De Saussure F - Kurs jezykoznawstwa ogólnego, cz 1

OZĘŚĆ I ZASADY OGÓLNE Rozdział pierwszy ISTOTA ZNAKU JĘZYKOWEGO § L ZKAK, ELEl\'IE~T ZNACZOKY, ELE:\IE~T ZKACZĄCY Dla niektórych ludzi język, sprowadz...

45 downloads 411 Views 19MB Size

OZĘŚĆ I ZASADY

Rozdział

OGÓLNE

pierwszy

ISTOTA ZNAKU JĘZYKOWEGO

§ L ZKAK,

ELEl\'IE~T ZNACZOKY, ELE:\IE~T

ZKACZĄCY

Dla niektórych ludzi język, sprowadzony do swej istotnej podstawy, jest tylko nomenklaturą, to znaczy listą terminów odpowiadających takiej samej liczbie rzeczy. Na przykład:

ARBOR

EQUOS

itd.

itd. Ry.4

Takie ujęcie podlega krytyce z różnych względów. Zakłada ono istnienie gotowych wyobrażeń poprzedzających wyrazy (na ten temat zob. s. 120); nie mówi nam, czy nazwa jest natury wokalnej czy psychicznej, ponieważ arbor można rozważać w jednym lub w drugim aspekcie; w końcu pozwala przypuszczać, że więź łącząca nazwę z przedmiotem jest czymś bardzo prostym, co jest dalekie od prawdy. Jednak to uproszczone spojrzenie może nas zbliżyć do prawdy, gdyż wskazuje nam, że jednostka językowa jest czymś dwoistym, powstałym ze zbliżenia dwóch składników. Widzieliśmy (s. 27), w związku z obwodem mowy jednostkowej, że obydwa składniki_zawarte w znaku językowym są natury psychicznej oraz że są połączone w nas;ym mózgu więzią asocjacji. Z\vróćmy bacz: niejszą uwagę na ten punkt.

78

Zasady

ogólne

Znak językowy łączy nie rzecz i nazwę, ale pojęcie i obraz akustyczny l. Teno.tatni nie je t dźwiękiem materialnym, czymś czysto fizycznym, lecz psychiczn m od iciem ęgo dźwięku wyobrażeniem, jakie nam o nim aje świadectwo zmysłów; jest on-sensorlc~ny i jeśli często nazwiemy go "materialnym", to wyłączfiie w tym znaczeniu i w przeciwstawieniu do drugiego członu a ocjacji, tj. pojęcia, które je t na ogół bardziej abstrakcyjne. Psychiczny charakter na zych obrazów aku tycznych ujawnia się najwyraźniej, gdy obserwujemy naszą wła ną mowę. Kie poruszając ustami ani językiem możemy mówić do siebie albo wygłaszać w myśli jakiś wiersz. Dlatego właśnie że wyrazy języka są dla nas obrazami akustycznymi, należy unikać mówienia o "fonemach", z których się składają. Termin ten, zawierający wyobrażenie czynności głosowej, jest odpowiedni jedynie dla wyrazu wymawianego, dla realizacji wewnętrznego obrazu w mowie. Mówiąc o dźwiękach i sylabach jakiegoś wyrazu unikniemy nieporozumienia, jeśli tylko będziemy pamiętać, że chodzi tu o obraz akustyczny. nak językowy je, t więc bytem psychicznym o dwóch obliczach; można go przedstawić następującym rysunkiem: Te dwa elementy są ściśle ze sobą złączone i wywołują się wzajemnie. Czy szukamy znaczenia łacińskiego wyrazu arbor, czy też wyPojeae razu, jakim łacina oznacza pojęcie "drzewa", Obraz I rzecz jasna, że jedynie zbliżenia uświęcone akustyczny r przez język wydają się nam zgodne z rzeczywisto icią, odrzucamy natomiast wszystkie inne, Rys. 5 jakie by sobie można wyobrazić. Definicja ta stawia bardzo ważne zagadnienie terminologiczne. Znalie.pl nazyw~y )01 czenie_ pojęcia i obrazu akustycznego; lecz w po-

j

l----_udr_zew_oo arbor

~

ll Rys. 6

l Termin: obraz aku tyczny wyda się może zbyt wą ki, gdyż obok przedstawienia dźwięków jakiegoś wyrazu mamy także wyobrażenie jego artykulacji, obraz mięśniowy aktu fonacyjnego. Lecz dla Ferdynanda de Saussure język jest w is ocie swej składnicą, czym'; otrzymanym z zewnątrz (zob. . 29-30). Obraz aku tyczny jest naturalnym w-yobrażeniem słowa pal' excellence jako potencjalnego faktu językowego, poza w zelką realizacją w mowie jedno tkowej. Aspekt ruchowy może więc pozostać domniemany, a w każdym razie zająć miejsce podrzędne w stosunku do obrazu akustycznego. (W:rd.).

'ig

Znak, element znaczony, element znaczący

wszechnym użyciu termin ten oznacza na ogół sam obraz akustyczny, na przykład jakiś wyraz tarbor itd.). Zapomina się, że jeśli asbor nazywamy znakiem, to tylko dlatego, że wyraża pojęcie "drzewa" w ten sposób, że wyobrażenie części sensorycznej zakłada wyobrażenie całości. Dwuz~~ść znikłaby, gdybyśmy oznaczyli trzy wchodzące tu w grę elf\m~y nazwami, ~óre by się wywoływały wzajemnie, równocześnie przeciwstawiając się sobie. Proponujemy zachowanie wyrazu znak (signe) dla oznaCZenia całości i zastąpienie wyrazu po jęcie i obraz akustyczny odpowie mo przez -ele~ent znaczony (signifić) i element znaczący (. ignifiantj; te dwa ostatnie terminy są o tyle dogodne, że zaznaczają przeciwieństwo już to dzielące je między sobą, już to oddzielające od całości, której część stanowią. Co się tyczy znaku, zadowalamy się tą nazwą tylko dlatego, że nie wiemy, czym ją zastąpić, gdyż powszechnie używany język nie nasuwa nam żadnej innej. Znak językowy w ten sposób zdefiniowany ma dwie cechy bardzo ważne. Wymieniając je ustalimy tym samym zasady wszelkich badań w tym zakresie. § 2. PIBR\\SZA

ZASADA: DOWOL)fOŚĆ fu'\fAKU

- .,

Więź łącząca element znaczący -i element znaczony jest dowolna, ~ innymi słowy, ponieważ przez znak rozumiemy całość wynikłą ze skojarzenia elementu znaczącego ze znaczonym, możemy powiedzieć pro iciej: znak j-ęzykowy_ jest dowolny. Tak ii'a])Yzykład wyobrażenie "soem" nie jest związane żadnym wewnętrznym związkiem z następującymi po sobie dźwiękami s - jj - 1', które służą mu jako element znaczący; równie dobrze można by je przedstawić za pomocą jakiegokolwiek innego. zeregu: dowodem tego - różnice między poszczególnymi językami oraz samo istnienie poszczególnych języków; element znaczony "boeuf" ma jako element znaczący b - jj -j z jednej i 0- k - S (Ochs) z drugiej strony granicy. Nikt nie przeczy zasadzie dowolności znaku; często jednak łatwiej jest odkryć jakąś prawdę, niż wyznaczyć należne jej miejsce. Wymieniona wyżej zasada dominuje nad całym językoznawstwem; ma ona niezliczone następstwa. Prawda, że nie wszystkie z,nich są na pierwszy rzut oka równie widoczne; odkrywa się je dopiero po długim błądzeniu, a wraz z nimi podstawowe znaczenie samej zasady. ' Jedna uwaga mimochodem: kied er powstanie semiologia, będzie musiała postawić sobie pytanie, czy sposoby wyrażenia opierające się na znakacncałkowicie przyrodzonych - jak na przykład pantomima .- wchodzą w -ej zakres. ~awet jednak przy założeniu, że je obejmie, głównym jej przedmiotem pozostanie ogół systemów opartych na dowolności znaku. }

--

I

80

Zasady

Istotnie wszystkie środki wyrazu JH'zyjęte "Wdanym społeczeństwie opierają się w zasadzie na zbiorowym nawyku, czyli - co wychodzi na to samo - na umowie, jFormy towarzyskie na przykład, wyposażone czę to w pewną. przyrodzoną ekspresywność (pomyślmy o Chińczyku, który kłania się cesarzowi, schylając się dziewięciokrotnie aż do ziemi), są jednak ustalone przepisami; te właśnie przepisy, a nie wartość wewnętrzna, nakasują stosować owe formy. Można więc powiedzieć, .e ElakLzupehlie dowolne realizują lepiej niż jakiekolwiek inne ideał metody semiologicznej; -: dlatego też język, najbardziej złożony i najbardziej rozpowszechniony spomiędzy systemów ekspresji, jest także najbardziej charakterystycznym ze wszystkich; w tym sensie językoznawstwo może patronować całej semiologii, mimo że język jest tylko jednym z jej systemów;" Używano wyrazu symbol na określenie znaku językowego albo ściślej tego, co my nazywamy elementem znaczącym. Wyraz ten jest niewygodny do przyjęcia właśnie z powodu naszej pierwszej zasady. Cechą symbolu jest to, że nie jest on nigdy całkowicie dowolny; nie jest pusty, istnieje w nim zawsze zaczątek więzi naturalnej między elementem znaczącym i znaczonym. SyJIlbol sprawiedliwości - waga -nie może być zastąpiony czymkolwiek innym, na przykład wozem. Przymiotnik: dowolny wymaga również pewnej uwagi. Nie powinien on wywoływać wrażenia, że element znaczący zależy od swobodnego wyboru o oby mówiącej (zobaczymy dalej, że jakakolwiek zmiana znaku, raz ustalonego przez grupę językową, nie leży w mocy jednostki); chcemy przez to powiedzieć, że jest nie umoty"Wowany, to znaczy dowolny w stosunku do elementu znaczonego, z którym w istocie nie łączy go żadna więź przyrodzona. Na koniec przytoczmy jeszcze dwa zarzuty, które można by wysunąć przeciw założeniom tej pierwszej zasady: 1. lVIożna by się powołać na onomatopeje, by stwierdzić, że wybór elementu znaczącego nie zawsze jest dowolny. Nie są one jednak nigdy organicznymi elementami systemu językowego. Zresztą jest ich o wiele mniej, niż się na ogół przypuszcza. Wyrazy takie, jak [ouet czy glCLS, mogą uderzyć czyjeś uszy swą sugestywną dźwięcznością; aby jednak stwierdzić, że nie miały one tej cechy od początku, wystarczy cofnąć się do ich form łacińskich (fouet pochodzi od fagus 'buk', glas = elaseicwni). Właściwość ich obecnych dźwięków, lub raczej właściwość przypisywana im, jest przypadkowym Wynikiem ewolucji fonetycznej. Co się tyczy onomatopei prawdziwych (typu glMt-glo~t, tic-tac itd.), nie tylko są one bardzo nieliczne, lecz już sam ich wybór jest w pewnej mierze dowolny, gdyż są jedynie naśladowaniem przybliżonym i już na pól umownym pewnych odgłosów (por. fr. ouaua i niem. wau,wau). Poza tym, raz już wprowadzone do języka, podlegają one IV mniejszym lub

·~I 7 (

\ -/

ogólne

-----

81

Dowolność znaku

większym stopniu ewolucji fonetycznej, :morfologicznej itd., której ulegają wszystkie inne wyrazy (por. pigeon z łac, lud. pipi6 wywodzącego się z onomatopei): oczywisty dowód, że straciły one coś ze swego pierwotnego charakteru, natomiast przyjęły właściwości wszelkiego innego znaku językowego, który jest nie umotywowany. 2. Wykrzykniki bardzo zbliżone do onomatopei dają okazję do podobnych obserwacji i wcale nie s~ bardziej niebezpieczne dla naszej teorii. Miałoby się ochotę uznać je za poutaniczne wyrażenie rzeczywi·tości podyktowane, by się tak wyrazić, przez naturę. W odniesieniu do większości z nich jednak można zaprzeczyć istnieniu koniecznej więzi między elementem znaczonym i znaczącym. Wystarczy porównać pod tym względem dwa języki, aby zobaczyć, jak bardzo różnią się w nich owe wyrażenia (na przykład francuskiemu aie! odpowiada niemieckie au!). Wiadomo zresztą, że wiele z tych wyrażeń było początkowo wyrazami o określonym znaczeniu (por. diable! mordieu! = mort Dieu itd.). W surnie onomatopeje' i wykrzykniki mają znaczenie drugorzędne, a ich symboliczne początki częściowo podlegają dyskusji.

§ 3. DRUGA. ZASADA: LINIOWY

CHARAKTER

ELEMEN'ru

It

ZNACZ-4,CEGO

Element znaczący, z natury swej słuchowy, rozwija się wyłącznie w czasie 2...p~siada ce~hy, któ~e zapożycza. od czasu:. aJ prze~stawia? p e wn r oz ci ąg ło I b) r oz ci ąg ło ta Jest wyrm er na w Jednym) tyfkokierunku: jest to linia.j Zasada ta jest oczywista, jak się jednak wydaje, zawsze zaniedbywano sformułowania jej, z pewnością dlatego że wydawała się zbyt prosta; a przecież jest ona podstawowa i nieobliczalna w skutkach; znaczenie jej dorównuje znaczeniu pierwszego prawa. Zależy od niej cały mechanizm języka (zob. s. 131). W przeciwieństwie do elementów znaczących wzrokowych (sygnałów morskich it~.), które mogą ukazywać połączenia równocześnie w różnych 'wymiarach, Ielement y znaczące akustyczne mają do rozporządzenia wyłącznie linię czasu; składniki ich następują jeden po drugim; tworzą one łańcuch. Cechę tę dostrzeżemy natychmiast, skoro tylko przedstawimy je pismem, zastępując kolejność w czasie linią przestrzenną znaków graficznych. W niektórych przypadkach nie jest to całkiem oczywiste. Jeżeli na przykład akcentuję sylabę, wydaje się, że gromadzę w jednym punkcie różne składniki znaczeniowe. Jest to tylko złudzenie; sylaba i jej akcent stanowią jeden akt fonacyjny; w obrębie tego aktu nie ma żadnej dwoistości, a tylko różnorodne opozycje w stosunku do tego, co się znajduje obok (zob. na ten temat s. 163). ą

Kurs językoznawstwa

ś

ć

ogólnego

ś

ć

6

.r \"\

~'i

Rozdział

NIEZMIENNOŚĆ

§

drugi

I ZMIENNOŚĆ Z~AKU

1. NIEZillE::-l"KOŚĆ

o ile element znaczący wydaje nam się wybrany Qowolnie w odniesieniu do wyobrażenia, jakie przedstawia, o tyle przeciwnie w stosunku do społeczności językowej, która się nim posługuje, nie jest on dowolny, lecz narzucony. W najmniejszym stopniu nie zasięga się rady grupy społecznej, elementu zaś znaczącego, wybranego przez język, nie można zastąpić jakimkolwiek innym. Fakt ten, pozornie zawierający sprzeczność, można by nazwać potocznym określeniem "la carte rorcee". Zwraca się do języka mówiąc: "Wybieraj", lecz dodaje się równocześnie: "ale będzie to ten znak, nie inny". Nie tylko jednostka jest niezdolna do wprowadzenia jakichkolwiek zmian w dokonany wybór - gdyby tego chciała -lecz nawet cała grupa społeczna nie ma władzy nad jednym choćby wyrazem; związana jest ona z językiem takim, jaki jest. Niemożemy więc już dłużej przyrównywać języka do zwykłej umowy i właśnie od tej strony znak językowy jest niezmiernie ciekawy do zbadania. Jeśli bowiem chcemy wykazać, że prawo przyjęte w jakiejś zbiorowości jest czymś, czemu się podlega, a nie dobrowolnie przyjętym prawidłem, to najlepszy na to dowód znajdziemy właśnie w języku. Przyjrzyjmy się więc, jakim sposobem znak językowy wymyka się spod naszej woli, i wyciągnijmy następnie doniosłe wnioski wynikające z tego zjawiska. W każdej epoce, bez względu na to, jak daleko cofniemy się w czasie, język ukazuje nam się zawsze jako dziedzictwo epoki poprzedzającej. Akt, na mocy którego w pewnym momencie rzeczom zostałyby nadane nazwy i zostałaby zawarta umowa między pojęciami a obrazami akustycznymi, można sobie wyobrazić, nie został jednak nigdy stwierdzony. Pogląd, że mogłoby się to stać właśnie w taki sposób, został nam nasunięty rz z owo bardzo żywe poczucie dowolności znaku. Istotnie, żadne społeczeństwo nie zna i nigdy nie znało języka inaczej niż w postaci odziedziczonego po poprzednich generacjach wytworu t który ma być przyjęty bez zmian. Dlatego też zagadnienie początków

a

~

Niezmienność znaku

83

język~ nie ma tak dużego znaczenia, jakie mu się na ogół przypisuje. Właściwie nie należałoby nawet w ogóle stawiać tego zagadnienia; jedyny realny ~e.Qmiot językoznawstwa - to normalne i regularne życie idiomu. Dany stan języka jest zawsze wytworem czynników historycznych, które wyjaś~ dlaczego znak jest niezmienny, to znaczy dlaczego opiera się wszelkim dowolnym substytucjom,' Ale samo powiedzenie, że język je t dziedzictwem, nie wy ja śnia jeszcze niczego, jeśli nie uczynimy dalszego kroku. Czyż nie można w każdej chwili zmienić już istniejących odziedziczonych praw l Powyż zy zarzut skłania nas do umieszczenia języka w jego ramach połecznych i postawienia problemu w taki sposób, w jaki postawilibyśmy go dla innych instytucji społecznych. Jak zostają; przekazywane owe instytucje~ Oto zagadnienie bardziej ogólne, obejmujące także zagadnienie niezmienności. Należy przede wszystkim ocenić stopień wolności, z jakiej korzystają; inne instytucje; zobaczymy, że każda z nich w inny sposób równoważy narzuconą; sobie tradycję i swobodę działania społeczeństwa. Z kolei trzeba zbadać, dlaczego w danej kategorii pierwsze z tych czynnik ów są; słabsze lub silniejsze w porównaniu z drugimi. W końcu, wracając do języka, zapytamy, dlaczego historyczny czynnik przekazywania włada nim w pełni i wyklucza jakąkolwiek zmianę językową; powszechną;i nagłą. - Aby odpowiedzieć na to pytanie, można by wysunąć wiele argumentów, na przykład, że przemiany językowe nie są; związane z kolejnymi pokoleniami, które w żadnym wypadku nie nakładają; się na siebie jak szuflady w komodzie, lecz mieszają; się, przenikają; wzajemnie, przy czym każde z nich składa się z jednostek w różnym wieku. Można by również przypomnieć mnóstwo wysiłków, których wymaga nauczenie się jężyka ojczystego, i wyprowadzić stąd wniosek o niemożliwości jakiejkolwiek powszechnej zmiany. Można by jeszcze dodać, że refleksja nigdy nie wchodzi w grę przy posługiwaniu się jakimkolwiek idiomem; że ludzie mówiący nim są;w zn~cznej mierze nieświadomi praw językowych; jeśli zaś nie zdają; sobie z nich sprawy, to w jaki sposób mogliby je zmieniać! A nawet gdyby je znali, należy pamiętać, że fakty językowe nie wywołują; żadnej krytyki w ty~ znaczeniu, że każdy lud jest na ogół zadowolony z otrzymanego języka. Rozważania te są; bardzo ważne, lecz nie odnoszą; się wprost do zagadnienia. Przekładamy więc nad nie inne, bardziej istotne, bardziej bezpośrednie, od których zależą; wszystkie inne: 1. DOWOLNYOHARAKTERZNAKU.Kazał on nam uprzednio przyjąć teoretyczną; możliwość zmiany; pogłębiając problem widzimy, że w rzeczywistości właśnie już sama dowolność chroni język przed wszelkim usiłowaniem zmiany. Zbioro-wość, choćby nawet była bardziej świadoma, niż 6*

84

Zasady

ogólne

jest w istocie, nie mogłabyna ten temat dyskutować. żeby można było bowiem podać jakąś rzecz w wątpliwość, musi ona być oparta na normie rozumowej. Można na przykład toczyć spory na temat, czy monogamiczna forma małżeństwa jest bardziej racjonalna niż poligamiczna i przytaczać dowody na poparcie jednej czy drugiej tezy. Można by w ten sposób poddać dyskusji jakiś system symboli, gdyż symbol ma racjonalny związek z rzeczą, którą przedstawia (zob. s. 80 i n.); dla języka jednak - systemu znaków dowolnych - brak tej bazy, a wraz z nią ucieka nam spod nóg cały pewny grunt stanowiący podstawę dyskusji; nie ma żadnego powodu, by przekładać soeur nad sister, Ochs nad boeuf itd. 2. WIELKA LICZBA ZNAKÓWPOTRZEBNYCH,ABY UTWORZYÓJAKIKOLWIEKJJ!łZYK. Doniosłość tego faktu jest ogromna. System pisma złożony z dwudziestu do czterdziestu liter można w ostateczności zastąpić innym. Tak samo byłoby z językiem, gdyby składał się z ograniczonej liczby elementów; naki językowe są jednak niezliczone. 3. ZBYT ZŁOŻONY CHARAKTER SYSTEMU.Ęażdy język stanowi system. O He, jak to zobaczymy, z tego właśnie powodu nie jest on całkowicie dowolny i panuje w nim względny porządek, o tyle z tej także przyczyny gTU a nie jest w stanie go przekształcić. System ten jest bowiem mechamzmem złożonym; można go uchwycić jedynie na drodze refleksji; ci nawet, którzy codziennie posługują się językiem, wykazują całkowitą nieznajomość jego mechanizmu. Taka zmiana byłaby do pomyślenia tylko przy interwencji specjalistów, gramatyków, logików itd.; doświadczenie jednak wskazuje, że jak dotychczas ingerencje tego rodzaju nigdy nie spotkały się z powodzeniem. 4. OPÓR ZBIOROvVEJBEZWŁADNOŚCI PRZECIWWSZEL~1 INNOWACJOi\I JJ!łZYKOWYM. Język - i to stwierdzenie góruje nad wszystkimi innymi każ
Niezmiennośó

znaku

85

społeczne działają w zależności od czasu. Jeżeli język ma charakter trwały, to nie tylko dlatego że jest związany ze zbiorowością, lecz także dlatego ie jest umieszczony w czasie. Te dwa fakty są nieodłączne. W każdym momencie solidarność z przeszłością góruje nad wolnością wyboru. Mówimy homme i chien, gdyż przed nami mówiono homme i chien, Nie przeszkadza to w niczym, że w całości zjawiska nie ma więzi między tymi dwoma przeciwstawnymi czynnikami: dobrowolna urnowa, na mocy której wybór jest wolny, i czas, dzięki któremu wybór ten jest ustalony. Znak, właśnie dlateg? .że jest d~woln!, nie. zna żadneg~ innego p~'aw~a poza prawem tradycji l dlatego ze opiera SIę na tradycji, może byc dowolny. §

2. ZMIENNOŚĆ

Czas, który zapewnia językowi ciągłość, ma jeszcze inny skutek, na pozór sprzeczny z pierwszym: ten mianowicie, że przekształca szybciej lub wolniej znaki językowe, tak że w pewnymznaczeniu można mówić równocześnie o niezmienności i zmienności znaku 1. W ostatecznej analizie te dwa fakty S~ze sobą zgodne; znak zmienia się, ponieważ trwa dalej. Tym, co bierze górę w każdej zmianie, jest przetrwanie d~wnęj materii; niewierność w stosunku do przeszłości jest tylko -W-źględna. Oto dlaczego zasada zmiany opiera się na zasadzie ciągłości. Zmiana w czasie przybiera różne formy, a każda z nich może stanowić poważny rozdział w językoznawstwie. Nie zagłębiając się w szczegóły, chcemy tylko podkreślić, co następuje: Przede wszystkim nie powinniśmy mylić znaczenia, jakie ma tutaj wyraz : zmiana. Mogłoby się nasunąć przypuszczenie, że chodzi wyłącznie o zmiany fonetyczne, jakim ulega element znaczący, albo o zmiany sensu dotyczące pojęcia znaczonego. Taki punkt widzenia byłby niewystarczający. Jakiekolwiek byłyby czynniki zmian, czy będą one działały razem, czy oddzielnie, doprowadzają zawsze do przesunięcia stosunku między elementem znaczonym i z na cz ą.cy m. Oto kilka przykładów. Łacińskie neciire oznaczające 'zabijać' przeszło we francuskim w noyet· o obecnym jego znaczeniu. Zmieniły się zarówno pojęcie, jak i obraz akustyczny; wyróżnianie dwóch części tego zjawiska jest jednak bezużyteczne; wystarczy stwierdzić in globo, że więź pojęcia i znaku rozluźniła się oraz że nastąpiło przesunięcie w ich wzajemnym I

l Niesłusznie zarzucano by Ferdynandowi de Saussure brak logiki czy paradoksalne stanowisko w tym przypisywaniu językowi dwóch sprzecznych ze sobą właściwości. Przeciwstawiając te dwa wyraźne terminy chciał on tylko silniej zaznaczyć prawdę, że język zmienia się, lecz mówiący nie są w stanie go zmienić. Można również powiedzieć, że jest on nietykalny, lecz nie niezmienny. (Wyd.).

86

Zasady ogólne

stosunku. Jeśli zamiast porównywać necare łaciny klasycznej z naszym francuskim noyer, przeciw tawimy to ostatnie wyrazowi necare łaciny ludowej z IV lub V W., który oznaczał
Zmienność znaku

87

czynników które mogą oddziaływać bądź to na dźwięki, bądź na znaczenie. EwOlucja ta jest nieunikniona; nie ma- języka, który by się jej oparł. Po pewnym czasie możemy zawsze stwierdzić wyraźne przesunięcia . Jest to do tego stopnia prawdziwe, że zasada powyższa powinna się sprawdzać nawet w przypadku języków sztucznych. Twórca takiego języka ma nad nim władzę tak długo, jak długo nie wejdzie on w obieg; od Chwili jednak, gdy zacznie spełniać swą rolę i stanie się własnością w~~ch, wymyka się spod kontroli. Esperanto jest próbą tego rodzaju; jeśli próba ta będzie udana, czy uchyli się ono spod tego nieuchronnego prawa? Po upływie pierwszego olrresu język wkroczy prawdopodobnie w życie semiologiczne; będzie się przenosił na mocy praw nie mających nic wspólnego z prawami, które rządzą świadomym tworzeniem, i nie będzie już można nawrócić wstecz. Człowiek, który zamierzałby ułożyć język niezmienny, taki jaki potomność miałaby przyjąć bez zmian, przypo~nałby kurę, co wysiedziała kaczęta: stworzony przez niego język zootałby mimo wszystko uniesiony przez prąd, który porywa wszystkie języki. Ciągłość znaku w czasie w połączeniu ze zmianą w czasie jest zasadą semiologii ogólnej; potwierdzenie tego można znaleźć w systemach pisma, w języku głuchoniemych itd. Na czym jednak opiera się ta konieczność zmiany! Można, nam za-' rzucić, że nie przedstawiamy tego punktu równie jasno, jak zasady nie~ zmienności: to dlatego, że nie odróżniliśmy rozmaitych czynników zmian; należałoby je rozpatrywać w całej ich różnorodności, aby dostrzec, jak dalece są konieczne. Przyczyny ciągłości leżą a priori w zasięgu obserwacji badacza; inaczej rzecz się ma z przyczynami zmiany w czasie. Ohwilowo zrezygnujemy z dokładnego zdania z nich sprawy i ograniczymy się do ogólnego omówienia przesunięcia stosunków; czas zmienia wszystko: nie ma powodów, by język miał być wyjęty spod tego powszechnego prawa. Streśćmy teraz kolejne etapy naszych wywodów, odwołując się do zasad ustalonych we wstępie. l. Unikając jałowych definicji wyrazów, wyróżniliśmy najpierw w obrębie całości zjawiska, jakie przedstawia mowa, .dwa czynniki: język i mowę j e d no s t ko wą . .Tęzykjest to dla nas mowa minus mowa jednost-kowa.' Jest to ogół nawyków językowych pozwalających danej jednostce rozumieć inne jedno tki i wzajemnie być przez nie rozumianą. - 2. Definicja ta jednak pozostawia jeszcze język poza obrębem rzeczywistości społecznej; czyni z niego coś nierealnego, gdyż obejmuje jeden tylko aspekt rzeczywistości, aspekt indywidualny; aby język mógł zaistnieć, potrzebna jest z b i.or o w o m w i ca. Wbrew pozorom nie istnieje J



ś

ć

ó

ą

88

Za.'3ady ogólne

on nigdy poza faktem społecznym, gdyż jest zjawiskiem semiologicznym. Społeczna natura jest jedną z jego cech wewnętrznych; jego pełna definicja stawia nas wobec dwóch spraw nierozdzielnycb, jak to ukazuje schemat: Lecz w tych warunkach język jest żYiY9tny, a nie żywy;zdaliśmy sobie sprawę wyłącznie z rzeczywistości społecznej, a nie z faktu historycznego. 3. Ponieważ znak językowy jest dowolny, wydaje się, że język, zdefiniowany w powyższy sposób, jest systemem wolnym, dającym się swobodnie kształtować, Grupa zależnym jedynie od zasady rozumowej. Jego charakter mowiaca społeczny, rozważany sam w sobie, nie sprzeciwia się temu punktowi widzenia. Bez wątpienia psychologia Rys. 7 zbiorowa nie operuje materią czysto logiczną; należałoby zwrócić uwagę na to wszystko, przed czym rozum ustępuje w praktycznym obcowaniu ze sobą poszczególnych jednostek. A przecież nie to przeszkadza nam uznać język za zwyczajną umowę, dającą się zmieniać zależnie od woli zainteresowanych; przeszkadza nam w tym działanie czasu, łączące, się-z działaniem siły społecznej; poza obrębem trwania rzeczywistość językowa jest niepełna i wysnucie jakichkolwiek wniosków jest niemożliwe. Gdybyśmy wzięli język w czasie bez zbiorowości mówiącej - przypuśćmy istnienie jakiejś samotnej jednostki żyjącej w ciągu wieków - nie stwierdzilibyśmy przypuszczalnie żadnej zmiany; czas nie wywierałby na nią żadnego wpływu. I on- Czas wrotnie, gdybyśmy wzięli pod uwagę zbiorowość mówiącą bez czasu, nie dostrzeglibyśmy skutku oddziaływania na język sił społecznych. Aby być w zgodzie z rzeczywistością, należy więc dodać do Grupo naszego pierwszego schematu strzałkę oznaczającą mowiaca bieg czasu: . Odtąd więc j~zyk nie jest już swobodny, czas Rys. 8 bowiem pozwoli siłom społecznym na rozwinięcie skutków swego działania na język i tym samym dochodzimy do zasady ciągłości, która niweczy wolnoyg. Lecz ciągłość z konieczności zakłada zmianę, mniej lub bardziej wyraźne przesunięcie wzajemnego stosunku.

Rozdział

JĘZYKOZNAWSTWO

§

1. WEWNĘTRZNA

STATYCZNE

I

trzeci

JĘZYKOZNA\VSTWO

DWOISTOŚĆ WSZYSTKICH

NAUK

EWOLUCYJNE

OPERUJ4CYCH

WARTOŚCLL'II

Bardzo niewielu językoznawców domyśla się, że wpływ czynnika czasu stwarza językoznawstwu trudności szczególnego rodzaju oraz że ukazuje tej nauce dwie drogi zupełnie rozbieżne. Większość nauk nie zna. tej podstawowej dwoistości; czas nie wywołuje tam żadnych_szczególnych skutków. Astronomia stwierdziła, że gwiazdy ulegają poważnym zmianom, nie musiała jednak z tego powodu rozpaść się na dwie odrębne dyscypliny. Przedmiotem geologii są w znacznej mierze kolejne etapy; gdy jednak ma się ona zająć określonymi stanami ziemi, nie czyni z tego osobnego przedmiotu badań. Istnieje opisowa nauka prawa i historia prawa; nikt ich sobie nie przeciwstawia. Polityczna historia państw porusza się całkowicie w czasie; jeśli jednak historyk maluje obraz jednej epoki, nie odnosimy wrażenia, że wychodzi on poza obręb historii. I wzajemnie nauka o instytucjach politycznych jest z gruntu opisowa, może jednak doskonale przy nadarzającej się okazji zająć się zagadnieniem historycznym, przy czym nic nie zagraża jej jednolitości. Przeciwnie, dwoistość, o której mówimy, narzuca się już kategorycznie naukom ekonomicznym. W nich, odmiennie od tego, co się działo w poprzednich przypadkach, ekonomia polityczna i historia ekonomii stanowią dwie dyscypliny wyraźnie odgraniczone w obrębie tej samej nauki; niedawno wydane prace z tych dziedzin ukazują wyraźnie owo rozróżnienie. Postępując w ten sposób, jesteśmy posłuszni - przy czym nie zdajemy sobie dobrze z tego sprawy - wewnętrznej konieczności; otóż podobna konieczność zmusza nas do rozbicia językoznawstwa na dwie części, z których każda kieruje się swymi własnymi zasadami. Tu bowiem, podobnie jak w ekonomii politycznej, stajemy wobec pojęcia wartości (valeur): w obu tych ~allkach chodzi ~ystem rownoważników międ~ rzeczam..Ll'ó.żRag.o_rW_aju: w pierwszej jest to pl'ac~ l płaca, w drugiej - element znaczony i element znaczący. . Oczywista, że byłoby z korzyścią dla wszystkich nauk, gdyby do-

-

--------

90

Zasady ogólne

kładniej zaznaczały osie, na których umieszczają przedmioty swych badań; należałoby wszędzie wprowadzić to rozróżnienie według następującego rysunku:

A----B

D

1) oś równoczesności (AB) dotycząca związków między przedmiotami współistniejącymi, przy zupełnym wykluczeniu wpływu czasu i 2) oś następstw.. (OD), na której można rozważać jeden tylko przedmiot na raz, lecz na której znajdują się wszystkie przedmioty pierwszej osi wraz z ich zmianami. Dla nauk operujących wartościami rozróżnienie to staje się koniecznością praktyczną, a w niektórych przypadkach - koniecznością bezwzględną. W tej dziedzinie można pójść o zakład z uczonymi, że nie zdoają zorganizować swych' badań w sposób ścisły nie biorąc w rachubę dwóch osi, nie rozróżniając systemu wartości rozważanych same w sobie i tychże wartości rozważanych w zależności od czasu. Rozróżnienie to narzuca się z największą siłą właśnie językoznawcy, V ponieważ 'ę.zy]L' est s sterne cz sty:ch lVartości,__któreg~ nie warunkuje I nic oprócz chwilo e'o stanu je o składn' '.w./O ile tylko dana wartość, '--' zięki któremukolwiek ze swych aspektów tkwi korzeniem w przedmiotach i ich naturalnych związkach (jak się to dzieje w naukach ekonomicznych - na przykład wartość posiadłości ziemskiej pozostaje w stosunku wprost proporcjonalnym do dochodu przynoszonego przez nią), można zawsze do pewnego punktu śledzić tę wartość w czasie, nie zapominając jednak, że w każdym momencie zależy ona od systemu wartości współczesnych. Jej więź z przedmiotami daje jej mimo wszystko pewną podstawę naturalną i dzięki temu wiążące się z nią oceny nie są nigdy całkowicie dowolne; zmienność ich jest ograniczona. Widzieliśmy jednak, że w językoznawstwie nie istnieją dane naturalne. Dodajmy, że im bardziej jakiś system wartości jest złożony i śCiśl.ej zorganizowany, tym bardziej konieczne - właśnie z powodu jego złożoności - jest kolejne badanie go na dwu osiach. Otóż żaden system nie dorównuje językowi pod względem tej cechy: nigdzie nie stwierdzamy po~ dobnej precyzji wartości wchodzących w grę, tak wielkiej liczby i takiej rozmaitości terminów związanych tak ścisłą zależnością między sobą. Wielość znaków, przytoczona już dla wyjaśnienia ciągłości języka, zabrania nam bezwzględnie równoczesnego badania związków w czasie i związków w obrębie systemu.

'

e-

v , -o

ll ~

-

----

""-J

Wewnętrzna dwoistość nauk operujących war tościarui

91

Oto dlaczego wyróżniamy dwa językoznawstwa. Jak je nazwiemy? Terminy, które nam przychodzą na myśl, nie wszystkie w jednakim stopniu mogą zaznaczyć to odróżnienie. ~a przykład terminy "historia" i "językoznawstwo historyczne" nie dadzą się tu za tosować, gdyż są zanadto ogólnikowe; podobnie jak historia polityczna obejmuje zarówno opis epok, jak i opowiadanie o wydarzeniach historycznych, tak samo można by sobie wyobrazić, że opisując kolejne stany języka bada się go na osi czasu; w tym celu należałoby zająć się oddzielnie zjawiskami, które powodują przejście języka z jednego stanu w drugi. Terminy: ew oIu cj a i językoznawstwo ewolucyjne są bardziej precyzyjne i częto będziemy ich używać; w przeciwstawieniu do nich można mówić o badaniu stanów języka, czyli o językoznawstwie statycznym. Aby jednak lepiej zaznaczyć to przeciwstawienie i to skrzyżowanie dwóch różnych typów zjawisk odnoszących się do tego samego przedmiotu; wolimy mówić o językoznawstwie synchronicznym i j ęz y koznawstwie diachronicznym. Syncw-'oniczne jest. to wszystko, co odnosi się do aspektu statycznego naszej nauki, diachroniczne - to wszystko, co ma związek z rozwojem. Odpowiednio synchronia i diachronia będą oznaczać stan języka../ fazę jego ro~~oju:.J § 2. WEWNĘTRZ)
DWOISTOŚĆ A HISTORIA

JĘZYKOZ)
Przy badaniu faktów języka uderza nas przede wszystldm to, że dla osoby mówiącej nie istnieje następstwo tych faktów w czasie: stoi ona wobec pewnego stanu. Tak samo językoznawca chcąc zrozumieć ten stan musi pominąć wszystko, co do niego doprowadziło, i zaniedbać zupełnie diachronię. Aby przeniknąć świadomość osób mówiących, mu i on znieść całkowicie przeszłość. Interwencja historii może tylko sfał zować jego sąd. Niedorzecznością byłaby chęć naszkicowania panoramy Alp z kilku różnych szczytów Jury jednocześnie; panorama musi być uchwycona z jednego tylko punktu. To samo z językiem: opisać lub ustalić używane w nim normy możemy tylko wówczas, gdy umieścimy się w jednym jego punkcie, czyli stanie. Kiedy językoznawca śledzi ewolucję języka, przypomina obserwatora w ruchu, który przechodzi z jednego krańca Jury w drugi, aby zaznaczyć zmiany perspektywy. Odkąd istnieje współczesne językoznawstwo, można powiedzieć, że diachronia pochłania je całkowicie. Gramatyka porównawcza indoeuropejskiego wykorzystuje dane, którymi rozporządza, aby odtworzyó hipotetycznie typ języka poprzedzającego. Ta sama metoda panuje w bardziej szczegółowych badaniach podgrup (języki romańskie, germańskie itd.); stany języka są tu brane pod uwagę tylko fragmentarycznie i w sposób bardzo nie doskonały. Taką tendencję zapoczątkował Bopp; dlatego też jego koncepcja języka jest chwiejną hybrydą.

92

Zasad, ogólne

Z drugiej strony, zapytajmy, jak postępowali ci, którzy badali język, zanim zostały położone fundamenty badań językoznawczych, to znaczy ~,gramatycy" opierający się na metodach tradycyjnych ~ Ciekawe jest stwierdzenie, że ich punkt widzenia na interesujące nas zagadnienie jest zupełnie bez zarzutu. Prace ich wskazują jasno, że chcą oni opisywać stany języka; program jest ściśle synchroniczny. Tak na przykład gramatyka Port-Royal zamierza opisać stan języka francuskiego za Ludwika XIV i określić jego wartości. ~ie ma ona potrzeby w tym celu uciekać się do języka średniowiecznego; postępuje ściśle wzdłuż osi poziomej (zob. s. 90), nie oddalając się od niej ani na krok; metoda ta jest więc słuszna, co nie znaczy jednak, że stosowanie jej jest zupełnie poprawne, Tradycyjna gramatyka pomija całe działy języka, takie jak powstawanie wyrazów; jest ona normatywna i uważa, że powinna ogłaszać prawidła zamiast stwierdzać fakty; brak jej ogólnych ujęć, często nawet nie umie odróżnić wyrazu wymówionego od wyrazu napisanego itd. Zarzucano klasycznej gramatyce, że nie jest naukowa; a przecież główna jej podstawa mniej podlega krytyce, a przedmiot jest lepiej określony, niż się to dzieje w językoznawstwie zapoczątkowanym przez Boppa, które stojąc na terenie źle odgraniczonym, samo nie wie dokładnie, w jakim kierunku zmierza. Jest czymś pośrednim między dwoma dziedzinami, nie potrafiło bowiem jasno odróżnić stanów od następstw w czasie. Gdy minie już okres przyznawania zbytwielkiej roli historii, językoznawstwo wróci do statycznego punktu widzenia tradycyjnej gramatyki, uczyni to jednak w nowym ujęciu i w inny sposób, przy czym metoda historyczna przyczyni się znacznie do tego odnowienia; ona to właśnie w rezultacie pozwoli lepiej zrozumieć stany języka. Dawna gramatyka dostrzegała tylko fakt synchroniczny - językoznawstwo ukazało nam nowy porządek zjawisk; a przecież to jeszcze nie wystarczy; trzeba wydobyć opozycję tych dwóch porządków, aby móc wyciągnąć wszystkie konsekwencje, które się w niej zawierają.

§

3. WEW'::-<Ę'l'RZXA

DWOIS'l'OŚ(j

WYKAZA.J.'1A

NA PRZYKŁADACH

Opozycja między dwoma punktami widzenia - synchronicznym i diachronicznym - jest absolutna i nie dopuszcza żadnych kompromisów. Kilka faktów ukaże nam bliżej, na czym polega ta różnica i dlaczego nie da się ona znieść. Łacińskie m'islnls
Przyklady

93

mówiących ustala związek między wyrażeniami "un mur dec'repi" oraz ,un homme dec1'epit", chociaż historycznie te dwa wyrazy nie mają nic wspólnego; mówi się często "la faęade decrepite d'une maison" . Jest to fakt statyczny, ponieważ chodzi tu o związek między dwoma elementami współistniejącymi w języku. Aby ten związek mógł zaistnieć, konieczny był współudział pewnych zjawisk ewolucyjnych; trzeba było, aby crispzaczęto wymawiać crep- oraz by w pewnym momencie zapożyczono z łaciny nowy wyraz ; te fakty diachroniczne - widzimy to wyraźnie - nic mają żadnego związku z wywołanym przez nie faktem statycznym; należą do innego rzędu zjawisk. Oto drugi przykład o bardzo rozległym znaczeniu. W staro-górno-niemieckim liczba mnoga wyrazu gast
).

Epoka B

Przeciwnie, niezależnie od tego, jakie były fakty, które spowodowały przejście jednej formy w drugą, będą się one mieściły na osi pionowej, co daje następujący pełny rysunek: •(

).

Epoka A

• <

).

Epoka B

940

Zasady ogólne

Kasz przykład tak bardzo typowy nasuwa wiele refleksji odnoszących się bezpośrednio do naszego przedmiotu: l. Wymienione fakty diachroniczne nie mają w żadnym razie na celu zaznaczenia jakiejś wartości przy pomocy jakiegoś innego' znaku: fakt, że gasti dało gesti, qeste (Giiste) nie ma żadnego związku z tworzeniem liczby mnogiej rzeczowników; w traqi: -J>- t1'iigt ten sam umlaut odnosi się do odmiany czasowników i tym podobnie. A więc fakt diachroniczny jest wydarzeniem mającym swą rację bytu w samym sobie; poszczególne konsekwencje synchroniczne, które mogą z niego wyniknąć, są mu całkowicie obojętne. 2. Owe fakty diachroniczne nie dążą nawet do zmiany systemu. Nie zamierzano przejść od jednego systemu związków do drugiego; modyfikacja odnosi się nie do samego uporządkowania, lecz do elementów porządkowanych. Odnajdujemy tu zasadę wygłoszoną już uprzednio: system nigdy nie jest zmieniany bezpośrednio; sam w sobie jest on niezmienny; tylko niektóre z jego elementów ulegają zmianie bez względu na więzi łączące je z całością. To tak, jakby jedna z planet krążących wokół słońca zmieniła s-we wymiary i ciężar: ten pojedynczy fakt pociągnąłby za sobą ogólne następstwa i naruszyłby równowagę całego systemu słonecznego. Aby móc wyrazić liczbę mnogą, potrzebna jest opozycja dwóch składników: albo fot: *foti, albo fot: fet; obie one są w równym stopniu możliwe, lecz przejście od jednej do drugiej nastąpiło, by się tak wyrazić, bez naruszenia samej opozycji; zmianie 'uległa nie całość czy system, który miałby zrodzić inny system, został tylko zmieniony element pierwszego systemu i to wystarczyło do narodzin innego systemu. 3. Obserwacja ta pozwala nam lepiej zrozumieć zawsze przypadkowy cliarakter danego stanu. W przeciwieństwie do fałszywego poglądu, jaki sobie często o nim wyrabiamy, język nie jest mechanizmem stworzonym i uporządkowanym w celu wyrażania pojęć. Widzimy, ze stan wynikły ze zmiany nie był przeznaczony do wydobycia znaczeń, które przybiera. Dany jest stan przypadkowy fot: fet i przyjmuje się, że będzie on wyrażał różnicę liczby pojedynczej i liczby mnogiej; fot: fet nie jest bynajmniej przystosowane lepiej do tego celu niż fot: *foti. LW-każdym z tych stanów duch tchnie w daną materię i ożywia j~Pogląd ten, zaczerpnięty z językoznawstwa historycznego, jest nie znany gramatyce tradycyjnej, która nigdy nie mogłaby dojść do niego swymi własnymi metodami. Większość filozofów języka nie zna go również: a przecież nic ważniejszego z punktu widzenia filozofii. 4. Czy fakty szeregu diachronicznego należą przynajmniej do tego samego rodzaju co fakty szeregu synchronicznego'l W żadnym wypadku, ustaliliśmy bowiem, że zmiany powstają bez jakiegokolwiek udziału za-

Przykłady

--------------------------------------------------------------

----

95 /-

mierzenia. P:cg;~ciwniefakt synchroniczny jest zawsze związany ze zna- --.;...... ezeniem., odwołuje się zawsz~ do dwóch składników, językowych równocze nychhiczoę mnog ~aża-nie Gaete, lecz opozycja Gast : Giiste. Wprzypad u faktu [~ nicznegQ._Jzecz się ma odWTOtllieorawo 3-koon-t;u;-jak wszystko związane, z---.::..-systemem -jęr.tfk~ m, .el t układem składnik' . ~ przypadko m i nie zamierzonym .. em ewolucji. A oto przykład jeszcze bar Zlej uderzający. W s aro słowiańskim slovo .
-r-r-'

, I

96

(I,

" " G"

ć(/'.

zen. W tym wypadku dopełniacz tslo», zen) ma jako wykładnik zero. Widzimy więc, że znak materialny nie jest konieczny dla-przedstawienia jakiegoś wyobrażenia; język może się zadowolić opozycją czegoś z niczym; tu na przykład rozpoznajemy dopełniacz L mn. zen po tym, że nie jest to ani żena, ani zenu, ani jakakolwiek inna forma. Wydaje się dziwne na pierwszy rzut oka, że wyobrażenie tak ściśle określone jak tto ełniaez 1. rnń. przybrało za swój Zn~ ale to jest właśnie dowodem, że wszystko ~i z czystego :prz~-u.JęzYk jest mechaniz;;-~, który funkcjonuj d le' mimo doznanych uszkodzeń, Wszystko to potwierdza sformułowane już zasady, które można by streścić, jak następuje: 'Język jest systemem, którego wszystkie części mogą i powinny być rozważane w ich synchronicznej łączności. Ponieważ zmiany nie dokon~ają się nigdy w całym systemie, lecz IV jednym czy drugim z-jego elementów, mogą być badane tylko poza obrębem systemu. NiewątpliWieJraMa zmiana znajduje-odbicitw systemie; fakt początkowy odnosił się jednak tylko do jednego punktu;nie ma on żadnego wewnętrznego związku z następstwami, które mQgą z niego wyniknąć dla całości systemu. Ta istotna różnica między składnikami następującymi po sobie_a składnikami współistniejącymi, między faktami częściowymi a faktami odnoszącymi się do całego systemu, nie pozwala na to, by z jednych i drugich łącznie uczynić materi-ał tej samej nauki.

§

'\

Zasady ogólne

J. OBJAŚ.:-
RÓŻKIC MIĘDZY

DWOMA

PORZĄDJLUII

ZA POMOCĄ PORÓWN~

Aby wykazać równocześnie autonomię i współzależność zarówno synchronii, jak i diachronii, można porównać pierwszą z nich do rzutu ciała na płaszczyznę. Istotnie, każdy rzut zależy bezpośrednio od ciała rzutowanego, a jednak różni się od niego i jest czymś odrębnym. Bez tego nie istniałaby cała nauka o rzutach; wystarczyłoby badać same ciała. W językoznawstwie zachodzi ten sam stosunek między rzeczywistością historyczną jęzvk&. a jego stanem, który jest niejako rzutem języka w danym momencie. Badając ciała, to znaczy wydarzenia ~ltl'(')-niczn , nie można poznać sta ow synchJ.-:oni.-cz ych, po~~p.ie będzie sIę miało po-=~ jęcia o rzutach geometrycznych, badając, nawet bardzo śZcZegółowo, różne rodzaje ciał. ~ Dalej, w podobny sposób na powierzchni przekroju poprzecznego łodygi rośliny dostrzegamy rysunek mniej lub bardziej skomplikowany; nie jest to nic innego jak perspektywa tkanek podłużnych, które możemy dojrzeć w całości, wykonując przekrój prostopadły do pierwszego przekroju. Tu również jedna perspektywa jest zależna od drugiej; przekrój podłużny ukazuje nam tkanki tworzące roślinę, a przekrój poprzeczny-

Porównania

97

ich ugrupowanie na pewnej określonej płaszczyźnie; różni się on jednak od przekroju podłużnego, gdyż pozwala stwierdzić między tkankami pewne związki, których nigdy nie można by uchwycić w tym ostatnim. Ze wszystkich jednak porównań, jakie tylko możemy sobie wyobrazić, najbardziej wymowne jest porównarile języka ~part~ szachów. Tu i tam mamy: o' czypię.nia p_sys-wruem wartości i jesteśm świadkami ich modyfikacji. Partia szachów jest niejako sztuczn:; realizacją tego, co język ukazuja.namw Jlosta7"cinaturalnej. Przyjrzyjmy się temu bliżej. Rys. 9 Przede wszystkim stan gry dobrze odpowiada tanowi języka. Odpowiednia wartość figur zależy od ich położenia na szachownicy, podobnie jak w języku każdy składnik ma wartość' dzięki opozycji do wszystkich innych składników. Pg.J!!,!!,gie, system jest zawsze c~o:wy; zmienia. się między jedną a drugą syt9-3rcją.Prawda, że warto CI zależą także Lw ierwszyr rzędzie od niezmiennej umowy, od"~a-sao:gry-istn:ie-j-ą(cych"'(uż przed rozpocżęeiem., partii i pozostających w 'mocy po każdym ruchu. Takie zasady, przyjęte raz na zawsze, występują także w materiale języka; są-to stałe zasady s miologii. końcu, by przejść od jednego stanu równowagi do drugiego albo według naszej terminologii - od jednej synchronii do drugiej, wystarczy zmiana ~~a jednej figury; ~a zakłócenia ogólnego. l\famy tu odpowiednik faktu dlachronicznego z wszystkimi jego właściwościami. Istotnie: a) Każdy ruch w szachach zmienia miejsce jednej tylko figury; podobnie w języku ulegają zmianie tylko poszczególne elementy. b) Mimo tego ów ruch wywiera wpływ na cały system; dla gracza jest niemożliwością przewidzieć dokładnie całą rozciągłość jego skutków. Zmiany wartości wynikające z niego będą - zależnie od okolicznościalbo żadne, albo bardzo poważne, albo pośrednie. Niektóre ruchy mogą zrewolucjonizować całość partii i wpłynąć nawet na figury chwilowo stojące na uboczu. Widzieliśmy, że dokładnie tak samo przedstawia się sprawa z językiem. c) Przesunięcie jednej figury jest faktem całkowicie odrębnym od stanu równowagi tak poprzedzającego, jak i następującego. Dokonana zmiana nie należy do żadnego z tych dwóch stanów: znaczenie mają tylko stany. 'V partii szachów właściwością każdej sytuacji jest to, że jest ona zupełnie niezależna od stanów poprzedzających. Jest rzeczą całkowicie obojętną, czy się do danej sytuacji doszło taką drogą czy inną; ten, kto śledził całą partię, nie ma najmniejszej przewagi nad ciekawym widzem, Kurs językoznawstwa

ogólnego

7

. pl'

\

98

Zasad), ogólne

który by się zaczął przyglądać stanowi gry dopiero w momencie krytycznym. Aby opisać tę sytuację, nie trzeba wcale przypominać tego, co się stało o 10 sekund wcześniej. To wszystko odnosi się również do języka i uświęca zasadniczą różnicę między diachronią a synchronią. Mowa jednostkowa oddziałuje zawsze tylko na stan języka, a zmiany zachodzące między poszczególnymi stanami same nie mają w nich żadnego miejsca. W jednym tylko punkcie porównanie zawodzi; szachista ma zamiar dokonać zmiany miejsca i oddziałać na cały system; język natomiast nie obmyśla z góry niczego; figury jego zmieniają swe miejsca lub raczej zmieniają się same, spontanicznie i przypadkowo; urnlaut w Hande zamiast hanti, Gćste zamiast gasti (zob. s. 93) wytworzył nową formę liczby mnogiej, lecz równocześnie spowodował powstanie formy czasownikowej takie] jak t1·dgt zamiast ,tmgit itd. Aby partia szachów przypominała pod kazdym względem działanie języka, należałoby wyobrazić sobie gracza nie.świadomego lub bezrozumnego. Zreaztą ta jedyna różnica czyni porówna c nie tym bardziej instruktywnym, gdyż wskazuje na bezwzględnąkonieczność odróżnienia w językoznawstwie tych dwóch porządków zjawisk. Jeśli bowiem falrty diachroniczne nie dają się sprowadzić do systemu synchronicznego, uwarunkowanego przez nie, wówczas gdy wola decyduje o zmianie tego rodzaju, o ileż bardziej' nie dadzą się do niego, sprowadzić, kiedy przeciwstawiają ślepą siłę strukturze systemu znaków. § 5, D\\A

JĘZYKOZNAWSTWA PRzEcnv"rAWNE - I ZASADACH

W SWYCH )IETODAC'H

Przeciwieństwo między diachronią a synchronią bije w oczy w każdym punkcie. Na przykład - by rozpocząć od faktu najbardziej oczywistego - nie mają one takiego samego znaczenia. Pod tym względem aspekt synchroniczny góruje oczywiście, ponieważ dla zbiorowości mówiącej jest on jedyną i prawdziwą rzeczywistością (zob. s. 91). Podobnie zresztą dla językoznawcy: jeżeli stanie w perspektywie diachronicznej, dostrzega już: nie język, lecz szereg zmieniających go wydarzeń. Twierdzi się często, że nic nie jest ważniejsze niż poznanie genezy danego stanu; w pewnym sensie jest to prawda: warunki, które wytworzyły dany stan, dostarczą nam wyjaśnień co do jego prawdziwej natury i ustrzegą nas od niektórych złudzeń (zob. s. 94 i n.); lecz to właśnie dowodzi, że diachronia nie jest celem sama w sobie. Można o niej powiedzieć to, co się mówi o dziennikarstwie: prowadzi do wszystkiego pod warunkiem, że się wyjdzie poza nie. Także i metody obu tych porządkówróżnią się między sobą i to dwojako: (' a) Synchronia zna tylko jedną perspektywę, mianowicie perspektywę I osób mówiących i cała jej metoda polega na gromadzeniu ich świadectw;

99

Prawo synchroniczne i prawo diachroniczne

aby wiedzieć, w jakiej mierze dana rzecz jest rzeczywistością, należy i w zupełności wystarczy zbadać, w jakiej mierze-istnieje ona w świadomości tych osób. Językoznawstwo diachroniczne natomiast musi rozróżnić ~ dwie perspektywy: prJ>~ektywn postępującą z biegiem cza- u, i ret,r. id' c w JJ.IZec.iJynymk" ku. tąd dwojaka metoda, o której będzie mow w piątej części. b) Druga różnica wynika z odmiennego rozgraniczenia pola badań obejmowenego przez każdą z dwu dyscyplin. Przedmiotem batania synchronicznego iest 'e to wszystko, co i ·tnieje równOcZeśnie,\,lecz ogół fakW, odpowiadających.Każ em~ J..~zykowi·jw miarę potrzeby podzlał sięgme aż o ialektów i poddia, ektów. W gruncie rzeczy termin: synchroniczny nie jest dostatecznie ścisły; powinno by się go zastąpić innym, co prawda nieco dłuższym: idiosynchroniczny. Językoznaw~ stwo diachroniczne zaś nie tylko nie potrzebuje takiej specjalizacji, ale wręcz ją odrzuca; składniki brane przez nie pod uwagę nie muszą koniecznie należeć do tego samego języka (por. ie. *esti, gr. r3sti, niem. ist, fr. est). To właśnie następstwo faktów diachronicznych i. ich rozszczepienie się przestrzenne stwarza różnorodność idiomów. Aby uzasadnić zbliżenie do siebie dwóch form, wystarczy, by istniała między nimi więź historyczna, choćby najbardziej pośrednia. Wymienione przeciwieństwa nie są ani najbardziej uderzające, ani -najgłębsze: zasadni za :tj!:n{)miamię€l.-z-y faktem wolucyjnym a faktem statycznym pociąga za sobą to następstwo, że wszystkie pojęcia odnoszące się do jednego lub do drugiego nie dają się w r6wnej mierze sprowadzić do siebie. Aby wykazać tę prawdę, wystarczy posłużyć się którymkolwiek z tychp'ojęć. Tak na przykład "zjawisko" synchroniczne nje ma nicwspólnego z diachronicznym (zob. s. 95); jednopolega na związku między elementami współczesnymi, drugie jest podstawieniem jednego elementu na miejsce drugiego w czasie, jest wydarzeniem. Zobaczymy także na s. 116, że tożsamości diachroniczne i synchroniczne - to dwie rzeczy' bardzo różne: historycznie przeczenie pas jest identyczne z rzeczownikiem pas, wzięte natomiast w języku dzisiejszym te dwa elementy są całkowicie różne. Już powyższe stwierdzenia wystarczyłyby nam do zrozumienia tego, że nie wolno mylić tych dwóch punktów widzenia; konieczność ta nigdzie jednak nie ukaże nam się jaśniej niż w rozróżnieniu, którym zajmiemy się z kolei. ;;.-

§

--

6, PRAWO SYKCHRONICZNE I PRAWO DIACHROI'ICZNE

Mówi się powszechnie w językoznawstwie o prawach; czy jednak fakty języka naprawdę są rządzone prawami i jaka może być natura tych praw? Ponieważ język jest instytucją społeczną, można myśleć a priori, że rządzi 7*

Zasady ogólne

·się przepisami podobnymi do tych, które rządzą społecznościami. Otóż każde prawo pełeczne ~a dwie podstawowe ceęlry: jest ono imperatywne oraz powszechne; nakazttjei rozciąga się na wszystkie przypadki, oczywiście w p~WILychgranica c c as l miejsca. -Czy prawa językowe odpowiadają tej definicji! Aby się tego dowiedzieć, pierwszą czynnością - stosownie do tego, co już zostało powiedziane - jest oddzielenie raz jeszcze sfery synchronii od sfery diachronii. Występują tu dwa problemy, których nie należy mieszać: mówić o prawie językowym w ogóle to ścigać marę. Oto kilka przykładów z greki, w których świadomie pomieszano "prawa" obu porządków: 1. Indoeuropejskie spółgłoski dźwięczne przydechowe przeszły w bezdźwięczne przydechowe: *dhumos -+ thumós
ront

->

ćpheron,

Pierwsze z tych praw jest diachroniczne: to, co było uprzednio dh, stało się th itd. Drugie wyraża związek między jednostką wyrazową a akcentem, stanowi rodzaj umowy między dwoma składnikami językowymi współistniejącymi: jest to prawo .,. synchroniczne. Porlobnie przedstawia się sprawa z trzecim, gdyż dotyczy ono jednostki wyrazowej i jej zakończenia. Prawa 4., 5. i 6. są diachroniczne: to, co było s, stało się h, -n zastąpiło -m, -t, k itd. znikły bez śladu. Należy ponadto zauważyć, że 3. jest skutkiem 5. i 6,; dwa fakty diachroniczne wytworzyły fakt synchroniczny. Gdy więc rozdzielimy te dwie kategorie, zauważymy wówczas, że 2. i 3. mają naturę inną niż 1., 4.,·5. i 6. Prawo synchroniczne jest powszechne, nie jest ~ędl!a im eratywne. Niewątpliwie narzuca się ono jednostkom poprzez przymus zbiorowego l Według A. Meilleta (Memoires cle la Societć cle Linguistique, IX, s. 365 i n.) i R. Gauthiota (La fin de ?not en indo-ewropeen, s. 158 i n.) indoeuropejski miał wyłącznie ·n końcowe, a nigdy -1n; jeśli przyjmiemy tę teorię, wystarczy sformułować prawo 5. w następujący sposób: wsaystkie -n końcowe indoeuropejskie zostały zachowane w języku greckim, a jego warto ć dowodowa nie będzie przez to mniejsza, ponieważ zjawisko fonetyczne zmierzające do zachowania dawnego stanu ma tę samą naturę co zjawisko wyrażające się w zmianie (zob. s. 152). (Wyd.).

Prawo synchroniczne i prawo diachroniczne

101

użytku (zob. s. 84), nie mamy tu jednak do czynienia ze zobowiązaniem w odniesieniu do osób mówiących. Chcemy powiedzieć, że w języku żadna siła nie .Q.aje gwarancji utrzymania regularności panującej .w jakimś zakresie. Jako ura~ istniJią~ęg.o~ orządE:u PlJL~chroniczne stwierdza o prostu stan rzeczy; jest tym samym co prawo stwierdzające na przykład, że~ie są posadzone w szachownicę. Określany przez nie porządek jest niestały właśnie dlatego, że nie jes on obowiązujący. Tak na przykład nic nie jest bardziej regularne niż prawo synchroniczne rządzące akcentem łacińskim (prawo bardzo podobne do 2); a przecież ów ustrój akcentuacyjny nie oparł się czynnikom zmian i ustapił miejsca nowemu prawu języka francuskiego (zob. wyżej s. 95 i n.). Streszczając: . 'li mówim o 'ie sYJ1cb.ronii,to wyłącznie jako'\ 0_ u orz 'u, 'ako o z ~ul;:gn.o'ci.~ Diachronia natomiast zakłada występowanie czynnika dynamicznego, dzięki któremu zostaje wywołany pewien skutek, dokonana pewna rzecz. Ale ten imperatywny charakter nie wystarczy, byśmy mogli zastosować pojęcie prawa do faktów ewolucyjnych; o rawie można mówić jegynie wted gd _
J

,( \ N"-

L

\

S'\ c

102

Zasady ogólne

wszystkie Wyrazy ukazujące tę sarną właściwość fonetyczną podlegają takiej samej zmianie; tak więc prawo 1. ze s. 100 (*dhu1noS -,>- gr. thu1nós) dotyczy wszystkich wyTaZÓWgreckich, w których występowała dźwięczna przydechowa (por. *nebhos -,>- nephos, "medhs» -,>- mćiłiu; *angko -,>- ankho itd.); reguła 4. (* septm -,>- hepta) stosuje się do sm·po -,>- hćrpo, *sus -,>- hus i do wszystkich wyrazów zaczynających się na s. Prawidłowość ta, niejednokrotnie podawana w wątpliwość, wydaje się nam dobrze uzasadniona; pozorne wyjątki nie oslabiają nieuchronnego charakteru zmian tego rodzaju, gdyż dają się wyjaśnić albo bardziej specjalnymi prawami fonetycznymi (zob. przykład trikhes : tlwuksi, s. 105), albo współdziałaniem faktów innego rodzaju (analogia itd.). Wydaje się więc, że nic nie odpowiada .lepiej podanej powyżej definicji wyrazu: prawo. A przecież, niezależnie od liczby przypadków, na których sprawdza się prawo fonetyczne, wszystkie obejmowane przez nie fakty są przejawami jednego tylko pojedynczego faktu. Prawdziwe zagadnienie polega na tym, czy zmiany fonetyczne dotyczą wyrazów czy tylko dźwięków; odpowiedź nie ulega żadnej wątpliwości: w nephos, mćtliu; ankhó itd. mamy do czynienia z pewnym fonemem, dźwięczną przydechową indoeuropejską, która zmienia się w bezdźwięczną przydechową, lub też z początkowym s greki pierwotnej, które przechodzi w h itd., przy czym każdy z tych faktów jest odrębny, niezależny od innych wydarzeń tego samego rodzaju, niezależny także od wyrazów, w których zachodzi 1. Wszystkie te wyrazy ulegają oczywiście zmianom w swej materii dźwiękowej, .nie powinno nas to jednak wprowadzać w błąd co do prawdziwej natury zjawiska. Na czym opieramy się twierdząc, że same wyrazy nie wchodzą bezpośrednio w grę przy przekształceniach fonetycznych ~ :Na owym bardzo prostym stwierdzeniu, że zmiany tego rodzaju są im w gruncie rzeczy obce i nie mogą dosięgnąć ich istoty. O jedności wyrazu stanowi nie tylko ogół jego fonemów; polega ona na innych cechach niż właściwości materialne. Przypuśćmy, że jedna struna w fortepianie jest rozstrojona; ilekroć jej dotkniemy grając jakąś melodię, wydobędziemy fałszywą nutę; ale gdzie! Ozy może w melodiij Z pewnością nie; melodia nie została naruszona; jedynie fortepian jest uszkodzony. Podobnie rzecz się ma z fonetyką. Nasz system fonemów jest instrumentem, na którym gramy wymawiając wyl Rozumie się, że przytoczone powyżej przykłady mają charakter czysto schematyczny: współczesne językoznawstwo słusznie stara się sprowadzić możliwie jak najdłużze szeregi zmian fonetycznych do tej samej za ady początkowej; tak na przykład Meillet wyjaśnia wszystkie przekształcenia greckich zwartych stopniow-ym osłabianiem się ich wymowy (zob. Memcires de la Soeićte de Linguistique, IX, s. 163 i n.). vV ostatecznym wyniku wnioski o charakterze zmian fonetycznych stosują, się oczywiście do owych praw ogólnych tam, gdzie one istnieją. (Wyd.).

Prawo svnchrcniozńe

i Drawo diachroniczne

103

razy języka; jeśli jeden z tych elementów ulegnie zmianie, skutki mogą być różnorodne, sam fakt nie obchodzi jednak wyrazów stanowiącycho ile można się tak wyrazić - melodie naszego repertuaru. Tak więc fakty diachroniczne są osobliwe; przesunięcie ystemu dokonywa się na skutek wydarzeń, które nie tylko są mu obce (zob. s. 94), lecz które także same między sobą są odosobnione i nie. tworzą żadnego systemu. Streśćmyr jakiekolwiek by były illkty •... synchroniczne, przejawiają one pewną regularność, ale nie mają charakteru imperatywneg ; natomiast fakty diachroniczne narzucają się językowi, lecz nie mają w sobie nic powszechnego. " Słowe~ - i do tego zamierzaliśmy dojść - ani jedne, ani drugie nie są rządzone takimi prawami, jakie zdefiniowaliśmy powyżej; jeżeli więc mimo w zystko chcemy mówić o prawach ję~ykowych,~rmin ten przybierze znaczenie całkowicie odmienne zależnie od tego, czy będziemy rozpatrywać zagadnienia jednego czy drugiego porządku. S 7, .CZY ISTNIEJE

PUNKT WIDZENIA. PANCHRONICZNY/

Dotychczas przyjmowaliśmy termin "prawo" w sensie prawniczym. Są jednak, być może, w języku prawa w takim znaczeniu, w jakim poj· mują je nauki fizyczne i przyrodnicze, to znaczy związki, które sprawdzają się zawsze i wszędzie. Słowem, czy język nie może być również badany z punktu widzenia panchronicznego ~ iewątpliwie tak. .Na przykład, ponieważ zachodzą i będą zawsze zachodzić zmiany fonetyczne, można rozważać to zjawisko ogólnie jako jeden ze stałych aspektów języka; jest to więc jedno z jego praw. W językoznawstwie podobnie jak przy grze w szachy (zob. s. 97 i n.) są reguły, które przetrwają wszystkie wydarzenia. Lecz są to zasady powszechne, istniejące niezależnie od faktów konkretnych; z chwilą gdy zaczynamy mówić o faktach szczegółowych i namacalnych, nie ma punktu widzenia panchronicznego. Tak więc każda zmiana fonetyczna, niezależnie od swego zasięgu, jest ograniczona p~wnym określonym czasem i pewnym określonym terytorium; żadna nie wytwarza się we wszystkich okresach i na wszystkich miejscach; istnieje ona jedynie diachronicznie. Po tym właśnie kryterium można poznać, co należy do języka, a co do niego nie należy. Konkretny fakt, dający się wytłumaczyć panchronioznie, nie wchodzi w zakres języka. Weźmy wyraz ChOS6; z punktu widzenia diachronicznego stoi on w opozycji z łacińskim causa, od którego pochodzi; z punktu widzenia synchronicznego - ze wszystkimi składnikami, które dają się z nim skojarzyć we współczesnej francuszczyźnie. Tylko dźwięki wyrazu same w sobie (Ś9z) dopuszczają wyjaśnienie panchroniczne; nie

lO-.l:

Zasady ogólne

mają one jednak wartości językowej; a nawet z punktu widzenia p' chronicznego 89Z wzięte w łańcuchu, jak na przykład un 89Z admi1' . "une chose admirable', nie jest bynajmniej jedno stką , lecz bezkształtną masą, niczym nie rozgraniczoną; istotnie, dlaczego właśnie 89Z, a nie 9= czy n89~ Nie jest to w ogóle wartość, ponieważ nie ma sensu. Punkt dzenia panchroniczny nie dosięga nigdy pojedynczych faktów języ §

8. SKUTKI POillESZA.J.'lTA PORZĄDKU SYNCHROKICZ)/"EGO Z DIACHRO)/"ICZXYJI

Mogą tu zaistnieć dwa przypadki: 1. Prawda synchroniczna wydaje się zaprzeczeniem prawdy diacbr nicznej i patrząc na rzeczy powierzchownie wyobrażamy sobie, że mus' wybrać między nimi; w rzeczywistości nie jest to wcale konieczne; j z tych prawd nie wyklucza bynajmniej drugiej. Jeżeli depit oznaczało francuskim
/

1.

Czy prawda synchroniczna przeczy w tym wypadku prawdzie chronicznej i czy należy potępić gramatykę tradycyjną w imię grama historycznej'i Nie, gdyż oznaczałoby to, że dostrzegliśmy tylko ._ rzeczywistości; nie należy sądzić, że sam tylko fakt historyczny ~ ważny i wystarcza do powstania języka. Niewątpliwie istnieją dwa ŹI' imiesłowu couramt; lec ' ·adliżaIe dó siebie i _ staje je. wzt-ó.żn~
ż

l Teoria ta, przyjęta powszechnie, została niedawno zaatakowana przez E. (Dos inVa1"iable Pwrticip,i,Wln p1"aesenflis, Erlangen 1913), naszym zdaniem bez powo ..•..•.•••... ~ nie uznaliśmy więc za stosowne usunąć przykładu, który w każdym razie zach..••.•... -r- ••• swą; wartość dydaktyczną. (Wyd.).

Pomieszanie dwóch porządków

105

labie otwartej i nie znajdującej się na początku wyrazu zmieniło się w i: obok faeio mamy eonfieio, obok amicu« - inimieus itd. Ozęsto formułuje się to prawo mówiąc, że a z faeio przechodzi w i w eonfieio, gdyż nie występuje tu już w pierwszej sylabie. Sformułowanie to nie jest ścisłe: nigdy a z faeio nie "przeszło" w i w coniioio. By odtworzyć prawdę, należy odróżnić dwie epoki i cztery składniki: na początku mówiono [aeio=« eonfaeio; następnie, ponieważ eonfaeio przekształciło się w eonfieio, podczas gdy faeio pozostało bez zmian, zaczęto mówić faeio - coniici«. Czyli: faeio ~ eonfaeio !

!

faeio ~ eonfieio

Epoka.A Epoka B

Jeśli zaszła "zmiana", to dokonała się ona pomiędzy eonfaeio a eonfieio, otóż reguła, źle sformułowana, nie wspominała nawet o tym pierwszym! Dalej, obok tej zmiany, oczywiście diachronicznej, istnieje drugi fakt, całkowicie odrębny od pierwszego, dotyczący opozycji czysto synchronicznej między faeio a coniiei«. Ma się ochotę powiedzteć, że nie jest to fakt, lecz skutek . .A przecież jest to fakt w porządku synchronicznym, można nawet powiedzieć, że istota wszystkich zjawisk synchronicznych jest taka sama. W rozpoznaniu prawdziwej wartości opozycji [acio=« coniicio przeszkadza to, że nie ma ona większego znaczenia. Rozważmy jednak takie pary, jak Gast - Gdete, gebe - gibt, a zobaczymy, że ich opozycje są także przypadkowymi rezultatami ewolucji fonetycznej, przy czym w porządku sy.nchroniczIl, m stanowią one jednak podst~ zja.--wiska~~txczne. Te dwa rodzaje zjawisk są skądinąd ściśle ze sobą powiązane, gdyż pierwsze z nich warunkuje drugie; dlatego też dochodzi się często do wniosku, że nie warto ich rozróżniać; w' istocie językoznawstwo myliło je przez cale dziesiątki lat nie dostrzegając nawet, że metoda ta nie ma żadnej wartości. Błąd ów jest jednak bardzo widoczny w niektórych przypadkach. Tak na przykład można by pomyśleć, że dla wyjaśnienia greckiego phuktós wystarczy powiedzieć: w greckim g lub kh zmienia się w k przed spółgłoskami bezdźwięcznymi, wyrażając to synchronicznymi odpowiednikami takimi, jak phugei''n: phuktós, lćkhos : lekt?'on itd. Napotykamy tu jednak na przeszkody w postaci takich przypadków, jak trikhes : thriksi, gdzie stwierdzamy pewną komplikację: "przejście" t w th. Formy tego wyrazu dadzą się wytłumaczyć tylko historycznie, na drodze chronologii względnej. Pierwotny temat *tMikh, po którym następowała końcówka -si, dał thriksi. - zjawisko bardzo dawne, identyczne z tym, które dało lekiron. z rdzenia lekh-, Następnie każda przydechowa, po której następowała w tym samym wyrazie druga przydechowa, przeszła w bezdźwięczną i *th1'ikhes stało się trikhe«; t7vriksi uniknęło oczywiście tego prawa.

106

Zasady ogólne

§

9. WNIOSKI

Tak więc językoznawstwo stoi tu na drugim rozdrożu. Najpierw musiało wybrać między językiem a mową, [ednostkową (zob. s. 33); oto znów znajduje się -na skrzyżowaniu dróg, z których jedna prowadzi do diachronii, a druga do synchronii. \..--GdY-Jllż .raz .esteśmy w posiadaniu tej podwójnej zasady klasyfikacji, możemy dodać że w j z ku to ws~y§..tJ.ro, c..2-je djachronic.zne, jest nim wył'- znie przez mowę jedno t.kową,. W mowie jednostkowe] ;;;'jduje się zarodek wszelki~~Jm' z nich jest najpierw szerzona przez pewną, liczbę jednostek, zanim wejdzie _w powszechne użycie. i'W niemieckim współczesnym mówi się: ich wa:r, wir ioaren, natomiast w staroniemieckim aż do XIX w. odmieniano: ich WCtS, wi1' toaren. (w angielskim mówi się dziś jeszcze: I was, we were). W jaki sposób dokonała się ta substytucja waT na miejsce was'? Pewna grupa osób, pod wpływem ioaren, utworzyła na drodze analogii wm'; był to fakt z dziedziny mowy jednostkowej; forma ta, często powtarzana i przyjęta przez całą, społeczność, stała się faktem języka. Nie wszystkie jednak innowacje mowy jednostkowej cieszą, się równym powodzeniem i jak długo pozostają, one w sferze indywidualnej, nie potrzebujemy brać ich pod uwagę, badamy bowiem język; wchodzą, one w pole naszej obserwacji dopiero z chwilą" gdy zostaną przyjęte przez zbiorowość. Każdy fakt ewolucji jest zawsze poprzedzony faktem lub raczej całą, masą, faktów podobnych w sferze mowy jednostkowej; nie osłabia to w niczym ustalonego wyżej rozróżnienia, wzmacnia je nawet, ponieważ w historii każdej innowacji spotykamy zawsze dwa odrębne momenty: ) moment w·którym oiawia się ona u jednostek; 2) moment, w którym st 'e się faktem języ a, zewnętrznie identycz ym, ale już przyjętym przez całą, społeczność. Następnjąca tablica ukaże nam racjonalny chemat, który powinien być przyjęty w badaniach językowych: Synchronia JęZYk {Diachronia ~ M~ owa Mowa jednostkowa

&:

I

1

-

---.-J

Przyznać należy, że idealna i teoretyczna postać jakiejś nauki nie zawsze jest zgodna z tą" którą, jej narzucają, wymogi praktyki. W językoznawstwie wymogi te są, bardziej kategoryczne niż gdziekolwiek indziej; tłumaczą, one w pewnej mierze zamieszanie, jakie obecnie panuje w tych badaniach. Nawet gdyby ustalone tu rozróżnienia zostały przyjęte raz na zawsze, przypuszczalnie nie można by było w imię tego ideału narzucić ścisłego kierunku badaniom. l

"-nioski

107

Tak więc w badaniu synchronicznym starofrancuskiego językoznawca operuje faktami i zasadami nie mającymi nic wspólnego z tym, co pozwolilaby mu odkryć historia tego samego języka między XIII a XX wiekiem; dadzą się one natomiast porównać do tych zasad i faktów, które by nam ukazał opis współczesnego języka bantu, greki attyckiej na przełomie IV i V wieku przed Chrystusem czy wreszcie dzisiejszego francuskiego. Dzieje się tak dlatego, że te różnorodne opisy opierają się na podobnych zwiążkach; o ile każdy idiom stanowi system zamknięty, o tyle wszystkie zakładają istnienie pewnych stały-ch zasad, które odnajdziemy, przechodząc od jednego idiomu do drugiego, pozostajemy bowiem w tym samym porządku. ~ie inaczej rzecz się ma z badaniem historycznym: rzućmy okiem na pewien okres języka francuskiego (na przykład od XIII do XX wieku), jawajskiego czy jakiegokolwiek innego - wszędzie operujemy podobnymi faktami i wystarczyłoby je zestawić, aby ustalić ogólne prawdy porządku diachronicznego. Ideałem było by, aby każdy uczony poświęcił się jednej lub drugiej dziedzinie badań i opanował możliwie największą liczbę faktów w swym zakresie; trudno jest jednak władać w sposób naukowy tak różnorodnymi językami. Z drugiej strony, praktycznie każdy język stanowi całość podległą badaniom i siłą rzeczy dochodzimy do tego, że badamy go zarówno statycznie, jak i historycznie. Mimo wszystko nie należy nigdy zapominać, że teoretycznie jedność ta jest sztuczna, gdy natomiast różnorodność idiomów kryje w sobie głęboką jedność. Jeśli nawet w badaniu języka obserwacja przechodzi z jednej strony na drugą, należy za wszelką cenę ustawić każdy fakt we właściwej mu sferze i nie mieszać metod. Owe dwie części językoznawstwa, w powyższy sposób rozgraniczone, będą kolejno stanowić przedmiot naszych badań. Językoznawstwo synchroniczne zajmie się związkami logicznymi i i psychologicznymi, które łączą składniki językowe współistniejące i tworzące system, takie jakie istnieją w tej samej świadomości) zbiorowej. / Językoznawstwo diachroniczne natomiast będzie badać związki, które łączą składniki językowe następujące po sobie, nie dostrzegane przez tę samą świadomość zbiorową, i które zastępują się wzajemnie, nie twoTZąCze sobą żadnego systemu.

Subscribe

© Copyright 2013 - 2019 AZDOC.PL All rights reserved.