »Rayski«”. „Zander wyjechał z Pawiaka w dniu 5 X 43 o godzinie 17.00 dotychczasową trasą: K ar­ melicka — Leszno — Tłom ackie — Bielańska — plac Teatralny. T ym razem jechał również w niedużym krytym aucie osobowym Pol. 47585 koloru szarego. Przy szoferze siedział gestapowiec iz Pawiaka A rnold (»B uldog«), w tyle zaś Z. z psem, w towarzystwie drugiego gestapowca. »Rayski«” . W ynikiem tych codziennych, żm udnie „ciułanych” m eldunków, przekazujących frag­ m enty życia oprawców Pawiaka, były specjalne operacje bojowe przeprowadzone we wrześ­ niu i październiku 1943 r. przez najbardziej doświadczane zespoły oddziału »Agat«: »Biirkl« (7 września) »K retschm ann« (24 w rześnia), »Wcffcls« (1 października), »Milkę« (5 października), »Frlihw irth« (25 października), których podstawą były rozkazy Kedywu K G A K wydawane n a podstaw ie decyzji Kierownictwa W alki Podziemnej (K W P ). 25 Zdarzało się, że oddział otrzymywał również innego typu rozkazy wykonania akcji przeciw zdrajcom i konfidentom. Cytow any poniżej rozkaz m a charakter alarmowy, z uw a­ gi n a zagrożenie samego Kedywu: „2192 Bolek 90 A l a r m 90 _ Beczka N r 51B 14 IX 43 Czy w którym z W aszych oddziałów znany jest 20-letni Ryszard Kwaśniewski z za­ wodu drukarz, mieszkający przy ulicy M iedzianej 14. Jost to Reichsdeutsch maskujący się — praw dopodobnie konfident G -po. M am polecenie zlikwidowania go, zagraża bo­ wiem jednemu naszem u odcinkowi pracy. Nasłuch na jego otoczenie wskazuje, że ma on jakieś powiązanie z naszym i grupam i dywer., znika bowiem od czasu do czasu. Nieobec­ ność usprawiedliwia udziałem w akcjach sabotażowych. Opowiadał między innym i o pale­ niu akt gm innych w Falenicy itd. Jeśli o nim coś wiecie dajcie znać. Jeśli macie możliwości — zlikwidujcie. W d 69”. „M agistrat! Powyższy opis przesłałem «Agatowi» — d o likwidacji. Jeśli wiecie coś o wymienionym w nim — proszę zawiadomić o tym jednocześnie «Agata» i mnie. W każdym razie proszę o odpowiedź. ^ ^ »Jeż«” 26 Rozkaz nie został wykonany przez »Agat« z tej przyczyny, że nie trafiano n a ślad Ry­ szarda Kwaśniewskiego. 27 Życie codzienne oddziału nie toczyło się jednak tylko na ulicach, wręcz przeciwnie, większa jego część upływała w mieszkaniach rodziny, przyjaciół, kolegów, tam wszędzie, gdzie następowały spotkania w różnych celach, gdzie się szkolono, opracowywano plany akcji i zadań, gdzie wreszcie zbiegały się nici codziennej łączności. Lokal I I plutonu przy Wilanowskiej 18/20 był pierwszym lokalem biura II plutonu 27a. Mieszkanie to stanowiło własność „G rafa” i „S carlett”. Ojciec ich był dyrektorem pol­ skiego banku w Kownie. „G raf” i „Scarlett” urodzili się na Litwie i jakkolwiek przed wojną zamieszkiwali już w Warszawie, zatrzymali obywatelstwo litewskie. Rodzice ich zmarli, gdy „G raf” miał 17, a „Scarlett” 15 lat. 25 Potocznie przyjęło się określać: „wyroki KW P”, co sugeruje poprzedzenie wyroku postę­ powaniem procesowym, którego — rzecz jasna — nie było. Kierując się przede wszystkim stopniem szkodliwości postępowania wobec narodu polskiego, ciało zbiorowe, jakim było Kie­ rownictwo Walki Podziemnej (a poprzednio Kierownictwo Walki Cywilnej i Kierownictwo Walki Konspiracyjnej) wydawało decyzje polecające likwidację tego typu funkcjonariuszy niemieckich lub osób z nimi współdziałających. Podstawą tych decyzji było posiadane rozez­ nanie, pochodzące z różnych źródeł. 28 Kryptonim Brygady Informacyjno-Wywiadowczej Kedywu KG AK. 27 MiD W IH, sygn. III/29/7. 27a Następnym — to ul. Kaliska (rodzina „Dcwajtis” ), ul. Świętokrzyska („Orkan” ) i wreszcie ul. Drewniana.

154

Codzienne działania w 1943 r.

Dzięki ¡zaradności „G rafa” i zapobiegliwości „Scarlett” prow adzili żyoie skromne, lecz dostatnie. Staranne
IjOkai nu Wilanowskiej

155

leniu, noszeniu broni i poczty, co należało do jej codziennych zajęć. Zarów no „G raf” jak i „Scarlett” cieszyli się powszechną sym patią w oddziale. N ad m łodym rodzeństwem gó­ rował autorytetem inny mieszkaniec tego lokalu, instruktor „N iesz” . Wysoki, postawny, 0 poważnym spojrzeniu, starszy od pozostałych żołnierzy wiekiem, budził ogólny posłuch 1 szacunek. On najbardziej pilnował konspiracyjnych zasad ostrożności, nie zawsze ściśle przestrzeganych przez młodzież licznie odwiedzającą lokal. Pełnego kompletu mieszkańców dopełniała pani Zosia — żona „Nicsza”, która dawała lekcje języka niemieckiego na komplecie zorganizowanym specjalnie dla łączniczek II plu­ tonu. Jeden z incydentów towarzyszących życiu mieszkańców i gości tego mieszkania wspo­ m ina „Dew ajtis”, która również przez dwa tygodnie nocowała w tym mieszkaniu. „Jednego wieczoru odbywał się tam właśnie generalny przegląd broni, którą czyścili wszyscy lokatorzy pod dowództwem »Niesza«. M nie szczegółnie spodobał się wtedy Colt 11,4 z dużym bębenkiem. Dziwnie podniecał wtedy moją wyobraźnię. Był nie naładowany, toteż co chwilę naciskałam spust, mierząc do wyimaginowanego wroga. W ywołana wyszłam do drugiego pokoju i po chwili wróciłam do przerwanego zajęcia. Nacisnęłam spust i... huknęło. W międzyczasie ktoś naładował colta. Przerażenie zapanowało ogólne. K ula palnęła w ścianę dzielącą nasze mieszkanie od sąsiadujących lokatorów niemieckich. Ja podbiegłam do ściany, by sprawdzić, czy dziura pod kilimem nie jest n a wrylot — na szczę­ ście nie. W tym czasie »G raf« i »Nicsz« podsłuchiwali przy drzwiach, czy Niemcy z są­ siedztwa gonią, czy nie. Ukrywać nic było co i jak. Broń krótka była rozłożona po całym pokoju, o ścianę stały oparte steny. Ale spokój panował w dem u niezmącony. Niemcy w i­ docznie nie skojarzyli strzału z naszym mieszkaniem i wzięli go za zwykłą rozrywkę któ­ regoś z podchm ielonych lokatorów. Był to dla m nie bardzo kompromitujący wieczór, po którym wielu kolegów witało m nie ze złośliwym uśmiechem: — No, mała, ależ jesteś bo­ jowa, w ściany strzelasz’’ 29a. Również tam , na Wilanowskiej 30, zrodził się o autorce tego wspomnienia, „D ewajtis”, sympatyczny dwuwiersz ułożony przez „M aję” : Ma mleko pod nosem, a w zębach pieluszki, tak podobna do dębu, jako słoń do muszki. Bez przesady m ożna powiedzieć, że stosunek żołnierzy do mieszka ń-lokali był stosun­ kiem emocjonalnym, niem al jak do czegoś żywego. Brzmi to zastanawiająco, ale jest praw ­ dziwe. 31 Były lokale, w których żołnierze czuli się dziwnie nieswojo, nerwy mieli naprężone, nic czuli się pewnie, spoglądali ukradkiem na drzwi lub na okno -i dopiero po wyjściu n a ulicę oddychali swobodnie. Były lokale dobre, miłe, jak stary przyjaciel. T e ostatnie dawały spo­ kój i ijakby zapewnienie, że tu nic nie grozi. Takie lub podobne odczucia czy wrażenia były niezależne od tego, czy mieszkanie było komfortowe, czy skromne, a naw et biedne. Są­ dzić m ożna, że w dużej mierze wpływało na taką czy inną atmosferę zachowanie się jego lokatorów. Pewnie i dobrze czuło się w mieszkaniu, gdzie po otworzeniu drzw i ktoś pew­ nym , śmiałym, przyjacielskim ruchem głowy czy skinieniem ręki wskazywał pokój, w któ­ rym m iało się coś odbywać. Bywało wszakże i tak, że po wejściu lub przy przechodzeniu przez korytarz napotykało się przypadkowo tw arz któregoś z domowników jakby zalęknio­ 29a Relacja Elżbiety Dziębowskicj, 1. 80 W pobliżu, przy ul. Czerniakowskiej 110, znajdowało się drugie „ognisko” II plutonu. Było to mieszkanie „Daniela” i „Kobzy”. Zbierali się tam żołnierze ich pokroju, którzy żyli opowiadaniami o akcjach, wypadach i walkach. Akcje czy zadania traktowali bardziej spor­ towo. Odwaga ich graniczyła z brawurą, a nonszalancja wobec zagrożeń i śmierci była na porządku dziennym. Do tej grupy należała większość żołnierzy »Moto«, zawodowych kierow­ ców z Powiśla, m. in. „Antek” (Antoni Kociszewski), „Kajtek” (Stefan Santarek), a także stateczny i zrównoważony „Cyklon” oraz wielu innych. 31 Relacje M adeja Wojtulcwicza 2,3 i Witolda Florczaka, 3.

156

Codzienne działania w 1943 r.

ną. I wtedy wyczuwało się dziwne skrępowanie, jakby poczucie winy. Najczęściej jednak w domach-lokalach panowała atm osfera serdeczności i zrozumienia. Przez dyskrecję, rodzi­ ny na czas korzystania z ich mieszkań albo je opuszczały, albo przechodziły do 'innych po­ koi, aby zostawić korzystającym z mieszkania żołnierzom jak najwięcej swobody. Często ktoś z rodziny w sąsiednim pokoju siedział za firanką i obserwował wejście z ulicy do bramy, aby uniknąć ewentualnego zaskoczenia przez Niemców. Bywało, że dyskretnie uchy­ lały się drzwi i czyjaś ręka wsuwała tackę z kanapkami lub ciasteczkami. N a przykład mieszkanie „M aryli” składało się z dwóch pokoi z kuchnią. Znajdowało się ono przy ulicy Krzywe Koło na Starym Mieście. Pokój zebrań był ciemnawy i jakby tajemniczy, ale bardzo przytulny. Zawsze wysprzątany i przygotowany n a przyjęcie gości. Nawet popielniczki znajdujące się w pokoju świadczyły o tym , że ktoś tu krzątał się z m yś­ lą o mających przybyć gościach i opuścił to miejsce ijak m inistrant, który przygotował wszystko do mającej się odbyć uroczystości. T ym i ducham i opiekuńczymi były matka i siostra „M aryli” . Zupełnie inny charakter m iało mieszkan-ic „Bąka” . Był to tylko jeden pekój w starym dom u przy ulicy Krochmalnej. Wejście do niego było wprost z klatki schodowej. Gładko pomalowane ściany, zwykła podłoga z desek, kuchenka, zlew, szafa, jedno łóżko i dwa obrazki. Wszystko razem sprawiało wrażenie surowości, a nawet ubóstwa. Bogactwo kryło się pod podłogą i obejmowało kilka lub kilkanaście sztuk broni różnego rodzaju, m ateriały wybuchowe, granaty. Dysponował tym „M aryla” i we w nętrzu skrytki raz było dużo brani, a niekiedy prawie nic. Skrytkę wykonał „Szprycha” . W śród bywających tam żołnierzy utarło się nazywać to mieszkanie „siwkiem”, bo takie było zwyczajne, szare jak siwek i od­ dawało usługi bez ograniczenia, podobnie jak niepozorny, poczciwy dorożkarski „siwek”. 32 W lokalu tym odbywały się szkolenia, spotkania, odprawy. M iędzy innym i odbyły się d ra­ matyczne odprawy z kftt. „Pługiem ” p o akcji »Milkę« (o których będzie mowa dalej). Ponieważ z lokalu tego korzystali na co dzień „M aryla”, a także „ L u ty ” i „D ry l”, po­ wstawały w nim plany akcji dla III plutonu, plany rozpoznań, szkoleń, urządzania strzel­ 32 Nie sposób wymienić tu wszystkich ani większości lokali, z których przy różnych okazjach korzystali żołnierze oddziału. Wymieniamy tu zatem jedynie najważniejsze: — ul. Gen. Zajączka 7 — lokal kontaktowy kpt. „Pługa” i „Rayskiego” ; — pl. Dąbrowskiego — sklep z materiałami piśmiennymi — skrzynka kontaktowa I plutonu; — szpital Jana Bożego — skrzynka kontaktowa III plutonu; — Bracka róg Chmielnej — tzw. Wspólna Chata III plutonu; — ul. Żurawia 29 — mieszkanie „Wandy” (Irena Jaroszcwicz-Klimesz), archiwum wy­ wiadu; — ul. Lwowska 2 — cukierenka Marii Saskiej, punkt kontaktowy; — ul. Grójecka 43 — mieszkanie „Roberta” i „Zosi”, skrzynka kwatermistrzostwa; — ul. Nowe Miasto 23, mieszkanie pp. Sottów; — al. 3 Maja 16 — mieszkanie pp. Jastrzębskich; — al. Krasińskiego 2d — mieszkanie p. Florczakowej; — ul. Dygasińskiego 3 — pokój awaryjny „Wyrwy” i plutonu »Moto« w willi płka Po­ wierzy; — ul. Dygasińskiego 22 — lokal ciotki „Bruna”, Krystyny Jeleczkiowiczowcj; — ul. Kaliska, a później Mokotowska — biuro II plutonu, wktórym mieszkała okresowo p. Dziębowska; — ul. Świętojerska 18 — mieszkanie „Orkana” ; — ul. Słowackiego 38/40 — mieszkanie pp. Pietraszewiczów; — ul. Kopernika — restauracja pp. Królikowskich; — ul. Królewska — mieszkanie „Dryla” ; — ul. Radna 10 — mieszkanie „Nuny” ; — ul. Łukowska 12 — mieszkanie „Szaraka” ; — ul. Franciszkańska — mieszkań i j dziców „Hipka” ; — ul. Żelazna 41 — mieszkanie „Bo, a” ; — ul. Podskarbińska — mieszkanie „Cyklona”, a okresowo także„Buksa” ; — ul. Wspólna 61 — mieszkanie pp. Kowalczyków; — ul. Żurawia 31 — mieszkanie p. Wróblewskiej; — ul. Nowogrodzka 26 — mieszkanie pp. Strachalskich; — ul. Dobra 83 — mieszkanie pp. Sylwcstrowiczów.

Strzelnica w Puszczy Mariańskiej

157

nic, tam właśnie podjęto decyzję przeprowadzenia strzelania ćwiczebnego pod koniec września 1943 r. Strzelnica miała znajdow ać się w Puszczy M ariańskiej.33 Organizacja wyjazdu była następująca: instruktorzy strzelnicy i łączniczki z bronią jechali pociągiem do stacji Rawka, skąd po przebyciu około 3 km weszli do lasu i przybyli w określone na m apie miejsce. G rupa żołnierzy pod dowództwem „N arvika” wysiadła w Radziwiłłowie i innym i dro­ gami udała się na miejsce zbiórki. Ćwiczenia obejmowały strzelanie z pistoletów (vis, parabellum, w aiter), ze stena oraz pokazowe rzucanie atrap filipinek. Cele strzeleckie stanowiły postacie sporządzone ad hoc z papieru pakunkowego, węglem wyrysowane na podobieństwo hitlerowskich żołnierzy. Instruktoram i byli: „Przygoda”, „G ong” (Janusz K obyliński), „D ryl” i „M aryla”. Drogę pow rotną odbyto w porządku odw rotnym . Instruktorzy i łączniczki z bronią wracali do Radziwiłłowa, pozostali do Rawki. Również pod koniec września 1943 r. ćwiczenia n a strzelnicy zorganizował I p lu to n .34 Odbyły się one pod dowództwem „M ietka” w Puszczy Kampinoskiej, do której żołnierze doszli piechotą z ostatniego przystanku tramwajowego n a Żoliborzu, broń zaś dowieziono na rowerach na miejsce zbiórki podane wg współrzędnych mapy. Równolegle realizowano zadania w zakresie zdobywania samochodów. Brały w tych za­ daniach udział zespoły żołnierzy wszystkich trzech plutonów. Interesujący przypadek zda­ rzył się w II I plutonie ze zdobytym samochodem m arki W anderer, należącym do niemiec­ kiej firmy jajczarsko-mleczarskiej. 35 Zespół w składzie: „Przygoda”, „Zabawa”, „Pająk” , „N arvik” i „Staszek” zabrał samochód z ulicy Mokotowskiej, sprzed dom u, w -którym mieś­ ciło się mieszkanie dyrektora tejże firm y, J. Simensa, i bez przeszkód odstawił do garażu, gdzie został przemalowany. W kilka dni potem „ G r y f ’ (Jerzy T rzm iel) pojechał tym samochodem do W ilanowa, skąd wracając miał defekt silnika. Zatrzym ał więc przejeżdżającą cięażrówkę i poprosił jej kierowcę o doholowanie go do Warszawy. Nie zauważył jednak, że na ciężarówce wid­ nieją emblematy firmy jajczarsko-mleczarskiej. Efekt holowania był taki, że wraz z samo­ chodem i ciężarówką znalazł się na podw órzu tejże firmy. Wylegli ludzie dziwili się, skąd wziął się samochód, który zginął, bowiem poznali go m im o przemalowania. „G ry f” zorien­ towawszy się w sytuacji i korzystając z zamieszania uciekł za bramę i w ten sposób samo­ chód został stracony. D nia 16 września zaszedł wypadek, który odegrał dość istotną rolę w życiu żołnierzy i działalności I I I p lu to n u .36 W ram ach szkolenia „M aryla” prowadził wykład ze znajomości broni. W ykład odbywał się w mieszkariiu rodziców „H ipka” przy ulicy Franciszkańskiej. W śród demonstrowanej broni był peem typu Schmeisscr, Colt kal. 11,4 m m , F N 15, W alter. N a wykład przy­ szli także „L u ty ” i „D ry l”. „M aryla” miał teoretyczne wiadomości o broni, ale obchodził się z nią nerwowo i nieostrożnie. W czasie wykładu zwracał uwagę na położenie broni, ale impulsywność jego ruchów wpływała n a to, że zapominał o regułach zaraz po ich wyłożeniu. Przy dem onstrow aniu wprowadzania naboju do lufy F N zaciął m u się pistolet. „M aryla” zaczął mocować się z bronią, m om entam i kierując ją w żołnierzy. „L u ty ” sie­ dział na krześle obok „M aryli” i zobaczywszy skierowaną w siebie lufę odsunął rękę „M aryli”, ale w tej samej chwili pistolet wypalił. K ula przeszła przez udo „M aryli” i obie nogi „L utego” . Z uwagi n a bezpieczeństwo ludzi i lokalu „D ry l” polecił natychm iast zabrać broń, nawet nie złożoną. Zapakowano dużą paczkę. Broń odnoszono w szyku ubezpieczonym. N a czele szedł „ N u n a ”, paczkę nieśli „Olek” i „Przygoda”, zaś „Bla­ dy”, „Leszek” (Jerzy Jarkiewicz) i „D ry l” stanowili ubezpieczenie. Zaraz na ulicy Franciszkańskiej „N u n a”, będący krótkowidzem, wpakował się w prost na idący patrol, 33 34 35 33

Relacja Relacja Relacja Relacja

Antoniego Biemawskicgo, 1 i /\ndrzeja Ziemilskicgo, 1,3. Janiny Banaś-Browarskicj, 1, 3. Tadeusza Wronowskiego, 1, 3 i Eugeniusza Lubieńskiego, 1, 3. Antoniego Bicmawskiego, 1, 3.

158

Codzienne działania w 1943 r.

który go jednak nie zatrzymał. Pozostali natychm iast przeszli na drugą stronę ulicy skręca­ jąc w przecznicę i dalej już bez przeszkód zaniesiono broń do lokalu „Przygody” . „M arylą” i „L u ty m ” zajął się „H ipek”, przewożąc ich do lokalu „M aryli” n a Krzywym Kole. T am sprowadzony przez „Janinę” d r Leon M anteuffel opatrzył powierzchowną ranę „M aryli”, „L utego” zaś umieścił na swoim oddziale w szpitalu Wolskim, ponieważ wymagał operacji tego samego kolana, w które raniono go pod Celestynowem. Po ranie odniesionej w akcji pod Celestynowem kuracja i rekonwalescencja przeciągnęły się tak, że w momencie prze­ chodzenia zespołu do »Agatu« i w pierwszych dniach iego istnienia „L utego” zastępował „D ryl”. Teraz rekonwalescencja była krótsza, ale odnowiona rana dotkliw sza.37 „L u ty ” po operacji lekko utykał, a zraniona noga ustawicznie puchła. Wyłączyło go to z możliwości uczestniczenia w bezpośrednich działaniach bojowych, a na co dzień stanowiło dotkliwe utrudnienie w dowodzeniu I I I plutonem , które wespół z nim sprawował „M aryla”. M im o to w III plutonie posiadał niem ały autorytet. Wacław D unin-K arw icki („L u ty ” ) urodził się 4 listopada 1918 r. w Warszawie. Ojciec jego był inżynierem chemikiem, m atka lekarzem stomatologiem. Posiadali niedaleko Płocka majątek we wsi D uninów . W acław chodził do G im nazjum im. Stanisława Kostki. Do harcerstwa należał od wczesnego dzieciństwa. Już w czasach gimnazjalnych był zastępowym w znanej 6. W D H im. Henryka Dąbrowskiego. Jej drużynow ym był Aleksander Kamiński, później Ryszard Białous, którego W acław był przybocznym. W latach 1935— 1937 uczęsz­ czał do szkoły w Bydgoszczy, gdzie w tym okresie mieszkali jego rodzice. Więzi jednak z W arszawą i z 6. W D H nie zerwał. 38 Po powrocie do W arszawy m im o uczęszczania do G im nazjum A. Kozickiego przy ulicy Dobrej pozostał nadal przybocznym w tej drużynie i rokrocznie przebywał na obozach harcerskich. W 1935 r. przebywał na miesięcznym obo­ zie letnim nad Jeziorem Partęczyny koło Brodnicy, w 1936 r. koło Jasła nad Wisłoką, a w 1937 n a obozie zimowym w Dolinie Kościeliskiej i letnim w Ignalinie, na 'którym peł­ nił obowiązki oboźnego i sanitariusza. O stopniu jego zaangażowania w działalność har­ cerską świadczy fakt, że brał udział w ogólnopolskim zlocie Z H P w Spalę w 1938 r. Również w 1938 r. uczestniczył ponownie w obozie zimowym w Dolinie Kościeliskiej, zor­ ganizowanym przez 6. W D H i 62. W Ż D H , i był jego komendantem. Jak się w tedy oka­ zało, W acław był świetnym narciarzem , pełnił więc również funkcję instruktora w zakresie tej dyscypliny sportowej. Zresztą w ogolę był wszechstronnym sportowcem: dobrym pły­ wakiem, szybownikiem po ukończonym kursie szybowcowym, żeglarzem z uprawnieniam i sternika. Już wtedy mial także ukończony kurs sanitarny organizowany przez PGK. Był także instruktorem w hufcu »Powiśle« z racji nauki w G im nazjum A. Kozickiego. W lecie 1939 r. zdał egzamin i został przyjęty na wydział lekarski Uniwers 5>tetu Warszawskiego. 39 We wrześniu 1939 r. pełnił służbę kom endanta łączników hufca »Powiśle« w ram ach pogotowia harcerzy. Opuścił W arszawę wraz z częścią chorągwi warszawskiej, by powrócić do niej w październiku tegoż roku. W grudniu 1940 r. ożenił się z koleżanką z 3. W Ż D H , poznaną w trakcie zadań harcer­ skich, H aliną Strachalską, i w tymże roku rozpoczął studia medyczne w oficjalnej, ale realizującej tajny program wyższych studiów m edycznych szkole felczerskiej, tzw. Szkole Zaorskiego. Pod koniec tego roku nawiązał kontakt z Ryszardem Białousem, który przez Związek Odwetu doprow adził go do Szarych Szeregów i Oddziału Specjalnego »Jerzy«. W stąpił do oddziału wraz z licznym zespołem kolegów -i przyjaciół z harcerstwa, których w większości zgrom adził później w oddziale »Agat«. W 1942 r. ukończył szkołę podcho­ rążych piechoty Okręgu Warszawskiego AK. Brał udział w akcji pod Celestynowem, w cza­ sie której został ranny w kolano i przebywał w szpitalu Wolskim. W opinii swoich pod­ władnych i kolegów z organizacji harcerskiej W acław był żarliwym patriotą, przedkłada­ jącym interes ogółu nad własny w każdej sytuacji życiowej. Cechowała go umiejętność do­ 37 Relacja Haliny Strachalskiej-Dunin-Karwicki ej-Rakoczy, 3. 38 Tamże oraz relacje Ryszarda Białousa, 3 i Henryka Nowaka, 3. 39 Relacja prof. dra Leona Mantcuffla, 3.

A kcja » W ila n ó w « ■

i■

— ■

.

f

159

wodzenia zespołami, ale nigdy nie polegała ona na wprow adzaniu dyscypliny typu wojsko­ wego, lecz na takim układaniu stosunków z podwładnym i, aby przyjmowali oni jego po­ lecenia bezdyskusyjnie. Cytując słowa „H eńka” m ożna powiedzieć, że „poszanowanie dla osoby Wacka zrodziło się jeszcze przed wojną, w toku zajęć i obozów harcerskich, a ugrun­ towało już podczas okupacji w czasie szkoleń i akcji najpierw małego, a później dużego sabotażu. Był on zawsze i wszędzie przede wszystkim harcerzem, rozumiejąc pod tym pojęciem zespół cech najpozytywniejszych, i to harcerzem szczególnie szeroko i głęboko myślącym, i tym i cechami oddziaływał na nas wszystkich: n a mnie, »Przygodę«, »Marylę«, »Hipka«, »Bąka«, »Mściwego«, »Dzida«, »Leszka« i wielu innych” 40. W dniu 26 września 1943 r. o godzinie 22 miała miejsce akcja baonu »Zośka«, zwana w historiografii akcją »W ilanów«. Celem jej było zaatakowanie w W ilanowie poste­ runku żandarm erii i budynku, w którym stacjonowali niemieccy lotnicy. Atakując te obieikty m iano równocześnie w pobliskich koloniach (K ępa Latoszewska i Zawadowska) rozprawić się z kolonistami niemieckimi, Volksdcutschami i zdrajcam i, którzy poprzednio schwytali i rozstrzelali kilku żołnierzy Podziemia. Akcją dowodził „G iew ont” (M iłosław Cieplak). Akcję przeprow adzono z rozkazu Kedywu K G AK i w inna ona stanowić temat odrębnego szczegółowego opracowania poświęconego historii batalionu »Zośka«, u W na­ szym opracowaniu traktujem y ją zatem marginesowo, gdyż rola »Agatu« sprowadzała się do ubezpieczania całej akcji. Z oddziału »Agat« w akcji wzięły udział 3 zespoły żołnierzy II plutonu dowodzone przez „N iesza”, „K opcia” i „Zawała”, .pod ogólnym dowództwem „M irskiego” i jego zastępcy „O rkana” . 42 W sum ie 19 lu d z i43, z których żaden nie zginął i nic odniósł ran, w przeciwieństwie do ciężkich strat w zabitych i rannych wśród żołnierzy batalionu »Zośka«. W składzie żołnierzy »Agatu« znajdowali się: „B urza”, „Bolec”, „C y­ klon”, „G raf”, „M ag”, „Ossoria”, „Pajączek” , „Ryś” (Zbigniew C hm aj) „K ali­ n a” (W itold Juszczak?), „D aniel”, „K obza” „Żogota”, „Rawicz” i „N iem ira” . Zespół pod dowództwem „K opcia” miał zadanie zlikwidowania posterunku wartowniczego i ubez­ pieczanie akcji od zachodniej strony, z kierunku ulicy Czerniakowskiej. Zespół pod do­ wództwem „Zaw ała” ubezpieczał akcję z kierunku ulicy Belwederskiej. Zespół pod do­ wództwem „Niesza” m iał zadanie przerwania linii telefonicznej biegnącej z posterunku żandarm erii i siedziby lotników oraz ubezpieczanie akcji od strony wschodniej, z kierunku ulicy Czerniakowskiej. Po wykonaniu zadań wszystkie trzy zespoły »Agatu« wycofały się w kierunku Wisły, po czym część wycofała się brzegiem W isły w kierunku portu czernia­ kowskiego, druga zaś przepłynęła Wisłę i spędziła resztę nocy w lokalu kontaktowym w Radości. Następnego dnia powróciła do W arszawy wraz z łączniczkami, które przy­ jechały z W arszawy po broń. „K am a” tak to relacjonuje: „P o akcji pod W ilanowem przybyliśmy do willi w Radości, w której było kilkunastu chłopców, w większości m i nie znanych. Byli głodni. Kupiłyśm y w sklepie bułki, wędlinę, cukier i zrobiłyśmy śniadanie, podczas gdy chłopcy myli się i czyścili ubrania, naśmiewając się z siebie wzajemnie. N iektórzy zaraz wychodzili do swoich domów. Ledwo wypiłyśmy kawę i zjadłyśmy po kanapce, gdy »Orkan« zawołał nas do sąsiedniego pokoju, w którym na stole i n a łóżku leżały pistolety krótkie, steny i magazynki. Okazało się, że w czasie gdy inni jedli, on porządkował broń. Polecił nam zapakować ją do teczek, które przywio­ złyśmy, wskazując do której teczki co należy włożyć. Po udzieleniu tych zbawiennych, jak je nazywałyśmy, rad poszedł do chłopców. Pierwszy raz miałam pistolet w ręku (broń przenosiłam już, ale w teczkach), przyglądałam się więc z zaciekawieniem. Zapakowałam 40 Patrz przypis 47. 41 Pełne ujęcie znajdzie się w całościowym opracowaniu dr Anny Borkiewicz-Cclińskicj dotyczącym, .dziejów baonu »Zośka«. Por. Anna Borkiewicz-Celińska, Fragmenty Archiwum baonu »Zośka«, w: Najnowsze dzieje Polski, Warszawa 1962 t. VI s. 230. 42 Relacje Stanisława Nowińskiego, 3, Stanisława Jastrzębskiego, 3 i Krystyna Strzelec­ kiego, 3. 43 MiD WIH, sygn. III/29/6. Raport z 1 października 1943 r. a meldunek z 4 października 1943 r., dotyczący strót i stanów w akcji »W«.

160

Codzienne działania w 1943 r.

wszystko, ale jeszcze wyjęłam z teczki jeden pistolet, oglądając go tak jak dziecko zabawkę. N a to wszedł »Niemira«. — Ł adna zabawka, prawda? T ylko trochę niebezpieczna, lepiej położyć. — Posłuchałam , mówiąc, że w ogóle po raz pierwszy widzę broń. Zaczął się śmiać i tłumaczyć żartobliwie, jak się trzeba z bronią obchodzić. K toś go zawołał — wy­ szedł, a w tym momencie wszedł »Orkan«. — Już jesteście gotowe? Zaraz jedziemy. — Pistolet leżał na stole. Nie wiem, czemu zaczęłam bawić się bezpiecznikiem, a po chwili wzięłam broń do ręki i mierząc w »Orkana« zapytałam: — Czy strzelać należy z takiej po­ zycji? — W tym momencie padł strzał. Wycelowałam tu ż koło ucha »Orkana«. M usiałam wyglądać na bardzo wystraszoną, gdyż uśmiechnął się mówiąc: — A jednak żyję. T ym się bawić nie m ożna, panno Kam o — dodał po chwili surowo. W tym m o­ mencie podziwiałam jego opanowanie, którego przykłady dawał ipóźniej wielokrotnie w ak­ cjach. Zaraz też zarządził wyjazd. Jechaliśmy do W arszawy pociągiem. W ysiedliśmy w W a wrze i pieszo szliśmy na Gocławek, aby uniknąć ewentualnej rewizji czy łapanki n a dw orcu w Warszawie. Było nas czworo — »Scarlett«, »Orkan«, »N iem ira« i ja. Chłopcy nieśli teczki. Szliśmy bocznymi drogam i, z dala od szosy. »Orkan« z »Niem irą« śmiali się przez cały czas z mojego nie­ fortunnego strzału. »Orkan« mówił, że o tak odważnej pannic nawet za granicą będzie głośno, że tylko jeszcze raz tak samo, a na pewno zostanę odznaczona V irtu ti M il k a ri Jaka szybkość decyzji! Szalona odwaga — zam knąć oczy, nacisnąć i strzelać. »M irski« i »Dyrektor« (A dam Borys) będą bardzo zadowoleni z tak cennego nabytku. Doszczętnie zdruzgotana dotarłam do tram waju. Obiecałam sobie w d uchu, że nigdy więcej nie dotknę broni, zanim się z nią nie zapoznam. Przyjechaliśmy do »Bolca« na Żelazną 41 i tam chwilę odpoczywaliśmy. Chłopcy roz­ mawiali między sobą. Czekałam, kiedy opowiedzą o m oim pierwszym strzale. Ju ż »Nie­ mira« zaczynał mówić, kiedy »Orkan« przerw ał m u — o tym później. Zadrżałam. W y­ rzucą mnie z oddziału, a w najlepszym razie czeka m nie k am y raport. »Niemira« zaczął po­ nownie pokazywać m i zasadę działania bezpiecznika. W yjął magazynek i polecił m i wszyst­ ko powtórzyć. Zrobiłam to bardzo dokładnie — łącznie ze strzelaniem. Przestrzeliłam łóżko (tu ż koło stóp »Bolca«, który leżał). Pocisk utkw ił w ścianie tuż koło podłogi. Zrozum iałam , że źrebiłam rzecz straszną — spaliłam drugi lokal. Lokal, w którym •mieścił się m agazyn oddziału. G dybym się nie wstydziła — płakałabym. A co n a to »O r­ kan«? — N ie m am y dzisiaj szczęścia odpocząć — powiedział. — Chodźm y, jedziemy d a­ lej. Trzeba koniecznie nauczyć dziewczęta obchodzić się z bronią. T o, co się dzisiaj zda­ rzyło, nie może się więcej pow tórzyć” 44. G odny podkreślenia jest fakt, że część żołnierzy biorących udział w akcji pod W ilano­ wem, m. in. „K opeć” , „C yklon”, „Rawicz”, „Bolec” i „N iem ira”, wykonała dw a dni wcześniej (24 września) akcję »K retschm ann«. Pod koniec października 1943 r., a może później, oddział poniósł koleiną stratę. W przy­ padkowej łapance ulicznej został zatrzym any przez Niemców żołnierz II plutonu „K alina” (W itold Juszczak?) i ślad po nim zaginął. D la bezpieczeństwa przeniesiono natychm iast magazyn broni II p lu to n u ze znanego „K alinie” mieszkania „D aniela”, znajdującego się przy Czerniakowskiej, na W ilanowską 18/2 0 .45 Zaraz potem I I I pluton wyruszył na kolejne ćwiczenia na strzelnicę. Odbywały się one w rejonie Dębów Wielkich, w lesie okalającym wieś G órki, nie opodal rzeczki o nazwie Mienia. Dowodził strzelnicą „Jerem i”. Instruktoram i byli „L o t” (Bronisław Pietraszewicz), „G andhi”, „Zabaw a” .i „Pająk” . W strzelaniu brały również udział dziewczęta. 44 Relacja Marii Stypułkowskdcj-Chojeckiej, 3. 46 Na temat „Kaliny”, daty jego aresztowania i dalszych losów nie udało się uzyskać bliż­ szych informacji. Jest jednak pewne, żc śladu do oddziału nie zdradził. Należy wspomnieć, że pierwszy magazyn broni II plutonu był w mieszkaniu „Bolca”, przy Żelaznej 41, skąd po akcji w Wilanowie został przeniesiony do „Orkana” na ul. Świętojerską. Drugi magazyn był u „D a­ niela” i przeniesiony został na ul. Wilanowską. Wreszcie główny magazyn umieszczono w spe­ cjalnie dużej skrytce zrobionej w mieszkaniu „Zawiei” przy ul. MątwLckiej.

54. M o s t K i e r b e d z i a ( z d j ę c i e z 1926 r . — s t a n a k t u a l n y r ó w n i e ż d l a 1944 r . )

55. t l i . P o d w a l e — m i e j s c e a k c j i » K o p p e «

k J

llłijn j&

*—

k t-

UKOŃCZYŁ W

/ ZOSTAŁ XwĄŃi$ÓWANY

O O ST O P W A

56. D y p l o m u k o ń c z e n i a I t u r n u s u » A g r l c o l i «

57. D y p l o m u k o ń c z e n i a II t u r n u s u » A g r i c o l i «

W O Y S K O

Książeczki należąca e£* '

^

/* y

*

s m s ~ )ś

. fc£r*Jc< L, z Kompanii W ¿ ¿ 6 / MMMMMI

O p i sain ie D zie ń

*I

z a c ią g u ,

.

. . <

-

z ochoty hib 1Konskrypcy) Syn urodzony

C

s ó

W P o w lec}#

wzrostu

R ysy % T w a r z y 11

W ło sy

t b rw le

W id o czn e zn a k i

58. S t r o n a t y t u ł o w a k s i ą ż e c z k i w o j s k o w e j p r a d z i a d a „ R a f a ł a ” ( S t a n i s ł a w L e o p o l d )

59. P ł k d y p l . „ L u t y ” ( J ó z e f S p y c h a l s k i )

60. P i k „ Z l m o w l t ” ( J a n P a ń c ż a k i e w i c z )

61. P o r . „ P o w o l n y ” ( R y s z a r d N u s z k i e w i c z )

62. K p t . „ R a k " ( J ó z e f B a s t c r )

63. „ B o b o ” ( I r e n a S o k o ł o w s k a )

64. „ D z i d z i a " ( Z o f i a S o k o ł o w s k a )

# 65. „ I n a " ( Z o f i a J a s i e ń s k a )

66. P o r . „ Z i e m i a ” ( L e o n a r d W y j a d ł o w s k i )

V"" %

68. F r a n c i s z e k K u c y p c r a z U d o r z a

69. W ł a d y s ł a w K u c y p c r a z U d o r z a

70. W 'e r o n i k a G a c c k - K r z c m i e n i o w a z P r z y s i e k i

71. P i o t r M i ą s k o z / . a m i c c h ó w k a

73. K a p l i c z k a p o l n a , u p o d n ó ż a k t ó r e j p o c h o w a n o pierw otnie „A łego” (S tanisław liuskow ski) i ..O rlik a " (W ojciech C z erw iń sk i)

72. W a c ł a w G a c e k z P r z y s i e k i

74. Ks. M a r c i n D u b i e l , p r o b o s z c z p a r a f i i w P o r ę b i e D z i e r ż n e j o d 1934 d o 1953 r.

ji

75. M i e j s c e t a b l i c y p a m i ą t k o w e j w s k a r p i e d r o g i w U d o r z u ( z d j ę c i e z 1970 r . )

• . fc

76. D r o g a U d o r z - Ż a r n o w i c c ; w n a j w y ż s z y m jej p u n k c i e r o z p o c z ę ł a s ię w a l k a i u c i e c z k a p r a w a skarpą

Kryzys to I I I plutonie

161

„Jadw iga Połówka” i „Irena Połówka” celnością strzałów zasłużyły sobie na wyróżnie­ nie «przez „Jeremiego”. 46 Ponadto był to azas rekapitulacji wniosków płynących z analizy akcji przeprowadzonej przez zespół żołnierzy z I I I plutonu w alei Szucha, skierowanej przeciwko M ilkemu, i za­ dum y nad stratam i, jakie ona poczyniła wśród kolegów. N iefortunna ta akcja, która w różnych m om entach jej przygotowania i przeprowadzania naraziła zespół na straty i nie doprowadziła w rezultacie do likwidacji Milkego, wywarła decydujący wpływ na stan psychiczny niektórych żołnierzy plutonu. Refleksje, dotyczące form prowadzenia walki, zro­ dziły się u nich już wcześniej, niemal zaraz po przyjściu do »Agatu«. Przeprowadzanie rozpoznania wielu Niemców i ich współpracowników, wśród których były i kobiety, opra­ cowanie planów ich usunięcia zrodziły wątpliwości i trudności pogodzenia takiej formy walki z przyswajanym i .przez wiele lat lideałami harcerskimi. Oi, wśród których te wątpli­ wości rodziły się i rozwijały, byli już od wielu lat nic tylko harcerzam i, ale pełnili w har­ cerstwie funkcje instruktorów , drużynow ych, a więc przywódców i wychowawców m łod­ szych roczników, którzy zakum ulowali w sobie tyle harcerskiej etyki i moralności, że mogli nią emanować na innych. 47 Zabity w akcji »Milkę« „Ssak” (Eugeniusz Poszepczyński) był serdecznym przyjacielem „K inga” (Ryszard Serafinowicz), który — załam any tą stratą — na własną prośbę opuś­ cił oddział »Agat«. Kolejny żołnierz, „D zid ”, chciał przed wystąpieniem z oddziału uzyskać pewność, że ma rację. Zameldował się u kpt.„P ługa” do raportu. O ddajm y m u głos: „K ulm inacyjnym przeżyciem była dla m nie nieudana akcja w alei Szucha. Specyficzne w arunki walki konspiracyjnej, w której człowiek w każdej chwili mógł zginąć jako cywil, a nie jako żołnierz, i równocześnie straszne natężenie terroru niemieciego, którem u — w m oim zrozum ieniu — nie bardzo właściwie przeciwstawialiśmy się, zaostrzył u mnie kryzys zaufania. Po dłuższej walce z sobą zgłosiłem się do raportu u kpt. »Pługa«. P ro­ siłem dowódcę o jasną odpowiedź, dlaczego walka z okupantem przybiera takie niezro­ zumiałe dla m nie formy, jaki jest sens błyskotliwych może akcji, które w istocie poza zabójstwem jednego czy drugiego szpicla lub kata n ic nie dają, albowiem poza masowym odwetem ze strony Niemców n a miejsce jednego gestapowca przychodziło dwóch nowych. Dlaczego wreszcie akcje pociągają tak 'niewspółmierne straty. Dowódca starał się te spra­ wy wytłumaczyć. Specyfika naszej ograniczonej działalności dywersyjnej, która nie miała form wojskowych w ścisłym sensie, jak sam to przyznał, wynikała jego zdaniem z n a ­ stępujących .pięciu przyczyn: 1. Należało za wszelką cenę utrzym ać ogień społecznej nienawiści do okupanta, tak by społeczeństwo było przygotowane do ostatecznej rozpraw y w decydującym m om en­ cie — Powstaniu. 2. Alianci uporczywie żądali wzmocnienia walki na tyłach wojsk niemieckich frontu wschodniego. W takiej sytuacji należało wykazać się akcją dywersyjną, która mogłaby dać pewne argum enty narodow i polskiemu. 3. Należało za wszelką cenę utrzym ać stan niepewności i strachu wśród władzy oku­ pacyjnej, aby czuła, że jest w kraju wrogim. 4. Należało utrzym yw ać morale w liniowej A K , a także w śród społeczeństwa poprzez ciągłe przypom inanie o istnieniu walczących oddziałów, między innym i w Warszawie. 4C Relacja Eugeniusza Lubieńskiego, 3. 47 Autorowi znana jest charakterystyka dowództwa III plutonu oraz niektórych jego żoł­ nierzy i ich postaw, spisana przez Marię Wiśniewską na podstawie rozmów z Antonim Bier­ na wskim. (Archiwum IH PAN, Zespół byłego Instytutu Pamięci Narodowej). Jednakże stwierdzeniom autorki przeczą relacje: Henryka Nowaka, Tadeusza Wronowskiego, Bronisława Jaconia, Jadwigi a Ireny Jakubowskich, M adeja Wojtulewicza, którzy ludzi i sprawy oce­ niają w diametralnie odmienny sposób. Autor przyjął punkt widzenia zdecydowanej większośd żyjących żołnierzy, wychodząc z założenia, że relacja nie autoryzowana, pochodząca z trzedej ręki, jest dowolnym przekazem nie wytrzymującym weryfikacji z bezpośrednimi relacjami p o ­ zostałych osób.

162

Codzienne działania zv 1943 r.

5. Bezpośrednio zastraszyć gestapowców (i tu kpt. »Pług« podał jako .przykład, ż zabójstwo szefa Pawiaka doprow adziło d o zelżenia rygoru na Pawiaku). W okresie rozmowy z dowódcą nie miałem wielkiego pojęcia o taktyce. Argum entacja »Pługa« wcale m nie wówczas nie przekonywała i uczciwie m u to powiedziałem. K pt. »Pług« również uczciwie zwolnił mnie ze złożonego przyrzeczenia. Stwierdził, że w takim oddziale, jakim on dowodzi, m uszą być ludzie całkowicie przekonani o słuszności wy­ dawanych rozkazów. Po krótkim czasie oficjalnym rozkazem zostałem zwolniony z od­ działu. Rozpatrując moje ówczesne wątpliwości i argumentację dowódcy przez pryzm at mojej dzisiejszej wiedzy, obecnie nie mam już żadnych wątpliwości, a trapiły m nie one przez długi jeszcze czas nawet po przejściu do liniowego oddziału A K ” 48 D nia 29 października 1943 r. I pluton przystąpił do zdobycia samochodu, który ob­ serwowano i uznano za bardzo przydatny, był to bowiem wóz dostawczy tzw. Lieferwagen marki Opel-Olim pia (mała półciężarówka). Przebieg wykonania zadania był następujący: „D nia 29 października 1943 r. o godzinie 7.25 samochód półciężarówka m arki Opel-Olimpia zatrzymał się przy ulicy Tucholskiej n r 14. Z sam ochodu tego wysiadł szofer i udał się do dom u przy ulicy Tucholskiej 14. Stojący w roli obserwatora strzelec »Kę­ dzior« dał znać natychm iast o tym strzelcom »Bninowi« i »Sokołowi« (K azim ierz S o tt), znajdującym się na ulicy Dziennikarskiej, po czym każdy z osobna pospieszył na z góry określone stanowisko, a mianowicie: »Kędzior« stanął na ulicy Karpińskiego, między Krasińskiego a Tucholską, »Bruno« zajął stanowisko na rogu Karpińskiego i Tucholskiej, »Sokół« n a ulicy Czarnieckiego róg Krasińskiego. Uzbrojenie zespołu było następujące: »Kędzior« m iał parabellum, »Bruno« colta kal. 7,65 m m , »Sokół« zaś pistolet F N 7,65 m m oraz filipinkę. O godzinie 7.45 z dom u przy Tucholskiej n r 14 wyszedł do sam ochodu szofer w to ­ warzystwie drugiego mężczyzny i zajęli miejsca w wozie. Po chwili szofer zapalił silnik. W tym momencie »Bruno« podszedł do sam ochodu, otworzył drzw i i powiedział: — Jedziemy razem — po czym wyjął pistolet i zamierzał usiąść przy szoferze. N a ten m om ent nadszedł »Kędzior«, który rozkazał, aby mężczyzna siedzący obok szofera zro­ bił miejsce »Brunowi«, a sam usiadł z tyłu. G dy ten zrobił, co m u kazano, wtedy wsiadł również i »Kędzior« z tyłu i dał znak do odjazdu. Samochód prow adził jego szofer ulicą Karpińskiego do Krasińskiego. N a rogu Krasińskiego i Czarnieckiego wsiadł »Sokół«, po czym ruszono pełnym gazem na W isłostradę. N a W isłostradzie szofer zatrzymał wóz, po czym »Kędzior« rozkazał m u, aby wraz z osobnikiem siedzącym w przyczepie opuścili samochód i oddali jego papiery oraz zapowiedział, że o ile w ciągu pół godziny zrobią alarm — będzie z nami źle. M ówiąc to zajął miejsce obok »Bruna«, który odtąd miał prowadzić wóz. Ruszono od razu pełnym gazem W isłostradą do ulicy Dobrej. N astępnie jechano Dobrą, Ludną, Czerniakowską, Nowosielecką do Belwederskiej. N a Belwederskiej opuścili wóz »Kędzior« i »Sokół«, oddając broń »Brunowi«. »Bruno« zajechał sam do garażu, w któ­ rym zostawił samochód, a następnie oddał broń n a ulicy Belgijskiej łączniczce »Buni«” 49. Dowódcą zespołu, który zdobył samochód, był „K ędzior” . Było to jego ostatnie wy­ konane w oddziale zadanie. W sześć d n i później został ranny i zam ordow any przez Niemców. Było to nazajutrz po przygotowanej, ale nie przeprowadzonej akcji, mającej na celu zlikwidowanie konfidenta niemieckiego, którym był zakrystian kościoła Św. F lo­ riana, zamieszkały w mieszczącym plebanię dom u przy ulicy Sierakowskiego 10. Jego „dziełem” było kilkakrotne aresztowanie przez gestapo znacznej liczby osób zgrom a­ dzonych w kościele podczas mszy św. za dusze poległych. Zanim wykryto sprawcę, kilkadziesiąt rodzin okryło się żałobą. „L o t” (Bronisław Pietraszewicz), który zlecił to zadanie „D ietrichow i”, podkreślił 48 Relacja Jerzego Mahla, 1, 3, została potwierdzona przez Tadeusza Wronowskiego, 1, 3 i Adama Borysa, 1, 3. 49 MiD W IH, sygn. III/29/7, meldunki i sprawozdania. Sprawozdanie za październik 1943 r. z dnia 1 listopada 1943 r. oraz meldunek „Kędziora” .

Akcja »Kościół śzv. Floriana«

163

konieczność zachowania ostrożności, ponieważ zakrystian zaczął ostatnio wykazywać podejrzliwość. 50 Zadanie miało być przygotowane przez elewów »Agricoli« w składzie: „D ietrich”, „B ru n o ’', „Ju n o ” (Zbigniew G ęsicki), „K ędzior” i „O skar”. Zadanie m iano wykonać możliwie cicho i m inim alnym i środkam i — bez użyoia samochodu. Likwidacja miała nastąpić wieczorem w mieszkaniu. Rozpoznanie obejmowało najbliższe okolice kościoła oraz ulice: Sierakowskiego (należało uważać na wartownika stojącego przy boaznym wyjściu ze szpitala Przemienienia Pańskiego), Jasińskiego, Panieńską do brzegu Wisły. Odejście po wykonaniu zadania miało przebiegać wyżej wymienionymi ulicami. N ajtrudniejszym obiektem rozpoznania było samo mieszkanie zakrystiana oraz jego naj­ bliższe sąsiedztwo ( poprzegradzane parkanam i, nie m ożna było tam chodzić bez wzbu­ dzania podejrzeń). Plan był następujący: Narzeczona „B runa”, „O la” (Barbara D yga-H ellw ig) pójdzie do kościoła, zostawi na podłodze w ławce pęczek starych kluczy. Następnego dnia po zamknięciu kościoła „O la” uda się do zakrystiana, aby dowiedzieć się, czy nic znalazł kluczy, które wraz z zawar­ tością torebki wysypały się jej wczoraj przez nieuwagę. T ak też zrobiono. Zakrystian przyjął ją bardzo nieufnie, przyglądał się badawczo i ¡przenikliwie. M im o jej prośby nie poszedł z nią do kościoła, lecz powiedział, żeby udała się tam od strony zakrystii, bo teraz właśnie sprzątają kościół i może sama sprawdzić, czy zgubione przez nią klucze zostały znalezione, czy też leżą w miejscu, gdzie zostały. Klucze oczywiście odnalazły się. „O la” starała się zapamiętać jak najwięcej szczegółów z układu mieszka­ nia, sieni i najbliższego sąsiedztwa. W czasie rozpoznania nie tylko „D ietrich”, lecz i inni żołnierze odnosili wrażenie, że teren jest inwigilowany nie tylko przez nich, lecz i przez innych osobników. T erm in wykonania zadania został wyznaczony na dzień 3 listopada 1943 r. D o miesz­ kania mieli wejść „B runo” i „D ietrich”. „B runo” miał sterroryzować osoby znajdujące się przypadkowo w pokoju, zaś „D ietrich” zastrzelić zakrystiana i wyjąć z ubrania do­ kumenty. W sieni będzie ubezpieczał „O skar”, a przy furtce od strony Sierakowskiego, przez którą zespół miał się wycofać, będzie ubezpieczał „K ędzior” . „L onginus” miał być rezerwą, w razie gdyby ktoś z ustalonego zespołu w ostatniej chwili nie m ógł wziąć udzia­ łu w akcji. K ażdy miał być uzbrojony w pistolet krótki, 2 magazynki zapasowe, 1 granat i 1 opa­ trunek osobisty. Broń miały dostarczyć: „G rażyna” (H anna Siedlecka) dla „B runa” i dla „D ietricha” oraz inna łączniczka dla „Oskara” i „K ędziora”. P unkty odbioru były ustalane w cichej i mało o tej porze uczęszczanej uliczce Jasińskiego. O godzinie 18 „B runo” i „D ietrich” nie zastali „G rażyny” w umówionym miejscu. „O skar” i „K ędzior” też czekali n a próżno na łączniczkę. Po odczekaniu 15 m inut ro­ zeszli się. Idąc na przystanek spotkali zdenerwowaną „G rażynę” idącą na umówione miejsce. Oświadczyła, że już 5 m inut przed ustalonym term inem była z przygotowaną bronią w pobliżu umówionego miejsca i tam natknęła się na niemieckiego żołnierza. „G rażyna” oświadczyła również, że w zaistniałej sytuacji odprawiła drugą łączniczkę z całą bronią do magazynu. Trzeba było odwołać wykonanie zadania i ustalić term in następny. Ale do drugiej próby przeprowadzenia akcji już nie doszło. Następnego dnia, czyli 4 listopada 1943 r., o godzinie 7 rano nastąpiło spotkanie „L o ta”, „M ruka”, „K ruszynki” i „K ędziora” ale nie jak zwykle na terenie ogródków działkowych, które były wtedy penetrowane przez Niemców, lecz na ulicy Śmiałej. Spotkanie to wspomina „K ruszynka”: „N a umówionym miejscu kręcą się: »Lot«, »Kędzior«, »M ruk« «i »Kruszynka«. Prow a­ dzone są cicho rozmowy. »Lot« bierze najpierw »Kędziora«. Omawiają już nową akcję. Chodzą po jednej stronie, w międzyczasie »K ruszynka« z »M rukiem « po drugiej. W krótce zjawia się »Orliński« (A ntoni Staszewski). Podchodzi do »Lota«. M a źródło kupna broni. 50 Relacja Eugeniusza Schielberga, 1, 3.

164

Codzienne działania w 1943 r.

Podchodzi potem do »K ruszynki« i omawia z nim sprawę odbioru. Po chwili żegna się. Od »Lota« odchodzi »Kędzior«, przechodzi do »Kruszynki«. D o »Lota« idzie »M ruk«. K ieruje się Śmiałą w stronę ulicy Gen. Zajączka. D ochodzi godzina 8. W tem na zakręcie widać wielkie czarne auto z gestapowcami. Jest ich sześciu. Peemy sterczą po obydwóch stronach samochodu. Skręcają w naszą stronę. Jadą wolno, nawet bardzo wolno, mocno nas obserwując. Sytuacja jest nader nieprzyjemna. W kieszeniach pustki, naprzeciw pięć pistoletów. Przykro myśleć. M ijają nas może dwa, trzy m etry i rozlega się to powszechnie znane: — Halt! H ände hoch! — i już są przy nas z pistoletami wym ierzonym i w nasze piersi. D o »Lota« po d ­ biegło trzech gestapowców, do »K ruszynki« i »Kędziora« dwóch. Jeden pozostał w sa­ mochodzie. Żądają dowodów. Sięgamy do kieszeni. »Kędzior« daje pierwszy. Przeglą­ dają, pytają, gdzie mieszka. »Kędzior« powiada, że na Powązkach. — A ty? — zwraca się do »Kruszynki« — N a Starym Mieście — brzm i odpowiedź. N astępnie pyta o dro­ gę, dokąd i po co idziemy. »Kędzior« mówi, że idzie do szkoły, a »K ruszynka«, że do pracy. — Ach tak, ty mieszkasz na Powązkach, ty na Starym Mieście, ty idziesz do szkoły, ty zinów do pracy i spotykacie się całkiem przypadkow o aż na Żoliborzu o godzinie siódmej i spacerujecie sobie trzy kwadranse. — Bujać było trudno, gdyż mieliśmy swoje prawdziwe papiery. Z drugiej strony przezornie nie podawaliśmy dokładnie adresu. N a­ dal penetrują w dowodach »Kędziora«. »Kruszynka« trzym a swoje w ręku, wysoko wzniesione nad głową. W międzyczasie po drugiej stronie ulicy rewidują »Lota« i »M ruka«. Przy »M ruku« nic nie znajdują. W szystkie dow ody są w porządku. Kolej teraz na »Lota«. W sadzają m u rękę do jednej kieszeni i znajdują kilka lipnych dowodów. Zaglądają do małej kieszonki w spodniach, wyciągają m eldunki i rozkazy pisane zresztą szyfrem. W kieszeni w m arynarce znajdują tajne pisemko »Żołnierz Polski«. Sprawa jest więc jasna. Los z góry był już przesądzony. Dowódca całej tej wyprawy po znalezieniu tylu dowodów obciążających zarządza przeprowadzenie »Kędziora« i »K ru­ szynki« na drugą stronę. Wszyscy stoimy teraz razem. W pewnej chwili gestapowiec stojący tuż przy »K ruszynce« krzyczy, by ten wsiadł do samochodu. Sam zakłada pistolet maszynowy na plecy, wyjmuje pistolet zwykły, przykłada m u do pleców i popycha w stronę sam ochodu, który stoi kilka zaledwie kro­ ków opodal. »K ruszynka« bez wielkiego pospiechu odwraca się i idzie. T u ż obok niego kroczy jeszcze jeden gestapowiec z pistoletem. Już są teraz przy samochodzie. Idący dotychczas spokojnie »K ruszynka«, kiedy już miał stawiać nogi n a stopniach, raptem ręce, które dotychczas miał w górze, błyskawicznie opuszcza w dół, uderza silnie ręką gestapowca. Pistolet wypala, ale w bok. »K ruszynka« uderza gestapowca idącego obok i zaczyna uciekać w stronę placu Inwalidów. Rozlegają się strzały. Chcąc wziąć go żywcem, celują w nogi. Jednak chybiają. W i­ dząc, że »Kruszynka« odbiega już kilka metrów i nie pada, zaczynają strzolać wszyscy. Całą uwagę zwrócili na uciekającego. »Lot« orientuje się w sytuacji. Wie, że jeżeli teraz nic nie zrobi, to wszystko już przepadło. W ykorzystuje m om ent, gdy uwaga skierowana jest na »Kruszynkę«, chwyta stojącego gestapowca za klapy płaszcza, popycha całą siłą na drugiego. Robi się straszne zamieszanie, z którego »Lot« korzysta i ucieka w przeciw­ nym kierunku, to jest w stronę ulicy Gen. Zajączka. »M ruk« i »Kędzior«, widząc wielki zamęt, rzucają się także do ucieczki. Jeden ucieka za »Kruszynką«, drugi za »Lotem«. »M ruk« m a mniej szczęścia od »Kruszynki«. Niedaleko odbiegi, gdy trafiła go kula wroga. Legł ciężko ranny. »Kędzior« biegnąc za »Lotem« dostaje w nogę. Kuleje, lecz znika za zakrętem. Część gestapowców biegnie do leżącego »M ruka«, część za znikającym »Kę­ dziorem«. Doskakują do »M ruka« i w bezsilnej wściekłości wybijają konającemu kopnia­ kami szczęki. Część gestapowców, 'która pobiegła za rannym »Kędziorem«, wraca wraz z nim i koło

Wpadka na ulicy Spokojnej

165

samochodu dostaje on solidne bicie. Głowę zwiesił, n a ¡nic nie reaguje. N ie prosi o litość. W rzucają go do samochodu. Odjeżdżają, , « . Tym czasem „L o t” d „K ruszynka”, wmieszani już w korowód przechodniów, docierają na punkty kontaktowe plutonu. Powiadam iają „Jerem iego” o zam ordow aniu „M ru k a” i dostaniu się w ręce Niem ców „K ędziora”. Eugeniusz W oźniak („ M ru k ” ), urodzony 21 grudnia 1921 r., był jedynym chłopcem w pięciodzietnej rodzinie robotniczej zamieszkałej w dzielnicy staromiejskiej, przy ulicy Mostowej 4. W raz z kręgiem »Starówka« wstąpił do P E T -u , następnie brał udział w wielu akcjach »W awra«. W działalności podziemnej wykazywał pedantyczną dokładność i ściśle przestrzegał tajem nicy tego, co robił ii w czym brał udział, nawet wobec najbliższych ko­ legów — stąd zrodził się jego pseudonim. H enryk M igdalski („K ędzior” ), urodzony w 1920 r., był synem policjanta. Pochodził z W oli. D o P E T -u w stąpił n a jesieni 1942 r., brał rów nież udział w wielu akcjach małego sabotażu. N a wiosnę 1943 r. wszedł w skład sekcji „D ietricha”, gdzie zrodziła się jego przyjaźń z kręgiem »Starówka«. „K ędzior” miał ciemne i kręcące się włosy — stąd jego pseudonim. Był karnym , odważnym i myślącym żołnierzem, cieszącym się sym patią i zaufaniem kolegów. T eraz rodzi się m yśl powtórzenia akcji pod Arsenałem i odbicia „K ędziora” z rąk ge­ stapo. 52 D nia 6 listopada w mieszkaniu pani G ryglickiej53 przy M iodowej odbyła się od­ prawa pod dowództwem „Jerem iego”, która doprowadziła do opracowania planu odbicia „K ędziora” . Koncepcję przedstawił „Jerem i”: W ięźniarka z okratowanym i okienkami, podzielona na celki, zwykle wyjeżdżała z alei Szucha. Przewoziła ona więźniów na przesłuchanie z Pawiaka do budynku gestapo przy alei Szucha, a następnie powracała z nim i na Pawiak. W iadom o było, że tą więźniarką będzie przew ożony także „K ędzior”. W ew nątrz więźniarki siedzieli także gestapowcy, pil­ nujący więźniów. W szoferce jechało trzech gestapowców. Za więźniarką jechał samochód z sześcioma gestapowcami. Jedździli dwiema trasami. Jedna wiodła przez aleję Szucha, Ale­ je Ujazdowskie, plac T rzech Krzyży, Nowy Świat, Krakowskie Przedmieście, plac Piłsud­ skiego, W ierzbową, Bielańską, Tłom ackie i Leszno na Pawiak. D ruga — Żelazną do getta. Akoja miała zostać przeprowadzona na ulicy Tłomackie. Rozstawienie ludzi m iało wy­ glądać następująco: Tylne ubezpieczenie zajmie stanowisko na placyku koło synagogi, jego dowódcą będzie „O rliński” (A ntoni Staszewski). W skład tego ubezpieczenia wejdą „O skar”, „Seta”, „Zapiewajło” . Pierwsza grupa likwidacyjna pod dowództwem „L o ta” w składziie: „Sokół”, „D ietrich”, „C ichy” . D ruga grupa likwidacyjna pod dowództwem „Alego” w składzie: 51 Relacja Zdzisława Poradzkiego, 1. 52 T a m ż e .

68 Relacja Teresy Gryglickiej-Poradzkiej-Bagińskiej, 1, 3. Maria Gryglicka („Pani M aria” ), była wnuczką powstańca z 1863 r., który jeszcze przed swym udziałem w Powstaniu Styczniowym został wraz z rodziną wysiedlony z mająteczku w województwie poznańskim za działalność przeciwko Niemcom, a po Powstaniu Styczniowym wywieziono go na Syberię i tam zmarł. Ukończyła pensję Cecylii Śniegockiej. Jako młoda dziewczyna wstąpiła przed I wojną światową do Ligi Kobiet, która w tym czasie była pierwszą tajną organizacją kobiecą; dopiero później powstała Polska Organizacja Wojskowa. Zadaniem członkiń tej organizacji była pomoc konspiratorom, przerzucanie broni, amunicji -i „bibuły” przez zieloną granicę, pomoc sanitarna, ukrywanie ludzi skompromitowanych. Po wojnie „Pani Maria” pracowała w wielu organizacjach społecznych. W 1939 r. jako pracownik szpitala ułatwiała rannym oficerom ucieczkę ze szpitala, gdzie byli zarejestrowani i skąd po wyzdrowie­ niu szli do niewoli, wydając im zaświadczenia wystawiane na 'inne nazwiska (podawano w nich także inny zawód), które niejednokrotnie umożliwiały im zameldowanie się i uzyskanie legal­ nych dokumentów na przybrane nazwisko. W czasie okupacji hitlerowskiej „Pani Maria” była zorientowana nie tylko w sprawach organizacji. Zwracali się do niej często żołnierze z najbardziej osobistymi kłopotami. Wiedziała, ile sympatii ma w danym okresie „Ziutek”, kto asystuje „Magdalenie”, wiedziała także ^że „Dietrich” jest zakochany w swej późniejszej żonie, z którą poznał go „Kruszynka”, że „Olbrzym” ma żal do losu za niski wzrost i niezupełną wzajemność u „Krysi” (Krystyna Sott).

166

Codzienne działania zv 1943 t.

„Żbik” (Jan K ordulski), „R obert”. D rugie ubezpieczenie od ulicy Bielańskiej pod do­ wództwem „K ruszynki” w składzie: „ Ju n o ” i „K ru k ” (W ładysław Refling). Dowódca całej akcji: „Jerem i”. Plan przewidywał, że o godzinie 16.15 wszyscy powinni być na posterunkach. N a kilka m inut przed wpół do piątej z ulicy Wierzbowej powinna wyjechać więźniarka. Za nią w odległości 10— 15 m etrów ubezpieczenie, to jest duży czarny samochód z sześcioma gestapowcami. W momencie wjazdu w ulicę Bielańską sygnalizator stojący na tejże ulicy poda znak, który przejmie stojący tuż przed barakiem łącznik i przekaże sygnał ubezpie­ czeniu przy ulicy Bielańskiej róg Tłomackiego. Po chwili więźniarka powinna nadjechać i m inąć spokojnie grupę ubezpieczenia. W tym momencie winien skręcać samochód z ge­ stapowcami. Jeszcze zanim skręci on zupełnie, „K ruszynka” wraz z „Junem ” i „K ru ­ kiem” wrzucą do środka samochodu filipinki. W tym czasie wielka ciężarówka zajedzie drogę więźniarce. Pierwsza i druga grupa winny doskoczyć do więźniarki: pierwsza — „L ota” —- do tyłu więźniarki, druga — „Alego” — do szoferki. Następnie kierowca zespołu wsiądzie do więźniarki i prow adzona przez niego więźniarka pojedzie ulicą Długą. Po jej wyjeździć zlikwiduje się ubezpieczenie od ulicy Leszno, pierwszą i drugą grupę likwidacyjną, a na końcu ubezpieczenie od Bielańskiej. Ostrzeliwując się wycofają się także w stronę ulicy Długiej, gdzie będą stać auta przygotowane do ewakuacji. Żołnierze biorący udział w akcji mają być zabrani przez samochody udające się w stro­ nę Żoliborza, a więźniowie wypuszczeni. Żołnierze po zabraniu „K ędziora” zdadzą broń i zapewnią „K ędziorow i” opiekę lekarską w lokalu kontaktowym I plutonu. Plan był realny do wykonania, ale już nic było można go zrealizować. D nia 7 listopada 1943 r. nadeszła wiadomość, że „K ędzior” został zam ordowany w czasie pierwszych przesłuchań, nic Niemcom nie ujawniwszy. Zarządzony więc po jego zatrzym aniu alarm zabezpieczający ludzi i lokale okazał się -niepotrzebny, trzeba było powrócić do norm al­ nych zajęć. 54 Tego samego dnia, w niedzielę, żołnierze II plutonu w ram ach program u »Agricoli« rozpoznawali teren pod przyszłą strzelnicę. Byli to „Pajączek” i „N cm o”. 55 T rasa roz­ poznania obejmowała następujące miejscowości: Pilawa (p u n k t wyjściowy), Stare Koście­ liska, Nowe Kościeliska, W ola Władysławowska, W ilga (w edług m apy punkt 109, punkt 130, punkt 135), Lipniki, W ola Łaskarzewska, Łaskarzew i stacja Łaskarzew jako punkt końcowy rozpoznania (szosa Garwolin, pas 41, słup 33). Ustalono, że w Pilawie znajduje się 4 żołnierzy W ehrm achtu. Dwóch kwaterowało w domku przy szosie Pilawa— Jaźwiny, dwóch w budynku przy szosie Pilawa— Lipówki. W artow nicy przed budynkiem uzbro­ jeni byli tylko w karabiny. Wieś Łucznica zamieszkiwana była wyłącznic przez Polaków. Gajowy z gajówki Łucznica był Polakiem. Folw ark Łucznica znajdował się pod zarzą­ dem niemieckim. Pracownicy folwarku byli Polakami, zaś adm inistratorzy Niemcami, którzy jednak przyjeżdżali tam rzadko. Wsie Stare i Nowe Kościeliska oraz W ola W ładysławowska zamieszkane były wyłącznic przez Polaków. W gajówce przy punkcie 115 gajo­ „Jeremi” prosił kiedyś, aby przemówiła „Ninie” do rozsądku, gdyż kiedyś w czasie jazdy tram­ wajem, mając przy sobie kompromitujące rzeczy, „N ina” weszła na ławkę i przy wszystkich zdarła afisz przedstawiający oficera polskiego, którego morduje żołnierz radziecki. „Pani Maria” była — według słów „Alego” — jedną z pierwszych osób, z którymi rozmawiał o swym ciężkim przeżyciu po akcji »Kutschera« i poruszyła ten temat w rozmowie z „Jeremim”. Mieszkanie „Pani Marii” było nic tylko punktem kontaktowym I plutonu, ale ogniskiem ro­ dzinnym dla wielu jego żołnierzy. 54 Relacja Eugeniusza Schielberga: „Po śmierci »Mruka« i wydaniu zwłok rodzinie kilku najbliższych jego przyjaciół poprosiło zakrystiana kościoła Św. Jacka, w krypcie którego stała trumna, aby otworzył wieczorem kościół i umożliwił ostatnie pożegnanie ze zmarłym. Robiliśmy to wbrew nakazowi organizacyjnemu, który nie pozwalał nikomu — poza rodziną — interesować się ciałem zabitego, jednak stosunek nasz do »Mruka« przeważył. Wieczorem wślizgnęliśmy się boczną furtką do kościoła i unieśliśmy wieko trumny. Twarz »Mruka« była spokojna i blada. Gęsto podziurawiona marynarka nosiła ślady kul — widać było, że został ostrzelany z pistoletu maszynowego z bliskiej odległości, zapewne, gdy leżał na ulicy”. 55 MiD W IH, sygn. III/29/7. Oryginalny meldunek „Pajączka” z 1 listopada 1943 r.

Rozpoznanie terenu pod strzelnicę

167

wym był Polak. Zabudowania gajówki były drewniane i składały się ze stodoły i domu. Nocleg był tam możliwy. Osada W ilga posiadała posterunek policji złożony z 3 do 4 osób, uzbrojonych w pisto­ lety i karabiny. Przez osadę przepływała rzeka szerokości 8— 10 metrów, na której budo­ wano nowy most. D nia 6 listopada 1943 r. w folwarku w Celejowie (n a północny zachód od osady W ilga) Niemcy przeprowadzili rewizję. Przyjechali oni samochodem terenowym z Garwolina. N a skraju wsi Komisja znajdowała się gajówka. Gajowym był Polak po­ chodzący z tejże wsi, jego żona była Ślązaczką wysiedloną z Żywca. Komisja była wsią biedną, zamieszkaną jedynie przez Polaków. Rejon punktu 130 (koło wsi Ruda T arnow ­ ska) nadawał się n a strzelnicę. Wieś W anaty zamieszkana była przez Polaków i można było tam zakwaterować oddział. Rejon punktu 135 na południe od wsi W anaty również nadawał się na ćwiczenia i strzelnicę. Wieś Lipniki zamieszkana była także przez Polaków i była jedną z bogatszych wiosek spotykanych na całej trasie. M ożna w niej było zakwa­ terować oddział. W ola Łaskarzewska zamieszkana była przez Polaków, budynki miała drewniane, a gospodarstwa biedne. D nia 7 listopada o godzinie 10 osada Łaskarzew była patrolowana przez 3 żołnierzy uzbrojonych w kb + 1 peem. N a stacji Łaskarzew, w bu­ dynku odległym od budynku stacyjnego o 80 metrów, kwaterowało około 15 żołnierzy W ehrm achtu. W nioski opracowane na podstawie rozpoznania brzmiały: „D ługość przebytej trasy wyniosła 45 km. Podłoże piaszczyste. Przejazd samochodem przez dukty za względu na piaski trudny, ale możliwy. Poszczególne majątki i wioski są rzadko patrolowane przez lotne patrole, które swoją stałą bazę, prócz 15 żołnierzy kwate­ rujących w Łaskarzewie, posiadają w Garwolinie. Załoga G arw olina składa się z około 150 ludzi, w tym 120 żandarmów. Koloniści niemieccy zamieszkują lewy brzeg Wisły w okolicy M agnuszewa. Przed 3 miesiącami w Nagrzuszewie zostało zabitych 25 Polaków, mieszkańców tejże wioski, w odwet za zabicie 3 żandarm ów podczas potyczki wynikłej z 5 partyzantam i tam przeby­ wającymi. Stosunek kolonistów do ludności polskiej obojętny. D nia 1 listopada 1943 r. na pociąg jadący z Lublina do W arszawy urządziło obławę w Pilawie kilkudziesięciu żandarm ów (praw dopodobnie z G arw olina). Zabrano spośród podróżnych 40 osób. W czasie ucieczki 1 osoba została zabita i 1 ranna. W poniedziałek dnia 2 listopada na stacji Otwock został zrewidowany pociąg południowy (godz. 2) idący z Lublina do W arszawy...” 55a U znano, że rozpoznany teren nadaje się n a strzelnicę oraz że opis rozpoznania jest in­ teresujący i charakterystyczny dla ćwiczeń prowadzonych w »Agricoli«. W kilka dni później, 11 listopada 1943 r., inny zespół żołnierzy II plutonu wyruszył na ulice, by zdobyciem sam ochodu uczcić rocznicę odzyskania niepodległości. W skład tego zespołu wchodzili: „K opeć” jako dowódca, „B urza”, „N icm ira” jako kierow ca.56 Po spatrolowaniu wielu ulic nawinął się duży samochód m arki Adler, ale już dosyć zużyty. Stał pod firm ą „Cygański” 57.n a Wilczej. Kierowca czekał n a swojego szefa, dy­ rektora z fabryki „P erkun”. 58 „K opeć” podszedł od strony ulicy, otworzył drzwiczki i m ając prawą rękę w kieszeni powiedział do kierowcy. — Posuń się pan — pokazując m u wystający pistolet. A rgum ent ten przekonał kierowcę, tym bardziej że z drugiej strony widać było także „B urzę”. Kie­ rowca przesiadł się, a jego miejsce zajął „N iem ira”. „K opeć” z „B urzą” usiedli n a tylnym siedzeniu. 55a Raport z przeprowadzonego rozpoznania. Zbiory autora. 56 Relacja Stanisława Jastrzębskiego, 3. Godny podkreślenia jest tu fakt, że „Kopeć” i „Nie­ mira” brali wtedy udział iw wykonaniu głównych specjalnych operacji bojowych, należąc do żołnierzy oddziału szczególnie eksponowanych, a mimo to uczestniczyli również w wykonywaniu tego typu akcji, co zdobywanie samochodów. 57 „Cygański K. u. Szymański St., Buro d. Kopie, Photokopie u. Photolitokopieanstalt”, Wilcza 32. 58 „Perkun” AG, Motorenfabrik.

168

Codzienne działania w 1943 r.

W drodze spisano dane personalne kierowcy i wysadzono go na ulicy Ludnej róg Solca. „Kopeć” z „Burzą” wysiedli na rogu Solca -i Czerwonego Krzyża, „Niemira” zaś pojechał do garażu, ale nie dojechał z powodu defektu silnika. Garaży zaś nigdy nie było dosyć, 0 czym w oddziale było powszechnie wiadomo. Dlatego ‘k ażdy żołnierz, niekoniecznie ze służby »M oto«, który miiał okazję, starał się wynająć garaż; „Rayski” na przykład m eldo­ wał 59 kpt. „Pługow i”, że może otrzym ać pomieszczenie na zagarażowanie dw óch aut, przy czym właściciel garażu nie jest wtajem niczony w całą sprawę. Donosił, że zapytywał go tylko, czy auta są zarejestrowane i prosił o odw rotne podanie m u, czy m a przygotować pomieszczenie na auta. „Rayski” inform ow ał równocześnie, że jest to p. Rom an Strzelecki, tel. 454-21, a wejście do garażu jest od ulicy Prom enada, obok nr. 13. Garaż z nie wyjaśnionych przyczyn nie został wynajęty, co nie przeszkodziło przepro­ wadzeniu następnej próby zdobycia sam ochodu, tym razem jednak zakończonej niepo­ wodzeniem m im o wcześniejszego rozpoznania. Był to samochód m arki BM W , cztero­ drzwiowy. Samochód zajeżdżał prawie codziennie w godzinach 12— 13 n a ulicę Żulińskiego, gdzie stawał pod num erem 6. W ysiadało z niego przeważnie dw óch ludzi, a p o ­ zostawał sam szofer. Samochód ten miał zdobyć zespół żołnierzy II plutonu, w składzie: „K opeć” jako dowódca, „C yklon”, „B urza”, „D aniel” ’ i „N iem ira” jako kierowca. Próby ponawiano trzy k ro tn ie.60 Za trzecim razem samochód stanął pod num erem 6 na ulicy Żulińskiego. W szyscy wysiedli. Kierowca zgasił silnik, zam knął drzwiczki na klucz i wszedł do bram y n r 5, razem z pasażerami. Poczekano n a niego, aż wyjdzie. „K opeć” z „N iem irą” stanęli w bramie n r 6. „C yklon” w bramie n r 3. Po dziesięciu m inutach kierowca szybkim krokiem wyszedł, szybko otworzył drzwiczki ¡i wsiadł. „K opeć” z „N iem irą” wyszli z bra­ my. „N iem ira” szedł od ulicy, „K opeć” od chodnika, n ie wzbudzając najmniejszych podej­ rzeń. Tymczasem kierowca ruszył, zanim obaj zdążyli podejść do samochodu. I znow u nastąpiło wykonanie zadania ćwiczebnego w ram ach »Agricoli«. D nia 18 listo­ pada 1943 r. „Jerem i” przekazał żołnierzom I I I plutonu rozkaz, którego oryginalne brzmie­ nie było następujące: „»Jeremi«, «Agrícola»

Warszawa, dnia 18 X I 1943 r.

Rozkaz n r 1/2 Zadanie dla rozpoznania obiektu S Patrol rozpoznawczy: »Kaktus« d-ca »Olek« Macie za zadanie rozpoznać most kolejowy na rzece Suchej, znajdujący się w odległości 6 km na płn.-zach. od m. Żyrardów na linii kolejowej Warszawa— Skierniewice, mapa 1:100 000. Szczególną uwagę zwrócić w rozpoznaniu na: 1) ochronę mostów d torów (posterunki stałe, ruchome, dzień d noc); 2) ruch na obiekcie. Położenie n-pla i jego zadania w najbliższych miejscowościach. Położenie mostu w terenie (stanowiska ubezpieczeniowe i obserwacyjne, podej­ ście skryte do obiektu); 3) konstrukcję mostu (wymiary mostu w przekroju poprzecznego cięcia). Znajdźcie poza tym przeprawę lub bród na rzece Suchej po jednej lub drugiej stronie mostu (w’ odległośd 300 m od mostu). Obierzcie charakterystyczne i dobrze osłonięte miejsce zbiórki przed akcją. Rozpoznacie dro­ gę dojścia i odskoku do miejsca postoju samochodu, które obierzcie w lesie przy szosie Żyrar­ dów — Mszczonów (Raszyn — Bocianów). Rozpoznanie przeprowadzicie jako dwfaj szmuglerze (ubrać ubiór, worki, kupić na w*si masło, jaja), jako alibi możecie mieć to, że zakaz ograniczenia ruchu zastał was poza Warszawą 1 że idziecie obecnie obaj do najbliższej stacji, z której wyjazd jest wolny. Weźmiecie z sobą szkice zrobione z mapy na bibułce, notatnik, miarkę. Rozpoznanie robić proszę dzienne (teren, n-pl itd.) i nocne (wymiary mostu). Termin dostarczenia rozpoznania dziennego, poniedziałek dn. 22 11 43 ir. Z plutonu zapotrzebujcie odpowiednie mapy, ekwipunek i pieniądze. »Jeremi«” 81 W rezultacie wykonania powyższego rozkazu „Olek” złożył m eldunek następującej treści: „Ppor. »Jeremi«, «Agrícola» ___________ 20 X I 1943 59 Archiwum IH PAN, Zespół im. Floriana Marciniaka. 60 Relacja Stanisława Jastrzębskiego, 3. « CA KC PZPR, sygn. III/IW /2 , n r 9.

Strzelnica w Pustelniku

169

Patrol rozpoznawczy: »Kaktus«, »Olek« Wyjazd z Warszawy z Dw. Głównego 8.03, powrót 17.41 1) Położenie obiektu w terenie. Most na odcinku linii kolejowej Żyrardów— Skierniewice, w odległości 6 km od Żyrardowa. Most wybudowany na skrzyżowaniu linii kolejowej w zagłębieniu terenu, jakie stanowi dolina rzeczki Suchej. Od strony Żyrardowa przed mostem tor biegnie przez około 300 m w wykopie. Po obu stronach wykopu rzędy sosen. Ponad doliną rzeczki wznosi się most. Dalej tor w kierunku Skierniewic biegnie w poziomie. Most 3-p rzęsłowy, długości około 15 m, wysokości około 2,5 m. Pod środkowym przęsłem przepływa rzeczka Sucha. Rz. Sucha ma charakter rowu szerokośai ok. 1,5 m, wysokość brzegu 70— 80 cm, głębokość 30 cm. W odległości 10 m od mostu od północy kładka z dwóch podkładów kolejowych. W odleg­ łości 300— 500 m z obu stron mostu 2— 3 kładki przez Suchą. Najbliższy skraj lasu 500 m. Najbliższe pojedyncze zabudowania na północ w odległości 150 im. Po prawej stronie rzeki w odległości 100 m w kierunku Skierniewic strzeżony przejazd kolejowy, posterunek blokowy obsługujący w obu kierunkach jazdy, na blokach jeden kolejarz, telefon. 2) Ochrona mostów i torów. Położenie n-pla. Zauważono tylko w odstępach mniej więcej 1 km wzdłuż toru posterunki złożone z 1— 2 wieśniaków z białymi opaskami na rękawach. Innych patroli i specjalnego ¡posterunku przy mośdc nic zauważono. Posterunków poliqi niemieckiej lub wojskowych w najbliższej okolicy nie ma. W czwartek i piątek 18 d 19 Xjl jeździł po wsiach patrol na rowerach złożony z poli­ cjanta niemieckiego, jednego czarnego (Selbstschutz — przyp. P.S.) i policjanta granatowego. Zabierali ludzi na roboty według listy nie oddanych kontygentów. 3) Ruch na obiekcie. Od godziny 9.25 do 13.00 zaobserwowano 12 pociągów. Z tego 7 towarowych, 5 w kierunku Skierniewic pustych, 2 w kierunku Żyrardowa pełne, godz. 11.05 d 11.15. Ną 5 osobowych 2 z wojskiem. Godz. 9.25 dalekobieżny Breslau— Warszawa. Godz. 9.45 wyglądał na pociąg z urlopowanymi powracającymi na front. Wzdłuż toru nieduży ruch pieszy i na rowerach. 4) Podejście do obiektu. Stanowiska obserwacyjne i ubezpieczeniowe. Podejście do obiektu od północnej strony z lasu około gajówki wzdłuż rzeczki lub od połu- * dniowej strony za wierzchołkiem skarpy wykopu wzdłuż linii drzew. Stanowiska ubezpieczeniowe d obserwacyjne. Posterunek blokowy na przejeżdzie kolejowym koło zagrody dróżnika w kierunku Żyrardowa, skraj lasu przy drodze na wprost gajówki na północ od obiektu po obu stronach wykopu pod drzewami. 5) Zbiórka przed akcją w lesie pomiędzy torem kolejowym, drogą z Żyrardowa i duktem bliżej południowo-zachodniego skraju lasu. Odskok przez wsie Mrozy, Wobriany i Aleksandria do lasu przy szosie Żyrardów—Mszczonów. Samochód stoi w lesie po stronie płd.-zach. Zjazd z szosy 100 m o 6 km od Żyrardowa (słup kilometrowy). Samochód stoi na leśnej drodze na lewo 100 m od szosy. Na szosie dość duży ruch kołowy i .pieszy (samochody, wozy i dorożki utrzymujące komunikację pomiędzy Żyrardowem ii Mszczo­ nowem). szr. »O lek« ” 62.

D nia 21 listopada 1943 r. m iano przeprowadzić kontrolne ćwiczenia w ram ach »Agricoli« dla elewów z wielu klas, podzielonych na dwie ¡grupy. Instruktorem 'jednej z nich był „Sulim a”, drugiej „N iesz”. Przedm iotem ćwiczeń m iało być wyszkolenie 'bojowe, tere­ noznawstwo i strzdanie z broni krótkiej. Obie grupy miały dojść marszem ubezpieczonym do wyznaczonego n a m apie punktu m iędzy Strugą i Pustelnikiem, zebrawszy się uprzednio w miejscu wymarszu, ustalonym nie opodal ostatnich przystanków tramwajowych. Broń dowiozą łączniczki: „D ew ajtis” , „K am a” i „M aja”. Przepraw ią się łódką z lewego na prawy brzeg Wisły, później przejdą przez park Skaryszewski i dalej dojadą kolejką radzymińską. Z braku łódki zamiast udać się tą drogą pojechały tramwajem iprzez most K ier­ bedzia. Przy wylocie z m ostu na praskim brzegu zastała łączniczki łapanka. Niem cy wy­ garnęli ludzi z tramwajów i po wylegitymowaniu część z n ich puszczali, tramwaje zaś rewidowali. Łączniczkom udało się przejść przez posterunki niemieckie i szybko się od­ dalić, natom iast teczki z bronią przepadły, pozostawione przez „K am ę” i „Maję!’ w tram ­ waju, a przez „D ew ajtis”, próbującą jednak przejść, n a ulicy. Ćwiczenia odbyły się więc bez strzelania z 'broni, oddział zaś utracił część cennego wyposażenia w broń, amunicję i materiały wybuchowe, które było tru d n o zdobyć m im o korzystania z różnych źródeł *2 Tamże.

170

Codzienne działania w 1943 r.

w celu ich uzyskania.63 N a kilka dni przed ćwiczeniami przybył ze Skarżyska K a­ miennej pierwszy transport am unicji kal. 9 m m w ilości 5000 sztuk oraz 200 kostek ¡po 0,2 kg trotylu. Źródło dostaw zorganizował instruktor »Agricoli« „G andhi” .64 Przed przybyciem do W arszawy i rozpoczęciem służby w oddziale »Agat« pracował o n w Skarżysku-Kamiennej w ówczesnych zakładach H ugo Schneidera A. G. „H osag”, M unitionsfabrikwerke (przedwojennej fabryce am unicji). Nawiązał w tedy kontakty i znajomości, które pozwoliły zorganizować stałe źródło zaopatrzenia oddziału w w ytw ory tej niemiec­ kiej wówczas fabryki. Przewóz organizowano w następujący sposób: dwa samochody ciężarowe należące do M Z K w Warszawie, z kierowcami należącymi do tegoż przedsiębiorstwa, wyjeżdżały do za­ kładów metalowych w Ostrowcu Świętokrzyskim po części zam ienne dla tramwajów. Sam ochodam i tymi jeździł „G an d h i”, później zaś razem z łączniczką „N o rą” (Eleonora Lewandowska-Sochoń). Jeden z samochodów, który posiadał specjalną skrytkę w skrzyni narzędziowej umieszczonej przy kotle generatora gazowego, zatrzymywał się w Skarżysku przy ulicy Słonecznej n r 20 na podw órku dom u, w którym dawniej mieszkał „G an d h i”. Kierowca oczywiście był również żołnierzem AK. D la dodatkowego bezpieczeństwa „G andhi” oświaczył m u, że do skrytki tej zostanie załadowany ładunek mydła. Amunicję wynosili z fabryki w m ałych porcjach umówieni poprzednio pracownicy tych zakładów, składając ją w młynie znajdującym się nad rzeką Kamienną. Z m łyna tego „G andhi” przynosił ją do dom u przy ulicy Słonecznej, skąd była ładowana do samo­ chodu. G dy powrócił do Skarżyska dru g i samochód z Ostrowca, pobierający rzeczywiście części zamienne, oba wozy odjeżdżały wraz z „G andhim ” do Warszawy. „N ora” n ato ­ miast wracała pociągiem. Już w 1944 r. kontakty te „G an d h i” przekazał „W ładkowi” (W ładysław W ajnert), któ­ ry z kierowcami „W ojciechem” (Józef Wielądek) i ,,Antkiem” (A ntoni Drzewiecki) kon­ tynuował odbiór ze Skarżyska am unicji i materiałów wybuchowych dla o d d ziału .65 W dniu 16 grudnia 1943 r. II pluton zdobywał sam ochód.08 Zespół działał w składzie: „K opeć” jako dowódca, „C yklon”, „B urza”, „Żegota” i „N iem ira” jako kierowca. Każdy z nich był uzbrojony w broń krótką, doniesioną przez „Scarlett” i „Jenny” . Po przejściu kilku ulic w śródmieściu natknęli się n a ulicy Złotej na czterodrzwiowy samochód m arki O pel-K apitan, stojący przed kinem „Palladium ”. Ruch na ulicy Złotej był w tym miejscu dość duży. Samochód był zwrócony w stronę Marszałkowskiej, a więc stał po stronie parzystej. W idać było, że kierowca czeka na kogoś, kto m a wyjść z kina. Z chwilą gdy „Burza” i „Żegota” ruszyli, żeby sterroryzow ać kierowcę, samochód ruszył, zakręcił i sta­ nął pod kinem. Wobec tego „Kopeć” podszedł do kierowcy od tyłu, z drugiej zaś strony „B urza” i „Żegota”. Otworzyli z dwóch stron drzwiczki. „B urza”, trzym ając praw ą rękę w kieszeni i pokazując kolbę pistoletu, wymusił przesunięcie się kierowcy. Obok niego usiadł „N iem ira” i spróbował zapalić silnik. Ponieważ pierwsza próba zawiodła, „K opeć” siedzący już z tyłu dał znak kierowcy, że lepiej będzie d la niego, o ile samochód ruszy. W końcu ruszają. Po drodze spisano personalia kierowcy i wysadzono go z samochodu przy ulicy Kopernika. „Żegota” :i „B urza” wysiedli n a W ybrzeżu Kościuszkowskim przy ulicy Czerwonego Krzyża. „N iem ira” wraz z „K opciem ” odstawili samochód do garażu n a ulicę Spalinową. Zbliżały się święta Bożego N arodzenia :i Sylwester 1943 r. M ijał piąty miesiąc działal­ ności oddziału. D rużyna „Przygody” zwróciła się do dowódcy III plutonu „L utego” o ja63 Relacja Elżbiety Dziębowskiej, Marii Stypułkowskiej-Chojcckiej i Stanisława Nowińskie­ g o 3. 64 Relacja Czesława Kopczyńskiego, 3. 65 Wycinkowo problem ten porusza artykuł z cyklu o schowkach, „Kurier Polski”, 1978, nr 15. 66 Relacja Stanisława Jastrzębskiego. Zdobycie samochodu wykazane w miesięcznych spra­ wozdaniach w styczniu 1944 r.

, Ż 0 LI B O R

mm

XV Dw. Gd a ń s k .

o Cm entarz

A G A'

Id ę

\K\:

JAStO' «i

y > * ~ P ~ źr

!ff

G ETT

tM

OJ sN

vTO

A

s s e s I iLC ^ - ' ^ ; ^ 9v ^ ub x “ o .;*»

•aA

O

* N\X 'kt równią

O.

1Q

\0d. f iu * *

if f c y(7<7roK/?/ił M iejska &



0 (U*-*

o o>

Książęca;

D

S v «

C* \P 1 2 0)

•Ä*

Sejm

CJ IN

*O *o Filtry

fa

I00Q

•Pia W6; Z b a w ic i ili7 C

Cr

ftu

oc!

' m

* v<4

/>o/e

o/

M o k o t o w s k i e -•

1L

..

< 5>

E2

JL

■ihj- M d fe m

WWfAf °ri -D^ « f-iBr" "18r g\ l II| gj

rozmieszczenie nych

operacji

wykonanych Wa r s z a w y 1943/44

r

. Z E R N I A K O W

specjal­

JUUJI J? -

bojowych

na

lla

t ereni e

w l at ach przez

oddział

Agat"-.. P e g a z 1-,.Parasol

r~ i

|

I dzielnica

|

I jednostek

I_ J

policyjna niemieckich

r^ n B

Rozmieszczenie specjalnych operacji bojowych wykonanych na terenie Warszawy w latach 1943— 1944 przez oddział »Agat« •— »Pegaz« — »Parasol«

172

Codzienne działania w 1943 r.

kies wsparcie finansowe n a urządzenie W igilii, ale go nie otrzymała, ponieważ funduszy na takie cele oddział nie posiadał. Po naradzie w drużynie postanow iono zaatakować je­ den z samochodów Ciężarowych fabryki „F u ch s”, znajdującej się wtedy pod zarządem niemieckim, którym i w okresie przedświątecznym rozwożono słodycze do jednostek nie­ mieckich SS i W ehrm achtu stacjonujących w Warszawie. Zdobyty tow ar m iał zostać spie­ niężony, pieniądze zaś podzielone wśród najbardziej potrzebujących, a reszta ewentualnie na zakup broni. W krótce plan został zrealizowany. A ponieważ była to inicjatywa oddolna, postanowiono nie chwalić się, ale też i nie robić wielkiej tajemnicy. W krótce potem „Przygoda” i „Zabawa” wzięli solidną torbę cukierków i udali się do szpitala w celu odwie­ dzenia rannego w akcji »Milkę« „G onga” i złożenia m u życzeń wspartych tymi właśnie sło­ dyczami. Pech jednak chciał, że kpt. „P łu g ” także odwiedzał rannych, toteż ze zdziwie­ niem oglądał duże ilości słodyczy niedostępnych dla Polaków w drodze norm alnych za­ kupów. Spraw a zdobyczy wydała się. T ylko z uwagi na wieloletnią ofiarną służbę „P rzy­ gody” i „Zabawy” oraz dzięki wstawiennictwu „L utego” skończyło się n a raporcie kar­ nym i zawieszeniu ich w prawach żołnierzy na przeciąg miesiąca. 67 Zaraz potem kpt. „P ług” rozkazał „Jerem iem u” przekazać żołnierzom w czasie odpraw i szkoleń swój roz­ kaz, w którym oświadczał, że: „W szelkie akty samowoli, działań na własną rękę, prze­ prowadzania jakichkolwiek akcji bez rozkazu, przekazywania jakichkolwiek inform acji poza oddział, karane będą najsurowiej, aż do kary śmierci włącznie” 68. N igdy jednak do tego nie doszło. D nia 23 grudnia 1943 r. ad iu tan t kpt. „P łu g a” „Bogdan” i jego łączniczka „M arysia” (H alina Kalinowska-Olszewska) udali się w im ieniu dowództwa do sanatorium w Otwoc­ ku, by przekazać życzenia d paczki przygotow ane przez sanitariat Kedywu K G A K prze­ bywającemu tam po krw otoku płucnym byłemu adiutantow i kpt. „P ługa” — „K ato­ dzie” «•. D nia 24 grudnia nadeszła W igilia, czyli tzw. choinka, obchodzona różnie w różnych zespołach żołnierzy oddziału. Dla przykładu podam y relację Zofii Nowińskiej opisującą jej przebieg w lokalu przy ulicy Wilanowskiej 18/20. „D o W igilii przygotowywaliśmy się już od dłuższego czasu. Wszyscy w tajemnicy przy­ gotowywali jakieś upom inki, skrom ne wprawdzie, jak przystało na nasze okupacyjne kie­ szenie, ale wybierane z praw dziw ym sentymentem. Pamiętam, jak bardzo byłam szczęśliwa, kiedy m i się udało dla »Scarlett« zdobyć włóczkę n a sweter. Lipa była wielka, ale ona tak marzyła o swetrze. 24 grudnia rano zwróciłam się do »Grafa« i »Niesza« z prośbą a przyniesienie choinki. Oświadczyli m i zgodnie, że powinnyśmy się zająć stołem, a o cho­ inkę niech nas głowa nie boli, po czym obaj wyszli. D ługo nie wracali. Wreszcie zjawił się »G raf« z elektrycznymi żaróweczkami. M ijała piąta, szósta, siódma, a ani »Niesza«, ani choinki. Przyszedł »Szprotka« z żoną, Jadwigą, i zaczęli układać po cichutku małe paczuszki. Stół był już nakryty białym obrusem , skrom ne jedzenie gotowe, ale nie sposób było usiąść bez »Niesza«. Wreszcie za pięć m in u t ósma wtacza się »Niesz« z ośnieżonym chojakiem. Okazało się, że pojechali z »Akne« do lasu pod W arszawą, gdzie przy wyci­ naniu ładnej sosenki złapał ich gajow y.70 T ylko ze względu n a wigilijny wieczór nie zrobił użytku z tej — jak ją nazywał — grandy. Sosenka została w rekordowym tempie przy­ strojona ozdobami w kolorze srebrno-białym , według projektu »Scarlett«. Po uroczystej kolacji i rozdaniu upom inków siedliśmy przy rad/iu i słuchaliśmy z przejęciem wiadomości z Londynu (jako że był to lokal na prawach dla cudzoziem ców ).” 70a Nadszedł Sylwester 1943 r. Zespół żołnierzy III plutonu obchodził go we własnym żoł­ nierskim gronie przy ulicy Solnej. Było to mieszkanie służbowe ojczyma „Bladego”,

67 Relacja Tadeusza Wronowskiego, 3. es MiD W IH, sygn. III/29/7. 69 Relacja Stefana Grudzińskiego, 3. 70 Relacje Lidii Kowalczyk-Strzeleckiej, 3 i Stanisława Nowińskiego, 3. 70a Relacja Zofii Nowińskiej, 3.

173

Koleżeńskie spotkania

funkcjonariusza wydziału śledczego Polskiej Policji Krym inalnej. 71 Budynku należącego do tejże policji pilnował przy wejściu wartownik. P rzy udekorowanym stole zebrali się „L u ty ”, „Janina”, „Jagoda”, „Irm ina”, „A la” (Alina W ysocka), „M aryla” ze swą narze­ czoną M arylą (stąd jego pseudonim ), „Blady”, „Leszek” (Jerzy Jarkiewicz) i „H ipdk” . Bankiet był skromny, ale jak na ówczesne w arunki życia dostatni. Był bigos, kiełbasa ze szmuglu, 'jakieś 'mięso, a do tego samogon. Był naw et szampan, i to francuski, którego butelkę kupił jeden z uczestników przyjęcia. Nastrój był przyjemny d podniosły, ale bez wielkiej wesołości. Częściowo n a grze w brydża, częściowo na śpiewaniu piosenek harcer­ skich upłynął czas do północy. A później życzenia, wspominki, piosenki i wiersze. T ak sam o świętowano w I plutonie, w lokalu „Zdutka” przy ulicy Świętojerskiej 12. Podczas wigilijnej wieczerzy „Z iutek” wygłosił swój wiersz: Dziś idę walczyć — Mamo! Może nie wrócę więcej, Może mi przyjdzie polec tak samo Jak tyle, tyle tysięcy Poległo polskich żołnierzy Za Wolność naszą i Sprawę. Ja w Polskę, Mamo, tak wierzę I w świętość naszej Sprawy. Dziś idę walczyć. Matuś kochana, Nie płacz, nie trzeba, ciesz się jak ja, Serce mam w piersi rozkołatane, Serce mi dziś tak cudnie gra. Bo to tak strasznie dobrze jest Mieć stena w ręku I śmiać się śmierci prosto w twarz, A potem zmierzyć i prać bez lęku Za Kraj — za honor nasz! Dziś idę walczyć, Mamo! 71 Ojczym „Bladego” pracował w Polskiej Policji Kryminalnej, tzw. granatowej, działając również na rzecz organizacji podziemnej. Przez niego właśnie „Luty” i „Janina” uzyskiwali informacje przydatne do akcji »Kutschera« i w licznych -innych przypadkach. Kontakt ten nie był notyfikowany przez dowództwo oddziału i służbę wywiadu, toteż korzystanie z informacji od niego pochodzących budziło rozliczne obawy i ostrożności.

R ozdział 6

SPECJALNA OPERACJA BOJOWA »BURKL« Wiele nazwisk funkcjonariuszy SvS z nadzoru więziennego n a Pawiaku i obozu kon­ centracyjnego przy ulicy Gęsiej było notow anych w wykazach akcji »Główki«. Byli oni usuwani z różnym w czasie nasileniem i częstotliwością, przede wszystkim na podstawie apeli konspiracyjnych komórek ruchu oporu, które organizowały więźniów w samych więzieniach i utrzym yw ały kontakty z zew nętrznym i ośrodkam i dowódczymi K G A K i Delegatury Rządu. N a podstawie inform acji otrzym anych z Pawiaka zostały zlikwidowane wachmajsterki z oddziału kobiecego, tzw. „Serbii”: Jadwiga (H cdw ig) Podhorodccka 72 (w dniu 29 stycz­ nia 1944 r. na placu Żelaznej Bramy przy ulicy Żabiej) i Olga N arew ska73 (w dniu 28 kwietnia 1944 r. na ulicy Kruczej czy H ożej), zlikwidowano także SS-O bersturm fuhrera H erberta Junka, 74 kom endanta Pawiaka, a następnie funkcjonariusza referatu wię­ ziennictwa w gestapo w 1943 r., i wielu innych. Pierwsze jednak zmasowane uderzenie w funkcjonariuszy Pawiaka Kom enda Główna Armii Krajowej postanowiła wykonać n a jesieni 1943 r. Decyzje Kierownictwa W alki Podziemnej powzięte w oparciu o materiał dowodowy dostarczony przez samych więź­ niów Pawiaka, dotyczyły likwidacji następujących funkcjonariuszy: SS-O berscharfiihrera Franza Biirkla, S S-S turm m anna E rnsta Weffelsa, SS-Scharfiihrera Engelberta F riihwirtha, SS-O berscharfiihrera O tto Zandera, SS-Sturm scharfiihrera G. Hiersemanna, SS-Scharfiihrera Abuscha M ullera, S S -S turm m anna Josepha K rum schm idta, S S -S turm ­ m anna K urta N aporry, wachmajsterek Jadw igi Podhorodeckiej, Olgi Narewskiej, K rysty Golos, a z aparatu śledczego zaangażowanego w bestialskie przesłuchiw ania więźniów — m. in. z referatu IV A 3C — SS-H auptscharfiihrera A ugusta K retsehm anna, SS-Scharfiihrera Stephana Kleina oraz z referatu IV A 3D SS-O bersturm fiihrera Josepha Lechnera i SS-R ottenfiihrera Alberta Milkę. 75 Wiele z tych wyroków zostało przekazanych do wykonania oddziałowi »Agat«. 76 Roz­ kaz wykonania pierwszej akcji w okresie jesieni 1943 r. — stanowiącej jednocześnie pierwsze zadanie bojowe dla nowo utworzonego oddziału — wydany przez Kedyw K G AK do­ tyczył jednego z największych oprawców Pawiaka, Franza Biirkla. Aczkolwiek podstawy 72 CA KC PZPR, sygn. 202/111-17. Raporty komórki więziennej Delegatury Rządu RP. Rozszyfrowania tekstów dokonał Bronisław Anlcn. ,,»\VKW« 2 II 44. Z terenu C. Sprawy socjalne — ściśle tajne. W dniu 29 I o godzinie 7.30 została zastrzelona wachmajsterka Podhorodecka. Likwidacja nastąpiła w obecności wachmajsterki Hoffmann. Wrażenie likwidacji na terenie ogromne. Skutki na razie dobre. Niemki poszły do domów, gestapowcy przygnębieni. Jest nadzieja, że likwidacja Podhorodeckiej nic pociągnie za sobą większych konsekwencji, jeżeli z naszej strony nie będzie publikowana. Trzeba jednak spodziewać się publicznej tym razem egzekucji kilkunastu kobiet. »WKW« 18 II 44. Z terenu C — różne — Kalski. W dniu 16 II dwie przybyłe Niemki — wachmajsterki Schwartz i Krzemińska — poprosiły o zwolnienie. Zachowanie straży niemieckiej bardzo poprawne (skutki zlikwidowania Podhorodeckiej).” Równocześnie kpt. „Pług” przekazując szefowi Kedywu KG AK raport (MiD W IH, sygn. II1/29/6) o wykonaniu wyroku na Kutscherze, pisał: „Ze sfer zainteresowanych proszą o nieumieszczanie nazwiska Podhorodeckiej (Pawiak) w B.I. Grozi to represjami dla personelu polskiego na Pawiaku”. 73 MiD WIH, sygn. III/29/6. 74 Tamże. 75 Tamże. 7C Relacja Adama Borysa, 3.

»jBurki« — charakterystyka

175

wydania przez K W P decyzji likwidacji Bürkla oraz czas przeprowadzenia operacji spe­ cjalnej ustalony rozkazem K edyw u były wówczas dla oddziału imperatywami o nieznanych przesłankach, dziś można na ten temat powiedzieć nieco więcej. SS-O berscharfuhrer Franz B ü rk l77 był funkcjonariuszem SS n a Pawiaku prawdopodobnie od 1941 r. do września 1943 r. W edług zeznań więźniów on pierwszy na Pawiaku zaczął mordować więźniów, podczas gdy pozostali nadzorcy zadowalali się w tym czasie jeszcze rolą gnębioieli. Łańcuch zbrodni, okrucieństw i bestialstw Bürkla, wymyślny i różnorodny, ciągnął się przez cały czas jego urzędowania, a zaczął się z dniem przybycia tego sadysty n a Pawiak. T o był powód, dla którego w świadomości więźniów pozostawał on zawsze jednym z głównych funkcjonariuszy na terenie więzienia, chociaż byli inni, w hierarchii służbowej wyżej od niego postaw ieni.78 W celu zobrazowania jego działalności i zarysowania cech charakteru należy zacytować kilka przykładów. Pewnego dnia Bürkl zauważył trzech mężczyzn (Pujdak, Wesołowski i K lim ek) prze­ chodzących koło m uru więziennego. Znajdowali się tam służbowo, wydelegowani przez nie­ mieckie biuro nadzorujące rozbiórkę dom ów pożydowskich. Po zabraniu im i spaleniu dokum entów Bürkl wyprowadził ich pojedynczo do bram y dom u położonego naprzeciwko więzienia, przy Dzielnej 27, i zastrzelił. 79 Zam ordował ludzi bez żadnego pow odu, i to nic więźniów Pawiaka, a przypadkowych przechodniów, po których w ewidencjach wię­ ziennych nie pozostał żaden ślad. N a oddziale III Pawiaka niejednokrotnie strzelał do więźniów dla samej przyjemności zabijania i trafienia w uprzednio wybrane miejsce, n a przykład w tył głowy czy w pod­ stawę czaszki. W celi oddziału V III Bürkl zastrzelił porucznika Wojska Polskiego, Krzyka, w m eldunku zaś podał, że został on zastrzelony przy próbie ucieczki. 80 Za znalezienie grypsu od rodziny własnoręcznie powiesił w celi więźniarkę Błaszkicwiczową 81, w innej celi zostali powieszeni przez Bürkla: kom endant Obwodu A K W ola m jr „Błechwa” (D io­ nizy Błcszczyński), płk Władysław Galica i kpt. K ow alew ski.82 W 1942 r. Bürkl zastrzelił w celi oddziału V III dwóch lotników radzieckich, Chalimowa i Abdurachim owa, wykazując w ewidencji, że zostali oni zastrzeleni przy próbie ucieczki. 83 Poza sadystyczną przyjemnością m ordow ania wiele zabójstw Bürkla miało podłoże ra­ bunkowe. N a schodach oddziału V II zabił Stefanię Olszowską, strzelając do niej z tyłu w czasie odprow adzania d o celi po zabraniu znajdujących się przy niej kosztowności. 84

77 Zarów no funkcje Biirkla (praw idłow a pisow nia jego nazw iska jest Burki, bez litery c przed literą k, jak m ylnie podaje np. Bartoszew ski w swojej książce 1859 dni W arszaw y, K raków 197 4 ), jak i okres ich pełnienia nie zostały dotychczas jednoznacznie i źródłow o w yjaśnione. Inform acje na ten tem at bez podania źródła zaw ierają książki L. W an ata, Z a m ura m i Paiaiaka, W arszaw a 1972, i Z ygm unta Śliwickiego, M eld u n ek z Pawiaka, W arszaw a 1974, w których podano, że fu n ­ kcję zastępcy kom endanta Paw iaka pełnił B urki do jesieni 1941 r., a n astęp n ie od jesieni 1941 r. do 7 w rześnia 1943 r. był starszym w achm ajstrem , przy czym nie podano przyczyny tej degradacji, nic m ożna jej także ustalić ani w archiw um P aw iaka, ani w G K B Z H w Polsce. A utor, w porozum ieniu i p rzy udziale o raz pom ocy B ronisław a A nlena, przeprow adził ankietyzację 53 byłych więźniów Paw iaka na tem at funkcji i działalności B iirkla. W szystkie o trzy m an e inform acje potw ierdzały, że B urki był Z ugfuhrerem , czyli szefem zm iany załogi Paw iaka, część tylko (23 osoby) wskazywała n a to, że był on rów nież „praw dopodobnie zastępcą kom endanta wię­ zien ia” . W szystkie wypowiedzi w sposób jednoznaczny potw ierdzały jego m orderstw a i znęcanie się nad w ięźniam i P aw iaka, co w tym zakresie czyniło go postacią pierw szoplanow ą w śród funkcjonariuszy więzienia. 78 Tam że, wyniki ankiety. 79 Leon W an at, dz. cyt., s. 64. 80 T a m że , s. 64. 81 T a m że, s. 60. 82 T a m że , s. 60. 83 T a m że , $. 62.

84 Tamżes $. 64.

176

Specjalne operacje bojowe w 1943 r.

W kancelarii więziennej zastrzelił Teofila Matejkowskiego, uprzednio zabierając m u dro­ biazgi ze złota. Były i takie przypadki, że gestapo upom inało się o więźnia, którego nie było już wśród żyjących, ponieważ Burki wcześniej n a własną rękę go zamordował, nie czekając, aż gestapo zakończy śledztwo. M ordując ludzi Biirkl występował sam, z pistoletem czy powrozem w ręku. D o mal­ tretowania i torturow ania więźniów miał pomocnika, którym był wilczur Kastor. Stanowił z nim nierozłączną parę. K astor jedynie Biirkla rozumiał, rzucając się nawet n a innych ge­ stapowców. Razem przeprowadzali „zabawę” zwaną przez więźniów „udziw nieniem ” . C ho­ dziło tu o robienie „porządku” w celach. 85 Zabawa polegała n a w yrzucaniu z cel n a 'ko­ rytarz rzeczy osobistych więźniów, sienników i innego wyposażenia, które należało w ciągu m inuty z powrotem ustawić na swoich miejscach. Rzecz z góry niewykonalna w tak k ró t­ kim czasie odbywała się przy wrzaskach Biirkla, waleniu bykowcem i kopaniu, szczuciu K astora, który gryząc więźniów powodował u nich ciężkie obrażenia, a kończyła się kam ą gimnastyką za złe wykonanie zadania. K am a gimnastyka stanowiła osobny rozdział w przeżyciach więźniów. Była bardzo urozmaicona i nierzadko kończyła się śmiercią. Począwszy od wielogodzinnego ćwiczenia żabki, biegania, padania, stania z podniesionym i rękami, przy waleniu bykowcem, kopaniu, gryzieniu przez K astora, aż do pełzania po tlącym się żużlu usuniętym z więziennej ko­ tłowni, a następnie prysznicu n a przem ian z wrzącej i lodowatej wody. Najm niej szkodli­ wym skutkiem takiej gimnastyki było całkowite wyczerpanie fizyczne więźnia i załamanie psychiczne, najbardziej szkodliwym — zgon wskutek poparzenia, pogryzienia, urazów w wyniku bicia bykowcem. 86 N a początku 1943 r. Biirkl stosunkowo mniej udzielał się n a Pawiaku, będąc przez większość dnia zajęty zbrodniczą działalnością w getcie. Chociaż inni w achm ajstrzy pozo­ stali, od samego Biirkla więźniowie trochę odetchnęli. W znowienie przez niego zbrodniczej działalności po powrocie na Pawiak w locie 1943 r. spowodowało zwrócenie przez więzien­ ną komórkę ruchu oporu uwagi K G A K na jego postępowanie 87. Fakt, że Biirkl był naj­ gorszy, sprawiał, iż usunięcie wyłącznie jego nie wywołałoby tego efektu psychologicznego w odniesieniu do pozostałych, jaki mogłoby wywołać zlikwidowanie kolejno kilku n aj­ gorszych jego współpracowników. Dlatego opracow ano plan uderzenia w niemiecki aparat nadzorczy na Pawiaku >i kolejno w ydano rozkazy dotyczące jego realizacji. Rozkaz prze­ widywał usunięcie jako pierwszego Biirkla. 88 N a podstawie otrzym anego rozkazu dowódca oddziału »Agat« przystąpił d o organizo­ wania pierwszej specjalnej operacji bojowej. W ykształcone w niej m etody postępowania by­ ły stosowane w ogólnych zarysach we wszystkich specjalnych operacjach bojowych, z ope­ racją »Kutschera« włącznie. Pierwszy rozkaz w operacji specjalnej »Biirkl« wydał dowódca oddziału, kpt. „P łu g ”, szefowi wywiadu oddziału, „Rayskiemu” . Dotyczył o n przeprowadzenia rozpoznania przed wykonaniem akcji. 89 Przeprowadzenie wywiadu nie należało do łatwych z uwagi n a zupełny brak wiadomości o Biirklu, jego wyglądzie, zwyczajach ii rozkładzie dnia, a także z uwagi na trasę jego

85 Tam że, s. 64. 88 Tamże, s. 31. 87 Tam że , s. 32. Ponadto o działalności F. Biirkla szereg informacji zawierają W spomnienia zoięźniózu Pawiaka , Warszawa 1964, ss.: 13, 34, 62, 65, 81, 88, 127, 129, 132— 139, 145, 148, 254, 263—265, 333— 335; Anna Czuperska-Śliwicka, Cztery lata ostrego dyżuru , Warszawa 1965, ss.: 40, 46, 81, 94—96, 153— 160, 169— 172, 240—242, 335; Zygmunt Śliwicki, d z . cyt., ss.: 24, 68, 86, 87, 90, 100, 114, 129, 150, 169, 193, 200— 206, 239; Regina Domańska, Pa­ wiak — wiezienie gestapo , kronika 1939 — 1944 , Warszawa 1978, ss.: 9, 13, 173, 214, 221, 224, 265, 287, 305, 308, 335, 352. 88 Relacje Adama Borysa, 3. 89 Por. Aleksander Kunicki, dz. cyt., ss. 90—95.

»Burki« — rozpoznanie

177

poruszania się: Pawiak (w getcie) — gmach gestapo przy alei Szucha (dzielnica poli­ cyjna) — ulica Oleandrów (dzielnica niemiecka). Istotne było taikże to, że ani kpt. „P lug”, ani „Rayski” nie otrzym ali z Kedywu K G AK wskazówek lub dokum entów (np. fotografii) pozwalających zidentyfikować Biirkla, a te wiadomości o nim sam ym czy też o czasie zm ian straży n a Pawiaku i więziennym rytm ie życia, które były znane społeczeństwu W arszaw y,90 nie były według „Rayskiego” w ystar­ czające do przeprowadzenia akcji bez dokładnego ich sprawdzenia przez niego osobiście. Pierwsze próby identyfikacji Biirkla podjął „Rayski” przy pomocy wywiadowczym „Ew y” (Ewa Prauss-Płoska), której — jak już w spom inano — m atka -i siostry były więź­ niarkam i Pawiaka, zaangażowanymi w pracę więziennej komórki ru ch u oporu. Jednakże w ciągu określonego na otrzym anie inform acji term inu, sprowadzającego się do kilku zaled­ wie dni, wiadomości na tem at Biirkla nie udało się uzyskać.91 Zaczął wtedy „Rayski” obserwację bram y w m urze getta przy ulicy Karmelickiej, prowadzącej bezpośrednio na Pawiak. N ie chcąc jednak stać w jednym miejscu, przedłużył obserwację na odcinek Lesz­ no — plac Teatralny. Wiele d n i upłynęło m u na spacerach, ryzykownych wskutek ich czę­ stotliwości i położenia ulic wokół getta, zanim ustalił, że około godziny 13 cd strony Bie­ lańskiej jeździ Lesznem kryta ciężarówka gestapo, „buda”, pełna esesmanów, zdąża­ jąc do bram y na ulicy Karmelickiej. W ysnuł stąd dwa wnioski: pierwszy, że m ożna z d u ­ żym prawdopodobieństwem przypuszczać, iż jest to zm iana straży więziennej Pawiaka, i drugi, że jeżeli to przypuszczenie jest słuszne, to należy ustalić miejsce, skąd rusza cię­ żarówka -i zaobserwować, czy wśród wsiadających nie ukaże się esesman z wilczurem. Cechą bowiem charakterystyczną Biirkla, jedyną znaną „Rayskiemu” z przekazu otrzym a­ nego od kpt. „P ługa” na podstawie informacji z Kedywu K G AK,-był właśnie fakt posia­ dania przez Biirkla złego wilczura. I chociaż nie on jeden posiadał psa, cecha ta znacznie zwężała grono osób, wśród których należało poszukać Biirkla. Realizując pierwszy wniosek „Rayski” w ciągu wielu dni przenosił swoje rozpoznawcze „spacery” s. 1), z których większość pochodziła z Warszawy, oznaczało to, że średnio na 12 mieszkańców Warszawy jeden był wię­ źniem Pawiaka. Stąd znajomość życia na Pawiaku była stosunkowo duża, choć liczba wypusz­ czonych osób z Pawiaka minimalna. Niezależnie od informacji przekazywanych z Pawiaka ka­ nałami organizacji konspiracyjnej i rozchodzących się wśród ludzi ^interesowanych więzieniem, znane były dość powszechnie zarówno godziny zmian nadzoru niemieckiego na Pawiaku, pory dnia przewozu więźniów na przesłuchania i z przesłuchań w gestapo przy alei Szucha oraz szereg innych cech żyda więziennego. Informacje te jednak dla celów operacji specjalnej musiały być sprawdzone w odniesieniu do obserwowanej osoby. Ul Relacja Aleksandra Kunickiego, 3. w Tamże.

178

Specjalne operacje bojowe zo 1943 r.

dżiny, punktualnie o godzinie 13 n a terenie Pawiaka. Buda więc wioząca gestapowców na służbę wyjeżdża z gm achu gestapo w alei Szucha o 12.45, a przywożąca gestapowców po służbie wjeżdża na dziedziniec gestapo około godziny 13.30. Parokrotne obserwacje wyjścia z dziedzińca gestapo w alei Szucha — czynione około godziny 13.30 — ipozwoliły m u zauważyć um undurow anego Niemca, który jako jedyny z całej g rupy prowadził na smyczy dużego, groźnie wyglądającego wilczura. Parodniowe odcinkowe posuwanie- się za tym Niemcem od wyjścia z gestapo trasą, którą przebywał — to jest Litewską, przez skrzyżowanie z Marszałkowską ¡i Oleandrów (obecnie Partyzantów ), aż do narożnego domu noszącego num er Polna 22, ale z wejściem również od Oleandrów — doprowadziła „Rayskiego”, jak przypuszczał, do ustalenia adresu zamieszkania tegoż Niemca. Ostrożnie, z rozmysłem wykonane rozpoznanie dało „Rayskiem u” sporo materiału, nie ustaliło jed­ nak jednego i najważniejszego: czy obserwowanym Niemcem jest Burki. Doszedł do wnio­ sku, że byłoby najlepiej rozpoznać go przez osobę, która Btirkla osobiście znała lub wi­ działa.93 Zaczął więc szukać wśród zaufanych przyjaciół więźnia wypuszczonego z Pawia­ ka. I znalazł, dzięki pp. Różalskim, którzy skontaktowali „Rayskiego” ze swoimi z kolei przyjaciółmi, pp. Ustaborowiczami. Syn pp. Ustaborowiczów przebywał poprzednio n a Pa­ wiaku i m ógł dostarczyć pożądanych inform acji.94 T ą drogą poznał „Rayski” Bogusława Ustaborowicza i później wciągnął go — o czym już była mowa — do ¡pracy w wywiadzie oddziału. Ustaborowicz, który nosił pseudonim „Ż ar”, istotnie widywał Biirkla. „Rayski” powiedział „Żarow i” o swoich obserwacjach zostawiając m u wolną rękę w sposobie roz­ poznania Biirkla. N a trasie Litewska’— Oleandrów „Ż ar” rozpoznał Biirkla i zidentyfiko­ wał go.95 W ustaleniu miejsca zamieszkania Biirkla przyszedł m u z pomocą przypadek. Jadąc jednego razu tramwajem Marszałkowską spotkał się ze 2 nanym sobie pracownikiem więzienia na Pawiaku, Ślązakiem, p. M usiołem. W czasie rozmowy, przejeżdżając koło ulicy Oleandrów, zobaczyli przez okno idącego Biirkla. G dy rozmowa zeszła n a jego temat, „Ż ar” dowiedział się od M usioła, że Burki mieszka przy ulicy Oleandrów.96 Posiadane inform acje „Ż ar” przekazał „Rayskiem u”. „Rayski” jednak nie uznał tego potwierdzenia za wystarczające dla przeprowadzenia akcji. Nie dlatego, by „Żarowi” nie wierzył, lecz dlatego, że go jeszcze -prawie nie znał. Wobec tego przez „Żaka” dyskretnie sprawdził książkę m eldunkową lokatorów dom u przy ul. Polnej 22. Był wród nich Burki. Ale dla sprawdzenia i potwierdzenia regularności poruszania się Biirkla pomiędzy jego mieszkaniem, siedzibą gestapo w alei Szucha i Pawiakiem, prowadzono dalsze obserwacje. „Rayski” polecił je kontynuować „Ewie” i „Żarow i”. Potwierdzili oni obserwacje „Ray­ skiego” i ustalili godzinę wyjścia Biirkla z dom u do siedziby gestapo n a około 10. Po p o ­ bycie w budynku gestapo Burki wyjeżdżał dopiero o 12.45 samochodem n a Pawiak. Cykl wywiadu rozpoczęty w w arunkach zupełnego braku wiadomości o Burklu został zamknięty określeniem jego wyglądu (w zrost średni, mocnej krępej budowy, twarz o cerze oliwko­ wej, typ południow ca, orli nos. U brany w m u n d u r SS, na lewym rękawie rom b z literami S D .), miejsca zamieszkania, trasy i czasów jego poruszania się, a ponadto dostarczył infor­ macji ogólnych, które „Rayski” wykorzystywał i uzupełniał przy dalszych akcjach na funkcjonariuszy Pawiaka.97 W yniki przeprowadzonego wywiadu w raz z m eldunkiem o wykonaniu rozkazu „Rayski” przekazał dowódcy oddziału, kpt. „Pługow i” . Równolegle szef 'kwatermistrzostwa oddziału „Robert” przygotowywał komplety wyposażenia w raz z bronią i amunicją, częściowo wy­ pożyczoną z oddziału »Zośka«. Prowadzone przez „Rayskiego” rozpoznanie zbiegło się w czasie z wyborem plutonu, 93 T am że. 94 Relacja Bogusława U staborow icza, 3. O drugim jego aresztow aniu w lutym 1944 r. wspo­ mina L. W anat, dz. cyt., ss. 39— 40. 95 P or. A leksander K unicki, dz. cyt., ss. 90— 95 oraz jego relacja, 3; relacja Bogusława U staborow icza, 3. 96 Relacja Bogusława U staborow icza, 3. 97 R elacja A leksandra K unickiego, 3 (p a trz rów nież m eldunki „R ayskiego” ).

»Burki « — miejsce akcji

179

który miał wykonać akcję, oraz jej dowódcy. W ykonanie tej operacji bojowej kpt. „P łu g ’' powierzył I plutonowi, a dowodzić nią miał dowódca tegoż plutonu „Jerem i”, kandydat do objęcia funkcji zastępcy kpt. „P ługa’V 8 Pierwszym zadaniem „Jerem iego” jako dowódcy akcji było przejęcie danych wywiadu dotyczących Blirkla oraz kontynuow ania jego obserwacji. Równocześnie należało ustalić szczegółowe okoliczności, w jakich będzie odbywać się akcja. Do wykonania tych zadań „Jerem i” wytypował zespół w składzie: „K ru k ” „Seta” i „Zapiewajło” .99 K ontynuow ali cni obserwację Blirkla ustalali stałe punkty ogniowe nieprzyjaciela oraz obserwowali ruch Niemców na trasie poruszania się Blirkla od dom u do gm achu gestapo w alei Szucha. Dość znaczna liczba obserwatorów (jest prawdopodobne, że nie zostały wymienione jeszcze dwie łączniczki I plutonu o nie ustalonych pseudonim ach, które m ogły brać udział w tej obserwacji) wynikała z trudności prowadzenia całości rozpoznania w dzielnicy niemieckiej Litewskiej. Rozpoznane trwało prawie 3 tygodnie. Czas obserwacji dyktowany był n ie tylko godzi­ nami m arszruty Blirkla. Kilkakrotnie prowadzono również obserwację całymi dniam i w ce­ lu ustalenia wszystkich okoliczności przyszłej akcji. Obserwatorzy występujący samodziel­ nie lub param i, w zależności od przyjętego alibi na wypadek wylegitymowania, zmieniali się co 40 m inut. Ich liczba musiała więc być dość znaczna. Przeprowadzone rozpoznanie ustaliło przede wszystkim źródła ewentualnego ognia nie­ przyjaciela. Jego koncentracja w alei Szucha i duże trudości odskoku z samego prawie środka alei Szucha wskazywały na konieczność odrzucenia wyboru tej ulicy jako miejsca przyszłej akcji. Przy ulicy Litewskiej mieścił się obóz pracy ze strażą SS, kasyno niemiec­ kie oraz wojskowy szpital niemiecki u zbiegu Litewskiej i Marszałkowskiej (obecnie dzie­ cięcy im. prof. M ichałowicza). Posuwając się trasą, którą chodził Burki, wchodziło się dalej w ulicę Oleandrów, zamieszkaną w większości przez Niemców. Ulica Olenadrów koń­ czyła się przy Polnej, której stronę przeciwną stanowiło otw arte Pole Mokotowskie. O dskok po akcji z ulicy Oleandrów siłą rzeczy musiałby nastąpić w zdłuż otwartej z jednej strony Polnej albo w kierunku i wzdłuż Marszałkowskiej. Obydwie te ewentualności znacznie zwiększały ryzyko odskoku. Rozpoznanie i jego ana­ liza doprowadziły do wniosku, że najodpowiedniejszym miejscem akcji będzie skrzyżowa­ nie Oleandrów, Marszałkowskiej i Litewskiej, a ściślej ten narożnik Litewskiej i M ar­ szałkowskiej, przy którym mieścił się szpital niemiecki. Z jednej strony wykonanie akcji pod samą placówką niemiecką miało dodatkowy aspekt propagandowo-psychologiczny, z drugiej utrudniało ewentualny ogień nieprzyjaciela z okien tejże placówki. Ponadto rozpoznanie ustaliło dość znaczny ruch pojedynczych Niemców pieszych, w tramwajach, przejeżdżających samochodami i m otocyklam i przez ustalone skrzyżowanie. „Jerem i” miał więc do wyboru bądź zorganizowanie dość potężnej grupy wykonawczej, która byłaby w stanie wiązać ogniem nieprzewidziane siły nieprzyjaciela, które mogły być akurat w czasie akcji dość znaczne, bądź ograniczenie grupy wykonawczej do minimalnej liczby osób, przeprow adzenie akcji bardzo szybko i zapewnienie sprężystego odskoku.100 „Z e względu na swoiste w arunki wybranego terenu (dzielnica niemiecka, 200 m od alei Szucha, bliskie domy zamieszkane przez funkcjonariuszy gestapo i policji, duży ruch poli­ cji, gestapo, patroli motocyklowych i samochodowych itp.) i związaną z tym trudność zamaskowania przygotowań do akcji, postanowiłem użyć do akcji małego zespołu, który byłby nadzwyczaj giętki w dowodzeniu, elastyczny i ruchliwy w walce oraz potrafiłby

98 Relacja A dam a Borysa, 3. 99 Relacja Eugeniusza Schielberga, 1, 2, 3. 100 T am że.

180

Specjalne operacje bojowe w 1943 n

w bardzo prędkim czasie wykonać akcję i wycofać się. Zespól ten liczył w raz ze m ną i szoferem 5 osób...” 101 T ak więc grupa wykonawcza samej akcji składała się ostatecznie z pięciu osób. Poza „Jerem im ”, jako dowódcą operacji specjalnej, w skład jej weszli „ L o t”, „D ietrich” i „K ę­ dzior” oraz nie zidentyfikowany dotąd kierowca jedynego sam ochodu marki BM W , jaki posiadał wtedy oddział, przeznaczonego do odskoku z miejsca akcji. Kierowca ten miał przewieźć cztery osoby z miejsca akcji do rogu Wspólnej i Emilii Plater, gdzie będzie oczeki­ wał drugi samochód m arki O pel-Olim pia, wypożyczony z batalionu »Zośka«. Kierowcą jego był żołnierz batalionu »Zośka«, „K o n rad ” (Józef N ow ocień).102 Zadaniem jego było przejęcie czteroosobowej grupy i odwiezienie jej: dwóch żołnierzy do rogu ul. Żurawiej i Marszałkowskiej, dw óch pozostałych do rogu Żurawiej i Kruczej. W pobliżu tego sam o­ chodu miał być również obecny n a uLicy „ d r M aks”, który miał zająć się ewentualnym i ran ­ nym i.103 Istnienie drugiego sam ochodu m iało zabezpieczyć odskok w razie pościgu lub uszkodzenia pierwszego samochodu, a także — jak się później okazało, słusznie — miał on stanowić ewentualny wóz rezerwowy w przypadku braku pierwszego. Rozpoczęły się poprzedzające akcję odpraw y przeprowadzane w m ieszkaniu „L o ta” i „Z ety” . N a nich uczestnicy poznawali i przyswajali sobie szczegóły planu akcji, aż do automatycznego ich wyuczenia. W tym okresie odbyły się kilkakrotnie wizje terenowe, z których ostatnia m iała miejsce w niedzielę dnia 5 września 1943 r., w czasie ożywione­ go ruchu ludności do i z kościoła Zbawiciela. Raz uczestniczyła w n ich również siostra cioteczna „L ota” — „Żaba” (Janina Lenczewska-Samotyja) 104, późniejsza łączniczka I plutonu. Przećwiczono rozstawienie poszczególnych osób z grupy wykonawczej i ubez­ pieczeniowej i pokrycie przez nich ogniem zaznaczonych n a szkicu pól ostrzału. „Jerem i” swoim zastępcą wyznaczył „L ota”, z którym razem stanowili zespół wykonawczy. Pozo­ stali dwaj uczestnicy akcji tworzyli zespół ubezpieczający z obu kierunków ulicy M ar­ szałkowskiej. Po wykonaniu zadania głównego, to jest usunięciu Biirkla, wszyscy czterej mieli stanowić grupę uderzeniową i razem przebić się przez ogień niemiecki do samochodu. Sygnalizację ustalono dwustopniową: zaraz po wyjściu Biirkla z dom u „Ż ar” m iał go przekazać „Jerem iem u”, dalej zaś „Jerem i” „L otow i”. W yposażenie w broń zaplanowano następująco 105: pożyczono z magazynów »Zośki« pistolety maszynowe dla „Jeremiego”, „K ędziora” i „D ietricha”, 5 pistoletów kal. 9 m m — dla każdego po jednym — oraz gra­ nat typu filipinka dla „D ietricha”. „ L o t” jako drugą, niezawodną i straszną w skutkach postrzałowych broń, otrzymał rewolwer ty p u Colt, kal. 11,4 m m z ołowianymi pociskami. 101 M iD W IH , sygn. III/2 9 /6 . Z achow any ra p o rt „Jerem iego” z przeprow adzonej akcji w raz ze szkicem sytuacyjnym (d alej: ra p o rt „Jerem iego” ). 102 Relacja Józefa N ow ocienia, 3. P lu t. pchor. Józef Nowocień („ K o n ra d ” ) urodził się 3 m arca 1920 r. w G órze K alw arii. W kw ietniu 1940 r. by ł harcerzem w h u fcu S zarych Sze­ regów -W ola. U kończył w raz z „G iew o n tem ” (M iłosław C ieplak, późniejszy dowódca 3. kom ­ panii batalionu »Z ośka«) tu rn u s szkoły podchorążych Z W Z w okresie listopad 1940 — maj 1941 r. B rał udział w szeregu akcji m ałego sabotażu. W listopadzie 1942 r. wszedł w skład W arszaw skich G ru p S zturm ow ych-O S »Jerzy«. D n ia 6 czerwca 1943 r. został dowódcą d ru ­ żyny w późniejszej kom panii »R udy« b atalio n u »Zośka«. Jak o bardzo dobry kierowca został odkom enderow any z kom panii »R udy« do udziału w akcji »B urki« przeprow adzonej p rzez o d ­ dział »A gat«. Później w m acierzystym już oddziale b rał udział w akcji »W ilanów « jako osłona „G iew o n ta” , w konw ojach broni n a trasie N ow e M iasto — L asy Chojnow skie i w tran sp o rtach broni zrzutow ej z Jastrzębiej Ł ąki koło R adzym ina do W arszaw y. W czerw cu 1944 r. został zastępcą dowódcy I I p lu to n u »R yszard« w 2. kom panii batalionu »Zośka«. W alki w P ow staniu W arszaw skim rozpoczął w I p lu to n ie 3. kom panii batalionu »Zośka« od obrony cm entarzy wolskich. R an ny 17 sierpnia 1944 r. w ataku n a terenie b. getta, przeprow adzonym p rzez batalion »Zośka« w ram ach działań g ru p y »Północ«. Pow tórnie zastał ran n y w szp italu na M iodowej 23 w dniu 19 sierpnia 1944 r. Po w ycofaniu się g ru p y »Północ« ze Starego M iasta w d niu 2 w rześnia 1944 r., pozostał na S tary m M ieście w szpitalu p rzy D ługiej 7, sk ąd został ew akuow any do S zpitala W ojskowego p rz y Płockiej, a następnie do M ilanów ka. 103 P am iętnik Zbigniewa D w oraką (w posiadaniu a u to ra ), 1. ,0>I Relacje Ja n in y L enczew skiej-Sam otyji, 1, 3 i H eleny Pietraszew icz-D ubiczyńskicj, 1, 3. M iD W IH , sygn. III/2 9 /6 , ra p o rt „Jerem iego” .

y>Bürkl« — plan akcji

181

Broń dla „Jerem iego” i „L o ta” łączniczki I plutonu m iały dostarczyć do ogródków dział­ kowych przy Polnej, dla „K ędziora” i „D ietricha” — na klatce schodowej dom ów przy Marszałkowskiej, położonych koło kościoła Zbawiciela. Z w rotu broni wykonawcy akcji mieli dokonać w lokalu kontaktowym przy ulicy Żurawiej.106 Przedstaw iany przez „Jerem iego” plan przeprowadzenia akcji uzyskał po szczegółowym zapoznaniu się z nim , wizjach terenowych i om ówieniu z poszczególnymi jej wykonawca­ mi, akceptację dowódcy oddziału, kpt. „P ługa” . Potw ierdzono, że na ewentualnych ran ­ nych „ d r M aks” będzie oczekiwać na rogu W spólnej i Em ilii Plater, to jest w miejscu przesiadania się zespołu z pierwszego do drugiego samochodu. W przypadku konieczności udzielenia pom ocy rannem u uczestnikowi akcji „dr M aks” m iał go odwieźć pierwszym samochodem do znanego sobie szpitala. V K pt. „P łu g ” wydał rozkaz przeprowadzenia akcji, ustalając jej datę na wtorek 7 wrześ­ nia 1943 r. O statnia przed akcją odpraw a odbyła się w mieszkaniu „L ota” . „D ietrich” tak ją wspo­ mina: „Przed pójściem do pracy stawiam się n a godzinę 6 u »Lota«. Jest już »Jeremi«, za chwilę wchodzi »Kędzior«. »Jeremi« egzaminuje nas po raz ostatni. W ypytuje nas ser­ decznie, z troską w glosie, czy nie azujemy się źle, czy nie odczuwamy nadm iernego zde­ nerwowania, bo jeszcze jest czas wycofać się, zanim załamanie nastąpi n a ulicy. »Jeremi« i »Lot« przeszli już chrzest. »Kędzior« i ja nadrabiam y miną. W ychodzim y pojedynczo na ulicę. O godzinie 9.20 m am y spotkać się n a rogu Litewskiej ii Marszałkowskiej już uzbrojeni. Jadę do pracy do O stbahnu. O godzinie 8.45 mówię do kolegów, że muszę wyjść na miasto do dentysty. Kierownik wyraża zgodę, abym wyszedł, lecz muszę niedługo wró­ cić, bo jest wiele pracy. Około godziny 9.15 jestem w kościele przy placu Zbawiciela. Za­ raz prawic przychodzi łączniczka. W ręku m a dużą dam ską torbę, z której wyglądają nuty, a pod pachą futerał skrzypcowy. W ychodzim y ma ulicę i udajem y się do zacisznej bramy, którą upatrzyłem już poprzednio. O dbieram futerał od skrzypiec, w którym jest sten, oddaję portfel z dowodam i, otrzym uję lewe dokum enty, p u n k t 9.20 jestem na rogu Litewskiej i Marszałkowskiej, gdzie dostrzegam »Lota«. Po niedługim czasie nadjeżdża sa­ m ochód z »Jeremim«, a zaraz potem przechodzi ulicą »Pług«. G rupa wykonawcza jest więc na stanowiskach bojowych. W ostatnich m inutach przed rozpoczęciem akcji lustruje rozmieszczenie zespołu i jego gotowość do przeprowadzania akcji dowódca oddziału, kpt. »Pług«.107 Przebieg akcji według raportu „Jerem iego” jest następujący: „Zasadnicze trudności wstępne spowodowały pewne zm iany w stosunku do planu. Ze względów technicznych zamówiony szofer z autem , które miało wziąć udział w akcji, nie stawił się n a czas. Przeto w ostatniej chwili zdecydowano się użyć tylko jeden wóz (rezer­ wowy, czekający n a rogu W spólnej i Em ilii P later). Sytuacja własna i nieprzyjaciela przedstawiała się przy tym w sposób następujący: przy zbiegu ulic Piłsudskiego (obecnie T rasa Łazienkowska — przyp. P.S.) i Marszałkowskiej zatrzymały się dwa motocykle pa­ trolowe policji niemieckiej w białych czapkach. N a przystanku przy Litewskiej »urzędo­ wał« patrol policji niemieckiej w sile trzech osób w hełm ach oraz kilku uzbrojonych poli­ cjantów niemieckich czekających na tramwaj. Poza tym, w chwili ukazania się pana B., na przystanek zajeżdżał od strony placu U nii Lubelskiej tramwaj linii »1« z wielu N iem cam i na platform ie. T u ż za nim stało » 0 « z kilkoma Niemcami. M im o tak ¡silnego npla postanowiłem akcję przeprowadzić, gdyż: 1) liczyłem się, że w tym miejscu -nie może obejść się bez takiej czy innej potyczki i na to przygotowaliśmy cały zespół, 2) nie zauważyłem u npla brani maszynowej — co nam dało dużą .przewagę ogniową, 3) liczyłem się z ewentualnością rewiizji mego auta przez wyżej wzmiankowaną streifę motocyklową, co wywołałoby niepotrzebną potyczkę uniemożliwiającą powtórzenie 106 Nazwisk łączniczek i właściciela lokalu nie udało się ustalić. 107 MiD W IH, sygn. JII/49/57. Eugeniusz Schielberg, Wspomnienia (maszynopis).

Specjalne operacje bojowe w 1943 r.

182

akcji w najbliższym czasie w tym samym miejscu, 4) wykonanie akcji przewidywałem na tak krótko, że zmobilizowana pomoc z alei Szucha nie zdążyłaby przybyć” m . „Jerem i” wraz z „Żarem ” przechadzali się ulicą Oleandrów, wymyślając coraz to nowe pozory dla swobodnego i przypadkowego przebywania n a ulicy. O godzinie 9.58 wyszedł z bram y domu Burki. „Ż ar” wskazał go „Jerem iem u” . „Jerem i” nie chciał wierzyć, że to Burki, „Ż ar” jednak po uważnym przyjrzeniu się potwierdził indentyfikację Biirkla, po czym odszedł szybko Marszałkowską do placu Zbawiiciela, z którego tramwajem odjechał dalej od miejsca akcji.109 Okazało się, że na skutek jakiejś pomyłki — trudnej dziś do ustalenia — p rzy wielokrotnym przekazywaniu Biirkla raz przez wywiad oddziałowi, póź­ niej w ram ach oddziału przez poszczególnych obserwatorów nawzajem sobie, w ostatnim stadium prowadzenia obserwacji obserwowano omyłkowo innego Niemca. T ym razem jed­ nak omyłki nie było, był natom iast inny problem. Burki szedł trasą n ie sam, a wraz z to­ warzyszącą m u kobietą, która prowadziła wózek z dzieckiem. Jakie myśli nurtow ały w tej sytuacji „Jeremiego”, trudno dziś powiedzieć. Rozkaz był wydany i trzeba było go wykonać. „Jerem i” pisał w raporcie: „Po chwili zastanowienia się nad decyzją przeszedłem wg planu n a drugą stronę ulicy Marszałkowskiej, co było hasłem rozpoczęcia akcji. W tym samym czasie »Ryś« (»L ot«) przechodził n a drugą stronę ulicy Litewskiej. Padły pierwsze strzały. Pan B. zwalił się na ziemię. Nieprzyjaciel już organizował obronę, która miała zasadniczo trzy swoje pozycje: 1) policja niemiecka na przystanku przy Litewskiej, 2 ) Niemcy ostrzeliwujący się zza zatrzym anych tramwajów, 3) streifa motocyklowa, która zsiadła z m otocykli i zajęła stanowiska za narożnikiem ulic Piłsudskiego i Marszałkowskiej. »Ryś« (»L ot«) natychm iast po wykończeniu p. B. ostrzeliwał się chwilę sam, dopóki nie złożyłem stena w kierunku strzelających z przystanku policjantów. Heniek (»K ędzior«), czekający w bramie na odgłos pierwszych strzałów, został za­ blokowany przez uciekającą do bram publiczność i wyszedł z bram y z opóźnieniem, wte­ dy gdy Niemcy na przystanku zajęli już pozycje ogniowe i ostrzeliwali się w naszym kierunku. M im o to zręcznym ogniem flankowym położył natychm iast po wyjściu z bramy dwóch — trzech Niemców do nas celujących (z grupy Niemców n a przystanku), w tym samym czasie drugi nasz sten (»D ietricha«) zaraz po pierwszych strzałach był urucho­ m iony na kilku Niemców ostrzeliwującyh się zza tramwaju. M ój sten, tak jak przewidy­ wałem, pracował w obu kierunkach, zależnie od sytuacji i nasilenia ognia npla w danej rhwili. Zwalczał on główną grupę npla na przystanku oraz streifę motocyklową, prowadzącą nieustanny ogień zza narożnika” .110 Osłona ogniowa, stworzona przez „Jeremiego”, „D ie­ tricha” i „K ędziora”, pozwoliła „L otow i” zrewidować leżącego Biirkla. A rewidując go w poszukiwaniu dokum entów tożsamaści, których dostarczenie do Kedywu K G AK było zasadniczym wymogiem przy każdej przeprowadzonej akcji, musiał staczać dodatkową „walkę” (polegającą głównie na unikach) z towarzyszką Biirkla, która pozostawiając wózek swemu losowi rzuciła się z pięściami na „L o ta”. Szczęściem wszystkie dokum enty były tam, gdzie być powinny: w portfelu, w górnej kieszeni kurtki m unduru SS. „L o t” schował je do własnej kieszeni i zaczął odw rót w kierunku samochodu. Z opresji tej nie wyszedł jednak bez szwanku. Ładnych kilka dni goiły się podrapania twarzy i rąk. N agrodą za to było trofeum, które powróciło do niego na pamiątkę: czarny skórzany portfel ze srebrnym wizerunkiem głowy konia.111 „Jerem i” dał rozkaz odwrotu i tak opisał jego przebieg: „T u ż przed wycofaniem się, gdy ogień zza tramwajów wzrastał, »G ruby« (»D ietrich«) rzucił przed pierwszą platform ę tram waju filipankę, co stworzyło doskonałą osłonę przy pierwszych m etrach jazdy wozem. W chw ili wsiadania do auta z ulicy Litewskiej prze­ biegł dość blisko z pistoletem gestapowiec strzelając w naszą stronę, którego zm usiła do 108 109 110 111

MiD W IH, sygn. III/29/6, raport „Jeremiego”. Relacja Bogusława Ustaborowicza, 3. MiD W IH, sygn. III/29/6, raport „Jeremiego”. Relacja Heleny Pietraszewicz-Dubiczyńskiej, 3.

183

»Burki« — akcja

k a j ą o y w b r a m i e n a odgłos pierwszych a t r ż & ł ó « 2o e t a l z a b l o k o w a n y przez u c i a k a j ą c ą do k r a * p u b l i o z n o e ć i wyszedł z bromy z o p ó ź n i e n i e « w t e d y , g d y N i e m ­ c y na p r z y s t a n k u z a j ę l i J u t p o z y c j e o g n io w e i o s t r z e l i w a l i s i ę n naszym k i e # r u n k u . Mimo t o z r ę c z n y « o g n i e « f l a n k o w y « p o ł o ż y ł n a t y c h m i a s t po w y j ę c i u z li bramy 2 - 3 H l e a c ó w d o n a s c e l u j ą c y c h / z g r u p y N iem ców n a p r z y s t . / . 1 t y « s a « y « c z a s i e d r u g i n a s z s t e n z a r a z po p ie r w s z y o h s t r z a ł a c h b y ł u ru ch o m io n y ■ n a k i l k u N ie « c ó w o s t r z e i i w u j ą c y o h s i ę z z a tram waju* ^ ó j s t e n t a k , jak p r z e ­ w i d y w a ł o « p r a c o w a ł w ob u k i e r u n k a c h z a l e ż n i e o d s y t u a c j i i n a s i l e n i a o g n i a xxA*x n p la w d anej c h w i l i . Z w a lc za ł on g łó w n ie gru p ę oporu n p la na p r z y s t . o r a z o t r e i f ę m o t o c y k l o w ą p r o w a d z ą c ą n i e u s t a n n y o g i e ń z z a n a r o ż n i k a . Fod o s ­ ł o n ą t a k i e g o u b e z p i e c z e n i a Hyó d o b y w a ł d o k u m e n t ó w z u b r a n i a p a n a n. Tuż s i m p r z e d w y c o f a n i e « s i ę , gdy o g i e ń z z a tramwajów w z r a s t a ł Ir u b y r z u c i ł p r z e d p i e r w s z ą p l a t f o r m ę t r a m w a j u f i l i p i n k ę , c o s t w o r z y ł o d o s k o n a vą o s ł o n ę p r z y p i e r w s z y c h m e t r a c h j a z d y w o z e w . .1 c h w i l i w s i a d a n i a do a u t a z u l i c y l . i t e w s k i e p od b ieg ł d o ić b lis k o z p i s t o l e t e « ie sta p o w iec s t r z e l a j ą c w n aszą str o n ę , X k t ó r e g o z m u s i ł a do w y c o f a n i a k r ó t k a s e r i a z n a s z e g o s t e n a . Jednym z n a j n i e ­ b e z p i e c z n i e j s z y c h «0 « e n t e w b y ł a c h w i l a s k r ę c ą n i a n a u l . P i ł s u d s k i e g o . > t r o i f a m o to cy k lo w a z a c z ę ł a n a s burdzo s i l n i e i stosu n k ow o s k u t e c z n i e /iT zju ry w a u c i e / o s t r z e l i w a ć , .óz le k k o z a k o ły s a * s i ę - r r r ila łe m ż e s z o f e r J e * t ran y , A l e i t u n a t y c h m i a s t o w a s e r i a z n a s z e g o s t e n a c a ł k o w i c i e , u n i e s z k o d l i w i >a n p l D a l s z y o d s k o k b e z t r u d n o ś c i wg p l a n u . A kcja tr w a ła o k . 9 0 s e k . / y s t r z e l o n o y a r t r u j h c e w w a l c e z p r z e w a g ą l i c z ę *nn p l a b e z s t r a t w ł a s n y c h o k . oO s z t . a m u n i c j i . . S t r a t y n p l a , n i e l i c z ą c r a n ­ n y c h , praw dop od obn ie 1 / 5 z a k ity c h op rćcz pana 3 .

dca oddz.

bojow ego Jerem i

;;faa.

t/ S Y S ć /

/ , :

,

/U

J ¡

2

t

a U u h '

l

w

i

-ju u

^

r ó

j ) V

y

r

u i/it

Ostatnia strona raportu pisanego przez „Jeremiego” (Jerzy Zborowski) z przeprowadzenia specjalnej akcji bojowej »Burki« z adnotacją kpt. „Pługa” (w tym przypadku ps. „Bryl” ) prze­ kazującą go dowódcy Kedywu KG AK

wycofania krótka seria z naszego stena. Jednym z najniebezpieczniejszych momentów była chwila skręcania w ulicę Piłsudskiego. Streifa motocyklowa zaczęła nas bardzo silnie i stosunkowo skutecznie (dziury w aucie) ostrzeliwać. Wóz lekko zakołysał się — myślałem, że szofer jest ranny. Ale i tu natychmiastowa seria z naszego stena całkowicie unieszkodli­ wiła npla” 112. Strzały streify motocyklowerj do pasażerów auta, aczkolwiek na szczęście niecelne, oka­ zały srię szkodliwe dla samochodu marki Opel-Olimpia: została przebita lewa przednia 112 MiD W IH, sygn. III/29/6. Należy zwródć uwagę na pseudonimy w raporcie „Jeremie­ go”. W nawiasach są podane wyjaśnienia autora, „Jeremi” natomiast używa jeszcze poprzednich pseudonimów harcerskich, np. „Gruby” — „Dietrich”, „Ryś” — „Lot” itd. Podpisuje raport jako phm. „Jeremi”, mimo iż był już dowódcą I plutonu.

184

Specjalne operacje bojowe w 1943 r.

opona (stąd zakołysanie wspomniane w raporcie), podziuraw iona maska wozu, błotniki i kufer. W tym stanie rzeczy dalsza podróż po W arszawie była nadzwyczaj ryzykowna. Z ulicy Piłsudskiego auto pojechało Polną, Noskowskiego, Em ilii Plater. Przy rogu Wspólnej wysiedli „D ietrich” i „K ędzior”, a „ L o t” i „Jerem i” 200 m dalej, już na W spól­ nej, i powiadomili „dra M aksa” o braku rannych. T rasa odskoku została więc znacznie skrócona. N a rozkaz „Jeremiego” uczestnicy pozostawili broń w samochodzie, zamiast — jak było przewidziane — w lokalu kontaktów ym .113 Kierowca „K onrad” odstawił samochód do garażu (przy którym znajdował się także w arsztat) przy Czerniakowskiej 206. Broń n aj­ pierw pozostawił w samochodzie, skąd w niedługim czasie zabrał ją do dom u, by. na­ stępnie przekazać do magazynu batalionu »Zośka«.114 W tym czasie „Jerem i”, „ L o t” i „D ietrich” oraz „K ędzior” zdążali do lokalu przy Mokotowskiej, gdzie czekał już kpt. „P ług”, by odebrać m eldunek i dokum enty Biirkla. „Jerem i” oddał dokum enty i na razie ustnie złożył meldunek z przebiegu akcji. Akcja zo­ stała zakończona, m eldunek złożony, własne dokum enty z lokalu zabrane, a fikcyjne zwró­ cone. „D ietrich” znow u był Schielbergiem, choć przed chwilą jeszcze był p. Orkanem (na­ zwisko z fikcyjnych dokum entów ). Uścisk dłoni dowódcy oddziału pozostawił pierwsze, nigdy nie zatarte wrażenie. „D ietrich” co sił w nogach i mocy w tram wajach wrócił „od dentysty”, by ponownie podjąć pracę w Ostbahnie. Kierownik nie sarkał, był zadowo­ lony, że „D ietrich” nie przedłużył swej nieobecności: wyszedł przecież o 8.45, a powrócił przed godziną 1 1 .115 W dw a dni później „Jerem i” złożył pisemny raport, którego zakończenie brzmiało: „Akcja trwała ok. 90 sekund. W ystrzelono w walce z przewagą liczebną npla, bez strat własnych, ok. 80 szt. amunicji. S traty npla nic licząc rannych, prawdopodobnie 4— 5 za­ bitych prócz ip. B. (— ) Jerem i p h m ” . „P. »Nil« Przesyłam rap o rt d-cy »Jeremiego« z akcji przeciwko p. B. »Bryl« 116 Operacja specjalna »Burki« znalazła duży oddźwięk.117 W iadomość o jej -pomyślnym przeprowadzeniu dotarła do Pawiaka. W ięźniowie odetchnęli, że najgorszego sadysty nie ma, a jednocześnie ich postawa wobec straży -niemieckiej zaczęła zmieniać się wraz z uświa­ domieniem sobie faktu, że posiadają teraz opiekunów poza m uram i więzienia. Niemcy7 rozstrzelali w d n iu 8 września 1943 r. około 30 osób, oświadczając, że jest to odwet za usunięcie Biirkla. N ie wspom inali naturalnie, dlaczego i za kogo ginęły w dniach poprzed­ nich z ich rąk dziesiątki więźniów.118 Represje jednak wobec bezbronnych nie potrafiły stłum ić strachu, który u Niemców- zaczął się dopiero rodzić. W achm ajster K rum schm idt, zwany „Dusicielem ”, mówił, że od tego czasu nigdy nie chodzi pieszo, tylko jeździ sa­ mochodem. M ógł jeszcze wtedy przypuszczać, że samochód zapewnia jakąś ochronę. W achmajsterka Krzem ińska zwTÓciła się do gestapo o zapewnienie jej bezpieczeństwa, na co usłyszała nie pozbawioną słuszności radę, by nie szwendała się po mieście. Były to jednak dopiero początki.U9 W oddziale »Agat« operacja specjalna miała też swoje reperkusje. N a odprawie po­ operacyjnej z udziałem grupy wykonawczej, szefa wywiadu „Rayskiego” i szefa intenden-

U3 Relacja Józefa Nowocienia, 3. 114 Tamże. 115 MiD W IH, sygn. 111/49/57. Eugeniusz Schiclbcrg, Wspomnienia (maszynopis). 116 MiD WIH, sygn. III/29/6, raport „Jeremiego”. n ? Anna Czuperska-Ś li wieka, dz. cyt.y ss. 153— 160, W spomnienia więźniów Pawiaka, ss. 132— 139; Leon Wanat, dz. cyt ., ss. 89— 100. 118 Władysław Bartoszewski ( Warszawski pierścień śmierci..., s. 278) podkreśla, że liczba osób nie została dokładnie ustalona. 119 Por. Leon Wanat, dz. cyt.

ÍL -

»1

C

II

u

Fi

// ÇÏ2,e2-

« -ra s * * * ’ „o”
/ o& *

c2AV

s i^ c ”

ieg>

Specjalne operacje bojowe tv 1943 r.

186

tury „R oberta”, prowadzonej przez dowódcę oddziału kpt. „P ługa”, przeanalizowano prze­ bieg całej operacji i dokonano jej oceny. Przeprowadzenie sum iennego i tak szczegółowego wywiadu nie budziło zastrzeżeń i spotkało się wyrazami dużego uznania. Przeprowadze­ nie samej akcji bojowej oceniono pozytywnie, zarówno jeśli chodziło o jej przebieg, jak też opracowanie planu wraz z podjęciem odpowiednich decyzji taktycznych. W ątpliwości budziła sprawa opracowania odskoku, gotowości motoryzacyjnej, a w szczególności de­ cyzja pozostawienia broni w samochodzie. Zm iana planu w zakresie zdania broni nie znaj­ dowała uzasadnenia w zaistniałych okolicznościach. Postawę i działalność uczestników grupy wykonawczej oceniono jako doskonałe. Operacja specjalna spełniła wszystkie po­ stawione zadania.120 W śród żołnierzy oddziału, mim o zasad konspiracji*, omawiano operację we wszystkich szczegółach i aspektach. W zbudziła ona dum ę i podziw dla jej wykonawców. W I plutonie „Jerem i”, „L o t”, „D ietrich” i „K ędzior” dzielili się z najbliższymi kolegami swymi uwa­ gami i przeżyciami. Najwięcej wesołości wzbudzały perypetie „D ietricha” z opakowaniem broni. „D ługo przemyśliwaliśmy nad opakowaniem broni i ukryciem jej przy sobie. T rzy m a­ gazynki do visa mieściły się w specjalnie uszytej ładownicy przymocowanej u góry do pas­ ka od spodni, a u dołu tasiemkami do uda. Vis siedział za paskiem od spodni, a smycz od niego na szyi. Całość ekwipunku okrywał płaszcz, możliwie luźny. W m ieszkaniu »Lota« przymierzaliśmy całe uzbrojenie, dyskutując, gdzie lepiej w pogo­ towiu mieć m agazynki do pistoletu — w lewej kieszeni płaszcza czy w prawej, a może w marynarce... Ćwiczyliśmy się w błyskawicznej ich wymianie, bo przecież ułamki sekund miały decydować, czy on m nie, czy ja jego... Spraw a opatrunków osobistych urosła do p ro ­ blemu, gdzie je wepchnąć — zajmowały za dużo miejsca. Nie chcieliśmy ich w ogóle brać, lecz temu sprzeciwił się kategorycznie »Jeremi«. Stanęło n a tym , że każdy m usi wziąć po dwa. Najgorzej było ze stenam i »Jeremiego« i moim. Podczas (przymiarek okazało się, że sten wiszący na smyczy ¡na szyi, p o kilku m inutach noszenia strasznie pije w kark, ale to wszy­ stko wysiada wobec faktu, że lufa jego wygląda filuternie między połam i płaszcza. Przy skróceniu smyczy, gdy u dołu jest w porządku, w dekolcie płaszcza ukazuje się kolba i sza­ lik m ało pomaga. T ru d n o ść tę »Jeremi« z »Lotem« rozwiązali przy pomocy W andy (ale bez «jej w iedzy), kuzynki »Zety«, która mieszkała wtedy u jej ciotki, p. Janiny Zajchowskiej. W przeddzień akcji wieczorem pani Janina zauważyła, że mieszkająca razem z nim i »Zeta« przenosi futerał od skrzypiec W andy do pokoju, w którym rozmawiali żołnierze. M im o nadzwyczajnej przenikliwości nie powzięła podejrzeń. N azajutrz po powrocie z pracy została zaczepiona przez sąsiada, który, 'będąc przypadkowo naocznym świadkiem akcji, opowiedział jej w słowach pełnych zachw ytu o przebiegu wypadków n a Litewskiej. Struchlała ciotka nie mogła podzielić jego entuzjazm u, a w rodzinie wszczęła indagacje. F uterału od skrzypiec nie było w dom u, ponieważ zagubił się w czasie akcji. Speszeni ko­ ledzy zaproponowali odkupienie podobnego, ale ciotka wolała ująć sprawę w swoje ręce. W anda, pod pretekstem choroby, została w dom u, a pani Janina dopóty przetrząsała wszystkie sklepy i graciarnic w całej Warszawie, aż znalazła identyczny futerał (obawiała się, że zgubiony mógł być podpisany). W anda mogła znowu chodzić na lekcje nie w zbu­ dzając podejrzeń brakiem futerału.” 120a W spom nienia „D ietricha” oddają to, co było w tych akcjach najwartościowszego m oral­ nie i co stanowiło o ich walorach wychowawczych: „K ażdy z nas wiedział, że jest chroniony przez drugiego kolegę i sam do ostatniego tchu m usi trw ać na wyznaczonym posterunku. Idąc na akcję wiedzieliśmy, że gdy za chwilę ulica zahuczy strzałam i i w yludni się w okamgnieniu, gdy w prom ieniu kilkuset 120 Relacja A dam a Borysa, 3. 1203 R elacja Eugeniusza Schielberga, 1, 2, 3.

y,Bürkl« — k o m u n ik a t

187

metrów nie będzie ani jednego przyjaznego człowieka, wtedy zdani tylko na wzajemną p o ­ moc będziemy stanowili jeden broniący się i atakujący organizm. Każdy z nas miał prze­ świadczenie, żc jedynie ciężka rana lub śmierć może nas usunąć przed czasem z posterunku wyznaczonego przez dowódcę. Wiedzieliśmy też, że w przypadku zranienia koledzy, którzy pozostali przy życiu, nie odjadą sami, lecz zabiorą rannego do sam ochodu” 121. W dn iu 16 września 1943 r. polska opinia społeczna została powiadomiona 122 w orga­ nie prasowym A K „Biuletynie Inform acyjnym ” o przeprowadzeni operacji specjalnej: „ K o m u n i k a t n r 11 D nia 7 IX 43 r. o godz. 9.58 został zastrzelony w W arszawie O berscharführer Bürkl, kom endant Pawiaka, znany ze znęcania się nad więźniami d masakrowania ich. Kierownictwo W alki Podziem nej” i23. 121 Tamże, 1, 2, 3. Wspomnienia uczestników operacji specjalnej »Biirkl«, Borysa, Kunickie­ go, Ustaborowicza, Nowocienia, Raciborskiego i Schielberga mają nieocenioną wartość i wraz z zachowanymi dokumentami pozwalają ustalić przebieg tej operacji w sposób najbliższy prawdy. Dlatego należy sprostować sądy zawarte we wspomnieniach Eugeniusza Schielberga, poza nie drukowanymi, także drukowane ( Akcja na Burckla, w: Najnowsze dzieje Polski, t. I, Warszawa 1957; 90 sekundy „Walka Młodych” 1965, nr 44; Zatnach na Burckla, „Tygodnik Kulturalny” 1975, nr 14) oraz uwzględniające ich •stwierdzenia inne publikacje (iMaria Dylawerska i Danuta Kaczyńska, Akcje na niemieckich katów z Pawiaka, „Wojskowy Przegląd Historyczny” 1961, nr 4; Tadeusz Rawski, Zdzisław Stąpor, Jan Zamojski, W ojna wyzwoleńcza Narodu Polskiego w latach 1939 — 1945, Warszawa 1963, s. 330), nie znajdujące w zakresie ustaleń potwierdzenia w relacjach -i zachowanych dokumentach, a także sprzeczne z przyjętymi zasadami działania. Do takich spraw należy głównie opisana przez Schielberga sprawa dwóch wystawień akcji »Biirkl«: jednego w dniu 5 września 1943 r. i drugiego (kiedy do akcji doszło) w dniu 7 września 1943 r. Zorganizowanie akcji w dwóch terminach nie znajduje w niczym potwierdzenia (Nowocień tylko jeden raz wyjeżdżał samochodem, a Ustaborowicz tylko jeden raz przekazywał osobę Biirkla „Jeremiemu” ). Ponadto pierwsze wystawienie akcji w dniu 5 września jest nieprawdopodobne, bowiem dniem tym była niedziela, a żadna akcja nie była przeprowadzana w niedzielę. Autor niniejszej pracy przyjmuje więc, że akcja została wystawiona i przeprowadzona jeden raz, tj. w dniu 7 września 1943 r. 122 W okresie okupacji w prasie podziemnej opisano likwidację Biirkla: Oschar Burckl płaci rachunek , „Żołnierz Kresowy”, 1943, nr 1, ss. 1—-4. 123 „Biuletyn Informacyjny” 1943, nr 37/192. Funkcja Btirkla wymieniona w komunikacie nie odpowiadała faktycznie sprawowanej.

Rozdział 7

SPECJALNA OPERACJA BOJOWA »KRETSCHMANN« Prowadzona przez „Rayskiego” inwigilacja obsługi więziennej Pawiaka i funkcjonariuszy niemieckiej policji bezpieczeństwa, związanej zarówno z samym więzieniem jak i funkcjo­ nariuszami gestapo w gmachu przy alei Szucha, prowadzącymi lub koordynującymi śledz­ two, pozwalała na kontynuowanie rozpoznania niejako kompleksowo, czyli na codzienne do­ łączanie zauważonych faktów do charakterystyki wielu obserwowanych funkcjonariuszy. Suma tych obserwacji pozwalała kompletować dossier funkcjonariuszy d niemal codziennie ustalać stopień szczegółowości ich rozpoznania, a to z kolei dawało możność ustalania ko­ lejności przystąpienia do rozpoznań szczegółowych. Kolejnym funkcjonariuszem .niemieckiego aparatu terroru, który decyzją Kierownictwa Walki Podziemnej miał zostać zlikwidowany, był SS-Hauptscharfiihrcr August Kretschm ann124, wyróżniający się okrucieństwem zastępca komendanta obozu koncentracyjnego przy ulicy Gęsiej, a więc położonego w pobliżu więzienia na Pawiaku. Po likwidacji war­ szawskiego getta Niemcy przebudowali bloki dawnego więzienia wojskowego przy ulicy Zamenhofa, uzupełniając je nowymi budynkami wybudowanymi na uprzątniętych z gru­ zów placach przy Gęsiej na odcinku od Zamenhofa do Okopowej, tworząc tam kompleks zabudowań karnego obozu poprawczo-wychowawczego, a następnie koncentracyjnego. Groza tego obozu, bardzo mało opisanego w historiografii martyrologii narodu, była nie mniejsza niż wielu innych, bardziej znanych. Więźniom nie było wolno otrzymywać jakich­ kolwiek paczek z zewnątrz, nawet żywności, za najmniejsze zaś przewinienie faktyczne lub urojone bito ich, umieszczano w karcerach, wreszcie rozstrzeliwano i palono, bowiem na terenie obozu znajdowało się krematorium .125 Więźniowie obozu pochodzili z różnych kra­ jów europejskich podbitych przez Niemcy, gros jednak stanowili Polacy różnych wyznań. Często obóz ten stanowił teren likwidacji wielu więźniów Pawiaka. Według ‘informacji

124 W historiografii wymieniane są dwa stopnie Augusta Kretschmanna: SS-Hauptscharfiihrcr (Komunikat KWP z 7 października 1943 r. Leon Wanat, Aleksander Kunicki i M. Dylawerska, D. Kaczyńska) oraz Haupsturmfuhrer SS (Władysław Bartoszewski). Prawidłowy sto­ pień, odnotowany równiież w zespole kartotek GKBZHwP, brzmi: SS-Hauptscharfiihrer, co od­ powiada wg stopni Wehrmachtu Oberfeldfcblowi, a w nomenklaturze polskiej sierżantowi. Po­ równując stopnie funkcjonariuszy obsługi więziennej oraz Kretschmanna ze stopniami jego ko­ legów, wydaje się niewątpliwe, że miał on stopień sierżanta, a nie kapitana. 125 MiD W IH, sygn. III/2 9 /ll, informacje komórek więziennych AK w Warszawie, inf. bież. 5 VI 43; 21 V II 43; 1 IX 43; nr 70/9; 103/5; 155/14. Kazimierz Moczarski (R ozm ow y z katem , Warszawa 1977, s. 293) podaje wypowiedź Stroopa na ten temat: „... Jeśli idzie o realia, to wymagałem od podwładnych, aby uruchomili wszyst­ kie kontakty, cywilne, policyjne i wojskowe, wszystkie możliwości szybkiego sprowadzania środ­ ków technicznych i więźniów do prac rozbiórkowo-budo wlanych i niwelacyjnych w byłym getcie. Udało mi się to, ale częściowo. Natychmiast przekształciłem obóz pracy w Konzentrationslager Warschau dla Żydów'. D r Hahn, dr Kah oraz gubernator Fischer mało mi pomagali, bo byli zzjęci rozwiązywaniem nabrzmiałej według nich sytuacji w aryjskim społeczeństwie Warszawy. Musiałem interweniować u Heinricha Himmlera, który rozumiał i podzielał moje plany. Wydał specjalny rozkaz. Pozwożono mi resztki Żydów z GG a Europy. Praca szła na całego. Obóz był dozorowany przez kierownictwo Pawiaka. Oficjalne jego otwarcie nastąpiło 19 lipca 1943 r. Roz­ budowano go później solidnie a pracowało w nim na przełomie lat 1943/44 kilka tysięcy spe­ cjalistów żydowskich”.

»K re tsc h m a n n « — charakterystyka

189

podziemnej komórki więziennej, w d n iu 1 września 1943 r. ochronę d obsługę więzienną obozu przejęli w całości funkcjonariusze S S .126 Niezwłocznie po zakończeniu rozpoznania Franza Biirkla „Rayski” otrzym ał od kpt. „P ługa” rozkaz szczegółowego rozpracowania Augusta K retschm anna. W spom inając reali­ zację tego zadania pisze on: „Z K retschm annem miałem sprawę o tyle łatwiejszą od Biirkla, że dysponowałem pew ­ nym i danym i, które pochodziły od młodego człowieka, wykupionego właśnie za ciężkie pieniądze przez rodziców z »Gęsiówki«. Opisał on m i wygląd K retschm anna, zwracając uwagę na znak szczególny, (jakim była blizna na lewym policzku; powiedział, że K retsch­ m ann przychodzi na »Gęsiówkę« o 8, a opuszcza ją o 16, wreszcie, że mieszka gdzieś w okolicy ulicy Górnośląskiej. Niby to niewiele, ale stanowiło istotny p u n k t zaczepienia, jakiego w ogóle nic posia­ dałem, rozpoczynając rozpoznanie Biirkla. Byłem więc dobrej myśli. I rzeczywiście, roz­ poznanie poszło stosunkowo łatwo, trwało zaledwie dwanaście dni. Podzieliłem je na trzy fazy. W pierwszej chodziło o zidentyfikowanie K retschm anna na ulicy, w drugiej o ustalenie jego dokładnego adresu, w trzeciej wreszcie o ustalenie g o ­ dziny wychodzenia do służby i pow rotu do dom u. A więc schemat mniej więcej taki sam jak przy Blirklu. W wykonaniu tego zadania współdziałali ze m ną 'wymienieni już uprzednio »Żak«, »Żar« i trzeci wywiadowca, którego nazwiska nie znałem. M iał pseudonim »Robak« i podobnie jak »Żak« pracował wf polskiej policji kryminalnej. Pierwszy zidentyfikował K retschm anna »Żar«. Spostrzegł go na przystanku tramwajowym na placu Teatralnym , tam bowiem ustanowiłem punkt obserwacyjny, wiedząc, że na przystanku tym ze względu na bliskość »Gęsiówki« przynajm niej dwa razy dziennie — rano i po obiedzie — m ożna spotkać wielu członków jej załogi udających się na służbę bądź wracających do domu. Obserwacje poleciłem prowadzić dwa razy dziennie: przed godziną 8 rano i po godzi­ nie 16, bo taki był »dzień pracy« oprawców z Gęsiej. Okazało się, że przewidywałem słusz­ nie, bo już na drugi dzień, krótko po godzinie 16, »Żar« zauważył gestapowca odpowiadają­ cego posiadanemu przez nas rysopisowi. Był w m undurze, policzek przecinała m u blizna. Wsiadł do tram w aju »0«. Niestety tramwaje tej linii były przeznaczone wyłącznic dla Niemców, więc »Żar« nie mógł za K retschm annem wsiąść, by przekonać się, gdzie on mieszka. Ale już nazajutrz uczynił to »Robak«, który z racji swej pracy w policji miał prawo jeździć także i tym tramwajem. W ysiadł za K retschm annem przy rogu Alej Ujazdowskich i Piusa X I (obecnie Piękna — przyp. P.S.) i ostrożnie za nim poszedł, odprowadzając go aż do ulicy Dmochowskiego 2, gdzie w bramie zniknął K retschm ann. Teraz do akcji wdączył się »Żak« i sprawrdził przy pomocy swych kontaktów w niemiec­ kim urzędzie m eldunkowym , że w dom u przy Śniegockiej 2 istotnie jest zameldowany August K retschm ann. Jeszcze przez kilka dni moi wywiadowcy obserwowali zastępcę kom endanta »Gęsiówki«. Obserwacja ta była prow adzana rano i po obiedzie z dwóch punktów: z przystanku na rogu Alej Ujazdowskich i Piusa X I i z przystanku na placu Teatralnym . 12 września mogłem zameldować »Pługowi«, że rozkaz został wykonany i przekazać m u wyniki rozpoznania” 127. Równolegle z prowadzeniem rozpoznania przez „Rayskiego” trw ały w oddziale przygo­ towania do przeprowadzenia samej akcji. Z racji dotyczących „Jeremiego”, o których wspo­ minaliśmy uprzednio, jak i kolejności plutonów w oddziale, pierwszą akcję wykonywaną przez oddział dowódca powierzył I plutonowi. D rugą, kolejną, powinien był przeprowadzić II pluton. K pt. „P ług” rozkazał więc „M irskiem u” wybrać dowódcę akcji spośród żołnie­ rzy II plutonu. C hętnych do jej wykonania było wielu. Poza samym dowódcą plutonu 120 T a m że , ss. 249, 293. 527 A leksander K unicki, dz. cyt., ss. 96— 98 o raz jego relacja.

190

Specjalne operacje bojowe w 1943 f\

dowództwo jej chcieli objąć zarówno zastępca „M irskiego” , „O rkan”, jak i dowódca I drużyny „K opeć”, a także „Zaw ał”, „O ssoria” i inni żołnierze poszczególnych drużyn i sekcji. W ybór był tru d n y zarówno z punktu widzenia obsady dowódcy, gwarantującego prawidłowość przeprowadzenia akcji, jak i ambicji poszczególnych żołnierzy. „M irski” sprawę tę konsultował z dowódcą oddziału i uzyskał zapewnienie, że dalsze dwie akcje, skierowane również przeciwko funkcjonariuszom więziennym gestapo, które są właśnie planowane, otrzym a do wykonania II pluton. Z uwagi na to, że oddział stanowił jako ca­ łość organizację jeszcze nie okrzepłą i dopiero co sform owaną, dowódca oddziału niechęt­ nie odnosił się do kandydatur n a dowódców akcji dowódców plutonów lub ich zastęp­ ców.128 Zaakceptował więc na dowódcę akcji przeciwko Kretschm annow i kandydaturę „K opcia”, dowódcy 1. drużyny w II plutonie. Stanisław Jastrzębski129 („K opeć” ) urodził się 10 listopada 1920 r. w Warszawie. Dodać tu trzeba, że urodził się i wychował w dzielnicy Warszawy, która należała do dzielnic wyciskających swoiste znamię na jej mieszkańcach i posiadała swój odrębny charakter, mia­ nowicie na Powiślu. U rodził się w alei 3 M aja pod num erem 8 i tam spędził pierwsze lata życia, zaś okres tuż przed wojną i lata okupacji — w tejże alei 3 M aja pod num erem 16. Pochodził z wielodzietnej rodziny pracow nika rzeźni miejskiej, która to rzeźnia przed przeniesieniem jej na Pragę znajdowała się przy ulicy Solec. Wychowywał się wespół z trze­ ma siostrami i dwoma braćm i pod opieką matki, zajmującej się domem, a przede wszyst­ kim wychowaniem dzieci. Ojciec poza pracą w rzeźni zajmował się dodatkowo adm ini­ stracją domów mieszkalnych. Rodzice wszczepili w dzieci zasady posłuszeństwa, karność w zasadzie unikał kolizji z przyjętym i norm am i zachowania. Od najmłodszych lat lubił m undur i wojsko. U kończył szkołę powszechną n r 123 przy ulicy Solec 20. W czwartym oddziale tejże szkoły zapisał się do harcerstwa, z którym kontakt rwał się później wsku­ tek częstych zmian szkół średnich. Uczęszczał do V G im nazjum Miejskiego, które po dwóch latach zostało zamknięte, wobec czego przeniósł się do gimnazjum dyr. Kozickiego przy ulicy Bednarskiej. Było to jednak gim nazjum bez praw, wobec czego po roku nauki zdał egzamin do VI Miejskiego G im nazjum im. Lisa-Kuli. Po krótkim okresie został przeł niesiony do szkoły Stowarzyszenia D yrektorów Średnich Szkół Państwowych przy K ra­ kowskim Przedmieściu, w której ukończył I klasę liceum. M im o częstych zmian szkół uczył się dobrze i um iał w miarę potrzeby ,*przysiąść fałdów” i wydobyć z lektury książek maksimum wiedzy. W 1939 ¡r. po raz pierwszy znalazł się w obozie przysposobienia woj­ skowego i tam dopiero poczuł się „jak ryba w wodzie”. D nia 7 września 1939 r. opuścił Warszawę i przemierzywszy szm at drogi dotarł aż do Kowla, aby następnie przez Łuck rozpocząć pow rotną drogę do Warszawy. Po drodze został internowany przez Niemców w tymczasowym obozie, założonym na lotnisku w Lublinie, z którego zbiegł. D o W ar­ szawy powrócił 30 września, wznawiając wkrótce naukę w II klasie licealnej. N auka trwała jednak tylko jeden miesiąc, do czasu zamknięcia szkół średnich przez władze okupacyjne. Później uczęszczał do szkoły chemicznej, którą ukończył w 1942 r. Zim ą z 1939 na 1940 r. wspólnie z kolegami szklił okna w warszawskich mieszkaniach. Równocześnie, za pośred­ nictwem swych kolegów, Stanisława Ziclskicgo i K onrada Piłatowicza, wstąpił do Służby Zwycięstwu Polski. Dostał przydział do batalionu »Bazylika« plutonu »Karaś«, w ram ach którego rozpoczął szkolenie wojskowe i kolportaż prasy. W niedługim czasie nastąpiła wpadka i zerwanie kontaktów. Okresowo pracował w Urzędzie O płat Stemplowych. Póź­ niej przez K onrada Piłatowicza dostał się pow tórnie do konspiracji, do hufca Szarych Szeregów »Powiśle«. W szedł w skład sekcji dowodzonej przez „Rawicza”, w której byli także „Bolec”, „Żegota”, „N iem ira”. N adal wytrwale się szkolił. Ukończył kursy tereno­ znawstwa, samochodowe, sanitarne, bronioznawstwa, na których poznał „O rkana”. W II kwartale 1942 r. rozpoczął kurs szkoły podchorążych piechoty, który ukończył 128 Relacja Adama Borysa, 3. 129 Ustalenia Komisji Historycznej.

»Kfetschmann « — dowódca akcji

191

w grudniu 1942 cr. w stopniu st. Strzelca podchorążego. Również za pośrednictwem K on­ rada poznał Halinę Czarniecką, harcerkę działającą w żeńskich Szarych Szeregach, póź­ niejszą swoją narzeczoną.130 W okresie okupacji posiadał więc drugi, życzliwy dom ro­ dzinny H aliny przy Tw ardej. W początkach 1943 r. został wykładowcą w szkole pod­ oficerskiej. W raz z „Rawiczem” brał udział w ubezpieczaniu akcji pod Arsenałem na Długiej. W czasie tej akcji zabił pierwszego w życiu Niemca. Był rad, że dobrze wykonał zadanie i że miał m ożność zabić nieprzyjaciela w bitwie, ale na tem at jego przeżyć z tym związanych niewiele wiemy. Był wtedy żołnierzem karnym , zdyscyplinowanym, bitnym, konkretnym , konsekwentnym i bezkompormisowym w wykonywaniu otrzymywanych roz­ kazów, lecz równocześnie człowiekiem m ałom ównym , choć łatwym we współżyciu. Po śmierci Alka Dawidowskiego w wyniku akcji pod Arsenałem dowództwo drużyny »SAD 100« objął „M irski”, jego zastępcą został „O rkan”, zaś „K opeć” dowódcą sekcji. „K opeć” brał udział w akcjach p o d Pogorzelą i W ilanowem. T eraz został dowódcą akcji przeciwko K retschm ann o w i130a. Swoją rozmowę z kpt. „Pługiem ” i przygotowania do przeprowa­ dzenia akcji tak wspomina: „Chciałem jak najlepiej przygotować się na spotkanie z dowódcą, ale z wyjątkiem zmia­ ny m arynarki n a nowszą nic innego nie wykombinowałem. Kpt. »Pług« był wzorem żoł­ nierza, konspiratora, obywatela; widziałem w nim wszystkie zalety, nie dostrzegając żad­ nej wady, zresztą tak byłem m u podporządkowany, że wydawało m i się, iż każdy najbar­ dziej chyba niebezpieczny rozkaz byłbym zdolny dla niego wykonać. N a spotkaniu »Pług« pogawędził z nam i i wreszcie powiedział: — Panie »Kopeć«, powierzono panu dowodzenie w akcji na K retschm anna. Dowódca w krótkich słowach wyjaśnił, jak wyobraża sobie zastrzelenie K retschm anna i nic wdając się w szczegóły um ówił m nie z »Rayskim«. Spotkanie m iało odbyć się 13 września n a placu Teatralnym , a z »Rayskim« miałem się poznać trzymając w reku um ó­ wione rzeczy. O umówionej godzinie, to jest o 16, byłem na placu Teatralnym przed ratuszem. Ledwo wkroczyłem na plac T eatralny, skoncentrowałem się na wyszukaniu w tłum ie »Rayskie­ go«. Nie widziałem go nigdy przedtem , stąd też oprócz opisu jego wyglądu, który »D y­ rektor« z grubsza m i przekazał, znakiem rozpoznawczym był »szmatławiec«, czyli »Nowy K urier Warszawski« wydawany przez Niemców. M ieliśmy go trzymać w prawym ręku. Chwilę postałem w um ów ionym miejscu, gdy zobaczyłem człowieka z gazetą w prawym ręku, ubranego w szary płaszcz i cyklistówkę. Spod płaszcza widać było spodnie, tzw. pumpy. W yglądał na lat czterdzieści i tak niepozornie, że chyba nikt nie odgadłby w nim wielkiego asa wywiadu. Jedynie jego oczy zrobiły na m nie bardzo duże wrażenie, oczy koloru szarego o tak przenikliwym spojrzeniu, że jak m nie tym i oczami zlustrował, wy­ dawało m i się, że przeniknął mnie na wskroś. Przynajmniej tak to wtedy odczułem. Przywitaliśm y się z »Rayskim« 131 podaniem ręki, wymieniając nasze pseudonimy. »Rayski« zaczął m i przekazywać wszystkie wiadomości o K retschm annie, jakimi dyspono­ wał, o jego funkcji w gestapo, jego pracy, ubiorze, poruszaniu się, wyglądzie zewnętrznym. Opowiadając »Rayski« bacznie obserwował w ylot ulicy Bielańskiej, gdyż, jak twierdził, K retschm ann winien się pokazać z tego kierunku. Często po wyjściu z »Gęsiówki« szedł piechotą do placu Teatralnego, tu wsiadał na przystanku w tram w aj »0«, przeznaczony tylko dla Niemców, i odjeżdżał w kierunku Nowego Światu i Alej Ujazdowskich. T u wysiadał na przystanku znajdującym się na rogu Piusa X I i Alej Ujazdowskich 'i dalej szedł piechotą do swego miejsca zamieszkania przy Śniegockiej koło Rozbrat. Obecnie żona Stanisław a Jastrzębskiego. isoa P ow staniu W arszaw skim aw ansow any na stopień podporucznika i odznaczony p o ­ nownie K rzyżem W alecznych. P o upadku Pow stania przebyw ał w obozie jenieckim. P o pow ro­ cie do Polski okresowo w ięzień polityczny, a następnie stu d en t wyższej uczelni. M g r inż. n au k agrotechnicznych ze Specjalnością technologii drew na. P ro jek tan t obiektów przem ysłow ych w k ra­ ju i za granicą. Obecnie em eryt, inw alida w ojenny I I grupy. 131 Potw ierdza te fakty w swojej relacji A leksander K unicki. 130

192

Specjalne operacje bojowe w 1943 r.

W pewnej chwili »Rayski« zobaczył znaną m u sylwetkę samochodu, a w nim Kretschm auna, ale nim zdołał m i go wskazać, a ja z kolei m u się przyjrzeć, zdołałem tylko zoba­ czyć sylwetkę gestpowca w czarnym m undurze, stojącego w otwartej budzie samochodu dość szybko przejeżdżającego kilkanaście m etrów od naszego stanowiska obserwacyjnego. Jednak »Rayski« nie zraził się tym chwilowym niepowodzeniem. Powiedział, że łatwiej będzie »przekazać« K retschm anna na Piusa X I, dlatego też umówił się ze m ną w następnym dniu na Górnośląskiej przy zbiegu z Myśliwiecką. Spoi kanie to również odbyło się o go­ dzinie 16. Mieliśmy co najmniej pół godziny czasu do przyjścia K retschm anna, chwilę więc pospacerowaliśmy po Górnośląskiej. W tym czasie »Rayski«, jak zwykle nie tracąc czasu opowiadał m i dalsze szczegóły o »naszym« gestapowcu. W tedy dowiedziałem się, że na lewym policzku ma czerwone znamię, jakby odcisk palca. Jednocześnie naświetlił mi charakterystykę mieszkaniowej dzielnicy niemieckiej, gdzie K retschm ann mieszkał, szcze­ gólnie pod względem rozmieszczenia sił niemieckich. Przez kilkanaście następnych m inut oczekiwaliśmy na K retschm anna w bramie dom u nr 24 przy Górnośląskiej. Zdaniem »Rayskiego« winien on przejść obok n as przed go­ dziną 16.30, co też się stało. Szedł krokiem raczej szybkim, -pewnym, nie oglądając się za siebie. Był tym razem również w m undurze gestapowca, n a lewym ram ieniu miał litery SD, przy pasie u prawego beku, lekko z tyłu, pistolet w kaburze, n a nogach buty z cho­ lewami, w ręku teczkę skórzaną. Pożegnałem szybko »Rayskiego« i pobiegłem za nim. Przeskoczyłem na drugą stronę ulicy, przegoniłem go i przebiegłszy dalszych kilkadziesiąt metrów przeszedłem z powro­ tem na tę stronę ulicy, po której szedł K retschm ann. Zatrzymałem się n a rogu ulicy Rozbrat i Górnośląskiej i pow tórnie przyjrzałem się Kretach mannowi, który w chwilę potem przeszedł kolo mnie. Doszedłem do wniosku, że K retschm ann nie zwrócił na mnie żadnej uwagi lub po prostu nie zostałem przez niego zauważony, więc poszedłem za nim dalej. Z ulicy Rozbrat wszedł w ulicę Śniegockicj i zniknął w bram ie dom u n r 2. Tego więc dnia udało mi się poznać K retschm anna, ustalić jego popołudniową drogę z Alej Ujazdowskich do dom u oraz dom, w którym mieszkał. Następnego dnia byłem na ulicy Rozbrat przed godziną 7 rano, gdyż zgodnie z da­ nymi otrzym anym i od »Rayskiego« K retschm ann o tej właśnie porze wychodził z domu udając się na »Gęsiówkę«. T y m razem stanąłem na ulicy Rozbrat, około 20 m etrów za Górnośląską w kierunku Myśliwieckiej, uważałem bowiem, żc z tej odległości rozpoznam charakterystyczną sylwetkę K retschm anna, nie wpadając m u w oczy. N ie mogłem prze­ cież pozwolić na to, by zorientował się, że jest obserwowany. Tego dnia K retschm ann wyszedł z dom u o godzinie 7.05. Również idąc tym razem d a­ leko za nim dotarłem do Alej Ujazdowskich i tu, na rogu Piusa X I, po kilku m inutach oczekiwania K retschm ann wsiadł do tram waju »0« jadącego w kierunku Nowego Światu i dalej na plac Teatralny. Zadowolony z wyników obserwacji wróciłem z powrotem na Rozbrat, dokładnie roz­ glądając się w terenie. Jako warszawiak urodzony na Powiślu, ulice te znałem dość dobrze jeszcze z czasów mego dzieciństwa. A kurat na rogu ulic Rozbrat i Dmochowskiego był budynek II G im nazjum Miejskiego im. Jana Kochanowskiego, gdzie chodziła moja siostra Danusia. Znajomość terenu ułatwiła m i wybór miejsca akcji. Jeszcze tego samego dnia umówiłem się na spotkanie z »Mają«. Przyszła do mego mieszkania i po omówieniu jej zadania dalszego obserwowania K retschm anna w oko­ licach miejsca jego zamieszkania oraz w okolicach placu Teatralnego wyszliśmy w tym dniu po południu na ulicę Rozbrat. Przekazanie do dalszej obserwacji zrobiłem w podobny sposób jak to uczyniliśm y z »Rayskim«. Teraz obserwację K retschm anna przejęła cał­ kowicie »Maja«. Wykazała przy tym duże zdolności wywiadowcze, gdyż wyniki jej ob­ serwacji były podane w sposób rzeczowy, wyczerpujący zagadnienie rozpoznania K ret­ schmanna. W wyniku przeprowadzonego przez siebie i »Maję« rozpoznania ustaliłem, że K ret-

»Kretschmann « — rozpoznanie

193

schm ann wychodzi z docnu o godzinie 7.05 — 7.10, idzie ulicam i Dmochowskiego, Rozbrat, Górnośląską, w górę po schyłkach, Piusa X I do Alej Ujazdowskich i tu wsiada w tramwaj »0« wiozący go do placu Teatralnego albo w samochód ciężarowy gestapo jadący z alei Szucha przez Aleje Ujazdowskie n a Pawiak. W raca z »Gęsiówki« przez plac Teatralny, na którym jest między 16 a 16.10, tu wsiada w tramwaj »0«, dojeżdża tą samą trasą do Alej Ujazdowskich i Piusa X I i piechotą wraca tą samą drogą do dom u. Ulica Dmochowskiego leżała w dzielnicy niemieckiej. Polacy w większości zostali z niej wysiedleni, w prow adzili się Niemcy, przeważnie funkcjonariusze żandarm erii i adm ini­ stracji niemieckiej. Piękne, duże mieszkania zajmowane były często przez jedną lub dwie osoby, stąd też cała dzielnica była rzadko zaludniona i ruch na ulicach niewielki. Dlatego w czasie obserwacji należało uważać, by K retschm ann n ie zauważył (niczego podejrzanego. Z jego poruszania się p o ulicach w idać było, że nie obawia się niczego, że naw et nie skojarzył sobie zastrzelenia przed kilku dniam i Biirkla i wynikającego z tego faktu ostrze­ żenia dla siebie. N ie przerywając dalszej obserwacji K retschm anna przez »Maję«, przystąpiłem do opra­ cowania planu akcji. M iałem do dyspozycji dwa miejsca możliwe do jej przeprowadzenia: pierwsze to plac Teatralny, drugie to ulica Rozbrat. P o analizie odrzuciłem plac T eatralny ze względu n a to, że K retschm ann jadąc różnym i środkam i lokomocji — tram wajem lub autobusem — nie zawsze był uchw ytny w określonym miejscu n a placu i dla wykonania zadania należałoby plan akcji realizować w dw óch wariantach. D ochodziła więc dodat­ kowa trudność: podwójna sygnalizacja, zm iana rozstawienia uczestników akcji itd. D rugie miejsce akcji, ulica Rozbrat, nic nastręczała specjalnych trudności. K retschm ann szedł pieszo tym i samymi ulicam i i mniej więcej w' tym samym czasie. A ponieważ stale musiał chodzić do pracy na tę samą 8 godzinę, a z pow rotem p o 16 mógł zatrzym ać się dłużej albo gdzieś wstąpić po drodze, postanowiłem akcję przeprowadzić w godzinach rannych. N ajpierw sporządziłem szkic ulic wr pobliżu miejsca zamieszkania K retschm anna, wy­ mierzyłem w terenie krokami i naniosłem n a plan wszystkie wymiary. W ym iary te obej­ mowały między innym i odległość od wejścia do dom u K retschm anna do ulicy Rozbrat, szerokość jezdni i chodników na ulicy Dmochowskiego, odległość od skrzyżowania ulicy Dmochowskiego z ulicą Rozbrat d o ulicy Cecylii Śniegockiej, do ulicy Szarej, do ulicy Górnośląskiej. Dalej przemierzyłem krokam i ulicę Cecylii Śniegockiej do ulicy D m ochow ­ skiego i dalej do ulicy Czerniakowskiej. N a szkicu tym naniosłem obiekty nieprzyjacielskie, a m. in. D om Akademiczek przy Górnośląskiej, gdzie przez cały okres okupacji stacjono­ wały jednostki wojskowe, aktualnie zaś mieściły się tam koszary batalionu Schutzpolizei, z zewnętrznym posterunkiem w sile jednego żandarm a, odległe od rogu ulic Rozbrat i Górnośląskiej około 80 m. D o akcji wytypowałem znanych m i kolegów z mojej drużyny, których uważałem za najlepszych, najbardziej przydatnych do wykonania takiego zadania. Byli to: »Rawicz«, »Bolec«, »Cyklon«, »Niemira«. Jako dowódca akcji postanowiłem jednocześnie być pier­ wszym wykonawcą. M iałem za zadanie zastrzelić K retschm anna, odebrać m u dokum enty osobiste i broń, a wycofując się do sam ochodu po wykonaniu zadania ubezpieczać wy­ cofywanie się pozostałych uczestników akcji, strzelając w kierunku największego spodzie­ wanego zagrożenia, to jest w stronę Górnośląskiej. D la siebie zaplanowałem następujące uzbrojenie: 1. pistolet maszynowy typu Sten kal. 9 m m + 2 magazynki z am unicją — razem 60 szt.; 2. pistolet typu Parabellum kal. 9 m m + 2 m agazynki ¡po 9 szt. am unicji; 3. pistolet typu C olt kal. 7,65 m m + 2 m agazynki po 7 szt. amunicji. »Rawicz«, typowany przeze m nie jako zastępca dowódcy akcji miał spełniać również rolę ubezpieczenia od strony Górnośląskiej, a w początkowej fazie akcji rolę sygnalizatora przekazującego m i nadawane przez »Bolca« sygnały o zbliżaniu się K retschm anna. »Rawicz« miał być uzbrojony w następującą broń:

194

Specjalne operacje bojowe w 1943 r.

1. pistolet maszynowy typu Sten + 2 magazynki — razem 60 szt. am unicji; 2. pistolet typu Vis kal. 9 m m + 2 m agazynki po 9 szt. amunicji. »Bolec« miał za zadanie ubezpieczać akcję od strony ulic Szarej i Cecylii Śniegockiej. W początkowej fazie akcji m iał za zadanie zasygnalizować wyjście K retschm anna z dom u i tę wiadomość przekazać »Rawiczowi«. »Bolec« miał być uzbrojony w pistolet typu Vis kal. 9 m m i 4 magazynki. »Cyklon«, typowany na drugiego wykonawcę, miał zająć stanowisko obok m nie i za­ daniem jego było w raz ze m ną zastrzelić K retschm anna. Uzbrojenie »Cyklona« to pistolet typu Vis kal. 9 m m i 2 m agazynki po 9 szt. am unicji oraz pistolet typu C olt kal. 7 m m i 2 magazynki. »Niem ira« miał za zadanie kierować samochodem BM W , trzym ać go w pobliżu miej­ sca akcji i po wykonaniu zadania ewakuować wszystkich uczestników. Jego uzbrojenie to pistolet typu Vis kal. 9 m m i 2 magazynki. W ytypow anych uczestników akcji znałem od dawna, kandydaturę każdego z osobna przeanalizowałem p o d względem przydatności do wykonania poszczególych zadań. Z »Ra­ wiczem« byłem w akcji pod Arsenałem, widziałem go sam otnie stojącego przez dwadzie­ ścia m in u t trw ania akcji n a w yludnionej ulicy; widać było, że doskonale w ytrzym ał psy­ chicznie ten strasznie długi okres bezczynności w oczekiwaniu n a uderzenie wroga. W ie­ działem, że mogę na niego liczyć. Poza tym był z nas wszystkich najbardziej praktycznie wyszkolonym żołnierzem. »Bolec« m iał ubezpieczać o d ulic Szarej i Czerniakowskiej. Poza tym chciałem m u po­ wierzyć ważne zadanie zasygnalizowania wyjścia K retschm anna z dom u, przekazanie od­ powiedniego znaku »Rawiczowi«. Z akcji pod Arsenałem wyniosłem o nim bardzo d o ­ bre wrażenie jako o dobrym żołnierzu, n ie rezygnującym do końca z możliwości wzięcia udziału w akcji, przytom nie zachowującym się w czasie jej trwania, czego dowiódł przez bardzo celne rzucanie granatów w kierunku więźniarki, co jednocześnie mówiło o jego opanowaniu. »Niem ira« m iał być kierowcą samochodu. Nie widziałem go do tej pory w akcji, ale wiedziałem, że jest wyśm ienitym kierowcą, a przy tym potrafiącym bardzo rzeczowo oceniać sytuację. Zresztą z tym i trzem a kolegami znaliśm y się od lat, a często stykając się na różnych odprawach, a nawet prywatnie, zdawałem sobie doskonale sprawę, jaki kto jest i czy może być przydatny do wykonania takiego zadania. »Cyklon« to inny rozdział w naszym od­ dziale. Poznałem go przy obejmowaniu drużyny w oddziale «Agat», do której został przydzielony w raz ze swym przyjacielem »Burzą«. »Cyklon« po prostu rwał się do walki. Znane m i były jego akcje z pracy konspiracyjnej. Jeszcze w ram ach sekcji »Zawała« brał udział w zdobywaniu sam ochodu B M W w Zalesiu pod W arszawą, w azasie której został zdekonspirowany wraz z »Burzą« i m usiał się przenieść z rodzinnego miasteczka i ukryw ać w Warszawie. Zdobył wtedy sam ochód, który m iał być teraz użyty d o akcji. Kiedyś idąc przez zaciemnione ulice W arszawy spostrzegł żołnierza niemieckiego uzbro­ jonego w pistolet umieszczony w kaburze p rzy pasie. Ponieważ »Cyklon« nie m iał przy sobie broni, a wydawało mu się, że jest to świetna okazja zdobycia pistoletu, podbiegł do kiosku spożywczego, kupił butelkę oranżady i tą butelką wyrżnął w łeb Niemca, zabierając m u broń. M ówił, że jeśli będzie brał udział w jakiejś akcji, żeby m u tę broń właśnie przydzielić, bo to jest jego maskotka. Uważał, że broń ta przyniesie m u szczęście. Rozstawiam więc przyszłych wykonawców n a sporządzonych przez siebie szkicach sytuacyjnych. Liczę czas potrzebny do przebiegnięcia tego czy innego odcinka drogi. W tym też czasie przeprowadziłem rozmowy ze wszystkimi żołnierzami typowanym i do akcji. Wszyscy wytypowani przeze m nie żołnierze bez wahania zgodzili się wziąć udział w akcji. Sondowałem w tej kwestii każdego z osobna, nikt nie dostał żadnego rozkazu, by wziąć udział w akcji, każdy uważał to za ochotnicze zgłoszenie się do walki oczekiwanej od dawna, do walki z bronią w ręku. Uczestników akcji przedstawiłem »M irskiem u«, jemu też zameldowałem o gotowości

»Kretschmann«. — plan akcji

195

spotkania z dow ódcą w celu «przedstawienia p lan u akcji. N im jednak doszło do spotkania z dowódcą, odbyłem odprawę z przyszłymi uczestnikami, na której przedstawiłem plan naszego działania. N a odprawie tej różnie podchodzili oni do wykonania zadania. N aj­ bardziej kompleksowo podeszli do zagadnienia »Rawicz« i »Niemira«. Rozważali p lan rzeczowo i spokojnie, m ożna powiedzieć z pewną rezerwą i bez specjalnej emocji. Roz­ ważali, c zy akcja ma szanse powodzenia i raz po raz wtrącali swe zapytania d uwagi. Inną postawę zaprezentowali »Bolec« .i »Cyklon«. Ci zaraz po wysłuchaniu planu akcji i przydzieleniu uczestnikom przypadających im zadań twierdzili, że akcja m a pełne szan­ se powodzenia i że gotowi iść w każdy ogień. K pt. „P łu g ” wyznaczył odprawę przedakcyjną na 19 września 1943 r. o godzinie 16. Uczestniczył w niej również dowódca naszego plutonu »M irski«. O dpraw a odbyła się w moim mieszkaniu przy alei 3 Maja. Referuję p lan akcji, wskazując palcem każdego uczestnika iprzy określaniu jego zadania. Dowódca .oddziału akceptuje plan akcji, zw raca uwagę na pewne szczegóły — jedne mniej ważne, ‘i nne jego zdaniem ważniejsze — i w tedy je uwypukla. Ostatecznie plan akcji przedstawia się następująco: O godzinie 6.50 w dniu przeprowadzenia akcji, to jest 24 września 1943 r., uczestnicy akcji z wyjątkiem »Niem iry« spotkać się mają przy ulicy Szarej, w bramie dom u n r 14. Punktualnie na tę godzinę łączniczki »M aja« i »Scarlett« mają przywieźć broń z maga­ zynu przy ulicy Grójeckiej. Zajęcie stanowisk ma nastąpić o godzinie 7.05. »Bolec« m a stanąć na rogu Dmochowskiego i Cecylii Śniegockiej, w odległości około 40 m od wej­ ścia do dom u, w którym mieszka K retschm ann. M a on obserwować ten dom , a po za­ uważeniu, że K retschm ann w ychodzi z niego, zasygnalizować ten fakt »Rawiczowi« przez zdjęcie czapki. N astępnie »Bolec« m a przejść około 80 m ulicą Cecylii Śniegockiej do ulicy Rozbrat, tu na rogu tych ulic zatrzym ać się, a następnie ubezpieczać z tego miejsca akcję, strzelając w razie ukazanćia się nieprzyjaciela w ulicę Rozbrat w «kierunku Szarej i w ulicę Cecylii Śniegockiej w kierunku Czerniakowskiej. »Rawicz« m a zająć stanowisko n a rogu ulic Rozbrat ‘i Cecylii śniegockiej. Po spostrze­ żeniu sygnału »Bolca«, dającego m u znak, że K retschm ann wyszedł z dom u, zdjęciem kapelusza, sygnalizuje w m oim kierunku, a następnie przechodzi około 60 m w moją stronę i zajmuje stanowisko na rogu ulic Rozbrat i Dmochowskiego, przy posesji II G im ­ nazjum Miejskiego. M a za zadanie osłaniać akcję z kierunku Górnośląskiej. Ja z »Cy­ klonem« m am y spacerować ulicą Rozbrat od Cecylii Śniegockiej do Górnośląskiej w ocze­ kiwaniu na sygnał »Rawicza«. N atychm iast po zauważeniu tego sygnału m am y wejść w ulicę Dmochowskiego, spotykam y gdzieś w połowie drogi K retschm anna i po upew­ nieniu się, że osobą idącą naprzeciw nas jest K retschm ann, strzelamy, zabieramy doku­ m enty i broń i zawracamy biegiem do sam ochodu »Niem iry« stojącego na rogu ulic Rozbrat i Cecylii Śniegockiej. Przed sam ochodem ja zatrzym uję się i czekam na wycofanie się »Rawicza«, którego w tym czasie ubezpieczam. W siadam do sam ochodu ostatni na przednie siedzenie obok »Niem iry«. »N iem ira« podjeżdża na stanowisko n a ulicy Roz­ brat przy ulicy Cecylii Śniegockiej o godzinie 7.05. Samochód zw rócony jest w kierunku odjazdu, to jest w kierunku ulicy Szarej. G dy wszyscy już siedzimy w wozie, »Niemira« odjeżdża do Ludnej, L u d n ą do ulicy Solec i dalej d o ulicy Tam ka, gdzie oczekiwać ma lekarz naszego oddziału, »dr Maks«. K pt. »Pług« akceptuje przedstaw iony przeze m nie plan akcji, wyznacza jeszcze jedną odprawę przedakcyjną i um awia m nie z »Robertem« i »drem Maksem«. Z »Robertem« uzgadniam sposób pobrania broni krótkiej z m agazynu przy Czernia­ kowskiej i pistoletów maszynowych z m agazynu przy Grójeckiej. W dzień akcji do »Ro­ berta« i »Kohzy« mają zgłosić się »M aja« i »Scarlett«, odebrać broń i przewieźć rikszą na ulicę Szarą o wyznaczonej godzinie. »D ra M aksa« jeszcze nie widziałem, stąd też m u­ sieliśmy w jakiś sposób um ówić się. Pośrednikiem w tym był dowódca oddziału, który znając naszą trasę odskoku podał, że »dr M aks« będzie czekał n a nas n a rogu ulic Tam ka i Smulikowskiego. M iał on podejść do naszego samochodu i zapytać; — Czy panowie ja­

196

Specjalne operacje bojowe w 1943 r.

dą do K onstancina? — Odpowiedź nasza: — T ak — oznacza, że któryś z nas jest ranny. W tedy część chłopców wysiada, pozostaje tylko ranny. W siada »dr M aks« i albo za­ kłada rannem u opatrunek w samochodzie w przypadku lżejszej rany, albo kieruje samo­ chód do szpitala, w którym umieści rannego w przypadku cięższego zranienia. D zień przed akcją kładę się do łóżka późnym wieczorem, lecz długo nie mogę zasnąć. Zdaję sobie sprawę, że spoczywa na m nie wielka odpowiedzialność za udanie się akcji, za wszystkich kolegów biorących udział w akcji, za sprzęt. W tym nawale myśli moje bez­ pieczeństwo podświadomie odsuwam na dalszy plan. Po prostu nie m am czasu zastanawiać się nad możliwością, że ja sam mogę być zabity, ciężej lub lżej ranny, a nawet dostać się w ręce gestapo. W iem, żc najmniejsze uchybienie z mojej strony nie ujdzie uwagi dowódcy. Wiem, że jest bardzo wymagający i bardzo twardy. Bardzo go szanuję i podziwiam. W resz­ cie zmęczony zasypiam” I32. D nia 24 września 1943 r .133 o godzinie 6.58 „S carlett” i „M aja” doniosły broń n a punkt zborny przy ulicy Szarej 14. Spóźnienie powstało w związku z trudnością znalezienia środka lokomocji (rikszy ro­ werowej) do przetransportow ania broni z magazynu. N a klatce schodowej dom u nastąpił rozdział broni. O godzinie 7.08, zgodnie z planem, uczestnicy zajęli stanowiska. Sytuacja w terenie przedstawiała się następująco: n a ulicy Rozbrat stał samochód ciężarowy W ehrm achtu z kierowcą uzbrojonym w karabin. N a rogu ulic Dmochowskiego i Rozbrat stał sam o­ chód osobowy m arki M ercedes, do którego dwaj m łodzi ludzie ładowali jakieś paczki. Z ulicy Dmochowskiego wyszedł oficer żandarm erii, którego zachowanie wskazywało, że zwrócił uwagę na m łodych ludzi zgrupow anych na tym odcinku ulicy. Oficer prze­ szedł ulicę Rozbrat do ulicy Górnośląskiej. Z rogu ulic Rozbrat i Górnośląskiej „K opeć" i „C yklon” zauważyli, że oficer tłum aczył coś wartownikowi, który stał przed gmachem żandarm erii przy Górnośląskiej 14, a następnie wszedł do budynku. „K opeć” i „C yklon” zawrócili ulicą Rozbrat do ulicy Dmochowskiego. M inął ich kpt. „P ług”, kontrolujący rozstawienie uczestników przed akcją. Ponownie skierowali się w stronę Górnośląskiej. Zauważyli wówczas, że przed budynkiem przy Górnośląskiej 14 stało kilku żandarmów. W tej chwili „Rawicz” podał sygnał, że idzie K retschm ann. „K opeć” i „C yklon” weszli w ulicę Dmochowskiego. Około 60 m przed nim i, po d ru ­ giej stronie ulicy, szedł gestapowiec w towarzystwie kobiety. „K opeć” już z daleka poznał go po sylwetce i ruchach. „K opeć” wspomina: „Idzie w czarnym m undurze gestapowca, trzym ając w ręku teczkę. Jest bez płaszcza, u pasa w idać kaburę z bronią krótką. Obok niego idzie kobieta, której przy rozpoznawaniu K retschm anna dotąd nie widzieliśmy. Poznaję go z daleka po grubym czerwonym kar­ ku i po sposobie poruszania się. M niej więcej po przejściu 20 kroków rów nam y się z nim , z tym , że jesteśmy n a dw óch różnych trotuarach. N agle wołam do idącego obok po mojej lewej ręce »Cyklona«: — Skok! — Przebiegamy przez jezdnię, wyjmujemy w biegu broń. Ja wyszarpuję zatkniętą za pasek spodni parabelkę, »Cyklon« swego visa. Ja pierwszy dobiegam do K retschm anna, bo idąc od strony jezdni byłem bliżej, a poza tym ja jestem pierwszym wykonawcą. Z odległości najpierw czterech, potem trzech i wreszcie dwóch m e­ trów oddaję do K retschm anna -kilka strzałów. K retschm ann jest całkowicie zaskoczony, chwyta prawą ręką za kaburę, odpina ją i usiłuje wyjąć z niej pistolet. Jednakże jest ciężko ranny, bardzo krwawi, tak że jego ręka nie może już wyjąć broni. O statnią świadomością rezygnuje nagle z szukania ratunku w swej broni, odwraca się w kierunku swego dom u i stara się uciec. Chwiejnym 'krokiem, ale jednak dość szybko odbiega z powrotem kilka132 Stanisław Jastrzębski, Wspoyyinienia, (maszynopis), 3, oraz Zaczęło się pod Arsenał cyn, Warszawa 1981 (opublikowana poprawiona wersja wspomnień), passim. is3 Podstawowe opracowanie na temat tej akcji: Maria Dylawerska, Danuta Kaczyńska, Akcje na niemieckich katów z Pawiaka, „Wojskowy Przegląd Historyczny”, 1961, nr 1. Ustale­ nia w nim zawarte, zweryfikowane przez autora, zostały wykorzystane w niniejszym opracowaniu.

»K re tsc h m a n n « — akcja

197

naście metrów. Ja biegnę za nim , oddaję jeszcze jeden strzał, aż nagle zacina mi podnosiłem się zn ad K retschm anna, dostajemy pojedynczy ogień z okna dom u z naprzeciwka. M ieszkają tam tylko Niemcy. Chowam z pow rotem colta do kie­ szeni, rozpinani płaszcz i wyciągam pistolet maszynowy. Ogniem m ego pistoletu trzym am w szachu interweniujących Niem ców z pierwszego i drugiego piętra tego bundynku, zm u­ szając ich do schowania się wewnątrz ich mieszkań. Przypuszczalnie krzywdy nikom u nie zrobiłem, ale z miejsca poskutkowało, bo strzały z okien umilkły. Przeskakujemy na drugą stronę ulicy pod ścianę budynku, skąd dostaliśm y strzały. Zabezpiecza to od dal­ szego ostrzeliwania nas przez Niemców, gdyż żeby do nas strzelić, musieliby się wychylić z okien, a tego ryzykować nie chcieli. N atom iast z drugiej strony chodnika, tzn. tej, na której zostawiliśmy K retschm anna, nic nam nie grozi bo nie m a żadnego dom u przy par­ kanie okalającym dawne gimazjum. W yskakujemy na ulicę Rozbrat. T u przy m urku ogrodzeniowym posesji gimnazjalnej »Rawicz« strzela ze swego pistoletu maszynowego do dwóch policjantów granatowych, którzy po pierwszych strzałach »Rawicza« zaczęli uciekać w kierunku Myśliwieckiej. W tym czasie nadbiegli żandarm i z Górnośląskiej, ale zatrzym ani krótkim i seriami »Ra­ wicza« skryli się za narożnikiem drewnianego parkanu i stam tąd zaczęli ostrzeliwać »Rawicza« i nasz samochód. T e strzały jednak nie były groźne, gdyż celny ogień prowa­ dzony przez »Rawicza« spraw ił, że żandarm i bali się wysunąć do przodu ‘i nie mogli tycn samym zająć dogodnych pozycji strzeleckich. Oprócz nas na ulicy nie m a nikogo. Nie zidentyfikowany samochód osobowy na rogu Dmochowskiego 'i dwaj stojący obok niego m łodzi ludzie już zniknęli. W pobliżu samo­ chodu »Niem iry« stoi »Bolec«, ale nie m a potrzeby interweniować. Zrobił to za niego »Niemira«. Zobaczył on przez szybę przednią samochodu niemiecki samochód ciężarowy oddalony o około 25 m , a w nim kierowcę, żołnierza W ehrm achtu, uzbrojonego w karabin. Niemiec, gdy usłyszał pierwsze strzały, wyskoczył z szoferki, położył się ped wozem 'i za­ czął ostrzeliwać »Bolca«, »Rawicza« i »Niemirę«. W tedy »Niem ira« wychyliwszy się przez okienko strzelił ze swego pistoletu tak blisko Niemca, że ten podniósł się spod sa­ m ochodu i wskoczył do bram y dom u Rozbrat 34, przed którym stał jego samochód. Do końca akcji Niemiec już się nie pokazał. Dobiegliśmy do naszego wozu. Ja n a krótki m om ent zatrzymałem się przy samochodzie i kierując swój pistolet maszynowy w żandarm ów puściłem w ich kierunku krótką serię. Stanąłem bliżej środka ulicy, by umożliwić swobodne wycofanie się ze stanowiska »Ra­ wiczowi«. W tym czasie najpierw »Bolec«, a następnie »Cyklon« załadowali się do sa­ m ochodu siadając na tylne siedzenie, zaraz dołączył do nich »Rawicz«, ja wsiadłem za »Rawiczem«, plasując się n a przednim siedzeniu obok »Niemiry«. Jeszcze nie zdążyłem dobrze zam knąć drzwiczek, gdy »Niem ira« ruszył, skręcając natychm iast w prawo, w ulicę Cecylii Śniegockiej, zam iast jechać prosto ulicą Rozbrat, jak było zaplanowane. Zm iana trasy odskoku była konieczna ze względu na to, że strzelająca do nas grupa żandarm ów mogłaby mieć nas p ed ostrzałem jeszcze przez kilkadziesiąt sekund, jak również i żołnierz W ehrm achtu mógłby do nas zacząć strzelać, bowiem obok niego m u­ sielibyśmy przejeżdżać. N agły skręt w ulicę Cecylii Śniegockiej wykluczał i jedną, i drugą możliwość. Ale i tak, jak się później okazało, nasz samochód został trafiany trzem a p o ­ ciskami, dwa poniżej tylnego siedzenia, trzeci przebił blachę karoserii i utkw ił w oparciu.

198

Specjalne operacje bojowe w 1943

O dręczny szkic „K o p c ia ” (S tan isław Jastrzęb sk i) do rap o rtu z w ykonania specjalnej operacji bojowej »K retschm ann«

Ledwo ruszyliśmy, »Niemira« fachowo zapytał mnie, czy aby kropnęliśmy tego, na którego przeprowadzaliśmy akcję. W zasadzie byłem pewny swego, gdyż na długo przed­ tem zapoznawałem się z Kretschmannem. Niemniej dopiero teraz miałem możliwość sprawdzić legitymację Kretschmanna. Wyciągnąłem więc z kieszeni marynarki jego legi­ tymację i upewniłem się, że zastrzelony na ulicy Dmochowskiego gestapowiec nazywał się August Kretschmann. Ulicą Cecylii Śniegockiej dojechaliśmy do Czerniakowskiej, dalej przez Ludną, Solec i Dobrą do ulicy Tamka, gdzie u zbiegu z ulicą Smulikowskiego stał »dr Maks«. Trzy­ mał w ręku charakterystyczną dla lekarzy walizeczkę z medykamentami i przypuszczalnie z drobnym wyposażeniem chirurgicznym. Podszedł do naszego wozu, który zatrzymał się akurat przy nim, d zapytał: — Czy panowie jadą do Konstancina? — Zobaczyłem go wtedy po raz pierwszy. Był średniego wzrostu, raczej krępy, o ciemnych oczach i włosach. Nie sądziłem wtedy, że jeszcze będę miał z nim do czynienia jako pacjent. Odpowiedziałem mu wtedy: — Nie jedziemy. — Znaczyło to, że wszyscy są zdrowi d cali i że pomoc le­ karska jest zbędna.

»K re tsc h m a n n « — reperkusje

199

»Niemira« ruszył dalej w kierunku W ybrzeża Kościuszkowskiego i dalej Wybrzeżem Kościuszkowskim do garażu na Żoliborzu. Po drodze na rogu Karowej zatrzymał się na m om ent i wtedy wysiedliśmy z »Cyklonem«, oddając broń czekającej »Mai«. Po powrocie do dem u oprócz m am usi zastałem siostrę D anusię, która nie zdążyła jesz­ cze wyjść do pracy. M am usia z miejsca przygotowała m i śniadanie, ja zaś poszedłem do łazienki d usiłowałem sprać plamy 'krwi z płaszcza. D anusia zobaczywszy to wzięła się do prania ze znacznie większym zasobem wiadomości z tej dziedziny, tak że po kilkunastu m inutach płaszcz mój już wisiał do wyschnięcia na sznurku i ramiączku bez żadnej plamy. A więc wszystko puściło, dow ody udziału w akcji znikły. D anusia wiedziała już od daw ­ na, że należę do konspiracji, gdyż ciągle odpraw y u nas w dom u, trwające od kilku Jat, nie mogły ujść uwagi domowników, poza tym w czasie odpraw y wstęp do tego pokoju był wzbroniony, chyba że była jakaś napraw dę ważna i wyjątkowa sprawa. Pod tym względem miałem bardzo dzielną rodzinę, szczególnie m am usia najwięcej m ogła zobaczyć i n aj­ więcej się domyślać o mojej pracy konspiracyjnej i dlatego też najwięcej przeżywała w tros­ ce o moje życic. Mawiała często: — Stasiu, uważaj na siebie. M atka przy śniadaniu jakoś wyjątkowo — jak m i się zdawało — pod tykała m i do zjedzenia różne przysm aki, jakbym wracał z nie byle jakiej dalekiej podróży, u D anusi zaś p o tym skrwawionym płaszczu zyskałem sobie jakiś duży szacunek. W godzinach popołudniow ych pojechałem d o Hali, a od niej do »Bolca«. »Bolec« mieszkał obok Hali, n a Żelaznej przy Siennej. D o jego mieszkania w chodziło się z pod­ wórka na lewo, drew nianym i schodami a czw arte piętro. Zajm ow ał m ały pokoik za kuchnią. W mieszkaniu tym mieszkał »Bolec« z żoną, m atką żony i szwa gierką. Pracował jako kelner w barze »M ały« przy Alejach Jerozolimskich, naprzeciwko Dworca Głównego. W barze tym również czasami go odwiedzałem, gdy miałem pilną sprawę. Nie było tam jednak atm osfery do rozmowy, bo ruch w interesie był tak duży, że kelner praktycznie bio­ rąc nie miał w pracy czasu na żadne rozmowy. W idziałem go wtedy kręcącego się bardzo szybko wśród stolików, z niemożliwie wielką ilością talerzy w .jednym ręku. Jego biały fartuch migał między rozhukanym i trochę będącym »pod gazem« tłum em klientów, z których każdy coś od niego potrzebował, o coś się dopom inał. Praca ta wychodziła m u bardzo składnie. »Bolec« ukończył szkołę hotelarską, pracował więc w swoim zawodzie. Był on mniej niż średniego w zrostu, krępy, silny, zw inny
184 Stanisław Jastrzębski, Wspomnienia (maszynopis), 3.

200

Specjalne operacje bojowe w 1943 r.

„K om unikat n r 14 D nia 24 IX 43 w W arszawie został zastrzelony znany z sadyzm u kat młodzieży pol­ skiej, zastępca kom endanta obozu karnego na Gęsiej — H auptscharfuhrer A ugust K retschm ann. K ierow nictw o W alki Podziem nej”. ?-85 135 „Biuletyn Informacyjny” z 7 października 1943 r.

R ozdział 8

SPECJALNA OPERACJA BOJOWA »WEFFELS« Kolejnym funkcjonariuszem obsady więziennej Pawiaka, który na podstawie decyzji K W P i rozkazu Kedywu K G m iał zostać zlikwidowany, był S S -S turm m ann E rnst W effels. M im o niewysokiego stopnia w SS 136 pełnił on od 1941 r. odpowiedzialną funkcję kie­ rownika zm iany na kobiecym oddziale Pawiaka, tzw. Serbii. Zwany przez więźniarki „W yłupem ”, z pow odu wyłupiastego osadzenia oczu, był zali­ czany do zespołu najgorszych funkcjonariuszy Pawiaka, choć literatura 137 n a jego tem at jest znacznie uboższa i podająca mniej drastycznych, konkretnych przypadków bestial­ stwa niż na przykład w odniesieniu do Franza Bürkla. D r A nna Czu perska-Śli wieka tak charakteryzuje jedno z jego zachowań: „...N ie uzyskując rezultatu, zwróciłam się do W yłupa, który asystował przy ^interwencji lekarskiej, aby zezwolił więźnia z ciężkim sta­ nem (a była nim Pola Gojawiczyńska) zabrać do szpitala i tam dokonać odpowiedniego zabiegu. M olestowany po dłuższym w ahaniu zezwolił. Co jakiś czas wpadał W yłup i wachmajsterka Stalska z żądaniami, aby więźniarka zeszła do celi transportowej. W idząc ją wciąż nieprzytom ną Weffels wpadał w coraz więikszą furię. T ran sp o rt miał odjechać 0 świcie dnia następnego do Oświęcimia. Z początku W yłup nie zezwolił na przenie­ sienie Poli Gojawiczyńskiej do celi szpitalnej, dopiero gdy wyjaśniłam, że jest to przypadek bardzo ciężki — praw dopodobnie wstrząs m ózgu na skutek uderzenia głową o podłogę przy om dleniu, ewentualnie może naw et wylew mózgowy — wyraził zgodę na umieszcze­ nie jej w szpitalu n a jedynce. Około 2 w nocy w padł znów W yłup i pom im o nalegań 1 tłumaczeń, że stan chorej pogarsza się, zażądał ubrania jej i ułożenia n a noszach w ko­ rytarzu szpitalnym , aby była gotowa do odjeżdżającego wkrótce transportu. T u ż przed świtem znowu zjawił się Weffels pytając ostro, jaki jest stan chorej. Odpowiedziałam krótko: — Bez zmian. — Zaklął ze złością, m achnął ręką, ale kazał zostawić ją na kory­ tarzu. Po rannym apelu dopiero pozwolił przenieść Połę z pow rotem do celi”. 138 T o jedno z wielu w spom nień dotyczących kontaktu więźniów z Weffelsem należy jednak uzupełnić, podając fakty, które przesądziły definitywnie o konieczności jego likwi­ dacji. Powróćm y jeszcze do w spom nień d r A nny Czu perskiej-Śliwickiej: „Sabina Bykowska opiekowała się wszystkimi wachmajsterkami i wachmajstrami, a zwłaszcza Weffelsem, który darzył ją w yraźną sympatią. Jaskrawym tego przykładem był pewien Wieczorny apel, który odbierał W yłup. W m eldunku o stanie liczbowym celi, który musiał brzmieć: Zelle n r . . . m it . . . H äftlingen belegt, alle da — starościna wymieniła Bykowską jako nieobecną. W yłup wściekł się nagle i wrzasnął: — D as ist meine Sabina, 188 SS-Sturmmann — odpowiednik stopnia Gefreitera w Wehrmachcie, czyli starszego szere­ gowca. 187 Por.: Leon Wanat, dz. cyt., s. 42; tenże, A pel więźniów Pawiaka, Warszawa 1976, ss.: 106, 272; Zygmunt Śliwicki, dz. cyt., ss.: 100, 151; Wspomnienia więźniózo Pazmaka..., ss.: 13, 34, 93, 101, 263; Anna Czupcrsika-Śli wieka, dz. cyt., passim. 188 Anna Czuperska-Śli wieka, dz. cyt., ss. 62—63. Postępowanie polskiego personelu lekar­ skiego, o którym wspomina dr Czuperska, doprowadziło do zatrzymania Poli Gojawiczyńskiej na Pawiaku, przez co zamiast znaleźć się w transporcie oświęcimskim w styczniu lub marcu 1943 r. została wypuszczona z Pawiaka w maju 1943 r. Por, także: Leon Wanat, A p el więźniów Pa­ wiaka..., ss. 101— 107.

202

Specjalne operacje bojowe w 1943 r.

niem and darf hier nichts zu sprechen! — Dalsze konkretniejsze potwierdzenie tej wza­ jemnej adoracji uzyskałyśmy pewnego wieczoru, gdy -po apelu W y łup przyprowadził Sa­ binę do szpitala i zwrócił się do m nie ze słowami: — M eine Sabina ist krank — wskazując na jej palec. W czerwcu 1943 r. w sali operacyjnej szpitala męskiego doktorzy K enig i L oth operowali Stasię Kiesłowską. D la całego zespołu funkcyjnego lekarek i kolum ny sanitarnej, zaangażowanej w działalność konspiracyjną n a terenie więzienia, był to w yjąt­ kowo gorący okres z powodu oskarżenia nas przez Weffelsa o przem ycanie grypsów” . 139 Adoracja Sabiny Bykowskiej przez Weffelsa, ich wzajemne kontakty, trafne podejrze­ nia nadzoru więziennego co do kanału przerzutu inform acji z więzienia na zewnątrz, spowodowały bliższe zainteresowanie się kom petentnych więźniów działalnością Bykowskiej i Weffelsa. Okazało się, że Bykowska przekazuje W effelsowi treść podsłuchanych rozmów. Świadczyła o tym chociażby sprawa grypsów, dochodzona przez Weffelsa na skutek do­ nosu Bykowskiej przeciwko polskim lekarzom, który próbował ją wyjaśnić przy pom ocy niemieckiego lekarza nadzoru, dra Bomciera. 140 Zachodziło również podejrzenie, że zbie­ rane przez Weffelsa, a pochodzące od Bykowskiej informacje spróbuje on w odpowiednim momencie przekazać stosownemu wydziałowi gestapo w alei Szucha. 141 Zebrane przez więźniów rozeznanie w odniesieniu do Weffelsa i Bykow skiej142 zostało przekazane na zewnątrz i wkrótce potem zapadła decyzja K W P dotycząca ich likwidacji, przekazana do realizacji Kedywowi K G . Z tej racji kpt. „P łu g ” otrzym ał rozkaz likwidacji Weffelsa i po­ lecił „Rayskiem u” szczegółowe jego rozpracowanie. Przebieg tego rozpracowania tak wspom ina „Rayski” : „W stosunkowo szybkim w ykonaniu tego rozkazu bardzo m i pomogły informacje, jakie uzyskałem w toku poprzedniej pracy rozpoznawczej. W iedziałem już bowiem, że esesmani pełnią n a Pawiaku służbę przez 24 godziny, a później mają 24 godziny wolne. Wiedziałem również, że n a Pawiak przywozi ich z alei Szucha »buda«, którą też d o sie­ dziby gestapo wracają, by następnie udać się do swych mieszkań, znajdujących się prze­ ważnie gdzieś w tym rejonie. Znałem również godzinę w yjazdu »budy« z alei Szucha i term in jej powrotu. Ale nie wiedziałem, ijaik Weffels wygląda. Zadanie zdobycia jego rysopisu zleciłem więc mej wywiadowczym »Ewie« (Ew a Prauss-Płoska), która znała kilka osób pracujących w mieszczącej się przy ulicy K rochm alnej placówce Patronatu i stykających się z tego powodu z Weffelsem. Z zadania »Ewa« wywiązała się doskonale. Ju ż p o kilku dniach wiedziałem, że Weffels jest wysokim blondynem, o tęgiej, nalanej twarzy i bardzo charakterystycznych niebies­ kich wyłupiastych oczach, którym zawdzięczał, że więźniarki nazywały go »Wyłupem«. Chodził w m undurze. Dodatkowo »Ewa« poinform owała m nie, że Weffels mieszka gdzieś w okolicach alei Szucha, a służbę na Pawiaku rozpoczyna co drugi dzień o godzinie 13 i pełni ją .przez całą dobę, co zresztą pokrywało się z m oim i przy puszczeniami. Przy dalszym rozpoznaniu zastosowałem mniej więcej ten sam schemat co przy Biirklu. Sprawa okazała się jednak o tyle trudniejsza, że p o likwidacji Burkla, przeprowadzonej tuż pod nosem gestapo, Niem cy ¡bardzo zaostrzyli czujność i najbliższe okolice alei Szucha znajdowały się pod stałą kontrolą zarów no um undurow anych patroli jak d tajniaków. Ze spacerów p o alei Szucha musiałem więc zrezygnować. Obserwację prowadziłem z trzech punktów : ze znajdującego się na placu N a Rozdrożu przystanku tramwajowego, z drugiego przystanku przy zbiegu Litewskiej i M arszałkow­ skiej, to znaczy z miejsca, gdzie wykonano wyrok n a Burkla, oraz z w ylotu alei Szucha na plac U nii Lubelskiej. M iędzy godziną 11 a 12.30 obserwowałem gestapowców udają­ cych się n a dziedziniec gestapo, gdzie czekała na nich »buda«, którą jeździli na Pawiak,

139 Anna Czuperska-Śliwicka, dz. cyt., ss.: 56, 60. 140 Tamże. 141 Zygmunt Śliwicki, dz. cyt., ss.: 100, 151. 142 Sabina Bykowska została zastrzelona w dniu 5 października 1943 r., w pięć dni po usunięciu Ernsta Weffelsa.

» Weffels « — dowódca akcji

203

a między 13.30 a 14.30 obserwowałem tych, którzy ,po ¡powrocie ze służby udawali się do domów. Punkty obserwacyjne stale zmieniałem. W sumie było to bardzo nerwowe i ryzykowne, ale najprostsze. Któregoś dnia zauwa­ żyłem wreszcie gestapowca odpowiadającego podanem u m i przez »Ewę« rysopisowi, idą­ cego z Koszykowej n a Szucha. Było to n a krótko przed odjazdem »budy« n a Pawiak. Zajmowałem w tedy p u n k t obserwacyjny przy placu N a Rozdrożu. Oczywiście zszedłem ze stanowiska, bo wiedziałem, że jeśli to jest Weffels, to będę m ógł go tu . ponownie zo­ baczyć po upływie 24 godzin. N azajutrz stanąłem w tym samym miejscu. Towarzyszyła m i »Ewa«. Około 14 zo­ baczyliśmy wracającą z Pawiaka »budę«, która wjechała na dziedziniec gestapo. Upłynęło dwadzieścia m in u t i n a ulicy pojawił się ów gestapowiec, który zainteresował m nie p o ­ przedniego dnia. Um ów ionym znakiem przekazałem go »Ewie«, która poszła za nim . W krótce zameldowała, że odpowiada on rysopisowi Weffelsa i że praw dopodobnie mieszka przy ulicy Koszykowej 6, bo w bramie tego dom u zniknął. Dalszą obserwację prowadziła »Ewa«. W yniki potwierdziły nasze przypuszczenia: Weffels — jeśli rzeczywiście to był on — mieszka przy Koszykowej i regularnie co drugi dzień, tuż przed 12, udaje się w stronę alei Szucha, a powraca tą samą trasą nazajutrz około 14. Teraz należało sprawdzić, czy to rzeczywiście Weffels. Ustalił to ponad wszelką wąt­ pliwość — ¡podobnie jak przy sprawie Biirkla — »Żar«, który jako były więzień Pawiaka świetnie pamiętał członków jego załogi. Jeszcze przez kilka d n i »Żar« w raz z »Ewą« kontynuow ali obserwację, niczego już ona jednak nie zm ieniła w dotychczasowych ustaleniach, mogłem więc zameldować »Pługowi« o zakończeniu rozpoznania. M eldunek ten złożyłem nazajutrz po likwidacji K retschm anna, tzn. 25 września” . 143 W trakcie prowadzenia przez „Rayskiego” rozpoznania kpt. „P ług”, spełniając daną uprzednio obietnicę, powierzył II plutonow i wykonanie akcji przeciwko Weffelsowi. Roz­ kaz otrzym ał „M irski”, w związku z czym pierwszym żołnierzem, który o ¡tym w p lu ­ tonie wiedział, był jego zastępca, „O rkan”. W ymógł on na „M irskim ”, że przedstawi kpt. „Pługow i” kandydaturę jego, to jest „O rkana”, na dowódcę akcji. K pt. „P ług” kan­ dydaturę tę zaakceptował, w związku z czym dowodzenie akoją przeciwko Weffelsowi powierzono „O rkanow i”. Kazimierz K ardaś („O rkan” ) 144 urodził się 17 stycznia 1919 r. jako najmłodsze z sied­ miorga dzieci leśniczego w m ajątku pp. Popielów, w Kurozwękach koło Kocmyrzowa. G dy m iał 2 lata, stracił ojca. F akt ten pozbawił rodzinę środków utrzym ania i spow o­ dował konieczność jej rozproszenia. M atka przeniosła się do Krakowa, K azik zaś został w Kurozwękach i wychowywał się w zakładzie przy klasztorze sióstr szarytek. Przebywał w nim aż do ukończenia 4. klasy szkoły powszechnej, po czym został przeniesiony do zakładu wychowawczego prow adzonego przez oo. salezjanów w Warszawie. Zm iana ta podyktowana była koniecznością jak najszybszego zakończenia nauki zawodu i rozpoczęcia pracy. N ie z w yboru więc, a z konieczności życiowej, skończył w tym zakładzie szkołę krawiecką. Uczył się dobrze, dobrze również współżył z kolegami, był harcerzem, wyka­ zywał duże zdolności muzyczne. Zawsze spokojny, powściągliwy i układny. Brak rodzin­ nego ciepła domowego, surowość zasad wychowawczych i życia w zakładach zakonnych wpłynęły na wykształcenie się w nim u p o ru i zdecydowania, które podporządkowywał silnej woli dążenia do osiągnięcia w ytkniętych celów w sposób konsekwentny i opanowany. Sporo czytał, szczególnie .powieści historyczne, a później dzieła naukowe. Pracując już w zawodzie krawca dużo wysiłku wkładał w samokształcenie. W ojna za­ stała go w Warszawie. Nie mogąc dostać się — m im o ¡podejmowanych wysiłków — 143 Aleksander Kunicki, dz. cyt., ss. 100— 101 oraz jego relacje. Por. także Aleksander Ku­ nicki, Dziewięćdziesiąt sekund, „Za Wolność i Lud” 1965, nr 15. 144 Relacje i dokumenty rodzinne Zofii Kardaś, siostry „Orkana”.

204

Specjalne operacje bojowe w 1943 r. .TZlrX&YZ S% ,* -* .. - i, U ^yy ‘Ył ' ■? i i* * f * t r.‘ ’« I*-'■ ifB/ yCh *t* ' / ■ *.j . «’#• • »,v *. »<, : • »v' f“•HM* «i*A v* -• <«y « .• * SZ •'/


' srS

S

'**

* J tf

i - -'** '4y

-* „¿r/

'

^

s

^

&<«

* ff* Y

-•'•• -

*p"'* * £J&'% / r' ' ‘Ł ś < ■• ***•• -• -**-m. '■>M ' T ** .•.'•v■ « .-.”-* «»•7•i'* - •*"‘r^ r ąv-r«~ « v--.

>

S**'

t

i.

tr & ty \ ,

&**++4

*

.•.• ■• <•*••• »•.• '* ••-

. .

++<*+

->♦ •"*

f

.-*• -

•+**.

, . •^

/''*■••



a

" L

t'* * 4

*” ~~ /■

/c A r ^

.yi

-*+<

•V ;

ŁflS ":*r - • • /-

1 •- tt * y r.. .

ĆS‘U "~*P***+ r' y ipA$łi** y< *f »H f

^rn‘ ź y

W

\ . ;

,**/**•.

v

- / /

'

/

4

¿»V

y -

"555 “-‘ł ł * - ,

¿ ¿ ¿ i* * ¿* i* 4 r+ .

,-*1

,

+>*r-

^ • ,j 7

^

' Ł' ^ “ c / ^ ' . v . . t i —^

.

______ j

F ragm ent Listu „ O rk a n a ” (K azim ierz K a rd a ś) skierow anego do m atki i rodzeństw a w K urozw ękach

do wojska, brai udział w różnych robotach fortyfikacyjnych podczas obrony Warszawy. Jako harcerz włączył się od razu w działalność konspiracyjną, wstępując do Szarych Szeregów zaraz po ich uform ow aniu. Stał tw ardo na stanowisku, że nakazem chwili jest walka z najeźdźcą i że jego miejsce jest w pierwszej Linii tej walki. Nie ulegał nawet n a­ leganiom matki i perswazjom rodzeństwa. Brał udział w wielu akcjach małego sabotażu, a pod koniec 1942 r. należał do W arszawskich G ru p Szturmowych. K ontynuow ał in­ tensywne samokształcenie niezależnie od ukończonych kursów: minerskiego, samochodo­ wego i wielkiej dywersji. Od oo. salezjanów przeniósł się na kwaterę pryw atną, w której najpierw mieszkał z kolegą, a później sam. Źle m u się wiodło, środków utrzym ania ledwo starczało, otrzymywał niewielką pom oc od m atki, która n a okres w ojny powróciła z K ra­ kowa do Kurozwęk. W liście z 1943 r., skierowanym do siostry, pisał: „W arunki, w ja­ kich żyję, są bardzo przykre, ale cóż mogę poradzić. Sam obecnie w swoim fachu nie pracuję, a to, co zarabiam , jest napraw dę za mało dla m nie (...). Paczkę z jabłkami otrzy­ małem, jabłka były pierwszorzędne (...). Pozdrów ode m nie mamusię i powiedz, że je­ stem chory... na dobry apetyt. Całuję. Kazik (przyszły nieboszczyk)” . Żart, świadomość wielkiego ryzyka czy przeczucie? Był żołnierzem oddziału »Agat«. We wrześniu 1943 r. bierze udział w akcji »W ilanów«. Zyskuje duże uznanie i zaufanie dowódcy oddziału, kpt. „P ługa”, który dostrzega w nim wielki talent wojskowy. Błyskawiczność decyzji i szyb­ kość ich wykonania, decyzji na ogół najbardziej słusznych w danej sytuacji, zjednuje m u całkowite zaufanie i szacunek podkom endnych. Dowódca oddziału ocenia go jako jednego z najbardziej utalentow anych i myślących żołnierzy oddziału. D nia 1 października 1943 r. „O rkan” rozpoczyna naukę w szkole podchorążych Szarych Szeregów »Agricola« w klasie o kryptonim ie »Aniela«. Niezależnie od szkoły rozpoczyna regularne samokształcenie wojskowe. Wojsko go pociąga, snuje plany, by w przyszłości również w nim pozostać. WT liście do siostry, półtora miesiąca przed śmiercią, napisał: „Ju ż drugi list otrzymałem od ciebie z propozycjami, ażeby rzucić wszystko w Warszawie i wyjechać do Kurozwęk,.

» Weffels « — plan akcji

205

Ażeby co do tego nie było żadnych wątpliwości, kom unikuję wam, że w żadnym wy­ padku Warszawy w cbecnq chwili opuścić nie mogę i nie chcę. T ak jestem z W arszawą związany, że wyjazd mój jest dla m nie niem ożliwy” 144a. Biorąc pod uwagę te przesłanki, można zrozum ieć jego wolę walki i chęć dowodzenia akcją. G dy został jej dowódcą, pierwszą jego czynnością było rozpoznanie Weffelsa. Z ra­ mienia „Rayskiego"’ przekazał go „O rkanow i” „Ż ar”, zaś „O rkan” wskazał go łączniczce „K am ie”, która od tej chwili aż do m om entu akcji miała obserwować Weffelsa. 145 Rozpoznanie Weffelsa było pierwszą pracą wywiadowczą „K am y”, która tak ją wspo­ mina: „Pam iętam , że »Orkan« określił m i wygląd Weffelsa. N a rozpoznanie pojechałam z »Orkanem«. Staliśmy oddzielnie. W pewnej chw ili ujrzałam gestapowca, w którego po­ staci poza przeraźliwie niebieskimi i jakby wysadzonym i oczyma nic nie zwracało uwagi. Spotkałam się zaraz z »Orkanem«, który potwierdził moje przypuszczenie. T o był Weffels. Był to okres w moim życiu, kiedy byłam bardzo wierząca. W chwilach dobrych czy złych biegłam do kościoła. Teraz żyłam tylko jedną myślą, aby najlepiej wykonać swoje zadanie. Przed ołtarzem Św. Teresy w kościele Zbawiciela m odliłam się, by nic było pomyłki w rozpoznaniu. Bałam się, że go w ostatniej chwili nic rozpoznam. Kilka dni przed akcją stw ierdziłam , że wszyscy N iem cy w m undurach są do siebie podobni. T o było straszne. N a odprawie przedakcyjnej pierwszy raz zobaczyłam kpt. »Pługa«. W ysłuchał propo­ zycji »Orkana«, potem zapytał, czy któryś z żołnierzy nie ma czegoś do dodania. Potem każdego po kolei pytał, jakie jest jego zadanie. M usiałam bardzo szczegółowo, z dokład­ nym wyliczeniem czasu, o wszystkim powiedzieć. Byłam bardzo onieśmielona obecnością dowódcy oddziału, ale praca wykonana ¡przeze m nie została dobrze oceniona” ,46. Taka ocena spowodowała, że „K am a” z łączniczki „O rkana” stała się także w ykładow ­ czynią, na stałe włączoną do w spółpracy przez „Rayskiego” przy prowadzeniu rozpoznań dalszych funkcjonariuszy aparatu niemieckiego terroru. M aria Stypułkow ska117 („K am a” ), urodzona 24 września 1926 r. w warszawskiej dzielnicy W ola, była jedynaczką w rodzinie pracownika kolejowych warsztatów napraw ­ czych, działacza związku zawodowego transportow ców i od m łodych lat członka PPS. W ychowaniu jej towarzyszyły socjalistyczne tradycje społecznej i politycznej działalności, z którą była przez uwielbianego przez siebie ojca zapoznawana od najwcześniejszych lat życia. M ając niespełna 9 lat uczestniczyła w 1935 w raz z ojcem w pogrzebie Bolesława Limanowskiego, w dwa lata później — w 1937 r. — w pogrzebie Andrzeja Struga. Była również na akademii poświęconej Strugowi, jaka miała miejsce w budynku teatru Ateneum, by wspomnieć tylko o faktach dla jedenastoletniej dziewczynki najważniejszych i najbar­ dziej zrozumiałych. Szkolę powszechną ukończyła w 1940 r., uczęszczając przez 7 lat na ulicę M łynarską 2. Już w okresie okupacji rozpoczęła naukę w zawodowej szkole krawieckiej, którą ukoń­ czyła w 1943 r., później uczęszczając na kom plety gimnazjalne organizowane w szkole im. Bolesława Prusa przy ulicy Jasnej 10. D o harcerstwa wstąpiła jeszcze w 1937 r., a w rok później otrzym ała K rzyż Harcerski i znalazła się w 58. W Ż D H im. gen. J. Sowińskiego. D rużynow ą jej była Irena N ow akówna, a przyboczną Irena M alento. W e wrześniu 1939 r. brała czynny udział w pogo­ towiu wojennym harcerek, pełniąc służbę pomocniczą na D w orcu Głównym. W 1940 r. była członkiem samokształceniowego koła harcerskiego w zakresie historii, literatury pol14Ja O ryginał listu „ O rk a n a ” w zbiorach autora.

145 Podstawowe opracowanie na temat tej akcji: Maria Dylawcrska, Danuta Kaczyńska, Akcje ?ia niemieckich kałów z Pawiakay „Wojskowy Przegląd Historyczny” 1961, nr 4. Ustalenia w nim zawarte, zweryfikowane przez autora, zostały wykorzystane w niniejszym opracowaniu. 146 Relacja Marii Stypułkowskiej-Chojeckiej, I, 3. 147 Ustalenia Komisji Historycznej środowiska oraz 40 dni i 100 sekundy „Za Wolność i Lud” 1974, nr 5.

206

Specjalne operacje bojowe w 1943 r.

skiej, geografii i problemów społecznych. Po ponownym zorganizowaniu drużyn harcer­ skich w w arunkach okupacji powróciła w 1941 r. do przedwojennej drużyny harcerek. D rużynow ą jej wtedy była Irena M alento, a jej przyboczną Zofia M alento. W ram ach drużyny przeszła szkolenie na kursach: samarytańskim, pielęgniarskim, łączności, a w 1942 r. brała udział w wielu akcjach małego sabotażu organizacji »Wawer«, po czym przeszła do oddziału »Agat«, obejmując funkcję łączniczki zastępcy dowódcy II plutonu „O rkana” ; sprawując tę funkcję rozpoczynała również służbę wywiadowczym — po raz pierwszy w czasie przygotowywania akcji »Weffels«. Z tej racji uczestniczyła również w odpraw ach przedakcyjnych, które odbywały się także przy udziale dowódcy oddziału w lokalu „O rkana” przy Świętojerskiej 18. W czasie tych odpraw został ustalony opra­ cowany przez „O rkana” plan akcji, który przedstawiał się następująco148: D o wykonania akcji, która miała zostać przeprow adzona w pobliżu miejsca zamiesz­ kania Weffelsa, „O rk an ” wybrał zespół złożony z żołnierzy najbardziej doświadczonych, zżytych ze sobą i jemu samemu dobrze znanych. W skład zespołu weszli z planowanym uzbrojeniem: „O rkan” — dow ódca akcji i I wykonawca — sten, colt kal. 7,65 m m i granat typu filipinka; „D aniel” — II wykonawca — vis kal. 9 m m , colt kal. 7,65 m m i granat ty p u fili­ pinka; „K obza” — I ubezpieczenie — sten, colt 'kal. 7,65 m m i granat ty p u filipinka; „K alina” — II ubezpieczenie — sten, colt kal. 7,65 m m i granat typu filipinka; „N iem ira” — kierowca sam ochodu BM W przeznaczonego do odjazdu z miejsca akcji — parabellum kal. 9 m m , 4 granaty różnego typu. Zbiórkę żołnierzy biorących udział w akcji ustalono n a dzień 1 października 1943 r. w mieszkaniu „O rkana” przy Świętojerskiej n r 18 o godzinie 9 rano, gdzie po raz ostatni m iano omówić szczegóły akcji. Opuszczenie lokalu ustalono na godzinę 11. Żołnierze mieli udać się pojedynczo na miejsce odbioru broni w parku Ujazdowskim, broń miała zostać dostarczona n a godzinę 11.40. Zajęcie stanowisk w inno nastąpić o godzinie 11.50. „O rkan” m iał stać n a ulicy 6 Sierpnia przy zbiegu z ulicą Koszykową, utrzym ując łącz­ ność wzrokową z „D anielem ”, który miał stać na w ysuniętym chodniku narożnika ulicy Koszykowej i placu N a Rozdrożu, na trasie przewidywanego kierunku poruszania się Weffelsa. „D aniel” winien obserwować „K am ę”, która poruszała się po nieparzystej stro­ nie Koszykowej. „K am a” zaś miała podać sygnałem wyjście Weffelsa. W głębi ulicy 6 Sierpnia, w odległości około 20 m za „O rkanem ”, winien znajdow ać się „K obza”, który miał za zadanie osłaniać I wykonawcę. Po przeciwnej stronie ulicy 6 Sierpnia, u jej zbiegu z aleją Szucha, zajmie stanowisko „K alina”. „N iem ira” w samochodzie za­ trzym a się na 6 Sierpnia, w odległości 100—200 m od zbiegu 6 Sierpnia z aleją Szucha, w kierunku jazdy do Alej Ujazdowskich. „K am a” w chwili wyjścia z dom u Weffelsa przejdzie na drugą stronę Koszykowej, dając tym sam ym sygnał, że zbliża się Weffels. Następnie „K am a” 'przejdzie pizez Aleje Ujazdowskie, kierując się do paiku. Sygnał „K am y” powinien przejąć „D aniel” i przez zdjęcie kapelusza podać wiadomość „O rka­ nowi”. W chwili gdy Weffels będzie znajdow ać się u zbiegu ulic Koszykowej i 6 Sierpnia, „O rkan” z odległości około 5 m strzeli do niego z peemu, a następnie ubezpieczy z kierun­ ku ulicy 6 Sierpnia. Posuwający się za nim „K obza” zajmie stanowisko n a rogu Koszyko­ wej i 6 Sierpnia, ubezpieczając z kierunków Koszykowej i Alej Ujazdowskich. „D aniel” po­ winien wtedy strzelić do Weffelsa z broni krótkiej, zrewidować go, zabrać dokumenty, ewentualną broń i skierować się do sam ochodu. „K alina” zająć m a stanowisko n a rogu 6 Sierpnia i alei Szucha, ubezpieczając z kierunków — alei Szucha, Alej Ujazdowskich i ulicy Agrykola. W pobliżu miejsca zamieszkania Weffelsa ustalono następujące punkty nieprzyjaciela: 148 MiD W IH, sygn. III/29/6. Raport z przeprowadzonej akcji podpisany przez „Oikana” i zaopatrzony szkicem sytuacyjnym.

<\JLCy> •ZOutfloUAAil : ‘

dw . 4.*« ł^w> fc»

g£lfL-A J a Ł«*»

*-A , ¿i>V^ A^. SłaaC-La<. I

i4v^vAa-mał^L^CL,

tó<.{iio«V

&*i*4Ąi£f k iju . ¿ ¿ rltiS ' f -

1

1

— •



hvccoo«x

¿ .< ł.A A * ^ U V tL a ł£ ^ 0

*4

/O-UU.

“i .

*

>4Om Lu)U :

4*4

/w kj—

4 6

ŁJib y o jf ^ majl

i v o je ^ /

- J . J , aL&j*



. OD

-

¿Aeu. ,

Jf>S ( i p (*.

V»i>, ^b ,

*~t«9v.

/ O y U
i ^‘U. |U\»Lci.

/ P a » łt i ;

¿>. [5] j /łe*vvy4
/iwob2.6/

4.

/ić a lio i/

2

0

/

-

5. p i

[*v



c jlc u ., C*[i

i

P b , 2 I^IiJ^ aJ ^ , 3

pla^L*-**.//Y/ć

>fcXA^pur»Jl^ prtfcd <\Ł.oj a >/jKlc. 4 4 ^ / :

# 1.

L4J

*


ifii

■"

#<3.

i?J .

4; il 5.

J - f ' -..Vv | j | |

fru.'p~-UL —I— ^0>Zvjlu>vr-C^

-

po akou* l^n^jLo»*«^, eC*. # -.: *



t >!>l)Wv^Jt *'

Ak*, 6^'ki rptUi prittJ 4tł«64r>bud. ©
¿j

*

■•

}2i



«•

0



& i

i*

— >— pet^ pri^jt. łinj! 25, tfasCf+ujc # llJ •»- *4. f30 •« ©d |J- Wdnoic« brap*j ilu^J »cw

0

rVł.ofrt<^ oLcj»: W^cLoJtA l J cauu

-^-OVt^Lo4«^ ^ 6 , “ to <--t-VAA.C/tJuu l^J daj«. _

^

2

! li

J> * ^V C A A A *

^*U A .

j A t d jU k ^

Łt

udaj«. Mj d o p*-rk* ^ j acdoMitljLy» , sb ^ J

I—

L£j

c v

^ .:<2®4

w y iZ jA *

i -^ua

“T't

CAAjsU t
W Am^Jij LAjm^dL(fij ł m So*\ Uj O uJ 9^ s

V j-

d < ? A * m , J p O C ^ A j V*.

bCK»JuXL

«1» JU a
• '"“l • ”

t«^V*4*ol« A**Mxl._J I U

*.

&>L^toOfc| po jiro/AA^ 6**>U*^u*jQ. f

O.

(i) ^ j*

HJ A^IL .Jl- J'o>< ^ 5a^ ŁcJS t sL^J GD n eŁJic^ iylodfA., p*c/i4uA tu .ja /ju

u #S t p ^ ; L*A ^e >^

p ru ^ p k *

H J . 6?

*

Jo p ^ ftu d»A.ldowA,vUO. ©

u4Wto*pj

pfi>«cłs>JU A%Ar pfHiłauA

fią jt 2 $

bj

O dręczny ra p o rt „ O rk a n a ” (K azim ierz K a rd a ś ) z przeprow adzenia specjalnej operacji bojowej »W effels« (s tro n a 1)

p o tłu c ,

o j\

co.

k ‘\x

* .A - t w - a ' w ^ o

C^O vt^i»lw

|^ C °J KKAJLfJA . S^fcAuO.

W

Ł a - | v*aaa^ £

CCaaaXX|*jC-

m

lJ. ko^UjLC>'»<^ f p* i^OlUA

Al 0j£ 2Jo «A-ci.

A o a u O a -a A ^ o

O y\^OtAM.

^W ^O ^A o

A J . StA4.eX.Ck,

ł

CŁA.

5,10 |* e * C ^ A

&5* SvA*'^V^*Xi. t C^CAaaa.AL “

‘ Hi. ^o>lVjk£KJ<^-

A v C l < o L , A a a I a A . ,vaA

ŁA.

*'■»<

Cu»A.4o

a ^ - |i ! ^ .

t

u l

6 * * k a < - jw

^ a

J 0 u *>X-aA- , «7*0/X.

rafo

va
*

A /.

« j^ c rf

S t o .

¿La.t

A ^ /jri» .Ą t _■

^ .L - * y jĄ ŁU ^ A U y

kkA j

Vu.c1a

vJ t ó c - \4v1
jftl. fc)ffł ¿*_ 2 A-^CL^c^i-A*^

cvvj*»

**y ^ J a

i -~

SO.*aao

^

2~x4ł\-j
* l O -^ O

ł ' XJ
t* v j^ v J

( la*p -j' c.

A

X

.

j< i_

a».ofc^

. ¿>Ć> ¿AuOAU

¿C^ ftA. Aatc(A*a\_a-» j4 *•:

J/t¿LvcXaaa. .

' . ^*

12 ■

iii

U>„

0 ^ * 4 . AA

>Aa A |^>

> .

a**\uŁju

( S - ( ( U .

to I'. ^1e ■» ‘Ł |ti J«.. ^

ic * '

l'p . {>♦«»; 1' c \

(h » -^ a a a 4 ,

u ;

s h u M j^

^ O w » L -A

^

e-» -

< < l-t j

.

GEi ^yucLsJua UU U*U C^' ^ • !~)• p*rvc-o *. yy i -

'

|* ® v » A < L |f c

C 2D

B

A aA .

o iv v X fQ .

Vw

W

^ ^ Aaa-

¿ X < X aa»

° f * JLA*

e^cj

l2-OA

-1 ! «*> ux^ LU

Ą*J° ^

^ ¿ X - ~

.

|> c a * . U . < < L *

i

/ /2

S S a u < la J

ik o A ^

*łVvlj*.cL fi>-4t -

JlM. Łait^LL u

14,

*

< 4 0 t< A A tj

L * Ł a i* A

-Ua.au. j

j»* l+ * + € j

^rfO^JL tt

2-

^ S łe j ^ A

i

y^A>isi^-C^C-

^

w

AaaA.^1.'

4

iAuaAAaa<Ł

ęU-A<łAA^.^fl (

wi c ł > ^

p4i«iła^< Av^ |Vi^WA

\ a1\AJU-

Pbf

J io

H ^ jjjO Q

t

P«u-I X aa .

Jr^OAU^OrvS>L^ .

ihkA** w ^Jb- ł cyJu^, rOw

fr/jA*.

^>^Au<

¿W. |‘«^4 i^.ca^I h j .

^L«|av

c 1 /a a .^ 0 -|O

^S< 4C C L

wł ^aA flAA-Lw, PavL. AaAj

\jC S &

C s tt^ O

u

w

/aacIaa%

^5

U . U r ^ t f ^ iA

WkuAA

i

S S A a J IA a ^

W

^

* ^ ° fa -

Odręczny raport „Ormana” z przeprowadzenia specjalnej operacji bojowej »Wcffels« (strona 2)

42** ^

{ij

a

ę&y* Aoru



2> V»t!«, . fto.

i*a_ y iv o ^ [jj

^ aaUlja*-^ tL> %Srtc«^a

o.e^lax- .fl} *»*1^53 ©J Lf^v<^© ^*.*U

t

^A.|\^00V^U^

O

jaJ c

I ^

aw^L-^Q,

jo

w ^o-j , J©*do^*»

3

»

Oaa4iq^ C33

AujxjA.^jp<* [l]

^ł0v**OW%4^6^ ,uu- L < x c i x i

u a u « j *"

.

U^vL^ « i l'^l i ( t t ^ -

a^a-

vał«o*»Ic*a

¿W-

• 6^

VU‘ j " A .

I I /I2 ^ '

db AaA.

olcjL* , |wL

Wvots^ K j <3lv\^ jjt)

©JfUji

u,

t

¿0*1^ u

|locJUx^

^■ic.A^

««¿Jaj*.

Z

\

jAf.AjH v>

u ia ^ v A

Ua A . w / i A a .

^lK*.(Lf~ ,

ęy odd^^c

IcJL i-

**» wd .

vJ^V0 4.oa.Of^-,ł oJ

v < av ^ ?^^ v ^ .J ęc*jw

A-*-OLIU a ^ U u < , ^.«y^ru^O*.

Aa^oI» c^i.{,o ^ ^ C 33

yiocwo

Ju.

A.v^.MA«JtcXXi^ Acćą.

-

A O ljl/o b l^ W

d^odu • OD j OS i © w v ^t

Aa-JJ*

Sajc*v©^l*-ó d

UJU^óaj^ cJ-

JaXł ‘■‘■ '^

\

A

AaAjuJ j

<-*. pad*

C-

p y u , .

"> **-« l

Iaama/aaĄ .

I0/Uj>6c| W^vO AvCc v» CAj

^-4Ł**l

U. wjŁłw

V. L\

«

i■u. yp

©

W.

Ł ¿
. (¿Z) ^>adx^ l i i Jn>de^->dt*

? |\ou*>ju* te«^?I> {<

yi»lcl*.C'C* <> <-Owvu—X ^

(S *o

r* Z-

od(i^l«r>
d a u-jLIw J . \^>v^Lq >i£^

lic

(9

Icct^^a ¿M ti (ł
i

„ £Wv.u*.

g J l * J t - < iO»^f

,\^?v p/la-c^C.

^ojKLf^ ^¿>to^*t • d c c i i /

u

W lCt-*cóU^fv f i tAA^ęlvjt

w W ia, \4^.|U&V0/Vi jl ¿> Po»ku ( i ^ u i a

(d'wjXll/.w

^eJ VvA.f

w (a /iU il^

JwOcJ OA? AU^ ¿S łi-^^uU , dl

O^/H.1»“

Aa J o. J o

|i*-vt-
®Vdi

A|tAud

J»iaJ x~«.

y^*uŁ . Ć 2 rji~ ~ '

Odręczny raport „Orkana” z przeprowadzenia specjalnej operacji bojowej »Weffels«( strona 3)

Specjalne operacje bojowe w 1943 r.

210

gestapo — aleja Szucha n r 23, dowództwo SS i policji —*Aleje Ujazdowskie a r 23, 2 ba­ taliony Schutzpolizei — ulica Wiejska, gm ach sejmu. W chwili gdy padną strzały, „N iem ira” podjedzie do narożnika 6 Sierpnia i alei Szu­ cha. D o wozu wsiądą kolejno: „D aniel”, „K obza”, „K alina”, przy kierowcy dowódca akcji, „O rkan”, po czym samochód ruszy trasą: Aleje Ujazdowskie — Agrykola do Czernia­ kowskiej, gdzie na rogu z ulicą M ączną nastąpi przekazanie broni. Łączniczki mają ode­ brać broń, a samochód skieruje się do garażu. Łączniczki „S carlett” i „D ew ajtis” doniosą b roń w teczkach z magazynu przy Świętojerskiej 18 i przekażą ją uczestnikom w kilku punktach parku Ujazdowskiego, jednocześ­ nie odbierając od nich dokum enty. Po akcji łączniczki „Jenny” i „M aja” odbiorą broń w bramie dom u przy ulicy M ącznej, zwracając dokum enty dostarczone przez jedną z łącz­ niczek. W przypadku ranienia któregoś z żołnierzy sam ochód pojedzie n a plac Zamkowy, gdzae będzie czekać „ d r M aks”. Hasło rozpoznawcze m a brzmieć: „Czy panowie jadą do G rój­ ca?” P o udzieleniu pierwszej pom ocy w samochodzie „d r M aks” ma przewieźć rannych do szpitala Ujazdowskiego. Plan ten uzyskał aprobatę -i w dniu 1 października rozpoczęto jego realizację.149 Zbióika, odprawa, dojście żołnierzy i łączniczek na miejsce przekazania broni i zajęcie stanowisk odbyło się zgodnie z planem. W dniu 1 października 1943 r. o godzinie 11.50 zespół był na stanowiskach. Poza podaną siłą ogniową nieprzyjaciela na ulicy 6 Sierpnia stała wojskowa platform a konna, przy której znajdow ał się uzbrojony w pistolet esesman. O godzinie 12.02 Weffels wyszedł z dom u przy Koszykowej 6, wobec czego „K am a” prze­ szła przez jezdnię. „D aniel” zdjął kapelusz. Dow ódca akcji przejął sygnał, dając znak rozpoczęcia akcji. O godzinie 12.04 Weffels znajdował się u zbiegu Koszykowej i 6 Sierpnia. „O rkan” strzelił z peemu z odległości około 5 m , trafiając Weffelsa w okolicę biodra. R anny N ie­ miec zaczął uciekać w stronę p arku Ujazdowskiego. „K obza” posuwając się za „O rka­ nem ” ostrzeliwał -się w kierunku Alej Ujazdowskich i Koszykowej. „D aniel” przeszedł kilka kroków w stronę ulicy 6 Sierpnia, ubezpieczając ten kierunek. „K alina” zajął sta­ nowisko u w ylotu 6 Sierpnia i alei Szucha, utrzym ując je d o końca akcji „N iem ira” przy pierwszych strzałach skierował się w stronę Alej Ujazdowskich. W tym momencie u w ylotu 6 Sierpnia zatrzymał się niemiecki samochód wojskowy. Załoga jego wysiadła; jeden esesman z wyciągniętym pistoletem podbdegł do platform y konnej. „N iem ira” strzelił do niego oraz d o esesmana stojącego przy platformie. W tym czasie Weffels uciekał przez jezdnię d o parku. Za nim biegł „O rkan” strzelając w połowic jezdni ponownie ze stena. T u ż za „O rkanem ” biegł „K obza”. Z ulicy 6 Sierp­ nia ruszyła platform a bez woźnicy, przejechała przez Aleje Ujazdowskie i stanęła na ulicy Agrykola. Dwaj esesmani biegli w stronę placu Zbawiciela. Ostrzeliwał ich „N ie­ m ira”, jednego raniąc w brzuch, drugiego w bok. Zatrzym ali się w odległości około 300 m od placu N a Rozdrożu. Weffels wbiegł do parku; z alejki prowadzącej od bram y wejściowej skręcił w zarośla po lewej stronie. „O rkan” oddał do niego dwa strzały i zorientował się, że magazynek od stena jest pusty. W rócił więc do bram y parku. Wybiegając z parku spotkał granatowego policjanta, który skierował ku niem u pistolet. „O rkan” zmierzył do niego z pustego stena. Policjant odwrócił się i uciekł, „O rkan” wziął od „K obzy” nowy magazynek do stena, zmienił go w biegu wpadł z pow rotem do parku i skierował się do miejsca w którym zo­ stawił Weffelsa. P o chwili szukania znalazł go na końcu alejki, na placyku, gdzie były ławki. Weffels, z zakrwawioną twarzą, zataczając się, usiłował wrócić do wyjścia, trzy­ mając w ręku pistolet. „O rkan” strzelił do niego z bliskiej odległości. Weffels upadł. „O r­ kan” strzelił jeszcze dw a razy ,w głowę, wyjął dokum enty i zabrał broń, a następnie biegiem skierował się do wyjścia. Tymczasem „D aniel” podbiegł w ¡kierunku Koszykowej i oddał 149 Tamże,

»Weffels« — akcja

211

kilka strzałów d o nieprzyjaciela, który rozpoczął stam tąd ogień w stronę „O rkana” i „K ob­ zy” . „K obza” przeszedł n a w prost wyjścia z parku osłaniając odw rót „O rkana” . „N iem ira” od kilku chwil siedział w samochodzie przy zbiegu 6 Sierpnia i alei Szucha, n :e wyłączając gazu. „K alina” zauważył patrol motocyklowy żandarm erii nadjeżdżający z kierunku Bel­ wederu. Rzucił filipinkę, która w ybuchła około 2 m za motocyklem. Kierowca dodał gazu i uciekł. T eraz wszyscy uczestnicy najkrótszą drogą pobiegli do samochodu. „O rkan” osłaniał zespół, prowadząc ogień ze stena w kierunku nadbiegających Niemców. N a ich czele biegł, strzelając, SS-Bewerber A rth u r Fiissel, radca policyjny z urzędu kom endanta policji bez­ pieczeństwa i służby bezpieczeństwa. *50 Ponieważ jednak z obu stron wymiana strzałów nie była silna, „O rkan” jako ostatni dobiegł d o sam ochodu i zajął w nim przewidziane miejsce. Sam ochód ruszył d odjechał ustaloną trasą. Rozwiązanie zespołu nastąpiło zgodnie z planem. Przeprowadzenie akcji zreasumowano w biurze II plutonu przy Wilanowskiej 18. „N iesz” tak to relacjonuje: „W ogólnej ocenie n a podkreślenie zasługiwały determ inacja »Orlcana« oraz bojowość i inicjatywa całego zespołu. D nia 1 .października w biurze p rzy Wilanowskiej oczekiwano jak zwykle, z niepokojem, n a wyniki akcji. P o akcji przybiegła, zdaje się, »Maja«. Przy­ niosła jego teczkę — była przestrzelona, a wewnątrz, ku ogólnemu rozczarowaniu, było kilkanaście kartoników z guziczkam i do koszul i dw ie lub cztery krom ki razowego chleba, ledwie poskrobanego masłem. Później przyniesiono pistolet Weffelsa z przestrzeloną n a ­ kładką i magazynkiem. W chwilę potem do biura przyszli »Akne« i »Zawał«, którzy z parku Ujazdowskiego obserwowała przebieg akcji. Znaleźli się tam przypadkiem (w od­ dziale był surowy zakaz chodzenia na akcje w charakterze »widzów«). Opowiadali krót­ kimi zdaniami: — »Kama« przeszła ulicę. Chwilę później rozległy się strzały, Weffels przebiegł jezdnię ućiekając w stronę parku. Za nim biegł »Orkan«, wołając do przechod­ niów: — Uciekać! Uciekać! — Plac N a Rozdrożu m om entalnie opustoszał. Schowaliśmy sie za budkę przy parku. Niemiec skierował się też w kierunku budki, chwilę zawahał się, znów zaczął uciekać d o parku, krzyczał przy tym o k ro p n ie.161 Potem nadszedł kpt. »Pług«. »Orkan«, (który strzelał do W effelsa ze stena, uważał, że w takich w ypadkach bardziej niezawodny jest pistolet. »Daniel« przeżywał akcję po raz drugi. Rozpoczynając słowami »całkowicie opanowaliśmy sytuację«, opowiadał o swych wyczynach z werwą i podnieceniem. »Orkan« z uśmiechem jeszcze raz wspominał, jak nie nabitym stenem zastraszył granatowego policjanta. Opowiadano, jak przerazili się Niemcy jadący motocyklem ¡przez Aleje Ujazdowskie w momencie rozpoczęcia akcji- Siedzący z tylu sprawdzał tylko ręką po plecach, czy to aby d o niego nie strzelają. Nastrój ogólnego zadowolenia wypływał głównie z tego, że wszyscy wrócili cało. Za­ częły się sypać dowcipy. Zorganizowana naprędce »herbatka« przeciągnęła się do późnego wieczora” 152. T ylko „K am a” nie mogła uspokoić się ,po akcji: „W idziałam ludzi biegnących w popłochu, chciałam d o nich krzyczeć, że to nie ła­ panka ani rozstrzeliwanie, że to walczą Polacy. Przez opustoszałe Aleje Ujazdowskie szybko przebiegłam aleją Róż d o Mokotowskiej, a stam tąd — do 'kościoła. Uklękłam, prosząc o szczęśliwy dojazd chłopców na miejsce; pragnęłam podziękować. Za oo? — za to, że przyczyniłam się do śmierci człowieka? Byłam w wielkiej rozterce, zaczęłam płakać. Z nikim bliskim nie mogłam n a ten tem at porozmawiać. Ze względu n a konspirację,

MłD W IH, sygn. T-36, r. 128, tzw. Zbiory Aleksandryjskie. 151 Wspomnienia Lidii a Krystyna Stazdeckich, wykorzystane w relacji Stanisława Nowiń­ skiego, 3. 152 Relacja Stanisława Nowińskiego, 3. 150

212

Specjalne operacje bojowe w 1943 r.

Szkic „Orkana” (Kazimierz Kardaś) do raportu z przeprowadzenia specjalnej operacji bojowej »W effels«

musiałam milczeć. W iedziałam, że uczyniłam dobrze, ale to nie godziło się z zasadami etyki, wpajanej m i od najm łodszych la t” 153. Niezwykle ciekawa jest również relacja postronnego, ale naocznego świadka tej akcji, Teresy Hauke-Pacewiczowej: „W ciągu czterech lat okupacji zdołałam «przerobić tylko klasę liceum i teraz, w jesieni 1943 r., miałam znów podjąć przerw aną naukę. Zostałam przyjęta do II klasy tajnego

*58 Relacja Marii Stypułkowsfciej-Chojeckiej, 1, 3.

213

» W e ffe ls « — relacje św iadków

te

p*ł f

Powiększona legenda ze szkicu „Orkana”

liceum i właśnie przyszłam do p. Ch., by podzielić się z nią tą wiadomością. Mieszkanie jej znajdowało się na III piętrze dużej, nie istniejącej dziś kamienicy u zbiegu ulic Ko­ szykowej i Nowowiejskiej (wówczas 6 Sierpnia). Dzień był bardzo pogodny i słoneczny, toteż wyszłam na chwilę na balkon, znajdujący się na ściętym narożniku kamienicy. Ulice były raczej puste, po kilka osób stało na przystankach tramwajowych, m. in. dwóch ofice­ rów niemieckich oraz dwie Schwestem w białych czepkach. Po ¡placyku kręciło się paru

214

Specjalne operacje bojowe w 1943 r.

Odręczny meldunek szefa sztabu Kedywu KG AK mjra „Bolka” (Piotr Janaszek) o wykona­ niu specjalnej operacji bojowej »Weffels« przez zespół żołnierzy oddziału »Agat«

gazeciarzy. Od strony placu Zbawiciela nadjechała riksza zatrzymując się obok znajdują­ cej się na dole ‘k awiarni »Rival«. Przez chwilę rozkoszowałam się ciepłem słonecznym, gdy nagle od strony Koszykowej padły bardzo bliskie strzały d zaraz potem na jezdni tej ulicy zobaczyłam Niemca w zielonym mundurze i bez czapki, pędzącego z rykiem w stronę wejścia do parku Ujazdowskiego. T uż za nim, w bardzo niewielkiej odległości, biegł za­ machowiec w ciemnym, rozpiętym płaszczu i niebieskim szaliku na szyi, strzelając usta­ wicznie krótkimi seriami. Nie były one jednak zbyt celne, bo Niemiec biegł ciągle i zdołał zniknąć w parku. Sądziłam, że tam upadł, bo zamachowiec pozostawił go i pobiegł w kie­ runku placu Na Rozdrożu, gdzie drugi z zamachowców odpowiadał na strzały padające teraz od strony Koszykowej lub może z gmachu Kriminalpolizei. Młody człowiek w nie­ bieskim szaliku po chwili znów skierował się do parku wołając po drodze do małych ga­ zeciarzy: — Plackiem, plackiem! — ci bowiem już zaczynali podnosić ciekawskie łebki. Za chwilę w parku znów rozległy się strzały. Wraz z pierwszymi strzałami wszyscy stojący na przystanku ludzie rzucili się na zie­ mię, nie wyłączając Niemców. Jeden z nich położył się w rynsztoku i zd jąwszy czapkę z głowy jął się azołgać tyłem w stronę ulicy Piusa XI. Drugi wyraźnie usiłował ukryć się pod leżące na trawniku kobiety. Nie zauważyłam, aby mieli broń w ręku. Nieco później ulicą 6 Sierpnia nadjechała konna platforma wojskowa. Powożący nią żołnierz niemiecki słysząc strzelaninę wstrzymał ikonie i zeskoczywszy z platformy przy­ kucnął za nią na jezdni. Jednak przerażone konie poniosły ( joden z nich został najwyraźniej trafiony w lewą zadnią nogę), platforma przetoczyła się pędem w Aleje w stronę Belwede­ ru, a żołnierz przykucnięty na środku jezdni jął się teraz czołgać tyłom w -kierunku placu Zbawiciela. Tymczasem z parku wybiegł pierwszy z zamachowców i jednocześnie z alei Szucha nadjechał motocykl z przyczepą i trzema żandarmami. Zdawało się, że zatrzyma się, ale w tej chwili tuż za motocyklem z hukiem rozerwał się granat. Siedzący na tylnym sio­ dełku żandarm wygiął się gwałtownie jak uderzony w plecy. Nic mu się jednak chyba nie stało, bo pojechał dalej, kierowca bowiem szybko dodał gazu i uciekł w Koszykową.

»W effels« — reperkusje

215

Zaraz potem zamachowcy przeszli na drugą stronę Alej i wycofali się prawdopodobnie w stronę ulicy Piusa X I. Strzały ucichły i przez kilka m inut nic się nie działo. Ludzie leżący n a przystankach zaczęli się podnosić. Jakieś panie pomagały w tym rannem u mężczyźnie w jasnym płasz­ czu i ciemnym kapeluszu i poprowadziły go następnie w stronę placu Zbawiciela. Ranny skakał na jednej nodze, z drugiej kapała krerw, znacząc jego drogę. I oto z alei Szucha zaczęło się wysypywać m rowie Niemców w przeróżnych m u n ­ durach lub p o cywilnemu, każdy z bronią w ręku. Dały się słyszeć szczekiiwe kom endy i cały ten tłum jął się rozpraszać po terenie niedawnej akcji. K ilku zainteresowało się śladami krwi i pobiegło w ‘k ierunku wskazanym usłużnie przez dwie niemieckie pielęg­ niarki. W ielu zgrom adziło się na chodniku pod balkonem, z którego teraz wolałam się wycofać. Przez okno pokoju wychodzące n a ulicę Koszykową obserwowałam tylko, jak z parku zaczęto wyganiać wszystkich znajdujących się tam przypadkowo ludzi: przeważ­ nie kobiety z dziećmi. W szystkim kazano stać z rękam i do góry (także oim io-, dziesię­ cioletnim chłopcom ), podczas gdy rewidowano kieszenie, teczki, a także wózki dziecinne. Podjechała karetka, do której wniesiono na noszach ciało 'zabitego w parku Niemca. Wreszcie kobietom z dziećmi kazano odejść, pozostawiając tylko kilku zatrzym anych męż­ czyzn. W śród nich p. Ch. rozpoznała swego kuzyna i pobiegła czym prędzej do tele­ fonu, by zawiadomić o tym, kogo należało. (W iem , że ten człowiek wkrótce został zwol­ niony; sądzę, żc nie obyło się bez specjalnej interwencji, i to pieniężnej)” 154. „K iedy wyszłam z mieszkania p . Ch., n a ulicy panował już norm alny ruch. N a placu N a Rozdrożu stał tylko patrol żandarmów. Dozorca powiedział m i, że spod dom u, w któ­ rym byłam, zabrano jeszcze jednego zabitego Niemca (czego już nie widziałam ). Podobno był to także esesman”. 155 D nia 14 października w „Biuletynie Inform acyjnym ” ogłoszono następujący kom u­ nikat: „K om unikat n r 16 D nia l.X o godz. 12.05 w W -wie został zastrzelony S S -S turm m ann E rnst W effds, kat i oprawca w więzieniu kobiecym na Pawiaku. Kierownictwo W alki Podziem nej” 156. 154 Wymieniony p. Ch. był to Józef Chadński, przewodniczący Stronnictwa Pracy i członek Delegatury Rządu na Kraj. Więzień polityczny w 1945 r. 158 Relacja Teresy Hauke-Pacewiczowej. Cytuje ją również Aleksander Kunicki, dz. cyt., s. 103. 158 „Biuletyn Informacyjny” z 21 października 1943 r.

Rozdział 9

SPECJALNA OPERACJA BOJOWA »MILKĘ« Po trzech uderzen/iach w oprawców Pawiaka dojrzała sprawa przeprowadzenia przy­ gotowywanej od daw na przeciwko M ilkem u i jego siatce konfidentów. SS-R ottenfiihrer Alfred M ilk c 157, funkcjonariusz sekcji 3D referatu IV A urzędu kom endanta ipolicji bezpieczeństwa i służby bezpieczeństwa dystryktu warszawskiego, u ro ­ dził się 1 m arca 1898 r. w Nieszawie, jako syn Jana i Leokadii z dom u Krcist. Był .wyzna­ nia rzymskokatolickiego i narodowości polskiej do września 1939 r. Po wkroczeniu N iem ­ ców do Polski zapisał się na Volkslistę. Jako Polak mieszkał przed wybuchem wojny w Warszawie, przy Puławskiej 38, w raz z żoną M arianną W udarską-M ilke (ur. 24 grudnia 1905 r.) oraz dziećmi: M arianem (ur. 28 m arca 1922 r. w R ykach), Henrykiem (ur. 30 czerwca 1925 r. w gminie Żabczyce, 'powiat Pińsk), W andą (ur. 25 maja 1929 r. w e W ło­ cławku) i Ireną Zofią (ur. 27 czerwca 1934 r. w W ilanowie). W czasie okupacji opuścił żo­ nę wraz z dziećmi i przeniósł się do mieszkania przy alei Szucha 8 m. 19. M ilkę urzędował w gm achu gestapo przy alei Szucha w pokoju 240, a bezpośrednim jego zwierzchnikiem był Frisch, zamieszkały przy ulicy O lean d ró w .158 Obaj byli pracownikami sekcji zajm u­ jącej się rozpracowywaniem konspiracyjnych organizacji wojskowych ii innych nie rozpo­ znanych organizacji tajnych, n a czele której stał SS-O bersturm fuhrer Josef Lechner. Z uwagi na znaczenie jego sekcji podlegał on w prost kom endantow i całego wydziału IV, który w srtukturze urzędu kom endanta policji bezpieczeństwa i tslużby bezpieczeństwa dys­ tryktu warszaiwskiego nazywano „G egncr u n d Abw chr,,, co oznaczało odpow iednik formaaji określanej potocznie gestapo (Geheim e Staatspolizei). Kom endantem tego wydziału był pćźniqj od 5 m aja 1944 r. — S S -H auptsturm fiihrer W alter Stamm. 150 Milkę, będąc funkcjonariuszem SS niewysokiego stopnia, ale też i nie najniższego (co wskazywałoby na jego zasługi wyświadczone tej organizacji jeszcze w czasach przedwo­ jennych 160, m ając w polskim środowisku warszawskim pewne znajomości i pracując w tak newralgicznym dla zwalczania polskiego Podziemia wydziale, stworzył dość rozgałęzioną siatkę konfidentów gestapo, sam stając się groźnym agentem tej .instytucji. Jego charak­ terystyka z tego okresu podawała: „T w arz przestępcy, orli nos, niebieskie blade oczy, rzadkie zęby, górne przednie spiłowane, tworzące literę V. Sprytny, bezwzględny, krwio­ żerczy. W mieszkaniu swym na nocnej szafce m a 2 rewolwery, ponadto ręczny karabin maszynowy i w wielu miejscach granaty. M ilkę jest kuzynem Herbstowej, zamieszkałej w Warszawie przy ulicy Targowej 84 m. 23” 161. Kedyw K G posiadał kartotekę M ilkego i ważniejszych jego konfidentów, z której wy157 Stopień SS-Rottcnfiihrera odpowiada w Wehrmachcie Obergefreiterowi, czyli starszemu szeregowcowi. W historiografii oraz meldunkach Kedywu KG z 1943 r. powszechnie używana jest pisownia: Alfred Milkę, natomiast w zespole kartotek GKBZHwP figuruje on jako Alfred Mielke. 158 MiD W IH, sygn. III/29/7. Informacje zebrane przez Wd 69 i przekazane szefowi sztabu Kedywu KG. 150 Władysław Bartoszewski, Warszawski pierścień śmierci..., s. 427. 100 Jest to tylko przypuszczenie autora, ale wydaje się ono słuszne, ponieważ stopień SS-Rottenfiihrera był — licząc od dołu — czwartym kolejnym stopniem w SS, nie mógł go więc Milkę otrzymać na początku swej służby. «i MiD W IH, sygn. III/29/7.

»Milkę« — siatka konfidentów

217

Pismo informacyjne szefa sztabu Kedywu KG mjra „Bolka” (Piotr Janaszek) dotyczące Milkego i jego siatki konfidentów ciąg podajemy w celu scharakteryzowania zarówno jednej z siatek agenturalnych gestapo, jak też przedstawienia zasobu inform acji 'posiadanych na tem at tej siatki przez Kedyw K G : „ K r z y s z t o f i k I r e n a , zam. al. Szucha 8 m. 19, ur. 1 V 1921 r., córka F ran ­ ciszka i Feliksy Kaczor, wyzn. rz.-kat., U krainka, przybyła z gm. Brzegi w dn. 17 IX 1940 r. i zamieszkała przy ul. Raszyńskiej 48 m 2. Ż m i r k o w s k i K a z i m i e r z , zam. Bednarska 25 m. 55, ur. 2 I 1922 r., syn Jana i Józefy, wyzn. rz.-kat., nar. polskiej. W yjątkowo niebezpieczny. Spowodował wuele aresz­ towań. D o pracy w G O został skierowany przez Milkego. S k o r o s z e w s k i A n d r z e j , M ała l i m . 12 a i Solna 4/8. U r. 14 I 1926 r., syn Mieczysława i W iktorii. Rysopis: wysoki, brunet, tw arz owalna, zęby białe, równe, ele­ gancki, chodzi przeważnie w butach z cholewami. M atka jego pracuje w policji krym i­ nalnej. L i s o w a I r e n a , ps. »W anda«, Browarna 8 m. 56. A dm inistratorka dom u n r 6 lub 8 przy ul. Browarnej, kochanka Frischa i Milkego. N a skutek jej doniesienia wykryto d ru ­ karnię na Długiej. U r. 29 X 1913 r., poprzednio nosiła nazwisko Kowska. Prowadzi lekki tryb żyoia. Była narzeczoną »Tadeusza«, pracującego w »Szańcu«, który często z nią rozmawiał przez telefon redakcyjny. Lisowa spostrzeżenia swe, jak stuk maszyn i inne odgłosy dochodzące do jej uszu podczas rozmów z »Tadeuszem«, 'zameldowała M ilkemu. Lisowa wtajemniczona jest w sprawę wydawania dokum entów przez niejakiego Romaszew­ skiego Tadeusza, zam. M ariensztat 19, sekretarza kościoła Św. Jana, który wydaje »lewe« dokumenty, przypuszczalnie metryki. Lisowa zna dokładnie ¡imiona, nazwiska oraz adresy tych osób. W iadom ościam i tym i dzieli się z M ilkem. O statnio R. dał Lisowej jakieś d o ­ kum enty z prośbą, by wręczyła je siostrze Romaszewskiego. Lisowa zam iast wręczyć je adresatce, oddała M ilkemu. Siostra Romaszewskiego została aresztowana. Obecnie Lisowa, przypuszczalnie z obawy, wyprowadziła się i mieszka u m atki w Miedzeszynie. Lisowa ma córkę, ur. 1939 r., H annę-M arię. O ś m i a ł o w s k a R e g i n a , M arym oncka 49. U r. 29 IX 1921 r., c. M ichała i Fe­ liksy, wyzn. rzym sko-kat., nar. polskiej, według ks. meldunkowych urzędniczka PCK . Spowodowała wykrycie d ru k am i »Szańca« na ul. Długiej. M a podobno specjalne zadanie wykrycia »Biuletynu Informacyjnego«. Ośmiałowska jest znajom ą adm inistratorki dom u przy ul. Browarnej 8, skąd potrafi wziąć książkę m eldunkową i trzym ać ją kilka tygodni, meldować tam szukających ukrycia ludzi, by ich potem wydawać. M a 3— 4 letnią có­ reczkę. Spowodowała aresztowanie lokatorów «przy ul. Szczyglej 6 m . 4 (gdzie poprzednio mieszkała). Ośmiałowska została w dn. 17 V II 43 r. zastrzelona. G a r n c a r e k J a n , Bliska 21 m. 19. Bratanek ks. G arncarka, proboszcza w kościele Św. Floriana. W ydał drukarnię n a ul. Św. W incentego, wskutek czego aresztowano naj­ bliższą jego rodzinę. O n jeden ocalał. P o tym fakcie M ilkę trzym ał go przez miesiąc

218

Specjalne operacje bojowe w 1943 r.

u siebie. Ks. G am carek wiedział, że w tym czasie Jan G am carek przebywa w więzieniu, ale spotkawszy go kiedyś na ulicy Widział u niego dowód zwalniający go z więzienia, który był stale odnawiany. G am carek m ówił do Skoroszewskiego, że wie, gdzie ksiądz G arncarek przechowuje (pasemka. Sprzedał M ilkem u rewolwer za 300 zł, który kupił od członka jakiejś organizacji. G am carek brał udział w obserwacji p. Olgi, Hoża 38 (?), ukrywającej jakoby oficerów. W raz z M ilkem przebywał wówczas w restauracji »Niemen«. K u l e s z a , zakrystian w kościele Św. Floriana. Półtora roku tem u pracował przy odnawianiu kościoła jako m urarz. W ykrył n a chórze radio, o którym zameldował M ilkemu. Jako nagrodę otrzym ał miejsce po poprzednim zakrystianie, jego mieszkanie i rzeczy. Obecnie Kulesza kom unikuje się z M ilkem. Kulesza Jerzy, syn zakrystiana, lat 17. Kole­ ga Skoroszewskiego Andrzeja. Przed 7 IV 43 r. narzekał przed Skoroszewshim na ciężkie czasy, ale powiedział, że znajdzie się n a to rada i proponował, aby przez znajomości S k o roszewski starał się »zamknąć« proboszcza G am carka. M ówił: »Powodów jest dużo, ale można się później przy rewizji przekonać«. Zwierzchnikiem M ilkego jest Frisch, zam. Oleandrów, iprac. Kom. Lechnera, pok. 240, tel. 328. Lat ok. 40, tęgi, przystojny, układny, chciwy i krwiożerczy. M ilkę wraz ze sw ą kochanką K rzysztofik bywa w zakładzie fryzjerskim Jakubowskiego na ulicy Piusa X I 34. Razem z Jakubowskim robią jakieś interesy, przynoszą przedm ioty do sprzedania, pochodzące praw dopodobnie z kradzieży gestapowskiej. Istnieje przypusz­ czenie, że zakład Jakubowskiego jest miejscem spotkań konfidentów Milkego. K onfidentem M ilkego jest również jakiś chłopak, lat 16, nazwisko zbliżone do W ajsman, mieszka n a W aszyngtona, pracuje od niedaw na na Dworcu W schodnim jako robotnik” 162. N a polecenie K edyw u K G rozpracow aniem siatki M ilkego zajął się „Rayski” 163 będąc jeszcze szefem służby wywiadu oddziału »Osa-Kosa«. Było to w m aju 1943 r. Ustalenia wtedy poczynione relacjonuje następująco: „Dostałem informację, że jedną z bardziej niebezpiecznych konfidentek gestapo, przeja­ wiającą intensywną działalność, jest niejaka Irena Lis, około lat 30, figurująca w ewi­ dencji gestapo jako »W anda«. Lisowa, współpracująca z hitlerow cam i podobno już od 1941 r., szczególnie obfite żniwo w swej haniebnej robocie zebrała u schyłku 1942 r., kiedy to wydała w ręce Niemców chyba bardzo wiele osób posługujących się fałszywymi dowodami. W śród zadenimcjowanych przeważali obywatele polscy narodowości żydowskiej, ale nie brakło też Polaków, którzy z takich czy innych względów nie m ogli używać swych prawdziwych nazwisk. O tóż w połowie 1942 r. Lisowa spotkała w W arszawie swego przedwojennego znajo­ mego, Tadeusza Romaszewskiego, który w raz ze swą siostrą, M arią M alicką, pracował w owym czasie w urzędzie parafialnym przy katedrze Św. Jana w Warszawie. M alicka i jej brat byli członkami podziemnej organizacji. Ukrywającym się przed hitlerowcami ludziom wydawali oni metryki bądź (podrobione, bądź opiewające na nazwiska osób zm arłych — niezbędne do otrzym ania dowodów. W pracy tej rodzeństwu pomagał również mąż M a­ lickiej, Bolesław Malicki. Niestety, Lisowa, która bardzo zbliżyła się do Tadeusza Romaszewskiego, uchodziła za jego narzeczoną i często bywała w kancelarii parafialnej, kilkakrotnie będąc nawet świad­ kiem dokonywanych tam m anipulacji z m etrykam i, rychło zorientowała się w nielegalnym procederze i przekazała odpowiedni m eldunek swym mocodawcom z alei Szucha. W rezul­ 162 Tamże. Z zebranych przez różne źródła wywiadowcze informacji wynikał oczywisty fdkt zorganizowania przez Milkego rozległej siatki agentów gestapo, niezwykle niebezpiecznej dla społeczeństwa polskiego, a w szczgólnośd dla ludzi związanych z Podziemiem. Informacje te (w tej formie nie znane „Rayskiemu” względnie nawet przez niego uzupełniane, a opracowane w całościowej formie w Kedywie K G ) posiadają także dodatkową wymowę, ponieważ pozwalają stwierdzić, że poszczególni funkcjonariusze niemieckich formacji policyjnych nieraz organizowali własne siatki konfidentów przenikających do różnych środowisk społecznych w okupowanym kraju. 153 Aleksander Kunicki, Cichy front..., s. 111— 116.

»Milkę« — rozpoznanie

219

tacie 19 grudnia 1942 r. gestapo zrobiło najazd na kancelarię i aresztowało oboje Malickich. Tadeusz Romaszewski, nieobecny wówczas w kancelarii, szczęśliwie ocalał. Oczywiście ani się domyślał, że w padka jest dziełem jego »narzeczonej«, gdyż Lisowa była zbyt wytraw ną konfidentką, by zdekonspirować się tak szybko. T eraz nastąpiła cała seria aresztowań ludzi, którzy mieli dowody wystawione według metryk, w jakie wyposażyli ich Maliccy. P o prostu Lisowa, której uprzednio udało się ustalić szereg nazwisk, wskazywała je gestapowcom. O ile wiem, w padło wówczas w ręce Niemców około osiemdziesięciu osób. Tadeusz Romaszewski dopiero wiosną 1943 r. dowiedział się o zdradzieckiej robocie Lisowej. Oczy otworzył m u gryps, jaki przekazano m u z M ajdanka od jego siostry, Malickiej, która wraz z mężem została przez Niem ców osadzona w tym obozie. D odam tu, że M alicki został n a M ajdanku zam ordow any, jego żonie udało się natom iast obóz przeżyć. Tadeusz Romaszewski natychm iast zawiadom ił organizację podziem ną o tym , kim w rzeczywistości jest Lisowa, i szybko wyniósł się z Warszawy. U czynił to w ostatniej chwili, jak stwierdziliśm y bowiem później, także i jego nazwisko »narzeczona« przekazała gestapowcom i T adeusz Romaszewski rów nież miał być aresztowany. U dało m i się stwierdzić, że rejestr denuncjacji obciążających Lisową jest bardzo pokaź­ ny. Zrozum iałe, że te otrzym ane przeze m nie inform acje o Lisowej sprawiły, iż tropiłem ją bardzo energicznie. Ale niestety — przez dłuższy czas bez rezultatu. Wreszcie udało m i się zdobyć jej adres. Ale o tydzień za późno. Jak bowiem stwier­ dziłem, Lisowa właśnie przed tygodniem wyprowadziła się ze wskazanego m i mieszkania w niewiadomym kierunku. Dowiedziałem się jeszcze, że uprzednio wywiozła swą córecz­ kę do jednej z podwarszawskich miejscowości, gdzie mieszkała jej matka. I to było wszy­ stko. Żadnego p u n k tu zaczepienia. I gdy już zwątpiłem, że uda m i się konfidentkę odnaleźć, z pomocą, jak to często w życiu bywa, przyszedł m i przypadek. N a liścde osób, którym i interesowałem się w tym okresie, figurował także A lfred Milkę. Żonaty z Polką i mający z nią czworo dzieci, do chwili wkroczenia Niem ców mieszkał w raz z rodziną przy ulicy Puławskiej. Działalność tego gestapowca coraz bardziej dawała nam się we znaki, przewidując więc, że wcześniej czy później wiadomości o n im mogą się przydać, jxxząłem je zbierać. Czyniłem to rów no­ legle z realizacją innych zadań, m. in. ze zbieraniem danych o Lisowej. I właśnie wtedy, gdy Lisowa zniknęła z mojego horyzontu i straciłem już nadzieję jej odnalezienia, dotarła do m nie bardzo interesująca wiadomość. Przekazało m i ją małżeństwo, 'które m iało dojście do porzuconej przez M ilkego rodziny. Myślę o Cecylii i Franciszku Różalskich. Dowiedzia­ łem się wówczas, że córka M ilkego, która co pewien czas odwiedza ojca w jego mieszkaniu przy alei Szucha, kilkakrotnie spotykała tam pew ną m łodą ii przystojną Polkę, imieniem Irena. W edług słów dziecka owa Irena była w mieszkaniu M ilkego bardzo zadomowiona i praw dopodobnie przebywała tam stale.

Ze względu na to, że w sprawę tę od dawna byłem zaangażowany i włożyłem w nią wiele trudu, postanowiłem rzecz jak najspieszniej doprowadzić do końca. Nie było to jed­ nak łatwe. Wprawdzie dysponowałem sporą porcją informacji o MiJkem i jego kochance, ale istotną trudność sprawiało bardzo niedogodne — oczywiście z naszego punktu wi­ dzenia — usytuowanie miejsca, w którym należało wykonać wyrok. Jak już bowiem wspomniałem, Milkę mieszkał przy alei Szuclia w pobliżu gestapo i w alei Szucha pracował. Akcja winna być zatem wykonana na bardzo krótkim odcinku, który Milkę musiał przebyć, żeby dostać się z domu do siedziby gestapo. Odcinek był króciutki, rojący się od Niemców — zarówno tajniaków, jak i umundurowanych — co ogromnie utrudniało obserwacje i kazało przypuszczać, że wykonanie wyroku też nie pój­ dzie naszym chłopcom gładko. Pewnym ułatwieniem natomiast był fakt, że Milkę miesz­ kał w oficynie. Przystąpiłem więc do pracy, dobierając sobie do pomocy wywiadowczynie: »Krystynę« (Wanda Gąssowska-Oczko), »Hankę« (Anna Szarzyńska-Rewska) i »Wandę« (Irena Jaroszęwicz-Klimesz) oraz z III plutonu »Janinę«. Jakaż była moja radość, gdy się dowie­

Specjalne operacje bojowe w 1943 r.

220

działem, że n a I I I piętrze frontowego budynku tej posesji mieszkają znajom i »W andy« i że z wychodzących n a podwórze okien ich mieszkania w idać okna M ilkego, który mieszka na I piętrze w oficynie. Oczywiście ten p u n k t obserwacyjny obsadziliśmy natychm iast. Ulokowałem tam »W an­ dę«, która stojąc za firankam i obserwowała «i okna gestapowca, i jego samego, gdy tylko pojawił się na podw órzu. Jednocześnie »K rystyna«, »Hanka« i »Janina« prowadziły ob­ serwację z narożnika alei Szucha i placu U nii Lubelskiej. Ze względu na trudne w arun­ ki, o których wspomniałem, zmieniały się codziennie, tak że każda z nich zajmowała ów punkt obserwacyjny co trzy dni, i to zaledwie przez pół godziny, od 7.30 do 8, bo właśnie w tym czasie Milkę udawał się na służbę. W szystko szło spraw nie d dzięki temu już w połowie sierpnia mogłem zameldować »Płu­ gowi« o zakończeniu rozpoznania i przekazałem jego wyniki. W najbardziej istotnej części sprowadzały się one d o tego, że M ilkę codziennie, tuż przed ósmą rano, wychodzi z bra­ my budynku Szucha 8 i idzie w prost do pobliskiej siedziby gestapo mieszczącej się przy Szucha 23. Czasami towarzyszy m u Lisowa” 164. K pt. „P łu g ” wykonanie akcji przekazał I I I plutonow i, wydając odpow iedni rozkaz „ L u ­ tem u”. N a odprawie dowódców I I I .plutonu, w środę 18 sierpnia 1943 r., po ożywionej dyskusji, który z żołnierzy sięgnąć m a po laur dowodzenia akcją, „L u ty ” zdecydował po­ wierzenie opracowania planu akc>i „H eńkow i”, rozkazując kontynuow anie obserwacji Milkego. Równocześnie nadał „H eńkow i” kontakt ze służbą wywiadu, która m iała m u prze­ kazać dane rozpoznania i doprow adzić do identyfikacji Milkego. D nia 20 sierpnia 1943 r. na wskazanej przez „L utego” ławce w parku Ujazdowskim „H eniek” spotkał się z wywiadowczynią „W andą”. Spotkanie z „W andą” wywarło na nim sympatyczne wrażenie, a co najważniejsze dało konkretne wyniki w sprawie, która ich zetknęła ze sobą. „H eniek” dowiedział się od „W andy”, kto to jest Milkę, gdzie mieszka, gdzie pracuje, czym się zajmuje, jaki try b życia prow adzi.165 P o rozmowie, w ściśle spre­ cyzowanym czasie udali się razem n a spacer w aleję Szucha — od placu N a Rozdrożu do placu U nii Lubelskiej. „W anda” ku jego zdum ieniu naprow adziła go idealnie n a wy­ chodzącego z gm achu gestapo Milkego, którego m ógł obejrzeć aż do jego wejścia w bramę budynku przy alei Szucha 8. Stwierdził wtedy, że M ilkę lekko utykał n a jedną nogę i wy­ gląd w istocie m iał nieprzyjemny. „H eniek” zameldował „L u tem u ”, że zidentyfikował już Milkego i w oparciu o posiadane rozeznanie przystępuje d o opracowania planu akcji. Plan ten chciał opracować wespół z bliskimi sobie kolegami, którzy wchodzili w skład jego drużyny i których zamierzał włączyć d o zespołu przeprowadzającego akcję. Już następnego dnia po spotkaniu z „W andą” zapoznał z sylwetką M ilkego „K urzaw ę I ” (Zbigniew W iśniewski) d szczegółowo spenetrował z nim teren przyszłej akcji, to jest od­ cinek alei Szucha od budynku n r 8 do gmachu gestapo. Intencją jego było, by kilkudniową obserwację rozdzielić na 3— 4 żołnierzy i tym samym zapoznać żołnierzy z sylwetką M il­ kego, miejscem akcji i w arunkam i jej przeprowadzenia. Choć intencja była słuszna, to jednak zabrakło doświadczenia konspiracyjnego i wywiadowczego, bo w jej realizacji tkwił zasadniczy błąd: w żadnym przypadku nie było wskazane odbywanie spacerów przez kilka dni z rzędu aleją Szucha w tych sam ych godzinach przez m łodych ludzi, częściowo tych samych, noszących te same ubrania (w opisywanych dniach upały dochodziły do 35°C), co mogło budzić podejrzenia. Następnego dnia po spacerach z „K urzaw ą I ” „H eniek” chciał wskazać osobę M ilkego i teren akcji „M ściw em u” (K azim ierz N urkow ski), ponieważ jednak dniem tym była nie­ dziela, spacer przełożono n a poniedziałek. N a trzeci z kolei spacer po alei Szucha „H eniek” udał się w towarzystwie „M ściwego” 23 sierpnia 1943 r. w godzinach rannych. A oto relacja „H eńka” : 164 Tamże. 165 R elacja H enryka N ow aka, 3.

»Milkę« — aresztowanie „Heńka” i „Mściwego”

221

„W łaśnie w tym momencie, gdy z »M ściwym« szliśmy aleją Szucha w kierunku placu U nii Lubelskiej, po stronie nieparzystej, i dochodziliśmy do Litewskiej, zostaliśmy otocze­ ni przez kilku ludzi, agentów gestapo w ubraniach cywilnych. Wszyscy z nich wyciągnęli pistolety, które schowali dopiero po przeprowadzeniu rewizji osobistej. M y nie mieliśmy oczywiście broni przy sobie. W momencie aresztowania jeden z nich wskazywał pistoletem na m nie, wykrzyku jąc, że widzi m nie w tym miejscu po raz trzeci. Nie spodziewałem się, że Niemcy już wtedy byli tak czujni i ostrożni; ostatecznie była to ulica, którą przechodziło sporo ludzi. Później zdałem sobie sprawę, że większość prze­ chodniów stanowili Niemcy (było to przecież centrum policyjnej dzielnicy niemieckiej), Polacy bowiem woleli takich tras unikać. Zaprowadzeni do budynku gestapo — o próbach ucieczki nie m ogło być w ogóle m o­ wy — zostaliśmy sprowadzeni do piw nic i umieszczeni w tzw. »tramwaju«. Były to kilku­ osobowe cele-piwnice, o jednej okratowanej ścianie od strony korytarza. W korytarzu tym przechadzał się nadzorujący gestapowiec, reagujący na najlżejsze szmery czy objawy chęci porozumiewania się między więźniami. Aresztowani siedzieli na pojedynczych krzesłach po obu stronach celi, m ając przed sobą tylko plecy poprzednika lub ścianę. Badania rozpoczęły się tego samego dnia. M nie i »Mściwego« w yprowadzono oddzielnie do pokojów przesłuchań na górze. Rozdzieleni byliśmy od samego m om entu aresztowa­ nia i nie było żadnych możliwości porozumienia. Jak wynikało z prow adzanych przesłuchań, gestapowcy nie mieli wprawdzie w ręku »dowodów naszej winy«, ale mieli pewność, że natrafili na nici prowadzące do nie znanych im zespołów konspiracyjnych o nieznanych, ale wyraźnie wrogich i groźnych dla nich zamiarach. Pewność taka była dla nich bezsporna, ponieważ, jak wnioskowałem z m o­ ich przesłuchań: — kłamaliśmy, ale każdy -inaczej, n a tem at tego, co robiliśm y w alei Szucha i w jakim celu szliśmy do placu U nii Lubelskiej; — nie »potrafiliśm y« w ogóle «przypomnieć sobie żadnych w spólnych znajom ych; — zupełnie odm ienne wersje wymyśliliśmy n a temat, skąd się znam y; — ja plotłem bzdury, że do Wawelberga na Mokotowskiej chodzę przez plac U nii L u­ belskiej lub Litewską. Nasze kłamstwa były piekielnie naiwne, ale nie mieiliśmy innego wyjścia. N a taką ewentualność nie było między nam i żadnych uzgodnień. W łasne idiotyczne wersje po d ­ trzymywaliśmy także podczas konfrontacji. T u mogliśmy sobie rzeczywiście zarzucać wzajemne kłamstwa, n o bo żaden z nas nie m ów ił prawdy. Także na Pawiaku, na który przewieziono nas po trzech dniach, rozdzielono nas do dwóch różnych cel i to po obu stronach korytarza w piwnicy. Pierwsze porozumiewawcze szepty udało nam się wymienić dopiero w więźniarce pom iędzy gestapo a Pawiakiem. Uścisnąłem wówczas »Mściwemu« rękę i szepnąłem, aby nic nie zmieniał, tylko nadal jak dotychczas łgał na potęgę, tak sam o zresztą jak i ja. Nasze idiotyczne »zeznania« doprowadzały gestapowców do »białej gorączki«. Bicie ba­ tami, pięściami i kopanie towarzyszyły każdemu przesłuchaniu, ale nie dawały rezultatów. Takich przesłuchań mieliśmy chyba po sześć, i to długich, po dw ie-trzy godziny. G e­ stapowcy nie mieli na takie zabawy czasu — musieli rozstrzygnąć śledztwo — -i to z re­ zultatem albo-albo. Dla nas oznaczało to katowanie aż do śmierci i takie właśnie przesłu­ chanie nastąpiło na końcu. Pierwszy został na nie zabrany z Pawiaka »Mściwy«; słyszałem o godzinie 6 rano wywoływanie go z celi, a o godzinie 4-5 po południu słyszałem, jak wniesiono go do celi. Później dopiero dowiedziałem się, że w nocy zmarł. N ic w gestapo nie powiedział, przypuszczam , że po prostu całkowicie zamilkł. Następnego dnia, także o godzinie 6 rano, zabrano n a decydujące badanie mnie. T o już nie była żadna rozmowa z biciem, ale po prostu samo katowanie, z krótkim i przerwam i na zapytania, czy chcę już mówić o organizacji, kolegach, adresach itp. W końcowych m om en­ tach badań było to już tylko przywracanie m nie do przytom ności przez polewanie wodą. »Przesłuchanie« to było dla gestapowców ciężką i długą pracą fizyczną. T rw ało około

Specjalne operacje bojowe w 1943 r.

222

4— 5 godzin. Brało w nim udział pięciu gestapowców. W szyscy operowali długim i pleciony­ m i biczami i pomagali sobie kopaniem. Ja byłem »spreparowany« do katowania w specjalny sposób. N a rękach miałem kajdanki. Kolana między rękam i podciągnięte -pod brodę, a pod kolanami, ale n a rękach, wciśnięty drąg żelazny. N a twarzy miałem założoną maskę gazową, aby krzyki były tłum ione i nie przeszkadzały w pracy zatrudnionym w sąsiednich pokojach. Okresowo odkręcano m i po­ chłaniacz, abym mógł wyrazić gotowość do zeznań. D rąg ustaw iano pionowo (z jednej strony w ystaw ał), tak że leżałem n a boku. Byłem silnym, m łodym , 23-letnim mężczyzną. N igdy w życiu nie mdlałem, nie chorowałem, byłem zupełnie dobrym i wszechstronnym sportowcem. Po 2— 3 godzinach byłem już ruiną. Tego dnia, nie tylko w trakcie badań, ale już p o nich, mdlałem jeszcze kilkakrotnie. M iałem połamane od kopania żebra. Byłem m ocno pokrwawiony, a całe ciało było tak żółtof-ioletowe, że podziwiali je n a Pawiaku nawet U kraińcy, przywykli p ized eż do róż­ nych efektów badań. »Badania« nie przyniosły gestapowcom żadnego rezultatu. W pełni świadome chwile trium fu przeżyłem, gdy w końcu przyszły pierwsze omdlenia. Zanim następowała utrata świadomości, przedtem doznawałem kom pletnego znieczulenia n a ból. Zrozum iałem , że już nic m nie nie zm usi do »mówienia«. M dlałem coraz częściej d w ten sposób także i gesta­ powcy stracili nadzieję na efekty. O tym , co przeżyłem, napisałem szczegółowo dlatego, żc ja jednak przeżyłem. O dle­ żałem trzy tygodnie w szpitalu n a Pawiaku, no a później przeżyłem nawet i Oświęcim i nie »gorszą« katorgę we Flossenbiirgu. »Mściwy« m usiał dostać gorzej, jeśli nie przeżył jednej nocy. N ic nie zdradził, gdyż gestapowcy by to w m oim śledztwie wykorzystali. M nie n a pewno umożliwił w ten sp o ­ sób ocalenie życia, nie mówiąc już o kolegach z konspiracji, którzy zostali na wolnoś­ ci” 106. Kazimierz N urkow ski („M ściw y” ) urodził się 1 stycznia 1920 r. w Zagórowie, woje­ wództwo konińskie, jako dziesiąte dziecko Jana Nurkowskiego, drobnego kupca, i jego żony Teodory z Kalikstów. Szkołę powszechną ukończył w Zagórowie, m ałą zaś m aturę zdał wraz ze starszym bratem Stefanem w M ałym Sem inarium D uchow nym w Lądzie (województwo konińskie). W 1938 r. w raz z czterem a siostram i i dwoma braćm i Ste­ fanem i Leopoldem zamieszkał w W arszawie, w 'której zaczął uczęszczać d o Liceum im. Lisa-K uli. Po wybuchu wojny został w ram ach przysposobienia wojskowego zmobili­ zowany do obrony W arszawy, a 8 września wymaszerował w raz z oddziałem do Łucka. W czasie drogi zachorował na zapalenie płuc i został w Brześciu nad Bugiem, gdzie zaopie­ kowała się nim rodzina pp. Poniatowskich. D o W arszawy powrócił 11 listopada 1939 r. i bezzwłocznie rozpoczął służbę podziem ną w Szarych Szeregach. Zamieszkiwał z rodziną na K rzyw ym Kole n r 6, gdzie spotykał się także ze Stefanem Pakułą („M aryla” ) i Zdzi­ sławem Poradzkim („K ruszynką” ), którem u jeszcze przed wojną udzielał korepetycji z m a­ tematyki. W 1941 or. stracił ojca, 'który zm arł w Zagórowie. K azik pochodził z licznej rodziny, a z jego dziewięciorga rodzeństw a poza nim sam ym zginęło lub zostało zam or­ dowanych w czasie w ojny trzech braci i siostra. Relacjonuje jego siostra Irena: „W d n iu 22 sierpnia 1943 tr. K azik wyszedł z dom u i jak się później okazało udał się d o siostry Zofii, która w raz ze swym mężem W itoldem Majewskim mieszkała przy Alejach Jerozolimskich 61 m. 12 i tam nocował. Rano dnia następnego gdy wychodził z dom u był bardzo zdenerwowany i żegnając się ze swym szwagrem m iał łzy w oczach. Zwierzył się W itoldowi, że idzie wykonać pewną »robotę«. W d n iu 23 sierpnia w godzinach przedpołudniow ych gestapo przeprowadziło rewizję w naszym mieszkaniu p rzy K rzyw ym Kole. W czasie rewizji gestapowcy zabrali 2 nie rozpakowane paczki, które dnia poprzedniego zostawiła siostrze dla Kazika nie znana jej dziewczyna. G dy gestapowcy wkroczyli do mieszkania, najpierw zwrócili uwagę n a te 1W Tamże.

»Milkę« — zamordowanie „ Mściwego ”

223

paczki, a jeden z n ic h powiedział: »O widzisz, mówiłem ci, że są«. Z ro z m ó w ich zorientowaliśmy się, że Kazik jest aresztowany. Ponieważ nas zostawili w spokoju, zaczę­ łyśmy się starać pomóc Kazikowi. Leokadia udała się do znanego sobie adwokata (przed wojną sędziego Sądu Najwyższego) Feliksa Asta, który znał niemieckiego sędziego Delnitza. T ą drogą dowiedziałyśmy się, że Kazik z W arszawy wywieziony nie został, a w W ar­ szawie go nie ma. M ogło to znaczyć jedno: to właśnie, co się stało. Potwierdzenie po­ dejrzeń o jego zam ordow aniu otrzym ałyśm y 8 września 1943 r .” W spółtowarzysz ostatnich chwil życia „M ściwego”, H enryk Nowak („H eniek” ) 167, urodził się 'w W arszawie 7 lipca 1920 r. n a Pow iślu w wielodzietnej rodzinie rzemieślni­ czej (dw óch synów i dwie córki). W 1926 r. stracił ojca i ciężar utrzym ania dom u i wy­ chowania dzieci spoczął n a samej m atce — krawcowej, ‘k tóra Henrykowi, będącemu naj­ młodszym z rodzeństwa, wszczepiała zasady życiowe i duże poczucie patriotyzm u. Póź­ niej młodszym pomagało starsze rodzeństwo. H enryk korzystał z pomocy materialnej naj­ starszej siostry d brata. Umożliwiła m u ona naukę najpierw w szkole .powszechnej, później w G im nazjum i Liceum im. Św. Stanisława Kostki. M aturę zdał już n a tajnym komplecie licealnym w 1940 r. i tegoż roku rozpoczął studia w Wyższej Szkole Inżynieryjnej W a­ welberga i Rotwanda, której wydział elektryczny ukończył tu ż przed aresztowaniem w łipcu 1943 r. D o harcerstwa H enryk w stąpił jeszcze w szkole powszechnej, a w liceum był już jednym ze starszych harcerzy 6. W D H , obok „L utego”, „Przygody”, „M aryli”, „D ryla”, „K aktu­ sa” i innych. Z nim i razem był w 1938 r. na letnim obozie harcerskim założonym nad je­ ziorami w sąsiedztwie miasteczka Ignalino, nie opodal W ilna. Razem z nim i w 1940 r. był ju ż w Szarych Szeregach. Szkolił się, brał udział w akcji po d Celestynowem, akcji »Sól«, ukończył szkołę podchorążych, a po przejściu do »Agatu« został dow ódcą drużyny. Był wtedy zwyczajnym młodym człowiekiem, nie obciążonym tradycjam i pokoleniowymi, po prostu takim , jakich było wielu i -jacy byli bezcenni W iadomość o jego zniknięciu dotarła do „L utego” jeszcze tego samego dnia, a już n a­ stępnego ustalono fakt aresztowania jego i „M ściwego” .168 Próbowano wykupu, ale nie było realnych szans na w ydostanie tą drogą obu aresztowanych, a później samego „H eńka” . „L u ty ” postanowił więc — niezależnie od wysyłania paczek do więzienia — porozumieć się z „H eńkiem ”. U dało m u się to w sposób niecodzienny, raz więc jeszcze po­ wołamy się n a relację „H eńka” : „Oczekiwałem na dalsze przesłuchania z determinacją. Doczekałem się w końcu indywi­ dualnego wywołania z celi. Gestapowiec poprow adził m nie do sąsiadującej ze szpitalem izby przyjęć — am bulatorium . T am przekazał m nie dyżurującem u lekarzowi-więźniowi, a sam oczekiwał n a zakończenie mojego »zabiegu«. O d owego lekarza dowiedziałem się, że m am być poddany badaniu i leczeniu przez okulistę. N ic z tego oczywiście nie rozumiałem, ale liczyłem się z jakimś -perfidnym podstępem. Okulista, którym był d r Szczepan Wacek (jak się później dowiedziałem ), m iał przy -izbie przyjęć małą ciemnię-komórkę, do której mnie poprosił i kazał usiąść przed jakimś aparatem. Byliśmy w tej ciemni sami. Spokojnie zapytał m nie o dane personalne i dzień aresztowania, a następnie cicho zapytał, czy znam hasło »Ino, Ino, Ignalino«. Nie wiem, jak reagowali na hasło kontaktowe in n i więźniowie. Podobno, jak mówił mi d r Wacek, w id u ogarniało z miejsca wzruszenie i radość, że nie zostali zapom niani; byli też skłonni do absolutnej otwartości. Ja zareagowałem chyba nietypowo. Po prostu wy­ parłem się znajom ości takiego hasła, m im o jego powtórzenia -i m im o ponownego pytania o nazwisko i okoliczności aresztowania. U trudniłem pracę dr. Wackowi, ale byłem tak nastawiony n a negowanie wszystkiego, co miało związek z m oim życiem na wolności, że działałem w ogóle bez zastanowienia. A hasło było kapitalne. Analizując je doszedłem 187 Ustalenia Komisji Historycznej. Niestety w odniesieniu do Kazimierza Nurkowskiego nie udało się dokonać podobnych ustaleń. 188 Do ustalenia ich sytuacji pomogła „Lutemu” jego żona, „Janina”, za pośrednictwem oj­ czyma „Bladego”, pracującego — jak już wspominaliśmy — w polskiej Policji Kryminalnej.

224

Specjalne operacje bojowe w 1943 r.

później do wniosku, że mógł je wymyślić tylko W acek Karwicki. W ieczorami przy ognisku w obozie harcerskim wykrzykiwaliśmy takie hasła razem lub po kolei, zastępam i — kto mocniej, i czekaliśmy n a echo. Lekarz odpraw ił m nie po »zabiegu« z tam ponem n a oku. T e n sam gestapowiec odpro­ wadzi! m nie do szpitala. Teraz miałem czas n a przemyślenie całej sprawy. Ponow ny »zabieg« m iał miejsce przy analogicznym .pośrednictwie gestapowca w dniu 4 września 1943 r. Rozmowa była już w pełnym zaufaniu. Oczywiście hasło sobie przy­ pomniałem. Przekazałem informację, że żadne lokale nie są »spalone«, a śledztwo nie przy­ niosło gestapowcom korzyści. D r Wacek przekazał m i pozdrowienia od wszystkich ko­ legów i życzył w ytrw ania” l69. W padnięcie dw óch żołnierzy oddziału w ręce gestapo zaprzątnęło uwagę nie tylko III plutonu, ale i dowództwa całego oddziału, ponieważ stanowiło zagrożenie całego planu akcji. W ręce wroga w padli żołnierze o długim stażu w działalności konspiracyjnej, którzy posiadali rozległe kontakty i znajomości. N atychm iast też przystąpiono do likwidacji wielu lokali, uprzątnięcia skrytek, przemieszczenia znanych obu aresztowanym żołnierzy. W kon­ sekwencji okazało się to niepotrzebne, ale takie zabezpieczenie było zwyczajowo stosowane. Przeprowadzenie więc akcji zeszło n a plan dalszy, a »powróciło z pow rotem jako zadanie do wykonania w połowie września 1943 r. W tym czasie n a odpraw ie dowódców drużyn III plutonu i w obecności dowódcy oddziału ustalono, że zadanie opracowania planu akcji, kontynuowania obserwacji M ilkego i przeprowadzenia akcji przejmie „Przygoda” . Tadeusz W ronowski („Przygoda” ) 170 urodził się 27 lipca 1923 r. w Warszawie. Swój rodowód harcerski wywodził z tego samego pnia, co „H eniek” — był instruktorem w 6. W D H przy G im nazjum i Liceum im. Św. Stanisława Kostki. Studiow ał na wydziale ar­ chitektury tajnej Politechniki Warszawskiej. Służbę podziem ną rozpoczął w pułku »Basz­ ta«, ukończył szkołę podchorążych Z W Z w tej klasie, której kom endantem był „L u ty ” . Później przeszedł do Szarych Szeregów, był sekcyjnym w drużynie Fełiska Pendelskiego, po śmierci którego w akcji pod Czarnocinem kom endę objął „L u ty ”. Brał udział w akcji pod Celestynowem i w akcji »Sól«. Był ofiarnym , oddanym służbie harcerzem.

169 Relacja Henryka Nowaka, 3. Por. dr Szczepan Wacek, W spomnienia lekarskie o pracy na Pawiaku w latach 1940 — 1944 , Archiwum Historii Medycyny, 1958. Z Pawiaka Henryk Nowak został odstawiony transportem do obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu, gdzie jako jednego z 6 więźniów tego transportu oznaczono go literami „IL ” (więzień izolowany), a w listopadzie 1943 r. był już w karnej kompanii w bloku XI w Oświęcimiu. W 1944 r. przeniesiono go do obozu we Flossenbiirgu w Bawarii. Do kraju powrócił w 1945 r. W lipcu 1946 r.uzyskał dyplom inżyniera elektryka. 170 Ustalenia Komisji Historycznej. Tadeusz Wronowski bardzo boleśnie odczuł śmierć „Ssaka”, ranienie „Gonga” i pozostałych żołnierzy, a także nie planowany przebieg akcji »Mil­ kę«, który spowodował wystawienie zespołu, którym dowodził, pod grad kul niemieckich. Trudno mu było pogodzić się z każdą stratą wśród kolegów-żołnierzy, na ogół znanych mu od dawna, tak jak w ogóle nie mógł zrozumieć konieczności tego typu akcji, a akcji »Myrcha« w szczegól­ ności. Ale trwał w oddziale i działał do czasu akcji »Stamm«, która spowodowała szczególnie w III plutonie w.iele zamieszania, niezadowolenia, pomówień. Odbył wtedy rozmowę z dowódcą oddziału, w treści podobną do tej, jaką w 1943 r. przeprowadził Jerzy Mahl, d odszedł z od­ działu zwolniony przez kpt. „Pługa”. Został dowódcą oddziału dywersyjnego o kryptonimie »Ciupaga«, znajdującego się w dyspozycyjnej rezerwie komendanta Obwodu AK Nowy Targ, kryptonim »Paproć«. W drugiej połowie września 1944 r. oddział ten wykonał akcję na placówkę niemieckiej straży granicznej (Grenzschutz) na Łysej Polanie; w połowie października 1944 r. przeprowadził kilka akcji rozbrajania strażników Grenzschutzu w rejonie Jaworzyny po stronie słowackiej; rozbro­ jono również posterunek straży granicznej w rejonie Bukowiny Tatrzańskiej; w listopadzie od­ dział »Ciupaga« nawiązał kontakt z grupami partyzantów radzieckich z ugrupowania kpt. Macniewa — „Potiomkina”, z którym przeprowadził m. in. zasadzkę na kolumny transportowe Wehrmachtu na szosie Zakopane—-Łysa Polana w rejonie Zazadniej. Por. Aleksander Marczyński, Organizacja Obwodu N ow y Targ w latach 1939 — 1943, „Studia Historyczne” 1968, z. 4/43, ss. 563— 567; tenże, Potiomkin na Podhalu , „Dziennik Polski” 1967, nr 224, s. 3; tenże, Z dziejów ruchu oporu na Skalnym Podhalu , „Wierchy” 1970, s$. 117— 136.

»Milkę« — plan akcji

225

Opracowanie akcji 171 rozpoczął od kontaktu z „Rayskim” i „W andą” . Identyfikuje przy jej pomocy w godzinach rannych Milkego, którego obserwowali z okna klatki schodowej w budynku przy alei Szucha 8. Od „W andy” uzyskał pełny zestaw inform acji dotyczący Milkego, jaki przekazała ona poprzednio „H eńkow i”. Z tego samego miejsca ponawiał ob­ serwację M ilkego w dniach następnych na zm ianę z „O lkiem ”, którego mianował swym zastępcą w planowanej akcji. Sum a obserwacji potwierdziła, że M ilkę wychodzi codziennie punktualnie z dom u do pracy pomiędzy godziną 7.20 i 7.30, wobec czego akcję postanowili wykonać w tym czasie na terenie ¡podwórza budynku przy alei Szucha 8. Zespół uform ow any przez „Przygodę” i przewidziany do wykonania akcji oraz jego siła ogniowa przedstawiały się następująco: I grupa wykonawców: „Przygoda” — dowódca akcji — sten, parabellum , colt 7,65 m m , 2 granaty; „O lek” — zastępca dowódcy — parabellum , vis, 2 granaty; „N arvik” — 2 visy, 2 granaty. I grupa ubezpieczająca: „B ąk” — sten, parabellum ; „Ssak” — sten, parabellum ; „N iem ira” 172 — kierowca samochodu B M W z rejestracją W ehrm achtu — F N kal 9 m m , vis, 4 granaty. II grupa ubezpieczająca: „D ry l” — sten; „G ong” — M P-40; „Staszek” — kierowca samochodu D K W z rejestracją pryw atną — vis, 2 granaty. Opracowany plan akcji przewidywał, że „P rzygoda”, „Olek” i „N arvik”, już z bronią dostarczoną z magazynu I I I plutonu przez łączniczki „Janinę”, „Jagodę” i „Irenę-Połówkę”, udadzą się o godzinie 6.30 tramwajem z mieszkania „O lka” przy ulicy Pod­ chorążych do kościoła przy placu Zbawiciela, gdzie zaczekają do godziny 7, a następnie pojedjmczo przejdą do alei Szucha ii spotkają się w bram ie bydunku tnr 8. M ają wejść do mieszkania dozorcy, podając się za Niemców, w celu sprawdzenia ksiąg m eldunkowych. Z okienka stróżówki będą obserwować wyjście M ilkego z klatki schodowej. U dozorcy „Przygoda” złoży przyniesionego w teczce stena. „Bąk”, „Ssak” d „N iem ira” z samochodem B M W spotkają się n a M ącznej, w miesz­ kaniu znanym „Ssakowi”, z którego to mieszkania już samochodem udadzą się najkrótszą drogą w aleję Szucha, tak aby znaleźć się o godzinie 7.15 n a rogu Litewskiej i alei Szu­ cha. „D ryl”, „G o n g ” i „Staszek” spotkać się mają przed domem przy Złotej, w którym mieszkał „G ong”, i samochodem D K W odjechać na róg Bagateli i Flory, gdzie mieli być punktualnie o godzinie 7.15. N a ulicy W spólnej 73 — w bram ie od strony Em ilii Plater, po stronie parzystej — bę­ dzie oczekiwał od godziny 7.15 „d r M aks” wraz z ewentualnym trzecim samochodem prze­ znaczonym do ewakuowania rannych. T am także łączniczki pow inny odebrać broń i wy­ m ienić dokum enty. G rupa wykonawców po stwierdzeniu, że M ilkę wyszedł z klatki schodowej i przecho­ dzi przez podwórze, wyjdzie z mieszkania dozorcy i wykona wyrok na podwórzu lub w bramie. Samochód prowadzony przez „N iem irę” na odgłos strzałów podjedzie pod bramę budynku n r 8. „Ssak” i „Bąk” wysiądą wtedy z samochodu i ubezpieczą teren tak, aby grupa wykonawców m ogła przebiec do samochodu. „Ssak” m iał ubezpieczać kierunek od strony placu U nii Lubelskiej, „Bąk” zaś od strony Litewskiej. Przewidziana kolejność wsiadania do sam ochodu była następująca: „O lek”, „N arvik”, „Ssak” i „Bąk” z tyłu wozu, „Przygoda” obok kierowcy. 171 Relacja Tadeusza Wronowskiego, 3. 172 Chociaż akcję wykonywał III pluton, to jednak do kierowania podstawowym w akcji sa­ mochodem skierowano żołnierza II plutonu, wypróbowanego kierowcę „Niemirę”.

Specjalne operacje bojowe w 1943 r.

226

Sam ochód miał ruszyć w stronę placu U nii Lubelskiej. II grupa ubezpieczająca n a odgłos strzałów wyjdzie z ulicy Bagatela na plac U n ii L u ­ belskiej i ubezpieczy wylot alei Szucha. Po przejechaniu samochodu B M W drugi samochód miał pełnić rolę osłony ,i tak sam o skierować się na ulicę W spólną 73, gdzie po zdaniu broni i dokum entów oraz zabraniu ewentualnych rannych przez „dra M aksa”, celem od­ wiezienia ich do szpitala w razie cięższych ran, uczestnicy udadzą się do domów, a sa­ mochody do garażu. Przewidziana trasa jazdy była nastąpująca: aleja Szucha — plac U nii Lubelskiej — Polna — Emilii Plater — W spólna. Samochód osłonowy m iał rozsypywać po drodze gwoździe dywersyjne. Spotkanie zespołu z dowódcą oddziału i „L u ty m ” miało się odbyć natychm iast po akcji w mieszkaniu „Przygody” przy ulicy Radnej 17. Powyższy plan został zaakceptowany przez „L utego” i dowódcę odziału, z wyjątkiem zamiaru użycia trzeciego sam ochodu na punkcie ewakuacyjnym.173 T erm in wykonania akcji ustalono na dzień 5 października 1943 r. N a odprawie przed akcją otrzym ano dodat­ kowe zadanie wykonania wyroku również na kobiecie, która ewentualnie będzie opuszczała mieszkanie razem z Milkem. W ychodzono bowiem z założenia, że kobietą towarzyszącą rano M ilkemu i opuszczającą jego mieszkanie może być tylko Lisowa lub Irena Krzysztofik, której wspólne zamieszkanie z M ilkem ustalił właśnie zespół I plutonu. W dniu 5 października 1943 r .174 doniesienie broni i dojście na wyznaczone stanowiska odbyły się zgodnie z planem. O godzinie 7 grupa wykonawców wyszła z kościoła przy placu Zbawiciela, kierując się pojedynczo w aleję Szucha, gdzie spotkała się w bram ie n r 8. W mieszkaniu dozorcy budynku n r 8 „N arvik”, znający biegle język niemiecki, przedstawił przybyłych jako urzędników, którzy mają sprawdzić księgi meldunkowe. W mieszkaniu oprócz dozorcy znajdowała się jego żona i dwoje małych dzieci. „Olek” pistoletem sterrory­ zował dozorcę, każąc m u w raz z żoną położyć się w kącie pokoju twarzą do ziemi. „P rzy­ goda” złożył pistolet maszynowy, a „N arvik” obserwował przez okno podwórze, czekając na Milkego. W tym momencie usłyszeli z ulicy wzmagającą się strzelaninę. A oto relacja „Bąka” : „Zajęliśmy miejsca na tylnym siedzeniu, »Ssak« z prawej, ja z lewej strony. Miejsce przy »Niemirze« było wolne. Zdaje się, że »Niem ira« trzym ał tam pistolet. Jechaliśmy ulicami M ączną, Czerniakowską, Łazienkowską i skręciliśmy w M yśliwiec­ ką. »Niemira« znał doskonale trasę dojazdu i przy m ijaniu bram , gdzie stały posterunki na zewnątrz, ostrzegał nas i wtedy nieruchom ieliśm y na pewien czas. M iędzy krótkim i przer­ wami rozpakowywaliśmy paczki z bronią. »Ssak« już na M ącznej miał swoją paczkę roz­ supłaną, ja zaś dopiero teraz rozwiązywałem. Z Myśliwieckiej skręciliśmy w ulicę Agrykola i w momencie wjazdu w Aleje U jazdow ­ skie nie było mowy, aby broń była widoczna z zew nątrz, nic m ożna też było czynić żadnego ruchu wewnątrz samochodu. Nie zdążyłem już zarzucić rzemyka od pistoletu maszynowego na szyję, przykryłem stena połą płaszcza w ostatniej chwili, gdyż znajdowaliśmy się już na Szucha. T o drobne opóźnienie zemściło się za kilkadziesiąt sekund. Jechaliśmy bardzo wolno aleją Szucha obok gm achu gestapo i zatrzym aliśm y się za ulicą Litewską n r 17/19 (dzisiaj w tym miejscu jest początek posesji, n a której jest stacja benzy­ now a). Do przewidywanego wyjścia grupy »Przygody« pozostało kilka m inut. W czasie postoju (silnik pracował na wolnych obrotach) zbliżył się do naszego samochodu od strony placu U nii Lubelskiej oficer gestapo. »Ssak« szepnął do mnie: — Maciek, spluwa. — »Niemira« spokojnie wycedził: — Jeszcze czas. — Oficer zwrócił się do »Niem iry« po niemiecku z pytaniem , co tu robimy. »Niemira« powiedział, że czekamy na pana M illera, z ktcaym mamy jechać do W ilanowa, że pan M iller na chwilę tu w stąpił — tu wskazał alejkę — i kazał czekać. Gestapowiec nadal wykazywał duże zainteresowanie naszym samochodem i przesunął 173 \ tjc wyrażono zgody na trzeci samochód z racji ich braku. Nie udało się również ustalić, skąd wzięto samochód DKW dwudrzwiowy, bowiem nie został on zdobyty przez oddział. 1:4 Kolacja T adeusza W ronow skiego, 3.

»Milkę« — akcja

227

się do drugich drzwiczek, do »Ssaka«. M iałem ograniczone pole widzenia w prawo i nie wiem, czy gestapowiec miał wyjęty pistolet, ale raczej tak. Dalej potoczyło się wszystko w oszałamiającym tempie. Usłyszałem charakterystyczny dźwięk towarzyszący otwieraniu drzwiczek, ale już nie mogłem widzieć dokładnie, co się dzieje, gdyż zasłaniał m i obrócony w prawo »Ssak«. W idziałem tylko jego poruszające się plecy, wyglądało to na jakiś ruch czy szamotaninę. »Ssak« krzyknął: — Maciek, w yskakuj! — Będąc przekonany, że Niemiec zagraża »Ssakowi«, nacisnąłem drzwiczki z zam iarem wyskoczenia na moją stronę, obieg­ nięcia samochodu z tyłu i udzielenia pom ocy »Ssakowi«. Kiedy jednak byłem jedną nogą na jezdni, padł strzał i wóz raptow nie zerwał do przodu. T o »Niemira«, korzystając z tego, że Niemiec doszedł do drugich drzwiczek, zdecydował, że ,po cichu nic się już nie zdziała i wygarnął do gestapowca z pistoletu, ruszając jednocześnie wozem do przodu. Orientując się, że moja .inetrwencja z drugiej strony wozu jest zbędna, bowiem gestapowiec był za­ bity, i że wóz szybko zrywa do przodu, złapałem za drzwiczki i wciągnąłem się do środ­ ka. Nagle, niespodziewane szarpnięcie wytrąciło m i pistolet maszynowy, którego nie m o­ głem podtrzym ać d rugą ręką, gdyż uchw ycony nią byłem drzwiczek. Pół wisząc, pół sie­ dząc, krzyknąłem do »Niemiry«: — Stój! gubię stena! — W odpowiedzi »Niemira« wrzas­ nął: — Cholera! — i dusił gaz. W tych w arunkach i z tej pozycji nie ryzykowałem skoku po pistolet. W momencie gdy padł strzał »Niem iry«, rozpoczęła się natychm iast ogrom na strzelanina, jakby tylko czekano tu na sygnał. Znajdujący się n a ulicy Niemcy leżeli na cho­ dnikach i trawnikach. Zdążyłem oddać kilka strzałów po oknach i w kierunku Niemców na trawniku. »Niem ira« podjechał ostro pod bram ę po stronie parzystej i nagle zahamował. Doskoczyłem z »Ssakiem« do bramy, z której spodziewałiśmy się »Przygody« i dwóch po­ zostałych żołnierzy. W bram ie mignęły sylwetki w m undurach i padło kilka strzałów. Nic mogliśmy ograniczyć się do osłony od strony ulicy, musieliśmy z »Ssakiem« wdać się w walkę, lecz chyba dobrze zrozumieliśmy, że trzeba oczyścić ,i zabezpieczyć bramę, która jest drogą odw rotu wykonawców. Stanęliśm y na brzegu bram y poza licem elewacji. Mniej więcej ze środka bramy, z wejścia, wyskoczył już tylko jeden z widzianych przed sekundą Niemców. T rzym ał wycelowane we m nie parabellum , lecz strzał nie padł — zacięcie. Po­ ciągnąłem za spust swojego parabellum , ale nic odpalił. Niemiec rzucił się między mnie i »Ssaka« z zam iarem wyskoczenia na ulicę, ale po drodze wymierzył postężny cios pistole­ tem w m oją głowę. N ie wiem, jak zdążyłem przenieść swój pistolet kilka centym etrów nad głowę i zgiąć lekko nogi w kolanach. Pistolet Niemca natrafił na mój pistolet, odczułem tylko lekkie dotknięcie i naw et szczęku żelaza nie usłyszałem, gdyż zagłuszył go huk — to któryś z pistoletów odpalił przy uderzeniu. Zrobiłem pół obrotu w prawo i zdążyłam zobaczyć, jak »Ssak« władował krótką serię ze stena w brzuch Niemca. Sekundę przedtem widziałem, jak »Ssak« dobija lewą ręką magazynek; to mogło być zacięcie lub zmieniał magazynek. Zwróciliśmy się twarzą ku ulicy. A kurat w tym momencie w padł na nas »N iem ira«; biegł od strony Litewskiej, ryczał, że to nie ta bram a, że »Przygoda« wyszedł z innej bram y, coś dwa numer}7 dalej. W łaśnie dobiegał do samochodu. Okazało się, że »Niem ira« zamiast podjechać na wysokość bram y n r 8, zajechał na wysokość num eru 4. M y sądząc, że to właściwa bram a dom u n um er 8, dopadliśm y do niej. Teraz doskoczyliśmy do sam ochodu, strzelając jeszcze kilka razy do okien przeciwległej kamdenicy” 175. Usłyszawszy strzały n a ulicy, „Przygoda” i „O lek”, zostawiając „N arvika” w mieszkaniu d o zo rcy 176, wybiegli do bram y i zobaczyli samochód BM W , który m inął bram ę i zatrzy­ mał się przed brarną budynku n r 4. „Przygoda”, przewidując, że w tej sytuacji Milkę na pewno nie wyjdzie z mieszkania, posłał „O lka” do „N arvika” z rozkazem natychmiastowego powrotu, sam zaś ostrzeliwał ze stena zbliżających się od strony gm achu gestapo \i z do­ mów na przeciwnej stronie Niemców. Po dołączeniu się „Olka” i „N arvika” cały zespół 175 Relacja Macieja Wojtuleswicza, 3. 176 W planie akcji przewidziano również wariant zabicia dozorców, w przypadku gdyby ich zachowanie wskazywało na współdziałanie z Niemcami. Założenie tego wariantu wywołało w III plutonie (wśród tych żołnierzy, którzy o tym wiedzieli) znaczne niezadowolenie.

228

Specjalne operacje bojowe w 1943 r.

ostrzeliwując się rozpoczął odw rót do sam ochodu. „Przygoda”, który biegł ostatni, za „Olkiem ” i „N arvfldem ”, na środku jezdni rzucił granat. Pod osłoną i ego w ybuchu również ubezpieczenie ukryte w bramie dom u n r 4 biegło do samochodu. Pierwsi wsiedli „Ssak”, „Bąk”, potem „O lek”, na którego kolanach siadł „N arvik”, a obok „N iem iry” „Przygoda”. Niemcy, nie stopowani ogniem broni żołnierzy, ostrzeliwali ruszający samochód, podcho­ dząc coraz bliżej, bardzo skutecznie. „Ssak” został ciężko ranny w brzuch i piersi. Niemal równocześnie otrzym ał postrzał w nogę „Olek”, a „N arvik” w piętę. Karoseria samo­ chodu zaczynała przypom inać sito. W ybite były wszystkie szyby, jedna z serii zniszczyła kompletnie tablicę z zegaram i kontrolnym i. „N iem k a” rozpędzając wóz do granic wy­ trzymałości wjechał na plac U nii Lubelskiej i skierował go w stronę Polnej. W czasie wy­ jazdu z alei Szucha samochód drugiego ubezpieczenia stał już od godziny 7.15 na rogu Bagateli i Flory. G dy usłyszano strzały, samochód wjechał na plac U nii Lubelskiej nie­ mal razem z samochodem „N iem iry” . „D ry l” wyskoczył w biegu z samochodu i prze­ wrócił się na jezdnię. W tym momencie strzelił do niego m undurow y Niemiec, stojący na krawężniku na w prost samochodu. „D ry l” ostrzeliwał się leżąc na wznak na jezdni. „G ong” siedzący na tylnym siedzeniu miał trudnośoi z wyjściem z dwudrzwiowego wozu. O trzym ał przestrzał płuca, m im o to strzelał ze stena przez opuszczoną szybę. W idząc od­ jeżdżający sam ochód „N iem iry”, „Staszek” ruszył samochodem m ając w wozie rannego „G onga” . „D ryl” zdążył podnieść się i skoczył do jadącego samochodu. W tym samym momencie oba sam ochody znalazły się w silnym ogniu różnej broni od strony Bagateli i Marszałkowskiej, gdzie zajęli stanowiska uzbrojeni Niemcy. N a placu U nii Lubelskiej jedna z kul przebiła tylną oponę, powodując zarzucenie wozu na skwerek obok pomnika Lotnika. D rugą tylną oponę przestrzelili Niem cy przed budynkiem straży pożarnej przy Polnej. Spowodowało to ponowne zarzucenie wozu na świeżo posadzone drzewka. Sa­ m ochód począł dymić. Szybkość jazdy spadła do 15 km na godzinę. Za wozem ciągnęło się wyrwane drzewko. N a ulicy Polnej „Bąk” wyrzucił przez boczne okno filipinkę. G ranat nie wybuchł, ale goniący Niemcy zatrzym ali się przed nim , co spowodowało opóźnienie pościgu. Po wjeździe w ulicę Em ilii Plater „N arvik” zaproponow ał opuszczenie wozu przed wyznaczonym punktem ewakuacyjnym, „N iem ira” stwierdził jednak, że wóz w tym stanie może jeszcze jechać. Po dojechaniu do W spólnej samochody zatrzym ały się w oznaczonym miejscu, gdzie zgodnie z planem oczekiwały łączniczki „Janina” i „Jagoda” . Żołnierze oddali broń i fał­ szywe dokum enty. „Przygoda” poinform ował „dra M aksa”, że samochód nie nadaje się do użytku, a tym samym d o dalszej jazdy, i po stwierdzeniu, że „Ssak” nie żyje, żołnierze oddalili się w kierunku ulicy Marszałkowskiej. „O lka” zabrała „Janina” najpierw do swo­ jego mieszkania rodzinnego przy ulicy Nowogrodzkiej, gdzie kulę z nogi wyjął d r W agner i zaopiekował się doprow adzonym przez „Jagodę” „G ongiem ”. Rozładowanie sam ocho­ dów, które przyjechały po akcji na W spólną, nastąpiło błyskawicznie. Zaszokowany „N ar­ vik” zdał sobie sprawę, że m a trudności z chodzeniem w chwili, gdy już nikogo nie było, wobec czego ukrył się na kilka godzin na klatce schodowej przeciwległego budynku, po czym opuścił ją i z trudnością dobrnął do dom u. Niem cy zajechali na W spólną nńemąl w chwili, gdy za rogiem Marszałkowskiej znikali „Przygoda” z „N iem irą” . W yciągnęli z sam ochodu „Ssaka”, ułożyli go na chodniku i strzelili w głowę, po czym odjechali.177 W niedługim czasie potem ciało „Ssaka” zostało zabrane przez sam ochód M iejskiego Zakładu Pogrzebowego, a wraki samochodów ściąg­ nięto. Ciało „Ssaka” wykradziono z Zakładu M edycyny Sądowej przy ulicy Oczki. Został on pochowany n a cywilnym cjnentarzu Powązkowskim.178 177 Relacja Jadwigi Zdziechowskiej, wówczas mieszkanki domu przy ulicy Wspólnej, położo­ nego naprzeciw miejsca rozładowania samochodów. Fakt strzału do „Ssaka” mógłby wskazywać na jego dobicie, ale nie zostało to całkowicie wyjaśnione. 178 Mimo ogłoszeń w prasie nie udało się nawiązać kontaktu z rodziną „Ssaka” i dlatego nie można ustalić jego danych biograficznych.

»Mtlke« — reperkusje

229

T ak zakończyła się pierwsza akcja I I I plutonu i pierwsza w oddziale, która pociągnęła za sobą takie straty. Odprawa poakcyjna odbyła się po kilku dniach w mieszkaniu „Bąka” 179 przy ulicy Krochm alnej 39. Próbowano ocenić akcję, podsum ować straty nieprzyjaciela. Ale nastrój był przygnębiający, przede wszystkim z pow odu straty „Ssaka”, ran odniesionych przez pozostałych żołnierzy, niewykonania rozkazu likwidacji Milkego. Omawiając błędy, jakie popełniono w czasie przygotowania i przeprow adzania akcji, stwierdzono, że powodem zwrócenia przez oficera gestapo uwagi n a samochód była albo obecność cywili w samocho­ dzie wojskowym, albo rozpoznanie tego wozu, który w końcu września brał udział w operacji »Weffcls«. Stw ierdzono dalej, że d o podobnych akcji nie należy używać samo­ chodów dwudrzwiowych z uwagi na trudność wejścia i wyjścia z wozu; tył karoserii samochodu powinien być wzm ocniony płytam i pancernym i, zaś broń, szczególnie pistolety maszynowe, należy umocować na tasiemkach, przerzuconych przez szyję, aby uniem ożli­ wić ich zgubienie w wypadku postrzału. Jeżeli chodzi o straty Niemców w tej akcji, to po d ­ sumowano, że m usiało być kilkunastu rannych i zabitych. S traty własne to zabity „Ssak”, ciężko ranny „G o n g ” i trzech lekko rannych: „Bąk”, „N arvik” i „O lek”. Poza tym jeden samochód rozbity i jeden sten zgubiony. Po akcji u wylotów aled Szucha Niemcy postawili szlabany, uniemożliwiające wjazd. Echem akcji była plotka, która obiegła wówczas Warszawę, że Podziemie broniło przed rozebraniem pom nik Lotnika n a placu U n ii Lubelskiej.180 Dowódca oddziału, nie negując niedociągnięć i niedopracowania szczegółów oraz anali­ zując zaistniałe fakty przypadkowe i trudne do przewidzenia, ocenił akcję pozytywnie z uwagi n a miejsce jej przeprowadzenia i znaczenie dla opinii publicznej. Ponadto po­ informował, że zabitym przez „N iem irę” Niemcem, który chciał legitymować pasażerów sa­ m ochodu, okazał się SS-O bersturm fiihrer Joseph Lechner, szef sekcji 3D gestapo. Choć więc nie usunięto tego, kogo należało, trafiono znacznie wyżej i celnie. W „Biuletynie Inform acyjnym ” ukazał się następujący komunikat: „K om unikat n r 18 D nia 5 października 1943 r. w godzinach rannych w Warszawie, obok gm achu gestapo w al. Szucha, został zastrzelony kierownik walki z sabotażem i dywersją, kapitan 1603 ge­ stapo, Lechner. Kierownictwo Walki Podziemnej” 181.

179 Feliks Madej Wojtulewicz („Bąk” ) urodził się 18 maja 1920 r. w Warszawie jako naj­ młodszy syn z czworga dzieci kierownika hotelu Millera w Ciechocinku. Od najmłodszych lat wyróżniał się spokojem, rozwagą i rzadko spotykaną w tym wieku życzliwością dla otoczenia, co już w szkole powszechnej spowodowało nadanie mu przezwiska „Noe”, jako chłopcu o dużych skłonnośdach opiekuńczych. W 1939 r. ukończył techniczną szkołę kolejową. W pierwszych la­ tach okupacji rozpoczął pracę jako szklarz, później pracował jako robotnik, a wreszcie jako tech­ nik w warszawskich filtrach. W 1941 r. wstąpił do Związku Walki Zbrojnej i jako dawny har­ cerz brał udział w wielu akcjach małego sabotażu. Jego postawa i umiejętności w tym zakresie spowodowały skierowanie go do konspiracyjnej szkoły podchorążych. Skończył ją w 1943 r. i w sierpniu tegoż roku, w ramach III plutonu, wszedł w skład organizującego się oddziału »Agat« jako dowódca sekcji i instruktor minerki. Na powstańczą mobilizację »Parasola« „Bąk” nie zdążył dołączyć na Wolę, co spowodowało, iż od początku Powstania brał udział w walkach batalionu »Wigry« na Starym Mieście. Dnia 13 sierpnia został ranny w oko. Z Powstania wy­ szedł do obozu jenieckiego. Do kraju powrócił w 1947 r. Pracę zawodową łączył z intensywnym samokształceniem, stając się fachowcem w dziedzinie budownictwa lądowego, a również biegłym sądowym w tym zakresie. Zmarł 6 marca 1972 r. 180 Por.: L. Landau, K ronika lat wojny i okupacji, Warszawa 1962; W. Bartoszewski, 1859 dni Warszawy..., s. 450. i8°a Komunikacie pomylono stopień: SS-Obersturmführer to odpowiednik porucznika, a nie kapitana (SS-Hauptsturmfiihrer) — przyp. red. 181 „Biuletyn Informacyjny” z 21 października 1943 r.

230

Specjalne operacje bojozoe w 1943 r.

„Rayski”, niezależnie od nowych zadań, prowadził w dalszym ciągu, n a tyle ile mógł i starczało mu czasu, inwigilację Milkego, Lisowej i Krzysztofik. Pod koniec października 1943 r. prowadzone przez „Rayskiego” rozpoznanie ustaliło, że Lisowa przyjedzie konkretnego dnia do W arszawy na Dworzec Główny o godzinie 11.30, skąd m a udać się w prost do mieszkania przy alei Szucha 8.182 N azajutrz o godzinie 7.10 miała ona wyjechać do Lwowa. Jeździła w towarzystwie swej córki (5— 7 lat). Lisowa była bardzo przystojną i elegancką blondynką, o inteligentnej twarzy, w wieku około 30 lat. W y­ jeżdżając rano do Lwowa miała spotkać się na peronie z powracającym z Berlina Milkem i Krzysztofik. Wykonanie akcji przeciwko Lisowej dowódca oddziału powierzył „K opciow i”. Ponie­ waż nie było czasu na zorganizowanie akcji z udziałem samochodu, gdyż o pr-zyjeździc Lisowej dowiedziano się dopiero w dniu jej przyjazdu o godzinie 10., w akcji miało wziąć udział tylko dwóch ludzi, uzbrojonych w broń krótką (po 2 pistolety, każdy po 2 maga­ zynki). D rugim żołnierzem wyznaczonym do akcji był „K alina” (W itold Juszczak), któ­ rego miała zawiadomić o niej „S carlett”. W razie niemożności skontaktowania się z »K a­ liną” udział w akcji miał wziąć „G raf”. Jak się później okazało, „K alina” na wyznaczone na godzinę 11 spotkanie przed ho­ telem „Polonia” nic przybył, gdyż późno zawiadomiony przez „Scarlett” wsiadł w rikszę, by zdążyć na czas, i został n a placu Napoleona zatrzym any w czasie łapanki i wr kilka­ naście dni później rozstrzelany w publicznej egzekucji. Akcję miał więc wykonać „K opeć” z „G rafem ” . O godzinie 11.30 naprzeciwko Dworca Głównego stanęła riksza z łączniczką „Jenny”, która w teczce miała dla nich broń. Przed dworcem chodzili „Rayski” z wywiadowczynią „W andą” i „K opeć”, którem u „Rayski’* miał wskazać Li sową. Przyjazd pociągu nastąpił zgodnie z rozkładem. Lisowa uważnie się rozglądając prze­ szła przez jezdnię Alej Jerozolimskich, jedną ręką prowadząc swą córeczkę, a w drugiej mając teczkę i torebkę damską. Czekająca trójka żołnierzy ruszyła za nią. Nie dochodząc do rogu Marszałkowskiej „W anda” kiwnęła głową i rzekła stanowczo: — T o ona. — „Rayski” z „K opciem ” doszli jeszcze do rogu Nowogrodzkiej i Marszałkowskiej. „Rayski” skończył n a tym swoje za­ danie. Za „K opciem ” szedł „G raf” , jezdnią wolno jechała rikszą „Jenny” z bronią. Lisowa szła bardzo ostrożnie, często rozglądając się dookoła. Pogoda była bardzo ładna, zanosiło się wiec na to, że do samego dom u dojdą piechotą. „K opeć” ułożył plan, który wyglądał następująco: wsiąść z „G rafem ” do rikszy, dogonić Lisową nie wzbudzając podejrzeń, otworzyć w czasie drogi teczkę i broń przełożyć nie­ znacznie do kieszeni. Następnie wyskoczyć z rikszy i wykonać akcję, zabierając Lisowej teczkę i torebkę. W ycofanie m iało nastąpić W spólną w kierunku Kruczej, gdzie na rogu Wilozej miała stać „Scarlett” z rikszą i odebrać broń. Podczas wsiadania do rikszy i przejmowania od „Jenny” teczki z bronią „K opeć” i „G raf” na chwilę stracili z oczu Lisową. W siadali w odległości około 20 m etrów od niej, a na ulicy był duży ruch, więc sądzili, że najprawdopodobniej Lisowa odeszła dalej. Posta­ nowili ją dogonić. Dojechali jednak rikszą do ulicy Hożej i nie ujrzeli jej nigdzie. Wysiedli więc z rikszy i w bramie budynku przy zbiegu Marszałkowskiej i Hożej oczekiwali n a nią, mając pod obserwacją drugą stronę ulicy, przystanek tramwajowy i jezdnię, a więc musie­ liby ją zauważyć, gdyby jechała rikszą lub dorożką. T ak oczekiwali 45 m inut bez rezulta­ tu, wobec czego akcji zaniechali. Akcja, w dniu tym nie wykonana, została odłożona do dnia następnego, w którym p o ­ stanowiono przeprowadzić dwie akcje. II pluton m iał zlikwidować Lisową w czasie jej drogi z dom u na dworzec, zaś I pluton m iał zgładzić przed Dworcem G łów nym Milkego i Krzysztofik.

182 Relacje Aleksandra Kunickiego, 3 i Stanisława Jastrzębskiego, 1, 3.

» Milkę « — Lisorva

231

Akcją II plutonu w dalszym ciągu m iał dowodzić „K opeć” , a akcją I p lu to n u „L o t”. Obie akcje, m im o ich wystawienia na ulicach, a w końcu na D w orcu Głównym — bowiem zespoły posuwały się za M ilkem i K rzysztofik nie mając dogodnych warunków do przepro­ wadzenia akoji — nie zostały przeprowadzone. T y m "sposobem zarów no SS-R ottenführer Alfred M ilkę, jak i obie jego konfidentki, Ldsowa i Krzysztofik, uniknęli likwidacji. Dalsze losy Alfreda M ilkę i Ireny Lisowej nie są znane i nie udało się ich ustalić.183 Irena K rzysztofik w 1945 r. była sądzona przez W oj­ skowy Sąd Okręgowy w W arszawie 184 pod zarzutem zdrady i współdziałania z okupantem niemieckim n a szkodę państw a polskiego i otrzymała prawom ocny — co nie znaczy, że współmierny do w iny — wyrok 6 lat więzienia. 183 K azim ierz M oczarski ( d z . cyi.> s. 298) podaje: „... Ale o A lfredzie M ilkę, V olksdeutschu warszawskim i funkcjonariuszu Sicherhcitspolized, opow iadano mi niedaw no — m ówi Stroop. O ncgdaj zam eldow ał mi znany p an u kalifak to r O tto, że M ilk ę siedzi w celi obok n a s” . Podobną sugestię zaw ierają również w spom nienia A leksandra K unickiego. N ie znajdują one jednak po­ tw ierdzenia w aktach G K B Z H w P i W ojskowego S ądu Okręgowego .w W arszaw ie. 181 A kta W ojskowego S ądu Okręgowego w W arszaw ie.

R ozdział 10

SPECJALNA OPERACJA BOJOWA »FRÜHWIRTH« Celem kolejnej operacji bojowej — która miała być n a razie ostatnią, ale później okazała się rzeczywiście ostatnią operacją wym ierzoną w bezpośredni nadzór więzienny Pawia­ ka 185 — był SS-Scharfiihrer Engelberth F rü h w irth .186 Raport komórki więziennej Delega­ tury Rządu R P podawał z Pawiaka 18 czerwca 1942 r.: „...na oddziale kobiecym pracuje pielęgniarka-dozorczyni, nazwiskiem Radzikowska, co do której istnieje poważne podejrze­ nie, że pracuje na dwie strony. Radzikowska pozostaje w przyjaźni z gestapowcem F rü h wirthem, a większość wypadków, gdy podejm uje się ona przeniesienia grypsów, kończy się aresztowaniem adresatów przyniesionych kartek” .187 D r A nna Czu p erska- Ś1iwieka wspomina: „Tego dnia nie przyszli koledzy ze szpitala męskiego i nie wiemy, co się u nich dzieje. Tymczasem w pada U nterscharführer F rü h w irth i wzywa m nie do gabinetu. M a ze sobą listę. Poleca m i zapisać nazwiska więźniarek, które wyczyta, i postawić p r z y nich literę E. Rozumiem: »entlassen«. D la ułatwienia sprawy wyciągam ukrytą listę, którą sporządziłam wczoraj. Rozdrażniony F rü h w irth zwraca m i w dość ostrej form ie uwagę, że był wyraźny zakaz prowadzenia jakichkolwiek rejestrów, ale szybko ham uje gniew, gdy m u wyjaśniam, że zrobiłam to z konieczności, aby móc szybciej udzielić informacji władzom niemieckim, zapytującym raz po raz o różne więźniarki. F rü h w irth zaznacza, że w tej chwili na Serbii nie ma ani jednego gestapowca, bo wszyscy zajęci są »innym i sprawami« i w związku z tym poleca m i zawiadomić wyczytane przez niego więźniarki o zwolnieniu. Zapytałam go, co będzie z resztą. Odpowiedział, że zostanie zwolniona, gdy przyjdą dalsze zlecenia z Szucha. T ym razem F rühw irth, który swoim zwyczajem zawsze krzyczał na m nie, odzy­ wa się grzecznie, łagodnym tonem. N a pożegnanie wyciąga rękę i przeprasza, że był nie­ dobry dla mnie i innych więźniarek, ale pow innam go zrozumieć: »D ienst war D ienst«” 188. Leon W anat relacjonuje, że był kiedyś świadkiem rozmowy między wachmajstrami Brockmannem i Frühw irthem : „Po przeprowadzonej egzekucji w getcie przybył d o kancelarii podniecony Frühw irth. Brockmann popatrzył na niego i zapytał: — N o jak tam? — Jetzt w ird m ir besser F rühstück schmecken — odrzekł, uśmiechając się błazeńsko” 189. W innym miejscu W anat wspomina, że: „...N a krótko przed egzekucją w Lesie 185 „Rayski” kontynuował nadal, jeszcze w pierwszym kwartale 1944 r., rozpoznania funkcjo­ nariuszy Pawiaka (Zandera, Naporry i innych), w odniesieniu do których gromadził dane uzy­ skane nawet przypadkowo w trakcie rozpoznawania innych funkcjonariuszy gestapo. Jednakże oddział, kierując się w stronę coraz wyższych funkcją i stopniem funkcjonariuszy niemieckiego aparatu ucisku, nie otrzymał już rozkazu akcji wymierzonych w obsługę więzienną Pawiaka. 180 Zarówno stopień w SS jak i nazwisko Friihwirtha różnie jest podawane w historiografii (por. prace Leona Wanata, Władysława Bartoszewskiego, Marii Dylawerskiej, Danuty Kaczyń­ skiej). Prawidłowy stopień Frühwirtha brzmi SS-Scharführer, czyli w Wehrmachcie Unterfeldfebel, a więc plutonowy. Prawidłowa pisownia: Engelberth Frühwirth (kartoteki GKBZH w Pol­ sce). 187 MiD W IH, sygn. III/2 9 /ll. Informacje komórek więziennych AK w Warszawie, inf. bież. Ostrzeżenie z 18 czerwca 1942 r., nr 15/42. 188 Anna Czuperska-Śliwicka, dz. cyt., s. 272. 189 Leon Wanat, A pel więźniów Pawiaka..., ss. 270— 271.

»Friihwirth « — charakterystyka

233

Sękocińskim Helena Dąbrowska rozmawiała z Scharfiihrerem Frühw irthem i prosiła go, aby wyjął z grzbietu książki znajdującej się w jej celi ukryte pieniądze i wręczył je jednej z więźniarek. O statnie życzenie Heleny zostało spełnione” 19°. W ładysław Bartoszewski powołując się na raporty Kom órki Więziennej Delegatury Rządu, podaje, że: „...14 lipca 1944 r. wachm ajster Engelberth F riihw irth zamordował 42 więźniów Żydów, zatrudnionych dotychczas w warsztatach na Pawiaku”.191 Z kolei dr Zygm unt śliwicki wspomina, że: „... F riihw irth przyjmujący paczki dla więź­ niów n a ulicy Krochmalnej odpowiednio obdarowany przez patronat, bardzo często przy­ mykał oczy na wagę czy wielkość paczki; w innym przypadku często dostawaliśmy pole­ cenie od gestapowców, aby szczególnie zaopiekować się skierowanym do szpitala więźniem. Najczęściej byli to konfidenci. Zaskoczony też byłem, gdy brutalny gestapowiec Friihw irth, będący moim pacjentem, prawie zawsze ostrzegał m nie przed takim chorym, mówiąc mi wprost, że to jest konfident” 192. Szeregowa 193 więźniarka, Anna Rostafińska-Romiszowska 191 wspomina F rühw irtha ja­ ko nadzorcę brutalnego i groźnego samym swoim wyglądem i zachowaniem, dzięki którym ten były wiedeński rzeźnik 195 zyskał przezwisko „krzykacza” lub „generała”. K ontrola czystości celi, przeprowadzana przez niego rękam i ubranym i w białe rękawiczki, choć nie kończyła się od razu rozstrzelaniem lub choćby biciem, mogła doprowadzić do zupełnego rozstroju nerwowego. Poza raportam i komórki więziennej przekazywano również na jego tem at informacje pochodzące od rodzin więźniów podających paczki, w przypadkach częstych ich szykan, do których dochodziło wtedy, gdy F riihw irth nie był opłacony za przymykanie oczu. Sum a tych wszystkich inform acji spowodowała decyzję K W P i rozkaz Kedywu K G likwidacji Engelbertha Frühw irtha. K pt. „P łu g ” wydał więc „Rayskiemu” rozkaz przeprowadzenia szczegółowego ro zp o ­ znania umożliwiającego przeprowadzenie akcji. „Rayski” tak je relacjonuje: „Sprawa była jeszcze prostsza niż w przypadku Bürkla, K retschm anna czy Weffelsa. Po pierwsze bowiem w zakres obowiązków F rühw irtha wchodziło również przyjmowanie pa­ czek dla więźniów. Czynił to w V II komisariacie granatowej policji przy ulicy K rochm al­ nej, z wyjątkową złośliwością szykanując przy tym tych, którzy te paczki podawali. Nie chciał paczek przyjmować, motywując odmowę najróżniejszymi pretekstami. Raz twier­ dził, że paczka jest źle zaadresowana, kiedy indziej, że za wielka, albo udawał, że więźnia, dla którego była przeznaczona, nie może znaleźć w spisie. Rodziny więźniów przynoszące paczki na K rochm alną znały więc F rühw irtha jak zły szeląg i to ogrom nie ułatwiło mi jego identyfikację. Przede wszystkim pomogła m i w ty m moja znajom a z lat przedwojennych, p. Gustawa Ćwiertniewska z Białej Krakowskiej, która w czasie okupacji przebywała w Warszawie i z ram ienia organizacji konspiracyjnej pracowała w patronacie, dzięki czemu często by­ wała na Krochmalnej. Pani Ćwiertniewska, której właśnie w tym okresie Niem cy areszto­ wali syna i wywieźli do Oświęcimia, skąd już nie wrócił, dostarczała mi wiele cennych wia­ domości o poszczególnych członkach załogi Pawiaka. Między innym i przekazała mi rysopis F rühw irtha *i kilka o nim informacji. Przyjrzenie się Frühw irthow i na K rochm alnej w trakcie przyjm owania paczek nie na­ 190 T a m że , s. 32. 191 Władysław Bartoszewski, W arszaw ski pierścień śmierci..., s. 413. 192 Zygmunt Śliwicki, dz. cyt., ss. 65— 66. 193 Szeregowa w przeciwieństwie do pozostałych cytowanych: Anny Czuperskiej-Śliwickiej, Zygmunta Śliwickiego — którzy będąc więźniami wchodzili w skład polskiego personelu sani­ tarnego więzienia — i Leona Wanata, więźnia zatrudnionego w kancelarii Pawiaka. 194 Aresztowana 7 grudnia 1943 r., przesłuchiwana w gestapo w alei Szucha, była więźniem Pawiaka do 20 lipca 1944 r., w którym to dniu została wywieziona w transporcie 50 kobiet więź­ niarek do obozu koncentracyjnego w Ravensbriick. Obecnie działaczka ZBoWiD O/W. 195 Informacja Zygmunta Śliwickiego, dz. cyt., s. 83.

234

Specjalne operacje bojowe w 1943 r.

stręczało specjalnych trudności. W prawdzie nie mogłem tego uczynić pierwszego dnia, bo wtedy paczki przyjmował inny gestapowiec, ale już nazajutrz obejrzałem F ruhw irtha d o ­ kładnie. Jego tożsamość potwierdziły m i zresztą stojące w kolejce kobiety. W tym dniu, po zakończeniu przyjm owania paczek, poszedłem niepostrzeżenie za Fruhw irthem i stwierdziłem, że wchodzi do dom u przy ulicy Leszno 1, na rogu Rym ar­ skiej. T ani rzeczywiście mieszkał, co dodatkowo ułatwiało dalszą obserwację, bo w tym re­ jonie, mim o że bliskość Pawiaka i getta także czyniła go niezbyt bezpiecznym, zawsze jed­ nak swobodniej mogliśmy się poruszać niż w najbliższym sąsiedztwie siedziby gestapo. Obserwowałem F ruhw irtha przez dwa tygodnie, po czym pod koniec września wyniki rozpoznania przekazałem »Pługowi«” 196. K pt. „P łu g ” rozkazał przekazać wynik obserwacji „M irskiem u”, ponieważ zgodnie z pierwotnym ustaleniem, akcje tę miał przeprowadzić II pluton. „M irski” wyniki rozpo­ znania przejmował razem ze swym zastępcą, „O rkanem ”, gdyż nie ustalono jeszcze wtedy, kto będzie dowódcą akcji. „O rkan” 197 kontynuow ał obserwację F ruhw irtha przejm ując ją od „Rayskiego” . Do tego zadania skierował dwie łączniczki: „K am ę” i „M irkę” (Teresa Szuch-L ew tak-Stattler). Po pełnym sukcesie przeprowadzonej akcji przeciwko Weffelsowi „O rkan” „siłą rozpędu” chciał sam przeprowadzić akcję przeciwko Friihw irthow i i w pierwszej dekadzie października zorganizował ją I98, wystawiając wespół w pobliżu miej­ sca pracy F ruhw irtha przy ulicy Krochm alnej. Do akcji jednak nie doszło. Postanowiono również, że obserwację F ruhw irtha należy nadal prowadzić i uściślać, jako że wtedy jeszcze uznano za rzecz niesłychaną, by F riihw irth nie wyszedł z dom u wtedy, kiedy wyjść po­ winien był według przeprowadzonego wywiadu. D o obserwacji F ruhw irtha sform owano zespół trzech łączniczek-\vywiadowczyń, w skład których weszła „K am a”, „Z ojda” i po raz pierwszy „Dewajtis” , która później wespół z „K am ą” była także cenioną wywiadowczynią „Rayskiego” . Elżbieta Dziębowska („D ew ajtis” ) 199 urodziła się 16 kwietnia 1929 r. w rodzinie zawodowego oficera Wojska Polskiego, co w dużym stopniu przyczyniło się do obudzenia w młodej dziewczynie zainteresowań dziejami Polski i historią jej kultury. Szczególną pożywką dla jej zainteresowań narodow ą tradycją była wielka miłość do oj­ ca, kult jego zawodu. T oteż ciężkim przeżyciem dla niespełna 11-letniego dziecka, z czym nie mogła się pogodzić przez wiele lat, była strata ojca. We wrześniu 1939 r. wyruszył on z Brześcia wraz z 82. pp pod dowództwem ppłka Antoniego Chruściela. Brał udział w wal­ kach nad W artą w rejonie Bobrownik i w ciężkim starciu z niemiecką 19. dywizją pod Żyrardowem w czasie próby przebicia się 82. pp przez Pruszków do Warszawy. Gdzie zgi­ nął, do dziś nie wiadomo. N a początku 1940 r. Ela wraz z rodziną przeniosła się do W ar­ szawy. Zaczęła uczęszczać do szkoły w gmachu dawnego II Miejskiego G im nazjum i L i­ ceum im. Jana Kochanowskiego i żądna działania wstąpiła do żeńskich Szarych Szeregów, 58. drużyny hufca „W ola”, której drużynow ą była Irena M alento. N a terenie szkoły i dzia­ łalności w drużynie harcerskiej zetknęła się z „K am ą” , „Z ojdą”, „M irką” i innym i dziew­ czętami, późniejsz 3rmi żołnierzami »Agatu«. Przybrała sobie pseudonim pochodzący z naj­ bardziej ubóstwianego przez nią dzieła literatury polskiej, D ewajtis. Wielowiekowy, tw ardy dąb miał charakteryzować siłę jej woli, w zestawieniu bowiem z jej wyglądem zewnętrznym taki pseudonim mógł budzić tylko wesołość. Przystępując do rozpoznania F ruhw irtha Ela miała ukończone 14 lat, była drobną blondynką z niewielkimi warkoczami, sprawiającą w ra­ żenie płochej i wesołej dziewczynki. W połączeniu z cechującym ją sprytem , inteligencją, spostrzegawczością i bystrością tworzyła typ wywiadowczym niepozornej i znakomicie za­ maskowanej, a równocześnie w pełni odpowiedzialnej.

198 Aleksander Kunicki, dz. cyt., s. 116 oraz jego relacje, 3. 197 Nie udało się uściślić daty planu akcji oraz ustalić zespołu, który miał ją wykonać, poza tym, że w jego «kład wchodzili prawdopodobnie „Kobza” i „Kalina” . i9S Ustalenia Komisji Historycznej. 199 Relacja Elżbiety Dziębowskiej, 1, 2.

»Frühwirth « — rozpoznanie

235

Rozpoznanie Friihw irtha przez żołnierzy plutonu, który m iał wykonać akcję, rozpoczęto z polecenia „M irskiego” w październiku 1943 r., mając dane od „Rayskiego”. Wynikało z nich, że F rü h w irth .pracuje na Pawiaku, .poza tym urzęduje w środy i piątki w komi­ sariacie policji państwowej przy ulicy Krochm alnej 1, mieszka przy ulicy Leszno 1 (róg Rymarskiej), czasami bywa w barze „C entralnym ” — Leszno 2. Rozpoznanie objęło miej­ sca ewentualnego spotkania Friihw irtha, a więc: a) kom isariat policji państwowej, w którym mieścił się patronat nad więźniami z Pa­ wiaka, przyjm ujący dla nich paczki, b) ulica Leszno, zwłaszcza wf pobliżu ulicy Rymarskiej. „D ewajtis” wspomina: „Zadanie zlecone nam przez »Mirskiego« polegało na zidentyfikowaniu i ustaleniu go­ dzin, w których przychodził na Pawiak ze swego mieszkania na rogu Leszna i Rymarskiej gestapowiec F rühw irth. G odziny śledzenia były poranne, 8— 11, łub też popołudniowe, 14— 17. Codzienne m eldunki przekazywałyśmy »M irskiemu«, »Orkanowi« lub »Zawało­ wi«, którzy byli wyznaczeni n a ewentualnych dowódców zamierzonej akcji. Nasze wielogodzinne przebywanie na krótkim odcinku Leszna miało być upozorowane handlem pestkami od słonecznika. Oddział wyasygnował fundusze na zakup towaru, czyli pestek. Niewielkie pudełko pestek w rękę, szklaneczka jako miarka — i ruszyłyśmy do roboty. »Handel« prowadziłyśmy na zmianę z »Kamą«, jako rzekome siostry. Sprzeda­ wałyśmy, spacerując po Lesznie lub też w najlepszym punkcie obserwacyjnym na Lesznie, naprzeciw ulicy Karmelickiej, prowadzącej do bram y za m ury getta, gdzie znajdował się Pawiak. P u nk t ten był bardzo wygodny, gdyż wykluczał możliwość przeoczenia gesta­ powca, zieloną sylwetkę widać było z daleka na tle ulicy Karmelickiej. Niedogodność sta­ nowiło to, że w tymże miejscu był stały posterunek wartownika pilnującego m urów getta, często w asyście granatowych policjantów. N ie wydawało nam się jednak to specjalnie nie­ bezpieczne, miałyśmy doskonałe, naszym zdaniem, pokrycie w prowadzonym handlu. Tyle wkładałyśmy tru d u w opracowanie zewnętrzne naszych sylwetek; nosiłam najbardziej dziadowską z moich sukienek, nieco przykrótką, przed kolana; rozklapane sandały, potar­ gane warkocze i piskliwy głos: — Pestki, pestki palone — uzupełniał całokształt postaci »Dewajtis«. Siadając na stopniach zamkniętego na Lesznie sklepu vis à vis Karmelickiej spluwałam obojętnie łupinkam i z pestek pochłanianych w niezwykle obfitych ilościach. Czasem przenosiłam się o parę domów dalej; łupiny z pestek znaczyły miejsce mego po­ stoju. Z chwilą gdy na horyzoncie ukazała się »Kama«, też w podniszczonej sukienczynie (ona, tak zawsze staranna jeśli chodzi o ubranie), przekazywałam jej insygnia wywiadowcze — pudełko z pestkami. »Kam a« nosiła czasem ciemne okulary — wydawało nam się, że praw dziw y wywia­ dowca powinien w takowych występować. Zdaje się, że pasowałyśmy do warszawskiej ulicy. W każdym razie nie wzbudziłyśmy żadnych podejrzeń wr stojącym obok -wartowniku nie­ mieckim. N atom iast granatowy policjant objawił pewne zainteresowanie nam i, lepiej niż Niemiec znał specyfikę m iasta — Leszno było wówczas za mało ruchliwą ulicą, aby pro­ wadzenie handlu ulicznego miało się opłacać. Więc wypytywał m nie o szczegóły rodzinne. Opowiedziałam m u, że m am a nie żyje, a ojca wywieźli na roboty, że m am jeszcze młodsze rodzeństwo, które trzeba wyżywić. — No, ale ile też zarobicie dziennie na pestkach? — pytał granatowy. — Zawsze parę złotych się wyciągnie — stwierdzałam poważnie, u zu ­ pełniając następująco: — Przedtem handlowałyśmy koło dom u, wie pan, na Ciepłej, koło Żelaznej Bramy, ale tam jest konkurencja, dlatego przeniosłyśmy się tu, na Leszno. — A ta starsza blondynka, to siostra? — pytał wścibski policjant. — M hm , siostra — po­ twierdziłam. Zdaje się, że dom niem ana siostra podpadła z urody i wdzięków policjantowi, bo zauważyłam, że flirtuje z nim. Ja niestety do flirtów mieszać się nie mogłam. »Kama« miała po temu wszelkie dane ze swym powłóczystym spojrzeniem niebieskich oczu, regu­ larnym i rysam i twarzy i pulchną, zgrabną figurką. G ranatow y policjant nie mylił się w swej ocenie — interes był niewątpliwie deficytowy. Przez kilka godzin prowadzonego handlu ulicznego miałyśmy zaledwie kilku nabywców.

236

Specjalne operacje bojowe w 1943 r.

Groszowy zarobek przekazywałyśmy oddziałowi w osobie »Jenny«, ponieważ jednak roz­ chód na skutek konsumpcji własnej znacznie przewyższał dochód, co kilka dni zgłaszałyś­ my zapotrzebowanie na now y zapas. »Jenny« traktowała te rozrachunkow e sprawy dziw­ nie poważnie, »M irski« z pobłażliwym uśmiechem. Pamiętam wyraźnie trzy momenty. Pewnego dnia natknęłam się na profesorkę poloni­ styki ze szkoły, w której moja frekwencja od czasu wejścia do »Agatu« pozostawiała wiele do życzenia. Umknęłam wtedy czym prędzej do najbliższej bramy. Innym razem spotkałam swego kuzyna z narzeczoną, który nie posiadał się ze zdum ienia, że nasza sy­ tuacja m aterialna zmusza m nie aż do takiego sposobu zarobkowania; moje wyjaśnienia były wówczas dziwnie niewyraźne i nieprzekonujące. Ale szczególnie hańbiący był trzeci wypadek. »Kam a« przyprowadziła wówczas na teren rozpoznania »Orkana«, by wskazać m u Friihw irtha. W chwili, gdy zbliżałam się do »Orkana« i »Kamy«, potknęłam się i wywróciłam, rozsypując towar na chodniku. Było to dla mnie straszne przeżycie. Gorączkowo zbierałam pestki, wymyślając w duchu pod własnym adresem. Co za niezdara i fajtłapa! »Orkan« będzie miał teraz o mnie pojęcie... Pamiętam, że bardzo zgnębiło mnie, czy ten nieszczęsny wypadek nie zdyskwalifikuje mnie w oczach dowódcy. D ługo nie mogłam o tym zapom nieć i na widok »Orkana« ogarniało mnie mę­ czące zażenowanie. Już po kilku dniach cel naszego rozpoznania — gestapowiec Friihw irth — był nam do­ brze znany. Z daleka rozróżniałyśmy jego sylwetkę. Odczuwało się wtedy pewne podnie­ cenie, jak podczas polowania na jakiegoś niebezpiecznego zwierza. Czasem odprowadzałyś­ my go wzdłuż Leszna od Kamelickiej do rogu Rymarskiej. Tego rodzaju spacery były jed­ nak niewskazane, toteż stosowałyśmy je rzadko. Starałam się w ogóle nie nawinąć przed jego zimne, stalowe oczy. G dy pewnego razu uchwyciłam jego spojrzenie, poczułam zimny skurcz nienawiści — lepiej w takie ślepia nie patrzeć, bo można się wsypać. Czasem za­ trzymywałam się oglądając wystawę, w której szybie rysowała się szczupła sylwetka prze­ chodzącego Friihw irtha”. 200 W spomnienia te potwierdza i uzupełnia „K am a” : „W dniu, w którym po raz pierwszy poszłyśmy »oglądać« F., było na Krochm alnej rojno i tłum nie jak zwykle. Paczki przyjmowano według kolejności alfabetycznej. N a miej­ scu zorientowałyśmy się, że aby zcbaczyć F., należało mieć paczkę i wejść z nią do pokoju znajdującego się po lewej stronie bramy(wejście po kilku schodkach). T am , w części po­ koju odgrodzonej barierą, siedział przy stole F. przyjm ując własnoręcznie paczki. Spraw ­ dzał, chociaż nie zawsze, listę ewidencyjną więźniów, którym w danym dniu można było przesłać paczkę. Ilość paczek miesięcznie dla jednego więźnia była ograniczona. Postałyśmy chwilę w bramie. »Dewajtis« zajęła kolejkę wśród tych, których paczki już przyjmowano, a ja musiałam jakoś zorganizować paczkę, zaadresować ii związać. N ie pa­ miętam, jak i skąd zdobyłam papier i sznurek, ale z zawartością było gorzej. Paczka m u­ siała być odpowiednio ciężka. Zrobiłam dwie paczki i do każdej zapakowałam chleb i ka­ mień. Zdążyłam jeszcze podać je »Dewajtis«. Nazwiska wpisałyśmy zmyślone. Sądziłyśmy, że po sprawdzeniu na liście nie istniejącego nazwiska paczki zostaną nam zwrócone. Cho­ dziło przecież tylko o to, ażeby obejrzeć F. z jak najbliższej odległości. F. nie spojrzał do listy i paczki zostały przyjęte. Zrobiło się nam nieprzyjemnie — zawiicrały chleb i kamień... Postanowiłyśmy za następnym razem przygotować paczki z pieczywem i tłuszczem. W ra­ cając przypom inałyśm y sobie rysopis Friihw irtha i otoczenie patronatu. N a Krochm alnej byłyśmy kilkakrotnie, zawsze inaczej ubrane. »Dewajtis«, nie przywią­ zująca jeszcze wagi do ubioru, w sukience przed kolana, z niedbale zaplecionymi warko­ czami, na końcu których zawiązywała kokardy, wyglądała zupełnie jak dziecko. Stwarzała pozory biednej dziewczynki, której ciotka po łapance ulicznej dostała się do więzienia. Ułożyłyśmy sobie same taką wersję, gdyż wiele osób w kolejce pytało nas o to po prostu przez ciekawość. Ponieważ czekanie przeciągało się nieraz do 2 godzin, a nawet dłużej, 200 Tamże.

»Frühwirth « — dowódca akcji

237

ułożyłyśmy jeszcze jedną wersję tyczącą naszej znajomośai. Byłyśmy dalekimi krewnymi (poprzez tę właśnie ciotkę), a ja przynosiłam paczki dla brata. Prawdopodobnie myśl akcji na F. na Krochm alnej odpadła ze względu na dużą liczbę czekających ludzi, jak również na bliskość komisariatu. Akcja w tych w arunkach spowo­ dowałaby niewątpliwue dużą ilość zbędnych ofiar. T ak więc rozpoznania nasze przeniosły się na Leszno vis à vis Karmelickiej (tędy F. wychodził z Pawiaka do swego mieszkania przy ulicy Leszno). Obserwowałyśmy go i n a odcinku Leszna od Karmelickiej do Rym ar­ skiej. T u zaczynała się prawdziwa trudność. Leszno było ulicą pustą, przechodniów i pojaz­ dów było niewiele. Po jednej stronie znajdowało się getto odgrodzone wysokim m urem , po drugiej dam y mieszkalne, pozbawione sklepów, czasami przejeżdżały więźniarki i półciężarówki z SS. Polecono nam obserwować ten odcinek ulicy w godzinach 8— 11 i 14— 17. Aby upozorować naszą tak długą obecność na ulicy, postanowiłyśmy sprzedawać tam pa­ lone pestki słonecznika. Panowała wtedy w Warszawie »pestkowa moda«, tak że nasze role były jak najbardziej prawdopodobne. Dowódca plutonu »M irski« zgodził się chętnie na nasz projekt. Dostałyśmy pieniądze na zakup tow aru i zaczęłyśmy handlować. Zdziwienie mojej m am y nie miało granic, gdy ubierałam się w sukienkę jak najbardziej zniszczoną, stare buty, aby wyglądać jak najbiedniej i nie budzić wątpliwości co do stanu materialnego, w jakim się znajduje moja rodzina. Zabierałam »lewe« dowody, kieliszek jako miarkę, pudełko z pestkami i jechałam na Leszno. T am zmieniałam »Dewajtis« lub prowadziłyśmy obserwację jednocześnie, każda na innym odcinku trasy F. Najwygodniejszym punktem uchwycenia F. był wylot Karmelickiej na Leszno koło m u­ rów getta. T u sprzedawałyśmy najczęściej pestki, zaraz obok posterunku policji niemieckiej i granatowej policji”. 201 W trakcie prow adzonego rozpoznania zapadła decyzja, że akcją dowodzić będzie do­ wódca II drużyny „Zaw ał” i jemu z kolei powierzono opracowanie planu akcji w oparciu o dane uzyskane z rozpoznania, zebrane przez żołnierzy z sekcji dziewczęcej plutonu. K rystyn Strzelecki („Z aw ał” ) 202 urodził się 9 stycznia 1921 r. w Warszawie. Ojciec je­ go, ochotnik w wojnie 1920 r., był artystą muzykiem, matka zaś artystką dramatyczną. W rodzinie żywe były tradycje patriotyczne. Prapraaziad babki brał udział w Powstaniu Kościuszkowskim, później walczył w Legionach Dąbrowskiego, a pod Berezyną wystę­ pował już jako generał wojsk napoleońskich H am ilkar A ntoni Rawicz-Kosiński. Z kolei pradziad Krystyna, Feliks Kędzierski, był powstańcem 1863 r. Rodzonym bratem ojca był Władysław Strzelecki, kształcony w Szwajcarii, znany biolog i geolog. Był młodzieńcem rozm iłowanym w książkach, czułym na piękno sztuki, bacznie obser­ wującym otoczenie, co w sum ie poszerzało jego wiedzę o człowieku, stanowiąc jednocześ­ nie ¡przygotowanie do studiów medycznych. K rystyn w 1938 r. ukończył G im nazjum i Liceum im. Adam a Mickiewicza, po czym rozpoczął — z zamiłowania i z powołania — studia m edyczne n a Uniwersytecie W arszaw­ skim jako elew C entrum W yszkolenia Sanitarnego, co zapewniało m u możliwość nauki bez konieczności sporych nakładów finansowych, których jego rodzina nie była w stanie po­ nosić po śmierci ojca. D nia 1 września 1939 r. otrzym ał promocję i stopień kaprala pod­ chorążego oraz przydział do szpitala polowego n r 901 w D O K Brześć, którego kom endan­ tem był płk d r G rudziński. W ędrował wraz ze szpitalem z Brześcia w kierunku Warszawy, do miejscowości Dębe Wielkie, i z powrotem do Kowla, gdzie 17 września 1939 r. perso­ nel szpitala został zdemobilizowany i rozwiązany. Powrócił więc w charakterze cywila do Warszawy. Od 1941 r. kontynuował studia m edyczne n a tajnych kompletach U niw er­ sytetu Warszawskiego, a później U niw ersytetu Ziem Zachodnich (dyplom lekarza uzyskał w Poznaniu, w grudniu 1946 r., a specjalizację chirurgiczną zrobił w 1956 r.). W czasie 201 Relacja Marii Stypułkowskiej-Chojeckiej, 1, 2, 3. 202 Ustalenia Komisji Historycznej.

238

Specjalne operacje bojowe zo 1943 r.

studiów poznał Lidię Kowalczyk, również studentkę medycyny, z którą wzajemne uczucia tak dalece ich związały, że wciągnął ją również do służby w »Agacie« (występowała pod pseudonimem „Akne” ) i wziął z nią ślub już w czasie Powstania Warszawskiego — 15 sierpnia 1944 r., na Starym Mieście w kościele Garnizonowym. D o harcerstwa K rystyn w stąpił w 1932 r. w czasie nauki w G im nazjum i Liceum im. A. Mickiewicza. Pierwszym jego zastępowym był Jan Rossman. Przerwaną później służbę w harcerstwie wznowił w stępując do Szarych Szeregów, wprowadzony tam w 1942 r. przez „Jurka T K ” (Jerzy Pepłowski). Został sekcyjnym w drużynie dowodzonej przez „M irskiego” . Brał udział w akcji zdobycia samochodu B M W i w wysadzeniu po­ ciągu pod Pogorzelą, po czym wszedł w skład organizowanego oddziału »Agat« jako dowódca 2. drużyny II plutonu tego oddziału. U stalony przez „Zaw ała” skład zespołu, który miał wykonać akcję, jego uzbrojenie i plan przeprowadzenia akcji przedstawiały się następująco: „Zaw ał” — dowódca akcji — sten, F N kal. 7,65 m m ; „K alina” — I wykonawca i zastępca dowódcy akcji — vis, F N kal. 7,65 mm oraz granat typu filipinka; „K obza” — II wykonawca — vis, F N kal. 7,65 m m oraz granat typu filipinka; „K os” — I ubezpieczenie — sten, parabellum oraz 2granaty typu filipinka; „D aniel” — II ubezpieczenie — sten, parabellum oraz 2 granaty ty p u filipinka; „N iem ira” — kierowca samochodu m arki O pel-K apitan, parabellum, 2 g ra n a ty .203 W dniu akcji — wyznaczonej n a dzień 19 października 1943 r. o godzinie 15, jako że zdecydowano, iż będzie ona przeprowadzona w czasie powrotnej drogi Friihw irtha d o do­ mu — żołnierze zespołu zebrać się mieli w lokalu przy Trębackiej 1, z którego pojedynczo lub param i mieli udać się w pobliże miejsca akcji i w bram ach domów przy Żabiej 7, Ry­ marskiej i placu Bankowym odebrać doniesioną przez łączniczki „Zojdę”, „T in ę” i „M a­ ję” broń, pobraną z magazynu II plutonu przy Czerniakowskiej. Zajęcie stanowisk miało nastąpić o godzinie 15.30. Łączniczka „K am a”, stojąca na ulicy Leszno, naprzeciwko Karmelickiej, po dostrzeżeniu w głębi ulicy Friihw irtha miała pobiec ulicą Leszno i przekazać tę wiadomość „D ew ajtis”, która będzie stała koło baru „C entralnego” przy ulicy Leszno 2. W tedy „D ew ajtis” podejdzie do dowódcy akcji, „Z a­ wała”, spacerującego po ulicy Leszno od Karmelickiej do Przejazdu i zamelduje m u o uka­ zaniu się Friihw irtha. W ykonawcy, „K alina” i „K obza”, których stanowiska wyznaczono na rogu ulic Tłom ackie i Rymarska, mieli wyjść naprzeciw Friihw irtha i wykonać wyrok. W tym czasie „K os”, stojący w ruinach obok synagogi przy Tłomackiem, będzie ubezpie­ czał kierunek Przejazd— Tłomackie—bar „C entralny”, „D aniel”, stojący na placu Ban­ kowym, winien ubezpieczać kierunek ulicy Rymarskiej, a „Zaw ał” obserwować Leszno w kierunku Karmelickiej. Kierowca „N iem ira” w samochodzie m arki O pel-K apitan będzie czekać przy ulicy Tłomackie 11. T rasa odskoku zespołu ma przebiegać placem Bankowym, Ogrodem Saskim, Królewską i Wielką. Po akcji łączniczki w inny odebrać broń przy ulicy Mariańskiej, w bramie domu. Przy ulicy Śliskiej m iał oczekiwać lekarz, „d r M aks”. Ponadto w pobliżu szpitala M al­ tańskiego, bliżej placu Bankowego, m iała oczekiwać w dorożce na wynik akcji „Akne”, stanowiąc ewentualne dodatkowe zabezpieczenie ewakuacji rannych. Szczegółowym ustaleniem stałych punktów ognia nieprzyjacielskiego nic zajmowano się, gdyż rejon ulicy Leszno ze względu n a sąsiedztwo getta był obstawiony licznymi poste­ runkam i niemieckimi, stacjonarnym i, a przede wszystkim ruchomymi. Powyższy plan przedyskutow ano na dwóch odprawach przed akcją, prow adzonych z udziałem dowódców plutonu — „M irskiego” i „Ońkana”. Wystawienie akcji nastąpiło zgodnie z planem we wtorek 19 października. Zespół, który 203 Podstawowe opracowanie historiograliczne na temat tej akcji: Maria Dylawerska i Danu­ ta Kaczyńska, Akcja na niemieckich katów z Pawiaka, „Wojskowy Przegląd Historyczny”, 1961, nr 4. Ustalenia w nim zawarte, zweryfikowane przez autora, zostały wykorzystane w niniejszym opracowaniu. Por. Jerzy Woydyłło, Uderzenie na Pawiak , „Dookoła Świata”, 1966, nr 10.

»Friihwirth .« — plan akcji

239

miał wykonać akcję, wraz z łączniczkami-sygnalizatorkam i „K am ą” i „Dewajtis” , „drem M aksem” i „Akne”, oczekiwał prawie dwie godziny, ale F riihw irth nie pojawił się. N a odprawie, która odbyła sie dnia następnego, ustalono nowy term in akcji n a dzień 21 października, to jest czwartek, i zgodnie z tym następne wystawienie akcji odbyło się 21 października o godzinie 15.30. Po krótkim oczekiwaniu „D ew ajtis” dała znać „Zawa­ łowi”, że F riihw irth znajduje się w barze „C entralnym ” . W tej sytuacji „Zaw ał” rozważał dwie możliwości: czekać na wyjście F ruhw irtha lub przeprow adzić akcję w barze. N a to drugie rozwiązanie nie chciał się zdecydować, gdyż pomieszczenia i wyjścia z baru „C en­ tralnego” nie były rozeznane i musiałby realizować akcję bez znajomości terenu, na któ­ rym miałaby się ona rozgrywać. Postanowił więc czekać. Po upływie ponad pół godziny dał rozkaz odwołujący akcję, która tym samym już po raz drugi nie dała rezultatu mim o pełnej gotowości żołnierzy. N a kolejnej odprawie zapadły dwa postanowienia: dokonać rozpoznania baru „C entral­ nego” na wypadek, gdyby F riihw irth miał przebywać w nim znow u w czasie trzeciego wystawienia akcji, oraz dokonać tego wystawienia w poniedziałek 25 października o go­ dzinie 15.30, pozostawiając dwa dni, to jest piątek i sobotę, na zapoznanie się z topografią baru „C entralnego”. Rozpoznania baru dokonały dwie pary w dw óch następujących po so­ bie dniach: „Zaw ał” i „K alina” oraz „O rkan” i „Jenny” . „Zaw ał” z „K aliną” stwierdzili, że w lokalu znajduje się kilka osób kierownictwa, trzech kelnerów, trzy tancerki, pięciooso­ bowa orkiestra, sala główna i barowa, przylegające do nich gabinety oraz dwa wyjścia. W piątek bar był pustawy, ale dowiedzieli się, że z gabinetów korzystają często Niemcy. Wobec tego w sobotę następna para, mieszana, udaia się rozpoznać gabinety, ich wielkość, usytuowanie i liczbę. O statnia odprawa przed akcją odbyła się 25 października w godzinach rannych. Pier­ wotny p lan przeprow adzenia akcji skorygowano i przewidywał on już trzy w arianty dzia­ łania 204: — w chwili zajęcia stanowisk przez wykonujący akcję zespół F riihw irth może jeszcze nie iść z Pawiaka i wtedy zespół w ustalonym szyku wychodzi m u naprzeciw w kierunku Karmelickiej; — F riihw irth może być już u siebie w dom u przy ulicy Leszno 1 i wtedy zespól roz­ stawiony wg pierwotnego planu poczeka na jego wyjście; — F riihw irth może już być w barze „C entralnym ” i po stwierdzeniu tego faktu przez „D ewajtis” akcję przeprowadzi się w' barze. D okonano również zm iany w składzie zespołu mającego wykonać akcję. W ycofano z niego „K obzę”, który miał zastrzał wskazującego palca prawej ręki, co powodowało jej niesprawność przy strzelaniu. W jego miejsce wprow adzono „C yklona” jako II wykonaw­ cę. Zam iana ta, pozornie błaha, w skutkach była niezwykle istotna. „C yklon” w ogóle nie widział F ruhw irtha, w przeciwieństwie do „K obzy”, który zdążył m u się przyjrzeć. Wobec tego, w zespole, który miał wykonywać akcję, poza łączniczkami-wywiadowczyniami wy­ gląd F ruhw irtha znał tylko „K alina” . Przystąpiono do realizowania akcji po raz trzeci 25 października 1943 r. Jej przebieg tak relacjonuje „Zaw al” : „O godzinie 15.30 wszyscy byli już na miejscu. Łączniczka »Dewajtis«, która z »K a­ mą« obserwowała od dawna teren, melduje, że F ruhw irtha jeszcze nie ma. Ze względu na to, że wystawiamy się już po raz trzeci w tym samym miejscu, stanowiska poszczególnych żołnierzy są już bardziej oddalone od siebie. Dw^aj wykonawcy, »Kalina« i »Cyklon«, kręcą się w okolicy rogu Rymarska— Leszno, ja, w długim do kostek płaszczu zakrywającym stena, spaceruję po drugiej stronie Leszna od baru »Centralnego« do ulicy Orlej i z po­ wrotem. »Kos«, też ze stenem pod płaszczem, siedzi na zwalonym m urze przed ruinam i synagogi i czyta gazetę. Niedaleko od niego «tał samochód m arki O pel-K apitan, a w nim MiD W IH, sygn. III/29/7, oryginalny raport z przeprowadzenia akcji, podpisany przez „Mirskiego”.

Kik

Ą /N *

ą

Ci u f A M N' /

MLLOpiA

ZtiALlSfi A

syrfĄ (,ett

3iw m _

Odręczny szkic wykonany przed przeprowadzeniem specjalnej operacji bojowej »Friihwkth« do­ mV/i tyczący rozpoznania baru „Centralnego” przy ul. Leszno

»Friihvnrth« — akcja

241

R * p * rt s f t k e il pr**Q iw FrvjsdH r th o w i / w y k e a a sa j dm. 2 5 .X .4 3 . f . bywa* w dmie pow ***d*i« o p ró c s śro d y i p lą tfc u / t * J « dm iv k i edy u r s ę a a w a l « kem . P.P. p ra y u l . K r a t e a l a t j / mm m l. L aaaae m r . l la b w "Bmrse e e a tr a l ^ y ® " « L assa* o r . 2 . w d e a a pod m r . l m ie d e i s i ; eklm d m eb li * i liu g rch rmeUemedol z ¿ h e ttm . X& p ia r w s s p s p io tre m ammieesk&iy j e e t p ra s e k i l k u t e s t e SD-*aatfw t y l k e 1 lu b 2 p o k o je mar*ima / l e e s w - R y e m r e k s / . P . p r s y e h s d a i ł od stro m y u l . K a r m e lic k ie j mam. Bms p rm yjeehm ł eam eohedem oięim rew ym z 5 3 S - a a a a a i # r a s mm remerme od s t r o n y P l . Beakewag©, Corns p rsy b y & l* m i^dsy g o d o . 1 5 .5 0 i 1 6 .0 2 « H a jp d śm ie j b y ł omobaeimowm^ ny m ifdoy ty m i dwoma p u n k tam i o g o d s .1 6 .1 0 . Comou o d e jd e ia « s powodu pć £ m ej pory« mle resposmmme« ? . k r ^ o i ł e l f tam oomaem p d ł godzim y• eomaem promo h o d s i ł ty lk o Spod 1 de baru« lu b «powrotem« * b a r a e p rs e b y w s l od 20 mim. do k i l k u g o d z in / w y j ś c i a r a s n ie saebeenrew am o/« C k o d e ił earn, lu b w towam r s y e tw ie « p rsew aem ie je d n e g o c y w ila . Has w id siam e go e r a s a 4 miemeami« praw dopodobni« ¿a m lftssk ały m l pod n r « l .

h^spesmamie Baru oemtralmemoVpatrs se k io /t^

\

Fragment podpisanego przez „Mirskiego” (Jerzy Zapadko) raportu z przeprowadzenia specjalnej operacji bojowej »Friihwirth«, w której zabito Kleina (u góry odręczna adnotacja mjra „Bolka” ) »N iem ira«; ziewał, czekając n a pierwsze strzały. O statnie spojrzenie na całość rzucił »D y­ rektor« i przechodząc przez plac Bankowy m ruknął pod nosem: — »Panie Daniel, trzymaj się pan!« — Przed szpitalem M altańskim siedziała w dorożce »Akne«, pozorując oczekiwa­ nie na narzeczonego. Dorożkarz dziwił się, że »on« tak długo się nie zjawia i zapropono­ wał: — »O n nie przyjdzie już, chodź pani ze m ną, przepijemy razem należność za po­ stój«. — Z trudem udało się jej go utrzym ać. O godzinie 16 serce jej zaczyna bić bardzo szybko, bo oto na plac Bankowy wjeżdża buda pełna żandarm ów. Żandarm i wysiedli, a po pięciu m inutach znów wsiedli i odjechali. Po chwili znów groźna wieść: — N a placu Że­ laznej Bramy łapanka! Tym czasem na Lesznie o godzinie 16.45 »Dewajtis« melduje m i, że F riihw irth przyje­ chał konnym wozem z Pawiaka i wszedł pod n r 1. »Kalina« widocznie nic widział go, a łączniczki nie zdążyły go wyprzedzić. Wszyscy żołnierze podciągają się bliżej rogu Lesz­ no—-Rymarska, robi się już szaro. »K alina« i »Cyklon« stoją naprzeciw bram y Leszna n r 1, przy kiosku; piją lemoniadę, gryzą raczki. O polal stoi jakaś m łoda niewiasta. G odzina 16.55. Niemiec wychodzi z bram y i — czego nigdy nie czynił — kieruje swe kroki w stronę ulicy Orlej. »Kalina« trąca »Cyklona« i mówi: — T y, to chyba on, chodź­ m y za nim ! — Idą, a po drugiej stronie ulicy równolegle posuwa się »Zawał«. Owa nie­ wiasta biegnie za ńim i, wyprzedza »Kalinę« i »Cyklona«, podbiega do N iem ca i coś m u mówi. Niemiec odwraca głowę, chw yta za kaburę! Lecz »Cyklon« miał już visa w dłoni. Pada pierwszy strzał, potem drugi »Kaliny«, trzeci, czwarty, piąty i szósty. Wszystkie w głowę. Niemiec z rozwaloną czaszką wali się n a bruk. »Cyklon« rewiduje go, »Kalina« ubezpiecza. W tej chwili z Orlej wyskakuje na Leszno dw óch Niemców i strzela w naszym kierunku. Odpowiada im seria mojego stena. Zabrawszy notes, bowiem dokumentów nie było, czapkę i paczkę, którą Niemiec miał w ręku, rzucam y się w kierunku samochodu. »Niemira« na odgłos pierwszych strzałów' zatoczywszy łuk już stanął na Rymarskiej. W chwili, gdy wsiadamy do sam ochodu, znów padają strzały. T o z okna narożnego domu strzelają do sam ochodu dwaj koledzy zabitego, a trzeci wybiegł z baru. »Kos« już z sa­ m ochodu posłał serię w tył do baru, zaś biegnący naprzeciw nam od strony placu Ban­ kowego »Daniel« unosi stena i wali w okna. Strzały ucichły. »Daniel« wsiadł. »Niemira« ruszył. Jedziemy przez pusty zupełnie plac Bankowy, O gród Saski, Królewską, Wielką i dalej d o M ariańskiej, gdzie następuje oddanie broni i zamiana dokumentów. U »Zawała« w mieszkaniu na N ow ym Świecie 41 m. 19 czekali już kpt. »Pług«, »M ir­

242

Specjalne operacje bojowe w 1943 r.

ski«, »O rkan« i »Akne«. G dy rozradow any wbiegłem do swego pokoju, »Dyrektor« rzefcł mi: — W inszuję sukcesu” 205. Akcja poddana została szczegółowej ocenie. „Zaw ał'' został zobowiązany do złożenia pisemnego raportu z przebiegu akoji, !k pt. „P łu g ” zaś m iał nazajutrz złożyć ustny m eldu­ nek dowódcy K edyw u K G o usunięciu F ruhw irtha, bowiem przy zabitym nie znaleziono dokum entów identyfikujących. I właśnie nazajutrz szef sztabu Kedywu K G , m jr „Bolek”, poinform ował kpt. „P łu ­ ga”, że wywiad Kedywu K G ustalił, iż przy ulicy Leszno w dn iu 25 października 1943 r. został zabity SS-Scharfiihrer Stephan Klein z sekcji 3C referatu IV A U rzędu K om endan­ ta Policji Bezpieczeństwa i Służby Bezpieczeństwa D ystryktu Warszawskiego zam iast SS-Scharfiihrera Engelbertha Fruhw irtha. Fakt, że Stephan K lein był ujęty również w wykazach akcji »Główki« spowodował wte­ dy brak wyrzutów sum ienia, lecz nie był w stanie zatrzeć odczuć wynikających z niewy­ konania rozkazu, co powodowało dalsze urzędowanie F riihw irtha na Pawiaku. R aport ko­ mórki więziennej Delegatury Rządu RP na Pawiaku podawał pod datą 4 maja 1944 r.: „...W pierwszych dniach bieżącego miesiąca m. in. F riih w irth usunął kilka cennych osób z funkcji, przenosząc je do zwykłego stanu więziennego” 206. Ostatecznie Hngelberth F riihw irth zm arł w W iedniu 1 października 1964 r. 207 205 Relacja Krystyna Strzeleckiego, 3. 206 MiD W IH, sygn. III/2 9 /ll. Informacje komórek więziennych AK iw Warszawie, inf. bież. z 6 czerwca 1944 r. nr 6/44. 207 informacja Władysława Bartoszewskiego.

Rozdział 11

SPECJALNA OPERACJA BOJOWA »HERGL« Poligrafia jako techniczny środek masowego przekazu, a więc kształtowania opinii, czyli środek propagandy na terenie okupowanej Polski, a ściślej Generalnego Gubernatorstw a, musiała zatrudniać Polaków, a równocześnie być pod ścisłym nadzorem niemieckim, by tymże Polakom n ie udostępnić w jakikolwiek sposób i w jakimkolwiek zakresie materiałów i urządzeń drukarskich. Poligrafia służyć więc miała wyłącznie propagandzie niemieckiej, a że tak się nie działo, było zasługą i wynikiem ofiarnej działalności polskich poligrafów .208 Pragnąc jednak u tru d n ić im maksymalnie jakąkolwiek działalność patriotyczną, Niemcy ustanowili rozległą adm inistrację, ściśle niemiecką, również w zakresie poligrafii. N a po­ czątku okupacji konfiskacie uległy w zasadzie prawie wszystkie drukarnie, nielicznym bo­ wiem tylko zezwolono na prowadzenie ograniczonej działalności, ale i nad tym i ustano­ wiono komisaryczny zarząd niemiecki. T akim T reuhanderem , czyli niemieckim zarządcą nad drukarniam i w dystrykcie warszawskim i lubelskim, był Reichsdeutsch, podobno przed wojną zamieszkały w Polsce 209, A nton H ergl 2,°. Choć nie był funkcjonariuszem gestapo, ściśle współdziałał z nim w tępieniu Polaków i jakichkolwiek przecieków materiałów i urządzeń poligraficznych do podziemnego drukarstw a. Liczba tych drukarń zresztą stale malała. „Biuletyn Inform acyjny” pod datą 23 września 1943 r. podawał: „K om isarz A nton Hergl zarządził zamknięcie dalszych 8 zakładów drukarskich” . Szkodliwość jego działania spowodowała wciągnięcie go n a listę akcji »Główki« i wydanie przez K W P decyzji jego likwidacji. Rozkaz Kedywu K G wykonania w yroku został przekazany do wykonania od­ działowi »Agat«. K pt. „P łu g ” wydał więc „Rayskiem u” rozkaz przeprowadzenia szczegó­ łowego rozpoznania A ntona Hergla, a było to pod koniec pierwszej połowy listopada 1943 r. Z m eldunkiem o wykonaniu rozkazu „Rayski” gotów był już wkrótce, rozpoznanie to bowiem nie należało do najtrudniejszych. 211 Ustalił, że H ergl mieszka przy ulicy Pika Nullo 13, a pracuje w budynku przy Marszałkowskiej 3/5 (przy placu U nii Lubelskiej), gdzie znajdowała się również drukarnia, w której wychodził „N ow y K urier W arszawski” . H ergl poruszał się dość regularnie, jeśli chodzi o przejazd z miejsca zamieszkania do miej­ sca pracy, brak tej regularności natom iast dał się zauważyć w wyjazdach z miejsca pracy. Wyjazd następował bowiem codziennie w różnych godzinach. Sam ochód wiozący Hergla wjeżdżał na podjazd budynku przy Marszaikow’skiej 3/5 o godzinie 8.45 z m inim alnym i odchyleniami. „Rayski” w tym okresie prow adził kilka rozpoznań łącznie, wobec czego przy rozpoznaniu Hergla korzystał z pomocy „K rystyny” i „Janiny”'. Zidentyfikowały one Hergla i ustaliły również stałe tę sam ą trasę jego przejazdów: Płka N ullo — Frascati — Aleje Ujazdowskie — Bagatela — plac U nii Lubelskiej — M arszałkowska 3/5. Samochód, którym jeździł Hergl, w yróżniał się charakterystycznym czerwonym kolorem obręczy kół i był prow adzony bądź przez niego samego, bądź przez kierowcę. Jeśli samochód prowadził 208 Por. Michał Wojewódzki, W tajnych drukarniach W arszawy 1939 — 1944, Warszawa 1976. 209 Relacja Aleksandra Kunickiego, 3. 210 Prawidłowe brzmienie nazwiska: Anton Hergl, niekiedy w historiografii jest podawany jako Hergel lub Hergiel. 211 Relacja Aleksandra Kunickiego, 3.

244

Specjalne operacje bojowe w 1943 r.

kierowca, to wtedy H ergl siedział na tylnym siedzeniu. Był wysokim blondynem w wieku czterdziestu paru lat, zawsze ubranym po cywilnemu. „Rayski” zameldował kpt. „Pługow i” o w ykonaniu rozpoznania. D ow ódca oddziału wy­ znaczył do przeprowadzenia akcji I I I pluton. D ow ódca tego plutonu, „L u ty ”, powierzył dowodzenie akają swemu zastępcy, „M aryli” . Stefan Pakuła („M aryla” ) 212 urodził się 1 sierpnia 1922 r. w Warszawie. Ukończył G im nazjum im. Św. Stanisława Kostki i Liceum im. Jana Zamoyskiego, zdając m aturę w 1939 r. O d najm łodszych la t był zam iłowanym harcerzem, a w roku w ybuchu wojny instruktorem harcerskim w 6. W D H . W e w rześniu 1939 r. brał ochotniczy udział w wal­ kach 36. pp. W początkach okupacji powrócił do działalności harcerskiej w Szarych Sze­ regach, będąc przed wejściem do oddziału »Agat« w drużynie „L utego” . Był wysokim szczupłym blondynem , o żywych piw nych oczach, dbającym o swój wygląd, a równocześ­ nie bardzo koleżeńskim, niezwykle sum iennym , am bitnym i impulsywnym. Nie był zwo­ lennikiem wojska, jego dyscypliny i m etod, ale chciał walczyć, niekiedy lekceważąc tw arde prawidła walki, będąc pewnym swej inteligencji i zdolności. Następnego dnia po objęciu dowództwa akcji „M aryla” z „Rayskim ” identyfikują H ergla, a drugiego dnia „M aryla” identyfikuje go razem z „Jan in ą” . W espół z „L u ty m ” opra­ cował plan akcji, dobrał zespół żołnierzy i ustalił jego siłę ogniową w następujący sposób 213: „M aryla” — dow ódca i I wykonawca — sten, parabellum ; „M adziar” — II wykonawca — sten, colt kal. 11 m m ; „H ipek” — I ubezpieczenie — sten, vis, filipinka; „Leszek” — II ubezpieczenie — sten, vis, filipinka; „B runo” — kierowca sam ochodu z I p lu to n u — vis, 2 granaty; „Jagoda”, „Irm in a” — doniesienie i odebranie broni oraz dokum entów , przy współ­ udziale „Janiny”. Rozważając wybór miejsca przeprowadzenia akcji „M aryla” wybrał w jazd n a teren d o ­ mu przy Marszałkowskiej 3/5. Miejsce to było o tyle dogodne, że wjazd n a teren drukarni był chroniony łańcuchem , przed którym m usiały zatrzym ać się na m om ent wszystkie sa­ mochody chcące wjechać na dziedziniec. G odzina gotowości zespołu ustalona została na 8.30. Swoje miejsce zaplanował „M aryla” naprzeciwko drukarni, p o drugiej -stronie M ar­ szałkowskiej, skąd m iał utrzym yw ać łączność wzrokową z „Jan in ą”, stoijącą n a rogu M ar­ szałkowskiej i placu U nii Lubelskiej. „Jan in a” m iała utrzym yw ać łączność wzrokową z „K rystyną” (W anda Gąssowska-Oczko), stojącą n a rogu placu U nii Lubelskiej i ulicy Bagatela. G dy „K rystyna” podniesie ręce i popraw i włosy, będzie to sygnał, że jedzie sa­ mochód Hergla. Wówczas „Janina” wyjmie chusteczkę i będzie wycierać w olno nos, tak by ru ch ten zobaczył „M aryla” . W tedy „M aryla” miał przejść M arszałkowską n a skos i zbliżyć się do w jazdu do drukarni. W idząc zbliżającego się „M arylę” spacerujący pod drukarnią „M adziar” miał również podejść do wjazdu. „H ipek”, którego stanowisko było na Marszałkowskiej w odległości około 50 m od wjazdu do drukarni od strony Litewskiej, miał na odgłos strzałów wyjąć spod płaszcza pistolet maszynowy i ubezpieczać M arszałkowską od strony placu Zbawiciela. „Leszek” (Jerzy Jarkiew icz), stojący n a rogu placu U nii Lubelskiaj i Marszałkowskiej, będzie ubez­ pieczać M arszałkowską od strony placu U nii Lubelskiej. „B runo” m iał czekać w samochodzie n a Polnej, naprzeciw budynku Straży Pożarnej; samochód zwrócony przodem w kierunku ulicy 6 Sierpnia. W momencie kiedy sam ochód Hergla zatrzym a się na chwilę przed wjazdem do d ru ­ karni, podbiegną do niego „M aryla” i „M adziar” i ostrzelają go, a następnie „M adziar” zastrzeli Hergla i zabierze m u dokum enty osobiste. Po wykonaniu zadania wszyscy żołnierze pobiegną na Polną do samochodu, który ru ­ 212 Ustalenia Komisji Historycznej, a także relacja Stefanii Pakuły (matki „M aryli” ). 213 Oryginalny raport z tej akcji nic zachował się. W archiwum (MiD W IH, sygn. III/29/7) znajduje się natomiast sprawozdanie, sporządzone dla potrzeb BIP KG AK.

»Hergl« — plan akcji

245

szy Polną do Noakowskiego i dalej Lwowską i Poznańską. N a rogu Poznańskiej i Hożej mają oczekiwać łączniczki celem zabrania broni i zw rotu dokum entów osobistych. W tym też miejscu będzie czekał lekarz „dr M aks”, który, w przypadku gdy będą ranni, obejmie dowództwo nad kierunkiem dalszej jazdy. W przeddzień akcji broń zostanie zmagazynowana w dwóch lokalach, to jest u „Lesz­ ka” przy Zielnej oraz u „L utego” i „Janiny” przy Nowogrodzkiej 26. Wieczorem przed akcją broń w inna być dokładnie spraw dzona i oczyszczona. Z Zielnej broń dla „H ipka” pobierze w dniu akcji „Jagoda”, a dla „M adziara” — „Irm in a” . Z Nowogrodzkiej „Janina” doniesie broń „Leszkowi” i „M aryli” . Łączniczki mają przekazać broń żołnierzom na klat­ ce schodowej dom u n r 1 przy Marszałkowskiej. W trakcie ustalania poszczególnych spraw, odbywały się odpraw y zespołu z dowódcą przewidzianej aikcji i dowództwem III plutonu. O statnia i najważniejsza odpraw a miała miejsce u „M aryli” w (jego rodzinnym mieszkaniu przy ulicy K rzywe K oło 10 m. 3. Obecni byli na niaj wszyscy uczestnicy zamierzonej akcji, „L u ty ” oraz dowódca oddziału. Szcze­ gółowo przedyskutow ano plan akcji, reasum ując przy tej okazji doświadczenia nabyte w czasie akcji przeciw M ilkem u. Obecną akcję postanowiono przeprowadzić w dn iu 3 grud­ nia 1943 r. o godzinie 7.30. „Janina” była zdecydowanie przeciwna przeprow adzaniu akcji niemal u zbiegu placu U nii Lubelskiej z Marszałkowską, w odległości niespełna 20 m od zbiegu placu U nii Lubelskiej z aleją Szucha, gdzie tak niefortunnie zakończyła się akcja zespołu „Przygody” . Oceniała przygotowanie tamtej akcji negatywnie. Powracano znów do dyskusji nad jej rezultatam i, przypom inając nie spełnioną, lecz braną wówczas w rachubę ewentualność zabójstwa rodziny dozorcy budynku przy alei Szucha 8 i wyrażając w ątpli­ wość co do celowości stosowania takich form walki przez harcerzy. I tu zarysowała się dość istotna dla całego III plutonu różnica poglądów pomiędzy kpt. „Pługiem ” a „Jani­ n ą”, której pozycja w plutonie jako żony „L utego”, sekcyjnej łączniczek i wieloletniej h ar­ cerki, w połączeniu z jej tem peram entem i charakterem , była znacząca. H alina Strachalska („Jan in a” ) 214, urodziła się 13 lipca 1917 r. w Sosnowcu, jako jedno z czworga dzieci M edarda Strachalskiego, późniejszego pracownika Dyrekcji Naczelnej Polskich Kolei Państwowych i Jadwigi ze Strzeleckich, wnuczki Pawła Strzeleckiego, powstańca z 1863 r. Szkołę powszechną Leonii Rudzkiej ukończyła w Warszawie, tu rów ­ nież uzyskała w 1936 r. m aturę w G im nazjum i Liceum im. Juliusza Słowackiego. Nie dostawszy się na wydział lekarski U niw ersytetu Warszawskiego rozpoczęła studia w W yż­ szej Szkole Handlowej, przerwane wybuchem wojny. W ychowywana była wespół z siostrą Jadwigą (w oddziale pseudonim „Jagoda” ), bratem W itoldem (w konspiracji i harcerstwie pseudonim „K rzysztof” ) i Januszem (zginął 16 września 1939 r. w bitwie pod M rozam i i został odznaczony Krzyżem W alecznych). Do harcerstwa wstąpiła w pierwszej klasie gim nazjum i była zastępową w 3. W Ż D H . W 1939 r., już w stopniu instruktora harcerskiego, działała w kręgu starszoharcerskim »K uźnica«.215 W e wrześniu 1939 r. uczestniczyła w wojennym pogotowiu harcerek w W ar­ szawie, później w raz z siostrą Jadwigą opiekowała się jeńcami w szpitalach warszawskich, działając już w Szarych Szeregach. W 1940 r. wyszła za m ąż za Wacława D unin-K arw ickiego („L u ty ” ) i dalszą działalność, również konspiracyjną, związała z jego osobą. Przez krótki okres byli razem związani z „Zośką” w organizacji PL A N , później przez „Jerzego” (Ryszard Białous) z 6. W D H , a przez siostrę z działaniem 62. W Ż D H . Dzięki mężowi H alina posiadała także liczne kontakty w środowisku lekarskim i studentów m e­ dycyny, a przez liczne koleżanki i kolegów — w wielu różnych środowiskach okupacyjnej Warszawy. Jej dom rodzinny był w czasie okupacji dla każdego otwarty, a suknie matki Haliny, jak zanotowano, miały cztery kieszenie: w jednej była poczta dla H aliny, w d ru ­ giej poczta dla W acka, w trzeciej poczta dla Jadwigi i wreszcie w czwartej poczta dla W i214 Ustalenia Komisji Historycznej. 215 Por.: Stanisław Broniewski, Całym życiem (maszynopis); Jerzy Gaj, Główne nurty Ideowe w Z H P , Warszawa 1966.

246

Specjaljie operacje bojowe w 1943 r.

colda. Życzliwy stosunek do ludzi odziedziczyła H alina w pewnym stopniu po matce. W ro­ dzone instynkty macierzyńskie i zarazem brak własnych dzieci, których pragnęła, ale któ­ rych nie posiadała na skutek pełnych nerwowego napięcia warunków okupacyjnego ży­ cia sprawiły, iż cechował ją opiekuńczy i w prost rodzinny stosunek do koleżanek i kole­ gów, a później do żołnierzy oddziału.216 Przy tym jej podejście do życia, nic bez wpływu harcerstwa, cechował u pór i ambicja, co przy jednoczesnym wpływie na „L utego” dawało jej wyjątkową pozycję w III plutonie. Podkreślając celowość działania i walki nie była jednak skłonna akceptować form , które prowadziły do nadm iernych strat w lu­ dziach, a które to form y walki były akceptowane przez dowódcę oddziału. Również jej rozległe kontakty i płynące z nich inform acje mogły niekiedy zaskoczyć jej rozmówcę, którym w przypadku dyskutowania planu akcji przeciwko Herglowi był dowódca od­ działu. „P łu g ” podkreślał jednak dodatkowe korzyści propagandowe płynące z przepro­ wadzenia akcji w pobliżu alei Szucha i w końcu dyskusję zakończył, dając rozkaz prze­ prowadzenia akcji w dniu 3 grudnia 1943 r. w rejonie Marszałkowskiej 3/5. W dniu 3 grudnia 1943 r. żołnierze punktualnie o godzinie 8.30 wyszli z dom u przy Marszałkowskiej 1 na ustalone stanowiska. Dowódca I I I plutonu, „L u ty ”, obserwując teren stał w pobliżu miejsca akcji. Przeszedł również kpt. „P łu g ”, który spojrzeniem dał znać „Janinie” stojącej na rogu placu U nii i Marszałkowskiej, że obserwuje ją jakiś męż­ czyzna. G dy „Jan in a” przeszła przez jezdnię pod pom nik Lotnika, nieznajomy osobnik podszedł do niej i zaczął rozmowę. „Jan in a” poznała po akcencie, że to n ic Polak, i na jego pytanie, co tu robi, odpowiedziała, że umówiła się z gosposią, by kupić kartofle. M im o natręctwa ze strony nieznajomego, który proponował jej załatwienie kupna kartofli, „Ja­ nina” skłoniła go do pożegnania się, ponieważ n a początku rozmowy powiedział, że czeka na tramwaj n r 19, który właśnie nadjechał. P o czternastu m inutach oczekiwania „M aryla” wydał żołnierzom rozkaz zejścia ze stanowisk i odwołał akcję. W szyscy zebrali się w tej samej bramie, z której wyszli. „Jagoda” zabrała broń od „H ipka” i „M adziara” i przewiozła do skrytki na Królewską, „Janina” zaś zabrała broń od „M aryli” i „Leszka” i zawiozła do dom u przy Nowogrodzkiej. Hergl tego akurat dnia był poza W arszawą (w L ublinie), co w czasie prowadzonej przez oddział obserwacji nigdy nie zdarzyło się. Trzeba więc było kontynuow ać dalej roz­ poznanie, zwiększając jego częstotliwość i czas trwania. Uzyskano w tedy informację, że Hergl codziennie w różnych godzinach bywa przez jedną do dwóch godzin w drukarni położonej przy ulicy Leszno 139/141.217 Uzyskano rów nież wiadomość, jakoby H ergl był właścicielem czy współwłaścicielem tejże drukarni. Uzyskawszy na jednej z odpraw ze­ społu żołnierzy, którzy mieli akcję przeprowadzać, zgodę kpt. „Pługa”, „M aryla” posta­ nowił akcję przeprowadzić n a ulicy Leszno. Nowy teren akcji był bezpieczniejszy i do­ godniejszy od poprzedniego, choć akcja na nim nie wzbudziłaby takiego rozgłosu w spo­ łeczeństwie W arszawy jak akcja w okolicach siedziby gestapo. Nowe miejsce i warunki akcji wymagały opracowania jej planu od początku, a w szczególności uściślenia czasu przyjazdu Hergla do drukarni i przebywania w niej. Zatem od poniedziałku 6 grudnia „Janina”, „Jagoda” i „M isia”-„Elżbieta” (M aria Borkicwicz-Benbenek) na zmianę obser­ wowały od 8.30 do 14 pod kierunkiem „Rayskiego” drukarnię na Lesznie. Trzydniow e rozpoznanie doprowadziło do wniosku, że H ergl istotnie bywa codziennie w tejże drukarni, przyjeżdżając pomiędzy godziną 10 a 12 znanym już samochodem. Precyzyjniej godziny nie udało się ustalić. W związku z tym „M aryla” przedstawił na odprawie w obecności „P ługa” i „L utego” następujący plan akcji: Skład zespołu żołnierzy, ich funkcje w akcji oraz uzbrojenie m iały pozostać bez zmian, z wyjątkiem kierowcy sam ochodu; na miejsce bowiem „B runa”, przewidzianego do in ­ 218 Z jednostek całego oddziału właśnie w III plutonie były znacznie rozwinięte więzi ro­ dzinne. 217 Przed wojną były to Zakłady Graficzne Sp. z o.o. Adam Dobrzyniec i Spółka, Leszno 139/141.

»Hergl« — akcja

247

nego zadania, został wyznaczony „O lek” . Zmieniły się także ustalenia zadań służby łącz­ ności w akcji. „M aryla” ustalił, że żołnierze będą oczekiwać na telefoniczną wiadomość od „Janiny” w lokalu „D ryla” przy Królewskiej. Przebywająca na Lesznie „Janina” za­ wiadomi o przyjeździe Hergla do drukam i. P o otrzym aniu tej wiadomości „M aryla” również telefonicznie, zawiadomi „O lka” oraz „Jagodę”. N astępnie żołnierze opuszczą po dwóch mieszkanie przy Królewskiej i skierują się na Leszno. G dy już tam dojdą, dwaj wykonawcy, „M aryla” i „M adziar”, będą spacerować po drugiej stronie ulicy n a­ przeciw dom u, z którego ma wyjechać Hergl. W momencie wyjeżdżania auta, mają pod­ biec i ostrzelać je. „M adziar” zastrzeli Hergla i zabierze m u dokum enty osobiste. „H ipek”, który będzie stać w odległości około 50 m od miejsca akcji w kierunku K arołkowej, ubezpieczy od tej strony ulicę Leszno, zaś „Leszek” ubezpieczy miejsce akcji z tej samej odległości od strony M łynarskiej. Sam ochód z „O lkiem ” stanie na rogu K arolkowej i Leszna z kierunkiem jazdy w stronę M łynarskiej. Broń z lokalu mieszczącego się przy Ogrodowej dostarczą do bram y dom u naprzeciwko drukarni łączniczki „Irm in a”, „Jagoda” i „M isia”-„Elżbieta” . O statnia odprawa przed akcją odbyła się przy udziale kpt. „Pługa” i „L utego” dnia 9 grudnia w lokalu przy ulicy Zielnej. Odprawa była krótka, plan został zatwierdzony, a akcja wyznaczona na dzień następny, 10 grudnia 1943 r. W związku z tym zbiórka żołnierzy została ustalona na godzinę 8.30 w lokalu przy Królewskiej. W dn iu 10 grudnia „Jan in a” od godziny 8.30 zajęła stanowisko naprzeciw dom u przy ulicy Leszno 139/141. O godzinie 12.55 przyjechał Hergl. Samochód prowadził kierowca, na tylnym siedze­ niu obok Hergla siedział nieznany osobnik w cyw ilnym ubraniu. „Janina” podbiegła do telefonu, który znajdował się w sklepie przy M łynarskiej i połą­ czyła się z „M arylą” , przekazując ustalone hasło, które miało oznaczać przyjazd Hergla: „Sweter już zrobiony, m ożna go odebrać”. P o otrzym aniu sygnału od „Jan in y ” „M aryla” dał rozkaz wymarszu na ulicę Leszno. Po 20 m inutach byli już na Lesznie w bramie dom u naprzeciwko n r 139/141. W niej otrzymali broń od „M isi”-„Elżbiety”, „Jagody” i „Irm in y ”. O godzinie 13.20 żołnierze wyszli na ulicę i zajęli stanowiska w edług uprzedniego planu. Również o godzinie 13.20 na stanowisko przyjechał samochodem „O lek”, zawiadomiony telefonicznie przez „M arylę” W czasie oczekiwania żołnierze dowiedzieli się od przechodniów , żc na rogu Wolskiej i Karolkowej, czyli około 50 m od miejsca wystawionej akcji, odbywa się łapanka. „M a­ ryla” jednak nie odwołał akcji. O godzinie 14.20 H ergl wyjechał z bram y dom u przy ulicy Leszno 139/141. Przy kie­ rownicy siedział kierowca, zaś na tylnym siedzeniu H ergl z nieznanym osobnikiem. „M aryla” i „M adziar” zerwali się, podbiegli do sam ochodu i ostrzelali go w momencie, gdy wyjechał z bram y i z chodnika zaczął skręcać w ulicę Leszno — w stronę M łynar­ skiej. W idząc, że samochód nie został zatrzym any i jedzie dalej, stojący na stanowisku ubezpieczenia „Leszek” ruszył biegiem w jego kierunku i celną serią z pistoletu maszy­ nowego zatrzym ał wóz. Z auta m om entalnie wyskoczyli kierowca i ów nieznany osobnik, ostrzeliwując się, Hergl strzelał z sam ochodu, ale po kilku strzałach oddanych w jego kierunku zsunął się na podłogę wozu, trwała natom iast wym iana strzałów z kierowcą i nieznanym osobnikiem, którzy po chw ili padli na bruk. „M aryla” dał wtedy sygnał za­ kończenia akcji. Podjechał sam ochodem „Olek” i „M aryla” wydał rozkaz wycofania się. W szyscy wsiedli do sam ochodu, który ruszył, jadąc ulicami: M łynarską, Wolską, K arolkową, Kolejową, Sienną, Tow arow ą, Srebrną do Tw ardej, gdzie pomiędzy Śliską i Sien­ ną żołnierze wysiedli.218 Oczekujące ich łączniczki, „Irm in a”, „M isia”-„Elżbieta” i „Ja­ 218 „Luty” już w czasie trwania akcji przesunął o 150 m miejsce oczekiwania łączniczek i odbioru broni z uwagi na obecność niemieckiego patrolu żandarmerii i zdążył o tym powiado­ mić w czasie odskoku z miejsca akcji „Marylę”.

248

Specjalne operacje bojowe w 1943 r.

goda”, zabrały broń i wymieniły dokum enty. „ D r M aks” został powiadomiony o braku rannych. „O lek”, także już bez broni i z prawdziwym i dokum entam i, odjechał do ga­ rażu. W ieczorem tego samego dnia odbyła się odprawa poakcyjna w obecności dowódcy od­ działu i dowódcy I I I plutonu. Wzięli w niej udział wszyscy uczestnicy akcji. W czasie odprawy przedyskutowano działanie poszczególnych uczestników. Ustalono, że „M aryla” i „M adziar” zbyt późno podbiegli do samochodu. Sytuację uratował „Leszek”, który sto ­ jąc na ubezpieczeniu dzięki szybkiej orientacji i inicjatywie zatrzym ał samochód. D rugim błędem było zbyt szybkie zlikwidowanie akcji przez „M arylę”, co uniemożli­ wiło „M adziarow i” zabranie dokum entów osobistych Hergla i nieznanego osobnika. W y­ dawało się jednak, że zarów no H ergl jak i towarzyszące m u dwie osoby zostały zabite bądź śmiertelnie ranne. N azajutrz jednak przy zdaw aniu raportu przez kpt. „P ługa” w Kedywie K G okazało się, że zarówno A nton H ergl jak i dwaj towarzyszący m u mężczyźni zostali tylko ranni. Jednym z rannych okazał się dyrektor Zeitungsverlag K rakau-W arschau w Generalnym G ubernatorstw ie H einz Strozyk. „Biuletyn Inform acyjny” pod datą 30 grudnia 1943 r. podawał: „Z zapasów drukarni »Nowego K uriera Warszawskiego« skradziono ostatnio 800 ton 2I8a papieru. T a strata spowodowała zapewne zmniejszenie o połowę nakładu szmatław­ ca. W związku z tym przybył do Warszawy niemiecki szef prasowy G G , Strozyk; podróż m u się nie powiodła, gdyż został raniony w zam achu dokonanym przy ulicy Leszno na Hergla, nadzorcę drukarstw a” 219. 218a Liczbę 800 ton papieru podajemy za „Biuletynem Informacyjnym” nie weryfikując jej prawdziwości. 219 Na temat tej akcji por.: Walerian Przyborowski, Akcja Hergl, „Tydzień” 1948, nr 11; Danuta Kaczyńska, Maria Wiśniewska, A ta k na zoroga polskich drukarzy , „Kulisy” 1961, nr 16. Obrzucenia granatami drukami „Nowego Kuriera Warszawskiego”, czyli wspomnianego w ko­ munikacie „szmatławca”, dokonała speegrupa „Młota” z Gwardii Ludowej dnia 24 października 1942 r. Por. Antoni Przygoński, Akcje zbrojne G L — W arszazua 1942, Warszawa 1976.

Rozdział 12

SPECJALNA OPERACJA BOJOWA »BRAUN« Czwarty kwartał 1943 r. był okresem intensywnej działalności służby wywiadu oddziału. „Rayski” kierował równocześnie 8 rozpoznaniam i, z których 4 zakończone w tym okresie zostały uwieńczone przeprowadzeniem akcji. T en obszerny zakres zadań sprawiał, iż m u­ siał on swój czas i zajęcia dzielić nie tyle w stopniu proporcjonalnym do liczby osób inwigilowanych, ile z punktu widzenia ważności ich funkcji i ich utajnienia, pilności roz­ kazu, trudności obserwacji i zdobywania informacji. Stąd — jak mogliśmy to wywniosko­ wać — przeprow adzone akcje zostały przygotowane w w arunkach różnego stopnia szcze­ gółowości rozpoznania i na podstawie zróżnicowanego pod względem zakresu kom pletu informacji. Do akcji przygotowanych w tym okresie wzorowo przez wywiad i nie mniej wzorowo zaplanowanych i przeprowadzonych należała specjalna operacja bojowa »Braun«. Em il B raun urodził się 29 lutego 1904 r., a więc w omawianym czasie liczył blisko 40 lat.220 Był cywilnym Niemcem, urzędnikiem aparatu adm inistracyjnego okupanta, a poza tym członkiem N S D A P i SA. Z uwagi n a sprawowaną funkcję kierownika warszawskiego urzędu mieszkańiowego (W ohnungsam tu) decydował w zakresie niemieckiej adm inistra- # cji o tym fragmencie jej polityki, który dotyczył spraw mieszkaniowych, a więc stanowią­ cych podstawowy problem bytowy mieszkańców Warszawy, jak również o form ach, spo­ sobie i taktyce wprowadzania tej polityki w życie. Z jakim zaś nastawieniem ją realizo­ wał, świadczyć może wspomnienie komisarycznego wiceprezydenta miasta W arszawy z lat okupacji, Henryka Paw łow icza221, który charakteryzuje Brauna w następujący sposób: „G odnym wykonawcą poleceń D iirrfelda był gestapowiec Bollenbach, którego z najgor­ szej strony poznały załogi przedsiębiorstw użyteczności publicznej. Grasował on po przed­ siębiorstwach i dostarczał D iirrfeldow i kandydatów do obozów. Swoją działalność rozwijał także i poza wyłączonymi przedsiębiorstwami. D o tej samej kategorii polakożerców na­ leżał także B raun, adiutant O tto Dengla i Leista, potem urzędnik do specjalnych zleceń i nadzorca ewidencji ludności, kw aterunku i innych placówek”. W stosunku do Em ila Brauna decyzja K W P dotycząca jego likwidacji zapadła w okre­ sie, gdy kończył on opracowywanie przewidzianego do realizacji planu masowego wysie­ dlenia mieszkańców Warszawy. W ślad za tą decyzją Kedyw K G wydał rozkaz usunięcia Brauna. Rozkaz ten otrzym ał dowódca oddziału »Agat« do najszybszego wykonania. W związku z tym kpt. „P ług” wydał „Rayskiemu” rozkaz przeprowadzenia możliwie najszybciej rozpoznania Em ila Brauna. Przebieg tego rozpoznania „Rayski” tak w spo­ mina: „N ic dziwnego, że gdy jesienią 1943 r. rozeszła się w Warszawie wieść o tym , że N iem ­ cy planują wysiedlenie, wywołała ona duży niepokój i wśród mieszkańców stolicy, i wśród funkcjonujących tu władz Polski Podziemnej. Niebezpieczeństwo było tym większe, iż wszyscy doskonale zdawali sobie sprawę z tego, że plan ten, jeśli już nie zyskał, to w każdej chwili może zyskać pełną aprobatę najwyż­ szych władz I I I Rzeszy łącznie z »Fiihrerem «, znanych z tego, iż W arszawę — za jej patriotyzm i bohaterstwo, za siłę jej oporu — darzyły wyjątkową nienawiścią. 220 GKBZHwP, zespół kartotek. 221 Henryk Pawłowicz, Okupacyjne dzieje samorządu W arszawy, Warszawa 1974, s. 98.

250

Specjalne operacje bojowe to 1943 r,

Należało więc uczynić wszystko, co było w naszej mocy, ażeby ten szatański plan po­ krzyżować w zarodku. Sprawą tą zajął, się wywiad K G A K , który stosunkowo szybko stwierdził dwie rzeczy. Po pierwsze, że obiegające Warszawę pogłoski istotnie odpowia­ dają prawdzie, i po drugie, że autorem planu jest kierownik W ohnungsam tu, Braun. Przystąpiłem do pracy około 1 listopada 1943 r. Pierwsze bardzo cenne wiadomości uzy­ skałem od pewnego znanego m i Polaka, który będąc członkiem jednej z konspiracyjnych organizacji pracował za jej wiedzą w W ohnungsam cie, w miejscu urzędowania Brauna, czyli w gmachu Zarządu Miejskiego przy Daniłowiczowskiej 1/3. Powiedział mi on, że Braun urzęduje w biurze od godziny 8 do godziny 15, że mieszka przy Górnośląskiej 33, że zawsze chodzi w brunatnym m undurze SA i do pracy przyjeżdża samochodem, któ­ rym następnie, po zakończeniu urzędowania, wraca do dom u. Ów urzędnik podał m i również rysopis Brauna oraz udzielił kilku dodatkowych inform acji dotyczących jego oso­ by, z których wynikało, że B raun jest człowiekiem punktualnym i systematycznym oraz że bojąc się zamachu n a swoją osobę ze strony polskiego Podziemia — bardzo m a się na baczności i przejawia dużą ostrożność i wzm ożoną czujność. O ile pierwszą wiadomość przyjąłem z zadowoleniem, gdyż z doświadczenia wiedziałem, że systematyczność i pu n ­ ktualność ułatwia zadanie i wywiadowcom, i wykonawcom, o tyle druga uświadomiła mi, że tym razem sprawa będzie trudna. Początkowo jednak nie napotkałem szczególnych przeciwności. Zająłem punkt obser­ wacyjny w pobliżu miejsca urzędowania Brauna i bardzo szybko dostrzegłem wychodzą­ cego z gm achu W ohnungsam tu hitlerowca w m undurze, z daleka robiącego wrażenie grubszej ryby, a odpowiadającego zapam iętanem u przeze m nie rysopisowi. Hitlerowiec ten wsiadł do oczekującego nań samochodu i odjechał. Był to czarny mercedes, opatrzony num erem rejestracyjnym 8601. Postanowiłem nazajutrz rano czekać na Brauna przed jego domem, już wtedy bowiem nic wątpiłem, że owym elegancko ubranym hitlerowcem jest Braun. Następnego dnia przed ósmą rano spacerowałem po Górnośląskiej, obserwując dom n r 33, znajdujący się u zbiegu z ulicą Wrońskiego. Miejsce obserwacji nie należało do zbyt bezpiecznych, gdyż Braun mieszkał w zajętej przez Niemców willowej dzielnicy W arszawy, pozbawionej przystan­ ków tramwajowych, a naw et bram , n a dodatek naprzeciw jego dom u stacjonowała Schutz­ polizei. Wiedziałem jednak, że długo nie będę m usiał czekać, w chwili bowiem, gdy tam przyszedłem, przed domem Brauna stał już ten sam czarny mercedes, który spostrzegłem wczoraj na Daniłowiczowskiej. I rzeczywiście po kilku m inutach Braun wyszedł na ulicę, wsiadł do wozu i mercedes odjechał. T eraz należało upew nić się jeszcze, czy ten, którego brałem za Brauna, faktycznie jest Braunem. W tym czasie dobrałem już sobie zespół, z którym postanowiłem wykonać powierzone mi zadanie. W skład tego zespołu wchodziły: »K rystyna«, »Dewajtis«, »Hanka«, »Kama« i »Maja«. A więc 5 żołnierzy-dziewcząt. W trakcie prowadzenia rozpoznania wstępnego współdziałali także ze m ną »Baca« i »Żar«. Zadanie dotarcia do Brauna i przyjrzenia m u się zleciłem »Hance«. M iała ona udać się do W ohnungsam tu jako interesantka i pod tym pretekstem dotrzeć do Brauna. Pozornie wydawało się to proste, ale okazało się w rzeczywistości wcale nie takie łatwe. Powie­ działa m i o tym »H anka« po swojej pierwszej wizycie w W ohnungsam cie. Braun bowiem przyjmował tylko Niemców i Volksdeutschow, uważając widocznie, że dla Polaków po­ jawienie się przed jego obliczem byłoby zbyt wielkim zaszczytem. Ponadto, zapewne z racji przedsięwziętych przez Brauna środków ostrożności, wszystkich zgłaszających się do niego interesantów starannie legitymowano, w ypytując o sprawę, jaką prag n ą m u przedstawić, przy tym zdarzało się często, że gdy petent wyłożył, o co m u chodzi, kie­ rowano go do urzędnika pośledniejszej rangi. Od czego jednak kobiecy spryt? »H anka« chyba już następnego dnia zameldowała m i, że udało się zobaczyć Brauna w jego gabinecie. Po prostu wiedząc, w którym pokoju Braun urzęduje, stanęła przed jego drzwiam i, a gdy jakiś idący do Brauna interesant je

»Braun « — rozpoznanie

251

otworzył, poszła za nim i znalazła się w gabinecie kierownika W ohnungsam tu. Braun, są­ dząc w pierwszej chwili, że towarzyszy ona Niemcowi, który już przed nią wszedł do gabinetu, spojrzał na »Hankę« zza biurka i zanim zorientował się, żc jego niemiecki in­ teresant nic z tą dziewczyną nie m a wspólnego, »Hanka«, udając wielkie zmieszanie swoją pomyłką, zdążyła się wycofać -na korytarz. Jej wizyta w gabinecie Brauna trwała najwyżej kilkadziesiąt sekund, ale wystarczyło to w pełni, by przyjrzeć się Braunowi i zapamiętać jego twarz. Przy najbliższej okazji pokazałem »Hance« hitlerowca, którego śledziłem już od kilku dni. Potwierdziła tożsamość Brauna. G dy ponad wszelką wątpliwość ustaliliśmy osobę, rozpoczęła się norm alna, systema­ tyczna obserwacja. Prowadziły ją wywiadowczynie w dwóch miejscach: miejscu pracy i zamieszkania, a więc na Daniłowiczowskiej i na Górnośląskiej. Sądziłem, że już po kilku dniach będę mógł zameldować »Pługowi« wyniki rozpozna­ nia, zaszła jednak pewna komplikacja, która kazała znacznie przedłużyć obserwację. K tó­ regoś dnia »Hanka«, która podobnie jak później, w trakcie obserwacji K utschcry, cc dzien­ nie zbierała informacje od pozostałych wywiadowczyń i przekazywała m i je o określonej godzinie, zameldowała, że w tym dniu przyjechał po Brauna na Górnośląską samochód oznaczony innym num erem rejestracyjnym. Zrozumiałe, że nie mogłem kończyć rozpo­ znania przed wyjaśnieniem tej sprawy. Rychło okazało się, że postąpiłem bardzo słusz­ nie. Dom Brauna obserwowała »Dewajtis« (...) przekazała ona bardzo ważną wiadomość: czasami przyjeżdża po Brauna samochód oznaczony innymi num eram i rejestracyjnymi. »Dewajtis« zauważyła trzy takie num ery: Ost-8601, Ost-8605 i Ost-8606. W tym czasie obserwacje prowadzono jednocześnie w dwóch punktach, co m. in. miało na celu ustalenie czasu, w jakim Braun przebywa odcinek Górnośląska— Daniłowiczowską.* Wywiadowczynie po dokładnym uregulow aniu zegarków ustaliły m om ent wyjazdu Brauna * z Górnośląskiej i jego przybycia na Daniłowiczowską. Dzięki tem u wiedziałem, że prze­ bycie tej trasy zajmuje Braunowi 6— 8 m inut. T eraz skoncentrowaliśmy się na wyjaśnieniu zagadki owych trzech różnych numerów. Jeszcze bardziej skomplikował sprawę fakt, że któregoś dnia z Górnośląskiej wyjechał mercedes z innym znakiem rejestracyjnym od tego, który po upływie kilku m inut przybył na Daniłowiczowską. Zagadkę tę udało nam się rozwiązać dopiero po paru dniach, gdy wywiadowczym obserwująca gm ach przy Daniłowiczowskiej zameldowała, że w odstępie kilku m inut podjechały pod budynek Zarządu Miejskiego, w którym mieściły się biura W ohnungsam tu, dwa niem al identyczne czarne mercedesy o num erach już uprzednio zau­ ważonych przez »Dewajtis«. W toku dalszej obserwacji stwierdzono to jeszcze kilkakrot­ nie. W niosek z tego wypływfał następujący: Braun w celu zmylenia ewentualnych zama­ chowców używał dwóch, a nawet trzech samochodów o podobnych num erach. G dy jechał jednym, drugi — tylko z kierowcą — zjawiał się na Daniłowiczowskiej o kilka m in u t wcześniej. Gdyby zamachowcy polowali, otworzyliby niewątpliwie ogień na ten pierwszy wóz, bez Brauna. Spostrzeżenie wywiadowczym, że inny wóz wyjechał z Górnośląskiej, a inny przybył na Daniłowiczowską, należało tłumaczyć tym , że natychm iast po przyby­ ciu pod W ohnungsam t tego pierwszego pustego wozu opuściła ona posterunek obserwa­ cyjny i dlatego nie m cgla widzieć drugiego, który »po kilku m inutach rzeczywiście Brauna przywiózł. Rozplatanie tego supła zajęło nam jednak sporo czasu, tak że w sumie rozpo­ znanie Brauna trwało niemal miesiąc. Ale w końcu mogłem przekazać »Pługowi« wyniki. Prócz danych o Braunie po­ dałem dowódcy inform acje dotyczące usytuow ania nieprzyjaciela w rejonie ewentualnej akcji, to znaczy w tych dwóch punktach, które prawie przez miesiąc obserwowaliśmy. O Górnośląskiej już wspomniałem. W illowa zabudowa tego rejonu, brak w nim obiektów usprawiedliwiających obecność kilku młodych ludzi, m inim alny ruch przechodniów, bez­ pośrednie sąsiedztwo Schutzpolizei, a wreszcie okoliczność zatrzym ywania się samochodu

252

Specjalne operacje bojowe w 1943 r.

tuż przed wejścem do budynku, w którym B raun mieszkał — wszystko to czyniło mało praw dopodobnym , iż zapadnie decyzja likwidacji hitlerowca w tym właśnie miejscu. P o ­ zostawała Daniłowiczowska. Ale tu uzbrojonych po zęby Niemców było jeszcze więcej. W pobliskim pałacu Blanka gdzie urzędował hitlerowski burm istrz W arszawy, osławiony Ludw ig Leist, mieścił
@

dow ódca „Orkan-ubezp i e c z e n i e I (4 7 5 ) (2 ) z - c a d o w ó d c y „ C y k l o n " u b e z p i e c z e n i e II 1 10 5 ) © I w y k o n a w c a „ K a s t o r M(29i) © II w y k o n a w c a „ P o l l u k s l s o s ) © ubezpieczenie,.Danielim i) <13 k i e r o w c a MB r u n o ”l85 ) © ł ą c z n i c z k a llH a n k a " ( i 9 7 ) ® łączniczka,,Maja"(404) kierunek o gn ia

W ięzienie

kierunek poruszania się u c z e stn ik ó w a k c ji <•••• k i e r u n e k p o r u s z a ­ nia się s a m o c h o d u — kierunki o d sk o k ó w 431 sam ochód B R A U N A (§) Braun (D Pabst urząd b u r m is t rz a / y ^ niem ieckiego

¥ 'ohnungsamt

m ieszka n io w y'

\

\ / y

/

*

/

Szkic do specjalnej operacji bojowej »Braun«

/

254

Specjalne operacje bojowe zv 1943 r.

„O rkan” — dowódca akcji i ubezpieczenie, w szczególności w kierunku pałacu Blanka 1 Senatorskiej — sten, vis, 5 granatów ; „C yklon” — zastępca dowódcy i ubezpieczenie w kierunku Senatorskiej i placu Tea­ tralnego — sten, vis, 2 granaty; „K astor” (Jerzy Kozłowski) — I wykonawca — sten, vis; „Polluks” (Jerzy Sarnowski) — II wykonawca — colt 11,4 mm, F N kal. 7,65 m m ; „D aniel” (Ryszard D ulniak) — ubezpieczenie okolicznościowe — M P-40, parabellum, 2 granaty; „B runo” 224 — kierowca sam ochodu m arki O pel-K apitan — parabellum, 2 granaty; „M inoga” 225 lub „Staszek” — kierowca sam ochodu rezerwowego marki W anderer — parabellum, 2 granaty;

224 Najlepszym kierowcą w II plutonie był wtedy „Niemira”, który do chwili planowania akcji »Braun« brał udział w 5 akcjach i wiciu zadaniach bieżących, będąc wtedy najbardziej obciążonym zadaniami żołnierzem oddziału. Dlatego do prowadzenia samochodu w czasie akcji „wypożyczono” kierowcę z I plutonu — szefa służby »Moto« tego plutonu, również bardzo do­ brego kierowcę, „Bruna”. 225 Witold Florczak (1, 3) tak wspomina okoliczności swego udziału w akcji: „Noc z 12 na 13 grudnia 1943 r. Zwykła okupacyjna noc, zawsze pełna niewiadomych. Właśdwie tc mono­ tonna w swej treści. Mieszkanie mej matki przy ulicy Krasińskiego 2d na Żoliborzu, mieszczące się na parterze od frontu, miało tę właściwość, że było w nim dokładnie słychać, co się dzieje na ulicy. Tej nocy było jednak wyjątkowo cicho. To zapewne nie pozwalało mi spać, bo miałem sporo czasu na myślenie. Matce, przyzwyczajonej do tego, że nie wychodzę nigdy wcześniej niż o godzinie 6, moja prośba o zbudzenie przed godziną 5 dała podstawę do zadawania przed snem większej ilości pytań, niż to czyniła normalnie. Mimo iż wiedziała, czym żyję i co składa się na treść mego dnia pracy instruktorskiej, wszelkie odchylenia od normalnego trybu napawały ją większym niepoko­ jem od tego, który normalnie towarzyszył jej w rozmyślaniach na mój temat. Dlatego też długo nie zasypialiśmy oboje. Alatka znała mnie na wylot. Wiedziała, że zawyżenie stopnia mego »za­ myślania się« ma ścisły związek z czymś, co jest nieuchronne i tnie do pominięcia. Tak też było i tej nocy. O czym myślałem tej nocy? O śmierci. Zastanawiałem się nad tym, co się stanic, jeżeli w tej jednej chwili, .w której może dosięgnąć mnie kula, cały mój świat marzeń i ideałów', taki właści­ wie świat pragnień, podbudowany sferą własnych zainteresowań, którą była motoryzacja (kraju, odbudpwa i rozbudowa broni pancernej — rozpryśnie się jak bańka mydlana, skończy się jak film w kinie. Po chwili znów wracałem myślami ku matce i troszczyłem się o nią, co też ona po­ cznie, kiedy mnie nie będzie, jak przyjmie ból mojej straty. W pewnej chwili wsłuchałem się w jej oddech i zapytałem sam siebie, czy jutro ¡w nocy będę go jeszcze słyszał? Ale wydawało mi się, że matka oddycha inaczej niż we śnie i zapytałem na głos: — Mamusiu! Czy śpisz? — Nie, synku, nie śpię. Myślę o tym, co wy tam jutro macie zamiar zmajstrować, bo skoro ty nie śpisz i tak wcześnie masz wstać, to ja przeczuwam, że coś się tam kroi. — Czasem trzeba, mateńko — odrzekłem — ale nie bój się, nic mi nie będzie. — Ty zawsze tak mówisz, ale ja sw’oje wiem. Już dwa razy byłeś w łapach tych diabłów. Czyście aby dobrze wszystko przemyśleli, bo ten »Jeremi« wygląda mi na takiego młodego, sza­ lonego chłopaka. Uspokoiwszy matkę powiedziałem jej dobranoc zc szczerym zamiarem przedrzemania kilku pozostałych godzin. Zamknąłem oczy, ale oto zacząłem rozmyślać o terenie akcji. „Jeremi” kazał mi go dobrze przed akcją obejrzeć. I teraz ta sprawa w'racała w myślach po raz nie wiem który. W końcu jednak usnąłem. — Toleczku! Łączniczka do ciebie — te słowa i dłoń matczyna na czole ocknęły mnie ze snu. — Która godzina? — zapytałem wciągając szybko spodnie d wsuwając bose nogi do butów. — Piąta. Czmvałam, już chciałam cię budzić, gdy ktoś zapukał. W przedpokoju stała »Ania« z kartką. Gdy zacząłem czytać, wyczułem na mnie wyczekujący wzrok matki. Mimo to nie odrywając oczu czytałem: »Udział w akcji odwrołany. Proszę podjąć wykłady zgodnie z rozkładem dnia. (— ) Jeremi« — Dziękuję — rzekłem do łączniczki, która w chwilę później zniknęła za drzwiami. — Możemy spać dalej — rzekłem do matki. — Odwołanie. — Odwołanie? To może dobrze, bo tak wyjątkowo dziś byłam o ciebie niespokojna, sama nie wiem dlaczego.

» Braun « — plan akcji

255

„Z ojda”, „D ew ajtis”, „M aja”, „K aja’', „H anka” 226 — zespół sygnalizacyjny i rozpo­ znawczy. „K am a”, „M irka”, „S carlett”, „ T in a ” — doniesienie broni, jej zabranie, zamiana doku­ mentów. Skład zespołu był wynikiem szczegółowo opracowanego wtedy planu przeprowadze­ nia akcji, którego założenia były następujące: W dniu akcji łączniczki dostarczą broń żoł­ nierzom o godzinie 7.40, przekażą ją w bramach domów przy Senatorskiej 8 i 10, doko­ nując zamiany dokumentów. Zajęcie wyznaczonych stanowisk nastąpi o godzinie 7.55. „Dewajtis” zajmie stanowisko obserwacyjne na rogu ulic Górnośląska i Rozbrat o godzi­ nie 7.30 i m a dostrzec num er rejestracyjny sam ochodu, do którego rzeczywiście wsiądzie Braun. N atychm iast po odjeździe sam ochodu informację tę winna przekazać „Zojdzic”, która będzie oczekiwać w pobliżu lub w sklepie z telefonem znajdującym się w budynku przy Górnośląskiej 16; był to sklep ciotki „D ew ajtis”, a więc lokal zaufany. Z kolei A tymczasem w moim sercu zapanowało bezmierne uczucie zawodu, zdziwienia — wręcz złości. O godzinie 7 byłem już w drodze do miasta. O godzinie 8 miałem rozpocząć zajęcia warszta­ towe z jedną z klas »Agricołi« w warsztacie samochodowym, na Puławskiej przy Belgijskiej. Przed bramą domu,
256

Specjalne operacje bojowe zo 1943 f

„K aja” będzie dyżurować również o godzinie 7.30 przy telefonie znajdującym się w pry­ watnym mieszkaniu jej rodziny przy ulicy Focha 10. Po przekazaniu num eru rejestracyj­ nego samochodu przez „D ew ajtis” „Zojdzie”, przekaże ona telefonicznie ustalonym szyf­ rem tenże num er „K ai” . T a z kolei przekaże go „M ai”, a „M aja” „H ance”, której sta­ nowisko od godziny 7.30 będzie znajdować się na w schodnim skraju placu Teatralnego u wylotu w Senatorską. Od tej chwili „H anka” ma oczekiwać n a rozpoznanie samochodu z przekazanym num erem rejestracyjnym, przy równoczesnym ewentualnym zidentyfiko­ waniu w nim Brauna i gdy to nastąpi, wyjmie chusteczkę z m ufki, co będzie sygnałem dla obserwującego ją „O rkana”, że skręcający w Daniłowiczowską samochód jest tym , na który czekają. „Polluks” i „K astor” mają zająć stanowiska wyjściowe naprzeciwko wejścia do urzędu, pod podcieniami pałacu Blanka przy Danilowiczowskiej róg Senatorskiej. Ich zadaniem będzie przecięcie Braunowi drogi do W ohnungsam tu i wykonanie wyroku. O d strony Sena­ torskiej osłaniać ich będą „Cyklon” i „D aniel”, stojący w odległości około 30 m od rogu Senatorskiej. Dowódca akcji, „O rkan”, zajmie stanowisko u wylotu Senatorskiej na plac T eatralny i będzie ubezpieczać stąd bramę oraz okna pałacu Blanka. Odjazd po akcji nastąpi Senatorską, M iodową, placem Krasińskich, Nowiniarską i Świę­ to jerską do Freta. Broń, amunicję i granaty dostarczą łączniczki z magazynu od „Roberta” , to jest z G ró­ jeckiej 43 oraz z m agazynu II plutonu od „K obzy”, to jest z Czerniakowskiej 110. „Bog­ dan” ma przygotować samochody i dokum enty samochodowe wspólnie z „N iem irą”. N a drodze przejazdu przy placu K rasińskich będzie oczekiwać „ d r M aks” , który w przypadku zranienia któregoś z żołnierzy wsiądzie do wozu i poda adres szpitala. Powyższy plan został szczegółowo przedyskutowany n a trzech odpraw ach, które od­ były się w lokalu „O rkana” z udziałem „P ługa” i „M irskicgo” . Uzyskał on pełną apro­ batę. N a ostatniej odprawie, która odbyła się 11 grudnia, dowódca oddziału wydał rozkaz przeprowadzenia akcji w poniedziałek rano, to jest 13 grudnia 1943 r. W dniu 13 grudnia o godzinie 7.30 doniesienie broni i zajęcie stanowisk odbyło się zgodnie z planem . Około godziny 8.02 „Zojda” widząc n a ulicy Górnośląskiej biegnącą „D ewajtis”, w celu zyskania n a czasie weszła do sklepu i połączyła się z „K ają” . „D e­ wajtis” wbiegła do sklepu i podała num er samochodu. „K aja” odebrała meldunek szyfrowy zawiadamiający, że samochód wiozący Brauna m a num er kończący się na 05 i przez „M aję” przekazała meldunek „H ance” na placu Teatralnym . O godzinie 8.04 „H anka”' zobaczyła zbliżający się wóz, jednak z num erem końcowym 01. W óz był pusty. „H anka” nie daje sygnału, samochód przejechał na Daniłowiczowską. O godzinie 8.13 od strony Wierzbow-ej zbliżał się ku Senatorskiej samochód m arki A dler-D iplom at z num erem 8605. „H anka” zobaczyła siedzącego w nim Brauna. W y­ ciągnęła chustkę z m ufki i dala nią znak dowódcy akcji „O rkanow i”, który z kolei dał znak rozpoczęcia akcji. W óz skręcił w Danilowdczowską i zatrzymał się przed domem nr 1/3. „O rkan” rozkazał ludziom będącym w^ pobliżu, aby oddalili się w kierunku Sena­ torskiej i placu Teatralnego. Pierwszy wykonawca, „K astor”, i drugi wykonawca, „Pol­ luks”, na znak „O rkana” wybiegli spod podcieni pałacu Blanka. Za nim i ukazał się cy­ wilny agent, który wyciągnął pistolet z kieszeni. „C yklon” podbiegł do agenta, który nagle klęknął na ziemi i zaczął prosić o darowanie życia. „Cyklon” odebrał m u broń i polecił iść ku Senatorskiej. N a znak „Orkana'" „D aniel” przesunął się na róg Senatorskiej i D aniłowiczowskicj. „Kastor"" i „Polluks” dobiegli do Brauna wysiadającego z samochodu w raz z mężczy­ zną w cywilnym ubraniu żegnającym pozostającą wr wozie kobietę. „Polluks"" strzelił z colta. Braun zrobił szybki unik i pociski trafiły w samochód. Cywil, który wysiadł wraz z Braunem, strzelił dw ukrotnie do „K astora”, ale chybił. „Polluks"’ strzelił ponow­ nie, trafiając Brauna w brzuch, a następnie dw ukrotnie w głowę, Braun padł twarzą do ziemi.

»Braun«. — akcja

257

„C yklon” prowadzi! ostrzał okien i bram y budynku n r 1/3. T u ż za bram ą stał poste­ runek złożony z trzech żandarmów. „O rkan” wybiegł na róg Daniłowiczowśkiej i placu Teatralnego, puścił serię ostrzegawczą ze stena w stronę przerażonego granatowego p o ­ licjanta. N astępnie rzucił granat p o d bramę pałacu Blanka i ostrzelał ją kilkoma seriami ze stena. Z dziedzińca pałacu wybiegli Niemcy, „O rkan” rzucił d ru g i granat, po którym Niemcy wycofali się. W tedy „O rkan” ogniem z pistoletu skierowanym w bram ę pałacu powstrzymał Niemców przed wychylaniem się z niej.227 W tym czasie „K astor” strzałem z pistoletu maszynowego zabił cywila, który jechał z Braunem, po czym strzelił do granatowego policjanta, który mierzył z pistoletu do „Polluksa”. Z sam ochodu Brauna wyskoczyła kobieta, którą dosięgły pociski „K astora” . „Polluks” chwycił teczkę Brauna, rezygnując z zabrania dokumentów. Braun leżał bowiem twarzą do ziemi przywalony ciałem cywila. W ydobycie dokumentów z kieszeni m unduru nadm iernie przedłużyłoby akcję, a zawartość teczki też mogła posłużyć do identyfikacji. „Polluks” odskoczył ku podcieniom, za nim ruszył, ostrzeliwując się, „K asto r”. „D aniel” prow adził ze swego peemu ogień do okien narożnika pałacu Blanka, z których Niemcy rozpoczęli strzelać do wycofujących się z Daniłowiczowśkiej wykonawców akcji. Zm iótł z balkonu pałacu Niemca usiłującego rzucić granat. N astępnie rzucił granat w stronę placu Teatralnego i nadal trzym ał pod ogniem okna i balkon pałacu Blanka. „K astor” i „Polluks” dobiegli do podcieni. W tedy „C yklon” rzucił granat na wysokość budynku n r 1/3 i pod osłoną jego w ybuchu wycofał się Senatorską. Jakiś Niem iec rzucił za nim granat, jednak niecelnie. „C yklon” rzucił d ru g i granat w kierunku wybiegających z bram y Niemców, po czym pod osłoną ognia „D aniela” wycofał się ku samochodom. „K astor” i „Polluks” dobiegli również do miejsca postoju samochodów. T a m zatrzym ali się i prowadząc ogień z peemów w zdłuż Senatorskiej osłaniali odw rót „D aniela” i „O rkana”. N astępnie wsiedli do samochodu. T eraz „O rkan” osłaniał ich ogniem, po czym sam wskoczył do niego pod osłoną strzałów kolegów z okien samochodu. Samochód natych­ m iast ruszył i zgodnie z planem jechał ulicami: Senatorską, M iodową do placu K rasiń­ skich, gdzie oczekiwał „ d r M aks” .228 N ie zatrzym ując się żołnierze pojechali dalej N o-

227 Zwrócić należy uwagę na istotną różnicę w wykonaniu tej akcji i akcji »Kutschera«. Już w pierwszej fazie walki z nieprzyjacielem „Orkan” wielokrotnie wykorzystuje granaty, czyli te środki rażenia fizycznego i psychologicznego, których w akcji »Kutschera« nie użył „Ali”, a tak­ że pozostałe ubezpieczenie. 228 Oryginalny raport z przeprowadzenia tej akcji nie zachował się. Natomiast w archiwum MiD W IH, sygn. I I 1/29/7 jest sprawozdanie wykonane prawdopodobnie dla potrzeb BIP KG AK. Podstawowe opracowanie historiograficznc tej akcji zostało wykonane przez Marię Dylawerską i Danutę Kaczyńską, Akcja na Braunay „Wojskowy Przegląd Historyczny” 1965, nr 3— 4. Ustalenia w nim zawłartc, zweryfikowane przez autora, zostały wykorzystane w niniejszym opra­ cowaniu, pozostałe sprostowane lub pominięte. Wymienione wyżej sprawozdanie z akcji, znajdujące się w archiwum MiD W IH, niewątpliwie nie jest — mimo tytułu Raport — kopią oryginalnego raportu z akcji, który napisał „Orkan”, a na maszynie pisała „Zojda”. Styl, układ, treść i forma wskazują na to, że „Orkan” nie pisał raportu, ani nie podpisał, bowiem w podpisie figuruje »Parasol«, kryptonim o pół roku później­ szy. Jeżeli więc jest to kopia dokumentu „z epoki”, np. sprawozdania dla BIP KG AK, to już później dopisano, żc akcję tę wykonywał »Parasol«, lub też jest to w ogóle kopia dokumentu sporządzonego po wojnie. Jako drugiego kierowcę dokument ten wymienia „Staszka”. W historio­ grafii jako drugi kierowca jest wymieniany „Niemira”, co wynika z relacji Barbary Dyga-Hellwigowej i Stefana Dygi. Pierwsza relacja jest spisana w oparciu o zapamiętane opowiadania „Bru­ na”, druga opiera się na spostrzeżeniach zarówno „Bruna” jak i „Niemiry” prowadzących dwa samochody. Przeczą im dwie inne relacje: pierwsza cytowana poprzednio relacja „Minogi” i dru­ ga „Zawala” — zapamiętał on rozmowę z „Niemirą” w czasie przeprowadzania akcji, z którym razem stali na Senatorskiej przy Krakowskim Przedmieściu i razem wracali tramwajem. Zdaniem autora w akcji brał udział jeden samochód. Argumentem przemawiającym za tym jest fakt, że pięcioosobowy zespół żołnierzy odjechał z miejsca akcji jednym samochodem — przepełnionym, co byłoby bezzasadne w przypadku posiadania dwóch wozów, a do podejrzewa­ nia „Orkana” o błąd w tej sprawce, przy pierwszorzędnym zaplanowaniu i wykonaniu specjalnej operacji bojowej »Braun«, nie ma najmniejszych podstaw.

258

Specjalne operacje bojowe w 1943 r.

winiarską, Świętojcrską do Freta. T u wysiedli oddając łączniczkom „K am ie”, „M irce”, „Scarlett” i „T in ie” izdemontowaną w czasie jazdy broń.229 Po zm ianie dokum entów żołnierze udali się z pow rotem do mieszkania „O rkana” przy Świętojersikiej 18, w którym odbyła się pierwsza odpraw a po akcji. Zyskała ona wysokie uznanie w oczach kpt. „P ługa” obserwującego jej przebieg z narożnika placu T eatral­ nego i Wierzbowej. Akcję zresztą obserwował nie tylko on. W iedział o niej wszystko w fazie przygotowań „N iem ira” i spotkawszy tego dnia rano „Zawała” razem poszli na Senatorską, przechadzając się n ią na odcinku od pałacu Prymasowskiego do Krakowskiego Przedmieścia. W ielu fragm entów tej akcji nie widzieli, ale za to słyszeli wszystko. Byli też na Senatorskiej, kiedy obok nich przejechał „B runo” prowadząc samochód z odjeżdżają­ cymi żołnierzami.230 „N iem ira” pom achał m u jeszcze wtedy ręką, przypom inając o skręce­ niu z Senatorskiej w M iodową. A w czasie pow rotu, jadąc tramwajem przez Krakowskie Przedmieście, wypytywał z uśmiechem ludzi, czy nie wiedzą, co to się dzieje n a placu Teatralnym . D ruga odprawa po akcji odbyła się znów w mieszkaniu „O rkana”, w obecności kpt. „Pługa” oraz „M irskicgo”. Dow ódca oddziału przekazał wiadomość, że Em il B raun zginął w akcji, a cywilem, który jechał wraz z nim i również zginął, był Friedrich Pabst. T ak więc szczęśliwy dla wykonawców przypadek sprawił, że zginęło dwóch uzupełniających się wzajemnie ludzi. O ile bowiem B raun miał wysiedlać z W arszawy jej mieszkańców pols­ kiego pochodzenia, o tyle Pabst m iał W arszawę urbanistycznie i architektonicznie ogra­ niczyć d o wielkości stutysięcznego miasta. Zachowany niemiecki meldunek donosił: „13 X II 43 o godzinie 8.20 na ulicy Daniłowiczowskiej pod urzędem starosty w ar­ szawskiego (S tad h au p tm an n a) zastrzeleni zostali przy opuszczaniu samochodu osobowe­ go dwaj kierownicy urzędów w placówce Stadthauptm anna, O berbaurat (naczelny inży­ nier) Friedrich Pabst i kierownik urzędu mieszkaniowego Em il Braun. Ciężko ranni zo­ stali policjant i kobieta — • Polka, towarzysząca N iem com (zm arła w szpitalu). Sprawcy zamachu wrzucili ponadto ładunki wybuchowe do w artow ni niemieckiej i polskiej straży starostwa” 231. 229 Wspomniane uprzednio sprawozdanie z akcji określa liczbę za angażowanycli dziewcząt w sumie na 9. Między sprawozdaniem i relacjami istnieje zgodność liczbowa, brak jej natomiast między poszczególnym* relacjami (por. M. Dylawerska i D. Kaczyńska, dz. cyt., w przyp. 160 oraz Teresa Lewtak-Stattłer, Przesunięte zegary, „Stolica” 1974, nr 1. Nie b u d a wątpliwości skład zespołu wywiadowczego i sygnalizacyjnego żołnierzy-dziewcząt, nie ma jednak między re­ lacjami zgodności na temat czynności związanych z doniesieniem i zabraniem broni, dlatego autor nie precyzuje, która łączniczka któremu żołnierzowi wręczała i od którego zabierała broń. Nie jest to sprawa istotna dla przebiegu akcji, choć w indywidualnym wypadku może być ważna. Rozbieżność zachodzi w relacjach „Kamy” i „M irki”, obie bowiem twierdzą, że podawały broń „Orkanowi”, co nie było możliwe. Niemożliwe jest ustalenie, która z nich podawała broń, można natomiast scharakteryzować całą czwórkę łączniczek. Wszystkie pochodziły z 58. WŻDH, której drużynową była „Jenny”. Z tejże drużyny do oddziału »Agat« jako pierwsze przeszły: „Dewajtis”, „Kama”, „Jenny”, „Scarlett” i „M aja”. Później dołączyły do nich „K aja” (siostra „M ai’)j „Zojda” z 31 WŻDH, „Tina” i „M irka”. Tylko „M irka” po paru miesiącach przeniosła się do innego oddziału, z czego zapewne wynika fakt najsłabszego utrwalenia się jej w pamięci pozosta­ łych łączniczek, co może być powodem istotnych rozbieżności w relacjach. 230 Relacja K rystyna Strzeleckiego, 3.

231 M iD W IH, sygn. GP (tzw. Zbiory Aleksandryjskie), T-501, R. 217.

Rozdział 13

SPECJALNA OPERACJA BOJOWA »MYRCHA« Łącznie z rozpoznaniem A ntona Hergla, „Rayski” prowadził obserwację jego w spółpra­ cownika i pomocnika, przedwojennego drukarza, W ładysława M yrchy. Po wkroczeniu do Polski Niemców zapisał się on na tzw. Volkslistę i służył wydajnie Hcrglowi w wykry­ waniu tajnych drukarń oraz „wycieków” m ateriału drukarskiego i papieru z drukarń pracujących jawnie. W ydany przez Kedyw K G A K rozkaz usunięcia zagrożenia drukarń dotyczył więc zarówno osoby Hergła jak i M yrchy 231a. „Rayski” w obu przypadkach ustalił dane początkowe 232, a dalszą obserwację przekazał „Janinie”, do przeprowadzenia bowiem obu akcji kpt. „P łu g ” wyznaczył III pluton. „Rayski” ustalił miejsce zamieszkania M yrchy — ulica Pańska n r 77 — oraz zidentyfi­ kował osobę M yrchy wobec „Jan in y ”. Dalszą obserwacją M yrchy zajęła się „Janina”. Ustaliła ona, że M yrcha mieszkał pod num erem mieszkania 18, choć na liście lokatorów nie figurował. Z dom u wychodził około godziny 8.30 rano z codzienną regularnością.233 T ru d n o dziś ustalić, dlaczego rozpoznanie M yrchy ograniczyło się wyłącznie do jego miejsca zamieszkania, a nic objęło miejsca pracy i trasy poruszania się. M ożna przypusz­ czać, że rozkaz Kedywu K G A K trzeba było wykonać bezwzględnie, jednakże z uwagi na całkowitą nieznajomość M yrchy przez opinię społeczną W arszawy nie przywiązywano do tej akcji żadnego znaczenia propagandowego. Decydowano się raczej na jak najszybsze wykonanie zadania, nie podnosząc dodatkowo tej akcji do rangi „dem onstracji” Podzie­ mia.284 Czy pogląd ten podzielali również uczestnicy akcji — tru d n o powiedzieć, w każ­ dym razie starano się wykonać ją pospiesznie. Dowództwo akcji objął „Zabawa”. Jej plan był prosty, przewidywał bowiem likwidację M yrchy w mieszkaniu przez dwóch wy­ konawców, których ubezpieczać miało dwóch żołnierzy znajdujących się na klatce scho­ dowej i w bramie dom u. Broń i dokum enty miały donieść i zabrać dwie łączniczki: „ Ir­ m ina” i „Irena-Połów ka” . Odjazd zespołu żołnierzy po wykonaniu akcji m iał nastąpić z ulicy Pańskiej. Skład tego zespołu wraz z wyposa