Koneczny F. - Dzieje Polski opowiedziane dla młodzieży

Feliks Koneczr# T /P • 7 ^brLithÄ s / \ &|«»3Pa^‘ 8 H k - •moioj pffilw^soKve opowiedziane día ndodzieży jÈlIÎSââofm Wt&TU¿ Jiannafai ÔKroctK>/ freMdC...

56 downloads 490 Views 14MB Size

Feliks Koneczr# T /P • 7 ^ b rL ith Ä s /

\ &|«»3Pa^‘

8H k-

•moioj pffilw^soKve

opowiedziane día ndodzieży

jÈlIÎSââofm

Wt&TU¿ Jiannafai

ÔKroctK>/

freMdCc

Spis treści; 5

Wstęp,

Część pierwsza Polska sama I. Czasy pogańskie............ ...................................... 8 Wspólnota rodowa. - Las głównym żywicielem. - Czy poga­ nin jest bliźnim. - O Kraku, Popielach i Piastach. - Święci apos­ tołowie słowiańscy, Cyryl i Metody. - Wiślica kolebką chrześ­ cijaństwa w Polsce.

II. Mieszko I i Bolesław Wielki.............................. 13 Trucicielska uczta niemiecka. - Chrzest i podróż konna chrzes­ tnej matki narodu polskiego. Biała Knegini i Sygryda. - Pukiel włosów z Poznania do Rzymu. - Trzydzieści mil błota. - Jak krótko trwała dawniej młodość. - Bolesław Wielki, Otto III, papież Sylwester II i św. Wojciech. - Pielgrzymka cesarska do Gniezna. - Głos św. Brunona. - Pokój w Budziszynie. - Złota Brama w Kijowie. - Dwa poselstwa do dwóch cesarzy. - Pier­ wsza korona polska.

III. Upadek i wznowienie państwa.........................24 Nauka tylko wśród duchowieństwa. - O jednolitość państwa. - Zalety i wady Mieszka II. - Wojna domowa i trzy dzielnice. - Dlaczego bez Piastów nie mogło być państw a polskiego. Najazd czeski. - Masław mazowiecki. - Kazimierz Odnowiciel, z mnicha król. - Bolesław Śmiały, wojewoda Sieciech a Wła­ dysław Herman. - Zabicie św. Stanisława.

IV. Doba dzielnicowa.............................................. 31 O Bolesławie Krzywoustym, który wygrał 45 bitew, i o kłopo­ tach z zawistnym bratem. - Żywa tarcza z dzieci polskich w Głogowie. - Zwycięski pochód na Połabie i na wyspę świętą. - Testament Krzywoustego. - Wielkie księstwo krakowskie. -

Władysław II wygnany, a Połabie stracone na zawsze. - Syno­ wie Bolesława Krzywoustego. - Dwóch Mieszków: Stary i Kulawy. - Część ziemi krakowskiej przyłączona do śląska. Kazimierz Sprawiedliwy i Kadłubek. - Śląscy książęta na Wawelu. - Bracia Dobrzyńscy i niemieccy Krzyżacy. - Mord w Gąsawie. - Najazdy tatarskie. - Głowa wielkiego księcia obnoszona na dzidzie. - Jak Niemcy mogli zdobywać Polskę naw et bez oręża. - Gburowie, kmiecie i szlachta. - Bolesław Wstydliwy. - Dzielnic 16. - Zasługi duchowieństwa. - Opis książki i szkoły owych czasów. - Święci patronowie polscy. Jak Bolesław Pobożny wychowywał Przemysława wielkopol­ skiego. - Leszek Czarny i Henryk Probus. - Podział pracy pomiędzy dwóch książąt.

V. Władysław Niezłomny........................................ 51 W małym ciele wielki duch. - Co znaczy bogactwo w spra­ wach publicznych. - Najazdy litewskie. - Koronacja Przemys­ ława, a zbrodnia Brandenburczyków. - Wacław czeski. - Pa­ pież Bonifacy VIII. - „Chytrzy nieprzyjaciele Chrystusa". Rzeź Gdańska. - Uczta pod Tczewem i 12 szubienic pod Świeciem. - Bunty miast. - Koronacja Władysława Niezłomnego. Dzielność jego małżonki. - Posag Aldony Litwinki. - Jak moż­ na wygrać bitwę, a przegrać wojnę: zwycięstwo pod Płowcami a utrata Kujaw. - Utrata pięciu ziem. - Dlaczego nie mogliśmy dać rady Krzyżakom?

VI. Kazimierz Wielki i jego następca..................... 63 Jak król ten zastał Polskę drewnianą a zostawił murowaną. O zamku z 350 komnatami. - Pokój kaliski i odzyskanie dwóch ziem bez dobycia miecza. - Książę mazowiecki na Rusi Czer­ wonej. - Jak królewicz węgierski wymusił sobie następstwo tronu polskiego. - Odzyskanie ziemi Lachów. - Olgierd i Kiejstut. - Pięciu królów i dziesięciu książąt panujących w Kra­ kowie. - Własność ziemska, a służba wojskowa. - Jak król poradził sobie z Krakowem. - Jak wielu kmieci przeszło do szlachty. - Sprawa śląska rozstrzygnięta na ślubnym kobiercu, wikła się ze sprawą płocką. - Uniwersytet Krakowski. - Prawa polskie po raz pierwszy spisane, czyli statut wiślicki. - Ojciec

Węgier, a ojczym Polski. - Skąd obraz cudowny częstochow­ ski?

VII. O mii Wawelu...... ........................................... 78 Dziecięcy ślub „na przyszłość". - Ustępstwo Ziemowita dla dobra Polski. - Poganin kandydatem do tronu. - Wilhelm a Jagiełło. - Uroczystości przedweselne. - Unia krewska. - Le­ genda o cudownej figurze na Wawelu. - Chrzest, koronacja i ślub W ładysława Jagiełły. - Losy kanonika Trąby. - Chrzest Litwy. - Odzyskanie ziemi Lachów. - Zapis królowej Jadwigi na uniwersytet. - Pierwsze próby piśmiennictwa polskiego. Papież ojcem chrzestnym. - Powrót orlęcia. - Potrzeba kanoni­ zacji lilii Wawelu.

Część druga Polska w uniach I. Grunwald i Wiłkomierz....................................... 94 Jak rozszerzyły się sprawy polskie. - Jagiełło i Witold. - Dla­ czego minęło lat 24, zanim się zabrano do Krzyżaków. Najstarszy projekt rozbiorów Polski, i czemu nie był niebez­ pieczny. - Przygotowania wielkiej wojny od Pragi do Smo­ leńska. - Ocalenie Pskowa od Krzyżaków. - Walne bitwy pod Grunwaldem i Koronowem. - Najsilniejsza twierdza w Euro­ pie. - Jak cesarz Zygm unt Luksemburczyk najpierw wojował z Jagiełłą, a potem pożyczał od niego pieniędzy. - Zastaw Spiszą. - Sobór w Konstancji i Paweł Brudzewski, a Niemiec Falkenberg. - Hus i husytyzm. - Unia horodelska. - Bunt Świdrygiełły. - Lud wiejski pod Nakłem. - Wojna „z całą nacją niemiecką". - Równouprawnienie schizmy. - Pod Wiłkomierzem drugi Grunwald.

II. Od morza do morza.......................................... 108 Panowanie Władysława Warneńczyka a rządy kardynała Oleś­ nickiego. - Korony czeska i węgierska do wyboru. - Księstwa siewierskie i oświęcimskie odzyskane. - Zwycięska bitwa z Turkami pod Warną, obrócona wniwecz śmiercią króla. Samozwańcy. - Panowanie Kazimierza Jagiellończyka. - Mat­

ka Jagiellonów. - Św. Jan Kapistran. - N ad Morze Czarne czy nad Bałtyk? - Związek Jaszczurczy. - Wojna trzynastoletnia i pokój toruński. - Sejmiki i sejmy. - Królewicz Władysław królem czeskim. - Św. Kazimierz królewicz. - Ściąganie dziel­ nic. - Panowanie Jana Olbrachta i Aleksandra.

III. Czasy zygmuntowskie..................................... 123 Nie wystarcza wnukom, co starczyło dziadom. - O wolności handlu w Polsce. - Gospodarstwo folwarczne. - Rozkwit uni­ w ersytetu i nauk. - Ośmiu świętych i błogosławionych. Najstarsze pieśni polskie/ - Napływ Żydów. - Jak Zygmunta Starego wychwalano na Śląsku. - Pierwsza wojna polsko-moskiewska. - Zmowy cesarza Maksymiliana przeciw Polsce. Kongres wiedeński. - Wojna turecka a sekularyzacja Prus. Pod Obertynem. - Wcielenie Mazowsza. - Dwóch królów równocześnie. - Wpływy włoskie i królowa Bona. - Barbara Radziwiłłówna i stateczność Zygmunta Augusta. - Stanisław Hozjusz. - Odczepne Hohenzollernom. - Unia lubelska. Iwan Groźny w Inflantach.-Księstwo kurlandzkie. - W Rewlu Polacy na grodzie, a Szwedzi w mieście. - Sumy neapolitańskie. - Andrzej Frycz Modrzewski. - O piśmiennictwie i języ­ kach polskim, ruskim i letuwskim. - Testament Zygmunta Augusta. - Dwa bezkrólewia.

IV. U szczytu potęgi............................................... 143 Panowanie Stefana Batorego. - „Burmistrz gdański na króla". - Piechota wybraniecka i wojsko kozackie. - Droga do Kons­ tantynopola przez Moskwę. - Wojny moskiewskie. - Possevino. - Ciotuchna Anna i szwedzki siostrzeniec Zyzio. - Try­ bunały. - Uniwersytet Wileński. - Arcyksiążę dwa lata w niewoli. - Wielki Zamoyski. - Panowanie Zygmunta III Wazy. - Sejm inkwizycyjny. - Unia brzeska. - Borys Godunow. Karol Sudermański. - Dymitr Samozwaniec. - Pod Kircholmem. - Rokosz. - Żółkiewski w Moskwie. - Królewicz Wła­ dysław carem. - Rozszerzenie granic rozejmem dywilińskim. - Zgon Żółkiewskiego pod Cecorą. - Śmierć Chodkiewicza pod Chocimiem. - Upadek handlu. - Panowanie Władysława IV Wazy. - Za co basza turecki uduszony. - Pokój polanowski

i długi rozejm szwedzki. - Flota polska. - Ulubieniec poetów. - Forteczka Kudak. - Plan zdobycia Krymu. - Pretendentka do carogrodzkiego tronu polską królową. - O powiększenie re­ gestru kozackiego, a m ożnowładztwo ukraińskie. - Podej­ rzenia na króla. - Kanclerz Ossoliński.

V. Potop..................................................................169 Bohdan Chmielnicki i jego przymierze z chanem krymskim. - Patriarcha carogrodzki w zmowie z sułtanem. - Chmielnic­ ki chce być księciem panującym. - Śmierć Władysława IV. Panowanie Jana Kazimierza Wazy. - Cztery wojny kozackie, wojna szwedzka, moskiewska, najazd Rakoczego, zdrada księ­ cia pruskiego i dwie wojny tureckie. - Kozacy poddają się na przem ian Polsce, Moskwie i Turcji. - Jak nie zdały się na nic ani ugoda Zborowska, ani hadziacka. - Hieronim Radziejow­ ski. - „Wielki elektor". - Znowu plan rozbioru Polski. - Karol Gustaw „protektorem korony polskiej". - Częstochowski „kur­ nik". - Jerzy Lubomirski i Stefan Czarniecki. - Uszczuplenie granic i utrata zwierzchnictwa nad Prusami. - Początki Jana Sobieskiego. - Siciński za życia i po śmierci. - Janusz i Bogus­ ław Radziwiłłowie. - Król wobec reform. - Rokosz Lubomir­ skiego. - Abdykacja. - Król Michał Wiśniowiecki.

VI. Jan III Sobieski.......... .................................... 190 Sławna wyprawa na czambuły tatarskie. - Dziękczynne nabo­ żeństwa w całej Europie z powodu zwycięstwa chocimskiego. - Koronacja aż po zwycięstwie. - Pacowie litewscy. - Miesz­ czanin Chrzanowski i jego żona. - Jak Polska nie chciała zma­ wiać się z Turkiem na Moskwę. - Niedoszłe plany odzyskania Prus Książęcych. - Odsiecz Wiednia. - Listy do Marysieńki. - Niewdzięczność cesarza. - Wylew Dniestru przeszkadza odzyskaniu Podola. - Dwa zawody nad Dunajem od sojusz­ ników. - Szlachta ruska polszczy się. - Rozszerzenie unii brze­ skiej. - Dlaczego nie wybrano Jakuba Sobieskiego.

VII. Czasy saskie.................................................... 205 K andydatura francuska a saska. - Król zdrajcą. - Panowania Augusta II i Augusta III Sasów. - Konszachty z Hohenzoller­

nami. - Królestwo Pruskie. - Wojna północna. - Plany roz­ biorów. - Los Sobieskich. - Stanisław Leszczyński, król-filozof. - Klęska Szwedów i powrót Sasa. - Redukcja wojska i sejm niemy. - Wojna sukcesyjna polska. - Szkoła w Luneville. Szkoły pijarskie ks. Konarskiego. - Jak urosły Rosja i Prusy. - Państwo bez polityki zagranicznej. - Czartoryscy na czele stronnictwa reform. - Stanisław August Poniatowski. - Zmo­ wa Prus z Rosją przeciw reformom.

VIII. Rozbiory Polski........................................... 218 Panowanie Stanisława Augusta. - Konfederacje radomska a barska. - Rzeź humańska. - Pierwszy rozbiór Polski. - „Rewin­ dykacja". - Zamach Ponińskiego. - Protestacja Rejtana. - Ko­ misja Edukacyjna. - Odrodzenie społeczeństwa. - Obiady czwartkowe u króla. - Jak powiększyć wojsko? - Prusy ofia­ rują przymierze przeciw Rosji. - Sejm Wielki. - Konstytucja Trzeciego Maja. - Zdrada Prus. - Targowica. - Książę Józef Poniatowski i Tadeusz Kościuszko. - Korony z Wawelu wy­ wiezione. - Drugi i trzeci rozbiór Polski. - Powstanie Kościusz­ kowskie. - Maciejowice. Ogólny wynik dziejów Polski od chrztu aż do rozbiorów.......................................................................238

Część trzecia Czasy porozbiorowe I. Wojny napoleońskie..........................................244 Wielka rewolucja francuska. - Napoleon Bonaparte. - Legiony polskie. - Kościuszko powtórnie w Ameryce; podróż trium­ falna. - Kniaziewicz i Chłopicki we Włoszech. - Generał H enryk Dąbrowski i jego plany. - San Domingo. - Prześla­ dowanie unitów. - Najchytrzejszy z monarchów, car Alek­ sander I. - Adam Czartoryski. - Car w Puławach i w Berlinie. - Utworzenie Cesarstwa Austriackiego. - Kościuszko nie do­ wierza Napoleonowi. - Dąbrowski w Berlinie. - Odzyskanie Poznania i Warszawy. - Księstwo Warszawskie - Bitwa pod Raszynem. - Kraków, Poznań, W arszawa połączone. - Wojna

roku 1812. - Pożar Moskwy i odw rót Francuzów. - Obietnice Aleksandra. - Bitwa pod Lipskiem. - Zgon Józefa Poniatow­ skiego. - Jak car schlebiał Kościuszce. - Kongres wiedeński. - Utworzenie Kongresówki a odmowa Kościuszki.

II. Królestwo Kongresowe.................................... 260 Przewidywania Kościuszki. - Ostatnie lata Naczelnika. - Idea Kościuszkowska. - Popularność Aleksandra I. - „Święte Przy­ mierze". - Jedność handlowa Polski. - Uległość generała Za­ jączka. - Wielki książę Konstanty. - Obietnice Aleksandra. - Fundacja hrubieszowska Staszica. - Jak włościanin najwięcej stracił na upadku państw a polskiego. - Oświata. - Najgorzej w zaborze austriackim. - O dokumenty szlacheckie. - Filareci. - Gnębienie sejmów. - Mikołaj I. - Tajne stowarzyszenia. Zamierzona wojna z Belgią i Francją. - Powstanie Listopa­ dowe. - Dwa stronnictwa. - Układy Chłopickiego. - Bitwy koło Warszawy. - Dwernicki, Dembiński, Skrzynecki, Prądzyński. - Pieśni niemieckie i francuskie. - Emilia Platerówna. - Spóźnione wyprawy zaczepne. - Prusy pomagają Rosjanom. - U padek Warszawy. - Belgia zyskuje niepodległość, Polska traci ją do reszty.

III. Emigracja polska............................................ 277 Pochód rozbrojonego wojska przez Niemcy. - Kwiat inteli­ gencji na emigracji. - Czartoryski a Lelewel. - Gaszenie świateł w Polsce. - Plany powstania ludowego. - Skąd powstała nie­ chęć chaty i dworu. - Próżne starania szlachty o uwłaszczenie ludu. - Rzeź galicyjska. - Rewolucja powszechna roku 1848. - Polak przewodniczy parlamentowi austriackiemu. - Pow­ stanie węgierskie. - Wojna krymska. - „Precz z marzeniami". - Upadek emigracji. - Organizacja powstańcza. - Demonstracje w Warszawie. - Towarzystwo Rolnicze. - Wielopolski. - Rek­ rutacja. - Jak walczono w Powstaniu Styczniowym. - Noty dyplomatyczne i Napoleon III. - Próżne oczekiwanie obcej po­ mocy.

IV. Ostatnie pokolenie niewoli............................ 296 Murawiew Wieszadeł. - Polacy i Letuwini. - Prześladowanie

narodow e i religijne, sprawa unitów. - Plany Bismarcka, po­ konanie Austrii i Francji. - Sprawa Baerensprunga. - Rugi pruskie, komisja kolonizacyjna, wóz Drzymały. - Agenor Gołuchowski. - Dlaczego w Austrii zaczęło być lepiej. - Zmie­ niony handel zbożem. - Skutki maszyny parowej. - Opóź­ nienie rozwoju społecznego. - Lud szlakiem szlachty. - Zas­ ługi książki polskiej. - W arunki przyszłości. Spis monarchów polskich......................................................... 309 Genealogie dynastii....................................................................311 Daty historyczne w tej książce wymienione.............................313

W stęp Historia Polski jest wciąż żywa i stanowi źródło do czerpania różnorodnej wiedzy przez każdego z nas, zarówno indyw idual­ nie jak i przez cały naród. Nasze wspólne dzieje - świadomość największych wydarzeń, pamięć postaci historycznych, ich dzieł i losów - zakorzenione w każdym z nas, decydują o tym, że po­ dobnie myślimy, mamy wspólne poczucie zasadniczych prob­ lemów i kierunku przyjmowanych rozwiązań. Tak żyje w nas historia i po to w istocie się jej uczymy... Bo przecież studiowanie historii to nie tylko pamiętanie dat, liczb, nazwisk czy precyzyjne określanie przebiegu granic charak­ terystycznych dla danej epoki ale przede wszystkim rozumienie i pokochanie celów narodu, które sformułowali już i przekazali pierwsi władcy Polski: Mieszko I i Bolesław Chrobry. Feliks Koneczny pisze wprost, że poznawanie historii jest ćwiczeniem dla umysłu. I rzeczywiście. Możemy bowiem, śledząc uw ażnie historię, dostrzec istotę działania budującego naród. Zasadza się ono na wielkiej, mądrej, odważnej myśli, wybiegają­ cej śmiało w przyszłość, a przy tym nie oderwanej od dziedzictwa przeszłości lecz je kontynuującej. Jednak aby ta myśl mogła się przebić potrzeba niezwykłej ofiarności. I jeśli naw et brakowa­ ło tych dwóch elementów, koniecznych dla przetrwania i rozwoju narodu niektórym naszym wielkim królom i władcom, ocenio­ nym później przez potomność jako mali, to aby życie narodu trwało, nieśli je inni, stojący i umysłem i sercem na jego czele; zdolni uchronić go przed upadkiem i to nawet mimo charakte­ rystycznego, wielkiego nagromadzenia zakulisowych intryg, ludzkich słabości i czystego przypadku.

5

Ta podróż w czasie wespół z Feliksem Konecznym wskazuje, szczególnie młodemu czytelnikowi, że należy w każdej sytuacji być człowiekiem charakteru. I tak mądrość historii i płynąca z niej przestroga przenosi się na grunt życiowych doświadczeń i splata się z nim ściśle, co po raz kolejny dowodzi słuszności łacińskiej maksymy, iż historia vitae magistra est.

Paweł Gondek

6

CZĘŚĆ PIERWSZA

(Polska sama JlÉ

I. C2as^ pogańskie ± \ g c ą młodszych i starszych opisy podróży, bo to tak miło przebywać przynajmniej wyobraźnią w śród innych ludzi i sto­ sunków odmiennych, poznawać odmienne od naszych zwyczaje i obyczaje, dowiadywać się ciągle czegoś zupełnie nowego. Nie sztuka wiedzieć, że zaznamy rozmaitości, przenosząc się z miejsca na miejsce. Ale nie każdemu wiadomo, że można mieć nie mniejszą rozmaitość, przenosząc się myślą w rozmaite czasy tego samego miejsca. Historia jest takim podróżowaniem po rozmaitych czasach. Ileż rozmaitości! Gdzieś na australijskich wysepkach są ludy używające narzędzi i broni kamiennej, bo nie znają jeszcze użytku kruszców. Ależ i u nas tak było przed wiekami. Gdy potem poz­ nano sztukę topienia kruszców, używano najpierw mieczów brązowych; tak było w całej zachodniej Europie, tak jest dziś w Tybecie. U nas nastało po kamieniu od razu żelazo; Polska nie posiada w swej przeszłości okresu brązowego. Najstarsi ziem polskich mieszkańcy mieli mieszkania jaski­ niowe, których ślady oglądać można dotychczas w okolicy Krakowa, w grotach wsi Mnikowa, Ojcowa, Kwaczały. Narzę­ dzia i wyroby tej ludności znajdują się w muzeach krakow­ skich w obfitości, a zdarzają się i w innych stronach Polski. W Wielkopolsce, gdzie było więcej wód, budowano sobie miesz­ kania na wodzie na palach, w środku jezior, mokradeł, błot, bagien (tzw. palafity, np. w Czeszewie). O tych najstarszych zabytkach przeszłości jest osobna nauka, zwana archeologią. Przez ileż zmian musiały przejść ziemie polskie, zanim nastały sposoby życia podobne do dzisiejszych! Czyż może być przyjemniejsza rozrywka umysłowa, jak poznanie tej stopniowej odmiany urządzeń, obyczajów, tej nieustannej

8

Dzieje Polski

przemiany myśli pośród ciągłej walki o byt i ustawicznej pracy nad sobą. Wybierzmy się w tę podróż - w przeszłość ziem polskich! Poznajmy całą rozmaitość dziejów własnego kraju. Przyjemne łączyć się będzie z pożytecznym, rozrywka umysło­ wa stanie się zarazem ćwiczeniem umysłu, bo poznawanie zmian przeszłości jest nauką poważną. N auka o zmianach kolejnych w stosunkach ludzkich zo­ wie się historią. Historia polska jest więc nauką o zmianach, przez jakie przechodził naród polski, o zmianach w sprawach publicznych polskich. Historia polska - to historia dobra publi­ cznego w Polsce, narodowej doli niedoli. Liczy historia polska około 1200 lat, zaczynając się mniej więcej od roku 700 po Chr. Co było przedtem, należy do archeologii. Z początku żyło się nie rodzinami, lecz rodami. Przed ty­ siącem lat gospodarowali wspólnie wszyscy stryjowie, stryje­ czni dziadkowie, stryjeczni bracia, ich synowie i wnuki, ich żony, siostry i dzieci. Wspólne ich mienie stanowiło wspólnotę rodową. Bywały rody szczuplejsze i liczniejsze, po osób kilka­ naście, i po sto kilkadziesiąt, jak się zdarzyło. Nadchodził czas, że pewien obszar ziemi nie mógł już wyżywić rodu nazbyt rozrodzonego. Zakładano więc w pobliżu nową osadę, i tak coraz dalej, aż z rodu urosło plemię, mogące mieścić w sobie z czasem nawet kilkadziesiąt obszarów osad rodowych. Są­ siadujące ze sobą plemiona wytwarzały lud, a z ludów zjedno­ czonych powstał naród. Narody pokrewne, mówiące podobnymi językami, stanowią szczep. My jesteśmy narodem polskim szcze­ pu słowiańskiego. Pierwotnie las był głównym żywicielem, a rolnictwem mało się zajmowano. Las roił się od tysiącznych barci pszczół dzikich, na leśnych łąkach wypasano stada bydła, a w dąbrowach trzo­ dy nierogacizny, po borach i lasach dziczyzny pełno. Paste­ rzy i myśliwych było sto razy więcej niż rolników; łatwiej było o udziec sarni, niż o placek jęczmienny. W północnych stro­ nach Polski, u Polan, Kujawiaków i Pomorzan mniej było zwie-

9

Feliks Koneczny

rzyny, a za to nadzwyczajna obfitość ryb, bo tam były same jeziora i jeziorka, a ziemia po większej części podmokła. Każda okolica żyła oddzielnie, każde plemię miało osobnego księcia na swym grodzie. Dochowało się o nich bardzo mało wiadomości. Nad górną Wisłą były już w zamierzchłej przesz­ łości trzy grody: Wiślica, Tyniec i Kraków, założony przez księcia Kraka, od którego pochodzi nazwa miasta i plemienia całego nowego, nazwanego Krakowiakami. O innych grodach w Małopolsce nie mamy wiadomości z czasów najstarszych, zwanych przedhistorycznymi. W Wielkopolsce najstarszym grodem jest Kruszwica nad jeziorem Gopłem. Panował tam książęcy ród Popielów, rozszerzających swą władzę na sąsiednie plemiona, tak iż po pewnym czasie panowali nie tylko nad Kujawiakami (na których ziemi stoi Kruszwica), ale i nad sąsiednim większym ludem Polan. Przodkowie nasi byli poganami. Mieli jakieś przeczucie prawdziwego jedynego Boga, wszystko widzącego i wszystko wiedzącego, skoro posągi bożka Światowita (to znaczy: pana świata) robili z głową o czterech twarzach, zwróconych w cztery strony świata. Pogaństwo trwało u nas dłużej niż u narodów Europy za­ chodniej, bo od nas bardzo daleko do obydwóch ognisk chrześ­ cijaństwa, do Rzymu i Carogrodu (czyli Konstantynopola). Rozmaici misjonarze nawracali wpierw rozmaite narody bliż­ sze Rzymu lub Carogrodu. Na nas kolej mogła przyjść dopiero później. Najbliższym Polski narodem chrześcijańskim byli Niemcy. Z nami nie sąsiadowali, bo na zachód od nas były jeszcze dwa narody słowiańskie, również poganie: Czesi i Połabianie. U ludów czeskich powstało znaczne państwo, zwane Wielkomorawskim, bo na Morawach wzięło początek. Dalej dopiero, za Czechami i za Połabianami, poza rzeką Łabą i jej dorzeczem, siedzieli na zachodzie Niemcy. Będąc już chrześcijanami, mogli byli nawracać Połabian i Czechów. Ale Niemcy wymyślili sobie szczególną regułę, że poganin

10

Dzieje Polski

nie jest bliźnim, a jego ziemia jest jakby niczyja i wolno ją za­ garniać, a pogańskich mieszkańców uważać za niewolników. Co za ohydne przekręcenie chrześcijaństwa! Toteż Czesi i Połabianie bali się takiego chrześcijaństwa i nie chcieli „wiary nie­ mieckiej". Książę wielkomorawski Rastyc, sprzyjając chrześcijaństwu, ażeby okazać, że ono nie jest wiarą „niemiecką", sprowadził misjonarzy z Półwyspu Bałkańskiego, Cyryla i Metodego, których Kościół zaliczył następnie w poczet świętych, jako aposto­ łów słowiańskich. Ci z zezwoleniem papieskim zaprowadzili nabożeństwo nie w łacińskim języku, ale w słowiańskim, a mianowicie w tym, który znali u siebie na Bałkanie, w języku starobułgarskim. Utworzyli obrządek rzymsko-słowiański, a do ksiąg kościelnych obmyślili dla tego języka osobne pismo, zwa­ ne glagolicą, od czego też obrządek cały zowie się dotychczas głagolickim. Istnieje on jeszcze w niektórych okolicach Istrii i Dalmacji, pośród Chorwatów nad Morzem Adriatyckim. Apostołowie słowiańscy, św. Cyryl i Metody, założyli arcybiskupstwo na grodzie Welehradzie na Morawach, a stamtąd rozsyłali uczniów na wschód i północ, pomiędzy ludy polskie, pomiędzy Ślązaków, Kujawiaków, Polan i Wiślan. Ochrzcił się około roku 850 książę panujący w Wiślicy nad Wisłą (pomiędzy Krakowem a założonym później Sandomierzem), i to jest naj­ starszy ślad chrześcijaństwa w Polsce. Właśnie w tym samym czasie, około roku 850 skończyło się panow anie Popielów. Zaczęła się nowa dynastia (rodzina pa­ nująca), zwana piastowską, o której powstała potem legenda historyczna, jakoby od kołodzieja pochodziła (bo pewna część koła nazywa się piastą). Legenda łączy przybycie misjonarzy chrześcijańskich z W elehradu z osobami ostatniego Popiela i założyciela nowej dynastii, a to opowieścią, jak w ypędzeni od księcia znaleźli u Piasta gościnę. Ale nowa dynastia pozostała jeszcze przez cztery pokolenia pogańską, chociaż znaleźli się wśród Kujawiaków i Polan tacy, którzy przejrzeli i chrzest przyj­ mowali. I tam także z wolna przybywało chrześcijan.

11

Feliks Koneczny

Po pierwszym Piaście następowali kolejno jego potomko­ wie: Ziemowit, Lestko czyli Leszek, Ziemomysł i Mieszko czyli Mieczysław. Piastowie przenieśli stolicę z Kruszwicy najpierw na ostrów sąsiedniego jeziora Lednicy, gdzie wystawili rozległy zamek, a potem do kraju Polan, do nowego grodu, nazwanego Gnieznem (tj. gniazdem).

12

II. £AQeszlco ^ i Cgofesfaw GWieffci .l^iem cy , zamiast nawracać Słowian, woleli ich grabić, a ustanowm naw et przeciwko nim osobnych wodzów, zwanych margrafami. Jeden z nich, Gero, zaprosił raz podstępnie trzy­ dziestu połabskich książąt plemiennych na ucztę i kazał ich we własnym domu pomordować. Własnych gości! Sięgnął ten Gero, aż do granic ludu Polan, a Mieszko musiał mu złożyć hołd, nie czując się dość silnym do skutecznej obrony. Byłaby po Połabianach przyszła kolej na Polaków, a na polskiej ziemi powstawałyby nowe margrabstwa niemieckie, gdyby nie rozum Mieszka. Za przykładem coraz liczniejszych chrześcijańskich podda­ nych Mieszko postanowił przyjąć chrzest - byle tylko nie od Niemców. Zwraca się tedy do pobratymczych Czechów. Tam stosunki były odwrotne niż w Polsce; tam pełno jeszcze było pogan, ale dynastia czeska, zw ana Przemyślidami, by­ ła chrześcijańską już od lat kilkudziesięciu. W yprawia więc nasz książę posłów do Pragi z prośbą o rękę księżniczki czeskiej Dubrawki, o nauczycieli duchownych wiary świętej i o sojusz obydwóch państw przeciw Niemcom. W roku 965 przybyła do Gniezna Dubrawka, nazwana śłusznie matką chrzestną narodu polskiego. Wybrała się w drogę z całym dworem i taborem, z orszakiem dworzanek, przybra­ nych strojno w pstre szaty, nakryte futrami, zdobrie najcen­ niejszymi tych czasów klejnotami, sznuram i bursztynowych pereł. Miały z sobą hufiec zbrojnych i gromadę pachołków. Cały ten orszak, mężczyźni i kobiety, jechał konno, bo to był jedyny sposób podróżowania. Nie było porządnych dróg, częstokroć nie było ich wcale, ani dobrych, ani złych, nie zna­ no powozów. Konno więc wjechała Dubrawka do Gniezna,

13

Feliks Koneczny

z nią kapelan nadworny, a w środku orszaku konie, objuczone skrzyniami z książęcą wyprawą. Były tam skarby różne, ale ponad wszystkie złote naramienniki i bursztynowe naszyjniki droższe były dwa klejnoty szczególne, dotychczas na polskiej niewidziane ziemi - dwie księgi pisane ozdobnymi literami na pergaminie: mszał i brewiarz. Były to pierwsze książki na ziemi polskiej. Pisane były nie po słowiańsku i nie głagolickimi głos­ kami, ale zwyczajnym abecadłem, przyjętym w całej zachodniej Europie. Obrządek słowiański zaginął w Czechach i na Mo­ rawach po śmierci św. Metodego, a ludzie już się spostrzegli, że nowa wiara nie jest niemiecką, lecz powszechną i że ognisko jej wcale nie u króla niemieckiego, lecz u papieża. Przyjęcie tego samego obrządku, jaki jest w Rzymie, i w tym samym łacińskim języku, zbliżało Polskę do samej osoby Ojca świętego. Ale ważniejszą od obrządku, którego odmienność nie sta­ nowi jeszcze różnicy wiary, była jedność abecadła z Europą zachodnią. Różnica abecadła odgrodziłaby nas od narodów za­ chodnich, oświeceńszych. Gdyby u nas były księgi kościelne, pisane innym jakimś abecadłem, nie łacińskim, cała nauka euro­ pejska byłaby dla nas niedostępna i cała cywilizacja zacho­ dnia zamknięta. Łacina była bowiem powszechnym językiem europejskim i tylko w tym jednym języku pisywano książki. Wspólność abecadła wiodła do wspólności nauki, a więc do wspólności duchowej z bardziej oświeconymi krajami, przede wszystkim z Włochami, gdzie Rzym był nie tylko stolicą papie­ ża, ale też głównym ogniskiem cywilizacji europejskiej. Mieszko więc postanowił się ochrzcić. Ale dorosły musi przed chrztem wyuczyć się praw d wiary świętej i odbyć czas próby. Taki kandydat do chrztu zowie się katechumenem, a czas nauki i próby trwa w zwykłych okolicznościach rok jeden. Dlatego to chrzest Mieszka nastąpił dopiero w rok po przyjeździe Dubrawki, w roku 966. Równocześnie założył książę biskupstwo w Poznaniu, i tam też przeniósł swą stolicę. Pierwsi księża łacińscy w Polsce zna­

14

Dzieje Polski

leźli się tedy wśród ludu Polan, i od tego zwali Mieszka księciem Polan i tak go pisali w rocznikach i dokumentach, jego i potem jego następców. Księża tylko umieli pisać, i tylko po łacinie pisywano. Przylgnęła więc do władców Polski nazwa książąt i królów Polan, i cały naród nazwano potem Polakami. Trwało to dłuższy czas, zanim wszystkie zakątki kraju zajaś­ niały światłem ewangelii, ale szczycimy się tym, że nawrócenie Polski odbyło się łagodnie i spokojnie. Wszak Zbawiciel zaka­ zał surowo nawracania mieczem, a przez to samo wszelkiego przym usu w rzeczach wiary. Szczere było nawrócenie księcia Mieszka I, i cała rodzina książęca przejęła się gorliwością w wierze. Dopiero co nawró­ cona dynastia piastowska niesie pochodnię wiary dalej, do dalekich krajów, na południe i na północ. Oto siostra Mieszka, Adelajda, zwana Białą Kneginią, wyszedłszy za mąż za Gejzę, księcia pogańskiego Madiarów (którzy zajęli część Węgier), staje się matką chrzestną tamtego narodu, a rodzoną matką św. Szczepana, króla węgierskiego. Oto córka Mieszka, księżniczka Sygryda, szerzy ewangelię w Szwecji i w Danii, aż na drugiej stronie Morza Bałtyckiego, jako małżonka dwóch królów: Eryka Zwycięskiego, a w drugim małżeństwie Swena Widłobrodego. Jedna z jej dworzanek pols­ kich poślubia króla szwedzkiego Olafa, i również go nawraca. Były to wielkie zaiste misje piastowskiego rodu, a historii polskiej przypada zaraz na samym wstępie taka chluba. Teraz Niemcy nie mogli już uważać państw a piastowskiego za ziemię niczyją, ani też udawać, że wojują dla rozszerzenia wiary. Skoro Polacy byli już współwyznawcami wspólnej z nimi religii, myślał Mieszko, że będzie można żyć z nimi w przyjaźni. Ale oni obmyślili sobie nową wymówkę, że świeżo nawróceni książęta muszą być pod ich zwierzchnością, bo trzeba ich pil­ nować, żeby nie porzucili chrześcijaństwa i nie powrócili do pogaństwa. I tak Słowianin, czy poganin, czy ochrzczony, jedna­ ko miał być ich służką. A więc wojna! Mieszko przekroczył granicę i odniósł w roku

15

Feliks Koneczny

972 takie zwycięstwo, że odtąd przez trzydzieści trzy lata był spokój od tych drapieżników. Uznać swym zwierzchnikiem Mieszko mógł tylko papieża. W yprawił też do Rzymu uroczyste poselstwo - z czym? z puklem włosów swego syna, Bolesława. Taki był zwyczaj i nieraz widywano w Rzymie poselstwa, wjeżdżające z wielką uroczystością do wiecznego miasta z puklem włosów jakiego monarchy. Włosy miały w owych czasach i długo jeszcze potem jakby swoją mowę. Wolny obywatel zapuszczał włos dłuższy, niewolnikowi strzyżono je krótko. Kiedy chłopiec kończył lat siedem, strzygł go głowa rodu podczas uroczystej biesiady, na znak, że przyjmuje się tego chłopca do związku i wspólnoty rodowej, on zaś nawzajem oddaje swe siły i zdolności rodo­ wi swemu. Ofiarować komuś włosy, znaczyło wyrazić mu czołobitność i uniżoność. Pukiel włosów, posłany z Poznania do Rzymu, znaczył więc, że książę polski oddaje swego syna i następcę tronu i całe państwo swoje pod zwierzchniczą opiekę Stolicy Apostolskiej. Jakoż zapisano w aktach papieskich, że Mieszko ofiarował pań­ stwo polskie „w dziedzictwo św. Piotrowi". Dzielny Mieszko rozszerzył wielce granice państwa pias­ towskiego. Wcześnie przyłączył do Kujaw i Polan Śląsk, skąd posunął się na Morawy, które zostały we w ładaniu Piastów do roku 1029. Głównym atoli celem jego było Połabie i Pomorze. Tam jednak spotykały go często zawody. Na Pomorze niełatwo było się dostać od Polan lub z Kujaw. Pomiędzy Wielkopolską a Pomorzem leżał pas bagien i błot nieprzebytych, długi na jakie mil 30, a szerokości dwóch mil do pięciu. I tak, choć niedaleko do morza, odcięty był od niego całymi milami bagnistych topielisk. Tylko sami Pomorzanie znali nieliczne suche przejścia. Mieszko I koniecznie chciał dotrzeć do morza, bo morze jest najlepszą i najszerszą drogą na świat szeroki. Kto panuje nad morzem, ten może światu panować, a bogacić się i rość w potęgę. Myśląc o pozyskaniu w pływów na Pomorzu, ożenił w roku 987

16

Mieszfa I

Dzieje Polski

syna swego Bolesława z księżniczką kaszubską, która na chrzcie przyjęła imię Emnildy. Chciał przez nią pozyskać stronników na Pomorzu, ale sam nie zdążył już zebrać owoców tej polityki. Przekroczył już siedemdziesiątkę i śmierć zabrała go w roku 992. Pochowany w katedrze poznańskiej, tum em zwanej. Syn i następca jego Bolesław, zwany już przez współczesnych Wielkim, liczył, wstępując na tron, zaledwie lat 25, a był już dwa razy wdowcem, trzeci raz żonatym z Emnildą, i ojcem dwóch synów i trzech córek. Jakżeż więc krótko trwała wówczas mło­ dość, która dziś liczy się poza trzydziestkę. Wtenczas uważało się czternastoletnich chłopców za „orężnych", a 17-letnich za męż­ czyzn dojrzałych; ale też 50-letni uchodzili za starców. Przez żonę pozyskał Bolesław stronników na Pomorzu, a ci wskazali znane sobie suchsze przejścia w śród bagien ku ziemi gdańskiej, a stam tąd ruszono na zachód, ku ujściom Odry. W dw a lata po wstąpieniu na tron, w ładał Bolesław Wielki nie tylko w Gdańsku, nad ujściem Wisły, ale też w Szczecinie nad ujściem Odry, okalając już od północy Połabian. Polska zyskiwała wolny dostęp do Morza Bałtyckiego. Druga strona dolnej Wisły, praw y jej brzeg, zajęta była przez zupełnie inne ludy. Mieszkali tam Prusacy, lud na pół dziki. Należeli oni do tzw. szczepu bałtyckiego, pokrewni Łotewcom, Litwinom i Żmudzinom. Znalazłszy bród na Wiśle (pod Toru­ niem), wyprawił się i tam Bolesław i zajął południową część kraju; straszne moczarzyska nie dały dotrzeć i w tej stronie do samego morza; trzeba to było pozostawić przyszłości, aż się kraj lepiej zbada. Mając pogan w swym państwie, Bolesław miał też obowią­ zek starać się o ich nawrócenie, ale nie mieczem. Chodziło o Prusaków, Pomorzan, Połabian. Do misjonarstwa północ­ nych krain nadbałtyckich czuł powołanie św. Wojciech, który apostolskie swe prace postanowił zacząć od Prusaków. Był to biskup praski, Czech, pochodzenia książęcego, z ro­ du Sławników, panującego nad jednym z plemion czeskich. W ygnano go z Pragi, bo między główną dynastią zwierzch-

17

Feliks Koneczny

niczą czeską a Sławnikami była nieprzyjaźń. Biskup pojechał do Rzymu. Tam spotkał się z królem niemieckim i cesarzem Ottonem III, bawiącym właśnie w wiecznym mieście. Był to biały kruk między królami niemieckimi. Współcześni zwali go cudem świata, bo zdawało się, że Opatrzność osadziła go na tronie, żeby znikła z historii złość i zawiść, żeby sprawiedliwość zapanowała pomiędzy narodami. Miał on niegdyś nauczy­ ciela, świątobliwego i uczonego kapłana francuskiego, Gerberta (czytaj: Żerber), który z pastuszków pochodząc, stał się jednym z największych mężów w historii Kościoła katolickiego, a wiel­ kimi zasługami wznosił się coraz wyżej, aż zasiąść miał na tronie papieskim. Gerbert przebywał za młodszych lat na północy i miał sposobność poznać osobiście naszego Bolesława. W Rzymie spotkali się tedy Otto III, Gerbert i św. Wojciech, którego cesarz wybrał sobie za spowiednika. Tam w naradach z papieżem postanowiono, żeby północni poganie nie podlegali po chrzcie niemieckim arcybiskupstwom, lecz żeby w Polsce była dla nich zwierzchność kościelna. Gerbert dużo w Rzymie znaczył, a gdy sam niebawem został papieżem pod imieniem Sylwestra II, ustanowił w Polsce metropolię, czyli arcybiskupstwo, podlegające wprost samemu tylko papieżowi. W ten sposób Polska stała się zupełnie niezawisłą osobną prowincją kościelną. Na arcybiskupa powołano św. Wojciecha. Święty mąż wybrał się zaraz do Polski. Przebywał w Krakowie, który nawet nie należał jeszcze do piastowskiego państwa, mając ciągle dawnych książąt plemiennych; następnie bawił w Cieszynie, w Bytomiu Górnym, w Opolu. Krótko zabawił w Gnieźnie i Poznaniu, spiesząc na prace misyjne do Prus. Tam spotkała go śmierć męczeńska. Ciało jego wykupił Bolesław na wagę złota i kazał pochować w katedrze gnieźnieńskiej. Zaraz po śmierci poczęto czcić polskiego arcybiskupa jako świętego. W całej Europie wznoszono kościoły pod jego wezwaniem, naw et w stolicy ówczesnych Niemiec, w Akwizgranie; w Rzymie jest kościół polskiego najstarszego patrona na ostrowie rzeki Tybru. W Kra­ kowie wystawiono na cześć św. Wojciecha kaplicę pamiątkową

18

Dzieje Polski

na pagórku, wznoszącym się nad miastem od strony północnej; dzisiaj ten kościółek, pierwotnie położony za miastem, znajduje się na środku rynku. Arcybiskupem został teraz rodzony brat św. Wojciecha, św. Radzym, a podlegało jemu i jego następcom biskups­ two poznańskie i trzy nowo założone: krakowskie, wrocławskie i w Kołobrzegu na Pomorzu. Otto III pragnął pomodlić się na grobie swego świętego spowiednika, a przy tym porozumieć się z Bolesławem. Gościna cesarska w roku 1000 w Gnieźnie miała być nauczką dla książąt i margrafów niemieckich. Przy tym Bolesław roztoczył taki przepych i takie urządzał uroczystości, że pamięć tego wszystkiego przeszła do kronik niemieckich. A Otto III lubił wielki ceremoniał monarszy. Zawsze noszono przed nim włócznię, co wówczas było oznaką godności monar­ szej, bo bereł jeszcze nie znano. Miał on włócznię starożytną, sprowadzoną z Carogrodu, po św. Maurycym, w odzu rzymskim; włócznię tę podarow ał Bolesławowi na znak, że uznaje go mo­ narchą równym królom niemieckim. Przechowuje się ją do dziś dnia w skarbcu na Wawelu. Podczas biesiady w zamku na ostrowie jeziora Lednicy cesarz zdjął złotą przepaskę ze swej głowy i włożył na głowę Bolesława na znak przyjaźni pomiędzy nimi. Nie było to bynajmniej koronacją. Przepaska była bez półkolistego nakrycia wierzchniego, jakie miewają korony kró­ lewskie, a zresztą szafarzem koron mógł być tylko sam papież. Otto III chciał tylko okazać, że nie zamierza przeszkadzać koronacji księcia polskiego na króla, której Bolesław pragnął dokonać, która jednak miała się jeszcze odwlec na długo. Otto III zmarł w niecałe dwa lata po zjeździe gnieźnieńskim, a następca jego, Henryk II, był zajadłym wrogiem Polski. Właśnie Bolesław począł skupiać i łączyć w jedno państwo kraje słowiań­ skie. Przyłączył najpierw do państw a piastowskiego znaczną część Połabia, potem Słowacczyznę, Morawy i Czechy. Natenczas Henryk zażądał hołdu, bo Czechy podlegały niemieckiemu zwierzchnictwu pod dynastią Przemyślidów. Ale Piast hołdu odmówił i rozpoczęła się długa wojna, która z przerwami trwała lat 14.

19

Feliks Koneczny

Po raz pierwszy wkroczyli Niemcy na ziemię polską w roku 1005, przeszedłszy Odrę w bród pod Krosnem na Śląsku. Śląsk stał się puklerzem Polski od Niemiec, ale też sam najbardziej ucierpiał, bo każdy najazd dawał się najpierw jemu we znaki. Za tych wojen z Henrykiem II spisali się Ślązacy tak dzielnie, że po trzeciej wyprawie odeszła cesarzowi ochota do dalszej wojny. Zostawił Bolesławowi dwie ziemie połabskie: Milsko i Łużyce, a na znak pokoju i równości dynastii polskiej i niemiec­ kiej oddał swą krewną, a siostrzenicę szlachetnego Ottona III, księżniczkę Ryksę, w małżeństwo synowi Bolesława, Mieszkowi. A jednak po dwóch latach wybuchła wojna na nowo. Wszyst­ kich wypraw było ogółem sześć. Raz zapędził się Henryk II aż pod Poznań, ale wracał pomimo to z niczym; nawzajem hufce polskie dotarły aż pod Magdeburg, ale też zajął Bolesław krainy połabskie aż po Łabę i jeszcze dalej, aż po dopływ Łaby z lewego brzegu, po rzekę Salę. Tylko w Czechach osadzili Niemcy tym­ czasem znowu swojego hołdownika na tronie. Sami Niemcy ganili postępowanie swego króla i cesarza; wielu było takich, którzy woleliby przyjaźń z Bolesławem, jak to urządzić pragnął Otto III. Wielkodusznością i szlachetnością pociągał ku sobie nasz książę nawet walczących przeciw sobie niemieckich żołnierzy. Ze zgrozą dowiadywał się Henryk II, że jego właśni żołnierze śpiewają w obozie piosenki, wyszy­ dzające go, a wielbiące Bolesława. Bo też wojsku niemieckiemu przykrzyła się przewlekła wojna, w której nie miało wcale spo­ sobności okryć się sławą; cesarz nieszczególnym był wodzem, a Bolesław zawołanym wojownikiem i tym brał serca nawet obcych żołnierzy. Wielu uznawało, że cesarz prowadzi wojnę wbrew słuszności, żeby tylko nasycić swą żądzę zaborów. Na czele niemieckich przyjaciół Bolesława stał mąż święty, kanonik magdeburski, św. Bruno. Ten głośno przestrzegał ce­ sarza, „żeby nie nastawa! na zgubę księcia chrześcijańskiego, dzielnego pracownika w winnicy Pańskiej", a gdy cesarz nie posłuchał, św. Bruno opuścił Niemcy i wyjechał na dwór pias­ towski, żeby cały świat widział, po czyjej stoi stronie. Poznawszy

20

‘Boksiaiv Cfiroèry

Dzieje Polski

osobiście Bolesława Wielkiego, jego charakter i zamiary wielkie a godne monarchy chrześcijańskiego, tak potem o nim pisał: „Kocham go jak własną duszę, a bardziej niż życie moje". Znękany, zgnębiony moralnie i w wojnie kilkakroć pokona­ ny, cesarz zawarł ostatecznie pokój w roku 1018 w Budziszynie na Łużycach. Zostawały przy Polsce M orawy i ziemie połabskie po Łabę i Salę. Bolesław zwrócił się zaś na wschód, żeby tam­ tejsze ziemie słowiańskie pozyskać dla swej Rzeszy słowiańskiej. Ludy słowiańskie w dorzeczu Dniepru zorganizowane zos­ tały państwowo przez obcych najeźdźców, mianowicie przez plemię skandynawskie Rusów pod w odzą Ruryka w roku 862. Od tego zwano te ludy Rusinami, tj. poddanym i Rusów, a kraj Rusią. Czwarty z rzędu Rurykowicz, tj. potomek Ruryka, ksią­ żę kijowski Włodzimierz, wyprawił się na sąsiedni Rusi od zachodu polski lud Lachów, zamieszkały z obu stron gór Karpackich na wschód od Sanu, i zagarnął ten polski kraj w roku 981 wraz z tzw. ziemią Grodów Czerwieńskich, tj. dzisiejszą Chełmszczyzną. Krainy te, Piastom jeszcze nieznane, pogrążone w bycie plemiennym, były jeszcze pogańskie. W siedem lat potem, w roku 988 Włodzimierz przyjął chrześcijaństwo, lecz nie z Rzymu, ale z Carogrodu, w obrządku grecko-słowiańskim, tj. że nabożeństwo odprawia się według ceremoniału liturgicznego carogrodzkiego, ale nie po grecku, lecz także w języku starobułgarskim, najstarszym piśmiennym języku Słowiańszczyzny. Nie wiedząc, że od stu lat już była obmyślona przez św. Metodego głagolica, wprowadził pewien mnich serbski, imieniem także Cyryl, nowe abecadło do obrządku grecko-słowiańskiego, nazwane od jego imienia cyrylicą. Przez przypadkowe podobieństwo imion przypisywano potem błędnie abecadło to św. Cyrylowi, gdy tymczasem św. Cyryl i Metody nic a nic wspólnego ze wschodnią Słowiańszczyzną nie mieli. Cyrylica, nieznana ani w Carogrodzie, ani w Rzymie, nieznana w ogóle nigdzie w świecie poza obrządkiem grecko-słowiańskim, odgrodziła Ruś na całe wieki pod względem umysłowym od reszty Europy.

21

Feliks Koneczny

Kiedy Włodzimierz przyjmował chrzest, panowała jeszcze jedność kościelna pomiędzy Carogrodem a Rzymem; chrzcił się więc Włodzimierz w powszechnym katolickim Kościele, który mieści w sobie rozmaite obrządki. Ale potem (od roku 1054) nastał rozłam, wybuchła w Carogrodzie schizma, która pociąg­ nęła i Ruś za sobą, a więc nastała różnica większa, nie tylko obrządkowa, lecz wyznaniowa. I tak nastała pomiędzy Polską a Rusią różnica abecadła, obrządku, wyznania i wreszcie całej cywilizacji. Ziemie Lachów i Grodów Czerwieńskich przyjmowały więc pod Włodzimierzem chrzest w obrządku greckim; niebawem jednak przyłączyły się do łacińskiego, jednocząc się dzięki Boles­ ławowi z innymi ziemiami pod panowaniem Piastów. Bolesław Wielki wydał córkę za jednego z książąt Ruryko­ wiczów, a gdy sam owdowiał po śmierci Emnildy kaszubskiej, starał się również o rękę ruskiej księżniczki. Gdy m u odmówio­ no, wybuchła wojna, podczas której Rusini nadali Bolesławowi przydomek Chrobrego, tj. mężnego, dzielnego. Po wielkim zwy­ cięstwie nad rzeką Bugiem, Chrobry zdążał w szybkim pochodzie pod Kijów i zajął to miasto. Wjeżdżał tam przez bramę, zwaną Złotą, bo były koło niej kramy złotnicze. Wjeżdżając ciął mieczem w bramę na znak zwycięstwa i zwierzchnictwa, jakie odtąd miał tu sprawować. Miecz wyszczerbił się od tego cięcia i zwano go odtąd Szczerbcem. Przechodził na następców Bolesławowych ja­ ko dziedzictwo państwa polskiego. Wracając z Kijowa do Poznania inną drogą, bardziej na południe, odebrał Bolesław Rurykowiczom obie zagarnięte przez Włodzimierza ziemie polskie: Grody Czerwieńskie i ziemię Lachów, skąd posuwając się dalej ku zachodowi, zajął i ziemię Wiślan i krainę Krakowiaków z Krakowem. Niebawem przeniósł stolicę do Krakowa. Panował odtąd niemal nad wszystkimi polskimi ludami, bo nie podlegali piastowskiemu panowaniu już tylko sami Mazowszanie. Bolesław Wielki był teraz panem od Sali i Łaby do Dniepru, od Dunaju (płynącego na południu Słowacczyzny) do Morza

22

Dzieje Polski

Bałtyckiego. Panował nad wszystkimi (prócz Mazowsza) pols­ kimi ludami, nad Połabiem i Morawami, a nadto miał swych hołdowników na Słowacczyźnie i Rusi. Rzesza słowiańska ist­ niała, była dokonana. Ta Rzesza słowiańska miała być oczywiście zupełnie nie­ zależna. Wyprawił Bolesław z Kijowa w roku 1018, w kilka miesięcy po zawarciu tak zaszczytnego pokoju w Budziszynie, dwa wielkie poselstwa na dwie strony świata, do dwóch cesa­ rzy: do tytułującego się cesarzem rzymskim króla niemieckiego Henryka II i do cesarza bizantyńskiego w Konstantynopolu, którego książęta ruscy uznawali swym zwierzchnikiem. Oby­ dwom cesarzom ogłaszał, że teraz on zakłada trzeci związek państw, związek słowiański. Oświadczał się dobrym sąsiadem i nawzajem o przyjaźń prosił; ale też ostrzegał, że potrafi być groźnym sąsiadem, gdyby kto czyhał na niezależność jego Rzeszy słowiańskiej. Dwom cesarzom stawiał się śmiało, a miał też większe od nich panowanie, chociaż wciąż jeszcze księciem się tylko tytułował. Tę wspaniałą budowę piastowską należało uwieńczyć koroną. Rozpoczął więc starania w Rzymie o tytuł królewski, a gdy te pomyślny uwieńczył skutek, zgromadził biskupów polskich i kazał się arcybiskupowi koronować w archikatedrze gnieź­ nieńskiej w roku 1024. Korona polska stała się widocznym znakiem jedności narodowej i państwowej niepodległości, a zu­ pełnej równości z innymi narodam i Europy. Dobrze, że Bolesław Wielki nie odkładał dłużej tej wieko­ pomnej uroczystości, bo już w następnym roku 1025 nastąpił zgon jego. Liczył lat 58, pochowany został w tumie poznańskim; obok swego ojca. Mają tam wspólny grobowiec i pomnik, na którym wyobrażono Mieszka I opartego na krzyżu, jako te­ go, który zaprowadził chrześcijańską organizację państwową, a Bolesława - na mieczu, ponieważ państw o to obronił mieczem i tak znakomicie rozszerzył.

23

III. cQ p a d c k i wznowienie państwa X ^ o ro n ę polską przekazał Bolesław Wielki swemu synowi, MieszROwi II, liczącemu już lat 35, który też zaraz się koronował. Był to dzielny wojownik, ale w polityce ojcu nie dorównał. Uczony był, rozumiał po łacinie i umiał naw et czytać, o czym świadczą zdziwieni taką uczonością kronikarze. A więc wtenczas królowie bywali analfabetami? A tak! I dłu­ go, długo jeszcze potem do rzadkości należał król, umiejący czytać, a cóż dopiero pisać. To było rzeczą duchowieństwa, i od księży też pochodzi wszelka oświata w całej Europie. Świeccy obywali się zupełnie bez nauki książkowej, czerpiąc wiadomości tylko z doświadczenia starszych i własnych spostrzeżeń. Wystar­ czało to wówczas do załatwiania spraw własnych, prywatnych, ale nie mogło wystarczyć nigdy do spraw państwowych, pub­ licznych; toteż o te nie troszczył się niemal nikt prócz członków dynastii i nader szczupłego grona osób, związanych ściśle z dwo­ rem królewskim. Dopiero królowi Mieszkowi II powiodło się złączyć już wszystkie ludy polskie. On przyłączył do państwa piastowskiego Mazowsze. Założył tam od razu biskupstwo, w Płocku. Urządzenie państw a było w Polsce odmienne, niż gdzie indziej w Europie. W innych narodach było po kilka księstw, a nad nimi głowa dynastii, jako wielki książę lub król, gdy tymczasem w Polsce jeden tylko z członków dynastii panował nad całym państwem. Oczywiście polski sposób był lepszy, bo zachowywał jednolitość państwa. Ale było pięciu młodszych Piastów, a ci szemrali, że nie wyznaczono im dzielnic, w których by panowali. Bolesław Wielki miał młodszego brata (imieniem

24

Dzieje Polski

Mieszko), który nie otrzymawszy dzielnicy, przeniósł się do Niemiec, i tam też przebywał jego syn, Dy tryk. Mieszko II miał dwóch braci, Bezpryma i Ottona, wiecznie niezadowolonych. Ażeby się te szemrania nie powtarzały już w młodszym poko­ leniu, mając dwóch synów, młodszego z nich Kazimierza, kiedy bvł jeszcze chłopięciem, oddał do klasztoru, do benedyktynów. Ci młodsi Piastowie namawiani byli przeciw królowi Miesz­ kowi II przez Niemców, Czechów i Węgrów; wszyscy weszli w zmowę i rzucili się naraz na Polskę. Król nie umiał nieprzy­ jaciół rozdzielić, nie umiał zawierać zręcznych sojuszów, jak to czynili ojciec i dziad jego. Mając wojnę w roku 1031 z trzema wrogami naraz, uległ im w końcu, chociaż odnosił zrazu świetne zwycięstwa. Madiarzy zabrali Słowacczyznę, Niemcy ziemie połabskie, Przemyślidzi Morawy, Duńczycy Pomorze, a Jarosław kijowski zagarnął na nowo ziemię Lachów i Grody Czerwieńskie; do tego przyłączyła się wojna domowa o dzielnice z braćmi, którym cesarz niemiecki przysłał wojsko na pomoc. Ostatecznie król musiał przystać na podział państwa, uszczu­ plonego i tak wielce przez nieprzyjaciół zewnętrznych. Dostali dzielnice Bezprym, Otto, potem Dytryk. Król władał ledwie w trzeciej części państwa. Runął majestat tronu piastowskiego. W ciągłych zamieszkach zabito Bezpryma, a sam król zginął zabity przez własnego giermka w roku 1034. Starszy jego syn okazał się zupełnie niezdatnym do rządów, a młodszy był mni­ chem, nie mógł więc zasiadać na tronie. A ten mnich był jedynym Piastem, wszyscy zresztą wymarli. Nie było dynastii, nie było państwa, bo ludność nie umiała sama się rządzić. Nie było żadnej siły zbrojnej, bo członkowie drużyn królewskich popowracali do swych rodzinnych wspólnot rodowych, skoro króla zabrakło. Osadzani przez króla pod grodam i jeńcy wojenni z rozmaitych wojen, jako niewolnicy państw ow i pracujący dla grodów, obecnie nie mieli nad sobą żadnej władzy. Stawali się wolnymi, ale też nie miał ich kto żywić. Zwrócili się z rabunkiem przeciw ludności rodzimej polskiej i wybuchł srogi bunt niewolników. Najgroźniejszymi

25

Feliks Koneczny

byli jeńcy z Połabia, wciąż jeszcze pogańscy: ci bowiem, nie­ nawidząc chrześcijaństwa, rzucali się na kościoły i klasztory. Polska była całkowicie bezbronną. Skorzystał z tego ksią­ żę czeski Brzetysław II i urządził straszliwy najazd łupieżczy. Zniszczył Kraków, Kruszwicę, Gniezno i Poznań. Rabowali Czesi tak, iż wywieźli do Czech skarby na stu wozach. W Gnieź­ nie chcieli zabrać ciało św. Wojciecha, ale kanonicy wskazali im inny grobowiec. Cała zachodnia część Polski obrócona była w ruinę. Ludność chroniła się na Mazowsze, gdzie znalazł się jeszcze ostatni z książąt dawnych plemiennych, Masław, i zaprowadzał po­ rządki państwowe. Tyle tam napływało przybyszów z innych stron Polski, iż Mazowsze pozostało już odtąd na zawsze najludniejszą prowincją Polski. Zdawało się też, że Masław odnowi państwo polskie i założy nową dynastię. Ale musiałby dopiero podbijać sobie inne ziemie polskie, bo posłuchu tam dobrowolnego nie znajdował. Tymczasem wdowa po królu Mieszku II Ryksa schroniła się za granicę i póty kołatała do Ojca świętego, aż udzielił dys­ pensy Kazimierzowi Mnichowi, żeby mógł zająć tron po ojcu. O hufiec zbrojny dla syna wystarała się u cesarza Konrada II, przyrzekając za to hołd w imieniu syna. Kazimierz otrzymał 500 zbrojnych, z którymi stanął na granicy polskiej w roku 1038. Okazało się, że ten hufiec niemiecki zgoła był niepotrzebny. Gdzie tylko stanął dziedzic piastowskiego państwa, wszędzie witano go radosnymi okrzykami: „A witajże, witaj, miły gospo­ dynie!" Kazimierz pomocy Konrada nie potrzebował, Polski nie zdobywał jego żołnierzami, toteż i hołdu potem nie składał. Gdy urządził państwo jako tako, zażądał od Masława, żeby mu się poddał. Ten jednak odmówił, trzeba go więc było zmusić wojną. Masław wezwał wtenczas na pomoc dzikich Prusaków, wskazując im drogę do Polski. Ale przegrał, a Mazowsze prze­ szło na nowo pod władzę Piasta. Kazimierz, z mnicha książę panujący (nie król, bo nie korono­ wany), uczczony został przydomkiem Odnowiciela, bo odnawiał

26

Dzieje Polski

sumiennie i troskliwie ład i skład w całym państwie aż do śmierci swej w roku 1058. Nie koronował się, żeby nie wywoływać nawały zawistnych Niemiec na kraj, potrzebujący koniecznie wytchnienia i dłuższego spokoju. Syn i następca Odnowiciela, Bolesław, zwany Szczodrym, a także Śmiałym, dał dobrowolnie dzielnicę na Mazowszu młodszemu bratu, W ładysławowi Hermanowi, chociaż to był człowiek niedołężny i gnuśny. Jednolitość państw a upadała. Wielkim bojownikiem był Bolesław śmiały. Odzyskał ziemię Lachów i Grody Czerwieńskie, tudzież Słowacczyznę, a w koń­ cu koronował się z wielką uroczystością w sam dzień Bożego Narodzenia w roku 1076. Przywrócił tedy blask polskiego pańs­ twa - ale niestety, sam go też miał zatracić. U sąsiadów takie miał wpływy i znaczenie, że rozporządzał tronami na Węgrzech, w Czechach i na Rusi, i miał tam takich książąt, którzy jemu zawdzięczali swe panowanie, a jednak ża­ den i nich m u nie dopomógł, gdy sam potrzebował pomocy, i nie poczuwał się do wdzięczności. Bo król ten był przez swoją gwałtowność i krewkość niemiły naw et tym, którym świadczył dobrodziejstwa. Tak np. kiedy w prow adzał na tron kijowski księcia Izasława, okazywał m u rozmyślnie lekceważenie i publi­ cznie go zawstydzał, pociągając go przed całym ludem kijowskim za brodę, żeby tylko w swej pysze okazać, że Izasław panuje tam z jego niejako łaski. Takim był zawsze, toteż nie miał m iru naw et u własnych poddanych; bano się go, ale nie lubiano. Miał Bolesław Śmiały i tę jeszcze wadę, że chciał sam jeden być wszystkim i wszystkim kierować, choćby naw et sprawami Kościoła. Kościół był dotychczas w Polsce na utrzym aniu skarbu kró­ lewskiego i przez to zależał od władzy świeckiej. Biskupi więc dążyli do tego, żeby mogli posiadać swe własne dobra, przyj­ mując fundacje składane przez pobożnych dobrodziejów, zwła­ szcza zapisywane testamentem, czyli rozporządzeniem ostatniej woli. Testament nie był bowiem zgoła znany nie tylko u nas, ale u żadnego z nowożytnych narodów europejskich, i dopiero Kościół to prawo zaprowadził.

27

Feliks Koneczny

Zdarzyło się, że niejaki Piotrowin zapisał testamentem dobra biskupstwu krakowskiemu, ale krewni nie chcieli na to przystać. Wytoczył się spór przed króla, który wolałby, żeby Kościół zawisły był wyłącznie od jego łaski. Łaska, choćby najszczodrzejsza na pstrym koniu siedzi, i każdy woli prawo, choćby szczuplejsze, niż największą łaskę. Ówczesny też biskup, Stanisław Szczepanowski, wcale nie był w łaskach u króla, a to z następującego powodu: Bolesław Śmiały nie lubił żeby kto przy nim myślał o spra­ wach państwa. Dawniejsi królowie musieli myśleć i działać za wszystkich. Ale czasy się zmieniły, ludzie polubili urządzenia państwowe, zaczęli się więc nimi interesować, a z tego wypły­ nęło, że chcieli też królowi czasem doradzić, powiedzieć, jak im się co wydaje, i pragnęli, żeby ich przynajmniej wysłuchał. Tego zaś właśnie nie znosił Bolesław Śmiały, natomiast skory był do samowoli i nie dbał o nic, byle na swoim postawić. Niczyje prawo nic nie znaczyło w jego oczach, ani kościelne, ani świeckie. Było też dużo niezadowolenia wśród ludności. Chciał z tego skorzystać naczelnik wojska, czyli wojewoda Sieciech, głowa rodu Starżów, potomek dawnych książąt tyniec­ kich z pogańskich jeszcze czasów. Roiło m u się, że sam zostanie królem, ale tając się ze swymi zamiarami, wskazywał niezado­ wolonym młodszego brata królewskiego, Władysława Hermana, że ten byłby dobrym i łagodnym panem. Gdy Bolesław przebywał raz w Kijowie, zaczęły się w kraju rozruchy. Na wieść o tym król wrócił i począł z największą srogością mścić się, ale na oślep, karząc częstokroć najniewinniejszych, a Sieciecha zgoła nie miał w podejrzeniu. Zaczęły się rządy tyrańskie, co powiększało tylko liczbę niechętnych. Biskup krakowski skłaniał wtenczas króla ku łagodności i udzielał rad, jak ma rządzić, żeby sobie zjednać serca pod­ danych. Król wziął to za wtrącanie się do rządów i znienawidził do reszty biskupa i tym bardziej robił wszystko po dawnemu. Wtenczas stronnictwo Sieciecha, żeby sobie zjednać Kościół, stanęło umyślenie po stronie biskupa, który wcale nie należał do

28

Dzieje Polski

logo spisku. Król mścił się, zaczął szaleć, skazywać na śmierć, dopuszczał się coraz większej samowoli i począł gnębić ducho­ wieństwo. Biskup upominał, ale było coraz gorzej, aż w końcu rzucił na króla klątwę. Obarczonemu klątwą nic się nie dzieje, nie nakłada się na niego żadnej kary bezpośrednio, ale nie wolno z nim obcować, ani z nim mieszkać, ani załatwiać żadnych interesów; nie może on mieć naw et służby, nie może nikogo o nic poprosić, ani dawać, ani brać. Staje się wyłączonym ze społeczeństwa. Jeżeli klątwa dotknie monarchę, poddani wolni są w edług praw a kościelnego od posłuszeństwa. Teraz więc Sieciech mógł podnieść głowę śmielej i, udając obrońcę Kościoła, łowić ryby w mętnej wodzie, pod płaszczykiem Władysława Hermana. Podejrzewał król biskupa o zmowę z bratem i skazał go za zdradę, a była za to kara straszna: ćwiartowanie, tzw. rozsiekanie na kawałki. Wyrok miał być wykonany natychmiast, ale nikt nie chciał się tego podjąć, nikt nie chciał ani naw et uwięzić biskupa, bo każdy bał się tknąć osoby duchownej i jej klątwy. Natenczas król, jako że był zawsze krewki i skory do wszelkiej ostateczności, sam popędził do kościoła na Skałce w Krakowie, gdzie właśnie biskup mszę świętą odprawiał, i własną ręką zarąbał go przy ołtarzu. Stało się to dnia 17 kwietnia 1079 roku. Straszne świętokradztwo odwróciło od niego tym bardziej umysły narodu. Klątwa poczęła działać. Opuściła go drużyna wojenna, opuścili dworzanie, potem nikt m u nie chciał usłużyć, ani naw et jadła przyrządzić lub podać napoju; musiał Polskę opuścić, i to wraz ze swym synem, Mieszkiem. Uciekł na Węgry; ale tak sobie postępował na dworze węgierskiej dynastii Arpadów, jakby tam panem był, a nie wygnańcem; aż go wreszcie wyproszono. Przejrzał w końcu, jak zbłądził, i zdjęła go skrucha; w szacie pokutniczej udał się do klasztoru benedyktynów w Ossjaku, w kraju słowiańskim Karyntii (na zachód od Węgier). Wstąpił za braciszka i w największej pokucie przebył tam ostatek lat swoich. Ale Polska straciła koronę, bo papież za popełnione przez króla świętokradztwo odjął Piastom prawo koronacji.

29

Feliks Koneczny

Na tronie zasiadł Władysław Herman; niedługo panował nad całą Polską, lecz wrócił na swoje Mazowsze, które miał już za cza­ sów Bolesława Śmiałego, a Wielkopolskę i Małopolskę odstąpił synom, tak że państwo podzielone było na trzy dzielnice. Miał dwóch synów: Zbigniewa i Bolesława, zwanego Krzywoustym, bo miał rzeczywiście usta od choroby nieco wykrzywione. Ci wymogli na ojcu dzielnice jeszcze za jego życia, bo się bali, że Sieciech nie tylko ojca z tronu strąci, ale też ich życia pozba­ wi, ażeby zniszczyć całą dynastię piastowską. Dlatego wymusili na ojcu, że dał Zbigniewowi Wielkopolskę, a Bolesławowi Mało­ polskę. Wyglądało to na bunt synów przeciw ojcu, bo Władysław Herman bardzo Sieciecha lubił i niebaczny stawał po jego stronie. Musiały jednak być jakieś słuszne przyczyny do podejrzeń względem Sieciecha, skoro sam arcybiskup gnieźnieński zażą­ dał w końcu, żeby skazać go na wygnanie, a Władysław Herman, pomny losu swego brata, ustąpił przed żądaniem Kościoła. Właśnie wśród wojen domowych, wywoływanych przez Sie­ ciecha, książęta ruscy zajęli na nowo Grody Czerwieńskie i ziemię Lachów w roku 1087, i tym razem już na stałe. Władysław Herman przebywał w swym ulubionym mieś­ cie Płocku, tam umarł w roku 1102 i tam też pochowany został w katedrze.

30

IV.
31

Feliks Koneczny

pięć dni. Na każdej wojnie bywają takie zawieszania broni, czyli rozejmy, tj. przerwy w działaniach wojennych za wzajemną umową, a bywają potrzebne nawet tej stronie, która jest górą, dla wypoczynku wojska i nabrania świeżych sił, dla pochowania poległych, opatrzenia rannych, sprowadzenia żywności itp. Cesarz przystał na rozejm, ale zażądał zakładników. Dawało się na rękojmię dotrzymania słowa żywy zastaw, a w razie nie­ dotrzymania słowa, wolno było stronie posiadającej u siebie zakładników, postąpić z nimi dowolnie, obrócić ich w nie­ wolników, lub nawet pozabijać. Głogowianie nie chcieli dać dorosłych, bo każda para rąk zdatnych do roboty była potrzebna do naprawy murów, posłali więc do obozu cesarskiego na zak­ ładników młodszych swych synów, niżej czternastu lat wieku. Szóstego dnia należał się zwrot zakładników, ale jakież było przerażenie Głogowian, gdy wczesnym rankiem ujrzeli przysu­ nięte do swych murów machiny oblężnicze, a na nich w górze poumieszczane swoje własne dzieci. Znaczyło to, że chcąc się dalej bronić, strzelać z łuków lub proc, muszą strzelać w stronę własnych dzieci. Taką tarczę wymyślił po szatańsku zaiste ce­ sarz Henryk V dla swego wojska. Głogowianie okazali się bohaterami. Przeniósłszy obowiązek względem Ojczyzny ponad miłość własnych dzieci, nie ustąpili, nie ustali w obronie grodu, aż się doczekali odsieczy, która tego samego jeszcze dnia nadeszła. Cudownym zaiste sposobem nie zginęło przy tym żadne z tych dzieci. Dorósłszy, chłopcy ci mieli potem co opowiadać o honorze niemieckim i przekazali niena­ wiść szczepu niemieckiego znowu wnukom swoim. Bolesław Krzywousty zbudował zaś na pamiątkę tej obrony w Głogowie piękny kościół kolegiacki, tj. chociaż nie katedralny, ale z kapitułą kanoników, kolegiatami zwanych. Henryk V musiał wkrótce potem opuszczać ze wstydem Śląsk. Nie domagał się już hołdu, poprzestać chciał na daninie rocznej 300 grzywien, tj. 150 funtów srebra. Ale Bolesław nie myś­ lał dać ani pół funta. Odgrażał się cesarz, że ruszy prosto na Kra­ ków; odparł na to Bolesław z zimną krwią, że on też tam pójdzie. Jakoś wolał Niemiec nie spotkać się z nim i wrócił do domu. 32

‘Bofesfaiu III Krzywousty

Dzieje Polski

Sporo jeszcze bruździł Zbigniew i sprowadził na Polskę dwie wojny z Przemyślidami; aż wreszcie pojmany dostał się do wię­ zienia, a gdy ani tam nie wyrzekł się zdradzieckich knowań, kazał go Bolesław oślepić. Takie okrutne były wtenczas kary. Ośle­ pianie było zwykłą rzeczą w podobnych wypadkach, a historia owych czasów zna kilkadziesiąt takich przykładów i w Polsce i zagranicą. Bolesław był znakomitym wojownikiem. Mając do czynienia z nieprzyjaciółmi (głównie z pow odu Zbigniewa) na wszystkich granicach dawał sobie rady, i podziwiano go, z jaką szybkością przerzucał się z wojskiem ze Śląska na Pomorze, z nad Odry nad Dunaj, na Węgry. Dbał wielce o to, żeby w Czechach i na Węgrzech nie siedzieli na tronach stronnicy niemieccy i dlatego mieszał się ciągle w sprawy tych krajów. Służyło m u szczęście wojenne. W ciągu 36 lat stoczył 47 bitew, a tylko dwa razy doz­ nał klęski. Ulubioną jego myślą było, żeby Połabian złączyć z Polską. Wstępem do tego było odzyskanie Pomorza. Tę część Pomorza, gdzie przez bagniska znajdowały się suche przejścia, obwarował grodami i do Wielkopolski wcielił. Są to grody Santok, Czarnków, Nakło i Uście. Potem posuwał się coraz dalej i w końcu zajął Szczecin nad dolną Odrą i dotarł aż do Zgorzelca w głębi Połabia (Brandenburg); zdobył też w roku 1121 świętą wyspę połabskiego pogaństwa, Rujanę (Rugię). W Wolinie nad ujściem Odry założył nowe biskupstwo, zaliczone do metropolii gnieźnieńskiej. Bolesław Krzywousty zmarł w roku 1138, licząc lat 52; pocho­ wany' w katedrze płockiej obok ojca. Z licznego potomstwa przeżyło go pięciu synów. Najstarszy Władysław liczył lat 33; Bolesław, zwany Kędzierzawym, miał lat 13; Mieszko, nazwany później Starym, lat 11; czwarty z kolei, Henryk, Uczył niecałych lat 10, a najmłodszy, Kazimierz (uczczony potem przydomkiem SprawiedUwego), był niemowlęciem kilkumiesięcznym. Czterem wyznaczył Krzywousty dzielnice testamentem. Powszechnie domagano się dzielnic, które od daw na były już w całej Europie.

33

Feliks Koneczny

Ażeby zachować jedność państwa, miał być książę panujący w Krakowie, jako stolicy całego państw a wielkim księciem, z prawem zwierzchnictwa nad wszystkimi innymi Piastami i ich dzielnicami. Dzielnice miały być dziedziczne i dziedziczna też godność wielkiego księcia. Wielkim księciem mianował Krzywousty Władysława, jako najstarszego; różnica wieku była tak wielka, iż miał on być opie­ kunem młodszej braci. Jako wielki książę otrzymywał ziemię krakowską i zwierzchnictwo nad Pomorzem, nadto na osobistą swą dzielnicę Śląsk. Bolesław dostał Mazowsze, Mieszko Wielkopolskę, Henryk ziemię sandomierską. Niemowlę Kazimierz nie dostał żadnego zapisu; miano go później oddać do stanu duchownego. Mając do czynienia na Połabiu, Władysław II zażądał podat­ ków ze wszystkich dzielnic, bo chodziło o ogólną sprawę całej Polski. Ale odmówiono mu, a gdy dochodził swego prawa wielkoksiążęcego orężem, został pokonany. Biskupi stanęli przeciw niemu, a w końcu Władysław II uchodzić musiał z kraju wraz z dziećmi. Papież kazał go przywrócić do władzy, bo papież uważał, że dobro Kościoła katolickiego wymagało, żeby pańs­ two polskie było silne i jednolite. Ale biskupi ówcześni nie usłuchali głosu Ojca świętego, rozumując, że im słabsi będą książęta w Polsce, tym łatwiej Kościół uzyska od nich uznanie praw a kościelnego i tym bardziej Kościół będzie niezależny od władzy książęcej. Pokazało się zatem, że papież lepiej rozumiał sprawę niż biskupi polscy, którzy nieposłuszeństwem wzglę­ dem Ojca świętego grubo pobłądzili. Żaden z książąt dzielnicowych nie był dość silnym, by dopil­ nować sprawy Połabia, skoro zaś nie chcieli dać na to podatku wielkiemu księciu, oderwało się od Polski najpierw znów Po­ morze, a Połabianie byli wydani na łup Niemcom - i cały ten duży kraj uległ zniemczeniu. Z samego Pomorza został tylko strzęp, sama tylko ziemia gdańska, której książęta hołdowali wielkiemu księciu krakowskiemu. Ale i ten hołdowniczy sto­ sunek (zwany lennym) rozwiał się niebawem.

34

Dzieje Polski

Kraków oddano Bolesławowi Kędzierzawemu. Władysław II udał się o pomoc do Niemiec. Cesarz Fryderyk Rudobrody dotarł aż pod Poznań i zmusił Bolesława do uznania zwierzchnictwa niemieckiego. Dopiero pod niemieckim naciskiem Bolesław oddał Śląsk synom Władysławowym. Ci zaraz się Śląskiem podzielili. Bolesław, Wysokim zwa­ ny, wziął Wrocław, a Mieszko Kulawy Cieszyn i w ogóle Śląsk Górny. Było teraz dwóch Mieszków w dynastii: stryj w Wielkopolsce i bratanek na Śląsku; dla odróżnienia poczęto stryja nazywać Mieszkiem Starym. Podział Śląska był przykładem, że w przyszłości wszystkie dzielnice będzie można dzielić podob­ nie na coraz drobniejsze księstewka, przy czym musiało upadać oczywiście coraz bardziej znaczenie Polski jako państwa. Mieszko Stary z Wielkopolski, następca Bolesława Kędzie­ rzawego na wielkim księstwie, nie chciał uznawać niczyich praw w państwie, ani kościelnych dostojników, ani świeckich. Nie rozumiał, że czasy się zmieniły. Znikała już wspólnota rodowa, a własność osobista i dziedziczna wiodła do wzboga­ cenia się; zwłaszcza, że rolnictwo było już zajęciem głównym. Najzamożniejsi stawali się najmożniejszymi i zwano ich też wielmożami. Tacy chcieli mieć wpływy w państwie. Mieszko Stary próbował rozmaitych sposobów, żeby tę warstwę dopro­ wadzić do ruiny majątkowej. Książę ten dopuszczał się nawet fałszowania pieniędzy, a urzędnikami swymi robił Żydów. Wybuchł bunt i wygnano go. Na tron wielkoksiążęcy za­ proszono najmłodszego z synów Krzywoustego, Kazimierza. Nie wstąpił on bynajmniej do klasztoru i został księciem san­ domierskim, odziedziczywszy to księstwo po starszym bracie Henryku, który poległ na wyprawie pruskiej. W ten sposób połą­ czyły się ziemie krakowska i sandomierska i odtąd już nigdy się nie rozłączyły. Kazimierz dorobił się pięknego przydomku Sprawiedliwego. Za jego panowania odbył się pierwszy polski synod kościelny w Łęczycy w roku 1180; Kazimierz uznał wtedy, że Kościołowi wolno posiadać własny majątek i rządzić się własnym prawem.

35

Feliks Koneczny

Głównym doradcą Kazimierza Sprawiedliwego był historyk Wincenty z Karwowa pod Stobnicą w Sandomierskiem, zwany Kadłubkiem, który napisał historię polską po łacinie. Został potem biskupem krakowskim, ale w końcu wolał wstąpić do zakonu cystersów w Jędrzejowie. Umarł w roku 1223, uważany za świętego. Papież Klemens III zaliczył go w roku 1764 w poczet błogosławionych. Ciało jego spoczywa w katedrze krakowskiej. Mieszko Stary trzy razy próbował zamachu na Kraków, a pomagał mu jego śląski imiennik, Mieszko Kulawy raciborski. Żeby go przeciągnąć na swoją stronę, Kazimierz podarował Kulawemu znaczny kawał ziemi krakowskiej z pięciu groda­ mi: są to Oświęcim, Zator, Bytom Górny, Siewierz i Pszczyna. Darowizna ta pozostała już przy śląskich książętach, a Bytom i Pszczynę zalicza się i teraz do Górnego Śląska. Właściwie nie są to jednak Ślązacy, lecz Krakowiacy. Kraina ta należała też aż do roku 1821 do biskupstwa krakowskiego; dopiero potem włączono ją do diecezji wrocławskiej. Wdzięczni biskupi wystarali się u papieża, żeby przenieść dziedziczne posiadanie Krakowa na potomków Kazimierza Sprawiedliwego. Unieważniono więc testament Krzywoustego, który nadał wielkie księstwo gałęzi śląskiej, jako najstarszej. Zobaczymy, że gałąź śląska nie myślała zrzekać się swego prawa. Po zgonie Kazimierza Sprawiedliwego w roku 1194 nastąpił w Krakowie syn jego Leszek, zwany Białym od jasnych włosów. I on musiał się bronić od napadów Mieszka Starego, który ze swego Kalisza kusił się o zdobycie Wawelu. I zasiadł tam po­ nownie, ale na bardzo krótko, bo już śmierć się zbliżała. Przez kilka miesięcy władał Wawelem syn jego, Władysław Laskonogi, po czym Kraków przeszedł już na stale pod władzę Leszka Białego. Młodszemu swemu bratu, Konradowi, wielki książę wyzna­ czył rozległą dzielnicę, Mazowsze i Kujawy. Tymczasem na zachodniej granicy polskiej śląscy książęta poczynali się niemczyć. Najstarszy syn Władysława II, Bolesław Wysoki, był wielkim przyjacielem Niemców, czemu się nie

36

Dzieje Polski

dziwmy, bo im zawdzięczał odzyskanie ojcowizny. Syn jego, Henryk Brodaty, był już na pół zniemczony. Ten miał dwóch synów: wielbiciela niemczyzny Henryka, i przyjaciela polskości Konrada. Stoczyli oni z sobą bratobójczą walkę pod Studnicą w roku 1213. Konrad przegrał, a panem Wrocławia, stolicy Śląska, miał zostać i na przyszłość książę zniemczony. Była już wtenczas na Śląsku ludność niemiecka, bo książęta śląscy poczęli zakładać dla siebie własne osady rolnicze, spro­ wadzając do tego osadników z Niemiec, dających wysokie czyn­ sze za wieczystą dziedziczną dzierżawę łanu, którego zwykła rozległość wynosiła 30 morgów. Pojawili się przedsiębiorcy, sprowadzający osadników, którzy za to zostawali naczelnikami osady i jej sędziami. Dawało im się szóstą część gruntów na wła­ sność dziedziczną, tudzież wyłączne prawo do karczmy i młyna. Zwano ich sołtysami. Podczas gdy Henryk Brodaty niemczył Śląsk, na granicy północnej Mazowsza uganiał się Konrad Mazowiecki na próżno z pogańskimi Prusakami, nie mogąc sobie z nimi dać rady. Papież ogłosił na nich wyprawę krzyżową, tj. wyprawę wojenną w obronie wiary, nadając uczestnikom wielkie łaski i odpusty. Wybrali się tedy do Prus na krucjatę tj. wyprawę krzyżową, Leszek Biały, Konrad mazowiecki i Henryk Brodaty. Z Europy zachodniej były wielkie krucjaty do Ziemi Świętej, czyli Pales­ tyny, żeby ją uwolnić spod panowania tureckiego. Polskę zwolnili papieże od tamtych dalekich krucjat, bo miała niewiernych dość we własnym sąsiedztwie, i zamiast do Palestyny papież wzywał Piastów do w ypraw y na Prusaków. Na wielkich wyprawach krzyżowych w Palestynie powstały zakony rycerskie, włoski joannitów, francuski templariuszów i niemiecki, który zwał się urzędowo zakonem rycerzy Najświętszej Marii Panny Narodu Niemieckiego, a który u nas zwało się krótko Krzyżakami od tego, że na białym habicie mieli wyszyty czarny duży krzyż. Takie zakony składały się w drobnej tylko części z kapłanów; olbrzymia większość członków nie przyjmowała święceń, a za to dodawano do zwykłych ślubów zakonnych jeszcze jeden:

37

Feliks Koneczny

walkę z pogaństwem w obronie Krzyża. Na pruskiej krucjacie naśladowano ten przykład. Powstał polski zakon rycerski do walki z Prusakami. Książę mazowiecki nadał im gród Dobrzyń i od tego zwano ich Braćmi Dobrzyńskimi. Bracia Dobrzyńscy spisali się dzielnie i wystawili nad Wisłą nową warownię: Chełmno, ale niebawem potem w roku 1224 nie udała im się wyprawa, i Prusacy wycięli ich niemal w pień wszystkich. Konradowi Mazowieckiemu nie chciało się czekać, aż zakon uzupełni się nowymi ochotnikami, a Henryk Brodaty podsunął mu myśl, żeby sprowadził niemieckich Krzyżaków. W nieszczęsnym dla Polski roku 1226, roku przeklętej pamię­ ci, stanęła umowa z Krzyżakami. Nim jeszcze Konrad zdążył wydać im dokum ent od siebie, oni już postarali się u cesarza Fryderyka II, że wszystko, co od Konrada dostaną i co zdobędą na Prusakach, nadał im w lenno cesarskie. Przybywali więc Krzyżacy do nas w tej myśli z góry, że będą uważali wszystko nie za polskie lenno, lecz za niemieckie, i że kosztem Polski założą nad Bałtykiem nowe państwo niemieckie. Z dwóch stron uderzyły tedy na Polskę dwie fale niemieckie, od Prus i od Śląska równocześnie. śląskiej gałęzi piastowskiego dom u udało się wśród coraz większego zamętu dzielnicowego zająć Kraków. W sierpniu 1222 roku zajął go Mieszko Kulawy Raciborski, ale rządził tam ledwie kilka miesięcy, śmiercią zaskoczony, po czym powrócił znów Leszek Biały. Teraz zaczął myśleć o Krakowie Henryk Brodaty, a to wśród następujących okoliczności: Leszek Biały, chcąc przywrócić pokój między zwaśnionymi Piastami, wyznaczył w roku 1237 zjazd książęcy do Gąsawy (nieco na północny wschód od Gniezna), żeby tam wszystkie spory załatwić sądem polubownym. Tam stała się straszna zbrod­ nia. Na zebranych książąt napadł zdradziecko książę pomorski, Światopełk. Henryk Brodaty, ranny, ledwie zdążył się ocalić, a Leszek Biały padł ofiarą, zabity przez siepaczy w sąsiedniej wiosce Marcinkowie. Syn jego, Bolesław, któremu dano potem przydomek Wstyd­ liwego, miał zaledwie półtora roku. O opiekę nad nim rozpoczęli

38

Dzieje Polski

walkę: stryj Konrad Mazowiecki i Henryk Brodaty. Chociaż z początku Konrad był górą, utrzymał się w końcu przy Krakowie Henryk. Ten książę miał szalone szczęście; tak się wydarzyło, że i na Górnym Śląsku byli książęta małoletni i on także sprawował tam za nich rządy. Syn Mieszka Starego, Władysław Laskonogi, mianował go swym dziedzicem i Henryk Brodaty, wyprawiwszy się z wojskiem, zajął Wielkopolskę od zachodu aż po rzekę Wartę, tak że w roku 1234 miał już w swych rękach Śląsk cały, Kra­ kowskie, Sandomierskie i połowę Wielkopolski. Miał zupełną przewagę nad resztą Piastów i zdawało się, że gałąź śląska pokie­ ruje dalszymi losami Polski1. Henryk Brodaty umarł w rok po mordzie gąsawskim, w roku 1238. Rozległe swe dziedzictwo pozostawił synowi, owemu zwycięzcy spod Studnicy, Henrykowi II, którego kronikarze nie­ mieccy nazwali Pobożnym, gdyż fundował dużo klasztorów, ale tylko dla Niemców. Bolesław Wstydliwy miał dopiero lat 12, objął więc Henryk Pobożny nie tylko panowanie na Śląsku, ale też w wielkim księstwie krakowskim. W trzy lata potem spadł na Polskę ciężki cios, od którego cały kraj zamienia się w pustynię. Był to najazd mongolski. Z ludów rasy żółtej utworzyło się w Azji środkowej państwo mongolskie, złożone z szeregu chanatów, pod zwierzchnictwem chana najwyższego, Dżyngis-chana, kierującego dalszymi pod­ bojami, które objęły po pewnym czasie całą Azję aż do Oceanu

1Jakże śmieszne w swej kłamliwości są twierdzenia Niemców, jakoby Śląsk oderwał się był od Polski, poczynając od ro k u ll6 3 ; że miał od owego roku własnych książąt, a więc (jak mówią Niemcy) nie należał do Polski. Wiedzą, że dzwonią, a nie wiedzą, w którym kościele. Własnych książąt miał Śląsk od roku 1138, z mocy testamentu Bolesława Krzywoustego, ale to samo było we wszystkich prowincjach polskich; wszędzie miały one własnych książąt. Śląscy zaś książęta ubiegali się o zwierzchnictwo wśród Piastów, jakżeż więc mieli się odrywać? Kilku z nich było wielkimi książętami kra­ kowskimi; czy to także oderwanie się? W takim razie odrywali się chyba już razem z Krakowem! Właśnie zależało im na tym, żeby nie utracili związku z Polską.

39

Feliks Koneczny

Wielkiego, wraz z Chinami. Zdobywali bez zbytniego trudu wiel­ kie kraje, bo u nich całe społeczeństwo zorganizowane było wyłącznie po wojskowemu. Oni pierwsi od czasów cesarstwa rzymskiego w starożytności urządzili wielkie armie stałe, ze sta­ łym korpusem oficerskim; oni pierwsi w ogóle wprowadzili umundurowanie. Kiedy uderzyli następnie na Europę, nic im się oprzeć nie mogło. W Europie nie miano pojęcia, że mogłoby istnieć takie duże wojsko: cała Europa razem nie zdobyłaby się ani na trzecią część tego wojska, jakim oni rozporządzali. A była to armia regularna, wspaniała, karna, bitna, a zaopatrzona wy­ bornie. Nie tylko ilością przeważali nad drobnymi w stosunku do nich siłami zbrojnymi krajów, na które napadali, ale co ważniej­ sze, oni o wiele lepiej znali się na sztuce wojennej. Rycers­ two europejskie wojowało w ten sposób, że bitwa składała się z licznych pojedynków, gdy tymczasem Mongołowie posiadali wydoskonaloną strategię i taktykę, tj. sposoby obmyślania pla­ nów wojennych i wykonywania ich w taki sposób, iż największe męstwo nie pomogło, gdy wpędzili nieprzyjaciela na pozycję dla niego niekorzystną. Nie umiano się od nich bronić, bo wojowali w sposób zupełnie odmienny, niż europejskie rycerstwo: nie z bliska, miecz przeciw mieczowi, twarzą w twarz, lecz z daleka, okalając nieprzyjaciela szerokimi łukami, oskrzydlając go. W jeździe konnej nikt im nie dorównał. Ruszali dziesiątkami tysięcy jeźdźców naraz, zajmując pochodem swym kilkumilowe przes­ trzenie, a tak wszystko niszczyli po drodze, że powiadano o nich, jako trawa nie porośnie, kędy oni przejdą. Ofiarą strasznych ich zapędów padły w Europie Ruś, Polska i Węgry. W drugiej wyprawie do Europy, w roku 1240, podbili Ruś i odtąd zaczyna się niewola Rusi, poddanej jarzmu mongol­ skiemu, czyli tatarskiemu. Tatarami nazywała się zachodnia część mongolskiego społeczeństwa. Tatarzy utworzyli następnie ze swej zachodniej części osobne państwo, zwane Kipczakiem, a złożone z kilku zbrojnych koczowniczych hord tatarskich. Z Rusi ruszyli w roku 1241 na Polskę. W Sandomierzu i Lubli­ nie ludność w pień wycięli. Rycerstwo małopolskie na próżno w trzech bitwach próbowało powstrzymać ich nawałę. Wielki

40

Dzieje Polski

książę krakowski, Henryk Pobożny, przebywał we Wrocławiu; nie pospieszył wcale na pomoc ziemi krakowskiej. Potem zam­ knął się w Lignicy warownej, dokąd też udały się resztki rycers­ twa krakowskiego i sandomierskiego, zgłosić się pod rozkazy swego księcia. Oblężenie Lignicy przeciągało się, i głód zmusił załogę do zrobienia wycieczki. Henryk poległ, a Tatarzy obnosili głowę jego, wetkniętą na dzidę, triumfalnie po obozie. Ze Śląska ruszyły tatarskie rzesze dalej na Morawy i Węgry, ale niedługo tam popasały, bo wiadomość o śmierci Dżyngis-chana w Azji i o zamieszkach o następstwo po nim, skłoniły wodzów tatarskich do spiesznego pow rotu do Azji. Polska nie została przez Mongołów zajęta, ani Piastowie nie płacili chanom daniny, do czego zmuszeni byli Rurykowicze ruscy, ani też nie było w Polsce nigdy tatarskich zarządców (baskaków), urzędników chańskich do zawiadywania krajem, a jednak skutki najazdu były straszliwe. Spustoszył on Polskę tak dalece, iż stała się krajem bardzo słabo zaludnionym. Całe okolice stały się pustkowiem. Książęta nadawali tę ziemię komukolwiek, byle ją zagospodarować, naw et spolszczonym już potomkom niewolników. Już przed tym najazdem obdarzali książęta niewol­ ników państwowych (potomków jeńców wojennych) wolnością, a teraz niewola zniknęła całkiem. W dzierżawach można było teraz przebierać. Każdy się cieszył, gdy tylko dostał osadnika na swe grunty, choćby na warunkach jak najlżejszych. Znamy umo­ wę z tych czasów, że dzierżawca obowiązany był tylko jeden dzień na rok żąć, i jeden dzień kosić. Któż by nie przystawał na takie prawdziwie złote warunki? Za tak małą robotę można było mieć chleb dla siebie i rodziny na rok cały. Ziemi starczyło teraz dla wszystkich w obfitości, bo ludności ogromnie ubyło. Cała ludność kraju znajdowała utrzymanie na roli, toteż staliśmy się społeczeństwem jednostronnie rolniczym; do innych zawodów ludzi brakło, a miasta polskie zupełnie upadły. Trzeba je było jakby zakładać na nowo i to z pomocą osadników, sprowadza­ nych z Niemiec. Tam najazd mongolski nie sięgnął, tam ludzi nie brakowało. Ale naw et do roli Niemców się musiało spro­ wadzać, żeby sporo ziemi odłogiem nie leżało. Takie były

41

Feliks Koneczny

następstwa wyludnienia, iż Polska miała pełno obcych, którzy działali na swoją korzyść, a nie na korzyść kraju, który ich żywił. Niemczyzna zaczęła nas zalewać, a niemieckie mieszczaństwo uprawiało często politykę wrogą dla Polski, choć w Polsce się bogaciło. Próbowali ci Niemcy z przybyszów zamienić się na panów kraju. Tyle najazdów królów niemieckich nie dało nam rady, aż najazd tatarski, wyludnienie i straszne zubożenie kraju otwarło go Niemcom na oścież. Bez dobycia miecza mogli sobie teraz Polskę zdobywać, i to sami do tego zaproszeni. Obcy przybysze rządzili się u nas swym własnym prawem, rządzili się sami, czyli: posiadali samorząd. Składając się z osób pozbieranych z rozmaitych stron, przedtem zupełnie sobie ob­ cych, niezwiązani żadnymi węzłami rodowego pokrewieństwa, nie mogli też organizować się w rody, jak ludność polska, lecz tylko w gminy, według sąsiedztwa w osadnictwie. Jak przedtem ród polski sam się rządził, podobnie teraz gminy. Związki rodowe polskie musiały się rozluźnić wielce po najeździe mon­ golskim, gdy całe rody wyginęły; z innych ledwie po kilku zostało, a ziemię bezpańską zajmowali w sąsiedztwie koło siebie ludzie wcale z sobą nie spokrewnieni. Toteż i polskie osadnic­ two urządzało się coraz bardziej gminami, na które przeszedł samorząd od rodów. Ale bądź co bądź każdy rodowity Polak wiedział, do jakie­ go należy rodu, i poszukiwał związków ze swymi rodowcami, z którymi miał wspólny znak rodowy, czyli herb. Tym poczuciem rodowym odróżniał się osadnik polski od niemieckiego, choćby był najuboższy. Poznali to Niemcy. Rodowici Polacy byli właści­ cielami ziemi, a Niemcy przybywali dopiero na dzierżawców. Właściciel a rodowiec - to było jedno. Toteż Niemcy nazywali wszystkich dziedziców po prostu rodowcami, co w języku staro­ niemieckim zowie się „slahta", a z czego zrobił się polski wyraz „szlachta". Ci zaś gospodarze wiejscy, rozmaitego pochodzenia, polscy i niepolscy, potomkowie pierwotnych niewolników i później­ szych wolnych osadników, którzy nie posiadali gruntu własnego,

42

Dzieje Polski

gospodarujący na cudzym, ale na własny rachunek, ci wszyscy rozmaici dzierżawcy utworzyli nową w arstwę społeczną, nowy stan: oni są przodkami polskiego ludu wiejskiego. Osobiście zupełnie wolni, nie mieli innych obowiązków, prócz tych, o które się umówili, biorąc dzierżawę, przystając na osadników rolnych na nie swoich gruntach. Niemieccy dzierżawcy nazywali samych siebie w swoim języku „gebuer", co w szybkiej wymowie brzmiało jak „gbur" i tak też zowią się do dnia dzisiejszego zamożni gospodarze wiejscy na Śląsku Górnym i w Prusach Królewskich, gdzie bardzo wiele było osadnictwa niemieckiego. Polscy dzierżawcy nazywali się kmieciami. Gdy tedy niemczyzna zalewała Polskę, władza państwowa słabła coraz bardziej, bo coraz bardziej dawały się we znaki dzielnice książęce, straszliwe rozdrobnienie państwa. Podczas pierwszego najazdu mongolskiego dzieliła się Polska na sześć dzielnic, a w osiem lat później było ich 14, w roku zaś 1288 aż 16. Oczywiście, im więcej dzielnic, tym słabszą była Polska. Gdy Henryk Pobożny poległ pod Lignicą, nastąpił po nim wcale niepobożny Bolesław Łysy, zwany także Rogatką, że miał rogatą duszę, lekkoduch i hulaka. Niedługo popasał w Krako­ wie, wypędzony przez Konrada Mazowieckiego. Tego wypędzili znów możnowładcy, aż dorósł syn Leszka Białego, Bolesław Wstydliwy. Przyzwano go na tron wielkoksiążęcy w roku 1243. Panował długo, bo lat 36. Zdolnościami się nie odznaczał i nie pozostawił po sobie żadnego większego czynu; ale też nie pozos­ tawił po sobie żadnego złego wspomnienia. Był monarchą uczciwym i nie wszczynał z krewniakami niepotrzebnych wo­ jen o dzielnice. Skutkiem ciągłych zwad książęcych, i skutkiem działów spadkowych zmieniały się ciągle granice księstw. Stałymi były tylko granice diecezji, a biskupstw była zawsze ta sama ilość. Toteż największej powagi zażywał nie wielki książę krakowski, który utracił już wszelką władzę nad innymi, ale arcybiskup gnieźnieński, metropolita całej Polski, którego władzę uznawano

43

Feliks Koneczrty

wszędzie. Pomiędzy książętami panował zamęt, a w kościelnych sprawach wzorowy porządek. Pośród rozdrobnienia dzielnico­ wego jedyna łączność całego kraju była w organizacji kościelnej, tam tylko poczucie jedności i siły. Książęta coraz drobniejsi ubożeli, a Kościół bogacił się, bo najlepiej umiał gospodarować. Trzeba pamiętać o tym, że duchowieństwo wówczas było jedyną inteligencją kraju. Zakonnicy i świeccy duchowni, jako inteligentniejsi, lepiej zarządzali swymi majątkami, zaprowa­ dzali w nich postępowe gospodarstwo, ulepszone pługi itp., i mieli skutkiem tego większe dochody z majątków. Pierwszy­ mi budowniczymi i inżynierami u nas byli także zakonnicy. Benedyktyni trudnili się rzemiosłami i przepisywaniem książek (co wówczas znaczyło to, co dziś drukarstwo). Cystersi słynęli rolnictwem i budownictwem; architekturą zajmowali się też wiele franciszkanie. Duchacy urządzali szpitale i schroniska; augustianie, dominikanie mieli najlepsze szkoły, zazwyczaj atoli bywała szkoła przy każdym klasztorze. Duchowieństwo czynne było na każdym polu, i wszyscy od niego czegoś potrzebowali i czegoś się uczyli. Ksiądz zarzą­ dzał kancelarią monarchy i ksiądz też uczył kamieniarzy, jak ociosywać kamienie; ksiądz pisał książkę i ksiądz pokazywał, jak lepiej orać, żeby kłosy były cięższe. Oni byli nauczycielami wszystkiego; co tylko życie ułatwia i umila, wszystko od nich pochodziło. Toteż wdzięczne społeczeństwo chętnie dawało im posłuch, i dzięki swej wiedzy ujęli w rękę ster społeczeństwa. Rządzili innymi, bo więcej od innych umieli. Przez długie wieki oni tylko rozpowszechniali książki. Książka była kosztowną rzeczą, bo była ręcznej roboty. Nie znano jeszcze druku, a więc każdy egzemplarz książki trzeba było osobno przepisać, a to wymagało tym więcej czasu, że nawet materiał do pisania nie bardzo był dogodny. Pisało się na skórkach jagnięcych, umyślnie w tym celu garbowanych i przy­ rządzanych, a zwanych pergaminem. Pisało się farbami, które trzeba było mocno rozcierać, a piórem była trzcinka tempe­ rowana. Każdą literę trzeba było rysować osobno niejako; jeżeli

44

Dzieje Polski

pismo miało być wyraźne. Za tyle straconego czasu i tyle trudu trzeba też było porządnie zapłacić. Toteż cena książki bywa­ ła nieraz większą, niż niejednego gospodarstwa, a droższe księgi przywiązywano łańcuchami do pulpitów, jako skarby. Poży­ czenie książki uchodziło za wyjątkowa cenną usługę, a kto by chciał książkę mieć na własność, musiałby najpierw poszukać pisarza i czekać, aż przepisze. W szkołach ówczesnych tylko sam nauczyciel miał książkę, a uczniowie musieli się jak najwięcej uczyć na pamięć, żeby książkę mieć w głowie. Dzisiejsza młodzież nie może mieć nawet pojęcia o tym, jakiej ówczesne szkoły wymagały pilności i cier­ pliwości. Najpierw też uczono się na pamięć jakiegoś ustępu, a potem dopiero nauczyciel tłumaczył i wyjaśniał rzecz. Naj­ starsze szkoły urządzali benedyktyni, następnie cystersi, a potem dopiero duchowieństwo świeckie. W okresie naszych dzielnic książęcych zakładało się już szkoły przy każdej znaczniejszej parafii, a przy kościołach katedralnych, czyli biskupich, szkoły wyższe. W takich wyższych szkołach uczono najpierw gramatyki łacińskiej, rozmówek w tym języku i ćwiczeń piśmiennych; bo nie mogło być żadnej nauki, póki uczeń nie przyswoił sobie łaciny, i dopiero w tym języku odby­ wała się praw dziwa nauka. Na tych wstępnych ćwiczeniach łacińskich schodziły pierwsze trzy lata, i dopiero, gdy uczeń już umiał wyrazić się po łacinie płynnie mową i na piśmie, poczy­ nała się właściwa nauka. Zaczynała się od rachunków (arytmetyka), potem następo­ wała nauka obliczania kalendarza, wcale niełatwa sztuka ozna­ czenia Wielkiej Nocy i wszystkich świąt ruchomych, wreszcie nauka o układaniu nut i melodii, czyli tzw. teoria muzyki (do czego rachunek jest niezbędny). Śpiewu kościelnego uczono praktycznie, bo od samego początku ćwiczono chłopców do śpiewu przy nabożeństwach. Każdy ksiądz musiał się znać na muzyce, gdy zależało na tym, żeby ją wprowadzić do nabo­ żeństw. Uczono trochę geografii, żeby kleryk wiedział, gdzie jest Rzym i jakie są państw a chrześcijańskie, trochę też historii

45

Feliks Koneczny

naturalnej, nieco geometrii, a w końcu trochę astronomii, o ile się wówczas na niej znano. Uczono też rzeczy potrzebnych do życia praktycznego, a więc pisania listów, układania protokółów, dokumentów i potrzeb­ nych do tego wiadomości praktycznych, przede wszystkim zaś praw a kościelnego. Na tę wyższą część nauki przeznaczono dla uczniów najzdolniejszych cztery lata. Razem więc było klas siedem. Potem dopiero uczeń mógł się zacząć uczyć szczegóło­ wo teologii, praw a kościelnego czyli kanonicznego, lub filozofii. Niełatwo było się namyślić na długie odsiadywanie lat szkolnych w czasach, gdy czternastoletni chłopiec zawierać mógł związ­ ki małżeńskie. W ciężkich tych czasach dzielnicowych wiele wybitnych osób odrywało się całkiem od życia; zniechęceni do świata szukali ukojenia w życiu zakonnym. Przykład dawały księżniczki pias­ towskiego rodu. W owych właśnie czasach było grono świę­ tych patronów polskich. Św. Jacek, pierwszy polski domini­ kanin, Ślązak z rodu Odrowążów, wraz z towarzyszem swym, bł. Czesławem, założyli klasztor dominikański w Krakowie; Czesław nadto we Wrocławiu, gdzie też dokonał żywota. Św. Jacek wyjechał potem na misje do Kijowa, później założył klasztor dominikański w Gdańsku, umarł zaś w Krakowie. Równocześnie żyła w klasztorze norbertańskim na Zwierzyńcu pod Krakowem świątobliwa Bronisława. I na książęcych dwo­ rach nie brakło świętych: św. Jadwiga, małżonka Henryka Brodatego; św. Salomea, córka Leszka Białego, a żona Kolomana węgierskiego; bł. Kinga, żona Bolesława Wstydliwego; bł. Grzymisława, żona Leszka Białego; bł. Jolanta, żona Bolesława Pobożnego, księcia kaliskiego. W tych także czasach nastąpiła kanonizacja św. Stanisława, biskupa krakowskiego, zabitego przez Bolesława Śmiałego. Dnia 8 maja 1254 roku odbył się z tego pow odu wielki zjazd w Krakowie, na który przybyli niemal wszyscy Piastowie. Była to uroczystość całej Polski. O cóż błagano polskiego patrona, jak nie o zjednoczenie państwa, o odbudowanie królestwa polskiego?

46

Dzieje Polski

Oto pisarz żywotu św. Stanisława zakończył swą pracę tymi słowy: „Bóg świadom rzeczy przyszłych, karzący grzechy ojców do trzeciego i czwartego pokolenia, ponieważ sam wie dobrze, kiedy się ma ulitować nad narodem polskim i wywieść go ze znisz­ czenia, przeto aż do owego czasu wszystkie insygnia królewskie, to jest koronę, berło i włócznię, w skarbcu kościoła na Wawelu mieści i w siedzibie królewskiej w ukryciu zachowuje, dopóki się nie zjawi powołany jaki Aaron, dla którego są przeznaczone". Ten przyszły Aaron polski przyszedł na świat w cztery lata po kanonizacji św. Stanisława. Był nim Przemysław, dziedzic księstw gnieźnieńskiego i poznańskiego, prapraw nuk Mieszka Starego. Nieszczęśliwym był Przemysław od urodzenia, bo był jakby bez ojca. Przyszedł na świat w cztery miesiące po pogrzebie swe­ go rodzica. I matki niewiele pamiętał: obumarła go, nim skończył ósmy rok życia. Całym jego szczęściem było, że przyszedł na świat w Wielkopolsce, gdzie przezacny książę Bolesław Pobożny był jego opiekunem. Nie tylko nie wyzyskiwał opiekuństwa dla własnych interesów, ale dbał wielce o dobro wychowanka. Dbał też o staranne jego wychowanie. Mały książę musiał się pilnie uczyć historii polskiej. Umiał pisać i czytać, znał łacinę. Wczy­ tawszy się w kronikę Kadłubka, począł marzyć o tym, jakby wskrzesić królestwo w Polsce. I dane m u było spełnić te marze­ nia, ale zanim do tego doszło, trzeba było przecierpieć niejedno jeszcze utrapienie, a zwłaszcza - dwa nowe najazdy mongolskie. Drugi najazd 1259 roku sprawił, iż naw et stolica Polski przeszła w ręce niemieckie, bo tym razem nie udało się już odnowić Krakowa własnymi polskimi siłami i musiano spro­ wadzić nowych mieszczan z Niemiec. Trzeci najazd 1287 roku zasłał ruinami ziemię sandomierską. Ocalał tam tylko kościół św. Krzyża na Łysej Górze pod Sandomierzem, gdzie przecho­ wywano cudowne cząstki drzewa Krzyża świętego. Tatarzy popędzili dalej. Pod Krakowem stanęli w sam dzień Bożego Narodzenia, ale miasto posiadało już warowne mury i zdołało się

47

Feliks Koneczny

Pomorza, którą pojął w małżeństwo, mając lat 16. Żył z nią dzie­ sięć lat, ale potomstwa nie mieli. Narzekał na to nieraz książę, a gdy się użalał na swój los, że taką ma żonę, znaleźli się dwora­ cy, którzy myśleli, że sobie pozyskają jego łaskę, jeżeli go uwolnią od Ludgardy, i zamordowali księżnę. Padła plama na dom książęcy: Przemysław był w podejrzeniu, że się to stało z jego rozkazu; a były też pewnie i w yrzuty sumienia, że się nie liczył ze słowami przed głupimi a przewrotnymi dworakami, że nie­ potrzebnie powiedział czasem coś, co można było opacznie tłumaczyć. Ożenił się potem z królewną szwedzką, z którą miał jedno dziecię, ale płci żeńskiej. Żenił się jeszcze po raz trzeci i znowu wcale nie było potomstwa, a nieszczęśliwy Przemysław wolałby sam umrzeć, byle tylko zostawić po sobie syna. Do Przemysława udała się część małopolskiego rycerstwa przeciwko Probusowi. Gdyby się powiodło zdobyć Kraków, Przemysław połączyłby Małopolskę z Wielkopolską i z Pomo­ rzem, i byłoby zaraz znaczne państwo polskie. Ale sąsiadowali z Pomorzem i Wielkopolską od zachodu niemieccy margrabio­ wie brandenburscy, których sąsiedztwo dawało się Przemysła­ wowi nieraz ciężko we znaki. Czyhali oni zwłaszcza na Pomorze, wywodząc do tego kraju swe roszczenia, oparte na fałszu i za­ borczości. Gdyby się przeto Przemysław oddalił z tamtych stron, zaraz by Brandenburczycy ruszyli na Pomorze - i musiałoby się walczyć z Niemcami od południa i od północy; byłoby to zwięk­ szaniem w dwójnasób niemieckiego niebezpieczeństwa. Poradził więc Przemysław (któremu o dobro Polski chodziło, a nie o osobiste wyniesienie i zwiększenie swego panowania tylko), żeby Małopolanie poszukali sobie innego księcia do walki z niemczyzną u siebie, a on chętnie udzieli im pomocy. Miał tedy nastąpić podział pracy pomiędzy Przemysława a innego jakie­ go księcia, żeby jeden strzegł Wielkopolski, a drugi Małopolski. Przemysław miał otrzymać współpracownika.

50

V. cWffliiysfa\v q\tezfomtr£ Y Y spółpracownikiem Przemysława miał się stać młodszy brat Leszka Czarnego, ale wielki niemczyzny wróg, Władysław, książę Brześcia Kujawskiego, do czego dołączył potem odzie­ dziczony po braciach Gostyń i Sieradz. Niedużo tego było, ale książę liczył na poparcie Przemysława, książąt mazowieckich i na ogólne poparcie narodu. Współcześni zwali go „Łokietkiem", bo był wzrostem najmniejszy ze wszystkich Piastów, i dowcip­ kowali sobie z niego, że nie mierzy więcej nad łokieć. Ale w tym małym ciele byt wielki duch, a zwłaszcza niepospolity hart do borykania się z wszelkimi przeciwnościami, toteż zasłużył sobie w historii na zaszczytny przydom ek Niezłomnego. Sprawę narodu tak ukochał, że się jej oddał bez zastrzeżeń ciałem i duszą, gotów każdej chwili stracić wszystko, byle tyl­ ko nie dać za wygraną w walce z niemczyzną. Toteż ten mały Łokietek wyrósł na bohatera narodowego. Świeci w naszych dzie­ jach przykładem wszelkich zaiste cnót obywatelskich, a życie jego daje nam taką naukę: Nie rozpaczaj, gdy ci się od razu nie uda, i nie sądź, że wszystko przepadło, gdy młodość przepadnie! Miał ten Władysław już 29 lat, gdy począł w Polsce coś znaczyć. Ten tedy Władysław Niezłomny stoczył w roku 1289 krwawą bitwę pod Siewierzem o polską lub niemiecką przewagę nad Wisłą. Odniósł zwycięstwo i zasiadł na Wawelu. Gdyby Probus był tak ubogi jak Władysław Niezłomny, już by przepadła jego sprawa; ale tu pokazało się, co w sprawach publicznych zna­ czy bogactwo. Henryk Probus przegrał jeszcze dw a razy, ale miał skarb pełny i stać go było na to, żeby jeszcze czwarte zebrać wojsko, aż w końcu postawił na swoim. Kiedy raz książę Władysław wy­ szedł nocą przeglądać straże około m urów miejskich Krakowa,

51

Feliks Koneczny

otwarli mieszczanie niemieccy bramę wojsku Probusa, a książę narodowy ledwie zdołał schronić się w ciemności z kilkunastu towarzyszami do klasztoru franciszkanów, skąd przebrany za mnicha spuścił się na sznurze za mury miejskie. Zwolennikom jego popalono w mieście domy i spustoszono ich pola. Powodzenie Probusa stanowiło tym cięższą klęskę dla pol­ skości, że uznał się on lennikiem zniemczonego króla Czech, Wacława. Za tym przykładem poszło kilku książąt śląskich: bytomski, opolski, cieszyński i raciborski. Probus obiecywał też Wacławowi, że mu zapisze testamentem całe swe dziedzictwo i panowanie nad wielkim księstwem, jak gdyby państwo mogło być czyjąś własnością prywatną. Testament zrobił potem wpraw­ dzie całkiem inny (na rzecz Przemysława wielkopolskiego, późniejszego koronowanego króla), ale Wacław, przyzwy­ czaiwszy się już do myśli o panowaniu w Polsce, zawarł spółkę z margrabiami brandenburskimi i wybrał się na zdobywanie ziem polskich. Wkrótce zdobyli ziemię krakowską i sandomierską, zabrali Władysławowi Niezłomnemu nawet Sieradz. Od roku 1291 narodowy polski książę nic nie posiadał. Ukrywał się u zwolen­ ników swych w Brześciu kujawskim, w Kaliszu, potem w Wiślicy. Przemysław gotował już posiłki dla niego i umawiał się o wspól­ ną wyprawę na Kraków, gdy wtem zimą z roku 1293 na 1294 nowy najazd tatarski zniszczył Małopolskę, a letuwski Łęczyckie. Przybył bowiem Polsce wróg nowy w Wielkim Księstwie Litew­ skim od wschodniej ściany, obejmującym pogańskich Letuwinów i część Rusi. Najazdy ich pełne dzikości, nie ustępowały tatar­ skim. Już tracono nadzieję, czy zrośnie się kiedy Polska na nowo. Natenczas arcybiskup gnieźnieński Jakub, przedstawiciel jedności narodowej, głowa stronnictwa narodowego, postanowił nie cze­ kać dłużej, i cokolwiek by się działo, dokonać zaraz koronacji Przemysława wielkopolskiego. Bo też cokolwiek by się działo, samo wznowienie tytułu królewskiego znaczyło dużo. Kto­ kolwiek chciałby być następcą Przemysława, musiałby się także

Dzieje Polski

koronować. A co król polski, to nie wielki książę krakowski! Koronowany król miałby taką przewagę nad wszystkimi innymi Piastami, że pod jego koroną musiałoby w końcu dokonać się zjednoczenie Polski. Na koronację Przemysława wyznaczono po wielu naradach dzień 26 czerwca 1295 roku. Odbył się w Gnieźnie wielki zjazd z całej Polski i przystąpiono do uroczystej koronacji króla Prze­ mysława, w obecności wysłanników ziemi krakowskiej, którzy stawili się, nie dbając o Wacława. A właśnie kilka miesięcy przed­ tem zmarł Mestwin, i Przemysław odziedziczył po nim Pomorze. Miał teraz nie tylko najrozleglejsze w Polsce panowanie, ale i naj­ lepsze, gdyż sięgające do wybrzeży morskich. Szalona wściekłość opanowała margrabiów brandenburskich, którzy tak łapczywie wyciągali ręce po Gdańsk. Czego nie mog­ li osiągnąć wstępnym bojem, tego próbowali niecną zbrodnią. Każdy monarcha ma niechętnych sobie; króla Przemysława nie lubiły dwa rody wielkopolskie: Zarębów i Nałęczów. Brandenburczycy zmówili się z nimi i ułożyli zamach na króla. W lutym 1296 roku zjechał Przemysław do pogranicznego Brandenburgii miasta Rogoźna. Były właśnie zapusty, i dworza­ nie królewscy bawili się ochoczo, a zwłaszcza w ostatni wtorek. Spali więc wszyscy w Rogoźnie w noc popielcową snem twar­ dym, a wtenczas napadła na miasteczko wynajęta przez m ar­ grabiów zgraja zbójców i urządziła rzeź pogrążonego we śnie rycerstwa. Na kwaterę królewską napadł oddział znaczniejszy. Chcieli wziąć króla żywcem i zawlec do niewoli brandenburskiej, żeby tam margrabiowie mogli na nim wymusić jaki podpis na odstąpienie grodów pomorskich. Otoczyli więc dom cały: kil­ ku zbirów chciało się wkraść po cichu do sypialni królewskiej i związać króla we śnie. Pozabijali śpiących dw orzan i pokojowców, nocujących w tym samym domu; dotarli rzeczywiście do sypialni, a król zbudził się dopiero, gdy już zabierali się go krępować i jeden zbir stanął przy łożu z płonącą pochodnią, żeby innym poświecić. Przemysław stawił rozpaczliwy opór. Udało m u się schwycić

53

Feliks Koneczny

miecz, leżący zawsze obok jego łoża, a że był silny i dzielnie się bronił, byłby się może nawet obronił przemagającej liczbie, gdy­ by nie to, że był zupełnie nie ubrany, tak jak z łóżka wyskoczył. Jego razy padały na twarde zbroje napastników, ale każdy cios wymierzony przez zbirów, choćby najsłabszy, ranił od razu, gdyż trafiał na nie zakryte ciało. Pomoc nie nadchodziła, bo towa­ rzysze królewscy byli pomordowani. Otrzymawszy kilkanaście ran od mieczów i oszczepów, stracił król w końcu przytomność od upływu krwi. Porwali go więc zbiry i wsadziwszy pomiędzy siebie na konia, pędzili ku granicy. Droga ich znaczona była krwią, ociekającą ciągle z ran królewskich. Tyle wyciekło tej krwi szlachetnej, całej Polsce drogiej, że nie było już nadziei, żeby go dowieźli żywcem do margrabiów. Już nie dało się go naw et utrzymać na koniu; trzeba by koniecznie zatrzymać się w drodze, opatrzyć rany i dać rannemu wypocząć; ale w takim razie złoczyńcy byliby się narazili na pościg polski. Woleli więc zrzucić króla z konia, dobić go i trupa zostawić na drodze. Nim pogoń nadbiegła, mordercy dawno już byli w lasach po stronie brandenburskiej, i tylko zwłoki Przemysława odwieziono do Poznania i tam po­ chowano wśród powszechnego żalu. Następcą Przemysława chciano mieć w Wielkopolsce oczy­ wiście Władysława Niezłomnego, i cały szereg grodów zdał się chętnie na jego imię, ale wszędzie w ślad za nim szły oddziały Wacława, silniejsze, lepiej zaopatrzone we wszystko, czego trzeba wojsku. Wśród słupów dymu i ognia posuwało się panowanie czeskie coraz dalej w głąb Polski. Widząc, że się tu siłą zbrojną nie poradzi, bo jest się stroną słabszą, arcybiskup Jakub obmyślił plan taki: skoro Wacław sil­ niejszy, więc niech on połączy Wielkopolskę i Małopolskę, a gdy tego dokona, natenczas stronnictwo narodowe z Władysławem Niezłomnym zbierze po nim dojrzałe owoce. Poddano tedy latem 1300 roku Wacławowi Wielkopolskę, żądając tylko od niego, żeby się koniecznie koronował. Koronacja odbyła się, a Wacław łudził się, jakoby Polacy porzucali już sprawę swego

54

Dzieje Polski

„Łokietka". Łudził się; nie porzucano ukochanego Władysława, lecz tylko przenoszono walkę z pola bitwy do wyrachowania politycznego. Do koronacji należało mieć pozwolenie papieskie, a tym­ czasem Wacław pozostawał w rozterce ze Stolicą Apostolską. Po wygaśnięciu madiarskiej dynastii Arpadów, pragnął tam papież Bonifacy VIII osadzić dynastię andegaweńską, w ywodzą­ cą się z Francji, a panującą w Neapolu we Włoszech. Wacław jednak chciał do koron czeskiej i polskiej dołączyć jeszcze wę­ gierską i zaczął wojnę z andegaweńskim Karolem Robertem, stając się przez to nieprzyjacielem papieża. Na tym opierano w Polsce obliczenia polityczne. W ładysław Niezłomny udał się do Rzymu. Podczas gdy Czesi mniemali, że on opuszcza Polskę dla braku zwolenników, jakby wygnaniec, Władysław trafił do łaski papieskiej, a następnie porozumiał się z Karolem Robertem. Najbardziej zaszkodzili sobie Czesi sami niegodnym spo­ sobem sprawowania rządów. Nie szanowali w niczym obyczaju ni prawa polskiego, dopuszczali się zdzierstw i gwałtów. Nawet czeskie kroniki zapisują potworne rzeczy o zdzierstwach urzęd­ ników króla Wacława w Czechach, a cóż dopiero, gdy im poz­ wolono gospodarować w Polsce, którą uważali za kraj podbity. Skorzy do brania, a nieskorzy do opiekowania się ludnością, pozostawili po sobie pamięć taką, jak niegdyś urzędnicy żydow­ scy Mieszka Starego. Radość więc zapanowała w kraju, gdy się dowiedziano, że wielki papież Bonifacy VIII odsądził na uroczystym konsystorzu kardynalskim Wacława od korony polskiej, i że wydał wyrok, w którym oświadczał, że Wacław przybrał sobie tytuł króla polskiego „ własnowolnie, z jawną zuchwałością, nie będąc do tego powołanym od Boga, ale ze w zgardą i upośledzeniem mistrzyni powszechnej, stolicy św. Piotra, do której jak wiadomo, należą kraje polskie". Teraz pojechał Władysław Niezłomny na Węgry, zawarł sojusz z Karolem Robertem, od wojewody jego Amadeja wziął zbrojny hufiec i niespodzianie w padł na pogórze karpackie i dalej w Krakowskie, i zaczął piątą już z rzędu od

55

Feliks Koneczny

piętnastu lat wojnę podjazdową. Przedzierał się z największymi niebezpieczeństwami od grodu do grodu. Współczesna kronika tak o nim powiada: „Nie miał ani w dzień, ani w nocy chwili spo­ czynku. Nie mógł, okrom kilku powiernych towarzyszy, zaufać żadnej duszy. Musiał jak wąż chronić się Czechów. Nie zważając na deszcze, na mgły i śniegi, miewał często posłanie na ziemi i znosić musiał żołnierskie niewygody, błąkając się po lasach i bezdrożach, prześladowany ciągle przez starostów czeskich". Opanował najpierw grodek Pełczyska w Krakowskiem, nas­ tępnie Wiślicę i Lelów. Pod chorągiew narodową spieszyli nie tylko szlachta, ale też lud wiejskich dzierżawców, kmiecie. Zasłu­ żyli się oni wielce swemu Łokietkowi, jak go poufale nazywa­ no, pod Sandomierzem, koło Wiślicy i koło Ojcowa w pobliżu Krakowa, gdzie ukrywali swego bohatera w słynnych grotach przed pościgiem sąsiedniego starosty czeskiego ze Skały. Tak w śród ustawicznych utarczek oczyszczono ziemię krakowską i sandomierską. Wtem umarł Wacław II, a w rok potem zginął zamor­ dowany jedyny jego syn, Wacław III i wygasła czeska dynastia Przemyślidów. Cesarz niemiecki, posiadając zwierzchnictwo nad Czechami, obsadził tron czeski zaraz swoim synem, Janem, i zaczęło się panowanie w Czechach dynastii luksemburskiej. Król Jan Luksemburski począł głosić, że jemu należy się tron polski, jako następcy Wacławów. Nie zwracając na to uwagi, zjechali się do Krakowa przedstawiciele księstw polskich i wyb­ rali Władysława Niezłomnego swym wspólnym księciem. Teraz dopiero począł się on napraw dę zbliżać do celu, gdy miał już lat czterdzieści sześć. Cały naród radował się ze swego Łokietka. Ale nikt jeszcze się nie narodził, który by, mając władzę, nie miał wrogów. Ród Święców na Pomorzu podniósł rokosz i przyz­ wał margrabiego brandenburskiego Waldemara, który też zaraz ruszył pod Gdańsk. Nieliczna załoga starczyła ledwie na obronę połowy takiego grodu. Władysław miał pełne ręce roboty na południu i nie mógł pospieszyć z odsieczą. W tym kłopocie przypomniano sobie, że przecież państw o polskie i dynastia

56

cW iadysfaitJ Ł olęietel^

Dzieje Polski

piastowska ma swoich „jałmużników", którzy powinni pomóc, bo takie jest prawo, zwłaszcza, jeżeli im się zwróci łożone na to koszta. Jałmużnikami tymi byli Krzyżacy, bo siedzieli na nadaniach książąt mazowieckich. Zawarto z nimi umowę. Rycerze nie­ mieccy wzięli na siebie obronę drugiej połowy grodu, a Brandenburczyk ustąpił przed zdwojonymi siłami. Przybywali ciągle nowi Krzyżacy, aż mając już znaczną przewagę nad polską załogą, uwięzili dowódcę polskiego, Bogusza, i nie uwolnili, aż się zobowiązał opuścić gród wraz z polską załogą. Krzyżacy zostali na grodzie sami, czekając niby na zwrot kosztów. Władysław Niezłomny zażądał więc rachunku, który mógłby wynosić, w edług ówczesnej wartości pieniędzy, kilka­ dziesiąt grzywien, a licząc już przesadnie słono, co najwyżej sto grzywien. Ale oni zażądali grzywien sto tysięcy. Były to oczy­ wiste drwiny; nie chcieli z Gdańska ustąpić i dlatego podali umyślnie taką niemożliwą kwotę. Zaraz zburzyli mury miejskie i warowne baszty, żeby miasto było bezbronne. Ale to im jeszcze nie wystarczało. W dzień odpustow y św. Dominika, na który zbierało się tysiące ludu polskiego z całego Pomorza, urządzili rzeź i wymordowali dziesięć tysięcy osób. Stało się to w roku 1309. O dtąd mamy wszelkie prawo nazwać tych rycerzy Zakonu Niemieckiego zbójami krzyżackimi. Po Gdańsku najważniejszymi grodami były Tczewo i Świę­ cie, pozostające pod dowództwem dwóch synowców Władysława Niezłomnego, Kazimierza i Przemysława. Gdy się zbliżali pod Tczewo, wyprawił do nich książę Kazimierz z zapytaniem co ich tu sprowadza? Odpowiedzieli, że tylko przechodzą tędy i po wypoczynku zaraz ruszą w dalszą drogę do swoich Prus, a teraz myślą urządzić nie szturm, ale ucztę, na którą też księcia po przyjacielsku zapraszają. Poszedł Kazimierz, a gdy wracał z bie­ siady, ujrzał już na murach Tczewa zatknięty sztandar krzyżac­ ki. Podstępnie napadli podczas uczty na gród i wyparli zało­ gę polską, zaskoczoną znienacka. Pod Świeciem inna znowu

57

Feliks Koneczny

sprawka. Naprzeciw grodu ustawili szubienice, osobno na prze­ dzie dla książąt Kazimierza i Przemysława, a za nimi dwanaście, na których wieszali każdego, ktokolwiek w padł im w ręce, choć­ by nawet bezbronnych okolicznych kmieci. Jeden z ich dostojników komtur Zygfryd wyjeżdżał co rano z pękiem troków u siodła, polując na ludzi po drodze, i wszystko mu było jedno, kogo napotkał, czy rycerza, czy wędrownego dziada, aż na każdy trok kogoś schwytał i szubienice zapełnił. Książęta bronili się mężnie do ostatka, aż głód zmusił ich do ustąpienia. Potem zajęli Krzyżacy jeszcze dwa grody: Chojnice i Nowe, i wypędzili z całego kraju załogi polskie, pozostające tam od czasów króla Przemysława. Zaczęły się rządy niemieckie na Pomorzu. Wielki mistrz całego zakonu przeniósł się z Wenecji na północ, założono dla niego na ziemi polskiej wspaniałą rezydencję w nowym grodzie, Malborku nad Noga tern (jedno z ramion delty wiślanej). Utra­ cone w roku 1309 Pomorze pozostało już przy Krzyżakach aż do roku 1466, i odtąd mieliśmy na karku od północy państwo nie­ mieckie Krzyżaków. Odwoływali się Polacy do Stolicy Apostolskiej, jako najwyż­ szej władzy wszystkich zakonów, a więc i Krzyżaków. Znaną była Rzymowi ich niecnota, bo nie tylko od Polaków bywały tam na nich skargi. Niedawno rzucił na nich klątwę papież Klemens V, nazywając ich „chytrymi nieprzyjaciółmi Chrystusa", a teraz papież Jan XXII wyznaczył w sprawie pomorskiej komisję śledczą, która też skazała ich na zw rot całego Pomorza i trzy­ dzieści tysięcy grzywien odszkodowania Polsce. Ale Krzyżacy uznawali tylko niemieckie prawo pięści. Powodzenie Krzyżaków ośmieliło osadników niemieckich w Polsce. Woleliby oni widzieć na tronie polskim Jana Luksemburczyka, niż Władysława Niezłomnego. Mieszczaństwo niemieckie Poznania i Krakowa zmówiło się do buntu z bisku­ pami krakowskim i wrocławskim, a zniemczony książę z Opola na Śląsku miał być namiestnikiem króla czeskiego. Wójt kra­ kowski Albert poddał m u miejską warownię, tzw. Gródek (gdzie

58

Dzieje Polski

dzisiaj kościół Panny Marii Śnieżnej, zwanej „na Gródku"), ale głównego grodu, tj. Wawelu książę opolski nie zdołał opanować i wnet musiał ustąpić przed odsieczą W ładysława Niezłomnego; natenczas, zły na wójta, uwiózł go z sobą i trzymał w niewoli przez pięć lat. Dzieło Władysława Niezłomnego nie byłoby dokończone, gdyby go nie uwieńczył koroną królewską. Musiał pokonywać na dworze papieskim wpływy Jana Luksemburczyka, aż w koń­ cu udało m u się okazać, po czyjej stronie słuszność, i dnia 20 stycznia 1320 roku został nasz niezłomny Łokietek królem, ukoronowany przez arcybiskupa Janisława, ale nie w Gnieźnie, lecz w katedrze na Wawelu. O dtąd też wszyscy jego następcy tam się koronowali. Po tylu trudach stanął nareszcie u celu. Miał już lat sześć­ dziesiąt. Można o nim śmiało powiedzieć, że zasłużył, zapra­ cował sobie na tę koronę tw ardym znojem żywota. Wraz z nim namaszczono i koronowano jego małżonkę Jadwigę, która była córką Bolesława Pobożnego, owego zacnego księcia kaliskiego, niegdyś opiekuna króla Przemysława. Godna to była takiego męża żona. Ona dzieliła z mężem najtwardszą niedolę, będąc prawdziwie jego towarzyszką i żywota współpracowniczką. Gdy Władysław przebywał za granicą, zmuszony szukać rady i pomocy w dalekim świecie, ona, ścigana przez wrogów na równi z mężem, musiała przebierać się za mieszczkę i szukać schronienia u wiernego mieszczanina w Sieradzu. I ona umiała być nieugiętą i niezłomną. Koronacja wzmogła siły moralne narodu, ale fizycznych przy­ czynić nie mogła, nieprzyjaciół zaś mieliśmy po tej koronacji tak samo, jak przed nią. Królestwo Polskie było odbudowane, lecz jeszcze nie obronione, a obrona ta zająć miała jeszcze sto lat czasu. Słabą była Polska, lecz słabemu przybywa sił przez sojusze roztropne. Sojusz z Karolem Robertem utwierdzono, wydając za niego królewnę polską Elżbietę, o której będzie jeszcze potem mowa. Przybył nadto sojusz drugi, najmniej spodziewany, bo z Litwą, od której doznawaliśmy takich najazdów łupieskich.

59

Feliks Koneczny

Syna swego Kazimierza, zaledwie 15-letniego, ożenił król Wła­ dysław z księżniczką litewską Aldoną, która przyjęła na chrzcie imię Anny. Krzyżacy nękali nie tylko Polskę, ale jeszcze bardziej Litwę, pod pozorem walki z letuwskiem pogaństwem, żeby ich zmusić do przyjęcia chrześcijaństwa. Dążyli zaś Krzyżacy do utworze­ nia wielkiego państwa niemieckiego nad Bałtykiem, od Wisły aż poza Dźwinę Zachodnią, od Gdańska aż po Rewel w Estonii. Niczego się tak nie bali, jak tego, by Letuwa nie nawróciła się zanim jej nie podbiją, bo wtedy straciliby swe niecne zyski, oparte na walkach z poganami. Gdyby zabrakło pogan, Zakon Nie­ miecki byłby niepotrzebny. Aż tu wielki książę litewski Mendog ochrzcił się i koronował za zezwoleniem Stolicy Apostolskiej w roku 1253. Toteż Krzyżacy naw et pamięć jego po śmierci prześladowali, puściwszy w świat bajkę, jakoby Mendog dopuścił się był apostazji, tj. jakoby porzucił był chrześcijaństwo. A gdy potem jeden z następców Mendoga, Gedymin, porozumiewał się z Rzymem, wszczęli z nim Krzyżacy wielką wojnę, i to w poro­ zumieniu ze stronnictwem pogańskim na Litwie, żeby go strącić z tronu. Wtenczas to pewien dominikanin, przebywający na dwo­ rze Gedymina, ojciec Mikołaj, powiedział do niego: „Ojciec święty jest tak daleko, że zanim od niego pomoc nadeszłaby, nieprzy­ jaciel tymczasem doszczętnie was zrujnuje". Radził m u więc oprzeć się o jakiego chrześcijańskiego monarchę. Gedymin usłu­ chał rady mnicha i tego samego roku w ydał swą córkę Aldonę za królewicza polskiego Kazimierza. Dał jej w posagu dwadzieś­ cia cztery tysiące jeńców chrześcijańskich, trzymanych na Litwie w niewoli. Był to posag nie tylko bardzo piękny i sercu miły, ale też bogaty, skoro naraz przybywało Polsce tyle rąk roboczych. Gedymin i Karol Robert pomagali naszemu Władysławowi, gdy Jan Luksemburczyk ruszał na Kraków, i zmusili go, iż się cofnął. Natenczas król czeski przygotował inną wyprawę przez Brandenburgię do Prus, gdzie złączył się z Krzyżakami i dopo­ mógł im zająć ziemię dobrzyńską. Jako rzekomy król polski podarow ał ją od razu Zakonowi Niemieckiemu, a spory o tę

60

Dzieje Polski

krainę trwać miały przez długie jeszcze lata, bo Zakon twierdził, ze król Jan był w jego oczach prawowitym królem polskim, jako następca Wacława, a Władysław Niezłomny uzurpatorem. Pomagał wówczas Niezłomnemu przeciw Janowi i Krzyża­ kom książę płocki, Wańka. Pokonany przez Luksemburczyka, musiał m u hołd złożyć. Nie koniec na tym. Krzyżacy urządzili teraz wielki najazd na Polskę. „Chytrzy nieprzyjaciele Chrystusa" w szybkim napa­ dzie przebiegli, grabiąc i paląc Wielkopolskę i Kujawy, aż za Sieradz i Łęczycę. Popalili po drodze wszystkie osady i nabrali znacznych łupów. Z różańcami u pasa (należało to do ich ubioru) dopuszczali się świętokradztw po kościołach, zabierali obrazy, dzwony, a naw et rozbijali skarbonki kościelne. Siedemdziesięcioletni już Władysław Niezłomny dosiadł sam konia i dnia 27 września 1331 roku odniósł świetne zwycięstwo pod Płowcami (o milę od Radziejowa, na północny-zachód od Brześcia Kujawskiego). Krzyżacy ustąpili z Polski po tej przeg­ ranej, ale niebawem nadeszły nowe wojska Jana Luksemburczyka i poczęły oblegać Poznań, a w następnym roku była druga wy­ prawa krzyżacka ze świeżym wojskiem; Polska zaś nie mogła wystawić rok po roku znaczniejszego wojska. Krzyżacy zajęli całe Kujawy. Tym razem nie było to już łupieska tylko wyprawa, lecz wojna zaborcza, bo poobsadzali grody kujawskie swymi załogami, ażeby przyłączyć tę ziemię do swe­ go państwa. Sięgnęło więc panowanie krzyżackie aż do samej Kruszwicy, do samego środka Polski i jej historycznej kolebki. Zwyciężyliśmy pod Płowcami, a straciliśmy Kujawy. Pokazuje się z tego, że można wygrać bitwę, a swoją drogą wojnę przegrać. Równocześnie cały niemal Śląsk od Polski się oderwał. Były tam już śmiesznie małe księstewka. Z samego księstwa wroc­ ławskiego powstało z biegiem czasu siedem księstewek. Ostat­ nim księciem wrocławskim był Henryk VI, który w roku 1327 Wrocław oddał Janowi Luksemburczykowi na własność. Wnet potem pospieszyli inni też Piastowie śląscy z hołdem Janowi, jego uznając polskim królem i Piastów zwierzchnikiem. Tylko

61

Feliks Koneczny

trzy księstwa pozostały przy zwierzchnictwie Władysława Niez­ łomnego: Głogowa, Ziembice i Jaworzyn. Tak więc przedstawiają czasy Władysława Niezłomnego jakoby dwa zupełnie odmienne obrazy. Po jednej stronie dużo światła i blasku, monarcha prawdziwie niezłomny, a społeczeń­ stwo dążące z niesłychaną wytrwałością do zjednoczenia Polski i wznowienia korony polskiej, nie szczędzące żadnych ofiar, ani krwi, ani mienia, żeby tylko wzniosły cel osiągnąć. Ale z drugiej strony jest inny obraz. Wszak w śród walk Wła­ dysława Niezłomnego utraciliśmy pięć ziem: Pomorze Gdańskie, Kujawy, ziemię dobrzyńską, Śląsk (prócz trzech tylko księstewek) i nadto jeszcze piąta ziemia, a mianowicie płocka, była lennem nie naszego króla, lecz Niemca, osiadłego na tronie czeskim. Same więc tylko klęski, i to ciężkie! Przy końcu rządów Władysława Niezłomnego panowanie polskie było znacznie mniejsze, niż przedtem. Same siły umysłowe i moralne nie wystarczą do pomyślnoś­ ci narodu, do tego trzeba jeszcze dwóch innych sił, a mianowicie fizycznej, tj. wojennej, i bogactw, czyli pełnego skarbu państwo­ wego. U nas w sam raz około roku 1330 panowała już taka bieda pomiędzy szlachtą rycerską, że niejeden z nich nie miał sobie nawet za co kupić zbroi i rumaka wojennego; musieliśmy więc wojny unikać, nie mając jej za co prowadzić. Trzeba się było Polsce koniecznie starać o powiększenie siły zbrojnej i o dobrobyt, czyli o zwiększenie bogactw krajowych. Rozumiał to doskonale sam Władysław Niezłomny, ale mu zeszło całe życie na walkach, których żadną miarą nie dało się uniknąć. W tych bojach zestarzał się i był już za stary, żeby rozpoczynać nową politykę. Umarł w półtora roku po zwycięstwie pod Płowcami, a w rok po zajęciu Kruszwicy przez Krzyżaków, dnia 2 marca 1333 roku, licząc lat 73. Pochowany jest po lewej stronie wielkiego ołtarza katedry na Wawelu, której gotycką budow ę rozpoczął. Wdowa po nim, królowa Jadwiga, wstąpiła do zakonu klarysek w Starym Sączu.

62

VI. O K ^zim ierz cWlefki ijego następca ^ i następca Władysława Niezłomnego, Kazimierz, słusznie zwany Wielkim, rozpoczął rządy od królewskiej koronacji. Jemu przypadło niełatwe zadanie rządzić tak, aby Polsce przybywało sił do przyszłej walki z całą niemczyzną, i tak rzeczy obmyślić, żeby tymczasem tej walki uniknąć, póki siły jeszcze nie dopisują. Trzeba się było najpierw zagospodarować, a do tego potrzebny był pokój. Kazimierz Wielki ćwiczony był w nauce książkowej, a za m łodu bywał w wielkim świecie, przebywając dużo na dworze węgierskim u swej siostry, Elżbiety, żony Karola Roberta. Tam można się było wiele napatrzyć i nauczyć. Główny zamek króla węgierskiego, W yszehrad na Słowacczyźnie nad Dunajem (na wschód od warownego miasta Ostrzyhomia), miał 350 komnat. Było tam więcej klejnotów, niż oręża w takich rodzinnych gro­ dach króla „Łokietka" jak Brześć, Gostyń lub Łęczyca. Piastowie ledwie zdołali się dźwignąć z długiego upadku i ubożuchni byli, a dynastia andegaweńska liczyła w sobie świetność dwóch naj­ bardziej cywilizowanych krajów europejskich: Francji i Włoch, i miała też z dawien dawna skarb pełny. Był to też pierwszy dwór w Europie i po papieskim największe ognisko cywilizacji, pełne wyższego wykształcenia, ogłady, a przy tym wielkich dostatków. Król Kazimierz trzymał się, jak ojciec, sojuszu z Węgrami. W spółce z Karolem Robertem wymógł na Luksemburczykach, że się zrzekli polskiego tytułu królewskiego. Zastrzegał sobie tylko król Jan Luksemburczyk, że pozostanie przy nim zwierz­ chność nad tymi polskimi księstwami, które już mu hołd złożyły, a więc nad Płockiem i księstwami śląskimi.

63

Feliks Koneczny

Wielkim zyskiem było, że już żaden obcy monarcha nie mienił się królem polskim, a drugim zyskiem było to, że się Luksemburczyków oderwało od Krzyżaków. Na tych uzyskał Kazimierz Wielki ponowny wyrok papieski, że zwrócić mają ziemię pomorską, chełmińską, michałowską, dobrzyńską i Kujawy, a nadto zapłacić Polsce dwieście tysięcy grzywien srebra. Ale cóż z tego, skoro słusznego wyroku nie można było poprzeć siłą, a komtur krzyżacki siedział ciągle aż na Kujawach! Żeby chociaż połowę tych ziem od nich odebrać, już byłaby znaczna korzyść! I tak się też stało. Pokojem, zawartym z Krzyżakami w Kaliszu roku 1343, potwierdził im Kazimierz dawną „jałmużnę" Konrada Mazowiec­ kiego, tj. ziemię michałowską i chełmińską, a Pomorze Gdańskie zostawił im lennem za roczną daniną, a oni za to wynieśli się przynajmniej z Kujaw i z ziemi dobrzyńskiej. I tak bez dobycia miecza dwie ziemie były odzyskane. Resztę trzeba było zostawić lepszej przyszłości, aż będzie w Polsce więcej dostatków i więcej wojska, aż do sił umysłowych przybędzie jeszcze siła fizyczna i materialna. Ale jak się tu bogacić, mając dostęp zamknięty do Morza Bałtyckiego, gdzie było ujście głównej naszej drogi handlowej, tj. Wisły? Byłaby jeszcze druga droga handlowa, a nawet waż­ niejsza i intratniejsza, bo wiodąca do wielkiego handlu pomiędzy Europą a Azją, ale ta droga zaparta była przez Tatarów. Cieka­ wa ta rzecz tak się miała: Z dawien dawna bogacili się kupcy na tzw. towarach korzen­ nych. Pieprz, imbir, cynamon, szafran, gałka muszkatowa, były bardzo cennymi towarami; zwłaszcza pieprz był tak drogi, że się go przyjmowało zamiast wypłat pieniężnych. To wszystko szło z głębi Azji, skupowane tam przez kupców perskich, od których odkupywali towar Ormianie (naród azjatycki, lecz na­ szej rasy białej i tego samego szczepu co my, Aryjczycy, i do tego chrześcijanie). Ci skupowali nadto z Azji drogocenne tkaniny jedwabne, aż z Chin pochodzące, najpiękniejsze barwne sukna i wzorzyste kobierce indyjskie i perskie, czego wszystkiego nie

64

Dzieje Polski

umiano jeszcze wyrabiać w Europie w takiej doskonałości. Z wielkim transportem tych wszelakich towarów dojeżdżali Ormianie do Konstantynopola, utrzymując tam wielkie składy, a kupcy włoscy zabierali towar na okręty i rozwozili po Morzu Śródziemnym. Od dłuższego jednak czasu żegluga była w tam­ tych stronach niepewna, a to z pow odu Turków, którzy zdoby­ wali stopniowo wyspy pomiędzy Europą a Azją Mniejszą i już się sadowili na Półwyspie Bałkańskim. Droga handlowa z Carogrodu przez Bułgarię i Serbię była coraz niebezpieczniejsza. W yszukali więc Ormianie nową drogę, dalej na północ, ku ujściom Dniestru, a wzdłuż tej rzeki w górę do ziemi Lachów, którą nazywano już Rusią Czerwoną. Panowali tam ciągle Rurykowicze, i to pod zwierzchnictwem tatarskim. Ostatni dwaj, Andrzej włodzimierski z Grodów Czerwieńskich i Lew II halicki z właściwej ziemi Lachów, polegli w bezskutecznej walce o zrzu­ cenie jarzma tatarskiego w roku 1324. Rodzona ich siostra Maria, była zamężną za Piastem, mianowicie za księciem mazowieckim, Trojdenem, panem drobnej dzielniczki na Czersku i Sochaczewie. Ludność, złożona w większej części z Polaków, przyzwała naten­ czas syna Marii, Bolesława - i w taki sposób wracała dawna ziemia Lachów pod panowanie Piastów. Nowy książę zajął się sprawą handlu wschodniego i sprowadził do Lwowa Ormian. Ale do tej ziemi Lachów, czyli Rusi Czerwonej wystąpiły z roszczeniami Węgry. Zamąciły się stosunki z Karolem Rober­ tem. Zażądał on hojnej zapłaty za to, że w spółce z nim Polska zmusiła Luksemburczyków czeskich do ustępstw. Teraz poro­ zumiał się z Czechami i zaczął się zmawiać przeciwko Polsce. Król czeski przyrzekał mu, że w prow adzi węgierskiego króle­ wicza Ludwika na tron polski, byle za to, gdy królem polskim zostanie, odstąpił Czechom Śląsk. Umówiono się tedy o wyk­ luczenie Piastów od polskiej korony, a przeniesienie jej na Andegawenów węgierskich. Przykra sprawa stawała się jeszcze przykrzejszą z powodu Rusi Czerwonej. Bolesław bowiem był bezdzietnym, a najbliż­ szym jego krewnym Kazimierz; miałby więc w przyszłości

65

Feliks Koneczny

panować we Lwowie i w Haliczu. Andegawenowie tak samo pragnęli tego dla siebie. Zanosiło się na zerwanie z dawnym sojusznikiem. Gdyby doszło do wojny, Karol Robert miałby pomoc od Luksemburczyków, którym Śląsk ofiarował. Przypomnijmy sobie, że niektórzy książęta śląscy składali hołd Janowi Luksemburczykowi nie dlatego, iżby chcieli być lennikami Czech, lecz jako królowi polskiemu, iż go uznawali królem Polski. Skoro Luksemburczycy zrzekli się tytułu królów polskich, przez to samo owe hołdy śląskie stawały się nieważne, a księstwa wszystkie śląskie winne były wrócić pod zwierzchnictwo króla polskiego Kazimierza Wielkiego. Kazimierz obliczył, że Polska nie da rady połączonym siłom czeskim i węgierskim, i że w takiej wojnie straciłby na pewno nie tylko Śląsk cały, ale że Węgry zagarnęłyby także Ruś Czerwoną, zanim Kazimierz mógłby pomyśleć o dziedzictwie po Bolesławie Trojdenowiczu. Poddał się tedy konieczności przykrej i w roku 1339 ofiarował Andegawenom dobrowolnie to, co oni spodzie­ wali się zdobyć w związku z Luksemburczykiem. Ogłoszono przeto Ludwika następcą tronu polskiego, tyle na nim uzys­ kawszy, iż zobowiązał się odzyskać Pomorze na Krzyżakach wspólnymi siłami Węgier i Polski. Tak zeszły się okoliczności, że Bolesław Trojdenowicz umarł następnego zaraz roku. Kazimierz wybrał się zaraz do Lwowa, objąć kraj w posiadanie. Dwa razy Tatarzy próbowali wyprzeć polskie załogi, dwa razy byli odparci. Król polski nie myślał być hołdownikiem tatarskim. Ruś Czerwona została zwolniona od tatarskiego jarzma na zawsze. Karol Robert dostarczał posił­ ków przeciwko Tatarom. Ale teraz rozwiała się o sprawę czerwono-ruską przyjaźń litewska, utrzymywana przez Kazimierza Wielkiego od czasu pierwszego jego małżeństwa z Aldoną-Anną. Na Litwie po Gedyminie dwóch było wielkich książąt. Dwaj jego synowie Olgierd i Kiejstut podzielili się państwem i obowiąz­ kami w ten sposób, że Kiejstut pilnował Krzyżaków, Olgierd

66

Dzieje Polski

zaś rozszerzał tymczasem granice państw a na ziemie ruskie. Od strony krzyżackiej było coraz gorzej. Doszło do tego, iż Kiejstut zamyślał już wyprowadzić Letuwinów gdzieś w świat na nowe siedziby, gdzieś na Polesie, byle tylko chrztu „niemiec­ kiego" nie przyjmować. Szczęściło się za to Olgierdowi. Osadzał on coraz więcej swoich krewniaków na księstwach ruskich, i kazał im chrzcić się tam w prawosławiu. Olgierd w zaborczych swych wyprawach zapędzał się aż pod Lwów. Miał zaś już w swym władaniu całe Podole i Ukrainę; w roku 1362 zajął Kijów. Na kilka zawodów zaczynała się już walka polsko-litewska, ale za każdym razem rozmaite okolicz­ ności sprawiały, że nigdy nie doszło do większej wojny, a król polski umiał zawsze wynaleźć jakieś ugodowe układy, tak iż z roku na rok przedłużało się jakby zawieszenie broni, a Ruś Czerwona nie znalazła się w niebezpieczeństwie. Kazimierz Wielki zasłynął jako mistrz do zawierania soju­ szów i unikania wojen. Toteż gdy stosunki, zmieniając się, tak się ułożyły, iż Ludwikowi, który tymczasem wstąpił na tron węgier­ ski po ojcu, groziła wojna z czeskimi Luksemburczykami, udano się do króla polskiego, żeby tę wojnę zażegnał. I powiodło się to Kazimierzowi, sam zaś przy sposobności tych układów wydał swą wnuczkę za króla Ćzeskiego, Karola IV (który był zara­ zem cesarzem niemieckim). Wnuczka to była po córce Elżbiecie, wydanej za księcia szczecińskiego z zachodniego Pomorza, Bogusława. Na utrwalenie pokoju pomiędzy monarchami środkowej Europy Kazimierz Wielki zaprosił zaprzyjaźnionych z sobą królów i książąt do Krakowa. Wspaniały zjazd panujących, czyli kongres, odbył się w Krakowie z końcem września 1364 roku. Pięciu królów i dziesięciu książąt panujących zjechało pod Wawel. Kiedy nadeszło zaproszenie polskie do Pragi, do cesarza i króla czeskiego, Karola IV, bawił tam właśnie gość zamorski, Piotr, z dynastii Lusignanów, król Cypru, wyspy na morzu Egejskim, słynnej z piękności i darów przyrody. Objeżdżał on

67

Feliks Koneczny

dw ory europejskie, nawołując, żeby się chrześcijanie połączyli przeciw Turkom, którzy zdobyli już większą część Półwyspu Bałkańskiego i założyli stolicę swego państw a już w Europie, w Adrianopolu. Bawił ten król Piotr we Francji, Włoszech, Anglii, Niemczech i Czechach, skąd król czeski zabrał go z sobą do Krakowa na kongres. Z Karolem IV przybył także syn jego Wacław i bratanek Jan, margrabia morawski. Było więc trzech Luksemburczyków. Król Ludwik Węgierski przywiózł z sobą swego ulubieńca, księcia opolskiego ze Śląska, Władysława, zwanego zwykle krót­ ko Opolczykiem, który miał niebawem i w Polsce dużo znaczyć. Ubogie to książątko szukało szczęścia na dworze węgierskim i przez łaskę króla Ludwika doszło do bogactw, znaczenia i wiel­ kich wpływów. Z północy przybywał król duński Waldemar. Dynastia nie­ miecka Wittelsbachów przysłała do Krakowa księcia bawar­ skiego, Ottona, a habsburskich książąt zjechało trzech: Rudolf, Alfred i Leopold, o którym jeszcze później będzie mowa. Przy­ jechał też książę szczeciński, Bogusław V, zięć króla polskiego a teść cesarza, i jeszcze dwóch Piastów: Ziemowit mazowiecki i Bolko świdnicki ze Śląska. Wszyscy ci panujący przyjechali z dworzanami i zbrojnymi orszakami, bez których nie dało się wówczas podróżować. Był więc Kraków już porządnie zabudowany, skoro się znalazła gościna dla tylu dostojnych osób, którym nie można było dać lada jakiej kwatery. Na Wawelu mieszkali królowie, a książęta po kamienicach mieszczańskich. Przyjęcie było wspaniale, biesiady i turnieje, czyli popisy rycerskie szły jedne po drugich. Miasto Kraków wydało też osobną ucztę, od siebie, kosztem kasy miejskiej, a odbyła się ta biesiada w domu jednego z przedniejszych kupców, Mikołaja Wierzynka, który był już trochę spolszczony i Kazimierzowi Wielkiemu bardzo miły. (Dom ten stoi dotychczas i zowie się kamienicą Szarą). Był wtenczas zwyczaj, że wszyscy goście otrzymywali podczas uczty dary, jako to: puchary napełnione dukatami, drogie wyroby sztuki jubilerskiej, postawy kosztow­

68

Dzieje Polski

nego sukna i futra drogocenne. Sam Wierzynek dopłacił sporo do tej biesiady z własnej szkatuły. Nie żałowało mieszczańs­ two grosza, żeby się dobrze zapisać w łasce własnego króla, a w pamięci obcych. Wszystko, co tylko z nakrycia stołowego znajdowało się przed każdym z biesiadników, stawało się jego własnością, a więc cynowe posrebrzane misy, dzbany, roztruchany. Przed królami i książętami stawiano niejedną sztukę srebrną, a nawet szczerozłotą. Postarano się też, żeby przynajmniej wszyscy ci więksi i mniejsi monarchowie mieli nie tylko łyżkę, ale także nóż i grabki, czyli widelec, przy swych talerzach srebrnych. Dowiedzcie się bowiem, że używanie tych przyrządów do jedzenia zaczęło się we Włoszech dopiero jakie sto lat przedtem, a w roku 1364 nie było na północy jeszcze wcale rozpowszechnione. Przy dworzańskich stołach nie miał też każdy własnego talerza cynowego, lecz po kilku jadło razem z jednej misy cynowej. Równocześnie zastawiono dla pospólstwa wielkie kody z mięsiwem na rynku krakowskim oraz kadzie z miodem, i tam każdy jadł i pił dowoli, biorąc gołą ręką z kotła i zanurzając swój kubek w kadzi. Wszystko ma swoją historię, naw et sposób siadania do stołu i spożywania posiłku, i trzeba było całych wieków, zanim wide­ lec stał się przedmiotem nie zbytku, ale nieodzowną potrzebą, nawet dla niezamożnych. Wcześniej był zbytek na świecie niż ochędóstwo. Srebrnych talerzy i wyzłacanych kubków już wten­ czas nie brakło, ale brak był w całym świecie - widelców. Zagraniczni panowie podziwiali zamożność Krakowa, ale bo też już minęło 24 lata, odkąd Kazimierz Wielki przyłączył Ruś Czerwoną do swego państwa. Wschodnie towary dostawały się z rąk ormiańskich na składy naszego mieszczaństwa, a od kupców polskich przechodziły dalej do Niemiec. Tym bardziej zależało Kazimierzowi Wielkiemu na rozszerzeniu panowania na Rusi, żeby zająć jeszcze Wołyń i Podole, kraj rozległy, bardzo urodzajny, a prawie zupełnie pusty. Wyprawa powiodła się i król przyłączył do Polski zachodnią część Wołynia, a panujący na Podolu książęta litewscy Korjatawicze przyjęli zwierzchnictwo polskie.

69

Feliks Koneczny

Tak zapewnił Kazimierz Wielki Polsce rozwój handlu, a przez to dobrobyt. Korzystały z tego najbardziej miasta. Kupcy czer­ pali bezpośrednie zyski z handlu, a rzemieślnicy poczęli wysy­ łać swe wyroby na Wschód. Ludniejsze i zamożniejsze miasta potrzebowały i kupowały więcej produktów wiejskich, przez co dostarczały zarobku całej okolicy, a więc podniósł się dobro­ byt także po wsiach. Wsie były polskie, ale miasta jeszcze niemieckie. Spolszczyli się szybko gburowie, czyli wieśniacy niemieccy osiedleni w niek­ tórych okolicach, ale mieszczanie byli jeszcze Niemcami. Toteż Kazimierz Wielki, chociaż dbał bardzo o rozwój miast, niedo­ wierzał im jednak, pomny, co się działo za rządów jego ojca. Urządził się względem miast tak przemyślnie i roztropnie, że one zawisły zupełnie od jego łaski i w końcu stały się zupełnie potulnymi. Dał król przykład na samej stolicy, co znaczy jego wola królewska. Kraków rozrastał się, a ludność nie mogła się już pomieścić w jego murach; zaczęto się więc budować za murami, z czego powstawały przedmieścia, nie wiadomo czyjej władzy podległe, ni miasta, ni wsi, ani grody, ani gminy. Trzeba było zrobić z nimi jakiś porządek. Najprostszą rzeczą byłoby wcie­ lić je do Krakowa, ale król tego nie uczynił, tylko ustanowił z nich dwa nowe odrębne miasta: Kazimierz i Kleparz, z osobnymi wójtami i rajcami. Pogarnęło się do nich sporo ludności polskiej, której by w samym Krakowie nie dano praw miejskich, i tak pod samymi murami niemieckiego Krakowa powstały dwa nowe, a polskie miasta, które też dawały się we znaki właściwemu Krakowowi. Kazał np. król, żeby wieśniacy przyjeżdżający na zwykłe targi z rozmaitymi produktami i wiktuałami, płacili cło przy bramach Krakowa, a więc wieśniacy stawali przed murami, tj. na Kazimierzu lub Klepaczu, i zaraz targi tam się przeniosły. Najbardziej bogaciły się miasta ówczesne na tzw. prawie składu, tj., że przejezdni kupcy w takim mieście musieli się zatrzymać i w miejskich składach wystawić towar na sprzedaż.

70

Dzieje Polski

Wolno im było dalej jechać dopiero z tym, czego by tamtejsi kupcy zakupić nie chcieli. Jeżeli towar był dobry i pokupny, zakupywali oczywiście wszystko, zachowując też dla siebie wszystkie zyski z dalszej sprzedaży. Kazimierz Wielki odjął Krakowowi prawo składu na miedź i żelazo, a nadał je Bochni; podobnie popierał Nowy Sącz, Ska­ winę i Wieliczkę, które zabierały Krakowowi część dochodów. Spostrzegli mieszczanie, że dobrobyt ich zależy od skinienia królewskiego, toteż mieszczaństwo niemieckie dało sobie spokój z wszelkimi spiskami, a Kraków począł od tego czasu na wyścigi z innymi miastami popisywać się wiernością królom polskim. Byle bogactwa miejskie nie były użyte przeciw polszczyźnie, król popierał chętnie ich rozwój i otaczał swoją opieką. Sam też założył wiele miast nowych, w których dużo rodzin polskich zyskało od początku prawo miejskie. Z końcem jego rządów nie sami tylko Niemcy byli już po miastach, ale zaczęli mieć obok siebie mieszczan polskich, i sam Kraków począł się potem polszczyć przez sąsiedztwo z Kleparzem i Kazimierzem. Niemniej, niż o dobrobyt, dbał król o powiększenie siły wojen­ nej. Stare grody drewniane zamieniał na murowane warownie, a nowe, które sam zakładał, wszystkie były z kamienia. Wystawił w ten sposób około 70 grodów, od czego powstało o nim przys­ łowie, że zastał Polskę drewnianą, a zostawił murowaną. Stanęła też za Kazimierza Wielkiego ustawa, że wszyscy a wszyscy właściciele ziemscy chodzić m uszą na wojnę. Każdy szlachcic był już żołnierzem, ale nie każdy żołnierz był szlach­ cicem. Nie wszyscy bowiem właściciele ziemscy pochodzili z dawnych rodów polskich. Mieli własne grunta sołtysowie i ich potomkowie, i każdy kmieć miał praw o kupić sobie własność ziemską. Przez ustawę Kazimierza Wielkiego stawali się i ci także żołnierzami, tak samo jak szlachta; to też wielu z nich zla­ ło się ze szlachtą, i wiele polskich rodzin szlacheckich pochodzi od sołtysów, a naw et od zwykłych kmieci. Zdarzało się jednak, że sołtys, nie chcąc chodzić na wojnę, wolał sprzedać swe sołectwo szlachcicowi, a z pieniędzmi prze-

71

Feliks Koneczny

nosił się do miasta i tam zabierał się do handlu. Szlachcic, który kupił sołectwo, musiał też sprawować urząd sołtysa, a przez to stawał się przełożonym kmieci i sędzią nad nimi; nie dlatego, że był szlachcicem, ale dlatego, że stał się sołtysem. Służba wojskowa była ciężkim obowiązkiem, bo trzeba ją było odbywać własnym kosztem, i tylko na zagraniczne wyprawy królowie żołd dawali. Słusznie też wymagano od uboższych mniej, niż od bogaczy, a powinność wojskowa odbywała się stosownie do dochodów. Jedni brali na wojnę konia tylko i łuk, drudzy musieli stawić się w pełnej zbroi, inni dostawić jeszcze drugiego żołnierza za swe pieniądze, a bogacz musiał swoim kosztem uzbroić jeszcze kilku innych, dziesięciu, nawet dw u­ dziestu i przez całą wojnę żywić ich własnym kosztem. Kazimierz Wielki dbały o siłę fizyczną i materialną, nie zapo­ minał jednak, że podstawą wszystkiego są zawsze siły moralne i umysłowe. Największą siłą moralną społeczeństwa polskiego była jed­ nolitość polskiej prowincji kościelnej, dzięki czemu utrzymała się świadomość jedności narodowej i Królestwo Polskie mogło się zrosnąć na nowo. Kazimierz Wielki rozumiał dobrze, ile zaw­ dzięcza Kościołowi polskiemu w tym, że panuje nad zjedno­ czonymi dzielnicami, iż oprócz Mazowsza i Śląska cała Polska tworzyła jedno panowanie. Toteż gdy król czeski chciał oderwać od polskiej metropolii biskupstwo wrocławskie, Kazimierz por­ wał się o to do wojny, choć zwykł był wojny unikać. Dwóch książąt śląskich dostarczyło m u wtenczas posiłków: Henryk jaworzyński i Bolko świdnicki. Widać z tego, jak na Śląsku nie brakło jeszcze poczucia łącz­ ności z Piastami innych prowincji Polski i z koroną polską. Układ zaw arty z dynastią luksemburską pozostawiał książętom śląs­ kim wolność składania hołdu królowi polskiemu lub czeskiemu; mogła się więc szala jeszcze przechylić na polską stronę. Sprawa śląska rozstrzygnęła się ostatecznie nie na ostrzu miecza, lecz na ślubnym kobiercu, i to w bardzo ciekawy sposób. Bolesław świdnicki miał wcale rozległe panowanie, jak na księcia 72

Dzieje Polski

dzielnicowego, bo i na ojca jego i na niego samego spadały roz­ maite spadki, tak że z czasem należało do niego niemal pół Śląska. Podwoił zaś panowanie nabytkiem Dolnych Łużyc, jednej z dawnych słowiańskich ziem połabskich. Dziedziczką jego była nieletnia siostrzenica Anna. Myślał też Kazimierz Wielki o tym, jakby ją wyswatać w ten sposób, żeby z tego była korzyść dla Polski; ale i król czeski myślał o tym samym na swoją stronę. Wtem rodzi się czeskiemu Karolowi IV syn. Nim się jeszcze nauczył chodzić choćby tylko na czworakach, od razu zaręczył go ojciec z księżniczką Anną, liczącą 10 latek, a więc starą już kobie­ tą, jak na takiego pana młodego. Ten pan młody w pieluszkach żył jednak ledwie kilka miesięcy, i znowu nowe troski; której też koronie przypadnie wiano księżniczki? A naszemu Kazimierzowi syn się wcale nie rodził; miał same tylko córki. W dwa lata potem owdowiał król Karol IV i zaraz po pogrzebie swej żony oświad­ czył się o rękę Anny świdnickiej, a w kwartał potem już ją poślubił, nie dbając o żałobę po nieboszczce, i zaraz koronował dwunastoletnią Annę na królowę czeską. Cóż miał począć król Kazimierz? Musiał jeszcze posłać do Pragi życzenia weselne. Ostatecznie król polski zrzekł się praw do spadku po Bolku świdnickim w zamian za to, że Luksemburczycy zrzekli się praw do zwierzchnictwa lennego nad księstwem płockim. Zmusił też Kazimierz króla czeskiego do uroczystego przyrzeczenia, jako nie będzie już robił starań o oderwanie diecezji wrocławskiej od metropolii gnieźnieńskiej, a w zamian za to przyrzekał Kazimierz nie zawierać sojuszów przeciw Karolowi czeskiemu. Siły umysłowe narodu Kazimierz Wielki wzmógł jak najbar­ dziej, zakładając w roku 1364 uniw ersytet w ulubionym swym mieście Kazimierzu pod Krakowem. Otworzył wydział przygo­ towawczy, a potem jeszcze początki prawniczego, ale całego uniw ersytetu już się nie doczekał, następca jego nie dbał wcale o tę szkołę główną Korony polskiej i dopiero w roku 1400 uni­ wersytet był wznowiony. Samą fundację jednak tego wielkiego dzieła zawdzięczamy Kazimierzowi Wielkiemu. Przez cały czas swego panowania król Kazimierz Wielki dbał o dobre praw a i odbywał szereg wieców, na których nie tylko

73

Feliks Koneczny

poprawiano i udoskonalano prawa, ale też po raz pierwszy je spisywano. Nie było bowiem dotychczas praw pisanych dla sta­ nu świeckiego; tylko kanoniczne praw o kościelne spisane było od dawna. Pierwszy z tych wieców ustawodawczych odbywał się w roku 1346 w Wiślicy, i dlatego też praw a w ydane za Kazimierza Wielkiego zowią się ustawodawstwem wiślickim, albo krótko statutem wiślickim. Ustawy te obejmują najrozmaitsze spra­ wy, ale tyczą się głównie właścicieli ziemi i dzierżawców, czyli szlachty i kmieci. O kmieci król dbał z największą troskliwością, zaprowa­ dzając w stosunkach rolniczych porządek prawny. Tak np. gdyby szlachcic popadł za długi pod egzekucję sądową, nie wolno było przeprowadzać jej na łanach kmiecych. Lud był zupełnie wolny. Nie miał względem właścicieli, czyli szlachty, innych zobo­ wiązań, prócz obowiązków, wypływających ze stosunku dzier­ żawnego, i każdy dzierżawę mógł opuścić, byle pozostawił na gruncie połowę zasiewów, żeby rola nie marniała. Tylko na szkodników, którzy opuszczali grunta bez wypowiedzenia i nie zagospodarowane, nałożono karę sześciu grzywien. W kilku wypadkach, gdy właściciel źle się sprawował, wolno było wszys­ tkim kmieciom opuścić grunta bez wypowiedzenia; a to było ruiną majątkową dla szlachcica, który od razu tracił czynsze ze swej posiadłości. Takie to dotkliwe kary Kazimierz Wielki wyznaczał na właścicieli ziemskich, dopuszczających się nadu­ żyć nad kmieciami; toteż otrzymał później przydomek „króla chłopków", przydomek zaiste zaszczytny. Bajką za to jest, jakoby Kazimierz Wielki opiekował się szczególnie Żydami i jakoby ci, zwabieni jakimiś jego dobro­ dziejstwami, przybywać poczęli tłumnie do Polski. Byli oni w Polsce już za Mieszka I, przywędrowawszy najpierw znad Morza Czarnego przez Ruś i Grody Czerwieńskie, a później także z zachodnich krajów europejskich, gdy ich tam poczęto prześladować. Trudnili się pierwotnie kupiectwem wędrownym, obwożąc od grodu do grodu drobne towary. Potem mieszczań­

74

Dzieje Polski

stwo niemieckie wyparło ich zupełnie z handlu; wtedy poczęli trudnić się lichwą. Za Kazimierza Wielkiego było ich jeszcze wcale niewielu. W całej Małopolsce mieszkali tylko w dwóch miastach: w Sandomierzu i Krakowie, gdzie mieli wyznaczoną sobie osobną połać (dzisiejsza ulica św. Anny). W założonym przez króla mieście Kazimierzu nie było ani jednego Żyda. Po wsiach nie było ich zupełnie. Złote czasy dla Żydów nastały nie za Kazimierza Wielkiego, ale dopiero w sto lat później, za innego króla Kazimierza, za Kazimierza IV, a tradycja pomieszała w tej sprawie dwóch królów jednego imienia. Licząc w roku 1370 sześćdziesiąt lat wieku, Kazimierz Wielki był zupełnie zdrów i krzepki, gdy wtem uległ przygodzie. Polu­ jąc w województwie Sieradzkiem, spadł z konia i złamał nogę. Ale pomimo to odbywał wycieczki konno, nie bardzo słuchając lekarza Henryka z Kolonii. Na jednej z takich wycieczek nagle zaniemógł i musiał osiem dni przeleżeć w klasztorze po drodze, w Koprzywnicy, bo się tymczasem zbliżył wielce do Wisły. Dźwignął się tu jeszcze i ruszył do Osieka; tu znowu się pogor­ szyło, ale król, nie zważając na to, ruszył do Krakowa. Dojechał do stolicy dnia 30 października 1370 roku, ale nazajutrz tracił już chwilowo przytomność, a o wschodzie słońca dnia 5 listopada zakończył życie, tak pożyteczne dla Polski. Był to ostatni Piast na polskim tronie, bo układ z Ludwikiem odsuwał krewnych piastowskich od korony polskiej. Układu trzeba było dotrzymać. Stała się ciężka krzyw da Piastom mazo­ wieckim, a śląskim po raz drugi w historii polskiej. Król Ludwik pozyskał sobie na Węgrzech przydomek Wiel­ kiego, ale w historii polskiej nie ma go za co chwalić; słusznie powiedziano o nim, że był ojcem dla Węgier, lecz dla Polski ojczymem. Niewiele zajmował się Polską. Wyręczał się w rządach swym ulubieńcem Władysławem Opolczykiem, któremu nadawał niep­ rawnie lenna w Polsce, i zrobił go wielkorządcą Rusi Czerwonej po to, żeby ten kraj oderwać od polskiej korony a przyłączyć do węgierskiej. Niegdyś zobowiązawszy się odzyskać Pomorze,

75

Feliks Koneczny

wcale o tym teraz nie myślał. Matka jego Elżbieta Łokietkówna, przebywając dłuższy czas w Polsce, starała się skłonić serca rodaków ku niemu, lecz próżne były jej wysiłki. Będąc jakiś czas wielkorządczynią w imieniu syna, sama nawet utraciła mir wśród ludności; w Krakowie wybito naw et jej służbę węgierską. Ludwik wywiózł na Węgry córki Kazimierza Wielkiego, nie dając im tam ani nawet należnego królewnom wychowania. Uwiózł też koronę, jakby się bał, żeby jej kto inny nie zabrał. Ostrożność ta okazała się rzeczywiście potrzebną, bo wobec niedbałych jego rządów, a nawet wprost szkodliwych dla Polski, powstało stronnictwo, chcące strącić go z tronu, i było przeciw niemu aż sześć buntów. Ludwik trzymał córki Kazimierza Wielkiego o setki mil w ukryciu, bo sam miał także tylko córki, którym pragnął zapewnić następstwo swoich tronów. Po wielu a wielu kłopo­ tach i układach zdołał wreszcie pozyskać wielmożów mało­ polskich do obietnicy, że jedną z jego córek przyjmą na tron polski. Byli jednak i tacy, którzy woleli wrócić po prostu do Piastów i dać w przyszłości tron Ziemowitowi mazowieckiemu. Tymczasem pogańscy Letuwini wpadli do Polski pod wodzą Kiejstuta, dotarli aż do Tarnowa i zabrali 23 000 jeńców. Pod­ czas polskiej wyprawy odwetowej zmarł Olgierd, a nastąpił po nim syn jego, Jagiełło. Wojna roku 1377 była więc wojną z Jagiełłą. Zajęto wtenczas szereg grodów, a w śród nich od strony wołyń­ skiej Bełz. Pod Bełzem brał udział w działaniach wojennych ów Wła­ dysław Opolczyk. Uwiózł z grodu bełskiego otoczony tam pow­ szechną czcią obraz Bogurodzicy, malowany na desce cyp­ rysowej, w edług sposobu bizantyńskiego, a pochodzący z VIII lub IX stulecia. Obraz ten budził podziw powszechny, bo było to jedyne jeszcze wówczas dzieło bizantyńskiej sztuki malarskiej, które dostało się tak daleko w te strony. Chciał go więc Opolczyk zabrać do siebie. Kiedy orszak, przewożący obraz, przejeżdżał przez wysokie wzgórze, zwane Jasną Górą, pod wsią Często­ chową nad Wartą, powiada legenda, że konie nagle stanęły i nie 76

Dzieje Polski

chciały dalej ruszyć. Uważano to za znak woli Bożej, ażeby obraz pozostał na tym miejscu. Przechowywano go więc przez jakiś czas w kościółku częstochowskim. W kilka lat potem, w roku 1382, sprowadził Opolczyk do Polski zakon węgierski paulinów, ulubionych mnichów króla Ludwika, i założywszy dla nich klasztor na Jasnej Górze, oddał obraz pod ich pieczę. Taki jest początek cudownego obrazu Matki Boskiej Częstochow­ skiej w Polsce. W izerunek ten zasłynął w net cudami, a historia jego złączyła się najściślej z całym następnym przebiegiem historii polskiej. Częstochowa zaś wkrótce na miasto urosła. Król Ludwik zmarł w roku 1382, przez nikogo w Polsce nie żałowany. Stosownie do umów przysługiwało następstwo tronu polskiego córce jego Jadwidze, która była niemal dzieckiem jeszcze. Ziemowit mazowiecki miał licznych zwolenników, ale jedno z drugim dawało się doskonale pogodzić, bo Ziemowit nie był żonaty. Jadwiga była wprawdzie, chociaż tak młodociana, zaręczona, ale bądź co bądź jeszcze niezamężna. O sprawie jej zamęścia w następnym rozdziale.

77

Feliks Koneczny

Panowie małopolscy rozumowali, że gdyby Jagiełło przyjął chrzest, gdyby ożenił się z Jadwigą i zasiadł na polskim tronie, nie byłoby już najazdów letuwskich, ani współzawodnictwa ich przeciw Polsce na Rusi. Pozbywszy się wojen w tamtej stro­ nie, zabrać można by się lepiej wspólnymi siłami do Zakonu krzyżackiego. Krzyżacy i tak nie byliby już do niczego w Euro­ pie potrzebni, skoro wraz z chrztem Letuwy zniknęliby ostatni poganie w naszej części świata. Na czele przedsiębiorczego i pa­ trzącego daleko w przyszłość małopolskiego grona możnowładców stali: Spytek z Melsztyna, Jakub z Tęczyna i Jaśko z Tarnowa. Wyprawili poselstwo na Litwę. Zrozumiał Jagiełło, że Polacy niosą Letuwie ocalenie, bo inaczej padłaby ta pogańska część Litwy ofiarą Krzyżaków, podobnie jak przedtem pobratymcy Letuwinów, Prusacy. Czy jednak zgodzi się Jadwiga? Królewna przybyła wreszcie do Krakowa dnia 13 paździer­ nika 1384 roku. Matka wydała jej ze skarbca węgierskiego polską koronę żeńską, dla królowych; toteż ukoronowano Jadwigę w Krakowie zaraz w dwa dni po przyjeździe. Męska korona została jeszcze w skarbcu węgierskim. Dziwiło wszystkich, że Ziemowit swatów nie przysyła, a wal­ ki zaprzestał. Wielmożowie małopolscy wtajemniczyli go w swój plan, on zaś, uznając wielką korzyść dla całego narodu i całego chrześcijaństwa, złożył swe osobiste wyniesienie na ołtarzu dobra publicznego. Książęta mazowieccy bywali sobie nieraz prości tylko ludzie, ale zawsze uczciwi, a Ziemowit IV zasłużył sobie w historii polskiej na wdzięczną pamięć, że nie bruździł prywatą. Nie było swatów od Ziemowita, ale co dziwniejsza, nie przy­ jeżdżał nikt od Wilhelma. Od ślubów hainburskich minęło już lat sześć i oblubieńcy mieli zupełne praw o zamienić się w mał­ żonków. Ale książę habsburski nie chciał królewny bez korony. Korona węgierska przypadła już tymczasem starszej siostrze Marii, a koronacja polska zwlekała się przez półtora roku, więc Wilhelm się nie zgłaszał. Ale skoro go doszła wieść, że Jadwiga już jest koronowana w Polsce, zaraz się znalazł.

80

Dzieje Polski

Jeździł najpierw do królowej matki na Węgry ojciec Wilhelma Leopold i zawarł umowę z wyznaczeniem dnia 15 sierpnia 1385 roku, w samo święto Wniebowzięcia, na zamieszkanie Wilhelma u Jadwigi na Wawelu. Miały być przy tym oczywiście wielkie uroczystości, a na starostę weselnego zaproszono dawnego przy­ jaciela króla Ludwika, Władysława Opolczyka. Ten porozumiał się zawczasu z niemieckim mieszczaństwem Krakowa, a uzys­ kał pomoc Gniewosza z Dalewic, na którym wiele zależało, bo miał dom własny w Krakowie, do którego Wilhelm mógł zajechać, dom po wielkopańsku urządzony, godny oblubieńca królowej (narożnik ulic Szczepańskiej i Sławkowskiej od strony rynku). Tymczasem Jadwiga dowiedziała się o zamiarach Jagiełły. Ten pogański książę wydał się jej dziwnie zuchwałym, że śmiał starać się o jej rękę, Ona przywykła od dzieciństwa do najwięk­ szej ogłady i cywilizacji, a Letuwa cóż? Dzicz, na którą znajomi jej rycerze chrześcijańscy urządzali w ypraw y z Krzyżakami. Mieli zaś Krzyżacy wszędzie swoich ludzi, a można sobie wy­ obrazić, co ci wygadywali na Letuwinów. Od łat dziecięcych nasłuchała się Jadwiga, że to lud dziki, na wpół jakby niedźwie­ dzie, cali porośnięci kudłami; toteż teraz sama myśl o Jagielle wstręt w niej budziła. A Krzyżacy, dowiedziawszy się o zamia­ rach wielmożów małopolskich, jęli rozgłaszać, że chrzest Jagiełły będzie tylko udany, że nie tylko nie będzie z tego rozkrzewienia wiary świętej, ale Polsce grozi nawrót do pogaństwa pod królem poganinem. Młodziuchna, czternastoletnia królowa rozważała sobie, że jej przecież nie mogą zmusić siłą przy ołtarzu; skoro tylko Wilhelm przyjedzie do Krakowa, złoży publiczne oświadczenie, że chce być jego żoną, i jednym słówkiem uwolni się od natręc­ twa niedźwiedzia litewskiego. Słychać w praw dzie było o tym, że dostojnicy polscy zamierzają Wilhelmowi wypłacić 200 000 dukatów, ale pocieszała się tym, że Jagiełło nie może stać się jej mężem, póki ona sama nie powie przy ołtarzu: „tak", a więc nie można jej wbrew własnej woli sprzedać za dukaty poganinowi,

81

Feliks Koneczny

którego podejrzewała, że chce udawać nawróconego, by zyskać koronę, a potem pogaństwo letuwskie w Polsce szerzyć. Tak sobie rozważała Jadwiga i czekała na przyjazd Wilhelma, ciekawa wielce, jak on też wygląda? Nie widzieli się już bowiem od lat czterech, a w tym wieku cztery lata stanowią cały okres życia. Sama zaś Jadwiga była urody prześlicznej, a piękność jej wysławiano nie tylko w Polsce, na Węgrzech i w Niemczech, ale nawet w dalekim kraju włoskim, gdzie lud jest najurodziwszy; naw et tam mówiono o jej piękności. I tak słynęła w świecie z nadzwyczajnej urody lilia Wawelu. Miała niebawem zasłynąć z ważniejszych przyczyn. Przyjeżdża wreszcie Wilhelm do Krakowa, oczywiście ze wspaniałym, bardzo strojnym orszakiem. Wszak to na własne wesele! Nie wypadało zajeżdżać w prost do panny młodej, na Wawel, zajeżdża więc tymczasem do kamienicy Gniewosza z Dale wic. Tam czeka, aż przybędzie po niego starosta weselny i odprowadzi go na Wawel w śród hucznych uroczystości. Ale Władysław Opolczyk nie przyjechał. Stary książę siedział już na dwóch stołkach. Mając w Polsce lenno, wolał ubezpieczyć się na wypadek, gdyby szczęście sprzyjało Jagielle, i zamiast jechać do Krakowa, pchnął od siebie gońca na Litwę... Mija dzień wyznaczony na dopełnienie małżeństwa, Opolczyka nie widać. Młodą parę pierwszy spotkał zawód. Wyczekując niecierpliwie księcia opolskiego, nie nudzili się wcale. Urządzono w Krakowie szereg uroczystości przedweselnych, wybrawszy do tego obszerne budynki franciszkańskie. Z Wawelu schodziła Jadwiga ze swym dworem niewieścim, a z rynku od kamienicy Gniewosza, sunął Wilhelm ze swym rycerstwem ku franciszkanom. Wszystko odbywało się uroczyś­ cie, z zachowaniem wszelkich prawideł ceremoniału dworskiego; wszak to wesele królowej. Na sali wielkiej u franciszkanów, odstąpionej przez zakonników, lutniści wyśpiewywali pieśni w trzech językach: niemieckim, prowansalskim i włoskim; sto­ ły były zastawione do biesiady, a potem oddawano się pląsom. Wyrósł zaś był Wilhelm na przystojnego młodziana, umiał się

82

Dzieje Polski

podobać i podbił serce młodocianej oblubienicy. Zakochała się Jadwiga w Wilhelmie i pragnęła go na męża. Miała ona w sobie nie tylko gorącą krew neapolitańską, ale też własną wolę. Czuła się królową i panią, chciała rozkazywać i umiała to robić. A podczas tych wesołych zabaw krakowskich, w sam raz dnia 14 sierpnia 1385 roku, stanęło poselstwo panów małopolskich w lichej osadzie litewskiej, Krewie, gdzie atoli stał zamek wiel­ koksiążęcy, i zawarto tam umowę, mocą której Jagiełło zobo­ wiązywał się przyjąć chrzest w obrządku rzymskokatolickim wraz z całym ludem letuwskim, a całe Wielkie Księstwo Li­ tewskie, ze wszystkimi podw ładnym i m u księstwami ruskimi, wcielić do polskiej Korony. Umowę taką, wiążącą dwa państwa w jedno nie podbojem, lecz związkiem dobrowolnym, zowiemy z łacińska: unią. Gdy Jadwiga oczekiwała Opolczyka, dostojnicy państwowi czekali na gońca z Litwy z wiadomością o unii krewskiej. Już zaczęli przekładać Jadwidze, jako może unia już podpisana, a chodzi tu o nawrócenie całego kraju; jako Jadwiga może doko­ nać jednym swym słowem tego, czego nie zdołał Zakon krzyżacki przez półtora wieku. Ale Jadwiga dostojnikom polskim nie bar­ dzo dowierzała, a Wilhelma pokochała gorąco. Oświadczyła, że nie będzie już czekać dłużej na Opolczyka i że dnia 23 sierpnia w prow adzi Wilhelma stanowczo na zamek i zamieszka z nim jako z małżonkiem. Dotrzymała słowa. W jasne południe tego dnia jechał ulicą Grodzką na Wawel długi korowód. Na przedzie strojny herold konno, za nim surmy, bębny, kody, piszczałki (takie miewano wówczas kapele), potem w kilkanaście szeregów rycerze w sreb­ rzystych zbrojach, a w samym środku tego orszaku Wilhelm, przybrany w najpiękniejszą zbroję polerowaną, misternej roboty mediolańskiej. Wyległo mieszczaństwo krakowskie na ulice, za­ dowolone, że zasiądzie Niemiec na tronie. A równocześnie kró­ lowa szykowała na Wawelu swoje dworzanki i otoczona nimi czekała na Wilhelma w komnacie tronowej. A stroje odświętne jej dworzanek, nie były to już pstre szatki orszaku Dubrawki, ale

83

Feliks Koneczny

atłasy i adamaszki, suto złotem haftowane, a obok bursztyno­ wych ozdób prawdziwe perły, szczerozłote naramienniki i kol­ czyki. Wjeżdża Wilhelm na zamek królów polskich. Straż zamkowa dziwiła się może, że go przepuścił stary kasztelan, Dobiesław z Kurozwęk; ale on wiedział, co czyni. Herold Wilhelma wjechał konno pierwszy na dziedziniec Wawelu i tam zatrąbił czterykroć, na cztery strony świata, ob­ wieszczając uroczyście głosem doniosłym, czyje zwiastuje przy­ bycie. Wnet zjawił się i sam Wilhelm i zaczęła się ostatnia uro­ czystość wesela królowej. Radość swą pragnęła Jadwiga zaznaczyć jakimś czynem łas­ ki monarszej. Był już wówczas zwyczaj, że w dniach uroczystości rodzinnych monarchowie ułaskawiali więźniów. Kazała więc królowa otworzyć więzienie miejskie. Stało się temu natych­ miast zadość, a pisarz miejski zapisał od razu, jeszcze przy jas­ nym świetle dziennym, do akt krakowskich, jako: „w dzień św. Bartłomieja, po dopełnieniu małżeńskich ślubów królowej pani, na żądanie i prośby tejże królowej wypuszczeni zostali wszyscy skazańcy, którzy podówczas zamknięci byli w więzie­ niach miejskich". Można tę zapiskę do dziś dnia oglądać w krakowskiem ar­ chiwum miejskim. Pisarz miejski trochę się jednak pomylił przez pośpiech. Prawdą było, co zapisał - i czyż mógł przewidywać, że Wilhelm na zamku nie przenocuje? A do zamieszkania trzeba przenocowania; bez zamieszkania zaś „ślub na przyszłość", za­ warty w Hainburgu, nie stawał się dopełnionym małżeństwem. Wielmożowie małopolscy czuwali. Woleli oni usunąć się z miasta, żeby nie prowadzić sporów z królową i żeby nie musieli uchybiać etykiecie dworskiej. Przebywali niedaleko. Zjechali się, zebrali swych zwolenników spośród ziemiaństwa ziemi kra­ kowskiej, z którymi spędzili ten dzień w okolicy, po dworach w sąsiedztwie. Biegali do nich ciągle gońcy od kasztelana kra­ kowskiego. Gdy Wilhelm wjeżdżał na zamek, jechali i oni do Krakowa,

84

Dzieje Polski

i nagle pod wieczór wjechała na Wawel cała drużyna polska. Nikt z Polaków nie pozostawił najmniejszego wspomnienia na piśmie o tym, co się tam dalej działo, a tajemnicy dochowali tak ściśle, iż ani naw et żadna tradycja o tym się nie przechowała. Mniej powściągliwi byli jednak towarzysze Wilhelma i pisarze niemieccy. Od nich się dowiadujemy, a zwłaszcza z pamiętników ówczesnego burmistrza wiedeńskiego, że Wilhelm musiał z zam­ ku wawelskiego uciekać, spuszczony z okna na linie. Jadwiga nie myślała jednak dać za wygraną. Chodziło już nie tylko o to, że Wilhelma kochała, ale o obrażoną dumę monarszą, 0 to, żeby pokazać, że ona tu panią. Nie chciała też słyszeć o Jagielle. A Wilhelm nie ustąpił także, lecz ukrywał się w najbliż­ szej okolicy, tuż pod miastem, na Czarnej Wsi i w myśliwskim zameczku Kazimierza Wielkiego w Łobzowie. Powiodło m u się porozumieć z Jadwigą i wrócił do kamienicy Gniewosza z Dalewic. Należało się obawiać, że królowa sama uda się tam do niego. Panowie polscy, którzy nie wydalali się już z miasta, posłali tam zbrojnych pachołków. Wilhelm ledwie zdołał wstawić drabinę do komina i wydostawszy się tym sposobem na dach, uszedł pościgu. Nie dbał, że m u to przynosi ujmę; obiecywał sobie powetować stokrotnie to wszystko, gdy zostanie mężem Jadwigi i królem. Jadwiga nie taiła się wcale z tym, że pragnie się połączyć z Wilhelmem. Próbowała kilka razy wydostać się z Wawelu, ale zręczny kasztelan za każdym razem umiał prze­ szkodzić temu tak jakoś, żeby królowej w prost nie obrazić, a jed­ nak wymyślić przeszkodę. Raz dostała się aż pod bramę zamkową. Zastawszy furtę zamkniętą, kazała otworzyć. Straż nie miała kluczy bo trzymał je u siebie kasztelan. Posłali więc do starego Dobiesława z Kurozwęk, a wraz z nim przybyło kilku innych panów, którzy na próżno prosili, żeby Jadwiga czekała na wiadomości z Litwy. W królowej wzburzyła się krew młoda. Wyrwała topór jednemu ze straży i zaczęła rąbać bramę, ażeby się wydostać na miasto. Nikt nie śmiałby wyrwać jej z rąk topora; można było tylko prosić 1 błagać. Słabe dłonie dziewicy niewiele mogły jednak sprawić,

85

Feliks Koneczrty

a po kilku uderzeniach poznała sama, że furty nie wyrąbie. W zruszeni panowie prosili o przebaczenie, a stary podskarbi koronny, Dymitr z Goraja, rzucił się przed Jadwigą na kolana, błagając, żeby zaprzestała i pomiarkowała się w namiętnym porywie. Panom polskim, bawiącym w Krakowie, było szczerze żal młodziuchnej a pięknej królowej, ale musieli pamiętać o wyż­ szych obowiązkach. Małżeństwo z Wilhelmem - to zadowolenie jednego tylko serca, a kto wie, na jak długo; małżeństwo zaś, z Jagiełłą, to wielka sprawa przed Bogiem i światem. Z płaczem wracała królowa do swych komnat, strapiona i zła­ mana. Pocieszać się mogła tym, że przecież ślubu z Jagiełłą i tak nie weźmie, skoro nie zechce. Wszak ślubu przemocą dać nie można. Tymczasem Krzyżacy starali się o to, żeby Jagiełło nie mógł przyjechać do Krakowa. W dwa dni po przywieszeniu pieczęci do aktu unii w Krewie, wielki mistrz wyruszył na Litwę i roz­ począł wojnę (zwaną białoruską). Ale Jagiełło o nic już nie dbał, lecz ruszył w drogę do Polski. Na ojców chrzestnych zaprosił do Krakowa obydwóch mistrzów Zakonu Niemieckiego, wielkiego mistrza z Prus i landmistrza z Inflant. Wyprawił z zaproszeniem tym posłów, których przyjęto z lekceważeniem, a nawet wzgar­ dliwie. Nie dał się jednak władca litewski odwieść od swego postanowienia i z początkiem lutego 1386 roku stanął w Lublinie. W młodej królowej serce biło głośno, ale począł też kołatać głos obowiązku, w miarę jak się przekonywała, że praw dą jest to wszystko, co jej powiadali dostojnicy polscy. Przekonywała się sama, jak wiele spraw doniosłych zależy od jej postanowienia, aż w końcu musiała zastanowić się, jaka ciężka spada na nią odpowiedzialność wobec Kościoła i dwóch narodów. W mło­ docianej duszy nastała chwila najcięższa, bo chwila przełomu: sama teraz nie wiedziała, co robić, jak postąpić. A gdzież szukać pociechy i pokrzepienia wśród wątpliwości, jeżeli nie w modli­ twie? W królewskim kościele na Wawelu, w lewo za wielkim ołta­

86

Dzieje Polski

rzem, jest duża cudowna figura Zbawiciela na krzyżu. Krzyż czarno szmelcowany, ogrodzony srebrną siatką, wygląda nad­ zwyczaj poważnie a posępnie. Zwieszona głowa Ukrzyżowanego spogląda na klęczących u stóp wiernych, jakby wzywała, żeby każdy dźwigał krzyż swój taki, jaki kom u Opatrzność wyzna­ czyła. Tam chadzała modlić się królowa Jadwiga, tam modlitwa natchnęła ją radą zbawienną, by szukać ukojenia i drogi do wyjścia z przeciwieństw losu w przyjęciu świętych Sakramentów. Spowiednikiem jej i powiernikiem został kanonik krakowski, Piotr Wysz. Zwany był w Krakowie ojcem ubogich, i znany był z tego, że poczytywał sobie za największe szczęście, gdy wyś­ wiadczyć mógł komu przysługę. On koił myśli Jadwigi i zachęcał do dalszej modlitwy. Legenda opowiada, że do zalanej łzami królowej przemówił raz Zbawiciel z krzyża; od tej chwili, po tylu ciężkich katuszach moralnych, przeniosła surowy obowiązek nad ponęty osobistego szczęścia. Piękna ta legenda jest najzupełniej na swoim miejscu, bo całe dalsze życie Jadwigi było praw dziwie życiem świętej, tak pełne nadzwyczajnych cnót i ofiar, tak jaśniejące nadziemskim blaskiem poświęcenia, iż napraw dę nie ma w tej legendzie nic a nic dziwnego. Godną była największej łaski Bożej. Dzięki medytacjom o męce Zbawiciela, odbywanym pod cudownym krzyżem na Wawelu, Jadwiga przystała w końcu na spełnienie ofiary z własnego życia. Teraz, postanowiwszy pójść za głosem surowego obowiązku, wyprawiła od siebie dwóch posłów. Jeden z nich, dworzanin Zawisza z Oleśnicy, miał poselstwo bardzo przyjemne: jechał od królowej naprzeciw Jagiełły ze słowem powitalnym, pewny że będzie przyjęty żywą radością i że go nowy pan hojnie obdarzy za miłe poselstwo. Jakoż otoczył Jagiełło łaską swoją zwiastuna najmilszej wieści i nie tylko zawsze o nim pamiętał, ale też o jego synie, Zbigniewie, który wyszedł na wielkiego człowieka (będzie 0 nim jeszcze mowa w dalszym ciągu historii). Drugi wysłaniec niedaleką miał drogę, ale poselstwo nader niemiłe. Miał polecone odszukać Wilhelma w okolicy Krakowa 1powiedzieć m u od królowej, żeby wyjeżdżał i nie wracał.

87

Feliks Koneczny

Czyn Jadwigi posiada wartość właśnie dlatego, że cierpiała, i w tym jej zasługa, że rwąc się do osobistego szczęścia, zrzekła się go, świadoma ofiary, ale też świadoma wielkiego celu, dla którego tak czyni. Wilhelm nie zrozumiał szczytności jej poświę­ cenia; dla niego sprawa pozostała zawsze tylko osobistą, a osobę swą kładł przed dobrem całego chrześcijaństwa. Nie myślał on o tym, że to ostatni pogański lud w Europie ma się nawrócić dzięki ofierze Jadwigi. On niczego ofiarować nie myślał. Zamiast ukorzyć się przed potężną cnotą Jadwigi, on lżył ją potem i mścił się na niej przynajmniej słowem, gdy nie mógł inaczej, miotając potwarze i szarpiąc jej dobre imię. Przez całe życie nie mógł prze­ boleć chrztu Litwy. Nadeszła wreszcie wielka chwila dziejowa. Dnia 15-go lutego 1386 roku Jagiełło, wielki książę litewski, ochrzcił się w katedrze krakowskiej, przybierając imię chrzestne Władysława, i wziął ślub z Jadwigą; dnia zaś 17-go lutego odbył uroczystą koronację. Stara korona polska znajdowała się wciąż jeszcze w skarbcu węgierskim, sprawiono więc naprędce nową. Uroczystości te od­ były się wobec legata papieskiego Dymitra, arcybiskupa z Dub­ rownika, miasta chorwackiego w południowej Dalmacji. Radość zapanowała w Kościele i pośród narodów zachodniej Europy, że koniec już pogaństwa w Europie. Król francuski, Karol VI, przysłał list z serdecznymi życzeniami. Władysław Jagiełło i Jadwiga wyprawili w poselstwie do Rzymu kanonika krakowskiego Mikołaja Trąbę, żeby złożył Sto­ licy Apostolskiej hołd nowonawróconego monarchy i jego ludu. Poseł wstąpił po drodze do Wilhelma, żeby m u zapłacić owe dwieście tysięcy dukatów, należne m u z umowy hainburskiej. Prawo narodów postanawia, jako osoba posła jest święta, ale naszego kanonika wtrącono w Austrii do więzienia, w którym przebył cztery lata. Próbował też Wilhelm w Rzymie procesu unieważnienia małżeństwa Jagiełły z Jadwigą, a Krzyżacy używali ku temu wszystkich swych wpływów, ale nadaremnie. Król Władysław Jagiełło otrzymał list od papieża, w którym Ojciec święty nazy­ wa go „drogim klejnotem Kościoła".

88

Dzieje Polski

Bo też nowy król Władysław już jesienią 1386 roku wybrał się na Letuwę, ażeby w tej części Litwy zaprowadzić chrześci­ jaństwo. Nie było z tym żadnych trudności, skoro chrzest od­ bywał się bez szczęku mieczów, a tylko w śród słów modlitwy i błogosławieństw. Niegdyś przy nawracaniu Polski nie przela­ ła się ani kropla krwi, a teraz powtórzyło się to samo tam, gdzie światło Ewangelii nieśli Polacy. Tak każe nauka Chrystusa. W Wilnie założono od razu biskupstwo, a później drugie w Miednikach dla Żmudzi. Królowa Jadwiga wybrała się do ziemi dawnych Lachów i Grodów Czerwieńskich, żeby oświadczyć starostom węgier­ skim, siedzącym tam jeszcze od czasów jej ojca króla Ludwika, że ona jako dziedziczka Ludwika uwalnia ich ze służby, a kraj przyłącza do swojej korony polskiej. Jagiełło posłał tam z Litwy hufiec zbrojny pod wodzą swego brata stryjecznego, Witolda, ale okazało się to całkiem niepotrzebne, bo nie było ani nawet najmniejszej potyczki w tej staropolskiej ziemi. Królową powitały poselstwa w Jarosławiu i Gródku; cała sprawa załatwiła się bez przelania choćby jednej kropli krwi. Ziemia Lachów wracała chętnie do polskiego królestwa. Ruska część ludności wiedziała, że rządy polskie niosą im dobrobyt i opiekę ich obrządku, któ­ rego starostowie węgierscy wcale nie szanowali. Królowa Jadwiga, słynąca dotychczas z urody, miała odtąd zasłynąć i z cnoty. Całe jej życie stanowiło jedno pasmo świątob­ liwości. Nie okazała nigdy nikomu pychy, zawiści lub niechęci, nie było zaś nad nią szczodrzejszej pani. W kościołach po całej Polsce pełno jej darów i sporo szat liturgicznych, haftowanych jej ręką. W skarbcu katedralnym na W awelu znajduje się taki ornat jej daru, z krzyżem haftowanym, wysadzanym perłami i drogimi kamieniami. Utrzymywała dużo młodzieży po szkołach swoim kosztem. Na Kleparzu (przedmieściu krakowskim) za jej pie­ niądze stanął klasztor benedyktynów słowiańskich, mający przy­ sposabiać księży katolickich do misji wschodnich. W Pradze Czes­ kiej utworzyła fundację dla kleryków, chcących się poświęcić pracy kapłańskiej na Litwie.

89

Feliks Koneczny

Fundacja owa była w Pradze Czeskiej, bo Uniwersytet Kra­ kowski nie posiadał jeszcze wydziału teologicznego. Uniwersytet znajdował się w ogóle w upadku, bo król Ludwik zaniedbał go zupełnie, a to, co pozostało po Kazimierzu Wielkim, pogrążone było w niedostatku. Królowa zajęła się z największym zapałem uzupełnieniem Uniwersytetu Krakowskiego; sprowadzała uczo­ nych mężów na swój dwór, odbywała z nimi narady, a nie żałując największych kosztów, przygotowała wszystko, żeby mogły być już wszystkie cztery wydziały uniwersyteckie i stosowne dla nich pomieszczenie; ale już oie na Kazimierzu, lecz w samym Kra­ kowie. Uniwersytet uzupełniony teologią wydawać miał kap­ łanów, otaczających swą pieczą świeży posiew wiary świętej na Litwie, strzegących tego, czego ona dokonała ofiarą własnego serca. Obracała królowa wszystkie swe dostatki na dzieła miło­ sierdzia i pożytku publicznego, a sama wiodła życie nadzwyczaj skromne, na pół zakonne. Piśmiennictwo polskie wiele zawdzięcza Jadwidze, skoro ona wyposażyła należycie uniwersytet, ognisko nauk i uczelnię dla przyszłych autorów książek. Ale bezpośrednio zawdzięcza jej też niemało. Lubowała się bowiem w czytywaniu Pisma świę­ tego, żywotów świętych, a zwłaszcza objawień św. Brygidy. Na jej żądanie przetłumaczyli profesorowie krakowscy i spisali w języku polskim modlitwy św. Bernarda, św. Ambrożego, obja­ wienia św. Brygidy i dzieje rozmaitych męczenników. Były to dopiero pierwsze próby piśmiennictwa polskiego, które zaw­ dzięczamy tej najdroższej naszej pani. Ukochała ona język polski tak, iż po polsku odmawiała modlitwy, a nie w znanych sobie od dzieciństwa językach francuskim lub włoskim. Tak przebywała Jadwiga obok Władysława Jagiełły w wielkiej świątobliwości lat czternaście, w doli i niedoli. Nie brakowało jej zmartwień, o których tu dla krótkości muszę przemilczeć. Ale największym utrapieniem było dla niej to, że nie miała dzieci, że nie pozostawiała dziedzica unii polsko-litewskiej. Nareszcie w czternastym roku pożycia małżeńskiego uszczęśliwiła króla Władysława nadzieją, że powije dziecinę.

90

Dzieje Polski

Rozradowała się tym nie tylko Polska, lecz cała Europa. Sam Ojciec święty, Bonifacy IX, chciał być ojcem chrzestnym, a nie mogąc odbywać dalekiej podróży z Rzymu do Krakowa, wyz­ naczył delegata, któryby w jego imieniu trzymał do chrztu dzie­ cinę. Witold przysłał srebrną kołyskę, a modły rozbrzmiewały po wszystkich kościołach całej Polski i z osobnego papieskiego na­ kazu po wszystkich świątyniach Rzymu. Dnia 15 lipca 1399 roku przyszła na świat córka, nazwana Bonitacją na cześć swego ojca chrzestnego. Niestety, dziecina ta żyła zaledwie dwa dni. Chciano zataić śmierć tę przed chorą królową, lecz ona odgadła chwilę zgonu swej dzieciny i, zdając się na wolę Bożą, sama gotowała się na śmierć. Zdrowie jej pogorszyło się, a Jadwiga wiedziała, że nadchodzi ostatnia godzina. Z całą przytomnością umysłu uczy­ niła rozporządzenie ostatniej woli, po czym Bogu ducha oddała dnia 17 lipca 1399 roku, przeżywszy zaledwie 26 lat. Niedługo kwitła lilia Wawelu, ale jakimże kwitła blaskiem niepospolitym! Przed śmiercią wydała dw a zlecenia. Kazała posprzedawać swe kosztowne szaty, klejnoty i drogie sprzęty, a dochód z tego obrócić na uniwersytet, o którego uzupełnieniu tak marzyła, a czego nie miała się już doczekać. Dokonał tego Władysław Jagiełło w rok po jej śmierci. Słusznie nazwano Uniwersytet Krakowski dzieckiem pogrobowym królowej Jadwigi. Drugim zleceniem było, ażeby król Władysław Jagiełło wszedł w powtórne śluby małżeńskie, i to z wnuczką Kazimierza Wiel­ kiego, Anną Cylejską, córką jednej z tych królewien, które Ludwik wywiózł był na Węgry, schował przed światem, nie dał nawet porządnie wychować i licho powydawał za mąż (jedną za hrabiego Cylei w Styrii południowej). Krzywdę, wyrządzoną przez swego ojca, poleciła naprawić. I odbyły się rzeczywiście zaślubiny Jagiełły z Anną Cylejską z początkiem 1402 roku. Zdarzenie to nazwano powrotem orlęcia do gniazda. Ciało królowej Jadwigi złożono pod wielkim ołtarzem w ka­ tedrze krakowskiej. Do grobu jej odbywano pielgrzymki. Już za życia przypisywano jej rozmaite cuda, które powtarzały się u jej grobu. Syn owego Zawiszy z Oleśnicy, Zbigniew, za młodu

91

Feliks Koneczny

rycerz w orszaku Jagiełły, następnie ksiądz, biskup i w końcu kardynał, kazał sekretarzowi swemu, kanonikowi krakowskiemu, Janowi Długoszowi, gdy ten pisał obszerną historię polską (po łacinie), zapisać, jako „za jej przyczyną i przez jej zasługi umarli wstają do życia, chromi chodzą, ślepi widzą, niemi odzyskują mowę, opętani od czarta z niewoli jego się wyzwalają, rozmaity­ mi dotknięci cierpieniami pociechę i zdrowie otrzymują". Zaczęto się do niej modlić, jako do nowej patronki polskiej. Według nauki Kościoła katolickiego wolno każdem u prywatnie wzywać wstawiennictwa każdej osoby, o której ma się głębokie przekonanie, że dostąpiła świętości. Wolno więc było i wolno jest każdemu katolikowi wzywać orędownictwa świątobliwej Jadwigi, byle nie publicznie, gdyż nie została kanonizowaną. Zaniedbano starań o to w Rzymie, ale nasze czasy zaniedbanie to winny naprawić; jakoż biskupi nasi już się nad tym zastana­ wiają2.

2 I udało się to rzeczywiście naprawić! Kanonizacji Królowej Jadwigi do­ konał Ojciec Święty dnia 8 czerwca 1997 roku w Krakowie, podczas V piel­ grzymki do Polski. W czasie homilii Ojciec święty Jan Paweł II powiedział m.in.: „Długo czekałaś Jadwigo, na ten uroczysty dzień. Prawie 600 lat minęło od Twej śmierci w młodym wieku. Umiłowana przez naród cały, Ty, która stoisz u początku czasów jagiellońskich, założycielko dynastii, fundatorko Uniwersytetu Jagiellońskiego w prastarym Krakowie, długo czekałaś na dzień Twojej kanonizacji - ten dzień, w którym Kościół ogłosi uroczyście, że jesteś świętą patronką Polski w jej dziedzicznym wymiarze - Polski za Twoją sprawą zjednoczonej z Litwą i Rusią: Rzeczypospolitej trzech narodów (...)".

92

W

'

P

CZĘŚĆ DRUGA

"®| ^

cpofska .

v f uniach

.

j j g y _____________________________________ jc f f »

I. Grunwaiif i cWifkomierz J L /o ty c h c z a s polska była sama, odtąd zaś mamy w historii polskiej dzieje dwóch państw: Królestwa Polskiego (które krótko nazywano: „Koroną") i Wielkiego Księstwa Litewskiego. Splot­ ły się te dzieje tak, iż żadną miarą nie dadzą się oddzielić jedne od drugich. Dalszy ciąg naszego opowiadania obejmie obszary o wiele rozleglejsze, od Odry na Śląsku aż za Dniepr, za Desnę, w pobliże Moskwy; od Gdańska aż daleko nad dolny Dunaj ku M orzu Czarnemu. Tak daleko rozszerzyły się interesy i sprawy polskie, a rozszerzyły się nie przez zabór, ale przez związek przyjacielski, czyli unię. Tym historia polska szczyci się przed innymi narodami. Nie trzeba sądzić, że unia z Wielkim Księstwem Litewskim była unią z narodem litewskim. Litwa a naród litewski, to wcale nie to samo. Państwo nazywało się litewskim dlatego, że pano­ wała w nim dynastia litewska, ale przeszło dwie trzecie części tego państwa składały się z księstw ruskich, odebranych Ruryko­ wiczom (i przez to samo uwolnionych szczęśliwie od jarzma tatarskiego). Zaludnione więc było to państwo liczniej bez porów­ nania przez Rusinów, niż przez rodaków Władysława Jagiełły. Lud, z którego pochodzili Jagiełło i Witold, zowie się sam w swoim języku Letuwinami, a kraj przez siebie zamieszkały Letuwą. Jest więc Letuwa częścią tylko Litwy, a pośród ludności państwa litewskiego stanowili Letuwini drobną tylko mniejszość. Nie posiadali oni poczucia narodowego, a byli poganami, gdy tymczasem Ruś od wieków była chrześcijańską. Nie zdołała jed­ nak Letuwy nawrócić, ani też Krzyżacy tego nie dokonali i do­ piero Polska położyć miała koniec pogaństwu w Europie. Stali też Letuwini na tak niskim jeszcze poziomie, że nie znali ani włas­ ności osobistej, ani nawet osobistej wolności. Wszystko stanowiło

94

Dzieje Polski

własność wielkiego księcia, i wszyscy byli jednako jego niewol­ nikami. Nawet wielmożowie ich wieszali się na rozkaz książęcy. Córki nie wolno było wydać za mąż bez zgody księcia. Dopiero wraz z chrztem przynieśli im Polacy pojęcie wolności i własności. Letuwa cywilizowała się od Polaków, dzięki temu, że przyjmo­ wała stopniowo praw a i urządzenia polskie. Pamiętajmy tedy, że nie wszystko, co litewskie jest letuwskie. Nie każdy Litwin jest Letuwinem. Była w Litwie od dawna trzecia jeszcze narodowość, a miano­ wicie Polacy, jako jeńcy wojenni, uprow adzani tysiącami przez litewskie najazdy. Oni w prow adzali na Letuwie rolnictwo i do tego ich używano. Pozostali chrześcijanami i byli na Letuwie siewcami katolicyzmu. Całe okolice rolnicze posiadały na długo przed unią ludność czysto polską. Przy niskim stopniu cywilizacji nietrudno się domyślić, jako język letuwski nie był piśmiennym. Wszak naw et polski poczy­ nał dopiero próbować sił swoich do pisma. Ale u nas była od dawien piśmienność łacińska bogata, gdy tymczasem Letuwa nie posiadała nikogo, kto by w ogóle był piśmiennym. Ruś była piśmienną najdawniej, wcześniej od Polski, lecz nie wydoskona­ liła się, utknęła na samych początkach. Ludowi letuwskiemu groziło całkowite zniszczenie przez Krzyżaków. Stary Kiejstut chciał wyprowadzić go na Polesie z rodzinnego kraju. Dynastia zawdzięczała swój rozkwit i potęgę nie Letuwie, z której pochodziła, lecz Rusi podbitej. Kiejstut był gorąco przywiązany do swojej Letuwy i chciał lud swój, zacho­ wać od wpływów postronnych, ale inni członkowie dynastii Gedyminowiców ruszczyli się, używali języka ruskiego (biało­ ruskiego), a często przyjmowali chrzest w obrządku wschodnim i w schizmie często przemieniali się z Letuwińów na Rusinów. Jagiełło i brat jego stryjeczny Witold, syn Kiejstuta, znali język i obyczaj ruski a jednak nie ruszczyli się; pozostali Letuwinami przez całe życie. Unia doszła do skutku dlatego, żeby się wspólnymi siłami bronić przeciw wspólnemu nieprzyjacielowi, tj. Krzyżakom,

95

Feliks Koneczny

a zawrzeć spółkę tam, gdzie dotychczas przeszkadzano sobie wzajemnie, tj. wobec Rusi. Skoro Letuwa przyjmowała katoli­ cyzm, utraciła zaraz schizma swe naczelne dotychczas stano­ wisko w państwie litewskim. A skoro cała Litwa (to znaczy i Ruś litewska) łączyła się z Polską, zdwajały się siły jednego i drugie­ go państwa. Obydwa zyskiwały wiele, obydwa nabierały sił wobec wrogów. Nie było bezpieczeństwa ni dla Polski, ni dla Litwy, póki nie pokonano Krzyżaków. Polacy chcieli jak w roku 1396 wypo­ wiedzieć wojnę, ale nie dało się to zrobić skutkiem niesnasek, jakie wyniknęły pomiędzy Jagiełłą a Witoldem. Niewiele pomo­ gło, że Jagiełło zdał na niego władzę wielkoksiążęcą na Litwie, gdy sam musiał zamieszkiwać w Polsce. Dopiero gdy Witold, prowadzący politykę na własną rękę, poniósł straszną klęskę od Tatarów, zmienił się zupełnie. O dtąd nie bruździł Jagielle, ni Polsce, a z biegiem lat stał się wielkim naszym przyjacielem i gorliwym krzewicielem cywilizacji polskiej na Litwie. Były za to nowe kłopoty z najmłodszym bratem Jagiełły, Świdrygiełłą, który na chrzcie św. w katedrze krakowskiej przybrał polskie imię Bolesława. Zbuntowali go Krzyżacy, żeby się uznał ich len­ nikiem, a oni zrobią go wielkim księciem. Ledwie ich odpędzono spod Wilna z polską pomocą. Z Krzyżakami łączył się Zygm unt Luksemburczyk. Miał on za żonę starszą siostrę Jadwigi, Marię, i chciał, żeby Maria zos­ tała królową polską, a nie Jadwiga. Robił naw et w swoim czasie starania o tron polski i od tego czasu nie mógł darować Jagielle, że jemu dostała się korona polska. Z ręką węgierskiej królewny osiągnął koronę węgierską, został cesarzem niemieckim, potem po bracie Wacławie odziedziczył czeską koronę, ale rad by mieć czwartą jeszcze, żeby mieć więcej pieniędzy. Był to największy w Europie całej rozrzutnik. Był zarazem najzacieklejszym wrogiem Polski. Zaczął uży­ wać tytułu króla polskiego, a dziwny to był król, dybiący na zgubę „swego" królestwa, bo oto wystąpił z projektem rozbioru Polski pomiędzy Luksemburgów, Habsburgów i Krzyżaków.

96

Wíadysíaiu Jaßieffo

Dzieje Polski

Projekt nie był wcale niebezpieczny, bo jakżeżby dało się rozeb­ rać państwo, którego obywatele garnęli się do oświaty, do wojny się nie lenili i płacili podatków tyle, ile było trzeba? Pókiśmy po­ siadali te trzy zalety, o żadnych rozbiorach nie mogło być mowy. Rwała się do miecza Polska cała na Krzyżaków. Kiedy w ro­ ku 1409 Krzyżacy napadli na Żmudź, północną część Letuwy, Polacy odpowiedzieli na to przekroczeniem od strony pols­ kiej granicznej rzeki Brdy. Teraz próbowali Krzyżacy układów z Witoldem, sprawującym władzę wielkoksiążęcą na Litwie, a Zygm unt obiecywał m u koronę królewską, żeby tylko Polskę osamotnić. Ale Witold wiedział dobrze, co czekałoby Litwę bez łączności z Polską. Gruchnęła po świecie wieść, że będzie wielka wojna, jakiej dotychczas nigdy jeszcze nie bywało w tych stronach. Ściągał też Zakon posiłki i zapasy z całych Niemiec, od Renu do Odry. Nie chodziło już o losy jakiejś prowincji pogranicznej, do kogo ma należeć, ale o to, czy Polska, Litwa i Ruś mają służyć za żer dla pasożyta niemieckiego, czy też m a nastać choć początek końca Zakonu. Nawet razem z Litwą byliśmy jeszcze za słabi, żeby w jednej wojnie znieść od razu nienawistny Zakon. Do tego trzeba było kilku zwycięskich wojen, ale chodziło o to, żeby zro­ bić początek zmiany na lepsze. Minęło od powołania Jagiełły już lat 24, a jeszcze nie dało się nic zrobić z powodu waśni dynas­ tycznej na Litwie. Ale teraz nareszcie Witold zgodny z Jagiełłą, chce razem z nim i z Polską zabrać się do „wielkiej wojny". Nuże tedy, wyzyskać dobry czas! Właśnie Krzyżacy spodziewali się oskrzydlić Litwę także od północnego wschodu. Od dawnych czasów wyprawiali się Krzy­ żacy z Inflant, krainy nadbałtyckiej na północ od Żmudzi, na duże ruskie miasta Psków i N owogród Wielki. Teraz właśnie sprzyjało im szczęście. W latach 1407-1409 odbyli Krzyżacy inflanccy trzy doskonale przygotowane, a pomyślne dla nich, zwycięskie wyprawy pod Psków, a na rok 1410 gotowali jeszcze czwartą, o której przepowiadano, że będzie już ostatnią, stanow­ czą i obiecywali sobie, że po zdobyciu Pskowa ruszą na posiad­ łości Wielkiego Nowogrodu.

97

Feliks Koneczny

Odezwało się hasło słowiańskie, dawne hasło Bolesława Wielkiego. Z Czech i Moraw przybyły nam posiłki pod wodzą znakomitego wojownika, Jana Żiżki, pomimo to, że sam król czeski, Wacław Luksemburczyk (starszy brat Zygmunta), stał po stronie Zakonu. Tron szedł więc w Czechach swoją drogą, a naród swoją dro­ gą. Odzywał się też duch narodowy na Śląsku i jeden tylko ze zniemczonych tamtejszych Piastów ośmielił się stanąć po stro­ nie krzyżackiej, Konrad, książę Oleśnicy (chociaż za młodu był paziem królowej Jadwigi), a wszyscy inni pozwolili werbować na Śląsku zaciężnych pod sztandary polskie. Obok Polaków, Czechów i Letuwinów mieli stanąć Rusini z księstw ruskich, należących do Wielkiego Księstwa Litewskiego. I tak od Pragi Czeskiej aż do Smoleńska nad Dnieprem zbierano się na wiel­ ką wojnę z niemczyzną pod przewodem polskim. Najniebezpieczniejszym jednak dla Zakonu sojusznikiem naszym byli sami mieszkańcy państw a krzyżackiego. Wszak ziemia gdańska i chełmińska to ziemie polskie, wyczekujące wybawienia od jarzma niemieckiego. Ale co godniejsze uwagi, że nawet Niemcy tamtejsi życzyli powodzenia orężowi polskie­ mu, bo już nawet im dawała się silnie we znaki buta krzyżacka. Na dzień 20 czerwca 1410 roku Jagiełło kazał się stawić woj­ sku polskiemu w Wolborzu. Nigdy jeszcze nie spieszono tak ochoczo na żadną wyprawę. Za dwieście lat krzywd, oszukaństw, łotrostw, za zabór Pomorza, za te najazdy, które sięgały aż do Kruszwicy, za tyle konszachtów z wszystkimi wrogami Polski, za to, że siódme już pokolenie nie miało od nich spokoju, za to, że przygarnięci w gościnę jako „jałmużnicy", przedzierzgnęli się w skrytobójców, za wszystkie ich zbrodnie i chytre podstępy, za przekręcenie nauki chrześcijańskiej, za to, że z zakonników zrobili się rozbójnikami i dorabiali się tylko na cudzym i tylko cudzą krwią się tuczyli - za to wszystko należała im się sowita zapłata. Szczęśliwi byli ci z owego pokolenia, którzy dnia 9 lipca 1410 roku znaleźli się w wojennym pochodzie i przekroczyli granicę krzyżacką. Pierwsze ich myśli były ku Bogu, najwyż­

98

Dzieje Polski

szemu szafarzowi sprawiedliwości, a z tysiąca zbrojnych piersi zabrzmiała pieśń pobożna „Bogurodzica". Stara to była pieśń, najstarsza ze wszystkich polskich. Wiemy na pewno, że znaną już była za czasów św. Kingi, a tradycja odnosi ją aż do św. Woj­ ciecha. Wspominając nabożnie świętych patronów polskich, wojsko doszło do rzeki Drwęcy. Na drugim brzegu stali Krzy­ żacy, ustawiwszy na nim działa, nowy naówczas wynalazek wojenny. Jagiełło chciał dojść pod sam Malbork, kazał więc poszukać innych brodów bliżej źródeł Drwęcy. Nieprzyjaciel zrozumiał plany polskie; ruszyli więc pospiesznie w kierunku Malborka, żeby naszych uprzedzić, i zagrodzili nam rzeczywiście drogę pomiędzy wsiami Grunwaldem a Tannenbergiem. Tutaj stoczono walną bitwę wiekopomnego dnia 15 lipca 1410 roku. Król Władysław Jagiełło wysłuchał dwóch mszy świętych i gotował się właśnie wydać rozkazy, gdy od strony krzyżackiej nadjechało dwóch heroldów, wiozących dw a miecze. To wielki mistrz, Konrad von Jungingen, kazał powiedzieć, że posyła po jednym mieczu Jagielle i Witoldowi, żeby się mieli czym bronić. Odparł Jagiełło z zimną krwią i bez nieprzystojnych w obliczu śmierci przechwałek, że miecze przyjmuje, a resztę zdaje na Boga. W pobożnym skupieniu udał się król na pagórek, skąd mógł widzieć całe pole walki i mieć przegląd całego wojska. Ota­ czał go nieliczny, ale doborowy hufiec rycerstwa, a wśród niego Zbigniew Oleśnicki, syn owego posła królowej Jadwigi, który przed dw udziestu pięciu laty powitał Jagiełłę na ziemi polskiej. Krzyżaków było 16 tysięcy, naszych w raz z posiłkami o blis­ ko osiem tysięcy więcej. Ale Niemcy byli wszyscy doskonale uzbrojeni w żelazo i tylko polskie i czeskie hufce mogły się z ni­ mi równać, a litewskie chorągwie były tylko lekko zbrojne. Toteż prawe skrzydło litewskie nie wytrzymało natarcia zakutych w żelazo rycerzy niemieckich; tylko trzy chorągwie przedarły się na lewe skrzydło do Polaków, a były to pułki ze Smoleńska, który od niedaw na dopiero należał do Litwy. Ani Czesi nie wytrzy­ mali ataku i odsunęli się na bok. Witold dokazywał cudów męstwa i, nie szczędząc własnego życia, przedarł się na polskie skrzydło.

99

Feliks Koneczny

Tam dowodził miecznik krakowski, Zyndram z Maszkowic, mąż nadzwyczajnego męstwa i nieugiętej woli, któremu też przy­ padła główna zasługa dnia tego. Jego pułki dotrzymały placu, ale bo też Polacy czuli, że skoro walka odbywa się pod ich przy­ wództwem, ciąży za to na nich najcięższa odpowiedzialność; a takie poczucie zdwaja siły. Dotychczas walczyły nie wszystkie jeszcze wojska krzyżackie. Mieli oni 17 odwodowych chorągwi w zapasie, które teraz wyp­ rawili do boju. Uszykowali się na nowo tak, że sam wielki mistrz stanął naprzeciw polskiego skrzydła. I znów powodziło się z początku Krzyżakom, już zaczęli wyśpiewywać zwycięską pieśń, bo padł sztandar królewski; ale wzniósł się na nowo i za­ szumiał nad głowami swych obrońców białym orłem na czer­ wonym polu. Pędzą Krzyżacy dalej na wzgórek, na którym stal Jagiełło; już rycerz niemiecki Dypold von Kökeritz był przy samym królu i zamierzył się na niego dzidą, ale Zbigniew z Oleśnicy odparł cios i uderzywszy Niemca drzewcem, zwalił go z konia. Teraz sam wielki mistrz powiódł do walki resztę odwodo­ wych chorągwi, a więc świeże i wypoczęte, podczas gdy nasi już byli zmęczeni. Ale myśl o wielkiej doniosłości tej bitwy do­ dawała bodźca, więc dobywając sił wszystkich, rzucili się jak wicher na lewe skrzydło krzyżackie i tak je złamali, że poszło w rozsypkę. Na koniec otoczono Krzyżaków tak, że nie mieli gdzie uciekać, a tymczasem wrócili Czesi na pole walki i zamie­ nili bitwę na rzeź straszliwą. Poległ sam wielki mistrz i więk­ szość krzyżackich komturów, a wszystkie ich chorągwie dostały się w ręce polskie i wisiały potem długo nad grobem św. Sta­ nisława na Wawelu. Zaraz po bitwie poddali się królowi polskiemu biskupi pruscy; szlachta chełmińska wydała sama grody swej ziemi i podały się Polsce miasta: Toruń, Gdańsk, a naw et Elbląg i Brunsberga, w których nie było całkiem ludności polskiej. Woj­ sko polskie ruszyło dalej w stronę Malborka, a w drodze odbie­ rał Jagiełło ciągle hołdy okolicznych mieszkańców. Malbork był

100

Dzieje Polski

najsilniejszą twierdzą w całej Europie i nie można go było zdobyć inaczej, tylko głodem. Byli też Polacy przygotowani na to, że będą musieli dłużej pod twierdzą obozować, staczając wciąż mniejsze i większe bitwy. Ale okazało się, że Malbork ma zapasy żywności na trzy lata. Takie nieprzebrane zasoby miał Zakon Niemiecki! Wszakże Jagiełło byłby rozpoczął oblężenie Malborka, a szlachta polska byłaby wytrwała choćby lata całe w polu, gdy­ by nie to, że trzeba było szybko wracać, bo król węgierski urzą­ dził wyprawę na Kraków. Nim jednak wojsko polskie opuściło* obszar państwa krzyżackiego, odniosło jeszcze jedno wielkie zwycięstwo pod Koronowem. Od Malborka musiano odstąpić, żeby dać odsiecz stolicy państwa, ale Zakon nie mógł już ani panować nad Żmudzią, ani kusić się o Psków. Osłabiony oddał ziemię dobrzyńską i Żm udź i zapłacił sto tysięcy grzywien kontrybucji wojennej. Bądź co bądź pokazało się, że można Krzyżaków zwyciężyć, a nikt nie wątpił, że niebawem będzie druga wojna, aż do skutku, aż do odzyskania Pomorza. Zakon zaś począł od tej bitwy słabnąć i coraz bardziej upa­ dać. To było przesilenie. O dtąd jemu coraz bardziej sił ubywało, a nam przybywało. Następnego roku, gdy skarb polski wypełnił się krzyżacką kontrybucją, pomyślał sobie Zygm unt Luksemburczyk, że lepiej zawrzeć pokój z Jagiełłą i pożyczyć od niego pieniędzy, których, wiecznie potrzebował. Wziął więc czterysta tysięcy kop groszy praskich, dając za to w zastaw trzynaście miast na południe Tatr, w ziemi, zwanej Spiszem. Jagiełło zażądał przy tej sposóbności zwrotu korony polskiej. Odesłał ją Luksemburczyk do Polski z wielką uroczystością w roku 1412 i odtąd spoczywała ta korona w skarbcu na Wawelu aż do roku 1793. Spisz zaś po­ został przy Polsce aż do roku 1769, gdyż nie wykupił go ani Zygmunt Luksemburczyk, ani żaden z jego następców. W trzy lata po zwycięstwie grunwaldzkim zawarto w Ho­ rodle nową unię (stąd horodelską zwaną), w której Polacy, powołując się wyraźnie na braterstwo narodów, przyjmowa­ li rody litewskie do swoich rodów i herbów, nadając przez to 101

Feliks Koneczny

obywatelom litewskim wszystkie te prawa obywatelskie, którymi cieszyła się szlachta polska, i wprowadzając zasadę „równi z rów­ nymi". Stosunki z Krzyżakami były zawsze naprężone, tak iż każdej chwili wybuchnąć mogła była wojna na nowo. W roku 1414 wybuchnęła też, lecz trwała krótko tylko i nie doszło do żadnej stanowczej bitwy; zawarto rozejm. Dwa razy jeszcze porywano się do oręża w ciągu lat najbliższych, w roku 1419 i 1422, prze­ rywając jednak kroki wojenne nowymi rozejmami. Odwlekanie wojny pochodziło głównie z zamiaru, żeby się do niej jak najlepiej przygotować, ale także z obaw, by wszystkiego nie stawiać na jedną kartę. Wiedziano bowiem po jednej i drugiej stronie, że będzie to wojna najbezwzględniejsza i jeszcze bardziej stanow­ cza od grunwaldzkiej. Jakoż wybuchła potem w roku 1431 ze zdwojoną siłą. Zanim to nastąpiło odbyła się wojna na pióra, niemniej ważna i doniosła w skutkach od wojny na miecze, a prowadzona w obli­ czu całej Europy. Obradował w tych czasach sobór w mieście szwajcarskim Konstancji. Sobór jest to zgromadzenie biskupów całego Koś­ cioła katolickiego pod przewodnictwem papieża. Zjechało się wtenczas 33 kardynałów, 5 patriarchów, 47 arcybiskupów, 228 biskupów, około 500 prałatów i przeszło 5 tysięcy uczonych ze stanu duchownego, a także mnóstwo osób świeckich. Pozjeżdżali się monarchowie i książęta; poselstwa od wszystkich państw i obrządków katolickich, nawet z Azji i Afryki, a 37 uniwer­ sytetów przysłało od siebie delegatów. Na tym soborze wyjednał arcybiskup gnieźnieński Mikołaj Trąba godność prymasowską dla siebie i swych następców, to znaczy, że każdy arcybiskup gnieźnieński miał być zawsze pier­ wszy pomiędzy biskupami polskimi, chociażby naw et powstały w Polsce inne arcybiskupstwa (było już lwowskie) i chociażby inny jaki biskup został naw et kardynałem. Sobór oświadczył, że sam zajmie się rozpatrzeniem sporu polsko-krzyżackiego. Zakon miał najpierw wywieść swoje prawa

102

Dzieje Polski

do kraju, nad którym panował. Powoływali się więc na rozmaite dokumenty cesarzy niemieckich, o których już wiemy, że swoje­ go nigdy nie dawali, ale lubili robić podarunki z tego, czego sami nie posiadali. Wojowali też Krzyżacy starą zasadą niemiecką, że względem pogan nie obowiązują żadne prawa, a więc wolno im było wytępić Prusaków, a Letuwa im się należy, bo mają na to dokumenty jeszcze z tych czasów, kiedy była pogańską. Natenczas sławny rektor Uniwersytetu Krakowskiego, Paweł z Brudzewa, napisał (po łacinie) książkę o tych sprawach i za­ wiózł ją na sobór w roku 1415. Powiada tam we wstępie: „Przyjęli Polacy do siebie Krzyżaków, żeby im tarczą byli, a oni drapież­ nicy w bicz się zamienili". Twierdzi dalej, że poganie mają takie samo praw o do życia jak chrześcijanie, i nie wolno ich wojną prześladować, póki sami chrześcijan nie zaczepią. Nie wolno ich też nawracać mieczem, bo „wiara nie ma być z przymusu". Poganin jest także bliźnim i stoi pod ochroną praw a Boskiego, a wszelka zaborcza wyprawa na pogan jest niegodziwością. Takie były prawdziwie chrześcijańskie w ywody naszego uczonego. Krzyżacy twierdzili, że Polacy nie dbają o rozszerzenie wiary, bo Żmudź jest jeszcze pogańską. Aż wtem wjeżdża do Konstancji sześćdziesięciu rodowitych Żm udzinów i przedstawia się sobo­ rowi, żeby zebrani całego świata biskupi przekonali się, kto mówi prawdę. Zdumieni ojcowie soboru nie wiedzieli sami, co myśleć. W yprawili więc na daleką Żm udź delegatów od siebie, a ci, zobaczywszy tam kościoły i lud schylony komie przed ołtarzami Pańskimi, wróciwszy do Konstancji, podali soborowi wniosek, żeby Zakonowi Niemieckiemu udzielić publicznie urzędowej nagany. Krzyżacy byli zawstydzeni przed całym światem. Zdzie­ rano z nich maskę obłudy i świętoszkostwa. Do wściekłości doprowadzeni miotać zaczęli na nas obelgi. Niejaki Falkenberg napisał na zamówienie wielkiego mistrza pamflet (tj. pismo obelżywe, oparte na oszczerstwach), w którym głosił, że Polacy są poganie i czczą bożka, który się nazywa „Jagal", i że są „psy bezwstydne, którzy wrócili do odmętu nie­ wiary". Zdaniem Falkenberga cała Europa powinna wyruszyć

103

Feliks Koneczny

na krucjatę przeciw Polakom; każdego Polaka wolno zabić bez grzechu, a nawet będzie to zasługą przed Bogiem, dostojnikom zaś i książętom polskim należą się szubienice, i trzeba ich wszyst­ kich powywieszać dla dobra chrześcijaństwa. Widać z tego, że Niemcy od czasów margrafa Gerona zawsze jednacy. Pismo Falkenberga uznał sobór za „fałszywe i błędne, tudzież jawnie do herezji się skłaniające" i kazał autora uwięzić. Herezją bowiem było, doprawdy, takie przekręcanie chrześcijaństwa. Paweł Brudzewski jeździł jeszcze do Rzymu i, ogłosiwszy tam nową książkę, zajął sprawą krzyżacką włoskich uczonych, którzy też o tym pisać zaczęli i, ku wielkiemu Zakonu zmartwieniu, stanęli wszyscy po naszej stronie. Najpoważniejszy i najsłyn­ niejszy w Europie wydział prawniczy uniwersytetu padewskiego oświadczył, że słuszność jest przy Polakach. Falkenberg upominał się o zapłatę w Malborku; dostał tylko mizerne cztery grzywny, czym oburzony zemścił się po swojemu i napisał teraz pamflet na Krzyżaków. Na tym samym soborze konstancjańskim była przykra sprawa z Czechami. I u nich rozbudził się ruch przeciwko Niemcom, wzmożony wielce zwycięstwem grunwaldzkim. Profesor uniwer­ sytetu praskiego ksiądz Jan Hus był przywódcą stronnictwa narodowego. Niestety, popadł w herezję, wdawszy się we wpro­ wadzanie nowinek do teologii, i odtąd sprawy narodowe czeskie mieszały się nieszczęśliwie z religijnymi. Błędnymi mniemania­ mi teologicznymi Husa, czyli husytyzmem, zajmował się też sobór w Konstancji i musiał je potępić. Zażądano od niego, żeby odwołał swą naukę, a gdy tego odmówił, uwięziono go i spalono na stosie w roku 1415. Polacy, sprzyjający narodowem u ruchowi czeskiemu, boleli nad tą sprawą. Błagano Husa, by poddał się jako kapłan orzeczeniom Kościoła w sprawach wiary. Biskup poznański, Andrzej Laskarz, odwiedzał go do ostatniej chwili, lecz na próżn®. Od stosu Husa zapaliły się straszne wojny, zwane husyckimi. W cztery lata potem Czesi wzywali na swój tron Władysława Jagiełłę. Co by to była za Rzesza słowiańska pod przewodem

104

Dzieje Polski

Polski, co za olbrzymie państwo, łączące w sobie Polskę, Czechy, Letuwę i Ruś. Ale w Czechach wybuchła już wojna domowa katolików z husytami, w którą Polacy nie chcieli się mieszać, bo król polski musiałby tam stanąć po stronie katolickiej. Posta­ nowiono więc czekać, ażby się Czesi sami między sobą pogodzili, żeby Jagiełło mógł być napraw dę czeskim królem narodowym, jednako dla wszystkich, a nie tylko przywódcą jednego stron­ nictwa przeciw drugiemu. Strasznym to było nieszczęściem dla Czechów, że do sprawy narodowej domieszali niepotrzebne wymysły jakieś religijne, jakby kto do puchara najlepszego wina dolał trucizny. Ten błąd Czechów umieli wyzyskać Niemcy, nawołując, że trzeba bronić Kościoła i tępić kacerzy. Odbywali „wyprawy krzyżowe" na Czechów. Trzy razy posyłali Czesi do Jagiełły. Polacy bardzo pragnęli im dopomóc. Posłano im wreszcie na próbę jednego z młodszych członków dynastii, Zygmunta Korybuta, w tej myśli, że może zdoła pogodzić ich ze Stolicą Apostolską, a wojnę religijną zamienić na ściśle narodow ą tylko, zwróconą przeciw Niemcom, lecz nie przeciw katolicyzmowi. Ale sekciarstwo zaś­ lepiło już Czechów. Skoro Polacy nie chcieli być husytami, oni nie chcieli Polaków. Wyprawiali się nawet husyci na pogranicze pols­ kie, a jeden ich hufiec zapędził się do Częstochowy. Cudowny obraz częstochowski nosi ślady cięcia od szabli husyckiej. Pokazało się, że zaślepionym Czechom zależy bardziej na husytyzmie, niż na odrodzeniu i przyszłości narodu. Prosili potem husyci Witolda na tron czeski, ale i on musiał odmówić z tej samej przyczyny, co Jagiełło. Na samym schyłku życia Witold dał dowód, jak lgnął do unii i Polski. Oto cesarz Zygm unt Luksemburczyk znów nęcił go koroną królewską, podmawiając do sojuszu z nim i z Zakonem przeciw Polsce. Na próżno. A gdy w roku następnym, 1430, Witold dobiegał kresu żywota, licząc lat 77, złożył na łożu śmier­ ci godność wielkoksiążęcą w ręce Jagiełły. Znaczyło to, że pragnie utrzym ać związek z Polską, i że ten tylko powinien zostać jego następcą, kogo król polski uzna na Litwie wielkim księciem.

105

Feliks Koneczny

Litwą rządzili bowiem nadal sami tylko Litwini (Letuwini i Rusini litewscy), a król polski był tylko zwierzchnikiem lennym Wielkiego Księcia Litewskiego. Zaraz po śmierci Witolda porozumieli się Krzyżacy ze Świdrygiełłą, dawnym swym dobrym znajomym, który już pięć razy wszczynał bunty. Ten sprzymierzył się teraz z hospodarem mołdawskim, z Tatarami, z Zygmuntem Luksemburczykiem i z Krzyżakami. Ażeby zjednać sobie stronników w kraju, stanął na czele wyznawców obrządku wschodniego, chociaż sam był wyznania rzymskokatolickiego Nastąpił najstraszniejszy najazd krzyżacki. Mordowali Krzyżacy kobiety i dzieci, urządzali nie bitwy, ale rzezie. Spotkania z wojskiem polskim w otwartym polu unikali, ale rozdzieleni na drobniejsze oddziały, palili wieś po wsi. W ziemi dobrzyńskiej i na Kujawach spalili dwadzieścia cztery miast i setki wsi i jawnie głosili, że zamierzają wytępić zupełnie plemię polskie. Trzeba było w każdej okolicy zostawiać zbrojne oddziały dla straży kobiet i dzieci. A było wojska krzy­ żackiego trzydzieści tysięcy, zebranego ze wszystkich stron Niemiec. Równocześnie więc rzuciła się niemczyzna na Czechy i Polskę. Wtenczas to zabrał się do nich lud wiejski. Znaczny hufiec kmieci, uzbrojony w cepy i kosy, zadał Krzyżakom ciężką klęskę pod Nakłem w Wielkopolsce; wzięli do niewoli mnóstwo żołnierzy, marszałka Inflant i kilkunastu komturów. Po raz pierwszy odezwał się lud wiejski w historii polskiej za czasów utrapień Władysława Niezłomnego; teraz zaś powtórnie, dokonywając pierwszego swego a świetnego czynu wojennego. Szkoda, że kmiecie nie byli obowiązani do służby wojskowej, ale wówczas uważano by to za niesłuszne, żeby nakładać obowiązek wojskowy na kogoś, kto nie posiadał ziemi na własność. Wojowali Krzyżacy pod hasłem wytępienia narodu polskiego, ogłosili więc nasi wojnę „z całą nacją niemiecką". Wysłańcy pols­ cy porozjeżdżali się do ościennych krajów, a wszędzie znajdo­ wali radosne przyjęcie. Obywatele państw a krzyżackiego i Kró­ lestwa Węgierskiego zapewniali ich, że będą wszelkimi spo­ sobami przeszkadzać wielkiemu mistrzowi i Zygmuntowi Luk-

106

Dzieje Polski

semburczykowi do prowadzenia wojny z Polską, a husyci za­ pomnieli o niechęci do katolicyzmu i uznali wspólny interes Czech z katolicką Polską. Była to druga po grunwaldzkiej wielka wojna. Polacy wdali się w sprawy litewskie z pow odu buntu Świdrygiełły i za polską namową ogłaszał Jagiełło w roku 1432 równouprawnienie schizmatyków z katolikami w państwie litew­ skim. Pozwolono też prawosławnym przyjmować herby szlach­ ty polskiej. Pomogło to więcej, niż całe wojska. Tłumnie porzu­ cano świdrygiełłę, a Wołyń prosił, aby go oderwać od Litwy, a wcielić do Korony. Trzymał się Świdrygiełło już tylko' dzięki poparciu Krzyżaków. Ci bronili się długo, aż wreszcie ponieśli wraz ze Świdrygiełłą dnia 1 września 1435 roku pod Wiłkomierzem nad rzeką Świętą na Żmudzi taką klęskę, że współcześni porównywali ją z pogromem grunwaldzkim. Zawarli wtenczas pokój w Brześciu Kujawskim i przyrzekli, że nigdy nie będą już pomagali żadnemu księciu litewskiemu przeciw Polsce. Tego pogromu nie dożył już W ładysław Jagiełło. Wybrał się na Litwę, ażeby wprowadzić na tron wielkoksiążęcy brata Witolda, Zygmunta Kiejstutowicza. Była to ostatnia podróż 82letniego starca; wracając z Litwy umarł w Gródku pod Lwowem, dnia 1 czerwca 1434 roku.

107

II. Qif m o r z a

do m o rza

rnn polski nie był dziedziczny, ale jeszcze za życia Władys­ ława Jagiełły zjechali się dostojnicy z całego królestwa i wybrali następcą, starszego jego syna, imieniem także Władysława. Ten miał zaledwie lat dziesięć, gdy ojciec umarł; dotrzymano dane­ go słowa i koronowano go uroczyście dnia 25 lipca 1434 roku jako W ładysława III. Rządy sprawowali tymczasem wyznaczeni do tego opiekunowie, a największe wpływy miał biskup krakowski kardynał Zbigniew Oleśnicki. W sam raz, kiedy mieliśmy mało­ letniego króla, wypadło zastanowić się i wybierać, w której części Słowiańszczyzny brać się do dzieła. W roku 1438 przybyło z Pragi nowe poselstwo z zaprosze­ niem na tron czeski. Ale była jeszcze druga sprawa słowiańska. Słowianie Półwyspu Bałkańskiego, Serbowie i Bułgarzy, byli ujarzmieni przez Turków, którzy rozbili cesarstwo bizantyńskie, tak że cesarz miał już tylko sam Konstantynopol z okolicą. Koła­ tał więc do papieża, żeby nakłonił monarchów katolickich do wyprawy na Turka. Chodziło o to, pod czyim przewodem odbyć się ma wyprawa na Turka. Kardynał Oleśnicki powziął wielką myśl, żeby prze­ wodnictwo objęła Polska i żeby się w tym celu złączyła z Węg­ rami, jako najbliższym Turcji państwem katolickim. I rzeczywiście Węgrzy wybrali królem młodziutkiego, zaledwie 20-letniego Władysława III. Kilka tysięcy Polaków ruszyło za swoim królem na Węgry. Jesienią 1443 roku przekroczył król Władysław rzekę Dunaj i wi­ tany wszędzie radośnie, odbył zwycięski pochód przez Serbię i Bułgarię, odniósłszy trzy walne zwycięstwa. Nie prowadziło się wówczas wojen zimową porą, wrócił więc król na zimę do Bu­ dzynia, okryty chwałą, obiecując sobie dotrzeć w następnym roku

108

D zieje Polski

jeszcze dalej na południe. Sułtan chciał zawrzeć pokój, bo w Azji Mniejszą wybuchło przeciw niemu powstanie. Obiecywał, że nie będzie już zaczepiał Serbii i uwolni wszystkich jeńców. Król nie chciał jednak zaprzestać wojny tak świetnie rozpoczętej, a sejm węgierski uchwalił, że pod karą śmierci nie wolno się układać z Turkami. Ale było na Węgrzech stronnictwo pokojowe, na którego czele stał m agnat Jan Hunyady. Wbrew uchwale sejmowej, rozpoczął H unyady układy z po­ selstwem tureckim. Z początkiem lipca 1444 roku, umówił się w mieście Segedynie o warunki rozejmu na lat dziesięć i rozgłosił na wszystkie strony, że pokój zawarty. Ale rozejm wymagał potwierdzenia królewskiego, gdy zaś W ładysław III przybył do Segedynu w towarzystwie legata papieskiego, kardynała Juliana Cezariniego, nie tylko projekt Hunyadego odrzucił, ale nawet posłuchania posłom tureckim nie udzielił i wydał królewskie orędzie, zapowiadające, że w ypraw a odbędzie się bezwarun­ kowo. Jakoż stanąwszy na czele wojska, przekroczył Dunaj. Spieszył nad Morze Czarne, i w tym pochodzie wypadło stoczyć bitwy pod Warną 10 listopada 1444 roku. Jest to jedna z najważniejszych bitew w historii europejskiej. Młodociany król dokazywał cudów męstwa; zapowiadało się świetne zwycięstwo. Już część wojska tureckiego pierzchnęła, i pędzono Turków na trzy mile od Warny. Doborowy hufiec, strzegący samej osoby sułtańskiej, wpędzono w wąwóz, pomię­ dzy dw a szeregi pagórków. Tam, ku wielkiemu buńczukowi sułtana (sztandarowi splecionemu z włosia końskiego) ruszył sam król, żądny sławy, podczas gdy H unyady uderzał na lewe skrzydło tureckie. Za mało jednak było pomiędzy nimi porozu­ mienia i ani król, ani Hunyady nie mieli przeglądu całości walki. Po pewnym czasie nie mieli wzajemnie o sobie wiadomości, tym bardziej, że skutkiem nierówności gruntu walka zamieniła się jakby na kilka odrębnych bitew, z których każdą staczano z osobna.

109

Feliks Koneczny

Król własną ręką zabił wodza janczarów, tj. wyborowej pie­ choty, walczącej pod okiem samego sułtana Murada. Porwany szałem bitwy spieszył dalej w sam środek tych pułków, szukając sułtana, a do Hunyadego wyprawił pospiesznie gońca, żeby przybywał co tchu na to miejsce z posiłkami. Królewskie hufce bardzo już były przerzedzone zaciętą walką i poczynały topnieć. Gdy posiłki nie nadchodziły, a janczarowie oskrzydlili oddział królewski, poczęli Węgrzy z jego otoczenia uciekać. Posyła król do Hunyadego powtórnie, potem po raz trzeci i czwarty, lecz zawsze na próżno. Zaszło jakieś nieporozumienie i być może, że gońcy królewscy czy nie dojechali do Hunyadego, czy też się zbłąkali, dość, że żadnych posiłków nie było. A tymczasem Hunyady, uporaw szy się ze swym zadaniem, odprowadził swoje pułki do obozu, gdzie wypoczywały bez­ czynnie, w tym przekonaniu, że król również już zakończył walkę i gdzieś z innej strony powraca. Pewna cześć wojska ruszyła już nawet naprzód w kierunku Gallipolis, jak to było od początku umówione; do tego stopnia wszyscy przekonani byli, że bitwa już skończona i zwycięstwo odniesione. Nikt nie wiedział, że w dole, w wąwozie, leje się krew; a tam król, mając przeciw sobie coraz większy napór przeważających sił tureckich, bronił się rozpaczliwie, byle tylko doczekać się jakiego pułku od Hunyadego, przekonany, że lada chwila muszą nadejść posiłki. Został już tylko sam hufiec polski. Nikt z roda­ ków króla nie opuścił; z tego hufca nie wrócił ani jeden, wszyscy polegli, broniąc swego monarchy. Ale i Władysław także poległ, a około niego nie było już nikogo, kto by przynajmniej zawia­ domił resztę wojska o jego śmierci. Sami Turcy nie wiedzieli zrazu, że w tym zaciekłym hufcu, docierającym aż do wielkiego buńczuka, walczył król polski i wę­ gierski. Dziwiono się tylko w chrześcijańskim obozie, że z pew ­ nej części wojska nikt nie powraca, ale miano najlepszą otuchę, gdyż z licznych potyczek całej tej bitwy zwyciężyli Turcy tylko w dwóch, a we wszystkich innych chrześcijanie; słusznie więc uważano bitwę za wygraną. Turcy postanowili próbować jesz­

110

Dzieje Polski

cze nazajutrz walki, ale dopiero pod wieczór dnia następnego ośmielili się uderzyć na obóz Hunyadego, gdy się tymczasem już przekonali, że wśród poległych znajdował się sam król chrześci­ jański. Wtenczas większość żołnierzy węgierskich pierzchła ku Duna­ jowi, a H unyady z mniejszą częścią ruszył ku Gallipolis. Stanął tam szczęśliwie dnia 22 listopada i spotkał się z flotą włoską. Stąd miano się przeprawić przez cieśninę i przenieść wojnę do Azji, bo taki był plan wojenny. Czekano na króla, bo nikt jeszcze nie wiedział, jaki go los spotkał, i gdy nadeszły o tym pierwsze wieści, nikt wierzyć nie chciał nieszczęsnemu wydarzeniu. Skoro jednak nie było króla a Hunyady wojnie tej był przeciwny i tylko przez posłuszeństwo brał w niej udział, wojsko węgierskie wró­ ciło do domu. Wróciło ich trzy czwarte części zupełnie zdrowo, co najlep­ szym jest dowodem, że w ypraw a była pomyślna i gdyby nie śmierć króla, lub gdyby ktoś inny umiał go zastąpić, można się było po niej spodziewać pożądanego skutku. Flota włoska nie ruszyła się ze swego stanowiska i naw et przezimowała w cieś­ ninie Dardanelskiej, czekając ciągle na króla polskiego. Odpłynęła dopiero w lutym roku następnego. Długo nie wierzono, że Władysław poległ. Rozmaite były pogłoski: jedni mówili, że jest w niewoli tureckiej, inni, że udało mu się zbiec z tej niewoli, że jest w Konstantynopolu i żeni się tam z córką cesarską. Mijały jednak miesiące i kwartały całe, a żadnej pewnej wieści nie było. Poczęli się natomiast pojawiać rozmaici oszuści, którzy udaw ali osobę królewską. Na dobitkę zaczęła się tworzyć mylna zupełnie tradycja, jakoby król zawarł był w Segedynie rozejm i samowolnie go złamał. W bujnej wyob­ raźni niektórych rodziły się przypuszczenia, że król gdzieś w jakimś ustroniu zadał sobie dobrowolną pokutę za rzekome złamanie pokoju. Roiły się po głowach jakieś przypuszczenia, oparte na wspomnieniach o Bolesławie Śmiałym, i najrozma­ itsze z tego powstawały plotki. W osiem lat po bitwie wameńskiej podawał się za Władysława III niejaki Jan z Wilczyny koło Ryczy-

111

Feliks Koneczny

wołu, sprytny oszust, który włóczył się po świecie, udając po kolei różnych książąt. Jeszcze ciekawsze, że w dwadzieścia dwa lata po owej wojnie, podróżujący po Hiszpanii m agnat czeski Leon Rozmital spotkał się tam z pustelnikiem, którego okoliczni mieszkańcy uważali za pokutującego króla polskiego. Pustelnik nie chciał oszukiwać ludzi i wypierał się, ale jakiś Polak z orszaku Leona utrzymywał, że go poznaje po sześciu palcach na stopie. Takich ludzi może być w każdym kraju wielu; to nic oczywiście nie stanowi i jest tylko przykładem, jak długo i uporczywie utrzymywało się przekonanie, że młodociany król nie zginął pod Warną. Od pola tej bitwy król Władysław III ma w historii przydomek „W arneńczyka". Długo czekano, czy nie wróci bohaterski Warneńczyk. Gdy nadzieje rozwiały się, przyzwano z Litwy młodszego brata poleg­ łego Władysława, Kazimierza Jagiellończyka, który był wielkim księciem litewskim pod zwierzchnictwem króla polskiego. Nowy król liczył zaledwie lat dwadzieścia. Był pełnym zapału do dalszej obrony chrześcijaństwa przed muzułm aństwem i całe życie poś­ więcił temu, by móc podjąć dalej dzieło Warneńczyka. Marzeniem jego było utworzenie sojuszu państw europejskich przeciwko Turcji, tzw. ligi anty tureckiej. Niestety marzenia spełzły na ni­ czym! Turcja rozszerzała się ciągle. Zanim monarchowie europejscy zdołali porozumieć się i zgodzić choćby na to tylko, że liga taka w ogóle jest potrzebna, już panowanie tureckie na Półwyspie Bałkańskim było umocnione. A tymczasem król polski, ważąc na pierwszym miejscu powszechną sprawę chrześcijaństwa, mniej ważył wszelkie inne sprawy państw swoich. Wielkie Księstwo Litewskie sąsiadowało od wschodu z Wiel­ kim Księstwem Moskiewskim, które pozostawało ciągle pod zwierzchnictwem chanów tatarskich. Chan nie miał nic przeciw­ ko temu, by Moskwa rozszerzała swe panowanie, bo władca moskiewski ze wszystkiego płacił haracz; zabory moskiewskie stanowiły tedy zarazem rozszerzenie tatarskiego zwierzchnictwa

112

W fadysiazu ‘W arneńczyk

Dzieje Polski

nad Rusią - gdy tymczasem zwierzchnictwo litewskie przynosiło wraz z sobą uwolnienie od tatarskiego jarzma. Walka Litwy z Moskwą była walką o granice tatarskiego państw a zwierzchniczego. Od czasów Olgierda rozszerzała Litwa ciągle swą zwierz­ chność nad ziemiami Rusi, przy czym występowała zaczepnie wobec Moskwy. Ażeby mieć wolne ręce do ligi antytureckiej, Kazimierz Jagiellończyk zawarł w roku 1449 traktat z Moskwą, ustalający granicę litewską od wschodu. Litwa przyrzekała nie rozszerzać swych granic ku wschodowi i nie przeszkadzała Moskwie do robienia dalszych zaborów. Dzięki temu układowi Moskwa mogła niebawem podbić rozlegle obszary państwa Wielkiego N owogrodu i liczne drobne księstewka pomiędzy państwami moskiewskim a litewskim na tzw. Siewierszczyźnie. Moskwa tak się rozrosła, iż stała się silniejszą od Litwy. Dopiero w roku 1580 zaczął się ponowny okres przewagi polsko-litewskiej nad Moskwą; za Kazimierza Jagiellończyka zaś zaczyna się okres przewagi moskiewskiej. Król dbał o jak najlepsze stosunki sąsiedzkie z Moskwą, marząc o tym, by ją pozyskać kiedyś do ligi przeciwko Turcji. W dziewięć lat po bitwie warneńskiej, w roku 1453, Turcy zdobyli Konstantynopol. Papież chciał ogłosić wyprawę krzy­ żową; niektórzy monarchowie Europy zachodniej przyrze­ kli zasiłki. Węgry pozyskane były do nowej wyprawy i sam Hunyady, przekonawszy się jak ciężko zbłądził przed wyprawą warneńską, pałał teraz żądzą, żeby oręż znów zaprawić na karkach muzułmańskich. Św. Jan Kapistran, słynny z wymowy kaznodziejskiej uczeń św. Bernardyna i krzewiciel jego zakonu, objeżdżał w tej sprawie całą Europę i zjechał w roku 1454 do Krakowa. Trafił tu na wielkie uroczystości; zebrani byli w mieście wszyscy dostojnicy z całej Polski i Litwy, bo właśnie król ob­ chodził swe zaślubmy z arcyksiężniczką habsburską Elżbietą. Królowa ta odznaczyła się następnie wielkimi cnotami rodzin­ nymi; miała umysł poważny i niepospolite wykształcenie, a w

113

Feliks Koneczny

historii zowie się ją Matką Jagiellonów; miała bowiem sześciu synów i siedem córek. Król wysłał naprzeciw narzeczonej dwa tysiące konnicy aż do Cieszyna na Śląsk, a sam wyjechał na jej powitanie przed bramy miasta, przystrojony tak wspaniale, że ubiór na nim szacowano na czterdzieści tysięcy złotych, a stroje jego orszaku kapały od złota. Św. Jan Kapistran asystował obrządkowi ślubnemu w kated­ rze na Wawelu, a potem wygłosił cały szereg kazań. Słuchaczów miał tylu, że mury kościelne nie mogły ich pomieścić; a więc na rynku krakowskim, na tym największym placu środkowej Europy, nawoływał do pokuty, by Bóg odwrócił od chrześcijan plagę turecką i żeby każdy w miarę sił przyczyniał się do triumfu krzyża. Kto dostojnikiem jest, niech królowi tę wojnę doradza, rycerz niech Boga prosi, żeby mu dane było własnym ramieniem bronić wiary świętej, mieszczanin i rolnik niech przyjmie na siebie ochotnie ciężar podatków na świętą wojnę, a każdy niech się w miarę możności, przyczynia do zebrania potrzebnych do tego wielkich sum pieniężnych. Ludzie, porwani natchnioną wymową, wyrzekali się zbytku i składali u stóp pierwszego na ziemi pols­ kiej bernardyna zbytkowne przedmioty do skarbca na wojnę turecką. Opowiadano, że mieszczki krakowskie wyzbyły się wówczas wszystkich klejnotów. Gorącym orędownikiem wyprawy tureckiej był ciągle kar­ dynał Zbigniew Oleśnicki. Ale prócz św. Jana Kapistrana na weselu królewskim byli jeszcze inni goście, a mianowicie poselstwo od obywatelstwa państwa krzyżackiego, złożone z Polaków i Niemców. Rządy krzyżackie dały się bowiem naw et ludności niemieckiej tak we znaki, że nie mogąc już dłużej wytrzymać, postanowiono poddać się Polsce i wypowiedziano Zakonowi posłuszeństwo, utwo­ rzy wszy związek polityczny, zwany „jaszczurczym" (jaszczurkę uważano za godło wytrwałości). Warto sobie to dobrze wbić w pamięć, że nie tylko szlachta polska ziemi chełmińskiej i gdańskiej należała do Związku Jaszczurczego, ale drugie tyle Niemców, i że to Niemcy sami prosili się o panowanie polskie.

114

Dzieje Polski

Czy może być lepsze świadectwo, że rządy polskie lepsze były od niemieckich? Zwołał król na naradę biskupów, wojewodów, kasztelanów, ażeby się namyślić, co począć: czy ruszyć nad Morze Czarne, czy nad Bałtyckie? Piętnaście dni trwały te narady, bo też nie­ łatwo było się namyślić. Obie sprawy niezmiernie ważne, i tej i tamtej opuścić szkoda, a jedno i drugie nie da się naraz zrobić. Ale tamci swoi byli, a wojnę z Krzyżakami już zaczęli, i gdyby król polski nie przyjął ich od razu w swe poddaństwo, musieliby szukać sobie innego pana. Nie można było puszczać nad Bałtyk obcego. Wypowiedziano więc wojnę Krzyżakom. Przypuszczano, że wojna ta będzie już teraz łatwa, a tymczasem miała ona trwać całych lat trzynaście, i jeszcze nie zniosło się państwa krzyżac­ kiego, tylko się je uszczupliło. Na Krzyżaka nie wystarczało zwołać pod broń rycerstwo; tak zwane pospolite ruszenie, bardzo dobre do bitew w polu, miało chlubne wspomnienia: Płowce, Grunwald, Koronowo, Wiłkomierz, ale nie mogło zdobywać licznych i doskonale opat­ rzonych warowni. Taka wojna wymagała długiego czasu, a czyż mogła szlachta utrzymywać się na wojnie całymi latami swoim kosztem? Od tego były też całkiem inne wojska. Bywali w owych czasach przedsiębiorcy wojskowi, zwani z włoskiego kondotierami. Ci godzili sobie ochotników chętnych do żołnierki setkami, tysiącami, nieraz, po kilkanaście tysięcy nawet mając pod sobą takich najmitów-żołnierzy. Kondotier wynajmował swe pułki każdemu, kto zapłacił; obojętnym im było, za jaką walczą sprawę. Żołnierze zaciężni nie walczyli za żadną sprawę, ani nie o honor, tylko po prostu zarabiali sobie na życie sztuką żołnierską, jako swoim rzemiosłem. Ale był to żołnierz doskonały, bo zaciężni oddaw ali się wyłącznie zawo­ dowi wojskowemu, wyuczeni wybornie, gotowi stać w polu choćby długie lata, zahartowani, a przy tym bardzo zamiłowa­ ni w swym rzemiośle żołnierskim, bo to byli sami ochotnicy. Werbowało się takich najłatwiej w Niemczech, bo tam lud wiejski, obrócony w zupełne poddaństw o przez szlachtę, wolał

115

Feliks Koneczny

iść do wojska. Polacy gardzili tym zarobkiem, a lud polski nie dawał swej krwi na handel i do obcego wojska nie uciekał, bo mu się na roli dobrze działo. W pobratymczych Czechach zapra­ wiła się jednak znaczna część ludności do wojny na długoletnich wojnach husyckich, a że kraj po tych wojnach strasznie był wy­ niszczony i nie mógł wyżywić ludności, garnęło się więc wielu Czechów na zaciężną służbę i wyrobili się kondotierowie czescy. Nawet wśród śląskich Piastów jeden książę, a mianowicie Rudolf Żegański, spróbował tego rzemiosła i wynajął się Krzyżakom. Zaraz na początku trzynastoletniej wojny okazało się, że tu pospolite ruszenie na nic. Ponieśliśmy klęskę pod Chojnicami, a grodu zdobyć się nie dało. Próbowano na próżno podkopać się pod mury, sztolnia zasypywała się ciągle na piaszczystym grun­ cie, a nie umiano jej ścian sztucznie umocnić, bo do tego trzeba było ludzi znających się na rzeczy, którzy poświęcają się wyłącz­ nie temu rodzajowi sztuki wojennej. Patrzał na te klęski kardynał Oleśnicki, a umierając w roku 1455, kończył zasłużony żywot w bolesnej trosce, że Polska opuściwszy sprawę bałkańską, i bał­ tyckiej może nie załatwi. W trzecim roku wojny postanowiono jednak robić to samo, co Krzyżacy, tj. nająć sobie zaciężne hufce, i takie na to płacono podatki, że wojna ta kosztowała nas przeszło milion dukatów, co było sumą na owe czasy tak wielką, że nigdy jeszcze przedtem w historii europejskiej nie spotrzebowano takich skarbów na żadną wojnę Ale też przetrzymaliśmy Krzyżaków i nawet obfity ich skarbiec malborski nie podołał, gdy uchwalono w końcu w Polsce dać aż połowę wszelkich czynszów, a biskupi pozwolili pozastawiać wszystkie złote i srebrne naczynia kościelne. Główny kondotier Krzyżaków Ulryk Czerwonka był Czechem i wolałby być na żołdzie polskim; gdy m u Niemcy nie nadążyli płacić, najął się Polakom. Swoją drogą powoływano do pomocy raz wraz pospolite ruszenie. W roku 1466 doprowadzono przynajmniej do tego, że odzys­ kane były dawne ziemie polskie, zagrabione przez Krzyżaków. Należałoby wojować jeszcze dalej, żeby Krzyżaków zupełnie 11b

Dzieje Polski

wypędzić znad Bałtyku, gdzie nic nie mieli do roboty. Ale skąd wziąć nowych sił po trzynastu latach ustawicznych wysiłków wojennych i skąd pieniędzy na nowe podatki? Zawarto więc pokój w Toruniu w roku 1466. Wracały do Polski daw ne jej ziemie: chełmińska, michałowska i Pomorze Gdańskie, a oprócz tego utworzono z diecezji warmińskiej osob­ ne księstwo lenne pod zwierzchnictwem Polski, którego księ­ ciem miał być każdorazowo biskup warmiński. Co było dalej na wschód, to pozostało nadal przy Krzyżakach, ale także jako lenno polskie, a każdy wielki mistrz składać miał hołd królowi pols­ kiemu i nie wolno m u było ani przymierzy zawierać, ani też wojen prowadzić bez zezwolenia króla polskiego. Wracało bądź co bądź do Polski wszystko, co było pierwotnie polskiego, wracało w praw dzie nie takie same, bo trochę zniem­ czone, ale i ta niemiecka ludność była bardzo przyjazną dla Polski, z którą się dobrowolnie łączyła, a obywatele niemieccy tych krain pozostali do końca wiernymi obywatelami państwa polskiego, a naw et dość licznie się polszczyli. Radowali się współcześni, że nareszcie cała Wisła jest już w rękach polskich i państw o oparte o morze. Zebrano wreszcie owoce wytrwałej pracy Władysława Niezłomnego, Kazimierza Wielkiego, Władys­ ława Jagiełły, zbierano plon Grunwaldu. Historyk Długosz, zapisujący to wydarzenie, wznosi dziękczynne modły do Stwórcy i dodaje, że teraz już jedno tylko ma życzenie, żeby mu dane było dożyć jeszcze odzyskania Śląska. Za Kazimierza Jagiellończyka zmienił się ustrój państwowy, a mianowicie rozwinęło się sejmowanie. W miarę, jak rosły oświata i dobrobyt, coraz szersze wars­ twy interesowały się sprawami państwa. W dobie dzielnicowej sami tylko dostojnicy posiadali wpływ polityczny, potem wpły­ wy te rozszerzyły się na całe możnowładztwo. Za Władysława Niezłomnego ogół szlachty wytwarza stronnictwo narodowe i wiedzie do tronu swego kandydata wbrew Wacławowi. Za Kazimierza Wielkiego w wiecach ustawodawczych biorą udział wszyscy posiadający wyższy stopień oświaty, i odtąd wiece na­ bierają coraz większego znaczenia.

117

Feliks Koneczny

Wiece były pierwotnie zjazdami sądowymi. Pewne ważniej­ sze sprawy mogły bowiem być sądzone tylko podczas zjazdu dostojników i urzędników tej ziemi, z której toczył się proces. Na takie wiece sądowe zjeżdżali nie tylko sędziowie, strony i świadkowie, ale też wiele osób zainteresowanych w jakikol­ wiek sposób ze sprawą sądową, krewni, sąsiedzi. Zjeżdżali także nie mający żadnego zainteresowania sądowego, ale dlatego żeby spotkać się z innymi, porobić lub odnowić znajomości, pozałat­ wiać przy sposobności zjazdu swe prywatne interesy, lub poro­ zumieć się we wspólnej sprawie publicznej. Sądy wiecowe stały się zjazdami szlachty pewnej ziemi. Było zaś w polskim prawie podatkowym postanowienie od czasów Ludwika Węgierskiego, że w razie, gdyby skarb państwa potrzebował podatków więcej, niż dwa grosze z łanu, trzeba na to pozwolenia opodatkowanych. Królowie zwracali się tedy o podwyższenie podatków do owych zjazdów sądowych - i w ten sposób wiece przerobiły się z czasem na sejmiki. Potem wiece sądowe zaginęły, a sejmiki zostały do końca. Z połączenia sejmików sąsiednich ziem powstały sejmy pro­ wincjonalne dla Wielkopolski i Małopolski. W roku 1457 zwołał król obydwa na jedno miejsce, do Piotrkowa, i tak powstał ogólny dla całego państwa „sejm walny". Składał się z trzech „stanów": z króla - z senatu, tj. dostojników (biskupów, wojewodów i kasz­ telanów) i z izby poselskiej, tj. posłów wybieranych przez wszys­ tką szlachtę powiatów i od miast głównych, tzw. królewskich. Potęga Jagiellonów rosła, budząc podziw Europy całej, ale też zazdrość u niejednego. W roku 1471 Jagiellonom dostał się tron czeski. Czesi pogodzili się wreszcie ze Stolicą Apostolską, i wyb­ rali sobie narodowego króla, Jerzego Podiebradzkiego, dzielnego męża. Sprzykrzyli im się już monarchowie krwi niemieckiej. Toteż po śmierci Podiebradzkiego powołali najstarszego z kró­ lewiczów polskich, Władysława. Wystąpili wtedy przeciw Jagiel­ lonom Krzyżacy i król węgierski, Maciej Korwin. Ale Władysław utrzymał się na tronie czeskim, a wielki mistrz krzyżacki musiał przepraszać i hołd składać. Po śmierci zaś Korwina w roku 1490

118

Dzieje Polski

i Węgrzy wybrali sobie królem także Władysława Jagiellończyka. Dynastia jagiellońska stała się najpotężniejszą w Europie. Jagiellonowie panowali w Polsce, na Litwie, na Rusi, w Prusach, w Czechach, na Morawach, na Śląsku, na Węgrzech, w Siedmio­ grodzie, w Kroacji, Sławonii i Dalmacji, a nadto byli zwierzchni­ kami wielkiego mistrza Zakonu Niemieckiego nad Morzem Bałtyckim i hospodarów Mołdawii i Wołoszy nad Morzem Czar­ nym, którzy byli ich lennikami. Od morza do morza sięgała potęga dynastii, a dzielne to i przedsiębiorcze pokolenie rzuciło hasło, żeby też samo państwo polskie było „od morza do morza". Ujście Wisły mieliśmy już w swoich ręku, ale dla dobrobytu kra­ ju potrzebny był również handel ku Morzu Czarnemu. Aż tu w roku 1484 Turcy zajęli ujście Dunaju i Dniestru, opanowawszy tamtejsze twierdze: Kilję i Białogród. Zaraz nas­ tępnego roku ruszył tam król w dwadzieścia tysięcy wojska, odebrawszy po drodze w Kołomyi hołd i przysięgę wierności od hospodara mołdawskiego Stefana. Sprawa ta zajęła pięć lat czasu, niestety bezskutecznie. Sułtan rozpoczął układy, łudząc naszych, że może w yda dobrowolnie Kilję i Białogród, a tym­ czasem wyręczał się Tatarami, którzy urządzili cztery najazdy. Pokonano ich w roku 1487 pod Kopystrzynem, niedaleko Bracławia, pod w odzą królewicza Jana Olbrachta. Do sprawy czarnomorskiej wrócić miano za następnego pano­ wania. Król Kazimierz Jagiellończyk dokonał dni swoich w roku 1492, po czterdziestopięcioletnim panow aniu w Polsce, a pięć­ dziesięciodwuletnim na Litwie, licząc lat sześćdziesiąt pięć. Pochowany jest w katedrze na Wawelu, a grobowiec jego, dzieło słynnego rzeźbiarza, Wita Stwosza, należy do największych arcydzieł sztuki. Miał ten król sześciu synów. Najstarszy Władysław był królem czeskim i węgierskim. Do korony polskiej przeznaczony był królewicz Kazimierz, młodzieniec niepospolitych zdolności, a łączący z wielką nauką i męską energią taką świątobliwość, że już za życia uważano go za wybrańca Bożego. Zmarł niestety,

119

Feliks Koneczny

przedwcześnie, na grobie jego w Wilnie działy się cuda i wkrótce też dostąpił kanonizacji. O rok młodszy od św. Kazimierza Jan Olbracht był księciem śląskim, bo dostał od brata Władysława na Śląsku: Głogów, Ząbkowice, Karniów, Toszek, Bytom, Nidek, Koźle, Głupczyce i Wodzisław. Skutkiem przedwczesnego zgonu królewicza Kazimierza, Jan Olbracht został po śmierci ojca wybrany królem polskim, podczas gdy czwarty z rzędu Alek­ sander objął rządy Litwy. Natenczas posiadłości śląskie Jana Olbrachta objął po nim piąty z rzędu królewicz Zygmunt. Najmłodszy z braci, Fryderyk, wybrał stan duchowny, został biskupem krakowskim i kardynałem. Jakkolwiek król Kazimierz Jagiellończyk miał tylu synów, nie nadawał im żadnych księstw lennych w Polsce, chociaż była do tego dwa razy sposobność na Mazowszu. Kiedy w roku 1462 zabrakło dziedziców księstwom: rawskiemu i gostyńskiemu, wcielił król te ziemie do Korony, i podobnie postąpił w roku 1475 z ziemią sochaczewską. Już tylko na wschodnim Mazowszu po­ zostali książęta dzielnicowi. Ani nawet na dziedzicznej swej Litwie nie chciał wyposa­ żać synów kosztem potęgi państwa i właśnie za Kazimierza Jagiellończyka skończył się okres dzielnic książęcych na Rusi litewskiej. Myślał ten król o wyniesieniu swego rodu, ale nie kosztem Polski, lecz tak, żeby to dla Polski było korzystne. Dobrodziejstwem też dla polskości na Śląsku było to, że Jagiellonowie tam rządzili. O książętach piastowskich wstyd powiedzieć, że już nawet sprzedawali Śląsk Niemcom po kawał­ ku. W ten sposób dostał się Żegań książętom saskim, ale go­ rzej było, że trzy grody i okręgi śląskie przeszły pod władzę Hohenzollernów brandenburskich. Królowie polscy ratowali, co się dało; i tak Kazimierz Jagiellończyk kupił księstwo oświę­ cimskie, a następca jego, Jan Olbracht, księstwo Zatorskie. Kardynał zaś Oleśnicki kupił dla biskupów krakowskich księs­ two siewierskie (stąd tytuł książęcy tych biskupów). Druga połowa panowania Kazimierza Jagiellończyka i czasy krótkich dwóch panowań synów jego, Jana Olbrachta (1492-1501)

120

Dzieje Polski

i Aleksandra (1501-1506) przypadają na w ażne przełomowe lata historii powszechnej. Koniec wieku XV, a początek XVI - to koniec wieków średnich, a początek dziejów nowożytnych. Samo odkrycie Ameryki dokonało powszechnego przewrotu w stosunkach państwowych i handlowych. Wiekopomna podróż świątobliwego a genialnego Genueńczyka, Krzysztofa Kolumba, od której zaczyna się odkrycie Ameryki, przypada na rok 1492, a więc w sam raz na rok śmierci króla Kazimierza Jagiellończyka. Od tego roku coraz nowe podróże odkrywcze rozwierały Euro­ pejczykom nowe lądy i morza, i znowu zmieniły się szlaki handlu światowego. Handel lądowy tracił na znaczeniu; na przyszłość taki tylko kraj mógł cieszyć się dobrobytem, który by miał łatwy dostęp do morza i mógł przez to mieć drogę do oceanu. Dlatego też odtąd jeszcze bardziej zależało Polsce na tym, ażeby mieć jak najwięcej panowania nad Morzem Bałtyckim i opanować koniecznie choćby cząstkę wybrzeży Morza Czarnego. Gdyby się to nie udało, państwo polskie musiałoby ubożeć i upadać. Król Jan Olbracht jął się też z całą energią hasła; „od morza do morza". Już wojsko polskie było w drodze na Turka, gdy wtem zdradził hospodar wołoski. Trzeba było przemocą utorować sobie drogę do Turcji przez Wołoszę, która z sojusznika zamieniła się w nieprzyjaciela. Ale zabrakło żywności i paszy; wracano więc, ażeby po pewnym czasie powrócić z większym wojskiem. Dro­ ga wypadła przez dużą puszczę, zwaną Bukowińską. Tam Wołosi urządzili chytrą zasadzkę; popodcinali drzewa, a ukryci w gąsz­ czach, walili je na szeregi polskie. Niepodobna było się bronić, bo w puszczy leśnej nie można było ani szyków sprawić, ani nawet nie było widać nieprzyjaciela. Po kilkudniowym pochodzie wojsko polskie było zdziesiątkowane, a gdy się wreszcie z pusz­ czy wydobyło, ujrzało się jeszcze zagrożone pościgiem wołoskim i tureckim, który trwał aż do Czemiowiec. Do tej nieszczęśliwej wyprawy z roku 1497 odnosi się przysłowie: „Za króla Olbrachta wyginęła szlachta". Nie daw ał jednak król Olbracht za wygraną, a sejm walny nałożył podatki na nową wojnę. Do Krakowa przyjechał legat papieski i ogłosił wyprawę krzyżową przeciw Turcji, a pod prze-

121

Feliks Koneczny

wodem polskim zbierała się nowa liga, tj. związek państw chrześ­ cijańskich, do którego przystąpiły Wenecja i Francja. Najbardziej liczył Olbracht oczywiście na posiłki swych braci, Władysława czesko-węgierskiego i Aleksandra litewskiego. Aleksander był jednak skrępowany i sam potrzebował pomo­ cy, bo Moskwa zaczęła szereg w ypraw zaborczych przeciw Rusi litewskiej. Litwa okazała się słabszą. Ażeby zapewnić sobie pokój, Aleksander pojął w małżeństwo córkę Iwana III, Helenę; ale na nic się to nie zdało, teść zapędzał się coraz dalej w swych rosz­ czeniach, aż w końcu zażądał od zięcia, żeby m u ustąpił Smo­ leńska i Kijowa. Wybuchła nowa wojna, dla Litwy niepomyślna. Iwan czekał tylko, żeby Polska zajęta była wyprawą turecką i żeby nie mogła dostarczyć posiłków Litwie, gdy Moskwa zada­ wać jej będzie cios ostatni. Toteż ze w zględu na Litwę odłożyć musiano wyprawę turecką, a zająć się sprawami litewskimi. Nagle umarł król Jan Olbracht, rażony atakiem apoplektycznym. Ażeby zaznaczyć wobec Iwana łączność polityczną z Litwą, wybrano królem Aleksandra. Niedołężne było to pano­ wanie. Na Litwie możnowładcy tamtejsi wszczynali wojny domowe, a jeden z nich, Michał Gliński, posunął się do tego, iż chciał z pomocą Iwana III wykroić sobie z części Litwy osobne księstwo. Mając Litwę zawichrzoną w najgorszy sposób, jakżeż miał Aleksander dopilnować sprawy czarnomorskiej! Póki by nie zajęto kawałka wybrzeża nad Morzem Czarnym, póki by nie oczyszczono od Tatarów okolic nad dolnym Dnies­ trem, dopóty hasło „od morza do morza" nie było właściwie wypełnione, a od tego zależała siła materialna Polski i Litwy, a od materialnej zawisłą była siła polityczna. Niespełnione zadanie otrzymywał w spadku po bracie trzeci z synów Kazimierza Jagiellończyka, który zasiadł obecnie na tronie polskim: Zygmunt, zwany Starym. Panowania jego i jego syna, obejmujące lata 1506-1572, stanowią ważną a piękną dobę dziejów narodowych. Zowią się w historii polskiej „zygmuntowskimi czasami".

122

III. Cgas^ s^gmuntowslćie \L ^ a s ta w a ły czasy nowe. Wiele się zmieniało, począwszy od życia powszedniego aż do zapatryw ań i przekonań ludzkich. Niegdyś Władysław Jagiełło lubił ubierać się w prosty kożuszek barani; miał jeszcze taki kożuszek Kazimierz Jagiellończyk za lat pacholęcych w Wilnie, ale za dojrzałych jego lat już to nie ucho­ dziło. Ubiory zamieniły się na stroje z atlasów i aksamitów, a złote guzy, frędzle i sznury lśniły się z daleka. Nie wystarczało już wnukom, co niegdyś starczyło dziadom. Szlachta chciała podłóg do izb i szyb szklanych do okien, nie zadawalając się już nalepą glinianą i przejrzystymi pęcherzami w oknach. Ale prawdziwe zbytki nastały u mieszczaństwa, które w owe czasy było bez porównania zamożniejsze od szlachty. Rozwarł się mieszczaństwu w Polsce szeroki handel od Gdań­ ska po Kijów, od Krakowa po moskiewskie granice. A nigdzie w całej Europie nie było takiej wolności handlowej jak w Polsce. Od roku 1447 zniesione były cła i rogatki prywatne, a po rzekach spławnych wolno było żeglować każdem u bez opłat. Zagra­ nica sprowadzała z Polski skóry i futra, wosk, drzewo, smołę, dziegieć, potaż, len, konopie, przędzę, a przede wszystkim zboże. Zakwitnęło też górnictwo. W ydobywano ołów i cynę w Ol­ kuszu, w Chrzanowie i w Trzebini koło Krakowa, a najstarsze kopalnie śląskie urządzone były przez mieszczan krakowskich. Skupowano też na Węgrzech miedź i ołów, a kruszce te dopiero przez pośrednictwo polskie dostawały się Europie zachodniej. Handel ten cały kierował się głównie do Gdańska, gdzie ruch okrętów powiększył się sześciokrotnie w ciągu XV wieku. W roku 1428 wpłynęło do zatoki gdańskiej 110 okrętów, a w roku 1490 było ich już tam 720, a były to statki: francuskie, angielskie, szkoc­ kie, portugalskie, lecz najwięcej holenderskich.

123

Feliks Koneczny

Głównym przedmiotem handlu było zboże, zwłaszcza odkąd pokojem toruńskim 1466 roku odzyskaliśmy bieg dolny Wisły; a ceny zboża w Gdańsku szły ciągle w górę. Rolnictwo stawało się zajęciem nader intratnym, toteż właściciel wsi nie poprzes­ tawał już na wydzierżawianiu łanów kmieciom, ale sam zamienił się w gospodarza i zakładał folwarki. Nastąpił doniosły zwrot w dziejach rolnictwa polskiego: gospodarstwo czynszowe zamie­ niło się na folwarczne. Jakżeż założyć folwark bez znaczniejszej gotówki, bez kapitału? Tego właśnie nie brakowało mieszczaństwu. Toteż mieszczanie wykupili całe okolice koło wszystkich miast i po­ zamieniali na swoje folwarki. Ale nie chcieli odbywać z tych posiadłości ziemskich służby wojskowej, do której obowiązani byli poprzedni właściciele szlacheccy; zasłaniali się tym, że jako mieszczanie obowiązani są tylko do strzeżenia m urów własne­ go miasta. Skargi na mieszczan z tego pow odu zaczynają się już za czasów Jagiełły i odtąd nie ustawały. Skoro zaś mieszczanie chcieli posiąść wszystkie praw a szlachty, ale nie brać na się jej obowiązków, skończyło się więc na tym, że za Jana Olbrachta w roku 1496 zakazano im kupowania dóbr wiejskich poza najbliż­ szą okolicą miast. W tych czasach sołtysi pozbywali się gromadnie sołectw, sprzedając je szlachcie. Taki szlachcic, zostając sołtysem we włas­ nej wsi, stawał się zwierzchnikiem kmieci, i sędzią nad nimi. Kmieć był jeszcze zupełnie wolnym i mógł nabyć ziemię na własność. Jak świetnie powodziło się kmieciom, widać z tego, że kosztowne polskie stroje ludowe powstały w XVI wieku; tylko zamożna warstwa mogła zdobyć się na takie ubiory. Od roku 1496 ograniczono wolny ruch ludności wiejskiej przepisem, że w ciągu roku tylko jeden kmieć może wypowiedzieć dzierżawę, ale przepis ten pozostał tylko na papierze, bo Polska była za duża, żeby w niej odszukać kmiecia, który chciał w innej stronie kraju szukać popraw y losu. Nie tylko bogactw przybywało narodowi polskiemu, ale też oświaty. Już świeccy garnęli się do nauk. W Uniwersytecie

124

Dzieje Polski

Krakowskim bywało przeszło po tysiąc uczniów; ilość na owe czasy olbrzymia. Kraków stał się ogniskiem cywilizacji całej północno-wschodniej Europy. Słynął zaś nasz uniwersytet szcze­ gólniej z pielęgnowania nauk tzw. ścisłych, matematyki i astro­ nomii i wydał w tym kierunku wielu sławnych uczonych. Marcin Król z Żórawicy w prowadził już w połowie XV wieku trygo­ nometrię, której dziś uczą w gimnazjach i szkołach realnych. Wojciech Brudzewski dokonał odkrycia, że księżyc krąży koło ziemi nie po kołowej drodze, lecz po owalnej, i że do ziemi zwrócony jest zawsze jedną tylko stroną. Uczniem jego był Mikołaj Kopernik (ur. 1473 - zm. 1543 r.), który następnie miał zasłynąć wiekopomnym odkryciem, że ziemia koło słońca krą­ ży, podczas gdy przed nim mniemano powszechnie, że słońce i wszystkie planety obracają się około ziemi. Zważano też w tych czasach coraz bardziej na czystość języ­ ka łacińskiego, żeby się nim wyrażać w mowie i w piśmie zu­ pełnie tak samo jak starożytni autorowie rzymscy, i nazywało się to łaciną klasyczną. Niebawem żądano też znajomości greki od każdego, kto chciał uchodzić za wykształconego. Poczęło się to we Włoszech, które w ogóle są ojczyzną nowożytnej oświaty. Tam zaczął się tzw. humanizm, który jest prądem umysło­ wym, opartym na studium świata klasycznego, tj. starożytnych Rzymian i Greków; toteż zowie się ten prąd także „odrodze­ niem", czyli renesansem. Zachwycano się starożytnymi poetami i naśladowano ich; potem przyszła kolej na historyków (Długosz naśladuje Liwiusza, historyka rzymskiego), potem na budow ­ nictwo (styl renesansowy), a w końcu na stare rzymskie prawo. Doskonałym znawcą hum anizm u i wielkim protektorem nowej oświaty był kardynał Zbigniew Oleśnicki; humanistami byli: Wojciech Brudzewski i Jan Długosz, słynący zarazem z wielkich cnót chrześcijańskich. Nie brakowało też w Polsce nowych przykładów życia świą­ tobliwego, a naw et kwiatów świętości. Za Kazimierza Jagielloń­ czyka żyli i działali błogosławieni: Szymon z Lipnicy w Krakowie, Jan z Dukli we Lwowie, Ładysław z Gielniowa w Warszawie,

125

Feliks Koneczny

Izajasz augustianin w Krakowie, Michał Giedrojć (Litwin) w Krakowie, Stanisław Kazimierczyk w Krakowie; sześciu błogosła­ wionych, których kanonizacji, niestety, nie dopilnowano jeszcze. Dwóch jest z tych czasów kanonizowanych świętych, a miano­ wicie: św. Jan Kanty, profesor krakowski i patron uczącej się młodzieży, tudzież królewicz św. Kazimierz. A wszyscy ci świę­ ci i błogosławieni nie tylko bogobojnością słynęli, ale też nauką. Oświacie pomagała wielce sztuka drukarska, która zaczęła się u nas od roku 1474. Książki potaniały przez to. Była już o tym mowa, jak to piśmiennictwo w języku polskim zaczęło się od modlitewników, tj. książek do nabożeństwa. W ślady królowej Jadwigi wstąpiła królowa Sońka, ostatnia żona Władysława Jagiełły; resztki jej modlitewnika zachowały się dotychczas. Kiedy sławny kanclerz państwa polskiego, Jan Łaski, w ydru­ kował w roku 1505 zbiór praw polskich, były one ujęte w język łaciński, ale na pierwszej stronicy kazał wydrukować pieśń polską: „Bogu-Rodzico", jako najstarszą świętość narodową. Z późniejszych pieśni kościelnych XV wieku dochowały się aż do naszych czasów owe dwie pieśni wielkanocne: „Chrystus Pan zmartwychwstań jest" i druga: „Przez Twe święte zmartwych­ wstanie". Wielkie zasługi około polskiej pieśni kościelnej mają bernardyni, bo w ich kościołach śpiewał zawsze lud po kazaniu. Bernardynem był pierwszy poeta polski, którego pieśni spisy­ wano: bł. Ładysław z Gielniowa. Przykrym wydarzeniem z czasów Kazimierza Jagiellończyka jest tłumny napływ Żydów do Polski, którym ten król nadał rozmaite przywileje, chociaż sprzeciwiał się temu usilnie kardy­ nał Zbigniew Oleśnicki, a św. Jan Kapistran gromił to nawet w kazaniach. W Europie zachodniej było srogie prześladowanie Żydów; uciekali stamtąd, a u nas znajdowali gościnne przyjęcie. Trudnili się lichwą i dlatego właśnie chętnie ich witano, bo przy zamianie gospodarstwa czynszowego na folwarczne każdy potrzebował pieniędzy, a niejeden, nie mając własnych, chciał pożyczyć.

126

Dzieje Polski

0 pożyczkę było zaś niezmiernie trudno, bo Kościół wszelki procent, choćby najmniejszy, uważał za lichwę, a więc za grzech ciężki. Żydów prawo kościelne nic nie obchodziło, a więc wolno im było trudnić się pożyczaniem na procent. Wkrótce Żydzi poczęli się przenosić z miast na wsie i brać tu i ówdzie w dzier­ żawę młyny i karczmy; w sto lat potem do wyjątków już należała wieś bez Żyda. W takich to czasach wstąpił na tron po braciach Zygmunt Stary. Z sześciu synów Kazimierza Jagiellończyka było ich przy życiu już tylko dwóch: Władysław czesko-węgierski i najmłod­ szy Zygmunt. Władysław, o 12 lat starszy, opiekował się wielce Zygmuntem. Dał m u na Śląsku księstwo głogowskie, potem przydał jeszcze opawskie i margrabstwo Dolnych Łużyc, lenna korony czeskiej. Wsławił się tam Zygm unt rządami mądrymi 1 dobroczynnymi, za co wysławiany był nawet przez niemieckich poetów. Tam odbył jakby szkołę rządów, zanim wstąpił na tron polski. Ciężkie miał początki panowania i niełatwo m u było wybrnąć z trudności. Szereg nieprzyjaciół otaczał Polskę: Moskwa, Tatarzy, Turcy, Wołosza, Krzyżacy. Na Litwie Zygm unt zastał wojnę z następcą Iwana III Wasylem, a Litwa tak była osłabiona waś­ niami swych możnowładców, że żadną miarą nie mogła własnymi siłami się ostać. Wtenczas to, w roku 1507 wzięła Polska po raz pierwszy urzędowo udział w wojnie z Moskwą, bo sejm krakowski uchwalił podatki w Polsce na wojnę litewskomoskiewską. Król własną osobą ruszył w pole. Pod Orszą podał nieprzyjaciel tyły, a pogoń polska spustoszyła okolice aż w głąb państwa moskiewskiego. Równocześnie odparto znaczny najazd tatarski, a hospodara mołdawskiego Bohdana pokonał hetman Kamieniecki. Cesarz Maksymilian, z rodu Habsburgów, spieszył z gratulac­ jami odniesionych zwycięstw, ale sam był w zmowie przeciw Polsce, bo chciał odebrać Jagiellonom tron czeski i węgierski. Porozumiewał się z Krzyżakami i pokazało się, że to on Moskwę podburzał, a do związku przeciw Polsce wciągał jeszcze bran­ denburskich i saskich książąt a naw et królestwa duńskie.

127

Feliks Koneczny

Turcy, rozszerzając coraz bardziej swe panowanie w Europie, zbliżali się do krajów węgierskich. Szły więc ustawiczne posel­ stwa węgierskie do Moskwy i do krzyżackiego Królewca, żeby z Polską był pokój, ażeby Polska dostarczyć mogła pomocy przeciw Turkom. Wymagał tego samejże Polski żywotny interes, bo tylko pobiwszy muzułmanów można było dotrzeć do wyb­ rzeża czarnomorskiego. Ale cesarz Maksymilian wichrzył na nowo. Z poduszczenia niemieckiego Wasyl moskiewski zerwał pokój. Przez trzy lata próbował zdobyć Smoleńsk na próżno, aż za trzecim oblęże­ niem wziął go zdradą Glińskiego. H etm an litewski Konstanty Ostrogski, prawosławny, ale nienawidzący Moskwy, odniósł wprawdzie świetne zwycięstwo pod Orszą, ale Smoleńsk pozos­ tał przy Moskwie, gdyż wojny z nią nie można było dłużej prowadzić, groziło bowiem nowe niebezpieczeństwo od Krzy­ żaków. Krzyżacy upatrzyli sobie wcale sprytnie nowego wielkiego mistrza. Jedna z sióstr Zygm unta Starego Zofia wyszła za mar­ grabiego brandenburskiego. Było tam dużo dzieci i dla młod­ szych synów brakło książęcego chleba. Jednego z młodszych powołali Krzyżacy na swego wielkiego mistrza. Albrecht bran­ denburski zobowiązał się przed wyborem, że nie będzie składał hołdu królowi polskiemu, bo Zakon liczył na to, że Zygmunt Stary nie będzie prowadził wojny z własnym siostrzeńcem. Zygm unt stał jednak tw ardo przy prawach korony polskiej, chociaż za siostrzeńcem wstawiał się starszy wuj, król Wła­ dysław, a cesarz Maksymilian zaręczał uroczyście, że użyje całej potęgi cesarstwa niemieckiego, żeby nie tylko uchronić wielkiego mistrza od hołdu, lecz przywrócić naw et Zakonowi Pomorze Gdańskie. W yprawiony w tej sprawie do Wiednia Rafał Lesz­ czyński doznał tam jak najgorszego przyjęcia i pisał, że cesarz zabiera się do wojny, do której poruszy nie tylko książąt Rzeszy Niemieckiej, ale też Danię, Mołdawię i Moskwę. A gdyby tak wszyscy wrogowie rzucili się naraz na Polskę, a Turcy na Węgry? Dla świętego spokoju zgadzał się król Władysław, ażeby 128

Dzieje Polski

Habsburgowie zostali spadkobiercami tronu czeskiego i wę­ gierskiego w razie wygaśnięcia jego rodu, ale cesarz chciał, ażeby i młodszy brat Władysława układ ten podpisał. Zjechali się więc ci trzej monarchowie w roku 1515 w Wiedniu. Od 15 do 26 lipca 1515 roku trwały w Wiedniu przez dni dwanaście nieustanne uroczystości, pełne blasku, świetności i bogactw roztaczanych przed gośćmi. Maksymilian przyrzekł uroczyście zerwać swe stosunki z Albrechtem i Wasylem, a Zygm unt uznał pewne umowy spadkowe i małżeńskie. Dnia 22 lipca bowiem odbyły się w sławnej katedrze wie­ deńskiej św. Szczepana dwa śluby: królewicza czeskiego i wę­ gierskiego, Ludwika Jagiellończyka, z wnuczką cesarską arcyksiężniczką Marią, tudzież królewny czeskiej i węgierskiej Anny Jagiellonki z arcyksięciem Ferdynandem. Król Władysław umarł w rok po tym kongresie wiedeńskim, a syn i następca jego, król Ludwik, zginął w dziesięć lat później w wojnie tureckiej, i wten­ czas Ferdynand habsburski nabył koronę czeską i węgierską, jako mąż siostry Ludwika, Anny. Dla dziejów Polski ważnym to jest przez to, że wraz z koroną czeską przechodził także Śląsk pod panowanie Habsburgów. Cesarz Maksymilian zachowywał się już spokojnie, ale nas­ tępca jego Karol V podburzał znowu Krzyżaków i pozwolił Albrechtowi werbować wojska w Niemczech. Widząc, na co się zanosi, postanowił król Zygm unt uprzedzić nieprzyjaciela i w roku 1519 sam wypowiedział wojnę siostrzeńcowi. Hetman Mikołaj Firlej zajął m u dziewięć grodów i podstąpił aż pod stolicę wielkiego mistrza, Królewiec. Było już krucho z Zakonem. Teraz można by zdusić Krzyżactwo do reszty, odebrać im za zdradę lenno w Prusach i przenieść ich na Podole, jak doradzał kanclerz Łaski, żeby tam sobie walczyli z Tatarami. Były jednak przeszkody. Sułtan Soliman, zdobywszy Belgrad, zdobywa dalej Węgry. Wyruszyło tam sześć tysięcy wojska pols­ kiego pod sławnym hetmanem Janem Tarnowskim, zwanym Wielkim, i Soliman wstrzymał się nad Sawą z obawy, żeby nie mieć do czynienia naraz z Węgrami i Polską. Z pow odu tej wojny tureckiej przystał król polski na zawie­

129

Feliks Koneczny

szenie broni z Albrechtem brandenburskim na lat cztery. Albrecht hołdu nie składał, a więc gdy dnia 25 marca 1525 roku rozejm upływał, sejm uchwalił nowe podatki na dalszą wojnę i uchwalał je z wielką ochotą, bo szlachta gorąco pragnęła zalać Krzyżakom sadła za skórę. Aż tu ni stąd ni zowąd, stało się coś takiego, że cały świat się zdumiał. Wielki mistrz zrzucił krzy­ żacki płaszcz zakonny, ogłosił się świeckim dziedzicznym księciem Prus pod lennem zwierzchnictwem Polski i niebawem ożenił się. Sprawa ta tak się miała: W Niemczech powstała w roku 1517 nowa herezja, wymyś­ lona przez Marcina Lutra, który odrzucił naukę o czyśćcu i od­ pustach, zaprzeczał Ojcu świętemu prawa do zwierzchnictwa nad Kościołem, znosił zakony, kazał mnichom i zakonnicom opusz­ czać klasztory i wstępować w związki małżeńskie, głosił też, że dobre uczynki niepotrzebne są do zbawienia, że wystarcza sama wiara itp. Pismo święte pozwalał każdemu tłumaczyć według własnego rozumu. Od Lutra zaczął się tzw. protes­ tantyzm, który rozpadł się na liczne sekty w różnych krajach; najważniejszymi były: luteranizm i kalwinizm. Albrecht brandenburski, wielki mistrz Zakonu Niemieckiego, upodobał sobie luteranizm, który pozwalał m u żenić się i znieść Zakon; mógł więc z posiadłości Zakonu utworzyć dla siebie księstwo świeckie. Tak też uczynił. Powstało nowe państwo niemieckie Hohenzollernów nad Bałtykiem. Albrecht zobowią­ zywał się złożyć hołd królowi polskiemu, jeżeli Polska uzna to zeświecczenie Zakonu, czyli sekularyzację Prus. Zygmunt Stary uznał to, niestety! Na rynku krakowskim z nadzwyczajną uroczystością odbył się hołd Albrechta. W Krakowie panowała radość, gdy widziano, jak obcy książę przyklęka i w kornej postawie składa królowi polskiemu przysięgę wierności; nikt nie przewidywał, że z tego przysięgającego na klęczkach książęcia powstaną w przyszłości królowie pruscy... Zaprzaniec wiary i zdrajca ślubów zakonnych miał jednak dziwne szczęście, iż m u katolicy sami dopomagali! Tylko arcybiskup lwowski Bernard Wilczek powiedział: „Jakżeż 130

Dzieje Polski

ma dotrzymać wierności królowi ten, kto nie dotrzymał jej Bogu?" Dużo wstawiał się za Albrechtem młodociany król wę­ gierski Ludwik, bratanek Zygmunta Starego, bo chodziło mu o to, żeby Polska nie miała żadnej wojny, żeby panował pokój na polskich granicach, ażeby Zygmunt Stary poświęcić mógł uwagę bez przeszkód sprawie tureckiej. Już bowiem Turcy kołatali do bram Węgier. Tak tedy odbyła się sekularyzacja Prus ze zgodą Polski w roku 1525. Omylił się też król Ludwik, sądząc, że po sekularyzacji Prus będzie miał obronę w Polsce przeciw Turkom. Jakby Bóg zaślepił ludzi, nim się rozpatrzyli w całej sprawie i siły zebrali, już Turek był na Węgrzech, aż w roku 1526 w morderczej bitwie pod Mohaczem poległ król Ludwik Jagiellończyk. Przeszły po nim w dom habsburski korony: czeska i węgierska, a zarazem i pa­ nowanie nad Śląskiem. Turek napierał teraz dalej, a państwa chrześcijańskie rozdarte były wojnami religijnymi z powodu protestantyzmu. Polskę ustrzegli Jagiellonowie od tego niesz­ częścia, ale Polska sama nie mogła stawić czoła potędze tureckiej. Kłopotów na granicach państwa nie brakło nigdy. Było też za Zygm unta Starego wojen dosyć, których nie sposób wszystkich tu opowiedzieć. O jednej jednak wspomnieć trzeba koniecznie. Jesienią roku 1530 najechał hospodar wołoski Pokucie, zajął śniatyń, Kołomyję i całą tamtą okolicę; a wystąpił z wielkim wojskiem i miał pięćdziesiąt dział, po większej części tych, które niegdyś Wołosi zdobyli podczas nieszczęśliwej przeprawy buko­ wińskiej Jana Olbrachta. Niedługo się radował; po kilku mie­ siącach musiał ustąpić i poniósł szereg klęsk, z których najcięższą w bitwie pod Obertynem, stoczonej dnia 22 sierpnia 1531 roku pod wodzą Jana Tarnowskiego. Wojsko już sarkało, że kilkanaście godzin stoi bezczynnie pod bronią, a wódz nie pozwala ruszyć do ataku. Ale wódz nie dbał o to, co o nim mówią, i czekał, aż wróg ustaw i się w pewien sposób, który on przewidywał; wten­ czas dopiero dał hasło do boju. Było kilka ataków; w jednym z nich wsławił się Szczęsny Herburt. Rzucił się on na szereg wystawionych wołoskich osęk (i takiej bowiem broni używała

131

Feliks Koneczny

Wołosza) rozwarł ramiona i, objąwszy całą osęk gromadę, sparł się na nich, skierował je ku własnym piersiom, a wyprowa­ dziwszy tym sposobem z równowagi pierwszy szereg jeźdźców wołoskich, utorował swemu oddziałowi drogę, żeby się mógł wbić klinem w hufce nieprzyjacielskie. Jest to jeden z najwspa­ nialszych czynów wojennych z całej historii nie tylko polskiej, ale i powszechnej. Odzyskano wtenczas wszystkie działa utracone za Jana Olbrachta. Z polskiej strony padło pod Obertynem zaledwie 256 żołnierzy, nieprzyjaciel stracił przeszło pięć tysięcy pieszych, a około tysiąca jazdy. Tarnowski odbył triumfalny wjazd do Krakowa, a zdobyte sztandary zawiesił na grobie św. Stanisława. Zwycięstwo obertyńskie przemawia do potomnych ciągle wielkim głosem; spiżowym głosem, i to z wieży Wawelu. Działa zdobyte pod Obertynem, poszły bowiem na służbę Bożą. Kazano je przetopić w Krakowie na dzwon, a król dodał sporo srebra, żeby dzwon miał głos nie tylko donośny, ale też dźwięczny i czysty. Taką jest historia sławnego dzwonu na Wawelu, zwa­ nego Zygmuntem, a w który biją tylko w dni uroczyste. Ledwie skończyła się potrzeba wołoska, wybuchnęła wojna moskiewska (trzecia już za tego panowania). Jan Tarnowski zdobył Starodub, ale Smoleńska przecież nie odzyskano. Powiększyło się bezpośrednie panowanie królów polskich przez przyłączenie reszty Mazowsza do Korony. Mazowiecka linia Piastów wygasła bowiem całkowicie w roku 1526 i tak skoń­ czyła się ostatnia pozostałość doby dzielnicowej. Pozostali jeszcze Piastowie na Śląsku, ale tylko nad nieznacz­ ną jego częścią, gdyż znacznie większa część Śląska straciła już swych książąt i znalazła się bezpośrednio pod panowaniem Habsburgów, jako królów czeskich. W księstwie cieszyńskim protestantyzm zaprowadził książę Wacław w roku 1545. W tym też czasie, od roku 1530 mieliśmy dwóch królów, i to obydwóch koronowanych jak najprawowiciej. Uważano za rzecz dobrą utrwalić tron, zapewniając z góry synowi ustępstwo po ojcu. Wybrano więc następcą 10-letniego królewicza Zygmunta 132

Dzieje Polski

Augusta i zaraz go koronowano, zastrzegając tylko, żeby się nie wdawał w rządy, póki żyje ojciec. Ponieważ tedy było dwóch królów, a obydwaj Zygmuntowie, dodaw ano więc dla odróż­ nienia: „stary" i „młody" i stąd przydom ek Zygmunta Starego. Jak widzieliśmy, nie bali się Polacy za Zygmunta Starego wojen, choć życie ich bardzo się odmieniło, z prostego na wyk­ wintne. Przepadła daw na prostota, lecz okazało się, że łączyć można hart i dzielność z w ytwornym strojem, pięknym miesz­ kaniem i dobrze zastawionym stołem. Właśnie za czasów Zygmunta Starego włoska „elegancja" rozszerzała się już po całej Polsce wraz z oświatą włoską. Na tronie polskim zasiadła Włoszka. Drugą żoną Zygmunta Starego była księżniczka Bona Sforza, z rodu książąt medio­ lańskich, mająca w południowych Włoszech księstwo Bari, ogro­ mnie posażna, bo miała gotówki dwieście tysięcy dukatów, a spodziewała się półtora miliona spadku po matce. Słynęła też z nadzwyczajnej urody, a co jeszcze ważniejsza, z niepospolitej inteligencji. Zasiadłszy w roku 1518 na tronie polskim, urządziła dw ór po włosku, a za tym przykładem poszli wojewodowie, kasztelanowie, tych znowu naśladowali bankierzy i bogaci kupcy; potem zamożniejsza szlachta, i tak włoski wpływ rozchodził się stopniowo po całym narodzie. Król kazał przebudować zamek na Wawelu na sposób włoski, w tzw. stylu renesansu, a po jakichś trzydziestu latach cały Kraków zmienił swą postać. Przeniosła się też na północ Karpat muzyka włoska, zamiłowanie do poezji i całe wytworne włoskie życie towarzyskie. Coraz więcej też młodzieży polskiej wyjeżdżało na uniwersytety włoskie, a do nas nazjeżdżało się z Włoch pełno budowniczych, rzeźbiarzy, sny­ cerzy, kamieniarzy, malarzy, lutnistów, itd. Wpływy włoskie sięgnęły aż do kuchni, w której do dziś dnia została „włosz­ czyzna", w prow adzona przez kucharza włoskiego królowej Bony, chociaż śmiano się z początku z włoskich jarzyn i sałat, jak też można żywić się „trawą". Królowa Bona była nie tylko mistrzynią mody, ale też bardzo rozsądną niewiastą. Postanowiła założyć skarb dynastyczny, żeby król mógł mieć na każde zawołanie znaczniejsze wojsko.

133

Feliks Koneczny

Miała szczególniejszy dar do administracji i zaprowadziła w swych rozległych dobrach polskich taki porządek, że stały się one na długi czas wzorem dla wszystkich innych gospodarstw krajowych. Całe swe życie poświęciła wytwarzaniu bogactw, na czym znała się doskonale i czym byłaby sobie zyskała niezmierne zasługi, gdyby nie to, że nie przebierała w środkach; frymarczyła nawet urzędami, dostojeństwami i to nie tylko świeckimi, lecz nawet duchownymi, żeby tylko powiększyć swe bogactwa. Zygm unt Stary żył lat 81. Zmarł w sam dzień Wielkanocnej niedzieli 1548 roku, gdy siedząc na nabożeństwie w wystawionej przez siebie kaplicy Zygmuntowskiej na Wawelu, runął rażony atakiem apoplektycznym (był bowiem przy sędziwym wieku nadmiernej tuszy). Koronowany już od lat 17 Zygm unt August, liczący przy śmierci ojca lat 28, witany był z zapałem. Był on już wdowcem (po arcyksiężniczce habsburskiej, Elżbiecie). Zastanawiano się więc, w którym z królewskich domów Europy poszukać mu nowej małżonki. Wtem zaraz na pierwszym sejmie ogłasza Zygmunt August, że już od trzech lat przestał być wdowcem a małżonką jego jest wdowa po Gasztołdzie, wojewodzie trockim, młoda i piękna Barbara Radziwiłłówna. Wziął był z nią ślub tajny, bojąc się, że ojciec, król Zygm unt Stary, nie zezwoliłby na mał­ żeństwo z własną poddanką. Zygm unt August uważał zaś małżeństwo za swoją pryw atną sprawę i chciał szczęścia w do­ mowym pożyciu. Nie rozumiano tego. Powstał też na sejmie od razu wielki krzyk, że król nie umie szanować godności majestatu, skoro na tronie obok siebie sadza żonę, nie pochodzącą z krwi królewskiej. Zaczął się lament, że to straszne ubliżenie dla całej Polski, że nierównym takim małżeństwem poniżył król godność korony polskiej itp. Naprawdę ludzie tak myśleli, a może i dzisiaj jeszcze myśleliby tak samo, gdyby się coś podobnego wydarzyło. Ale chodziło też o inną rzecz. Szlachta przelękła się, że król spowinowacił się przez to małżeństwo z możnowładztwem, a możnowładcy znowu zazdrościli Radziwiłłom szczęścia i wy­ niesienia. Wszyscy więc stanęli przeciw Barbarze, ale najbardziej protestanci. Protestantyzm szerzył się już w Polsce z dwóch stron:

134

Dzieje Polski

od Śląska i od Prus, i chciał skorzystać z tej sprawy; w Kościele katolickim rozw odu nie ma, ale jest u protestantów. Zdarzyło się w Anglii za czasów Zygm unta Starego, że król angielski, Henryk VIII, z początku wielki nieprzyjaciel luteranizmu, sam się jednak następnie od Kościoła odszczepił, o to właśnie, że mu papież nie dał rozwodu. Wołano więc o rozwód, bo wiedziano, że papież go nie da, żeby pchnąć Polskę do odszczepieństwa. Gdyby się udało króla zmusić do opuszczenia Barbary, porzuciłby król przez to samo i Kościół katolicki, a przeszedłby na stronę protestantyzmu. Główny mówca izby poselskiej Piotr Boratyński błagał więc króla na klęczkach o ten rozwód, niby w imię godności majestatu tronu polskiego; a co ciekawsze, że nawet biskupi żądali opuszczenia prawnie poślu­ bionej małżonki! Powiada Zygmunt August do zebranych posłów i senatorów: „Jakoż mi wierzyć będziecie, że wam wiary docho­ wam, jeżeli jej nie dochowam własnej żonie?" i zwraca uwagę na ciężki grzech, jakiego by się dopuścił, zrywając sakrament mał­ żeństwa, a na to prymas Dzierzgowski oświadcza, że jeżeli porzucenie Barbary miałoby być grzechem, on go rozłoży na głowy wszystkich poddanych królewskich. Król więcej miał charakteru od nich wszystkich i przeciął cały spór energicznym oświadczeniem, że: „do ostatniej koszuli żony nie opuszczę". I postawił na swoim, i koronował Barbarę uroczyście królową. Niedługo młody król cieszył się swym szczęściem domowym. Barbara, będąc chorą na skira, zmarła w rok po koronacji, w ro­ ku 1551. Król po tej stracie nigdy się nie pocieszył i całe jego dalsze życie było jednym pasmem smutku, tym bardziej, że nie miał potomstwa. Trzech tylko dostojników stanęło przy królu w sprawie mał­ żeństwa z Barbarą: hetman Jan Tarnowski, biskup krakowski Samuel Maciejowski i biskup warmiński Stanisław Hozjusz, pogromca protestantyzmu, późniejszy kardynał. Hozjusz spro­ w adził do Polski nowy zakon, pochodzący z Hiszpanii, miano­ wicie jezuitów, którzy nauką teologiczną i świecką walczyli z protestantyzmem. Hozjusz należał do grona przewodniczących soboru tryden­

135

Feliks Koneczny

ckiego, który w tych czasach obradował w tyrolskim mieście Trydencie. Sobór ten sprowadził odrodzenie Kościoła. Znosił wszystkie przestarzałe urządzenia i zwyczaje. Wtenczas znie­ siono też śluby małżeńskie „na przyszłość" między dziećmi, i zakazano małżeństw tajnych. Zygm unt August był już jedynym Jagiellończykiem. Ażeby ród utrzymać, ożenił się jeszcze po raz trzeci, z młodszą siostrą pierwszej żony. Małżeństwo było nieszczęśliwe, a król pozostał bezdzietnym. Miał tylko siostrzeńców po siostrach, zamężnych za obcymi książętami. W Polsce tron był od dawna elekcyjny (od Bolesława Kędzierzawego), ale Litwa była państwem dzie­ dzicznym. Mąż najstarszej siostry, elektor brandenburski, zapo­ wiadał, że wystąpi z roszczeniami o litewskie dziedzictwo dla swych synów. Dał więc Zygm unt A ugust Hohenzollernom odczepne, a mianowicie w Prusach Książęcych. Syn Albrechta brandenburskiego był słabowitego zdrowia i król miałby prawo wcielić po jego śmierci księstwo pruskie bezpośrednio do państwa polskiego. Ale w roku 1563 dopuścił Zygmunt August do dziedzictwa lenna pruskiego elektorską linię Hohenzollernów, gdyby wygasła linia Albrechtowa. Takie to było odczepne, ażeby nie występowali przeciw unii. W rok potem sam zrzekł się uroczyście praw dziedzicznych do Litwy, mając już pewność, że siostrzeńcy nie będą przeciw temu protestowali. Chodziło mu o to, żeby Litwa mogła sobie po jego śmierci wybierać swobodnie pana. Gdyby był miał syna, byliby Polacy niewątpliwie wybrali go następcą jeszcze za jego życia, podobnie jak on sam był naw et koronowany jeszcze za życia Zygmunta Starego, a syn ten byłby dziedzicem Litwy i tak unia byłaby utrzymana. Ale król był bezdzietny, trzeba więc było przygotować możność wspólnej dla Litwy i Polski elekcji. Zaprow adzał też na Litwie urzędy i sądy, sejmiki i sejmy na sposób polski, żeby nie było różnicy pomiędzy Litwą a Polską. Pragnął też unię uczynić jeszcze ściślejszą. Ale nie chciało tego możnowładztwo Wielkiego Księstwa Litewskiego i nie życzyło sobie urządzeń polskich, oddających

136

Dzieje Polski

naczelną władzę w państwie sejmowi. Popierała za to króla z całego serca szlachta Polski i Litwy. Kiedy na sejmie lubelskim 1569 roku wielmożowie litewscy zerwali rokowania, czekała ich niespodzianka niemiła, a dla Polski wielce zaszczytna: przed­ stawiciele Podola, Wołynia, Podlasia i Kijowszczyzny, czyli Ukrainy, oświadczyli, że nie chcą naw et należeć do Wielkiego Księstwa Litewskiego, lecz proszą, żeby ich ziemie bezpośrednio wcielić do Korony polskiej. Zrobił więc tak król, a Polacy mogli być dumni, że pow tarza się drugi raz to samo, co się wydarzyło w roku 1454, kiedy Związek Jaszczurczy prosił, żeby Prusy wcielić do Polski. Tak samo chciała zrobić szlachta Litwy właś­ ciwej, aż przerażeni tym możnowładcy wrócili do Lublina i przystali w końcu na nową unię, zwaną unią lubelską, a zawartą 1569 roku. Odtąd Litwa i Polska mają mieć monarchę wspólnego i wspól­ nie wybieranego, wspólny sejm walny, wspólną monetę, wspólne wojny i pokoje. Dla możnowładców zrobiono niepotrzebne ustęp­ stwo, że byli jednak osobni ministrowie w Polsce, a osobni na Litwie, osobny skarb i osobne wojsko, żeby dla wielkich panów litewskich nie zabrakło dygnitarstw i władzy. Chociaż wojsko było osobne, ale wojny można było prowadzić tylko razem; zapanowała więc zupełna wspólność oręża. Każdy interes poli­ tyczny Litwy lub Polski był odtąd zawsze wspólnym. Taka jest unia lubelska 1569 roku. Załatwiwszy sprawę najważniejszą, litewską, król zwrócił uwagę dalej na północ, ku Inflantom, gdzie gotowały się ważne wydarzenia, bo car moskiewski Iwan Groźny wszczął tam wojnę. Wielkie Księstwo Moskiewskie, zrzuciwszy już jarzmo tatarskie, stało się caratem, a granice tego państwa sięgały już od Morza Białego do Kaspijskiego i daleko na Syberię. Handel tak roz­ ległego państwa wymagał połączenia z europejskim drogą mor­ ską przez Bałtyk i dlatego Iwan Groźny wyprawił się na Inflanty. Ale inne państw a miały też w Inflantach swe interesy: Litwa, Szwecja, Dania. Odtąd też przez lat 150 wszystkie wielkie wojny w północno-wschodniej Europie były wojnami o Inflanty, lub 137

Feliks Koneczny

przynajmniej zaczynały się od sporów o tę krainę. Najpierw była tam górą Polska z Litwą, potem Szwecja, aż w końcu przyszła kolej na Rosję. Zygm unt A ugust miał właśnie z Moskwą rozejm do roku 1562, nie mógł więc wystąpić przeciw Iwanowi Groźnemu w Inflantach, chociaż go Inflantczycy o to prosili, gotowi się poddać Polsce. Krzyżacy inflanccy nie byli jeszcze sekularyzowani, choć wyznawali jawnie protestantyzm. Ostatni landmistrz inflancki utworzył atoli teraz z południowej części Inflant księs­ two świeckie kurlandzkie. Był nim Gothard Kettler, którego rodzina panowała w Kurlandii pod zwierzchnictwem polskolitewskim aż do XVIII wieku. Poza Kurlandią szereg grodów inflanckich poprzyjmowało załogi polskie, żeby się nie dostać w ręce moskiewskie, bo aż do roku 1562 nie mógł załóg tych zaczepić Iwan Groźny, bo i jego obowiązywał rozejm z Zyg­ muntem Augustem. Gothard Kettler prosił o załogę polską aż do Rewia, daleko na północ, stolicy Estonii. Dnia 4 lutego 1561 roku wyruszyło tam przodem pięćdziesięciu jezdnych. Stanowczy to dzień w dziejach polskich. I Szwecja bowiem wyprawiła tam załogę. Polacy zajęli gród, a Szwedzi miasto. I tak było w Rewlu dwóch gospodarzy. Kiedy w roku 1562 przestał obowiązywać rozejm z Moskwą, wybuchła wojna i trwała lat osiem, nie dając żadnej stronie prze­ wagi. Zawarto nowy rozejm na trzy lata. Ale Zygmunt August wojny tej dalej prowadzić nie zdołał, bo śmierć porwała go już w następnym roku po zawarciu rozejmu, 1572. Sprawa inflancka, uwikławszy Polskę w uciążliwe wojny, wymagała pełnego skarbu, a tymczasem zawiódł skarb dynas­ tyczny, zakładany przez królowę Bonę. Gdy królowa-matka coraz bardziej frymarczyła na dworze urzędami, użyczając za pieniądze swego poparcia, i gdy przy tym mieszała się do polityki, a robi­ ła to często w sposób zrażający ludzi do dw oru i dynastii, prosił ją syn, by tego zaniechała. Ona wolała jednak opuścić i syna i Polskę. Wyjechała do swego włoskiego księstwa Bari w roku 1556, wywożąc z Polski 24 wozów ładownych złotem, srebrem

138

Dzieje Polski

i klejnotami. Wielkie sumy pożyczyła cesarzowi Ferdynandowi i królowi hiszpańskiemu Filipowi II. Upominał się o nie Zygmunt August i jego siostry, prawowali się o nie potem wszyscy nas­ tępni królowie polscy, aż do roku 1794, ale dłużnicy i spadko­ biercy ich nigdy długu nie zwrócili. O dtąd takie długi, nad którymi trzeba „zrobić krzyżyk", zowie się żartobliwie „sumami neapolitańskimi" (bo księstwo Bari było w królestwie neapolitańskim). Za zygmuntowskich czasów nie tyłka wzmogło się wielce znaczenie państw a polskiego, ale też pomnożyły się siły umys­ łowe narodu. Kwitnęły nauki, a od roku 1521 drukowano już książki w polskim języku, nie tylko po łacinie. Powstała polska literatura narodowa. W roku 1543 wystąpił słynny Rej z Na­ głowic, który chcąc, jak sam powiada, pokazać światu, że „Polacy nie gęsi i swój język mają", zabrał się do pisania w ojczystym języku własnych swych pomysłów i wierszem i prozą. Potem wystąpił Jan Kochanowski, który stanął u szczytu sławy i talentu za następnego dopiero panowania (pod królem Batorym), wyrobił się jednak za czasów zygmuntowskich. Poeta to natch­ niony, księciem poetów polskich nazywany, jeden z najlepszych europejskich swego czasu. Znana każdem u pieśń „Kto się w opiekę" od niego pochodzi, a jego tłumaczenia psalmów uży­ wa się dotychczas. - Historię pisał po polsku pierwszy Marcin Bielski; piszących ją po łacinie był już długi szereg, począwszy od czasów Bolesława Krzywoustego. Pisarze polscy zajmowali się wiele sprawam i publicznymi. Pomiędzy nimi był taki, który wyprzedził myślami swymi znacz­ nie nie tylko współczesnych rodaków, ale całą Europę: Andrzej Frycz Modrzewski. Ten doradzał zaprowadzić podatki pow­ szechne, z wspólną ustaw ą podatkow ą dla wszystkich stanów, radził zakazać skupu sołectw przez szlachtę, a kmieciom nadać praw a obywatelskie i wolność najzupełniejszą. Próbowano bo­ wiem wówczas ścieśniać swobodę ludu wiejskiego, aż w końcu w rok po śmierci Zygmunta Augusta, w roku 1573, wyszła ustaw a sejmowa, że kmieć nie może odejść z gruntu bez zez­

139

Feliks Koneczny

wolenia dziedzica. W innych krajach europejskich panował od dawien już ucisk stanu włościańskiego. W państwie polskim i litewskim były trzy języki: polski, ruski i letuwski. Powinny by więc być trzy literatury. Jak już była o tym mowa, język ruski był piśmiennym o wiele wcześniej od pols­ kiego; pisano w nim od XI wieku począwszy, ale pośród pisarzy ruskich przez całe wieki znalazło się zaledwie kilku, którzy pisali nie dla celów praktycznego życia, lecz dla zamiłowania w języku i piśmiennictwie; toteż literatura ruska nie rozwinęła się, a przede wszystkim nie wydała ani jednego wybitnego poety. Naukowych dzieł w języku ruskim nie było zgoła żadnych. Język letuwski stał się piśmiennym także za czasów zygmuntowskich. Pierwsze utwory letuwskie pochodzą od Rapagellana za Zygmunta Starego, a pierwszy druk letuwski pochodzi z ro­ ku 1547. Pisano w tym języku nadzwyczaj mało, i tylko wyłącz­ nie same wydawnictwa kościelne. Nie wydali Letuwini aż do XIX wieku ani jednego autora świeckiego. Kapłani polscy, osiedli pośród ludności letuwskiej, uczyli się jej języka dla kazań i spo­ wiedzi, i sami często pisywali w tym języku. Sami Polacy przy­ czyniali się swą pracą piśmienniczą wiele do wykształcenia języka letuwskiego (zwłaszcza jezuici polscy), ale też narzekali ciężko na Letuwinów, że lekceważą swój język i nie dbają o niego. Istotnie, Letuwini pisywali niemal wyłącznie po rusku, a język ruski tak był wśród nich powszechny, iż w Polsce nazywano język białoruski litewskim, a o istnieniu letuwskiego ogół nawet nie wiedział. W roku 1569 w akcie unii lubelskiej zastrzegli sobie Letuwini, że językiem urzędowym będzie w Wielkim Księstwie Litewskim język ruski; o letuwskim sami ani nie wspomnieli. Jak sobie sami tego życzyli, pozostał język białoruski urzędowym na całej Litwie aż do końca istnienia państwa. I nigdy, przez cały czas istnienia Wielkiego Księstwa Litewskiego, ani razu żaden Letuwin nie pomyślał o tym, by język swój wprowadzić do urzę­ dów. A Wielkie Księstwo Litewskie rządziło się samo, miało swój własny rząd i własne ministerstwa. Litwa tworzyła osobne państwo obok Korony. Niczego Polska 140

Dzieje Polski

Litwie nie narzucała i nie miała możności narzucać, bo rząd polski nie posiadał żadnej władzy na Litwie. Związek polegał tylko na dobrej woli, i tak miało pozostać na całą przyszłość. Jak to rozumiał Zygm unt August, twórca unii lubelskiej, znać z jego testamentu, w którym znajduje się następujący ustęp: „Tym naszym testamentem obiema państwu, Koronie polskiej i Wielkiemu Księstwu Litewskiemu dajemy i odkazujemy i zostawujemy miłość, zgodę, jedność, którą przodkowie nasi po łacinie unią zwali... A który z tych dwóch narodów naród tę unię od nas wdzięcznie przyjąwszy, mocno trzymać będzie, temu błogosławieństwo dajemy... a który za się naród niewdzięczny będzie i dróg do rozdwojenia będzie szukał, niechaj się boi gniewu Bożego... Racz Panie Boże to w tym obojgu państwie utwierdzić, coś w nim przez nas sprawił. Racz oboi ten lud w jedności spojony, w nie zmyślonej miłości wiecznie zachować". Umarł Zygm unt A ugust w roku 1572 w Knyszynie, ulubio­ nym swym zamku, gdzie oddaw ał się na przemian łowom i rozrywkom umysłowym. Zebrał tam piękną bibliotekę, której bibliotekarzem ustanowił słynnego pisarza, Łukasza Górnickiego, zwanego ojcem prozy polskiej. Liczył ten król dopiero lat 52, ale postarzał się przedwcześnie. Żal po Barbarze i żal bezdzietności zatruw ał mu życie. Chociaż tron polski był elekcyjnym, ale póki stało Jagiellonów, nie poważyłby się nikt wskazywać króla innej krwi; tak wielkie było przywiązanie narodu do tej dynastii, i takie uznanie dla jej zasług. Ale po śmierci Zygmunta Augusta trzeba było naprawdę „szukać sobie pana", jak się wyrażali ówcześni. Dotychczas odbywały się elekcje przez zjazd dostojników. O dtąd cała szlachta miała uczestniczyć w wyborze króla. Na wniosek wojewody bełskiego, Jana Zamoyskiego, postano­ wiono, żeby odbyć elekcje na błoniach wsi Woli pod Warszawą. Tam niechaj ma praw o zjechać każdy szlachcic, niech się zbiorą województwami, i głosowanie będzie województwami. Każdego województwa obywatele muszą się w pierw naradzić pomiędzy sobą, na kogo ich województwo głos daje. Nie brakowało oczywiście kandydatów do korony polskiej.

141

Feliks Koneczny

Dwaj byli najważniejsi: królewicz francuski Henryk z rodu Walezjuszów i cesarzewicz niemiecki Ernest z rodu Habsburgów. Znaczna większość województw oświadczyła się za Henrykiem. Przyjechał i zaprzysiągł warunki wyboru; tzw. pacta conventa, obejmujące przysięgę na szanowanie praw polskich w ogóle, a w szczególności wolności sumienia. Podczas gdy w Europie zachodniej srożyły się krwawe wojny religijne z pow odu pro­ testantyzmu, my przetrwaliśmy spokojnie te ciężkie dla Europy czasy, dzięki temu, żeśmy według zasady Pawła Brudzewskiego nie dozwalali w rzeczach wiary żadnego przymusu. Henryk Walezjusz panował w Polsce zaledwie pięć miesięcy. Niespodziewanie zmarł brat jego, król francuski, po którym tron przypadł mu dziedzictwem; korona francuska dziedziczną bo­ wiem była. Rzecz całkiem prosta, że Henryk wolał tron ojczysty, niż obcy. Trzeba więc było urządzać na nowo elekcję. Zajął się tym arcybiskup gnieźnieński, prymas Kościoła polskiego, którego uznano na czas bezkrólewia zastępcą króla. On miał prawa i obowiązek zwoływać sejm, gdy króla nie było.

142

IV. XI szczytu potęgi rzy powtórnej elekcji Habsburgowie ubiegali się znowu o tron polski, ale znów bezskutecznie. Królem został książę siedmiogrodzki Stefan Batory. Najpierw ogłoszono królem ostat­ nią latorośl ukochanego domu Jagiellońskiego, królewnę Annę Jagiellonkę, która nie wyszła za mąż, a liczyła już lat 55. Cieszy­ ła się powszechnym mirem całego narodu, ją więc powołano na tron i uchwalono, że przyszły król musi ją zaślubić. Potem do­ piero dokonano wyboru Batorego, który warunek przyjął, chociaż młodszym był od Anny o lat 13. Stefan Batory był monarchą dzielnym. Można o nim powie­ dzieć, że nigdy nie chciał nic małego, zawsze tylko wielkie spra­ wy miał na oku. Od młodości marzył o wielkich czynach, głównie o wypędzeniu Turków z Europy. Kiedy przybył do niego goniec z wiadomością o dokonanej elekcji, zawołał: „Teraz dowie się świat wielkich rzeczy!" Jakoż dotrzymał słowa sławnym swym panowaniem. Jedno tylko miasto Gdańsk upierało się przy Habsburgach. Król Stefan ruszył tam zaraz z wojskiem i bunt stłumił. Było to bowiem buntem, żeby nie uznawać króla naw et po koronacji, jak to robili Gdańszczanie. Pozostało z tych czasów przysłowie: „Porwał się, jak burmistrz gdański na króla", jeżeli kto porywa się na kogoś stokroć od siebie silniejszego. Stefan rozpoczął swe rządy od starań o wzmocnienie armii polskiej. Postanowił powołać lud wiejski do służby w piechocie. Nakazał, żeby z dóbr królewskich, z tzw. królewszczyzn wybie­ rać co dwudziestego do wojska, i stąd zwano tę piechotę „wybraniecką". Potem w przyszłości wybierałoby się podobnie z dóbr kościelnych, a w końcu i z prywatnych szlacheckich. Gdyby do tego doszło w przyszłości, krew przelana wspólnie w obronie

143

Feliks Koneczny

Ojczyzny wiodłaby włościanina do poczucia obywatelskiego, a zwycięski żołnierz nie dałby się też potem uważać w rodzinnej wsi za prostego poddanego. I ruski lud miał w armii mieć swój udział, i to znaczny. Na Ukrainie powstała osobna w arstwa społeczna, zwana z tatarska „kozakami". Były to drużyny zbrojne, żyjące z napadania na Tatarów, gdy drobnymi oddziałami wracali z łupami z jakiegoś napadu. Kozacy obrabowywali tedy rabusiów, odbierając łupy tatarskim rabusiom. Sporo było w śród kozaków ludzi z Polski, ale pod wpływem prawosławia wszyscy zruszczyli się. Za Zyg­ munta Starego próbowano po raz pierwszy, żeby z uzbrojonych tych drużyn była jakaś korzyść dla państwa i postanowiono zrobić z nich żołnierzy. Dwa tysiące z nich wzięto na żołd polski, zapisując ich do wojskowego rejestru; stąd zwano odtąd takich rejestrowymi kozakami. Ale kozaków wciąż przybywało, a 2 000 stanowiło znikomą pomiędzy nimi mniejszość. Nierejestrowi, tj. olbrzymia większość, sami zorganizowali się ściśle po wojs­ kowemu. Na południe od Kijowszczyzny przepływa Dniepr przez podwodne skały, tzw. „porohy"; otóż poniżej tych porohów na tzw. Zapórożu urządzili sobie Kozacy na rzecznych ostrowach swój „niż", tj. obozy, a głównym ich obozowiskiem był „kosz" czyli „sicz" przy ujściu rzeczki Czertomłyka. Tam był wstęp kobietom wzbroniony, a którzy byli żonaci, utrzymywali rodziny w osadach bliżej na zachód, bliżej grodów polskich. Wojsko kozackie bronić mogło Rusi przed Tatarami, ale mogło też mimo woli sprowadzić ich najazd. Ponieważ utrzymywali się z wojenki, sami więc nieraz Tatarów zaczepiali, i to nieraz wten­ czas, kiedy Polsce w sam raz zależało na pokoju, a Tatarzyn, mszcząc się, urządzał najazd. Na to jedyna była rada, żeby im państw o samo dostarczyło utrzymania, biorąc ich jak najwięcej na swój żołd, i to na stałe, na zawsze, urządzając z nich stałe pogranicze wojskowe. Biorąc żołd, nie potrzebowaliby dla łupów sami od siebie napadać na Tatarów, tylko czekaliby rozkazów jak każde wojsko. To właśnie zrobił Stefan Batory. Z piechoty

144

S te fa n ‘B a to ry

Dzieje Polski

wybranieckiej i kozaków mogła się wyrobić stała polska armia, bardzo państw u potrzebna, bo szlacheckie pospolite ruszenie wystarczyć już nie mogło. A król miał wielkie plany wojenne. Droga do Konstanty­ nopola wiodła w jego myśli przez Moskwę, bo póki granica litewska nie byłaby bezpieczna od wschodu, nie można było wytężyć wszystkich sił przeciw półksiężycowi. Postanowił sta­ rać się wszelkimi sposobami o sojusz i przymierze zaczepnoodporne z Moskwą, a gdyby tego nie uzyskał, zmusić przemocą do oddania wojsk moskiewskich pod swoje rozkazy przeciw Turcji. Iwan Groźny sam zrywał rozejm, wyprawiwszy się w roku 1577 na Inflanty. Natenczas Batory postanowił coś niesłychane­ go w dziejach w ypraw wojennych: zostawił nieprzyjaciela na placu boju, a sam przedarł się z wojskiem znacznie dalej i zdo­ bywał warownie na tyłach armii moskiewskiej, żeby jej przeciąć odwrót do kraju i wziąć we dw a ognie. Na zabór Infłant odpo­ wiadał zaborem ziem ruskich. Towarzyszył mu Jan Zamoyski, który stał się pierwszym doradcą królewskim, a będąc również znakomitym mężem w radzie jak w polu, piastował dw a wielkie urzędy: kanclerza i hetmana wielkiego koronnego. Obmyśliwszy rozmaite nowe sposoby wojowania, odnosili nasi nie tylko w polu świetne zwycięstwa, ale też zdobyli kilka­ naście grodów, z których najważniejsze Połock (w roku 1579 zdobyty), Wieliż, Uświata i Wielkie Łuki (1580 r.). Pod Wielkimi Łukami przybyło poselstwo od Iwana Groźnego ze świetnym orszakiem w pięćset koni. Król kazał ich przyprowadzić do swe­ go namiotu przez długi szpaler ustawiony z piechoty i udzielił posłuchania, myśląc, że przyjeżdżają zawrzeć nie tylko pokój, ale też upragnione przymierze zaczepno-odporne. Oni jednakże przyjechali z prośbą, żeby Stefan wrócił do Wilna, żeby tam odbyć rokowania o pokój. Znaczyło to, żeby król opuścił wojsko i dla niepewnych układów przerwał wojnę. Tego nie można było zrobić, bo potem można by było grubo żałować. 145

Feliks Koneczny

Rozpoczął więc król oblężenie Wielkich Łuk. Twierdza oto­ czona była częstokołami, obłożonymi tak grubo darnią, iż pociski działowe grzęzły w niej, nie wyrządzając szkody. Odznaczyło się wówczas wielu, ale zwłaszcza dwaj, którzy nie byli nawet szlachcicami: mieszczanin ze Stężyc Stanisław Brzeźnicki i kmieć Kasper Wieloch z piechoty wybranieckiej. Dwa razy dopadli do częstokołu, chociaż lekkozbrojni tylko, z dzidą w ręku, i zdziera­ li darń motykami, aż rzucili smolne łuczywa i wzniecili taki pożar, że go już załoga nie zdołała ugasić. Otrzymali za to obydwaj szlachectwo od króla. Wojna trwała dalej. Iwan Groźny posyłał do papieża Grze­ gorza XIII, żeby skłonił Polaków do pokoju. W Rzymie cieszono się z nawiązania stosunków z Moskwą, bo przypuszczano, że można będzie cara pozyskać dla unii kościelnej, żeby uznał papieża głową Kościoła. Kiedy w roku 1581 przystąpiono do oblężenia Pskowa, przybył poseł od papieża, jezuita Possevino, Wioch, prosząc imieniem papieża o pokój. Car Iwan przyrzekał już sojusz przeciwko Turcji, przystał więc król polski na zawie­ szenie broni, które zawarto na lat dziesięć w Jamie Zapolskim. Połock i Wieliż zostały wcielone do Wielkiego Księstwa Litew­ skiego. Rozszerzanie granic na wschodzie nie stanowiło nigdy rozszerzania Królestwa Polskiego, lecz tylko Litwy. Polska wal­ czyła wspólnie z Litwą, ale zyskiwała na obszarze zawsze tylko Litwa. W Jamie Zapolskim zrzekał się też Iwan Groźny wszel­ kich roszczeń do Inflant. Wycofał wojska swoje z Inflant, przez co Moskwa traciła dostęp do morza i łączność bezpośrednią z Europą. Była to ogromna strata dla Moskwy. O dtąd Polska z Litwą górują nad Moskwą, i miało to trwać do raku 1667. W okresie tym Moskwa była słabszą, pokonaną. Król Stefan przypuszczał, że w ciągu 10-letniego rozejmu uda się skłonić Moskwę do wspólnej wyprawy na Turka, i w ten sposób rozstrzygną się losy Wschodu. Starał się zawczasu o po­ siłki od Habsburgów z Węgier, o flotę z Włoch, i o zasiłki pie­ niężne najbogatszego w Europie dw oru hiszpańskiego. Rozsyłał

146

Dzieje Polski

też król wysłańców swych daleko do ziem wschodnich, aż do Persji. Gdy Habsburgowie nie kwapili się do sojuszu z nim, powziął myśl, żeby im odebrać Królestwo Węgierskie, a połączyć je pod jednym berłem z Polską, i czynił przygotowania do pozyskiwania sobie stronników na Węgrzech. Niecałe Inflanty znalazły się w ręku polskim. W Rewlu była w mieście ciągle załoga szwedzka, i dalej ku północy, w całej Estonii załogi króla szwedzkiego. Nie można było wiedzieć, czy nie wybuchnie kiedy z tego wojna ze Szwecją. Nikt tej wojny nie chciał, wypadało tedy ugodzić się ze Szwecją zawczasu. Mostem do zgody miało być przyznanie następstwa tronu pol­ skiego po bezdzietnym Stefanie Batorym królewiczowi szwedz­ kiemu, Zygmuntowi z dynastii szwedzkiej Wazów. Królewicz ten nie był nam obcym, a język polski i obyczaj znał doskonale. Rodzona siostra Zygmunta Augusta i Anny Jagiellonki, królew­ na polska Katarzyna wyszła za mąż za króla szwedzkiego Jana III Wazę, i jej synem był ów Zygmunt. Obie siostry utrzymywały serdeczne z sobą stosunki, a „ciotuchna" Anna lubiła bardzo swego siostrzeńca, którego nazywała pieszczotliwie „Zyziem". Batory pochwalał cały projekt, i układy w stępne (bo wybór nale­ żał do przyszłej elekcji na Woli) toczyły się z jego wiedzą. Chociaż Szwecja była krajem protestanckim i Jan Waza luteraninem, matka wychowała Zyzia po katolicku, nie było więc przeszkód religijnych. Zresztą pewne było, że co król Stefan uzna za dobre, i naród cały to uzna chętnie, bo król ten pozyskał sobie nadzw y­ czajne zaufanie. Jak serca Polaków lgnęły coraz bardziej do tego króla, mamy przykład na księciu poetów, Janie Kochanowskim, który podczas bezkrólewia gardłował za Habsburgami, a potem pełen był uwielbienia dla króla Stefana i w wierszach swoich z najwięk­ szym zapałem o nim wspomina. Jakie zaś miano zaufanie do jego zdania, świadczy ustanowienie trybunałów, o co na próżno starali się poprzedni królowie. Dopiero Batoremu udało się przekonać szlachtę, że król nie musi wykonywać urzędu najwyższego sę­ dziego osobiście, więc pozwolono m u na ustanowienie tzw. try­

147

Feliks Koneczny

bunałów, tj. najwyższych sądów, w których sędziowie rozstrzy­ gali spory bez króla, a w jego imieniu, i już nie było od nich żadnej apelacji. Podobnie w sprawach wojny i polityki zagra­ nicznej tak społeczeństwo polegało na Batorym, gdy go lepiej poznało, że pod koniec jego rządów nie było takiej rzeczy, której by mu sejm na jego żądanie nie uchwalił. Okazało się to w roku 1584, gdy um arł Iwan Groźny, a więc w edług ówczesnych wyobrażeń rozejm przestał obowiązywać. W Moskwie zanosiło się na wojnę domową z pow odu współ­ zawodnictwa o opiekę nad nieletnim i słabowitym synem Iwana, Fedorem. Natenczas król Stefan postanawia starać się samemu 0 tę opiekę, ażeby w ten sposób zyskać władzę nad armią mos­ kiewską i poprowadzić ją na Turka. Już dojrzewały układy o ligę z państwami zachodnimi; tym bardziej zależało teraz na Mos­ kwie, toteż król zdecydowany był wkroczyć tam z wojskiem 1choćby siłą wymusić, żeby go uznano opiekunem Fedora i żeby wojsko moskiewskie połączyło się z polskim i litewskim. Zwołał sejm, który miał uchwalić wielkie podatki na tę wojnę. Szlachta z zapałem przystawała na wszystko, pełna wiary w rozum i dziel­ ność swego króla. Już miał zebrać się sejm walny i ogłosić wojnę, gdy wtem śmierć porwała wielkiego monarchę, liczącego zaled­ wie 53 lata wieku. Umarł w Grodnie w roku 1586 po dziesięcio­ letnim zaledwie panowaniu; pochowany na Wawelu w pięknej kaplicy Najświętszego Sakramentu, wykładanej czarnym mar­ murem. Wsławił się ten król nie tylko wojnami, ale niemniej dziełami pokoju. Jest on założycielem drugiego uniwersytetu polskiego, mianowicie w Wilnie, stolicy Litwy. O wybór języka nie było kłopotu, bo czy w Krakowie, czy w Wilnie odbywały się wykłady jednako po łacinie, jak w całym świecie ówczesnym. Uniwersytet Wileński powstał w roku 1580, a pierwszym jego rektorem był ksiądz Piotr Skarga Pawęski, znakomity pisarz, władający cu­ downie pięknym językiem polskim i najsłynniejszy kaznodzieja (będzie o nim jeszcze mowa). Uniwersytet Wileński miał potem nabyć wielkiego znaczenia. 148

Dzieje Polski

Pomocnikiem króla Stefana we wszystkich dziełach wojny i pokoju, wielkim wodzem i politykiem, a najgorliwszym obywa*telem i miłośnikiem Ojczyzny był Jan Zamoyski, Wielkim zwany. Trudno powiedzieć, kiedy jaki pomysł wyszedł od króla, a kiedy od niego; byli zawsze razem, uzupełniając się nawzajem. Teraz Zamoyski należy d© najwybitniejszych postaci całej historii pols­ kiej. Przyjaźń jego z Batorym sięgała tak dalece, iż król dał m u za żonę siostrzenicę swą Gryzeldę. Na elekcji Zamoyski oświadczył się za Zygmuntem Wazą, który zobowiązywał się, że cała Estonia należeć będzie nie do Szweqi, lecz do Polski. Spodziewano się, że będzie w jego mocy tak to rozstrzygnąć, bo był on także następcą tronu szwedzkiego, który był dziedzicznym. Ale przeciw Zamoyskiemu i Zygm untowi stanął możnowładczy ród Zborowskich, który pozyskawszy sobie niektóre województwa, przeprowadził podwójną elekcję, obwołując kró­ lem habsburskiego arcyksięcia Maksymiliana. Do trzeciego razu próbowali Habsburgowie szczęścia w Polsce. Arcyksiążę miał do Polski bliżej. Zbliżał się już z wojskiem do Krakowa, kiedy Zygm unt Waza był ledwie w Gdańsku. O dparto Niemca od Krakowa, a Zamoyski popędził za nim na Śląsk i tam pod Byczyną wziął go w zwycięskiej bitwie do niewoli, w której arcyksiążę zostawał przez dwa lata, aż się zrzekał roszczeń do korony polskiej. Zasiadł na tronie polskim i litewskim Zygm unt III Waza, który w 45-letniem panow aniu zbierał owoce mądrych rządów i wyrobienia społeczeństwa polskiego z czasów poprzednich panowań. W tych czasach pozyskało państwo najszersze granice, najliczniejszą armię, największe odnosiliśmy zwycięstwa, posia­ dając szereg świetnych hetmanów. Król sam niewiele miewał w tym zasługi. I rządził nie po polsku. Miał on nadmierne wy­ obrażenie o władzy królewskiej. Uważał państwo za swą włas­ ność, z którą wolno m u robić, co m u się podoba: podarować, odstąpić drugiemu, zamienić z drugim, w edług własnego upodo­ bania. Miało się to w net okazać.

149

Feliks Koneczny

Umyślił sobie, że odstąpi tronu polskiego Habsburgom, tym samym, od których co dopiero uwolnił go Zamoyski, a oni za to pomogą mu zgnieść protestantyzm w Szwecji. Wydały się te układy, i sam Zamoyski musiał go na sejmie 1592 roku ostro pouczyć, że koroną polską nie można handlować, a herezji nie można mieczem nawracać. Sejm ten zowie się „inkwizycyjnym", bo urządzono na nim istne śledztwo o to, jak król śmie szafować koroną bez wiedzy sejmu. Tymczasem w rok potem umarł Jan Waza. Zygmunt pojechał do Szwecji i koronował się. Zdawało się, że połączy obie korony, a zamieszkiwać będzie stale w Polsce. Jakoż jesienią 1594 roku powrócił do Krakowa. Ale protestanccy Szwedzi bali się, że Zygmunt będzie z czasem zmierzał do zaprowadzenia prze­ mocą rządów katolickich, więc powstało stronnictwo niechętne jego rządom. Oliwy do ognia dolewał od początku stryj kró­ lewski, Karol książę Sudermanii, własną w tym upatrując ko­ rzyść. Skończyło się to też na tym, że Karol wyzuł Zygmunta z korony szwedzkiej. Zygm unt III miał mało zdolności, a wielkie plany. Chciał zgnieść protestantyzm nie tylko w Polsce, lecz w Europie w spółce z Habsburgami. Jawnie przeciwiąc się nieraz swobo­ dzie sumień, stanowiącej zasadniczą część pacta conventa, zniechęcał i polskich różnowierców, drażnił ich i wywoływał myśl o oporze. Protestantyzm osłabł już znacznie, a król niepot­ rzebnie wzmacniał jego organizację obawą prześladowań. Protes­ tanci polscy porozumieli się ze schizmatykami i przygotowywali rokosz przeciw królowi. Zygm unt obmyślił tedy klin do rozsa­ dzenia tego związku. Klinem takim miała być unia cerkiewna, ogłaszana z namowy króla na synodzie prawosławnym, zwołanym w roku 1596 do Brześcia Litewskiego, i stąd brzeską zwana. Część Rusi, unię przyjąwszy, uznała papieża głową całego Kościoła, we wschod­ nim również obrządku. Powstawał u nas obok katolicyzmu ła­ cińskiego drugi katolicyzm, obrządku grecko-słowiańskiego. W ten sposób zwiększała się ilość wyznawców katolicyzmu,

150

Dzieje Polski

a schizma zdawała się ponosić walną klęskę. Zygm unt mniemał, że dzięki takiej kombinacji osłabi obóz protestancki od jednego zamachu, a schizma przestanie istnieć. Zawiódł się. Tylko część Rusi Białej i Podlasie pragnęły unii i były do niej przygotowane, ale cała Ruś południowa, tj. Wołyń, Podole, Ukraina i Ruś Czerwona sprzeciwiły się ostro unii cerkiewnej, i od tego czasu miał król w prawosławnych tych prowincjach zaciętych wrogów. Nastał pod względem wyznaniowym zamęt jeszcze więk­ szy, niż był przedtem, bo liczba wyznań powiększyła się o jedno. Prawosławie nie przestało istnieć, a zaczęło się reformować, ulepszać swą organizację, ażeby móc wystąpić do walki z unią. Unici i prawosławni zwalczali się wzajemnie z największą na­ miętnością i nienawiścią. Zamiast zjednoczenia kościelnego prowincji ruskich nastała walka religijna. Ponieważ unia brzeska wywołała (niepotrzebnie) obawę, że prawosławie będzie prześladowane, a tego samego obawiali się protestanci, obie strony zawarły więc tym ściślejszy odtąd związek celem zrzucenia Zygmunta z tronu. Szczęściem Wielki Zamoyski naprawiał niepospolitymi swymi zdolnościami, co król popsuł brakiem zdolności. Miano też ogólne zaufanie do niego, że póki on żyje wolność wyznań nie będzie w Polsce naruszona. Pamiętano, jak raz Zamoyski, choć gorący katolik, ujął się za protestantami, a gdy mu pewien prałat zarzucał z tego pow odu obojętność w wierze, odparł w te słowa: „Dałbym rękę za to, żeby się oni wszyscy nawrócili do Kościoła katolickiego, lecz dałbym drugą rękę w ich obronie, gdyby ich kto chciał krzyw­ dzić", tj. zmuszać gwałtem do udaw ania katolików. Zamoyski, chociaż innego był zdania niż król, nie dopuścił jednak do ro­ koszu i ochronił Polskę od wojny domowej. Jeżeli kiedy, to naówczas potrzebowała Polska spokoju wew­ nątrz, bo zewnątrz miały dziać się rzeczy, wymagające całej baczności i wielkich sił. Przeniesiono też stolicę państw a w roku 1596 z Krakowa do Warszawy, żeby rząd był bliżej spraw północnych i wschodnich, które nabierały coraz większej wagi, z coraz większym niebezpieczeństwem dla Polski.

151

Feliks Koneczny

Car Fedor, względem którego Batory miał niegdyś zamiary, okazał się słabym na umyśle i pozostawał pod opieką możnowładcy moskiewskiego Borysa Godunowa. Opiekun rad by przygotować tron dla samego siebie, zwłaszcza gdy zmarł 9letni brat cara, chory od urodzenia Dymitr. Po śmierci Fedora w roku 1598 Zamoyski doradzał, żeby król starał się teraz o tron moskiewski, ale Zygmunt nie chciał się tym zajmować, dając pierwszeństwo sprawom szwedzkim, bo Karol Sudermański jawnie już występował przeciw Zygmuntowi. Godunow przywłaszczył sobie tron w Moskwie, Szwecja też wymknęła się Zygmuntowi. Stryj królewski Karol, miał cały niemal naród szwedzki po swej stronie. W roku 1600 zaczęła się wojna między stryjem a synowcem o tron szwedzki. Karol wkro­ czył z wojskiem do Inflant polskich, żądając, żeby Zygmunt zrzekł się korony ojcowskiej. Na próżno sejm polski zastrzegał się, że Polska nie ma wcale wojny ze Szwecją. Według pojęć zagranicznych o władzy królewskiej, król wojował z królem, a narody były od tego, żeby dostarczyć im wojsk i pieniędzy na wojnę. A skoro Szwedzi nas zaczepili, musieliśmy oczywiście bronić się, i tak powstały wojny szwedzkie. Równocześnie działy się w Moskwie dziwne rzeczy. Przeciw­ nicy Godunowa, żeby go się pozbyć, podstawili samozwańca, który miał udawać, że jest owym Dymitrem, młodszym bratem cara Fedora. Od dawna rzucono podejrzenie na Godunowa, jakoby on kazał był zamordować małego Dymitra; obecnie roz­ chodziły się wieści, że jednak Dymitr uszedł śmierci, bo pod­ stawiono siepaczom inne dziecię, a carewicz uprowadzony przez przyjaciół domu carskiego (był ostatnim Rurykowiczem) wychowywał się w ukryciu i teraz zgłasza swe prawa do tronu. Przeciwnicy Godunowa porozumieli się z kilku rodami możnowładczymi z Rusi litewskiej o pomoc z Polski dla samozwańca. Nagle w roku 1603 gruchnęła wieść, że u Wiśniowieckich w Brahimiu, a następnie w Lubnie znalazł się młody carewicz, który chował się po rozmaitych klasztorach państw a moskiewskiego w tajemnicy, aż dorósłszy przeszedł na polską stronę i prosi 152

Dzieje Polski

0 pomoc przeciw Godunowowi. Wszystko to było długo naprzód przygotowane i obmyślone tak sprytnie, iż mnóstwo ludzi uwie­ rzyło. Uwierzył też sam Zygm unt III. Nie uwierzył Zamoyski i z całą stanowczością przeciwił się udzieleniu samozwańcowi jakiejkolwiek pomocy. Ale samozwa­ niec pozyskał sobie króla tym, że w roku 1604 przyjął w krakow­ skim kościele św. Barbary katolicyzm i obiecywał zaprowadzić unię brzeską w całym państwie moskiewskim. Pewne rody możnowładcze z Rusi napierały też na króla, żeby udzielił pomocy. Mieli oni w tym gruby interes. Jeden z tych możnowładców obłowił się na sprawie Dymitra na milion rubli i nadto jeszcze myślał o w ydaniu córki swej Maryny za przyszłego cara. Tymczasem trzeba było w Inflantach walczyć ze Szwedami. Hetman Zamoyski odniósł tam szereg zwycięstw, a gdy w grud­ niu 1602 roku ustąpił dla słabego zdrowia (a był już starcem), znalazł godnego następcę w Karolu Chodkiewiczu. Nowy het­ man stoczył wiele szczęśliwych walk w polu i zdobył miasto Dorpat i wreszcie okrył się nieśmiertelną sławą walnym zwy­ cięstwem, odniesionym pod Kircholmem w roku 1604. Bitwa ta słynie w historii wojen, bo szczupłe wojsko polskie, liczące zaledwie cztery tysiące żołnierzy, pobiło czternaście ty­ sięcy Szwedów, z których aż dziewięć tysięcy poległo. Zdobyto wtenczas sześćdziesiąt chorągwi, jedenaście dział, zajęto obóz 1 wszystkie kosztowności Karola Sudermańskiego. Sława tego zwycięstwa zagrzmiała po całej Europie. Papież Paweł V napisał odręczny list do Chodkiewicza, ze wszystkich dworów monar­ szych przysyłano gratulacje, naw et sułtan turecki przydał Zyg­ muntowi III list pełen grzecznych słówek. Równocześnie samozwaniec odbywał pochód do Moskwy i to triumfalny! Zebrawszy w Polsce zaledwie 2 500 ochotników na swój żołd, wybrał się na zdobycie państwa, a skoro tylko przekroczył granicę, wnet przystało do niego 20 000 Moskali. Żołnierze Godunowa zbiegali do niego całymi pułkami, a grody po drodze same się poddawały, witając rzekomą ostatnią latorośl starej dynastii Rurykowiczów. Nagle zginęli Godunow i syn jego, a samozwaniec odbył wjazd triumfalny do Moskwy w roku 1605.

153

Feliks Koneczny

Mając już stolicę zdobytego państwa w swej mocy, zwrócił się do Warszawy z prośbą o sojusz. Sejm nie dowierzał, a stary Zamoyski oświadczył bez ogródek, że to komedia polityczna, a sprawa kręta i niezaszczytna. Podobnie przestrzegał Zygmunta III hetman Stanisław Żółkiewski, największa podpora tronu jego, mąż zacny a pobożny, prawie święty. Najpoważniejsi mężowie w Polsce prosili, żeby nie wdawać się w krętactwa; co innego iść prostą drogą i starać się samemu o tron carski. Ale Zygmunt Waza pozostał głuchym na te przedstawienia. Cieszył się, że przez tego samozwańca wypolitykuje unię brzeską w państwie moskiewskim, a przy tym rzekomy Dymitr obiecywał mu dostarczyć posiłków przeciw Karolowi Sudermańskiemu. Zygm unt III łudził się dalej. Samozwaniec, choć został rzeczy­ wiście carem, nie myślał dotrzymywać tych obietnic. Ze wszystkich obietnic dotrzymał on tylko jednej: że Marynę Mniszchównę pojął za żonę. Ślub odbył się w Krakowie przez zastępcę pana młodego, którym był podskarbi i kanclerz mos­ kiewski, Atanazy Własiew. Taki ślub zowie się „przez prokurację" i zdarza się często. Na uroczystość zajęto aż trzy kamienice sąsiadujące z sobą przy rynku krakowskim i poprzebijano w nich ściany, żeby tworzyły jakby jeden dom. Urządzono kaplicę, do której wszedł naprzód król Zygm unt z królewiczem Władys­ ławem, za nimi Własiew, potem dwóch dostojników polskich wprowadziło pannę młodą, za którą weszli goście weselni. Ślub daw ał kardynał Bernard Maciejowski. Własiew pierwszy raz znajdował się pomiędzy katolikami, nie znał zupełnie obyczaju i ceremoniału, i były z tego pow odu rozmaite drobne kłopoty. Nie chciał dotknąć się ręki Maryny, a otrzymawszy od niej pierścionek ślubny, nie chciał go włożyć na palec, lecz natych­ miast schował do puzderka, a wszystko to przez nieśmiałość, bo mu się zdawało, że ubliżyłby tym osobie monarszej. Kiedy kardynał związać miał im ręce stułą, pożyczył sobie naprędce chustki od stojącej w pobliżu wojewodziny smoleńskiej, owinął swą dłoń w tę chustkę i tak ją dopiero podał Marynie, uważając, że jako poddany, nie jest godzien dotknąć się dłoni swej monarchini. 154

Dzieje Polski

Towarzyszyło samozwańcowi do Moskwy wielu Polaków, z którymi on obcował w edług zachodniego obyczaju. Gniewało to wielce jego poddanych, którzy myśleli, że Dymitr przenosi Polaków nad nich i że się umyślnie z nimi poufali. Łatwowierny Zygm unt Waza, mając obiecane posiłki od sa­ mozwańca moskiewskiego i od Habsburgów, nie chciał zawierać pokoju ze Szwecją, który po takich zwycięstwach mógł być dla Polski korzystny. On jednakże nie chciał zawrzeć pokoju, póki mu nie oddadzą tronu szwedzkiego. Do tego trzeba by przep­ rawić się do Szwecji i kraj ten zdobyć. O tym właśnie myślał Zygm unt III, ale czyż interes polski wymagał zdobywania za­ morskich krajów? Sprawa korony szwedzkiej była osobistą jego sprawą, ale nie państwową polską. Król jednak zaledwie zezwa­ lał na zawieszenia broni ze Szwecją. Prowadził więc politykę nie narodową, lecz swoją dynastyczną. Wisiał też ciągle rokosz nad królem niebacznym. Nie sami różnowiercy pragnęli zrzucić go z tronu. Na czele przeciwników królewskich stanął najgorliwszy katolik, wojewoda krakowski Mikołaj Zebrzydowski, fundator Kalwarii Zebrzydowskiej pod Krakowem. Spiskowcy zamierzali tron polski oddać... Dymitrowi Samozwańcowi! Ten nie kwapił się więc z posiłkami dla króla, lecz przeciwnie zbierał wojsko przeciwko niemu. Mając około stu tysięcy wojska, zamierzał ruszyć na Litwę, niepomny dobro­ dziejstw doznanych od Zygmunta. Jeszcze powstrzymywał wybuch rokoszu Zamoyski swą powagą. Skoro atoli w roku 1605 zabrakło go, zaraz następnego roku rokosz wybuchł. Rokoszanie pobici jednak zostali przez Żółkiewskiego i Chodkiewicza w roku 1607 pod Guzowem. Król darował potem winę rokoszanom, ale panowanie jego było już do reszty zamącone. Tymczasem komedia ze samozwańcem miała się ku końco­ wi. Zniechęcił sobie wielu, zwłaszcza zaś możnowładczy ród Szujskich, jeden z tych, którzy dobrze wiedzieli, że on nie jest carem Dymitrem. Szujscy odstąpili od niego i wysłali posła do Krakowa z proś­

155

Feliks Koneczny

bą, by Zygmunt III udzielił im pomocy przeciwko samozwań­ cowi, a oni za to wybiorą królewicza Władysława na cara. Można było o tym pomyśleć, bo już było po rokoszu, ale Zygm unt III nie wyzyskał stosownej chwili i odmówił. Samozwaniec i tak niedługo cieszył się panowaniem. Szujscy, uknuwszy spisek, ruszyli jednej nocy na Kreml (zamek carski w Moskwie) i Dymitra pozbawili życia. Ciało jego leżało przez trzy dni na tzw. Krasnoj Płoszczadi (Czerwonym placu) w Moskwie; dopiero czwartego dnia zakopano je w otwartym polu za miastem, potem jeszcze raz odkopano, obwożono po mieście, oblano smołą, spalono na stosie, a popioły z dział wystrzelono. W dw a dni później carem w ybrano Wasyla Szujskiego, ale w dw a miesiące ruszał na Moskwę nowy samozwaniec, który opowiadał, iż to nieprawda, że tamtego zabito, że uszedł, a spiskowcy przez pomyłkę kogoś innego zabili. Maryna Mniszchówna przyznała się do tego dru­ giego samozwańca, żeby się utrzymać na tronie, i przez krótki czas próbowała przy niej szczęścia garstka awanturników, aż wreszcie i Maryna dostała się do niewoli i utopiono ją. Car Wasyl Szujski, wiedząc, jak Zygm unt Waza popierał samozwańca, zawarł zaraz przymierze ze Szwecją przeciw Polsce. Teraz dopiero wypowiedział król wojnę Moskwie! Na­ reszcie w roku 1609 mogli byli Polacy zabrać się do przerwanych planów króla Stefana! Wojna była sławną, triumfalną. Upór Zygmunta III dał się atoli i tu we znaki. Żółkiewski chciał ruszyć prosto na Moskwę, bo wiadomo było, że nie wszyscy bojarzy moskiewscy są za Szujskim, że wielu życzy sobie królewicza polskiego Władysława na cara. Ale król kazał wpierw zdobywać Smoleńsk, na co stracił całe trzy lata. Hetman Żółkiewski, mając ledwie 6 000 żołnierza, odniósł w roku 1610 świetne zwycięstwo pod Kłuszynem nad armią szwedzko-moskiewską, liczącą 48 000. Przypadało więc ośmiu na jednego żołnierza polskiego. Zwycięski hetman szedł z wojskiem dalej i dnia 3 sierpnia 1610 sjanął pod miastem Moskwą. Nie wchodził do miasta. Nie chciał być zdobywcą w stolicy narodu, którego polityka 156

Dzieje Polski

polska nie zamierzała podbijać i ujarzmiać; wszak chodziło tylko o to, by carowie nie najeżdżali na granice litewskie, żeby skoń­ czyć na zawsze z tymi wojnami, żeby nieprzyjaźń zamieniła się w sojusz wojenny przeciw Turcji. Trzy tygodnie stało tedy wojsko polskie pod miastem, a tymczasem hetm an prowadził układy z wielmożami moskiewskimi. Stanęło na tym, że ci odebrali wła­ dzę Szujskim, a na tron carski zapraszali królewicza Władysława Wazę, liczącego wówczas lat 15. Sami przyprowadzili Żółkiew­ skiemu do obozu obydwóch Szujskich: złożonego z tronu cara Wasyla i najwyższego dowódcę wojsk, brata tamtego, Dymitra Szujskiego. Teraz dopiero Żółkiewski w szedł do miasta. Zaj­ mował je nie dla króla polskiego Zygm unta III, lecz dla wybra­ nego cara Władysława Wazy. Król był podtenczas pod Smoleńskiem, oblegając tę najsil­ niejszą twierdzę, klucz krain północnych. Tam otrzymał wiado­ mość, co się stało pod Moskwą i... pogniewał się na Żółkiew­ skiego o to, że carem miał być królewicz, a nie on sam. Ale jego Moskale nie chcieli, jako twórcy unii brzeskiej, na którą żaden Moskal nie byłby przystał. Król zabawił pod Smoleńskiem aż do szczęśliwego zdobycia tego grodu w czerwcu 1611 roku, po czym wrócił i hetmano­ wi kazał wracać. Zostawiwszy drobną tytko załogę na Kremlu, moskiewskim zamku, zwycięska armia wracała do Polski. Hetman odbył triumfalny wjazd do Warszawy, przedstawił na sali sejmowej Szujskich jako jeńców, kazał rozwijać zdobyczne moskiewskie sztandary, ale duszę gryzł m u smutek, jemu i wielu innym. Cóż pomogą zwycięstwa, jeżeli zła polityka zmarnuje owoce zwycięstw? Moskale zostali bez cara, bez rządu. Szujskich się pozbyli, a królewicza polskiego nie dostali, bo go ojciec nie puścił do Moskwy. Gdy tak minęły całe trzy lata, a rządu nijakiego ni porządku w kraju nie było, musieli wybierać sobie nowego cara spośród siebie, bo cóż innego mieli począć? Stało się to w roku 1613. Wybór padł na Michała Romanowa, który stał się za­ łożycielem nowej dynastii. Nieliczna załoga polska musiała z Kremla ustąpić. 157

Feliks Koneczny

Dopiero w roku 1617 Zygm unt III pozwolił poniewczasie wybrać się synowi do Moskwy. Ale teraz było to, czymś zgoła innym, niż przed siedmiu laty. Nikt go teraz już nie wzywał, kraj był posłuszny carowi Michałowi i gotów był bronić jego tronu. Szczęściło się jednak orężowi polskiemu i teraz. Jan Karol Chodkiewicz nie dał sobie wydrzeć Smoleńska, a wojsko króle­ wicza zdobyło Dorohobuż i Wiaźmę, a w październiku 1618 roku dotarło ponownie do bram Moskwy. Wtem zatrzymano się, zawierając w Dywilinie rozejm na lat 16. W arunki były świetne. Trzy obszerne ziemie: smoleńska, siewierska i czernihowska powiększyły obszar Wielkiego Księstwa Litewskiego. Dużo król zmarnował, ale bądź co bądź rozejm dywiliński 1618 roku, rozszerzając granice państwa tak daleko poza Dniepr, świadczył o wielkiej potędze Polski i Litwy. Szczyt potęgi polskiej przypada właśnie na te czasy. Szkoda, że potęga ta marnowała się na wojny, bez których można się było obejść. Kiedy przyłączano zadnieprskie ziemie ruskie, Inflanty popadły tymczasem znowu w ręce Szwedów. Zygmunt III zaprotestował bowiem przeciw wstąpieniu na tron szwedzki następcy Karola Sudermańskiego, króla Gustawa Adolfa, oświadczając, że on sam tylko jest prawowitym władcą Szwecji. Wszczął więc wojnę nowy król szwedzki, a trwała ta druga wojna szwedzka lat 12, pełna również zwycięstw... bezsku­ tecznych. Cztery razy Gustaw Adolf chciał zawierać pokój, a otrzymywał zawsze tylko rozejm, bo Zygm unt III nie uważał za możliwe pojednać się z nim, nie chcąc zrzekać się tytułu króla szwedzkiego, nie chcąc wyrzec się tronu szwedzkiego na przysz­ łość. Czwarty z rzędu rozejm, zawarty w roku 1629, był przy­ najmniej nieco dłuższy, bo na sześć lat. Polityka królewska naraziła państwo na inną jeszcze wojnę. Od roku 1618 wrzała w Niemczech straszna wojna religij­ na, mająca trwać lat 30. Katolicy i protestanci próbowali, kto kogo wytępi. Na czele obozu katolickiego stanęła dynastia habsburska, a przeciw nim związek książąt protestanckich niemieckich wraz

158

Dzieje Polski

z Królestwem Czeskim, bo Czesi sprawę niemieckiego protes­ tantyzmu przyjęli za własną (mieli to przypłacić utratą niepod­ ległości na samym początku tej wojny w roku 1620). Do obozu przeciwnego Habsburgom i katolicyzmowi przyłączyła się też znaczna część narodu węgierskiego pod przywództwem Rako­ czego, ówczesnego księcia siedmiogrodzkiego. Zygm unt III rwał się do tej wojny religijnej i chciał, żeby Polska ruszyła całą siłą na pomoc Habsburgom; ale sejm polski pamiętał, że „wiara nie ma być z przym usu". Król po cichu popierał jednak Habsburgów w rozmaity sposób, wzbudzając przez to coraz większą nienawiść u innowierców. Popierał werbunek zaciężnych w Polsce dla wojsk cesarskich i wyprawił cesarzowi na pomoc posiłki pod pułkownikiem Lisowskim, zwane od niego Lisowczykami. Jedyny to przykład, że w Polsce znaleźli się zaciężni na cudzą służbę. Koalicja protestancka nie mogła dać rady cesarskim. Weszli więc w porozumienie z sułtanem tureckim, żeby ruszył albo na Wiedeń, albo na Polskę, ażeby przynajmniej oderwać Zyg­ munta III od związku z cesarzem, żeby cesarz nie mógł otrzymać z Polski znaczniejszej pomocy. Sułtan wybrał Polskę. A Polska była właśnie w wojnie z Gustawem Adolfem; nie mogło być ani mowy o tym, żeby równocześnie przepędzać Turka. Rycerstwo polskie marzyło o wojnie z Turcją, ale o zaczepnej, wielkiej i z jak największą armią, o takiej wojnie, której można by poświęcić wszystkie siły państwa, żeby posuwać się w głąb krajów tureckich i dojść do Konstantynopola; a tu tymczasem w ypadło nie zaczepiać wroga chrześcijaństwa, nie zdobywać, lecz z ciężkim trudem bronić własnych granic. W roku 1620 ruszyło w pochód na Polskę 80 tysięcy Turków i Tatarów. Hetman i kanclerz zarazem Stanisław Żółkiewski, zebrawszy naprędce ledwie 8 tysięcy żołnierza, przeprawił się przez Dniestr i stanął obozem pod Cecorą, ażeby im zagrodzić drogę. Trzymał się długo, czekając na próżno na posiłki; wojsko zaczęło szemrać, że jest przez króla opuszczone i wydane na rzeź Turkom. Żółkiewski wytrwał w obowiązku. Widząc, że nie może

159

Feliks Koneczny

zwyciężyć, powiedział sobie, że powinien wytrwać tam na gra­ nicy, ażeby być jakby wałem, wstrzymującym dalszy pochód turecki, przynajmniej do jakiegoś czasu, ażby zebrało się w Polsce większe wojsko. Ogół żołnierzy nie dał się jednak, niestety, przejąć tym bohaterskim duchem i do obozu zakradła się niekarność, zaczęto nalegać na hetmana, żeby rozpoczął odwrót, a gdy on na to nie chciał przystać, zdarzały się nawet (wstyd powiedzieć) wypadki, że wbrew hetmanowi opuszczano obóz, pospieszając ku polskiej granicy. Gdyby to trwało dłużej, nas­ tąpiłaby haniebną ucieczka wojska, a wtenczas Turcy wpadliby im na kark i, pędząc w rozsypce przed sobą, tym łatwiej dotarliby na polski brzeg Dniestru. Wolał więc Żółkiewski sam rozpocząć odw rót w porządku. Utworzył wielki tabor, czyli ruchomą warownię z wozów i cofał się z wolna ku Dniestrowi, opędzając się na wszystkie strony podjazdom tureckim i tatarskim. Już blisko byli granicy, gdy znów niecierpliwość i niekarność wojska popsuła hetmanowi szyki, i Turcy tabor rozbili. Dniestr był opodal i niektóre hufce pędziły samopas ku rzece, ażeby jak najprędzej znaleźć się na polskim brzegu. Stary hetman nie stracił ani na chwilę poczucia, co winien honorowi; wolał zginąć, niż uciekać. Dobywszy pałasza, sam ruszył ku przednim szeregom, żeby je na nowo uszykować. O zwycięstwie nie było co myśleć; znalazło się jednak dosyć rycerstwa, które porwane przykładem sędziwego wodza otoczyło go. Działo się tu coś podobnego, jak z królem Władysławem III pod Warną. Garstka najdzielniejszych rzedniała coraz bardziej wobec straszliwej przewagi nieprzyjaciela. Wkrótce było ich tylko kilkudziesięciu, niebawem tylko kilkunastu, a w końcu zaledwie kilku, a wśród nich dwaj synowie hetmańscy. Tych kilku ostatnich bohaterów poczęło błagać hetmana, ażeby ocalił swe życie, żeby dosiadł konia i uciekał ku granicy, oni zaś tymczasem mieli na chwilę zająć jeszcze Turków swymi szablami, a zanimby polegli, hetman mógłby może być bezpiecz­ nym. Odrzucił jednakże te rady Żółkiewski. Wtem został raniony 160

Dzieje Polski

i z trudem tylko mógł kroczyć. Nowe błagania i zaklęcia, żeby jeszcze próbował ucieczki, ale on odrzuca je znowu. Wtenczas obaj synowie stają przy nim z wydobytymi pałaszami, a on opar­ ty na ich ramionach idzie coraz dalej na szeregi tureckie, szukając zaszczytnej śmierci. Nie potrzebował długo na nią czekać. Je­ den syn poległ wraz z ojcem, drugi dostał się do niewoli. Tak zmarł jeden z największych mężów naszych dziejów, wielki wódz, a przy tym wielki zarazem człowiek, bo to był charakter czysty jak łza. Nie poznali się na nim współcześni, od których wiele musiał znosić przykrości, ale historia zapisuje jego imię w śród takich, przed którymi korzą się pokolenia. Ciało jego prowadzono następnie do założonego przez niego na Rusi Czerwonej grodu Żółkwi i pochowano w tamtejszym kościele parafialnym, a na grobowcu wyryto napis po ładnie: Exońare nostris ex ossibus ultor, co po polsku znaczy: „Oby z kości naszych powstał mściciel!" I rzeczywiście znalazł się taki mściciel w rodzie Żółkiewskiego, jak o tym później rzecz będzie. Tragiczny zgon hetmański przejął grozą cały naród. Następ­ nego roku zebrano 66 tysięcy wojska z Polski i z Litwy pod hetmanem wielkim litewskim Janem Karolem Chodkiewiczem. Założono znów warowny obóz za Dniestrem pod Chocimiem i wytrzymano tam chwalebne oblężenie przez armię turecką, liczącą aż trzysta tysięcy. Zawisła jednak jakaś fatalność nad wodzami tej wojny: Chodkiewicz um arł w obozie chocimskim. Dowództwo objął po nim hetm an polny koronny, Stanisław Lubomirski, a nie dawszy się Turkom, zmusił ich do zawarcia zaszczytnego rozejmu. Stałego pokoju nigdy bowiem z Turcją nie zawierano z zasady uważając, że nie godzi się wyrzekać wojny z nieprzyjacielem całego chrześcijaństwa. W rozejmie tym żądała Turcja tylko, żeby rząd polski trzymał na wodzy Kozaków i nie pozwolił im samowolnych zaczepek; nawzajem zastrzegła sobie Polska, żeby sułtan trzymał na wodzy Tatarów. Skorzystali na wojnie tureckiej Szwedzi. Tak się przez ten czas usadowili w Inflantach, że już w nich zostali. Co więcej, posunęli się wzdłuż Bałtyku ku zachodowi, a porozumiawszy się

161

Feliks Koneczny

ze zdradzieckim lennikiem Polski, księciem pruskim, wtargnęli aż do Prus Królewskich. Pobił ich na głowę hetman Stanisław Koniecpolski w roku 1629 pod Trzcianą, i omal sam król szwedz­ ki nie dostał się tam do niewoli, ale kiedy jesienią roku 1629 zawierano rozejm sześcioletni, pozostało miasto Elbląg w ręku Szwedów. Tak to wojna pomiędzy dwiema gałęziami Wazów 0 tron szwedzki zamieniała się na wojnę o panowanie nad Morzem Bałtyckim. Znajdując się więc na samym szczycie potęgi państwowej 1wojskowej, Polska nie miała roztropnej polityki i popadła w kło­ poty, z których nawet dzielnemu społeczeństwu niełatwo było wybrnąć. Z Moskwą był tylko rozejm, ze Szwecją rozejm i z Tur­ cją też rozejm, wszystkie więc te wojny miały jeszcze powrócić. A Polska musiała walczyć o Morze Bałtyckie i Czarne, bo od tego zawisła cała przyszłość narodu. Miasta polskie, od Kazi­ mierza Wielkiego takie bogate i zasobne, poczęły w tych właśnie czasach podupadać. Bogaciły się one na wielkim europejskim handlu lądowym, ale obecnie handel ten upadał, bo po odkryciu Ameryki handel wielki zamieniał się na morski, oceaniczny. Towary korzenne sprowadzano morzem od czasu opłynięcia Afryki. Przez cały wiek XVI przygotowywał się ten przewrót handlow y, a z początkiem wieku XVII był już dokonany. Szły w górę narody, zamieszkałe bliżej Oceanu Atlantyckiego. Nastały złote czasy dla Hiszpanii i Portugalii i następnie dla Nider­ landów, a w końcu dla Anglii, która prześcignęła tamtych wszystkich i stała się panią mórz. Polska albo musiała połączyć się z tym wielkim handlem światowym przez Morze Bałtyckie i Czarne, albo zubożeć, bo sam handel lądowy nie dawał już siły ekonomicznej, niezbędnej dla potęgi państwa. Państwo poczynało już żywić się tylko dorob­ kiem pokoleń poprzednich. Na dobitkę i ten handel lądowy był w tych czasach ogromnie ścieśniony, a to z pow odu owej wojny religijnej 30-letniej (16181648), która wycieńczała kraje sąsiednie, Węgry, Czechy i całe Niemcy. Z kimże tu było prowadzić handel? Zajęciem intrat-

162

Dzieje Polski

niejszym od handlu stawała się wojskowość. Toteż np. naród szwedzki zamienia się cały w żołnierzy. Król Gustaw Adolf, otrzymawszy rozejm z Polską, ruszył zaraz do Niemiec, żeby stanąć tam na czele protestantów przeciw Habsburgom i obozowi katolickiemu. Zygmunt III wierzył ślepo, że tam w Niemczech będzie Szwed pokonany i że po sześciu latach można będzie już na pewno przystąpić w spółce z całą dy­ nastią habsburską do odzyskania korony ojcowskiej. Ale Gustaw Adolf odnosił w Niemczech świetne zwycięstwa, a chociaż sam poległ w roku 1632; dzielni jego w wodzowie utrzymali świetną przewagę oręża szwedzkiego tak, że przez jakiś czas generałowie szwedzcy byli praw dziwym i władcami w Niemczech. Gustaw Adolf nie miał syna, ale na tron szwedzki nie powołano po nim Zygmunta III, lecz małoletnią córkę Gus­ tawa Adolfa, Krystynę. Zygm unt III um arł także w roku 1632, po długich 45-letnich rządach, prowadzonych na przekór narodowi, który nie życzył sobie ani wojny ze Szwecją, ani sojuszu z Habsburgami. Syn i następca Zygmunta III, W ładysław IV Waza, wybrany był jednomyślnie; cała elekcja trwała zaledwie pół godziny. Polska dostała monarchę rycerskiego, zaprawionego do obozo­ wego życia od wczesnej młodości, który całe swe życie włożył w sprawę powszechną chrześcijańską, żeby Turków wypędzić z Europy i uwolnić od jarzma muzułmańskiego ludy bałkańskie. Ze zmiany tronu skorzystać chciał car i uważając rozejm dywiliński za nieobowiązujący, urządził zaraz po śmierci Zygmunta III wielką wyprawę na Wielkie Księstwo Litewskie i jął oblegać Smoleńsk. Nowy król ruszył szybko na odsiecz i dawał tam przez pięć miesięcy własną osobą przykład hartu i męstwa (jedna z bitew była tak zaciekła, iż piechota polska wystrzelała 70 tysięcy nabojów) - aż w końcu zmusił całą armię moskiewską do kapi­ tulacji. W ręce polskie dostało się 122 chorągwi, 110 armat, a broni palnej i siecznej na 8 000 żołnierzy. Tym razem wojna skończyła się nareszcie nie rozejmem, lecz pokojem, zawartym w Polanowie 1634 roku. Moskwa zrzekała się na stałe krajów odstąpionych

163

Feliks Koneczny

czasowo rozejmem dywilińskim. Nikt w Polsce nie chciał czynić nowych zdobyczy, a zwycięski król zrzekł się nawet dobrowolnie tytułu carskiego, bo pragnął przyjaźni z nową dynastią moskiew­ ską Romanowów, a to ze względu na ligę przeciw Turcji. Szkoda, że nie zrzekł się także tytułu króla szwedzkiego. Zawarł jednak ze Szwecją w roku 1635 w Sztumie rozejm długi, bo na lat 26 i to na warunkach takich, które powinne były zapew­ nić nie tylko pokój zupełny, lecz przyjaźń sąsiedzką. Szwecja zwracała wszystkie grody, zajęte za Zygmunta III w Prusach, Inflanty zaś podzielono na część szwedzką i polsko-litewską. Inflanty bowiem i Kurlandia nie należały do samego tylko Wiel­ kiego Księstwa Litewskiego jak inne zdobyczne ziemie wschod­ nie, lecz stanowiły własność wspólną Korony i Litwy. Bez dobycia więc oręża zyskiwało się dużo. Król, rozumiejąc, jako od panowania na morzu zawisła przyszłość państwa, obwa­ rował Półwysep Hel (potem przez Niemców przezwany Hela), założył tam dwie warownie i wystawił pierwszą państwową flotę polską, złożoną z 13 okrętów. Po raz pierwszy ujrzano wreszcie na Bałtyku flagę polską (dotychczas używano tylko najętych okrętów gdańskich). Gdyby Władysław IV to tylko był zdziałał i nic innego, już by zasłużył na wdzięczne wspomnienie w historii narodowej. Podczas tych początkowych zawikłań moskiewskich i szwe­ dzkich trzeba było równocześnie odpierać dwa najazdy tatarskie, po czym sułtan wyruszył na Polskę własną osobą. Z nadzwy­ czajnym pośpiechem przeniósł się król wtenczas spod Smoleńska do Lwowa, żeby i tu dowodzić osobiście. Zwycięstwa pod Sasowym Rogiem i pod Paniowcami, odniesione przez hetmana Koniecpolskiego, pouczyły sułtana, jak Polacy umieją zwycię­ żać Turków. Kazał więc sułtan udusić baszę, który go namówił do tej wyprawy, i poprosił o pokój. Władysław IV zyskał wielką sławę. Można go nazwać ulu­ bieńcem poetów. Całe poematy pisał o nim Samuel ze Skrzypny Twardowski, i największy poeta chorwacki Gundulić. Południowi Słowianie pokładali w nim nadzieje odzyskania wolności od Turków. 164

Dzieje Polski

Porozumiewał się też Władysław IV w sprawie przyszłej w ypraw y z innymi państwami. Ale w ypraw a ta musiałaby być stanowczą, wielką rozstrzygającą wojną. Na przygotowania trze­ ba było lat kilku, przez ten czas zaś zależało wiele na tym, żeby z Turcją rozejm był dotrzymany, żeby nie marnować sił częś­ ciowo, póki się wszystkich sił całej ligi nie zbierze. Zawierając rozejm, sułtan zobowiązał się, że będzie trzymać na w odzy Tatarów, ale żądał też nawzajem, żeby Kozacy nie wyprawiali się samowolnie na tureckie granice. Regestrowi byli posłuszni, bo byli żołnierzami królewskimi, ale jak upilnować nieregestrowych, żeby nie ściągnęli wojny tureckiej przedwcześ­ nie? Wystawiono więc nad Dnieprem twierdzę Kudak, żeby ich stamtąd łatwiej trzymać w karności. Oni podnosili o to bunt dwa razy. Dwóch ich przywódców (Sulimę i Pawluka) ścięto, bunt zaś stłumił kniaź ruski, Jeremi Wiśniowiecki, człowiek żelazny na wojnie, przed którym drżała cała kozaczyzna. Trudno, nie sposób było pozwalać, żeby istniało w państwie wojsko, nie pod­ legające rządowi i wszczynające samowolnie wojny. Sejm postanowił pozbyć się takiego niebezpiecznego dla pań­ stwa wojska, i rozwiązać organizację wojskową kozaczyzny nieregestrowej. Uchwalono ich zamienić na „w chłopy obrócone pospólstwo", tj. oddać w poddaństw o na folwarki. Lekarstwo wybrano gorsze od choroby. Sejm nie umiał sobie radzić ze spra­ wą kozacką, nie rozumiał jej, bo stosunki ukraińskie były całkiem niezrozumiałe dla posłów innych prowincji, gdzie nic podobnego nie było. W Koronie dałoby się takim grunta w królewszczyznach na prawie żołnierskim, z obowiązkiem stawiennictwa wojsko­ wego na każde zawołanie; ale bunty kozackie nie były sporami z Polską, lecz wewnętrzną sprawą ruską, sporem pomiędzy żołnierskim ludem Ukrainy i tamtejszymi magnatami. Moż­ nowładztwo ukraińskie, ruskie, potrzebowało rąk roboczych na swoje folwarki. Nie było odtąd dnia bez zatargów i wzajemnych gwałtów. Król tymczasem robił po cichu przygotowania do wielkiej wojny. Wykonanie planów chciał rozpocząć od zdobycia Krymu,

165

Feliks Koneczny

żeby tym pokonać przednią straż turecką, Tatarów, we własnym ich gnieździe. Pozwolił więc król jednak Kozakom tym razem, żeby Tatarów zaczepili (zbłądził, że ich sam uczył nieporządków) i tym wywołał wojnę, w której Koniecpolski odniósł pod Ochmatowem na Ukrainie wielkie zwycięstwo w roku 1644. W bitwie tej odznaczył się wielce młody oficer, Stefan Czarniecki, o któ­ rym będzie jeszcze sporo do opowiadania. Droga na Krym była otwarta, ale też teraz lada dzień spodziewać się należało, że sułtan ujmie się za Tatarami. Król tego właśnie pragnął, a na sejmie 1645 roku wzy wał już jawnie do wielkiej wojny. Owdowiawszy w tym czasie (po cesarzównie z rodu habsbur­ skiego), ożenił się w roku 1646 powtórnie z nieznaczną księż­ niczką z włoskiego rodu, przesiedlonego z Francji, z Ludwiką Marią Gonzagą de Nevers, dlatego jedynie, że ród jej wywodził się przez rozmaite pokrewieństwa od dawnych cesarzy bizan­ tyńskich w Konstantynopolu. Ojciec jej był uznawany przez Stolicą Apostolską i przez państwa zachodniej Europy kan­ dydatem do tronu w Carogrodzie, gdyby się udało wypędzić sułtana. Żenił się więc król z dziedziczką carogrodzką. Przygotowawszy już niejedno, król obwieścił Kozakom, że powiększą regestr z 6 000 na 12 000. Żądał przeto 6 000 nowych regestrowych. Zgłosiło się cztery razy tylu, całe 24 000! Posiadał tedy król 30-tysięczne wojsko kozackie; widoczne zaś było, że można by ich mieć i 60 000! Przerażenie ogarnęło ruskich możnowładców na Ukrainie. Woleli, żeby państwo polskie nie dotarło do Morza Czarnego, żeby Turcy i Tatarzy zostali niebezpiecznymi sąsiadami Polski, byle tylko kozaczyzna nie zamieniała się w wojsko królewskie. Oni mogli doskonale obejść się bez morza, mając tak ogromne dobra, zapewniające im i ich potomkom moc i bogactwo na wie­ ki całe. Oni potrzebowali tylko rąk do pracy na folwarki, i nie chcieli, żeby „w chłopy obrócone pospólstwo" chodziło na wojny tureckie. Znalazł się sposób, żeby do wojny tureckiej nie dopuścić. Znalazł się niestety, z winy samego króla. Król czynił przygo­ towania do wojny bez zasięgania uchwał sejmowych. Chociaż

166

Dzieje Polski

dochodziło niejedno do wiadomości polityków polskich, nikt tego królowi nie wymawiał, bo każdy rozumiał, że nie można o tych sprawach rozprawiać publicznie, głośno na sejmie. Dopiero gdy przyszła kolej na zaciągi kozackie, powstała wrzawa o wszystko naraz, jako że król przekracza prawa. Władysław wiedział dob­ rze, o co tu chodzi, i robił dalej swoje. Natenczas możnowładcy zaczęli wołać po sejmikach, że król udaje tylko, jakoby wojować miał z muzułmaństwem, a napraw dę zbiera wojsko za granicą i pomiędzy Kozakami po to tylko, ażeby zaprowadzić gwałtem władzę absolutną i rządzić Polską bez sejmów. Król, zaciąwszy się w tym sporze o wojsko, popełnił niejedną nieostrożność; prze­ kroczył nieraz prawo krajowe w takiej rzeczy, gdzie można się było obejść bez tego i dostarczał tym niepotrzebnie pozorów przeciwko sobie. Nawet w Koronie poczęto dawać w końcu posłuch wołaniom panów ruskich, bo nie połapano się, o co właściwie chodzi. I doprowadzili ruscy możnowładcy do tego, że sejm 1647 roku kazał królowi rozpuścić wszelkie zaciągi, po­ czynione zagranicą, a regestr kozacki zmniejszyć, jak było przed­ tem, do 6 000 głów. W arto tu zastanowić się nad różnicą pomiędzy Stefanem Batorym a Władysławem IV. Król Stefan miał także rozległe plany tureckie, do których przygotowania trzeba było w przód zdobywać państwo moskiewskie, także więc przygotowywał wielkie wojny, ale umiał sobie tak radzić, że nie przekroczył w niczym praw polskich, i nie tylko nie wywoływał sporów z sejmem, lecz sejm sobie pozyskał; umiał trafić do umysłów polskich, i nie tylko nie popadł w przeciwieństwo do sejmu i ogó­ łu, ale stał się popularnym, i nie było w końcu takiej rzeczy, której sejm nie byłby mu uchwalił. W ładysław IV nie umiał tej sztuki, nie był dobrym politykiem i przez to zmarnował owoce swych zwycięstw, i wszystkie jego plany poszły na marne, a naw et ob­ róciły się Polsce na złe, bardzo na złe. Plany same były mądre, ale sposób ich wykonania nieroztropny. Kiedy podniosła się na króla wrzawa pełna niesłusznych po­ dejrzeń, natenczas, chcąc okazać, że nie chce iść wbrew narodowi, który kochał gorąco, Władysław IV rozpuścił zaciągi. Myślał, że

167

Feliks Koneczny

przeczeka, aż się umysły uspokoją, aż się rodacy przekonają, że wcale nie o władzę absolutną m u chodzi. Ale teraz okazało się, że już za późno! Kozacy rozbroić się nie dali. Chcąc ich zmusić, żeby 24 000 rozbroiło się, trzeba by posłać na nich wojsko królewskie, a tego król nie mógł robić, skoro sam ich pod broń zwołał. A więc trzeba było brnąć teraz dalej w zawikłania. Nie tylko nie w ydał rozkazu Kozakom, żeby się rozeszli, ale wyczekiwał chwili stosownej, żeby kazać im ruszyć na zdobycie Krymu, nie dbając już o nic. Postanowił obejść się bez sejmu i senatu. Kanclerz Jerzy Ossoliński, wielki zresztą przyjaciel króla i zwolennik jego planów, nie mógł jednak pochwalić postępowania bezprawnego i odmówił przyłożenia pieczęci państwowej do dokumentu, wystawionego przez króla Kozakom. Natenczas król przyłożył do dokum entu swoją włas­ ną pieczęć królewską i z Kozakami umawiał się dalej.

168

V. cpotop .^ ^ ró l Władysław IV przyzwał do siebie, do Warszawy, przy­ wódców kozackich, żeby się z nimi naradzić. Wśród tych za­ ufanych był też Bohdan Chmielnicki. Był to polski szlachcic herbu Habdank. Tak się sam zapisał w regestrze kozackim. Ojciec jego Michał przybył z Mazowsza na Ukrainę szukać, jak tylu innych, poprawy losu przy możnych rodach ruskich Ukrainy. Uwiesił się pańskiej klamki u Koniecpolskich, którzy trzymali tam od króla wielką królewszczyznę czehryńską; był podstarościm (tj. eko­ nomem) w Czehryniu przeszło 30 mil za Kijowem, na granicy tzw. Dzikich Pól, gdzie już dalej nie było żadnych stałych osad ludzkich. Jak w każdej królewszczyźnie w tamtych stronach, pełno tam było Kozaków, bo regestrowi dostawali zazwyczaj za dobrą służbę wojskową małe folwarczki, tzw. futory, w dob­ rach królewskich. Chmielnicki miał w sobie żyłkę żołnierską i po pew nym czasie sam przystał do Kozaków. Stosunki pomiędzy dawnym podstarościm a Kozakami były widać dobre, skoro go wybrali setnikiem. Od starosty czehryńskiego dostał wtenczas futor Subotów, jeden z największych; tak rozległy, że w Wielkopolsce byłby to już znaczny majątek. Nie była to jednak własność Chmielnickich. Futory takie nadaw ano Kozakom tylko w uży­ walność, na utrzymanie rodzin, jako łaskę królewską, która mogła przejść i na syna, ale mogła również zostać odjęta. Łaska to by­ ła, bo każdy regestrowy pobierał żołd, i nic więcej mu się nie należało. Setnik Chmielnicki pozostał Polakiem, a syna swego Bohdana, wychowywał po polsku i po katolicku. Posłał go w tym celu do szkół jezuitów w Jarosławiu. Powróciwszy na Ukrainę, wpisał się Bohdan także do regestru. Obydwaj Chmielniccy, ojciec i syn, walczyli pod Cecorą w roku 1620. Ojciec poległ, a syn przebył

169

Feliks Koneczny

przeczeka, aż się umysły uspokoją, aż się rodacy przekonają, że wcale nie o władzę absolutną mu chodzi. Ale teraz okazało się, że już za późno! Kozacy rozbroić się nie dali. Chcąc ich zmusić, żeby 24 000 rozbroiło się, trzeba by posłać na nich wojsko królewskie, a tego król nie mógł robić, skoro sam ich pod broń zwołał. A więc trzeba było brnąć teraz dalej w zawikłania. Nie tylko nie w ydał rozkazu Kozakom, żeby się rozeszli, ale wyczekiwał chwili stosownej, żeby kazać im ruszyć na zdobycie Krymu, nie dbając już o nic. Postanowił obejść się bez sejmu i senatu. Kanclerz Jerzy Ossoliński, wielki zresztą przyjaciel króla i zwolennik jego planów, nie mógł jednak pochwalić postępowania bezprawnego i odmówił przyłożenia pieczęci państwowej do dokumentu, wystawionego przez króla Kozakom. Natenczas król przyłożył do dokum entu swoją włas­ ną pieczęć królewską i z Kozakami umawiał się dalej.

168

V. cpotop X ^*ól Władysław IV przyzwał do siebie, do Warszawy, przy­ wódców kozackich, żeby się z nimi naradzić. Wśród tych za­ ufanych był też Bohdan Chmielnicki. Był to polski szlachcic herbu Habdank. Tak się sam zapisał w regestrze kozackim. Ojciec jego Michał przybył z Mazowsza na Ukrainę szukać, jak tylu innych, poprawy losu przy możnych rodach ruskich Ukrainy. Uwiesił się pańskiej klamki u Koniecpolskich, którzy trzymali tam od króla wielką królewszczyznę czehryńską; był podstarościm (tj. eko­ nomem) w Czehryniu przeszło 30 mil za Kijowem, na granicy tzw. Dzikich Pól, gdzie już dalej nie było żadnych stałych osad ludzkich. Jak w każdej królewszczyźnie w tamtych stronach, pełno tam było Kozaków, bo regestrowi dostawali zazwyczaj za dobrą służbę wojskową małe folwarczki, tzw. futory, w dob­ rach królewskich. Chmielnicki miał w sobie żyłkę żołnierską i po pewnym czasie sam przystał do Kozaków. Stosunki pomiędzy dawnym podstarościm a Kozakami były widać dobre, skoro go wybrali setnikiem. Od starosty czehryńskiego dostał wtenczas futor Subotów, jeden z największych; tak rozległy, że w Wielkopolsce byłby to już znaczny majątek. Nie była to jednak własność Chmielnickich. Futory takie nadaw ano Kozakom tylko w uży­ walność, na utrzymanie rodzin, jako łaskę królewską, która mogła przejść i na syna, ale mogła również zostać odjęta. Łaska to by­ ła, bo każdy regestrowy pobierał żołd, i nic więcej m u się nie należało. Setnik Chmielnicki pozostał Polakiem, a syna swego Bohdana, wychowywał po polsku i po katolicku. Posłał go w tym celu do szkół jezuitów w Jarosławiu. Powróciwszy na Ukrainę, wpisał się Bohdan także do regestru. Obydwaj Chmielniccy, ojciec i syn, walczyli pod Cecorą w roku 1620. Ojciec poległ, a syn przebył

169

Feliks Koneczrty

kilka lat w Carogrodzie, w niewoli u Turków. Potem został pi­ sarzem wojskowym kozackim, jakoby ich kanclerzem, bo był najuczeńszy w całym regestrze. Ożenił się z prawosławną Anną Somkówną; gospodarował w Subotowie, a dzieci, dwie córki i dwóch synów, matce pozwalał wychowywać w schizmie. Już w tedy był w rzeczach wiary zupełnie obojętny, nigdy jednak nie przeszedł formalnie na prawosławie. Owdowiawszy, chciał się żenić powtórnie z jakąś Polką z Czehrynia. Nie wiadomo, jak się nazywała; w opisach z tych czasów zwaną jest po prostu: Laszką. Ta Polka wolała jednak wyjść za mąż za nowego podstarościego czehryńskiego, Czaplińskiego. Urażony odbiciem panny Chmielnicki poprzysiągł Czaplińskiemu i całemu Czehryniowi zemstę. Powstały potem bajki, jakoby Czapliński porwał był Laszkę Chmielnickiemu z jego własnego domu, ze Subotowa. Nie może to być, bo gdyby Laszka była żoną Bohdana, nie mogłaby brać ślubu z drugim; a gdyby miała jakie związki z Chmielnickim bez ślubu, nie byłby z nią brał ślubu podstarości. Uraza Chmielnickiego do Czaplińskiego nie była więc niczym więcej jak zwyczajną niechęcią dwóch konkurentów. Ale powsta­ ły z tego waśnie, które skończyły się na tym, że Chmielnickiemu odebrano Subotów. Podstarościemu tym łatwiej było namówić do tego starostę Koniecpolskiego, iż możnowładca ukraiński krzywo patrzył na stosunki króla z Kozakami, a wiadomo było, że Chmielnicki jeździł do Warszawy. Dysząc zemstą, Chmielnicki pojechał do Tatarów, w tej myśli, żeby sprowadzić na znienawidzony Czehryń jaki oddział tatarski, zrujnować Czaplińskiego i kupić sobie od Tatarów Czaplińską, gdy ją porwą w jasyr. Turcy i Tatarzy mieli zawsze na Ukrainie swoich szpiegów. Wiedzieli, że król coś przygotowuje, a Chmielnicki o tym coś wie, skoro wzywany był do Warszawy. Sam chan krymski zap­ rosił więc Bohdana do siebie, na swój dwór do Bachczysaraju. Chmielnicki zdradził tam swego króla; wydał, że Kozacy mają niebawem ruszyć na Krym. 170

Dzieje Polski

Chan Islam Girlej dał oczywiście znać do Carogrodu, a tam obmyślano skuteczną radę. Miała Polska w Carogrodzie wroga zawziętszego od sułtana, w osobie schizmatyckiego patriarchy. Patriarchowie ci trzymali zawsze z sułtanami przeciw katolikom i pragnęli, żeby Turcja zniszczyła katolicką Polskę, podobnie jak już zniszczyła katolickie Węgry. Już za Zygmunta III kręcili się na Rusi wysłannicy tych patriarchów i podburzali przeciw Polsce, a unia brzeska dolała oliwy do ognia. Uradzono więc w Caro­ grodzie na dworze sułtańskim wespół z patriarchą prawos­ ławnym, żeby wzniecić na Rusi południowej wojnę religijną prawosławnych z katolikami i wmówić w Kozaków, że mają bronić prawosławia. W ten sposób ci sami Kozacy, którzy mieli zawojować Krym i Turcję, staną się najlepszą tarczą Turcji przeciw Polsce, bo wojna domowa na pewno zniweczy plany Władysława IV. Chmielnickiemu przyrzeczono, że się go zrobi księciem pa­ nującym na Ukrainie pod zwierzchnictwem sułtańskim, jeżeli wznieci bunt kozacki. Przewróciło to w głowie synowi czehryńskiego podstarościego. Przystał na wszystko, złożył chanowi krymskiemu przysięgę na wierność; dał starszego syna Tymoszkę na zakładnika i powrócił na Ukrainę już jako tajny poddany chana. Równocześnie pojawiły się setki wędrownych popów, ajentów tureckich z rozkazania patriarchy. Wmawiali w ciem­ nych Kozaków i w ciemny lud ruski, że Polacy zamierzają znieść zupełnie prawosławną wiarę, a cerkwie oddać jezuitom, a nawet Żydom, i rozmaite podobne brednie. Jak zawsze przy takich okazjach, nie brakło też obiecanek, że lud dostanie grunty za darmo skoro tylko bunt urządzi. Z nam ów tych i podżegań niewielki jednak byłby skutek, gdyby nie przewinienie hetmana Mikołaja Potockiego. Cho­ ciaż król, jak o tym była mowa, nie myślał rozbrajać Kozaków, a uchwałę sejmową zostawiał na papierze, hetman nie pytając króla i rozkazu od niego nie czekając, uderzył samowolnie na Kozaków. Należał bowiem sam do tych możnowładców ruskich, którzy nie chcieli wojny tureckiej, bo nie chcieli powiększać re­ gestru.

171

Feliks Koneczny

Kozacy, zaczepieni niespodzianie, stoczyli bitwę z wojskiem królewskim. Tego tylko trzeba było Chmielnickiemu. Nawet regestrowi stanęli przeciw wojsku koronnemu i rozstrzygnęli 0 losach pierwszego starcia, które nastąpiło dnia 15 maja 1648 roku na bezludnych Dzikich Polach, nad rzeką zwaną Żółtymi Wodami. Chmielnicki bitwę wygrał. Czekała hetmanów jeszcze druga niespodzianka. Nagle zja­ wia się kilkanaście tysięcy Tatarów. W drugiej bitwie dostają się obydwaj hetmani, wielki i polny, do tatarskiego jasyru, a w trze­ ciej bitwie wojsko koronne, pozbawione wodzów, poszło w roz­ sypkę. Wódz tatarski Tuhaj-bej kazał ogłosić, że każdy prawosławny musi stawić się pod chorągwie Chmielnickiego, bo inaczej będzie wzięty w jasyr. Po tej groźbie wzrosły siły buntownika do głów 100 000. Ażeby te tłumy wyżywić, Chmielnicki musiał ruszyć naprzód, w kraje lepiej zagospodarowane. Dotarł aż pod Lwów 1 grożąc rabunkiem, wymusił 200 000 talarów okupu. Ciągnął dalej i stanął pod Zamościem. Już chan nie potrzebował turbować się o Krym. Odwołał więc spod Zamościa swoich Tatarów. Król Władysław IV nie dożył zdrady Chmielnickiego. Rozniemógłszy się z początkiem roku, chorzał, a życia dokonał na piąty dzień po bitwie nad Żółtymi Wodami. Nieprzytomny już był i o niczym się nie dowiedział. Cały więc pochód wojenny od Dzikich Pól pod Zamość odby­ wał Chmielnicki podczas bezkrólewia. Elekcja zastała go pod Zamościem. Zapytywany przez gońca od prymasa, czego żąda i o co mu chodzi, odpowiedział stosownie do ułożonego w Bach­ czysaraju programu, że żąda od sejmu zniesienia unii brzeskiej. Jak gdyby sejm mógł stanowić cokolwiek w rzeczach wiary! Wybrano jednomyślnie młodszego brata Władysławowego, Jana Kazimierza. Dobry to był znak, że Polacy posiadali zmysł monarchiczny i tylko tego żądali od królów, żeby sami dawali dobry przykład uszanowaniem praw krajowych. A tego mieli praw a się domagać. Panowanie Jana Kazimierza było jednym pasmem nieszczęść. Podziwiać trzeba siły owego pokolenia, które

172

Dzieje Polski

to wszystko przetrwało i nie dało państw u upaść. Do wojen ko­ zackich przyłączyły się najazdy obcych na Polskę i Litwę, Mos­ kali, Węgrów, Tatarów i Szwedów. Polska w padła w taki wir wojenny, jakiego nie było od czasów nieszczęśliwego Mieszka II. Słusznie też nazwano te czasy „potopem". A wojny te wszystkie prowadzone były nie za granicą, lecz w ewnątrz państwa i to bez ustanku przez lat 20 (1648-1667). Po odejściu Tatarów, Chmielnicki nie był pewny siebie i za­ raz posłał do Jana Kazimierza z zapewnieniami wierności. Gdy król kazał m u wracać na Ukrainę, usłuchał. Tam czekał jednakże na niego nowy wysłannik sułtana, prawosławny patriarcha je­ rozolimski. Wytropiono też wdow ę po Czaplińskim (który po­ legł podczas najazdu tatarskiego), przywieziono Chmielnickiemu do Kijowa, i sam ów patriarcha schizmatycki dawał im ślub; jakkolwiek oboje byli katolikami. Wjeżdżającego do Kijowa Chmielnickiego powitał tenże patriarcha jako księcia Rusi, zu­ pełnie według planu, powziętego na dworze sułtańskim. Skoro Chmielnicki tytułu tego od razu nie wyparł się, król musiał ru­ szyć przeciwko niemu. Tym razem Chmielnicki był bity raz po raz, aż Tatarzy przy­ byli m u na nowo z pomocą. Pod grozą jasyru urosły siły Chmielnickiego do głów 260 000. Kozacy stanowili obecnie led­ wie piątą część tego tłumu, a pięć razy tyle było rozmaitej czerni, której część niemała zbiegła się dla rabunku, a część dla unik­ nięcia jasyru; ta część także wolała sama rabować, niż dać się rabować. A wszystko to ciemne, dzikie, wyuzdane, pijane, goto­ we do wszelkich bezeceństw, byle dostać wódki, której po kilka­ dziesiąt kuf stało zawsze w obozie Chmielnickiego. Czerń ta, podszywając się pod nazwę Kozaków, sprawiła zachowaniem się swym i w walce i u siebie w obozie, że wyraz: Kozak, począł zna­ czyć tyle, co opój, bezecnik, rabuś, barbarzyniec, nie szanujący żadnego przykazania boskiego, ni praw a ludzkiego. Takiej dzikiej tłuszczy Chmielnicki miał już 260 000, gdy tym­ czasem Jan Kazimierz liczył zaledwie 15 000 wojska, a jednak wytrzymał żołnierz polski w obozie pod Zbarażem 20 szturmów

173

Feliks Koneczn y

kozackich i wyszedł z nich zwycięsko, chociaż przez te sześć tygodni ledwie miał co do ust włożyć. Dopiero, gdy nadciągnęło 100 000 Tatarów, zawahały się losy wojny pod Zborowem i za­ warto ugodę w sierpniu 1649 roku. Król chciał zgody i pokoju. W ugodzie Zborowskiej Chmiel­ nickiego mianowano hetmanem „wojska zaporoskiego", tj. ko­ zackiego, którego regestr podniesiono do 40 000. Wszystkim regestrowym przyznano prawa szlachty polskiej i wyznaczono na nadania dla nich królewszczyzny trzech województw: bracławskiego, kijowskiego i czernihowskiego. Ażeby odjąć całko­ wicie wymówkę do wojny religijnej, postanowiono, że w owych trzech województwach tylko prawosławni mogą być urzęd­ nikami, a jezuitom i Żydom nawet mieszkać tam nie wolno. Ale Chmielnicki chciał być księciem panującym. Porozsyłał posłów i listy do chana, do sułtana, do cara i do Szwecji, wzy­ wając wszystkich do najazdu na Polskę. Car moskiewski, rad łowić ryby w mętnej wodzie, posłał zaraz do Warszawy, żeby mu odstąpić województwa smoleńskiego! Żądanie takie wzięto za wypowiedzenie wojny. Car przygotował też najazd na Litwę i tylko okoliczności powstrzymały go, iż mu­ siał odłożyć swój zamiar jeszcze na lat pięć. Na dworze szwedzkim nie myślano o wojnie z Polską. W Inflantach oznaczona była granica ku obopólnemu zadowo­ leniu. Rozejm, zawarty jeszcze przez Władysława IV, powinien był trwać do roku 1661. Gdyby zaś chodziło o czczy tytuł króla szwedzkiego, którego używał także Jan Kazimierz po ojcu i bra­ cie, byłby go się zrzekł, tym bardziej, iż był otoczony tylu nie­ przyjaciółmi, gdyby tylko zażądano od niego zrzeczenia. Ale nie żądano wcale. Nie przywiązywano do tego znaczenia, bo nie było już obawy, żeby polscy Wazowie mieli najeżdżać Szwecję z pomocą Habsburgów. Dom habsburski był przez Szwedów w dalszym ciągu wojny 30-letniej pokonany, a Szwecja sama, chociaż zwycięska, potrzebowała wypoczynku. Ale na dwór szwedzki przyjechał najbogatszy pan polski, Hieronim Radziejowski, dawny podkanclerzy królewski. Skaza­ ny na śmierć o to, że urządził w Warszawie zbrojny napad pod 174

Dzieje Polski

samym zamkiem królewskim, zbiegł za granicę, i zaczął prze­ konywać dwór szwedzki, że trzeba skorzystać ze sposobności, bo przy buncie Chmielnickiego można się łatwo obłowić. A Radziejowski z Chmielnickim znali się osobiście jeszcze z dawniejszych czasów. Dziwnym zbiegiem okoliczności Radzie­ jowski był tym, który zwrócił uwagę króla Władysława IV na Chmielnickiego, i teraz znów ten sam Radziejowski załatwiał in­ teresy Chmielnickiego na dworze szwedzkim i przez kilka lat pilnował tej sprawy, aż postawił na swoim i powrócił do Polski razem z królem szwedzkim. Na razie jednak Chmielnickiemu dopomógł sułtan. Przysłał mu dyplom na księcia Rusi pod swym zwierzchnictwem i przy­ kazał Tatarom, żeby się stawili na każde zawołanie tureckiego lennika. Jakoż ruszyła znów stutysięczna horda na Ukrainę, a Chmielnicki pod grozą jasyru zebrał na nowo, około 200 000 zbrojnego ludu wraz z Kozakami, w których popi wmówili, że trzeba z Polską wojować, aż unia brzeska będzie zniesiona w całym państwie polskim i litewskim. Pomimo ugody Zborowskiej wybuchła więc wojna religijna katolicyzmu z prawosławiem, wojna patriarchy schizmatyckiego z Carogrodu z papieżem w Rzymie, prow adzona przez króla polskiego Jana Kazimierza z sułtanem i jego lennikiem Chmiel­ nickim. Tak uważano tę wojnę w całej Europie i zupełnie słusznie; to bowiem tkwiło na dnie tej walki. 0 15 mil na północny wschód za Lwowem, pod Beresteczkiem na Wołyniu, stoczono największą bitwę w XVII stuleciu, walną, trzydniową bitwę, dnia 28, 29 i 30 czerwca 1651 roku. Było polskiego wojska regularnego 36 000, dwadzieścia kilka tysięcy piechoty wybranieckiej i nadto około 40 000 pospolitego rusze­ nia; nieprzyjaciela było trzy razy więcej. Po stronie rusko-tatarskiej zaczęła się ta bitwa od wstrętnej egzekucji. Chmielnicki kazał po pijanemu stracić publicznie swą żonę, ową Laszkę, po­ dejrzewając ją o wiarołomstwo. Kozacy i Tatarzy ponieśli ciężką klęskę, chociaż trzykroć liczniejsi. Sam król dowodził osobiście środkiem armii, lewym skrzydłem książę Jeremi Wiśniowiecki, 175

Feliks Koneczny

który też rozstrzygnął bitwę w ostatnim dniu. Na prawym skrzy­ dle odznaczył się Stefan Czarniecki. Tam też szli do szturmu dwaj bracia, Marek i Jan Sobiescy, synowie Jakuba. Zwycięstwo polskie obchodzono uroczyście w Rzymie, w Wiedniu i w Paryżu, jako szczęśliwe ocalenie cywilizacji za­ chodniej od dziczy bizantyńskiej i muzułmańskiej. I teraz Polacy pragnęli zgody. Król przyjął 20 000 buntow­ niczych Kozaków do łaski i wpisać kazał w regestr, ofiarując im królewszczyzny województwa kijowskiego, a Chmielnickiego zostawiał hetmanem. Jak na pokonanych, otrzymywali warunki świetne. Ale Chmielnicki chciał być księciem panującym, i ugo­ da trwała krótko. W roku 1652 wyrzucił Chmielnicki z Mołdawii przyjaznego Polsce hospodara, ażeby kraj ten zająć dla siebie i swego syna na dziedziczne księstwo. Wybuchła więc wojna na nowo i zno­ wu z Tatarami. Oblegali króla bezskutecznie pod Żwańcem i w końcu odstąpili Chmielnickiego. Ten znaczył bardzo niewiele bez Tatarów, a nie mogąc lud­ ności odgrażać się jasyrem, zebrał do nowego buntu już razem z Kozakami ledwie 50 000 koło siebie. Z tym nie sposób było zdobyć sobie księstwo, lecz opuszczony przez chana Chmielnicki znalazł sobie teraz opiekuna w osobie cara. Ale car zażądał, że­ by całe wojsko kozackie przysięgło m u przedtem na wierność. W lutym 1654 ruszył tedy cały obóz kozacki do Perejasławia i składał przysięgę przed carskimi wysłannikami, a Chmielnicki poddaw ał carowi całą Ukrainę, przeddnieprską i zadnieprską, sądząc, że car uczyni go tam księciem pod swoim zwierzchnic­ twem. Zawiódł się jednak. Car brał Ukrainę dla siebie, a nie dla niego. Ajenci carscy obiecywali przedtem Kozakom złote góry, ale kiedy w Perejasławiu, po złożeniu przysięgi na wierność, pro­ szono wysłanników carskich, żeby teraz oni także zaprzysięgli w arunki umowy carskim imieniem, Kozacy zostali szyderczo wyśm iani i surowo zgromieni, jak śmią żądać przysięgi od pra­ wosławnego cara. Armia moskiewska zajęła zaraz Ukrainę, a 60 000 Kozaków

176

la n ‘K a zim ie rz

Dzieje Polski

pod Chmielnickim car odkomenderował na północ, żeby mu zdobywali Litwę razem z drugą armią moskiewską. Z ich pomo­ cą zajął Smoleńsk, a naw et Wilno. Tymczasem namowy Radziejowskiego na dworze szwedz­ kim zaczęły wydawać plon zatruty. Znaleziono przeciw Polsce nadto dwóch pomocników do zdrady: lennego księcia pruskiego i głowę kalwinów litewskich, Bogusława Radziwiłła. Księstwo pruskie było już od dłuższego czasu rządzone z Berlina. Po wygaśnięciu pierwotnej pruskiej gałęzi Hohenzo­ llernów odziedziczyła praw a do księstwa pruskiego (z zezwo­ leniem lekkomyślnym Polski) gałąź druga, z margrabstwa brandenburskiego, tj. berlińska, i dwa te kraje utworzyły jedno państwo dynastyczne. Panował w nim w owych czasach Fry­ deryk Wilhelm, zwany „wielkim elektorem". (Należeli bowiem ci margrabiowie do tych książąt Rzeszy Niemieckiej, którym przysługiwało prawo wyboru cesarza). Nie dbając o nic, tylko o zysk własny, tak się w śród niemieckich wojen domowych sprytnie urządzał, iż rozszerzywszy ogromnie swe panowanie w Niemczech, stał się naczelnikiem niemieckich książąt protes­ tanckich; od niego zaczął dom Hohenzollernów współzawod­ niczyć z Habsburgami. Wobec Polski był on lennikiem jako książę pruski i miał obowiązek bronić swego zwierzchnika Jana Kazi­ mierza; obliczył sobie jednak, że zdrada da m u więcej zysku. Hohenzollernowie spowinowaceni byli z Radziwiłłami. Wspó­ lnik rokoszu Zebrzydowskiego przeciw Zygmuntowi III, kalwin Janusz Radziwiłł ożenił się z księżniczką brandenburską i z tego małżeństwa synem był Bogusław Radziwiłł. Posiadłości Radzi­ wiłłów na Litwie były tak olbrzymie, iż starczyły na dziesięciu średnich książąt niemieckich, a dostatki ich były nie mniejsze, niż Hohenzollernów, jeżeli nie większe. Radziejowski, człowiek najbogatszy z całej Polski, był jednak chudopachołkiem wobec Radziwiłłów. Toteż ród ten trząsł Litwą, lekceważąc sobie króla. Bogusław Radziwiłł trzymał się przez całe życie berlińskie­ go dw oru i upraw iał politykę na spółkę z „wielkim elektorem". Stanęła umowa pomiędzy królem szwedzkim Karolem Gusta­ wem, księciem pruskim Fryderykiem Wilhelmem, Bogusławem

177

Feliks Koneczny

Radziwiłłem i Hieronimem Radziejowskim - umowa o rozbiór Polski. Radziwiłł zostać miał wielkim księciem litewskim pod zwierz­ chnictwem Szwecji. Fryderyk Wilhelm uznał księstwo pruskie lennem korony szwedzkiej, oddawał swe wojsko na pomoc królo­ wi szwedzkiemu, ale za to miał dostać Warmię (krainę pomiędzy Prusami Książęcymi a Królewskimi) i cztery województwa wiel­ kopolskie: kaliskie, poznańskie, gnieźnieńskie, inowrocławskie. Prusy Królewskie miały przejść do Szwecji, a nad resztą Polski Radziejowski miał zostać gubernatorem z ramienia króla szwedz­ kiego. Ażeby ułatwić sobie zdobycie Polski, postanowiono udawać, jakoby król szwedzki Karol Gustaw pragnął przyjaźni z narodem polskim i jakoby pragnął zawrzeć unię pomiędzy Szwecją Polską a Litwą, byle opuszczono Jana Kazimierza, z którym on wojo­ wać musi o... tytuł króla szwedzkiego. Tak przedstawić całą sprawę, okłamać, obałamucić własny naród podjęli się Radzie­ jowski i Radziwiłł. Obiecywano nawet, że Karol Gustaw użyje swego wojska na wyparcie z Litwy Moskali i na poskromienie Chmielnickiego. Jaki taki upatryw ał zysk w takiej zamianie Jana Kazimierza na Karola Gustawa, widząc w tym zdwojenie siły wojennej Pols­ ki; toteż powstało stronnictwo szwedzkie. Skoro tylko Karol Gustaw stanął na granicy wielkopolskiej dnia 14 lipca 1655 roku, zaraz uznano go „protektorem korony polskiej". W dwa miesiące zajął cały kraj, dnia 15 września miał już i Kraków w swej mocy. W połowie sierpnia Litwini zawierali w Kiejdanach na Żm udzi z nim unię, zastrzegając sobie tylko, że wojsko szwedzkie wypierać będzie z Litwy Moskali. Jan Kazimierz schronił się na Śląsk, do Opola, które to księs­ tewko Wazowie polscy dzierżyli jeszcze od czasów Zygmunta III tytułem pewnych zobowiązań pieniężnych. Nie wszyscy jednak możnowładcy byli zdrajcami i nie ca­ ła szlachta należała do stronnictwa szwedzkiego. Przeszło do Szweda wojsko litewskie, bo tam był hetmanem wielkim drugi 178

Dzieje Polski

Radziwiłł, Janusz (tego samego imienia, jak ojciec Bogusława). Ale obydwaj hetmani koronni, właściwi tedy polscy, wielki het­ man Stanisław Potocki i polny Stanisław Lanckoroński pozostali wiernymi prawemu królowi. Wojsko polskie koronne ucierało się ze Szwedami aż do listopada; niestety, nawet resztki jego zostały rozbite. Marszałek wielki koronny, Jerzy Lubomirski, od pierw­ szego dnia, jak tylko Szwed wkroczył na ziemię polską, nie wytchnął ani chwili, lecz zabiegał ciągle, żeby zawiązać konfe­ derację przeciwko stronnictwu szwedzkiemu. Otwierały się też oczy niejednemu szwedzkiemu stronnikowi. Karol Gustaw, zdobywszy Polskę tak łatwo, ani myślał o swych obietnicach. Spostrzeżono się, że to nie zmiana osoby króla tylko, ale... utrata niepodległości. Szlachta gorzała ze w stydu, że się dała zdraj­ com tak sromotnie wywieść w pole i użyć przeciw Ojczyźnie. Załamywano ręce z rozpaczy, że teraz już za późno, bo już cała Polska w ręku Szweda, i nie ma naw et wojska polskiego, i sam król naw et opuścił Polskę. Jedna tylko mała forteczka nie była zdobyta przez szwedzkich generałów: warowny klasztor na Jasnej Górze pod Częstochową z cudownym obrazem Matki Boskiej. Przeor Paulinów, ksiądz Augustyn Kordecki, natchnął otuchą grono szlachty okolicznej i mieszczan częstochowskich, którzy szukali schronienia w wa­ rowni klasztornej. Obroną kierował Stefan Czarniecki, już puł­ kownik. I nie poddała się Jasna Góra. Zima nadeszła, szwedzki generał odszedł z niczym. Nie miało to pod względem wojsko­ wym żadnego znaczenia. Szkoda było Szwedom czasu na dłuższe obleganie nieznacznej forteczki, którą nazywali lekceważąco „kurnikiem". Szkoda im było na to żołnierzy, którzy poszli też dalej, na większe bitwy, pod większe miasta. I tak zdobyli cały kraj, a na oblężenie „kurnika" wodzowie szwedzcy nie zwracali naw et uwagi; w szwedzkich opisach wojny nie ma zgoła mowy o Częstochowie. To dla nich był drobiazg bez znaczenia. Ale dla umysłów polskich była to rzecz wielka, i wieść o tym szerzyła się szybko. Niejeden pomyślał: gdyby cała Polska broni­ ła się tak wytrwale, jak częstochowski „kurnik", byłoby inaczej.

179

Feliks Koneczny

Skoro nie dał się Szwedowi mnich, czemuż to król ma ustępować z kraju? W cudownej obronie Częstochowy widziano jakby wska­ zówkę Opatrzności. Rozpowszechniło się przekonanie, jako Najświętsza Maryja Panna bierze w opiekę katolicką Polskę prze­ ciw innowiercom, chcącym ją rozszarpać. Wszyscy wrogowie i zdrajcy byli istotnie kalwinami, luteranam i i schizmatykami. Wojennego znaczenia tedy obrona Częstochowy nie miała, lecz miała za to olbrzymie znaczenie moralne, bo naprowadziła naród na inne myśli, odrodziła w przodkach naszych ducha, dodała im serca. A z tego nastąpiły potem niemałe skutki wo­ jenne. Po skutecznej obronie „kurnika" zaczęto się garnąć do Jerzego Lubomirskiego tak licznie, iż zawiązać mógł dla obrony Jana Kazimierza konfederację w Tyszowcach, dnia 29 grudnia 1655 roku. Nie zabrakło ochotników, tworzyło się nowe wojsko, nad którym dowództwo oddano temu, kto obronił Częstochowę, Stefanowi Czarnieckiemu. Mianowano go regimentarzem, tj. star­ szym generałem konfederacji tyszowieckiej. Jerzy Lubomirski sprowadził Jana Kazimierza z Opola, i gościł go w zamku swym w Łańcucie. A tymczasem Stefan Czarniecki wojował, żołnierz zaś wierzył, że pod jego rozkazami czekają go zwycięstwa, bo widział w nim żołnierza Matki Boskiej Często­ chowskiej. Rozpowszechniły się wówczas w Polsce tzw. ryngrafy, blachy na kształt małej tarczy, z wizerunkiem cudownego obrazu częstochowskiego; dawano je poświęcać i zawieszano sobie na piersi, idąc pod chorągwie Czarnieckiego. Czarniecki okazał się wodzem niepospolitym. Z dziwną szyb­ kością przerzucał się z jednego końca Polski na drugi, walcząc dziś ze Szwedami, jutro z Moskalami, za tydzień z wiarołomnym księciem pruskim lub z Chmielnickim. W jednym miesiącu bił się na Ukrainie i nad Wartą! Na wiosnę 1656 roku Czarniecki mógł już zaczepić Szwedów w Małopolsce i rozgromił ich w tzw. „widłach", tj. w krainie pomiędzy ujściem Sanu a Wisłą. Wpadły tam w jego ręce wszys­ tkie naczynia stołowe króla szwedzkiego i mnóstwo zapasów

180

Dzieje Polski

wojennych. Poszukał potem Szwedów nad Pilicą. Zniszczyli most, więc zawołał na swoich, że skoro nieprzyjaciel przebył przez morze, tym bardziej Polak nie cofnie się w obronie kraju przed rzeką, i pierwszy rzucił się wpław, a przeprawiwszy się w kilka tysięcy jazdy, odniósł świetne zwycięstwo pod Warką. Ruszył następnie w Chełmińskie, potem wrócił się pod Warsza­ wę, gdzie stoczył wielką trzydniową bitwę; stolicy jednak jeszcze nie odzyskał. Popędził następnie pod Piotrków i rozgromił wroga pod Strzemieszną, sam powtórnie ciężko postrzelony w nogę. Jan Kazimierz pojechał do Gdańska, lecz tam obiegli go Szwedzi. Zaraz ruszył na odsiecz Czarniecki, a chociaż Szwedzi przecięli mu drogę, wydobył się zręcznie z matni; potem w ciągu dwóch dni i jednej nocy ujechał ze swoją jazdą 48 mil i dostał się do Płocka, żeby w tamtej stronie wstrzymać pochód szwedzki, i znów przeprawił się przez Wisłę, żeby się zetrzeć z wojskiem księcia pruskiego. Przepłynął jeszcze raz Wisłę, a dostawszy się do Gdańska, odwiózł króla szczęśliwie przez Kalisz do Często­ chowy, gdzie czekała królowa i senatorowie. (Ożenił się zaś król z Ludwiką Marią, w dow ą po bracie i poprzedniku swym, Wła­ dysławie IV). Z Częstochowy dostał się król do Lwowa i tam założył główną kwaterę. Wtem nadchodzi wieść, że przybył jeszcze wróg jeden. Nie dość „potopu" wojsk szwedzkich, moskiewskich, Tatarów, Chmielnickiego i zdrady księcia lennego! Na dobitkę Polska znieść musiała straszny najazd hord rozbójniczych z Węgier, zebranych przez księcia siedmiogrodzkiego Rakoczego. Spusto­ szyli oni w nieludzki sposób cały kraj i naw et zajęli Warszawę. Grasował Rakoczy przez kilka miesięcy, aż go przepędził dzielny Czarniecki. Rakoczy ten był sojusznikiem szwedzkim z czasów wojny 30letniej w Niemczech. Przyzywał go Karol Gustaw na pomoc do Polski, a ów przybył tedy z wojskiem 60-tysięcznym, a przybywał nie za darmo: miał za to obiecane Pokucie i Ruś Czerwoną dla siebie. Plany rozbioru Polski postępowały więc coraz dalej. Ale postępowała też obrona narodu. Z końcem roku 1656 powiodło się zawrzeć z Moskwą rozejm. Położenie polityczne 181

Feliks Koneczny

poprawiło się w roku 1657, gdy Jan Kazimierz zawarł sojusz z królem duńskim i dynastią habsburską. Cesarz Leopold I przy­ słał 12 000 doskonałego żołnierza i sam wszczął na Węgrzech zaciętą walkę z Rakoczym, który zmierzał do opanowania tronu węgierskiego pod sułtańskim zwierzchnictwem, zupełnie tak samo jak Chmielnicki na Ukrainie. Odnosił też coraz znaczniejsze zwycięstwa dzielny Czarniecki. Gonił Szweda aż do Danii w sześć tysięcy konnic i dokazy­ wał tam nowych cudów męstwa. Nadmorską twierdzę Goldyngę zdobył w ten sposób, że kazał pozdejmować kulbaki z koni, jeźdźcom siadać na łodzie, a konie trzymać za uzdy i w ten spo­ sób przeprawił dwie chorągwie na drugą stronę zatoki. Pow­ tórzyło się coś podobnego na wyspie Alzen, którą Szwedzi opuścili również. Poczuł zmianę wiatru „wielki elektor" i zaczął teraz zdradzać Szwedów. Posyłał do Jana Kazimierza, żeby się pogodzić i ofia­ rował naw et 6 000 własnego wojska przeciw Szwecji. Ale nie za darmo: żądał, żeby księstwo pruskie zwolnić z lennictwa wzglę­ dem korony polskiej. Było to już stosunkowo mało w porównaniu z tym, co sobie wymawiał od Karola Gustawa. Cesarz radził, że­ by na to przystać. Wahano się długo, bo w edług praw a lennego elektor za zdradę utracił prawo wszelkie do Prus Książęcych, a król polski miał prawa wcielić ten kraj bezpośrednio do polskiej Korony, jako nową prowincję polską. A było wtenczas w Prusach Książęcych ludności polskiej pół na pół; są tam jeszcze jej resztki, zwane Mazurami. Piechota wybraniecka tamtejsza, urządzona za wzorem Królestwa Polskiego, słynęła nie tylko z męstwa, ale też z doskonałej karności. Prawda to, że trzeba by było odbierać Prusy zdrajcy gwałtem i wojować z nim dalej, ale skoro daliśmy radę tylu wrogom, bylibyśmy dali radę i temu. Wieczna szkoda, że Jan Kazimierz posłuchał rady cesarza i w roku 1657 zrzekł się zwierzchnictwa lennego nad Prusami Książęcymi w traktacie welawskim. Fryderyk Wilhelm siedział nadał w Berlinie, a gubernatorem niezawisłego już księstwa pruskiego mianował Bogusława Radzi­ wiłła.

182

Dzieje Polski

Tegoż roku 1657 zmarł Bohdan Chmielnicki, pozostawiwszy syna 16-letniego Jurka. Opiekun jego i krewniak Wyhowski po­ jednał się z Polską, widząc, jak car nie dotrzymuje żadnych przyrzeczeń. Dnia 16 września 1657 roku stanęła w Hadziaczu (na wschód za Kijowem 30 mil) umowa następująca: Urządza się z województw kijowskiego, bracławskiego i czernihowskiego osobne państwo ruskie, posiadające własne wojsko, własny skarb, własne ministerstwa i urzędy, pod naczelnictwem hetmana, jakiego sobie Kozacy wybiorą sami. To ruskie państwo wejść ma w unię z dwoma innymi państwami, z Królestwem Polskim i Wielkim Księstwem Litewskim. Szlachta wszystkich trzech państw wybiera wspólnego króla i wysyła posłów na wspólny sejm walny. Kozacy zostają szlachtą. Dostawali więc od Polski wszystko, czego tylko mogli za­ pragnąć! Ale to nie zdało się na nic, bo Kozacy dobrzy byli tylko do wojenki, ale rządzić się sami nie mogli, nie umieli, bo byli do tego zbyt ciemni. Nowa szlachta ruska nie umiała czytać i pisać! Pozostawieni własnej woli, rzucili się sami na siebie, jedni na drugich. Zaczęły się między nimi wojny domowe o to, kto zostać ma hetmanem; a trwały te ich wojny przez 22 lat, aż do roku 1680. Przez ten czas poddaw ał się jeden kandydat na het­ mana Polsce, drugi Moskwie, trzeci Turcji i nikt nie mógł dojść z Kozakami do żadnego ładu. Bywało i po kilku hetmanów naraz. Z ugody hadziackiej wyłoniło się dla Polski nowe niebezpie­ czeństwo. Car wypowiedział zaraz wojnę na nowo. Przez dwa lata źle się nam wiodło. Dopiero gdy w roku 1660 powierzono tam dowództwo Czarnieckiemu, odnieśliśmy świetne zwycięstwo pod Lachowiczami, a wkrótce druga armia moskiewska skapitu­ lowała przed Jerzym Lubomirskim. Wojna trwała jednak nadal. Tymczasem z Polski wycofał się Rakoczy, a z wojsk szwedz­ kich zostały tylko niedobitki. Następca Karola Gustawa, król szwedzki Karol XI zawarł w roku 1660 pokój w klasztorze cys­ tersów, zwanym Oliwą, pod Gdańskiem. Jan Kazimierz zrzekał się tytułu króla szwedzkiego, a w Inflantach ustanowiono zno­ wu granicę pomiędzy panowaniem polskim a szwedzkim: rzekę

183

Feliks Koneczny

Dźwirtę i jej dopływ Peddec. Szwecja nie zyskiwała nic, Polska nic nie traciła. Cała więc długa wojna była tylko niepotrzebnym krwi rozlewem. Mogąc użyć teraz całej siły przeciw Moskwie, prowadzono tam wojnę ostro, a tak pomyślnie, iż na sejmie 1661 roku złożono u stóp tronu królewskiego 193 zdobytych sztandarów. Sejm ten uchwalił niesłychane podatki, dochodzące aż do pięćdziesięcio­ krotnych poborów zwyczajnych. Naród, nakładający na siebie takie ofiary dla dobra publicznego, nie mógł zginąć! Niebawem odzyskano na nowo Ukrainę, a w roku 1664 od­ niesiono znowu walne zwycięstwa pod Brańskiem. Potem wlokła się już leniwiej ta wojna moskiewska, aż w roku 1667 zawarto rozejm w Andruszowie. Ponieważ car obiecywał pomoc na wojnę z Turkami i Tatarami, odstępowano mu Smoleńska i wszystkich ziem za Dnieprem, chociaż wojska carskie tylekroć były poko­ nane. Odtąd zaczyna się przewaga Moskwy nad Litwą coraz więk­ sza. Ukraina miała więc być rozdzielona pomiędzy Polskę a Mos­ kwę: z tej strony Dniepru królewska, z tamtej carska. Ponieważ car nie mógł sobie dać rady z zadnieprską, przeto prosił o pozwo­ lenie, żeby mu wolno było wprowadzić załogę do Kijowa tylko na dwa lata. Pozwolono, a Moskal, jak wszedł do Kijowa, tak już z niego nie wyszedł. Hetman przeddnieprskiej Ukrainy, Doroszeńko, poddał się znów Turcji. Zaraz na Ukrainę wtargnęli Tatarzy, niby z posił­ kami hetmanowi. Stało się to zgoła niespodzianie. Ale hetmanem polskim był natenczas Jan Sobieski! Jan Sobieski był po kądzieli prawnukiem Żółkiewskiego. Lata pacholęce spędzał w Żółkwi. Tam matka, Teofila z Daniłowiczów, prowadziła go wraz z bratem Markiem często do grobowca wiel­ kiego hetmana, na którym był ów napis, wzywający „mściciela z kości, naszych". Jan wychowywał się w marzeniach o walce z półksiężycem. Ukończywszy nauki w Akademii Krakowskiej, zwiedził z bratem Anglię, Francję i Włochy. W Paryżu wstąpił do 184

Dzieje Polski

tzw. muszkieterów, pewnego rodzaju broni w wojsku francus­ kim, ażeby poznać francuską sztukę wojenną. Armia ówczesnego króla francuskiego używała właśnie największej, a zasłużonej sławy. Potem Jan udał się do Turcji, żeby tam na miejscu poznać turecki sposób wojowania. Tak przygotowany wstąpił potem do wojska Czarnieckiego i dosługiwał się od najniższego stopnia ofi­ cerskiego. Jan Sobieski był nie tylko jednym z najlepszych i najuczeńszych wyższych oficerów polskich, następnie znakomitym het­ manem, ale również wielkim obywatelem. Za własne pieniądze, obdłużywszy wszystkie swe dobra, porobił zaciągi i w roku 1667 pokonał pod Podhajcami 80 000 Tatarów. Chan zawierał zaraz pokój, a Doroszeńka poddał się Polsce. Ale w cztery lata potem poddał się na nowo Turcji, i tak bywało ciągle w kółko. Skończyły się wreszcie wojny „potopu", ale następstwa miały się dopiero stopniowo okazywać... coraz gorsze. Wyludnienie kraju, obdłużenie pustego skarbu, spadek pieniądza, drożyzna niesłychana, zubożenie miast, upadek rzemiosł, przemysłu i han­ dlu. Im bardziej upadł dobrobyt ogółu, tym bardziej byli górą możnowładcy, a zwłaszcza najbogatsi z nich, litewsko-ruscy. Oni byli u steru państw a coraz bardziej. Ustawał wpływ poli­ tyczny Polski na Litwę, a zaczynało się na odwrót. Szlachta wios­ kowa, rej w Polsce wiodąca dotychczas, traciła na znaczeniu, a Polska, dotychczas demokratyczna, zamieniała się z wolna, lecz stale na arystokratyczną, chociaż nie zmieniły się ustawy. Zubożałe miasta nie mogły już dostarczać zarobków nad­ miarowi ludności wiejskiej. Młodsi synowie włościańscy musieli także pozostać we wsi rodzinnej. Ludność kmieca nie mogła znaleźć utrzymania gdzie indziej, jak tylko u dziedzica swej wsi rodzinnej, a więc popadła w całkowitą od niego zależność. Zaczy­ na się poddaństw o ludności włościańskiej. Ciężkie były spustoszenia wojenne, ciężką utrata obszernych krain, ciężkim ogólne ubóstwo, ale ponad wszystko gorszym było coś innego: oto poczynał się psuć rząd polski. Nasz ustrój pańs­ twowy był ciągle taki, jaki ustanowiono podczas unii lubelskiej 185

Feliks Korteczny

i w pacta conventa z Henrykiem Walezym, w latach 1569 do 1573. Co wtenczas mogło być jak najlepsze, to w sto lat potem stawało się niestosowne, skoro przez sto lat nie było poprawiane i dos­ konalone. Wiedziano o tym, toteż nie brakło ludzi pragnących reform. Proponowano też nieraz Janowi Kazimierzowi, żeby wzmocnić władzę królewską w rozmaity sposób. Zajmowano się też doniosłą sprawą reformy sejmowania polskiego. To wszystko nie zajmowało Jana Kazimierza, bo miał on swo­ je plany, całkiem odmienne. Zdarzył się zaś taki w ypadek w sejmie: Był przepis, że sejm nie ma trwać dłużej, jak sześć niedziel, a jeżeli m u ten czas nie starczy, trzeba na przedłużenie obrad uchwały sejmujących pos­ łów; jakoż przedłużano sejm niejeden. Ale na sejmie 1652 roku Janusz Radziwiłł miał przyczyny obawiać się uchwał sejmowych w rozmaitych swoich majątkowych interesach; mącił więc tak obrady, że sześć niedziel zeszło na niczym. Dnia 9 marca 1652 roku obradowano tedy do późnej nocy i chciano uchwalić przed­ łużenie, czyli prolongację. Wtenczas podmówiony przez Radzi­ wiłła podstarości królewszczyzny w Upicie, a poseł trocki Wła­ dysław Siciński, opłacony za to przez niesumiennego magnata, wołał, że nie pozwala na prolongację. Można było nie zważać na sprzeciw jednego posła, ale ówczesny marszałek sejmowy, Andrzej Maksymilian Fredro, uznał sejm za zerwany, opuścił swe krzesło i złożył laskę marszałkowską. Sejm rozszedł się bez uch­ wał. Było to czymś strasznym, żeby jeden poseł mógł wstrzymać uchwały sejmowe. Wynikałoby z tego, że do wszystkiego trzeba w sejmie jednomyślności, a zatem, że wystarcza jednego posła niemądrego lub nieuczciwego, a cały sejm na nic, jakby go nie było! Po złożeniu laski marszałkowskiej przez Fredrę odbyło się jeszcze posiedzenie samego senatu, na którym wojewoda Potocki, powstawszy z miejsca, przeklął Janusza Radziwiłła i Sicińskiego w te słowa: „Bodajś z piekła nie wyszedł, któryś zrządził takie nieszczęście!", na co wszyscy obecni senatorowie odpowiedzieli: „Amen, amen".

186

Dzieje Polski

Przeklinano Sicińskiego za życia, a z ciałem jego działy się po śmierci dziwne rzeczy. Opowiadano, że ziemia nie chce go przyjąć. Cokolwiek byśmy o tym myśleli, faktem jest to, że trup Sicińskiego, zeschnąwszy zupełnie, nie gnijący, nie pogrzebiony, przechowywany był aż do roku 1865 w szafie zakrystii kościoła upickiego. Wieśniacy okoliczni wypożyczali go sobie często, jako „stracha" do psot rozmaitych. Tak bezczeszczono tego trupa w ciągu dwóch stuleci, aż dopiero rząd rosyjski usu­ nął go z oczu ludzkich. Możnowładca niejeden rad był z tego, że przekupiwszy posła, będzie mógł mieć sejm w swej mocy, każąc m u sejm zerwać. Zaczęło się wmawianie w szlachtę, że „wolne nie pozwalam" (liberum veto) należy do „złotej wolności" szlacheckiej. Ludziom rozumnym posłużyła atoli sprawa Sicińskiego za upomnienie, jako trzeba poprawić sejmowanie i zająć się refor­ mą rządu w Polsce. Zebrało się więc stronnictwo reformy, i sejm roku 1666 zajął się tym gorliwie. Opracowano projekt reform i sprawa przeszła do króla, ale też ugrzęzła w gabinecie królew­ skim i nigdy z niego nie wyszła. Jan Kazimierz nie chciał żadnych reform sejmowania, bo on nie chciał w ogóle sejmów. On pragnął zmiany rządu na abso­ lutny, a przeprowadzić zamierzał to gwałtem. W porozumieniu z absolutnym królem francuskim Ludwikiem XIV (który zniósł był we Francji resztkę swobód obywatelskich) zapewnić chciał następstwo tronu w Polsce księciu francuskiemu d'Anguian. Nie sposób było, żeby książę ten sprowadził sobie wojsko z Francji, bo Habsburgowie, nieprzyjaciele Francji, nie byliby go przepuści­ li przez Niemcy. Ludwik XIV postanowił tedy nająć w tym celu armię szwedzką zaciężną. N ad tym żołnierzem zaciężnym objąć miał d'A nguian dowództwo i z jego pomocą wymusić sobie następstwo tronu, popierany w tym przez Jana Kazimierza. Po prostu: miał urządzić najazd na Polskę i zdobyć ją sobie, a potem zaprowadzić w niej ze zgodą i z pomocą króla polskiego rząd absolutny, potem ogłoszony byłby przez Jana Kazimierza nas­ tępcą tronu. 187

Feliks Koneczny

Król zażądał od sejmu, żeby wybrać francuskiego księcia następcą tronu. Ale wydało się, co się za tym kryje; sejm się sprzeciwił, a gdy król począł robić dalsze przygotowania do wy­ konania swego planu, wybuchł w roku 1665 rokosz i wojna domowa. Na czele zwolenników konstytucyjnej formy rządu stanął Jerzy Lubomirski, ten sam, któremu Jan Kazimierz zaw­ dzięczał przywrócenie tronu podczas „potopu". Jan Kazimierz, zwyciężony w dwóch bitwach 1666 roku, oświadczyć musiał, że zrzeka się wyboru następcy tronu. Niebawem w roku 1668, zmuszono go do abdykacji, bo zraził sobie wszystkich niesz­ częsnym pomysłem, żeby wprowadzać obce wojska do kraju. Pragnąc wprowadzić w Polsce rządy absolutne i zmusić oby­ wateli do posłuszeństwa przemocą wojsk cudzoziemskich, Jan Kazimierz nie miał przy tym żadnych widoków osobistych, bo był bezdzietnym. Chodziło mu o dobro publiczne, tak jak je ro­ zumiał. Pośród swych zwolenników miał także wybitnych pat­ riotów, np. Jana Sobieskiego, ale po pewnym czasie, gdy król posunął się do zamiaru sprowadzenia tego samego wojska szwe­ dzkiego, które dopiero co z ciężkim mozołem trzeba było wypę­ dzać z kraju, wszyscy dzielniejsi obywatele usunęli się od króla. Wielbiono natomiast Sobieskiego i w roku 1668 kilkanaście województw wyprawiło do niego deputacje, żeby sam ujął rzą­ dy w swe ręce. Sobieski nie myślał jednak wszczynać buntu o to, by samemu wspiąć się na tron, i ograniczył się do tego, że wraz z innymi doradzał królowi abdykację. Złożył więc król koronę w roku 1668. Tak się skończyło panowanie szwedzkiej dynastii Wazów na tronie polskim. Żaden z trzech królów tego rodu nie umiał sobie radzić z konstytucyjną formą rządów, ze współudziałem sejmu; wszyscy trzej uważali rządy absolutne ze lepsze. Toteż po abdy­ kacji bezdzietnego Jana Kazimierza nie chciano żadnego cudzo­ ziemskiego kandydata do berła, tylko koniecznie rodaka - jak mówiono - „Piasta". Stronnictwo możnowładcze bało się, żeby się tron nie dostał Sobieskiemu, bo był dla nich za energiczny; z nadzwyczajną

188

Dzieje Polski

starannością przygotowali elekcję tak, żeby wybór padł na najniedołężniejszego, jakiego mieli wśród siebie. Był nim syn Jeremiego Wiśniowieckiego, w odza z wojen kozackich, Michał, człowiek nie zajmujący się nigdy sprawami publicznymi, który nie pias­ tował naw et żadnego urzędu! Król Michał Korybut Wiśniowiecki był tylko prostym narzę­ dziem w ręku przewrotnej kompanii możnowładczej przeciw Sobieskiemu. Nie dbając o dobro Ojczyzny, starano się o to, żeby hetm an poniósł klęskę w dalszej wojnie z Turcją. Ostrzegał So­ bieski, że twierdza Kamieniec Podolski jest w takim nieporządku, iż nie wytrzyma oblężenia. Nie porobiono napraw i Turcy zdobyli gród ten, a sami potem tak go naprawili, iż stał się twierdzą nie­ zdobytą. Przez 27 lat (1672-1699) panowali Turcy odtąd nad Podolem. Król chciał zaraz pokój zawierać, Podola sułtanowi odstępował i uznawał zwierzchnictwo tureckie nad Ukrainą, a naw et zobowiązywał się płacić sułtanowi daninę doroczną. Sobieski sprawił to, że sejm tę haniebną umowę, zawieraną w Buczaczu, odrzucił. Państwo polskie i litewskie pozostawało w wojnie z Turcją przez całych lat 27, zanim odzyskano znowu Kamieniec Podolski; tego ani Sobieski nie miał już dożyć.

189

VI. ¿Jan cpH Sobieski ^ /▼ \c h a ł Wiśniowiecki nawet na tronie był nic nie znaczącą osobą; cała historia tych lat skupia się około hetmana Jana Sobies­ kiego. Król kierował państwem w taki sposób, iż hetman został bez wojska, podczas gdy Turcy i Tatarzy wyruszyli w 270 000 na Ruś Czerwoną. Zadłużywszy się na nowo, zebrał Sobieski trochę zaciągów i wykonał w roku 1672 słynącą w historii wojen wypra­ wę na „czambuły tatarskie", jak współcześni się wyrażali lubując się we wspomnieniu tych dzieł wiekopomnych. Hetman miał zaledwie 20 tysięcy wojska. Jazdę wysłał na czo­ ło i na skrzydła licznych tatarskich i tureckich korpusów, a sam w pięć tysięcy rzucił się w ich środek i obwarował się w obozie. Był to ciekawy bardzo i niezwykły plan wojenny, coś zupełnie nowego w sztuce wojennej. Sławny wódz francuski Kondeusz, pod którym Sobieski służył we Francji, nazwał ten plan bardzo pięknym, ale nieprzydatnym i rokował hetmanowi tylko śmierć zaszczytną. A jednak Sobieski przez 16 dni ciągłymi utarczkami nękał nieprzyjaciela, aż siedemnastego dnia zmusił go do walnej bitwy i pobił doszczętu. Cała Europa nie mogła wyjść z podziwu. Małżonka Sobieskiego bawiła natenczas w Paryżu. Ożeniony był z Francuzką, Marią Kazimierą d'Arquien, która była dawniej damą dworską królowej Ludwiki Marii. Kochał ją bardzo i nazy­ wał zawsze czule swoją „Marysieńką". Otóż kiedy Marysieńka, bawiąc w Paryżu, powiła tam syna, Jakuba, trzymali go do chrztu król francuski Ludwik XIV z królową angielską. Gdyby Sobieski miał jeszcze teraz drugie a świeże wojsko, byłby się pokusił o odzyskanie Podola. Odniósłszy jeszcze cztery walne zwycięstwa nad Tatarami, wyzwolił w tym jednym roku 1672 około 50 000 brańców i branek z jasyru tatarskiego. Następnego roku sułtan w yprawił nową armię, która oszań-

190

Dzieje Polski

cowała się w obozie pod Chocimiem. Sobieski zdobył go sztur­ mem dnia 11 listopada 1673 roku, chociaż miał tylko 30 tysięcy żołnierzy, i zamiary sułtańskie zniweczył. Sama zielona sułtańska chorągiew i do czterechset buńczuków w padły w ręce polskie. W całej Europie odprawiano dziękczynne nabożeństwa, a papież kazał rocznicę tego zwycięstwa obchodzić po wieczyste czasy w całym Kościele katolickim, przepisawszy na dzień 11 listopada osobne z tego pow odu modły do kapłańskich bre­ wiarzy. I tak do dnia dzisiejszego w dzień ten rozbrzmiewa nam przez usta kapłanów katolickich całego świata świadectwo, żeśmy byli przedm urzem chrześcijaństwa w Europie. Gdyby król Michał o rok wcześniej dostarczył był hetmano­ wi należytych środków wojennych, nie byłoby się utraciło Podola. Nie dożył ten król triumfu chocimskiego; zmarł w samą wigilię tego zwycięstwa. Liczył zaledwie 32 lat życia, ale zawsze był chorowity i wielce niedołężny. Zbiera się szlachta na elekcję, odbywają się sejmy konwokacyjny i elekcyjny, ale nie szukają długo kandydata, gdyż na pole elekcyjne dochodzi ciągle szczęk oręża wojny tureckiej. Kogoż wybrać, jeżeli nie tego, kto Polskę od jarzma bisurmańskiego zasłania, tego który pokazał czynami, że napraw dę coś umie? Rozległ się więc okrzyk na błoniach Woli: „Niech żyje król Jan III!" i hetm an stał się królem. Nie brakło przy tym zawiści ludzkiej, bo niejednemu z możnowładców zdawało się, że on taki dobry jak Sobieski, i tak samo potrafiłby być królem. Zwłaszcza litewski ród Paców, najpotęż­ niejszy na Litwie obok Radziwiłłów, zapałał odtąd osobistą niechęcią względem nowego króla. Jan Sobieski przyjął wybór, ale od razu powiedział, że nie przyjmie oznak nowej godności, póki nie spełni do ostatka daw­ niejszej powinności, tj. hetmańskiej, a więc póki nie pokona do reszty Turka; i dotrzymał słowa. Nie odbył koronacji aż po zupełnym zniesieniu Turków. A Bóg m u szczęścił. Pobił pod Żórawnem sto pięćdziesiąt tysięcy Turków i Tatarów, a wnet potem zniósł pod Lesienicami koło Lwowa w cztery tysiące

191

Feliks Koneczny

nieprzyjaciela dziesięć razy liczniejszego, pomimo to, że hetmań litewski Pac spóźnił się tam umyślnie na plac boju. Nie wyko­ nywał on i dalej rozkazów króla Jana i przez to zmarnował spo­ sobność odzyskania Podola po tak świetnych zwycięstwach. Turcy, zdobywszy za poprzedniego króla Kamieniec Podol­ ski, w roku 1674 próbowali zdobyć Trembowlę, drugą główną warownię Podola. Tam był komendantem mieszczanin Samuel Chrzanowski. Już Turcy zrobili pierwszy wyłom w murach i ba­ sza turecki wzywał załogę do poddania się. Brakowało amunicji i żywności; zdawało się, że dalsza obrona na nic się nie zda i tyl­ ko niepotrzebnie narazi dzielnych obrońców na śmierć lub nie­ wolę. Nie chcąc brać na swoje sumienie tylu ofiar, Chrzanowski zwołuje radę wojenną, ażeby oficerowie głosowali, co zrobić. On sam oświadczył się za dalszą obroną do upadłego, ale ofi­ cerowie jego sądzili, że można już z czystym sumieniem, wy­ czerpawszy wszystkie środki obrony, poddać gród baszy, jeżeli załodze zapewni wolny odwrót i bezpieczeństwo osobiste. Wtem otwierają się drzw i komnaty i wchodzi pomiędzy zebranych wojskowych niewiasta. Była to żona komendanta, Anna Dorota z domu von Fresen, również z mieszczańskiego rodu, i to pocho­ dzenia niemieckiego. Godna ta swego męża małżonka przejęła się wraz z miłością męża miłością jego ojczyzny i polskie nosząc już nazwisko, Polką też duchem była. Wszedłszy pomiędzy obra­ dujących, porwała wielki nóż, leżący na stole, i zawołała, że woli siebie i męża przebić, niż patrzeć na poddanie grodu, i tak tym dodała otuchy słabnącym już sercom mężczyzn, że się zaw­ stydzili i już o poddaniu nie było mowy. Wkrótce nadeszła też odsiecz królewska, a basza musiał odstąpić od oblężenia. Chrza­ nowski otrzymał potem wyniesienie do stanu szlacheckiego, a pamięć Anny Chrzanowskiej przetrwała w późne pokolenia. Turcja taką była potęgą, że ich sułtanom nie brakowało nig­ dy wojsk nowych, chociaż przegrali jedną lub drugą wyprawę wojenną. Toteż chcąc Turka napraw dę pokonać, trzeba było walczyć z nim długo, i z roku na rok ponawiała się wojna. Widząc sułtan, że nie poradzi Sobieskiemu, posyła raz do

192

Jan III Soßieslq.

Dzieje Polski

niego posła i każe powiedzieć, że bardzo się dziwi, że król polski tak się zawziął na jednego nieprzyjaciela, a zapomina, że kró­ lestwo jego ma też innych nieprzyjaciół, i czy nie lepiej zrobiłby, ażeby się z Turcją jako pogodził, a sułtan będzie m u dobrym sąsiadem i przyjacielem i zawsze z Polską sojusznikiem przeciw Moskwie. Ale Sobieski nie chciał nawet słuchać tej mowy. Żaden Polak nie ważyłby się naw et pomyśleć, że można by wojować przeciw chrześcijanom wspólnie z Turkami, i taką zdradą nikt na Moskwę iść by nie chciał. Król francuski Ludwik XIV obmyślił inny sposób przerwania wojny polsko-tureckiej, która bardzo m u była nie na rękę; Polska zatrzymywała bowiem zapędy tureckie na kraje Habsburgów, a on był największym nieprzyjacielem tej dynastii. Z Habsbur­ gami trzymał elektor brandenburski, będący zarazem księciem pruskim, ale już, niestety, wolnym od hołdu Polsce. Ofiarowała więc Francja sojusz, tak że król Ludwik XIV prowadziłby wojnę z Habsburgami, a król polski z Hohenzollernami, a w razie zwycięstwa Polska miała zabrać sobie Prusy Książęce. Doskonale by to było, żeby Prusy Książęce oderwać od Bran­ denburgii i zyskać tyle wybrzeża Morza Bałtyckiego! Król miał do tego wielką ochotę i nawet rzeczywiście przerwał w roku 1676 wojnę turecką. Właśnie okrył się nową chwałą przez bohaterską obronę wa­ rownego obozu polskiego pod Żórawnem, który stutysięczna armia turecka na próżno usiłowała zdobyć. Tam w Żórawnie zawarł traktat z Turcją, mocą którego dwie trzecie Ukrainy wra­ cały zaraz do Polski, a o Podole miano się dalej umówić przez posłów w Konstantynopolu. I pojechał do sułtana poseł polski, ale Turek zwlekał i czekał, aż Polska zacznie wojnę w innej stro­ nie. To mogło być obosieczne i gdy coraz widoczniejszym było, że sułtan na dwóch stołkach siedzi, król nie kwapił się z wypo­ wiadaniem wojny innemu nieprzyjacielowi, ale zaczął na nowo obmyślać, jakby raz na zawsze pozbyć się Turków. Używszy chwili spokojnej na odprawienie koronacji dnia 2 lutego 1676 roku, postarał się zaraz u sejmu o uchwałę, żeby

193

Feliks Koneczny

odtąd w Polsce była stała piechota. Rozejm z Moskwą przedłu­ żył na lat trzynaście (przy czym car Fedor Aleksiejewicz przy­ rzekał zwrócić Siewierszczyznę). Wyprawił posłów do Francji, do Austrii, Wenecji, Hiszpanii, do papieża i do Moskwy, żeby cała Europa złączyła się w ligę przeciw Turkom, ale rokowania te spełzły, jak zwykle, na niczym. Francja bardzo byłaby się cieszyła, gdyby Turcy zawojowali jak najwięcej krajów austriac­ kich; Wenecja handlu pilnowała bardziej, niż Krzyża, a car nie życzył sobie, ażeby Polska odnosiła zwycięstwa na czele całej Europy, co wzmogłoby oczywiście bardzo siły i powagę Polski. I tak mijały całe lata na próżnych posłowaniach na wszystkie strony. Wtem w roku 1683 wstrząsnęła całym chrześcijaństwem wieść groźna, że Turcy ruszają prosto na Wiedeń. Jeżeli go zdobędą, usadowią się w samym środku Europy i cała cywi­ lizacja chrześcijańska będzie zagrożona na długie pokolenia. A z Turkami łączyli się (podobnie, jak już raz za wojny trzydzies­ toletniej) powstańcy węgierscy, bo ciężkie rządy Habsburgów tak się tam dawały we znaki, że w rozpaczy sprzyjali już nawet muzułmańskiemu orężowi. Papież posyła tedy do Warszawy umyślnego nuncjusza, żeby „przedm urze chrześcijaństwa" uży­ czyło swych pancernych hufców na obronę Wiednia i chrześ­ cijaństwa. Już cesarz Leopold I opuścił swą stolicę i przeniósł się dalej na zachód, do Linzu, zostawiwszy w Wiedniu załogę, dzielną, ale nie dość liczną; Turków zaś były setki tysięcy. Ze szczytu słynnej wieży katedry św. Szczepana w Wiedniu nie było nic widać, jak daleko okiem sięgnął, tylko same namioty tureckie, które tworzyły miasto o wiele znaczniejsze od samego Wiednia. Wybrali się Turcy na długą, kilkuletnią może wyprawę, ażeby po zdobyciu Wiednia iść jeszcze dalej, jak daleko uda im się zwyciężać i zdobywać kraje chrześcijańskie. Wybrali się więc z wszelkimi wygodami i mieli z urządzonych doskonale namio­ tów nie tylko schroniska żołnierskie, ale wygodne mieszkania od sal aż do kuchni. Naczelny wódz wyprawy, wielki wezyr

194

Dzieje Polski

Kara Mustafa urządził się z całym przepychem wschodnim, a namioty jego dw oru tworzyły szereg placów i ulic w obozie, jakby jakie miasto osobne. Oblężenie trwało już osiem tygodni, i odbyło się już dw a­ dzieścia szturmów; siły załogi wyczerpywały się tym bardziej, że w W iedniu wybuchły zaraźliwe choroby, a trupów nie miał kto chować, bo wszyscy mieli dniami i nocami pełne ręce robo­ ty około obrony baszt i murów. Wódz cesarski Karol, książę lotaryński, stał po drugiej stronie Dunaju, a chociaż to był żołnierz znakomity nie śmiał uderzyć na wezyra, póki by nie nadszedł król polski. Wiedeńczycy, ściśnięci i okoleni ze wszystkich stron, bali się, że odsiecz nadejdzie za późno, i chcieli jakoś zawiadomić księ­ cia lotaryńskiego, co się u nich dzieje, że się już dłużej trzymać nie mogą, i nawzajem dowiedzieć się, co słychać i czy nadcho­ dzi upragniona pomoc. Chcąc dostać się do księcia, trzeba było przejść przez cały olbrzymi obóz turecki, bo innej drogi nie było. Nikt nie chciał się podjąć tak niebezpiecznej przeprawy; ale bawił wówczas w W iedniu Polak Jerzy Fryderyk Kulczycki, rodem z Sambora, który umiał po turecku. Ten więc przebrał się za Tur­ ka i, przeszedłszy zręcznie przez ich obóz, przebył wpław Dunaj, a w cztery dni wrócił z listem od księcia lotaryńskiego, że król polski jest w drodze. Zewnętrzne wały Wiednia były zdobyte, a dnia 9 września dotarli Turcy do wewnętrznych. Ale nasz Jan III był w drodze w trzydzieści cztery tysiące wojska. Zatrzymał się w Częstochowie, odprawił modły przed cudownym obrazem, a potem w Krakowie odbył procesję po ważniejszych kościołach i wziął błogosławieństwo od dawnego swego profesora, księdza Dąbrowskiego. Od Będzina puścił się pędem przodem z przyboczną strażą. Pierwszy nocleg poza granicami własnego państw a w ypadł m u w Gliwicach, któ­ re dzisiaj są znacznym miastem przemysłowym na Górnym

195

Feliks Koneczny

Śląsku3. Potem nie zatrzymał się, aż w Opawie i znów aż dwie mile za Ołomuńcem, a czwarty nocleg był już o milę za Bernem morawskim, piąty w Heiligenbrunn w Austrii. Spojrzawszy na mapę, zobaczymy, że żaden goniec nie pędziłby tak w cwał dniem i nocą, jak wtenczas król, pan wielkiego w Europie pańs­ twa; takie było w nim poczucie obowiązku. Z każdego noclegu posyłał list do królowej. Był bowiem Sobieski równie wzorowym i czułym ojcem rodziny, jak wiel­ kim wodzem i pomnym swych obowiązków monarchą. Listy te królewskie dochowały się do naszych czasów i czerpiemy z nich wiadomości o wiekopomnej wyprawie i tym bardziej po­ dziwiamy bohatera, że tak wielkie mając przed sobą sprawy, tyle ciężkich obowiązków i kłopotów, nie zapomniał jednak o domu. Każdy zaś list do królowej zaczynał się niezmiennie od słów: „Jedyna serca i duszy pociecho, najśliczniejsza i najuko­ chańsza Marysieńko!" Dnia 4 września przybył król pod Tuln i tu poczekał na pie­ chotę. Nadciągnęła na czas, ale wymęczona i w ubiorach tak obszarpanych po długim a pospiesznym pochodzie, że tylko nocami przechodziła przez miasta niemieckie, ażeby się nie powstydzić. W Tuln wreszcie trzeba ją było pokazać już przy dziennym świetle, nie było na to rady; mówi więc Sobieski do wodzów niemieckich: „Panowie, nie dziwujcie się temu żoł­ nierzowi, obyczajem jego jest ubierać się dopiero na polu bitwy, w odzież zwyciężonego nieprzyjaciela". Dnia 11 września stanęło wojsko polskie na wzgórzach oka­ lających Wiedeń, zwanych Kahlenberg. Wiatr był taki, że lu­ dzie ledwie mogli się osiedzieć na koniach. Z tej to góry ujrzano obóz turecki, a Sobieski spostrzegł, że położenie jest całkiem

3 Właśnie za Sobieskiego w roku 1675 wymarli Piastowie śląscy na Jerzym Wilhelmie, księciu Lignicy i Brzegu. Z roszczeniami do spadku po nim wy­ stąpi! elektor brandenburski i podczas tej wojny tureckiej napierał o to na cesarza. Później Hohenzollernowie wystąpili ponownie z rzekomymi swy­ mi prawami do Śląska.

1%

Dzieje Polski

inne, niż m u Niemcy opisywali, i że trzeba będzie zmienić pier­ wotny plan bitwy. Pomiędzy Niemcami dużo było nieporząd­ ku i niezaradności. Na wojska ich trzeba było czekać, a nawet żywność nie była należycie przygotowana i sam król czasem musiał zagryzać suchym chlebem. Ale był w dobrym humorze i pisze tak: „Takeśmy się tu wyleczyli (lżejszymi stali) przez ten piątek i sobotę, żeby z nas każdy jelenie po górach uganiać mógł; 0 konie gorzej, które wcale nie jedzą, jeno liście z drzew. Nie masz prowiantów dotąd obiecanych, ni na koni, ni na ludzi. Lu­ dzie jednak nasi bardzo ochotni..." Zebrało się po kilku dniach wojsko księcia Karola lotaryńskiego, tudzież elektorów bawarskiego i saskiego. Na radzie wojennej uznano króla polskiego naczelnym wodzem i on też ułożył plan bitwy. W niedzielę 12 września 1683 roku król kazał odprawić mszę świętą na dwie godziny przed wschodem słońca, sam do niej służył, po czym pięć strzałów armatnich dało hasło do boju. Król nie tylko dowodził, ale też walczył jak prosty żołnierz. Jak niegdyś Władysław Warneńczyk, tak teraz Jan III chciał osobiś­ cie z bronią w ręku dotrzeć do samego środka wojska tureckiego; szczęśliwszy od swego poprzednika, doszedł zwycięsko do na­ miotu Kara-Mustafy. Około południa zwycięstwo było już pewne, a pod wieczór Wiedeń ocalony i cały obóz w ręku zwycięzców. Było tam dwadzieścia pięć tysięcy namiotów, pięć tysięcy cetnarów prochu, kilkaset dział, pięć tysięcy wielbłądów, z ja­ kieś dziesięć tysięcy wołów na rzeź przeznaczonych. Zdoby­ to kilkadziesiąt chorągwi i mnóstwo buńczuków. Znaleziono w namiotach około tysiąca dzieci chrześcijańskich, porwa­ nych przez Turków. Takie dzieci wychowywali oni w wierze Mahometa na przyszłych żołnierzy przybocznej straży sułtańskiej, którą janczarami zwano. Łatwo sobie wyobrazić radość tych dziatek. Wśród łupów pełno było rozmaitych kosztownoś­ ci, ale najbardziej zaciekawiała jedna rzecz, której nie znano 1 użytku nie umiano sobie wytłumaczyć. Było to kilkaset wor­ ków kawy. Jeden tylko Kulczycki wiedział, co z nią zrobić, bo za m łodu w Turcji przebywał. Poskupywał więc te wory od

197

Feliks Koneczny

żołnierzy i założył pierwszą, nie tylko w Wiedniu, ale w całej Europie kawiarnię. W nocy z 12 na 13 września król pisze w namiotach wezyrskich list: „Jedyna duszy i serca pociecho, najśliczniejsza i naj­ ukochańsza Marysieńko! Bóg i Pan nasz na wieki błogosławiony dał zwycięstwo i sławę narodowi naszemu, o jakiej wieki przesz­ łe nigdy nie słyszały. Wezyr tak uciekł od wszystkiego, że ledwie na jednym koniu i w jednej sukni. Namioty jego tak obszerne, jako Warszawa albo Lwów w murach. Mam wszystkie znaki je­ go wezyrskie, które nad nim noszą, chorągiew mahomecką, którą mu dał sułtan jego na wojnę i którą dziś jeszcze posłałem do Rzy­ mu Ojcu świętemu, mam i konia wezyrskiego ze wszystkim sie­ dzeniem. Ja ich rachuję prócz Tatarów na trzykroć sto tysięcy, drudzy tu rachują namiotów samych na trzykroć sto tysięcy i biorą proporcję trzech do jednego namiotu, co by to wyniosło niesłychaną liczbę; ja jednak rachuję namiotów sto tysięcy naj­ mniej, bo w kilka obozów stali. Noc i dzień rozbierają je kto chce; już i z miasta wyszli ludzie, ale wiem, że i za tydzień ich nie rozbiorą". Potem pisze jeszcze, że wezyr miał bardzo pięk­ nego żywego strusia, ale kazał go ściąć, żeby się nie dostał w ręce chrześcijan. Wiedeń nie byłby się mógł, zdaniem Sobieskiego, trzymać już dłużej jak pięć dni. „Kiedy już nieprzyjaciel począł uchodzić i dał się przełamać, przybiegali do mnie książęta, jako to elektor bawarski, ściskając mnie za szyję a całując w gębę, generałowie zaś w ręce, w nogi; cóż dopiero żołnierze! Oficerowie i regimenty wszystkie kawalerii i infanterii krzyczały: Ach, unser brave König! Słuchali mnie tak, jak nigdy nasi. Wszystko to całowało, ściskało, swym zbawcą zwało". Następnego dnia wjechał Sobieski do Wiednia. Ach, jak go tam przyjmowano! „Lud wszystek pospolity całował moje ręce, nogi, suknie; drudzy się tylko dotykali, wołając: Ach, niech te ręce tak waleczne całujemy! Chcieli byli wołać wszyscy „Vivat", ale to było znać po nich, że się bali oficerów i starszych swoich. Gromada jedna nie wytrzymała i zawołała: Vivat! na co widzia­ 198

Dzieje Polski

łem, że krzywo patrzano, i dlatego, zjadłszy obiad u komendanta, wyjechałem z miasta do obozu, a pospólstwo, ręce wznosząc, od­ prowadziło mnie aż do bramy". A więc niechętnym okiem patrzyła starszyzna niemiecka na wybawiciela! Trochę się może wstydzili, że chociaż mieli włas­ nego wojska o dwadzieścia tysięcy więcej od naszych, nie mogli sobie sami poradzić, a trochę się może bali, ażeby się wiedeń­ czykom król polski nie spodobał zanadto i ażeby nie robili po­ równania z cesarzem Leopoldem, który podczas bitwy siedział sobie spokojnie o mil dziesięć. Sobieski nie dbał o szumne przyjęcia, a chociaż należał się wypoczynek i jemu i dzielnym wojskom polskim, zaraz następ­ nego ranka ruszył na Węgry, żeby stam tąd Turków wypędzić. Kiedy już był we wsi Schwechacie, dowiedział się, że cesarz Leopold wjechał do oswobodzonej stolicy w kilka godzin po jego wyjeździe. Nie chciał się więc całkiem zobaczyć z nim we własnej stolicy! Sobieski znalazł się dowcipnie; w yprawił od siebie podkan­ clerzego do cesarza z powinszowaniem, posyłając zarazem jeden buńczuk wezyrski na pamiątkę. Noc zastała posła pod samym miastem; nie otwarto m u bram, kazano czekać ranka, więc przenocował pod murami miejskimi. Następnej nocy przybie­ ga o północy goniec od cesarza do Sobieskiego, że cesarz jest wielce strapiony i że nie z posłem, ale z nim samym chce się widzieć. Nareszcie Sobieski znudzony był tym wszystkim i tak powiada: „Ależ powiedzcie mi, czego wy potrzebujecie, czego chcecie i czemu koło plota chodzicie?" Aż okazało się, że chodzi o... ceremoniał dworski, żeby ce­ sarz, jako gospodarz, nie musiał witać i podać ręki królowi polskiemu, którego nie uw ażał za równego sobie, bo nie był dziedzicznym, lecz tylko elekcyjnym królem, a to się Niemcom wydawało czymś niższym; a do tego nie pochodził Sobieski z rodu królewskiego, jakże więc cesarz miałby m u podać pra­ wicę!? Takimi głupstwami i drobnostkami suszyli sobie Niemcy głowę, a o tym nie pomyśleli, że gdyby nie Polacy, byliby już Turcy zatknęli półksiężyc na wieży św. Szczepana, a cesarz ucie­

199

Feliks Koneczny

kałby przed nimi dalej w świat szeroki! Poradził więc cesarzowi sam Sobieski, żeby się spotkali i przy­ witali w polu na koniach, „cesarz między elektorami, a ja między synem, senatorami i hetmanami". Leopold przyjął ten sposób z wielką ochotą i tak się stało. Przyjechał cesarz z samym tylko elektorem bawarskim, bo saskiego już nie było. Kilkudziesię­ ciu z nim kawalerów dworskich, drabanci za nim, trębacze przed nim i pieszej służby sześciu czy ośmiu. „Przywitaliśmy się do­ syć ludzko; uczyniłem mu komplement, kilka słów po łacinie, on tymże odpowiedział językiem i dosyć dobrymi słowy. Znalazł­ szy się tedy przeciwko sobie, prezentowałem mu syna swego, który się mu zbliżywszy ukłonił. Nie pociągnął cesarz nawet ręki do kapelusza, na co ja patrząc ledwiem nie zdrętwiał. To samo uczynił wszystkim senatorom i hetmanom i swemu powi­ nowatemu, księciu panu wojewodzie bełskiemu". (Wojewoda bełski, Konstanty książę Wiśniowiecki, był krewnym cesarza Leopolda przez nieboszczyka króla Michała Wiśniowieckiego, który miał za żonę arcyksiężnę Eleonorę). „Nie godziło się jednak inaczej, aby świat nie skandalizował, nie cieszył się, albo nie śmiał, jeno jeszcze kilka słów mówić do niego, po których obró­ ciłem się na koniu, pokłoniwszy się wspólnie, w inszą pojechałem drogę. Jego zaś pan wojewoda ruski poprowadził do wojska, bo sobie tego życzył. I widział wojsko nasze, które okrutnie było żałosne i głośno narzekało, że im przynajmniej kapeluszem tak wielkiej ich pracy i straty nie nagrodzono. Potem widocznie zaraz wszystko tak się odmieniło, jakoby nas nigdy nie znano. Prowiantów żadnych nie dają, na które przysłał Ojciec święty pieniądze. Chorzy nasi na gnojach leżą i niebożęta postrzeleni, których bardzo siła, a ja na nich uprosić nie mogę szkuty jednej, abym ich mógł do Preszburga spuścić i tam ich swoim utrzy­ mywać kosztem. Raczże to tedy, Waszmość serce moje, wszystko opowiedzieć jegomości księdzu nuncjuszowi. Żałośnie nam tyl­ ko wzdychać przychodzi, patrząc na ginące wojska nasze, nie od nieprzyjaciela, ale od największych, którzy by nam być po­ winni, przyjaciół naszych". To wszystko z własnych Sobieskiego listów. 200

Dzieje Polski

Ruszył król na Węgry, a wojska cesarskie wypoczywały sobie w Wiedniu. Pozostawiono wojska polskie bez zaopatrzenia i nie dawano posiłków umyślnie, żeby klęski doznały na Węgrzech. Cesarz bał się bowiem, żeby powstańcy węgierscy nie przystali do króla i nie zażądali unii z Polską. Pod Parkanami, odniósł Sobieski świetne zwycięstwo i zdobył twierdzę Ostrzyhom. Natenczas Niemcy opuścili go do reszty, wojska polskie coraz częściej pozostawały bez żywności. Wrócił więc król i odnosił dalej świetne zwycięstwa w walce 0 Podole. Byłby je odzyskał w roku 1685, gdyby nie straszny wylew Dniestru. W następnym roku przebić chciał się do Turcji przez Podole, Ukrainę i Wołoszczyznę, marząc o tym, że w ra­ zie zwycięstwa nie spocznie, aż pod muram i Konstantynopola. Zawarł w tym celu sojusz z Moskwą, zrzekając'się za to zupełnie Zadnieprza i samego Kijowa; nadto skarbowi carskiemu miano wypłacić półtora miliona talarów, tak, że nie ponosiłby żad­ nych naw et kosztów. Traktat ten zowie się w historii traktatem Grzymułtowskiego, bo go zawarł Krzysztof Grzymułtowski. Ruszył król tedy nad dolny Dunaj, oczekując na niemieckie 1 moskiewskie posiłki, ale nie tylko nie nadszedł ani jeden żoł­ nierz, ale, co gorsza, Wołosza przeszła do Turka. Trzeba było dużo roztropności i męstwa, ażeby w śród ciągłych podjazdów wołoskich i tureckich i kilku milowych kłębów dymu (nieprzy­ jaciel podpalił bowiem stepy) odprowadzić wojsko nieuszkodzo­ ne do domu. W roku 1689 nowa wyprawa. Król zagarnął już całe Multany i opanował wszystkie fortece, ale znów doznał zawodu od cesarza i dalej iść nie mógł. W rok potem wzniósł naprzeciw Kamieńca Podolskiego warowne okopy, które nazwał okopami świętej Trójcy. Ciągnęły się jeszcze lat kilka drobniejsze podjaz­ dy; jeszcze w przedostatnim roku swego życia wojował król z Tatarami, którzy na samą wieść o jego zbliżaniu się pierzchnęli z Rusi. Z w ypraw y tej wrócił niezdrów i wkrótce potem umarł w ulubionej swej siedzibie, w Wilanowie pod Warszawą, w samą 201

Feliks Koneczny

rocznicę swych urodzin, 14 czerwca 1696 roku, licząc lat 72. Zwłoki przewieziono do W arszawy do kościoła kapucyńskiego, gdzie spoczywały przez 38 lat, po czym złożono je na Wawelu. Owoce zwycięstw Sobieskiego zebrał następca jego; gdy Turcy już ustąpili z Węgier, zawarto pokój i wtenczas Podole w roku 1699 wróciło do Polski. Ustawiczna obrona prowincji ruskich od zalewu muzułmań­ skiego nie pozostała bez wpływu na Rusinów. Ci z Kozaków, którzy pozostali pod panowaniem polskim, nie tylko nie myśleli przez cały ten czas o buntach, ale od 1671 roku stosunki były przyjazne. Regestrowa starszyzna kozacka z tej strony Dniepru poczęła się polszczyć i zamieniała się w szlachtę polską. Daw­ niejsza zaś szlachta ruska, na Wołyniu i w dawnej ziemi Lachów, na Rusi Czerwonej polszczyła się już od „potopu" szybko. Wsty­ dząc się gwałtów i bezeceństw, popełnianych przez wojska Chmielnickiego niby w imię Rusi, z taką Rusią nie chciała mieć nic wspólnego i porzucała gromadnie prawosławie, przecho­ dząc na katolicyzm obrządku łacińskiego, ażeby się niczym nie różnić od rodowitych Polaków. Pokolenie to odznaczało się jeszcze gorętszym od dawniej­ szych wieków przywiązaniem do wiary katolickiej. A działało też wspomnienie z „potopu", że protestanci i prawosławni łą­ czyli się z najeźdźcami. Od tego czasu wyrobiło się przekonanie, że tylko prawy katolik może być praw ym Polakiem. Młodsze pokolenie różnowierców wstydziło się przykrych wspomnień o swych ojcach, toteż za czasów Sobieskiego gromadnie wraca­ li do Kościoła. Protestantyzm tajał, jak śnieg na słońcu, nawet na Litwie, gdzie go było najwięcej. Została szczupła ledwie garstka wyznawców Lutra i Kalwina. Protestanckimi pozostały niemal same tylko miasta pruskie, i to niemiecka tylko część mieszczań­ stwa. Szlachta ruska i letuwska przeszła w całości na katolicyzm łaciński. Ażeby zaś ani lud prosty nie pozostawał prawosławnym, popierała teraz ta szlachta ruska z całych sił unię brzeską. Pozyskiwano dla unii cerkiewnej biskupów prawosławnych już także z Rusi południowej. W roku 1692 przyjęła unię ruska 202

Dzieje Polski

diecezja przemyska, a za następnego panowania, w roku 1700 lwowska, w roku 1702 łucka na Wołyniu. Rząd polski nie mieszał się całkiem do tego. Ale polskość wyszła źle na unii brzeskiej. Od tego czasu przestano stawiać na Rusi kościoły łacińskie. Szlachta, bardzo nabożna, współzawodniczyła w stawianiu domów Bożych, już nie łacińskiego obrządku, lecz grekokatolickiego. Tym się tłuma­ czy, że dziś w ziemi Lachów i Grodów Czerwieńskich cerkiew jest w każdej wsi, a kościół od kościoła o mil kilka. Fundatorowie tych cerkwi byli wszyscy Polakami i łacinnikami. Nie prze­ widywali, że pracują, na zgubę polskiego ludu, który przez cerkiew i ruskie nabożeństwa miał się ruszczyć gwałtownie. Niestety, czasy te mają w sobie coś arcybolesnego, mianowi­ cie upadek oświaty. Uniwersytet Jagielloński, niegdyś nasza sła­ wa i duma, podupadł tak dalece, iż profesorowie jego naw et nie wiedzieli, nad czym pracują uczeni innych narodów. Nauczanie tak się w uniwersytetach polskich obniżyło, iż właściwie były to szkoły średnie, które ukończywszy, wyjeżdżało się dopiero na prawdziwą naukę uniwersytecką za granicę. Ale ledwie drobna cząstka młodzieży mogła sobie pozwolić na takie podróże kosz­ towne. Obniżał się więc coraz bardziej poziom umysłowy, i niebawem Polacy przestah dbać o nauki. Ogół narodu stawał się nieskorym do książki. Przestawała Polska być ogniskiem kultury. Daliśmy się prześcignąć innym wielce w naukach, to też i oświata powszechna musiała się skutkiem tego obniżać w społeczeństwie. Upadek oświaty pociągał za sobą upadek wszystkiego a wszystkiego. Nie może być inaczej, bo do każdej ludzkiej czyn­ ności potrzebne są... władze umysłowe. Im one bardziej wy­ kształcone, tym rozumniejsze są czynności człowieka; im mniej nauki i wykształcenia, tym łatwiej o czyny niemądre. Z ubytkiem oświaty zmniejszała się biegłość w załatwianiu spraw publicznych, czyli ubywało rozum u politycznego. Siła umysłowa narodu słabła, i skutkiem tego malała też jego siła polityczna, tj. siła i znaczenie państwa. Czyny nierozumne zaczynają się zaraz po śmierci Jana III

203

Feliks Koneczny

i trwają niestety odtąd tak długo, aż naraziły państwo na zatra­ cenie. Pierwszym takim nierozumnym czynem była elekcja po Janie III. Królewicz Jakub Sobieski posiadał niejedną zasługę około sprawy publicznej, a przymiotami umysłu i charakteru zasługi­ wał najzupełniej na koronę. A jednak jej nie otrzymał. Było w praw dzie stronnictwo, i to znaczne, pragnące zrobić dynastię narodową z rodu Sobieskich. Hetman wielki koronny Stanis­ ław Jabłonowski popierał z całych sił kandydaturę Jakuba, ale takie rody jak Sobieskich lub Jabłonowskich należały już do wyjątków. Między możnowładztwem obniżył się bardzo po­ ziom moralności publicznej. Większość możnych panów polskich i litewskich, a zwłaszcza litewskich, nie pragnęła bynajmniej, żeby się utrwaliła znowu jaka dynastia na polskim tronie, bo w takim razie musiałyby się zmniejszyć ich wpływy w państwie. Ogół szlachty składał się w praw dzie z ludzi uczciwych i miłu­ jących Ojczyznę, ale oni nie posiadali należytego wykształcenia, a przez to byli niezdatni do zrozumienia polityki. N ad pocz­ ciwymi, ale niemądrymi łatwo przewodzić jest garstce ludzi nieuczciwych, przewrotnych, za to sprytnych; cóż dopiero, gdy są bogaczami i zajmują wysokie dostojeństwa! Dlatego tedy uda­ ło się możnowładztwu nie dopuścić Jakuba Sobieskiego do tronu, chociaż znaczna większość narodu stanowczo tego pragnęła.

204

VIL Cgas^ saskie f ^ l n a c z n a część możnowładztwa zrobiła sobie z elekcji spo­ sobność do jeszcze większego wbogacenia się. Wystawili tron polski na targ, toteż w końcu dostał go taki, który okazał się najsprytniejszym kupcem. Po usunięciu kandydatury Jakuba Sobieskiego najpoważniejszym pośród kandydatów był francus­ ki książę Conti. Zgłosiło się kilku innych, a możnowładztwo przez długie miesiące przeciągało elekcję, biorąc na wszystkie strony pieniądze, aż wyczerpały się mieszki kandydatów. Przy końcu bezkrólewia pieniądze miał już tylko ten, który głosił się na ostatku, bo z początku o koronie polskiej całkiem nie myślał. Fryderyk August, elektor saski, Niemiec na polskim tronie. On płacił, kiedy inni nie mieli już czym płacić - i wygrał. Samo przekupstwo nie byłoby jednak utorowało m u drogi do korony. Trzeba przyznać, że większość na polu elekcyjnym nie zyskiem materialnym się kierowała. Większość głosów pozys­ kał Ludwik Conti, jego też ogłosił prymas królem. Stronnicy elektora nie dali jednak za wygraną, a biskup kujawski na prze­ kór prymasowi ogłasza królem Fryderyka Augusta, chociaż nie miał do tego prawa, bo jedynie arcybiskup gnieźnieński był na miejscu króla, i nikt go nie mógł zastąpić w jego prawie prze­ wodniczenia elekcji i ogłaszania jej wyniku. Zawiązano związek zbrojny, czyli konfederację w obronie księcia Conti; prymas ogła­ sza pospolite ruszenie, zanosi się na wojnę domową. Książę francuski płynął morzem ku Polsce, ale z Saksonii było bliżej i wojska saskie wkroczyły zaraz do Polski, i nim Conti dojechał morzem do Gdańska, Sas już był koronowany w Krakowie. Był on luteraninem, ale dla korony polskiej prze­ szedł od razu na katolicyzm, a na granicy państwa polskiego, w Piekarach na Śląsku Górnym nad Przemszą, uczynił przed

205

Feliks Koneczny

tamtejszym cudownym obrazem Najświętszej Marii Panny pub­ liczny akt wyznania wiary katolickiej. Jako król polski przybrał imię Augusta II. Król ten pozbawiony był wszelkiego poczucia moralnego, a względem Polski nie poczuwał się do żadnych obowiązków i chodziło mu wyłącznie tylko o wzmożenie potęgi dynastycz­ nej własnego domu kosztem Polski. Wiedząc, że nie ma sym­ patii w narodzie, szukał oparcia zagranicą, żeby z obcą pomocą i wbrew narodowi utrzymać w Polsce dynastię saską. Król ten zasłużył prawdziwie na przydomek „Kara Boska". Uważał koronę polską tylko za towar do załatwiania swych dynastycz­ nych interesów i każdej chwili gotów był zaprzedać naród, nad którym panował. Uprawiał też kosztem Polski politykę nie­ miecką. Na samym wstępie swych rządów związał się tajnym ukła­ dem z elektorem brandenburskim, który z jego wiedzą i zgodą napadł ni stąd ni zowąd, nie wypowiadając wcale wojny, Prusy Królewskie w roku 1699 i zajął miasto Elbląg. Rzecz się wydała, powstał hałas na sejmie, bo była to wyraźna zdrada państwa. Powstało nawet stronnictwo, myślące całkiem słusznie o zrzu­ ceniu z tronu króla zdrajcy. Brandenburczyk cofnął się w praw ­ dzie, ale trzeba mu było zapłacić 300 000 talarów odczepnego. Konszachty z Hohenzollernami brandenburskimi nie ustały jednak. Elektor saski zyskał bardzo na znaczeniu pośród książąt Rzeszy Niemieckiej przez pozyskanie korony polskiej. On jeden był pośród nich królem. Elektor brandenburski, nie chcąc pozos­ tawać w tyle za Sasem, zapragnął także korony. Za obietnicę pomocy do dalszych zamiarów Augusta II Sasa w Polsce, zdra­ dziecki król dał m u sekretne pozwolenie, bez wiedzy sejmu, żeby przyjął tytuł króla Prus. Jeżeli dynastia Hohenzollernów nie chciała być czymś niższym od saskiej i pragnęła posiąść także królewski tytuł, to powinni byli nazywać się królami Branden­ burgii, bo i pochodzili z Brandenburgii i tam mieli stolicę swoją, Berlin, ale nie pruskimi, bo tylko część Prus należała do nich, Prusy Książęce, a druga część do Polski. W tytule „króla Prus"

206

Dzieje Polski

mieściła się tedy chętka zaborcza; król polski nie powinien był przeto pozwalać na to. Ale August II uważał Polskę za przedmiot handlu, jaki prowadził z innymi dynastiami niemieckimi. Koro­ nował się ten pierwszy król pruski Fryderyk w Królewcu w stycz­ niu 1701 roku. A ugust II chciał zapewnić tron polski na zawsze swemu ro­ dowi. Nie byłoby nic złego w tronie dziedzicznym, i owszem, byłoby lepiej bez niebezpieczeństw bezkrólewi, ale on chciał władzy absolutnej, zamierzał zaprowadzić w Polsce rządy wojs­ kowe i to z pomocą wojska saskiego; w takim razie Polska byłaby podległa Saksonii i rządzona przez Niemców saskich. O potęgę Saksonii chodziło Augustowi, a wcale nie o rozwój Polski. Przede wszystkim zaś dążył do tego, żeby polskim kosztem powięk­ szać swoją własną armię saską. Polska armia narodowa mogła­ by m u zawadzać w dalszych zdradzieckich dla Polski planach. Toteż starał się o zmniejszenie i pogorszenie wojska polskiego. Zastał w Polsce wojsko, złożone w części jeszcze z wiarusów bohaterskiej armii Jana III. Tej polskiej narodowej armii nie uzu­ pełniał jednakże, a oficerów dobierał jak najgorszych, nieuków, hulaków, żeby nam wojsko zepsuć, iżby było do wojny niezdatne. Umyślił wprowadzić natomiast do Polski wojsko saskie. Najdogodniej było wplątać Polskę w jaką wojnę, żeby spro­ wadzić saskie wojsko niby na pomoc, jako posiłki. Wplątał więc umyślnie Polskę w wojnę długą i mozolną, tzw. północną. Była to wojna pomiędzy carem Piotrem Wielkim a królem szwedz­ kim Karolem XII, nowa wojna o Inflanty, bo Piotr chciał opa­ nować szwedzkie Inflanty. Moskwa (przemieniająca się już wówczas na nowoczesną Rosję), miała o co wojować ze Szwe­ dem, żeby mieć dostęp do morza, ale polskie interesy wymagały, żeby raczej nie dopuszczać Moskwy do Bałtyku. Jeżeliby tedy Polska miała wziąć udział w tej wojnie, w ypadało stanąć po szwedzkiej stronie, nie po rosyjskiej. Ale król zawarł przymierze z Piotrem, oczywiście znowu w tajemnicy przed sejmem i sena­ tem. Szczęście wojenne sprzyjało Szwedowi. Karol XII pobił Mos­ kali pod Narwą, pod Rygą Moskali i Sasów. Prędko bowiem

207

Feliks Koneczny

ruszyło wojsko saskie przez całą Polskę aż do Inflant, na pomoc Piotrowi. Król szwedzki, spotkawszy walczących przeciw sobie żołnierzy króla polskiego, postanowił ruszyć przeciw nowe­ mu nieprzyjacielowi. Państwa od króla nie odróżniał; dla niego Polską był król polski. Zresztą cóż miał począć? Skoro August II wysyłał przeciwko niemu wojsko, wojować musiał z tym Augus­ tem II, bo inaczej groziła m u przegrana. Na próżno prymas i senatorowie zaklinali się przed Karolem XII, że Polska wojny ze Szwecją ani pragnie, ani też nie ma żadnego interesu w wojnie północnej, że tylko sam król na własną rękę zawarł z Piotrem przymierze, a wojsko polskie nie bierze zgoła udziału w wojnie, tylko saskie, wprowadzone do Polski wbrew woli narodu. Król szwedzki ruszył na Polskę, bo tędy wiodła droga do spotkania z wojskami Augusta II Sasa. W szyb­ kim pochodzie Szwedzi zajęli powtórnie Polskę całą od Gdańska aż po Kraków, bijąc wojska saskie na głowę. Karol XII zażądał detronizacji Augusta. Niecny król wystąpił natenczas z projektem rozbioru Polski. August proponował zgodę w ten sposób, żeby urządzić we trój­ kę podział Polski pomiędzy Saksonię, Brandenburgię i Szwecję. Ale król szwedzki żądał od niego koniecznie zrzeczenia się tronu. Byłoby się po nim wybrało na króla Jakuba Sobieskiego. Ten mieszkał na Śląsku w Oławie, którą Sobiescy kupili sobie jeszcze w roku 1691. W drugiej połowie lutego 1704 roku bawili Jakub i Konstanty Sobiescy we Wrocławiu, a gdy stamtąd wracali, na­ padnięto na nich w drodze, porwano i uwięziono, wywieziono do Lipska, a następnie do twierdzy Konigstein, gdzie ich trzy­ mano w ścisłym więzieniu. I tak musiał jednak August II uciekać z Polski przed Karolem XII, a na jego miejsce wybrano królem wojewodę poznańskie­ go, Stanisława Leszczyńskiego, który koronował się dnia 4 paź­ dziernika 1705 roku w Warszawie. Ponieważ August saski uwiózł starą koronę po Łokietku do Drezna, trzeba było naprędce spra­ wić nową; ale zaraz po koronacji przetopiono ją na dukaty, których tak bardzo było potrzeba w czasach wojennych. Uwijały

208

Dzieje Polski

się bowiem ciągle po Polsce wojska obce, i od Gdańska do Kra­ kowa i do Lwowa ciągle wojna wrzała. Dopiero kiedy i Saksonię zajął Szwed Augustowi, król zrzekł się korony na rzecz Lesz­ czyńskiego, a Sobieskich wypuścił na wolność. Ogół narodu sprzyjał serdecznie Leszczyńskiemu, o którym wiadomo było, że jest zwolennikiem popraw y rządu. Jest on autorem książki pt. „Głos wolny wolność ubezpieczający", w któ­ rej podawał projekty wzmocnienia państwa, nie znosząc swobód obywatelskich. Ale niestety! Polacy nie posiadając znaczniej­ szej armii narodowej, nie mogli rozstrzygać o tronie własnego państwa. Nie o własnych siłach pozbyli się Augusta II Sasa, zdraj­ cy na tronie, lecz wygnał go król szwedzki. Nie własna armia trzymała Leszczyńskiego na tronie, ale szwedzkie zwycięstwa. Królowanie jego trwało też dopóty, dopóki Szwed był górą. Losy wojny bywają zmienne. Karol XII wojował przez pięć lat jeszcze na obszarach państwa polskiego, toteż całe panowanie Leszczyńskiego składało się z pochodów różnych wojsk we wszystkich kierunkach od Saksonii po Dniepr. W roku 1709 nastąpiła nagła zmiana: król szwedzki poniósł pod Połtawą w Rosji walną klęskę od wojsk Piotra Wielkiego, utracił całą swą armię i sam musiał się schronić do Turcji. Natenczas w prze­ ciągu kilku tygodni wszystko tak się zmieniło, że Leszczyński uchodzić musiał za granicę, Sas zaś powrócił do Warszawy i znów w Polsce były wojska saskie. Pod wpływem takich doświadczeń w społeczeństwie roz­ budził się na nowo zmysł polityczny. W roku 1709 podkomorzy sandomierski, Stanisław Karwicki, podał projekt, by ustanowić przy sejmie osobnych sędziów, którzy by osądzali, czy uznać kiedy „nie pozwalam" jednego posła za ważne. Uchwalił też sejm powiększyć wielce wojsko narodowe; na początek miało być zaraz 70 000 wojska. Król nie chciał wykonać uchwały sejmowej, bo chciał mieć w Polsce swoje wojsko saskie. A kiedy przeciwko tym wojskom zawiązała się konfederacja w Tarnogrodzie w roku 1715, August przyzwał sobie na pomoc cara Piotra. Car i nasz własny król

209

Feliks Koneczny

polski złożyli wspólne oświadczenie od siebie, że wojska saskie i rosyjskie wyjdą z Polski pod warunkiem, jeżeli zarzuci się myśl wystawienia armii 70-tysięcznej, a Polska i Litwa razem nie będą utrzymywały wojska więcej, niż 24 tysięcy; mianowicie w Koro­ nie 18 000, na Litwie zaś 6 000. Mieliśmy więc króla, który sam chciał, żeby Polska była jak najsłabszą. Bo też on umawiał się znów o rozbiór Polski! Ofia­ rował carowi Litwę, Hohenzollernom Kurlandię, Prusy Kró­ lewskie i część Wielkopolski, a Habsburgom Spisz - po to, ażeby ci trzej sąsiedzi pozwolili mu przyłączyć resztę Polski na zawsze do Saksonii. Piotr wyprawił do Polski 18 000 wojska rosyjskiego. Wobec tej przemocy jakżeż można było pozbyć się z kraju choćby tylko wojsk saskich? Toteż stały się one plagą całego kraju. Król deptał teraz bezwzględnie wszelkie względy i ustawy; rządził, jak na­ jeźdźca w podbitym kraju; lada oficerzyna saski uważał się za coś wyższego nad polskich wojewodów i kasztelanów. Trzeba było układać się z królem, prosić się o wycofanie wojsk obcych, saskich i moskiewskich. Car Piotr narzucił się przy tych układach na pośrednika. Ostatecznie Sas zobowiązał się wycofać swe żołdactwo, lecz jedynie z warunkiem ograniczenia się do owych 24 000 wojska polskiego. Car stanął tw ardo przy tym warunku, bo Rosja upatrywała już wówczas swój interes w osłabianiu Polski. August zwołał sejm, żeby zatwierdzony był ten układ. Sejm zwołany był na 30 stycznia 1717 roku. Następnego dnia, 1 lutego odbyło się pierwsze i jedyne zarazem posiedzenie. Trwa­ ło sześć godzin. Odczytano traktat, ułożony za pośrednictwem moskiewskim. Sejm rozumiał hańbę, płynącą dla narodu stąd, że obcy narzucają mu ustawę. Nikt nie zabierał głosu. Nie można było przemawiać przeciw, bo obcy żołnierze stali koło sali sej­ mowej z nabitą bronią. Odrzucić traktat, znaczyło to prowadzić nową wojnę. A jak, a czym? Bez wojska odpowiedniego? Państwo znalazło się na łasce i niełasce obcych, skoro znalazło się raz bez silnej armii. Nie było teraz wyjścia. Bronić się nie było czym; umówiono się więc, że nikt nie będzie przemawiał. W głuchym 210

Dzieje Polski

milczeniu marszałek sejmowy zapytywał, czy zgoda? Znów głu­ cha cisza, i tak przesiedzieli posłowie sześć godzin, aż marszałek oświadczył, że milczenie uważać można za przyzwolenie. Sejm ten dlatego zowie się „niemym". W traktacie 1717 roku, narzuconym przemocą wojsk saskich i rosyjskich, był ustęp, uznający Rosję „gwarantką" urządzeń państwowych w Polsce, to znaczy, że bez zezwolenia Rosji nie wolno nic zmieniać w ustawach polskich, nie wolno poprawić formy rządu. Rosja zyskiwała więc prawo pilnować, jak się Pola­ cy urządzają u siebie, żeby nie poprawiali u siebie rządu. Była więc zmowa nie tylko na osłabienie wojskowe Polski, lecz zara­ zem na niedopuszczenie do popraw y ustroju państwowego, zmowa na zachowanie formy rządu, uznanej przez Polaków za złą, zmowa na narzucenie Polsce złego rządu. Skoro obcy gospodarować mieli w naszym domu, rok ów 1717 należy uważać za początek końca niepodległości polskiej. Pańs­ two polskie miało odtąd służyć bardziej interesom państw ościen­ nych, niż w własnym. Ale skoro tylko istniało jeszcze, można było je poprawić, gdy zmienią się fatalne okoliczności. Trudno było dokonać tego, mając zdrajcę na tronie, a w kraju ciemnotę. Jak przeprowadzić reformę, skoro własny król sprzeciwia się jej i jeszcze z obcymi się zmawia? To też po śmierci, Augusta II Sasa w roku 1733 królem wy­ brano ponownie Stanisława Leszczyńskiego. Przywołano go z zagranicy, bo oświadczał się zawsze za reformą rządu, sej­ mowania i za utworzeniem silnej armii. Ale wystąpił przeciw narodow em u królowi syn Augusta II, A ugust III Sas, i wezwał pomocy rosyjskiej. Przydano m u 40 000 wojska, a on za to odstą­ pił Rosji księstwa kurlandzkiego. Elektorowi saskiemu podał tym razem rękę nie sam car tylko, ale również dom habsburski. Za Leszczyńskim ujęła się Francja, pragnąc, żeby silna Polska stała się przeciwwagą Niemcom. W dziesięć dni zaledwie po przyjeździe Leszczyńskiego uka­ zały się pod Warszawą przednie straże rosyjskie. Król schronił się do Gdańska, oczekując na posiłki francuskie, które jednak nie 211

Feliks Koneczny

nadchodziły. A tymczasem wojsko rosyjskie doszło aż pod Gdańsk i rozpoczęło się oblężenie tego miasta, pomyślne dla Rosjan. Leszczyński, nie doczekawszy się pomocy francuskiej, musiał ponownie uchodzić za granicę. Francja prowadziła jednak wojnę o tron polski z Habsbur­ gami, Saksonią i całą Rzeszą Niemiecką w krainach zachodnich, poza Polską. Do Francji przyłączyły się Sabaudia i Hiszpania, ażeby zgnieść potęgę Habsburgów. O obsadzenie polskiego tronu wywiązała się wielka wojna europejska, zwana też w historii „wojną sukcesyjną polską", bo chodziło o to, czy królem ma zostać Sas, sprzymierzeniec Habsburgów, czy też Leszczyński, który popierałby politykę francuską. Wrzała przez blisko trzy lata wojna w całej Europie o sprawę habsburską i o polską koronę zarazem, a w tej wojnie, tak blisko obchodzącej Polskę, sama tylko Polska nie brała całkiem udziału, bo nie miała czym, nie posiadając porządnej armii. Państwa współzawodniczące pogo­ dziły się atoli w roku 1735, i odtąd Leszczyński nie był już Francji do niczego w Polsce potrzebny. Nie przeszkadzano tedy do za­ jęcia tronu Augustowi III Sasowi, który w razie oporu narodu miał do dyspozycji trzy wojska: własne saskie, austriackie habs­ burskie i rosyjskie. Stanisław Leszczyński znalazł na obczyźnie sposobność okazania swej wartości, i z dalekiej obczyzny starał się być po­ żytecznym narodowi. Córka jego Maria Leszczyńska wyszła za króla francuskiego Ludwika XV, on zaś otrzymał od zięcia w dożywocie księstwo lotaryńskie. Panował tam m ądrze i sprawiedliwie od roku 1735 aż do śmierci w roku 1766, a ludność lotaryńska wspomina do dziś dnia swego króla-dobrodzieja, albo króla-filozofa, jak go tam nazywano. Główny rynek w Nancy, w stolicy Lotaryngii, nazywa się placem Stanisławowskim, a akademia tamtejsza no­ si nazwę Akademii Stanisława. Leszczyński pamiętał ciągle o Polsce i wywierał chociaż z od­ dalenia wpływ bardzo zbawienny. Założył w Luneville szkołę rycerską i przyjmował na naukę młodzieńców polskich, ażeby

212

Dzieje Polski

Polska miała kiedyś oficerów, którzy by urządzili jej wojsko. Wpajał w tę młodzież swoje przekonania polityczne. Uczniowie jego szkoły nie wszyscy zostali potem oficerami, ale wszyscy natchnieni byli jedną myślą służenia dobru publicznemu. Stam­ tąd wyszli dwaj bracia Załuscy, potem biskupi, założyciele pierwszej publicznej biblioteki naukowej w Warszawie w roku 1745. (Biblioteka ta, wywieziona następnie do Petersburga, stała się zawiązkiem tamtejszej wielkiej biblioteki cesarskiej). Do grona przyjaciół Stanisława Leszczyńskiego należał też ksiądz Stanisław Konarski, pijar, mąż wielce zasłużony w Koś­ ciele, bo zreformował zakon pijarski, przeznaczając m u za zada­ nie urządzanie szkół postępowych. W roku 1740 stanęła pierwsza taka szkoła w Warszawie, a za przykładem pijarów poszły szko­ ły jezuickie, i w ciągu jednego pokolenia podniosło się szkolnic­ two polskie tak wysoko, że stało się najlepszym w całej Europie. Ksiądz Konarski w ydał też w roku 1760 obszerne dzieło pod tytułem „O skutecznym rad sposobie", w którym zapowiada, że nastąpi rozbiór Polski przez państw a ościenne, jeżeli się nie przeprow adzi naprawy rządu i nie zniesie liberum veto. Nie mając władzy w rządzie, rozumni patrioci pracowali przynaj­ mniej nad wychowaniem młodzieży. Droga była niezawodna, lecz długa. Zróbmy rachunek. Wychowankowie pierwszej szkoły pijarskiej, otwartej w roku 1740, mogli dopiero mniej więcej około roku 1765 począć wywierać wpływ publiczny, a byliby jeszcze nieliczni; dopiero po rozmnożeniu tych szkół po dalszych kilku­ nastu latach, a więc około roku 1780, można było spodziewać się, że w każdym powiecie będzie już tylu ludzi rozsądnych, którzy mogliby przewodzić nad szlachtą sejmikową, stawić czoło pry­ wacie i pokusić się potem o większość na sejmie. A zatem aż do roku mniej więcej 1780 mogła tylko wzrastać ilość ludzi dob­ rze myślących, ale nie mogli jeszcze zaważyć na losach państwa. Tymczasem zaś za 28-letniego panowania Augusta III wszys­ tkie sejmy (oprócz jednego na samym początku) były zrywane! Król więc rządził bez sejmu, rządzić jednak nie umiał, a przy tym przebywał po większej części nie w Polsce, lecz w Dreźnie;

213

Feliks Koneczny

w Polsce zaś wszechwładnym panem był jego minister, osławio­ ny Bruhl, nie mający pojęcia o stosunkach polskich, a wielki intrygant i troszczący się tylko o prywatne interesy, a do tego człowiek małych zdolności, któremu się zdało, że do polityki wystarczy zwykłe krętactwo. Wśród takich stosunków popadł ogół narodu w odrętwienie. Sprawami publicznymi nie zajmo­ wano się po większej części wcale i powstało wtenczas przys­ łowie: „Za króla Sasa, jedz, pij i popuszczaj pasa". Raz musiał jednak August III opuścić swoją Saksonię i przy­ jechał na długi czas do Warszawy, a to uciekając z Drezna przed wojskami pruskimi. Była wojna prusko-austriacka. Król pruski Fryderyk II zagarnął wtenczas dziedziczce posiadłości habs­ burskich, Marii Teresie, prawie cały Śląsk. Została przy Austrii mała tylko cząstka dawnego Śląska, księstwo cieszyńskie. Śląsk został więc rozerwany pomiędzy dwa państwa, a lud polski ulegał odtąd tym bardziej germanizacji, że i w jednym i drugim państwie niemieckim był zbyt nieliczny, żeby coś znaczyć. W tej wojnie A ugust III stanął jako elektor saski po stronie Austrii, ale pobity, uciekł do Warszawy. Rosja była też najpierw przeciw Prusom w tej wojnie, ale w roku 1762 zawarła z nimi przymie­ rze i od tego roku pozostała już niezmiennie najlepszą ich przyjaciółką, tak że można powiedzieć, że Prusy wyrosły na pierwszorzędne mocarstwo w Europie dzięki stałej opiece i przy­ jaźni Rosji. Państwo polskie nie uprawiało w tych czasach żadnej polity­ ki zagranicznej, jakby odgrodzone od reszty świata. Bo jakżeż robić politykę między narodam i bez wielkiej armii? Przepadła i zaginęła całkiem myśl posuwania się ku Morzu Czarnemu. Ale za to Rosja zaczynała być od morza do morza. Odkąd Piotr Wielki dotarł do Bałtyku z pomocą Augusta II, przemieniało się stare Wielkie Księstwo Moskiewskie w nowoczesne Cesarstwo Rosyjskie. Zmieniła się też zupełnie polityka tej części Europy. Rosja zaczynała szereg wojen z Turcją, kiedy Polska przestała się nawet troszczyć o te sprawy. Ogół narodu stracił nadzieję popraw y państwa i popadł w

214

Dzieje Polski

bezczynność. Przestano zajmować się sprawami publicznymi, całe życie ugrzęzło w sprawach prywatnych. Rządy Augusta III są jednym pasmem sporów Czartoryskich z Potockimi, San­ guszków z Lubomirskimi, Sapiehów z Radziwiłłami itd., a w spo­ rach ich cały kraj brał żywy udział. Ciemnota szlachty nie dozwalała jej już dojrzeć, gdzie kończą się sprawy prywatne, a gdzie zaczynają się publiczne. W taki sposób Polska, wolna od polityki zagranicznej, uży­ wała przez 40 lat pokoju... Ale podczas wojen prusko-austriackich, zwanych śląskimi (bo o panowanie nad Śląskiem cho­ dziło) przechodziły kilka razy obce wojska przez Polskę, jakby przez jaką karczmę zajezdną, nie pytając nikogo o pozwolenie, a żywiąc się polskim kosztem, niszcząc cały kraj swymi pocho­ dami z Rosji do Prus, z Prus i Austrii do Rosji. I to nazywało się pokojem, bo państwo polskie udziału w wojnie nie brało, tylko dawało się wyniszczać! W ciągu 40-letniego pokoju wyrosło pokolenie nowe, które wojny nie widziało. Maleńka, 24-tysięczna armia polska zatraci­ ła nawet wszelką tradycję żołnierską. Długi pokój uśpił czujność narodu. Groza sejmu niemego poszła w zapomnienie... Tylko pośród najwyższej inteligencji pamiętano o potrzebie reformy rządu. Około roku 1760 atoli poczęła wydawać owoce reforma szkol­ na Konarskiego. Stronnictwo reform było jeszcze nieliczne, ale wpływowe, gdyż na je go czele stanęła możnowładcza rodzina Czartoryskich. Oni pierwsi otrząsnęli się z gnuśności i ciemno­ ty czasów saskich i wywiesili sztandar reform. Nie chcieli cze­ kać, aż społeczeństwo dojrzeje i aż ogół szlachty otrząśnie się za ich przykładem; obawiali się zresztą słusznie, że zanim to nastąpi, może być koniec państwa polskiego. Postanowili pora­ dzić sobie inaczej. Wyobrażali sobie, że reformę państwa da się przeprowadzić z pomocą zagranicy, jak gdyby cudzoziemcy mieli jaki interes w tym, żeby siły swe poświęcać na poprawienie sta­ nu Polski. Czartoryskim zdawało się, że należy zawrzeć sojusz z którymś z państw sąsiednich, ażeby otrzymać od niego wojsko,

215

Feliks Koneczny

a z pomocą tego wojska narzuci się ciemnemu ogółowi reformy, a więc zniesie się „wolne nie pozwalam" (liberum veto) na sej­ mach i wynikające z tego wymaganie jednomyślności do uchwał sejmowych, a potem uchwali się większością głosów na sejmie powiększenie armii, tron dziedziczny itd. Przypuszczali, że Rosja da się nakłonić, żeby nie przeszkadzała tym reformom, a nawet żeby pomagała przeprowadzić je, słowem, że Rosja zrzeknie się tego, co jej dał traktat sejmu niemego. Krewniak Czartoryskich, Stanisław August Poniatowski (uro­ dzony z Czartoryskiej), poseł polski w Petersburgu, pozostawał w zażytych stosunkach z panującą wówczas carycą Katarzyną. Mniemali, że caryca wiele zrobi dla niego, a jeżeli go się zrobi królem, dopomoże m u do uporządkowania państwa. Dlatego zrzekli się kandydatury do tronu, chociaż pierwotnie zamierzali jednego z Czartoryskich królem zrobić. A ugust III chorował już od roku 1762. Czartoryscy wyobrażali sobie, jako użyją rosyjskich genera­ łów na zreformowanie Polski, a tymczasem dnia 15 lutego 1763 król pruski Fryderyk II pisał do Petersburga do Katarzyny II, żeby Prusy i Rosja trzymały się razem w sprawach polskich na w ypadek bezkrólewia. W osiem miesięcy później zmarł August III Sas dnia 5 października 1763 w Dreźnie. Zaraz Prusy i Rosja zawarły układ, żeby nie dopuszczać w Polsce do żadnych reform, żeby zwłaszcza koniecznie utrzymać elekcyjność tronu i prawo zrywania sejmu. Liberum veto było dla państw nam wrogich ogromnie dogodne, bo carycy lub królowi pruskiemu wystarczało mieć jednego tylko posła przekupionego w sejmie polskim, że­ by każdej chwili móc kazać mu sejm zerwać. Caryca chętnie uznała kandydaturę Poniatowskiego do koro­ ny. Znała dobrze jego chwiejność, słaby charakter i zupełny brak zdolności na króla. Zresztą był to człowiek bardzo światły i wie­ dzący doskonale, czego państw u potrzeba, lecz zgoła nie umie­ jący tego zrobić. Byłby z niego doskonały bibliotekarz, dyrektor jakiegoś muzeum, protektor sztuk i nauk owszem, lecz żadną miarą nie nadawał się na króla. Miał przy tym niewielkie poczu­ 216

Dzieje Polski

cie godności osobistej, a cóż dopiero mówić a majestacie monar­ szym! Przywiązany ogromnie do wygodnego życia, niezdolny był do poświęceń. Prowadząc od młodości do starości najpóźniejszej stale życie lekkomyślne, wiecznie był grubo zadłużony, a pomocy szukał u... carycy Katarzyny, nie rozumiejąc nawet, jak to osłabia jego stanowisko. Uważał się pomimo to wszystko za dobrego polityka i zdawało m u się, że potrafi wszystko wypolitykować, gdy tymczasem był politykiem tak nieudolnym, iż zawsze Rosja i Prusy robiły za jego plecami coś wręcz przeciwnego, niż on sobie obliczał. Rzeczywistość polityczna była zawsze inną, niż się zdawało Stanisławowi Augustowi Poniatowskiemu. Na sejmie poprzedzającym elekcję, tzw. konwokacyjnym 1764 roku udało się przeprowadzić niektóre reformy w zakresie sejmowania, skarbu i wojskowości, ale gdy próbowano znieść liberum veto, wystąpili nagle posłowie rosyjski i pruski z oświad­ czeniem, że ich monarchowie nie mogą na to pozwolić. Tak się zapowiadało panowanie nowego króla, który miał być ostatnim. Poparła jednak caryca gorliwie elekcję Poniatowskiego, z czego Czartoryscy wysnuwali wniosek, że jednak może im się powiedzie uzyskać coś od Rosji. Katarzyna popierała zaś Poniatowskiego, bo wiedziała, że będzie go mogła wodzić na pasku i mieć w nim jakby lennika Rosji. Gdy w roku 1766 chciano znieść w arunek jednomyślności sejmowej a zaprowadzić uchwalanie ustaw większością głosów, zakazał tego zuchwale Repnin, poseł rosyjski w Warszawie, mający na każde zawołanie gotowe wojsko rosyjskie, rozłożone w Polsce i na Litwie. Jak bowiem Moskale weszli do kraju na wezwanie Czartoryskich, żeby poprzeć elekcję Stanisława Au­ gusta Poniatowskiego, tak już z Polski nie wyszli. Otwarły się teraz oczy Czartoryskim, gdy już było za późno.

217

VIIL (J^odriory (Polski -^\ęóli>tanisław August był zwolennikiem reform, ale w cha­ rakterze swym stanowczości nie posiadał. Sam zazwyczaj nie wiedział, po czyjej stanąć stronie, czy popierać stronników re­ form, czy też miarkować ich, a starać się o względy Rosji. Nale­ żał po kilka razy do tego i tamtego obozu. Czartoryscy nie byli już Rosji do niczego potrzebni, toteż Ka­ tarzyna zerwała z nimi, a postarała się przez swych ajentów w Polsce, żeby górę wzięli przeciwnicy reform. Pod opieką pruskich szpiegów i rosyjskich generałów pozawiązywały się po całym kraju konfederacje „dysydentów", tj. różnowierców; Prusy i Rosja próbowały bowiem wy wołać w Polsce wojnę religijną - ale spaliło im na panewce. Resztka protestantów wysługiwała się w praw ­ dzie czas jakiś obcym państwom, ale wkrótce się spostrzegli, że są tylko narzędziem intrygi politycznej. Udała się natomiast kon­ federacja radomska, zawiązana w obronie „złotej wolności", tj. żeby nie dopuścić żadnej popraw y rządu. Była to woda na młyn Prus i Rosji! Caryca zaraz wyprawiła 30 000 wojska na pomoc tym konfederatom ciemnoty; toteż sejm 1768 roku zmuszony był znieść wszystkie ustanowione dotychczas reformy. Sam król pro­ sił wtenczas sejmu, żeby uchwalić, czego żądają Rosja i Prusy, by „nie drażnił imperatorowej" (tj. carycy Katarzyny), mniemając, że on potem wszystko w Petersburgu jakoś wypolitykuje w chwi­ li sposobnej, a tymczasem przeczekać trzeba złe czasy. Konfederacja radomska, osiągnąwszy cel, dziwiła się, dlacze­ go wojsko rosyjskie przysłane jej na pomoc nie wychodzi teraz z kraju? Teraz z kolei konfederaci spostrzegli, że stali się tylko narzędziem w ręku carycy, która ich już nie potrzebuje i o nich nie dba, bo nie chodzi jej o ich „złotą wolność", lecz o zapro­ wadzenie w Polsce moskiewskich rządów wojskowych.

218

Dzieje Polski

Zwolennicy starych urządzeń niekoniecznie zgadzali się być na usługach Moskwy. Znaczna większość uważała za obowiązek starać się o to, by Moskal opuścił Polskę, a skoro tego nie uczyni dobrowolnie, więc trzeba próbować, czy się nie uda wypędzić go. W tym patriotycznym życzeniu łączyli się zwolennicy starych urządzeń ze zwolennikami reform. Celem wyparcia załóg rosyjskich tegoż roku 1768 zawiązała się w mieście Barze na Ukrainie w województwie bracławskim sławna konfederacja, barską zwana, pod przewodem dwóch rodów: Krasińskich i Pułaskich. Szła szlachta na ochotnika, jak dawniej na pospolite ruszenie. Przez cztery lata dawali się dob­ rze we znaki Moskalom. Wtedy wysłannicy carscy podburzyli prosty lud ukraiński przeciw wszystkiemu, co polskie i katolickie. Popi poświęcali po cerkwiach noże, żeby nimi rżnąć Polaków. Wybuchła tzw. rzeź humańska, w której wymordowano 200 000 osób; w samym mieście Hum aniu około 20 000. Ale ruskie „hajdamaki" (sami się tak nazywali) dopuszczały się w ciągłym opil­ stwie takich bezeceństw (nawet na dzieciach), iż naw et Moskal zawstydził się tej spółki. Hajdamaczyznę stłumił wreszcie rosyjski generał Kreczetnikow. Same komendy rosyjskie kazały stracić Gontę, przywódcę hajdamaków, drugiego - Żeleźniaka, skazano na Sybir. Rząd rosyjski chciał przez to umyć ręce od tej rzezi, bo o hajdamakach jedno było zdanie wszystkich ludzi, posia­ dających choćby trochę sumienia, że okazali się czymś gorszym od dzikich zwierząt. Konfederacja barska szerzyła się po całym państwie, od Ukra­ iny aż po Kraków. Konfederaci nie mogli prowadzić wojny regularnej, tylko ruchawkę, czyli tzw. partyzantkę, urywając do­ rywczo nieprzyjaciela, gdzie się dało. Konfederaci mniemali też, że oni tylko zaczną, a wojsko królewskie przyłączy się do nich i urządzi z nich nowe pułki. Wojska tego było wprawdzie za­ ledwie 24 000, ale przez konfederację szybko mogło się potroić i róść dalej, gdyby król stanął na czele sprawy. Stanisław August jednak nie tylko nie przystąpił do konfederacji barskiej, lecz na żądanie Katarzyny kazał wojsku polskiemu i litewskiemu po­

219

Feliks Koneczny

łączyć się z rosyjskim przeciw konfederatom. Przypuszczał, że uległością wypolitykuje i przebłaga carycę, a tymczasem już w roku 1770 toczyły się pomiędzy Petersburgiem a Berlinem układy o rozbiór Polski, do czego wciągnięto następnie jeszcze dom habsburski. Układy te trwały dwa lata, bo dziedziczka krajów habs­ burskich, cesarzowa Maria Teresa, namyślała się, czy to będzie dobrze dla Austrii, jeżeli Rosja się rozrośnie. Chciała nawet z początku zawierać z Prusami przymierze przeciwko Rosji w obronie całości granic polskich. Było to znakiem pewnej życz­ liwości dla Polski, skoro pozwalała naczelnej radzie konfedera­ cji barskiej schronić się pod swoje panowanie, do Cieszyna na Śląsku. Skoro konfederacja ta potrafiła walczyć przez cztery la­ ta, mając przeciw sobie wojska i królewskie polskie i carskie, 0 ileż byłaby obrona silniejsza gdyby był król stanął na jej czele 1wypowiedział wojnę Rosji. A w takim razie Maria Teresa była­ by się sprzymierzyła z Polską. Król nieroztropny dał przeminąć tej sposobności, a licząc na swą politykę uległości, doczekał się tego, iż nie tylko Rosja i Prusy porozumiały się co do rozbioru, ale wciągnęły także Marię Teresę do spółki. Fryderyk pruski przekonał ją w końcu, że powinna wziąć udział w rozbiorze właśnie dlatego, żeby Rosja nie stała się silniejszą od dynastii habsburskiej i Austrii. W kwietniu 1772 roku Maria Teresa naka­ zała starszyźnie konfederackiej wydalić się z Cieszyna, a tegoż roku w sierpniu wojska jej wkraczały do Polski. W pierwszym rozbiorze Polski w roku 1772 zabierała dynas­ tia habsburska duży kraj w zdłuż Karpat po Wisłę na zachodzie, a na wschodzie od Pokucia środkiem Podola aż do Zamościa i Hrubieszowa na północy. Król pruski przywłaszczył sobie część Wielkopolski po rzekę Noteć, województwa malborskie, chełmiń­ skie i gdańskie (ziemię kaszubską), czyli Prusy Królewskie, ale bez głównych dwóch miast, Gdańska i Torunia. Najmniej za­ bierała Rosja: Inflanty polskie i niecałą Ruś Białą z Wielkiego Księstwa Litewskiego. Katarzyna rosyjska i Fryderyk pruski nie wstydzili się wcale 220

Dzieje Polski

rabunku, ale Maria Teresa czuła się trochę zawstydzoną i chcia­ ła to jakoś usprawiedliwić. Ułożono więc ciekawy wywód praw dynastii habsburskiej do polskich ziem podkarpackich. Za cza­ sów dzielnicowych Madiarzy panowali przez krótki czas w Ha­ liczu i Włodzimierzu wołyńskim, a królowie węgierscy przybrali z tego pow odu tytuł królów „Galicji i Lodomerii"; że zaś Maria Teresa była węgierską także królową, więc odbierała niby dawne węgierskie kraje. Cesarscy prawnicy nazwali to „rewindykacją", czyli powrotem do swego. Dziwna rzecz, jak te ruskie księstwa halickie i włodzimierskie rozszerzyły się Marii Teresie aż pod samo miasto Kraków! Wisłę bowiem zrobiono granicą. Kraków, położony na lewym brzegu rzeki, pozostał przy Polsce, ale przed­ mieście Podgórze, na brzegu prawym, przeszło pod panowanie habsburskie. Tak tedy Maria Teresa uważała, że należy rabunek usprawiedliwić kłamstwem. Państwa zaborcze chciały mieć potwierdzenie sejmu na odstą­ pienie ziem zagarniętych. Wyborami na ten sejm zajmował się Adam Poniński, niecnej pamięci wyrodek. Szafując groszem, otrzymanym od państw zaborczych, głównie od Rosji, agitował przekupstwem i sam grubo się na tym obławiał. O własny wy­ bór na posła wystarał się w powiecie liwskim. Po większej części powiaty nie chciały całkiem wybierać posłów; wybrano ich zaled­ wie 102. Sejm miał się odbyć w Warszawie, obsadzonej wojskami austriackimi, pruskimi i rosyjskimi. Stanisław August, stale w po­ litycznych sprawach niezdatny i zaślepiony, sam starał się, żeby Ponińskiego zrobić marszałkiem sejmu. Rozumował bowiem, że trzeba siedzieć cicho i rozbiór zatwierdzić, a czekać, czy nie nadejdą lepsze dla Polski czasy. Jak gdyby zmniejszonemu pańs­ tw u łatwiej miało być odpierać wrogów niż całemu! Salę sejmową w Warszawie otoczyły oddziały wszystkich trzech państw rozbiorowych; naw et na korytarzach lśniły nas­ tawione bagnety. Tadeusz Rejtan, poseł nowogrodzki, powstał zaraz na wstępie i skorzystawszy z tego, że sejmowe „nie poz­ walam" było na nowo przywrócone, obraca tę truciznę przeciw trucicielom, protestując przeciw samemu nawet zagajeniu sejmu. 221

Feliks Koneczny

Przez trzy dni i dwie noce nie opuszcza sali sejmowej, żeby wciąż stwierdzać, że sejm, nie będąc prawnie zagajonym, nie może też niczego uchwalać. Zebrało się koło niego grono patriotycznych posłów, podtrzymujących protestację. Trzeciego dnia rosyjski generał Repnin kazał wejść swym żołnierzom na samą salę sej­ mową, pomiędzy posłów. Rejtan rzuca się na próg i woła: „Chyba po moim trupie"! Żołdaki przechodzą przez niego, leżącego na progu, i z bronią w ręku otaczają posłów sejmowych. Takie działy się gwałty, a przy tym był nacisk samego króla, fortele rozmaite i przekupstwa. Poniński, zebrawszy w swym mieszkaniu prywatnym 81 pos­ łów, sobie znanych i przekupstwem urobionych, zmówił się z ni­ mi potajemnie o sposób prowadzenia sejmu i zapewnił sobie większość. Zostawszy marszałkiem wystarał się, iż sejm ten uch­ walił, że nie tylko tron musi pozostać elekcyjnym, ale nawet nie wolno wybrać syna po ojcu, że liberum veto musi być zatrzy­ mane, a wojska może być najwyżej 30 000. Długo jednak trwały narady, bo pomimo wszystko trzeba było sejm ten przerywać aż siedem razy i ciągle odraczać. Trwało to dwa lata, nim Poniń­ ski postawił na swoim, bo naw et przekupieni opuszczali go raz wraz, trwożąc się takiej zbrodni przeciw Ojczyźnie. Dopiero po dwóch latach państwa zaborcze zdołały załatwić formalności z tym sejmem. Dnia 11 kwietnia 1775 roku odbyła się ostatnia ses­ ja. Król podpisać miał akt rozbioru, ale nagle zabrakło kałamarza, który ktoś uprzątnął; natenczas Poniński wyciągnął ołówek i po­ dał Stanisławowi Augustowi, żeby podpisał. Rozumie się samo przez się, że każdy dokument wymuszony jest nieważny; inaczej bowiem zbóje byliby jedynymi prawodaw­ cami świata. Państwo polskie było znacznie uszczuplone, ale i tak jeszcze bardzo rozlegle, należące do największych w Europie. Po pierw­ szym rozbiorze nie brakło nam ani ziemi, ani ludności, a co naj­ ważniejsze, nie zabrakło ludzi, znających się na rzeczy i mogą­ cych ojczyznę podnieść z upadku. Rok 1772 jest przesileniem. Ostatni to raz stronnictwo „złotej wolności" było jeszcze górą, 222

Dzieje Polski

ostatni to raz rozumni i cnotliwi znaleźli się w mniejszości. Przypomnijmy sobie, co wyżej powiedziano o księdzu Konars­ kim i poprawie szkół w Polsce, jak tam obliczyliśmy, że około roku 1780 zacznie być lepiej. Postęp dokonywał się tym szyb­ ciej, że w roku 1773 ustanowiono pierwsze w całej Europie osobne ministerstwo oświaty, które pozakładało też pierwsze w Europie szkoły rządowe. Ministerstwo to zwało się Komisją Edukacyjną, której słusznie dano przydom ek „wiekopomnej", bo tak znakomicie wywiązała się ze swego zadania, że szkoły polskie rzeczywiście stały się w net najlepszymi w całej Europie i naw et Prusy potem wzięły sobie za wzór polskie urządzenia szkolne. Około roku 1780 zupełnie też już inaczej wyglądało społe­ czeństwo polskie. Nie brakło jeszcze takich, którzy wołali po dawnemu: „jedz, pij i popuszczaj pasa", ale tacy znajdą się zaw­ sze i wszędzie, chodzi tylko o to, żeby nie mieli wpływów. Sta­ nowiska wpływowe były zaś po pierwszym rozbiorze obsadzo­ ne w znacznej większości ludźmi o wykształceniu europejskim, obywatelami godnymi i zwolennikami reformy. Oświata szerzy­ ła się szybko. Zakwitnęła na nowo literatura i nauki, a nieuctwo czasów saskich pierzchło, jak noc ciemna przed promieniami wschodzącego słońca. Śmiało ze wschodem słońca porównać można to wspaniałe odrodzenie sił społeczeństwa polskiego. Wielu z polskiej szlachty wyrzekało się wtenczas dobrowol­ nie pańszczyzny swoich włościan i wracało do dawnego stosunku kmiecia do dziedzica, tj. uważało kmieci za wolnych dzierżaw­ ców i prócz czynszów nic od nich nie wymagało. Oczynszowanie włościan stało się hasłem stronnictwa reformy, a wielu właści­ cieli zaprowadziło je w swych dobrach, nie czekając, aż stanie formalna uchwała sejmowa. Zakładano też mnóstwo szkółek wiejskich i zakładów dobroczynnych dla wieśniaków. Skoro tylko odezwały się spośród szlachty głosy, że miesz­ czanin jest współobywatelem, zaraz na to hasło rozlega się odzew z pośród zubożałych, niestety, miast polskich, że mieszczanie po­ czuwają się do obowiązków obywatelskich na równi ze szlachtą

223

Feliks Koneczny

i pragną pracować dla wspólnego dobra. Myślano wiele o pod­ niesieniu handlu i przemysłu w miastach i niejedno skutecznie wymyślono. Zakwitły na nowo rękodzieła, zaniedbane u nas przez czas tak długi. Nie żałowano bogactw na zakładanie wiel­ kich rękodzielni i fabryk, ażeby podnieść dobrobyt warstwy mieszczańskiej, a śmiano się z dawnego przesądu, jakoby zaj­ mowanie się miejskimi zajęciami, zarabianie na życie „wagą, łokciem i kwartą" uwłaczało czci szlachcica do tego stopnia, że powinien utracić szlachectwo. Zakładano mnóstwo dróg nowych, bito gościńce, budowano kanały wodne, żeby dopomóc handlowi. Cała Polska zamieniła się jakby w jeden wielki warsztat, w którym zaroiło się od pocz­ ciwej, zapobiegliwej pracy, a w pracy tej brały udział wszystkie stany, ożywione jakby różdżką czarodziejską. Różdżką tą był coraz wyższy stopień wykształcenia, opartego na miłości dobra publicznego. Uczeni mężowie sięgali myślą w przeszłość i przyszłość narodu. Pojawili się na nowo znakomici dziejopisarze i pisa­ rze polityczni, nastali badacze języka ojczystego i pokrewnych słowiańskich i wznowił się dawny zapał do nauk ścisłych, do matematyki i nauk przyrodniczych, które niegdyś za czasów zygmuntowskich stały tak świetnie. Król Stanisław August lubił otaczać się uczonymi, bo to dodawało blasku tronowi, i rzeczy­ wiście zdziałał wiele dobrego dla nauki polskiej. Słynęły u niego obiady czwartkowe, bo miał zwyczaj zapraszać we czwartki do stołu wybitnych pisarzy i badaczy. Naruszewicz roztrząsał uczenie dzieje polskie, biskup Krasicki zasłynął jako poeta i prozaik i dostał przydomek „nowego księ­ cia poetów polskich", Staszic był pierwszym geologiem polskim, a zarazem najwybitniejszym działaczem społecznym, a Kołłątaj tak celował ogólnym wykształceniem, że Komisja Edukacyjna poleciła mu przeprowadzenie reformy Uniwersytetu Jagiellońs­ kiego, żeby stanął na równi z innymi europejskimi. Ta reforma starej naszej głównej szkoły koronnej miała być koroną rozbu­ dzenia oświaty narodowej. Uniwersytet ten miał się stać na nowo

224

Dzieje Polski

fundam entem polskiej siły moralnej i umysłowej i źródłem, z którego ożywcze strumienie wiedzy, inteligencji i poczucia obo­ wiązków rozlewać się miały coraz szerzej po całym kraju. Pomnażał się też z dnia na dzień zastęp „nowych ludzi", nie chcących słyszeć o żadnym liberum veto, ani nawet o elekcji, lecz żądających dziedzicznego tronu z silnym rządem, chociaż odpowiedzialnym przed walnym sejmem, a dążących zarazem do zrównania stanów i równouprawnienia. Nowe czasy wyraża­ ły się też nowymi strojami. Zarzucano kontusz, a poczęto znów ubierać się po europejsku, a więc tym razem w edług mody fran­ cuskiej, bo na czele cywilizacji kroczyła już od dawna Francja. Zwolennicy „złotej wolności" chodzili za to wszyscy w kontuszach i śmiali się z „kusego" ubioru francuskiego, przedrzeźniając umyślnie fraki i dodając, że Polak powinien z patriotyzmu po polsku się ubierać. Śmiesznie to, bo ani kontusz, ani frak nie jest pochodzenia polskiego. I we fraku i w kontuszu bywali rozma­ ici, dobrzy i źli. Niejeden pan przywdziewał fraczek dla mody, a był w sercu wielbicielem starych urządzeń, które mu pozwalały gnębić chłopa, a niejeden kontuszowiec zaprowadzał oczynszowanie i czekał, żeby sejm zaprowadził nareszcie nowe ustawy, a ubierał się tak, jak szlachcic „starej daty", po prostu dlatego, że m u się tak lepiej podobało. Nie przywiązujmy nigdy wagi do ubioru, bo dobro publiczne i tak nie zmieści się na... guziku. Niczego sobie nie życzono tak gorąco, jak żeby nareszcie przeprowadzić reformy ustroju państwowego. Rozwijało się społeczeństwo polskie do nowego życia, a nowe życie nastać miało po przeprowadzeniu reform. Ale do przeprowadzenia ich trzeba było silnej armii, bo to wymagało, żeby zetrzeć się z wro­ gami, którzy zmówili się od dawna, żeby nie dopuścić do pop­ rawy formy rządu w Polsce. Wojsko polskie i litewskie razem wynosiło zaledwie 30 000 żołnierzy. Gdyby chcieć je powiększyć, zaborcy wydaliby za­ raz wojnę, zanimby zdążono wykonać taką uchwałę sejmową. Poprzestawano więc tymczasem na zakładaniu szkół wojsko­ wych i kształceniu wyższych oficerów.

225

Feliks Koneczny

W roku 1787 zdawało się, że nadarza się sposobność dobra dla Polski, gdyż następca Fryderyka II, który dokonał pierwszego rozbioru, król pruski Fryderyk Wilhelm II poróżnił się z carycą Katarzyną podczas nowej wojny rosyjsko-tureckiej i sam zwrócił się do Polski z prośbą o przymierze przeciwko Rosji. Zarazem dawał uroczyste przyrzeczenie, że nie tylko nie będzie sam sprze­ ciwiał się reformom i powiększeniu wojska, ale nawet dopomoże Polsce i przyśle posiłki zbrojne, gdyby reformom sprzeciwiała się caryca Katarzyna. Z zatargu prusko-rosyjskiego wytworzyły się nowe stosun­ ki polityczne w Europie. Zbierano koalicję przeciw Austrii i Ros­ ji równocześnie. Tworzył się związek Prus i kilku mniejszych państw Rzeszy Niemieckiej ze Szwecją, Holandią, Turcją i Ang­ lią. Anglia stała właściwie na czele owej koalicji, a posłowie angielski i pruski w Warszawie pracowali wspólnie nad pozys­ kaniem króla Stanisława Augusta do koalicji. Rosja, nie bardzo szczęśliwa w dwóch wojnach prowadzo­ nych równocześnie, bo do tureckiej przyplątała się szwedzka, bała się oczywiście uwikłać w trzecią: polską. Nieprzyjaźń zaś pomiędzy Prusami a Rosją i zapowiedź wielkiej przeciw dwom państwefn rozbiorowym koalicji była dla nas jak najpomyślniej­ szym wydarzeniem, toteż chciano z niego korzystać skwapliwie. Nadspodziewanie wycofały się dobrowolnie rosyjskie wojska z Polski i Litwy! Wobec tego i Stanisław A ugust dał się prze­ konać. Zwołano sejm na październik 1788 roku do Warszawy. Dnia 12 października 1788 składał przed tym sejmem Henryk Buchholz, poseł pruski, imieniem swego króla, przyrzeczenie, że w razie potrzeby Prusy dostarczą posiłków przeciw Rosji, gdyby sprzeciwiła się reformom, jakie na tym sejmie miały być uchwa­ lone. W tydzień potem sejm uchwalił jednomyślnie zaciąg 100 000 wojska. Nie dosyć na tym. Korzystając z rozerwania się spółki pruskorosyjskiej, sejm przerobił wszystkie ustaw y polskie tak, jak tego wymagały nowe czasy. Trwała ta praca cztery lata (1788-1792). 226

Dzieje Polski

Gdy po dwóch latach jeszcze nie wszystko było gotowe, posta­ nowiono natychmiast rozpisać wybory do następnego sejmu. Ażeby zaś nowy sejm nie potrzebował tracić czasu na oriento­ wanie się w sprawach, i ażeby dzieło reformy państwa było jednolite, uchwalono, że posłowie dotychczasowi zostają obok nowych, i że sejm obradować będzie nadal „w zdwojonym kom­ plecie". Stąd zowie się ten sejm czteroletnim, a także Wielkim, iż wielkiego zaiste dokonał dzieła. Szły więc ustawy za ustawą, z których tu wymienić można tylko najważniejsze: Mieszczan dopuszczono do udziału w sejmach, do nabywa­ nia dóbr ziemskich i do stopni oficerskich w wojsku. Włościan wzięto w ochronę prawną, uznano zasadę oczynszowania ich i ogłoszono drugą zasadę, że „ktokolwiek stanie na ziemi pols­ kiej, wolnym jest". Szlachtę bezrolną wyłączono od sejmików, bo byli to po większej części płatni najmici możnowładztwa. Uchwalono pomnożyć armię polską do stu tysięcy i znieść elekcję, a zaprowadzić tron dziedziczny. Stanisław A ugust był bezżenny; przyznano więc dziedziczne następstw o tronu polskiego na nowo domowi elektorskiemu saskiemu, bo na tę dynastię zga­ dzał się król pruski. Z wiosną 1790 roku spodziewano się wojny z Rosją. Fryderyk Wilhelm, zawarłszy 31 stycznia przymierze z Turcją, zwrócone przeciw Rosji i Austrii, zachęcał Polskę do odzyskania zaboru austriackiego, nazwanego „Galicją". Gdy zaczęto o tym mówić wyraźniej i żądano oznaczenia ściśle w arunków sojuszu, król pruski za przysługę zażądał... Gdańska i Torunia, a dawał ledwie 12 000 żołnierza na pomoc. Sprawa z Prusami zaczynała być podejrzana, bo wciąż dużo obiecywano, ale gdy przyprzeć było Berlin do m uru, jakoś się zawsze próbował wymykać. Odezwał się tedy Stanisław A ugust natenczas w sejmie: „Warci jesteśmy tego, aby się z nami obchodzono sprawiedliwiej i względniej, a nie urągano więcej" - w liście zaś pryw atnym pisał w te słowa: „Najgorliwsi stronnicy Prus wstydzili się, że po tylu zapowie­ dzianych dobrociach zjawiły się takie żydostwa". Gdyby atoli Józef II Habsburg zaproponował Polsce przymierze, Fryderyk II 227

Feliks Koneczny

zaraz odstąpił od nowych roszczeń zaborczych i wdał się na nowo w układy ustępliwe, które zakończyły się podpisaniem przymierza odpornego polsko-pruskiego dnia 29 marca 1790 ro­ ku. Prusy zobowiązały się wyraźnie dostarczyć posiłków w ilości 30 000 żołnierzy. Józef II niespodzianie pogodził się z Prusami. Zniknęła na­ dzieja odzyskania „Galicji", ale zdawało się, że tym skuteczniej można będzie zwrócić się przeciw Rosji, skoro pozbawiona jest przymierza z Austrią. Rosja w ogóle odtąd nie miała żadnego sojuszu, była zupełnie osamotniona. Ale Rosji powiodło się zaw­ rzeć pokój ze Szwecją, a w wojnie tureckiej szczęście odwróciło się bardzo korzystnie na stronę rosyjską. Była chwila, kiedy obawiano się, że Rosja wkroczy orężnie w granice polskie. Pocie­ szano się wszakże sojuszem pruskim. Mijały trzy lata niemal obrad Wielkiego Sejmu, i zebrała się z jego uchwał nowa forma rządu, którą spisawszy w osobnej us­ tawie, ogłoszono uroczyście dnia 3-go maja 1791 roku. Słynie też w historii pod nazwą „Konstytucji Trzeciego Maja". Głównymi twórcami tego szlachetnego dzieła byli: Stanisław Małachowski, Hugo Kołłątaj, Ignacy Potocki. Stanisław A ugust należał tym ra­ zem do stronnictwa patriotycznego. Konstytucję nową zaprzy­ siągł uroczyście w warszawskiej katedrze św. Jana. Niesłychany zapał ogarnął całe miasto. Wśród okrzyków: „Król z narodem, naród z królem!" cieszono się, że dzieje narodu polskiego na nowe wejdą tory. Po wszystkich miastach polskich urządzano iluminacje na pamiątkę dnia historycznego. Sejm Wielki obradował jeszcze cały rok po ogłoszeniu kons­ tytucji. Uchwalił ułożyć nowy kodeks cywilny i karny, ogłosił nową ordynację sejmową, ustawę policyjną, nowe urządzenie sądów ziemiańskich i trybunałów, nowe porządki w królewszczyznach itd. Zajęty był aż do maja 1792 ustawodawstwem postępowym, mogącym służyć za wzór innym narodom. Wszak to równocześnie lały się we Francji potoki krwi bratobójczo prze­ lewanej w wielkiej rewolucji o to, żeby Francji nadana była kons­ tytucyjna forma rządów i żeby zniesione były przywileje szlachty.

228

Dzieje Polski

Polska załatwiła to bez przelania kropli krwi. Unikał też Sejm Wielki nagłych przewrotów w społeczeństwie, ale za to posta­ nowił, że co 25 lat odbywać się ma rewizja konstytucji, czyli, że będzie się ją co 25 lat dalej rozwijać, przystosowywując do zmieniających się w arunków życia. Król pruski i cesarz uznali tę konstytucję. Rosja uznania odmówiła, a ukończywszy wojnę turecką, wypowiedziała Polsce wojnę, w chwili, kiedy rząd pols­ ki zdążył zebrać dopiero 45 000 wojska. Zabrano się z największą usilnością do dalszego powiększania armii narodowej, pocie­ szając się tym, że dopóki nie dojdzie się do swych uchwalonych przez sejm stu tysięcy, tymczasem będą posiłki pruskie. Niechętni Konstytucji Trzeciego Maja niektórzy możnowładcy byli w takiej mniejszości, iż nie mogliby niczego rozpocząć sami od siebie, jakkolwiek znajdowali się między nimi nawet najwyżsi dostojnicy: dwaj hetmani, Ksawery Branicki, Seweryn Rzewuski i generał artylerii koronnej Szczęsny Potocki. Siedzieli cicho, aż dopiero caryca Katarzyna przysłała na pomoc ich knowaniom 60 000 wojska. Pod osłoną bagnetów rosyjskich zawiązali tedy w miasteczku Targowicy na Ukrainie niecnej pamięci konfede­ rację targowicką, dla obrony zła, usuniętego przez Sejm Wielki, ażeby zło na nowo przywrócić. Zjednywano do tej konfederacji szlachtę najciemniejszą dla przywrócenia „złotej wolności"; garnęła się do niej zwłaszcza szlachta bez ziemi, której Konsty­ tucja Trzeciego Maja odbierała prawo głosowania. Tym razem król stanął w obronie ustaw y Trzeciego Maja i zgodził się na wojnę z Rosją. Król pruski wyparł się teraz przy­ mierza, i nie tylko nie przysłał ani jednego żołnierza, ale zawarł z Rosją umowę przeciw Polsce. Wojna już się rozpoczęła. W odzem naczelnym był siostrze­ niec królewski, książę Józef Poniatowski, a podkomendnym jego generał Tadeusz Kościuszko. Dawano sobie dobrze radę. Stoczo­ no pomyślne bitwy pod Połonnem, Zieleńcami i pod Dubienką. W tej ostatniej dowodził Kościuszko. Tadeusz Kościuszko był już natenczas sławnym człowiekiem. Syn Ludwika, pułkownika wojsk koronnych i właściciela wsi

229

Feliks Koneczny

Siechnowic w województwie brzesko-litewskiem, pochodził ze średniej szlachty. Urodził się w roku 1746, był wychowankiem warszawskiej szkoły kadeckiej, po czym kształcił się dalej w na­ ukach wojskowych zagranicą, głównie we Francji, na koszt rzą­ du polskiego jako stypendysta. Wrócił do kraju w roku 1774, w czasach najgorszych dla polskich wojskowych. Wyzuty przez nierządnego brata ze skromnej ojcowizny, długie lata pracy i za­ chodów poświęcić musiał na jej odzyskanie. Na razie, nie posia­ dając majątku, a z wojskowości tylko tytuł (kapitański), ale bez posady, postanowił szukać sobie pola do działania zagranicą. Ażeby nabyć praktyki wojennej, skorzystał z pierwszej sposob­ ności i wyjechał w połowie roku 1776 do Ameryki Północnej, gdzie Stany Zjednoczone prowadziły właśnie wojnę o niepod­ ległość przeciw Anglii. Stanął po stronie Amerykanów, bo chciał służyć dobrej sprawie, idei niepodległości. Gdyby o sam chleb chodziło i karierę wojskową, mógł ją był znaleźć bliżej, chociaż­ by w Niemczech (w Saksonii). Specjalnością Kościuszki była inżynieria wojenna. Oddał też Amerykanom znakomite usługi przy fortyfikowaniu ważniej­ szych warowni. Zasłynął zdolnościami i sumiennością. Pomysły jego warowni przyczyniały się wielokrotnie do zwycięstw. Wstą­ pił w randze pułkownika, a z końcem wojny postąpił na generała. Otrzymał po zwycięskiej wojnie pięcioletni żołd i rozległy obszar ziemi na własność. Miał z czego żyć wygodnie na drugiej półkuli, ale gorącym pragnieniem jego było służyć, w armii polskiej, stać się pożytecznym własnej Ojczyźnie. Z końcem roku 1784 znów był w Polsce z powrotem, ale przez pięć lat nie zdołał otrzymać posady w wojsku narodowym. Do­ piero pod koniec 1784 roku, kiedy zaczęto armię powiększać i pomnożono ilość wyższych oficerów, znalazł się nareszcie w wojsku polskim jako generał-major. Miał kwaterę we Włoc­ ławku, potem w Lublinie i Międzybożu na Wołyniu. Pod księ­ ciem Józefem Poniatowskim sprawował komendę dwóch dywizji, a po bitwie pod Dubienką awansował na generała-lejtnanta. Wtem po zwycięskiej owej bitwie rozchodzi się wieść, że

230

Dzieje Polski

król zakazuje dalszych kroków wojennych. Istotnie, w tydzień po bitwie pod Dubienką, dnia 24 lipca 1792 przystąpił Stanisław August, ta prawdziwa trzcina chwiejąca się od wiatru, do konfe­ deracji targowickiej i dlatego przysłał do wojska rozkaz, żeby zaprzestać dalszej walki z Moskalami. On, który zaprzysięgał niedawno Konstytucję Trzeciego Maja! Bał się, że go caryca strąci z tronu. Gdyby był posiadał charakter, byłby się wobec gróźb Katarzyny odwołał do narodu i oddał się pod jego opiekę, a na­ ród szedłby do walki pod hasłem: „król z narodem, naród z kró­ lem!" Choćby utracić miał tron, w ypadało m u to wiedzieć, jako lepiej jest utracić koronę, niż dobrą sławę; bo król winien być gotów raczej polec na czele narodu, aniżeli opuszczać go w pot­ rzebie. Postępku zaś Stanisława Augusta nie można uważać ina­ czej, jak za opuszczenie narodu. Oficerowie polscy byli w rozpaczy. Do dymisji podało się 150 oficerów, wśród nich Kościuszko. Pojechał do Warszawy i prosił o audiencję u króla. Przemawiał odważnie i padły tam ostre słowa o targowiczanach. Król przyznaw ał Kościuszce słuszność, ale nie chciał prowadzić dalej wojny, bo nie miał wiary w zwy­ cięstwo, a mniemał, że uległością ochroni państw o od drugiego rozbioru. I znowu okazało się, że Stanisław A ugust obliczał mylnie. Uległość nie zdała się na nic. Kiedy król łudził się nadzieją, nagle rzeczywistość miała pokazać coś całkiem innego. Nies­ podzianie wkroczyły do Polski wojska pruskie, wojska naszego niby sprzymierzeńca. A Polska była bezbronną, bo król walczyć zakazał. I dla targowiczan stanowiło to cierpką niespodziankę. Zaraz ogłosili pospolite ruszenie, ale taki sposób wojowania nie miał znaczenia wobec nowożytnej sztuki wojennej, a zresztą by­ ło już poniewczasie. Wojska pruskie zajęły Poznań i Toruń. Sejm zwołany do Gro­ dna wysłuchać musiał żądań nowych zaborów. Teraz caryca poczęła udawać, że gotowa dostarczyć pomocy przeciw Pru­ som, jeżeli się odstąpi Rosji ziem pewnych. Gdy atoli podpisano z Rosją traktat, jakiego sobie życzyła, natenczas sama poczęła się domagać, żeby Prusom także poczynić ustępstwa.

231

Feliks Koneczny

Tym razem pruscy i moskiewscy żołnierze weszli z nabitą bronią wprost do sali sejmowej. Przez trzy dni i noce przetrzy­ mano posłów bez snu i posiłku. Trwały gwałty nad sejmem przez dwa miesiące, aż wyczerpani ze sił i otoczeni żołdactwem pos­ łowie pozwolili podpisać traktat drugiego rozbioru, bez głoso­ wania, wśród głębokiego milczenia, dołączając atoli wyraźne zastrzeżenie, że się ustępuje tylko gwałtowi i przemocy. Prusy zabierały resztę Wielkopolski, Gdańsk i Toruń. Rosja zagarnęła ziemie wschodnie aż po rzekę Zbrucz, a na północy wszystko, co mieści się na wschód od linii, pociągniętej na mapie od Dynaburga w Inflantach przez Pińsk do rzeki Zbrucza, przy­ właszczając sobie tym razem rozległe kraje. Takim był drugi roz­ biór Polski w roku 1793. Dom habsburski nie brał w nim udziału. Cesarz Leopold II, uznawszy Konstytucję Trzeciego Maja, nie zła­ mał słowa i nie chciał obławiać się na upadku konstytucji. W traktacie rozbiorowym zastrzeżone było przez Rosję i Pru­ sy, że wojska polskiego i litewskiego nie ma być razem więcej ponad 15 000. Coraz tedy bardziej Polskę rozbrajano. Ponieważ podczas sejmu grodzieńskiego wojska było jeszcze 45 000, żąda­ no więc od Stanisława Augusta, żeby rozpuścił 30 000, tj. dwie trzecie części swego wojska. I on przystał na to. Sprzeciwił się temu generał Madaliński, nie dał rozbroić swych pułków i ruszył w stronę Krakowa. Tam też podążył Koś­ ciuszko, który tymczasem przebywał był za granicą, w Lipsku w Saksonii. Tam spotkał się z gronem patriotów, zmuszonych przez najeźdźców do opuszczenia kraju, a w śród nich z dwoma twórcami dzieła Trzeciego Maja: z H. Kołłątajem i I. Potockim. Tam też ułożono plan powstania przeciw jarzmu rosyjskiemu przynajmniej, gdyż z wszystkimi trzema zaborcami naraz wal­ czyć było niemożliwością. Na rynku krakowskim Kościuszko ogłosił powstanie dnia 24 marca 1794 roku. W tymże czasie szewc warszawski, sławny Kiliński, „poruszył Warszawę" (jak głosi pieśń), wypędził Mos­ kali ze stolicy przed samą Wielkanocą 1794. Kościuszce naród przyznał najwyższą władzę wojskową i cywilną, uznając go

232

Dzieje Polski

naczelnikiem i wojska i rządu. Stanowiło to zawieszenie władzy królewskiej Stanisława Augusta. Pierwsza bitwa w ypadła pod Racławicami w Krakowskiem. Ważne to w historii polskiej wydarzenie. Przed 25 laty w konfe­ deracji barskiej walczyła sama tylko szlachta, a teraz pod Koś­ ciuszką walczył włościanin razem ze szlachcicem. Co za postęp w tak krótkim czasie! Miał Kościuszko chłopów krakowskich pod sobą. A nie byli brani do wojska przymusowo, lecz sami ochotnicy. Jak ciągnął od Krakowa ku północy, tak ciągnął lud do niego. Nie mając broni ani siecznej, ani palnej, nasadzili kosy na drzewce i tak powstały nowe oddziały wojska: kosynierzy. Pod Racławicami poszli pierwszy raz w bój. Sprawili się dosko­ nale, przyprowadzili przed Naczelnika baterię arm at moskiew­ skich. Przodownika ich, Bartosza Głowacza z Rzędowic, zrobił Naczelnik zaraz na polu bitwy oficerem, mówiąc mu: „Panie Głowacki". Znaczyło to, że nadaje m u szlachectwo, jak robili nie­ gdyś Batory i Zamoyski na wielkich wojnach moskiewskich. Po tej bitwie przyw dział krakowską sukmanę. Otóż obok Konstytucji Trzeciego Maja świadczy ta bitwa racławicka, że Polska była już odrodzona, państwo uporządko­ wane i społeczeństwo zdrowe, kiedy ościenni grabieżnicy rzucili się na nas, i śmieli nam potem jeszcze zarzucać złe rządy. Wkrótce Kościuszko w ydał w Połańcu manifest, czyli odez­ wę do chłopów i dziedziców, ustanawiając, jaka ma być służba wojskowa włościan, którzy wstąpią do wojska, a mają być za to gospodarstwa ich wolne od wszelkich powinności. Zakazywał jednak surowo wszelkich postępków gwałtownych, rewolu­ cyjnych. Po wielekroć zastrzegał się Naczelnik, że „nie robimy francuskiej rewolucji", to miało znaczyć, że wcale nie myśli podmawiać ludu wiejskiego przeciw szlachcie, lecz dąży do zgod­ nego ułożenia stosunków. Był zaś Kościuszko zwolennikiem oczynszowania włościan. Tak wprowadziwszy lud do narodu, Naczelnik posuwał się dalej i stoczył drugą bitwę większą pod Szczekocinami. Ranio­ ny tam został od kuli armatniej w nogę. Bitwa zapowiadała się dobrze, lecz niespodzianie nadciągnęli z boku Prusacy i prze­

233

Feliks Koneczny

cięli naszym drogę. Kościuszko sądził, że będzie wojować z Rosją tylko; nagle zjawił się nieprzyjaciel drugi na polu walki i to zmie­ niło wielce widoki powstania. Prusacy zabrali się do otaczania wojska polskiego od połud­ nia. Wśród tego Kraków z Wawelem w padł w ręce Prusaków. Zaraz się zabrali do skarbca po królewskie korony! Zastali zamczyste kufry i skrzynie żelazne nienaruszone, ale koron w nich nie było. Wyjął je więc ktoś taki, kto miał klucz i prawo otwie­ rania skrzyń. Prawdą więc jest, że korony polskie nie stały się łupem, że je szczęśliwie uwieziono. Ścieśniany coraz bardziej w ruchach przez Prusaków, Na­ czelnik dnia 10 czerwca 1794 wydał w Kielcach odezwę, obwiesz­ czającą wojnę również z nimi. Wtem wkracza wojsko austriackie w Sandomierskie. Powiodło się Naczelnikowi energicznym wys­ tąpieniem dopiąć tego, iż pułki austriackie wycofano i że przy­ najmniej nie ze wszystkimi trzema zaborcami równocześnie miał do czynienia. Na Litwie wybuchło powstanie, dające z początku świetne wyniki. I Wielkopolanie chwycili tymczasem za broń. Prusacy i Moskale, połączywszy się pod Raszynem, ruszyli razem na oblężenie Warszawy. Trwało ono od 13 lipca do 6 września. Odznaczył się wówczas przy obronie szańców generał Henryk Dąbrowski. Kościuszko sam dowodził. Objeżdżał osobiś­ cie obwałowania, sam wchodził w szczegóły robót inżynierskich, które też okazały się godnymi podziw u przez swoich i obcych. Dąbrowski wyparł króla pruskiego trzykrotnie z Powązek, za co na polu bitwy otrzymał od Kościuszki obrączkę pamiątkową z napisem: „Ojczyzna obrońcy swemu". Potem prowadził Na­ czelnik osobiście działanie zaczepne przeciw Prusakom z takim napięciem energii, że mieszkając tylko w namiocie polowym (choć opodal stały pałace), nie rozbierał się przez dłuższy czas całkiem do snu. Dnia 1 września dotarła do obozu pruskiego wieść, że na tyłach ich rozszerzyło się już powstanie wielkopolskie. Dnia 6 września Prusacy odstąpili spod Warszawy, a Rosjanie sami nie mieli odwagi kusić się o stolicę, i zrobili tak samo. Warszawa była wolna.

234

Dzieje Polski

Naczelnik polecił generałowi Dąbrowskiemu, żeby się przed­ rzeć do powstania wielkopolskiego, wesprzeć je i wyzyskać wo­ jennie. Dąbrowski zadziwił znawców sztuki wojennej szybkością działania, energią, śmiałością, misternymi kombinacjami wojen­ nymi. Prusacy musieli wobec tego opuścić zajęte już przez nich poprzednio województwa krakowskie i sandomierskie, ażeby bronić Torunia i Gdańska, które sam król pruski uważał już za stracone. Niebawem bowiem zdobycie Bydgoszczy wprowadziło Prusaków w ciężkie kłopoty. Dąbrowski przeszedł mil sto, prze­ prawiał się przez Bzurę, Wartę, Noteć i Wisłę, a zawsze w obliczu przeważającego nieprzyjaciela, biorąc nad nim górę. Wahały się szale wojny. Rozstrzygnęła sprawę na niekorzyść Polski Austria, otoczywszy Polskę kordonem tak dokładnie, iż Kościuszko przerw aną miał wszelką komunikację z Europą. W takim odcięciu od świata jedna znaczniejsza klęska stać się mogła katastrofą. Katarzyna przysłała dwie świeże armie. Ażeby nie dopuścić do połączenia się rosyjskich wodzów, Kościuszko okrążył Prusa­ ków i pospiesznymi marszami w sunął się pomiędzy owe dwie armie rosyjskie, wydając bitwę generałowi Fersenowi, zanim nie nadciągnie drugie wojsko rosyjskie pod Suwarowem. Było to dnia 10 października 1794 roku pod Maciejowicami. Plan bitwy, obmyślony wybornie, i pewne niemal zwycięstwo pogmatwał i zepsuł podkomendny. Zgłosił się do wojska Adam Poniński, syn owego marszałka pierwszego rozbiorowego sejmu, a zgłosił się na prostego żołnie­ rza. Mając wykształcenie wojskowe i sprawując się dobrze, został oficerem i pod Maciejowicami był pułkownikiem. Kościuszko kazał m u wziąć cztery tysiące żołnierzy i trzymać ich w odwodzie na stanowczą chwilę i tak manewrować, żeby Fersenowi zastą­ pić z boku. Bitwa rozpoczęła się już przed wschodem słońca, ale w czasie oznaczonym Poniński nie nadszedł. Nie dało się wy­ grać bitwy, nie wypełniwszy planu, do którego już wszystko było zastosowane. Do tego potrzeba było, żeby Poniński wykonał dane sobie zlecenia.

235

Feliks Koneczny

Mijają długie godziny, Kościuszko przetrzymuje bitwę. Woj­ sko stoi jak mur, całe bataliony giną z bronią w ręku na tym samym miejscu, gdzie je z początkiem bitwy ustawił Naczelnik. Z jednego pułku działyńskiego zostały już tylko resztki, ale i te dotrzymują placu. Rosjan było 14 tysięcy przeciw 5 800 Polaków; miał w róg 60 dział, Kościuszko tylko 21. Ale nikt się nie cofa. Już ubito pod Kościuszką trzy konie, już i on sam raniony, ale jeszcze wydaje komendę i czeka Ponińskiego. Już konie od dział pobito, już amunicji brakowało, Kościuszko raniony przebiega ciągle linię bojową i obiecuje, że Poniński nadciągnie. Mijają jesz­ cze trzy gorące godziny, jeszcze ostatnia godzina walki... Batalion pułkownika Krzyckiego, nie mając już ładunków, rzuca się na bagnety, ale strzały armatnie z dział rosyjskich rzucają cały ten oddział pokotem. Kanonierzy polscy własnymi rękami musieli obracać armaty, a jednak wystrzelali je do ostatniego naboju. Bitwa zmieniła się już na rzeź. Kościuszko przybiegł jeszcze na prawe skrzydło i usiłował utworzyć czworobok. Na jego głos zaczął się formować nowy front, a wtem dał się słyszeć głos trwogi. Na tyłach wojska pol­ skiego ukazała się konnica rosyjska. Kościuszko rzuca się jeszcze raz w wir walki, aż pada z konia zemdlony od ran i dostaje się do niewoli. Cała pierś jego pokryta była bliznami, noga poszarpana od ostrzy bagnetów, a głowa zraniona trzema krzyżującymi się z sobą cięciami. Bitwa skończyła się o godzinie pierwszej, a o wpół do czwar­ tej przybył Poniński, ale z innej zupełnie strony, niż m u kazano. Pogmatwał sobie rozkazy Naczelnika i ani jednego porządnie nie wykonał. Na niego spada wina klęski, i sam Kościuszko jeszcze w roku 1816 to stwierdził. Nie dopuścił się może Poniński zdra­ dy, ale bądź co bądź wielkiej lekkomyślności i nieudolności, tudzież nieposłuszeństwa, a nieposłuszeństwo znaczy w zawo­ dzie wojskowym tyle, co zdrada. Ta klęska rozstrzygnęła o losach państwa. Suwarow przy­ puścił szturm do przedmieścia Warszawy, Pragi, i zdobył stolicę. W Pradze urządził rzeź, nie szczędząc kobiet ni dzieci, które kozacy nabijali na dzidy i roztrzaskiwali główki dziecięce o mury.

236

Dzieje Polski

Za uwolnienie Naczelnika dawano Fersenowi 2 000 jeńców rosyjskich na wymianę. Fersen nie przystał i wywiózł Kościuszkę do Petersburga. Kiedy tak nieszczęśliwie powstanie upadło, właśnie w Paryżu i w Konstantynopolu myślano o poparciu naszej walki o nie­ podległość. Dzięki osaczeniu policyjnemu Polski przez Austrię, zagranicą nie wiedziano, co się w Polsce dzieje. Jeszcze dnia 9 listopada pisano w urzędowej gazecie rządu francuskiego, pa­ ryskim „Monitorze", pochwałę Kościuszki z zapewnieniem, jako „wszystkie oczy przyjaciół ludzkości są zwrócone na świętą sprawę, której broni Kościuszko..." A było to przeszło miesiąc po Maciejowicach. Tak Austria umiała otoczyć Polskę murem swej policji! W roku 1795 nastąpił trzeci rozbiór Polski. Wtenczas Prusy zajęły W arszawę i część kraju daleko na północ od stolicy aż po Niemen, pomiędzy Grodnem a Kownem, Austria zaś Kraków, Lublin, Radom, i kraj aż do Buga po Brześć Litewski, resztę zaś Rosja. Koło tego Brześcia stykały się wówczas granice trzech państw rozbiorowych. Stanisław A ugust zrzekł się korony, a ży­ cia dokonał w Petersburgu w roku 1798, nie umiejąc ani nawet w prywatnym życiu zachować po królewsku osobistej godności. Państwo polskie przestało istnieć, wymazane z mapy poli­ tycznej Europy. Ale nie zginął naród polski, a skoro istniał nadal naród, więc też dążył do odzyskania niepodległości. Upaść może naród każdy, zginąć tylko nikczemny. Upaść może naw et najdzielniejszy, bo z ludzi ułomnych się składa, ale poznaje swe błędy i podnosi się na nowo. W historii polskiej były błędy, lecz nie było nikczemności. Polak nie potrzebował się wstydzić swego narodu i swej historii; toteż nie przestał miło­ wać Ojczyzny i pracować dla Niej. Dzięki temu rozwój narodu polskiego nie przerwał się ani po utracie państwa, i historia pol­ ska nie skończyła się bynajmniej na rozbiorach.

237

4* Zastanówmy się nad ogólnym wynikiem dziejów od chrztu Polski aż do rozbiorów. Jak tylko przez Mieszka I weszliśmy w rodzinę narodów chrześcijańskich, od razu służyliśmy chrześcijaństwu dobrze i wiernie. Przez nas szło światło wiary świętej na Węgry i do pół­ nocnej Skandynawii; przez nas nawróciła się Litwa; przez nas szerzył się katolicyzm i cywilizacja zachodnia, łacińska na wschód europejski. My Europę obroniliśmy dw a razy od zguby: raz od mongolskich najazdów w okresie dzielnic książęcych, wytrzy­ mawszy te najazdy, a nie poddając się, a powtórnie, kiedy przez dwieście lat byliśmy przedm urzem chrześcijaństwa od Turków i Tatarów. My obroniliśmy chrześcijaństwo pod Wiedniem. Państwowość chrześcijańska udoskonalona była przez przod­ ków naszych. W Polsce powstała zasada, że nie wolno czynić zaborów, ani na poganach nawet; że nie godzi się wojować dla­ tego tylko, by zawojować obce kraje, że tedy wojna musi być sprawiedliwa. Nie ujarzmiliśmy Litwy, lecz złączyliśmy się z nią unią, a niepodległość Wielkiego Księstwa Litewskiego, jako osob­ nego państwa, utrzymana była do ostatka. Przez całe czterysta lat nie odezwał się w Polsce ani jeden głos, żeby Litwę pozbawić niepodległości. Językiem urzędowym pozostał na Litwie do koń­ ca język białoruski, jak tego chcieli sami Rusini i Letuwini; obo­ wiązywał też tam do końca niepodległości statut litewski, w bia­ łoruskim spisany języku. Z Rusi południowej zamierzaliśmy utworzyć osobne państwo (ugoda Zborowska i hadziacka); nie nasza wina, że Rusini z tego nie umieli korzystać. Polakiem był ten, kto pierwszy głosił, że wiara nie ma być z przym usu (Paweł Brudzewski). Kiedy inne narody pogrążały się w wojnach religijnych, u nas kwitnęła wolność sumienia i tole­ rancja wyznań. Bez prześladowań różnowierców staliśmy się z własnego przekonania narodem na wskroś katolickim i sze­ rzyliśmy katolicyzm dalej na wschód, przestrzegając zawsze równouprawnienia schizmy. Nie zaczepialiśmy prawosławia, przeciwnie, Cerkiew prawosławna zaczepiała nas. Nie my wznie­

238

Dzieje Polski

ciliśmy wojnę religijną na Ukrainie, lecz patriarchat schizmatycki w służbie sułtana; Turcja i Moskwa pragnęły tam wojen religij­ nych. Niemcy w Prusach spod panowania krzyżackiego sami się prosili, by należeć mogli do państw a polskiego. My obmyśliliśmy na lądzie europejskim pierwsi konstytu­ cyjną formę rządu, mieliśmy sądownictwo niezależne od władz rządowych, od rozkazów z góry; zaprowadziliśmy uchwalanie podatków na sejmach i wolne obrady obywatelskie wtenczas, kiedy u innych narodów wszyscy byli niewolnikami wobec pa­ nującego i musieli udawać naw et religię taką, jaką panujący wyznawał i poddanym kazał wyznawać. Kiedy tron dziedziczny prow adził wszędzie do absolutyz­ mu, broniliśmy się przeciw temu elekcyjnością tronu. Płynęły z tego rozmaite niedogodności, a naw et szkody i niebezpieczeń­ stwa; lecz z doświadczeń narodu wyrosła myśl polityczna nowa, której trzymała się potem cała Europa cywilizowana w drugiej połowie XIX wieku: monarchia dziedziczna, lecz ograniczona, konstytucyjna. Jak jedno z drugim pogodzić, to my pierwsi ob­ myśliliśmy w Konstytucji Trzeciego Maja. Zaczęliśmy chylić się do upadku, gdyż zmienione na naszą niekorzyść wielkie drogi światowego handlu wprawiły państwo w ciężkie położenie gospodarcze. Doświadczyliśmy już w XV wieku, jak polityka łączy się ze sprawami chleba powszedniego. Nie dotarliśmy do Morza Czarnego, bo nas od tego pochodu oderwały najazdy „potopu", ale sejm polski nie uznał panowania Turków w Kamieńcu Podolskim; naród nie ustał, aż Podole od­ zyskał, i ani jeden szlachcic polski nie przeszedł na islam. My tylko uznaliśmy sprawę ligi antytureckiej za podstawę naszej polityki. My jedni w całej Europie nie łączyliśmy się z Tur­ kiem przeciw innym chrześcijanom, nie naprowadzaliśmy ni ra­ zu Turków na ziemie drugiego państwa. Mieliśmy mężów uczonych już za pierwszych Piastów. Od Mieszka II począwszy znajdowała nauka w Polsce opiekę. Nasz uniwersytet starszy od niemieckich. Od Zygmunta Starego kwit-

239

Feliks Koneczny

nęła literatura narodowa w pełni, już nie w łacińskiej szacie, lecz w polskim języku. Było w Polsce szkół i drukarń więcej, niż gdzie indziej - i tak nieśliśmy wysoko sztandar oświaty aż do czasów Sobieskiego. Polakiem był największy uczony wszystkich czasów, Mikołaj Kopernik, o którym powiedziano, że „wstrzymał słońce, a poruszył ziemię". Frycz Modrzewski wyprzedził czasy swoje nauką o państwie i społeczeństwie, jaką głosił. Ubóstwo nie sprzyja naukom. Zubożawszy, trzymaliśmy się długo jeszcze na wyższym poziomie oświaty, aż opadł ten po­ ziom za doby saskiej. Wnet jednak wydaliśmy spośród sie­ bie mężów, zdatnych „nieść przed narodem oświaty kaganiec", a w drugim potem pokoleniu urządzaliśmy szkoły najlepsze w całej Europie, takie, iż teraz jeszcze, po stu latach, szuka się sposobów na udoskonalenie szkolnictwa w przepisach wieko­ pomnej Komisji Edukacyjnej. Rząd polski był też pierwszym w całym świecie, który zajął się urządzaniem przez państwo na­ uczania publicznego; ministerstwa oświaty - to polski pomysł. Przyczyny ekonomiczne, gospodarcze nadały szlachcie zbyt­ nią przewagę w państwie nad innymi stanami, ale też szlachta sama spostrzegła się, że to źle, i sama przeprowadziła reformę państwa. Lud wiejski był zależnym od szlachty, bo u niej zarabiał na życie, ale prawo kmiece nie poszło w zapomnienie w najgorszych nawet dla ludu czasach. W Niemczech sprzedaw ano chłopów aż do XVIII wieku; nie mówiąc o Rosji, gdzie działo się to jeszcze za naszych czasów. Czy słyszał kto kiedy o sprzedaży chłopa w Polsce? Wszędzie a wszędzie był szlachcic panem życia i mie­ nia włościanina; w jednej tylko Polsce nie słyszano, żeby szlach­ cic zabijał chłopów, a mienie chłopa było nietykalne. Gdy nastały czasy najcięższego upadku gospodarczego, dwór wziął na siebie opiekę ekonomiczną nad chatą, poręczając chłopu utrzymanie w razie klęsk żywiołowych. Brał dwór, ale też dawał; a czy więcej brał, czy więcej dawał, to trzeba by obliczać w każdej wsi osobno. Nie brakowało takich, którzy więcej dawali, niż brali. A gdy na­ deszły czasy choć trochę lepsze, Sejm Wielki dąży do zniesienia Ć4C

Dzieje Polski

pańszczyzny przez oczynszowanie i ogłasza zupełną wolność osobistą; wolno chłopu stanowić samemu o sobie. N igdy nie było niewoli ludu wiejskiego w Polsce; była ona tylko pośród jeńców wojennych za pierwszych Piastów. Wady, błędy i niedostatki, jakie się wkradły w ciągu wieków do naszego ustroju państwowego i społecznego, my sami sobie poprawiliśmy Trzeciego Maja; a nie wytoczyliśmy przy tym ani kropli krwi ludzkiej. Otoczeni byliśmy trzema państwami absolutnymi, w których 0 konstytucji naw et wspomnieć nie było wolno. Te państwa czyhały zawsze, od dawnych wieków, na ziemie polskie. Prusy 1 Rosja zawzięły się potem, żeby nie dopuścić do reform w Pol­ sce. W ypowiadały wojnę o wszystko, co tylko sejmy zdziałały dobrego, aż rozdrapały Polskę przemocą, dobrawszy sobie trze­ ciego do spółki. Państwa zaborcze rozdrapały Polskę, posiadającą rząd lepszy od nich, a tylko mniej wojska. Przez rozdarcie żywego narodu na trzy części popełniono największą zbrodnię, jaka kiedykolwiek była w historii świata; dopuszczono się najcięższej krzywdy, najsromotniejszego bez­ prawia, najbardziej wyuzdanego gwałtu. Kto ma choć trochę sumienia w sobie, musi tę zbrodnię potępić. Rabunek nie przes­ taje być zbrodnią, jeżeli go się popełnia od razu na milionach ludzi; nie można przeto usprawiedliwić niczym rabunku poli­ tycznego. Gdyby w nas nie było sił idealnych, umysłowej i moralnej mocy, naród byłby upadł wraz z upadkiem państwa. Na nas spełniło się coś niebywałego w historii: naród polski rozwijał się naw et pozbawiony własnego państwa, a przez państwa zabor­ cze uciskany w sposób najsroższy.

241

Czasy

CZĘŚĆ TRZECIA

oroE6iorowe. ______________________ _________________



I. (Wo)n^ napofeońskie y Y tych samych czasach, kiedy Polacy urządzali u siebie mo­ narchię dziedziczną, a mimo to konstytucyjną, tego samego pró­ bował drugi naród, mianowicie Francuzi. Gwałtami wymogli na królu prawo sejmowania. Położone pomiędzy Francją a Polską państwa niemieckie rządzone były absolutnie, a monarchowie ich obawiali się, żeby duch wolności nie zaleciał między ich pod­ danych, czy to od strony polskiej, czy od francuskiej. Dlatego dbali tak wielce, żeby utrzymać w Polsce wady sejmowania; a gdy Polska je usunęła, przeznaczono ją na zniszczenie. Główne dynastie niemieckie, Habsburgowie i Hohenzollernowie, porwa­ ły za broń w obronie absolutyzmu we Francji i w roku 1792 wypowiedziały Francji wojnę, ażeby, pokonawszy ją, przywrócić tam’ samowładztwo królewskie i swoje samowładztwo uchro­ nić od wpływów konstytucyjnych. Niestety, reforma rządu połączyła się we Francji ze straszliwą rewolucją, która zaczęła się w roku 1789. Po gwałtach i bezpra­ wiach dworu królewskiego nastały gwałty i bezprawia rewolucji, rzezie, prześladowanie Kościoła; króla uwięziono, a w końcu naw et ścięto go publicznie w roku 1793. Ogłoszono rzeczpos­ politą. Niemieccy monarchowie nie dali rady i tylko dolali jesz­ cze oliwy do ognia. Rewolucja szalała coraz bardziej. Wyrżnięto w całej Francji mnóstwo szlachty; posunięto się do takiej ohydy, iż ścięto naw et w dow ę po królu! Nabrali Francuzi mylnego przekonania, jakoby trzeba było cały świat przewrócić do góry nogami i potem urządzać go we wszystkim na nowo. Wypędzi­ li więc księży, znieśli wszelkie nabożeństwa, zakazali wyzna­ wać publicznie Boga, a naw et zaprowadzili nowy kalendarz, żeby już nie zostało nic a nic ze starego ustroju społecznego.

244

Dzieje Polski

Zdawało się rewolucjonistom, że od nich zacznie się świat na nowo. Zwyczajne to jest przywidzenie rewolucji. Chcieli więc Francuzi monarchii konstytucyjnej, a na takie zeszli bezdroża. Rewolucjoniści zaczęli we Francji gospodarować w taki sposób, iż byliby ją całą zatopili w m orzu krwi francus­ kiej. Spostrzegł się w końcu naród, że tak bez końca być nie może, i z kolei zaczęto teraz ścinać głowy największym gwałtownikom spośród rewolucjonistów. Od roku 1794 dochodzą we Francji do władzy ludzie coraz bardziej umiarkowani, zwolennicy konstytucji, ale nie rewolucji. Pomyliły się niemieckie dynastie, mniemając, że z końcem rewo­ lucji nastanie także koniec konstytucji. Gdy dynastie te wszczęły z Francją drugą wojnę, cały naród porw ał za broń i nie tylko przepędził wojska niemieckie, ale znaczną część Niemiec przy­ łączył do Republiki Francuskiej. W wojnie tej wyrobił się cały szereg znakomitych wodzów francuskich, a ponad wszystkich Napoleon Bonaparte. Gdzie się pokazał, zwyciężał. Nazwano go „bożkiem wojny". Po upadku Powstania Kościuszkowskiego grono patriotycz­ nych generałów i oficerów myślało nad tym, jakby to urządzić, żeby wojsko polskie nie przestało istnieć. Na polskiej ziemi by­ ło to niemożebne, skoro cała Polska była już pod panowaniem obcych; dałoby się to urządzić tylko zagranicą pod takim rządem, który sam, pozostawał w wojnie z państw am i zaborczymi, a za­ tem miał wspólnych z Polską nieprzyjaciół. Takim właśnie był rząd republikański francuski. Generał Henryk Dąbrowski jeździł jesienią roku 1796 w tej sprawie do Paryża. W następnym roku stanął układ, którego mo­ cą Polacy mogli pod opieką Francji organizować sobie wojsko narodowe, z komendą polską. Stacje tego wojska miały być we Włoszech północnych, zajętych przez Francuzów podczas wojny, a główna kwatera w Mediolanie. Do Włoch podążało więc coraz więcej oficerów rozwiązanego wojska polskiego, ażeby tam usta­ nowić „kadry" nowego wojska narodowego. Jeńcy polscy, wzięci przez Francuzów do niewoli z wojsk niemieckich i austriackich,

245

Feliks Koneczny

wstępowali do tego wojska. Wielu starych żołnierzy przekrada­ ło się z Polski przez granicę, o tułaczym chlebie dochodząc do Włoch, żeby dostać się na nowo pod znaki Orła Białego. W roku 1797 było już około 7 000 polskich żołnierzy. Podzie­ lono ich na dwa legiony; jeden pod generałem Dąbrowskim, drugi pod Kniaziewiczem. Założono szkołę wojskową, uczono się, ćwiczono gorliwie. Czekano nowej wojny, do której przygo­ tow yw ał się rząd francuski. Generał Napoleon Bonaparte miał ruszać prosto na Wiedeń. Naczelnik narodu polskiego Tadeusz Kościuszko, bawił podtenczas powtórnie w Ameryce. Zwolniony po dwuletnim wię­ zieniu w Petersburgu, nie chciał przebywać w Rosji, ani w ogóle pod obcym panowaniem, lecz wyjechał do Ameryki. Wszak był generałem amerykańskim, miał tam własne grunty, nadane za zasługi przez rząd amerykański, i dużą zaległość swego żołdu generalskiego, bo Amerykanom ciężko było podczas wojny o pieniądze. Teraz można to było wszystko odebrać, bo Stany Zjednoczone Ameryki Północnej były już zagospodarowane i kasy rządowe pełne. Udał się więc Kościuszko z Petersburga do Ameryki w pod­ róż morzem przez Szwecję i Anglię. Nie było jeszcze wtenczas okrętów parowych, tylko żaglowe. Były one zależne od wiatru i nieraz taki okręt musiał czekać długo w przystani na wiatr pomyślny, zanim mógł wyruszyć w podróż. W Szwecji Naczel­ nik musiał przeczekać z tego pow odu aż półtrzecia miesiąca, potem znów w Anglii dwa tygodnie. Była to jakby podróż trium­ falna dla Kościuszki; pośród obcych narodów przyjmowano go wszędzie hołdami i zapałem. Podróż przez Ocean Atlantycki trwała następnie całe dwa miesiące. W Ameryce nowe honory i hołdy. W mieście Filadelfii wyprzężono m u naw et konie z po­ wozu; wprzęgli się sami obywatele i zawieźli go do mieszkania. Kongres, czyli sejm amerykański obliczył m u należytość i kazał wypłacić; zebrało się tego z procentami 18 940 dolarów, prócz nadanych m u gruntów. Naczelnik niedługo bawił w Ameryce, gdyż na wiosnę 1798 roku otrzymał z Europy listy z wiadomością, że generał Knia-

246

Dzieje Polski

ziewicz zawarł z Napoleonem Bonapartem (który należał już do rządu Republiki Francuskiej) układ o powiększenie legionów, że zanosiło się na wojnę z dwoma państw am i rozbiorowymi, i że rodacy wzywają go, by stanął na czele legionów i rządził spra­ w ą polską jako Naczelnik narodu. Kościuszko wybrał się zaraz z powrotem. Na wyjezdnym, dnia 5 maja 1798 sporządził testa­ ment, którego mocą grunta swoje w Stanach Zjednoczonych zapisał na w ykup m urzynów i na wychowanie dzieci murzyń­ skich (murzyni byli wówczas i długo jeszcze potem niewolni­ kami w Ameryce). Z funduszu tego założono potem w roku 1826 w mieście Newark szkołę murzyńską, która nazywa się „ KosciuskoSchool". Tymczasem legiony polskie musiały pomagać Francuzom w ich wojnach we Włoszech. Pod Magliano pułkownik Chłopicki przepędził 5 000 wojska neapolitańskiego, mając sam ledwie 300 legionistów. Generał Kniaziewicz przeszło sto zdobytych sztan­ darów odwoził do Paryża, gdzie zastał Kościuszkę. Naczelnik nawiązał rokowania z Napoleonem, który sam rzą­ dził już Francją pod tytułem „pierwszego konsula". Żądali, żeby Francja uznała legiony za osobne wojsko polskie, walczące za polską sprawę przy boku Francji, a nie za francuskich zaciężnych. Uznano to najzupełniej. Kościuszko, jako Naczelnik narodu, nie mógł jednak stawać własną osobą na czele legionów w polu, póki wojna trwała na ziemi niepolskiej; dopiero bowiem, gdyby wojna przeniosła się na polską ziemię, Naczelnik mógł wykony­ wać swoją władzę w tym zakresie, w jakim przyznano m u ją w roku 1794, a do której ponownego wykonywania powoływano go obecnie. Na ziemi niepolskiej nie mógł oczywiście występo­ wać w pełni tej władzy. Póki wojna w obcych była krajach, wszel­ ka władza musiała być tylko pod zwierzchnictwem francuskim. Nie mogło być dwóch władz naczelnych, a Kościuszko nie mógł podlegać nikomu, będąc sam Naczelnikiem narodu całego. Kie­ rował tedy polityczną stroną legionów, bo rząd francuski we wszystkim radził go się, a w wewnętrzne sprawy legionów cał­ kiem się nie mieszał, ale dowodzić w polu nie mógł jeszcze, i nie chciał.

247

Feliks Koneczny

Wojna wybuchła znowu w roku 1799 i trwała przez dwa lata. Toczyła się nie tylko z dwiema głównymi dynastiami niemiec­ kimi, lecz także z Rosją, bo drugą koalicję przeciw Francji utw o­ rzył car Paweł. Napoleon zwyciężał raz po razie, zwycięskie wojska francuskie doszły do Dunaju, aż do miasta Linzu, blisko Wiednia. Legionistów polskich było już 15 000. Cieszyli się, że pójdą w raz z Francuzami dalej na północ, coraz bliżej Polski, u której granic Kościuszko wystąpiłby jako Naczelnik narodu, odzysku­ jącego niepodległość. Generał Dąbrowski ułożył plan, że poruszy narody słowiańskie spod berła Habsburgów. Legion jego wal­ czył nad Renem. Stamtąd Dąbrowski zamierzał przejść przez całe Niemcy, wpaść do Czech, wezwać naród czeski do powstania przeciw Habsburgom, a potem przejść przez Czechy, Morawy i Śląsk do Galicji. W Krakowie Kościuszko objąłby na nowo naj­ wyższą władzę. Rządy zaborcze obawiały się wielce, żeby się gdzie w Polsce nie zjawił Kościuszko. Urządzano formalne obławy na każdej granicy. W Borunach znaleziono wówczas jakiegoś chłopa, któ­ rego wieziono aż do Petersburga, ponieważ wydawał się władzy podobnym do Kościuszki. Plan Dąbrowskiego odrzucił Napoleon, gdyż nie był mu już potrzebny. Bez dalszej wojny Francja dostała niemieckie kraje aż po Ren i całe Włochy południowe. Zawarto pokój. Legionistów Napoleon nie chciał dalej popierać, ażeby m u tego nie brały za złe państw a rozbiorowe, z którymi zawierał pokój. Chciał się naw et pozbyć legionów. Całymi batalionami wyprawiał je za ocean, do kolonii francuskich. Najsmutniejszy był los tych, któ­ rych wysłano na m urzyńską wyspę San Domingo, żeby tam tłumili bunt murzyński. Kto nie zginął w barbarzyńskiej walce, ten zmarniał od żółtej febry. Ledwie kilkunastu z tych batalio­ nów wróciło do Europy. Tak więc zawiodły nadzieje, że legiony, walcząc pośród wojsk napoleońskich, przedostaną się z Włoch do Polski i rozpoczną walkę o niepodległość Ojczyzny z francuską pomocą. Sprawa

248

Dzieje Polski

legionów skończyła się smutno a Kościuszko opuścił Paryż. Zamieszkał na wsi, w Bervilłe, czekając dalszego rozwoju wy­ padków. A tymczasem niespodzianie świtać zaczęła jakaś nadzieja z innej strony, ze strony przeciwnej, bo z rosyjskiej. Caryca Katarzyna prześladowała srogo prowincje zabrane. Jedenaście tysięcy Polaków skazano na wygnanie na Sybir. Zwłaszcza prześladowała unię cerkiewną i to zaraz od pierw­ szego rozbioru, tak iż do roku 1796 pozostało zaledwie dwieś­ cie parafii unickich z dawniejszych pięciu tysięcy. Następca jej Paweł zaprzestał prześladowania religijnego, pozwolił naw et założyć ponownie biskupstwa unickie. Przywrócił też język polski w szkołach na Litwie. Panował niedługo, zamordowany w roku 1801 z wiedzą i przyzwoleniem rodzonego swego syna i następcy Aleksandra I. Car Aleksander I był najchytrzejszym z monarchów. Póki trwały wojny napoleońskie, udaw ał wielkiego przyjaciela Pola­ ków. Ministrem spraw zagranicznych zrobił Polaka, Adama Czartoryskiego, obiecując mu, że przywróci Królestwo Polskie i Wielkie Księstwo Litewskie, byle tylko przystały do niego także zabory pruski i austriacki, ażeby mógł być królem całej Polski. Czartoryski uwierzył, bo car zdaw ał się stwierdzać czynami te zamysły. Mianował Czartoryskiego następnie kuratorem wszys­ tkich szkół na Litwie i Rusi, jakby osobnym polskim ministrem oświaty. Rządziliśmy się przez szereg lat pod panowaniem ro­ syjskim, jakby pod przyjaznym zwierzchnictwem. Posiadaliśmy autonomię ziemską, sądy, urzędy, szkoły we własnym ręku; bra­ kowało tylko wojska narodowego. Zazdrościła zagarnięta w trze­ cim rozbiorze przez Prusaka W arszawa, zazdrościła Galicja, germanizowana przez Austrię z całych sił, podczas gdy pod panowaniem rosyjskim nie tylko wówczas była zupełna wol­ ność narodowa, ale car obiecywał nadto wskrzesić Królestwo Polskie. W roku 1804 Napoleon skończył z republikanizmem swoim, a ogłosił się cesarzem francuskim i zaczął sam rządzić absolutnie.

249

Feliks Korteczny

Nie chciały stare dynastie innych państw dopuścić, żeby się z rewolucji francuskiej wytworzyła nowa dynastia: napoleońska. Na tron francuski postanowiono przywrócić dawną dynastię. Powstała trzecia koalicja przeciw Francji, tym razem pod prze­ wodem cara Aleksandra. Wojska rosyjskie ruszyły przeciw Napoleonowi, z carem na czele. W drodze przybył car do siedziby Czartoryskich, do Pu­ ław nad Wisłą, gdzie Czartoryscy urządzili wspaniałe muzeum pamiątek narodowych, historycznych. Przyjmując w Puławach rozmaite deputacje, nie szczędził car złotych słówek. Sądzono, że pojedzie dalej za granicę drogą na Warszawę, gdzie było zna­ czne stronnictwo rosyjskie, chcące pozbyć się Prusaka, i gdzie gotowano Aleksandrowi serdeczne przyjęcie. Gdyby car poz­ wolił przyjmować się ludności warszawskiej wobec urzędów pruskich, powstać mogłaby z tego niechęć Prus do Rosji. Wła­ dze pruskie w Warszawie nie mogłyby przeszkadzać przyjęciom na cześć gościa. Aleksander jadąc tam, stwierdzałby wobec świa­ ta, że nie obawia się narazić na niechęć króla Pruskiego; ludność zaś zrozumiałaby intencję Aleksandra w ten sposób, że zamie­ rza on przy sposobności odebrać Warszawę i Poznań Prusakowi. Nagle zmienia car kierunek dalszej podróży; omijając War­ szawę, jedzie prosto do Berlina. Zawiera tam ścisłą przyjaźń, zapewnia, że nie myśli bynajmniej łączyć pod swym berłem prowincji polskich, ani też ogłaszać się królem polskim. Adam Czartoryski zrzekł się zaraz urzędu ministra spraw zagranicz­ nych, pozostając odtąd tylko kuratorom szkół okręgu wileń­ skiego. Pod Sławkowem na Morawach stoczono dnia 2 grudnia 1805 roku „bitwę trzech cesarzy". Brali w niej osobiście udział cesarze francuski, niemiecki i rosyjski. Napoleon pokonał tam na głowę Habsburga i Rosję. Po tej wojnie padł taki strach na Niemców, iż większość książąt niemieckich wypowiedziała pos­ łuszeństwo cesarzowi; a uznała zwierzchnictwo nad sobą Napo­ leona. Cesarstwo Niemieckie, owo „święte Cesarstwo Rzym­ skie N arodu Niemieckiego", przestało istnieć. Cesarz niemiecki

250

Dzieje Polski

z dynastii habsburskiej, Franciszek Et, złożył koronę cesarską nie­ miecką, a nie wybrano nikogo na jego miejsce. Cesarz Franciszek II stracił też w tej wojnie dużo własnego kraju, ze swoich posiadłości habsburskich, ale to, co m u zostało, stanowiło i tak panowanie niezmiernie rozległe. Z tych posiad­ łości swych dynastycznych czerpał potęgę, a nie z niemieckiej cesarskiej korony, z której więcej miał kłopotów, niż zysków, bo książęta niemieccy byli w stosunku do Rzeszy jeszcze stokroć gorsi, niż możnowładztwo litewskie w stosunku do państwa polskiego i litewskiego. Nietrudno było przewidzieć, że Cesar­ stwo Niemieckie rychło się skończy, ażeby zaś nie tracić tytułu cesarskiego, do którego ród Habsburgów przywykł już od lat pięciuset, ogłosił, że dynastyczne posiadłości habsburskie sta­ nowią Cesarstwo Austriackie. W roku 1804 ogłosił się już cesa­ rzem austriackim. Rozbiwszy Niemcy, zdobywszy całe Włochy, Napoleon po­ czął trząść całą Europą. Poustanawiał rozmaite królestwa, na których osadzał swoich braci z dziewierzów. N ikt m u się nie przeciwił; nikt nie stawał w obronie dawniejszych monarchów; przeciwnie, ludność stawała po stronie wojsk francuskich, bo Napoleon w każdym kraju zaprowadzał równouprawnienie sta­ nów i znosił niewolę ludu wiejskiego. W roku 1806 wybuchła nowa wojna Napoleona z Prusami i Rosją. Obydwaj cesarze, francuski i rosyjski jęli się schlebiać Polakom, bo każdy mógł ich potrzebować. Aleksander uderzył znowu w swoje obietnice, że połączy wszystkie ziemie polskie i wznowi Królestwo Polskie; Napoleon zaś wzywał Polaków do powstania. Tym razem Dąbrowski był tak pewny, że dojdzie do ziemi polskiej, iż wydał naw et odezwę z zapewnieniem, jako sam Kościuszko stanie na czele nowej walki o niepodległość. Jakoż Napoleon posłał już w listopadzie 1806 ministra swego do Berville, gdzie mieszkał ciągle Kościuszko. Ale Naczelnik nie dowierzał cesarzowi z republikanina, jakim był Napoleon; za­ żądał wpierw zapewnienia na piśmie, że przywrócone będzie państw o polskie w dawnych granicach, a tego Napoleon nie

251

Feliks Koneczny

chciał uczynić. Nie przyłączył się więc Kościuszko do tej roboty napoleońskiej. Naczelnik rozumował w ten sposób, że jeżeli nie utworzy się od razu dużego państwa z silną armią, w takim razie państewko jakieś drobne, które by utw orzył Napoleon, trwać będzie mogło dopóty tylko, póki potrw a potęga napoleońska. Nie wierzył w trwałość cesarstwa i to absolutnego, które wyszło z rewolucji i republiki, a trzymało się szczęściem wojennym, nie trwającym przecież wiecznie. Na razie zadrgała jednak Polska cała od szczęścia, gdy N apo­ leon rozbijał w puch wojska pruskie. Zająwszy Berlin przyzwał tam generała Dąbrowskiego i upoważnił go do zbierania wojska polskiego. W krótkim nader czasie miał Dąbrowski 18 000 żoł­ nierza. Pod narodowymi polskimi sztandarami wkroczył ten żołnierz, korzystając ze zwycięstw „bożka wojny", do Poznania, a niebawem do Warszawy. Rosły pułki Dąbrowskiego, a stanąw­ szy w kraju, pomnażały się tak dalece, iż urosły na znaczną armię narodową. Oswobodzony był zabór pruski, gotowano się w dal­ szą drogę, na tamtą stronę Wisły, do zaboru rosyjskiego... gdy wtem... Napoleon zawarł pokój w Tylży dnia 9 listopada 1807 roku. Rosja nie tylko nie straciła w tym pokoju, ale dostała jesz­ cze od Napoleona obwód białostocki z zaboru pruskiego. Prusy Napoleon chciał zniszczyć. Zabrał im tedy wszystkie kraje pomiędzy Renem a Łabą, tworząc z nich nowe królestwo dla jednego ze swych braci, tzw. Królestwo Westfalskie, które istniało siedem lat (1807-1814). Na wschodzie Napoleon obciął również Królestwo Pruskie. Odebrał prawie cały pruski zabór ziem polskich i utworzył z niego Księstwo Warszawskie, mające istnieć o rok dłużej, niż Królestwo Westfalskie. Księciem war­ szawskim zostawał elektor saski, wyniesiony tymczasem w Sak­ sonii do godności królewskiej Fryderyk August, w nuk króla Augusta III Sasa. Małe to było państewko, ale bądź co bądź państw o polskie. Chociaż drobne i księstwo tylko - ale polskie. Państwo polskie powstawało na nowo! U padek państw a polskiego trwał tedy tylko lat 12, poprzez

252

Dzieje Polski

lata 1795-1807. Ci sami ludzie, którzy uczestniczyli w Sejmie Wielkim i pracach około Konstytucji Trzeciego Maja, doczekali się wskrzeszenia państw a polskiego. Małe ono, ale czy Władys­ ław Niezłomny dużo zostawiał Kazimierzowi Wielkiemu? Było już 30 000 wojska narodowego, były urzędy polskie, i był sejm, chociaż zwoływany być miał tylko co dwa lata i to tylko na dwa tygodnie (Napoleon nie był przyjacielem sejmów). Był kawałek Polski, na którym Polacy mogli rządzić się sami. A rządzili się dobrze. Włościanom nadano zupełną wolność osobistą, jak polecała Konstytucja Trzeciego Maja; zakładano szkółki wiejskie i zaczęto przygotowywać uwłaszczenie, czyli zamianę wieczystych dzierżaw kmiecych na kmiecą własność. Zaledwie postąpiły prace przygotowawcze do wielkiej tej spra­ wy, trzeba było obrady pokojowe zamienić w wojenne pochody. Księstwo Warszawskie ledwie miało czas urządzić się jako tako, gdyż w 15 miesięcy po utw orzeniu tego państewka wybuchła nowa wojna. Tym razem cesarz Franciszek austriacki na wiosnę 1809 ro­ ku wypowiedział wojnę Napoleonowi i sprzymierzonemu z nim naszemu Księstwu. Zamiast tedy do zaboru rosyjskiego, jak przypuszczano podczas poprzedniej wojny, wkroczyło wojsko polskie teraz do austriackiego, do tzw. Galicji. Głównym wo­ dzem naszym był wódz z roku 1792, książę Józef Poniatowski. Stoczywszy z Austriakami bitwę pod Raszynem i odniósłszy zwycięstwo, ruszył przez kordon austriacki, zajął Lublin, San­ domierz, Zamość, Jarosław, w końcu Kraków, a jeden oddział zabiegł aż do Lwowa, witany tam ze łzami radości. Napoleon bił zaś cesarskich w wielu bitwach w Niemczech, w Czechach, na Morawach, a chociaż nie we wszystkich już zwyciężał, wygrał jednak morderczą bitwę pod Wagram (5 i 6 lipca 1809) i wchodził właśnie na Morawy, skąd blisko było do granicy zaboru aus­ triackiego. Zgodził się więc cesarz na wszelkie warunki, byle co rychlej mieć pokój. Dla nas był on zawierany za prędko. Gdyby wojna potrwała była dłużej, książę Józef byłby zdobył całą Galicję. Przyłączono jednak do Księstwa Warszawskiego zachodnią

253

Feliks Koneczny

Galicję po San. Obwód tarnopolski kazał Napoleon wydać Rosji za to, że pozostała podczas wojny neutralna. Widzimy więc, jak Rosja nie tylko nigdy nic nie traciła przez powstanie Księstwa Warszawskiego, ale nawet za każdym razem zyskiwała przez nie, tak przy jego założeniu w roku 1807, jako też przy rozszerzaniu jego granic w roku 1809. Rozszerzenie było bądź co bądź znaczne. Kraków łączył się z Warszawą. Armia narodowa została powiększona do 60 000 żołnierza, a w trzy lata potem do 85 000. Pokonawszy Prusy i Austrię (której odebrał również na po­ łudniu dużo krajów), Napoleon był teraz przez trzy lata 18091812 panem całej Europy. Każde słowo jego stawało się rozka­ zem. Cesarz Franciszek, pragnąc z nim pokoju na stałe, dał mu własną córkę za żonę. Jedna tylko Rosja nic jeszcze przez Na­ poleona nie straciła. Wojska rosyjskie były już nieraz pokonane, gdy szły na pomoc Prusom lub Austrii, ale pomimo to Napoleon nie tylko nigdy nie tknął granic rosyjskich, lecz nawet zezwalał je rozszerzać. W roku 1812 wybuchła jednak pomimo tej ostrożności i po­ wolności Napoleona wojna francusko-rosyjska. I znowu zaczęły się przymilania do Polaków. Księstwo Warszawskie musiało trzymać się Napoleona, bo przez niego powstało i z nim było sprzymierzone. Wojsko polskie wkroczyło więc do zaboru rosyj­ skiego wraz z armią napoleońską, a przyświecała m u nadzieja, że Księstwo rozszerzy się znowu. Car Aleksander namawiał, żeby wojsko polskie połączyło się z nim przeciwko Francji, obiecując wcielić do Księstwa Litwę i prowincje ruskie i że ogłosi wznowie­ nie Królestwa Polskiego. Ale kiedy książę Ogiński proponował, żeby na razie wznowił Wielkie Księstwo Litewskie, nie uczynił tego. Bądź co bądź obietnice Aleksandra wiadome były wszys­ tkim, a tylko pewnym osobom te okoliczności, które wzbudzały nieufność do jego obietnic. Było też skutkiem tego w zaborze rosyjskim silne stronnictwo rosyjskie, naw et wtedy, kiedy armia napoleońska i wojsko Księstwa Warszawskiego wkroczyły już na Litwę.

254

Dzieje Polski

Wojsko polskie wynosiło wtenczas 85 000 żołnierzy. Znaczna to była na owe czasy siła, wystarczająca zupełnie w razie pomyś­ lnej wojny do oparcia na niej dużego państwa. A że Napoleon i tym razem odnosił wciąż zwycięstwa, a wszystkie dawne kraje polsko-litewskie aż po Dniepr zajęte były przez wojska francuskie i polskie, sejm w Warszawie ogłosił więc wznowienie Króles­ twa Polskiego pod dynastią saską, w Wilnie zaś uroczyste wzno­ wienie unii Wielkiego Księstwa Litewskiego z Koroną. Zapro­ wadzono zaraz rządy polskie aż do Dniepru. Zdawało się, że Rosja już jest pokonana tak samo, jak przedtem Prusy i Austria. Wszak Napoleon wszedł zwycięsko do serca Rosji, do samego miasta Moskwy, dnia 14 września 1812 roku. Po miesiącu wracał z Moskwy, nie mogąc iść dalej, ani otrzy­ mać pokoju. Sprawił to pożar starej stolicy carów i dziwnie wczesna, ostra zima. Pod koniec października nastały już mro­ zy, a z początkiem listopada było już 18 stopni mrozu. Żołnierze armii napoleońskiej, nienawykli w swoich krajach do takiej zi­ my, padali jak muchy. Trzeba było wracać krajem zniszczonym już i obranym z zapasów żywności przez pochód poprzedni. Jazda moskiewska, zabiegając z boku, paliła wsie dook®ła i zabie­ rała wszelką paszę. Francuzom padły wszystkie konie, żołnierz na silnym mrozie nie mógł utrzymać karabinu, a po kilku dniach mdlał z głodu i zasypiał w polu na wieczność. Około siedmiu­ set tysięcy żołnierzy wiódł Napoleon na tę wyprawę, a z końcem listopada było ich już tylko osiem tysięcy; i te poszły w końcu w rozsypkę. Tylko wojsko polskie nie rozprzęgło się, a chociaż zmalało o połowę skutkiem walk, chorób i głodu, nie straciło karności i organizacji wojennej, gotowe do dalszej akcji na wios­ nę. Zima stała się mimowolnym zawieszeniem broni. Napoleon z początkiem grudnia opuścił Litwę, spiesząc co tchu w małych lekkich sankach na zachód. Bez wypoczynku pędził aż do Paryża, ażeby przygotować na wiosnę nową armię. Ale na rok następny, 1813, nie z samą tylko Rosją miał do czynienia cesarz Francuzów. Prusy i Austria podniosły głowę, ośmielone niepowodzeniem „bożka wojny" w roku poprzednim

255

Feliks Koneczny

1połączyły się z carem. Nie doszedł już Napoleon do granic rosyj­ skich. Zastąpiono m u drogę w Niemczech środkowych, gdzie stoczył szereg walk. Znowu jedno zwycięstwo następowało po drugim, aż w październiku opuściło go szczęście wojenne, i prze­ grał walną bitwę pod Lipskiem. Wojsko polskie, wierne przymierzu, wyruszyło do Niemiec na pomoc twórcy Księstwa Warszawskiego, biorąc udział w ca­ łej tej wojnie. Było też pod Lipskiem. Tam spotkała nas dotkliwa strata. Główny wódz, książę Józef Poniatowski, utonął, przep­ rawiając się przez wezbrane nurty rzeki Elstery. Strata niepo­ wetowana, bo z generałów czynnych wówczas na wojnie był to jedyny wódz polski, umiejący dowodzić całym wojskiem i kie­ rować całą wojną; a umiał to dobrze, jak pokazał w roku 1809. Pod nim służyło wielu dzielnych generałów, ale zaprawiają­ cych się dopiero do rzemiosła wojennego. Byli to podkomendni, z których żaden nie dowodził nigdy oddziałem większym niż 2 000 żołnierzy. Od śmierci księcia Józefa wojsko polskie było niezdatne do prowadzenia wojny na własną rękę, dla braku wodza. Po bitwie lipskiej powstała największa koalicja przeciw Napoleonowi. Wszyscy monarchowie europejscy zmówili się teraz przeciw niemu, a że wystąpili wszyscy naraz, więc mieli przewagę. W yparłszy go z Niemiec, ruszyli za nim do Francji. Szczęście wojenne było zmienne. Niejedną jeszcze bitwę wyg­ rał Napoleon, ale ostatecznie wojska koalicji weszły do Paryża dnia 31 marca 1814 roku. Trwała więc ta wojna przez całą zimę aż do wiosny; we Francji zima była łagodna, bez mrozów... Wojsko polskie towarzyszyło wciąż Napoleonowi, a tym­ czasem Moskale zajęli Warszawę już dnia 8 lutego 1813 roku Car Aleksander udaw ał dalej wielkiego przyjaciela Polaków, stronnictwo rosyjskie rosło zaś w miarę, jak upadała sprawa Napoleona. Zdrady jednak nie popełnił żaden Polak. Wojsko polskie trwało przy Napoleonie do ostatniej chwili, aż je sam zwolnił z posłuszeństwa, składając cesarską koronę i zrzekając się tronu francuskiego dnia 6 kwietnia 1814 roku.

256

Dzieje Polski

Wszyscy niemal monarchowie znajdowali się w Paryżu z od­ działami wojsk swoich, był tam również Aleksander I. W trzy dni po abdykaq'i Napoleona Kościuszko napisał z Berville list do Aleksandra, żeby się ogłosił konstytucyjnym królem polskim, panującym nad całą Polską, żeby do lat dzie­ sięciu przeprowadził uwłaszczenie włościan i że w takim razie gotów jest jechać natychmiast do Polski. Pisał Kościuszko o tym do Aleksandra, bo car tyle razy przyrzekał wznowienie Polski. O dpow iedź udzielona dnia 3 maja 1814, brzmiała: „Najdroższe Twoje życzenia będą spełnione", bo Aleksander uznaje „wzięte na siebie zobowiązania uroczyste". Więcej i wyraźniej mówiono sobie ustnie. Kościuszko prze­ niósł się bowiem do Paryża i widyw ał się z carem często, mając powóz dworski do dyspozycji. Jak Aleksander dbał o dobre mniemanie u Naczelnika, jak m u schlebiał, jak starał się o jego przychylność, świadczy drobne wydarzenie na jednym balu (u księżnej Jabłonowskiej), gdzie car i wielki książę Konstanty, brat jego, wziąwszy Kościuszkę pod ramiona, prowadzili go przez tłum gości, torując m u przejście i wołając: „miejsca, miej­ sca, oto wielki człowiek!" Jaka zaś była treść ich rozmów, wie­ my bezpośrednio od samego Kościuszki, który powoływał się potem na „przyrzeczenie cesarza, mnie i wielu drugim wiado­ me, powrócenia kraju naszego do Dźwiny i Dniepru, dawnych granic Królestwa Polskiego". We wrześniu 1814 roku zebrał się w Wiedniu kongres monar­ chów i ministrów wszystkich państw europejskich, żeby oznaczyć na nowo granice państwowe, pozmieniane wielce skutkiem wojen napoleońskich. Radzono o losach licznych królestw i księstw, powstałych podczas tych wojen, a więc także o Księstwie War­ szawskim. Carowi chodziło o to, by powiększyć granicę Rosji; chciał posiąść całe Księstwo. Gdyby Kościuszko stanął na czele stronnictwa rosyjskiego, pomógłby bardzo carowi wobec kon­ gresu. W połowie grudnia poruszył Aleksander całą Polskę odez­ wami, wzywając do broni „na obronę ojczyzny waszej i bytu politycznego utrzymanie", głosząc, że „staną między wami ci sami dowódcy, którzy wam przewodzili przez lat 20". 257

Feliks Koneczny

Kościuszko obstawał przy tym niewzruszenie, żeby Aleksan­ der złączył wszystkie ziemie polskie. Gdyby car zdecydował się na wojnę z Austrią i Prusami, żeby zdobyć tamte zabory, gdyby ogłosił się jawnie królem konstytucyjnym całej Polski, byłby Kościuszko stanął ponownie na czele narodu. Ale obietnice carskie malały ciągle w ciągu następnych miesięcy i okazywało się, że Aleksander chciał tylko wyzyskać nazwisko Kościuszki do swoich celów. Na kongresie wiedeńskim omal nie wybuchła wojna między sprzymierzonymi zwycięzcami Napoleona. Nie chciano powięk­ szyć potęgi Rosji, która pragnęła zabrać dla siebie dawniejszy zabór pruski. Odbywały się targi; proponow ano np. znieść od­ rębność państwową Saksonii, a przyłączyć ten kraj do Prus jako wynagrodzenie za utracone ziemie polskie. Ale ostatecz­ nie pogodzono się na kongresie, zwłaszcza, gdy zdawało się, że gwiazda Napoleona zabłysnąć może na nowo. Dnia 13 stycznia 1815 roku zawierano układ, którego mocą Saksonia była ocalo­ na, a postanowiono podział Księstwa Warszawskiego pomiędzy wszystkie trzy państw a rozbiorowe. Galicja zachodnia wracały do Austrii, Wielkopolska do Prus, reszta zaś z Warszawą przechodziła pod panowanie Aleksandra. Miasto Kraków z okręgiem 24 mil kwadratowych zamieniono na rzeczpospolitą. Było to państewko bez znaczenia politycz­ nego, pozostające w mocy przedstawicieli trzech państw roz­ biorowych, których państw a te do Krakowa wysłały, żeby tam sprawowali dozór. Nie oddawano jednak części Księstwa Warszawskiego Alek­ sandrowi jako cesarzowi rosyjskiemu, nie wcielano Mazowsza do carstwa rosyjskiego. Krainie tej nadano pompatycznie tytuł królestwa, postanawiając, że królami jego konstytucyjnymi ma­ ją być carowie rosyjscy. To, czym Aleksander miał być w War­ szawie, było wręcz przeciwne naturze w ładzy monarszej rosyj­ skiej, opartej na absolutyzmie, na przywilejach szlachty a niewoli ludu wiejskiego. Aleksander przyjął jednak te warunki dalej. Nie potrzebując już udawać, jakoby dążył do wznowienia zjed­

258

Dzieje Polski

noczonej w jedno państwo Polski, udaw ał nadal zwolennika ogra­ niczonej monarchii, konstytucyjnej formy rządu. Aleksander chciał posiąść aprobatę Kościuszki dla swego dzieła i zaprosił go w tym celu w marcu 1815 roku do Wiednia. Naczelnik, szpiegowany w drodze, zdążył ledwie na koniec maja przyjechać do Bawarii, gdzie znalazł się car w pochodzie prze­ ciw Napoleonowi, który opuścił miejsce swego przymusowego pobytu (wyspę Elbę), wylądował we Francji i posiadał już znacz­ ne wojsko. Nowe cesarstwo Napoleona miało jednakże trwać zaledwie sto dni. Ani Francuzi go już nie chcieli, mając do syta wojen, choćby naw et zwycięskich! Wszyscy stęsknieni byli za pokojem. W Braunau w Bawarii zjechali się tedy Kościuszko z Alek­ sandrem. Car przyjął go z wszelkimi honorami, ale nie powie­ dział nic wyraźnego, tylko prosił, żeby Kościuszko koniecznie jechał do Wiednia, a potem jak najprędzej do Warszawy. Dowiedziawszy się w Wiedniu, że nowe Królestwo Polskie nie ma obejmować ani naw et całego Księstwa Warszawskiego, oświadczył Kościuszko, że „to jest pośmiech" i odmówił jazdy do Warszawy. Pisał w tej sprawie do cara, a gdy przez dwa tygodnie odpowiedź nie nadeszła, opuścił W iedeń i wyjechał do Szwajcarii. Osiadł na resztę życia w miasteczku szwajcar­ skim Solurze. Cały naród sądził podobnie, jak Naczelnik, że „to jest poś­ miech". Nadano też nowemu tworowi politycznemu szyderczą nazwę „Kongresówki".

259

II. ^róicstwo kongresowe JŁV ólestw o Polskie, ustanowione na kongresie wiedeńskim było połowę mniejsze od Księstwa Warszawskiego, ale bądź co bądź samo wznowienie tytułu Królestwa miało też znaczenie. Przynajmniej na małym skrawku polskiej ziemi mieliśmy uży­ wać jeszcze wolności politycznej. Zyskiwaliśmy tyle, że wojsko narodowe i urzędy utrzym ane miały być nadal. Nie lekceważył tego sam Kościuszko; nie mogąc osiągnąć wszystkiego, co się nam należało, cieszył się „ze wznowienia imienia polskiego; cho­ ciaż w szczupłych obrębach, uczyni się dobrze Polakom". Le­ piej mało, niż nic. On, Naczelnik narodu, nie mógł wziąć udziału w rządzie Polski tak okrojonej, połowicznie ledwie niepodległej, ale nigdy nikomu nie odradzał przyjmowania urzędu w Kongre­ sówce; owszem, uważał, że należy pracować, jak na razie można. Atoli Kościuszko miał niedobre przeczucia o przyszłości tego „królestwa". Bardzo mu się nie podobało, że Aleksander powołał zaraz od początku dwóch Rosjan (jednym z nich był Nowosilcow, o którym jeszcze usłyszymy) do rządu Kongresówki; stanow­ czo bowiem trzymał się zasady, że niepodległość wtedy tylko jest prawdziwa, kiedy nie ma w całym kraju ani jednego obcego urzędnika. Pisał do Adama Czartoryskiego, że obawia się, iż „Rosjanie traktować nas będą, jak podległych" i że takie małe państewko, a do tego z wątpliwą dosyć niepodległością „nigdy się nie zdoła obronić intrydze, przewadze i przemocy Rosjan". Zrywał z Aleksandrem, skoro nie dotrzymał przyrzeczeń złącze­ nia wszystkich ziem polskich, przynajmniej tych, które miał pod własnym berłem. Pisał w te słowa: „Mamyż zamilczeć o pozos­ tałych braciach naszych pod rządem rosyjskim? Serce nasze w zdryga się, ubolewa, że nie są z drugim i złączeni". Niestety, przeczucia Naczelnika miały się okazać słusznymi. Przewidywali 260

Dzieje Polski

zresztą i politycy cudzoziemscy, że Kongresówka nie utrzyma się obok Rosji. Dobrze obmyślono porównanie, że będzie to „los na­ czynia glinianego, uwiązanego przy żelaznym dzbanie". Kiedy w 1816 zdawało się, że wybuchnie znów wojna, Koś­ ciuszko cieszył się, „że z tego niesforu i nieukontentowania ge­ neralnego wypaść może wkrótce spór i na koniec wojna, czego żądam; któż wie, że przez to może się polepszy los Polski, który dotąd mnie mocno obraża o podległości widzialnej Rosjanom". M artwił się losem Polski, ale też doszedł tego myślą swoją, się­ gającą daleko naprzód, że Rosja polityką swoją w końcu sama się zgubi, że ciemnota tam „nigdy nie przestanie" i czekają Rosję za­ burzenia srogie wewnętrzne. W końcu Kościuszko zapowiadał w jednym ze swych listów (z końca grudnia 1815 roku) rozłam pomiędzy państwami rozbiorowymi: „Przyjdzie czas, że te same mocarstwa, jak są w wielkiej przyjaźni teraz, rozdzieli ich inte­ res potem". Przebywał Kościuszko w samotności w Solurze, cierpiąc co­ raz bardziej na bezsenność, bo m u żal o Polskę sen odbierał. Całą jego pociechą stała się dobroczynność, której poświęcił się cał­ kowicie. O nadzwyczajnej zacności jego charakteru świadczą rozmaite fakty, o których opowiada się dotychczas w okolicy Solury. Interesował się też wielce szkółkami początkowymi i od­ wiedzał je często. Łagodność jego, wyrozumiałość dla bliźnich i dobroczynność weszły w przysłowie. Opowiadano o jego ko­ niu, że sam stawał, gdy jaki żebrak na drodze wyciągnął kapelusz po jałmużnę. Odbywał liczne wycieczki konne, a dosiadał konia, bez trud­ ności, choć doczekał się 71 lat wieku swego. Ale dnia 1 paź­ dziernika 1817 nawiedziła go gorączka nerwowa, z której już powstać nie miał. W samotności Naczelnik zamknął oczy w So­ lurze dnia 15 października 1817 roku. Przytomny był do końca, mówiąc o Polsce. Niestety, nie było przy nim żadnego rodaka w ostatnich dniach życia. W rok po zgonie ciało Naczelnika sprowadzono na Wawel; tam spoczywa między Sobieskim a Józefem Poniatowskim.

261

Feliks Koneczny

W roku 1823 uczczono pamięć jego pomnikiem, jakiego nie po­ siada nikt na świecie: usypaną na jego cześć pod Krakowem „mogiłą Kościuszki". Widnieje z daleka: nie był to grób, lecz drogowskaz ku zmartwychwstaniu. Pozostała po nim idea nie­ podległości, tudzież idea podniesienia ludu wiejskiego do oby­ watelstwa narodowego; jedno i drugie razem stanowiło przez całe dzieje porozbiorowe tzw. „ideę kościuszkowską". Był tedy Aleksander monarchą dwojakim: samowładnym carem w Rosji i w krajach zabranych Polsce i Litwie, a konsty­ tucyjnym królem polskim w Kongresówce. Zaczął obiecywać na nowo, że przyłączy do Królestwa Litwę wraz z prowincjami południowo-ruskimi. Tak się zachowywał, tak sobie umiał zjed­ nać popularność, iż mu wierzono powszechnie. Kiedy przyjechał do W arszawy koronować się, stał się tym popularniejszym, iż mówił o rozszerzeniu konstytucji dalej na wschód, nawet na właś­ ciwą swoją carską Rosję. Było to wszystko udawane, ale obmyś­ lone trafnie na umysły polskie. Radowano się, co za świetna przyszłość czeka obydwa „narody bratnie", polski i rosyjski, gdy w jednakowej formie rządu dokona się jakby unii obydwóch państw, rozszerzonego polskiego z rosyjskim. A tymczasem car, uśpiwszy ogół polski takimi marzenia­ mi, zawierał dnia 26 września 1815 roku przymierze z Austrią i Prusami, nazwane bluźnierczo „Świętym Przymierzem", celem przywrócenia w całej Europie rządów absolutnych. Już z góry było postanowione, jako Kongresówce nadaje się konstytucję tylko dla pozyskania sobie na razie Polaków, ale konstytucja ta będzie następnie zniesiona... Kongres wiedeński postanowił był jeszcze dwie rzeczy nader ważne, a korzystne dla Polski. W całej a całej Polsce, we wszys­ tkich zaborach wraz z Kongresówką zapewniono nam wolność religii katolickiej, tudzież prawa języka polskiego w sądach, szko­ łach i urzędach. Niemniej w ażne było postanowienie, że we wszystkich ziemiach państw a polskiego w dawnych granicach 1772 roku, każdemu ma być wolno przenosić się z miejsca na miejsce i przewozić towary bez żadnego ograniczenia; miało

262

Dzieje Polski

więc być wolno przekraczać tzw. kordony, czyli granice rozbio­ rowe, bez paszportów i prowadzić handel bez opłat celnych; handel polski nie miał być krępowany granicami państw roz­ biorowych. Gdyby te postanowienia kongresu wiedeńskiego były dotrzymane, handel i przemysł polski rozwinąłby się, nastałby rozkwit miast i dobrobyt ludu wiejskiego. Ale „Święte Przymierze" nie myślało dotrzymywać tego zo­ bowiązania, a Aleksander, koronowany na króla polskiego, za­ prowadził od razu paszporty i taryfy celne, nie robiąc sobie kłopotu z aktu kongresu wiedeńskiego. Mieszkając w Petersburgu, Aleksander musiał mieć w War­ szawie swego namiestnika. Spodziewano się, że zostanie nim książę Adam Czartoryski, mąż pełen zasług, ceniony przez wszy­ stkie stronnictwa. Został atoli namiestnikiem generał Zajączek, człowiek o słabych zdolnościach, bardzo słabego charakteru, skory do uległości i usłużności carowi, a przy tym nie znający się zgoła na rządach. Dziwowano się takiemu wyborowi, bo nikt w kraju o Zajączku nie myślał. Zagadka wyjaśniła się wkrótce. Równocześnie mianował Aleksander naczelnym wodzem wojsk polskich brata swego, wielkiego księcia Konstantego, człowieka tak dzikiego, że nawet na Rosję zbyt był dziki i nie można go było dopuścić do nas­ tępstwa tronu. Mówiono o nim, że był na pół małpą, na pół ty­ grysem, lecz nic a nic człowiekiem. Aleksander wiedział, że Konstanty będzie popełniał nadużycia na każdym kroku, i jemu to dał istotną władzę namiestniczą, a Zajączek nosić miał tylko tytuł namiestnika. Polecił potem Radzie Najwyższej, tj. rządowi Kongresówki, żeby stosowała się naw et do ustnych rozkazów wielkiego księcia w sprawach cywilnych, nie tylko wojskowych. Polecenie to było zupełnie bezprawne. Do Rady najwyższej Alek­ sander wprowadził też bezprawnie dwóch zażartych wrogów polskości, Moskali. Bezprawiem krzyczącym było również przys­ łanie do W arszawy korpusu wojska rosyjskiego. Widać było z tych zarządzeń, że Aleksander nie myśli uszanować odrębności państwowej Królestwa Kongresowego.

263

Feliks Koneczny

Wielki książę Konstanty, prawdziwy rządca Królestwa, zaczął od pozbywania się z wojska polskiego wyższych zdolniejszych oficerów. Obchodził się w tym celu z nimi, jak prawdziwie dziki człowiek. Lżył przed frontem, uderzał nawet i znieważał czynnie. Oficer dotknięty na honorze, nie mogąc nic poradzić, skoro gwałtownikiem był wódz naczelny, a przy tym wielki książę, osoba krwi monarszej, rodzony brat króla i cara, podaw ał się do dymi­ sji; naw et odbierano sobie życie. Najzdolniejszy z generałów, wsławiony oficer napoleoński, Chłopicki, człowiek tak przywią­ zany do zawodu wojskowego, że nie znał życia poza wojskiem, nie mógł jednak wytrzymać w tym piekle dłużej niż trzy lata i podał się do dymisji. Z żołnierzami Konstanty obchodził się z wymyślną srogością. Zdarzało się, że w deszcz, w burzę, kazał pułkow i wyruszyć na plac ćwiczeń w pełnym uzbrojeniu, za­ komenderował, kazał prezentować broń - i odjechał sobie, nie w ydaw szy nowej komendy, aż dopiero po czterech godzinach przysyłał adiutanta, pozwalając broń opuścić. Zaprowadził w wojsku liczne kary cielesne. Robił wszystko, co tylko mógł, żeby w wojsku sponiewierać honor, obniżyć poczucie godności osobistej i żeby Polakowi zbrzydzić służbę wojskową. Jakby chodziło m u o to, by zabrakło oficerów polskich i żeby można było na ich miejsce mianować Moskali. Nie można wyjść z podziwienia, jak zdołano wytrzymać takie gwałty, takie bezeceństwa przez całe lat 15. Znoszono wszystko, na miejsce występujących oficerów zgłaszali się nowi, żeby tylko utrzymać, jak się da, wojsko narodowe. Tłumaczono sobie, wma­ wiano w siebie, że Konstanty nie jest zdrów na umyśle, ale trzeba to przecierpieć, przeczekać, trzeba Aleksandra utrzymać w życz­ liwości dla Polaków, żeby Litwę i Ruś przyłączył do Królestwa. A nie było roku, żeby car i król w rozmowie z jakim dostojnikiem nie był przyświadczył, że pamięta o tej obietnicy i czeka tylko chwili sposobnej; niech tylko Polacy będą cierpliwi, a wszystko się zrobi... Tak mawiał. Byli więc cierpliwi... i cierpieli. Co się pod takimi rządam i dało zrobić pożytecznego dla narodu, zrobiono wszystko. Tu z największą czcią wspomnieć

264

Dzieje Polski

trzeba o księdzu Stanisławie Staszicu, uczonym przyrodniku, a zarazem statyście (tj. polityku rozumującym), który już za Sta­ nisława Augusta podniósł był hasło zrównania stanów. Pracując wiele około gospodarczego podniesienia kraju, urządzał górnic­ two i hutnictwo, tudzież leśnictwo. W dobrach swoich, w Hrubie­ szowie, założył spółkę włościan i szkołę rolniczą, dla młodzieży włościańskiej. Uwłaszczył wszystkich, i w końcu całe dobra spół­ ce tej podarował. (Tuczyli się potem na tej fundacji urzędnicy rosyjscy, a lud ociemniały nie wiedział nawet, o co Staszicowi chodziło.) Konstytucja Kongresówki nadaw ała włościanom tylko wol­ ność osobistą. Trzeba było zrobić krok dalej i nadać im ziemię, na której gospodarowali. Myślano o tym nie tylko w Kongre­ sówce, ale i na Litwie. W roku 1817 polscy obywatele dawnego Wielkiego Księstwa Litewskiego (ruskich ani letuwskich właś­ cicieli dóbr nie było) podali Aleksandrowi prośbę o uwłaszcze­ nie włościan. Dwa lata minęły, nim od cara nadeszła odpowiedź, a mianowicie taka: kto ośmieli się mówić o uwłaszczeniu, będzie skazany na Sybir. Pokazało się, że ze wszystkich stanów najwięcej stracił na upadku państwa polskiego lud wiejski. Wszystkie uwłaszczenia i oczynszowania, które obywatele polscy zaprowadzili dobro­ wolnie po ogłoszeniu Konstytucji Trzeciego Maja, rząd rosyjski skasował. Rząd ten nie tylko zaprowadził wszędzie na nowo pańszczyznę, ale cofał rozwój społeczny wstecz jeszcze bardziej, wprowadzając na wzór rosyjski niewolnicze poddaństw o ludu. W krajach zabranych wolno było chłopa sprzedać, tak samo jak w Rosji, bo rząd w prow adzał pod tym względem prawo ro­ syjskie. Nie znalazł się atoli ani jeden szlachcic polski, który by z tego „prawa" skorzystał. Dla polskiego sumienia było to nie prawem, lecz bezprawiem. Rząd carski uw ażał naw et prostą wolność osobistą włościan za coś rewolucyjnego. Gdyby nie to, że Królestwo Kongresowe posiadało rząd osobny i swą konstytucję, Rosja byłaby zapro­ wadziła i na M azowszu rosyjskie poddaństw o ludu wiejskiego.

265

Feliks Koneczny

Nieszczęsnym skutkiem rozbiorów było między innymi i to, że dostaliśmy się pod rządy państw zacofanych w porównaniu z postępową Konstytucją Trzeciego Maja. Rządy zaborcze cofa­ ły rozwój społeczny polski. Najbardziej zacofaną była zawsze Rosja; szczęściem szlachta polska nie poddaw ała się wpływom rosyjskim. Była zanadto oświecona, żeby ulegać ciemnocie rosyj­ skiej. Na jedno nie mogła jednak poradzić najlepsza wola szlachty polskiej w krajach zabranych, na Litwie, na Wołyniu i Podolu, tudzież w prowincjach południowo-ruskich: oto było w pańs­ twie rosyjskim prawo, że tylko szlachcie wolno posyłać do szkół dzieci. Skutkiem tego panowała coraz większa ciemnota pośród ludu, a to pociągało za sobą fatalne skutki na przyszłość. Pod rosyjskim praw em każde pokolenie następne stawało się coraz ciemniejszym, podobnie jak cały naród rosyjski, z nielicznymi wyjątkami szczupłej nader warstwy wykształconej, pogrążał się w coraz większej ciemnocie. W Kongresówce zdziałano najwięcej właśnie w dziedzinie oświaty. Jeszcze za Księstwa Warszawskiego wznowiono Ko­ misję Edukacyjną, a Królestwo dbało wielce o szkoły, od najwyż­ szych do najniższych. Dość powiedzieć, że w ostatnim roku istnienia tego Królestwa, w roku 1830, było tam analfabetów mniej, niż przed wybuchem wojny powszechnej, a więc przeszło 80 lat potem. Znać na tym przykładzie różnicę rządów polskich a rosyjskich. Car Aleksander I w sprawach szkół nie krępował Polaków całkiem, byle tylko nie zakładać w krajach zabranych (tj. poza Kongresówką) szkół ludowych. Książę Adam Czartoryski był ciągle kuratorem wileńskiego okręgu naukowego. Zreformował Uniwersytet Wileński i tak go urządził, iż należał do lepszych w Europie. Na Wołyniu zaś, w mieście Krzemieńcu, Tadeusz Czacki urządził „Gimnazjum Wołyńskie" (przemienione następ­ nie na „Liceum Krzemienieckie"), jako szkołę wyższą, a tak dos­ konałą, iż dziś jeszcze oglądamy się na nią, jako na wzór w nie­ jednej rzeczy tyczącej nauczania i wychowywania młodzieży.

266

Dzieje Polski

Z Wilna i z Krzemieńca, jak z dwóch wielkich ognisk, szły pro­ mienie polskiej oświaty na cały ten wielki kraj od Inflant aż do Ukrainy. Mała republiczka krakowska robiła też co mogła, dla podniesienia starego Uniwersytetu Jagiellońskiego. Zabierano się do założenia nowego uniw ersytetu w Warszawie; zdążono jed­ nak urządzić tylko dw a wydziały: prawniczy i lekarski, a nie­ bawem nadejść miały gorsze czasy, które nie dały dokończyć rozpoczętego dzieła. I pod pruskim zaborem zrazu szkoły polskie zostały szczęś­ liwie bez zmiany. Ale od roku 1824 zaczęto w wyższych klasach gimnazjalnych zaprowadzać powoli i ostrożnie wykłady nie­ mieckie; nie robiło się z tego jeszcze systemu szkolnego, były to dopiero próby. Zabraną na kongresie wiedeńskim część Księstwa Warszaw­ skiego Prusacy nazwali Wielkim Księstwem Poznańskim, nadając nawet pewien samorząd narodowy. Polacy sprawowali tam urzę­ dy, a namiestnikiem króla pruskiego był Polak, książę Antoni Radziwiłł. Chociaż nie dotrzymano nam ani połowy z postanowień kon­ gresu wiedeńskiego, położenie nasze pod Rosją i Prusami było bez porównania lepsze, niż w czasach następnych. Potem dopiero nastać miały ciężkie czasy. W zaborze austriackim było natomiast z początku źle, bardzo źle pod każdym względem. W Galicji trwał srogi ucisk narodowy; szkoły były wszystkie niemieckie i ani jednego Polaka na urzę­ dzie. Za czytanie książki polskiej w ypędzano ze szkół. Nie poz­ walano też zakładać żadnych szkółek wiejskich. Rząd austriacki starał się przy tym usilnie o to, żeby nas zubożyć jak najbardziej. Przeznaczono Galicję na ciemnotę i nędzę, a przy tym starano się ją zniemczyć. Nie brak było i pod zaborem rosyjskim znaków, że nasta­ ną i tam czasy gorsze. Najgorszym znakiem było, że w roku 1823 odebrano księciu Czartoryskiemu godność kuratora szkół. W trzy lata potem kazano szlachcie całej przedstawić dokumen­ ty szlacheckie. Kto nie miał papierów w porządku, tego nie w pi­

267

Feliks Koneczny

sano do ksiąg szlacheckich. Jakżeż miały być papiery w porząd­ ku w kraju, który przechodził przez „potop" i potem jeszcze przez tyle wojen i pochodów nieprzyjaciela! Tylko bogatsi, posia­ dający zameczki, skarbczyki zamczyste itp. mogli dochować swe papiery familijne w całości; ogół tracił je wśród pożarów drew­ nianych dworków szlacheckich. Wiedział o tym rząd rosyjski, a spis szlachty urządził umyślnie w ten sposób, iż przeszło po­ łowa rodzin szlacheckich przestawała być szlachtą w oczach władz rządowych, a skutkiem tego traciła prawo posyłania do szkół dzieci. Było to więc zarazem zamachem na oświatę polską. Zama­ chów w tych sprawach miało być coraz więcej. Pozoru do prześ­ ladowań dostarczyły stowarzyszenia studenckie w Uniwersytecie Wileńskim. Dzielna to była młodzież, pracowita i zacna, wzór polskiego studenta. Założyli pomiędzy sobą Towarzystwa Pro­ mienistych, co znaczyć miało: pragnących, żeby z uniwersytetu rozeszły się promienie wyższej oświaty po całym kraju; Filare­ tów, co z grecka znaczy Przyjaciół Cnoty i Filomatów, tj. Przy­ jaciół Nauki. Na czele tych zacnych związków stał Tomasz Zan, wzór wszelkiej cnoty, a pomagał m u Adam Mickiewicz, który miał wyrosnąć następnie na największą chwałę narodu polskiego, stał się „krwią i mlekiem swego pokolenia", a światłem przewod­ nim wszystkich pokoleń następnych. Pośród profesorów miała ta młodzież doskonałe przykłady miłości cnoty i nauki. Bracia Śniadeccy, Borowski, ksiądz Jundziłł, Poczobut i inni wsławia­ li naukę polską i świecili wielkością charakterów. Pod takimi przewodnikam i kształciła się młodzież wileńska na dobrych i światłych obywateli i zawiązywała stowarzyszenia patriotyczne. Nie dogadzało to rządowi rosyjskiemu, który byłby wolał, żeby młodzież oddawała się kartom i rozpuście. Dowiedział się o wileńskich stowarzyszeniach wielki książę Konstanty, który był też dowódcą litewskiego korpusu wojsko­ wego i miał w Wilnie swoich szpiegów. Zrobiono z tych naj­ zwyklejszych stowarzyszeń studenckich umyślnie wielką sprawę polityczną, jakoby chcieli się „buntować". Czartoryskiego złożono

268

Dzieje Polski

wówczas z urzędu kuratora szkół, Konstanty sam zajął się sprawą owych towarzystw, a na śledztwo przysłał z Warszawy Nowosilcowa, swego ulubieńca, którego zrobił w Warszawie senatorem, a o którym wiedział sam najlepiej, że to człowiek bez czci i wiary, bez sumienia, a zrobi wszystko, czego sobie jego pan życzy, choćby najcięższej dopuścić miał się zbrodni, byle za to otrzymać nagrodę. Jakie w Uniwersytecie Wileńskim działy się gwałty, opisał potem Mickiewicz w trzeciej części swego po­ ematu „Dziady" - znanego oczywiście (jak wszystkie pisma Mic­ kiewicza) każdem u inteligentnemu Polakowi. Zapełniły się więzienia; najwybitniejszych studentów skazano na wygnanie w mroźną głąb Rosji. Mickiewicza również wywie­ ziono w roku 1824 - i nigdy nie miał już powrócić do Ojczyzny. Przebywał potem w Odessie, w Moskwie, Petersburgu, do swo­ ich nie było mu wolno wracać. Kiedy w ydał poemat pt. „Konrad Wallenrod", ponownie miał być uwięziony. Udało m u się wy­ jechać za granicę, do Niemiec i Włoch; później mieszkał stale w Paryżu. Od procesu Filaretów zaczynają się na Litwie jawne bezpra­ wia moskiewskie. W Kongresówce były niby sejmy, które powinny były kon­ trolować rząd (od tego są sejmy), ale Aleksander i Konstanty nie zważali na nic. Zasiadało w sejmie Królestwa Kongresowego 77 posłów szlacheckich, a 51 nie ze szlachty. Sejm miał być zwo­ ływany co dwa lata, ale i tego było za dużo dynastom rosyjskim. Pierwszy sejm, 1818 roku, odbył się jeszcze jako tako w zgodzie z rządem i tronem. W roku 1820 pokazał już Aleksander, że nie myśli dotrzymywać konstytucji. Odmówił sejmowi prawa wglą­ dania w rachunki skarbu publicznego, co właśnie stanowi pier­ wsze prawo, a zarazem główny obowiązek każdego sejmu, żeby wiedzieć, na co idą podatki. Odrzucił też Aleksander projekt urządzenia sądów przysięgłych, zdawało m u się to zbyt demo­ kratyczne. Trzeciemu sejmowi, w roku 1822, kazał obradować tajnie, przy drzwiach zamkniętych. Car wymyślił sobie sejm tajny! Taki sejm nie jest już sejmem! O to m u właśnie chodziło,

269

Feliks Koneczny

żeby nie było żadnych sejmów, ani konstytucji, bo tego nie cier­ piało „Święte Przymierze", zawarte na uciemiężenie ludności władzą absolutną. W roku 1825 zmarł Aleksander I, a nastąpił po nim Mikołaj I. Zmiana była na gorsze. Aleksander, który tyle się Polakom naschlebiał i naobiecywał, czasem się przynajmniej zawstydził, podczas kiedy Mikołaj nie był już niczym krępowany. Nowy „król konstytucyjny" Królestwa Polskiego (kongresowego) koro­ nował się dopiero w cztery lata po wstąpieniu na tron, a sejm zwołał aż w roku 1830. Od samego początku okazywał wielką niechęć dla Kongresówki. Resztki form konstytucyjnych, jakie tam jeszcze zostały, były mu cierniem w oku. Zwołał wreszcie sejm po pięciu latach, ale tajny, przy drzwiach zamkniętych i bez roztrząsania rachunków rządowych. Zwołał go tylko po to, żeby się na posłach dopuszczać gwałtów. Chciał, żeby były niepo­ rozumienia i starcia, żeby miał pozór do oskarżania o „bunt", ażeby znieść całkiem konstytucję i zaprowadzić rosyjską formę rządów, a potem znieść odrębność Kongresówki i zamienić Kró­ lestwo Polskie na rosyjskie gubernie. Od kilku lat były już w Kongresówce tajne stowarzyszenia polityczne. Były one w tedy we wszystkich krajach europejskich, u wszystkich narodów, ażeby pielęgnować zasady równości i wolności obywatelskiej, ażeby nie dać zaniknąć przywiązaniu do konstytucyjnej formy rządów. Stowarzyszenia takie musiały być tajne, bo w owych czasach panowały wszędzie rządy abso­ lutne, i żaden rząd nie byłby pozwolił zakładać ich jawnie. N arody tęskniły do swobody. Zaczynali wszyscy tęsknić tedy do polskiej formy rządów, do tego, co my obmyśliliśmy i prak­ tykowaliśmy już w XV wieku: do sejmowania. Doprawdy, gdyby państwo polskie było się utrzymało w całej swej wielkości do tych czasów, stałoby na czele narodów europejskich, jako stanowiące dla nich wzór, bo posiadające od daw na tę konstytucyjną formę rządów, do której narody zdążały obecnie. „Święte przymierze" trwało nadal, a car Mikołaj I uważał się za opiekuna wszystkich monarchów przeciw spiskom stronnictw

270

Dzieje Polski

konstytucyjnych. W lipcu 1830 roku wygnano z Francji króla Karola X, bo rządził zbyt despotycznie, a powołano na tron króla z innej gałęzi dynastii francuskiej, Ludwika Filipa, który zgadzał się na monarchię konstytucyjną. Równocześnie niemal Belgia wypowiedziała posłuszeństwo panującemu nad nią królowi holenderskiemu, urządzając się, jako osobne państwo konsty­ tucyjne. Wybierało się tedy „Święte Przymierze" przeciwko Fran­ cji i Belgii, gdy tymczasem powstał i w Warszawie, a więc na trzecim miejscu jeszcze, zatarg konstytucyjny, a to z pow odu gwałtów króla i cara Mikołaja, popełnianych nad sejmem pol­ skim. Istniało zaś porozumienie pomiędzy tajnymi stowarzy­ szeniami i spiskami rozmaitych narodów. Naczelnicy spisków pozostawali w związkach ze sobą. Rewolucja francuska i belgij­ ska poruszyły jeszcze bardziej umysły polskie do obrony kon­ stytucji Królestwa Kongresowego. Zaczęto się i w Polsce przy­ gotowywać do rewolucji. Mikołaj postanowił wypowiedzieć wojnę Francji i Belgii; ru­ szając z wojskiem przez sprzymierzone Prusy, zabrałby od nich posiłki, a z drugiej strony wysłałby swoje wojsko cesarz austriac­ ki. A więc koalicja przeciwko Francji, jak za czasów napoleoń­ skich. Ale car zamierzał prowadzić tę wojnę nie rosyjskim wojs­ kiem, lecz polskim. Na dzień 1 lutego 1831 roku wyznaczony był wymarsz wojsk polskich z Kongresówki za pruską granicę, a do Królestwa przyjść miały tymczasem na załogi wojska rosyj­ skie. Plan był chytry: w wojnie, choćby zwycięskiej, zmalałaby armia polska; w razie przegranej ona byłaby rozbita, a rosyj­ ska armia nietknięta, miałaby Królestwo w swym ręku i już by z niego nie wyszła, bo któżby ją wyrzucił? Cele „Świętego Przy­ mierza" łączyły się więc z nieuniknionym osłabieniem Polski i z zaprowadzeniem w Kongresówce rosyjskich rządów wojs­ kowych. Plany carskie wydały się. W tajnych towarzystwach posta­ nowiono tedy, że wojsko polskie nie pójdzie przeciw Francji, że zostanie w kraju. Skoro zaś żołnierz polski ma walczyć, le-

271

Feliks Koneczny

piej niechaj przelewa krew w obronie konstytucji w Polsce, niż w obronie absolutyzmu we Francji. I tak doszło do powstania 1830-31 roku, zwanego listopadowym, bo wybuchnęło dnia 29 listopada 1830 roku w Warszawie. Powstanie nasze ocaliło tron Ludwikowi Filipowi i niepod­ ległość Belgii. Car zajęty Polską musiał zaniechać koalicji wo­ jennej i wyprawy na zachód Europy. Nam powstanie to nie wyszło na dobre, ale gdyby nie urządzono powstania, wojska rosyjskie byłyby i tak zajęły Kongresówkę, a polskie wojsko ginęłoby w odległych krajach za sprawę nienawistną Polakowi, bo za sprawę absolutyzmu. Podczas Powstania Listopadowego były dwa stronnictwa. Jedno uważało powstanie za walkę o zachowanie konstytucji w Królestwie Kongresowym i wyrażało się o powstaniu, że jest to „wojna konstytucyjnego króla polskiego Mikołaja I z absolu­ tnym cesarzem rosyjskim Mikołajem I" (bo ta sama osoba dzier­ żyła obie korony). Drugie stronnictwo było tego zdania, że skoro już wojna być musi, trzeba spróbować, czy nie udałoby się do­ konać z bronią w ręku tego, co obiecywał Aleksander I, tj. zdobyć Litwę i prowincje ruskie i przyłączyć je do Królestwa, a zatem zabrać się do odbudowania dawnego państw a polskiego. Z początkiem powstania miało władzę w ręku pierwsze stronnictwo; później dopiero drugie doszło do steru. Generał Chłopicki, obrany wodzem naczelnym, należał do pierwszego stronnictwa. Mniemał, że dobrze już będzie, jeżeli się powiedzie przywrócić rządy konstytucyjne, wymusić poszanowanie dla konstytucji; odbudowanie zaś państwa polskiego w całości uw a­ żał za niewykonalne, a to z powodów wojskowych. Miał w praw ­ dzie zaufanie do żołnierza, do męstwa, hartu, poświęcenia woj­ ska polskiego; ale nie miał zaufania do zdolności generałów, ani naw et do swych własnych. Wszak od śmierci księcia Józefa Poniatowskiego nie mieliśmy generała dowodzącego znaczniej­ szym wojskiem. Od roku 1814 nie byli generałowie nasi ani ra­ zu w ogniu, bo trwał ciągle pokój, a więc nie mieli sposobności douczyć się, czego im nie dostawało: większej praktyki wojennej;

272

Dzieje Polski

młodsi zaś nasi oficerowie w ogóle nie widzieli wojny i mieli się jej dopiero uczyć. Wojna polsko-rosyjska 1831 roku mogła więc być dopiero szkołą dla generałów, jak wojnę prowadzić, a dla młodszych oficerów tzw. chrztem wojennym. Wobec tego Chłopicki nie chciał brać na siebie odpowiedzialności za wielką wojnę od Wisły do Dniepru, z całą potęgą carską, i nie taił się z tym, że wolałby, gdyby się bez wojny obeszło. Były zaś powody do domniemań, że car, niespodzianym wybuchem przerażony, w da się w układy i bez rozlewu krw i przywróci zgwałconą konsty­ tucję. Wielki książę Konstanty udawał zręcznie, jakoby wszystko mogło być załatwione bez wojny, i wypuszczono go z całym jego korpusem rosyjskim wolno, nie próbując naw et go zaczepić. Tak chytrze w yprowadził Konstanty Polaków w pole, iż od 30 listopada 1830 aż do 14 lutego 1831 wojsko polskie stało bez­ czynnie. Naczelnik rządu cywilnego, zacny i wielce zasłużony Adam Czartoryski (o którym kilka razy była już mowa) i główny w ódz Chłopicki (a po nim Michał Radziwiłł) czekali na wyniki układów, z jakimi posyłali do Petersburga. Zmarnowano półtrzecia miesiąca, nie ruszając na Litwę, w ciągłej nadziei, że się obejdzie bez wojny. A tymczasem Moskale łudzili nas tylko umy­ ślnie, żeby armia carska miała czas dojść do granic Królestwa. W lutym 1831 roku wkroczyło 114 000 wojska rosyjskiego z 366 działami; naszych było 63 000 i dział 142, gdy tymczasem car miał jeszcze inne wojska w zapasie i przysłać mógł niejedną jeszcze armię. Skoro się przekonano, że car chce wojny, zaraz w rządzie i sejmie było górą stronnictwo, pragnące wojnę tę zamienić na walkę o odbudowanie dawnego, wielkiego państw a polskiego. Wysłano też potem oddziały wojska polskiego na Litwę, ale chociaż i tam wybuchło powstanie, było już za późno. Kroki wojenne zaczęły się z polskiej strony dnia 14 lutego 1831 roku pod Stoczkiem, gdzie odznaczył się generał Dwernicki. Początek był dobry, bitwa zwycięska, a jednak aż do kwietnia prowadzili wodzowie nasi wojnę tylko obronną, poprzestając na tym, żeby odpierać nieprzyjaciela od Warszawy. Walki odbywały 2T3

Feliks Koneczny

się ciągle około miasta, w jego pobliżu. Nie mieli wodzowie śmia­ łości na wojnę zaczepną, nie ufając sobie. Szkoda, stokrotnie szkoda. W ciągu tych trzech miesięcy okazało się, że Chłopicki rodził się na w odza i że otoczony jest gronem nadzwyczaj zdolnych podkomendnych. Okazało się niebawem, że wątpliwości o zdatności generałów i oficerów były niepotrzebne, bo wlot douczyli się, czego im niedostawało. Jeden z podkomendnych, młody generał Prądzyński, szczególne oka­ zał zdolności; szkoda, że nie miał sposobności znaczniejszej do odznaczenia się. Generałowie Dwernicki, Dembiński, Skrzynecki okazali się prawdziwymi bohaterami w bitwach; można im było polecić do wykonania najcięższe zadanie. Wszyscy inni i cały korpus oficerski odznaczał się od samego początku odwagą i kar­ nością zarazem. Żołnierz sam nie ustępował dawnym wiarusom napoleońskim, taki był sumienny, a palący się do bitwy, hartow­ ny a wzorowy subordynacji. Bili się, jak lwy. Nie mówiąc o pochwałach, jakie ich spoty­ kały od wdzięcznych rodaków, dość powiedzieć, że na cześć np. bohaterskiego czwartego pułku piechoty, tzw. „czwartaków" naw et Niemcy układali pieśni. Do takich pieśni należy: „Bei Warschau schwuren", prze tłumaczona potem z niemieckiego na polskie: „Tysiąc walecznych". Sławny poeta francuski, Delavigne, zachwycony męstwem polskiego żołnierza, uczcił te bohaterskie boje jednym z najpiękniejszych swych wierszy; w polskim tłu­ maczeniu jest to pieśń powszechnie też znana: „Oto dziś dzień krwi i chwały". Walczyło się jednak już ciągle w pobliżu Warszawy. W pięć dni po bitwie pod Stoczkiem zaczęły się sławne boje pod Grochowem. Zmagały się siły polskie z rosyjskimi w tamtej okolicy przez sześć dni, od 19 do 24 lutego 1831. Chwałą nieśmiertelną okrył się oręż polski pod Wawrem, pod Białołęką, pod Olszynką w samym Grochówie (Olszynkę tę cztery razy wydzierano sobie wzajemnie) i znowu 31 marca pod Grochowem, i tegoż dnia pod Dębem Wielkim. Słynie też bitwa, stoczona dnia 9 kwietnia pod Iganiami, gdzie generał Prądzyński z bagnetem w ręku torował i wskazywał drogę swemu pułkowi.

274

Dzieje Polski

Dnia 28 marca 1831 roku uchwalił sejm, że Polska łączy się na nowo z Litwą i że po w ypędzeniu rosyjskiego najeźdźcy ma być przeprow adzone w całym państwie uwłaszczenie włościan. Na dalekiej Żmudzi wybuchło powstanie ludowe. Powstała rów­ nież ruchawka aż nad rzeką Dźwiną, na samej północnej granicy polsko-litewskiego państwa; odznaczyła się tam kobieta, Emilia Platerówna, której Mickiewicz poświęcił potem wiersz piękny. Dumą napaw a nas wspomnienie, że prowincje te pamiętały o swej przynależności do Polski, lecz wojennego znaczenia ruchawki te mieć nie mogły, póki regularne wojsko polskie nie ruszyło na Litwę. W kw ietniu dopiero zaczęła się z polskiej strony wojna zaczepna. Generał Dwernicki wyruszył na Wołyń, żeby nie prze­ puścić do Królestwa nowej armii carskiej, a były to gwardie, najlepsze wojsko carskie. Niestety wyprawa Dwernickiego spełza na niczym, a generał, nie mogąc sobie w końcu dać rady, prze­ kroczył wreszcie z końcem kwietnia kordon austriacki. Złożył broń przed władzami austriackimi w Galicji. Była to strata całego korpusu, doskonale uzbrojonego. Dwernicki był bardzo dobrym żołnierzem, lecz do przedsięwzięć większych, gdzie nie wystar­ czało bić się dzielnie, ale trzeba było samemu obmyślać plany wojenne i dużo rzeczy przewidywać naprzód na kilkadziesiąt mil kraju a na całe tygodnie, do tego nie miał głowy. W miesiąc potem zdarzyło się to samo generałowi Kołysce, wyprawionemu na Podole; przeszedł także do Galicji broń złożyć. Tylko pułkownik Karol Różycki wyrwał się z pułkiem lekkozbrojnej jazdy i odprowadził ją od granicy austriackiej do Zamościa, budząc pochodem tym podziw u wszystkich znawców sztuki wojennej. Z początkiem czerwca dopiero posunięto się na Litwę. Za późno! a przy tym powierzono tę w ypraw ę mniej zdolnemu ge­ nerałowi Giełgudowi. Najzdolniejsi wodzowie zostali przy głównym wojsku, w Królestwie, skoro tam toczyła się główna wojna. Gdyby się było prowadziło wojnę zaczepną zaraz od początku, Chłopicki

275

Feliks Koneczny

i Prądzyński byłby wojował na Litwie i Rusi. Teraz zaś, po nie­ udanych trzech wyprawach do wschodnich prowincji, Kongre­ sówka ściśnięta była pierścieniem wojsk nieprzyjacielskich coraz znaczniejszych, tak iż nie można było się ruszyć. Pomagały też Rosji Prusy. Z pomocą urzędów pruskich Moskale stawiali mosty na Wiśle, na północnej granicy od pruskiego kordonu, a generałowie rosyjscy mieli pozwolone naruszyć granicę, gdyby im dogodniej było przechodzić tamtędy, gdy tymczasem rozbra­ jano każdego Polaka, który by choć na chwilę przeszedł zbrojno granicę Prus. Pruskie urzędy starały się o żywność dla Rosjan, a w Gdańsku był cały komisariat rosyjski. Chociaż więc dokazywano cudów męstwa, walczyło się jed­ nak na coraz mniejszej przestrzeni, coraz w szczuplejszym ob­ szarze wojennym, aż w końcu pod samymi rogatkami Warszawy. Niestety, walka była bezowocną. Dnia 8 września 1831 Mos­ kale weszli do stolicy. W miesiąc potem kapitulowała twierdza Modlin, a pod koniec października Zamość, który trzymał się najdłużej. Belgia zyskała niepodległość, a Polska do reszty ją straciła. Konstytucję zniesiono, armię polską rozwiązano. Królestwo Pol­ skie kongresowe przestało istnieć, chociaż carowie zatrzymali sobie tytuł królów polskich i używali go aż do końca caratu.

276

III. (Emigracja polska Y Y szyscy niemal oficerowie i znaczna część żołnierzy Pow­ stania Listopadowego przeszli przez granicę pruską; sam generał Rybiński przeprow adził za kordon pruski 24 000 żołnierzy. Szli do Francji kolumnami, w szeregach wojskowych, chociaż roz­ brojeni (bo im na pruskiej granicy broń odjęto). Szli tak pieszo przez całe Niemcy. Rząd pruski chciał przepuścić samych tyl­ ko oficerów, a żołnierzy zatrzymywał, jakby swoich jeńców. W Gdańsku używano ich do robót fortecznych. W twierdzy Fischau, gdy żołnierze zaprotestowali przeciw niegodnemu, bez­ praw nem u złemu obchodzeniu się z nimi, kazano strzelać do bezbronnych. Puszczono ich dopiero, gdy rządy francuski i an­ gielski ujęły się za nimi. Tak to Prusy w yzute były już wówczas z wszelkiej uczciwości. Szli więc nasi przez całe Niemcy ordynkiem wojskowym, a wszędzie wychodziły do nich deputacje od miast podejmując gościnnie i witając z zapałem. Ogół narodu niemieckiego, ciemię­ żony przez własnych absolutnych władców, czcił w żołnierzach polskich wojowników za wolność obywatelską, za konstytucję. Nie z narodowej przyjaźni ku Polakom, bo tej nigdy ku nam w śród Niemców nie było, ale z nieprzyjaźni przeciwko absolut­ nym monarchom, a z przyjaźni dla konstytucyjnej formy rządów, kochali tak Niemcy naszych żołnierzy. Każdy Niemiec wiedział, że w razie, gdyby Polacy wygrali byli wojnę, powstałoby na zie­ miach polskich duże, potężne państw o konstytucyjne i skończy­ łoby się panowanie tyrańskiego „Świętego Przymierza". Prusy i Austria musiałyby natenczas zamienić się także na państwa konstytucyjne, albo przestałyby istnieć. We Francji parlam ent wyznaczył oficerom i żołnierzom pol­ skim stałe utrzymanie. Wypłacano każdem u ze skarbu publi­

277

Feliks Koneczny

cznego francuskiego połowę tego żołdu, jaki pobierał, służąc w wojsku polskim. W ten sposób okazała Francja wdzięczność za to, że powstanie listopadowe ocaliło kraj francuski od najaz­ du koalicji, przygotowywanej przez cara Mikołaja I. Wyemigrowało też do Francji kilka tysięcy osób cywilnych. Po większej części musieli uchodzić z Polski, bo car skazał 250 osób na konfiskatę majątku i wieczne wygnanie, nie mówiąc o ty­ siącach i tysiącach skazywanych na więzienie. Nie brak też było wyroków śmierci, na szubienicę i na ścięcie; na ścięcie skaza­ ny był generał Skrzynecki i prezes rządu narodowego Adam Czartoryski. Dużo osób przenosiło się też do Francji dobrowolnie, widząc, jak w kraju nastaje coraz sroższy ucisk, wobec którego nie będą mogli użyć swobodnie wiedzy swej i zdolności ku po­ żytkowi społeczeństwa polskiego. Emigrowali zwłaszcza uczeni i literaci. W taki sposób zebrała się emigracja liczna, a wśród niej kwiat inteligenci polskiej, z Mickiewiczem na czele. Założono na ziemi francuskiej gazety polskie, stowarzyszenia naukowe i polityczne, szkoły i biblioteki. I na obczyźnie pracowali dla sprawy polskiej, o tym tylko myśląc i życie poświęcając w trudzie i mozole temu jednem u celowi, żeby można było wrócić do Polski, oby jak naj­ wcześniej, a wracać z bronią w ręku i podjąć na nowo wojnę 0 niepodległość. Jak dojść do tego? Pod tym względem rozmaite były na emi­ gracji poglądy i nadzieje. Najważniejsze były dwa stronnictwa, z których na czele jednego stał Adam Czartoryski, a drugie­ m u przewodził Joachim Lelewel, daw ny profesor Uniwersytetu Wileńskiego, pierwszorzędny uczony (historyk). Był w Wilnie profesorem Mickiewicza, który napisał do niego piękny wiersz pochwalny. Dwa te stronnictwa, jakby podzieliły się pracą. Książę Czarto­ ryski, mając przez swe urodzenie i majątek (chociaż grubo przez Moskali okrojony konfiskatami), przez swe pokrewieństwa i sto­ sunki ułatwiony dostęp do najwyższych dostojników zagranicą 1 do dworów monarszych, starał się szkodzić „Świętemu Przy­

278

Dzieje Polski

mierzu", a zwłaszcza Rosji. Plany swe opierał na pewnych obli­ czeniach politycznych, że Anglia, Francja i Turcja znajdą się w wojnie z Rosją, a wtenczas będzie można podnieść sprawę polską. Profesor Lelewel oparł politykę swoją na tym, co widziano podczas pochodu wojska polskiego przez Niemcy. Skoro dla miłości konstytucyjnej formy rządu nawet niemiecki naród przy­ jaźni się z Polakami, tym bardziej tedy liczył na życzliwość innych. Radził więc łączyć się z tajnymi związkami rewolu­ cyjnymi wszystkich narodów i pomagać rewolucji wszędzie, gdzie tylko nadarzy się sposobność. Pamiętać trzeba o tym, że chodziło o rewolucję polityczną, tj. w zakresie formy rządu i sto­ sunku władz do ludności, chodziło o to, by ludność miała prawo do w spółudziału w rządzie - a wcale nie o rewolucję społeczną, czyli nie o waśnie pomiędzy rozmaitymi warstwami społeczeń­ stwa. Nie było jeszcze wówczas tego obłędu, jakoby dobro ogółu wymagało, żeby jego części nienawidziły się wzajemnie i wza­ jemnie sobie przeszkadzały. Przypuszczał tedy obóz Lelewela, że gdy ogólna rewolucja europejska zmiecie rządy absolutne, natenczas oswobodzone ludy same wymierzą sprawiedliwość Polsce i przywrócą jej niepodległość. Tak rozumował Lelewel i oparł swe nadzieje nie na oczekiwaniu rewolucji powszechnej, lecz rewolucji politycznej. A tymczasem rząd rosyjski gasił w Polsce światła. Zaraz po stłumieniu Powstania Listopadowego zniesiono wydziały uni­ wersyteckie w Warszawie. W roku 1832 zamknięto uniwersytet w Wilnie, pozostawiając tylko wydział lekarski, jako tzw. aka­ demię medyczno-chirurgiczną (i tę zniesiono w roku 1842), w roku 1833 zniesiono Liceum Krzemienieckie. Założono natomiast Uniwersytet Rosyjski w Kijowie. Gromadziło się tam młodzieży polskiej więcej, niż rosyjskiej. Kurator kijowskiego okręgu nauko­ wego, Bibikow, zajął się szczególnie młodzieżą polską, a to w ten sposób, że zachęcał do niemoralnego życia, do kart i rozpusty. Grzecznie, układnie a chytrze wiódł młodzież do zepsucia z po­ mocą całej zgrai zaufanych podwładnych, żeby w dorastającym 279

Feliks Koneczny

pokoleniu nie było miłośników praw dy i cnoty. A jednak pomimo wszystko wyrósł pośród tej młodzieży hufiec dzielnych obywa­ teli, przodowników społeczeństwa, grono wybitnych uczonych i literatów. Kilku „kijowczyków" żyje jeszcze, otaczanych czcią powszechną (np. w Krakowie prof. Trefiak i Dubiecki). Pozamykano wszystkie szkoły polskie w dawnych wojewódz­ twach południowo-ruskich i litewskich. W samej Kongresówce język polski pozostał wykładowym w szkołach, a także urzędo­ wym w sądownictwie. Do urzędów administracyjnych wpro­ wadzono pół na pół urzędników rosyjskich, sprowadzonych z Rosji. W Rosji istniała zawsze surowa cenzura na wszystko, co drukowane. Było podobnie we wszystkich państwach abso­ lutnych, że bez zezwolenia w ładz nie wolno było niczego dru­ kować, ale nigdzie cenzura nie doszła do takiej potworności jak pod rządem rosyjskim. Z zagranicy sprowadzać książki nie by­ ło wolno bez zezwolenia cenzury. Nadzwyczaj ostre przepisy cenzury rosyjskiej wprowadzono obecnie także do Kongresów­ ki. Nastały takie czasy, iż literatura polska rozwijała się nie w kraju, lecz na emigracji, głównie we Francji. Stamtąd przemy­ cało się do kraju dzieła Mickiewicza i innych wielkich poetów, np. Słowackiego, Krasińskiego; stfantąd szły dzieła historyczne i pisma polityczne. Emigracja stała się światłem dla kraju i dla­ tego wszyscy do niej zwraęali się, od niej wyczekując poprawy losu. Najwięcej uwagi emigracja poświęcała sprawie ludowej. Ale działanie społeczne było słabą stroną emigracji, bo w oddaleniu od kraju tracili stopniowo zdatność praktyczną. Nie stykali się z ludem, nie znali go, nie mieli sposobności ani rozmówić się, ani pracować z nim wspólnie na roli, słowem nie posiadali żad­ nego związku z ludem wiejskim, siedząc w Paryżu, a chcieli pracować w sprawach ludowych. Nie wiedzieli, jaką jest rzeczy­ wistość życia, i dlatego stawali się coraz niepraktyczniejszymi. Wielu ze stronnictwa Lelewela (które nazwało się „demokra­ tycznym") wyobrażało sobie, że wystarczy, żeby w jakiejś okolicy

280

Dzieje Polski

zebrała się garść powstańców i żeby ludowi ogłosiła, że po wypę­ dzeniu obcych rządów będzie uwłaszczenie, a gdy wieść taka pójdzie od parafii do parafii, zrobi się wielkie powstanie ludowe przeciwko rządom rozbiorowym. Były naw et próby urządzenia takich powstań ludowych. Ani jedno nie trwało dłużej, niż kilka dni, bo chociaż wielkie było u ludu pożądanie własności ziem­ skiej, ale jeszcza większa ciemnota. Oświata ludow a w Polsce upadała coraz niżej. Żaden rząd absolutny nie pragnął oświaty ludowej i szkół wiejskich nie zak­ ładał. W Galicji brał rząd do wojska (na lat 12) każdego włościa­ nina, o którym dowiedziano się, że uczył się czytać i pisać, bo uważano takiego za niebezpiecznego, za rewolucjonistę chłop­ skiego. Lud w Kongresówce, najbardziej oświecony do roku 1830 (bo najdłużej pozostawał pod rządam i polskimi), zaczął obecnie również cofać się w oświacie. Cóż dopiero w Galicji, która była pod obcym rządem już od roku 1772! Księża szerzyć oświaty nie mogli, bo każdy kapłan, który by się tym zajmował, był prześ­ ladow any przez rząd, jako podejrzany o „czynności rewolu­ cyjne". Z ciemnotą łączyła się straszliwa nędza. Wszystkie stany zubożały. Szlachta traciła majątki przez powstania, procesy poli­ tyczne, konfiskaty, przez kordony i cła, hamujące handel zbo­ żowy. Miasta, podniósłszy się już po Konstytucji Trzeciego Maja, upadały na nowo, bo szkodziły ich rozwojowi przeprowadzo­ ne środkiem kraju potrójne granice państwowe. Najgorzej było w Galicji, bo w Wiedniu obmyślano wciąż umyślnie sposoby rozmaite, jakby Galicję doprowadzić do ostatniej nędzy. Przyrost ludności wiejskiej gniótł się znow u we wsi rodzin­ nej, nie znajdując zajęcia i zarobku w sąsiednich ubożejących miastach i miasteczkach. Ludzi we wsi było tyle, że połowa by­ łaby wystarczyła na obrobienie gruntów; lud nauczył się więc mimowoli lenistwa, a nie mając dostatecznego zajęcia na cały dzień, szukał zajęcia w karczmie, i tak szło wszystko coraz gorzej. Dwór ubożejący dawał coraz mniej zapomóg, a chłop zapomogi coraz częściej potrzebował i zaczynała się z tego wzajemna nie­ chęć chaty i dworu. 281

Feliks Koneczny

Ta niechęć podobała się ogromnie rządowi austriackiemu i dalejże rozdmuchiwać zły ogień jeszcze bardziej. Kiedy w roku 1844 szlachta galicyjska wniosła do tronu prośbę o uwłaszczenie, nie dostała całkiem odpowiedzi bo w tedy nastałaby zgoda chaty z dworem, a rządowi chodziło o to, żeby dwie rolnicze warstwy społeczeństwa; warstwy u nas najważniejsze (jako w kraju rolni­ czym), były rozdwojone przeciwko sobie. Od tego byli po wsiach osobni urzędnicy cesarscy, zwani justycjarjuszami i mandatarjuszami, do sądownictwa i administracji wiejskiej; sprawowali urząd swój w taki sposób, iż umyślnie jątrzyli chatę przeciw dworowi. Chodziło o to, żeby w urzędniku austriackim lud wi­ dział swego opiekuna, do którego można iść ze skargą na dwór, w dziedzicu zaś gnębiciela swego. Takie nastały stosunki w Galicji, kiedy emigracja zawiązywała przez swych wysłanników (tzw. emisariuszy) organizację pow­ stańczą w całej Polsce. Wyznaczyło w końcu emigracyjne stron­ nictwo „demokratyczne" termin do powstania na dzień 21 lute­ go 1846 roku. W Krakowie ustanowiono rząd powstańczy na wszystkie trzy zabory. Każdy włościanin, który by się przyłączył do powstania, dostać miał po pięć morgów na własność. W Wiedniu coś przeczuwali. Na trzy dni przed terminem pow stania Austriacy zajęli wolne miasto Kraków (wolne, jako maleńka republika, od roku 1815) i do swego cesarstwa wcielili. Powstanie odwołano, ale nie wszędzie doszedł ten rozkaz na czas. Przez to nieporozumienie wybuchły nieznaczne i krótkie ruchawki we wszystkich trzech zaborach a w Galicji miało się to skończyć w sposób straszny. Starostowie austriaccy rozpuścili pogłoskę, że „panowie" bun­ tują się przeciw cesarzowi o to, ponieważ cesarz chciałby znieść pańszczyznę, a panowie nie chcą i postanowili wymordować lud wiejski. Nie ma takiej bredni, której nie uwierzyłby tłum ciemny. Nie pomyślał chłop, jak się to zgadza jedno z drugim, że szlachta chce mieć pańszczyznę dla siebie, ale zamierza się do wymordo­ wania tych, którzy właśnie mają pańszczyznę odrabiać! Starosta tarnowski przeklętej pamięci Breindl, zebrał chłopów,

282

Dzieje Polski

popił ich, i kazał ruszyć przeciw oddziałowi powstańców, pod Tarnowem się zbierającemu. Od tego zaczęła się w zachodniej Galicji straszna jakby wojna domowa ze zbójeckim piętnem kainowskim. Na naradzie we Lwowie, w obecności arcyksięcia habsburskiego Ferdynanda d ’Este, doradzał niemiecki jego doradca, baron Krieg, żeby urządzić rzeź szlachty przez włoś­ cian. Rozumował, że w ten sposób zapobiegnie się na przyszłość powstaniom, a narodowość polska będzie złamaną najpełniej, gdy Polacy sami pomiędzy sobą nastawać będą jedni na dru­ gich. I zaczęto w austriackich urzędach płacić za trupa polskie­ go szlachcica po 25 guldenów, potem tylko po 10, później coraz mniej. Pozwalano przy tym rabować dwory. Działy się podczas tej rzezi przeraźliwe rzeczy, wołające o pomstę do Boga. A gdy tłuszcza ciemna i pijana zasmakowała w krwi i pożodze, zaczęły zbójeckie bandy po szlachcie zabierać się do księży, i zmawiały się na rabowanie miast... Tego już było nawet rządowi austriackiemu za dużo. Wojsko austriackie rozpędziło w kilka dni zbójecki motłoch, ale cesarz Ferdynand wydał dnia 13 marca 1846 roku manifest dziękujący ludowi wiejskiemu za „wierność okazaną dla tronu". Pańszczyz­ na została jednak, jak była! Teraz szlachta straciła oczywiście serce dla ludu i skończyła się opieka dw oru nad chatą. Ale rząd austriacki pomylił się w swoich rachubach. Inteli­ gencja polska wiedziała, co o wszystkim myśleć. Myśl narodową wyraził wówczas poeta Kornel Ujejski. Z bólu nad tym w yda­ rzeniem ułożył wspaniałą modlitwę wierszem. Zaczyna się od słów: „Z dymem pożarów, z kurzem krwi bratniej" - a potem zwraca się do Boga z prośbą: „rękę karz, nie ślepy miecz". Lud byHstotnie tylko ślepym mieczem w cudzych ręku i nie wiedział co czyni. Nie udało się Austriakom rzucić trwałego zarzewia nienawiści pomiędzy polskie stany; ranę 1846 roku zabliźniła następnie oświata. Rewolucyjna część emigracji wyznaczała powstanie na rok 1846, bo przypuszczano, że wybuchnie w tedy rewolucja pow-

283

Feliks Koneczny

szechna w całej Europie przeciw rządom absolutnym. Ale rewo­ lucja europejska wybuchła dopiero we dwa lata później, w roku 1848. Rządy pruski i austriacki musiały już wtenczas przystąpić do uwłaszczenia włościan. Nie poprawiły się jednak stosunki włościańskie w zaborze rosyjskim. Następca Mikołaja I, car Aleksander II był szczegól­ niej tw ardym w sprawie włościańskiej. W roku 1856 jeszcze dał odmowną odpowiedź szlachcie proszącej, żeby ogłosił uwłasz­ czenie. Rewolucja powszechna 1848 roku nie dała nam niepodleg­ łości. W Prusach pozwolono, póki się dwór obawiał rewolucji, gromadzić wojsko polskie, ale skoro tylko król pruski uznał konstytucję, już Niemcy o Polaków nie dbali, a wojsko pruskie rozbroiło oddziały polskie. Austriacy bombardowali wówczas Kraków i Lwów. Była przez kilka tygodni „straż obywatelska" i „gwardia obywatelska", ale gdy wojsko cesarskie zdobyło zbun­ towany Wiedeń, skończyły się wszystkie obietnice. Konstytucja została zaraz odwołana, a język polski prześladowany był jeszcze bardziej niż przedtem. Z początku bowiem zaprowadzono nawet sejmowanie w Austrii. Parlamentowi wiedeńskiemu prezydował poseł lwowski, Franciszek Smolka. Dostaliśmy nawet w Galicji Polaka na namiestnika, lecz trwało to krótko. Najwięcej kłopotu sprawiło dynastii habsburskiej powsta­ nie węgierskie, bo tam urządzono wielką armię narodową, która dawała się cesarskim ciężko we znaki. Odznaczył się przy tym polski generał Bem. Austria nie mogąc dać rady, przyzwała na pomóc Rosję. Wojsko rosyjskie szło przez Galicję na Węgry i stłu­ miło powstanie węgierskie. Car mniemał, że stłumił się przez to samo także ruch konstytucyjny i że zapanuje nad światem na nowo „Święte Przymierze". Ale tego przymierza bluźnierczego był już koniec. Cesarz Ferdynand złożył koronę podczas wojny węgierskiej, a następca jego, 18-letni Franciszek Józef za­ czął niebawem prowadzić politykę przeciwko Rosji, pomimo to, że Rosji zawdzięczali Habsburgowie swe ocalenie. Nowy cesarz austriacki uznał wprawdzie konstytucję, ale była

284

Dzieje Polski

ona tylko na papierze. W roku 1851 odwołał ją całkiem, i aż do jesieni 1860 roku był monarchą absolutnym. Został też język niemiecki u nas nadal w szkołach, w sądach i urzędach i powró­ cili Niemcy do namiestnictwa we Lwowie. Pod pruskim zaborem wyrzucano resztki języka polskiego ze szkół i z urzędów. Zawiodły więc widoki, jakoby rewolucja powszechna odbu­ dować miała Polskę. W pięć lat potem nastała próba dla stron­ nictwa księcia Adama Czartoryskiego. Sprawdziły się jego prze­ widywania o wojnie: Anglia, Francja, Turcja, a nawet Włochy i Austria znalazły się w wojnie z Rosją. Była to tzw. wojna krym­ ska w latach 1853-1856, której głównym czynem wojennym było zdobycie Sebastopola na Krymie przez sprzymierzonych, po 11miesięcznym oblężeniu (we wrześniu 1855 roku). Rosja była pobita na głowę. Zaraz na początku wojny pojawił się plan przywrócenia pań­ stwa polskiego, żeby Rosję osłabić. Układy o to pomiędzy Anglią a Prusami i Austrią były już niemal gotowe, gdy nagle zerwał je król pruski. Jeden z jego ministrów, 38-letni natenczas Otto Bismarck zdołał króla przekonać, że należy politykę pruską zu­ pełnie odwrócić: skierować ją przeciw Austrii, przeciw Francji, a zawrzeć z Rosją przyjaźń jak najściślejszą. Byłyby więc Prusy w ystąpiły w obronie Rosji w razie, gdyby podniesiono sprawę polską. Austria oświadczyła po pewnym czasie, że także nie mo­ że przystać na odnawianie państwa polskiego, Bismarck bowiem umiał trafić i do Wiednia. Łudzono się jeszcze nadzieją, że po zdobyciu Krymu ruszą wojska tureckie i francuskie dalej na północ, a gdy wkroczą na Ukrainę, ogłosi się powstanie polskie. Zaczęto przygotowywać w Carogrodzie dywizję polską, i ciesząc się, że wkrótce wkro­ czy ona z Turcji do Polski, jak niegdyś legiony Dąbrowskiego z Włoch. Przybył do Carogrodu sam ojciec duchowy narodu polskiego, Adam Mickiewicz i niestety znalazł śmierć w tym mieście dnia 28 listopada 1855 roku. Zgon był nagły. Zabrał go Bóg w śród różowych nadziei, że zbliża się koniec niewoli... Niebawem Krym był zdobyty, dywizja polska formowała się...

285

Feliks Koneczny

Wtem zmarł car Mikołaj I, a następca jego, Aleksander II, zrze­ kał się wszelkich roszczeń na Półwyspie Bałkańskim (o co wojna wybuchła), byle mu Krym zwrócono. Zawarto pokój w Paryżu dnia 30 marca 1856 roku - i nikt się już o Polskę nie troszczył. Polityka Czartoryskiego okazała się więc tak samo złudzeniem, jak Lelewela. We dwa miesiące potem przyjechał nowy car do Warsza­ wy. Do deputacji polskiej wypowiedział publicznie ostre słowa: „Precz z marzeniami! Co ojciec mój zrobił, dobrze zrobił" - co miało znaczyć: precz z polskich umysłów z dążeniami do odzys­ kania niepodległości, bo to czcze marzenia, a ja zamyślam uciskać polskość zupełnie tak samo, jak Mikołaj I to czynił. Zapowiedział nam tedy, że pod jego rządami nie mamy się wcale spodziewać poprawy losu. Mijało po owych odwiedzinach w Warszawie lat cztery, peł­ nych smutku. W roku 1860 zaczęły się przygotowywać nowe wypadki, po których nastać miały czasy jeszcze gorsze. Emigracja okazała się nieprzydatną do kierowania losami narodu. Nie wiedziano teraz, co robić, a czego unikać, żeby do­ pomóc sprawie narodowej. Rósł w Polsce patriotyzm, kochano Ojczyznę całą duszą, ale zdatność polityczna była coraz mniejsza. Cała historia polska poucza, że dobra polityka zdarzała się tylko natenczas, kiedy w społeczeństwie kwitnęły nauki, kiedy nie brak było wyższej oświaty. A pod tym względem nastały dla Polski najgorsze czasy: Uniwersytet Jagielloński w Krakowie był przez Austriaków zamieniony na niemiecki, a był w germanizacyjnej swej szacie uniwersytetem bardzo lichym; podobnie we Lwo­ wie jedynym celem uniwersytetu było niemczenie młodzieży i dostarczanie urzędników niemieckich. W Wilnie, Warszawie, w Krzemieńcu wyższe zakłady naukowe były pozamykane. Bra­ kowało nawet szkół średnich. Rządy rosyjskie doprowadziły do tego, iż w całej Kongresówce było zaledwie sześć gimnazjów! Szukano światła na emigracji. Ale była to już inna emigracja, zmieniona wielce na gorsze. Nie było już mężów niepospolitych, jak Czartoryski, Lelewel. Młodsze pokolenie emigracji nie znało

286

Dzieje Polski

kraju do reszty, nie posiadało nic a nic doświadczenia politycz­ nego, i ani jednego męża wybitnego, obdarzonego wyższym rozum em lub większymi zdolnościami. Emigracja około roku 1860 mogła dać krajowi tylko gorące serce i nic więcej. Chciała jednak rządzić krajem. Pewna część emigracji nie dowierzała patriotyzmowi polskie­ m u i bała się, że gdyby nie było przez dłuższy czas powstania, naród gotowy by zniemczyć się i zmoskwiczyć. Głosili, że choćby powstanie nie udało się, musi być korzystne dla polskości, bo nie da Polakom zapomnieć o stanie Ojczyzny. Ludzie małej wiary nie mieli wiary we własny naród; mniemali, że Polacy mogliby zapomnieć o swej narodowości. Ażeby więc poczucie narodo­ we nie uśpiło się, ta część emigracji powiedziała sobie, że trzeba przez emisariuszów (wysłanników umyślnych) utworzyć w kraju na nowo organizację powstańczą. Nie oznaczali jednak czasu, kiedy wybuchnąć ma powstanie. W tych latach nie było o tym co myśleć. Rosja była już wypoczę­ ta po wojnie krymskiej i nie zagrażała jej znikąd żadna wojna; nigdzie też w Europie nie zanosiło się na żadne przewroty. Cho­ dziło tedy emigracji o samą tylko organizację powstańczą, ale nie o powstanie. Nierozsądnie było urządzać organizację przed­ wcześnie, ale na tym oni się nie znali. Nie znali się zazwyczaj na niczym, a chcieli mieć wpływ w kraju. Rzadko który pośród twórców organizacji posiadał studia szkół wyższych porządnie skończone, ale tacy właśnie najbardziej tłoczą się do polityki. Garnęła się do tajnej organizacji młodzież, i pytała o rozkazy. Trzeba było coś robić, coś im kazać, użyć ich do czegoś, bo orga­ nizacja nie może być bezczynną; inaczej rozejdzie się. Zaczęły się więc w 1860 w Warszawie demonstracje patriotyczne, które koń­ czyły się na tym, iż wojsko zaczęło strzelać do ludu na ulicach. Cała W arszawa była poruszona, demonstracje były coraz więk­ sze; brało w nich udział czasem po kilkadziesiąt tysięcy osób. W rozgorączkowaniu takim rosły szybko w liczbę tajne stowarzy­ szenia, kierowane przez emigrację z Paryża. Wkrótce zamieniły się w spisek rozgałęziony po całej Kongresówce, częściowo nawet 287

Feliks Koneczny

po innych prowincjach polskich. Młodzież uważała sobie za ho­ nor należeć do spisku, sądząc, że się tym przysłuży Ojczyźnie. Spisek urządzony był w ten sposób, że każdy spiskowiec dobierał sobie czterech nowych i tylko ci pięciu znali się z sobą, a kierownik piątki znał się znów tylko z czteroma innymi kie­ rownikami; ci mieli wspólnego wyższego kierownika nad sobą, który sam należał do wyższej jeszcze piątki. I tak coraz wyżej, aż do najwyższego tajnego komitetu spiskowego w Paryżu, skąd wychodziły rozkazy. Nikt nie wiedział, kto stoi ponad jego piąt­ ką, komu jest posłusznym, kto go prowadzi i do czego prowadzi; wiedziano tylko, że końcowym celem spisku jest powstanie i to wystarczało. Demonstracje trwały w Warszawie ciągle. Należało wreszcie obwieścić światu ich powód i cel; należało powiedzieć publicz­ nie, czego chce naród, należało oświadczyć to carowi. Nie było żadnych władz polskich, któż więc miał przemówić do cara w imieniu całego narodu? Jedynym stowarzyszeniem, dozwolo­ nym przez rząd, było Towarzystwo Rolnicze. Był to związek gospodarczy właścicieli dóbr, a więc sama szlachta; ale szlachta ta zachowywała się jak najgodniej wobec innych stanów i wszys­ cy zgodzili się, że Towarzystwo z prezesem swym Andrzejem Zamoyskim reprezentuje naród Polski wobec rządu i cara. Towarzystwo uchwaliło wysłać do cara adres, czyli pismo z wyrażeniem zapatryw ań na stan kraju i jego potrzeby. Jeden z wybitniejszych członków Towarzystwa, margrabia Aleksander Wielopolski, radził, żeby carowi podać jakiś projekt wyraźny, co car ma robić. Radził zażądać, żeby car przywrócił konstytucję z roku 1845. Znaczyło to mieć na nowo polski sejm, polskie minis­ terstwa, polskich urzędników, a szkół tyle, ile ich sami sobie za­ łożyć potrafimy. Ale to wszystko dotyczyłoby tylko Kongre­ sówki, a ziemie litewskie miałyby być pozostawione jeszcze szczęśliwszej przyszłości. Znaczyło to, że na razie nie mówi się o Litwie, lecz tylko o Kongresówce. Towarzystwo Rolnicze odrzuciło projekt Wielopolskiego. Jedni bali się, że margrabia żąda za dużo, i że car rozdrażniony

288

Dzieje Polski

gotów znów zawołać: „Precz z marzeniami!" Inni mieli obawy, czy projekt Wielopolskiego nie żąda za mało. A nuż car dałby z własnej woli więcej, gdyby nie to, że sami proszą mniej? Uchwa­ lono więc adres nijaki, w którym dużo było mówione, a nic wy­ raźnie nie powiedziane. Aleksander Wielopolski pojechał jednak sam do Petersburga i znalazł posłuch u cara. Dnia 27 marca 1861 dostał nominację na „szefa komisji rządowej oświaty publicznej i wyznań", a więc na osobnego ministra oświaty w Kongresówce (jak niegdyś Czar­ toryski na Litwie). Wywiązał się z zadania znakomicie. Założył w Warszawie świetny uniwersytet, nazw any Szkołą Główną, a szkoły średnie pomnażał z kwartału na kwartał. Kładł śmiałą ręką podwaliny lepszej przyszłości, podnosząc stan nauki, za czym idzie zawsze powiększenie zdatności i siły politycznej. Sprawa polska posuwała się istotnie naprzód. W roku 1862 przysłał car do Warszawy na namiestnika swego brata (nazywał się znowu Konstanty; człowiek był dobry), a Wielopolskiemu nadał taką władzę, iż prócz policji i wojska podlegało m u wszys­ tko. Był naczelnikiem rządu cywilnego Kongresówki. Poobsadzał tedy wszystkie urzędy Polakami, urządził polską administrację po powiatach i gminach. Ustanowił komisję, zwaną Radą Stanu, celem obmyślenia stosownych ustaw i urządzeń. Mieliśmy więc w Warszawie po 30 latach na nowo rząd pol­ ski. Tylko wojskowe sprawy należały do Rosjan i rządu peter­ sburskiego. Wówczas pobory wojskowe nie odbywały się co roku, lecz tylko niekiedy; za to służba wojskowa rosyjska trwała lat 25. Kogo wzięto do wojska, ten stracony już był dla rodziny i dla gminy swojej. Gdybyśmy przynajmniej przez jedno pokolenie utrzymali w swych rękach szkoły ludowe i administrację wiejską, byłoby się przerobiło lud wiejski na nowych obywateli polskich, naród byłby się wzmocnił ogromnie... Ale nie chciano tego rządu. Nie chciały go tajne organizacje. Były bowiem dwa rządy: jeden jawny, z odpowiedzialnym Wie­ lopolskim na czele - i drugi tajny, a więc nieodpowiedzialny,

289

Feliks Koneczny

stojący na czele spisku. Ten rząd tajny ogłosił się w kwietniu 1862 roku „rządem narodowym". Nie ogłoszono nigdy z jakich osób ten rząd się składa. Większość szlachty i mieszczaństwa posłuszna była rządowi tajnemu. Później dopiero (za późno) wyszło na jaw, że ów rząd tajny składa się... z młokosów. Wielopolski chciał wyzyskać dla Polski wszystko, co da się uzyskać bez powstania. Udało mu się uzyskać dużo, bardzo dużo w czasie nader krótkim. Rząd tajny tej drogi pokojowej nie chciał, rozumując, jakoby poczucie naro­ dowe mogło rozwijać się tylko przez powstanie. Rząd tajny postanowił pozbyć się Wielopolskiego. A chcieli go się też pozbyć, i chcieli tego bardzo gorąco generałowie rosyj­ scy i rozmaici dostojnicy w Petersburgu, nieprzyjaźni względem narodu polskiego. Najbardziej zaś chciał pozbyć się Wielopol­ skiego Bismarck. Wiedział bowiem, że byłoby krucho z Prusami, gdyby Rosja godziła się z Polską; w takim razie nie mogłaby być przyjazną dla Prus. Tajna organizacja pchała do coraz gwałtowniejszych demon­ stracji, chociaż dzień w dzień przybywało polskich urzędów i szkół; aż doczekano się tego, iż dnia 14 października ogłoszono w Warszawie stan oblężenia. Niechętni nam Moskale chcieli koniecznie mieć „bunt", ażeby car mścił się potem na Polakach, żeby odebrał urząd Wielopolskiemu i zniósł jego reformy. Kiedy więc demonstracje jeszcze się ponawiały i aresztowano mnóstwo osób, i kiedy szły już raporty do Petersburga, że gotuje się pow­ stanie, Wielopolski znalazł się między młotem a kowadłem. Wtenczas pojechał do Petersburga ponownie i oświadczył, że albo będzie mieć pod sobą policję i cały rząd, albo zrzeka się całkiem urzędu i wycofuje z życia publicznego. Powiodło mu się i tym razem. Został prawdziwym rządcą kraju. Mniemał, że teraz ustaną demonstracje, bo po cóż demonstrować przeciw własne­ m u rządowi w takich okolicznościach? Miał prawo przypuszczać, że spisek rozwiąże się, bo po co spiski, skoro jest już rząd polski? Zawiódł się. Organizacja tajna urządziła zamach na jego życie. Tak wystąpił rząd tajny przeciwko rządowi jawnemu. Nie mogą

290

Dzieje Polski

jednak być dwa rządy obok siebie. Albo spiskowcy musieli usu­ nąć Wielopolskiego, albo on ich rozpędzić. Oni godzili na jego życie; on zaś obmyślił sobie, że można by pozbyć się ich od jed­ nego razu, gdyby ich oddać do wojska. Od 12 lat nie było rekrutacji w Kongresówce. Teraz wystarał się o to Wielopolski i to w taki ostry sposób, iż tym razem nie miało się losować pomiędzy zdatnymi do służby wojskowej, lecz policja wskazywać miała, kogo wziąć w rekruty. Kiedy wieść o tym rozeszła się, młodzież spiskowa chciała się rozjechać, roz­ pierzchnąć po całym kraju, poukrywać, aż minie pobór. Rząd tajny wydał jednak rozkaz, żeby się nie rozjeżdżać, lecz trzymać razem, gromadnie schronić się do lasów i czekać dalszych roz­ kazów. Z samej W arszawy wyszło około tysiąca młodzieży i obozo­ wało w pobliskich lasach kampinoskich. Rząd tajny przyrzekł im, że ich obroni od poboru wojskowego, i młodzież posłuszna poszła. Chociaż rząd tajny składał się wówczas także z młodzieży, nie mógł jednak nie mieć na tyle rozsądku, żeby nie wiedzieć, że wojsko rosyjskie pójdzie za zbiegami od rekrutacji do lasu i że się poleje krew, że zacznie się walka. Ale rząd tajny tego właś­ nie pragnął. Rząd tajny nagle decydował się na powstanie od razu. A nie było do tego powstania przygotowań żadnych prócz spisku. Wszczynano tedy powstanie, nie mając wojska, bez broni, bez planu, bez oficerów, bez pieniędzy. O tym zaczęto myśleć dopie­ ro potem, już podczas powstania. Było zaś w Kongresówce 83 000 regularnego wojska rosyjskiego, a drugie i trzecie tyle car mógł przysłać z Rosji każdej chwili. Przeciwko Prusom, ani przeciw Austrii rząd tajny nie zwra­ cał się. W Prusach nie robiono żadnych ulg dla Polaków, a w Austrii trwało jak najgorsze prześladowanie. Z rozniecenia powstania przeciwko Rosji wielka była radość w Berlinie; radowano się, że nienawiść pomiędzy Polską a Rosją pogłębi się. Bismarck nabierał pewności, że utrzyma się przyjaźń Prus z Rosją.

291

Feliks Koneczny

W połowie stycznia zaczęło się powstanie walką w lasach kampinoskich. Natychmiast Bismarck posyła do Petersburga z projektem, żeby Rosja i Prusy związały się na stałe przeciw Pola­ kom. Przyrzekał, że Prusy dopomogą Rosji całą swą siłą wojenną, gdyby inne państw a ujmowały się za Polakami i gdyby chciały Rosji wypowiedzieć wojnę; żądał za to nawzajem neutralności ze strony Rosji podczas każdej wojny, jaką by prowadziły Prusy. Dnia 8 lutego 1863 roku stanęła ta konwencja pruska-rosyjska. Od tego dnia Bismarck miał wolne ręce do przeprowadzenia swych planów przeciwko Austrii i Francji; miał już pewność, że Rosja mu w niczym przeszkadzać nie będzie. Powstanie roku 1863, zwane styczniowym, było ostatnią ro­ botą emigracji. Nie było ono wojną, jak w roku 1831, lecz tylko ruchawką. Każda okolica walczyła z osobna, na własną rękę. Formował się oddział, szedł w lasy z myśliwskimi strzelbami, pozbieranymi po dworach szlacheckich, a często i bez strzelb, tylko z bronią sieczną. Oddział taki w ypadał z lasu przy spo­ sobności i podrywał drobniejsze komendy rosyjskie, aż zebrało się przeciw niemu więcej rosyjskiego wojska. Wtenczas szedł w rozsypkę, ale zaraz powstawał na jego miejsce oddział nowy, potem trzeci i tak ciągle. Ruchawka objęła w ten sposób cały zabór rosyjski. Stoczono około 600 drobnych utarczek; nie było ani jednej znaczniejszej bitwy. W kilku największych potycz­ kach brało udział ledwie po dwa do trzech tysięcy powstańców. Zwykle walczono oddziałkami po kilkuset, a często nawet po kilkudziesięciu. Nie było żadnego planu wojennego, ani nawet nie miano głównodowodzącego. Dwa razy próbowano ustanowić dyktatora, tj. naczelnika powstania z nieograniczoną władzą wojskową i cywilną. Pier­ wszy dyktator, Mierosławski, był nim przez trzy tygodnie; drugi, Langiewicz, nie o wiele dłużej. Obydwaj przeszli po krótkiej wal­ ce za kordon austriacki, stwierdzając własnym przykładem, że powstanie nie ma widoków. Walczono jednak dalej bez wyż­ szej komendy wojskowej, luźnymi oddziałami, których przy­ wódcy nie porozumiewali się całkiem ze sobą.

292

Dzieje Polski

Wojsko rosyjskie nie miało sposobności do żadnej walnej bitwy, a tylko goniąc bez ustanku uwijające się po całym kraju drobne oddziały powstańcze, musiało się samo przy tym dzielić na mniejsze oddziały. Ruchawka spełniała rzeczywiście ten cel, żeby nie dopuścić do żadnej walnej rozprawy, żeby móc czekać, aż nadejdzie pomoc z zewnątrz. Powstańcy walczyli zawsze z siłami znacznie przeważający­ mi, a dali setki i tysiące dow odów nieustraszonego męstwa. Ofiarność zaś społeczeństwa na cele powstania była nadzw y­ czajna, niewidziana nigdy w historii w stopniu tak wysokim. Szlachta oddawała z zapałem i bez namysłu majątki na walkę o niepodległość. Ale ani ofiarność, ani zapał, ni męstwo, poświę­ cenie, ni choćby największe bohaterstwo nie mogły zapewnić zwycięstwa ruchawce przeciwko armii regularnej, zwiększonej już do 100 000 żołnierza, a która mogła mieć na każde zawołanie do pomocy 60 000 pruskiego wojska, stojącego w pogotowiu na granicy, czekającego na wezwanie rządu rosyjskiego. Niektóre państwa pragnęły skorzystać z powstania, żeby Ros­ ję osłabić. Anglia i Francja, pozyskawszy Austrię, podały dnia 17 kwietnia w Petersburgu notę dyplomatyczną, czyniąc caro­ wi uwagi, żeby pomimo powstania uznał prawa narodowe Pola­ ków. Car Aleksander II wiedział, że się gotuje coś takiego. Na cztery dni przedtem, dnia 13 kwietnia, ogłosił amnestię dla wszystkich powstańców, którzy w ciągu miesiąca broń złożą. Pozostawił też car Wielopolskiego nadal na urzędzie. Ale tamtym trzem państwom dał odpowiedź hardą, że nie pozwoli obcym mieszać się w jego sprawy. Mógł się car stawiać, bo miał konwen­ cję z Prusami. Ogółowi polskiemu zdawało się, że nota dyplomatyczna owa stanowi wstęp do wojny trzech wielkich państw przeciw Rosji, a gdy w wojnie tej Rosja będzie pokonana, natenczas zyska się dla Polski więcej niż otrzymał Wielopolski; marzyli, że po owej spodziewanej wojnie połączy się Korona z Litwą, i powstanie wielkie państw o polskie, zupełnie niepodległe. Rząd tajny kazał amnestię odrzucić i walczyć dalej. W czer­

293

Feliks Koneczny

wcu pojawia się druga nota Austrii, Francji i Anglii. Trzy te pań­ stwa żądały zawieszenia broni i żeby zwołać kongres europejski dla sprawy polskiej. Teraz przyłączyli się do powstania nawet tacy, którzy z początku byli mu przeciwni. Wielopolski doradzał carowi, żeby się zgodził na kongres. Przypuszczał, że może się to wszystko skończyć lepiej niż w roku 1815, że granice państwa polskiego będą oznaczone szerzej, niż wówczas. Była też wielka różnica pomiędzy rokiem 1815 a 1863. Wówczas monarchowie europejscy widzieli w Rosji wybawicielkę od przewagi Napoleona; a teraz bali się przewagi Rosji i gar­ nęli się chętnie do przymierza z nowym cesarzem francuskim, Napoleonem III (siostrzeńcem tamtego). Zdawało się przeto wiel­ ce prawdopodobne, że Europa tym razem odnowi Polskę. Ale car Aleksander II nie chciał ani słyszeć o kongresie. Znaj­ dował się też już całkiem pod wpły wem Bismarcka i było umó­ wione, że byle stłumić powstanie polskie, zacznie się zaraz jak najsroższe prześladowanie, ażeby wytępić naród polski. Przej­ rzał to Wielopolski i podał się do dymisji dnia 28 czerwca 1863 roku. Dymisję jego przyjęto skwapliwie, a namiestnikiem w War­ szawie został generał Berg, Niemiec z Inflant w służbie rosyjskiej. Tymczasem poprawił się jednak znacznie tajny rząd pow­ stańczy. Weszli do organizacji ludzie poważniejsi (najdzielniejszy i najrozumniejszy był dyktator Romuald Traugutt). Teraz cho­ dziło o to, żeby przedłużyć powstanie tak długo, aż tamte pań­ stwa wypowiedzą Rosji wojnę. Pocieszano się, że powstanie wy­ woła tę wojnę. Rozumowano, że bez powstania nie mogłyby tamte państw a wojny wypowiadać. Tak tłumaczył położenie polityczne polskim wysłannikom, wyprawionym do Paryża nie tylko z Warszawy, ale także z Kra­ kowa - rząd cesarza Napoleona III. Było to nieuczciwie. Cesarz ani myślał wszczynać wojny z Rosją! Chciał tylko, żeby powsta­ nie trwało jak najdłużej, żeby Rosja była zajęta tym powstaniem, ażeby m u nie mogła przeszkadzać gdzie indziej do jego planów (w Meksyku i we Włoszech). I dawaliśmy się łudzić. Chociaż była w sierpniu jeszcze jedna nota, nikt się o nas napraw dę nie

294

Dzieje Polski

troszczył; Napoleon III w rozmaitych prywatnych rozmowach zachęcał nas do w ytrwania w powstaniu, do niczego się jednak publicznie i urzędowo nie zobowiązywał. I wytrwaliśmy aż do lata 1864 roku, czekając na obcą pomoc. Wytrwaliśmy w ruchawce, nie mającej już żadnego celu, gdyż nie posiadającej najmniejszych widoków powodzenia, a wyniszcza­ jącej kraj cały do ostatniej nędzy, i - co najważniejsza - prowa­ dzącej kwiat młodzieży na pewne jatki, a potem kwiat całego narodu na szubienicę i Sybir.

295

IV. Ostafrue p o k o le n ie niewoli ■A yijsroższe prześladowanie, jakie kiedykolwiek było, zaczęło się na Litwie już w czerwcu 1863 roku. Został natenczas miano­ wany gubernatorem wileńskim osławiony Murawiew, którego sami Moskale obdarzyli hańbiącym przydomkiem „ Wieszatiela". W niecałe dwa lata rozstrzelał on i powiesił 128 osób, wywiózł na Sybir 2 497, w głąb Rosji 4 696, oddał do wojskowych rot aresztanckich osób 1 427. Przeszło 30 osad zrównał z ziemią, a jeszcze więcej dworów szlacheckich. Ile zaś osób wymordowano za jego rządów bez żadnego sądu, bez pisania po kancelariach, tego już nikt nie zliczy. Konfiskował mnóstwo majątków, a na wszystkich właścicieli ziemskich nałożył oprócz podatków kontrybucję stałą, która wynosiła dziesiątą część rocznego dochodu z ziemi (płaco­ no ją do roku 1905). Ucisk Murawiewowski w ydał skutki wręcz przeciwne, niż przypuszczali moskiewscy siepacze. Tylko liche charaktery ugi­ nają się pod prześladowaniem, ludzie zacni nabierają jeszcze więcej hartu i jeszcze mocniej przywiązują się do swych ideałów. Litwa wycieńczona fizycznie posiadła nadzwyczajną moc ducha, a im srożej prześladowano polskość, tym mocniej przywiązywali się do niej Litwini, bo polskość stawała się jakby świętością, dla której nie żal znosić prześladowań. Otrzymała też Litwa słusznie przydomek „męczennicy". W gorącym przywiązaniu do polskości współzawodniczyli rodowici Polacy z Letuwinami. Letuwa, obojętna na swój język, ruskiego się wyzbyła, a przyjęła polski w czasach porozbiorowych, toteż szlachta letuwska spolszczyła się całkowicie. Stało się to w czasach, kiedy my nie posiadaliśmy naw et władzy rzą­ dowej w swym ręku, a więc nie mogliśmy naw et wywierać ja­ kiegokolwiek nacisku; stało się zupełnie dobrowolnie. Nie było

296

Dzieje Polski

zresztą szlachty letuwskiej wiele, rozpływała się w większości polskiej. Rodowita polska szlachta przeważała. Pomiędzy Koroną a Litwą istniała wzajemna wolność przesiedlania się przez kilka wieków. Korzystano z niej skwapliwie. Niejeden Letuwin prze­ niósł się do Korony, ale ponieważ Litwa była rzadziej zaludniona, więc bez porównania więcej było polskich przesiedleńców do Litwy. Letuwin w Koronie polszczył się niezawodnie, ale Polak na Litwie pozostawał Polakiem, bo Letuwini, języka swego nie wykształciwszy, sami polskim się posługiwali. Zachodziła też wielka różnica kulturalna; nie Polak naśladował Letuwina i sto­ sował się do niego, lecz odwrotnie. Język letuwski pielęgnowany był w kościele, bo lud prosty w tym tylko języku mógł spowiadać się i słuchać kazań. Księż­ mi bywali często rodowici Polacy. Rzecz dziwna, że polscy właśnie księża, a nie letuwscy, wytworzyli nareszcie i literatu­ rę letuwską, poezję zwłaszcza. Tak jest; świeckie piśmiennictwo letuwskie pochodzi od polskich księży na Litwie, posiadających talent literacki, którego dowody złożyli już przedtem w polskim języku. Ci uważali sobie za obowiązek wobec Letuwy, żeby pisać także po letuwsku. Od tego zaczęło się letuwskie poczucie naro­ dowe, którego oni dotychczas nie posiadali. W polskim uniwer­ sytecie w Wilnie za czasów filareckich tkwią korzenie ruchu narodowego letuwskiego. W polskiej literaturze pojawia się cały szereg utw orów pisanych po polsku, a w duchu patriotycznym letuwskim. Miłośnictwo Litwy nie tylko dla jej polskości, lecz miłośnictwo Letuwy, uchodziło za w arunek nieodzowny pat­ riotyzmu polskiego. I nawzajem najwięksi pisarze letuwscy (Dowkont, Wołonczewski, Baranowski) byli wielkimi zarazem patriotam i polskimi. Słynęli na całą Polskę, chociaż rzadko kto wiedział, że pisują także po letuwsku. Nieliczna inteligencja letuwską łączyła się najzupełniej z pol­ ską w swych pracach i celach. Toteż cała inteligencja polska odwdzięczała się pracą około ludu letuwskiego, około jego oś­ w iaty i dobrobytu. A lud ten lgnął do polskości niemniej od inteligencji. Wszak i w roku 1831 i 1863 prosty lud wiejski na 297

Feliks Koneczny

Litwie i Żmudzi przystępował do powstania. Za to właśnie zrów­ nał Murawiew 30 wsi z ziemią i kazał zaorać miejsca, na których stały. Zabrali się też Moskale odtąd do prześladowania Letuwy na równi z polskością. Doszło do tego, że zakazali druku książek letuwskich czcionkami łacińskimi, a kazali je drukować abecad­ łem rosyjskim, tzw. grażdżanką. Ponieważ chłop letuwski znał tylko łacińskie (polskie) abecadło, zakaz równał się całkowitemu pozbawieniu tego ludu książek wszelkich, naw et książek do na­ bożeństwa. O to właśnie chodziło, żeby ten lud nie czytał nic innego, tylko to, co rząd rosyjski każe dla niego drukować graż­ dżanką. Z końcem roku 1864 Moskwa zabrała się do prześladowania Kongresówki. Kamień na kamieniu nie został z dzieła Wielo­ polskiego. Posypały się kary śmierci, szubienice, więzienia, wy­ wożenia licznych tysięcy na Sybir, tudzież konfiskaty majątków, które rozdawano generałom rosyjskim. Wyrzucano język polski z urzędów, zniesiono szkoły polskie, a zajmować się oświatą wśród ludu zakazano najsurowiej. Doszło do tego, że nie wolno było odezwać się po polsku do żadnej osoby noszącej m undur, choćby to był tragarz kolejowy; a na Litwie zakazano naw et mówić po polsku w miejscach publicznych. W Warszawie zaka­ zano w końcu nawet dozorcom chorych w szpitalach przemawiać do chorych po polsku; w zakładzie głuchoniemych wprowadzono nauczanie rosyjskie. Do prześladowania narodowego dołączyło się religijne. By­ ły takie lata, że nie mieliśmy ani jednego biskupa, bo wszyscy byli wywiezieni w głąb Rosji i na Syberię. Prześladowanie doszło do tego, że księdzu nie wolno było bez osobnego paszportu wyjechać do sąsiedniej parafii, ani pomóc przy spowiedzi na odpuście, ani choćby wyspowiadać konającego sąsiedniego pro­ boszcza. Nie tylko kazania pozostawały pod dozorem żandar­ merii politycznej, ale naw et kleryków w seminariach poddano pod dozór urzędników rosyjskich. Nie wolno było aż do ostatnich dni państw a rosyjskiego wyświęcić polskiego kleryka, póki nie 298

Dzieje Polski

zdał egzaminu z języka rosyjskiego, i to koniecznie celująco; m u­ siał władać nim w mowie i piśmie tak, żeby wymawiał każde słówko jak rodowity Moskal i pisał po rosyjsku, jak rosyjski lite­ rat. To samo obowiązywało we wszystkich szkołach średnich. Chodziło rządowi o to, żeby młodzież musiała poświęcać jak najwięcej czasu na naukę języka rosyjskiego, żeby nie mieć czasu na inne nauki; chodziło o jak największe obniżenie poziomu szko­ ły średniej w Polsce. O ludowych szkołach polskich tym bardziej nie było mowy. Zubożyć społeczeństwo polskie i ogłupić je - oto cele rządu rosyjskiego do których dążył środkami barbarzyńskimi. Próbo­ wał zniszczyć Kościół katolicki, ażeby przygotować stopniowo grunt pod swoje prawosławie. Straszliwe było prześladowanie resztek unitów na Podlasiu i w Chełmszczyźnie. Na Litwie i Rusi zniesiono unię już za daw ­ niejszych czasów. Na Podlasie i do dawnej ziemi Grodów Czer­ wieńskich (tym bowiem jest Chełmszczyzna) nasłano popów z policją i wojskiem na „nawracanie" na prawosławie. Po więk­ szej części przyjeżdżali w tym celu księża ruscy z Galicji wschod­ niej, apostaci. Dręczono lud w najokropniejszy sposób. Bywało, że wpędzano w zimie całą wieś unicką na lody rzeki lub stawów, przetrzym ywano tam przez kilka dni i nocy, bijąc, gwałcąc, nie dając zasnąć, ni wytchnąć, o głodzie. Miesiącami całymi kwatero­ wało wojsko po wsiach na egzekucji, dopuszczając się gwałtów na mieniu i życiu włościan. Nieraz żołnierze bili ludzi do żywe­ go mięsa, a obok stał pop schizmatycki z hostią lub łyżką wina z kielicha mszalnego (bo w obrządku wschodnim komunikuje się pod obiema postaciami), czekając aż bity zacznie krzyczeć; wten­ czas do otwartych od krzyku ust wkładano m u hostię lub wle­ w ano wino mszalne. Niczym więc dla tych popów nie było znieważenie takie Najświętszego Sakramentu, skoro chodziło o politykę rządową. A kto przy takim biciu przyjął mimowolnie Sakrament od popa, zapisywali go zaraz na prawosławnego. Więc ludzie... wypluwali! Świadkowie tych wypadków żyją jesz­ cze. Żyją też jeszcze „oporni unici, których żadna siła nie zdołała

299

Feliks Koneczny

zmusić do przyjęcia prawosławia, praw dziw i męczennicy kato­ licyzmu. Pomocą i ostoją w czasach prześladow ań byli unitom kapłani polscy łacińskiego obrządku, którzy przeprowadzili całą organizację w tym celu. Jeździli pomiędzy lud prześladowany, pozbawiony własnych pasterzy, z narażeniem życia sprawowali nocami po lasach funkcje kapłańskie, chrzcili dzieci, spowiadali, nauczali, pocieszali. Ażeby brać śluby małżeńskie, przekradali się unici często przez kordon austriacki, do łacińskich polskich kapłanów w Galicji, czasem docierali aż do Krakowa; nazywano to też „ślubami krakowskimi". Groziła za nie najcięższa kara, zesłanie na Sybir i rozłączenie przymusowe małżonków, lud jednakże wierny Bogu i Kościołowi nie dbał o to. W pomocnej organizacji polskiego duchowieństwa nieszczęsnemu ludowi od­ znaczyli się najbardziej Wielkopolanin, ksiądz prałat Chotkowski, profesor teologii w Krakowie, tudzież ksiądz Jan Urban, jezuita krakowski, uczony teolog i gorący misjonarz. A tymczasem na wielkim świecie politycznym zbierało się coraz więcej chmur nad sprawą polską. Po stłumieniu powstania styczniowego mógł się Bismarck spokojnie zabierać do wykony­ wania planów, powziętych jeszcze podczas wojny krymskiej, do których potrzebna m u była życzliwość Rosji. Już w dwa lata po upadku powstania polskiego Austria zbita była na głowę przez Prusaka, w roku 1866. W cztery lata potem wywołał Bismarck umyślnie wojnę z Franqą. Wybuchła w lipcu 1870 roku, a dnia 2 września tegoż roku był Napoleon III z całą swą armią jeńcem pruskim po klęsce poniesionej pod Sedanem. We Francji ogło­ szono na nowo republikę. Walczyli Prusacy dalej i z republiką. Pokój zawarto dopiero dnia 10 maja 1871 roku, oddając Niemcom dwie prowincje francuskie: Alzację i Lotaryngię. Podczas tej wojny ogłosił się król pruski cesarzem niemiec­ kim. Powstawało tedy na nowo cesarstwo niemieckie, zniesio­ ne w roku 1806, ale już nie pod Habsburgami, których Prusacy wykluczyli całkiem z Rzeszy Niemieckiej, lecz pod Hohenzoller­ nami, cesarstwo protestanckie. Wszyscy monarchowie niemiec­ cy poddali się zwierzchnictwu Prus. Od roku 1871 trzęsły też 300

Dzieje Polski

Prusy całą Europą. Jakiej zaś trzymały się polityki, określił sam Bismarck, ogłosiwszy w parlamencie zasadę, że ma być „siła przed prawem". I póki trwała w Europie pruska hegemonia, tj. przewodnictwo polityczne, nie mogło się poprawić polskie położenie. W zaborze pruskim nie od razu nastało prześladowanie takie jak w rosyjskim, bo Prusy nie miały pozoru, skoro przeciwko nim nie urządzano powstań. Bismarck pragnął bardzo, żeby takie powstanie wybuchło; pewny swego, że powstanie zostałoby przemocą stłumione, mógłby potem pozyskać wszystkie stron­ nictwa niemieckie do prześladow ań Polaków. W roku 1860 rząd pruski kazał dyrektorowi policji w Poznaniu Baerensprungowi ułożyć odezwy powstańcze, nadrukować ich tysiące i porozsyłać, porozrzucać po całej Wielkopolsce. Ale Wielkopolanie celowali rozsądkiem i nie tylko nikt się nie ruszył, ale zaczęli sami śledzić, skąd się wzięła ta odezwa. Niebawem poseł Niegolewski mógł odsłonić w parlamencie berlińskim całą sprawę rządu i udo­ wodnić. Spaliło Bismarckowi na panewce. Ale jakoś w net potem zaczęły się owe demonstracje w Warszawie, które skończyły się powstaniem styczniowym, a Bismarckowi posłużyły te okolicz­ ności do zawarcia owej konwencji z Rosją, na czym oparłszy się, spełnił następnie w latach 1866 i 1871 swoje plany. W latach 1860-1871 w prow adzono w Prusach niejedno prze­ ciwko Polakom, ale praw dziwe prześladowanie zaczęło się do­ piero po roku 1871, kiedy Prusy czuły się dość silne, żeby nie musieć na nic zważać i nie dbać o nikogo. Wszystkie takie usta­ wy, jakie były przeciw nam w zaborze rosyjskim, wprowadzono także w pruskim, a naw et posunięto się dalej. Doszło do tego, że nie pozwalano przebywać w Wielkopolsce Polakom urodzo­ nym w innych zaborach i nagle wydalono około 40 000 osób, bez względu na wiek i płeć. A więc we własnym kraju nie wolno było Polakowi ruszać się swobodnie z miejsca na miejsce. Były to tzw. „rugi pruskie", które poruszyły w swoim czasie opinię całej Europy. Nie dosyć na tym. Wydano ustawę o wywłaszczaniu Polaków 301

Feliks Koneczny

z ziemi, ustanowiono osobną rządow ą komisję kolonizacyjną, celem sprowadzania niemieckich kolonistów na polskie grunty. Nie koniec na tym! Zakazano Polakowi stawiać sobie dom na własnym gruncie bez osobnego zezwolenia rządu, a władze prus­ kie nigdy pozwolenia nie udzielały. Sławny był „wóz Drzymały". Włościanin polski Drzymała, nie otrzymawszy pozwolenia wys­ tawienia sobie dom u mieszkalnego, nabył wóz komediancki i zamieszkał w nim. Władze i stam tąd go wyrzuciły. Wóz ten oglądać można w Krakowie, dokąd go umyślnie sprowadzono i umieszczono na pamiątkę niemieckiej „kultury" w tzw. „ron­ dlu" (rondello, po włosku budow a okrągła) bramy Floriańskiej. Prusy pokonały wpierw Austrię, a potem dopiero Francję. Na wojnie austriacko-pruskiej wyszliśmy dobrze. W Austrii pa­ nował od samego początku nieszczęsnej doby porozbiorowej ucisk najsroższy, a germanizację upraw iano gwałtowniej o wiele niż z początku w Prusach. Pomimo konstytucji próbował rząd austriacki niemczyć wszystkie liczne narody tego państwa, a Po­ laków najbardziej. Pod względem narodow ym było w Austrii aż do roku 1866 tak samo źle jak Rosji. Toteż Austria stała się państw em znienawidzonym przez swych własnych obywateli i w roku 1866, podczas wojny, omal się to państwo nie rozpadło. Nauczka nie poszła jednak w las i w roku 1867 zabrano się do reform, żeby ludy austriackie przywiązać do państw a i dynastii. Dzięki temu został namiestnikiem Galicji Polak, hrabia Agenor Gołuchowski. Powydalał niemieckich urzędników, poobsadzał wszystkie urzędy Polakami. Wyszły cesarskie rozporządzenia, przyznające nam autonomię krajową i język polski w szkole, sądzie i w urzędach administracyjnych. Pozostała jednak do koń­ ca niemczyzna na pocztach, na kolejach i w żandarmerii. Bądź co bądź odetchnęliśmy przynajmniej w jednym zaborze. Zbierały się potem przeciwko nam nieraz jeszcze chmury w Austrii, nieraz nawet ciężkie, ale ratował nas nieprzyjazny sto­ sunek Austrii do Rosji. Obydwa te państw a chciały rozszerzać swe panowanie na Półwysep Bałkański i o to współzawodniczy­ ły, a współzawodnictwo to kilka razy groziło wojną. Zależało

302

Dzieje Polski

więc Austrii na tym, żeby na w ypadek wojny z Rosją mieć Pola­ ków po swej stronie; tej okoliczności zawdzięczaliśmy uznanie naszych praw narodowych w Austrii. Od roku 1863 nie myślano o urządzeniu powstania, ale z tego nie wynika, iżby miano założyć ręce i czekać biernie, co będzie. Powiedziano sobie, że w takim tylko razie mogłoby powstanie przydać się i wydać pomyślny skutek, gdyby nastała wojna po­ między Rosją a drugim państw em zaborczym. Czekano też na pomyślne dla wojny narodowej okoliczności, a tymczasem pil­ nowano dobrze sprawy polskiej. Dbano o to, żeby przygotować jak najznaczniejszą siłę narodow ą na stanowczą godzinę. Myliła się ta część emigracji, która mniemała, jakoby patrio­ tyzm mógł się krzewić tylko przy organizacji powstańczej. Okazało doświadczenie po roku 1863, że krzewi się on również przy każdej pracy. Polska, pokonywana wciąż i prześladowana, poczyniła jednak znaczne zdobycze pomimo ucisku. Szlachta wiedziała, że jej czasy kończą się. Nie tylko podcinały ją prześladowania rządów zaborczych, ale działał na jej szkody również nowy ustrój społeczny nastający w ciągu XIX wieku. Szlachta polska mogła stać mocno tylko dopóty, póki handel zbo­ żowy polski był pierwszym na świecie. To się nie dało utrzymać, odkąd nastały okręty parowe. Udoskonalana ciągle żegluga pa­ rowa poskracała odległości i pozwalała budować okręty coraz większe, aż doszło się do tego, że można zajechać do Ameryki w ciągu sześciu dni, a na jeden okręt zabrać tyle zboża, że starczy na cały rok dla kilkunastu tysięcy ludzi. Wszystkie morza stanę­ ły otworem; spichlerz Europy, niegdyś znajdujący się w Polsce, jest obecnie wszędzie, gdzie tylko zboże siać można; Indie i Ame­ ryka dostarczają zboża bez porównania więcej niż Polska. Polskie ziarno stanowi drobną zaledwie cząstkę w tym handlu zbożo­ wym, obejmującym całą kulę ziemską. Nowy ten handel świa­ towy wywołał w całej Europie przesilenie rolnicze. Zmieniło się zupełnie gospodarstwo rolne. Folwark opłacał się tylko takiemu, kto go mógł obrobić rękoma własnej rodziny i kilku co najwy­ żej najprostszej służby; mógł to być tedy mały tylko folwarczek.

303

Feliks Koneczny

Albo też opłacały się dobra wielkie, magnackie, z dużym kapi­ tałem obrotowym, z rozmaitymi urządzeniami, gdzie wszystko robi się na wielką skalę. Stojące pośrodku gospodarstwo wiosko­ wego szlachcica dawało coraz mniej dochodów. Już około roku 1840 nastawały dla szlachty wioskowej czasy ciężkie, i odtąd są dla nich coraz cięższe, toteż rozpoczęła się parcelacja obszarów dworskich. Wynalazek maszyny parowej zmienił nie tylko żeglugę i han­ del zbożowy, ale wszystko a wszystko na świecie. Z tego wyna­ lazku poszły fabryki, a za tym ogromny wzrost miast, zwłaszcza odkąd koleje żelazne poskracały podróże na lądzie. W całej Euro­ pie na czoło narodów wysunęło się mieszczaństwo, jako warstwa najzamożniejsza i przodująca, szlachtę w tył spychając. Ten nowy rozwój społeczny dokonał się na ziemiach polskich tylko w małej cząstce. Dostawaliśmy tylko takie linie kolejowe, które rządy zaborcze uważały za korzystne dla siebie. Wszak nie ma bezpośredniego połączenia kolejowego między Krakowem a Warszawą, tylko trzeba objeżdżać na Częstochowę. Sieć kole­ jową urządzono tak, ażeby służyła Berlinowi, Wiedniowi, Pe­ tersburgowi; żeby koleje, stawiane na naszych ziemiach, bogaciły przemysł rosyjski i niemiecki, a nie nasz. Do tego też celu stoso­ wano taryfy kolejowe. Rządy zaborcze robiły, co tylko było w ich mocy, żeby nie dopuścić do rozwoju polskiego handlu i prze­ mysłu. Przez to, że w drugiej połowie XIX wieku nie mieliśmy własnego rządu, nie wyrobiły się u nas bogactwa miejskie. Rozwój nasz społeczny opóźnił się ogromnie skutkiem roz­ biorów. Nie mając miast, jakby należało, dość ludnych i bogatych, musieliśmy biedować na roli, która m usi utrzymywać dziesięć razy więcej ludności, niż znieść może. Nigdzie w całej Europie nie żyje tylu ludzi na jednej mordze ziemi, jak w Galicji, która jest najuboższą prowincją polską. Rozwój mieszczański i włościański zatrzymał się u nas w pół drogi skutkiem tego, że nie byliśmy panam i we własnym domu. Ludność wiejska, nie mogąc znaleźć zarobków po miastach m u­ siała emigrować „na Saksy" tj. do krajów niemieckich do robót polnych. Znaczna część wyemigrowała do Ameryki.

304

Dzieje Polski

Ileż wysiłków patriotycznych trzeba było, żeby złagodzić skutki nieprzyjaźni rządów zaborczych! Ale przeliczyły się te rządy w jednej niecnej rachubie: zaborcy, widząc ciemnotę lu­ du wiejskiego i niechęć chaty do dworu, cieszyli się, że wystarczy przywieść do zguby szlachtę polską, a naród polski przepadnie. Tak mówili sobie gubernatorowie warszawscy i podobnie rozu­ mował Bismarck. Na wzór austriackich m andatariuszów ustano­ wiono w zaborze rosyjskim osobnych komisarzy włościańskich, których zadaniem było wmawiać w lud, że rząd rosyjski zwalcza tylko szlachtę, ale z największą przyjaźnią opiekuje się chłopem. Bismarck głosił z mównicy parlamentarnej publicznie, że byle się pozbył szlachty polskiej, chłop polski stanie się dobrowolnie Pru­ sakiem i nie będzie chciał słyszeć o Polsce. Przeliczyli się grubo, podobnie jak przeliczył się rząd austriac­ ki na roku 1846. Pokazało się, że Polska, to nie szlachetczyzna wcale, lecz coś, w czym szlachta stanowi część tylko. Rozumiała to doskonale sama szlachta i dbała o to, żeby do pracy narodowej, do patriotyzmu polskiego pozyskać lud wiejski. Dbała zwłaszcza 0 to, żeby w narodzie przybywało światła. Książka polska okazała się najskuteczniejszą bronią, na któ­ rą nie poradzi wróg żaden. Ścigano ją też w Prusach i w Rosji z całych sił. Konfiskowano książki, zamykano w więzieniach pisarzy polskich i redaktorów polskich gazet, ale wszystkie prześ­ ladowania nie zdały się na nic. Książka polska dotarła wszędzie 1zrobiła swoje. Literatura polska rozkwitnęła wspaniale, stanęła pomiędzy pierwszymi w Europie. Cudów, prawdziwych cudów w dziejach porozbiorowych dokonał sam jeden Adam Mickiewicz, a miał obok siebie całą drużynę poetów dobrych i pełnych wzniosłości. Szczególniejsza w tym łaska Opatrzności, że gdy upadło państw o polskie, otrzy­ maliśmy wieszcza narodowego, który przemówić umiał do serc i umysłów, jak nikt inny na świecie. On pismami swymi wzmoc­ nił wiarę w Polskę, pielęgnując nadzieję odbudowania jej, a krze­ wiąc ku niej miłość taką, iż kto się w jego dziełach rozczyta, temu już Polska droższa nad życie.

305

Feliks Koneczny

Książka polska okazała się taką potęgą, iż odrobiła naw et z nawiązką te szkody, które ponosiliśmy przez błędy polityczne emigracji. Zdziwiony patrzał wróg, jak na miejsce szlachcica sta­ je cała gromada wiejska, przyznając się do polskości, skoro tylko gromadę uświadomi oświata. Zdumienie było tym większe, gdy zaczął się głośno przyznawać do polskości lud w takich pro­ wincjach, które przed wiekami zerwały były związek z państwem polskim i które my sami uważaliśmy już za stracone. Wszak dziś obszar polskości jest większy, niż był w roku 1772. Na nic wszys­ tkie prześladowania! Zgłosiła się do wspólnego życia narodowego sama od siebie śląska kraina. Niemczona pod panowaniem Habsburgów, poz­ bawiona zupełnie szlachty, z poniemczonymi miastami, smutny przedstawiała widok. Został tam tylko lud, a więc ta warstwa społeczna, o której wrogowie sądzili, że z nią łatwa będzie spra­ wa. Król pruski Fryderyk II w ydarł Habsburgom cały niemal Śląsk w trzech wojnach śląskich, prowadzonych w latach 17401763 - i nastało tam istne tępienie polskości. W ostatnim poko­ leniu wszystek ten lud śląski, pod zaborem pruskim i w austriac­ kiej cząstce, sam ogłosił się polskim i ma się za jedno z Warszawą, z Poznaniem, Krakowem. Oto wielka zdobycz polska. Podobnie rozbudził się lud kaszubski; dość znacznie też w Warmii, mniej na Mazurach pruskich. Od razu wszystkiego się nie zrobi, ale będzie zrobione i tamto. Książka polska dokona wszystkiego! A więc... uczmy się. Oto ostatnie słowo na przyszłość. Im więcej będzie w Polsce ludzi napraw dę coś umiejących, znają­ cych się na czymś dokładnie, a posiadających przy tym szerokie ogólne wykształcenie, im więcej będzie szkół i to szkół najroz­ maitszych, a im lepiej będą się uczyć uczniowie tych szkół, tym świetniejsza czeka Polskę przyszłość. Nieucy niczego zrobić nie potrafią; to rzecz wiadoma. W roku 1905 wybuchła rewoluq'a rosyjska - podczas wojny japońskiej - i od tego czasu zachwiał się carat rosyjski. W dzie­ więć lat potem, w roku 1914 wybuchła wojna powszechna, dzięki

306

Dzieje Polski

której pokonanym państw om rozbiorowym wydarto z drapież­ nych szponów zbójeckich nieszczęśliwą Polskę. Odzyskanie niepodległości ułatwia nam wszelką pracę, ale też nakłada na nas jeszcze większe obowiązki. Teraz nie ma wymów­ ki, że czegoś nie da się robić. Wolno wszystko, co dobre, wolno jawnie pracować dla Polski, a więc pracujmy. Uczmy się, ażeby umieć dobrze pracować; pracujmy, żeby innym potem naukę ułatwić. A przede wszystkim pamiętajmy o jednym: niepodległość od­ zyskać nie było łatwo, a utrzymać ją zdołamy tylko, nie szczędząc Ojczyźnie niczego. Bądź ofiarny na cele narodowe, a staraj się, byś całym swym życiem był Polsce przydatny. Ucz się! Pracuj! Nieuki i nieroby mogą zawsze przywieść Ojczyznę do ruiny. Ale nie dopuścimy do tego. Handlem i przemysłem, rolnictwem i górnictwem, rzemiosłem i technicznymi zawodami wzmocni­ my fundamenty naszej Polski; a wszystko to oprzemy na nauce, ażeby było jak najlepsze, jak najumiejętniejsze. Bez nauki - to partactwo! Nikt nam nie da rady, jeżeli będziemy dość zamożni i dość rozumni; niczego więcej nie trzeba, reszta już się znajdzie.

307

Spis monarchów pofsfach z osnacseniem fat ich panowania: Piastowie: Mieszko 1962-992 Bolesław Wielki 992-1025 Mieszko I I 1025-1034 Kazimierz Odnowiciel 1040-1058 Bolesław Śmiały 1058-1079 Władysław I Herman 1081-1102 Bolesław Krzywousty 1102-1138 Władysław I I 1139-1146 Bolesław Kędzierzawy 1146-1173 Mieszko Stary 1173-1177 Kazimierz Sprawiedliwy 1177-1194 Leszek Biały 1194 Mieszko Stary, powtórnie 1195-1201 Leszek Biały, powtórnie 1201 Mieszko Stary, po raz trzeci, 1202 Władysław Laskonogi 1202 Leszek Biały, po raz trzeci, 1202-1222 Mieszko Kulawy 1222 Leszek Biały, po raz czwarty, 1222-1237 Henryk Brodaty 1237-1238 Henryk Pobożny 1238-1241 Bolesław Rogatka 1242 Bolesław Wstydliwy 1243-1279 Leszek Czarny 1279-1288 Henryk Probus 1289-1290 Władysław Niezłomny 1290-1300 Przemysław 1295-1296 (równocześnie Wacław czeski 12911305)

309

Władysław Niezłomny, powtórnie 1305-1333 Kazimierz Wielki 1333-1370

Andegaweno wie: Ludwik Węgierski 1370-1382 Jadwiga 1384-1386

Jagiellonowie: Władysław Jagiełło 1386-1434 Władysław Warneńczyk 1434-1444 Kazimierz Jagiellończyk 1447-1492 Jan Olbracht 1492-1501 Aleksander 1501-1506 Zygm unt Stary 1506-1548 Zygm unt A ugust 1548-1572

Z różnych dynastii: Henryk Walezy 1574 Stefan Batory 1576-1586 Zygm unt III Waza 1587-1632 Władysław IV Waza 1632-1648 Jan Kazimierz Waza 1648-1668 Michał Korybut Wiśnio wiecki 1669-1673 Jan III Sobieski 1674-1696 A ugust II Sas, 1697-1704 Stanisław Leszczyński 1704-1709 A ugust II Sas, powtórnie 1709-1733 A ugust III Sas 1733-1763 Stanisław A ugust Poniatowski 1764-1795

310

Henryk Rogatka

(Henryk)

(Przemysław kroi)

(Ujęci w nawias nie panowali w Krakowie)

0eneafogie dynastii

4 -i CA

O

Cl

C£)at^ historyczne -w tej książce wymienione: Około 850 chrzest księcia Wiś­ licy - Koniec Popielów - Początek Piastów 862 - Ruryk 965 - Dubrawka w Gnieźnie 966 - Chrzest Mieszka I 972 - Zwycięstwo nad Niemca­ mi 981 - Włodzimierz zajmuje zie­ mię Lachów 987 - Ślub Bolesława Wielkiego z Emnildą kaszubską 988 - Chrzest Włodzimierza 1000 - Otto III w Gnieźnie 1005 - Niemcy po raz pierwszy na ziemi polskiej 1018 - Pokój w Budziszynie poselstwa do dwóch cesarzy 1024 - Koronacja Bolesława Wielkiego 1029 - Utrata Moraw 1031 - Wojna z trzema wroga­ mi 1038 - Kazimierz Odnowiciel 1054 - Schizma 1076 - Koronacja Bolesława Śmiałego 1079 - Zabójstwo św. Stanis­ ława 1087 - Utrata ziemi Lachów i Grodów Czerwieńskich 1109 - Henryk V żąda hołdu

z Polski 1109 - Oblężenie Głogowa 1121 - Zdobycie Rujany 1138 - Testament Bolesława Krzywoustego 1180 - Synod w Łęczycy 1213 - Bitwa pod Studnicą 1223 - Śmierć Kadłubka 1224 - Klęska Braci Dobrzyń­ skich 1226 - Sprowadzenie Krzyża­ ków 1234 - Przewaga Henryka Bro­ datego 1237 - Zjazd w Gąsawie 1241 - Pierwszy najazd tatarski 1253 - Koronacja Mendoga 1254 - Uroczystość kanonizacji św. Stanisława 1259 - Drugi najazd tatarski 1287 - Trzeci najazd tatarski 1289 - Bitwa pod Siewierzem 1291 - Władysław Niezłomny bezdomnym 1295 - Koronacja Przemysława 1300 - Koronacja Wacława 1309 - Rzeź gdańska 1320 - Koronacja Władysława Niezłomnego 1324 - Ziemia Lachów wraca do Piastów 1327 - Wrocław własnością Luksemburgów

313

1331 - Bitwa pod Płowcami 1339 - Następstwo Ludwika Węgierskiego 1340 - Kazimierz Wielki we Lwowie 1343 - Pokój kaliski 1346 - Zjazd prawodawczy w Wiślicy 1362 - Olgierd zajmuje Kijów 1364 - Kongres krakowski - Założenie uniwersytetu w Krakowie 1377 - Wojna z Jagiełłą 1378 - Ślub hainbruski 1382 - Paulini w Częstochowie 1385 - Unia krewska - Wilhelm w Krakowie 1386 - Chrzest Jagiełły, ślub z Jadwigą 1396 - Zamiar wypowiedzenia wojny Krzyżakom 1399 - Śmierć Jadwigi 1400 - Uzupełnienie uniwer­ sytetu 1402 - Powrót orlęcia 1409 - Początek wielkiej wojny 1410 - Bitwa pod Grunwaldem 1412 - Luksemburczyk zwraca korony 1413 - Unia horodelska 1414 - Wojna i rozejm z Krzy­ żakami 1415 - Paweł z Brudzewa w Konstancji 1419 - Wojna i rozejm z Krzy­ żakami 1422 - Nowa wojna i rozejm z Krzyżakami 1430 - Śmierć Witolda

314

1431 - Bunt Świdrygiełły i woj­ na z Krzyżakami 1432 - Równouprawnienie schizmatyków 1435 - Bitwa pod Wiłkomierzem; koniec wielkiej wojny 1438 - Zaproszenie na tron cze­ ski 1443 - Zwycięstwa na Bałkanie 1444 - Bitwa pod Warną 1449 - Traktat z Moskwą 1453 - Upadek Carogrodu 1454 - Św. Jan Kapistran w Kra­ kowie - Poselstwo Związku Jaszczur­ czego 1455 - Zgon Kardynała Oleś­ nickiego 1462 - Wcielenie Rawy i Gos­ tynia 1466 - Pokój toruński 1471 - Władysław Jagiellończyk królem czeskim 1474 - Drukarstwo w Polsce 1475 - Wcielenie Sochaczewa 1484 - Upadek Kilji i Białogrodu 1487 - Bitwa pod Kopystrzynem 1490 - Władysław Jagiellończyk królem węgierskim 1492 - Odkrycie Ameryki 1497 - Wyprawa bukowińska 1505 - Zbiór praw Łaskiego 1507 - Pierwsza wojna polskomoskiewska 1515 - Kongres wiedeński 1517 - Wystąpienie Lutra 1518 - Królowa Bona

1519 - Wojna z Albrechtem bra­ ndenburskim 1525 - Sekularyzacja Prus 1526 - Wcielenie reszty Mazow­ sza - Bitwa pod Mohaczem 1530 - Koronacja Zygmunta Augusta 1531 - Bitwa pod Obertynem 1543 - Zgon Kopernika 1545 - Protestantyzm w Cie­ szyńskim 1547 - Pierwszy druk letuwski 1550 - Koronacja Barbary 1556 - Wyjazd Bony 1561 - Polacy i Szwedzi w Rewlu 1562 - Wojna z Moskwą 8-letnia 1563 - Odczepne Hohenzoller­ nom 1569 - Unia lubelska 1572 - Testament Zygmunta Augusta 1573 - Ograniczenie swobody kmieci 1577 - Iwan Groźny w Inflan­ tach 1579 - Zdobycie Połocka 1580 - Zdobycie Wielkich Łuk - Uniwersytet Wileński 1581 - Batory pod Pskowem 1582 - Rozejm w Jamie Zapol­ skim 1584 - Śmierć Iwana Groźnego 1592 - Sejm inkwizycyjny 1596 - Unia brzeska - Warszawa stolicą 1598 - Śmierć cara Fedora

1600 - Początek wojen szwedz­ kich 1603 - Dymitr Samozwaniec w Brahimiu 1604 - Dymitr Samozwaniec przyjmuje katolicyzm - Bitwa pod Kircholmem 1605 - Samozwaniec w Mos­ kwie - Zgon Zamoyskiego 1609 - Wojna z Wasylem Szuj­ skim 1610 - Bitwa pod Kłuszynem - Żółkiewski w Moskwie 1611 - Zdobycie Smoleńska 1617 - Królewicz Władysław rusza ku Moskwie 1618 - Rozejm w Dywilinie - Początek wojny 30-letniej 1620 - Koniec niepodległości czeskiej - Śmieć Żółkiewskiego pod Cecorą 1621 - Śmierć Chodkiewicza pod Chocimiem 1629 - Bitwa pod Trzcianą - Czwarty z rzędu rozejm szwedzki 1632 - Śmierć Gustawa Adolfa 1634 - Pokój w Polanowie 1635 - Rozejm szwedzki w Sztumie 26-letni 1644 - Bitwa pod Ochmatowem 1646 - Małżeństwo z dziedzicz­ ką bizantyńską 1647 - Sejm każe rozpuszczać zaciągi 1648 - Bitwa nad Żółtymi Wo­ dami

315

1648-1667-Potop 1649 - Ugoda Zborowska 1651 - Bitwa pod Beresteczkiem 1652 - Janusz Radziwiłł i Siciński -Wyprawa mołdawska Chmiel­ nickiego 1654 - Przysięga perejasławska 1655 - Karoł Gustaw w Polsce - Obrona Częstochowy - Konfederacja tyszowiecka 1656 - Najazd Rakoczego - Boje Czarnieckiego - Rozejm z Moskwą 1657 - Sojusz z Danią - Traktat welawski - Zgon Chmielnickiego - Ugoda hadziacka 1660 - Bitwa pod Lachowicza­ mi - Pokój oliwski 1661 - Pięćdziesięciokrotne po­ datki 1664 - Bitwa pod Brańskiem 1667 - Rozejm andruszowski - Bitwa pod Podhajcami 1665 - Rokosz Lubomirskiego 1666 - Projekt reform na sejmie - Wojska królewskie pobite 1668 - Abdykacja Jana Kazimie­ rza 1671 - Przyjazne stosunki z Ko­ zakami 1672-1699 Podole opanowane przez Turków 1672 - Sobieskiego wyprawa na czambuły tatarskie 1673 - Sobieski pod Chocimiem 1674 - Oblężenie Trembowli 316

1675 - Wygaśli Piastowie 1676 - Traktat żórawiński - Koronacja Jana III 1683 - Odsiecz wiedeńska 1685-1686 - Dalsze wyprawy tureckie 1689 - Sobieski w Multanach 1690 - Wzniesienie okopów Św. Trójcy 1691 - Sobiescy kupują Oławę 1692 - Eparchia przemyska przyjmuje unię 1699 - Odzyskanie Podola - Napaść Hohenzollernów na Prusy Królewskie 1700 - Eparchia lwowska przyj­ muje unię 1701 - Królestwo Pruskie - Nowa wojna szwedzka 1702 - Eparchia łucka przyj­ muje unię 1704 - Porwanie Sobieskich 1705 - Koronacja Leszczyń­ skiego 1709 - Bitwa pod Połtawą - Projekt reform Karwickiego 1715 - Konfederacja tarnogrodzka 1717 - Sejm niemy 1733 - Obiór Leszczyńskiego na króla 1734 - Leszczyński w Gdańsku 1735-1766 - Leszczyński w Lo­ taryngii 1740 - Szkoła Konarskiego 1745 - Biblioteka Załuskich 1746 - Rok urodzenia Kościusz­ ki 1760 - „O skutecznym rad spo­

sobie" 1762 - Początek przyjaźni Rosji z Prusami 1763 - Układ rosyjsko-pruski przeciw Polsce 1764 - Reformy Czartoryskich 1766 - Rosja protestuje prze­ ciwko zniesieniu liberum veto 1768 - Zniesienie reform - Konfederacja barska - Rzeź humańska 1770 - Układy o rozbiór Polski 1772 - Pierwszy rozbiór 1773-1775 - Sejm Ponińskiego 1773 - Komisja Edukacyjna 1774 - Kościuszko wraca do kraju z Francji 1784 - Kościuszko wraca z Ameryki 1787 - Prusy ofiarują przymie­ rze 1788-1792 - Sejm Wielki 1789 - Wybuch wielkiej rewo­ lucji francuskiej 1790 - Prusy żądają Gdańska i Torunia - Przymierze polsko-pruskie 1791 - Konstytucja Trzeciego Maja 1792 - Kościuszko pod Dubienką - Konfederacja targowicka 1792 - Hohenzollernowie i Ha­ bsburgowie wojują z Francją 1793 - Ścięcie króla francus­ kiego 1793 - Drugi rozbiór 1794 - Powstanie Kościuszkow­ skie

- Rządy umiarkowane we Fra­ ncji 1795 - Trzeci rozbiór 1796 - Prześladowanie unii - Generał Dąbrowski w Paryżu 1797 - Legiony polskie 1798 - Powtórny powrót Koś­ ciuszki z Ameryki 1799 - Wojna z drugą koalicją 1804 - Napoleon cesarzem - Cesarstwo Austriackie 1805 - Bitwa pod Sławkowem 1806 - Kościuszko odmawia Napoleonowi 1807 - Pokój w Tylży 1807-1815 - Księstwo Warszaw­ skie 1809 - Książe Józef pod Raszy­ nem - Kraków połączony z Warsza­ wą 1812 - Wojna francusko-rosyjska 1813 - Bitwa pod Lipskiem 1814 - Zdobycie Paryża 1814- 1815 - Kongres wiedeński 1815 - Rozbiór Księstwa War­ szawskiego 1815 - Kościuszko w Braunau i w Wiedniu - Święte Przymierze 1815- 1831 - Królestwo Kongre­ sowe 1815-1846 - Republika Krakow­ ska 1817 - Zgon Kościuszki 1818, 1820, 1822 - Sejmy Kon­ gresówki 1823 - Mogiła Kościuszki

317

- Czartoryski przestaje być ku­ ratorem szkół - Proces Filaretów 1824 - Mickiewicz wywieziony 1825 - Mikołaj I 1830 - Sejm Kongresówki - Rewolucje we Francji i Belgii - Powstanie Listopadowe 1831 - Walki pod Warszawą, wyprawy na Wołyń i Litwę - 8. IX. upadek Warszawy 1832 - Zamknięcie uniwersy­ tetu w Wilnie 1833 - Zamknięcie Liceum Krzemienieckiego 1844 - Szlachta galicyjska żąda uwłaszczenia ludu 1846 - Rzeź galicyjska 1848 - Smolka prezydentem parlamentu w Wiedniu 1848 - Bombardowanie Kra­ kowa i Lwowa - Powstanie węgierskie 1851 - Odwołanie konstytucji w Austrii 1853-1856 - Wojna krymska 1855 - Zgon Mickiewicza 1856 - Car odmawia uwłasz­ czenia włościan 1860 - Chwilowa konstytucja w Austrii - Sprawa Baerensprunga - Początek demonstracji w Warszawie 1861-1862 - Reformy Wielopol­ skiego 1863 - Powstanie Styczniowe 1864 - Zniesienie reform Wielo­ polskiego 318

1866 - Austria pobita przez Prusy 1867 - Prawa narodowe w Gali­ cji odzyskane 1870 - Sedan 1871 - Nowe Cesarstwo Nie­ mieckie - Coraz sroższy ucisk w Pru­ sach 1905 - Rewolucja rosyjska 1914-1918 - Wojna powszechna 1918 - W październiku odzys­ kanie niepodległości

Subscribe

© Copyright 2013 - 2018 AZDOC.PL All rights reserved.