Crowley Aleister - Atlantyda. Zaginiony Kontynent - F

W a r s z a w a 2 0 0 3 Spis treści P r z e d m o w a 5 I O d o l i n a c h p o ł o ż o n y c h u...

23 downloads 360 Views 1MB Size

Wa r s z a w a

2 0 0 3

Spis treści Przedmowa I

II III

5

O dolinach położonych u stóp Atlasu i z a m i e s z k u j ą c e j je rasie n i e w o l n i k ó w

11

O rasie zamieszkującej Atlas

19

O zadaniach m a g ó w Atlasu; o Zro, jego cechach i właściwościach, a także 0 t y m , czego m o ż n a d o k o n a ć z jego p o m o c ą ; oraz o c z a r n y m

IV

O tak zwanej magii Atlantów

V

O w y s o k i m d o m u w Atlasie,

fosforze

29 39

jego m i e s z k a ń c a c h , ich m a n i e r a c h i obyczajach, oraz o ż y w y m Atla VI

47

O p o d z i e m n y c h o g r o d a c h atlasu, oraz o r z e k o m y c h związkach A t l a n t ó w z Inkubami, Sukkubami i d e m o n a m i ciemności

VII

59

O zaślubinach i innych osobliwych zwyczajach A t l a n t ó w : oraz o ofiarach składanych bogom

VIII

O dziejach Atlasu od s a m e g o początku do okresu poprzedzającego katastrofę

IX

67

75

O katastrofie i t y m , co ją p o p r z e d z a ł o , a t a k ż e o p r a w d o p o d o b n y c h jej p r z y c z y n a c h

87

Przedmowa „DZIEJE PEWNEJ SŁONECZNEJ IDEI" Mit Złotego

Wieku

towarzyszy ludzkości od niepamiętnych

czasów, wyrażając t ę s k n o t ę za t y m , co wzniosie, a z a g u b i o n e bionej

k l e j n o t a m i fantazji

przeminęło, wia

komnacie

pamięci.

złożone w ofierze na ołtarzu

wyobraźnię

w

drżenie,

sprawiając

potędze, a jednocześnie sprowadzając

a

„wiedzą"

temu

napięciu

o jego z ł u d n y m

rozkosz

nienasycenie

między

zdo­

nowych cywilizacji. Wpraw-

jej

ś w i a d c z e n i e m , ż e d o s k o n a ł e jest t y l k o t o właśnie dzięki

w

O p o w i a d a o t y m , co

co

snami

nie

istnieje.

"wiarą"

o dawnej

z w i ą z a n e z prze-

w

Niemniej to

istnienie

ideału

c h a r a k t e r z e rodzi się żądza kreacji, nieod-

parta chęć stworzenia nowego, lepszego życia. Takiego życia, które będziezawieraćwsobiechoćodrobinęwzniosłościwyniesionejze wspomnień

o

utraconej

doskonałości.

J a k ż e s i l n a jest t o kich nowy

monoteizmów, model

które

rozwoju

środkami narzucie go a

na d o d a t e k

żądza

świadczą

potrafiły

ludom

tym

wytworzyć

cywilizacyjnego,

u c h r o n i ć go

o

ale

i

dzieje

nie

tylko

wszelkimi

również

całkowicie dostępnymi

zamieszkującym odległe zakątki Ziemi, przed

zniszczeniem

w

milenijnej

o ciała i d u s z e . To e k s t a t y c z n e n a p i ę c i e m i ę d z y „wiarą" wytwarzało

t r z e c h wiel-

rozmaite

utopijne

projekty

batalii

a „wiedzą"

przebudowy

społe­

c z e ń s t w , k t ó r e n a w e t jeśli r o d z i ł y się z e z w ą t p i e n i a w d o t y c h c z a s o w y m o d e l rozwoju cywilizacyjnego, dzieliły z tu

do

zjami

kramy tej

powszechnej

krainy oraz

szczęśliwości.

praktycznymi

J e d n ą z k r a i n , najczęściej

sposobami

pijnych myślicieli, była A t l a n t y d a .

Sais,

krainie

jej

się c o

Timajosie

najwyżej

wi­

urzeczywistnienia. do życia przez u t o ­

W z m i a n k i o niej

p r a w o d a w c a Salon,

d o w i e d z i a ł się o t e j

starego kapłana.

tę s a m ą żądzę powro­

powoływanych

w IV w. p . n . e . w p l a t o ń s k i c h d i a l o g a c h , Platona ateński

nim

Różniły

p o j a w i ł y się j u ż

i Krutiasie. W e d ł u g

przebywając w e g i p s k i m

mieście

z p a p i r u s u o d c z y t a n e g o mu przez

Była w n i m m o w a o wielkiej wyspie, położonej za

„ s ł u p a m i H e r a k l e s a " (czyli z a władali synowie Posejdona.

współczesnym Gibraltarem), którą

„ N a tej w y s p i e A t l a n t y d z i e k w i t ł a w i e l k a

5

i

zdumiewająca

potęga

królewska,

której

podlegała cała wyspa oraz

wiele i n n y c h w y s p i części k o n t y n e n t u . P o n a d t o z tej s t r o n y c i e ś n i n y k r ó l e s t w o o b e j m o w a ł o o k o l i c e L i b i i a ż d o E g i p t u i E u r o p ę a ż p o Tyrr e n i ę " , czyli o b s z a r jednak której

dziewięć

Afryki

tysięcy

mieszkańcy

przed

ziemi

Północnej i

Europy

przed

erą

utrzymywali

tajemniczego metalu, trzęsienia

lat

jej

c z a się d o ny,

a

z g r a n i c ą w Italii, nieziemska

życiu

dzięki

potęga,

wydobywaniu

p o g r ą ż y ł a się w o c e a n i e n a s k u t e k

gniewem

bogów,

co

uchroniło

Ateny

nic o okolicznościach u p a d k u

Atlanty­

jego opis z a g i n i o n e g o k o n t y n e n t u w Timajosie ograni­

wyżej

wspomnianego

będącego

o nazwie

przy

ta

łupem.

P l a t o n nie w s p o m i n a dy. C o w i ę c e j ,

się

orichalku,

wywołanego

padnięciem

naszą

przyczynkiem Niestety,

Kritias.

ustępu

mającego charakter dygresyj­

do całościowego dzieła

do

naszych

czasów

na

jej

zachowały

temat

się t y l k o

f r a g m e n t y t e g o d z i e ł a , n a z b y t s k ą p e , b y w y ł o n i ł się z n i c h k o m p l e t n y wizerunek

tej krainy,

lecz

wystarczające,

by rozpalić wyobraźnię spe­

k u l a c j a m i n a t e m a t jej p o c h o d z e n i a i z n a c z e n i a . I rzeczywiście, śli

europejskiej

kiedy

zalążki

po

latach

alternatywnych

teokracji, wizji

ścijańskiej opowieści o jego u p a d k u z Raju śmierci,

ich

zwolennicy

zaginionego tworząc

z

lądu

niej

jako

wobec chrze­

i m o ż l i w o ś c i z b a w i e n i a po

z a c z ę l i c o r a z częściej o d w o ł y w a ć się d o m i t u pierwotne;

swoistą

p o j a w i ł y się w m y ­

człowieka

Księgę

kraino

Rodzaju,

powszechnej punkt

szczęśliwości,

wyjścia

będący

zara­

z e m p u n k t e m d o j ś c i a . A t l a n t y d a s t a ł a się s p i r i t u s m o v e n s m y ś l i u t o p i j ­ nej.

Jednym

z

najwcześniejszych

tego

rodzaju

dzieł

w 1 6 2 7 r o k u k s i ą ż k a F r a n c i s a B a c o n a p . t . Nowa ła ona o wyspiarskim i uczonych,

mające

Tadeusz Cegielski, nogatunkowe

była

Atlantyda.

wydana

Traktowa­

państwie, którym władało kolegium kapłanów na

celu

„zbawienie

„...angielski

wyzwolenie

od

filozof plag

poprzez

pojmował

stanowiących

wiedzę". Jak

zbawienie

pisze

jako ogól-

następstwo grzechu

pierworodnego. Dla Bacona środkiem powszechnego oświecenia miała być

n i e r e l i g i a , lecz n a u k a i t e c h n i k a ; n i e z n a c z y ł o t o p r z e c i e ż , ż e n i e

d o c e n i a ł o n roli religii. L o r d k a n c l e r z p o j m o w a ł r e l i g i ę w s p o s ó b r ó w n i e daleki

6

od

chrześcijańskiej

ortodoksji

jak

hermetyści".

Jego

pomysły

o Atlantydzie. cyficzne

Ów

zradykalizowali

zapotrzebowanie

parametry

metodologu

nego żaru

i

o tajemniczej

XIX-wieczni autorzy książek

wiek postępu technicznego wytworzył zresztą spe­ na

myśl

naukowej,

tajemnicy.

Potrzebę

krainie

boskich

o

utopijną,

która

a jednocześnie

uwzględniałaby traciła

religij­

tę znakomicie wypełniały

książki

atrybutach

i

nie

wysokim

stopniu

za­

awansowania technicznego, którą nagła katastrofa pogrążyła na dnie oceanu

„gdzieś

za

Europą".

Opowieści

o

Atlantydzie

wydobywały

z d n a oceanu z a p o m n i e n i a stare p r a w d y o mariażu duchowości i tech­ nologii,

a na d o d a t e k tworzyły

podwaliny

nowej

antropogenezy,

al­

t e r n a t y w n e j w o b e c chrześcijaństwa oraz d a r w m i z m u , wiodącego wów­ czas

prym

na salonach

intelektualnych

Europy.

Łączyły e l e m e n t y

światopoglądu religijnego i n a u k o w e g o , co pozwalało im unikać m e ­ tafizycznego i

biologicznego

cych pochodzenia g a t u n k u

determinizmu

Najpopularniejszą

okultystyczną

stworzyła Helena Pietrowna pularnego,

a wydanego w

Atlantyda, czyli

świat

w

koncepcjach

dotyczą­

ludzkiego.

Bławacka 1882

przedpotopowy.

koncepcję

pod

roku

dzieła

Bławacka

antropogenezy

wpływem

niezwykle

Ignatiusa

po­

Donelly'ego

d o w o d z i ł a , że c z ł o w i e k

nie p o c h o d z i ani z rajskiego o g r o d u ani od m a ł p y , t y l k o z p ó ł b o s k i c h ras,

które w

aryjską.

Były

wyniku

szeregu

katastrof

wyewoluowały

w

obecną

rasę

to:

1. R a s a astralna, kiedy to ludzkość wraz z całą Z i e m i ą d o p i e r o zaczęła się „ z g ę s z c z a ć " w c i a ł o f i z y c z n e , z a m i e s z k u j ą c

biegun północny.

2. Rasa eteryczna, r e k o n s t r u u j ą c a o b o k ciała a s t r a l n e g o ciało eterycz­ ne,

n a z y w a n a tez

hiperborejską,

z

racji

zamieszkiwania przez

siebie

l ą d u p o d b i e g u n o w e g o , k t ó r y r o z c i ą g a ł się d o o k o ł a b i e g u n a p ó ł n o c n e ­ go aż do granic

dzisiejszej

3. Rasa lemuryjska, siadającym

postać

Azji

Północnej.

jako pierwsza dysponująca ciałem androgyniczną,

a zamieszkująca

fizycznym

olbrzymi

po-

konty­

nent na półkuli południowej. 4 . R a s a a t l a n t y d z k a , w k t ó r e j d o p e ł n i ł się p o d z i a ł p ł c i o r a z o s t a t e c z n e u f o r m o w a n i e się g a t u n k u l u d z k i e g o ,

zamieszkująca gigantyczny

kon­

tynent położony na terenach obecnego oceanu atlantyckiego. Nie w i a d o m o w jakim stopniu ta okultystyczna antropogeneza w p ł y n ę ł a na kształt p r e z e n t o w a n e g o w niniejszym t o m i e dzieła. Bo

7

chociaż C r o w l e y b a r d z o cenił B ł a w a c k ą , uważając ją za jedną z wysłanniczek

„tajemnych

przywódców

świata",

wysłana na Zachód

„w celu

z jednej s t r o n y zniszczenia s ł a b y c h szkol chrześcijańskich, z d r u g i e j zaś strony w y k o r z e n i e n i a m a t e r i a l i z m u n a u k ścisłych",

już

znacznie mniej

m i a ł s z a c u n k u d o t e o z o f i c z n y c h dywagacji n a t e m a t z a m i e r z c h ł y c h dzie­ jów ludzkości. szłości, zarys

co

O

każe

wiele bardziej i n t e r e s o w a ł a go praca na rzecz przy­ podejrzewać,

że

j e g o Atlantyda

utopii, aniżeli głos w sprawie dziejów Sam

w swojej

Crowley

autobiografii,

wyrażał że

jąca u t o p i j n e w y o b r a ż e n i a pewne fragmenty podczas

gdy

większych

się

„...jest na

skrywają

tajemnic magii,

tym

raczej

dziele

zdawkowo,

pisząc

to r a p s o d i a f a n t a s t y c z n a p r z e d s t a w i a ­

temat

stanowią satyrę

inne

o

przedstawiała

zaginionego lądu.

na

pewne

społeczeństwa idealnego, temat

istotne

naszej obecnej wskazówki

oraz przyszłych odkryć w

której

cywilizacji,

dotyczące nauce",

naj­

jakież

t o b y ł y t a j e m n i c e , m o ż e m y się t y l k o d o m y ś l a ć , a z a w s k a z ó w k ę p o s ł u ży

nam

lektura wybranych Na

pierwszy

informacji na t e m a t

rzut

fragmentów

crowleyowskiej

oka dostarcza

Atlantydy

poza

ona

wyżej

niewielu

autobiografii. dodatkowych

wspomnianym

ustępem.

D o w i a d u j e m y się z n i e j , z e C r o w l e y n a p i s a ł t e p o w i e ś ć ( j a k o L i b e r L I , Zaginiony kontynent) sympatią.

latem

1913

Być m o ż e to

u k a z a ł o się d o p i e r o w

roku

w

Rosji

i

nie

właśnie z tego p o w o d u

1970 roku.

darzył

jej

jej

zbytnią

pierwsze wydanie

J e d n a k z e k u s z ą c a w y d a j e się h i p o t e ­

z a , ż e s t a ł o się t a k z z u p e ł n i e i n n e j p r z y c z y n y , t e j s a m e j , d l a k t ó r e j n i e ukazały

się

drukiem

takie

jego

traktaty

jak

„O

,,O t a j e m n y c h z a ś l u b i n a c h b o g ó w z l u d ź m i " , czy które napisał dla

potrzeb

go O r d o Templi

Orientis.

8

wyższych

"O

naturze

bogów",

homunkulusie".

wtajemniczeń zakonu

magiczne­

N a rzecz tej

h i p o t e z y p r z e m a w i a przecie w s z y s t k i m czas p o ­

wstania tego dzieła. Crowley napisał je w rok po t y m , kiedy to The­ odor Reuss, czył

go

ówczesny

przywódca Ordo Templi

wewnętrzną

symbolikę

o d n o s z ą c ą się d o a l c h e m i i i

najwyższych

magii

Orientis, wtajemni­

stopni

tego

zakonu,

seksualnej, a na kilka miesięcy

p r z e d p r z e p r o w a d z e n i e m tzw. „ d z i a ł a ń

paryskich",

czyli serii p i e r w ­

szych e k s p e r y m e n t ó w z zakresu

seksualnej.

Jeśli na d o d a t e k

weźmiemy pod

magii

uwagę duże wrażenie,

jakie

wywarł

na nim solarno-

falliczny k u l t O . T . O . , m o ż e m y p o d e j r z e w a ć , z e s p o r ą część t e g o cza­ su

poświęcił jego zgłębianiu i rozwijaniu. I faktycznie, cały rozdział jego autobiografii omawiający t e n

o k r e s życia p o ś w i ę c o n y jest analizie cyjnej w nim

będącej

narzędziem

rozczarowanie

wobec

skich, których c z ł o n k i e m

masonem

jako s t r u k t u r y

przemian społecznych, tradycyjnych,

był od

regularnych

1900 roku.

rytuału.

M a z a złe

i politykierstwo, a także komercjalizację

inicja­ wyraża

lóż m a s o ń ­

Krytykuje je za prze­

sadną „teatralizację" rytuałów, która w trosce o gubi prawdziwy sens

Crowley

schlebianie

konserwatyzm rytów.

Ten

m e n t brzmi zgoła paradoksalnie w ustach kogoś,

ostatni argu­

kto w

akapitach chwali O r d o Templi Orientis jako jedyną

etykiecie, społeczny

następnych

grupę

dzierżącą

p i e r w o t n e g o , m a s o ń s k i e g o d u c h a , nie zważając na fakt, iż cała histo­ ria t e g o z a k o n u b i e r z e swój p o c z ą t e k o d r y t ó w „ k u p i o n y c h " o d J o h n a Yarkera, osławionego z

handlowania masońskimi

liniami

przekazu.

N i e m n i e j to nie t r a d y c y j n a s t r u k t u r a m a s o ń s k a niższych rytów, odzie­ dziczona po Yarkerze, była tym, co pociągało tylko

system

wyższych

System

wtajemniczeń

inicjacyjny

O.T.O.

poświęcony

składał

( w p r a k t y c e z w i ę k s z e j ilości, p o n i e w a ż o b o k niały stopnie przejściowe), od

0

Crowleya

do X,

się

magii, z

w O.TO., seksualnej.

jedenastu

stopni

n o r m a l n y c h s t o p n i ist­

przy czym

najwyższy z nich

miał charakter czysto reprezentacyjny, tożsamy z t y t u ł e m Wielkiego Mistrza w regularnym wolnomularstwie. Otwierała go „triada" stop­ ni

symbolizujących

wędrówkę

„ego"

w

systemie słonecznym:

jego

p r z y c i ą g a n i e d o t e g o s y s t e m u (0°), n a r o d z i n y (I°), życie ( I I ° ) , ś m i e r ć (III°), doświadczenie świata poza śmiercią (IV°) oraz o s t a t e c z n e roz­ p u s z c z e n i e w p u s t c e c a ł e g o c y k l u d o ś w i a d c z e ń (P.I.). N a s t ę p o w a ł a p o niej

„triada" stopni będących rozwinięciem II°, mających dostarczyć

treningu moralnego w oparciu o tajemnice różokrzyża, h e r m e t y z m u

9

i t e m p l a r y z m u (V° i VI° w r a z ze s t o p n i a m i p o ś r e d n i m i ) , c z e g o z w i e ń ­ czeniem

był

VII°

wprowadzający w arkana kultu solarno-fallicznego.

Najwyższe s t o p n i e inicjacyjne z a k o n u tycznej której

implementacji przedmiotem Celem

było

nazywanej

libidinalny

mocy

IX°)

dotyczyły prak­ czyli

magii,

seksualna.

ciała

i

u m y s ł u oraz

m o ż l i w e by

praktykowanie

Wizja ta była bliska crowleyowskiej

thelemą,

charakter.

i

różokrzyża,

było stworzenie utopii, w której

ukrytych

solarno-fallicznego.

woli,

(VIII°

formuły

była energia

O.T.O.

rozwijanie

kultu

tajemnic

nadając

Sama

zaś

jej

mniej fatalistyczny

a

religii

bardziej

autobiografia Crowleya jasno wska­

zuje n a t o , ż e p r a c e n a d r o z w o j e m s y s t e m u O.T.O. p r o w a d z i ł o n d o ­ kładnie

w

tym

samym

czasie,

gdy

p o w s t a w a ł a Atlantyda.

Pojawiają­

c y się w n i e j s z e r e g n i e d o m ó w i e ń o r a z b o g a c t w o s y m b o l i k i m a s o ń s k i e j , alchemicznej i ność

różokrzyżowej

pozwalają więc sądzić, że była to zbież­

nieprzypadkowa. Crowley wierzył, że dzięki stworzeniu o d p o w i e d n i c h w a r u n ­

ków społecznych dla rozwoju człowieka,

libidinalno-wolicjonalnego

będzie m o ż n a dopełnić

potencjału

jego g a t u n k o w e g o przeznaczenia.

Był p r z e k o n a n y , że p o z w o l i to n i e t y l k o o d n o w i e s t a r e i z u ż y t e z w i ą z ­ ki s p o ł e c z n e , ale i d o k o n a ć r e w o l u c y j n e g o w y ł o m u długowiecznością.

w pracach nad

W t y m c e l u c h c i a ł się p o s ł u ż y ć O . T . O . j a k o p o l e m

dla e k s p e r y m e n t ó w społecznych, jako a w a n g a r d ą n o w e g o ładu, k t ó ­ rego jedynym

prawem

Być może Talbot

Smith,

byłaby

więc

pisząc

rację

„miłość podług miał

jego

na marginesach

Woli".

amerykański rękopisu

" A t l a n t y d a to alegoria n a p i s a n a w w y j ą t k o w y m stylu leya,

w

której

czytelnik

nie o b e z n a n y

uczeń,

niniejszej

Wilfred

powieści:

Aleistera C r o w ­

z gnozą dostrzeże

niezwykle

ciekawą, p i ę k n ą i nie p o z b a w i o n ą p o c z u c i a h u m o r u historię, n a t o ­ miast

ci

nieliczni, znający sekret

s p o r z ą d z a n i a eliksiru

życia r o z p o ­

z n a j ą g e n i u s z jej t w ó r c y , p o t r a f i ą c e g o u k r y ć a m i m o t o o b n a ż y ć p e w ­ ne

szczególne

sekrety

Być może,

alchemii".

Pozostaje n a m

tylko

przywołać słowa K e n n e t h a

A n g e r a , w y b i t n e g o reżysera i o k u l t y s t y : „ N a d s z e d ł o t o czas czas, aby zgłębić

ten

magiczno-seksualny

traktat

Aleistera Crowleya".

Dariusz Misiuna

listopad

10

2002

O DOLINACH POŁOŻONYCH U STÓP ATLASU I ZAMIESZKUJĄCEJ JE RASIE NIEWOLNIKÓW

P r a w d z i w ą n a z w ę archipelagu, m i a n o w a n e g o przez nie­ których Atlantydą, stanowi Atlas. Mówienie o nim jako o konty­ n e n c i e jest b ł ę d n e o tyle, że k a ż d y jego „ d o m " , inaczej „ w z g ó r z e " odcięty był od pozostałych n a t u r a l n y m i , choć często b a r d z o wą­ skimi drogami w o d n y m i . tylko drobnym

A f r y k a ń s k i ł a ń c u c h g ó r s k i A t l a s u jest

fragmentem

większego górotworu.

W starożyt­

ności to właśnie t e n p i e r w o t n y Atlas o d p o w i a d a ł za p o d t r z y m y ­ w a n i e siły m o r a l n e j i m a g i c z n e j ś w i a t a a n t y c z n e g o . O d n i e g o ż t o w z i ę ł o się i m i ę m i t y c z n e g o s i ł a c z a , n a k t ó r e g o b a r k a c h s p o c z y w a g l o b . R d z e ń s ł o w a „ A t l a s " , czyli „ T l a ' " , a r a c z e j „ T l a s " w y w o d z i się z j ę z y k a l e m u r i a ń s k i e g o , w k t ó r y m o z n a c z a „ c z e r ń " ; o j e g o z n a c z e n i u p o w i e m y w o d p o w i e d n i m czasie. P o p r z e d z a go żeński przedrostek

„A",

obrazujący

kształt

ust w

trakcie wydawania

d ź w i ę k u , stąd też najwierniejszy p r z e k ł a d na język angielski po­ w i n i e n b r z m i e ć „czarna k o b i e t a " . W łacinie istnieje w s z a k ż e jego bliższy

odpowiednik. G ó r y Atlasu o d c i ę t e były od siebie w z a j e m i od reszty świa­

ta k a n a ł a m i m o r s k i m i , a na d o d a t e k oddzielały je od znajdują­ c y c h się u ich s t ó p d o l i n g d z i e n i e g d z i e n a t u r a l n i e , g d z i e n i e g d z i e s z t u c z n i e w y g ł a d z o n e , zaś u p o d n ó ż y w y c i ę t e n a d z i e s i ę ć m e t r ó w klify. U k s z t a ł t o w a n i e t a k i e s p r a w i a ł o , ż e n i e s p o s ó b b y ł o d o n i c h dotrzeć.

13

Wiele p o k o l e ń p r a c o w a ł o n a d t y m , aby doliny o w e stały się p ł a s k i m i n i z i n a m i . T y l k o n a w y ż s z y c h w z n i e s i e n i a c h r o s ł y w i ­ n o g r o n a i drzewa owocowe, większość porośnięta była zbożem oraz p a s t w i s k a m i d l a zwierząt z i e m n o w o d n y c h A t l a s u . N i e wie­ m y dzisiaj, jaki był t o g a t u n e k z b o ż a . W i a d o m o n a t o m i a s t , ż e rosło o n o w morskiej wodzie, a sezonowe p o w o d z i e pełniły tę s a m ą f u n k c j ę , c o w y l e w N i l u w E g i p c i e . M i e s z k a ń c y tej n i e z w y k ł e j k r a ­ iny, p r z y p o m i n a j ą c y w d u ż e j m i e r z e p r z e d s t a w i c i e l i w s p ó ł c z e s n e j rasy k a u k a s k i e j , zamieszkiwali wioski na o l b r z y m i c h pływających p l a t f o r m a c h z p o r o w a t e j skały. N i e z n a n e i m b y ł o d r e w n o , p o n i e ­ w a ż na r ó w n i n a c h w o g ó l e nie rosły d r z e w a . N i e w o l n o im było jeść p o k a r m u s w y c h p a n ó w , a n i p s z e n i c y , a n i z w i e r z ą t z i e m n o ­ w o d n y c h , ani też w i e l k i c h z a s o b ó w s k o r u p i a k ó w . D l a t e g o żywili się t a k z w a n y m „ c h l e b e m z n i e b a " , k t ó r y w r z e c z y w i s t o ś c i s p a d a ł z g ó r . C a ł a ich l u d n o ś ć z a p r z ę g n i ę t a b y ł a d o c i ę ż k i e j p r a c y . M ł o d z i i ż w a w i o p i e k o w a l i się z w i e r z ę t a m i , u p r a w i a l i z b o ż e , z b i e r a l i s k o ­ rupiaki, gromadzili „chleb z nieba" dla starszyzny, wreszcie mieli o b o w i ą z e k się r o z m n a ż a ć . K i e d y u k o ń c z y l i d w a d z i e ś c i a l a t , u w a ­ ż a n o ich za w y s t a r c z a j ą c o silnych, by r o z p o c z ą ć p r a c ę w fabryce przy p o m p a c h ssąco-tłoczących dostarczających Atlasowi ,,ZRO", czyli „ m o c y " , o k t ó r e j n i e b a w e m o p o w i e m . P r a c a n a t y c h m a s z y ­ nach, stanowiących połączenie p o m p z d e p t a k a m i mechaniczny­ m i , o d b y w a ł a się w g r u p a c h i t r w a ł a s z e s n a ś c i e g o d z i n d z i e n n i e . Ten zaś, k t o o k a z a ł j a k ą k o l w i e k o z n a k ę słabości, d o s t a w a ł p r z e ­ n i e s i e n i e do fabryki fosforu, g d z i e w c i ą g u k i l k u m i e s i ę c y u m i e r a ł . Fosfor był n i e z b ę d n y dla istnienia Atlasu, a c z k o l w i e k nie korzy­ s t a n o a n i z j e g o c z e r w o n e j a n i ż ó ł t e j p o s t a c i , lecz z t r z e c i e g o a l o t r o p u — n i e p a l n e j , g r a n a t o w o - c z a r n e j , czy też raczej f i o l e t o w o czarnej substancji mającej postać p r o s z k u delikatniejszego od osadu

14

złota, t w a r d s z e g o od d i a m e n t u , jedenastokroć cięższego od żółte­ g o fosforu i t a k s i l n i e t o k s y c z n e g o , ż e p o m i m o z a c h o w a n i a w s z e l ­ kiej o s t r o ż n o ś c i z a l e d w i e p o j e d y n c z a j e g o u n c j a k o s z t o w a ł a ( p r z e ­ ciętnie)

życie

około

dwustu

pięćdziesięciu

ludzi.

O

jego

własnościach o p o w i e m później. L u d z i e ci żyli w s k r a j n e j

niewoli i

niewiedzy, z g o d n i e

z m ą d r ą r a d ą p i e r w s z e g o z filozofów A t l a s u , k t ó r y n a p i s a ł : „ N a j ­ w i ę k s z y m z a g r o ż e n i e m d l a S p o ł e c z e ń s t w a jest p r z e j r z y s t y u m y s ł " . W y p r a c o w a ł o n s y s t e m k u l t u r y u m y s ł o w e j s k ł a d a j ą c y się z d w ó c h elementów: 1 . s z e r e g u b e z u ż y t e c z n y c h , n i e p o w i ą z a n y c h z e s o b ą f a k t ó w j a k o bazy, 2. oraz n a d b u d o w y złożonej z samych kłamstw. Część pierwsza t e g o system u o b o w i ą z y w a ł a k a ż d e g o ; część d r u g a była już p r z y s w a j a n a bez p r o t e s t ó w . Język tych

równin

był

prosty, a z a r a z e m wystarczają­

cy. M i a ł n i e w i e l e r z e c z o w n i k ó w i j e s z c z e m n i e j c z a s o w n i k ó w . Dorośli

używali

„znowu

pracować"

właściwie (po

tylko

prostu

z

kilku

określeń

braku

słowa

czynności:

„pracować"),

„ z n o w u jeść", „ z ł a m a ć p r a w o " (gdy b r a k ł o z kolei określenia „ p o n o w n i e z ł a m a ć p r a w o " ) , „przyjść z z e w n ą t r z " , oraz „zna­ leźć

światło" (tj.

iść

do

fabryki fosforu).

Młodzi mężczyźni

i k o b i e t y p o s ł u g i w a l i się j ę z y k i e m j e s z c z e u b o ż s z y m , s k ł a d a jącym

się p r z e w a ż n i e z p r z e k l e ń s t w .

Szła za t y m

niezwykła

obfitość p r z y m i o t n i k ó w , przeważnie w y p o w i a d a n y c h bez uza­ s a d n i e n i a , j a k o ż e n i e w i ą z a ł y się z ż a d n y m i w y o b r a ż e n i a m i n a t e m a t r z e c z o w n i k ó w . Z e s t a w słów u z u p e ł n i a ł a d u ż a ilość a b s t r a k c y j n y c h r z e c z o w n i k ó w takich jak „ w o l n o ś ć " i „ p o s t ę p " , b e z k t ó r y c h ż a d e n d o b r y o b y w a t e l n i e m ó g ł się o b e j ś ć

przy

k o n s t r u o w a n i u z d a n i a . Z n a j d o w a ł y się w u ż y c i u n a w e t p o d ­ czas r o z m o w y n a jak n a j b a r d z i e j p r o z a i c z n e t e m a t y . „ N i e m o -

15

ralne

pociąganie

nosem",

„niepostępowe

m u z y k a " , „reakcyjne rzęsy" -

zęby",

„lubieżna

wszyscy znali t e g o rodzaju okre­

ślenia. P r z e k a z y w a n o je sobie z ust do ust, p o d o b n i e jak p o ­ pularne hasło:

„ Z n o w u jeść, z n o w u spać, z n o w u p r a c o w a ć ,

znaleźć światło - oto wolność, oto postęp". Religia t e g o ludu pod istotnymi w z g l ę d a m i p r z y p o m i n a ­ ła p r o t e s t a n t y z m , a c z k o l w i e k w y r ó ż n i a ł a ją jeszcze w i ę k s z a zależ­ ność od Boga.

K i e r o w a n o do niego m o d l i t w y w sposób żarliwy

i n a m i ę t n y , n i e z w a ż a j ą c n a ich t r e ś ć . J e d n o c z e ś n i e c z e r p a n i e r a ­ dości z życia s e k s u a l n e g o objęte b y ł o z a k a z e m , k t ó r e g o z ł a m a n i e g r o z i ł o w t r ą c e n i e m d o fabryki fosforu. N a k a ż d y m p o l u u m i e s z c z o n a b y ł a k a m i e n n a t a b l i c a za­ w i e r a j ą c a p o j e d n e j s t r o n i e o p i s t r z e c h faz ż y c i a : p r a c y w p o l u , p r a c y p r z y m a s z y n a c h , p r a c y w fabryce, po d r u g i e j zaś s t r o n i e s e n t e n c j ę : „ J e ś l i c h c e s z w k r o c z y ć d o A t l a s u , m u s i s z n a u c z y ć się latać".

Pod

inskrypcją znajdował

się s z e r e g s k o m p l i k o w a n y c h

rycin objaśniających n a u k ę latania. Oczywiście nikt nie korzy­ stał z tych instrukcji. M o t ł o c h p a n i c z n i e b a ł się j a k i c h k o l w i e k o d s t ę p s t w o d rutyny. Miał na nie tylko jedno określenie, które zmieniało swe z a b a r w i e n i e w zależności od e p o k i h i s t o r y c z n e j . W ciągu ostatnich

czterystu

lat istnienia

Atlasu

n a z y w a ł je:

„czara­

m i " , „herezją", „ s z a l e ń s t w e m " , „złym p r o w a d z e n i e m " , „perwersją" i „czarną magią". Kichnięcie, uśmiech, opieszałość u z n a w a n o za znaki ostrze­ gawcze. Wystarczyło u m i l k n ą ć na chwilę, choćby dla n a b r a n i a g ł ę b s z e g o o d d e c h u , by u z n a n o to za rzecz wysoce p o d e j r z a n ą . G o r z e j jeszcze, g d y k t o ś chciał s p ę d z i ć c h w i l ę w s a m o t n o ś c i . Taki delikwent n a t y c h m i a s t otaczany był przez swoich bliźnich i albo g i n ą ł z ich r ą k , a l b o z s y ł a n o g o d o f a b r y k i f o s f o r u , s k ą d n i e b y ł o już wyjścia. Lud ten posiadał odrażające zwyczaje, za g ł ó w n e źródła r o z r y w k i p r e f e r u j ą c s z t u k ę , m u z y k ę i t e a t r tej klasy, c o d z i e ł a H e n ­

16

r y e g o Arthura Jonesa, Pinera, Lehara, George'a Dance'a, Luke'a Fildesa i T h o m a s a Sidneya C o o p e r a . N a szczęście n i e z n a n a i m była m e d y c y n a .

Życie

pod

g o ł y m n i e b e m w sprzyjającym po t e m u klimacie w p ł y w a ł o ko­ rzystnie na rozwój dziewcząt i m ł o d z i e ń c ó w , a pierwsze o z n a k i n i e d o m a g a n i a kwalifikowały do p r a c y w fabryce fosforu, g d z i e mogli być użyteczni, p o m i m o obniżenia wydajności. Wszyscy d o b r z e zarabiali, a p o n i e w a ż nie istniał h a n d e l a l k o h o l e m , k t ó ­ rego nie w o l n o było spożywać, nie sprawiało t r u d n o ś c i g r o m a ­ dzenie oszczędności i dokonywanie żywota w dostatku. Wraz ze śmiercią cały ich m a j ą t e k p r z e c h o d z i ł w ręce s p o ł e c z n o ś c i , co czyniło z b ę d n y m ustanawianie podatków. N i e znano rów­ nież u b r a ń , a „chleb z n i e b a " był „ d a r e m od B o g a " . O s o b y z m a r ł e r z u c a n o n a żer z w i e r z ę t o m . O k r e ś l e n i e „ d o m " stoso­ w a n o tylko w Atlasie. Każdy z m i e s z k a ń c ó w b u d o w a ł w ł a s n ą c h a t ę z e s t o s u k a m i e n i , k t ó r ą n a z y w a ł „ H l o k l o s t e m " (co jest odpowiednikiem

angielskiego

słowa

„domostwo").

Obce im

było niezadowolenie. I n i k o m u n a w e t przez myśl nie przeszło, by zakazywać h a n d l u z obcokrajowcami,

skoro mieszkańców

innych krain i tak uważano za barbarzyńców. G d y b y jednak m i e s z k a ń c y Atlasu dopuścili jakiś

statek do swoich brzegów,

jego z a ł o g a z o s t a ł a b y w y c i ę t a w p i e ń n a t y c h m i a s t po zejściu na ląd. J e s t wszakże m a ł o p r a w d o p o d o b n e , by jakikolwiek sta­ tek dotarł do

brzegów Atlasu,

o czym

będzie jeszcze m o w a

w n a s t ę p n y m rozdziale.

17

Tak też zobrazowaliśmy p o k r ó t c e n a t u r ę r ó w n i n rozpo­ ś c i e r a j ą c y c h się p o d A t l a s e m o r a z c h a r a k t e r z a m i e s z k a ł e j j e r a s y niewolników.

18

O RASIE ZAMIESZKUJĄCEJ ATLAS

M i a s t a , czy raczej „ d o m y " w y c i o s a n e z g r a n i k a ż d e j g ó r y , z a m i e s z k i w a ł a rasa ludzi niewiele wyższych od nas, n a t o m i a s t z n a c z n i e lepiej z b u d o w a n y c h .

Niższe klasy c h a r a k t e r y z o w a ł a

m a s a i siła n i e d ź w i e d z i a , n a t o m i a s t p r z e d s t a w i c i e l e k l a s y w y ż s z e j posiadali niezwykle r o z b u d o w a n a k l a t k ę i r a m i o n a oraz szczu­ p ł e , lwie b i o d r a . Siła p r z y d a w a ł a i m p i ę k n e g o w y g l ą d u , u w y ­ d a t n i o n e g o s u r o w y m p r a w e m nakazującym, aby każde dziec­ ko,

u

którego

w

ciągu

pierwszych

siedmiu

w y k s z t a ł c i się j a k a ś w y j ą t k o w a c e c h a , s k ł a d a n e

lat

życia

nie

było w ofierze

b o g o m . T a k i m z n a k i e m s z c z e g ó l n y m m ó g ł b y ć o l b r z y m i c h roz­ m i a r ó w n o s , n i e z w y k l e silne ręce i bicepsy, szczęki jak u gory1a, u s z y j a k u s ł o n i a l u b

cokolwiek,

co

uprawniało

do życia.

Mieszkańcy Atlasu dostrzegali w tych o d s t ę p s t w a c h od n o r m y m o ż l i w o ś c i rozwoju g a t u n k u . Mężczyźni i k o b i e t y byli k o s m a ­ ci

jak o r a n g u t a n y ,

a przy tym

wszyscy k r ó t k o ostrzyżeni od

stop aż po głowy. Z a u w a ż o n o , że tego rodzaju p r a k t y k a rozwi­ ja zmysł dotyku, Miała ona również upamiętniać

"Żywego

Atlę", o c z y m b ę d z i e jeszcze m o w a . N i e w i e l e osób należało do klasy niższej. Jej z a d a n i e m było n a d z o r o w a n i e

rasy

niewo1ników,

przynoszenie

pożywie-

n i a d z i e c i o m d o sali b a n k i e t o w e j , s p r z ą t a n i e n i e z j e d z o n y c h resz­ t e k , s t a w i a n i e się d o d y s p o z y c j i " e k r a n ó w ś w i a t ł a " o r a z t r o s k a o przetrwanie rasy

czyli w y c h o w y w a n i e , o d ż y w i a n i e i pielę­

g n o w a n i e dzieci. K l a s a k a p ł a ń s k a z a j m o w a ł a się d a l s z y m o b r a b i a n i e m Z r o d o s t a r c z a n e j z fabryk, oraz jej i m p r e g n o w a n i e m za p o ­ mocą

fosforu.

Ta

klasa

w

większym

stopniu

dysponowała

w o l n y m c z a s e m w y m a g a n y m d o „pracy", c o jeszcze z d ą ż ę wytłumaczyć.

21

K a ż d y „ d o m " z a m i e s z k i w a ł a z n i k o m a liczba A r c y k a p ł a ­ nów i Arcykapłanek,

t o jest j e d e n a ś c i e r a z y p o t r z y d z i e s t u t r z e c h .

Im to właśnie p o w i e r z a n o największe tajemnice Atlasu i to oni byli o d p o w i e d z i a l n i z a p r z e p r o w a d z a n i e e k s p e r y m e n t ó w , p o d c z a s których wiązano każdą pojedynczą wolę. A t l a n c i r ó ż n i l i się m i ę d z y s o b ą k o l o r e m s k ó r y , c h o ć k a ż d y z nich miał takie same, połyskliwe, ognisto-kasztanowe włosy M o ż n a więc było zobaczyć wśród nich kobiety bielsze od Afrody­ ty i bardziej ś n i a d e niż K l e o p a t r a , a t a k ż e ż ó ł t e n i c z y m T u - C h i , dziwaczne, delikatnie błękitne niczym kobiety z Chin o tatuowa­ nych t w a r z a c h , nie m ó w i ą c już o c z e r w o n y c h niczym m i e d ź . D l a k o b i e t z a k a z a n e b y ł o j e d y n i e o b l e k a n i e się w z i e l e ń , n a t o m i a s t w ś r ó d m ę ż c z y z n źle w i d z i a n o c z e r w i e ń . R z a d k o k i e d y w y s t ę p o ­ wał fiolet, który b a r d z o c e n i o n o , a dzieci u r o d z o n e z t y m k o l o r e m skory były w y c h o w y w a n e przez s a m e A r c y k a p ł a n k i . W s z e l a k o j e d n a część ciała u w s z y s t k i c h k o b i e t była ideal­ n i e c z a r n a , a b y ł a t o c z e r ń , k t ó r e j m e m o g l i b y się p o w s t y d z i ć n a ­ wet

M u r z y n i . S t ą d w ł a ś n i e w z i ę ł a się n a z w a „ A t ł a s " . N i e k t ó r z y

autorzy w

sposób

niedorzeczny przypisywali ową cechę obfitym

z ł o ż o m fosforu w Z r o . W y s t a r c z y t y l k o p o w i e d z i e ć , ż e z n a m i ę t o w y s t ę p o w a ł o n a d ł u g o p r z e d t e m , z a n i m o d k r y t o c z a r n y fosfor. M u s i a ł a t o w i ę c b y ć o z n a k a rasy. K i e d y z a ś p e w n e g o r a z u u r o d z i ­ ł a się d z i e w c z y n k a , k t ó r a n i e p o s i a d a ł a t e g o z n a m i e n i a , z jej m a t ­ ki natychmiast uczyniono boginię i zakończono ziemską wędrów­ kę Atlantów. N i e w i e l e d a się p o w i e d z i e ć o e t y c e t e g o l u d u . N a „ s p r a ­ wiedliwość" mówili „ p h p h " , wypuszczając powietrze szczęką prze­ c i ą g n i ę t ą od lewej do p r a w e j strony, co m i a ł o w y r a ż a ć „życie spi­ ralne przeciwne ruchowi słońca". Oczywiście, takie są tylko nasze przypuszczenia, a l b o w i e m za g ł ó w n ą d e w i z ę lud ten obrał sobie b o d a j ż e p o w i e d z e n i e : „ C o k o l w i e k i s t n i e j e , jest z ł e " . N o g i s ą „ z ł e " ,

22

p o n i e w a ż m o g ą m a s z e r o w a ć tylko pięć mil n a g o d z i n ę : z a p o m n i j ­ m y w i ę c o c h o d z e n i u i p r z e s i ą d ź m y się n a k o n i e . A l e p r z e c i e ż k o ­ n i e s ą „ z ł e " w p o r ó w n a n i u z p o c i ą g a m i i s a m o c h o d a m i : t e zaś s ą „ z ł e " , jeśli j e z m i e r z y ć z s a m o l o t a m i . G d y b y A t l a n t ó w z a j m o w a ł a szybkość, z p e w n o ś c i ą uznaliby om s a m o l o t y i wszelkie inne we­ h i k u ł y za „złe" d o p ó k i nie m o g l i b y p r z e ś c i g n ą ć p r ę d k o ś c i światła. Dziwaczne przeżytki atlantyckich reguł etycznych odna­ leźć m o ż n a w ż y d o w s k i e j

transkrypcji prawa egipskiego, które,

jako rasa niewolników, Ż y d z i z i n t e r p r e t o w a l i o p a c z n i e . „Nie będziesz sporządzał żadnych w i z e r u n k ó w " . O d w r o t nie, w ś r ó d A t l a n t ó w k a ż d e d z i e c k o płci m ę s k i e j p o osiągnięciu dojrzałości o t r z y m y w a ł o posążek, k t ó r y m i a ł o czcić. Posążek ten miał czynić c u d a i były na n i m w y r y t e g ł ó w n e zasady d a n e g o człowieka. „Pamiętaj dzień święty święcić". K a ż d y A t l a n t a dbał o to. aby j e d e n dzień s p o ś r ó d s i e d m i u d n i w jego życiu s p ę d z a ć bez żadnego związku ze swymi zadaniami. „Nie będziesz pożądał żony bliźniego swego".

M i m o że

wśród A t l a n t ó w istniała instytucja m a ł ż e ń s t w a , stosunek płciowy z żoną był zakazany. „Czcij ojca s w e g o i m a t k ę s w o j ą " . A t l a n c i p o s t ę p o w a l i w r ę c z przeciwnie, nie czcząc r o d z i c ó w t y l k o dzieci, jakby chcieli p o w i e dzieć: „ O t o jest B ó g , k t ó r e g o s t w o r z y ł e m n a w ł a s n e p o d o b i e ń s t w o " . W p o d o b n y s p o s ó b istniał j e d e n j e d y n y w y j ą t e k w o b e c

re­

g u ł y m i l c z e n i a . B y ł o t o w y p o w i e d z e n i e „ s ł o w a " , k t ó r e niesie ś m i e r ć . S ł o w o t o p r z e z cały czas m i e l i w m y ś l a c h i n a k o ń c u j ę z y k a ; t o Zerra, zjadliwy d ź w i ę k p r z y p o m i n a j ą c y p ł u k a n i e g a r d ł a . S t ą d n a j p r a w d o ­ p o d o b n i e j p o c h o d z i galijskie s ł o w o S c u r r , czyli „ m o w a " , a n g i e l s k i e Scaur l u b Scar w d i a l e k c i e z Y o r k s h i r e i P e n n i n e s . Zerra to r ó w n i e ż n a z w a „ W y s o k i e g o D o m u " oraz posążków, o k t ó r y c h m ó w i l i ś m y weześniej. Pozostałe wiadomości na temat

m i e s z k a ń c ó w tej k r a i n y

można o d n a l e ź ć w zwyczajach l u d o w y c h . N i e k t ó r e z nich należą

23

j u ż d o z w y k ł y c h z a b o b o n ó w . I t a k n a p r z y k ł a d p o ż ą d a n ą ilość osób uczestniczących w bankiecie stanowiło trzynaścioro, ponie­ w a ż g d y b y istniał jeszcze j e d e n z n a k Z o d i a k u , rok b y ł b y d ł u ż s z y i b y ł o b y więcej czasu „dla pracy". M a r n y tu p r a w d o p o d o b n i e do czynienia ze z d e g e n e r o w a n ą tradycją egipską, gdyż sami Atlanci wiedzieli lepiej niż k t o k o l w i e k , ze Z o d i a k

jest

sztucznym

two­

rem. M o ż n a wręcz powiedzieć, że dla ludu zamieszkującego Atlas nic n i e w y d a w a ł o się n i e m o ż l i w e . G d y w i ę c k t o ś m ó w i ł : „ D w a i d w a r ó w n a się c z t e r y " , w j e g o g ł o w i e o d r a z u r o d z i ł a się m y ś l : „ N o tak, a niech to diabli!" Z a j m i j m y się t e r a z o p i s a n i e m j ę z y k a A t l a s u . Trzeci a z a r a ­ zem

najwybitniejszy

spośród

filozofów

atlantyckich

doszedł

do

w n i o s k u , ze m o w a w y r z ą d z a więcej z ł e g o niż d o b r e g o , w związku z czym postanowił opracować pewien szczególny rytuał. Opierał się o n n a w y b o r z e d r o g ą l o s o w a n i a d w ó c h l u d z i , k t ó r y c h z a d a ­ n i e m miała być piecza nad czystością języka. System fonetyczny s k ł a d a ł się z s a m y c h

m o n o s y l a b , w liczbie d w u s t u c z t e r n a s t u .

K a ż d e j z nich przypisany był pewien z n a k diakrytyczny, zazwy­ czaj m a j ą c y p o s t a ć i d e o g r a m u . I t a k d l a w y r a ż e n i a , z e c o ś jest „ z ł e " , m ó w i o n o „ p h p h " , poruszając s z c z ę k ą o d p r a w e j d o lewej s t r o n y To s a m o słowo, k t ó r e m u towarzyszyło ściągnięcie brwią, oznaczało „gorąco". Kiedy towarzyszyło mu zasłanianie ust ręka­ mi, oznaczało o n o „ogień". G d y zaś w y p o w i a d a n o je wraz z u d e ­ rzeniem w gardło, miało znaczyć „giń". Dzięki t e m u każdy „rdzeń" m ó g ł mieć setki p o c h o d n y c h . N i c d z i w n e g o , że język t e n o b y w a ł się p r a k t y c z n i e b e z g r a m a t y k i , k t ó r ą A t l a n c i u w a ż a l i z a z b y t e c z n ą . O w i dwaj w s p o m n i a n i mężczyźni wybrani na dzierżaw­ c ó w j ę z y k a u d a w a l i się n a r o k d o g r o t y z n a j d u j ą c e j się

24

tuż

nad

k l i f e m , g d z i e p r z e z cały czas r o z m a w i a l i ze s o b ą i kreślili na ska­ łach symboliczne przedstawienia języka. Po upływie tego okresu w r a c a l i do swej s p o ł e c z n o ś c i , a w t e d y to s t a r s z e g o z n i c h s k ł a d a n o w ofierze, zaś m ł o d s z y w r a c a ł do g r o t y z o c h o t n i k i e m , z w y k l e c z ł o w i e k i e m p o t r z e b u j ą c y m p o k u t y , k t ó r e g o uczył języka. Pod­ czas wizyty w mieście z o b o w i ą z a n y był p o n a d t o do b a c z n e g o o b ­ s e r w o w a n i a , c z y p o j a w i ł y się j a k i e ś n o w e rzeczy, k t ó r e m o g ł y b y p o t r z e b o w a ć swego miana, jeśli je znalazł, wymyślał s t o s o w n ą n a z w ę i d o d a w a ł ją do słownika. Proces ten zachodził nieprzerwa­ nie. N a t o m i a s t p o z o s t a l i l u d z i e w o g ó l e nie używali języka. W y ­ s t a r c z y ł o i m k i l k a l a t , a b y z a c z ę l i o b y w a ć się b e z r d z e n i a . M o g l i w t e d y s k u p i ć się n a d w y e l i m i n o w a n i e m

z e s w e g o życia g e s t ó w .

A k i e d y w c i ą g u o ś m i u p o k o l e ń u p o r a l i się z t y m p r o b l e m e m , u d a ł o się i m w y ć w i c z y ć t e l e p a t i ę .

M o g l i w t e d y p o ś w i ę c i ć się d z i a ­

łaniu bez i n g e r e n c j i myśli, o c z y m jeszcze b ę d z i e m o w a we właści­ wym

miejscu. I s t n i a ł a t a k ż e i n s t y t u c j a „ s ł u c h a c z y " , t r z e c h ludzi, d o za­

d a ń k t ó r y c h n a l e ż a ł o z a s i a d a n i e n a n a j w y ż s z y m szczycie p o n a d „ e k r a n a m i światła" i a l a r m o w a n i e w p r z y p a d k u , g d y b y jakiś ha­ łas n i e p o k o i ł A t l a s . I c h r a p o r t o z a g r o ż e n i u , p o u z y s k a n i u a r c y k a ­ płańskiej akceptacji, r ó w n o z n a c z n y był z r o z k a z e m zniszczenia ź r ó d ł a n i e p o k o j u . W s p o m n i a n e już wcześniej „ e k r a n y ś w i a t ł a " były p r z y r z ą d a m i z b l a c h y , k t ó r y c h o m a s z t o w a n i e , n i e t y l e d z i ę k i ich nieprzenikliwości w o b e c światła, co jego interferencji, sprawiało, ze światło i żar s ł o n e c z n y nie docierały do „ d o m ó w " . P r z e d o s t a ­ w a ł y się d o n i c h t y l k o t e d e l i k a t n e p r o m i e n i e , k t ó r e u z n a w a n o z a n i e z b ę d n e d o życia. Z j a w i s k o p r o m i e n i o w a n i a s t a n o w i ł o nota b e n e p r z e d m i o t największych kontrowersji. N i e k t ó r z y utrzymywali, że n a w e t te p r o m i e n i e są s z k o d l i w e i t r z e b a je w y k l u c z y ć . I n n i uważali, że

25

„ekrany

światła"

powinny

b l o k o w a ć p r o m i e n i e księżyca,

a nie

ś w i a t ł o s ł o n e c z n e , jak to było w zwyczaju, j e d n a k ż e n i g d y do t e g o nie d o s z ł o , g d y ż wielu m i e s z k a ń c ó w Atlasu s k ł a d a ł o h o ł d księży­ c o w i , j e s z c z e i n n i d o m a g a l i się p e ł n e g o ś w i a t ł a s ł o n e c z n e g o , p o ­ n i e w a ż t w i e r d z i l i , ż e p r z e z n a c z e n i e m A t l a s u jest d o t a r c i e cło s ł o ń ­ ca. Teoria ta była w s z a k ż e s p r z e c z n a z p o d s t a w o w y m a k s j o m a t e m o s i ą g a n i a r z e c z y p o p r z e z ich p r z e c i w i e ń s t w a , d l a t e g o t e z jej z w o ­ l e n n i k a m i byli t y l k o n i e w t a j e m n i c z e n i w t ę d o k t r y n ę c z ł o n k o w i e niższych

klas. D o m y w „Atlasie" ciosano ze skały przy p o m o c y siódme­

go o p a d u Z r o . Były to b a r d z o solidne konstrukcje o ścianach strze­ listych i gładszych

niźli

s z k ł o , c h o ć ich p o d ł o g i były w y b o i s t e

i w z o r z y s t e z racji, k t ó r y c h n i e m o g ę t u p r z y t o c z y ć . Z n a j d u j ą c e się w n i c h k o r y t a r z e b y ł y t a k w ą s k i e , ż e n i e m o g ł y p r z e z n i e p r z e j ś ć r ó w n o c z e ś n i e d w i e o s o b y A k i e d y już d o c h o d z i ł o do t a k i e g o spo­ t k a n i a , w y m a g a ł o o n o o b o w i ą z k o w e g o p r z y w i t a n i a się i ż y c z e n i a s o b i e u d a n e j „ p r a c y " , p o c z y m k a ż d y z m i e r z a ł d o realizacji s w o i c h z a d a ń . S t a n o w i ł o to więc d o b r y pretekst, by za k a ż d y m razem p r z y p o m i n a ć sobie o swoich powinnościach w z g l ę d e m Atlasu. Sala b a n k i e t o w a , w której p r z e b y w a ł y dzieci, była zazwy­ czaj b a r d z o d u ż a . M e b l i , k t ó r e p r z y w i e ź l i p i e r w s i k o l o n i ś c i , s t o p ­ n i o w o p r z e s t a n o używać i nigdy nie w y m a g a ł y reperacji. Na pół­ noc prowadziła rozległa droga, która opadała ku w i n n i c o m i sadom, ł ą k o m i o g r o d o m . T a m też dzieci spędzały większość czasu. M a t k i k a r m i ł y j e t y l k o przez pierwsze trzy m i e s i ą c e życia, p o c z y m p r z e ­ c h o d z i ł y o n e n a s a m o d z i e l n ą d i e t ę , ż y w i ą c się c h l e b e m i w i n e m oraz mięsem zwierząt z i e m n o w o d n y c h . Istniało kilka g a t u n k ó w t y c h ż e : jeden z nich p r z y p o m i n a ł świnię, chociaż s m a k o w a ł jak d z i k a k a c z k a . D r u g i miał w sobie cos z „ a m a t e e " , a s m a k i e m przy­ pominał

łososia, j e g o tłuszcz w e w s z y s t k i m

poza konsystencją

p o d o b n y był do kawioru i służył jako z n a k o m i t e r e m e d i u m na wszelkie

dziecięce

dolegliwości.

Inny

jeszcze g a t u n e k

zwierząt,

przodek naszych h i p o p o t a m ó w , został u d o m o w i o n y . Niewolnicy

26

p o s ł u g i w a l i się n i m d o p r z y g o t o w y w a n i a z i e m i p o d u p r a w ę z b o ­ ża. S t w o r z e n i a te b r o d z ą c w w o d z i e żłobiły g ł ę b o k i e b r u z d y , w k t ó r e w r z u c a n o ziarna roślin. Ich mięso s m a k o w a ł o jak nie­ dźwiedzie, choć było bardziej delikatne. O d n o ś n i e fauny wodnej, c o i s t o t n e , w k r a i n i e tej w y s t ę p o w a ł o d u ż o ż ó ł w i . P o ż y w i a n o się także olbrzymimi ostrygami, równie dużymi głębinowymi kraba­ mi, p e w n y m g a t u n k i e m ośmiornicy, z której sporządzano s m a c z n ą i p o ż y w n ą z u p ę oraz n i e z l i c z o n y m i s k o r u p i a k a m i . W ujściach w o d ­ nych s p o t y k a n o ławice trujących ryb, dowały natychmiastową śmierć,

których ukąszenia powo­

w związku

z czym

pomiędzy

w y s p a m i nie istniała ż a d n a m o r s k a k o m u n i k a c j a , p o n i e w a ż „hi­ p o p o t a m y " , choć n i e p o d a t n e na truciznę, nie potrafiły pływać. M i e s z k a ń c y a r c h i p e l a g u z m u s z e n i w i ę c b y l i p o s ł u g i w a ć się t r a n s ­ portem napowietrznym. W y p a d a ł o b y d o d a ć jeszcze kilka s ł ó w o d n o ś n i e k o m n a t s n u , ale z a j m i e m y się n i m i d o p i e r o p o r o z w a ż a n i a c h n a t e m a t [ s u b ­ stancji zwanej] Z r o .

27

O ZADANIACH MAGÓW ATLASU; O ZRO, J E G O CECHACH I WŁAŚCIWOŚCIACH, A TAKŻE O TYM, CZEGO MOŻNA DOKONAĆ Z J E G O POMOCĄ; ORAZ O CZARNYM FOSFORZE

Najstarsza legenda m a g ó w atlantyckich powiadała, że są oni p o t o m k a m i rasy zamieszkującej o n e g d a j k r a i n ę L e m u r i i , k t ó ­ rej p o z o s t a ł o ś c i m o g ą z n a j d o w a ć się o b e c n i e w a r c h i p e l a g u w y s p p o ł u d n i o w e g o P a c y f i k u . W e d ł u g tej o p o w i e ś c i o w i L e m u r i a n i e stworzyli cywilizację, k t ó r a s t o p n i e m s w e g o rozwoju m o g ł a prze­ w y ż s z a ć n a w e t c y w i l i z a c j ę a t l a n t y c k ą . N i e s t e t y , jej t w ó r c y w w y ­ niku błędnego zrozumienia prawa magicznego — niektórzy po­ wiadają, ze d r u g i e g o , inni że ó s m e g o , a jeszcze i n n i że d w u d z i e s t e g o t r z e c i e g o — z a a n g a ż o w a l i się i d o p r o w a d z i l i s w ó j k r a j d o k a t a s t r o ­ fy. K r ą ż y ł y t e ż o p i n i e , ż e L e m u r i a n i e w r z e c z y w i s t o ś c i s p e ł n i l i s w o j e zadanie magiczne, a j e d n y m z jego s k u t k ó w było zniszczenie wła­ snej ś w i ą t y n i . Niezależnie od wszelkich hipotez, tajemna tradycja lemur i a ń s k a g ł o s i ł a , ż e o n i s a m i p o c h o d z i l i o d s t a r s z e j rasy, żyjącej p o ­ śród l o d u , ta zaś rasa p o c h o d z i ł a od jeszcze i n n e j , mieszkającej w o g n i u , której p i e r w s z y m i p r z e d s t a w i c i e l a m i byli koloniści z M a r ­ sa. U ź r ó d e ł tej t r a d y c j i t k w i ł a k o n c e p c j a , ż e c e l e m e g z y s t e n c j i c z ł o w i e k a jest o s i ą g n i ę c i e S ł o ń c a , z k t ó r e g o , w e d l e jednej ze s z k ó ł kosmologicznych, w y g n a n o go w wyniku katastrofy kosmicznej, w czego następstwie powstał m.in. N e p t u n . Człowiek powinien w i ę c , n i e z a l e ż n i e o d t e g o , n a k t ó r e j żyje p l a n e c i e , z m i e r z a ć d o obalenia obowiązujących praw natury. Musiałby zatem wystar­ czająco d o b r z e j e o p a n o w a ć , aby d o k o n a ć s k o k u e w o l u c y j n e g o n a

Lemuria

-

gigantyczny

ląd

pomiędzy

dzisiejsza

Australią,

Indiami

a p ó ł n o c n o w s c h o d n i m w y b r z e ż e m Afryki. N a z w a w y w o d z i się od kształtnej

(przeciwstawny

kciuk!)

małpiatki,

Lemura,

obecnie

Wschodnimi,

niezwykłej, człeko-

już

na

wymarciu,

za­

mieszkującej w s p o m n i a n e regiony, szczególnie zaś Madagaskar. W e d l e Rudolfa Steinera

i teozofów, Lemuria zamieszkana była przez

a t l a n t y c k ą ) rasę l u d z k ą . P o d c z a s 5

mln.

trzecią z kolei (po eterycznej, a przed

l a t s w e g o i s t n i e n i a jej p r z e d s t a w i c i e l e , o l b r z y ­

m i e g o wzrostu, mieli p o c z ą t k o w o ciała płynno-stałe, wpierw bezpłciowe, p o t e m androgyniczne, system

wreszcie

ze

znanym

nam

podziałem

na

płci.

W

tym

czasie

wytworzył

się

nerwowy i narządy postrzegania z m y s ł o w e g o . Niestety, poprzez „nadużywanie

sił d u c h o w y c h "

wywołano

katastrofę

kosmiczną,

która

zniszczyła

Lemurię.

Pozostały

p o niej A u s t r a l i a , p ó ł w y s e p M a l a j s k i , M a d a g a s k a r o r a z c z ę ś ć A f r y k i i A m e r y k i P ł d . [ z a Ludwikiem Szczepańskim -

przyp. red.]

31

n a s t ę p n ą p l a n e t ę . N i e w i a d o m o w jaki s p o s ó b m i a ł o b y to wyglą­ dać.

N a j p r a w d o p o d o b n i e j nie wiedzieli t e g o n a w e t sami miesz­

kańcy

Atlantydy. To p r a w d a , że m i e s z k a ń c y Atlasu znali tajemnicę lata­

nia.

A czynili to przy p o m o c y tak prostej

metody, że g d y b y

k t o ś n a n i ą w p a d ł , j e d y n i e b y się u ś m i a ł . W t y m c e l u p o t r z e ­ b o w a l i j e d n a k p o w i e t r z a , jako że nie byli w stanie znieść c h ł o ­ du i p u s t k i przestworzy. W

subtelnym

ciele?

W jaki s p o s ó b przenosili

Paladium?

Albo też, gotowi na śmierć, przerzucali

pojazdy na odległość? O d p o w i e d ź na to pytanie będzie możli­ wa p r a w d o p o d o b n i e d o p i e r o wtedy, g d y ludzkość odkryje wie­ dzę o Z r o i jego właściwościach. P o n i ż e j f a b r y k f o s f o r u r o z p o ś c i e r a j ą się

rowy,

w któ­

r y c h z b i e r a się p o t r o b o t n i k ó w . S t a m t ą d j e s t o n o d p r o w a d z a n y do o t w a r t e g o zbiornika, p o ł o ż o n e g o za fabryką, w k t ó r y m kipi z niebywałą gwałtownością, ubijany stożkowymi kołami zęba­ tymi. Uzyskana w ten sposób piana stopniowo zanika, po czym jest u z u p e ł n i a n a k o l e j n y m i d o s t a w a m i p o t u . A r o b o t n i c y p r a ­ cują istotnie w pocie czoła: po o ś m i u g o d z i n a c h pracy przysłu­ guje

im

czterogodzinna

przerwa,

po

której

następuje kolejne

osiem godzin pracy i cztery g o d z i n y o d p o c z y n k u . Fabryki funk­ cjonują d n i e m i nocą. Zbiornik przeznaczony dla Zro, skonstruowany z wypo­ l e r o w a n e g o s r e b r a i a g a t u , jest n a c h y l o n y k u d w ó m w i e l k i m k u ­ lom z kryształu, p o k r y t y m p e w n e g o rodzaju k r a t ą z zielonkawe­ g o m e t a l u . J e g o p u n k t s k u p i e n i a z n a j d u j e się d o k ł a d n i e m i ę d z y t y m i k r a t a m i . J e d y n y m z n a k i e m z a c h o d z ą c y c h wewnątrz, zbior32

n i k a p r o c e s ó w jest i s k i e r k a , k t ó r a p o j a w i a się z a w s z e w t e d y , g d y a t m o s f e r a j e s t w i l g o t n a . O w a w i l g o ć s t a n o w i r e g u ł ę w tej c z ę ś c i świata, m i m o iż wentylatory tłoczą powietrze, osuszone za po­ m o c ą c h l o r k u w a p n i a i k w a s u s i a r k o w e g o , n a d s f e r a m i i ich p u n k ­ tem skupienia. W „ d o m o w e j " ś w i ą t y n i z n a j d u j ą się d w a g l o b y p o d o b n e d o t y c h s t o j ą c y c h n a r ó w n i n a c h . P r z e s y ł a się d o n i c h , a n a s t ę p n i e g r o m a d z i , p e w n ą , n i e z w y k ł ą siłę. S u b s t a n c j a t a n i e o d m i e n n i e nosi n a z w ę Z r o , a l e p i e r w s z e m u s t o p n i o w i jej d e s t y l a c j i o d p o w i a d a g e s t o b r a c a n i a k c i u k a m i , d r u g i e m u — szybkiego przebierania, p a l c a m i , n a t o m i a s t t r z e c i e m u — ściskania rąk. W e w n ą t r z kul ulega dalszej p r z e m i a n i e , p o c z y m u n o s i się w p o w i e t r z e p o d p o s t a c i ą ż m i j o w a t e g o , s r e b r n e g o p r o s z k u ( 4 ) , k t ó r y n a g l e z m i e n i a się w o p a l i z u j ą ­ cy p ł y n (5), wtłaczany m o c ą w ł a s n e g o p ę d u przez zbiornik do świątyni,

gdzie

przyjmuje postać półstałego osadu na posadzce

(6). Z b i e r a j ą g o w ł a s n y m i r ę k o m a s z k o l e n i w tej s z t u c e k a p ł a n i i bezzwłocznie nadają mu siódmą postać - d i a m e n t o w e g o , żywe­ g o n o ż a . N a r z ę d z i e t o , p r z y p o m i n a j ą c e m e k s y k a ń s k ą m a c z e t ę , uży­ w a się d o o b r a b i a n i a s k a ł . J e g o o s t r z e t n i e je, a g r z b i e t w y g ł a d z a . K a m i e ń p o d d a j e m u się n i c z y m p o d a t n y n a najlżejszy d o t y k w o s k . P o z o s t a ł a część o s a d u , z k t ó r e j n i e w y k o n u j e się b r o n i , jest z r ę c z n i e z b i e r a n a i u g n i a t a n a , przez k o b i e t y w r a n d z e a r c y k a ­ p ł a n e k . I n a w e t a r c y k a p ł a n i nie mają pojęcia, na c z y m p o l e g a s e k r e t u g n i a t a n i a tej s u b s t a n c j i , k t ó r a w s w e j s i ó d m e j fazie p r z y j ­ m u j e t a k s o l i d n ą p o s t a ć , z e m o ż n a nią p o d p i e r a ć najcięższe p r z e d ­ m i o t y . S u b s t a n c j ę t ę u n o s i z a r a z e m jej w ł a s n a siła. M i e s z k a ń c y A t l a s u w y k o n u j ą z niej ł o ż a , n a k t ó r y c h w t r a k c i e s p o c z y n k u n i e ­ przerwanie p o d d a w a n i są masażowi. I to właśnie dzięki t e m u nie­ b y w a ł e m u zjawisku Atlanci zawdzięczają fakt, ze do p r a w i d ł o w e ­ go funkcjonowania wystarcza im pół godziny snu, k t ó r e m u oddają się c z t e r y r a z y d z i e n n i e . Ł o ż a t e d z i a ł a j ą l e d w i e p r z e z k i l k a d n i . N a s t ę p n i e p o d d a w a n e s ą d z i e w i ą t e j fazie o b r ó b k i , k i e d y t o p r z e ­ n o s i się j e d o sali z w i e l k i m k o t ł e m , d o k t ó r e g o w r z u c o n e , s p r y -

33

s k a n e zostają c z a r n y m fosforem.

P o d jego w p ł y w e m Z r o dzieli

się n a d w i e c z ę ś c i , j e d n ą p ł y n n ą , d r u g ą s t a l ą , a l e ż a d n a z n i c h n i e m a j a k i c h k o l w i e k t r w a ł y c h w ł a s n o ś c i , j a k o ż e jest c a ł k o w i c i e u l e ­ g ł a w o l i jej u ż y t k o w n i k a , k t ó r y m o ż e j ą s m a k o w a ć k u s w e j n a j ­ w i ę k s z e j r o z k o s z y , czy t o j a k o p o k a r m , c z y t o j a k o n a p ó j . O s o b y d o r o s ł e k a r m i ą się w y ł ą c z n i e t ą s u b s t a n c j ą . N a t o m i a s t d z i e c i n i e m o g ą jej n a w e t p r ó b o w a ć . C z a r n y fosfor d o d a w a ł a z a w s z e a r c y k a p ł a n k a i n i k t p o z a n i ą n i e w i e d z i a ł , w jaki s p o s ó b t o c z y n i ł a . R e s z t k i n i e w y k o r z y s t a n e g o Z r o p r z e k a z y w a n o m a g o m , k t ó r z y p o d d a w a l i j e nie m a j ą c y m k o ń c a e k s p e r y m e n t o m . Najwybitniejsi z nich twierdzili, że b ł ę d e m było d o ­ p r o w a d z e n i e g o d o d z i e w i ą t e j fazy o b r ó b k i , k i e d y t o z a c h o d z i ł j e g o podział i otwarcie potępiali odkrycie czarnego fosforu. W s z y s c y w s z a k ż e z g o d n i e p r a c o w a l i n a d d o p r o w a d z e n i e m g o d o dziesiątej f a z y , k t ó r a p o d k a ż d y m w z g l ę d e m p r z e w y ż s z a ł a w ł a s n o ś c i fazy d z i e w i ą t e j . Z t e o ­ r e t y c z n e g o p u n k t u widzenia m o ż l i w e było osiągnięcie nawet jedena­ stej fazy, p o d c z a s k t ó r e j Z r o p r z y j m o w a ł o l u d z k ą postać

i ożywało!

S p o r n ą k w e s t i ą jest t o , czy żyli n i e g d y ś w A t l a s i e m a g o w i e , k t ó r y m t o się u d a ł o . T a k czy i n a c z e j , c h c i a ł b y m z w r ó c i ć W a s z ą u w a g ę n a fakt, ze o p i s a ł e m tutaj zaledwie j e d n ą s i ó d m ą właściwości Z r o i p o m i ­ n ą ł e m n a w e t t e n w a z k i a s p e k t , ż e w swej d z i e w i ą t e j fazie jest o n o nie t y l k o p o k a r m e m i n a p o j e m , lecz r ó w n i e ż , w ł a ś c i w i e p o j ę t e , „ u n i w e r ­ s a l n y m l e k i e m " . A l b o w i e m Z r o jest r ó w n i e ż wizją i g ł o s e m ! I c h o c i a ż m i e s z k a ń c y Atlasu o b d a r z e n i byli m i ę ś n i a m i g o d n y ­ m i g i g a n t ó w , s p r a w o w a ł y o n e t y l k o j e d n ą funkcję. A była o n a t a k p o ­ w i ą z a n a m ą d r o ś c i ą m a g ó w , b y łączyć w s o b i e p r a c ę , ć w i c z e n i a f i z y c z n e , s p o r t , gry, p r z y j e m n o ś ć i w s z y s t k o i n n e , co m o ż e b y ć treścią życia. O w a „ p r a c a " t o c z y ł a się n i e p r z e r w a n i e , a s k ł a d a ł a z t r z e c h stopni (w odwrotnej hierarchii):

34

1 . P r a c y nad Z r o , czyli

p r z e p r o w a d z a n i a k o l e j n y c h faz o b r ó b k i

Z r o , o d p i e r w s z e j d o d z i e w i ą t e j fazy. 2 . P r a c y z e Z r o , czyli takiej, k t ó r a służy c z y i m ś i n d y w i d u a l n y m c e l o m . 3 . P r a c y dla Z r o , czyli n a j b a r d z i e j z a s z c z y t n e g o , c h o ć p o t o c z n e g o z a d a n i a , polegającego na jedzeniu i piciu Z r o , k t ó r e b y ł o t y m spo­ sobem przetwarzane w wyższą moc,

aczkolwiek posiadającą te

s a m e cechy co zwykłe Z r o . To n o w e Z r o (Zro Atlasu) przechodzi­ ł o p r z e z t e s a m e k o l e j n e fazy o b r ó b k i c o z w y k ł e Z r o r a s y n i e w o l ­ ników. Stanowiło jednak w y t w ó r dobrowolnej, a przy t y m rado­ s n e j p r a c y i s ł u ż y ł o m a g o m p o d c z a s ich e k s p e r y m e n t ó w , a W ł a d c y w s p r a w o w a n i u rządów. Ani o d r o b i n a nie ulegała z m a r n o t r a w i e ­ niu. I tak dla p r z y k ł a d u , w y d r ą ż o n o p o d z i e m n y t u n e l , k t ó r y wy­ p e ł n i o n o Z r o . W a r t o w s p o m n i e ć przy okazji, że to w ł a ś n i e t y m t u n e l e m uciekli Atlanci. T e n r o d z a j d z i a ł a n i a , n i e z a l e ż n i e od t e g o czy ze Z r o czy dla Z r o ,

zawsze w y m a g a ł

spotkania co

najmniej

dwóch

ludzi

w j e d n y m m i e j s c u i c z a s i e . W t r a k c i e p r o c e s u w y t w a r z a ł się w i e l k i żar, d l a t e g o ciała r o b o t n i k ó w s p r y s k i w a n o o g n i o t r w a ł y m czar­ n y m f o s f o r e m . Ó w c z a r n y fosfor, z a b ó j c z y d l a r a s y n i e w o l n i k ó w , s t a w a ł się n i e s z k o d l i w y d l a k a ż d e g o , k t o w j a k i k o l w i e k s p o s ó b z o s t a ł p r z e s i ą k n i ę t y Z r o . S a m o j e d n a k Z r o w s w e j p i e r w s z e j fa­ zie b y ł o r ó w n i e n i e b e z p i e c z n e , jak w y s o k i e n a p i ę c i e . Mieszkańcy Atlasu darzyli Z r o niebywałą estymą. J e d e n z h y m n ó w nazywał je ojcem bogów, a do s a m e g o k o ń c a wierzono, że wszystkie dzieci „ p o c z ę t o ze Z r o " , chociaż k a ż d e z nich z n a ł o s w e g o ojca.

Każda taka koncepcja traktowana, była wszak po­

g a r d l i w i e . A oficjalnie n a z y w a n o Z r o „ s t a r y m e k s p e r y m e n t e m " , k o n t y n u o w a n y m jedynie ze względu na to, że brakło n o w y c h m e ­ tod przedłużania g a t u n k u . Urodzenie dziecka odbierano zatem j a k o w y p a d e k i c h o ć n a l e ż a ł o d o o b o w i ą z k u , p o w s z e c h n i e się p r z e d

35

n i m w z b r a n i a n o . B o m i m o i ż z p o r o d e m n i e w i ą z a ł się b ó l a n i niewygoda, stanowił on swego rodzaju niedociągnięcie i w s t y d e m o k r y w a ł k a ż d ą d u m n ą k o b i e t ę . Z t y c h p r z y c z y n w d a w n y c h cza­ sach n i g d y nie w s p o m i n a n o i m i e n i a ojca. Z r o „zawodziło" kilkakrotnie na przestrzeni dziejów A t l a s u . C h o c i a ż n i e z m i e n i a ł się j e g o w y g l ą d , właściwości.

zanikały jego

W takich p r z y p a d k a c h p o r y w a n o na równinach

m ł o d y c h m ę ż c z y z n i dziewczyny, po czym z a b i e r a n o do Atla­ su, g d z i e s k ł a d a n o ich w ofierze b o g o m . Ich k r e w

mieszano

ze Z r o z n a j d u j ą c y m się w t r z e c i e j fazie o b r ó b k i , d z i ę k i c z e m u odzyskiwało o n o swoją m o c .

Natomiast

ich c i a ł a s p o ż y w a l i

a r c y k a p ł a n i i a r c y k a p ł a n k i jako p o k u t ę za zło n i e w i a d o m e g o pochodzenia. Zro nawiedzały również i inne p o t w o r n e plagi, jako że było ono najmocniejszą,

lecz z a r a z e m

najwrażliwszą

substancją na świecie. P e w n e g o razu p o t r a k t o w a n o je c z y m ś c o s w o i m z a p a c h e m p r z y p o m i n a ł o lisa. B y ł a t o m i k s t u r a s p o ­ rządzona

przez naczelnego m a g a

świetlano je promieniami

Atlasu.

Innym

księżyca o d b i t y m i

od

razem

na­

parabolicz­

nych zwierciadeł. Do najpoważniejszego kryzysu doszło jakieś d w a tysią­ ce lat przed zagładą Atlasu. O t ó ż jeden z niewolników, orząc p o k r y t ą w o d ą ziemię na " h i p o p o t a m i e " , nieszczęśliwie spadł z niego i ukąszony został przez opisaną wcześniej rybę. C h ł o ­ p i e c ó w n i e p o n i ó s ł w s z a k ż e o b r a ż e ń , j a k i c h n a l e ż a ł o b y się s p o ­ d z i e w a ć p o u k ą s z e n i u Z h e e - Z h o u . U d a ł o m u się p r z e ż y ć i j u ż n a s t ę p n e g o d n i a poszedł d o pracy. Tym n i e m n i e j Z r o z o s t a ł o z a t r u t e i w ciągu godziny w y m a r ł a jedna trzecia

Atlasu.

Na

zakażonej wyspie z konieczności musiano wytrzebić wszystkie rośliny, t e n s a m los s p o t k a ł z a m i e s z k u j ą c y c h j ą l u d z i . Z a l u d ­ n i o n o j ą p o n o w n i e j a k i e ś t r z y s t a o s i e m d z i e s i ą t lat p ó ź n i e j , ale

36

biorąc p o d u w a g ę r e g u ł y m a g i c z n e j e k o n o m i i t r u d n o ufać t y m rachubom. K a ż d y wystarczająco n a m i ę t n y i w y t r w a ł y by spłodzić dwójkę dzieci, był z m u s z o n y w s t ą p i ć w z w i ą z e k m a ł ż e ń s k i . R ó w n a ł o się t o z zakazem odbywania jakichkolwiek stosunków między zakochaną parą. M a g o w i e uważali, ż e posiadanie przez k o b i e t ę w i ę c e j n i ż j e d n e g o d z i e c ­ ka z j e d n y m m ę ż c z y z n ą (a fortiori d w ó c h dzieci) s t a n o w i ł o z a g r o ż e n i e dla różnorodności. Zwyczaj ten pozwalał wyeliminować te nieznośne w y b u c h y chorej namiętności, k t ó r e sprawiają że większość współcze­ s n y c h m a ł ż e ń s t w jest n i e do z n i e s i e n i a . W i ą ż ą c y się z m a ł ż e ń s t w e m k r e s ż y c i a r e p r o d u k c y j n e g o jest k r e s e m ś m i e r c i , k r e s e m tej o d r o b i n y , k t ó r a p o z o s t a j e . A t l a n c i n i e b a l i się ś m i e r c i , t r a k t o w a l i j ą j a k o w y z w a n i e , j a k o c o ś , c o należy

„zobaczyć

by

uwierzyć",

jak

mawia

stare

porzekadło.

W t y m c e l u z a ż y w a l i p r e p a r a t z a w i e r a j ą c y c z a r n y fosfor z m i e s z a ­ n y z o d r o b i n ą Z r o w d z i e w i ą t e j fazie o b r ó b k i , k t ó r y s p r o w a d z a ł na nich b e z b o l e s n ą śmierć. F a k t nie p o w r a c a n i a ludzi z k r a i n y ś m i e r c i t ł u m a c z y l i s o b i e t y m , ż e jest o n a n i e z w y k l e p o c i ą g a j ą c a . A t l a n c i n i g d y nie jedli z w ł o k ani nie

praktykowali nekro-

m a n c j i , m i m o i ż w i e l o k r o t n i e ich o t o p o s ą d z a n o . W c z a s a c h p o ­ przedzających spożytkowanie Z r o znany im był co p r a w d a pe­ wien rodzaj w a m p i r y z m u , niemniej żaden z m i e s z k a ń c ó w Atlasu nie był na tyle g ł u p i , by mylić śmierć z życiem. Wyłączywszy



dobrowolną

przecież

śmierć, groziło

i m t y l k o j e d n o n i e b e z p i e c z e ń s t w o . W i ą z a ł o się o n o z s a m y m i własnościami Zro, którego spożywanie gwarantowało długie, z d r o w e i m ł o d z i e ń c z e życie, w z w i ą z k u z c z y m s t u l e t n i a r c y k a ­ p ł a n n i c z y m n i e r ó ż n i ł się o d

nastoletniej

zalotnicy. J e d n a k ż e

to samo Zro, gdy ktoś je przedawkował, prowadziło do zgoła o d w r o t n y c h s k u t k ó w . J a k już u p r z e d n i o w s p o m i n a ł e m , w hi­ s t o r i i A t l a s u z d a r z a ł y się o k r e s y , w k t ó r y c h „ z e p s u t e " Z r o w y ­ woływało epidemie. J e d n a k szczególnie wstrząsające były zgo­ ny

powodowane

"niezrozumieniem"

Zro.

Wypadki owe

37

z d a r z a ł y się c a ł k i e m c z ę s t o w p i e r w s z y c h d n i a c h p o o d k r y c i u Zro,

zanim

jeszcze jego s t o s o w a n i e n a b r a ł o cech k u l t u . J a k o

początkowy

symptom

zachodziło

pękanie

skóry

skroni

albo

m o s t k a nosa, czy też rzadziej, p ę k a n i e p o w i e k i p o l i c z k ó w . Po kilku

minutach

te rozdarcia stawały

się o t w a r t y m i

ranami,

z k t ó r y c h bił o d p y c h a j ą c y o d ó r . W ciągu d w u d z i e s t u c z t e r e c h g o d z i n ciało c h o r e g o trawiła zgnilizna do tego stopnia, że po­ zostawały

po nim

następowała I w

żaden

t y l k o kości

dopiero

sposób

nie

i piszczele.

Co gorsze,

wtedy,

gdy

niszczył

można

było

uśmierzyć

się

śmierć

kręgosłup.

wiążących

się

z tym męczarni. Z m a r ł y c h na tą straszliwą przypadłość zrzu­ cano z

klifów

zaraz po stwierdzeniu śmierci. Podobnie postę­

p o w a n o zresztą ze wszystkimi nieboszczykami. chówku

był

wszak

najbardziej

honorowy,

Ten r o d z a j p o ­

albowiem

zmarli,

s t a j ą c się " c h l e b e m z n i e b i o s " z r z u c a n y m n i e w o l n i k o m , p o n o w ­ n i e w ł ą c z a l i się w o b i e g Z r o . T y m s a m y m u l e g a l i p r z e m i a n i e , k t ó r a w ich o c z a c h b y ł a w i ę c e j w a r t a n i ż „ z m a r t w y c h w s t a n i e ciała"

i

„nieśmiertelność duszy",

teoretyczne,

dogmatyczne,

przywoływane przez czysto

oparte na plotkach

religie.

Tyle

w y s t a r c z y rzec na t e m a t Z r o oraz s p r a w b e z p o ś r e d n i o z n i m związanych.

38

O TAK ZWANEJ MAGII ATLANTÓW

W Atlasie m a g i a stanowiła „ n a u k ę wszystkich n a u k " oraz z w i e ń c z e n i e w s z e l k i e j w i e d z y T e o r i a o p i s u j ą c a jej m e t o d ę o p i e r a ł a się n a z r ó ż n i c o w a n i u , n a t o m i a s t m e t o d ą jej t e o r i i b y ł a i n t e g r a c j a . I t a k na p r z y k ł a d , piąty z w i e l k i c h filozofów p o u c z a ł S t r a ż n i k a M o w y p o d c z a s d o r o c z n e g o s k ł a d a n i a ofiary, ż e „ W s z y s t k o jest Z r o " , m i m o ż e j e s z c z e w t y m s a m y m r o k u t e n s a m filozof o d k r y ł d w i e n o w e formy Z r o . N a t o m i a s t trzeci z plejady głosił: „ O s t a t e c z n ą a n a l i z ą k a ż d e g o w r a ż e n i a jest ból, m y ś l i — s z a l e ń s t w o , a n a d ś w i a ­ d o m o ś c i [czyli t r a n s u w y w o ł y w a n e g o p r z e z Z r o i c e n i o n e g o n a d e wszystko] — unicestwienie". Jego

następca

wyciągnął

z

tego

postulatu

logiczny

w n i o s e k głoszący, iż ból, s z a l e ń s t w o i u n i c e s t w i e n i e są rze­ c z a m i n i e p o ż ą d a n y m i . Trzeci zaś p r z y z n a ł , że i s t o t n i e to m i a ł na myśli i chociaż o s t a t e c z n i e zniósł ów p o s t u l a t , wciąż był do

niego bardzo

przywiązany.

Wszystko

to

s k ł a d a ł o się

na

p o d w a l i n y teorii m a g i c z n e j i to w ł a ś n i e na t y c h c z y s t o psy­ c h o l o g i c z n y c h b a d a n i a c h o p i e r a ł a się c a ł a p r a k t y k a m a g i c z ­ na. „ N i e ma B o g a " — ta myśl p r z y ś w i e c a ł a w s z y s t k i m . A wią­ z a ł a się z n i ą k o n s t a t a c j a , ż e u m y s ł p o p e ł n i a b ł ą d , k i e d y s t a r a się p o j ą ć w

ramach swych granic

to,

co ze swej

i s t o t y jest

niepojęte. Atlanci uważali bowiem narzucanie ograniczeń za najgorszą

perwersję,

dokładne

przeciwieństwo

prawdziwej

ścieżki p r o w a d z ą c e j ku S ł o ń c u . P r a k t y k a m a g i c z n a w przeważającej mierze polegała na w y k o r z y s t a n i u z n a n y c h sił, t a k i c h c h o c i a ż b y , n a j a k i c h s k u p i a u w a g ę współczesna nauka. Należy pamiętać jednak, że zasoby Atlasu były n i e p o r ó w n a n i e bogatsze od źródeł, które pozostają do

dyspozycji

współczesnych

naukowców.

Naturalnie

więc

i jego rozwój był znacznie bardziej g w a ł t o w n y . Cały archipelag był j e d n y m w i e l k i m l a b o r a t o r i u m . I nikt nie p y t a ł o koszta projektów badawczych.

K a ż d y p o ś w i ę c a ł i m się d o s z c z ę t n i e .

K a ż d y m ę ż c z y z n a m y ś l a ł t y l k o o t y m , j a k „ d o s t a ć się n a W e ­ n u s " oraz o związanych z t y m kwestiach. Poza t y m , podstawo-

41

we prawa magiczne odnoszono również do procesów chemicz­ n y c h o r a z p r a w fizyki. N a s a m y m p o c z ą t k u kolonizacji z n a n o tylko s u r o w ą po­ stać Z r o . P o t r z e b a b y ł o g e n i u s z u j e d n e g o c z ł o w i e k a , żeby osią­ g n ą ć j e g o t r z e c i , c z y s t y s t a n . O d t e j c h w i l i , a ż d o s i ó d m e j fazy o b r ó b k i , w s z y s t k o t o c z y ł o się s a m o c z y n n i e , p o d o b n i e j a k w p r z y ­ p a d k u radu. Geniuszu starczyło również na wykonanie siódmej fazy o b r ó b k i , d z i ę k i c z e m u p o w s t a ł m i e c z , k t ó r y m w c i ą g u t r z e c h dni z d o ł a n o ujarzmić rasy n i e w o l n i k ó w . Szczęśliwie dla A t l a n ­ tów, p o n i e w a ż c z w a r t e g o d n i a Z r o zaczęło u l e g a ć p r o c e s o m dez­ i n t e g r a c j i . P r z y m u s z e n i t y m m a g o w i e jęli p o s z u k i w a ć s p o s o b u , dzięki k t ó r e m u m o ż n a by uwiecznić 7 stan skupienia. Ponieważ ich w y s i ł k i s p e ł z ł y n a n i c z y m ,

n a l e ż a ł o d w a razy w t y g o d n i u

w y m i e n i a ć m i e c z e . J a k o p o z y t y w n y s k u t e k ich e k s p e r y m e n t ó w m o ż n a o d n o t o w a ć fakt, że na d r o d z e p r ó b i b ł ę d ó w przez przy­ padek odkryli

wielokroć szlachetniejszą ósmą

i

d z i e w i ą t ą fazę

Z r o . P a m i ę ć o i c h s t a r a n i a c h z a c h o w a ł a się w s z a k ż e w t r a d y c j i p o d p o s t a c i ą o p o w i a d a ń o t y m , j a k t o a l c h e m i c y z m a g a l i się z p r o b l e m e m o t r z y m a n i a p o w s z e c h n e j rtęci, tajemnica wieczne­ go ruchu oraz „jurnego złota - uniwersalnego leku". Co p r a w d a p o d k o n i e c d z i e s i ą t e j fazy o b r ó b k i u s t a l o n o , ż e Z r o t e o r e t y c z n i e p o w i n n o p r z y j m o w a ć p o s t a ć stalą, j e d n a k ż e nic mi nie w i a d o ­ mo o t y m , czy s p r a w d z o n o to w p r a k t y c e . W r ó ć m y n a chwilę d o p o d s t a w teorii m a g i c z n e j . Głosiła ona, że kwintesencja, którzy utożsamiali z

42

czyli s u b s t a n c j a p o w s z e c h n a ( k t ó r ą nie­ byle,

inni zaś ze ś w i e t l i s t y m

eterem)

przyj-

m u j e d w o i s t ą p o s t a ć , substancji z a r ó w n o p ł y n n e j , jak i stałej. W s t a n i e p ł y n n y m ł ą c z y ł a c e c h y g a z u o r a z cieczy, n a t o m i a s t j a k o substancja stała zawierała w sobie e l e m e n t ziemski i ognisty. Wie­ r z o n o , ż e t o z p o ł ą c z e n i a t y c h c z t e r e c h p o s t a c i b i e r z e się w s z e c h ­ świat. Tą k w i n t e s e n c j ą m i a ł o być Z r o , przyjmujące jakąś nie­ z n a n ą i n i e p o z n a w a l n ą p o s t a ć , k t ó r e n i e k t ó r z y s p o d z i e w a l i się o t r z y m a ć w d w u n a s t e j f a z i e o b r ó b k i , i n n i w s i e d e m n a s t e j , a jesz­ cze inni w trzydziestej s i ó d m e j . Były to j e d n a k czyste s p e k u l a ­ cje. E c h a t e j t r a d y c j i d o t a r ł y d o P l a t o n a . N a t o m i a s t n e o p l a t o n i cy wespół z Ż y d a m i , którzy zachowali u ł a m e k tradycji egipskiej, w y p r a c o w a l i n o w ą h i e r a r c h i ę w t a j e m n i c z e ń , a ich n a u k i o d c i ­ snęły swe p i ę t n o na myśli i p r a k t y c e Paracelsusa.

43

P e w n e g o razu, z ziem Atlasu wysiano misjonarzy w czte­ ry s t r o n y ś w i a t a (nie byli to koloniści, jak b ł ę d n i e t w i e r d z o n o — A t l a n t y d a n i e b o r y k a ł a się z p r o b l e m e m p r z e l u d n i e n i a ) , k t ó r y c h oddziały dotarły do M e k s y k u , Irlandii i Egiptu. Przypadki ekspe­ dycji, k t ó r a z a w ę d r o w a ł a n a p o ł u d n i e , zapisały z n a c z ą c ą k a r t ę w d z i e j a c h A t l a s u . T o w ł a ś n i e c z ł o n k o w i e tej w y p r a w y o d k r y l i b i e g u n południowy, a poczynione przez nich obserwacje przyczy­ n i ł y się d o p o w s t a n i a t e o r i i , w r e z u l t a c i e k t ó r e j p o d j ę t o się d r ą ż e ­ nia Z i e m i przy p o m o c y Z r o . Z r o miało i inne zastosowanie. Przykładowo na bazie Z r o powstawały preparaty, które zwiększały bądź zmniejszały wzrost. Z kolei wśród klas niższych aż do s a m e g o k o ń c a d u ż ą p o p u l a r n o ­ ścią c i e s z y ł się ś r o d e k , k t ó r y c z y n i ł c i a ł o l ż e j s z y m . J e g o r o z t r o p n e s t o s o w a n i e r ó w n o w a ż y ł o ciężar ciała z m a s ą w y p a r t e g o powie­ trza, dzięki czemu przy p o m o c y ruchu rąk m o ż n a było latać. Z t e c h n i k i tej k o r z y s t a l i n a d z o r c y , o b s e r w u j ą c y ż y c i e w d o l i n a c h . I s t n i a ł a co p r a w d a jeszcze inna, z n a c z n i e starsza s z t u k a latania, k t ó r a r ó w n i e ż nie w y m a g a ł a u ż y w a n i a ż a d n y c h a p a r a t ó w . N i e d o ­ z w o l o n o m i j e d n a k jej w y j a w i ć , w y j ą w s z y w z m i a n k ę , ż e b y ł a o n a związana ze sztuką „prawdziwego śnienia". Przedstawiłem powyżej zaledwie kilka tak zwanych mocy m a g i c z n y c h w y w o d z ą c y c h się z e s k ł a d n i k ó w Z r o . Ś w i a d c z ą o n e o sile A t l a s u , p o k a z u j ą c , n a ile j e g o m i e s z k a ń c y m o g l i s o b i e p o ­ z w o l i ć . T y m n i e m n i e j , w s z y s t k i e t e m o c e z a w i e r a ł y się w s a m y m przebiegu „prac". C o się t y c z y n a t o m i a s t s z t u k i p r z e w i d y w a n i a p r z y s z ł o ś c i , z n a j d o w a ł a się o n a w r ó w n i e o p ł a k a n y m s t a n i e , j a k w e w s p ó ł c z e ­ s n e j A n g l i i . C o w i ę c e j , n i k t n i e s k ł a n i a ł się k u tej p r a k t y c e , w y ­ c h o d z ą c z założenia, ze z a d a n i e m m a g a jest t w o r z e n i e przyszłości, a n i e jej p r z e w i d y w a n i e . W s z e l k i e p r z e p o w i e d n i e n o s i ł y w i ę c z n a ­ m i o n a katastrof. I n a w e t z a p o w i e d ź wielkiego urodzaju była dla

44

Atlanty niczym, ponieważ t r a k t o w a ł ją jako wypadek, a t a m gdzie z d a r z a j ą się w y p a d k i , j e d e n z n i c h m o ż e b y ć ś m i e r t e l n y A t l a n c i u w a ż a l i się b o w i e m z a r ó w n y c h c a ł e m u b i e g o w i r z e c z y i s p o g l ą ­ d a l i n a n a t u r ę z d u m ą t a k j a k m ę ż c z y z n a p r z y g l ą d a się d z i e w c z y ­ nie nadzianej na jego w ł ó c z n i ę .

W s z y s t k o p r z y n a l e ż ą c e d o sfery

bytu było Z r o ; wszystko będące energią 'pracowało dla Zro'. Cała reszta stanowiła p r o d u k t u b o c z n y i o d p a d k i . Sam rozkład d o m ó w z a p l a n o w a n y był p o d ł u g teorii m a ­ g i c z n e j . N a s a m y m p o c z ą t k u z n a j d o w a ł się W y s o k i D o m , n a s t ę p ­ nie zaś c z t e r y „ D o m y d o m ó w " ( w p ó ź n i e j s z y m o k r e s i e b y ł o ich sześć, o s t a t e c z n i e zaś d z i e s i ę ć ) , do k t ó r y c h p o d ł ą c z o n e b y ł y w roz­ m a i t y c h i l o ś c i a c h n o r m a l n e d o m o s t w a . W y s o k i D o m s k ł a d a ł się n a g ł ó w n ą ś w i ą t y n i ę c a ł e g o a r c h i p e l a g u . Z a j m i e m y się t e r a z j e g o omówieniem.

45

O WYSOKIM D O M U W ATLASIE, J E G O MIESZKAŃCACH, ICH MANIERACH I OBYCZAJACH, ORAZ O ŻYWYM ATLA

Wysoki

Dom

oddzielało od jego

najbliższego sąsiedz­

t w a p o n a d dwadzieścia mil m o r z a . J e g o średnica wynosiła pół mili, a wysokość sięgała czterech. Co ciekawe, s a m a p o d s t a w a D o m u n i e s t a ł a n a r ó w n y m g r u n c i e , z a ś j e g o klify s p a d a ł y s t r o ­ m o d o wody. Wysoki D o m s w y m k s z t a ł t e m p r z y p o m i n a ł spłasz­ czony cylinder, grzyba,

dzięki

l e c z j e g o c z u b r o z s z e r z a ł się j a k u s p i c z a s t e g o czemu

podobny

był

do

cerkwi

św.

Bazylego

w Moskwie. N i e było znać w nim śladu roślinności, która nie­ szczególnie

przypadała

do

gustu

Atlantom.

Dzieci

zrywając

k w i a t y , m y ś l a ł y z p o g a r d ą „ n a w e t n i e u m i e c i e się r u s z a ć " , b ą d ź też

bawiły

się

nimi,

jak

zdegenerowane

Angielki

bawią

się

z p s a m i . Do D o m u wejść było m o ż n a j e d n y m jedynie wejściem, k t ó r e z n a j d o w a ł o się n a s a m y m w i e r z c h o ł k u . N i e m n i e j , o d j e g o podstawy

r o z c h o d z i ł y się k a n a ł y , k t ó r e z k a ż d e g o d o m u d o ­

p r o w a d z a ł y d o ń Z r o z n a j d u j ą c e się w s t a n i e n a j w y ż s z e j d o s k o ­ nałości.

Jego z b i o r n i k z n a j d o w a ł się g ł ę b o k o p o d ziemią. Z r o

p o d g r z e w a n o przy p o m o c y tarcia, doprowadzając je do wrze­ n i a , k i e d y t o p r z e k s z t a ł c a ł o się w n i e b i e s k a w y b ą d ź p u r p u r o ­ wy d y m . Zabiegi, aby ów proces przebiegał poprawnie, stanowiły

jedynie

zajęcie

mieszkańców

Wysokicgo

Domu.

W d a w n y c h c z a s a c h s t a r y W y s o k i D o m , z n a j d u j ą c y się n a w y ­ spie, później zniszczonej przez z a k o n Atla, n a z y w a n y był D o ­ mem przy

K r w i , a t o d l a t e g o ż e j e g o m i e s z k a ń c y u t r z y m y w a l i się życiu

wyłącznie

dzięki

krwi

wysysanej

z

żywych

istot.

W s z y s t k o to u l e g ł o z m i a n i e w r a z z u d o s k o n a l e n i e m Z r o , nie­ m n i e j i d e a p o z o s t a ł a t a s a m a , a b y ł o n i ą ż y w i e n i e się „ k w i n t e ­ sencją życia". D l a t e g o właśnie, podczas g d y pozostałe „ d o m y " k a r m i ł y się Z r o , W y s o k i D o m s p i j a ł j e g o o p a r y . N i e r o d z i ł y s i ę w n i m dzieci, ani nie mieszkał nikt, k t o by nie był przynajmniej

Arcykapłanem. Obok

a wciąż

jednej

omawiano,

sprawy,

o

największą

której

nigdy

tajemnicę

nie

myślano,

Wysokiego

Domu

stanowiło „Żywe Atla". O p a t r z o n o je wieloma nazwami: „po-

49

ż e r a c z s ł o w a " , „ n i e o g o l o n e " ( g d y ż o s t r z e Z r o t ę p i ł o się n a j e g o głowie), „ogniste serce", „początek oraz k o n iec" itd. Najbar­ dziej p r z y s t a j ą c y m e p i t e t e m b y ł p e w i e n u ł o m n y z a i m e k wy­ stępujący

tylko w celowniku,

t ł u m a c z y ć jako „dla niej". pozostanie wieczną

który m o ż n a by jedynie prze­

C z y m n a p r a w d ę było Ż y w e Atla

tajemnicą.

W i e m y o nim tylko tyle, co

m ó w i ą jego określenia, jego zasłony. I t a k więc b y ł o „czernią, co

sprawia,

że

czerń

wszelka

staje

się

bielistością".

Miało

„osiem m e t r ó w wysokości oraz cztery i pół m e t r a szerokości — o bogowie,

istota niewymierności!"

Największy z poetów

z w a ł je: „ ż o n a Z r o " , „ s e r c e Z r o " , „ p r a g n i e n i e Z r o " , „ A t l a p o ­ żerające Atlas",

„pochłaniacz

„ogniste gniazdo Feniksa". A

własnego domu",

„pelikan",

istota jego h y m n ó w chwaleb­

n y c h s p r o w a d z a ł a się d o t e g o , ż e n a l e ż y j e u n i c e s t w i ć . N i e s p o s ó b b y ł o z b l i ż y ć się d o A t l a , b y n i e z o s t a ć p r z e z nie w c h ł o n i ę t y m . J e d n a k o w o ż śmierć o w e g o rodzaju u c h o d z i ł a za najbardziej

chwalebną,

wszyscy więc

jej

pragnęli.

Przywilej

ów

p r z y s ł u g i w a ł t y l k o t y m l u d z i o m , k t ó r z y p r z y c z y n i l i się d o u d o ­ s k o n a l e n i a Z r o , a l b o w j a k i ś i n n y z n a c z ą c y s p o s ó b p r z y s ł u ż y l i się państwu.

Ukryci

świadkowie przysłuchiwali

się k r z y k o m

ofiar,

czerpiąc stąd n a u k ę o n a t u r z e śmierci. N a j p r a w d o p o d o b n i e j czerń p r z e c h o d z i ł a n a g l e w o g n i s t y róz — „jedyną

przeźroczystą rzecz

w Atlasie", k t ó r a w y s t r z e l i w a ł a i p o c h ł a n i a ł a ofiarę. Z jakichś nie­ z n a n y c h n i k o m u przyczyn Atla nie p o c h ł a n i a ł o kobiet. Co gor­ sza, k o b i e t , k t ó r e z o b a c z y ł y Atlę, n i e b y ł o s e n s u p o u c z a ć . Z a w s z e m i a ł y n a t w a r z a c h d z i w n y u ś m i e c h , k t ó r y nie znikał n a w e t p o d w p ł y w e m najbardziej wymyślnych tortur.

Ów

uśmiech towarzy­

szył i m p r z e z c a ł e ż y c i e , a z n a ć w n i m b y ł o t a k i r y t u j ą c ą w y ż s z o ś ć ,

50

c a ł k o w i c i e p r z e c i w n ą h a r m o n i j n e m u życiu Atlasu, że k o b i e t y te n a t y c h m i a s t z a b i j a n o , a w p r z y s z ł o ś c i ich t o w a r z y s z k o m z a k a z y ­ w a n o z b l i ż a n i a się d o A t l i . J a k k o l w i e k wiele teorii w i ą z a n o z jego n a t u r ą , wszyst­ kie je p o d w a ż y ł pewien sławetny e k s p e r y m e n t .

Oto bowiem

n a d s z e d ł czas, że najświętszy a r c y k a p ł a n — m ę ż c z y z n a , k t ó r y z osiągnięciem dojrzałości wziął ślub ze w s z y s t k i m i k o b i e t a m i swego d o m u , m a g , który wynalazł cztery nowe składniki Z r o i o d k r y ł , jak p r z e p u s z c z a ć m a t e r i ę p r z e z m a t e r i ę - d o s t ą p i ł za­ szczytu

wielkiej

śmierci. J a k

przekazuje

tradycja,

wkroczył

wówczas do ostatniego korytarza, gdzie s k o n d e n s o w a n e spira­ le Z r o p r z e c h o d z i ł y w stan pary przed o b l i c z e m Atli, i p o ż e ­ g n a w s z y się z w y b r a n ą g r u p ą o s ó b w z i ą ł o s t a t n i g ł ę b o k i w d e c h Z r o , p o c z y m r z u c i ł się d o j a m y . Z o t c h ł a n i s ł y c h a ć b y ł o j e g o pełen

zdumienia okrzyk „O!",

któremu

towarzyszyły słowa

„ P o z a A t l a , O t l a ! " , c a ł k o w i c i e n i e z r o z u m i a ł e , lecz w y p o w i e ­ dziane z niezwykłym uniesieniem. Zdziwienie obecnych było jeszcze większe, g d y siedem dni później ów z m a r ł y a r c y k a p ł a n p o j a w i ł się n a ich o c z a c h k r o c z ą c d u m n i e b e z j e d n e g o s ł o w a powitania.

Widziano go,

jak

zamknął

się w s w o i m

„domu"

i n i g d y z n i e g o nie wyszedł, choć p o d o b n o dożył w n i m czasów „katastrofy". też

Ów

c z ł e k s t a l się t w ó r c ą s z k o ł y f i l o z o f i c z n e j , c z y

raczej p o w s t a ł a o n a s a m o r z u t n i e w o p a r c i u o p o c z y n i o n e

przez niego odkrycia. Od tego czasu toczy o n a żywe dyskusje z o r t o d o k s a m i na t e m a t wiary w k o ń c o w y sukces. Jeżeli chodzi o pomniejsze tajemnice Wysokiego D o m u , t y c z y ł y się o n e n i e m a l c a ł k o w i c i e b l i s k o z e s o b ą p o w i ą z a n y c h , jak m n i e m a n o , kwestii p o w s t a w a n i a życia oraz z a p e ł n i a n i a luki m i ę d z y Z i e m i ą a W e n u s . W e d ł u g p o p u l a r n e j teorii, aby tego d o k o n a ć , u m y s ł y A t l a n t ó w m u s i a ł y z n a l e ź ć się w c i a ł a c h w y ­ starczająco s u b t e l n y c h , by p r z e m i e r z a ć eter. Czasami j e d n a k u c i e k a n o się w t y m c e l u d o n a z b y t d r a s t y c z n y c h e k s p e r y m e n ­ tów.

Usiłowano wy tworzyć

nowy gatunek

poprzez

rozliczne

51

krzyżówki z wężami, łabędziami, k o ń m i oraz innymi zwierzę­ tami.

G r e c k i e o p o w i e ś c i o t e g o rodzaju p o t w o r a c h jak C h i ­

mera, Meduza, Lamia, Minotaur, centaury i satyrowie

stano­

wią daleki pogłos tradycji atlantyckiej. Mieszkańcy A t l a n t y d y usprawiedliwiali

tego

rodzaju

eksperymenty

przeciwne porządkowi natury i podejmowania.

tym,

juz c h o ć b y z tej

Osoby o bardziej

naukowym

że



one

racji g o d n e

zacięciu wolały

filtrować opary Z r o przez w o d ę m o r s k ą , czego j e d y n y m rezul­ tatem

były

olbrzymich

rozmiarów

węże,

które wypuszczano

do m o r z a w pobliżu W y s o k i e g o D o m u , by pełniły funkcję straż­ ników.

L e g e n d a r n y wąż morski

stanowił

z a p e w n e efekt

tego

e k s p e r y m e n t u . I choć nie p o s i a d a m y obecnie ż a d n y c h d o w o ­ d ó w jego istnienia,

pozostaje wielce p r a w d o p o d o b n e ,

że

za­

c h o w a ł y się j e g o n i e l i c z n e o k a z y . W ś r ó d A t l a n t ó w i s t n i a ł a t e ż p e w n a s z k o ł a b a r d z o s i l n i e s p r z e c i w i a j ą c a się p r o c e s o w i s e k s u ­ a l n e m u , k t ó r y jej z d a n i e m „ p o w i n i e n b y ć p o r z u c o n y , t a k j a k Lemurianie

przezwyciężyli

pączkowanie".

wiwisekcji

mężczyzn

i

Reprezentanci kobiet,

tej

szkoły

dokonywali

pobierając

z nich

różne organy, szczególnie m ó ż d ż e k , szyszynkę i przy­

sadkę, które następnie hodowali w roztworach Zro naświetla­ jąc n i e w i d z i a l n y m i p r o m i e n i a m i c z a r n e g o fosforu. N a j l e p s z y m

52

ich

osiągnięciem

humanoidów

o

był g a t u n e k wysokich

przezroczystych,

zdolnościach

galaretowych

intelektualnych.

Nie

dość jednak, ze nie potrafiły o n e przemierzać przestrzeni, to n a d o d a t e k l e d w i e p o r u s z a ł y się w e w ł a s n y m ż y w i o l e . I n n a s z k o ­ ła a r g u m e n t o w a ł a , że s k o r o Z r o p o d p o s t a c i ą o p a r ó w łączy ze s o b ą c e c h y Z r o p ł y n n e g o i s t a ł e g o , m o ż l i w e jest

także otrzy­

m a n i e j e g o s t a n u o g n i s t e g o , k t ó r y m ó g ł b y u c z y n i ć z ich c i a ł „towarzyszy e t e r u " . W e d l e nich o w o ogniste Z r o w y s t ę p o w a ł o już

w n a t u r z e , „w s a m y m sercu ż y w e g o Atli". Ci zaś, k t ó r z y

umarli pochłonięci przez

Atlę,

u d a w a l i się b e z p o ś r e d n i o n a

W e n u s ; t o t e ż w i e l u z n i c h b a r d z o s t a r a ł o się o t r z y m a ć j a k i e ś wieści z tej p l a n e t y . A z n a j ą c p i e r w s z ą z a s a d ę m e c h a n i k i N e w ­ t o n a , u t r z y m y w a l i , że w sferze m o ż l i w o ś c i p o z o s t a j e s p r e p a r o ­ w a n i e Z r o w taki sposób, by jego prąd nigdy nie m ó g ł z a ł a m a ć się a n i r o z p r o s z y ć , d z i ę k i c z e m u p r z y j e g o w y s t a r c z a j ą c e j i l o ś c i m o ż n a by zbudować

most prowadzący na Wenus. W tym wła­

śnie celu, jak już t ł u m a c z y l i ś m y , drążyli p l a n e t ę , aby o t r z y m a ć s w e g o r o d z a j u a r m a t ę d l a Z r o . A j a k o ż e ich z a p a s y b y ł y n i e ­ wystarczające, moc

usiłowali

samopowielania.

spreparować Zro,

które posiadałoby

D o naszych czasów p e w n e ślady o w e g o

p r o b 1 e m u z a c h o w a ł y się w t r a d y c j i a l c h e m i c z n e j . Przeciwna g r u p a m a g ó w przytaczała dowód, że skoro sama n a t u r a odrzuciła planety od Słońca

c o jest h i p o t e z ą w ą t p l i w ą ,

jeśli w e ź m i e się p o d u w a g ę t a k ą m i a n o w i c i e m o ż l i w o ś ć , ż e s t a ł o się t o p o d w p ł y w e m d z i a ł a n i a m a g i i - o d w r ó c e n i e t e g o p r o c e s u oznaczałoby działanie wbrew naturze. G r u p a ta usiłowała w z m o c ­ n i ć p o l e g r a w i t a c y j n e Z i e m i , b ą d ź t e ż m i e ć k o n t r o l ę n a d jej k u r ­ sem. Jej plany u z n a w a n o p o w s z e c h n i e za utopijne, niemniej m o ­ g ł a o n a p o s z c z y c i ć się o d k r y c i e m Z r o , k t ó r e z m n i e j s z a ł o c i ę ż a r ciała, oraz s w o i s t e g o e k r a n u e t e r y c z n e g o , k t ó r y n i e s ł y c h a n i e roz­ wijał m o c m e c h a n i c z n ą , c z y n i ą c m a t e r i ę j a k b y o p o r n ą d l a e t e r u . N a p ę d taki działał wszakże na o g r a n i c z o n ą skalę. A l b o w i e m już p i ę c i o c e n t y m e t r o w e j w i e l k o ś c i e k r a n b a r d z o s z y b k o w y z w a l a ł się z więzów, w y w o ł u j ą c k a t a s t r o f a l n e trzęsienia ziemi, a gdzie t y l k o

53

p a d a ł y j e g o p r o m i e n i e , t a m w c i ą g u k i l k u m i n u t t o p i ł y się skały, zaś m o r z e d o c h o d z i ł o do t e m p e r a t u r y wrzenia. N a j z n a m i e n i t s z y p r z e d s t a w i c i e l tej s z k o ł y g ł o s i ł : „ M a t e r i a t o n a p i ę c i e w e t e r z e " , tłumacząc tym samym

istnienie grawitacji.

Włóżcie tedy dwie

k u l e z kości słoniowej do g u m o w e j rurki, a napięcie w rurce bę­ d z i e n a j m n i e j s z e w t e d y , k i e d y o b i e k u l e b ę d ą się s t y k a ł y . D l a t e g o u j a w n i a się w n i c h t e n d e n c j a d o z b l i ż a n i a się k u s o b i e . P o w s t r z y ­ m u j e j e s a m o t a r c i e . A e t e r jest c a ł k o w i c i e e l a s t y c z n y i p o z b a w i o ­ ny tarcia. W ten o t o sposób ów wielki m ę d r z e c obliczył „prawo odwrotnych

kwadratów".

Inna, bardziej u d u c h o w i o n a szkoła mistyczna wszędzie d o s z u k i w a ł a się ś l a d ó w ż y c i a i k a ż d e z j a w i s k o p o s t r z e g a ł a j a k o przejaw woli. M i a ł a też większą od nas, w s p ó ł c z e s n y c h , w i e d z ę na t e m a t j o n ó w i e l e k t r o n ó w , j a k o s z c z y t o w e o s i ą g n i ę c i e jej z w o l e n ­ ników

n a l e ż y w y m i e n i ć o d k r y c i e Z r o w s w o j e j d z i e w i ą t e j fazie,

które zjedzone i wypite z odpowiednią intencją wywoływało po­ ż ą d a n y r e z u l t a t , n i e z a l e ż n i e o d t e g o , c z e g o o n d o t y c z y ł . W efek­ cie n a s t ą p i ł o z j e d n o c z e n i e r ó ż n o r a k i c h p r a k t y k m a g i c z n y c h i z b ę d ­ n e s t a ł y się w s z y s t k i e w y s p e c j a l i z o w a n e f o r m y Z r o . Z a s t a n a w i a j ą c e jest, ż e w o b e c t e g o p r y m a t u m a g i i , b y ł a o n a w s p o ł e c z e ń s t w i e A t l a n t ó w u w a ż a n a za rzecz jak najbardziej g o d n ą u b o l e w a n i a . P r a w d o p o d o b n i e j e d n a k o d n o s i ł o się t o d o ś r o d ­ k ó w m a g i c z n y c h , czyli d o t e g o „ c o n i e j e s t s a m o w s o b i e c e l e m " . Słowo określające m a g i ę , Ijynx, było j e d y n y m d w u z g ł o s k o w c e m w języku a t l a n t y c k i m , a l b o w i e m s a m a m a g i a była c z y m ś dwoja­ kim i to (pod p e w n y m w z g l ę d e m ) bardziej dwojakim od samej l i c z b y 2 . W a r t o p r z y tej o k a z j i p r z y j r z e ć się m a t e m a t y c e A t l a n ­ tów. N i e będzie t o p r o s t e zadanie, g d y ż u m y s ł y A t l a n t ó w funk­ c j o n o w a ł y inaczej niż n a s z e . I t a k , o ile c y t r a 1 w y r a ż a ł a d o ś ć p r o s t ą i d e ę , o t y l e c y f r a 2 b y ł a juz nie t y l k o d w ó j k ą , ale z a r ó w n o „ s k u t k i e m d o d a n i a 1 do 1", j a k i „ p i e r w i a s t k i e m z 4 " . N i e w i a d o m o z j a k i e j p r z y c z y n y , liczby w p l e c i o n e były w cały ł a ń c u c h zależności. I o t o s i ó d e m k a

54

s k ł a d a ł a się z 6 p l u s 1, 3 p l u s 2, 4 p l u s 3 i t a k d a l e j ; a j e d n o c z e ś n i e w y s t ę p o w a ł a jako „źródło 4 9 " . „połowa 14" i tak dalej. Atlanci rozróżniali n a w e t 4 p l u s 3 od 3 plus 4. K a ż d a liczba r e p r e z e n t o ­ w a ł a p e w n ą i d e ę , czy t e z c a ł y s z e r e g idei n a r ó ż n y c h p l a n a c h . P o ­ z w a l a ł o to na p r z y k ł a d przy p o m o c y s a m y c h liczb wyrazić w t y m s y s t e m i e p r o d u k c j ę u b r a ń . A b y z r o z u m i e ć , jak p r z e b i e g a ł o m y ­ ś l e n i e A t l a n t ó w ; p r z y j r z y j m y się l i c z b i e 3 z g o d n i e z i c h a r y t m e ­ t y k ą . T r ó j k a , z racji t e g o , ż e d z i ę k i niej m o ż l i w e j e s t u t w o r z e n i e pierwszej figury na płaszczyźnie, o z n a c z a ł a p o w i e r z c h n i ę , a w przyp a d k u w y m i a r ó w przestrzeni - bryłę. Sama 3 była z a t e m „tą nie­ w y p o w i e d z i a n ą ś w i ę t ą r z e c z ą , w k t ó r e j p o w i e r z c h n i a jest b r y ł ą " . I oczywiście, n i e o d ł ą c z n y m z a d a n i e m m a t e m a t y k ó w było wynaj­ d o w a n i e setek innych znaczeń oraz czuwanie nad rym, aby wszyst­ k i e o n e m o g ł y ł ą c z y ć się z e s o b ą w r a m a c h j e d n e j , n a d r a c j o n a l n e j idei. W efekcie t y c h w s z y s t k i c h s t a r a ń n a s t ą p i ł o u z n a n i e każdej liczby powyżej 33 za n i e a u t e n t y c z n ą i fałszywą. Liczba taka nie m o g ł a istnieć s a m a z

siebie.

Była zwyczajną, t y m c z a s o w ą liczbą

z e s p o l o n ą , r ó w n i e n i e r e a l n ą co p i e r w i a s t e k z 1. Takie liczby przed­ s t a w i a n o przy p o m o c y zapisów graficznych, k t ó r e w naszych cza­ s a c h s ł u ż ą o p i s y w a n i u z w i ą z k ó w c h e m i c z n y c h . D l a p r z y k ł a d u , licz­ bę

156

u w a ż a n o za w y k w i t liczby 7 i n i g d y nie z a p i s y w a n o ją

inaczej jak przy p o m o c y f o r m u ł y 77 plus 7 plus 7 plus 7 7 . 7 Z kolei 11 zazwyczaj p i s a n o j a k o 3 p l u s 5 p l u s 3. C z y n i o ­ no tak, aby w zapisach liczbowych m o ż n a było odnaleźć syme­ trię, a t a k ż e by „w p r o s t y s p o s ó b p r o w a d z i ł y do 1". Mieszkańcy

Atlasu uważali

11

za wielki

'klucz magii'.

S k ł a d a się o n a b o w i e m z d w ó c h l i c z b w y r a ż a j ą c y c h „ a k t s t a w a n i a się 1 " . R ó w n i e i s t o t n ą l i c z b ą , w y r a ż a j ą c ą d u c h a 1 , b y ł a 3 7 p o n i e ­ w a ż m n o ż ą c j ą p r z e z 3 o t r z y m u j e się 1 1 1 , t r z y j e d y n k i , k t ó r e n a -

55

s t ę p n i e d z i e l o n e w nieco i n n y s p o s ó b dają w y n i k w postaci 1. „ Z a ­ z w y c z a j m y ś l i się o 4 8 j a k o 3 7 p l u s przez 12"

11

niż jako 4

pomnożonej

- głosił p o p u l a r n y e l e m e n t a r z p o c h o d z ą c y z pierwszych

dni Atlasu. N a u k ę myślenia w ten właśnie sposób u z n a w a n o za szczególny

o b o w i ą z e k mora1ny.

A t l a n c i , p o d o b n i e jak m y u w a ż a l i 7 z a „ l i c z b ę d o s k o n a ł ą " . Aczkolwiek

mieli

ku

temu

inne powody.

Otóż

7

była p r z e d e

w s z y s t k i m o g n i w e m ł ą c z ą c y m Z i e m i ę z W e n u s . N i e p o t r a f i ę jed­ n a k w y j a ś n i ć , s k ą d się w z i ę ł o t o p r z e k o n a n i e . B y ł a „ l i c z b ą A t l i " oraz „ d o m e m

sukcesu"

(podczas gdy

2 była „ d o m e m bitwy"),

a t a k ż e łaską, delikatnością, s p o k o j e m , o z d r o w i e ń c z ą m o c ą i „ra­ dością Z r o " w r ó w n e j m i e r z e , co „ g r ą fosforu", tym n i e m n i e j , wielu m a t e m a t y k ó w p o d d a w a ł o ją ostrej krytyce. S w e g o czasu d o s z ł o j u z n i e m a l d o p o r o z u m i e n i a , a b y z a s t ą p i ć j ą 8 , a jej „ e k s t a t y c z n y związek"

- 3 1 , liczbą 3 3 .

P o m i m o głębokiego zainteresowania

p o d o b n y m i i d e a m i , m a t e m a t y k a . A t l a s u o s i ą g n ę ł a t a k i s t o p i e ń za­ a w a n s o w a n i a , k t ó r y jeśli n a w e t n i e p r z e w y ż s z a ł z n a n e j n a m o b e c ­ n i e m a t e m a t y k i , t o d z i ę k i p r z e n i k n i ę c i u jej t e o r e m a t ó w d o m y ś l i E u k l i d e s a i P i t a g o r a s a s t a ł się d l a n a s z e j c y w i l i z a c j i o d s k o c z n i ą u m o ż l i w i a j ą c ą jej d a l s z y r o z w ó j . W

gestii

Wysokiego

Domu

znajdowało

się

inicjowanie

dzieci, k t ó r e w r a z z u k o ń c z e n i e m t r z e c i e g o r o k u życia o d s t a w i a n o od m a t e k i p r z e k a z y w a n o w ręce o p i e k u n ó w z klas niższych. K i e ­ dy zaś w k r a c z a ł y w o k r e s d o j r z e w a n i a , u z n a w a n o je za g o t o w e do inicjacji i p r z y s y ł a n o d o n i c h l e g a t a z W y s o k i e g o D o m u . D o p i e r o w j e g o o b e c n o ś c i ich r o d z i c e z a z n a j a m i a l i j e z e Z r o , a n a s t ę p n i e k a ż d y c z ł o n e k „ d o m u " , k t ó r y m i a ł n a t o o c h o t ę , czyli w p r a k t y c e każdy, w t a j e m n i c z a ł je w a r k a n a „ d z i a ł a n i a " . C e r e m o n i e te za­ zwyczaj trwały b a r d z o d ł u g o i były wyczerpujące do t e g o s t o p n i a , ż e p o d c z a s n i e k t ó r y c h z n i c h d z i e c i o c i e r a ł y się o ś m i e r ć . N i e u z n a ­ w a n o t e g o wszak za wielkie nieszczęście, a wręcz przeciwnie, nie­ które szkoły m a g i c z n e t r a k t o w a ł y p o d o b n y zbieg okoliczności jako dobry omen. Przedstawiciele Wysokiego Domu mieli większe pra56

w a d o d z i e c i n i ż ich r o d z i c e . C z a s a m i n a w e t o s o b i ś c i e p r z e p r o w a ­ dzali inicjację, co u w a ż a n o za wielki zaszczyt, c h o ć inicjacje t a k i e z a z w y c z a j k o ń c z y ł y się f a t a l n i e . W w y j ą t k o w y c h p r z y p a d k a c h m ę ­ skie dzieci p o s y ł a n o Atli n a p o ż a r c i e . R o d z i c e s z c z ę s n e g o d z i e c k a a u t o m a t y c z n i e awansowali w hierarchii społecznej, otrzymując s z c z e g ó l n e p r z y w i l e j e , a n i e k i e d y n a w e t p r z e n o s z ą c się d o „ D o m u D o m ó w " . N a t o m i a s t k a ż d y m i e s z k a n i e c W y s o k i e g o D o m u za­ k ł a d a ł m a s k ę , k i e d y t y l k o p o k a z y w a ł się p u b l i c z n i e , a b y n i e w y ­ s z ł o n a jaw, ż e j e g o w y g l ą d j e s t z b l i ż o n y d o w y g l ą d u o s ó b m u p o d l e g ł y c h . O w e r o z p o r z ą d z e n i e w e s z ł o w życie p o t y m , jak d o ­ szło do zawiązania Wielkiej Konspiracji, o c z y m o p o w i e m w roz­ dziale p o ś w i ę c o n y m historii Atlasu.

57

O PODZIEMNYCH OGRODACH ATLASU, ORAZ O RZEKOMYCH ZWIĄZKACH

ATLANTÓW

Z INKUBAMI, SUKKUBAMI I DEMONAMI CIEMNOŚCI

W s p o m i n a ł e m już o p o g a r d z i e , jaką Atlanci darzyli kró­ l e s t w o r o ś l i n . Z p o d o b n y m p o l i t o w a n i e m o d n o s i l i się d o z w i e ­ rząt, w t y m również do ludzi. Z a p e w n e w y p ł y w a ł o to ze spo­ strzeżenia,

że

jak

wyjątkowo

licho

na

istoty

radzą

o wysokim

sobie

w

stopniu

życiu, j u ż

więcej

złożoności, uwagi

po­

święcali m i n e r a ł o m , p o n i e w a ż uważali je za b e z r a d n e . Pod każ­ dym

z d o m ó w drążyli

w skałach tunele, które przyjmowały

postać grot o fantastycznych kształtach. N i e k t ó r e z nich miały formę wielościanów, inne tworzyły strzeliste łuki. Każdy „ d o m " posiadał dwadzieścia takich ogrodów. U p r a w i a n o je przy po­ mocy trzech odczynników:

„nasiona m e t a l i " , „nasiona Świa­

t ł a " i „nasiona..." ( t r u d n o wyjaśnić to pojęcie, nie nawiązując do mistycznej

idei

Alfy

i Omegi).

Skutki pierwszych dwóch

o d c z y n n i k ó w były s t o s u n k o w o p r o s t e . Pierwszy f o r m o w a ł klej­ n o t y wydzielające z siebie blask, k t ó r e , co ciekawe, rosły ni­ czym kwiaty. D r u g i w p o d o b n y sposób oddziaływał na m e t a ­ le. Z k o l e i t r z e c i s p r a w i a ł , że k a ż d y m i n e r a ł k w i t ł , p r z y j m u j ą c n i e z w y k ł ą postać, s t a n o w i ą c ą e k s t r a w a g a n c k i e połączenie bar­ wy i formy. Atlanci darzyli też wielką u w a g ą takie p r z y m i o t y o w y c h m i n e r a ł ó w jak t e k s t u r a , t w a r d o ś ć i e l a s t y c z n o ś ć . W a r t o tu dla p r z y k ł a d u opisać kilka tych o g r o d ó w . Skle­ p i e n i e j e d n e g o z nich s k ł a d a ł o się z s u b t e l n i e b ł y s z c z ą c y c h sza­ firów, n a p a r s t n i c y d z w o n k a i g o r y c z k i , m i ę d z y k t ó r y m i ś w i e ­ ciły g w i a z d y wyzierały

z

rubinu.

drobniutkie

Ściany pokrywała winorośl, kwiaty

ametystu.

Podłoga

z której

natomiast

s k ł a d a ł a się z m a l a c h i t u . N i e b y ł t o w s z a k ż e z w y k ł y m a l a c h i t , lecz

żywy,

rosnący

jak

korale,

delikatniejszy

m c h u i bardziej elastyczny od nici.

od

ziemskiego

Na k a ż d y m ciemniejszym

l i s t k u jaśniały n i c z y m k r o p l e rosy n a b r z m i a ł e d i a m e n t y u t w o ­ rzone m o c ą „nasiona Światła" z d w u t l e n k u węgla znajdujące­ g o się w p o w i e t r z u . I n n ą g r o t ę w y p e ł n i a ł a b ł ę k i t n a m o n o c h r o m i a . „ R o z s i a n e " p o niej b y ł y r ó ż n o r a k i e sole m i e d z i a n e , z d o b i ł y ją girlandy

we wszystkich

odcieniach

błękitu,

począwszy

od

d e l i k a t n e g o l a z u r u , p o p r z e z z i e l e ń i s z a r o ś ć d e l i k a t n e g o szafi61

ru,

ku

otchłani,

z

której

wynurzały

się z a r y s y

anemonów,

o b a r w a c h z b l i ż o n y c h d o t l e n k u ż e l a z a , c h r o m i a n u s r e b r a i cy­ j a n u m i e d z i . C a ł a jej p o s a d z k a n i e m a l d o s k o n a l e i m i t o w a ł a p o ­ w i e r z c h n i ę wody, w y j ą w s z y f a k t , że b y ł a od niej z n a c z n i e t w a r d ­ sza. U n o s i ł y się na niej g i g a n t y c z n e lilie o w i e l k i c h z i e l o n y c h liściach ze s z m a r a g d u , p e r l i s t y c h k i e l i c h a c h wielkości c z t e r e c h m e t r ó w i k o r o n a c h z c z y s t e g o z ł o t a , t a k s u b t e l n e , że aż lśniące zielenią, o p l a t y n o w y c h s ł u p k a c h , na k o ń c a c h k t ó r y c h dygo­ tały czerwonokrwiste rubiny. Jeszcze

inna jaskinia w całości

s k ł a d a ł a się z m e t a l u , m i a ł a b u d u a r z j a ś m i n u i p o d ł o g ę z fioł­ ków. O p i s a n y m i t w o r a m i m ą d r o ś c i nie w ł a d a ł y p r a w i d ł a roz­ woju właściwe roślinom,

z w i e r z ę t o m , czy n a w e t k r y s z t a ł o m .

P o d p o r z ą d k o w a n e p r a w u ziemi, rosły wtedy, g d y p l a n e t a zbli­ ż a ł a się d o s ł o ń c a i k u r c z y ł y , k i e d y d o c h o d z i ł a d o a p h e l i u m . N i e był to w z r o s t i u p a d e k , t y l k o f a l o w a n i e w i e c z y s t e g o ł o n a . Bardzo p r a w d o p o d o b n e , że to między i n n y m i z tego p o w o d u Atlas nie uznawał

istnienia wyższych

królestw.

N a u c z y ł y się

o n e rozwijać w b ł ę d n y s p o s ó b , a za p ó ź n o już b y ł o p o p r a w i a ć ich b ł ę d y . W takichże to ogrodach p r o w a d z o n o g ł ó w n e działania. I k t ó r ę d y b y się n i e p o s z ł o , n a p o t y k a ł o się j e d e n z n i c h , t a k z m y ś l ­ n i e b y ł y r o z m i e s z c z o n e . A w k a ż d y m o g r o d z i e w i d z i a ł o się g r u p ę r o z r a d o w a n y c h , s z l a c h e t n y c h r o b o t n i k ó w p o ś w i ę c o n y c h swej u k o ­ chanej pracy. P r z e c h o d z i e ń z chęcią n a w i e d z a ł to t o w a r z y s t w o i r z u c a ł się w w i r p r a c y n a t a k d ł u g o , j a k c h c i a ł , p o t e m z a ś w r a c a ł d o s w y c h n o r m a l n y c h zajęć. W t y c h s a m y c h o g r o d a c h z n a j d o w a ­ ł y się t a c e z c z a r a m i w y p e ł n i o n y m i Z r o , k t ó r y c h s p o ż y c i e p o cięż­ k i m w y s i ł k u p r z y w r a c a ł o r o b o t n i k o m siły i u m o ż l i w i a ł o i m p o ­ w r ó t do p r a c y . O zajęciach o g r o d n i c z y c h krążyły d z i w n e opowieści. M ó ­ w i o n o , ż e ich p r a c o w n i k ó w , k t ó r z y n i e d a w a l i s o b i e c h w i l i wy­ tchnienia, nawiedzały we śnie i n k u b y i s u k k u b y (o n i e w i a d o m e j n a t u r z e , choć n i e w ą t p l i w i e nie mającej nic w s p ó l n e g o z k o n c e p -

62

cjami S i n i s t r a r i e g o ). I co dziwniejsze, witali je z w i e l k i m e n t u z j a ­ z m e m . Ba, m a ł o tego, m r o c z n e legendy o p o w i a d a ł y o bluźnierczych p r a k t y k a c h nieczystych związków między nimi a złowrogi­ mi d e m o n a m i , z k t ó r y c h Atlas miał czerpać swą diabelską m o c . Te właśnie w y u z d a n e praktyki miały p o d o b n o sprowadzić nań gniew Boży i d o p r o w a d z i ć do jego zagłady. N i e w a r t o tu jednak przytaczać średniowiecznych opowieści z r e g e n e r o w a n e g o i zbo­ c z o n e g o k u l t u fallicznego n a z y w a n e g o błędnie chrześcijaństwem, p o n i e w a ż o p a r t e s ą o n e n a h i p o t e z a c h k ł ó c ą c y c h się z e z d r o w y m r o z s ą d k i e m . T r u d n o u w i e r z y ć , b y ci, k t ó r z y n a z y w a j ą się p a n a m i z i e m i m o g l i b y p o n i ż y ć się d o t e g o s t o p n i a i z n i w e c z y ć c a ł e s w e dzieło poprzez styczność z istotami niższego rzędu. Jeżeli więc opowieści te miałyby zawierać w sobie ziarno prawdy, trzeba by u z n a ć za bardziej p r a w d o p o d o b n e , iż to Atlanci z z a m i a r e m sło­ n e c z n e j p o d r o ż y n a W e n u s , p r z y w o ł y w a l i i s t o t y z tej p l a n e t y , k t ó ­ r e j a k i m ś n i e z n a n y m n a m s p o s o b e m o d w i e d z a ł y ich w s n a c h . K t ó ż m o ż e r o z s t r z y g n ą ć , czy b y ł o t o m o ż l i w e ? T e o r i a m a g ó w g ł o s i ł a , ż e i m Bliżej d a n a p l a n e t a z n a j d u j e się S ł o ń c a , t y m w i ę c e j p o s i a d a m o c y . A z a t e m m i e s z k a ń c y Z i e m i b y l i b y b a r d z i e j p r z e s y c e n i siłą m a g i c z n ą naszej g w i a z d y o d m i e s z k a ń c ó w M a r s a , c i zaś p o s i a d a ­ liby w i ę c e j m o c y n i ż m i e s z k a ń c y w i e l k i e g o J o w i s z a , k t ó r z y z k o l e i potężniejsi

byliby

od m i e s z k a ń c ó w p o n u r e g o i katastroficznego

S a t u r n a i U r a n a , czy

też

Neptuna zagubionego w gwiezdnych

m a r z e n i a c h . Z drugiej zaś strony m o c każdej p l a n e t y m o ż e , ba, p o w i e m w i ę c e j : m u s i r ó ż n i ć się o d s i e b i e . C z y ż w i ę c m i e s z k a ń c y tych p l a n e t nie są od siebie różni p o d w z g l ę d e m ciała i u m y s ł u co n a j m n i e j t a k b a r d z o , jak r o ż n a jest g r a w i t a c j a t y c h ciał n i e b i e ­ s k i c h ? To, c o żyje n a m a l u t k i m , p o z b a w i o n y m p o w i e t r z a k s i ę ż y -

63

cu, nie m o ż e z a m i e s z k i w a ć p ł o n ą c y c h połaci Słońca z jego gejze­ r a m i w o d o r u t r y s k a j ą c y m i w e t e r n a p r z e s t r z e n i s e t e k t y s i ę c y ki­ lometrów. I bez w ą t p i e n i a tak szalone ambicje, jakie mieli miesz­ k a ń c y Atlasu, nie m o g ł y b y być p o d t r z y m y w a n e s t u l e c i a m i przez r ó w n i e m ą d r e i p o t ę ż n e istoty, g d y b y nie nosiły o n e w sobie w s p o ­ m n i e ń o s w y m m a r s o w y m p o c h o d z e n i u albo p r z e d s m a k u bliskie­ g o o d e j ś c i a n a W e n u s . L u d z k i e c h i m e r y n i e u t r z y m u j ą się d ł u ż e j niż p r z e z k i l k a p o k o l e ń . D z i ę k i w s p a n i a ł y m , d o b r o c z y n n y m dla ludzkości o w o c o m alchemii — wystarczy tu w s p o m n i e ć o odkry­ c i u c y n k u , a n t y m o n u , w o d o r u , o p i u m , czy t e z g a z u — p i e r w o t n e i d e a ł y p o r z u c o n o n a r z e c z w ę ż s z y c h i b a r d z i e j p r a k t y c z n y c h , czy też m o ż e łatwiejszych do z r e a l i z o w a n i a idejek. N i e m o ż n a też powiedzieć by t e g o rodzaju p o g l ą d u nie p o p i e r a ł o ż a d n e ś w i a d e c t w o . A l b o w i e m jak p o w i a d a jeden z p o ­ e t ó w A t l a s u : „ W i e l k i e i w s p a n i a ł e p r o m i e n i e n a s z e g o ojca. S ł o ń ­ c a , z n a j d u j ą się w n a s . P r z y w o ł a j m y j e z a t e m s ł o w e m , k t ó r e jest niewypowiadalne,

g e s t e m , k t ó r y jest n i e w y k o n a l n y , d z i a ł a n i e m ,

k t ó r e nie ma nic w s p ó l n e g o z ż a d n y m c z y n e m , p o n i e w a ż są to w i e l k i e i w s p a n i a l e p r o m i e n i e n a s z e g o ojca, S ł o ń c a . Tak o t o z na­ szej n a r z e c z o n e j , k t ó r a czeka, n a n a s w w e s e l n e j k a p l i c y , z i e l o n e j na zielonym Zachodzie, błękitnej na błękitnym Wschodzie, góru­ jącej n a d n a s z y m o j c e m w i e c z o r e m i o p o r a n k u , w y s k a k u j ą n a s i n a s t ę p c y i g o s p o d a r z e po to, by przywitać nas w c i e m n o ś c i a c h . N a s z e o g r o d y t o n ą w m r o k u słabej

poświaty nasienia światła.

Z a l u d n i a j ą je cienie, k t ó r e z czasem przyjmują k o n k r e t n ą postać, podobną wężom, p o d o b n ą drzewom, podobną świętemu Zerra, p r z y p o m i n a j ą c wszystko, co proste i

krzywe, co uskrzydlone,

co c u d o w n e . To z n a m i p r a c u j ą i z t y m , co b y ł o j e d y n k ą w sió­ d e m c e i t y m , c o b y ł o d w ó j k ą , a s t a ł o się j e d e n a s t k ą ! T o z n a m i pracują i dają n a m h a u s t c u d o w n o ś c i . To nas pouczają w n a u k a c h magicznych i obdarzają delikatną strawa.

A zatem

wywołajmy

i c h , k t ó r z y s ą w n a s t a k , ż e b y ci, k t ó r z y s ą p o z a n a m i m o g l i w e j ś ć , jak t o p o k a z a ł O n , k t ó r y jest p a n e m t a j e m n i c " ' .

64

W

tym

krótkim

ustępie,

którego

w y m o w a jest

dosyć

szorstka, widać wyraźnie, co p r z e c h o w y w a n o w kręgach egzoter y c z n y c h tej k r a i n y . A l b o w i e m w A t l a s i e p r z e c i w n i e n i ż w A n g l i i , p o e t y nie s t a w i a n o na piedestale jako k o g o ś świętego, przezna­ c z o n e g o do wyższego celu, u k o r o n o w a n e g o w ludzkich sercach, h o ł u b i o n e g o przez królów i szlachtę. Poeta nie był t y m , dla k t ó r e ­ g o n i e s z c z ę d z i się d ó b r i z a s z c z y t ó w , lecz k i m ś s p o ś r ó d l u d u , n i e posiadającym

większego znaczenia od innych.

W Atłasie każdy

c z ł o w i e k b y ł a r t y s t ą , jeżeli t y l k o b y ł c z ł o w i e k i e m . A j a k o ż e w s z y ­ scy l u d z i e b y l i s o b i e z n a t u r y r ó w n i , n i g d y n i e p o d n o s z o n o ich osiągnięć ani wartości. U p r a w i a n o sztukę dla sztuki. Twórcy nie i n t e r e s o w a l i się l o s e m s w o i c h d z i e ł . S t ą d t e ż s ł o w a t e m o g ł y b y ć w y t w o r e m poetyckiej przesady, m o g ł y zawierać jakieś u k r y t e zna­ czenie, celowo zwodzić, bądź stanowić wynik złego zrozumienia. Bo i rzeczywiście t a j e m n i c e Atlasu p r z e c h o w y w a n o t y l k o w Wy­ sokim D o m u . Sami zaś m a g o w i e z t e g o D o m u nie przeczyli, że w n a j b a r d z i e j n i e b e z p i e c z n y c h d o k t r y n a c h p r a w d a i fałsz p r z e ­ c h o d z ą w s i e b i e n a w z a j e m t a k jak d z i e ń n a s t ę p u j e p o n o c y , a n o c z a p a d a p o d n i u , w z a l e ż n o ś c i o d t e g o , k t o jest ich s ł u c h a c z e m . N i e m o ż e m y jednak p o m i n ą ć milczeniem tradycji „anioła z W e ­ n u s " ; jest o n a t a k t r w a ł a , ż e n a l e ż y j ą u w a ż n i e r o z p a t r z y ć . J e j ź r ó ­ d ł e m była p r a w d o p o d o b n i e koncepcja, że skoro m a g o w i e z W e ­ nus

zaprosili

Atlantów,

musieli

dostarczyć

im

po

temu

o d p o w i e d n i c h ś r o d k ó w , n a tej s a m e j z a s a d z i e , c o k r ó l p r z y w o ł u j ą ­ c y d o siebie s p a r a l i ż o w a n e g o c z ł o w i e k a , p o s y ł a d o n i e g o oficerów; k t ó r z y m a j ą g o p r z y w i e ź ć . O t ó ż , n i e z a l e ż n i e o d t e g o , czy „ A n i o ł z W e n u s " był p r a w d z i w y m aniołem we w s p ó ł c z e s n y m r o z u m i e ­ niu t e g o s ł o w a , czy też b y ł to z w y k ł y t y t u ł j e d n e g o z g ł ó w n y c h m a g ó w tej p l a n e t y , jest o c z y w i s t e , ż e W y s o k i D o m b a r d z o p r a g n ą ł jego obecności. Wszyscy też wierzyli święcie, że o z n a k ą t e g o cu­ d o w n e g o wydarzenia jako widzialnego, n a m a c a l n e g o z n a k u zba­ w i e n i a b ę d ą n a r o d z i n y „ d z i e c k a b e z s k a z y A t l i " . A c z k o l w i e k , jeśli w ogóle w y p a d a n a m to roztrząsać, pozostaje nadał o t w a r t ą kwe-

65

stią, czy t o d l a t e g o t a k ą s ł a w ą d a r z y l i k a p ł a n k ę - d z i e w i c ę , c o m o ­ gło w rzeczy samej s t a n o w i ć p o e t y c k ą parafrazę d z i e w o r ó d z t w a występującego

w jedenastej

fazie o b r ó b k i Z r o . T a k c z y i n a c z e j ,

t a k p r z e d s t a w i a ł a się ich t r a d y c j a , k t ó r e j l i c z n e p a r o d i e z a c h o w a ł y się w o p o w i e ś c i a c h o n a r o d z i n a c h R o m u l u s a i R e m u s a , B a c h u s a , Buddy czasów.

i wielu

innych

Znajdujemy

legendarnych

bohaterów współczesnych

n a w e t jej o d d ź w i ę k w m i t a c h t a k b a r b a r z y ń ­

skich k r a i n , jak na p r z y k ł a d Syria. To tyle, co m o ż e m y powiedzieć o p o d z i e m n y c h o g r o d a c h Atlasu i ich z w i ą z k a c h z m i e s z k a ń c a m i W e n u s .

66

O ZAŚLUBINACH I INNYCH OSOBLIWYCH ZWYCZAJACH ATLANTÓW: ORAZ O OFIARACH SKŁADANYCH B O G O M

Z d ą ż y ł e m już w s p o m n i e ć o w y j ą t k o w e j k o n c e p c j i o b o w i ą z ­ ku m a ł ż e ń s k i e g o , k t ó r a o d r ó ż n i a ł a zwyczaje A t l a n t ó w od pozosta­ ł y c h ras n a Z i e m i . N a l e ż a ł o b y p o ś w i ę c i ć jej jeszcze k i l k a z d a ń . N i e b ę d ę t u u c i e k a ł się d o c y n i c z n e g o s t w i e r d z e n i a , ż e p r a k t y c z n e u s p r a ­ wiedliwienie tego dziwnego obyczaju m o ż n a odnaleźć we współ­ czesnym

angielskim

małżeństwie.

Wręcz przeciwnie,

zaślubiny

w A t l a s i e m i a ł y jak n a j b a r d z i e j w z n i o s ł y c h a r a k t e r . P r z y ś w i e c a ł a i m idea bliska „ h e r m e t y c z n y m g o d o m " niektórych alchemików. K a ż d ą p a r ę ł ą c z y ł y s i l n e w i ę z i , t a k ż e i d l a t e g o , ż e n i e k r ę p o w a ł y jej n i s k i e z w i ą z k i . W i ą z a ł o się t o z e w s p o m n i a n ą z a s a d ą , ż e w s z y s t k o , c o n a ­ turalne,

p o w i n n o zostać

przezwyciężone.

I

jak

zobaczymy

w o s t a t n i m rozdziale, to właśnie przekroczenie procesu seksualne­ go stanowiło rezultat Wielkiego Dzieła. J e d n a k ż e związek m a ł ż e ń ­ ski n i e o g r a n i c z a ł się do z a s a d y n e g a t y w n e j

p o s i a d a ł też s w o j ą

p o z y t y w n ą s t r o n ę , k t ó r a b a r d z o p r z y p o m i n a ł a tzw. c h r z e ś c i j a ń s k ą d o k t r y n ę C h r y s t u s a i k o ś c i o ł a . M ą ż i ż o n a byli j a k ojciec i c ó r k a , m a t k a i syn, b r a t i siostra, nauczyciel i uczeń, a n a d e w s z y s t k o byli przyjaciółmi. Ich związek obowiązywał na wszystkich planach. H i e ­ roglifem miłości był krzyż; hieroglifem m a ł ż e ń s t w a

dwie równo­

l e g ł e linie p r o s t e . I p o d o b n i e jak k r z y ż m i a ł b y ć p r z e k r o c z o n y p o ­ p r z e z o k r ą g , t a k t e ż i linie p r o s t e m i a ł y z b i e g a ć się n i e n a Z i e m i , lecz n a W e n u s . T y m c z a s e m k a ż d y z p a r t n e r ó w p o s w o j e m u p r o w a ­ d z i ł w o l n e życie. I c z ę s t o z d a r z a ł o się, z e k o b i e t a , g d y u r o d z i ł a d w o ­ je dzieci j e d n e m u m ę ż c z y ź n i e , b r a ł a z n i m ślub, a n a s t ę p n i e rodziła d w o j e dzieci i n n e m u m ę ż c z y ź n i e . Ó w p r o c e s m ó g ł t r w a ć c a ł e s t u l e ­ cia, w z w i ą z k u z c z y m j e d n a k o b i e t a m o g ł a m i e ć c a ł ą g r o m a d ę mężów.

Bez wątpienia p o w s t a ł o b y wielkie zamieszanie, g d y b y

w g r ę w c h o d z i ł y t a k żałosne pojęcia jak w ł a s n o ś ć i dziedziczenie. N a c a ł e szczęście A t l a n c i ich n i e z n a l i . N i e u c h r o n n i e p o j a w i a się p y t a n i e , g d z i e p o d z i a ł y się u n i c h p r a g n i e n i a i jaką oni wszyscy posiadali w a r t o ś ć ? To p r a w d a , że w ich s y s t e m i e s p o ł e c z n y m l i c z y ł się, j a k k o l w i e k m i n i m a l n y , p o ­ dział pracy, ale n i k t nie u w a ż a ł n a d z o r u n i e w o l n i k ó w za zajęcie

69

m n i e j z a s z c z y t n e o d s k ł a d a n i a ofiar. W d o s k o n a ł y m o r g a n i z m i e w s z y s t k o p o s i a d a s w o j e m i e j s c e i jest n i e z a s t ą p i o n e .

N i k t przy

z d r o w y c h zmysłach nie m o ż e t e m u przeczyć, a l b o w i e m d o s k o n a ­ ły o r g a n i z m ma t y l k o j e d e n cel. A j e d y n y m z b y t e c z n y m p i ó r e m w o g o n i e s t r z a ł y jest t o , k t ó r e n i e z n a j d u j e się n a s w o i m m i e j s c u . Biorąc jednak pod u w a g ę n a t u r ę ludzką, trzeba przyznać, że to wielkie z a d o w o l e n i e z istniejącego p o r z ą d k u rzeczy m o ż l i w e , rzecz j a s n a , t y l k o w t e d y g d y r z e c z y w i ś c i e jest o n w d r a ż a n y , m i a ł o m i e j ­ sce j e d y n i e dzięki t e m u , i ż o d ż a d n e j j e d n o s t k i nie w y m a g a n o cięż­ kiej

pracy.

A jednak niewolnicy nigdy

nie z r o z u m i e j ą w o l n e g o

człowieka. I d l a t e g o właśnie Anglicy zawsze okazują zdziwienie k o m u ś , k t o m o ż e p o ś w i ę c a ć się n i e s t r u d z o n e j p r a c y d l a i d e i , n a ­ z y w a j ą c t a k ą o s o b ę d z i w a k i e m i p r z y p i s u j ą c jej, c a ł k i e m b e z z a ­ sadnie, niskie p o b u d k i . Obrażają ją i p o d d a j ą licznym prześlado­ waniom,

które

mogą

się

zakończyć

nawet

ukrzyżowaniem.

W p e w n e j m i e r z e jest t o n a w e t z r o z u m i a l e , p o n i e w a ż w s a m e j A n ­ glii m a s k a f i l a n t r o p i i n i e m a l z a w s z e s k r y w a o s z u s t w o i w y s t ę p e k . Ceremonia zaślubin

w Atlasie nie była s k o m p l i k o w a n a .

M i a ł a w sobie coś z a r a z e m w z n i o s ł e g o i p r z e j m u j ą c e g o . K o c h a n ­ k o w i e p o r a z o s t a t n i o b e j m o w a l i się n a o c z a c h c a ł e g o d o m u , p o c z y m z o s t a w a l i r o z d z i e l e n i p r z e z ich w ł a s n e d z i e c i . P o d n o s z ą c r ę c e w s k r z y ż o w a n y m u ś c i s k u , k i e r o w a l i się w s t r o n ę o ł t a r z a . M i ę d z y n i m i p r z e c h o d z i ł y dzieci, idąc p r z e d t r z y m a n y m przez k a p ł a n a i k a p ł a n k ę n a j ś w i ę t s z y m o b r a z e m . W k o ń c u zaś p a ń s t w o m ł o d z i r o z d z i e l a l i się o d s i e b i e , b y p r z y j ą ć u ś c i s k i i g r a t u l a c j e o d o s ó b z g r o m a d z o n y c h p o d c z a s tej c e r e m o n i i . P o t e m zaś p o d n o s i l i ó w święty o b r a z i umieszczali go w przynależnej mu kapliczce, zamy­ kając c e r e m o n i ę w e z w a n i e m : „ D o d z i e ł a " i zachęcając i n n y c h w ł a ­ snym przykładem.

70

M a ł ż e ń s t w o nie było j e d y n y m obyczajem, k t ó r y różnił A t l a n t ó w o d n a s ; t a k ż e i e d u k a c j a d z i e c i t o c z y ł a się u n i c h c a ł ­ k i e m o d m i e n n y m t o r e m . M i a ł a t r w a ć , d o p ó k i d z i e c k o nie w k r o ­ czy w o k r e s d o j r z e w a n i a , czyli do w i e k u s z e ś c i u , a n a j p ó ź n i e j c z t e r ­ nastu

lat. jeżeli

jakieś dziecko

było

zapóźnione w

rozwoju,

wkładano mu na głowę na znak pohańbienia kwadratową czarną c z a p k ę , często z k u t a s i k a m i , i p o s y ł a n o do n i e w o l n i k ó w po to, by u c z y ł o ich z a s a d r e l i g i i i t y m p o d o b n y c h s p r a w . T e g o r o d z a j u d e ­ likwent nie m i a ł prawa wrócić do Atlasu, dzięki c z e m u wśród mieszkańców

równin

utrzymywano

wysoki

poziom

niewiedzy

i zabobonu. Atlanci posiadali

rzeczywiście wyjątkowy system

eduka­

cyjny, k t ó r e g o t w ó r c y p o l e g a l i n a z w y k ł y m d o ś w i a d c z e n i u .

Da­

w a l i d z i e c i o m d o r ą k r o ż n e p r z e d m i o t y i p r z y g l ą d a l i się u w a ż n i e , jaki czynią z nich u ż y t e k . D o p i e r o na p o d s t a w i e swych obserwacji f o r m u ł o w a l i r e g u ł y p s y c h o l o g i i d z i e c k a , k t ó r y m i p ó ź n i e j się p o ­ sługiwali. Dzięki s w y m obyczajom m a ł ż e ń s k i m Atlanci nie m n o ­ żyli się z b y t s z y b k o , c o p o z w a l a ł o i m d a r z y ć k a ż d e d z i e c k o w ł a ­ ściwą mu u w a g ą . W s w y m n a u c z a n i u stosowali również m e t o d ę opozycji, n i e u s t a n n i e p o b u d z a j ą c n a t u r a l n e p r a g n i e n i a dziecka za p o m o c ą ćwiczeń w czymś zgoła o d w r o t n y m . N a u k a ta polegała w d u ż e j m i e r z e n a p o k a z y w a n i u serii u p o r z ą d k o w a n y c h f a k t ó w i ich t ł u m a c z e n i u . N i e z a b i e g a n o przy t y m o to, by dzieci z a c h o ­ w y w a ł y w p a m i ę c i te w s k a z ó w k i . P o z o s t a w i a n o je w u m y ś l e jako czyste wrażenia. N i e z m u s z a n o umysłu do uciążliwego wydoby­ wania materiału z podświadomości.

W praktyce każde dziecko

b a r d z o d o b r z e u c z y ł o się t e g o , c o m u p r z e d s t a w i a n o . W i e d z ę t ę ł a t w o b y ł o s p o ż y t k o w a ć , s a m a z a ś ś w i a d o m o ś ć n i e u g i n a ł a się p o d jej c i ę ż a r e m . Z a u w a ż o n o t e ż , ż e ci, k t ó r z y m i e l i t a k z w a n ą d o b r ą p a m i ę ć , zazwyczaj nie wykształcali w sobie cech bardziej poży­ tecznych dla społeczeństwa. J e d n a k jako najistotniejsze zadanie systemu edukacyjne­ g o A t l a n t ó w s t a w i a n o w y s z u k i w a n i e g e n i u s z y . Z a j m o w a l i się t y m

71

specjaliści, k t ó r z y zwracali p i l n ą u w a g ę n a c a ł o ś c i o w e z a c h o w a n i e d z i e c k a . A jeśli t y l k o p r z e s t a w a l i j e r o z u m i e ć , o d d a w a n o j e p o d o p i e k ę s p e c j a l n e g o s t r ó ż a , k t ó r y z e w s z e l k i c h s i ł s t a r a ł się j e p o j ą ć i t o t y l k o w t y m c e l u , b y z a c h ę c i ć j e d o s t a n i a się j e s z c z e b a r d z i e j niezrozumiałym. Apud eos membrum virile membrano lucido erat; ob. quod ąualis circumscisio

die

nativitatis

facta

erat.

Vix

credere

dignum est, tanquam

verum, f e m i n a r u m montes venereales similutdine facies fuere, facies demonicae, sardonicae, Satyricae, cujus os erat os

vulvae,

res horribles atque

ridiculosa, ferunt similia de virorum membris, q u a e f i n g u n t sicut imagines

homunculorum

fuere.

Lege

- Judice - Tace.

W Atlasie wielu m ę ż c z y z n o m kostniały w y p u s t k i na czole, t w o r z ą c coś na k s z t a ł t rogów. Z j a w i s k o to w y s t ę p o w a ł o też u wyżej r o z w i n i ę t y c h k o b i e t . P r z y c z y m o b i e p i c i e n o s i ł y d z i w a c z n i e rzeź­ bione złote nakrycia głowy, które kapłani przyozdabiali żywymi w ę ż a m i , a a r c y k a p ł a n k i w z b o g a c a ł y o p i ó r a l u b s k r z y d ł a nie p o c h o ­ dzące ze szczątków

martwych ptaków,

tylko z kwiatów żywego

z ł o t a n a k o r o n a c h . P o z o s t a ł o ś c i tej t r a d y c j i m o ż n a o d n a l e ź ć n a w i ­ z e r u n k a c h „ B o g ó w " E g i p t u , p o n i e w a ż byli t o z w y k l i A t l a n c i , k t ó ­ rzy u c y w i l i z o w a l i t e n k r a j . Ś w i a d c z ą o t y m i m i o n a n i e k t ó r y c h t y c h b o g ó w : „ N u " (hebrajskie „ N o e " ) t o p o a t l a n t y c k u „łuk", „ Z u " (egip­ s k i e „ S z u " ) t o s ł o w o w y r a ż a j ą c e w i e l e idei z w i ą z a n y c h z w i a t r e m , z k o l e i „ A s i " z n a c z y „ c u m q u a s i s e r p e n s " , c o o c z y w i ś c i e o d n o s i się do imienia faktycznej A r c y k a p ł a n k i . „Ra" to czysto atlantyckie okre­ ślenie Słońca, a ,,'Mse" (egipskie „ C h o m s e " ) księżyca. To o s t a t n i e s ł o w o s k ł a d a się z t r z e c h liter, k t ó r e r e p r e z e n t u j ą s i l n ą k o b i e t ę ( ' M ) z a m y k a j ą c ą p a s z c z ę w ę ż o w i (S) l u b s m o k o w i , z c z e g o b i e r z e się wyobrażenie XI karty tarota cygańskiego i apokaliptyczna legen­ da. P o d o b n e tropy m o ż n a odnaleźć w mistycznej grece stosowanej przez gnostyków, gdzie, na przykład, słowo S O P H I A pochodzi od d w ó c h liter S Ph w y o b r a ż a j ą c y c h „ o d d e c h w ę ż a " , tj.

mądrość.

Z kolei I A O to P H A L L O S , K T E I S , P R O K T O S . S ł o w o L O G O S o z n a c z a c h ł o p c a ( G ) z r o d z o n e g o z d z i e w i c y (L) i w ę z a (S). T H E O S ( r d z e ń O , p i e r w s z a l i t e r a E ) t o s ł o ń c e w pełni, swej siły, a t a k ż e zjed72

noczenie l i n g a m u z joni. C H R I S T O S to „ n a m i ę t n a miłość w s c h o ­ d z ą c e g o s ł o ń c a ( R ) i w ę ż a ( S ) " . L i t e r y I o r a z T o d n o s z ą się cło p e w nych szczegółów; k t ó r e nie d o t y c z ą o b e c n e j dyskusji.

NEUMA

(atlanckie N M) to „łuk kobiety", M A R I A , kobieta Słońca.

Na­

w e t t a k i e s ł o w a jak M E I T H R A S i A B R A X A S p o c h o d z ą z Atlasu. J e d n o z nich m o ż n a przełożyć w następujący sposób: „Weszła ko­ b i e t a , l i n g a m p o ł ą c z y ł się z joni, r o d z i s ł o n c e z ł o n a w ę ż a " . D r u g i e ; „Z ust łona słońce (wychodzi poszukując) łona dla swego pragnie­ n i a , w ł a ś n i e ł o n a w ę ż a " . O b a o d n o s z ą się d o p o p u l a r n e j w ś r ó d s t a ­ rożytnych koncepcji u p ł y w u czasu. Powyższego r o z u m i e n i a , przy­ pisującego każdej literze o d r ę b n e znaczenie p r z e s t r z e g a n o w y j ą t k o w o skrupulatnie. I tak na przykład słowo TLA znaczące „czerń", ozna­ czało

też

s t y g m a t czy z n a m i ę w d z i e w i c z y m ł o n i e .

A

słowo

I A ( " C z e ś ć ! " ) o z n a c z a ł o p o s t a w ę „ t w a r z ą w t w a r z " . T y c h k i l k a przy­ k ł a d ó w w y s t a r c z y , a b y p o k a z a ć w y j ą t k o w y c h a r a k t e r ich j ę z y k a oraz s p o s ó b , w jaki jego p o d s t a w o w e s y m b o l e były p r z e j m o w a n e p r z e z d z i e d z i c ó w A t l a s u w n a j s k r y t s z y c h s a n k t u a r i a c h rasy, k t ó r e uznawali za g o d n e takiej p o m o c y N i e w o l n o m i p o m i n ą ć k w e s t i i s k ł a d a n i a ofiar b o g o m , o k t ó r e j w c z e ś n i e j j u ż w s p o m n i a ł e m . O w e ofiary n i e z d a r z a ł y się z b y t c z ę s t o i w y b i e r a n o j e s p o ś r ó d ' w y r z u t k ó w ' , czyli l u d z i b e z u ­ żytecznych z p u n k t u widzenia ekonomii społecznej.

Ponieważ

byli o n i z b y t e c z n i , s t a n o w i ą c s w e g o rodzaju w y d a t e k , c h o d z i ł o o to, by c h o ć częściowo odzyskać tę stratę i w z b u d z i ć nią zaintere-

73

s o w a n i e . D l a t e g o też ofiarę p r z e k a z y w a n o A r c y k a p ł a n o w i l u b Ar­ c y k a p ł a n c e , k t ó r z y w y c i ą g a l i z niej życie p r z y p o m o c y s p e c j a l n i e w t y m celu p r z y s t o s o w a n e g o i n s t r u m e n t u . Ofiara u m i e r a ł a z wy­ c z e r p a n i a , a jej siłę ż y c i o w ą p r z e k a z y w a n o „ b o g o m " w s p o s ó b z b y t s k o m p l i k o w a n y , by m o ż n a go wyjaśnić w k r ó t k i m opisie. Atlanci pracowali n a d t y m , by jak najbardziej przyspie­ s z y ć o k r e s d o j r z e w a n i a . U d a ł o i m się s k r ó c i ć p r z e c i ę t n y o k r e s t r w a ­ nia ciąży d o c z t e r e c h miesięcy. W s z y s t k o t o s t a n o w i ł o część więk­ szego planu,

którego celem było oszczędne gospodarowanie

c z a s e m . C o się z a ś t y c z y s t a r o ś c i , m o ż n a p o w i e d z i e ć ż e k w e s t i a t a uległa s a m o c z y n n e m u rozwiązaniu za s p r a w ą wielkiej g o t o w o ś c i A t l a n t ó w , aby „pójść i zobaczyć" w r a z z p i e r w s z y m i o z n a k a m i o s ł a b i e n i a m o c y . N i e w ą t p l i w i e s t a ć i c h b y ł o n a w i ę c e j , a l e z racji u t r a t y zainteresowania t y m zagadnieniem, uznali całe pokolenie z a „ s t a r y e k s p e r y m e n t " n i e w a r t y k ł o p o t a n i a się d a l s z y m i b a d a ­ n i a m i . I t a k w ciągu 2 0 0 - 3 0 0 lat p e ł n e g o w i g o r u życia A t l a n c i m a r n o w a l i 8 lat na o k r e s d z i e c i ń s t w a . A n a w e t to nie b y ł o s t r a t ą , s k o r o specjaliści w y k o r z y s t y w a l i t e n czas, a b y z r o z u m i e ć t e n d e n ­ cje u m y s ł u i n a u c z y ć się, j a k n i m i k i e r o w a ć . W t e n o t o s p o s ó b ciało p o s t r z e g a n o jako n a p ę d , k t ó r e g o teoretyczny potencjał ule­ gał wyczerpaniu. T o t y l e , jeśli c h o d z i o o b y c z a j e A t l a n t ó w z w i ą z a n e z m a ł ­ ż e ń s t w e m , edukacją i ofiarami religijnymi.

74

O DZIEJACH ATLASU OD SAMEGO POCZĄTKU D O OKRESU POPRZEDZAJĄCEGO KATASTROFĘ

P o c h o d z e n i e A t l a s u g i n i e w m r o k a c h dziejów. Z n a m y , co p r a w d a , r e l i g i j n ą wizję j e g o p o c z ą t k ó w , k t ó r a p o w i a d a : „ P r z e b y ­ l i ś m y w o d y ż y w e g o A t l i " . J e d n a k ż e m i m o jej n a t c h n i o n e g o języ­ k a , n i e s p o s ó b u z n a ć jej z a p r a w d o p o d o b n ą . W i z j e t e n a l e ż y r o z u ­ m i e ć raczej w m i s t y c z n y m sensie. I t a k o t o pisze o t y m p e w i e n świecki historyk: „Przybyliśmy tu, uciekając przed z a g ł a d ą . Było nas ośmiu wiozących żywe Z r o " . F r a g m e n t ów p r z y p o m i n a póź­ niejsze relacje o p o d o b n e j treści. W p o e t y c k i c h wizjach p o c z ą t ­ k ó w A t l a s u c z ę s t o p r z e w i j a się m o t y w „ z s t ę p o w a n i a z n i e b i o s " . I n i e w y k l u c z o n e , że ż e g l a r z o m , którzy jako pierwsi dotarli do Atla­ su, bliższe b y ł y r ó w n i n y o d skał, c o m o ż n a ł a t w o wyjaśnić r o z p o ­ w s z e c h n i o n ą w ś r ó d n i c h i d e ą n e g o w a n i a N a t u r y Z d a r z a j ą się r ó w ­ nież i tacy b a d a c z e , k t ó r z y u t r z y m u j ą , że najwcześniejsi o s a d n i c y przybyli do Atlasu „drogą n a p o w i e t r z n ą " albo „poprzez wiatr". Ś w i a d c z y ł o b y t o o t y m , ż e p o s ł u g i w a l i się o n i j a k i m i ś b a l o n a m i czy t e ż s z y b o w c a m i , a l b o w i e m s z t u k i , l a t a n i a o p a n o w a n o d o p i e r o w p ó ź n i e j s z y c h s t u l e c i a c h . P e w n e jest j e d y n i e , ż e n a l e ż e l i o n i d o rasy

wojowniczej. Ylo,

atlantycki

Homer,

opisał

bardzo

pierwszą b i t w ę tych o s a d n i k ó w , nie budząc

szczegółowo

najmniejszych

za­

s t r z e ż e ń c o d o w i a r y g o d n o ś c i p r z e d s t a w i a n y c h p r z e z s i e b i e fak­ t ó w — c z e g o nie m o ż n a już p o w i e d z i e ć o jego p o p r z e d n i c h dzie­ łach. Jeśli więc wierzyć

jego opisowi, który w e d ł u g wszelkiego

p r a w d o p o d o b i e ń s t w a n i e o d n o s i się t y l k o d o s a m y c h p r z y w ó d ­ ców, w b i t w i e u c z e s t n i c z y ł o z a l e d w i e k i l k u A t l a n t ó w d y s p o n u ­ j ą c y c h m o n s t r u a l n ą siłą. M u s i e l i oni s t a w i ć c z o ł a t u b y l c o m , k t ó ­ rzy p o s i a d a l i w s z e l k i e m o ż l i w e n a r z ę d z i a w a l k i , p o t ę ż n ą k a w a l e r i ę i artylerię, jak r ó w n i e ż p e w i e n rodzaj b r o n i przewyższający w s p ó ł ­ czesny karabin w r ó w n y m stopniu, co współczesny karabin prze­ wyższa arkebuz.

A mimo

to Atlanci

„ p o r a z i l i ich

różdżkami"

i „spadli na nich ze s t o ż k ó w " , zadając im d r u z g o c ą c ą klęskę. Ta wzmianka o różdżkach i stożkach nasunęła niektórym komen­ t a t o r o m niedorzeczną myśl, że Atlanci hipnotyzowali w r o g ó w

77

s w y m wzrokiem. Oczywiście, każdy wnikliwy obserwator zare­ agowałby na to śmiechem. Wojna Atlantów z tubylcami trwała p o n a d p i ę ć lat. S t o c z o n o p o d c z a s niej o s i e m d z i e s i ą t sześć bitew. D o p i e r o po t a k d ł u g i m czasie miejscowi poprosili o rozejm. Po­ r o z u m i e n i e z a w a r t o ku o b o p ó l n e j korzyści, c h o ć najeźdźcy, jak to zwykle bywa, złamali jego ustalenia, kiedy tylko nadarzyła się k u t e m u o k a z j a . M i a ł o t o m i e j s c e s t o l a t p r z e d z a ł o ż e n i e m pierwszego kolegium magicznego. W t a m t y c h czasach noszono ze sobą Atlę, kiedy zaistniała t a k a potrzeba. D o p i e r o w później­ s z y m okresie u s a d o w i o n o g o n a w i e ń c z ą c y m g ó r ę o ł t a r z u , cze­ mu towarzyszył podniosły ceremoniał. Musiało jednak upłynąć p o n a d t r z y s t a l a t n i m d o k o n a ł o się p i e r w s z e w i e l k i e M i s t e r i u m Atlasu. O t o jak to niezwykłe w y d a r z e n i e przedstawiają kroniki: „Pewnego pozostał sam, A

razu

trzymając

wtedy to przybyli

wszyscy

ludzie

Merkurego,

prawdziwi

czemu

Wraz z

budowaniem. mu

celowi.

I

Wtedy

to

a

żywy się

I Ziemia była spokojna,

się światłość, mędrcy

zmarli,

przypatrywało

nimi poczęła się sztuka,

pojawiła

i

Atla

Słońce.

mężczyźni z Atlasu i ich kobiety, przyno­

sząc ze sobą swoich bogów i boginie. czuła nic.

sczernieli

a ludzie, której cząstka

zniszczyli

w

tym,

zajęli się

zaczęła służyć złe­

ich przy pomocy

nic o tym nie mówią, ponieważ jest to zapisane

a pustka nie

choć ślepi,

magii.

Kroniki

co istnieje".

N i e t r u d n o o d n i e ś ć w r a ż e n i e , i ż p o w y ż s z y o p i s w y r a ż a for­ m u ł ę : „Si m o n u m e n t u m q u a e r i s , c i r c u m s p i c e " . J a k k o l w i e k b y n i e było, w dziejach Atlasu istniały dwie p o w a ż n e luki m i ę d z y okre­ sem walk pierwszych osadników, okresem wielkiego budowania, a współczesnym okresem, który powołał do istnienia stabilne ' d o m y ' . Jeżeli c h o d z i o te o s t a t n i e , s t o s u n k o w o ł a t w o jest u s t a l i ć czas ich p o w s t a n i a , s k o r o m o g ł y o n e f u n k c j o n o w a ć t y l k o w t e d y , gdy doskonalono Zro. W ciągu n a s t ę p n y c h d w ó c h i pół tysiąca lat Atlas spokoj­ n i e się r o z w i j a ł . P r a c a w f a b r y k a c h p r z e ż y w a ł a r o z k w i t , c z e g o r e ­ z u l t a t e m b y ł o m i ę d z y i n n y m i o d k r y c i e c z a r n e g o fosforu. A t l a n c i składali Atli h o ł d w postaci świateł.

78

W t y m celu palili świece

z ż ó ł t e g o fosforu o s ł o n i ę t e z ł o t ą o t o c z k ą . W t a m t y c h czasach Atla był zakryty. Aż p e w n e g o razu, p o d c z a s w i o s e n n e g o święta zasło­ n y t e s p ł o n ę ł y , ś w i a t ł a z g a s ł y , a ż ó ł t y fosfor z a m i e n i ł się w c z a r n y proszek. Magowie natychmiast poddali go b a d a n i o m i doprowa­ d z i l i Z r o d o d z i e w i ą t e j fazy o b r ó b k i , c o w r a d y k a l n y s p o s ó b z m i e ­ niło w a r u n k i życia. W y e l i m i n o w a n o starość i choroby, a śmierć s t a ł a się c z y m ś d o b r o w o l n y m . C o d z i w n e , k o n s e k w e n c j ą t e g o s t a ­ n u b y ł o z a w i ą z a n i e się W i e l k i e g o S p i s k u . W ciągu o w y c h d w ó c h i pół tysięcy lat Atlanci zdążyli już w y p r a c o w a ć s o l i d n y s y s t e m ' d o m ó w ' . B y ł o ich p o n a d c z t e r y s t a , a k a ż d y z nich mieścił przeciętnie tysiąc dusz. Rządziły n i m i czte­ ry ' d o m y n a d d o m a m i ' . Ich w ł a d c y o t r z y m y w a l i rozkazy z Wyso­ k i e g o D o m u , n a czele k t ó r e g o stał żywy Atla. P o d s t a w ą istnienia Atlasu była p e r m a n e n t n a rewolucja. Nic więc d z i w n e g o , że ów rewolucyjny organizm p o s i a d a ł charakter autokratyczny. H i s t o ­ ria uczy, a u m y s ł p o d p o w i a d a , ż e d e m o k r a c j a jest z e s w e j n a t u r y k o n s e r w a t y w n a . D l a t e g o , j e ś l i c h c e się j ą z m i e n i ć , t r z e b a c h w y t a ć t e u l o t n e c h w i l e , g d y h i s t e r i a i e n t u z j a z m w s t r z ą s a j ą jej p o s a d a m i . O w e chwile umieli wykorzystać Cezar i N a p o l e o n , a także, choć w m n i e j s z y m s t o p n i u , C r o m w e l l i Porfirio D i a z . T y m c z a s e m w A t l a s i e p e w i e n sofista - b o filozofem t r u d n o g o n a z w a ć - p r ó b o w a ł ogłosić m a g i c z n e p r a w o , k t ó r e g o c e l e m b y ł a a f i r m a c j a ó w c z e s n e g o s t y l u życia j a k o c z e g o ś z e w s z e c h m i a r p o ż ą ­ d a n e g o . P r a w o to m i a ł o g o d z i ć w dalszy p o s t ę p u z n a n y za rzecz ze swej n a t u r y s z k o d l i w ą i z n i e c h ę c a ć l u d z i d o s a m e j idei p o d r ó ż y n a W e n u s . W y z n a c z a ł o t e ż m a g o m k o n k r e t n e z a d a n i e d b a ł o ś c i o sta­ t u s q u o . W y d a j e się, ż e t e g o r o d z a j u p r o p o z y c j a n i e d a w a ł a w i e l e m o ż l i w o ś c i jej t w ó r c y i z w o l e n n i k o m . A m i m o t o w i e l u m i e s z k a ń ­ ców Atlasu u z n a ł o ją za g o d n ą uwagi. B a r d z o p r a w d o p o d o b n e , że w i ą z a ł o się t o z o d k r y c i e m d z i e w i ą t e j fazy o b r ó b k i Z r o , k t ó r e m o ­ g ł o w y p r o w a d z i ć z r ó w n o w a g i nawet najspokojniejsze umysły, p o ­ nieważ p r z e w y ż s z a ł o najśmielsze m a r z e n i a . Nic więc d z i w n e g o , że poeci porzucali swe sztylety,

a a r c y k a p ł a n i , p r z e z wiele lat o b m y -

79

ślający s w o j e e k s p e r y m e n t y , p o j m o w a l i n a g l e , ż e m o ż n a u r z e c z y ­ w i s t n i ć ich r e z u l t a t y p r z y p o m o c y c a ł k o w i c i e i n n e j m e t o d y . O s t a ­ tecznie prawie dwie trzecie m i e s z k a ń c ó w Atlasu pochwyciła ta n o w a herezja, a k a ż d y z nich p r a g n ą ł , aby przyjęła ona p o s t a ć p r a w a m a ­ gicznego. N a l e ż y się t u j e d n o w y j a ś n i e n i e .

W

Atlasie k a ż d e p r a w o

m a g i c z n e pełniło równocześnie funkcję p o d s t a w o w e g o p r a w a prak­ t y c z n e g o działania, w związku z c z y m k a ż d a szkoła, k t ó r a popierała d a n e p r a w o , zyskiwała sobie rozgłos. Z historycznego p u n k t u wi­ dzenia stare p r a w a traciły na znaczeniu wtedy, gdy d o k o n y w a n o nowych odkryć związanych ze Z r o , albo nawet w t e d y , gdy działo się c o ś , c o m o g ł o w z a s a d n i c z y s p o s ó b z m i e n i ć p r a k t y k ę s p o ł e c z n ą , zupełnie niczym okrzyk wojenny Disraeliego „ N i e m a pokoju bez h o n o r u ! " , k t ó r y u t o n ą ł w m o r z u spekulacji na temat kosztu prowa­ dzenia bitew, u t r z y m a n i a armii i zachowania p a t r i o t y z m u . W r a z z kolejnym p o s t ę p e m w sprawie Z r o do głosu dochodziła nowa szko­ ł a . I c h o c i a ż w s p o m n i a n y sofista b y ł c z ł o w i e k i e m z e w s z e c h m i a r a m b i t n y m , t o p r a w o , k t ó r e chciał u s t a n o w i ć , b y ł o n a c z e l n y m pra­ w e m ras n i e w o l n i c z y c h . J a k k a ż d y t e g o rodzaju d o k u m e n t „ p r a w o " t o w y s ł a n e d o o c e ­ n y W y s o k i e m u D o m o w i . I c h o c i a ż s p o d z i e w a n o się s u r o w e j k r y t y k i , n i k t nie p r z e w i d z i a ł , ż e w y w o ł a o n o d e z a p r o b a t ę t a k b e z d e n n ą , ż e a ż p r z e s z y w a j ą c ą serca c h ł o d e m . O t o b o w i e m p o r a z p i e r w s z y z d a r z y ł o się b y t e g o r o d z a j u propozycja, n i e s p o t k a ł a się z j a k ą k o l w i e k o d p o w i e d z i ą . M i ę d z y W y s o k i m D o m e m a resztą Atlasu zerwano j a k ą k o l w i e k łączność. W o b e c p o w y ż s z e j sytuacji d o m y , k t ó r e o p o w i a d a ł y s i ę z a i n n o w a c j ą — a k t ó r y c h liczba n i e p r z e k r a c z a ł a 333 — z w o ł a ł y n a d z w y c z a j n e z g r o m a ­ d z e n i e . P o s t a n o w i ł y n a n i m nie sprzeciwiać się W y s o k i e m u D o m o w i , t y l k o rozejść się w s p o k o j u . I t a k t e ż b y się s t a ł o , g d y b y nie p e w n a k o b i e t a , s ł y n ą c a z t e g o , ż e d a w n o t e m u z n a l a z ł a się w o b e c n o ś c i „ D l a

80

N i e j " , k t ó r a p o d n i o s ł a się i g w a ł t o w n i e p o m y ś l a ł a : „ T o Ż y w y A t l a p r z e ­ w o d z i n a s z y m s p i s k i e m " , c z y m ciała d o z r o z u m i e n i a , ż e t o m i ł o ś n i c y n o w e g o p r a w a s ą lojalistami, p o d c z a s g d y m a g o w i e z W y s o k i e g o D o m u są b u n t o w n i k a m i . I s t a ł o się n a g l e w s z y s t k i m jasne, że m a g o w i e z e r w a ­ li z n i m i łączność, p o n i e w a ż sprzeciwił się im ich w ł a s n y p r z y w ó d c a . N a t y c h m i a s t więc p o s t a n o w i l i u d a ć się d o W y s o k i e g o D o m u i z a ż ą d a ć o p i e k i „ D l a N i e j " . A k i e d y już bliscy byli celu, w i e d z e n i d a w n ą p o b o ż ­ nością ugięli się ( a t r z e b a t u w s p o m n i e ć , ż e n a sześcioro h e r e t y k ó w pięć s t a n o w i ł y k o b i e t y ) p o d n a p o r e m r o z s i e r d z o n e j falangi m a g ó w z m i e ­ rzającej p r o s t o n a n i c h . I c h s z y k z a ł a m a ł się n a c h w i l ę t y l k o p o t o , b y z n ó w m o g l i g o z e w r z e ć , usłyszawszy k r z y k k o b i e t y : „ T o t y l k o l u d z i e tacy jak m y ! " . A w t e d y to cała ich a r m i a wzięła w k l i n c z d r o b n ą , liczącą 6 6 o s ó b k o h o r t ę . N a s t ę p n e w y p a d k i p r z y c z y n i ł y się d o o d k r y c i a p r a w ­ dy. A t a k u j ą c y b o w i e m nie zdążyli z a d a ć ż a d n e g o c i o s u , p o n i e w a ż w m g n i e n i u o k a z n i k n ę l i . Od tej chwili w i a d o m y m się s t a ł o , że Atla­ s e m rządzi

Coś

n i e s k o ń c z e n i e bardziej p o t w o r n e g o o d Ż y w e g o Atli.

M a g o w i e z W y s o k i e g o D o m u , k t ó r z y wiedzieli, ż e k a ż d a m a n i f e s t a c j a N a j w y ż s z e g o m u s i z n i w e c z y ć t r u d wielu lat pracy, a b y u n i k n ą ć p o d o b ­ n y c h z d a r z e ń w przyszłości, p o s t a n o w i l i p r z y w d z i a ć k o s z m a r n e m a s k i o d s t r a s z a j ą c e k a ż d e g o , k t o n a nie spojrzał, obfitujące f a n t a s t y c z n y m i z d o b i e n i a m i w y k o n a n y m i w w o l n y m czasie. D o k o n a l i t e ż p e w n y c h z m i a n w s y s t e m i e władzy. W y b r a l i j e d n e g o z p r z y w ó d c ó w

„domów

n a d d o m a m i " , b y s p r a w o w a ł pieczę n a d A t l a s e m , s a m i zaś zaczęli s t r o ­ nić od s p r a w p a ń s t w o w y c h . W t e n s p o s ó b A t l a z n i k n ą ł z życia p u b l i c z ­ n e g o , m i m o i ż n a d a l s k ł a d a n o m u h o ł d i ofiary. P o s ł u g u j ą c się w s p ó ł ­ czesnym językiem

można

powiedzieć, że został

„monarchą

konstytucyjnym". N a s t ę p n e tysiąc lat z a z n a c z y ł o się j a k o o k r e s c i ę ż k i e j p r ó ­ by.

P o n o w n e z a l u d n i e n i e Atlasu w y m a g a ł o wiele wysiłku.

Nic

d z i w n e g o , ż e k o n i e c k o ń c ó w r a s y n i e w o l n i c z e w z n i e c i ł y b u n t , czy

81

też raczej strajk. Z a k o ń c z y ł o g o d o p i e r o u s t a n o w i e n i e ich n o w e j d i e t y w p o s t a c i „ c h l e b a z n i e b a " , k t ó r y t a k b a r d z o o d p o w i a d a ł ich n a t u r z e , że już n i g d y więcej nie s p r a w i a ł y k ł o p o t ó w . T y m c z a s e m w ciągu kolejnych d w u s t u lat doszło do woj­ ny, a d o k ł a d n i e j d o s e r i i w o j e n , k t ó r y c h e c h a p r z e t r w a ł y w n i e k t ó ­ rych greckich legendach traktujących o walkach między b o g a m i a t y t a n a m i . Atlas został z a a t a k o w a n y przez nieprzyjaciela w y p o ­ sażonego w wyjątkowo p o t ę ż n ą b r o ń morską, stosującego takty­ kę nastawioną na: 1. E k s t e r m i n a c j ę ras n i e w o l n i c z y c h , a w r a z z n i m i i s t o t n e g o ele­ m e n t u w produkcji Zro. 2. Zniszczenie Wysokiego D o m u . Ó w p i e r w s z y c e l u d a ł o m u się w d u ż e j m i e r z e o s i ą g n ą ć dzięki t o r p e d o w a n i u pływających skał z łatwych do zdobycia wysp o t a c z a j ą c y c h Atlas, c z y m z a b l o k o w a ł ujścia w o d n e . S t a m t ą d m ó g ł przypuścić atak na Wysoki D o m , bombardując go dzień i noc p r z e z wiele miesięcy, a na d o d a t e k zsyłając na Atlas r o z m a i t e za­ razy. T y m c z a s e m A t l a n c i w w y n i k u b ł ę d n e g o z r o z u m i e n i a p r a w a m a g i c z n e g o b r o n i l i się l i t y l k o r ó ż d ż k a m i i s t o ż k a m i s w o i c h o j ­ ców, k t ó r e w z e t k n i ę c i u z p o t ę ż n ą m a s z y n e r i ą w r o g a i j e g o n i e d o ­ s t ę p n y m i f o r t y f i k a c j a m i o k a z a ł y się m a ł o s k u t e c z n e . N i e b y ł y w stanie wyrządzić szkody r e k i n o p o d o b n y m łodziom p o d w o d ­ n y m w r o g a . Tym s a m y m najeźdźcy m o g l i k o n s e k w e n t n i e realizo­ w a ć swój p l a n p o d b o j u Atlasu. I p r a w d o p o d o b n i e z d o b y l i b y go bez o p o r u , g d y b y nie p e w i e n m ł o d y m a g g o t o w y poświęcić życie d l a o j c z y z n y , k t ó r y p o s t a n o w i ł w z i ą ć o d w e t z a jej k r z y w d y . S k o ­ rzystał ze swego odkrycia, które wykazało, że Z r o w s a m y m swo­ i m z a l ą ż k u ( c z y l i w t e d y , g d y z n a j d u j e się m i ę d z y g l o b a m i ) p o s i a ­ d a m o c w y w o ł y w a n i a reakcji e n d o t e r m i c z n y c h , zamieniając n a przykład wodę m o r s k ą w sodę kaustyczną i kwas hydrochlorowy. Co więcej, b a d a n i a dowiodły, że u z y s k a n y związek był tysiąckrot­ nie bardziej a k t y w n y od swego n a t u r a l n e g o o d p o w i e d n i k a . Ów m a g zauważył, że podczas jego e k s p e r y m e n t u c a ł k o w i t e m u roz-

82

p u s z c z e n i u u l e g ł y k a m i e n n e m i s e c z k i . A d z i a ł o się t o z s z y b k o ś c i ą r ó w n ą t e j , z j a k ą m a s ł o r o z p u s z c z a się n a g o r ą c y m o l e j u . P r z y g o ­ tował więc

s p o r ą ilość u r z ą d z e ń z d o l n y c h w y w o ł a ć

taki efekt

i wrzucił je nocą nieopodal łodzi p o d w o d n y c h wroga. Tym sposo­ b e m d o p r o w a d z i ł d o z n i s z c z e n i a p r a w i e c a ł e j j e g o floty. O b r z a ­ s k u jej n i e d o b i t k i u c i e k ł y w p o p ł o c h u . L e c z m i m o tej d r u z g o c z ą cej p o r a ż k i , w n a s t ę p n y m r o k u n i e p r z y j a c i e l p r z y s t ą p i ł d o k o l e j n e j ofensywy.

T y m r a z e m o g r a n i c z a ł się t y l k o d o d z i e n n y c h w y p a ­

dów, k t ó r y c h g ł ó w n y c h celem było zniszczenie fabryk. M ł o d e m u m a g o w i , w n a g r o d ę za zasługi, p o z w o l o n o dostąpić zaszczytu by­ cia p r z e d s t a w i o n y m Atli, a j e g o p r z y k ł a d zachęcił i n n y c h d o p o ­ szukiwania nowych m e t o d walki z wrogiem. J e d n y m z rezulta­ tów tych poszukiwań było stworzenie sztucznej ciemności, która p o m a g a ł a p r z y p o s ł u g i w a n i u się w c z e ś n i e j w s p o m n i a n ą b r o n i ą . Niestety, z n i k ł y m s k u t k i e m , jako że niezwykła szybkość „reki­ n ó w " czyniła je n i e u c h w y t n y m i dla wojsk Atlasu. Łodzie te po­ w o d o w a ł y straszne spustoszenie, poważnie uszczuplając zasoby Z r o w

Atlasie. Z d n i a n a d z i e ń s y t u a c j a p r z e d s t a w i a ł a się g o r z e j , a ż w k o ń c u

najeźdźcy przystąpili d o a t a k u n a W y s o k i D o m . J e g o s k o m a s o w a n y ostrzał trwał dzień i noc, a statki najeźdźców otaczały płonące tratwy, co w z n a c z n y m s t o p n i u u t r u d n i a ł o jakiekolwiek n o c n e p r ó b y ich dy­ wersji. N a d s z e d ł czas, b y W y s o k i D o m o d w o ł a ł się d o h e r o i z m u s w o ­ ich synów. Najlepsi z m i e s z k a ń c ó w A t l a s u uzbrojeni w d ł u g i e m i e c z e Z r o s k o c z y l i w m o r s k i e czeluści, a b y z g i n ą ć w p a s z c z a c h Z h e e - Z h o u . Z a n i m to j e d n a k nastąpiło zdołali roznieść w p r o c h statki n a p a s t n i ­ k ó w , k t ó r e , r o z ś w i e t l o n e ż a r z ą c y m się n a o t a c z a j ą c y c h j e t r a t w a c h o g n i e m , s t a ł y się ł a t w y m c e l e m d l a i d ą c y c h n a ś m i e r ć w o j o w n i k ó w Atlasu.

Zaatakowanie Wysokiego D o m u

wstrząsnęło Atlantami.

N i e m a l n a t y c h m i a s t p r z y s t ą p i l i d o k o n t r n a t a r c i a , k t ó r e s k o ń c z y ł o się p e ł n y m s u k c e s e m . U d a ł o i m się o d e p r z e ć w r o g a , a w y z w o l o n a m o c trzęsienia ziemi zniszczyła jego krainę. N i k t wszakże nie p o p i e r a ł t e g o r o d z a j u c z y n ó w . D l a t e g o t e ż p o s t a n o w i o n o n a p r z y s z ł o ś ć lepiej za-

83

b e z p i e c z y ć się p r z e d p o d o b n y m i w y z w a n i a m i , p r z e n o s z ą c W y s o k i D o m n a w y s o k ą g ó r ę , o której była już t u m o w a . P o n a d t o , w y b r a n o p e w i e n „ d o m " , k t ó r y m i a ł p i e l ę g n o w a ć „ s z t u k ę w o j n y " oraz niszczyć k a ż d ą ż y w ą i s t o t ę , k t ó r a z b l i ż y ł a b y się n a o d l e g ł o ś ć s t u m i l o d Atli. T r z e b a w s p o m n i e ć o jeszcze j e d n y m w y d a r z e n i u historycz­ n y m , k t ó r e g o wagi nie sposób przecenić, kiedy to kilku głupich A t l a n t ó w zamierzało utworzyć „ I m p e r i u m " , podejmując działalność m i s y j n ą . P i e r w o t n i e A t l a s , t a k j a k w s z y s t k i e r o z w i j a j ą c e się k o l o ­ n i e , z o s t a ł z a ł o ż o n y p r z e z g r u p k ę d z i e l n y c h p i o n i e r ó w , k t ó r z y rośli w siłę, w m i a r ę s w o i c h p o s t ę p ó w . N i e s t e t y w n i e s z c z ę s n y m p r z y ­ p ł y w i e s z a l e ń s t w a ich p o t o m k o w i e g o t o w i byli r o z t r w o n i ć cały t e n potencjał, usiłując narzucić swoją d o m i n a c j ę w k r a i n a c h nieprzy­ stających d o ich g e n i u s z u . Rzecz jasna, z a m i e r z a l i t y m s p o s o b e m z d o b y ć l i c z n i e j s z ą siłę r o b o c z ą , k t ó r a p o w i ę k s z y ł a b y z a s o b y s u r o ­ w e g o Z r o . W y p r a w a t a k a w i ą z a ł a się j e d n a k z n a d z w y c z a j n y m i k o s z ­ t a m i . Z n a u k o w e g o p u n k t u w i d z e n i a n i e o p ł a c a ł o się w y s y ł a ć s t a t ­ k ó w p o s i a d a j ą c y c h m n i e j niż s t u w o j o w n i k ó w . W y m a g a ł o t o t a k i e j ilości Z r o , jakiej p o w i n n o d o s t a r c z y ć z a t r u d n i e n i e s i e d m i u t y s i ę c y n i e w o l n i k ó w . T o zaś o z n a c z a ł o , ż e t r z e b a b y ł o z b u d o w a ć g i g a n t y c z ­ ne statki. M i m o iż pod względem militarnym wyprawa zakończyła się z w y c i ę s t w e m ,

w y m o r d o w a n o p o d c z a s niej

prawie wszystkich

t u b y l c ó w . C i , k t ó r z y o c a l e l i , o k a z a l i się b a r d z o s ł a b y m i r o b o t n i k a ­ m i , n i e m a l dziesięciokrotnie mniej w y d a j n y m i od r o d z i m y c h nie­ w o l n i k ó w w Atlasie. P o n a d t o , ściągnięci z Atlasu niewolnicy zara­ zili się o d t u b y l c ó w s t r a s z n y m i c h o r o b a m i , k t ó r e s p r o w a d z i ł y n a nich m a s o w y p o m ó r . I chociaż dzięki t y m k r w a w y m ofiarom I m p e ­ r i u m Z a c h o d n i o a f r y k a ń s k i e p r z e t r w a ł o prawie d w a stulecia, osta­ tecznie odeszło w niesławie jak f r a n c u s k a w y p r a w a do M e k s y k u , czy też a n g i e l s k a do I n d i i i Afryki P o ł u d n i o w e j .

84

W ś r ó d g ł ó w n y c h p r z y c z y n tej p o r a ż k i n a l e ż y w y m i e n i ć okrutny klimat nowych krain, który uniemożliwiał wychowanie dzieci, a n a w e t u t r z y m a n i e k o b i e t , p r z e d e w s z y s t k i m j e d n a k fakt, że s u r o w e Z r o nie p o s i a d a ł o t a k wysokiej jakości jak Z r o w y t w a ­ r z a n e w A t l a s i e . T y m c z a s e m p o z a g r a n i c a m i swej k r a i n y A t l a n c i nie byli w stanie g e n e r o w a ć z siebie Z r o . O t r z y m a l i więc solidną n a u c z k ę . N i g d y więcej nie przyszło im na m y ś l zboczyć z o b r a n e ­ go przez

siebie

kursu.

Większość

z

nich wróciła

do Atlasu,

ale niektórzy, jak t o c z ę s t o b y w a z e z w y c i ę s k i m i k o l o n i s t a m i , p o ­ g r ą ż y l i się w d e g e n e r a c j i , p o r z u c a j ą c Z r o n a r z e c z z w y k ł e j ż y w n o ­ ści, w c h o d z ą c w z w i ą z k i m a ł ż e ń s k i e z m i e j s c o w ą l u d n o ś c i ą i o s i ą ­ gając niższy p o z i o m n a w e t od p o t o m k ó w tych, k t ó r z y w o w y c h czasach byli r ó w n i n i e w o l n i k o m z Atlasu.

85

O KATASTROFIE I TYM, CO JĄ POPRZEDZAŁO, A TAKŻE O PRAWDOPODOBNYCH JEJ PRZYCZYNACH

J a k d o t ą d w swych opowieściach o Z r o niewiele w s p o m i ­ n a ł e m n a t e m a t c e c h tej n i e z w y k ł e j s u b s t a n c j i . T y m c z a s e m p o w i ­ n i e n e m wyjaśnić, że s u r o w e Z r o we wszystkich dziewięciu fazach obróbki, kiedy było wytwarzane przez niewolników i spożywane w „domach", posiadało znacznie mniejszą m o c od swego odpo­ wiednika uzyskiwanego przez Atlantów i spożywanego w Wyso­ k i m D o m u . I tak na przykład w fabrykach surowe Z r o należało p r o d u k o w a ć przy zachowaniu maksymalnych środków ostrożno­ ści. N a t o m i a s t p i e r w s z ą f a z ę o b r ó b k i k a p ł a ń s k i e g o Z r o m o ż n a było w y k o n a ć wszędzie. Wystarczyło skierować Z r o do odpowied­ niego p o j e m n i k a . Ż a d n e zabezpieczenia nie były p o t r z e b n e . M o ­ g ł o b y t o w s k a z y w a ć n a fakt, ż e Z r o w y t w a r z a n e w W y s o k i m D o m u p o s i a d a ł o większą m o c i wyższy s t o p i e ń czystości. W swych eks­ p e r y m e n t a c h z t ą s u b s t a n c j ą m a g o w i e w y k o r z y s t y w a l i r a c z e j śla­ d o w e jej i l o ś c i . N a t o m i a s t , g d y b y c h c i e l i z a s t ą p i ć j ą Z r o p r o d u k o ­ w a n y m w fabrykach,

potrzebowaliby go

tyle,

ile

zdołanoby

w y p r o d u k o w a ć w c i ą g u k i l k u s e t lat ciężkiej pracy.

N i e jestem

w s t a n i e w y p o w i a d a ć się n a t e m a t t y c h e k s p e r y m e n t ó w , p o n i e ­ waż misteria Wysokiego D o m u zawsze u t r z y m y w a n o w tajemni­ cy i n a w e t D z i e d z i c e A t l a n t y d y wiedzieli o nich niewiele. K o l e j n e rasy m a g ó w m u s i a ł y o d k r y w a ć j e n a n o w o . P r a w d o p o d o b n i e t ę czy i n n ą p o s t a ć Z r o u n i e r u c h o m i o n o i u ż y t o d o i m p r e g n a c j i k o ­ lumny, która, jak głosi l e g e n d a „sięgała środka Z i e m i " , a najpew­ niej k i l k u s e t m i l w g ł ą b g l o b u . O w a k o l u m n a , j a k k o l w i e k d ł u g a , bez w ą t p i e n i a m i a ł a swój c z u b e k p o d s a m y m z b i o r n i k i e m W y s o ­ kiego D o m u . Jej b u d o w ę u k o ń c z o n o siedemdziesiąt lat przed „ka­ t a s t r o f ą " , a l e n a j w y r a ź n i e j n i k t n i e p o s t a r a ł się o t o , b y s p o ż y t k o ­ w a ć j ą w e właściwy s p o s ó b . K t o wie, m o ż e już w t e d y m y ś l a n o o n a d c h o d z ą c e j „katastrofie"? M o ż e już w t e d y k o l u m n a ta s t a n o ­ wiła część p e w n e g o p l a n u , k t ó r e g o i n n ą częścią b y ł o w y d a r z e n i e , o j a k i m za chwilę o p o w i e m ? W y d a r z e n i e m t y m były narodziny dziecka w Wysokim D o m u , o tyle niezwykłego, że nie posiadającego z n a m i e n i a wła-

89

ściwego c ó r o m Atlasu. J u ż s a m fakt narodzin dziecka w t a k i m miejscu r o d z i p y t a n i e , czy a b y n a p e w n o c h o d z i ł o o „ n a r o d z i n y " . S k ł o n n y j e s t e m raczej sądzić, ż e m a g o w i e d o p r o w a d z i l i Z r o d o j e d e n a s t e j fazy o b r ó b k i , k i e d y p r z y j ę ł o o n o l u d z k ą p o s t a ć i z a c z ę ­ ł o ż y ć w ł a s n y m ż y c i e m ! C a ł k i e m p r a w d o p o d o b n a w y d a j e się t e ż teoria przytoczona w rozdziale o p o d z i e m n y c h o g r o d a c h Atlasu, k t ó r a p o w i a d a o „Aniele z W e n u s " . Jej zwolennicy u t r z y m u j ą , że d z i e c k o n i e n a r o d z i ł o się z k a p ł a n k i , lecz z Ż y w e g o A t l i . Tak czy inaczej cały kraj o g a r n ę ł a n i e o k i e ł z n a n a euforia. W s z y s c y o c h o c z o z a b r a l i się d o p r a c y z e z w i ę k s z o n y m j e s z c z e w y ­ siłkiem. Ich zapał m i a ł c h a r a k t e r deliryczny. Ó w stan t r w a ł bez p r z e r w y przez jedenaście lat, k i e d y to nagle, bez ostrzeżenia n a d ­ szedł rozkaz, by k a ż d y m ę ż c z y z n a , k a ż d a k o b i e t a i k a ż d e dziecko wzięli u d z i a ł w o d n o w i e n i u W y s o k i e g o D o m u . N i e s ą m i w i a d o ­ m e k o n k r e t n e s z c z e g ó ł y n a t e m a t t e g o , c o się w t e d y w y d a r z y ł o , ani n a w e t nie p r ó b u j ę z g a d y w a ć . W i e m t y l k o tyle, ż e jeszcze t e g o samego dnia siedmiu ochotników,

heroicznych wygnańców ze

świata d ó b r w y p r a c o w a n y c h z m o z o ł e m przez stulecia, samowol­ nych podróżników po nieznanej planecie, Dziedziców Atlantydy, odwróciło swoje t w a r z e od W y s o k i e g o D o m u i zaczęło podążać w s t r o n ę o d l e g ł y c h gór,

by t a m strzec Tajemnic Świętej

Rasy

i w o d p o w i e d n i m czasie p r z e k a z a ć je specjalnie do t e g o celu przy­ s t o s o w a n y m d z i e c i o m p o z o s t a ł y c h z i e m s k i c h ras, aby i n n y lud m ó g ł p o d j ą ć się z a d a n i a , k t ó r e t u j u ż z o s t a ł o u k o ń c z o n e . Ledwie szczyt Atlasu zdążył zniknąć im za h o r y z o n t e m , a całą tę p i ę k n ą krainę spotkała „katastrofa". Wysoki D o m wraz z e z n a j d u j ą c ą się p o d n i m k o l u m n ą o r a z w s z y s t k i m i m i e s z k a ń c a ­ mi Atlasu wystrzelił w k o s m o s przy wtórze milionów błyskawic, zupełnie jakby g n a ł o go t a m

niezwykłe przyciąganie zielonego

blasku chwały lśniącego po zmierzchu na Zachodzie. I oto nagle Ziemia, kiedy opuścił ją bóg, n a t y c h m i a s t pod­ d a ł a się k a t u s z o m . N a j p i e r w w o d y m o r s k i e w d a r ł y się w c z e l u ś ć pozostawioną przez k o l u m n ę . P o t e m zadrżała równina, a potężne

90

wstrząsy targnęły p o s a d a m i Atlasu, pogrążając jego „ d o m y " i rów­ n i n y w w o d a c h o c e a n u . B a ł w a n y m o r s k i e p r z e t o c z y ł y się p r z e z całą p l a n e t ę , w s z ę d z i e zaś s t r a s z l i w e p o w o d z i e p u s t o s z y ł y wioski i m i a s t a . W k o ł o s z a l a ł a b u r z a , g r u n t t r z ą s ł się p o d n o g a m i , n i k t n i e b y ł w s t a n i e p o w s t r z y m a ć z a g ł a d y . I n a w e t d z i s i a j w i e ś c i o niej o g a r n i a j ą l u d z k o ś ć p r z e r a ż e n i e m , a l b o w i e m z całej tej k r a i n y oca­ l a ł y n i e l i c z n e p u s t e w i e r z c h o ł k i m a j ą c e ś w i a d c z y ć o tej z g r o z i e , k t ó r a odeszła z przeszłością. P o z o s t a l i ś m y r ó w n i e ż my, d u m n i dzie­ dzice Atlantydy, k t ó r y c h m a m zaszczyt być n a j m ł o d s z y m i naj­ mniej w a r t o ś c i o w y m spadkobiercą. A całą resztę spowiło zapo­ mnienie niczym noc, kiedy wygasło słońce. N i e p o d d a w a j m y się j e d n a k z g o r z k n i e n i u ! ducha współzawodnictwa!

A l b o w i e m jeśli

Nie traćmy

nie p o d e j m i e m y p o ­

d o b n e g o w y s i ł k u , n a s z a p l a n e t a n a z a w s z e u t r a c i n a l e ż n e jej m i e j ­ sce w n i e b i e , a l u d z k o ś ć n i g d y n i e d o s t ą p i s ł o ń c a ! O L u d u Z i e m i ! Poszukuj dziedziców Atlantydy. Niechaj u t w o r z ą z W a s falangę. Niechaj z b u d u j ą z W a s p i r a m i d ę , której wierzchołek sięgnie na­ leżnego W a m miejsca. Niechaj u t w o r z ą n o w ą dynastię Atlantów, k t ó r z y w e z m ą w swoje ręce d a l s z e losy Z i e m i i p o d ą ż ą swoją w ł a s n ą ścieżką do nieba i do naszego P a n a , Słońca! — co powiedziawszy, j e d e n z dziedziców A t l a n t y d y położył r ę k ę na udzie i złożył ślubo­ wanie: „Przysięgam na niewypowiedziane..., Tla, i na święte Zro, ż e t a k się s t a n i e " i w s t ą p i ł d o c i a ł a n o w e g o A t l i , k t ó r y żyje n a Ziemi.

91

B i b l i o g r a f i a

B ł a w a t s k a , H e l e n a R, Doktryna tajemna, I n t e r a r t , W a r s z a w a 1 9 9 5 B u g a j , R y s z a r d , Hermetyzm, O s s o l i n e u m , W r o c ł a w 1 9 9 1 Cegielski, Tadeusz, Ordo ex Chao, Wydawnictwo Bellona, Warszawa 1994 Chodkiewicz Kazimierz,

Ewolucja

ludzkości. Zarys antropogenezy

okultystycznej, W y d a w n i c t w o A s t r u m , W r o c ł a w

1995

Crowley, Aleister, The Book of Lies, Samuel Weiser Inc., York Beach 1 9 8 1 Crowley, Aleister, Księgi Bestii, p r z e ł . D a r i u s z M i s i u n a , W y d a w n i c t w o Fox, W r o c ł a w 2 0 0 0 Crowley, Aleister, Magick Without Tears, N e w Falcon Publications, Tempe 1994 E l i a d e , M i r c e a , Psychologia a alchemia, p r z e ł . R o b e r t R e s z k e , Wydawnictwo Wrota, Warszawa 1999 G o d w i n , J o s c e l y n , Arktos. The Polar Myth In Science, Symbolism, and Nazi Survival, A d v e n t u r e s U n l i m i t e d Press, K e m p t o n 1 9 9 6 G r a v e s , R o b e r t , Biała Bogini, p r z e ł . I r e n e u s z K a n i a , W y d a w n i c t w o Alfa, W a r s z a w a 2 0 0 0 H y m e n a e u s B e t a , ( e d . ) , The Equinox. Vol. III. No. 10, S a m u e l W e i s e r I n c . , York B e a c h 1 9 9 0 King, Francis, Sexuality, Magic & Perversion, Feral H o u s e , Los Angeles 2 0 0 2 K i n g , F r a n c i s , (ed.) The Secret Rituals of the O.T.O., T h e C . W D a n i e l Company, London 1973 P l a t o n , Timajos. Kritias, p r z e ł . P a w e ł Siwek, P W N , W a r s z a w a 1 9 8 6 Suster, G e r a l d , Dziedzictwo Bestii, p r z e ł . D a r i u s z M i s i u n a , Wydawnictwo Okultura, Warszawa 2002 S y m o n s , J o h n , The Beast 666, T h e P i n d a r Press, L o n d o n 1 9 9 7 S y m o n d s , J o h n , G r a n t , K e n n e t h , (ed.) The Confessions of Aleister Crowley, A r k a n a B o o k s , L o n d o n 1 9 8 9

Subscribe

© Copyright 2013 - 2018 AZDOC.PL All rights reserved.