1 1 Dwie Miłości

===LUIgTCVLIA5tAm9PfU5+T3pMbAFgBH4XYgxlBDMBMXEGdlgoRA== @kasiul ===LUIgTCVLIA5tAm9PfU5+T3pMbAFgBH4XYgxlBDMBMXEGdlgo...

6 downloads 883 Views 839KB Size

===LUIgTCVLIA5tAm9PfU5+T3pMbAFgBH4XYgxlBDMBMXEGdlgoRA==

@kasiul

===LUIgTCVLIA5tAm9PfU5+T3pMbAFgBH4XYgxlBDMBMXEGdlgoRA==

===L

Rozdział 1 Delilah, wstawaj! Znowu się spóźnisz do pracy. Otworzyłam oczy. Nade mną stała moja współlokatorka Jenny. – Pamiętasz, co Frank powiedział? Że jak jeszcze raz się spóźnisz, to cię wyleje! – Cholera. – Sięgnęłam po telefon leżący na stoliku. Wpół do dziewiątej. Cholera jasna! – Czemu nie obudziłaś mnie wcześniej? – Zerwałam się z kanapy. – Jak to nie? Powiedziałaś, że zaraz wstajesz. Poszłam biegać, wracam, a ty co? Rzuciłam się do łazienki, wycisnęłam pastę na szczoteczkę i, gwałtownie szorując zęby, pognałam do swojego pokoju. Chwyciłam leżące na podłodze wczorajsze dżinsy, wciągnęłam je szybko i złapałam czerwoną koszulkę z napisem „U Franka”. Wyplułam pastę do umywalki i wypłukałam usta, po czym szybko przeleciałam szczotką po długich brązowych włosach i związałam je w koński ogon. Złapałam torebkę, wrzuciłam do niej przybory do makijażu i wypadłam z domu. Zostało mi dokładnie dziesięć minut, żeby dotrzeć w pracy. Trzeba było wcześniej wrócić do domu wczoraj wieczorem, ale jakoś tak wyszło. Wszystko miałam dokładnie wyliczone: biegiem będę tam dokładnie o ósmej pięćdziesiąt pięć, czyli na pięć minut przed czasem. Frank nie będzie mógł powiedzieć mi złego słowa. Pięć minut to akurat, żeby zrobić w łazience makijaż. Bez przerwy się spóźniałam i dostałam już przez to więcej upomnień, niż mogłam spamiętać. Gdyby to zależało ode mnie, rzuciłabym to w diabły, ale potrzebowałam tej roboty. Kiedy mijałam stoisko Freddiego, krzyknął za mną: – Znów w niedoczasie, Delilah? – Jak zwykle, Freddie – uśmiechnęłam się. Już w drzwiach restauracji zerknęłam na zegarek. Ufff! Była za pięć dziewiąta. – Jest duży ruch, Delilah. Bierz się do roboty – rzucił Frank sucho. – Moja zmiana zaczyna się za pięć minut – odparłam i poleciałam do łazienki. Przed lustrem umalowałam niebieskie oczy beżowym cieniem i wytuszowałam rzęsy. Omiotłam policzki różem, a na usta nałożyłam jasnoróżowy błyszczyk. Równo o dziewiątej usłyszałam, że Frank wykrzykuje moje imię. – Rany, Frank, jestem przecież – powiedziałam, zakładając fartuch i sięgając po notes do zamówień. Poranny ruch w końcu ustał i trzeba było przygotować się do pory obiadowej. – Delilah, chcę z tobą porozmawiać na zapleczu. W tej chwili! Przewróciłam oczami. – O co chodzi, Frank? – Przestań się wdawać w rozmowy z klientami. Oni nie przychodzą tu sobie pogawędzić, tylko zjeść. Więc przyjmuj zamówienie i do roboty. Mamy ich przyjąć, obsłużyć i wygonić najszybciej jak się da. Czas to pieniądz, Delilah, nie będę ci tego powtarzał. – Dobrze, Frank. Nie będę rozmawiać z klientami. Do lokalu powoli napływali obiadowi goście i znowu zaczęło się szaleństwo.

– Frank znów się ciebie czepia? – zapytała druga kelnerka, Daphne. – Jak zwykle – uśmiechnęłam się i poszłam do stolika numer pięć przyjąć zamówienie. Wiszące nad drzwiami dzwoneczki rozdzwoniły się, a gdy się obejrzałam, zobaczyłam mężczyznę w garniturze – bardzo przystojnego mężczyznę w garniturze – wchodzącego do środka z małą dziewczynką. Weszłam do kuchni i przyczepiłam zamówienie do tablicy. Gdy się odwróciłam, okazało się, że siedzą w moim sektorze. – Dzień dobry. Czy podać coś do picia, zanim przejrzą państwo kartę? Podniósł na mnie niebieskie oczy. – Ja wezmę kawę, a ona mleko. – Ja chcę sok, tato. – Poprawka. Dla niej sok – uśmiechnął się. Nalałam mu kawy, a przed dziewczynką postawiłam kubek soku z przykrywką i słomką. Była przesłodka, z długimi, lekko pofalowanymi blond włosami i wielkimi zielonymi oczami. – Czy już coś państwo wybrali? – zapytałam, wyjmując notatnik z kieszeni fartucha. – Poproszę miks warzyw z sosem włoskim i bulion z makaronem. A dla niej ser z grilla. – Chciałabyś do tego frytki, słonko? – uśmiechnęłam się do niej. – Poproszę. – Miks warzyw, bulion i grillowany ser. Już podaję. Położyłam kartkę z zamówieniem na ladzie i zajęłam się innymi stolikami w swoim sektorze. – Ależ ciacho ten facet z małą – mruknęła Daphne, przechodząc obok mnie. – Wiem. Nie mogę przestać się na niego gapić. W życiu nie widziałam tak idealnego faceta. – Nie ma nic bardziej pociągającego niż seksowny facet z dzieckiem – uśmiechnęła się. Seksowny to on był, nie ma co. Miał nieco powyżej metra osiemdziesiąt, doskonale ułożone, krótkie jasnobrązowe włosy i niesamowicie błękitne oczy. Zdecydowana linia szczęki i szlachetne kości policzkowe wyglądały jak na posągu jakiegoś bóstwa. Z rozmarzenia wyrwał mnie sygnał, którym Frank dawał mi znać, że zamówienie jest gotowe. Podeszłam, postawiłam talerze na tacy i zaniosłam do jego stolika. – Proszę bardzo. Sałatka z włoskim sosem i bulion z makaronem. I grillowany ser z frytkami dla młodej damy. Zachichotała. – Jak masz na imię? – zapytała. – Delilah. A ty? – Sophie. – Sięgnęła po frytkę i ugryzła koniuszek. – Miło cię poznać, Sophie. Zerknęłam na jej ojca, który nie spuszczał ze mnie wzroku. – Delilah to ładne imię. – Dziękuję – uśmiechnęłam się i odeszłam z łopoczącym sercem. W restauracji z każdą chwilą przybywało ludzi. Obsłużyłam kilka innych stolików. Kiedy znów powróciłam do tego, przy którym siedziała Sophie i jej tata, mała właśnie wywróciła jego filiżankę z kawą.

– Przepraszam, tato – zaniosła się płaczem. – Nic się nie stało, Sophie. To był wypadek. Pobiegłam po ręcznik, a gdy wróciłam, Sophie zalewała się łzami w ataku histerii. Zgarnęłam rozlaną kawę ze stołu, podczas gdy on serwetką wycierał sobie spodnie. – Nic się nie stało, Sophie. To był wypadek – powiedziałam, żeby ją uspokoić, ale bez rezultatu. – Skarbie, proszę cię, przestań. Nic się nie stało. Ludzie wokół zaczęli odwracać się w naszą stronę. Usiadłam obok Sophie i zanuciłam: – Uparty, mały pająk na rynnę kiedyś wlazł. Gdy przyszedł deszcz, wraz z kroplą z rynny spadł. Po chwili słońce wysuszyło świat, więc uparty, mały pająk na rynnę znowu wlazł. – Przebiegłam palcami w górę jej ramienia, powodując u niej wybuch śmiechu. – Delilah, co ci mówiłem o pogaduszkach z klientami? – Frank, chciałam ją tylko uspokoić. To przecież dziecko, na litość boską. – Nie będę więcej strzępił sobie języka. Dosyć tego. Zwalniam cię. Siedząc tam i patrząc na tego bezdusznego drania, poczułam narastający gniew. Wstałam, zdjęłam fartuch i cisnęłam nim we Franka. – Nie możesz mnie zwolnić, bo sama odchodzę! Poszłam na zaplecze, złapałam torebkę i wypadłam jak burza z restauracji. Gdy szłam ulicą, nagle usłyszałam, że ktoś woła mnie po imieniu. – Delilah. Przystanęłam i obejrzałam się. Za mną szli Sophie i jej tata. – Przykro mi z powodu pani pracy. – Niepotrzebnie. Frank to kawał s… – Spojrzałam na Sophie. – To wredny facet. – Zaśpiewasz mi jeszcze? – zapytała Sophie i podniosła na mnie oczka. – Pewnie – uśmiechnęłam się i przykucnęłam na wprost niej. Odkaszlnęłam. – Jesteś moim słoneczkiem, jedynym słoneczkiem, i świecisz dla mnie w pochmurne dni. Ty nawet nie wiesz, jak bardzo cię kocham. Nie odbieraj słonka mi. – Ładnie śpiewasz. Prawda, tato? – Prawda, Sophie. Ma pani piękny głos. – Dziękuję. Przyglądał mi się badawczo przez chwilę, po czym wsunął rękę do kieszeni i wydobył białą wizytówkę. – Nazywam się Oliver Wyatt z Wyatt Enterprises. Czy mogłaby pani zajrzeć do mnie do biura dzisiaj około szesnastej? Chciałbym z panią porozmawiać. – Wręczył mi wizytówkę. – Po drugiej stronie jest adres. Dobra, to zaczynało wyglądać nieco dziwnie. Czego on mógł ode mnie chcieć? – Oczywiście, ale czy mogę wiedzieć, o co chodzi? – Przekona się pani u mnie w biurze. Do zobaczenia o czwartej, pani…? – Graham. Delilah Graham. Skinął głową, a kąciki jego ust uniosły się lekko, po czym obydwoje odwrócili się i odeszli w

przeciwnym kierunku. Sophie obejrzała się przez ramię i pomachała mi z uśmiechem. ===LUIgTCVLIA5tAm9PfU5+T3pMbAFgBH4XYgxlBDMBMXEGdlgoRA==

Rozdział 2 Gdy weszłam do mieszkania, nakryłam Jenny, jak bzykała się na kanapie ze swoim chłopakiem Stephenem. – Co robisz w domu? – zapytała, podnosząc się i spoglądając na mnie zza oparcia. – Odeszłam z restauracji. Chociaż właściwie to najpierw Frank mnie wywalił. Jenny poprawiła na sobie bieliznę i wciągnęła z powrotem bluzkę. Stephen podciągnął spodnie i spojrzał na mnie. – A niech to, Delilah. Poszłam do siebie do pokoju i wyciągnęłam się na łóżku. Jenny położyła się obok mnie i obydwie gapiłyśmy się w sufit. – Dlaczego cię zwolnił? – Ponieważ zaśpiewałam piosenkę dzieciakowi, który płakał, bo rozlał kawę. – Bydlak. – Wiem. – Ej, Jenny, będę leciał, kotku. Zobaczymy się później. Przykro mi z powodu twojej roboty, Delilah. – Dzięki, Stephen. Przepraszam, że wam przerwałam. – Uśmiechnęłam się, przenosząc wzrok na Jenny. – Nie ma problemu. I tak nie mógł dojść od godziny. – Chwyciła mnie za rękę. – I co myślisz teraz zrobić? – Nie wiem. Najdziwniejsze w tym wszystkim jest to, że ojciec tej małej to Oliver Wyatt. Dał mi swoją wizytówkę i poprosił, żebym przyszła do niego do biura o czwartej, bo chce ze mną o czymś porozmawiać. – Ten Oliver Wyatt? – Tak myślę. A co, jest ich więcej? – Nie w Nowym Jorku. Słyszałam o nim różne rzeczy. Wygoogluj go sobie w wolnej chwili. Muszę się zbierać. Lecę do warzywniaka, mamy dostawę pomarańczy. – Uśmiechnęła się, po czym wstała i poszła do swojego pokoju. Podniosłam się, otworzyłam laptopa i wstukałam Olivera Wyatta w wyszukiwarce. Matko, ależ ciacho. W dole brzucha poczułam dziwne drżenie, a to nie zdarzyło mi się nigdy wcześniej od zwykłego patrzenia na kogoś. Kliknęłam grafikę, na co otworzyła się prawdziwa lawina jego zdjęć z różnymi kobietami. Na ostatnich pojawiał się z jakąś blond Barbie. Podpis pod zdjęciem głosił: „Oliver Wyatt ze swoją partnerką, Laurel Madison, na imprezie w ramach akcji charytatywnej Domy dla Nadziei”. Wszystkie kobiety na zdjęciach z nim były olśniewające i wypełnione botoksem. Wyjęłam wizytówkę z torebki i spojrzałam na adres. Jego biurowiec znajdował się przy Zachodniej Czterdziestej Trzeciej ulicy. Zerknęłam na telefon. Było piętnaście po trzeciej. Taksówką nie powinno mi to zająć dłużej niż piętnaście minut, ale o tej godzinie mogło być różnie. Podeszłam do szafy i wyciągnęłam czarną letnią sukienkę. – Będzie musiała oblecieć – powiedziałam sama do siebie. Nie chciałam iść do niego do biura w

dżinsach. Przebrałam się, rozpuściłam włosy i nastroszyłam je palcami, spryskując lekko lakierem, żeby dodać im nieco puszystości. Poprawiłam makijaż i włożyłam na nogi sandały na małym obcasie. Przywołałam taksówkę i kazałam kierowcy zawieźć się na Zachodnią Czterdziestą Trzecią. Gdy stanęłam przed wysokim przeszklonym budynkiem, ogarnęło mnie zdenerwowanie. Weszłam przez olbrzymie drzwi obrotowe i w pierwszej kolejności zostałam poddana kontroli osobistej, a następnie wskazano mi ogromną łukowatą recepcję na wprost imponującej fontanny ściennej. – Czym mogę służyć? – zapytała ładna blondynka z włosami upiętymi w ciasny koczek. – Mam spotkanie z panem Wyattem o czwartej. – Pani godność? – spytała, podnosząc słuchawkę. – Delilah Graham. – Pani Delilah Graham do pana Wyatta. Spotkanie o czwartej. Spojrzała na mnie orzechowymi oczami. – Pan Wyatt czeka na panią. Windą po prawej, dwudzieste drugie piętro. – Dziękuję. – Uśmiechnęłam się uprzejmie i ruszyłam we wskazanym kierunku. Winda czekała już na mnie otwarta i weszłam do środka. Czułam ściskanie w dołku i nie bardzo wiedziałam dlaczego. Ludzie nigdy nie powodowali we mnie zdenerwowana, ale Oliver Wyatt wywoływał jakiś niepokój. Może to przez ten jego zabójczy wygląd albo otaczającą go atmosferę pewności siebie, kontroli i zdecydowania. Drzwi windy otworzyły się i, gdy wyszłam, uśmiechnęła się do mnie kobieta o długich czarnych włosach i zaskakująco czerwonych, pełnych ustach. – Pani Graham? Wstała i poprowadziła mnie do wielkich drzwi z ciemnego drewna. Nacisnęła klamkę i otworzyła je, zapowiadając moje przybycie. Oliver siedział za olbrzymim, półkolistym biurkiem, ze ścianą okien za plecami. – Pani Graham, dziękuję, że pani przyszła. Proszę usiąść – powiedział bez cienia uśmiechu. Zajęłam miejsce na wyściełanym skórą krześle naprzeciw jego biurka, a on usiadł w swoim dyrektorskim fotelu. Byłam jednym wielkim kłębkiem nerwów i uśmiechnęłam się niepewnie w jego stronę. – Zaprosiłem tu panią, bo chciałem się dowiedzieć, czy ma pani doświadczenie w opiece nad dziećmi. – Hm? – mruknęłam głupio zbita z tropu. Zmrużył oczy. – Czy ma pani kwalifikacje do zajmowania się dziećmi? – Jeżeli wychowanie trójki rodzeństwa uznać za kwalifikacje do zajmowania się dziećmi, to tak. Ale formalnego wykształcenia w tym kierunku nie mam. Odchylił się do tyłu w fotelu i uniósł głowę. – Słucham dalej. – Przepraszam, czy to jest jakaś rozmowa rekrutacyjna? – Można by tak powiedzieć. Szukam kogoś do opieki nad córką. – Ma pan na myśli nianię? – Tak.

– W Nowym Jorku jest multum agencji opiekunek do dzieci, wystarczy zadzwonić. – Tak, wiem – odrzekł poirytowany. – Ale jak dotąd żadna z nich się nie sprawdziła. Moja córka ma pewne problemy. Niedawno straciła matkę i nie najlepiej sobie z tym radzi. Potrafi być trudna i wszystkie nianie, które do tej pory zatrudniłem, po jakimś czasie zrezygnowały. Uniosłam brwi. – A ile Sophie ma lat? Nie wygląda na więcej niż pięć. – Ma pięć lat i bardzo silny charakter. Roześmiałam się. – Jak większość dziewczynek już od urodzenia. Moja uwaga nie rozbawiła go, za to rzucił mi surowe spojrzenie. – Dzisiaj w restauracji zauważyłem, że patrzy na panią jakoś inaczej niż na inne opiekunki. Odniosłem wrażenie, że wzbudziła pani jej sympatię i zaufanie, wydawała się spokojniejsza. Nie będę pani okłamywał, przeprowadziłem małe rozpoznanie na pani temat. Wiem, że w wieku osiemnastu lat w Chicago straciła pani matkę i została prawnym opiekunem dwóch braci i siostry. – Aha. No tak, pewnie ma pan możliwości, żeby dowiedzieć się wszystkiego o wszystkich. – Owszem. I mam też wrażenie, że pilnie potrzebuje pani pracy. Miał rację. Byłam pod ścianą i jeżeli miał dla mnie jakąś propozycję, nie chciałam go okłamywać. – Zajmowałam się Bradenem, Colette i Tannerem, nawet gdy byłam zupełnie mała. Moja mama była alkoholiczką i nie była w stanie utrzymać się w żadnej pracy. Przez całą noc piła, a potem spała cały dzień, więc to ja jako najstarsza musiałam zajmować się resztą. A więc, odpowiadając na pana pytanie, mam bardzo bogate doświadczenie w opiece nad dziećmi. – A pani ojciec? – zapytał. Jezu, czy przejdzie mi to przez gardło przy kimś takim jak on? Wzięłam głęboki oddech, bo to pytanie wkraczało w bardzo intymną sferę mojego życia. – Każde z nas ma innego ojca. Moja mama nie była nawet w stanie powiedzieć, kto był czyim dzieckiem. – Rozumiem – powiedział, unosząc brwi. – Jak długo mieszka pani w Nowym Jorku i dlaczego wyjechała pani z Chicago? – Przeniosłam się tu rok temu. Moi bracia i siostra studiują w różnych miastach, więc chciałam się wyrwać z Chicago. Nowy Jork to dla mnie centrum całego świata, miasto nieograniczonych możliwości. Poza tym moja obecna współlokatorka już tu wtedy mieszkała, więc nie musiałam się martwić o mieszkanie. – Rozumiem. A co pani robi poza kelnerowaniem? Skończyła pani jakieś studia? – Nie, nie miałam kiedy. Byłam zbyt zajęta pracą, kombinowaniem, jak opłacić rachunki i opieką nad moim rodzeństwem. Musiałam dopilnować, żeby mieli dobry start i zdobyli wyższe wykształcenie. Poza tym uwielbiam muzykę i śpiew. Może przeprowadziłam się tu po to, żeby być bliżej muzyki. – Myślała pani, żeby zapisać się na studia? Roześmiałam się. – Mam dwadzieścia trzy lata. Chyba już na to za późno. – Nigdy nie jest za późno. Ma pani chłopaka?

Zmrużyłam oczy, bo właściwie, co to ma do rzeczy? – Nie – odparłam z wahaniem. – Moja propozycja jest taka. Na początek dostanie pani czterdzieści tysięcy dolarów rocznie i ubezpieczenie zdrowotne. Zamieszka pani u mnie w domu. Będzie pani miała własny pokój i prywatną łazienkę oraz swobodny dostęp do mojego kierowcy. Będzie pani pracować od poniedziałku do soboty, zaczynając od chwili, gdy Sophie wstaje rano, do momentu, gdy pójdzie spać. Niedziele należą całkowicie do pani i może pani wówczas robić to, co chce. Mam na ten dzień zastępstwo. Jednak w sytuacjach awaryjnych, będę oczekiwał, że będzie pani do dyspozycji. Może się zdarzyć, że gdzieś trzeba będzie z Sophie pojechać, więc mam nadzieję, że nie ma pani problemu z lataniem? – Nie, absolutnie. Po głowie kołatało mi się jedynie to, jak dużo pieniędzy mogłabym zarobić, gdybym przyjęła jego ofertę. Prawdę mówiąc, nie miałam wyboru. Potrzebowałam pracy na gwałt, a do tego proponował pokryć ubezpieczenie. – Czy coś takiego by panią interesowało? – zapytał. Nie chciałam się zgadzać od razu. Nie musi wiedzieć, że mam nóż na gardle. – Czy mogę to przemyśleć i dać panu odpowiedź jutro? – Oczywiście. – Sięgnął po długopis i zanotował coś na karteczce samoprzylepnej. – To jest mój numer komórkowy. Proszę zadzwonić, kiedy podejmie pani decyzję. – Przykro mi z powodu śmierci pana żony. Spojrzał na mnie z dziwnym wyrazem twarzy i rozchylił usta. – Matka Sophie nie była moją żoną. Była kobietą, z którą się spotykałem i która zaszła w ciążę naumyślnie, bo liczyła, że wówczas się z nią ożenię. – Aha – wyszeptałam, spuszczając wzrok. Rozległo się pukanie i drzwi otworzyły się bez zapowiedzi. Odwróciłam się i… O, matko boska, do pokoju wszedł drugi najprzystojniejszy facet na świecie. – Przepraszam, Oliver, nie wiedziałem, że masz spotkanie. Marii nie było przy biurku. – W porządku, Liam. Pani Graham już wychodzi. – Tak, tak. – Wstałam i założyłam torebkę na ramię. – Dzień dobry. Jestem Liam Wyatt, brat Olivera – powiedział, unosząc kąciki pięknie wykrojonych ust. – Delilah Graham. Miło mi poznać. – O, cała przyjemność po mojej stronie. Uśmiechnęłam się i szybko wyszłam z pokoju, bo bałam się, że jeżeli natychmiast się stamtąd nie wyniosę, to eksplodują mi jajniki. Dwóch najbardziej seksownych mężczyzn, jakich kiedykolwiek widziałam, w jednym pokoju, to jednak trochę za wiele. ===LUIgTCVLIA5tAm9PfU5+T3pMbAFgBH4XYgxlBDMBMXEGdlgoRA==

Rozdział 3 OLIVER

Jasny gwint, co to za laska? – pytał Liam, siadając naprzeciw mnie. – Dziewczyna, która mam nadzieję, zgodzi się zostać opiekunką Sophie. – Jezu, Oliver, jesteś pewien, że wiesz, co robisz? Gdyby pracowała u mnie, za cholerę nie utrzymałbym rąk przy sobie. Westchnąłem i podszedłem do baru, żeby nalać sobie whisky. – Szkocka? – zapytałem. – Jasne. Ale skąd ty żeś ją wytrzasnął? – Obsługiwała nas w restauracji, gdzie zabrałem dziś Sophie na obiad. Opiekunka nie mogła się nią zająć do drugiej. Wylali ją, bo Sophie znowu się rozkleiła, a Delilah usiadła przy niej i zaśpiewała jej piosenkę. Sophie bardzo dobrze na nią zareagowała i ją polubiła. Nigdy wcześniej nie zachowywała się tak przy innych nianiach. – Może dlatego, że inne były starymi prukwami, a Delilah jest piękną, młodą kobietą. Musisz przyznać, że jest megaseksowna. – Daj spokój, stary, jasne, że jest megaseksowna. Staje mi tylko od patrzenia na nią. A gdybyś tylko usłyszał, jak ona śpiewa! Ma po prostu anielski głos. – To zatrudniasz ją dla Sophie czy dla siebie? – Dla Sophie, kretynie. Mówię ci, że momentalnie się do niej przywiązała. – Nie wydaje mi się, żeby to był dobry pomysł, brachu. Nawet nie chcę zgadywać, co powie Laurel, kiedy się dowie. – Nie obchodzi mnie, co powie Laurel. To, kogo zatrudniam do opieki nad moją córką, to nie jej sprawa. – Zamierzasz powiedzieć Delilah o Elaine? – Nie. Nie ma potrzeby, aż tak wciągać jej w moje sprawy. Będzie nianią Sophie i tyle. Nie musi nic wiedzieć o jej matce. Liam westchnął i podniósł się, kręcąc głową. – Powodzenia. Daj mi znać, jeżeli się zgodzi. Myślę, że będę do was często wpadał. – Trzymaj się od niej z daleka, braciszku, jasne? – powiedziałem stanowczo. – I tak to się zaczyna. – Uśmiechnął się i wyszedł z pokoju, zamykając drzwi. Usiadłem w fotelu i dopiłem drinka, rozmyślając o Delilah. O tym, jak długie brązowe włosy opadały jej falami na ramiona, i o jej świetlistych, niebieskich oczach. I o długich, smukłych nogach, które zauważyłem natychmiast, kiedy tylko weszła do mnie do pokoju. Wyobraziłem sobie, jak oplata mnie tymi nogami w pasie, gdy się kochamy. Przypomniałem sobie jej szczupłą talię i urocze zagłębienie widoczne w dekolcie sukienki i zacząłem fantazjować o jej piersiach, jak stoi przede mną naga. Wyglądała na miseczkę C, mój ulubiony rozmiar. Na pewno ma wspaniale różowiutkie brodawki. Wcisnąłem klawisz

na biurku blokujący zamek w drzwiach, rozpiąłem spodnie i wyjąłem twardy jak skała członek. Zacząłem poruszać ręką w górę i w dół, myśląc o jej cipce. Ciekawe, czy goli się całkowicie, czy zostawia sobie wąski pasek włosków? Dałbym głowę, że jest naprawdę ciasna. Nie wyglądała na kogoś, kto sypiał z mężczyznami na lewo i prawo. Wydawała się raczej niewinna i pełna czułości. Może w ogóle była jeszcze dziewicą? Poruszając ręką coraz szybciej, wyobraziłem sobie jej małą, fantastycznie okrągłą dupkę i jak wspaniale byłoby ją ścisnąć, biorąc ją od tyłu. Jaki miałaby wyraz twarzy, gdy doprowadzam ją do rozkoszy i jaki cudowny ma smak. Z cichym jękiem wytrysnąłem w garść. ===LUIgTCVLIA5tAm9PfU5+T3pMbAFgBH4XYgxlBDMBMXEGdlgoRA==

Rozdział 4 DELILAH

W drodze do domu zahaczyłam o warzywniak i znalazłam Jenny układającą sterty ogórków. Sklep należał do jej ojca i Jenny dorabiała tam sobie w czasie studiów na Uniwersytecie Nowojorskim. – Hej – powiedziałam, podając jej ogórka. – Hej! Jak poszło z panem Wyattem? O czym chciał porozmawiać? Przygryzłam dolną wargę. – Chce, żebym została opiekunką Sophie. Jenny odłożyła ogórka i spojrzała na mnie całkowicie oszołomiona. – Nie mów! Poważnie? – No. Pensja wyjściowa – czterdzieści tysięcy dolarów plus ubezpieczenie zdrowotne i prywatny szofer dla mnie i Sophie. – Musiałabyś u niego zamieszkać? – Tak. Miałabym własny pokój i osobną łazienkę, i wolne niedziele. – Ożeż, Delilah. I co, przyjmiesz tę robotę? – Nie mam wyboru. W porównaniu do kelnerowania to niebo i ziemia. – A co z twoją muzyką? – Mogłabym tam ćwiczyć i grać w niedziele. Myślę, że to dobra okazja, przynajmniej na jakiś czas. – A co jeżeli za bardzo przywiążesz się do Sophie? – O to pomartwię się później. – A co z panem Weź-Mnie Wyattem? – Co z nim? – Są widoki na jakiś ekstra bonusik? – Daj spokój. Takie rzeczy mnie nie interesują, wiesz przecież. Będzie moim szefem, a poza tym ma dziewczynę. – I co z tego? Tacy mężczyźni mało się tym przejmują, gdy pojawia się inna piękna kobieta. – Eee. Idę się przygotować na wieczór. – Dobra. Znajdziemy cię ze Stephenem później – roześmiała się. Weszłam na górę i zmieniłam sukienkę na czarne legginsy i czarną tunikę bez rękawów, ze srebrnymi wstawkami. Przeczesałam włosy, związałam je w niedbały kucyk opadający z jednej strony na ramię i podkręciłam końcówki. Wsunęłam na nogi wysokie buty, wzięłam torbę z gitarą, torebkę i telefon i wyszłam z mieszkania. Jadąc metrem, postanowiłam zadzwonić do pana Wyatta. – Oliver Wyatt – odebrał. – Dzień dobry. Mówi Delilah Graham. – Dzień dobry. Czy podjęła już pani decyzję w związku z moją ofertą? – Tak. Zgadzam się.

– Cieszę się. Co to za hałas? Jest pani w metrze? – A, tak, przepraszam. Jadę do Red Room. Chciałam dać panu znać, zanim zrobi się późno. – Mogę zapytać, co pani tam robi? – Mam tam dzisiaj występ. – A. Rozumiem. To omówimy szczegóły innym razem. Miłego wieczoru. – Dziękuję, nawzajem. Zakończyłam połączenie z uśmiechem na twarzy, który nie znikał jeszcze, kiedy pokonywałam drogę z metra do klubu. Już od progu zauważyłam mojego kumpla Jonaha, którego poznałam zaraz po przyjeździe do Nowego Jorku, kiedy rozłożyłam się z gitarą na jego stałym skrzyżowaniu. – Cześć, Delilah – uśmiechnął się. – Cześć, Jonah. Spory dzisiaj tłum. – Rozejrzałam się po sali pełnej stałych bywalców. – Wychodzisz zaraz po Blue Moon and Stars. Gotowa? – Gotowa i nastrojona. – Uśmiechnęłam się i poklepałam pokrowiec z gitarą. Stanęłam za sceną, wyjęłam gitarę i, gdy tylko Blue Moon and Stars skończyli swój występ, weszłam na scenę i usiadłam na stołku przed mikrofonem. Gdy w ostrym świetle reflektorów uderzyłam w struny, uwaga gości skupiła się na mnie. Na całym świecie nie było miejsca, gdzie czułabym się lepiej niż na scenie. Muzyka pozwalała mi się przenieść do świata, w którym byłam kimś i miałam swoje miejsce. Gdy zaczęłam śpiewać moją akustyczną wersję Let Her Go, gwar w barze ucichł. Zamknęłam oczy i śpiewałam, całym sercem wczuwając się w dźwięk i rytm. Kiedy otworzyłam oczy i spojrzałam w tłum, mój wzrok padł prosto na Olivera Wyatta siedzącego przy stole w rogu z drinkiem w dłoni. Co on tu robi u diabła? Zagrałam jeszcze kilka piosenek, po czym podziękowałam publiczności i zeszłam ze sceny. Gromkie brawa i gwizdy, które rozległy się na sali, upewniły mnie, że był to kolejny udany występ. Schowałam gitarę do pokrowca, przewiesiłam ją sobie przez ramię i poszłam do głównej sali do pustego teraz stolika, przy którym przed chwilą siedział Oliver Wyatt i oglądał mój koncert. Dlaczego wyszedł bez słowa? Wzruszyłam ramionami i skierowałam się do baru, gdzie Jonah serwował trunki. – Świetny show, Delilah. Masz za to ode mnie drinka – uśmiechnął się, stawiając przede mną białego rosjanina. – Dziękuję. – Sięgnęłam po szklaneczkę i upiłam łyk. – Witaj, gwiazdo. – Stephen podszedł i cmoknął mnie w policzek. – Rewelacyjny występ, jak zawsze. Jenny usiadła na stołku koło mnie i zarzuciła mi ramię na szyję. – Jonah, poprosimy trzy szoty tequili. – Już się robi, Jenny – uśmiechnął się. Stephen pogrążył się w rozmowie ze swoim znajomym, a ja zerknęłam na Jenny. – Widziałam ze sceny Olivera. Siedział przy stole w kącie i mi się przyglądał. – Serio? – Zmarszczyła brwi stropiona. – Tak, ale wyszedł zaraz po koncercie. Nie rozmawialiśmy ani nic takiego. – To dziwne, Delilah. Może z niego jest jakiś milioner tropiciel? – parsknęła śmiechem. – Jeżeli tak jest, to nie będzie się musiał przy mnie zbytnio wysilać. Będę przecież mieszkać u niego w domu. – Czyli już się zgodziłaś?

Jonah postawił przed nami trzy kieliszki tequili. Jenny podała mi jeden, a drugi wyciągnęła w stronę Stephena. – Raz… dwa… trzy! – wykrzyknęła i wychyliliśmy je jednym haustem, ze stukiem odstawiając puste kieliszki na ladę. – Mhm. Zadzwoniłam do niego, kiedy jechałam tu metrem. – Mam nadzieję, że wiesz, co robisz, Delilah. Będziesz teraz żyła w całkiem innym świecie. Uśmiechnęłam się niewyraźnie i dokończyłam mojego rosjanina. ===LUIgTCVLIA5tAm9PfU5+T3pMbAFgBH4XYgxlBDMBMXEGdlgoRA==

Rozdział 5 Obudził mnie dźwięk wibrującego telefonu. Z głową pod poduszką wyciągnęłam rękę, po omacku szukając aparatu na szafce przy łóżku. Gdy na niego trafiłam, odrzuciłam poduszkę na drugi koniec łóżka i zobaczyłam, że dzwoni Oliver Wyatt. – Halo? – wykrztusiłam. – Dzień dobry. Obudziłem panią? Rzuciłam okiem na zegar, który wskazywał dziewiątą. – Nie, nie. Nie śpię. – Brzmi pani, jakbym wyrwał panią ze snu. – Nie, jestem na nogach już od jakiegoś czasu. Nie chciałam, żeby wiedział, że lubię sobie pospać. Mogłabym się założyć, że on był z tych, co to rozpoczynają dzień między czwartą a piątą rano. – Co pani na to, gdybym wysłał po panią mojego kierowcę, Scotta? Chciałbym, żebyśmy razem powiedzieli Sophie, że będzie pani jej nianią, i pokazałbym pani dom. Mogłaby się pani jutro przeprowadzić. – Jutro! – Przełknęłam ślinę. – Tak. Jutro jest niedziela, a oficjalnie zaczyna pani pracę w poniedziałek. Czy jest z tym jakiś problem? – Nie. Nie ma najmniejszego problemu. Możemy tak zrobić. – Świetnie. Gdyby mogła pani wysłać mi swój adres dla Scotta. Przyjedzie za jakąś godzinę. Pasuje pani? – Tak. Za godzinę, dobrze. – A więc do zobaczenia. – Klik. Odrzuciłam kołdrę i wygramoliłam się z łóżka. Mógł wczoraj zostać chwilę dłużej w Red Room i sam mi o tym powiedzieć, a nie zaskakiwać mnie tak w ostatniej chwili. Z westchnieniem powlokłam się pod prysznic. Kiedy suszyłam włosy, weszła Jenny i usiadła na toalecie. – Dokąd idziesz tak wcześnie? – Oliver wysyła po mnie swojego kierowcę, bo chce razem ze mną powiedzieć Sophie, że będę jej nianią i oprowadzić mnie po domu. Najwyraźniej mam się przeprowadzić jutro i oficjalnie zacząć pracę od poniedziałku. – Jutro? Rany, Delilah, to… już jutro. – Wiem. Jakim cudem mam się tak szybko spakować? – Spakuj trochę, a resztę zostaw tutaj. Możesz wpadać i zabierać to później partiami. Machnęłam w jej stronę szczotką do włosów. – Dobry pomysł. Nie pomyślałam o tym. Wstała i objęła mnie lekko ramieniem. – Miłego dnia i zobaczymy się później. Postaraj się nie zmoczyć za bardzo majtek w towarzystwie

pana Wyatta. – Puściła do mnie oko. – Bardzo śmieszne. Będzie mi jej brakowało na co dzień. Przyjaźniłyśmy się, odkąd jej rodzice kupili dom obok nas, gdy miałyśmy siedem lat. Spotykałyśmy się codziennie i byłyśmy nierozłączne aż do chwili, gdy umarła jej mama, a ojciec postanowił przeprowadzić się do Nowego Jorku i otworzyć biznes owocowo-warzywny. Jenny miała wtedy szesnaście lat. Ale nawet na odległość nic się nie zmieniło. Każdego dnia dzwoniłyśmy do siebie i potrafiłyśmy przegadać całą noc. Dwa lata temu Jenny poznała Stephena, gdy rozsypał stos jabłek po całym sklepie. Powiedziała, że to była miłość od pierwszego wejrzenia, i od tamtej pory są razem. Wyszłam z mieszkania i na dół po schodach. Przy krawężniku stała czarna limuzyna, przy której czekał kierowca i otworzył drzwi. – Pani Graham – uśmiechnął się. – Dzień dobry. Scott, tak? – Wyciągnęłam rękę. – Wystarczy Delilah. – Miło cię poznać. Ulokowałam się na tylnym siedzeniu i, oczarowana luksusowym wnętrzem, przesunęłam dłonią po czarnym skórzanym fotelu. Nigdy wcześniej nie jechałam limuzyną, więc miałam z tego nie lada frajdę. Scott zaparkował przy krawędzi ulicy przed pojedynczą czarną bramą z kutego żelaza o wymyślnie powywijanych prętach ostro zakończonych na górze. W głębi widniały piękne, dziesięciostopniowe kamienne schody z oryginalnie zaprojektowanymi poręczami po obu stronach, prowadzące do czteropiętrowego domu z brunatnoczerwonej cegły. Wejście stanowiły dwuskrzydłowe drzwi z ciemnego drewna o ozdobnych szybach na całej długości, które Scott otworzył, przesuwając automatyczną zasuwkę w klamce, i puścił mnie przodem. Znalazłam się w olbrzymim holu z kosztownie wyglądającą podłogą wyłożoną marmurowymi płytkami i przepięknymi drewnianymi schodami opadającymi łukiem po prawej stronie. Podniosłam wzrok na niewiarygodnie wysoki sufit. – Jak tu jest wysoko? – zapytałam Scotta. – Sufity w całym domu są na wysokości od trzystu do trzystu trzydziestu centymetrów. – Och. – Ogarnął mnie strach przed tym, co jeszcze miałam tu zobaczyć. – Pan Wyatt poprosił, żebyś usiadła i zaczekała na niego w jadalni, tu na prawo. Poszłam za nim do ogromnego pomieszczenia z oknami od podłogi aż do sufitu, za którymi rozpościerał się widok na bajeczny ogród na zewnątrz. Centralne miejsce w pokoju zajmował długi mahoniowy stół otoczony stylowymi krzesłami z beżowym pokryciem. Pośrodku stała pyszna kompozycja z purpurowych i kremowych kwiatów. – Dzień dobry, Delilah – usłyszałam za sobą głos Olivera. – Witaj w domu. Odwróciłam się i aż zaniemówiłam na jego widok. W wytartych dżinsach, bawełnianej białej koszuli i brązowej marynarce wyglądał jeszcze bardziej pociągająco niż w biznesowym garniturze. W głowie rozbrzmiały mi słowa Jenny o tym, żebym pilnowała suchości w majtkach. – Dzień dobry panu. Dziękuję. – Mów mi Oliver. Skinęłam głową i posłałam mu niepewny uśmiech. – Proszę za mną, pokażę ci resztę domu i twoją sypialnię. Sophie nie ma w tej chwili, wyszła z Clarą,

która zajmuje się domem. Poprowadził mnie z jadalni do przestronnej, eleganckiej kuchni z wiśniowymi szafkami, blatami z bordowego granitu i marmurową podłogą. W rogu stał okrągły stół dla czterech osób, a za nim wiła się kolejna klatka schodowa. – To jedno z dwóch wejść na drugie piętro. Weszliśmy po schodach i długim korytarzem dotarliśmy do wielkiego salonu wypełnionego skórzanymi kanapami i fotelami. Znajdował się tu olbrzymi kominek i jeden z największych telewizorów, jaki kiedykolwiek widziałam. Roztaczający się za całościennymi oknami widok na Central Park zaparł mi dech w piersiach. Ale to, co najbardziej zachwyciło mnie w całym pokoju, to minifortepian stojący w rogu pod oknami. – Macie fortepian – zauważyłam z przejęciem. – Tak. Możesz grać, kiedy tylko zechcesz. Chodźmy dalej. Przeszliśmy przez salon i znaleźliśmy się w kolejnym korytarzu. Po prawej stronie znajdowała się łazienka, a po lewej całą długość zajmowały szafy. Korytarz prowadził do jego gabinetu. – To moje domowe biuro. Spędzam tu większość czasu, kiedy jestem w domu. – Czy to jedyne, co robisz? Pracujesz? Spojrzał na mnie z ukosa. – Tak. Mam mnóstwo pracy. – To musi być bardzo męczące. Przypatrywał mi się przez dłuższą chwilę, a potem odwrócił wzrok i poprowadził mnie na następne piętro. – To jest twój pokój – powiedział, otwierając drzwi na lewo. – Proszę, rozejrzyj się. Weszłam i głęboko wciągnęłam powietrze. Pomieszczenie było większe niż całe moje obecne mieszkanie. Ciemnoszare ściany zdobiła biała sztukateria, a na imponujących rozmiarów łóżku leżała bordowa kapa w ciemnoszary wzór. Naprzeciwko, w otoczeniu zabudowanych szafek i gablotek, znajdował się gazowy kominek, a nad nim wisiał sześćdziesięciocalowy telewizor. Pod trzema oknami od podłogi do sufitu stała wypoczynkowa leżanka w tym samym odcieniu bordo co pokrycie łóżka, a w kącie rozpierało się wielkie biurko. Byłam pewna, że po czymś takim już nigdy nie będę w pełni szczęśliwa nigdzie indziej. – Och! Jest piękny. – Cieszę się, że ci się podoba. Tu w rogu są: garderoba i łazienka. Idąc dalej korytarzem, zatrzymaliśmy się w pokoju Sophie, ślicznym różowym pokoiku urządzonym jak dla księżniczki. – Dobrze. To by było na tyle, jeśli chodzi o zwiedzanie. – A twój pokój? A może ty nigdy nie śpisz? – zapytałam z uśmiechem. – Mój pokój jest na końcu korytarza za zakrętem. Ale tam nie ma wstępu. Pozwalam tam wchodzić jedynie obsłudze. – Okej. – Kiwnęłam głową. – Chodźmy do gabinetu. Chciałbym omówić szczegóły twojej pracy i zakres obowiązków. ===LUIgTCVLIA5tAm9PfU5+T3pMbAFgBH4XYgxlBDMBMXEGdlgoRA==

Rozdział 6 OLIVER

Poprowadziłem Delilah z powrotem do mojego gabinetu i w progu położyłem jej rękę na plecach, przepuszczając ją przodem, po czym zamknąłem drzwi. Wyglądała uroczo w granatowych spodniach do połowy łydki i pasiastej, biało-niebieskiej bluzce z krótkim rękawem. Długie brązowe włosy opadały jej w falach na plecy i miała bardzo dyskretny makijaż. Nie była wypacykowana, plastikowa ani sztuczna, ale bardzo swobodna i świeża. Do tego umiała śpiewać jak nikt. – Siadaj, proszę – powiedziałem, siadając za biurkiem. – Sophie to dziecko z problemami i potrzebuje wsparcia. Zdarzają jej się wybuchy agresji i napady złości. Ma trudności w nawiązywaniu relacji i nie potrafi odnaleźć się wśród innych dzieci. Myślę, że to wina jej matki. – Czy mogę spytać, od jak dawna Sophie z tobą mieszka? – Od pół roku. – Ale Sophie ma pięć lat. Kiedy się nią zajmowałeś, nie zauważyłeś tych problemów wcześniej? – Słuchaj, Delilah, zanim Sophie ze mną zamieszkała, nie mieliśmy ze sobą bliskiego kontaktu. Nie chciałem mieć dzieci i jej matka dobrze o tym wiedziała. Podniosła na mnie wzrok z niepewnym wyrazem twarzy. – Czyli nigdy się z nią nie widywałeś i nie spędzałeś z nią czasu? – Musisz zrozumieć. Mam mnóstwo pracy. Praca i firma są dla mnie ważniejsze niż cokolwiek innego. – Sophie nie jest czymkolwiek. Jest twoją córką, Oliver. – To nie jest temat do dyskusji, Delilah. Ty jesteś odpowiedzialna za Sophie i masz dopilnować, żeby miała wszystko, czego potrzebuje. Czy możemy ustalić, że skupisz się wyłącznie na tym? Spuściła wzrok i skinęła głową. – Przepraszam na chwilę, zdaje się, że Sophie i Clara wróciły. – Wstałem i zszedłem na dół do kuchni. – Jak się udała wyprawa? Clara? Sophie? – W porządku. Clara spojrzała na mnie z kamiennym wyrazem twarzy. – Wpadła w histerię w sklepie i cisnęła słoik salsy na podłogę. – Przepraszam cię, Clara. Sophie, chodź ze mną do gabinetu. Ktoś tam na ciebie czeka. – Przepraszam, tato. – Porozmawiamy o tym później – odparłem surowo. Podreptała za mną do gabinetu, a na widok Delilah cała się rozpromieniła. – Delilah! – Podskoczyła do niej i złapała ją za rękę. – Cześć, Sophie. – Delilah uśmiechnęła się ciepło i uściskała ją. – Co ty tu robisz? – zapytała Sophie. – Sophie, Delilah będzie twoją nową nianią. Jutro się do nas wprowadzi. Jej buzia rozjaśniła się, jakby właśnie usłyszała najlepszą nowinę w życiu.

– Fajnie. Nauczysz mnie śpiewać? – uśmiechnęła się do Delilah. – Pewnie, że tak. – Idź teraz do siebie do pokoju. Zaraz do ciebie przyjdę i porozmawiamy o twojej karze za dzisiejsze zachowanie w sklepie. Wyszła z pokoju ze zwieszoną głową. – Co takiego zrobiła? – Clara mówi, że dostała napadu szału w sklepie i cisnęła słoik salsy na podłogę. Delilah parsknęła śmiechem. – Przepraszam. Przypomniało mi się, jak moja siostra kiedyś zrobiła dokładnie to samo. – Nie znajduję wytłumaczenia dla takiego zachowania i na pewno nie będę go tolerował. Zdaje się, że muszę umówić ją na wizytę u psychologa. – Nie śpiesz się z wysyłaniem jej na terapię, Oliver. Właśnie straciła matkę i musi odreagować. Próbuje zwrócić na siebie uwagę. Musisz spróbować dojść do przyczyny jej problemów. U mojej siostry to był brak matczynej miłości i uwagi. Pozwól mi popracować trochę nad Sophie i zobaczymy, co z tego wyjdzie. Czasem wystarczy okazać dziecku trochę czułości. – No, nie wiem. Jeżeli sytuacja się nie poprawi, wysyłam ją na terapię. Dobrze, zdaje się, że omówiliśmy wszystko. Scott odwiezie cię do domu, żebyś mogła zacząć się pakować na jutro. Podniosłem się, ale jej pytanie osadziło mnie na miejscu. – Dlaczego przyszedłeś wczoraj do Red Room na mój koncert i wyszedłeś bez słowa? Oparłem się o blat biurka i wpatrywałem się w jej piękną twarz. – Nie miałem nic do powiedzenia. Przyszedłem, bo byłem zaciekawiony. – Czym? – Twoim występem. Byłaś bardzo dobra. Skoro masz dla mnie pracować i opiekować się moją córką, muszę wiedzieć, kim tak naprawdę jesteś. Nie chcę być później zaskakiwany ani odkrywać żadnych ciemnych spraw, które mogłabyś przed mną zataić. – Zapewniam cię, Oliver, że nie mam żadnych ciemnych spraw ani szkieletów w szafie. Opowiedziałam ci o sobie wszystko podczas naszej rozmowy. Nie ma nic, czego byś już o mnie nie wiedział. Wstała i ruszyła do drzwi. Widziałem, że zirytowało ją to, co powiedziałem. – Delilah. – Odwróciła się. – Dziękuję ci za szczerość. Uśmiechnęła się lekko i skinęła głową. Odprowadziłem ją do wyjścia. Na schodach minęła się z Liamem. Przywitał się wesoło, po czym wszedł do domu. – Trafiony zatopiony. Czyli zgodziła się dla ciebie pracować. Muszę przyznać, że mnie to nie dziwi. Kobiety zabijają się o nas, Wyattów – zażartował. – W przeciwieństwie do tego, co myślisz, Liam, ona jest tylko moją pracownicą, nic więcej. – Powiedziałeś już o niej Laurel? – Tak jak ci już mówiłem, Laurel nie ma nic do gadania w kwestii tego, kogo przyjmuję do pracy. – Skoro tak twierdzisz. Gotowy na partyjkę golfa? – Tak. Poczekaj, tylko muszę najpierw zamienić kilka słów z Sophie. Poszedłem na górę do pokoju Sophie. Siedziała na łóżku z lalką Barbie w ramionach.

– Powiesz mi, dlaczego rozbiłaś słoik w sklepie? – Nie wiem – odparła żałośnie. Położyłem jej rękę na nodze. – Sophie, nie wolno się zachowywać w ten sposób. Nie możesz wyprawiać takich rzeczy. Rozumiesz to? – Tak, tato. Przepraszam. – Wyciągnęła rączki i owinęła mi je wokół szyi. Uścisnąłem ją i pocałowałem w czubek głowy. – Obiecaj mi, że więcej tego nie zrobisz, skarbie. – Obiecuję. – Moja dziewczynka. Tata idzie na golfa z wujkiem Liamem. Clara jest na dole, gdybyś czegoś potrzebowała. Wrócę niedługo. Wstałem i już w drzwiach odwróciłem się i spojrzałem na swoją córkę. – Kocham cię, Sophie. – Ja ciebie też, tato. ===LUIgTCVLIA5tAm9PfU5+T3pMbAFgBH4XYgxlBDMBMXEGdlgoRA==

Rozdział 7 DELILAH

Kiedy wróciłam do domu, poszłam prosto do swojego pokoju, gdzie na łóżku czekał na mnie stos kartonowych pudeł. Z westchnieniem otworzyłam szafę i zabrałam się do pakowania ubrań. Cieszyłam się na myśl o przeprowadzce do domu Olivera i tym, że będę zajmować się Sophie, ale jednocześnie miałam w związku z nim mieszane uczucia. Dlaczego? Nie byłam pewna. Wydawał się jakiś nieprzystępny, nawet dla swojej córki. Trudno się dziwić, że taką małą dziewczynkę, tuż po śmierci matki przeniesioną do ojca, którego ledwo znała, roznosi złość. Ja bym się czuła tak samo. Tak naprawdę większość życia spędziłam pełna złości na moją matkę za to, przez co musiałam przejść z jej powodu. Był jeszcze brat Olivera, Liam. Miałam wrażenie, że on jest jakoś bardziej otwarty. Spakowałam wszystko, co się dało, i ułożyłam pudła na podłodze. Poszłam do kuchni, a w tym momencie weszli Jenny i Stephen obładowani torbami z warzywniaka. – Hej. Jesteś! – wykrzyknęła Jenny uradowana. – Jak poszło? – Gdybyś tylko widziała jego dom! Jest olbrzymi i ma cztery piętra. Mój pokój jest większy niż całe to mieszkanie, a najlepsze, że mają tam minifortepian. – O! Zanosi się na prawdziwie królewskie życie – powiedział Stephen. – A jak Sophie? – Podobno dostała ataku szału w sklepie i cisnęła słoik salsy na podłogę. – Aj. Zdaje się, że będziesz miała pełne ręce roboty przy tej małej – stwierdziła Jenny z niepokojem. – Prawdę mówiąc, myślę, że nie będzie z nią wcale tak trudno. Bardziej martwi mnie on sam. – Przy odrobinie szczęścia to i przy nim będziesz miała pełne ręce roboty. – Mrugnęła figlarnie. – Nie lubię, jak mówisz tak o innych facetach – odezwał się Stephen, który układał przyniesione owoce w lodówce. Jenny klepnęła go w tyłek. – Wiesz, że cię kocham, gamoniu. Przyrządziliśmy razem kolację, a potem zamknęłam się w swoim pokoju i grałam na gitarze. Gdy wróciłam do swojego pokoju po prysznicu, zadzwonił mój telefon. Podniosłam go z szafki nocnej. Oliver. – Halo? – odebrałam. – Cześć, Delilah. Chciałbym wysłać do ciebie furgonetkę po twoje rzeczy. Masz pewnie jakieś pudła. – Tak, kilka. – Scott przyjedzie po ciebie za godzinę, a za nim furgonetka. Możesz być gotowa za godzinę? – Tak, godzina mi wystarczy. – Okej. Sophie już się nie może ciebie doczekać. Od rana nie mówi o niczym innym.

– Ja też się nie mogę doczekać. – Wypadł mi niespodziewany wyjazd w interesach, więc nie będzie mnie, kiedy przyjedziesz. Wrócę w sobotę. Gdybyś czegoś potrzebowała, poproś Clarę albo zadzwoń do mojego brata. – Aha. Dobrze. Miłej podróży. – Dziękuję. Mam nadzieję, że spędzicie z Sophie miły tydzień. Rozłączyłam się z dziwnym uczuciem. Naprawdę wyjeżdża służbowo i przez tydzień go nie zobaczę? A z drugiej strony, dlaczego nagle tak mi na tym zależy? Pokręciłam głową i wypuściłam głośno powietrze. Wsunęłam na nogi wąskie dżinsy, wpuszczając za pasek przód białej, bawełnianej koszuli, a tył zostawiając luźno na zewnątrz. Włożyłam czarne vansy i zaczęłam przenosić kartony z mojej sypialni do przedpokoju. – No, to chyba wszystko – powiedziałam do Jenny ze wzruszeniem. – Dziwnie mi tu będzie bez ciebie. – Zarzuciła mi ręce na szyję. – Wiem. Ale będziemy się przecież widywać i będę dzwonić codziennie. – Trzymaj się, Delilah. – Stephen objął mnie i uściskał serdecznie. Rozległo się pukanie do drzwi. Otworzyłam. W progu stało dwóch mężczyzn. – Przyjechaliśmy po rzeczy. – Tak, wszystko jest tutaj. – Wskazałam. Zgarnęłam moją dużą sportową torbę Nike’a i zeszłam na dół. Scott, jak tylko mnie zobaczył, podskoczył i uwolnił mnie od ciężaru. – Cześć, Delilah. – Hej, Scott. Jenny i Stephen stali u szczytu schodów, machając mi na pożegnanie. Wsiadłam na tylne siedzenie limuzyny i opuściłam szybę. – Kocham was! – My ciebie też – odpowiedzieli chórem. – Trzymaj się! Samochód ruszył, a mnie ogarnęło poczucie, że właśnie pożegnałam się z jedynym życiem, w którym było mi naprawdę dobrze. W ciągu następnego tygodnia zadomowiłam się w moim nowym pokoju, poznałam bliżej Clarę i resztę pracowników i zaprzyjaźniłam się z Sophie. Była fantastycznym dzieciakiem, ale rozżalonym i pełnym smutku. Rozpaczliwie potrzebowała miłości, zupełnie jak ja, kiedy dorastałam. Zauważyłam, że Sophie jest niezwykle bystra jak na pięciolatkę. Bardzo lubiła czytać i rysować. Przypuszczałam, że dzięki temu ucieka od rzeczywistości, tak jak ja dzięki muzyce. Zapytałam, czy ojciec czyta jej na głos. Powiedziała, że tylko czasami, bo przeważnie jest zbyt zajęty. Przez cały tydzień Oliver nie dawał znaku życia. Nawet raz nie zadzwonił, nie wysłał nawet jednego esemesa, żeby dowiedzieć się, jak się miewa Sophie. Gdy weszłam do salonu, znalazłam ją przy fortepianie. – Co porabiasz, Sophie? – Usiadłam obok niej. – Zagrasz mi coś? – zapytała ze smutkiem w głosie.

– Jasne. Położyłam dłonie na klawiszach i zaczęłam grać.

OLIVER Wróciłem do domu, położyłem walizkę na podłodze i wszedłem na górę, ale znieruchomiałem na dźwięk fortepianu i głosu Delilah. Gdy stałem tak i słuchałem jej śpiewu, ogarnęło mnie jakieś dziwne uczucie. Takie samo jak wtedy, gdy zobaczyłem ją po raz pierwszy w restauracji. Gdy skończyła, zacząłem cicho bić brawo. – Tata! – wykrzyknęła Sophie i rzuciła się w moją stronę. Wziąłem ją na ręce, przytuliłem i pocałowałem. – Cześć, kochanie. Jak ci minął tydzień? – Super. Robiłyśmy z Delilah mnóstwo fajnych rzeczy. – To świetnie. Delilah wstała i podeszła do mnie. – Witaj w domu, Oliver. – Dziękuję. Dobrze być z powrotem. Sophie, chyba już późno. Skocz się przebrać w piżamę, a ja zaraz przyjdę położyć cię do łóżka. – Delilah mnie kładzie do łóżka. – I bardzo dobrze. To przyjdziemy utulić cię oboje. – Postawiłem ją na ziemi. – Okej. Podszedłem do baru i nalałem sobie drinka. – Masz ochotę? – zaproponowałem. – Może później, jak Sophie pójdzie spać. Spojrzałem na nią i się uśmiechnąłem. Wyglądała ślicznie, stojąc tak po drugiej stronie pokoju. – To chodźmy powiedzieć jej dobranoc, a potem możemy się czegoś napić i opowiesz mi, jak wam minął tydzień. Poszliśmy na górę do pokoju Sophie, która czekała już na nas w łóżku. Delilah podeszła, usiadła obok i przykryła ją kołdrą. – Dobranoc, szkrabie. Zmówiłaś paciorek? – zapytała. – Tak. – Dobrze. To do zobaczenia rano. Pochyliła się i dała jej buzi. Gdy wstała, pocałowałem Sophie w czoło i życzyłem jej dobrej nocy. Wyszliśmy z Delilah z pokoju i wróciliśmy na dół do salonu. – Naleję sobie wina w kuchni – powiedziała. Wziąłem szklankę szkockiej, którą zrobiłem wcześniej, i podążyłem za nią. Przyglądałem się jej, jak wyjmuje kieliszek z szafki. Gdy wyciągnęła rękę, bluzka podjechała jej do góry, ukazując twardy, płaski brzuch. Natychmiast wyobraziłem sobie, jak pieszczę jej pępek językiem.

– Pozwól – powiedziałem. Nasze palce zetknęły się, gdy wyjmowałem kieliszek z jej dłoni. Rzuciła mi szybkie spojrzenie, a potem odwróciła wzrok. Coś się wydarzyło i ona to poczuła. Jestem pewien, że tak. ===LUIgTCVLIA5tAm9PfU5+T3pMbAFgBH4XYgxlBDMBMXEGdlgoRA==

Rozdział 8 DELILAH

Całe moje ciało zelektryzowało się, gdy, biorąc ode mnie kieliszek, musnął moją dłoń. Napełnił go winem i podał mi. Nie odwrócił wzroku, gdy nasze dłonie znowu się spotkały. – Jak minął pierwszy tydzień z Sophie? – W porządku. Jest kilka rzeczy, o których chciałam z tobą porozmawiać. Skinął głową i poszliśmy z powrotem na górę do salonu. Zajął miejsce w fotelu, a ja usiadłam na skórzanej kanapie. – Sophie to niewiarygodnie bystra dziewczynka. – No pewnie. Ma to po tatusiu – zażartował. Uśmiechnęłam się lekko, przesuwając palcami po krawędzi kieliszka. – Myślę, że powinniśmy zrobić jej testy. Ona czyta książki, których zwykłe pięcioletnie dziecko nie jest w stanie przeczytać. Wiedziałeś, że umie czytać? – Widziałem ją, jak siedzi w pokoju z książkami, ale sądziłem, że tylko je ogląda, a nie rzeczywiście czyta. Był tak beznadziejny jako ojciec, że powoli zaczynało mi to działać na nerwy. – Sophie interesuje się sztuką. Uwielbia rysować i powiedziała mi, że chciałaby malować obrazy. Któregoś dnia poszłyśmy do biblioteki i głównie ciekawiły ją książki o historii sztuki. Najwyraźniej jest zafascynowana malarstwem. Wypożyczyła książki o van Goghu, da Vincim i Monecie. – To trochę dziwne u małego dziecka, nie uważasz? – zapytał. – Nie, wcale nie. Myślę, że sztuka pozwala jej wyrazić swoje uczucia. – Więc co, twoim zdaniem, powinniśmy zrobić? – Zapisałabym Sophie na lekcje plastyki. – I doszłaś do tego wniosku zaledwie po jednym tygodniu z nią? – Podniósł szklankę do ust. – Zauważyłby to każdy, kto poświęciłby jej odrobinę czasu – palnęłam i natychmiast wiedziałam, że się zagalopowałam. – Chcesz powiedzieć, że nie poświęcam czasu mojej córce? – Powiedziała mi, że bardzo rzadko czytasz jej przed snem, bo jesteś zbyt zajęty. Wstał, zrobił kilka kroków i wyjrzał przez okno. – Mówiłem ci już, Delilah, że mam mnóstwo pracy. – Ona potrzebuje twojego zainteresowania, Oliver. – Bardzo kocham moją córkę i jeżeli sugerujesz, że tak nie jest, to posuwasz się za daleko. – Nie twierdzę, że jej nie kochasz. Mówię tylko, że musisz okazać jej więcej uwagi. Odwrócił się i spojrzał na mnie. – Mieszkasz tu od tygodnia i nagle wydaje ci się, że wiesz już o niej wszystko. Zatrudniłem cię, żebyś się nią zaopiekowała, a nie bawiła się w pseudoanalizy. A już na pewno nie po to, żebyś mi dyktowała,

jak mam ją wychowywać. Przepraszam, miałem ciężki dzień i idę się położyć. Powinnaś zrobić to samo. – Wyszedł z pokoju. Westchnęłam, odstawiłam wino i poszłam do siebie. Być może posunęłam się za daleko, ale miałam to w nosie. Ktoś musiał powiedzieć mu, że jako ojciec musi się trochę bardziej przyłożyć. Następnego dnia rano, gdy weszłam do pokoju Sophie, mała siedziała na łóżku ubrana i czytała książkę o Monecie, którą wzięłyśmy z biblioteki. – Dzień dobry, słonko. Gotowa na śniadanie? – Aha! Zeskoczyła z łóżka i wzięła mnie za rękę. Gdy wyszłyśmy na korytarz, zza zakrętu wyłonił się Oliver. – Dzień dobry. Jak się spało, księżniczko? – Tak sobie – odparła markotnie. Przeniósł wzrok na mnie, a ja odwróciłam głowę. Zeszliśmy do jadalni i usiedliśmy przy stole, czekając, aż Clara poda śniadanie. – Dzień dobry wszystkim Wyattom i pannie Delilah! – zawołał Liam, wchodząc do pokoju. Pocałował Sophie w główkę i usiadł koło mnie. – Dzień dobry – odpowiedziałam. Spotkaliśmy się pierwszy raz od mojej przeprowadzki. W momencie gdy Clara stawiała śniadanie na stole, za moimi plecami rozległ się głos: – Dzień dobry, kochanie. Jasnowłosa kobieta ze zdjęcia w Internecie cmoknęła Olivera w policzek i usiadła na krześle obok niego, po czym wbiła we mnie uważne spojrzenie. – To pewnie nowa niania. Jestem Laurel. Dziewczyna pana Wyatta. – Ona nazywa się Delilah, Laurel – odezwał się Liam. Laurel spiorunowała go wzrokiem. – Miło cię poznać – uśmiechnęłam się. Guzik prawda. Wcale nie było mi miło. Co ona tu w ogóle robi, do cholery? – Sophie, przywitaj się z Laurel – przykazał Oliver. – Cześć. Sophie spuściła głowę i skubała swoją jajecznicę. Odniosłam wrażenie, że nie przepada za dziewczyną tatusia. – Ale było świetnie na wyjeździe, kotku. Laurel wyciągnęła rękę i musnęła Olivera po policzku. Utkwiłam wzrok w talerzu, bo od patrzenia na tę sztuczną blondynę dostawałam mdłości. A więc zabrał ją ze sobą na ten służbowy wyjazd. Może dlatego nie znalazł ani chwili, żeby zadzwonić i sprawdzić, jak się ma jego córka. Dupek. – Tak się cieszę na tego golfa z Sullivanami. Miło będzie znowu zobaczyć Barb. Oliver posłał jej blady uśmiech i spojrzał na mnie. Jeżeli on wybiera się na golfa, a ja dzisiaj mam wolne, to kto niby zajmie się Sophie? Nagle przyszło mi coś do głowy. – Hej, Sophie, może chcesz pójść dziś ze mną do muzeum?

Jej buzia się rozjaśniła. – Naprawdę? A tata może pójść z nami? – Nie, Sophie, nie może. Twój tata i ja mamy już plany na dzisiaj – prychnęła Laurel. Oliver siedział bez słowa. Zrobiło mi się niedobrze, gdy pomyślałam, że po tygodniu nieobecności wybrał golfa z tą plastikową lafiryndą, zamiast spędzić dzień z córką, wiedząc przy tym, że ja dzisiaj nie pracuję. – Jestem wolny, Sophie. Mogę pójść z wami? – zapytał Liam. – Pewnie. Jeżeli Delilah się zgodzi. – Panno Delilah, nie ma pani nic przeciwko temu, żebym się do was podczepił? Oliver rzucił mu nad stołem ostre spojrzenie, a ja uśmiechnęłam się w duchu. – Pewnie, że nie. Będzie wesoło – odpowiedziałam pogodnie. Dokończyłam śniadanie i wstałam. – Przepraszam, pójdę się przygotować i możemy iść. Sophie, skocz na górę i weź sweter – powiedziałam, ruszając do swojego pokoju. Sięgnęłam po telefon i wysłałam Jenny wiadomość. „Cześć. Muszę odwołać nasze spotkanie. Idziemy z Sophie do muzeum sztuki”. „A boski Oliver idzie z wami?” „Nie. Wychodzi ze swoją laską. Wygląda na to, że zabrał ją ze sobą na ten służbowy wyjazd”. „Faktycznie marny z niego tatuś. Bawcie się dobrze i pogadamy później”. Gdy wkładałam buty, rozległo się pukanie. – Proszę. Oliver wszedł do pokoju i zamknął za sobą drzwi. – Co ty wyprawiasz? – zapytał. – O co ci chodzi? – Masz dzisiaj wolne. Dlaczego zabierasz Sophie do muzeum? – Bo nie mam nic do roboty i pomyślałam, że sprawi jej to frajdę. A co? Masz z tym jakiś problem? – Nie. Chciałem tylko wiedzieć. Poprosiłem już kogoś, żeby przyszedł i się nią zajął. – Więc zadzwoń i to odwołaj. – Przykro mi, że nie mogę iść z wami. Ale planowaliśmy z Laurel tego golfa już od ponad miesiąca. – Nie ma sprawy, Oliver. Wiem, że masz mnóstwo pracy. Dopilnuję, żeby Sophie dobrze się bawiła. Podniosłam telefon z łóżka, ale wyśliznął mi się z ręki i upadł na podłogę. Oboje schyliliśmy się po niego równocześnie. Spojrzał mi prosto w oczy z twarzą tuż przy mojej. Przełknęłam ślinę, bo poczułam mrowienie w dole brzucha. Podał mi telefon, odwrócił się i wstał, po czym otworzył drzwi i wyszedł z pokoju. ===LUIgTCVLIA5tAm9PfU5+T3pMbAFgBH4XYgxlBDMBMXEGdlgoRA==

Rozdział 9 Gdy weszliśmy do muzeum, Sophie aż się zachłysnęła. Rozglądała się wokół podniecona i koniecznie chciała odnaleźć obrazy Moneta. – Pewnie są w dziale malarstwa europejskiego, czyli tam – wskazał Liam. Odnaleźliśmy właściwą salę, w której wisiało mnóstwo obrazów artystów z Europy. Liam okazywał się naprawdę fajnym facetem. Chyba że miał w tym jakiś ukryty cel… Nie byłam pewna, ale na wszelki wypadek miałam się na baczności. Był tego samego wzrostu i budowy ciała, co Oliver. Miał też podobne rysy twarzy. Różniło ich tylko to, że Liam miał nieco jaśniejsze włosy. – Jak ci się podoba Laurel? – zapytał. – Szczerze? – No raczej. Bardzo jestem ciekaw – uśmiechnął się. – Myślę, że jest samolubną, egocentryczną, nadętą suką. Liam zachichotał. – Otóż to. – Szturchnął mnie żartobliwie w ramię. – Widzę, że też nie jesteś jej fanem? – Niespecjalnie. Mój brat zasługuje na coś lepszego. A szczególnie denerwuje mnie to, że ona zupełnie nie przejmuje się Sophie. – To zupełnie jak Oliver, z tego co zauważyłam do tej pory. – On się stara, Delilah. Nie było mu łatwo przez ten czas, odkąd jej matka zmarła i Sophie zamieszkała u niego. Nie umie być ojcem i martwi się o te jej niekontrolowane wybuchy. – Ona ma pięć lat. Wszystkie pięciolatki miewają niekontrolowane wybuchy. – Laurel próbowała go przekonać, żeby odesłał ją do ciotki do Vermont, ale Oliver nie chciał o tym słyszeć. – A! Więc jednak ma jakieś poczucie przyzwoitości. – To dobry facet. Tylko trochę życiowo zagubiony. – A co z waszymi rodzicami? – zapytałam. – Wyjechali do Niemiec, jak tylko skończyłem siedemnaście lat. Mój ojciec tam się urodził i zawsze chciał wrócić. Kiedy byliśmy już na tyle dorośli, żeby sami się sobą zająć, spakowali manatki i tyle ich widzieliśmy. Niezła rodzinka, co? Oliver właśnie skończył szkołę średnią, a ja byłem w maturalnej klasie. Przepisali na nas dom i znikli. Oliver pracował na polu golfowym, nosił graczom kije. Któregoś dnia usłyszał, jak jeden z nich opowiada, ile kasy zarabia na handlu nieruchomościami. Przegadaliśmy sprawę i postanowiliśmy sprzedać dom i przeprowadzić się do mniejszego mieszkania, a za uzyskane pieniądze zaczęliśmy kupować i sprzedawać domy. Po dwudziestce Oliver miał już na koncie swój pierwszy milion. Zawsze był najmądrzejszy z całej rodziny i okazało się, że ma prawdziwy dryg do interesów. To dzięki niemu poszedłem na studia i kiedy zrobiłem MBA, Oliver już obracał nieruchomościami. Tak powstało Wyatt Enterprises. – A więc to jest też twoja firma? – spytałam.

– Mhm. Mamy po pięćdziesiąt procent udziałów każdy. Nie wspominaj przy nim o rodzicach. To dla niego drażliwy temat. Rzuciłam okiem na Sophie, która wpatrywała się w namalowany przez Moneta portret jego żony. – Piękny obraz, prawda Sophie? – To jego żona. Wygląda tak smutno. Moja mama zawsze tak wyglądała. Zerknęłam na Liama, który pokręcił głową. Sophie poszła oglądać następny obraz, a my zostaliśmy z tyłu. – Jak wyglądał związek Olivera z matką Sophie? Obejrzał się z bladym uśmiechem. – O tym będziesz musiała sama z nim porozmawiać. Spędziliśmy w muzeum cały dzień, aż Sophie wchłonęła masę informacji na temat wszystkich malarzy i ich obrazów. Po powrocie Oliver wyszedł nam na spotkanie. – Jak było? – zapytał Sophie. – Fantastycznie. Szkoda, że nie mogłeś pójść z nami, tato. – Też żałuję, skarbie. Przepraszam. Pójdziemy innym razem. – Pocałował ją w czubek głowy. Sophie pobiegła na górę, a ja poszłam do kuchni napić się wody. Oliver przyszedł za mną. – Nie ma Laurel? – spytałam obojętnie. – Nie. Po golfie odwiozłem ją do domu. Masz jakieś plany na dziś wieczór? – Tak. Akurat mam. – Jak się Sophie sprawowała w muzeum? – Bez zarzutu. Była bardzo grzeczna i zachwycona tym, co zobaczyła na ścianach. Miałam ochotę powtórzyć mu, co Sophie powiedziała o swojej matce, ale obawiałam się, że mógłby wpaść w złość, jeżeli o niej wspomnę, więc się powstrzymałam. Przez ten krótki czas, który tu spędziłam, nauczyłam się, że z Oliverem lepiej nie dyskutować. Wszystko musiało być tak, jak on postanowił, i kropka. – Muszę iść się przebrać na wieczór. Ruszyłam do drzwi, ale Oliver przytrzymał mnie delikatnie za ramię. Odwróciłam się i spojrzałam na niego. – Dokąd idziesz? Umówiłaś się z Liamem? Aż mnie zatkało. – To chyba nie jest twoja sprawa, Oliver. Dzisiaj jest mój wolny dzień. Przypatrywał mi się przez chwilę, po czym zacisnął usta i cofnął rękę. Włożyłam dżinsy, podkoszulkę i tenisówki, zarzuciłam na ramię gitarę i wstąpiłam do Sophie powiedzieć jej dobranoc. – Hej, kwiatuszku. Wychodzę na trochę, więc przyszłam ci życzyć dobrej nocy. Odłożyła książkę i wyciągnęła do mnie rączki. – Baw się dobrze, Delilah. Miłego śpiewania. – Dziękuję. Bądź grzeczna, jak mnie nie będzie. Zobaczymy się rano. Pocałowałam ją w główkę i wyszłam. Otworzyłam furtkę, na ulicy złapałam taksówkę i kazałam się zawieźć na Union Square. Spotykaliśmy

się tam z Jonah od czasu do czasu, żeby pośpiewać nowojorczykom.

OLIVER – Halo, Scott, dowiedziałeś się, dokąd poszła? – Tak. Jest na stacji metra przy Union Square i gra z jakimś facetem. – Czekaj tam na mnie, przyjadę taksówką. – Dobrze. Stałem za narożnikiem i patrzyłem, jak tłum ludzi tańczy i podryguje, kiedy śpiewali Jackson. Przyłapałem się na tym, że sam zaczynam kołysać się w rytm muzyki. Wyglądała przepięknie. Gdy grała i śpiewała, z jej twarzy biło jakieś niezwykłe światło. Spędziłem tam godzinę. Najpierw śpiewali razem, a potem każde z nich wykonało kilka piosenek solo. Gdy skończyli, pożegnali się serdecznym uściskiem. Może to jej chłopak? Mówiła, że nie ma nikogo. Może mnie okłamała? Sam nie bardzo wiedziałem, skąd takie rzeczy chodziły mi po głowie. Schowała gitarę do torby i podniosła się z ziemi. Ruszyła w moim kierunku i zatrzymała się w pół kroku, kiedy zobaczyła, że stoję tam i się uśmiecham. – Oliver. Co ty tu robisz? – spytała zaskoczona. – Przyszedłem posłuchać, jak śpiewasz. Coś w tym złego? Pokręciła głową. – Skąd wiedziałeś, że tu jestem? – Od Scotta – odparłem ostrożnie. – Kazałeś mu mnie śledzić? – Może. Minęła mnie i ruszyła przed siebie ulicą. – Delilah, poczekaj. Co ty, jesteś zła? Stanęła pośrodku chodnika i się odwróciła. – Tak, Oliver. Jestem zła. Dzisiaj jest mój dzień wolny. Mam chyba prawo do swojej prywatności, prawda? Rozłożyłem ręce. – Przepraszam. Chciałem tylko zobaczyć twój koncert. To wszystko. – Możesz sobie mnie oglądać w domu. To, co robię w moje wolne dni, to nie twój interes! – krzyknęła i znowu ruszyła do przodu. Cholera. Naprawdę ją rozeźliłem. Nie przypuszczałem, że tak łatwo się irytuje. – Delilah, proszę. – Dogoniłem ją. – Chodź ze mną na kawę. – Teraz? A kto pilnuje Sophie? – Sophie śpi, a w domu jest Clara. Proszę. Chodźmy gdzieś napić się kawy. Chciałbym o czymś z tobą porozmawiać. Przewróciła oczami. – Okej. Tu za rogiem jest mała knajpka. Usiedliśmy w środku przy stoliku pod oknem. Kelnerka podeszła przyjąć zamówienie.

– Poproszę kawę i placek z wiśniami – powiedziała Delilah z uśmiechem. – Dla mnie to samo. – Lubisz placek z wiśniami? – Uwielbiam. – Ja też. – Uśmiechnęła się jeszcze bardziej. – O czym chciałeś ze mną porozmawiać. Zrobiłam coś nie tak? Pomyślałem, że nie ma takiej rzeczy, którą mogłaby zrobić nie tak. Była doskonała. Niby nikt nie jest doskonały, ale ona – tak. Przynajmniej dla mnie. Niech to szlag. Zaczynałem odczuwać oznaki wzwodu. – Nie, wszystko w porządku. Jak dotąd robisz wszystko tak, jak trzeba. – Co masz na myśli? – Chciałem ci podziękować, że zabrałaś Sophie do muzeum w swój wolny dzień. Po twoim wyjściu buzia jej się nie zamykała. Po raz pierwszy, odkąd mieszka ze mną, wydaje się taka szczęśliwa. – Nie ma za co, Oliver. Poradzimy sobie z problemami Sophie krok po kroku. Kelnerka przyniosła kawę i postawiła przed nami dwa kawałki ciasta. – Kim jest ten facet, z którym koncertujesz? – zapytałem. – To mój kumpel, Jonah. Poznaliśmy się niedługo po tym, jak przyjechałam do Nowego Jorku. Zajęłam mu jego stałe miejsce na ulicy. – Aha. Też jest niezły. – No raczej. Razem ze swoim chłopakiem pracują też za barem w Red Room. Westchnąłem z ulgą. Gej. Najlepsza wiadomość tego wieczoru. Gdy patrzyłem na nią, jak zajada ciasto, mimo woli zacząłem sobie wyobrażać, jak obejmuje tymi słodkimi ustami mój członek i przesuwa je w górę i w dół, podnosząc na mnie piękne, wielkie niebieskie oczy. – Dobrze się bawiłaś z Liamem? – spytałem, starając się zapomnieć o jej ustach. – Aha. To świetny facet. – A nie próbował cię czasem podrywać? – dociekałem z powagą. Uniosła głowę i się uśmiechnęła. – A jeżeli tak, to co? – Jeżeli tak, to skopię mu dupę. Ma zakaz dobierania się do moich pracowników. Takie są zasady i on to dobrze wie. – A czy te zasady stosują się też do ciebie? Co ona wyprawia u licha? Dlaczego pyta mnie o takie rzeczy? To ma być urocze, czy jak? Bo jeżeli tak, to świetnie jej to wychodzi. – Oczywiście. Ale ponieważ to ja ustalam zasady, mogę też w dowolnym momencie je zmienić. – Mrugnąłem żartobliwie. W kąciku ust zebrało jej się troszkę wiśniowego nadzienia. Miałem ochotę pochylić się i zlizać je, ale zamiast tego wyciągnąłem rękę i delikatnie wytarłem je kciukiem. Odruchowo podniosła dłoń do mojej i spoglądała na mnie spokojnie. – Przepraszam. Ubrudziłaś się wiśniami. Opuściła rękę. – Dziękuję.

Uśmiechnąłem się niepewnie. – Skończyłaś? To zbierajmy się. – Skończyłam. Wyszliśmy i wsiedliśmy do samochodu. W domu Delilah zapytała, gdzie trzymam aspirynę. – Jest w szafce obok kuchenki, na górze. Poszedłem za nią do kuchni. Otworzyłem lodówkę i wyjąłem butelkę wody, a Delilah wspięła się na palce, żeby sięgnąć do szafki, ale nie mogła jej dosięgnąć. Podszedłem z tyłu i wyciągnąłem rękę ponad nią. Na chwilę przylgnąłem do niej całym ciałem, kiedy próbowałem wymacać buteleczkę. Odwróciła się i podniosła na mnie wzrok. – Clara schowała ją jak najwyżej w głębi, żeby Sophie nie mogła znaleźć. Wystaw rękę. Wytrząsnąłem jej na dłoń dwie białe pastylki. Stała oparta o kontuar i musiałem z całych sił powstrzymywać się, żeby jej nie pocałować. Tak bardzo chciałem poczuć miękkość jej ust na swoich. Patrzyliśmy na siebie przez chwilę, aż poczułem, że serce zaczyna mi bić szybciej. – Trzymaj. – Podałem jej moją butelkę wody i cofnąłem się o krok. – Dzięki – uśmiechnęła się i wsunęła tabletki do ust. Oddała mi butelkę. – Idę się położyć i to przespać. – Mam nadzieję, że ci przejdzie. Miałem ochotę powiedzieć jej, że najlepszym lekarstwem na ból głowy jest dziki, obłędny seks, a jednocześnie chciało mi się po prostu pocałować ją delikatnie w czoło i przynieść jej ulgę. Przeszła przez kuchnię, ale przy schodach odwróciła się i spojrzała na mnie. – Dziękuję za kawę i ciasto. Następnym razem ja zapraszam. ===LUIgTCVLIA5tAm9PfU5+T3pMbAFgBH4XYgxlBDMBMXEGdlgoRA==

Rozdział 10 DELILAH

Budzik zadzwonił o szóstej i gdy otworzyłam oczy, po bólu głowy nie było ani śladu. Poprzedniego wieczoru nie usnęłam od razu, bo nie mogłam przestać myśleć o tym, co poczułam, gdy Oliver przywarł do mnie, sięgając po słoik z aspiryną, i jak na mnie spojrzał, gdy podawał mi pastylki. Spędziliśmy razem niewiele czasu, a już zaczynałam czuć do niego coś, czego nie czułam wcześniej do nikogo. Nie byłam pewna, co się właściwie dzieje. Wiedziałam tylko, że za każdym razem, gdy się do mnie zbliżał albo po prostu wchodził do pokoju, serce zaczynało mi bić gwałtownie, a w całym ciele czułam dziwne mrowienie. Próbowałam wyobrazić sobie, jaki jest w łóżku. Delikatny i czuły, czy raczej porywczy? Zakład, że w każdej sytuacji musi mieć pełną kontrolę. Wyskoczyłam z łóżka, bo takie fantazje na temat mojego, jakkolwiek by było, szefa wykraczały za daleko. Nie wolno mi zapominać, że dla niego pracuję i zajmuję się jego córką. Nie mogę sobie pozwalać na takie myśli. Poza tym była jeszcze Cruella, jego dziewczyna. Wzięłam prysznic, ubrałam się i poszłam sprawdzić, czy Sophie się obudziła, ale okazało się, że jeszcze śpi. Gdy wyszłam z jej pokoju, cicho zamykając drzwi, zza zakrętu wyłonił się Oliver, po prostu zniewalający w swoim granatowym garniturze na miarę. – Dzień dobry. Jak tam twoja głowa? – Dzień dobry. Znacznie lepiej. Dziękuję. Uśmiechnął się nieznacznie. – Jeszcze śpi? – Tak. Zeszliśmy na dół, a ja skierowałam się do kuchni po kawę. – Dzień dobry, Claro. Uśmiechnęłam się, wyjmując kubek z szafki. – Dzień dobry, Delilah. Dzień dobry panu. – Dzień dobry. Czy jest już śniadanie? – Już gotowe. Proszę usiąść, zaraz przyniosę. Nalałam też kawy dla Olivera i zaniosłam mu do jadalni. – Dziękuję, Delilah. Uśmiechnęłam się i usiadłam po drugiej stronie stołu. – Co myślicie dziś robić z Sophie? – zapytał. – Zabieram ją do świetlicy. Pociągnął łyk kawy i uniósł brwi. – O! Ambitnie. Gdy Clara stawiała przed nami talerze, wparował szeroko uśmiechnięty Liam. – Dzień dobry.

– Cześć, Liam. – Hej, brat. – Oliver kiwnął głową. Liam usiadł koło mnie i poprosił Clarę o kawę. – Gdzie Sophie? – zapytał. – Tutaj – zachichotała, wchodząc do pokoju. Rzuciła mu się w objęcia i dała całusa. – A tacie to nic się nie należy? – uśmiechnął się Oliver. Obeszła stół, uśmiechnęła się do niego i oplotła go ramionami. – Dzień dobry, tato. Usiadła obok mnie i przybiłyśmy piątkę. – Dobrze się czujesz, Sophie? – spytałam z niepokojem, bo wyglądała dziwnie bledziutko. – Tak. Tylko ciągle jestem niewyspana. – Może ty rośniesz. To strasznie wyczerpujące. Połaskotałam ją. Zauważyłam, że Oliver obserwuje mnie przez stół. Poczułam, że się czerwienię. Po śniadaniu Oliver i Liam wyszli do pracy. Powiedziałam Sophie, żeby skoczyła na górę się ubrać, bo idziemy do świetlicy. Wyglądała na zadowoloną i poszła do siebie. Pomogłam Clarze pozmywać po śniadaniu, po czym poszłam zobaczyć, czemu Sophie nie schodzi tak długo. Znalazłam ją uśpioną na łóżku. Wydało mi się to dziwne, że znowu zasnęła. Nie poszłyśmy do świetlicy, ale mniejsza z tym. Najwyraźniej potrzebowała odpocząć. Może nie mogła zasnąć poprzedniej nocy. Zeszła na dół jakieś trzy godziny później, kiedy siedziałam na tarasie i brzdąkałam na gitarze. – Hej, ptysiu. Jak się czujesz? – Dobrze. Przegapiłyśmy zajęcia w świetlicy? – jęknęła. Uśmiechnęłam się lekko. – Tak, ale to nic. Możemy pójść innym razem. Jest piękny dzień. Może poszłybyśmy na trochę do Central Parku? Mogę zadzwonić do mojej koleżanki Jenny i zapytać, czy nie chciałaby się tam z nami spotkać. Bardzo chcę, żebyś ją poznała. – Okej. Tylko muszę się uczesać. Poszłam do kuchni i poprosiłam Clarę, żeby przygotowała nam kosz piknikowy do wzięcia, a w tym czasie zadzwoniłam do Jenny. – Właśnie o tobie myślałam – powiedziała, gdy odebrała telefon. – Naprawdę? Dlaczego? – Bo mi cię brakuje. Dawno się nie widziałyśmy. – Dlatego dzwonię. Idziemy z Sophie do Central Parku na piknik. Może byś się z nami wybrała? – No popatrz, co za wyczucie czasu. Właśnie skończyłam robotę w sklepie. Kiedy idziecie? – Zaraz wychodzimy. Spotkajmy się w środku, na Cherry Hill za około pół godziny. – Dobra. Wezmę ze sobą koc. – Tylko nie ten, na którym uprawiacie ze Stephenem sek. – roześmiałam się. – Bardzo śmieszne, Delilah. Do zobaczenia. Sophie zeszła z góry, zabrałam kosz i torbę z gitarą i wyszłyśmy z domu. Scott już na nas czekał.

W parku wzięłam Sophie za rączkę i pomaszerowałyśmy w kierunku Cherry Hill. W pewnej chwili rozwiązał jej się bucik, więc położyłam kosz i gitarę na ziemi i przykucnęłam przy niej, żeby go zasznurować. Podniosła nogawkę i zobaczyłam duży, granatowy siniak na nodze. – Sophie, skąd masz tego siniaka? – Nie wiem. Sam się zrobił. Spojrzałam na nią z zastanowieniem, po czym zawiązałam jej sznurówki i poszłyśmy dalej. Jenny już na nas czekała rozłożona na kocu. – Sophie, to Jenny, moja najlepsza przyjaciółka na świecie. – Cześć – uśmiechnęła się. – Cześć, Sophie. Miło cię poznać. Usiadłyśmy i zjadłyśmy lunch, a później na prośbę Sophie pograłam trochę na gitarze. Potem Sophie poszła usiąść pod drzewem wiśniowym i poczytać. – Jak się sprawy mają z Oliverem? – W porządku. – Dobierał się? Westchnęłam. – Dlaczego zakładasz, że miałby się do mnie dobierać. On ma dziewczynę, Jenny. – Poznałaś ją już? – Tak. Mówię na nią Cruella – roześmiałam się. – Aż tak? – No. Straszna jest. I widać, że nie trawi Sophie. Spojrzałam w kierunku drzewa, pod którym siedziała Sophie ze swoją książką. Spała. – To dziwne. – Co? – Że Sophie znowu śpi. Miałyśmy rano iść do świetlicy, ale zasnęła na łóżku. – Może złapała jakiegoś wirusa. – Może. Chyba powinnam zabrać ją do domu. – Zadzwoniłam po Scotta, żeby po nas przyjechał. – Możesz ponieść kosz i gitarę? – poprosiłam Jenny. – Wezmę ją na ręce. – Pewnie. Podeszłam do drzewa, wyjęłam jej książkę z rąk i podniosłam ją do góry. – Chodź, księżniczko. Wracamy do domu. ===LUIgTCVLIA5tAm9PfU5+T3pMbAFgBH4XYgxlBDMBMXEGdlgoRA==

Rozdział 11 Sophie przespała kilka godzin, a następnie zeszła do kuchni, gdzie Clara uczyła mnie nowego przepisu na kurczaka. – Hej, Sophie. Jak się czujesz? – Dobrze. Pić mi się chce. Wdrapała się na wysoki stołek, podczas gdy Clara nalewała jej do szklanki sok pomarańczowy z lodówki. – Hej, chcesz zobaczyć coś fajnego? – zapytałam. – Pewnie. Wzięłam papierowy kubek stojący na ladzie i stukając w jego odwrócone denko, zaśpiewałam „kubkową” piosenkę, wywołując u niej piski radości. Gdy skończyłam, od drzwi dały się słyszeć ciche oklaski. Podniosłam głowę. W progu stał Oliver z uśmiechem na twarzy. – To było urocze. Wszedł i pocałował Sophie w głowę. – Dziękuję. – Zarumieniłam się. – Mam coś dla ciebie, robaczku – powiedział do Sophie. – Chodź ze mną na górę. Poszliśmy do salonu, a tam czekały sztalugi, płótna, farby i zestaw przyborów do malowania. – O rety, tato! – wykrzyknęła i rzuciła się je oglądać. – Teraz możesz namalować wszystko, co zechcesz – uśmiechnął się. – Dziękuję, tato. Kocham cię. – Zarzuciła mu ręce na szyję. – Ja też cię kocham, skarbie. Stałam z tyłu i patrzyłam, jak po kolei bierze do ręki i ogląda każdy pędzel. – Właśnie bezgranicznie uszczęśliwiłeś jedną małą duszyczkę. – Mam nadzieję. Jak było dziś w świetlicy? – Nie poszłyśmy. Długo nie schodziła i kiedy poszłam sprawdzić, co się dzieje, okazało się, że zasnęła. – Naprawdę? – Tak. Więc umówiłyśmy się z moją koleżanką Jenny na piknik w Central Parku. To dziwne, ale Sophie usiadła pod drzewem, żeby poczytać książkę, i znowu zasnęła. – Może jest chora? Spojrzał na mnie zaniepokojony. – Może coś ją bierze, nie wiem. Myślę, że powinniśmy poczekać i zobaczymy. – Cokolwiek to jest, mam nadzieję, że szybko jej przejdzie. Przy okazji chciałem cię uprzedzić, że Laurel przyjdzie dziś na kolację, i Liam też. – Okej. Jest jakaś okazja? – Nie, nie. Mieliśmy pójść gdzieś omówić imprezę, którą robimy w firmie w przyszłym tygodniu, ale nie chciałem ruszać się dziś z domu, więc zaprosiłem ich tutaj.

– To Cru… To Laurel też pracuje w firmie? – Nie, ale organizuje dla nas imprezę charytatywną w tym roku. O, jak miło. Przewróciłam oczami. – Sophie, może zabierzemy farby i całą resztę do twojego pokoju i wszystko zainstalujemy? – Dobrze, tato. Pomogłam Oliverowi poprzenosić rzeczy do pokoju Sophie i rozłożyliśmy wszystko w kącie pod oknem. To było doskonałe miejsce do malowania. Sophie położyła się na łóżku. – Co się dzieje, Sophie? – Oliver usiadł przy niej. – Źle się czuję. Głowa mnie boli i chce mi się spać. Obejrzał się na mnie z troską w oczach. Podeszłam i położyłam jej rękę na czole. – Jest rozpalona. Masz w domu termometr? – Nie wiem. Zapytam Clarę. – A tylenol dla dzieci? – Nie wydaje mi się. Sophie jeszcze nie chorowała, odkąd tutaj mieszka. Westchnęłam. – Skoczę do sklepu. – Nie trzeba. Poproszę Scotta. Powiedz, co trzeba kupić. – Termometr i tylenol dla dzieci wystarczy. Wyszedł z pokoju, a ja pochyliłam się nad Sophie. – Wszystko będzie dobrze. – Uśmiechnęłam się do niej i odgarnęłam jej włoski. – Chodź, przebierzemy się w piżamkę. Tak ci będzie wygodniej. Wstałam i wyjęłam z szuflady jej koszulkę nocną z Małą Syrenką. Pomogłam jej usiąść i zdjęłyśmy ubranie, po czym wślizgnęła się w koszulkę, a ja odchyliłam kołdrę i otuliłam ją ciepło. Chwilę później wrócił Oliver z termometrem i tylenolem. – Tak szybko? – Apteka jest na rogu ulicy – odparł i podał mi termometr. – Otwórz buzię Sophie i włóż to pod język. Kiedy termometr zapiszczał, wyjęłam go i spojrzałam na wynik. – Uuu, kochana, masz trzydzieści dziewięć i jeden. Oliver, co piszą na butelce? Jaka dawka? – Półtorej łyżeczki. – Okej, możesz nalać do miarki? Nie mogłam powstrzymać śmiechu, kiedy zobaczyłam, jak mocuje się z zakrętką i nie potrafi jej zdjąć. – Jak się to otwiera, do diabła? – Daj. To zabezpieczenie przed dziećmi. – W jednej chwili otworzyłam butelkę i nalałam odpowiednią ilość. – Wypij to, Sophie, poczujesz się lepiej. Wzięła ode mnie kubeczek, wypiła i skrzywiła się z niesmakiem. Szybko podałam jej szklankę wody. – Popij. Wypiła kilka łyków, po czym osunęła się na poduszkę i zamknęła oczy. Pocałowałam ją w główkę, a Oliver zrobił to samo. Wyszliśmy z pokoju, zostawiając lekko uchylone drzwi. – Myślisz, że to nic poważnego? – zapytał.

– Pewnie złapała jakiegoś wirusa. Trzeba jej mierzyć gorączkę. Być może jutro będzie musiała iść do lekarza. – Ona nie ma lekarza. – Jak to? – zapytałam zaskoczona. Staliśmy oboje w salonie. – Nigdy dotąd nie była chora. Słuchaj, Delilah, nie mam pojęcia o wychowywaniu dzieci. Uczę się dzień po dniu. Do tej pory nie potrzebowała lekarza, więc po co miałem go szukać? – Na wypadek takiej sytuacji jak teraz! Trzeba też ją zaszczepić, zanim na jesieni pójdzie do przedszkola. – Sophie pójdzie do prywatnej szkoły. – I co z tego? I tak musi być szczepiona. – Okej, no to chyba dobrze, że tu jesteś. Przewróciłam oczami. – No chyba. Gdy zeszliśmy na dół, pojawili się Laurel z Liamem. – Cześć, Oliver. – Laurel uśmiechnęła się i pocałowała go w usta. Zachciało mi się rzygać. – O, dzień dobry, Delilah. Posłałam jej zdawkowy uśmiech i zerknęłam na Liama, który mrugnął do mnie porozumiewawczo. Kolacja czekała na stole. Patrzyłam, jak Oliver kładzie rękę na plecach Laurel i obydwoje idą do jadalni. Nie mogłam przestać myśleć o tym, jak wczoraj wieczorem wytarł mi wiśnie z ust. Usiadłam, a Liam zapytał, gdzie jest Sophie. – Leży w łóżku. Rozchorowała się. – Biedna mała. Mam nadzieję, że to nic poważnego. – Dzięki. Ja też. Zauważyłam, że Oliver bacznie nam się przygląda przez stół. Ciągle zastanawiałam się, dlaczego zapytał mnie, czy Liam nie próbował mnie przypadkiem podrywać. – A co to za impreza dobroczynna, którą organizujecie? – zapytałam z grzeczności. – To na rzecz osób ze stwardnieniem zanikowym bocznym i na badania naukowe. Chcemy zebrać pieniądze, żeby pomóc chorym i ich rodzinom, a resztę przeznaczyć na finansowanie badań nad tą chorobą – odparł Oliver. – Okej – uśmiechnęłam się. – I co roku wybieracie sobie inny cel? – Dokładnie tak. – Liam się rozjaśnił. – I co roku mamy tak samo świetne wyniki. – To co, możemy teraz pogadać o szczegółach? – odezwała się Laurel opryskliwie. – Oliver, mogę zapytać, dlaczego twoja niania je z nami kolację? Nie powinna przypadkiem jeść w kuchni z Clarą? Chyba należy do personelu, prawda? – Laurel, nie bądź niemiła – rzekł Oliver. Nie mogłam uwierzyć, że ta szmata to powiedziała. Wydaje jej się, że kim jest, do cholery? U mnie w Chicago szybko dostałaby za swoje. Byłam zła, że Oliver nie stanął w mojej obronie. – Jest tutaj, bo idzie ze mną na imprezę, więc chciałem, żeby poznała szczegóły – uśmiechnął się Liam. – Prawda, Delilah?

Wzięłam do ust kawałek kurczaka i opanowałam się, ale w środku aż we mnie kipiało. – Tak. Już się nie mogę doczekać. Spojrzałam na Olivera, który wpatrywał się we mnie intensywnie. Nie wyglądał na zadowolonego. Prawdę mówiąc, wyglądał raczej na wściekłego. Co mi tam. – Przepraszam. Pozwolę wam w spokoju omówić wasze sprawy. Wstałam i zabrałam swój talerz do kuchni. Potrzebowałam się uspokoić, bo ta zdzira naprawdę wyprowadziła mnie z równowagi. – Jak Oliver może ją ścierpieć? – rzekłam do Clary. Prychnęła. – Kawał jędzy, co? Nie przejmuj się nią. Któregoś dnia pan Wyatt zorientuje się, kim tak naprawdę jest, i wywali ją z hukiem na zbity pysk. Uśmiechnęłam się i ogarnęłam ją ramieniem. – Dzięki, Clara. Zajrzę do Sophie, a potem będę w salonie jakby co. Poszłam do pokoju Sophie. Spała jak zabita. Usiadłam więc przy pianinie i zaczęłam grać i śpiewać pod nosem. Kiedy skończyłam, za moimi plecami rozległy się oklaski. W pokoju stali Oliver i Liam. – Brawo, Delilah. – Liam podniósł drinka do góry. – Dziękuję. – Oliver, mam genialny pomysł. Może Delilah zagrałaby na naszej imprezie? W ramach programu artystycznego. – Mam już umówiony zespół – warknęła Laurel, wchodząc do pokoju. – To ich odmówisz – odparł Oliver sucho. – Myślę, że to doskonały pomysł, żeby Delilah zaśpiewała u nas na imprezie. – Chyba żartujesz. – Nie, mówię całkiem poważnie – odpowiedział. – Ja też – przyłączył się Liam. – Delilah, co ty na to? Zgodzisz się zagrać na charytatywnej imprezie naszej firmy? – Bardzo chętnie – powiedziałam, patrząc na Cruellę. Rzuciła mi spojrzenie, którym, gdyby mogła, toby mnie zabiła. Ale ja miałam to głęboko w nosie. Skoro Oliver i Liam chcą, żebym wystąpiła, to zrobię to. Impreza miała szlachetny cel i udział w niej uznałam za wyróżnienie. ===LUIgTCVLIA5tAm9PfU5+T3pMbAFgBH4XYgxlBDMBMXEGdlgoRA==

Rozdział 12 OLIVER

Podszedłem do barku i nalałem sobie kolejną szklaneczkę whisky, podczas gdy Laurel nie przestawała wyrzucać mi, że zaproponowałem Delilah występ na imprezie. – Co tu się dzieje, do cholery? – zapytała. – O co ci chodzi, Laurel? – Co tak się troszczysz o tę dziewuszkę, Oliver? Bo tak na ciebie patrzy? – Jeżeli masz na myśli Sophie, to owszem. Jest moją córką i będę się o nią troszczył, jak mi się podoba. – Nie mam na myśli Sophie i doskonale o tym wiesz. – Nie ośmieszaj się Laurel. Delilah jest moją nianią i może raz na zawsze zamkniemy ten temat. To miła dziewczyna i bardzo dobrze zajmuje się Sophie. Podeszła do mnie i przebiegła mi palcami po klatce piersiowej. – Przepraszam, kochanie. Wiesz, że jestem o ciebie potwornie zazdrosna. Może pojedziemy do mnie na mały numerek? Kupiłam nową bieliznę, którą strasznie chcę ci pokazać. – Bardzo bym chciał, Laurel, ale nie mogę. Sophie jest chora i nie chcę jej zostawiać. W jej oczach błysnął gniew. – Delilah jest przy niej, więc ty chyba nie musisz. Nic jej nie będzie. – Powiedziałem nie dzisiaj, Laurel. Koniec dyskusji. Liam wrócił do pokoju, a na twarzy pojawił mu się złośliwy uśmieszek. – Poróżniły się gołąbeczki? – Laurel idzie do domu. – Jak chcesz, Oliver. Porozmawiamy jutro. – Złapała swoją torebkę. Po drodze zatrzymała się i spojrzała na Liama, który stał w progu i chrupał herbatnika. – Obyś się udławił. Wypadła z pokoju, a Liam wybuchnął śmiechem. – Nigdy mnie nie lubiła. – Może dlatego, że ty też jej nie lubisz, i ona o tym wie. – A co tu lubić? – zachichotał. Nalałem do szklanki szkockiej i podałem mu. – Co to za historia z Delilah, do cholery? Kazałem ci się trzymać od niej z daleka. – Może trudno ci w to uwierzyć, ale przyjaźnimy się. – Tak, i wcale nie chodzi ci o nic więcej – burknąłem. – Myśl sobie, co chcesz, ale zapewniam cię, że dopóki Delilah u ciebie pracuje, wiem, że jest poza zasięgiem. Znam zasady. – To po co ten cyrk z zapraszaniem jej na imprezę? – Chyba nie chciałeś, żeby przyszła sama, prawda? Poza tym będzie tam występować, więc wszystko

w porządku. Laurel urwałaby ci jaja, gdybyś ty z nią poszedł, a przecież wiem, że chciałbyś, żeby tam była. – Jest opiekunką Sophie. Nie miałem najmniejszego zamiaru zapraszać jej na naszą imprezę. Zajmuje się moją córką, to wszystko. Kto teraz zostanie z Sophie? Przewrócił oczami i głośno wypuścił powietrze. – Masz przecież drugą opiekunkę. Jak ona się nazywa? Francesca? Ta, co mieszka dwa domy dalej. – Ona przychodzi tylko w niedziele. – Proszę cię. Na pewno ucieszy ją dodatkowa fucha, a jak tu była kilka razy, to bardzo ładnie się razem z Sophie bawiły. Dobra, muszę lecieć. Zobaczymy się jutro. A właśnie, jeżeli to cię uspokoi, to poznałem kogoś. Ma na imię Isabelle i może coś z tego będzie – uśmiechnął się. – To czemu nie zaprosisz jej na naszą imprezę? – Bo w ten weekend jedzie do Pensylwanii do swojej siostry. Ale nie bój się, kiedyś ją przyprowadzę, żebyś ją poznał. – Możemy się w ogóle umówić we czwórkę – powiedziałem. – Masz na myśli, ty, ja, Isabelle i Delilah? – zapytał z ironią. – Bo jeżeli chodziło ci o Laurel, to nie, dziękuję. Nie chcę fundować Isabelle takich atrakcji. Westchnąłem. – Spadaj stąd. Zobaczymy się rano. Po jego wyjściu poszedłem na górę zajrzeć do Sophie. Spała twardo. Szkoda, że Delilah znikła zaraz po tym, jak zaproponowaliśmy jej występ na imprezie. Miałem wrażenie, że nie przepada za Laurel. W głębi ducha bawił mnie ten jej zadziorny charakter. Poszedłem do swojego pokoju, włożyłem spodnie od piżamy i zainstalowałem się w łóżku. Włączyłem laptopa i właśnie przeglądałem mejle, kiedy usłyszałem krzyk Sophie. Poderwałem się, ale gdy wpadłem do jej sypialni, Delilah już była przy niej i tuliła ją w ramionach. – Co się stało? Delilah obejrzała się, nie przestając przyciskać Sophie do piersi. – Mówi, że boli ją ucho. Dam jej jeszcze tylenolu. Idź proszę do łazienki i zmocz mały ręczniczek w gorącej wodzie, a potem wyciśnij i złóż. Zrobiłem, tak jak powiedziała. Wróciłem do łóżka Sophie i podałem Delilah mokry ręcznik. – Sophie, przyłóż to sobie do ucha. Oliver, możesz jeszcze przynieść zwykły ręcznik? – Jasne. Przyniosłem jej czysty ręcznik z łazienki. Delilah zwinęła go na poduszce i kazała Sophie się na nim położyć z mokrym ręcznikiem przyciśniętym do ucha. Usiadłem na brzegu łóżka po drugiej stronie i delikatnie głaskałem Sophie po plecach. – Wszystko będzie dobrze, skarbie. Nie mogłem nie zauważyć piżamy Delilah. Miała na sobie jedwabne szorty i taką samą koszulkę bez rękawów, której szeroki dekolt podkreślał jej bujne piersi. – Chyba będę musiała rano wziąć ją do przychodni. A potem poszukam dla niej jakiegoś dobrego pediatry – powiedziała. – Dobrze. Żałuję, ale nie znam nikogo takiego. Wracaj do łóżka. Posiedzę tu przy niej trochę i będę

miał na nią oko. – Na pewno? Mogę zostać. – Na pewno. Uciekaj – uśmiechnąłem się lekko. Wstała, a ja natychmiast poczułem, że twardnieje mi członek, kiedy patrzyłem na jej idealny, prawie nieosłonięty tyłeczek, kiedy szła przez pokój. Trudno zaprzeczyć, że jej pragnąłem i strasznie chciałem poczuć jej smak. Cholera. Jak tylko upewniłem się, że Sophie spokojnie śpi, wróciłem do siebie i ulżyłem sobie, rozmyślając o Delilah i jej seksownych kształtach. ===LUIgTCVLIA5tAm9PfU5+T3pMbAFgBH4XYgxlBDMBMXEGdlgoRA==

Rozdział 13 DELILAH

To był długi dzień. Lekarz w przychodni stwierdził u Sophie zapalenie ucha i od razu przepisał jej antybiotyk. Zjadła wczesną kolację, a potem zrobiłam jej kąpiel i powiedziała, że chce się położyć. O siódmej usłyszałam, jak otwierają się drzwi wejściowe i do kuchni wszedł Oliver. Postawił teczkę na ziemi i od razu zajął się rozwiązywaniem krawata. – Cześć. Jak się miewa Sophie? – Śpi. Wykąpałam ją i powiedziała, że chce iść do łóżka. – Biedne maleństwo. Koleżanka w pracy dała mi namiar na pediatrę. Jej syn się u niego leczy i podobno jest fantastyczny. – Świetnie. Zadzwonię i umówię ją na wizytę. – Jadła kolację? – Tak. Clara zrobiła jej potrawkę z kurczaka. – A ty jadłaś? – Nie. Nie miałam czasu. Clara zrobiła kotlety wieprzowe. Nie była pewna, o której wrócisz, więc wstawiła je do szuflady grzewczej. Skrzywił się. – Jakoś nie mam ochoty na kotlety. A może zamówilibyśmy coś z tej fajnej włoskiej knajpy za rogiem? – Okej. Brzmi nieźle. – Dobra. Zadzwonię i idę się przebrać – rzucił z uśmiechem. Wyjęłam z szafki talerze i sztućce i nakryłam do stołu. Clara musiała dziś wcześniej wyjść, bo miała jakąś sprawę rodzinną, więc byliśmy w domu sami, nie licząc Sophie śpiącej na górze. Niewiele później Oliver wrócił do kuchni w granatowej koszulce i dżinsach. Prawie się zakrztusiłam z wrażenia, bo nie widziałam go wcześniej w takich zwykłych ciuchach i wyglądał po prostu zachwycająco. Poczułam, że całe ciało zaczyna mi buzować, a serce przyspieszyło gwałtownie. – Wyjmij kieliszki, a ja przyniosę wino. Gdy stawiałam kieliszki na stole, rozległo się pukanie do drzwi i po chwili Oliver wszedł do jadalni z reklamówkami w rękach. Nałożyłam jedzenie, a on napełnił kieliszki. – Muszę ci coś powiedzieć. Kelsey, ciotka Sophie, i jej mąż chcą, żeby Sophie odwiedziła ich w Vermont. Mają tam gospodarstwo rolne. To jakieś pięć godzin drogi stąd. Powiedziała, że jeżeli ją tam zabiorę, mogliby potem odstawić Sophie do domu, bo chcą przy okazji zrobić jakieś zakupy w Nowym Jorku. – I co ty na to? – zapytałam i napiłam się wina. – Myślę, że to mogłoby Sophie dobrze zrobić. Mają tam różne zwierzęta i myślę, że to by się jej spodobało. Lubi Kelsey. To siostra Elaine. – To zapytaj Sophie jutro rano i zobaczymy, co powie.

– Taki mam zamiar. Uśmiechnęłam się nieznacznie i zabrałam się do jedzenia. – Pyszne. – Prawda? To moje ulubione włoskie miejsce. Zdziwiłabyś się, gdybyś je zobaczyła. To właściwie mała dziupla, góra dziesięć stolików. – Najczęściej takie knajpki mają najlepsze jedzenie. W Chicago kilka ulic ode mnie była taka mała meksykańska restauracja. Mieli najlepsze meksykańskie żarcie w mieście. Dolał sobie wina. – Może opowiesz mi coś więcej o swoim dzieciństwie? – Wszystkiego już się o mnie dowiedziałeś, więc co mam ci jeszcze opowiadać? – prychnęłam. – Wychowałam się w obskurnej dzielnicy, w której panowały gangi i kwitł handel narkotykami. Ale trzeba przyznać, że nieważne, jak było źle, ludzie troszczyli się tam o swoich. – A twoja matka? – zapytał. – Była pijaczką i zapiła się na śmierć. Zmarła na niewydolność wątroby. Jak wiesz, miałam wtedy osiemnaście lat. Przez całe dzieciństwo opiekowałam się Bradenem, Tannerem i Colette. Uważałam, żeby nie wpakowali się w kłopoty i mogli do czegoś w życiu dojść. Musiałam więc dorosnąć raczej szybko. – Wyobrażam sobie. Mówiłaś, że wszyscy troje są dzisiaj na studiach? – Tak. Braden ma dwadzieścia jeden lat i studiuje przedsiębiorczość i finanse na Uniwersytecie w Chicago. Colette ma dziewiętnaście lat i robi studia pielęgniarskie na Uniwersytecie Florydy, a Tanner ma osiemnaście i jest na pierwszym roku dziennikarstwa na Uniwersytecie Bostońskim. – Czyli nieźle się spisałaś. Z tego, co mówisz, wygląda, że spełniają swoje marzenia. Wszyscy są na stypendium? – Tak. Mają stypendium i pomoc finansową. – A co z Delilah? – Co masz na myśli? – Ty chyba też masz marzenia. – Tak, ale mama szybko kazała mi o nich zapomnieć, kiedy postanowiła, że nie będzie dla nas matką. Moje życie kręciło się wokół dzieciaków. Ale zawsze chciałam mieszkać w Nowym Jorku i oto jestem. Więc moje marzenie też się spełniło. Siedział i przypatrywał mi się przez stół. – Jesteś bardzo bezinteresowną osobą, Delilah. Podziwiam to u ciebie. Mam nadzieję, że o tym wiesz. Oblałam się rumieńcem. – Dziękuję. Dobra, twoja kolej. Opowiedz mi o Oliverze Wyatcie i w jaki sposób do trzydziestki osiągnął taki sukces. – Mój brat ci już pewnie wszystko opowiedział. – To i owo. – A powiedział, że nasi rodzice porzucili nas i wyjechali do Niemiec? Spuściłam wzrok, bo wyczułam gorycz w jego głosie. – Tak.

– No, to już wszystko wiesz. Nie ma nic więcej do opowiadania. Zacząłem handlować nieruchomościami i założyłem Wyatt Enterprises. A teraz sprzedaję budynki na całym świecie. – Podniósł się z krzesła. – Chodźmy na taras, możemy tam jeszcze pogadać. Jest taki ładny wieczór. Wstałam, a on zgarnął kieliszki i butelkę wina i wyszliśmy na taras usiąść na dużych miękkich krzesłach przy ogrodowym stoliku. Dolał mi wina i znów skierował rozmowę na mnie. – Pewnie w młodości nie mogłaś opędzić się od wielbicieli, co? – Nie, nieszczególnie. Mój najdłuższy związek wtedy trwał jakieś trzy dni. Nie miałam czasu na chłopaków. Pracowałam, zajmowałam się dzieciakami i chodziłam do szkoły. Faceci musieli zejść na dalszy plan. – A teraz? Spojrzałam na niego niepewnie, bo nie bardzo wiedziałam, do czego zmierza. – O co ci chodzi? – Nie powiesz mi, że taka kobieta jak ty nie znalazła sobie faceta w Nowym Jorku. – Raz byłam na randce w ciemno. Chłopak Jenny, Stephen, umówił mnie z jednym ze swoich kolegów. Ale to był niewypał. – Dlaczego? – Okazał się niezłym szajbusem i przyszedł na naszą randkę kompletnie naćpany – parsknęłam śmiechem. – A! Nie ma to jak zrobić dobre wrażenie. – A ty? Czy pan Wyatt bywa zakochany? – zapytałam kpiąco. Pociągnął kolejny łyk i westchnął. – A w wieku siedemnastu lat się liczy? – Jeżeli to była miłość, to tak. – Tak mi się wydawało. To była wspaniała dziewczyna albo przynajmniej ja tak myślałem. Chodziliśmy ze sobą ponad rok. Byliśmy nierozłączni. Oddałem jej wszystko, co mogłem i co miałem. Rozmawialiśmy o małżeństwie i wspólnej przyszłości. Nawet kupiłem jej na urodziny pierścionek zaręczynowy. Któregoś dnia po szkole poszedłem do niej do domu, bo powiedziała mi, że jest chora, i chciałem sprawdzić, jak się czuje. Znalazłem ją w łóżku z innym chłopakiem. – Paskudna historia. – To już nieważne. Powiedzmy tylko, że to przez nią stałem się tym, kim jestem dzisiaj. Facetem o sercu z kamienia, który nie ma zamiaru już nigdy tak się przejechać. Wiedziałam, że moje następne pytanie mogło iść o krok za daleko i pewnie usłyszę, że to nie moja sprawa, ale po prostu musiałam je zadać: – A matka Sophie? – Z Elaine spotykałem się od czasu do czasu. Była zaborcza, zbytnio zaangażowana i naciskała na ślub. Od początku dałem jej jasno do zrozumienia, że nie ma na co liczyć. Postarała się o to, żeby zajść w ciążę, bo miała nadzieję, że zmięknę i się z nią ożenię. Ale się przeliczyła. Oszukała mnie, celowo zaszła w ciążę, a potem urodziła się Sophie. Nie wymigiwałem się od odpowiedzialności finansowej i co miesiąc płaciłem jej alimenty, i to całkiem spore. Tak że nie musiała się martwić o pieniądze. Ale w moich życiowych planach nie było miejsca na dziecko i zraziłem się do Elaine przez to, co zrobiła.

Słuchając go, poczułam, jak żołądek zaciska mi się w ciasny supeł. – I nigdy nie widywałeś się z Sophie? – Nie. Do chwili, kiedy miała trzy latka i Elaine pojawiła się z nią u mnie któregoś dnia bez zapowiedzi. Elaine wyglądała na wyniszczoną przez narkotyki i zapytała, czy mogą wejść. Zgodziłem się, a potem powiedziała, że chce skorzystać z łazienki i znikła na cały dzień, zostawiając Sophie ze mną. Od razu zauważyłem, że to bystra dziewczynka. Elaine wróciła wieczorem i stwierdziła, że zrobiła to, bo miała nadzieję, że zapragnę być ojcem dla Sophie. Tak naprawdę podejrzewam, że chodziło jej po prostu o więcej pieniędzy. Wypisałem jej czek, a potem widywałem się z Sophie kilka razy w roku, najczęściej w jej urodziny i w czasie wakacji. – Ale po śmierci Elaine jednak zdecydowałeś się wziąć ją do siebie. – Jestem jej ojcem. Nie miałem żadnego wyboru. Skłamałbym, gdybym powiedział, że tego chciałem, ale tak było trzeba. – Aha. Serce z kamienia, tak? – uśmiechnęłam się. – Nie w stosunku do Sophie. Do wszystkich innych – tak. – Odwrócił wzrok. To dało mi do myślenia na temat Laurel i ich związku. Czy ośmielę się zapytać go o to? Nie. To naprawdę nie była moja sprawa. I tak byłam zdumiona, że aż tak się przede mną otworzył. ===LUIgTCVLIA5tAm9PfU5+T3pMbAFgBH4XYgxlBDMBMXEGdlgoRA==

Rozdział 14 OLIVER

Sam nie wiem, dlaczego powiedziałem jej to wszystko. Może dlatego, że tak łatwo się z nią rozmawiało. Opowiedziałem jej o rzeczach, o których nawet Laurel nie miała pojęcia. Wcale nie miałem zamiaru tak się przed nią otwierać, ale siedząc na wprost niej i patrząc w te piękne niebieskie oczy, jakoś zmiękłem i nabrałem ochoty do zwierzeń. Od początku spodziewałem się, że zapyta o to, jak umarła Elaine i nie pomyliłem się. – Jak to się stało, że matka Sophie umarła? Wziąłem głęboki oddech i nalałem sobie kolejny kieliszek wina, po czym wpatrywałem się w nią intensywnie, zastanawiając się, czy jej powiedzieć. Jedynie dwie osoby wiedziały, jak umarła – ja i Liam. Nikt inny nie musiał wiedzieć, a szczególnie nie jej rodzina. – To, co ci powiem, musi zostać między nami. Poza mną wie o tym tylko Liam. Okej? Zmrużyła oczy i przytaknęła. – Elaine zmarła z przedawkowania leków. Chciałem oszczędzić jej rodzinie wiadomości, że odebrała sobie życie. Miała cukrzycę typu 1, więc za pomocą niemałej dopłaty, lekarz sądowy stwierdził, że przyczyną śmierci była choroba. – Skąd wiesz, że się zabiła, a nie, że to był wypadek? – Zostawiła mi list. Miło, nie? Napisała, że przeprasza i że prosi, żebym się zajął Sophie i dopilnował, żeby miała szczęśliwe dzieciństwo i wszystko co potrzeba. Przechyliła się nad stołem i położyła mi dłoń na ręce. Od dotyku jej miękkiej dłoni przebiegły mnie ciarki. Co jest do cholery? – Tak ci współczuję, Oliver. Cofnąłem rękę i wstałem, tłumacząc, że muszę iść do łazienki. Całą siłą woli powstrzymywałem się, żeby jej nie chwycić i nie pocałować. Cały aż kipiałem z pragnienia, i to było nie do wytrzymania. – Dziękuję. Przepraszam, muszę iść do łazienki. Gdy odzyskałem panowanie nad sobą, wróciłem na taras. – Zrobiło się późno, powinniśmy iść spać. – Dobra myśl – uśmiechnęła się. Kiedy podniosła się z miejsca, straciła równowagę. Chwyciłem ją za ramiona, żeby pomóc jej złapać pion. – Ostrożnie. Nie chciałbym, żebyś sobie pokiereszowała tę ładną buźkę. – Uf, zdaje się, że wypiłam o kieliszek za dużo. Przepraszam. – Nie przepraszaj. Zdarza się. Pomogę ci wejść na górę. Objąłem ją w talii, a ona położyła mi głowę na ramieniu. Poczułem kwiatowy zapach jej włosów. Poprowadziłem ją na górę do jej pokoju. – Dziękuję, Oliver. Miłych snów.

– Nie ma za co – odpowiedziałem, wpatrując się jej prosto w oczy. – Śpij dobrze. Pójdę zajrzeć do Sophie, więc nie przejmuj się tym. Do zobaczenia rano. Poszedłem do siebie i zamknąłem drzwi. Tej nocy, dzięki Delilah Graham, miałem wyłącznie miłe sny.

DELILAH Muszę się przyznać. Nie wypiłam za dużo wina. Wiedziałam, że jeżeli się potknę, to mnie przytrzyma, a chciałam poczuć jego dotyk, szczególnie po tym, jak położyłam mu rękę na dłoni. Powiedział, że ma serce z kamienia, ale ja w to nie wierzę. Dziś wieczorem zobaczyłam innego człowieka. Zobaczyłam kogoś zdolnego do miłości, komu można zaufać. Przebrałam się w piżamę i weszłam do łóżka, rozmyślając o nim i fantazjując o czymś więcej niż tylko jego ramieniu wokół mnie. Wkraczałam na grząski grunt, na którym mogłam zostać tak samo boleśnie zraniona jak on kiedyś. Powinnam wybić sobie z głowy Olivera Wyatta. Był w związku z inną kobietą, a ja nie chciałam być tym, kto to rozbije. Zajęci i/lub żonaci faceci byli poza zasięgiem, niezależnie od tego, jak bardzo go pragnęłam. Za to ewidentnie potrzebowałam seksu. Może gdybym się z kimś przespała, rozładowałabym napięcie i przestałabym się tak czuć. A jak ja się w ogóle czułam? Nie miałam pewności. Byłam zagubiona i wystraszona tymi nieprzyzwoitymi myślami, które chodziły mi po głowie. Następnego dnia Sophie przyszła mnie obudzić. – Czuję się lepiej, Delilah – obwieściła radośnie, gdy otworzyłam oczy. – To świetnie, Sophie. Ale pamiętaj, że nie jesteś jeszcze całkiem w formie, więc musisz na siebie uważać. – Jeść mi się chce. – Idź na dół do Clary. Ubiorę się migiem i zaraz do was przyjdę. Wyszła z pokoju, a ja wylazłam z łóżka. Włożyłam getry i podkoszulkę, a włosy upięłam wysoko w bezładny węzeł. Na razie to musi wystarczyć. W drodze na dół wpadłam na Olivera, który wychodził ze swojego gabinetu. Przystanął i spojrzał na mnie. – Lepiej się czujesz? – Tak. Znacznie lepiej. Jeszcze raz dziękuję za wczoraj. Uśmiechnął się i zszedł za mną do kuchni. Nalałam sobie kawy i stanęłam jak wryta w progu jadalni, bo przy stole siedzieli Laurel i Liam. – Witaj, słońce. – Liam uśmiechnął się do mnie. Cholera. Akurat, kiedy wyglądałam jak ostatnia łajza. – Dzień dobry. – Podniosłam kubek do ust. Laurel taksowała mnie wzrokiem, rejestrując moje poranne rozmamłanie. – Przepraszam za mój wygląd, ale nie każdy o poranku wygląda tak perfekcyjnie jak ty, Laurel – prychnęłam. Liam zaczął się śmiać, a Oliver podniósł na mnie wzrok. Widać było, że też z trudem hamuje rozbawienie. – Moim zdaniem wyglądasz bardzo ładnie, Delilah – powiedziała Sophie i zerknęła na Laurel z ukosa.

– Moja droga, to spojrzenie nie było całkiem miłe. Chyba powinnaś nabrać trochę dobrych manier. Oliver położył rękę na jej ramieniu. – Wystarczy, Laurel. Fuknęła i nabiła kawałek owocu na widelec. Przeniosłam wzrok na Liama, który siedział za stołem i promieniał. Kopnęłam go lekko pod stołem, a wtedy wybuchnął głośnym śmiechem. – Wolno spytać, co cię tak rozbawiło? – odezwała się Laurel. – Coś mi przyszło do głowy. Wyluzuj, Laurel. – Może opowiesz na głos, to wszyscy się pośmiejemy – powiedziała poirytowana. – Nie mogę. Są tutaj dzieci. – Dobra, może już dosyć – wmieszał się Oliver. – Liam, kończ śniadanie i uciekamy. Sophie, później, jak wrócę, chciałbym z tobą o czymś pogadać. – Dobrze, tato. Skubała swoje jajko zadowolona. Liam i Oliver wyszli, zostawiając mnie przy stole z Laurel i Sophie. À propos niewygodnej sytuacji… Wstałam i zaniosłam swój talerz do kuchni. Sophie wzięła lekarstwo i poszła do siebie malować. Gdy nalewałam sobie kolejny kubek kawy, weszła Laurel. – Wiem, co knujesz. – O. Co takiego? – zapytałam, podnosząc głowę. – Buntujesz Sophie przeciwko mnie i wcale mi się to nie podoba. – Nie mam pojęcia, o czym ty mówisz, Laurel. Podeszła bliżej. Clara spojrzała na mnie. – Weź na wstrzymanie Delilah. Jesteś tu tylko niańką. Pamiętaj, gdzie twoje miejsce. Odwróciła się i wyszła z nieprzyjemnym stukaniem obcasów po podłodze. Gdy zamknęły się za nią drzwi, obie z Clarą wybuchnęłyśmy śmiechem. – Słyszałaś? – zapytałam. – Ona jest szurnięta. Nie daj się jej zastraszyć, Delilah. – Zastraszyć? O nie, Clara, gdybym chciała, rozgniotłabym ją jednym palcem. Weszłam na górę sprawdzić, co porabia Sophie. Siedziała przy sztalugach i malowała zawzięcie. – Idę wziąć prysznic, Sophie. – Dobrze. Będę tutaj sobie malować. – Już się nie mogę doczekać, aż skończysz. Posłałam jej w powietrzu buziaka i wróciłam do siebie. Zaćwierkał mój telefon. Wiadomość od Liama. „Rozwalasz mnie z Laurel. Tylko tak dalej, jestem z ciebie dumny”. „Dzięki. Staram się”. ===LUIgTCVLIA5tAm9PfU5+T3pMbAFgBH4XYgxlBDMBMXEGdlgoRA==

Rozdział 15 OLIVER

Gdy siedziałem za biurkiem i przeglądałem projekt pewnej ważnej, wielomilionowej transakcji, drzwi otworzyły się i do pokoju weszła Laurel. – Odwołałam zespół. Są porządnie wściekli i nie chcą zwrócić zaliczki. – Nieważne. Niech ją zatrzymają w ramach zadośćuczynienia – odparłem, wpatrując się w ekran monitora. Podeszła do mnie i przebiegła mi palcami wzdłuż ramienia, po czym wpakowała mi się na kolana. – Co powiesz na mały numerek w biurze? Uśmiechnęła się, rozpinając bluzkę, i delikatnie pocałowała mnie w szyję. – Laurel… – Ćśśś, kotku. – Położyła mi dwa palce na ustach. – Jestem cała mokra i gotowa. Zbliżyła usta do moich, a ja położyłem jej dłoń z tyłu głowy i pocałowałem mimo woli. Położyłem jej rękę na piersi, zsunąłem biustonosz i ścisnąłem jej sztywną brodawkę palcami. Jęknęła przeciągle. Wstała, rozpięła mi spodnie i wsunęła mi rękę za bokserki. – Co się dzieje, Oliver? Jesteś zupełnie klapnięty. – Przepraszam, Laurel, przez tego klienta mam głowę całkiem gdzie indziej. Wstała i zapięła bluzkę. – Jesteś pewien, że tylko o to chodzi? Ze złością wyszła z pokoju i zatrzasnęła drzwi. Skrzywiłem się, zapinając spodnie. Nie miałem teraz czasu, żeby się nią przejmować. Wyciągnąłem telefon i wysłałem wiadomość do Delilah. „Jak się czuje Sophie?” „Bardzo dobrze. Cały dzień maluje”. „Cieszę się. Niedługo wracam i porozmawiam z nią o Vermont”. „Okej. Do zobaczenia”. W momencie, gdy odkładałem telefon na stół, do pokoju wszedł Liam. – Widziałem Laurel w holu. Wydawała się wściekła jak sto piorunów. Co żeś ty jej zrobił? Chociaż nieważne, i tak jej się należało – uśmiechnął się. Westchnąłem. – Nic. Przesadza, jak zwykle. Co chciałeś? – Właśnie rozmawiałem z McAllisterem i jest gotowy podpisać umowę sprzedaży tego budynku przy Siedemdziesiątej Siódmej. Udało mi się stargować cenę, tak jak chciałeś. Jak go odnowimy, zarobimy na tym majątek. – Świetnie – ucieszyłem się. – To najlepsza wiadomość, jaką dzisiaj słyszałem. Wczoraj wieczorem opowiedziałem Delilah o Elaine.

– Co? Dlaczego? Wzruszyłem ramionami. – Siedzieliśmy na tarasie, rozmawialiśmy i zapytała. Nie wiem, po prostu tak jakoś wyszło. Liam powoli skinął głową. – Rozumiem. Jesteś naprawdę mistrzem w wypieraniu się swoich uczuć, braciszku. Muszę lecieć. Zabieram Isabelle na kolację. Trzymaj za mnie kciuki dziś wieczorem. – Puścił do mnie oko i wyszedł. Pokręciłem głową i przewróciłem oczami. Wyłączyłem komputer, włożyłem dokumenty do teczki i wyszedłem z biura prosto do domu.

DELILAH Właśnie wisiałam z Jenny na telefonie, gdy do salonu wszedł Oliver. – Oddzwonię do ciebie później. Oliver właśnie wrócił. – Klik. – Hej. – Cześć. Nie musisz przerywać rozmowy z mojego powodu – uśmiechnął się ciepło. – Nie ma sprawy. To tylko Jenny. – Dlaczego jeszcze jej tu nie zaprosiłaś? Zmarszczyłam się i odchyliłam głowę do tyłu. – Nie wiem. Może dlatego, że tu pracuję. – To jest także twój dom, Delilah. Nie mam nic przeciwko temu, żebyś przyjmowała tu swoich znajomych. – O. To mogę ją dziś zaprosić? – Oczywiście. Chodźmy pogadać z Sophie o Vermont. Po drodze na górę wysłałam do Jenny krótką wiadomość. „Wpadnij do mnie dziś wieczorem. Strasznie chcę ci przedstawić Olivera”. „Chętnie. O której?” „Co powiesz na dziewiętnastą?” „Będę. Przyślij adres”. Weszliśmy do pokoju Sophie i na widok jej obrazu stanęłam jak wryta, z trudem przełykając ślinę. Sophie namalowała mnie na trawie w Central Parku. – Tata! – wykrzyknęła i rzuciła mu się w ramiona. – Cześć, kotku. Ty to namalowałaś? – zapytał, oglądając się na mnie. – Tak. Podoba ci się? To Delilah w parku – powiedziała z ożywieniem. – Sophie, to jest piękne. Skąd ty umiesz tak malować? – Nie wiem. Po prostu wiem jak. Delilah, podoba ci się? – Cała aż promieniała. – Bardzo, słoneczko. – Łzy napłynęły mi do oczu. Nie mogłam uwierzyć, że sama to zrobiła. – Zobacz, tu masz gitarę. Jak trochę poćwiczę, to wyjdzie mi lepiej. – Jest piękny, Sophie. – Schyliłam się i uścisnęłam ją. Oliver usiadł na łóżku i przywołał Sophie do siebie. – Dzwoniła twoja ciocia Kelsey. Zaprasza cię z wujkiem Mattem do siebie na dwa tygodnie do

Vermont. Co o tym myślisz? – Byłam tam kiedyś. Mają konie i kury, i kozy. – No właśnie. Pojeździłabyś sobie na koniu. Mógłbym cię do nich odwieźć, a potem oni przywieźliby cię z powrotem. Ale zostałabyś u nich przez dwa tygodnie. Bardzo chcą cię zobaczyć. – Dobrze. Ja też chcę ich zobaczyć. Mogę zabrać ze sobą farby? Objął ją ramieniem, mocno przytulił i pocałował w czubek głowy. – Pewnie, że możesz. – I ty mnie odwieziesz? – zapytała. – Tak. – A Delilah może pojechać z nami? Oliver podniósł na mnie wzrok. – Jasne. Jeżeli tylko ma ochotę. – Bardzo chętnie pojadę z tobą do Vermont, Sophie – odezwałam się z uśmiechem. Uklękłam przed nią i wzięłam jej rączki w dłonie. – Kiedy mam jechać? – Kiedy pozbędziesz się tej infekcji ucha i będziesz się czuła już całkiem zdrowa. – Dobrze. Mogę jeszcze teraz pomalować? Muszę tam poprawić kilka rzeczy. Wybuchnęliśmy razem z Oliverem śmiechem. – Oczywiście, skarbie. Zawołamy cię, jak kolacja będzie gotowa. Zanim wyszłam z pokoju, jeszcze raz popatrzyłam na jej obraz. Nigdy wcześniej nie widziałam czegoś podobnego. W korytarzu złapałam Olivera za ramię. – To nie jest normalne. Spojrzał na moją dłoń na swoim ramieniu, a potem uśmiechnął się do mnie. – Wiem. – O, przepraszam. – Cofnęłam rękę. – Kiedy Sophie wróci z Vermont, trzeba będzie zrobić jej testy na inteligencję. – No właśnie. Aha, chciałam ci powiedzieć, że Jenny, moja przyjaciółka, wpadnie tu około siódmej. – Świetnie. Bardzo chciałbym ją poznać. Uśmiechnął się i zniknął w swoim gabinecie. ===LUIgTCVLIA5tAm9PfU5+T3pMbAFgBH4XYgxlBDMBMXEGdlgoRA==

Rozdział 16 W itam wielmożną panią – uśmiechnęła się Jenny, wchodząc do holu. – Proszę, w jakim to się pałacu pomieszkuje. Nie to, co za dawnych czasów, w Chicago. – No raczej – powiedziałam rozbawiona. Pokazałam jej parter, a potem poszłyśmy do salonu na górę, gdzie Sophie oglądała telewizję. – Cześć, Sophie. Jak się dziś czujesz? – Cześć, Jenny. Dobrze. Zaprowadziłam Jenny do biura Olivera, skąd, od powrotu do domu, nie wyściubił nosa. – Oliver, to jest moja koleżanka Jenny. Jenny, to Oliver Wyatt. Oliver wstał zza biurka i podszedł do nas, wyciągając rękę. – Miło cię w końcu poznać, Jenny. – Dziękuję. Mnie również. – Clara właśnie dała mi znać, że kolacja jest gotowa. Zejdziemy na dół? Wyszliśmy z jego gabinetu. Oliver podszedł do kanapy i wziął Sophie za rękę. – Chodź, skarbie. Pora na kolację, a potem idziemy spać. – Mogę po kolacji pokazać Jenny mój obraz? – Pewnie, że tak. Na pewno by go chciała zobaczyć. Po kolacji zabrałam Jenny do pokoju Sophie, żeby pokazać jej obraz. – Jest piękny, Sophie. Rany, naprawdę masz talent. Jenny obejrzała się na mnie z szeroko otwartymi oczami. Kiedy Sophie pokazywała Jenny swoje książki, do pokoju wszedł Oliver. – Pewnie chcecie sobie z Jenny pogadać. Idź, ja położę Sophie spać. – Na pewno? Bo to żaden problem, mogę to zrobić. – Śmigaj – uśmiechnął się. Pocałowałam Sophie na dobranoc. – Pamiętaj, żeby zmówić paciorek przed snem. Zobaczymy się rano. – Dobranoc, Delilah. Dobranoc, Jenny. Zeszłyśmy na dół do salonu. – Ej, Delilah, co jest z Sophie? Pięcioletnie dzieci tak nie malują. Ja nie umiem narysować nawet ludzika z kresek. – Zmarszczyła brwi. Westchnęłam. – Wiem. Oboje z Oliverem nie możemy w to uwierzyć. Postanowiliśmy, że kiedy wróci z Vermont, zabierzemy ją na badanie inteligencji. Myślę, że ona może być jakimś małym geniuszem. Wzięłyśmy dwa kieliszki do wina i butelkę, która została po kolacji, i rozłożyłyśmy się na tarasie. – To, jak Sophie będzie w Vermont, będziesz tu sama z panem Weź-Mnie Wyattem? – No. Na to wygląda – powiedziałam, unosząc brwi. – Fajnie, będę mogła wychodzić grać co wieczór. – Właśnie. Albo zostać w domu i załapać się na małe fiku-miku – mrugnęła szelmowsko.

Roześmiałam się i pokręciłam głową. – Nie będzie żadnego fiku-miku. Jest moim szefem. Ale faktycznie przydałoby mi się bzykanko. Jakoś ostatnio nie mogę przestać myśleć o seksie. Szczególnie przy nim. – No to ulżyj sobie i bzyknij go. Zejdzie ci ciśnienie. – E tam. Założę się, że jak raz bzykniesz Olivera Wyatta, to już nigdy potem nie zejdzie ci ciśnienie. Roześmiała się. – Też prawda. Pogadałyśmy jeszcze kilka godzin i wypiłyśmy kilka kieliszków wina, a potem Jenny wróciła do siebie, bo miała rano zajęcia na uczelni. – Uściskaj ode mnie Stephena – uśmiechnęłam się i objęłam ją na pożegnanie. Zamknęłam za nią drzwi, wzięłam gitarę, która została w salonie, i wyszłam na taras. Zasunęłam drzwi i zaczęłam lekko przebierać palcami po strunach. Kilka chwil później drzwi otworzyły się i z domu wyszedł Oliver. – Późno już. Nie jesteś zmęczona? – Jestem. Ale chciałam sobie trochę pograć. – Podoba mi się Jenny. Jest bardzo sympatyczna i wydaje się, że ma głowę na karku. – Dzięki. Uwielbiam ją. – To dobrej nocy. Do jutra. Ruszył w stronę drzwi, ale przytrzymałam go lekko za rękę. Odwrócił się z wyrazem zmieszania na twarzy. – Chciałam ci podziękować, że pozwoliłeś mi ją zaprosić. Objął moją dłoń palcami. Tego się nie spodziewałam. W jednej chwili całe moje ciało stanęło w ogniu. – Nie ma sprawy. Tak jak mówiłem, twoi znajomi są tu zawsze mile widziani. To jest też twój dom – uśmiechnął się łagodnie. – Oliver… – Miłych snów, Delilah. Puścił moją dłoń i wszedł do domu, zostawiając mnie całkowicie rozdygotaną. Minęło kilka dni i Sophie czuła się już znacznie lepiej. Raz, gdy siedziałyśmy we dwie przy pianinie, wciskając klawisze na chybił trafił, przyszła mi do głowy pewna myśl. – Hej, ptysiu, nie masz ochoty potańczyć? – Tak! Uwielbiam tańczyć! – powiedziała uradowana. Wstałam i wetknęłam swój iPhone do stacji dokującej przy telewizorze. Wybrałam Love Today Miki, jedną z moich ulubionych piosenek dance. Popatrzyłam na Sophie i wyciągnęłam do niej rękę. Zaczęłyśmy hasać w rytm muzyki po całym pokoju. Kiedy tak szalałyśmy roześmiane, śpiewając na całe gardło, nagle „na parkiecie” pojawił się Liam, chwycił mnie za rękę, obrócił mną zręcznie i przyciągnął ku sobie. Potem wypuścił mnie z objęć i porwał Sophie, wywijając nią dziarsko w powietrzu. Rozejrzałam się i zobaczyłam, że Oliver stoi z założonymi rękami oparty o ścianę i przygląda nam się z

uśmiechem. Obok niego tkwiła Cruella, kręcąc głową z niesmakiem, jakbyśmy robili coś niewłaściwego. Gdy piosenka dobiegła końca, Liam ucałował Sophie i postawił ją na ziemi. – To ci dopiero imprezka! – uśmiechnął się do mnie. Sophie zachichotała i pobiegła przytulić się do Olivera. – Byłaś niesamowita, księżniczko. Wspaniale się ruszasz. – Czemu z nami nie zatańczyłeś, tato? Wujek Liam tańczył. – To dlatego, że wujek Liam jest fajniejszym gościem niż tata. – Liam uśmiechnął się. – Tak to sobie tłumacz – powiedziała Laurel, przewracając oczami. – Daj spokój, Laurel. Wiem, że pragniesz tego wielkiego, dzikiego… – Ehm – zakaszlał Oliver i zerknął na Sophie. Nie mogłam powstrzymać się od śmiechu. – Chyba w twoich snach, Liam. – Laurel rzuciła mu pogardliwe spojrzenie. – Chciałaś powiedzieć „w koszmarach”. Bo tak by to właśnie było. – Dobra, może już dość?! – zawołał Oliver. – Oboje marsz do mnie do gabinetu. Musimy pogadać o imprezie. Laurel i Oliver wyszli, a ja przybiłam piątkę z Liamem, który paradnym krokiem pomaszerował za nimi z triumfalnym uśmiechem na twarzy. Jakiś czas później, gdy robiłam sobie w kuchni kawę, zeszli na dół wszyscy troje. – Zaklepuję sobie u ciebie taniec na imprezie w sobotę – mrugnął do mnie Liam. – Okej. – Oliver, idziemy – zarządziła Cruella tym swoim irytującym tonem. – Wychodzę dziś wieczorem. Jakby coś się działo z Sophie, nie krępuj się i dzwoń. – Nic się nie będzie działo. Bawcie się dobrze – powiedziałam i wyprodukowałam sztuczny uśmiech. Uśmiech, który na zewnątrz wygląda zupełnie beztrosko, ale w środku kryje wielki smutek. Nie chciałam, żeby wychodził. Lubiłam, kiedy był w domu. Nawet jeżeli siedział zakopany w swoim pokoju, przynajmniej był tutaj. Widząc, jak oddala się z Laurel, poczułam ukłucie zazdrości. Oho! To niedobry znak. Zaczynałam czuć się samotna. Poszłam na górę, pomogłam Sophie przyszykować się do łóżka, pooglądałyśmy razem jej książkę o Monecie, a potem zaśpiewałam jej do snu. Kiedy weszłam do swojego pokoju i zamknęłam drzwi, postanowiłam wskoczyć w piżamę i obejrzeć jakiś film, leżąc w poprzek łóżka. Chyba jednak Pamiętnik to nie był najlepszy wybór. Westchnęłam, a nagle z dołu dobiegły mnie podniesione głosy. Cicho otworzyłam drzwi i stanęłam u szczytu schodów, słuchając, jak Laurel i Oliver się sprzeczają. – Ile jeszcze będziesz mi wmawiał, że to nic takiego? Nie uprawialiśmy seksu od wieków. – To dlatego przyszłaś za mną do domu, Laurel? Myślałem, że wyczerpaliśmy ten temat u ciebie! – Nie wyczerpaliśmy. Wyszedłeś i zostawiłeś mnie bez najmniejszego wyjaśnienia. Oliver, najwyraźniej coś jest z tobą nie tak. Może powinieneś pójść do lekarza? – Lekarza? Odbiło ci, czy co? Mówiłem ci, że denerwuję się tym kontraktem. Jak się zawali, to utopię ciężkie miliony. Przykro mi, że nie jestem w formie, żeby spełniać twoje potrzeby. – Gadanie! To wszystko zaczęło się, kiedy wprowadziła się do ciebie ta nowa niańka. Zakryłam usta dłonią. Nie mogłam uwierzyć własnym uszom.

– Rany boskie, Laurel, czy ty słyszysz, co mówisz? Z jakiej racji miałbym się nią interesować? Jest opiekunką Sophie, to wszystko. Jesteś o Delilah zazdrosna, czy co? – Skądże znowu. Dlaczego miałabym być zazdrosna o kogoś takiego jak ona? – Nie wiem. Praktycznie zarzucasz mi, że z nią sypiam. – To nie byłby pierwszy raz – odparła. Ożeż w mordę. Czy to znaczy, że on ją zdradził? – To było raz, Laurel, i byłem pijany. Przeprosiłem cię, a ty mi wybaczyłaś. Myślałem, że mamy to za sobą. – Ale to się stało i już zawsze będę to mieć z tyłu głowy. – Chyba lepiej, żebyś już poszła, zanim oboje powiemy coś, czego będziemy potem żałować. – Zniżył głos. – Impreza jest za kilka dni i oboje jesteśmy zestresowani. Przeczekajmy to, dobrze? – Jak chcesz, Oliver. Zobaczymy się jutro. Usłyszałam oddalające się stukanie jej drogich obcasów. Wróciłam do siebie, wzięłam do rąk gitarę i zaczęłam brzdąkać. Mimo woli zrobiło mi się przykro, kiedy Oliver powiedział, że nie ma najmniejszego powodu, żeby się mną interesować. Pewnie. Dlaczego miałby się interesować kimś takim jak ja? Był bogaty, miał władzę, odnosił sukcesy i wyglądał jak cholerne bóstwo. A ja byłam biedną dziewczyną z szemranej dzielnicy narkotykowej w Chicago. Chyba źle odczytałam jego zachowanie i ewentualne zamiary. Ktoś lekko zapukał do drzwi. – Proszę. – Hej. Usłyszałem, że grasz. Nie spodziewałem się, że będziesz jeszcze na nogach. Wszystko w porządku? Wyglądasz, jakbyś płakała. – Oglądałam Pamiętnik. Zawsze się na tym rozklejam. Ilekolwiek razy bym go oglądała, zawsze ryczę. – Nie widziałem. – Nie widziałeś Pamiętnika? – zapytałam zdziwiona. – Nie. Nie mam czasu oglądać filmów. Podszedł i usiał obok mnie na łóżku. – To wielka szkoda, panie Wyatt. Filmy to magiczny świat. Mam świra na punkcie kina. – Może się kiedyś zbiorę. Jak tam Sophie? – W porządku. Wiesz, że ona w ogóle nie sprawia żadnych kłopotów, odkąd tu zamieszkałam? – Zauważyłem. Pogadamy o tym jutro. Jestem wykończony, miałem długi dzień. Śpij dobrze, Delilah. Wyszedł z pokoju. – Słodkich snów, Oliver – wyszeptałam. Odłożyłam gitarę i weszłam do łóżka. Cały czas byłam poruszona tym, co usłyszałam. I zszokowana, że on ją zdradził. Po tym, co go spotkało, gdy miał siedemnaście lat, nie mogłam uwierzyć, że byłby zdolny zadać taki ból komuś innemu. Może jednak nie był takim mężczyzną, jak myślałam. ===LUIgTCVLIA5tAm9PfU5+T3pMbAFgBH4XYgxlBDMBMXEGdlgoRA==

Rozdział 17 OLIVER

W szedłem pod prysznic i westchnąłem na myśl o Laurel i naszej wczorajszej kłótni. Nie chciało mi się z nią dziś gadać, ale wiedziałem, że zaraz się zacznie dzwonienie i esemesowanie. Włożyłem garnitur i krawat i poszedłem do kuchni napić się kawy. – Dzień dobry, Claro. – Dzień dobry, panie Wyatt. – Delilah i Sophie już wstały? – No pewnie. – Delilah się uśmiechnęła, wchodząc z Sophie do kuchni. – Cześć, tato. – Dzień dobry, panienko Sophie. – Podniosłem ją i dałem jej buzi. Przeszliśmy wszyscy troje do jadalni i usiedliśmy przy stole. – Delilah, jutro na imprezie obowiązuje oficjalny strój wieczorowy. Masz coś odpowiedniego? Popatrzyła na mnie i przygryzła dolną wargę. Jezu, była przeurocza. – Nie. Nie mam nic na takie okazje. Zadzwonię do Jenny, na pewno coś znajdzie. Sięgnąłem do kieszeni i wyjąłem kartę kredytową. – Proszę. Weź to i kup dziś sukienkę. – Nie, Oliver, nie mogę. – Nie możesz, czy nie chcesz? – zapytałem, odchylając głowę. – Nie pozwolę, żebyś mi kupował sukienkę na dobroczynną imprezę. To bez sensu. Mogę przecież sama sobie coś kupić. Ale dziękuję. – Weź to. Już – zażądałem. – Koniec dyskusji. Zresztą Sophie chyba potrzebuje trochę nowych ubrań. – Puścił do Sophie oko. Zachichotała. – Chodźmy na zakupy, Delilah. Obejrzymy mnóstwo pięknych, dorosłych sukienek. Spojrzała na Sophie, a potem na mnie ze zmarszczonymi brwiami. – W porządku. Wzięła ode mnie kartę, muskając mnie lekko palcami, na co natychmiast poczułem napięcie w kroczu. – Kupcie sukienkę, biżuterię i buty. Pamiętaj, że na twoim występie będzie masa ludzi. – A ja też mogę pójść, tato? – zapytała Sophie niewinnie. – Przykro mi, skarbie, ale to jest impreza tylko dla dorosłych. Jutro wieczorem przyjdzie tu Francesca, żeby się z tobą pobawić, jak nas nie będzie. – Dobrze. Francesca jest fajna – uśmiechnęła się. – Ale nie tak jak ty, Delilah. Wyciągnęła rączkę i dotknęła jej dłoni. – Ooo, moja kruszynka. Kocham cię. Delilah pochyliła się i dotknęła nosem noska Sophie.

Słysząc, jak mówi te słowa do mojej córki, zrobiło mi się miło i smutno zarazem. Delilah była prawdziwym darem niebios i nie mogłem dość się nacieszyć, że udało mi się ją znaleźć. Wielkie dzięki, Sophie, za scenę w restauracji. Skończyłem śniadanie i pojechałem do biura. Udało nam się wreszcie sfinalizować ten wielki kontrakt, co wprawiło mnie w doskonały humor. Żeby to uczcić, poszliśmy z Liamem na pole golfowe. – Słyszałem od Laurel, że zespół i tak będzie na imprezie, ale mają zagrać dopiero po Delilah. – Co takiego? – Nie wiedziałeś? – Nie, nie mówiła mi o tym. Ostatnio nie bardzo nam się układa. Zamachnąłem się i jednym uderzeniem posłałem piłkę do dołka. – A niech to – żachnął się Liam. – Dlaczego wam się nie układa? Poza tym, że jest wredną zołzą? Spojrzałem na jego złośliwy uśmieszek i przewróciłem oczami. – Powiedzmy, że nie byłem ostatnio w łóżku prawdziwym ogierem. Ta umowa zżerała mi nerwy. – Na pewno? A może piękna i seksowna laska o imieniu Delilah ma tu coś do rzeczy? – Mówisz jak Laurel. Praktycznie oskarżyła mnie, że z nią sypiam. I znowu wywlokła tę historię z Avril. – Wiesz co, brachu, nie obraź się, ale czy ty kiedykolwiek powiedziałeś Laurel, że ją kochasz? – Nie. Wiesz, że nie mówię tego nikomu z wyjątkiem Sophie. Nie mogę pokochać innej kobiety po tej historii z Kristen. – To czemu, do licha ciężkiego, ciągle z nią jesteś, skoro jej nie kochasz? Westchnąłem. – Nie wiem. – Oliver, to było trzynaście lat temu. Nie uważasz, że byłaby już pora o tym zapomnieć? – Zapomniałem. Ale trudno po czymś takim znowu komuś zaufać i nie wydaje mi się, żebym kiedykolwiek potrafił. – Jeśli chcesz znać moje zdanie, to myślę, że Delilah jest inna niż wszyscy. Wygląda na uczciwą i myślę, że ty coś do niej czujesz. – Nic do niej nie czuję. Jestem na nią po prostu napalony i nie, nie chcę znać twojego zdania, braciszku. Więc odczep się. – Dobra, jak sobie chcesz.

DELILAH Kiedy oglądałyśmy z Sophie kreacje w domu handlowym Saks przy Piątej Alei, za moimi plecami rozległ się głos: – Szukasz sukienki na imprezę? – O, cześć, Laurel. Mhm.

– Cześć, Sophie – wyprodukowała sztuczny uśmiech. Sophie spuściła oczy. – Cześć – wyszeptała. – Słuchaj, Sophie, zobacz, czy nie ma czegoś ładnego na tamtym stoisku, co? – Okej. Nie chciałam, żeby wygadała się przy Laurel, że Oliver dał mi swoją kartę kredytową. – Widzę, że ty już coś wybrałaś. – Wskazałam na biały pokrowiec wiszący jej na ramieniu. – Owszem. – Mogę zobaczyć? – zapytałam z grzeczności. – Nie, nie możesz – odparła z wrednym uśmieszkiem. – Aha. No, to miło było cię widzieć, Laurel. Przepraszam, ale muszę zrobić zakupy. – Jeszcze nie skończyłam, niańko. Ostrzegam cię, lepiej trzymaj się z dala od mojego faceta, słyszysz? – wycedziła przez zaciśnięte zęby. O, zaczynało się robić ciekawie. – Naprawdę, nie wiem, o czym mówisz, i chyba nie chcę wiedzieć. – Doskonale wiesz, o czym mówię. Myślisz, że nie widzę, jak patrzysz na Olivera? Jak jakaś napalona siuśmajtka zadurzona w przystojnym nauczycielu! Oliver jest mój i lepiej się do niego nie zbliżaj albo zrobię ci z życia prawdziwe piekło. Jesteś niczym więcej niż tylko biedną dziadówą ze slumsów. – W porządku, Laurel. Rozumiem, co masz na myśli, i zapewniam cię, że o nic nie musisz się martwić, jeśli o mnie chodzi. Oliver w ogóle mnie nie interesuje. – Lepiej, żeby tak było. – Odwróciła się, powiedziała Sophie „do widzenia” i odeszła. – Była dla ciebie niemiła? – spytała Sophie. – Nie, króliczku, tylko rozmawiałyśmy. Chodź, poszukamy sukienki. To był ostatni raz, kiedy pozwoliłam Laurel sobie grozić. Kiedy wróciłyśmy z Sophie z zakupów, Oliver siedział u siebie w gabinecie. Zeszło nam dłużej, niż przewidywałam, bo, wracając, poszłyśmy na obiad, a potem spędziłyśmy trochę czasu w Central Parku. Sophie wyrywała się do domu, do swoich obrazów. Zapukałam lekko do drzwi jego pokoju i, na zaproszenie, weszłam do środka. – Twoja karta. – Dziękuję. Znalazłyście coś odpowiedniego? – zapytał, uśmiechając się lekko. – Owszem. I spotkałyśmy Laurel w Saks. – O. I co? – I nic. Co by miało być? To urocza kobieta. Oliver wbił we mnie wzrok, w którym kryło się rozbawienie. – Rozumiem, że coś ci musiała przygadać. – Taka tam przyjacielska wymiana zdań – uśmiechnęłam się. Nie zamierzałam mówić mu, co naprawdę o niej myślę. Jeżeli sam nie widzi, jaka to jędza, to widać jest głupszy, niż myślałam, i sam sobie musi z tym poradzić.

– Mogę zobaczyć sukienkę? – spytał. – Pewnie. Jutro, kiedy ją założę. Puściłam do niego oko i wyszłam z pokoju. – Delilah, poczekaj – powstrzymał mnie. Zawróciłam. – Tak? – Podpisaliśmy dzisiaj tę umowę. – Fantastycznie, Oliver, gratulacje. – Dzięki. Idziemy zaraz z Liamem to uczcić. Chciałabyś do nas dołączyć? Może zadzwonisz do Jenny i moglibyśmy się spotkać z nią i z jej chłopakiem? Taki wieczór w barze. – A co z Sophie? – Poproszę Clarę, żeby z nią została. Na pewno się zgodzi, zwłaszcza jeżeli zapłacę jej coś ekstra. – Chyba powinnam raczej zostać w domu i poćwiczyć trochę na jutro. – Nie musisz ćwiczyć, masz to w małym palcu. Chodź, będzie fajnie. Stałam tam i wpatrywałam się w niego, przygryzając usta z wahaniem. Ale wieczór w knajpie z przyjaciółmi brzmiał obiecująco. – Laurel też będzie? Parsknął śmiechem. – Nie, jest dziś zajęta. Oboje z Liamem możecie odetchnąć z ulgą. – To okej, chętnie. Na twarz wypłynął mu szeroki uśmiech. – Świetnie. Zadzwonię do Liama i pogadam z Clarą. – A ja pójdę się przygotować. Poszłam na górę z uśmiechem od ucha do ucha. ===LUIgTCVLIA5tAm9PfU5+T3pMbAFgBH4XYgxlBDMBMXEGdlgoRA==

Rozdział 18 Umówiliśmy się z Jenny i Stephenem w The Pony Bar w Hell’s Kitchen. Byłam tam już kiedyś. Mieli mnóstwo ciekawych rodzajów piwa. – Chcesz piwo? – zapytał Oliver, kiedy podeszła do nas kelnerka. – Pewnie. Wszystko jedno jakie – uśmiechnęłam się. Oliver usiadł obok mnie, a Liam zajął miejsce naprzeciwko, koło Stephena i Jenny. Kiedy na stół wjechało nasze zamówienie, podniosłam kufel do góry. – Proponuję toast. Gratulacje dla Olivera i Liama za dopięcie tej ważnej transakcji. – Dzięki. – Oliver podniósł swoją szklankę. – Zdrówko – przyłączył się Liam. Jenny spojrzała na mnie ostro przez stół. – Muszę iść do łazienki. Idziesz ze mną? – spytała. – Okej. – Wstając, położyłam lekko dłoń na ramieniu Olivera. – Zamów tempurę z zielonej fasolki, jak mnie nie będzie, dobrze? – Lubisz to? – Uwielbiam. Uśmiechnął się, a ja poszłam za Jenny. Złapała mnie za ramię i wciągnęła do łazienki. – Co jest z tobą i Oliverem, do cholery? – Nic, o co ci chodzi? – zapytałam zbita z tropu. – Przecież widzę, jak na ciebie patrzy. I to wcale nie jest spojrzenie szefa. Zerknęłam w lustro i umalowałam usta błyszczykiem. – Eee, wymyślasz. Wpadłam dziś w Saks na Laurel. Wygrażała mi i kazała trzymać się z dala od Olivera. – Przywaliłaś jej? – Zrobiłabym to, ale byłam z Sophie – uśmiechnęłam się. – Szkoda, że jej nie poznałaś. Mówię ci, co za numer. – Pewnie jeszcze będzie okazja. Ale Oliver Wyatt chce ciebie. To się rzuca w oczy, a ja wiem, że ty też go pragniesz. Jezu, Delilah, sama nie wiem, jakim cudem udało ci się jeszcze nie wskoczyć mu do łóżka. Jest po prostu zabójczy. A ten jego brat… Przewróciłam oczami. – Wracajmy lepiej. – Otworzyłam drzwi i stanęłam oko w oko z Liamem, który czekał na zewnątrz oparty o ścianę. – Rany, co się tu tak czaisz? – Przyszedłem cię uprzedzić, że przyszła Laurel i siedzi na twoim miejscu. – Co? Skąd wiedziała, że tu jesteśmy? Oliver mówił, że nie ma dziś czasu. – Najwyraźniej zmieniła plany, zołza jedna. Westchnęłam. – Dwa razy jednego dnia to trochę za dużo.

– Jak to? – zapytał. – Wpadłam na nią dzisiaj w Saksie i wyskoczyła do mnie z pogróżkami. Powiedziała, że mam się trzymać z dala od Olivera albo zrobi mi z życia piekło. Podobno zachowuję się jak napalona siuśmajtka – roześmiałam się. – Coś ty! Powiedziałaś o tym Oliverowi? – Nie. I proszę cię, nie mów mu. Sama sobie poradzę z Cruellą, nie boję się jej. – O, ani przez chwilę w to nie wątpiłem. Idźcie pierwsze, a ja zaraz przyjdę. Nie chcę, żeby się domyślili, że rozmawialiśmy. Położyłam mu rękę na ramieniu. – Dzięki za ostrzeżenie, Liam. – Nie ma sprawy. – Wygląda na to, że w końcu poznam tę jędzę. – Jenny się uśmiechnęła, wsuwając mi rękę pod ramię. Wróciłyśmy do stolika i na widok Laurel obejmującej Olivera ścisnął mi się żołądek. Nabrałam głęboko powietrza, żeby zachować spokój. – Cześć, Laurel. – Uśmiechnęłam się i sięgnęłam po swoje piwo stojące przed nią. Oliver podniósł na mnie przepraszający wzrok. Spojrzała na mnie i się przywitała. Przy naszym stoliku było tylko pięć miejsc. Miałam wszelkie prawo się wściec i wyjść stamtąd, trzaskając drzwiami, ale za nic nie dałabym Laurel tej satysfakcji. Jasne, że byłam rozczarowana. Ale zamierzałam spędzić miły wieczór z Jenny i Stephenem. Jeśli o mnie chodzi, Oliver i Laurel mogli już nie istnieć. – Chyba znajdzie się tu miejsce dla jeszcze jednej osoby. – Liam, który właśnie wrócił do stołu, zaśmiał się i przystawił dodatkowe krzesło obok Olivera. – Mogę się do ciebie przytulić, braciszku? – Mrugnął wesoło. – Delilah, siadaj na moim miejscu. – Dzięki, Liam. W odpowiedzi posłał mi jeden z tych swoich oszałamiających uśmiechów. Podeszła kelnerka i postawiła na stole tempurę z fasolki. – A cóż to jest? Wygląda obrzydliwie – Laurel się skrzywiła. – Tempura z fasolki szparagowej. Jemy to na okrągło u nas w Chicago, w slumsach – powiedziała Jenny radośnie, biorąc jedną do ust. Mało brakowało, a wybuchnęłabym śmiechem. Przywołałam kelnerkę i zamówiłam jeszcze jedno piwo. Widok Laurel klejącej się do Olivera przyprawiał mnie o mdłości. Robiła wszystko, co mogła, żeby zaznaczyć swój teren. W pewnej chwili położyła mu rękę na policzku. – Gratulacje, kotku, z powodu tej umowy. To teraz możemy pójść do mnie i naprawdę poświętować. – Pocałowała go w usta, a mnie wszystko wywróciło się w żołądku. Udawałam, że nie zauważam tych pieszczot. Śmiałam się, żartowałam i piłam piwo. Nie byłam pijana, raczej lekko podcięta. Nic, czego nie umiałabym kontrolować. Zrobiło się późno i Oliver zaproponował, żeby się zbierać. Uściskałam Jenny i Stephena na pożegnanie. Oliver dotknął mojego ramienia. – Muszę odwieźć Laurel. Liam zabierze cię do domu. Kiedy to mówił, zatrzymałam taksówkę. – Nie ma takiej potrzeby. Jestem dużą dziewczynką i umiem o siebie zadbać. Miłego wieczoru.

Zanim zdążył coś odpowiedzieć, wsiadłam do taksówki i zamknęłam drzwi. Odwróciłam głowę w drugą stronę i poprosiłam kierowcę, żeby jak najszybciej ruszał. Sama nie wiedziałam, co się ze mną dzieje. Nie potrafiłam powiedzieć, czy czułam wściekłość, smutek czy rozczarowanie. Za wszelką cenę chciałam tylko wrócić do domu, wleźć do łóżka i zapomnieć o całym tym wieczorze.

OLIVER – To ja znikam, Oliver. Wpadnę jutro po Delilah. – Liam wsiadł do swojej limuzyny i odjechał. – Chodź, kotku. Jedźmy do domu i będziemy się kochać do upadłego. Wyjąłem telefon i wysłałem wiadomość do Liama. „Możesz do mnie teraz zadzwonić?” Wsiedliśmy do samochodu i poprosiłem Scotta, żeby zawiózł nas do mieszkania Laurel. Nagle zadzwonił mój telefon. – Tak, Marcus? – odebrałem. – Co? Chyba żartujesz! Teraz? Wiesz, która jest godzina? Dlaczego nie dałeś mi znać wcześniej? Okej. Zaraz tam będę. – Co się stało? – zapytała Laurel zawiedziona. – Marcus mówi, że jest jakiś problem z umową. Musimy to wyjaśnić, zanim klient się zorientuje. Niech to. Laurel, przepraszam, ale nie mogę zostać dziś u ciebie na noc. – Możesz przyjechać później. – Nie wiem, ile czasu nam zejdzie. I muszę być rano w domu, jak Sophie się obudzi. Tak mi przykro, kochanie. Mój telefon zaćwierkał, sygnalizując esemes od Liama. „Dobra robota, stary. Do jutra”. Scott zatrzymał się przed blokiem Laurel. Wysiadła naburmuszona i weszła do środka bez pożegnania. Co ja, do licha, wyprawiam? Po co w ogóle z nią jestem? Nie kochałem jej, nie byłem w niej zakochany, tak naprawdę, przez większość czasu nie znosiłem jej obecności. Trzeba to skończyć, i to szybko. Wciąż miałem przed oczami twarz Delilah, jak wsiada do taksówki. Była naprawdę wściekła, widziałem. Miała taki sam wyraz twarzy, jak kiedy wróciła z łazienki i zobaczyła Laurel na swoim miejscu. Gdyby nie jutrzejsza impreza, powiedziałbym Laurel, żeby wracała do domu, i rozstał się z nią od razu. Nie miała tam nic do roboty i wiem, że przyszła tylko dlatego, że zaprosiłem Delilah. Wszedłem po schodach i skierowałem się prosto do pokoju Delilah. Zapukałem lekko z nadzieją, że jeszcze nie śpi. Musiałem ją przeprosić. – Proszę – usłyszałem jej głos. Otworzyłem drzwi. Wyszła z łazienki i popatrzyła na mnie. Wyglądała niezwykle zmysłowo w tej swojej piżamce. – Oliver. Co ty tu robisz? Myślałam, że śpisz dziś u Laurel. – Nie, odwiozłem ją tylko i wróciłem. Chciałem cię przeprosić za dzisiaj. Podeszła do szafki i wzięła do ręki butelkę balsamu. – Nie masz za co przepraszać.

Stałem przez chwilę jak porażony. Była taka niewinna i pełna wdzięku. Nie mogłem się już powstrzymać. Obudził się we mnie wulkan. Podszedłem do niej, objąłem jej twarz dłońmi i przycisnąłem usta do jej ust, rozkoszując się ich miękkością i smakiem. Właśnie przekroczyłem kolejną granicę. ===LUIgTCVLIA5tAm9PfU5+T3pMbAFgBH4XYgxlBDMBMXEGdlgoRA==

Rozdział 19 DELILAH

W szystko stało się tak szybko. Poczułam jego usta na swoich i pozwoliłam, żeby jego język wsunął się do środka. W pierwszej chwili oddałam mu pocałunek, ale zaraz potem odepchnęłam go gwałtownie. Nie chciałam, żeby przestawał, ale to było niewłaściwe. Patrzył na mnie całkowicie oszołomiony. – Przepraszam, Delilah, ja… Podniosłam rękę i się odwróciłam. – Nie przepraszaj. Byliśmy w knajpie i oboje za dużo wypiliśmy. To alkohol, Oliver, rozumiem. To się nie może powtórzyć. Przykro mi. – Tobie jest przykro? To ja wszystko zepsułem. – Niczego nie zepsułeś. Proszę cię, nie myśl tak. – To było nie do zniesienia, poczułam łzy w oczach. – Nie chciałbym, żeby to coś popsuło między nami. – Wszystko w porządku, naprawdę. Idź się połóż. Odeśpij to i uznajmy sprawę za niebyłą. Słowo. Nic się między nami nie popsuje. – Dobranoc, Delilah. Usłyszałam szczęk zamykanych drzwi i odwróciłam się, przyciskając palce do ust, drżących od jego pocałunku. Weszłam do łóżka cała rozgorączkowana jedynie od dotyku jego warg. Pragnęłam go przeraźliwie i gdybym się nie wycofała, wszystko skończyłoby się rewelacyjnym seksem. Wiedziałam, że tak. Jednak musiałam to przerwać, chociaż nie chciałam. Miał dziewczynę i chociaż była niesympatyczna, to nadal była jego dziewczyną. Nie chciałam być tym, z kim by ją zdradził. Do tego był moim szefem i chciałam zachować tę robotę. A co jeżeli przespałabym się z nim, a potem wszystko by się zmieniło? Związki mnie przerażały. Wystarczająco napatrzyłam się na moją mamę, kiedy byłam mała. Ci wszyscy faceci, z którymi sypiała, i czwórka dzieci, każde z kim innym… Nie pamiętam, żeby kiedykolwiek miała kogoś na stałe. Twierdziła, że stałe związki są zabójcze dla duszy, bo zmieniają ludzi. Wystarczy spojrzeć na to, co spotkało Olivera i jak bardzo to na niego wpłynęło. Czy naprawdę wierzyłam w to, co mówiła mama? Pewnie tak, i dlatego podświadomie unikałam długotrwałych związków, żeby nie przekonać się o tym na własnej skórze. Nigdy w życiu nie byłam od nikogo zależna. Zawsze byłam podporą dla innych i dobrze się z tym czułam. Następnego dnia otworzyłam oczy i spojrzałam na zegarek. Piętnaście po ósmej. Wyskoczyłam z łóżka, wciągnęłam na siebie getry i podkoszulkę i zbiegłam na dół poszukać Sophie. – Clara, gdzie jest Sophie? – zapytałam w panice. – Poszli z panem Wyattem do piekarni po świeże bajgle. Wszystko w porządku, Delilah? Nalała mi kawy do kubka. Usiadłam przy stole i podparłam głowę rękami. – Tak, wszystko okej. Nie wiem, dlaczego tak długo spałam.

Drzwi otworzyły się i do kuchni wpadła Sophie, rzucając mi się na szyję. – Nie śpisz! – wykrzyknęła uradowana. – Przepraszam, Sophie. Nie chciałam tak zaspać. – Nic się nie stało. Późno wczoraj wróciliśmy. Oliver uśmiechnął się do mnie niepewnie. – Poszliśmy z tatą po bajgle z serem. – Fajnie było? – spytałam, zakładając jej kosmyk włosów za ucho. – No. Chcesz jednego? – Może za chwilę. Oliver postawił talerz bajgli na stole. – Są jeszcze ciepłe. Takie są najlepsze. Może się jednak skusisz? – Dziękuję. Sięgnęłam po bajgla z solą.

OLIVER Starałem się zachowywać naturalnie, jakby nic się wczoraj nie stało. Jakbym nigdy jej nie pocałował i to wszystko to był tylko sen. Ale w rzeczywistości pocałowałem ją i nigdy tego pocałunku nie zapomnę. Co gorsza, pragnąłem więcej. Potrzebowałem od niej więcej. Jedyne, czego chciałem, to być w niej i sprawić jej najwspanialszą rozkosz. Przez cały dzień pracowałem u siebie w gabinecie i do wieczora nie widziałem się z Delilah. Kiedy szedłem do siebie wziąć prysznic i przebrać się na imprezę, przystanąłem pod drzwiami jej pokoju i przysłuchiwałem się, jak pięknie śpiewa i gra. Bałem się, jak to będzie jutro, gdy pojedziemy do Kelsey do Vermont. W tamtą stronę powinno być w porządku, bo Sophie będzie z nami w samochodzie, ale pięć godzin z powrotem sam na sam z Delilah może być krępujące. Zajrzałem do pokoju Sophie. – Jesteś już spakowana na wyjazd do cioci Kelsey? – zapytałem, patrząc, jak przesuwa pędzlem po płótnie w górę i w dół. – Tak, tato. O, patrz, tu mam walizkę. – Wskazała kąt w pokoju. Usiadłem na łóżku i poprosiłem, żeby przyszła do mnie na kolana. Umościła się w moich objęciach i podniosła na mnie swoje śliczne, zielone oczy. – Jesteś pewna, że chcesz tam jutro jechać? Bo jeżeli nie, to mogę zadzwonić do cioci Kelsey i powiedzieć, że jeszcze nie jesteśmy gotowi. – Wszystko dobrze, tato. Strasznie chcę zobaczyć koniki. – Rozjaśniła się cała w uśmiechu. – Dobrze, ale jeżeli w którymkolwiek momencie będziesz chciała wrócić do domu, masz do mnie natychmiast zadzwonić. Umowa stoi? – Umowa stoi. – Otoczyła mnie ramionkami za szyję i przytuliła się. Drzwi otworzyły się i zaniemówiłem na widok Delilah wchodzącej do pokoju w wieczorowej sukni. – Och, przepraszam, nie wiedziałam, że tu jesteś. Sophie ześliznęła się z moich kolan i podbiegła do niej w podskokach.

– Ale pięknie wyglądasz – powiedziała. – Tato, popatrz na Delilah. – Patrzę, księżniczko – uśmiechnąłem się. Na widok jej pięknie wyrzeźbionej figury w czarnej sukni na ramiączkach wyszywanej z jednej strony cekinami przeszedł mnie dreszcz. Brązowe włosy opadały jej w miękkich falach na ramiona, aż poczułem gwałtowne napięcie w spodniach. Przełknąłem ślinę, wstałem i wsunąłem ręce do kieszeni, próbując się opanować. – No i? – uśmiechnęła się. – Co myślisz? – Suknia jest piękna i wyglądasz wspaniale. – Dziękuję. A najlepsze, że była z przeceny – rzuciła zadowolona. Roześmiałem się lekko. – Pójdę się przyszykować. Zaraz tu wpadnie Liam po ciebie. Uśmiechnęła się nieznacznie, gdy wychodziłem z pokoju. ===LUIgTCVLIA5tAm9PfU5+T3pMbAFgBH4XYgxlBDMBMXEGdlgoRA==

Rozdział 20 DELILAH

Kiedy patrzyłem, jak Oliver pomaga Laurel wysiąść z limuzyny, ścisnęło mnie w dołku. Ich samochód zajechał przed hotel Waldorf Astoria kilka chwil po nas. – Denerwujesz się? – zapytał Liam, biorąc mnie za rękę? – Trochę. – Niepotrzebnie. Wypadniesz wspaniale i wszyscy będą zachwyceni. Odpuścisz dzisiaj Laurel? – Postaram się, ale jeżeli się do mnie dowali, to dostanie za swoje. – Skrzywiłam się. – W razie czego pamiętaj, żebym przy tym był. Chciałbym zobaczyć, jak dokopiesz tej jędzy. Wysiedliśmy z samochodu i Oliver spojrzał na mnie, kiedy Laurel wsunęła mu rękę pod ramię. – Służę pani – mrugnął Liam, podając mi swoje. Kiedy weszliśmy do wielkiej, rzęsiście oświetlonej sali bankietowej przystrojonej kwiatami, pełnej nakrytych na biało stołów, aż mi zaparło dech w piersi. Jakbym przeniosła się do innej epoki. Podeszliśmy z Liamem do Olivera i Laurel. Jeżeli chciała, żebym poczuła, że taksuje mnie od góry do dołu, to jej się udało. – Witaj, Laurel. Ależ gustownie dziś wyglądasz. – Liam się uśmiechnął. – Zamknij się, Liam – syknęła. Miała na sobie czarującą czerwoną suknię bez ramiączek. Efekt psuł tylko fakt, że w środku była ona sama. Goście zaczynali się schodzić i wkrótce salę wypełniło jakieś trzysta osób. Zaprosiłam Jenny i Stephena, którzy mieli reprezentować sklep ojca Jenny. Jenny powiedziała, że chętnie wspomogą taki szczytny cel. Ale kiedy weszła, u jej boku nie było Stephena, tylko Jonah. – Heja. – Pochyliłam się i uściskałam każde z nich po kolei. – Stephen ma grypę, więc poprosiłam Jonaha, żeby ze mną przyszedł. – Biedny Stephen. Ale świetnie, że zaprosiłaś Jonaha – uśmiechnęłam się. Oliver podszedł do mnie i lekko dotknął mojego ramienia. – Przepraszam was, muszę porwać tę piękność na sekundę. – Jasne. Zobaczymy się później. – Chciałem ci tylko powiedzieć, że wystąpisz zaraz po kolacji. Za kilka minut siadamy do stołu. Powiem kilka słów na powitanie i zapowiem twój występ. – Okej. – Jak się czujesz? Zdenerwowana? – W porządku. Zawsze się trochę denerwuję przed występem. To nic takiego. Uśmiechnął się do mnie i poprowadził mnie do naszego stolika. Usiadł naprzeciw mnie, koło Laurel, a ja zajęłam miejsce u boku Liama. Przy naszym stole siedziały jeszcze dwie inne pary z Wyatt Enterprises. Kolacja składała się z pięciu dań. Kiedy skończyliśmy, Oliver i Liam wygłosili krótkie przemówienie, a ja wstałam i stanęłam z boku sceny. Gdy mnie zapowiedzieli i rozległy się brawa, weszłam z gitarą na

scenę. Po kilku pierwszych akordach moja trema znikła i chciałam tylko, żeby wszystkim się spodobało. Zaczęłam śpiewać i sala wyciszyła się momentalnie. Zagrałam kilka piosenek na gitarze, a potem przeniosłam się do pianina, żeby zaśpiewać swoją wersję Let Her Go Passengera i jeszcze kilka innych kawałków. W pewnym momencie przyszło mi coś do głowy i, gdy po ostatniej piosence na pianinie rozległy się burzliwe oklaski, stanęłam przed widownią. – Moglibyśmy się wspólnie pobawić. Chciałabym państwu przedstawić genialnego muzyka i mojego przyjaciela, Jonaha. Jonah, dołącz do mnie. Kto lubi Johnny’ego Casha, niech śpiewa i tańczy z nami. Jonah przeszedł przez salę uśmiechnięty i wskoczył na scenę. Podałam mu gitarę i zagraliśmy Jackson. Goście zaczęli tańczyć i zrobiło się naprawdę wesoło. Kiedy skończyliśmy, sala zawrzała od gwizdów i braw. Ukłoniliśmy się z Jonahem i zeszliśmy ze sceny. Liam podszedł do mnie, porwał mnie w ramiona i okręcił wokół własnej osi. – To było fantastyczne! Ależ ich rozruszałaś! – zawołał z entuzjazmem. – Dziękuję. Po drugiej stronie sali zobaczyłam Olivera, który przyglądał mi się z szerokim uśmiechem. Kiedy Liam postawił mnie na ziemi, uściskałam Jonaha i podziękowałam mu. – Żaden problem, Delilah. Wiesz, że uwielbiam z tobą grać. – Pocałował mnie w policzek. Jenny podeszła do nas chwiejnym krokiem. Była już nieźle wstawiona. – To było superekstra! – Wyciągnęła rękę i przybiłyśmy piątkę. – Lepiej zabiorę Jenny do domu, jest już zdrowo dziabnięta. – Dobra myśl – roześmiałam się. Uściskałam ją i obiecałam, że zadzwonię. Goście powoli zbierali się do wyjścia, więc poszukałam wzrokiem Olivera. Nigdzie nie mogłam go znaleźć, Laurel też nie. Zapytałam Liama, gdzie jest toaleta, i zaproponował, że pójdzie ze mną, bo sam też potrzebował. Za drzwiami natknęliśmy się na Olivera i Laurel sprzeczających się w korytarzu. – Oho – powiedział Liam. – Nie zwracaj uwagi. Ale Liam nie byłby sobą, gdyby się nie wmieszał. – O co się tym razem kłócicie, gołąbeczki? – zapytał. – Spieprzaj stąd, Liam. Jeszcze tylko ciebie tu brakowało – krzyknęła Laurel. To mnie rozeźliło. – Nie odzywaj się do niego w ten sposób. – Chicagowski temperament dawał o sobie znać i przestałam zważać na to, gdzie jesteśmy. – Czy możecie zostawić nas samych? – poprosił Oliver. – Nie ty będziesz mi mówić, co mogę, a czego nie mogę robić, niańko! – syknęła Laurel. Nabrałam głęboko powietrza, odwróciłam się i powoli ruszyłam w przeciwnym kierunku, ale Liam nie mógł sobie darować. – Naprawdę pozwolisz jej tak do nas mówić? – zwrócił się do Olivera. – Nie słyszałeś, co powiedział twój brat? Zabieraj swoją dziwkę i spieprzaj stąd. Przystanęłam. Tego już za wiele. Zbyt długo znosiłam jej impertynencje i takie słowa w tym akurat momencie okazały się kroplą, która przebrała miarę. Odwróciłam się. Nawet przez sekundę nie

zastanawiałam się, co będzie potem. – Po raz ostatni nazywasz mnie dziwką, głupia suko! – krzyknęłam i zdzieliłam ją po twarzy, aż się zatoczyła na ścianę. – Cholera! – ryknęłam z bólu, potrząsając ręką. Oliver i Liam stali, przyglądając mi się w osłupieniu. W końcu Liam wybuchnął śmiechem i wziął mnie za ramię. – Chodź, znajdziemy na to jakiś lód. – Odwrócił się i spojrzał na Olivera. – Ktoś musiał wreszcie powiedzieć coś do słuchu tej jędzy. Wróciliśmy na salę. Liam nabrał garść lodu z pojemnika i owinął ręcznikiem, który znalazł za barem. Wyszliśmy z hotelu i gdy wsiedliśmy do samochodu, przyłożył mi go do dłoni. – Nie przestajesz mnie zadziwiać, Delilah Graham. Widziałaś jej minę? Jezu, jaka szkoda, że tego nie nagrałem. Milczałam, bo było mi wstyd. Ale naprawdę przegięła pałę. Spodziewałam się, że zaraz jutro wyfrunę z roboty. Oliver nie mógł przecież puścić płazem tego, że uderzyłam jego dziewczynę. – Weź aspirynę na ból i połóż się spać – poradził Liam z uśmiechem, pomagając mi wysiąść. – Dzięki, Liam. – Objęłam go na pożegnanie. – Nie ma sprawy. Lepiej idź do siebie, zanim Oliver wróci do domu. – Myślisz, że jest wkurzony? – Nie powinien. Jeżeli tak, to straszny z niego dupek. Dochrapała się. Już dawno bym to zrobił, i to nie raz, ale nie wypada bić kobiet. Chyba że zrobi to inna kobieta – uśmiechnął się. Poszłam do kuchni po nową porcję lodu i zawinęłam go w ręcznik. Nie minęło nawet dziesięć minut, odkąd weszłam, gdy wrócił Oliver. Cholera. Cholera jasna, psiakrew. Wszedł do kuchni i stanął w drzwiach z rękami w kieszeniach. – Jak twoja ręka? – zapytał. – W porządku. Podszedł do mnie, podniósł mnie i posadził na ladzie. – Pokaż. Odwinął ręcznik i przyjrzał się moim opuchniętym kostkom. A potem podniósł moją dłoń do ust i delikatnie pocałował każdą z kolei. Serce waliło mi jak oszalałe. Co on wyprawia, do cholery? ===LUIgTCVLIA5tAm9PfU5+T3pMbAFgBH4XYgxlBDMBMXEGdlgoRA==

Rozdział 21 OLIVER

Chciałem jej przynieść ulgę. Delikatnie pocałowałem nabrzmiałe kłykcie, a ona patrzyła na mnie oszołomiona. Odłożyłem jej dłoń na kolana i nachyliłem się nad jej ustami. Już nic mnie nie mogło powstrzymać. Musiałem ją mieć i tym razem się nie broniła. Rozchyliła usta, wpuszczając mój język do środka i oddając mi swój w upojeniu. Położyłem jej dłoń z tyłu szyi, żeby zanurzyć się w niej jeszcze głębiej. Odsunęła się i wbiła we mnie oczy. – Czy ty wiesz, jak bardzo cię pragnę? – powiedziałem prawie bez tchu. – Jak strasznie chcę być w tobie? Jesteś taka piękna, Delilah, i piekielnie chcę się z tobą kochać – poprosiłem. – Masz dziewczynę, Oliver. – Już nie. Skończyłem to, zanim odesłałem ją do domu. – To zrób to – wyszeptała, muskając mnie po ustach palcami. Pomogłem jej stanąć na ziemi, wziąłem ją za rękę i poprowadziłem schodami do swojej sypialni. Zamknąłemdrzwi na klucz, rozwiązałem muszkę i rozpiąłem koszulę, podczas gdy ona zsunęła ramiączka swojej sukni i pozwoliła jej opaść lekko na podłogę. Stała tak jedynie w czarnych, koronkowych majteczkach z brodawkami sztywnymi z podniecenia. Ściągnąłem koszulę i rzuciłem ją na podłogę, zbliżając się do niej powoli. Była cudowna, dokładnie taka, jak sobie wyobrażałem. Miała boskie ciało i zamierzałem zbadać każdy jego zakątek. Osunąłem się na kolana i położyłem jej ręce na biodrach. Delikatnie całowałem jej brzuch, zataczając językiem koła wokół pępka. Jęknęła, co jeszcze bardziej mnie podnieciło. Pragnąłem jej od pierwszego dnia, od chwili, kiedy ją zobaczyłem, a teraz moje fantazje miały się spełnić. Wyciągnąłem ręce i nabrałem pełne garście jej piersi, a ustami schodziłem coraz niżej, aż do koronki jej stringów. Ani na chwilę nie przestawałem pieścić jej wspaniałych, naturalnych piersi, a wtedy ona zsunęła majtki i zobaczyłem przed sobą jej starannie wydepilowaną cipkę. – Jezu, Delilah, jesteś taka piękna – wyszeptałem i zacząłem językiem zataczać kręgi wokół jej łechtaczki. Z ust wyrwał jej się jęk i położyła mi rękę na włosach. Pragnęła mnie tak samo mocno jak ja jej, i to podniecało mnie do szaleństwa. Nie chciałem jeszcze w nią wchodzić, więc wstałem i pocałowałem ją żarliwie, po czym podniosłem i ułożyłem na łóżku. Przywarłem ustami do jej piersi, liżąc i ssąc ich twarde koniuszki. Zszedłem niżej, rozłożyłem jej nogi i wtuliłem twarz między jej uda, napawając się jej wilgocią i pożądaniem. Jej ciche kwilenie niemal doprowadzało mnie do wytrysku. Objąłem jej łechtaczkę wargami i wsunąłem w nią palec, aż impulsywnie wygięła plecy z rozkoszy. Smakowała lepiej, niż sobie wyobrażałem, i nie było już siły, żebym nie włożył w nią fiuta.

DELILAH

Jego usta nad moim wilgotnym kroczem doprowadzały mnie do obłędu. Język krążył wokół mojej łechtaczki, aż całe moje ciało zaczęło pulsować. Serce tłukło mi się w piersi i z trudem łapałam oddech. Był absolutnie cudowny. Jego usta i silne ręce robiły wszystko, czego moje ciało pragnęło od tak dawna. – Chcę cię wziąć do ręki – wydyszałam. – Za chwilkę. Najpierw musisz dojść. Wysunął palec i przesunął usta niżej do mojego mokrego wejścia, szybko wsuwając i wysuwając język. Przycisnął kciuk do mojej łechtaczki, głaszcząc ją kolistymi ruchami, a wtedy moje ciało zaczęło drżeć i ogarnęła mnie fala nieprzebranej rozkoszy, całkowicie zapierając mi dech w piersiach. – Właśnie tak. Uśmiechnął się, wstał i rozpiął spodnie, po czym ściągnął je razem z bielizną, uwalniając niewiarygodnie twardy, długi, gruby członek. Przełknęłam ślinę. Był wspaniały, dokładnie taki jak sobie wyobrażałam. Usiadłam, wzięłam go do ręki i, delektując się jego zduszonym jękiem, zaczęłam go pieścić wzdłuż całej długości, drugą ręką lekko głaszcząc mu jądra. – Jezu – wyjęczał. – Muszę być w tobie. Teraz. Opadłam na plecy, a on pochylił się nade mną z ustami przy mojej szyi, a potem na moich brodawkach, które ssał i delikatnie podgryzał. Sięgnął do szafki przy łóżku i wyjął z szuflady prezerwatywę. Na dźwięk rozrywanego opakowania przeniknął mnie dreszcz, bo to naprawdę miało się wydarzyć. Będę uprawiać najbardziej zmysłowy seks z Oliverem Wyattem. Patrzyłam, jak zakłada prezerwatywę, a potem wsunął we mnie palce, żeby sprawdzić, jak bardzo jestem na niego gotowa. – Jesteś tak mokra i taka pyszna. Wszedł we mnie powoli i delikatnie, żeby nie sprawić mi bólu. Nigdy wcześniej nie byłam z nikim tak dużym, więc trochę się obawiałam. Ale mój niepokój szybko rozpłynął się w przyjemności, jaką sprawił mi, napierając na mnie energicznie. – Ale mi z tobą dobrze – wyszeptał. – Mnie z tobą też. Zbliżałam się do kolejnego orgazmu. Widział to i poprosił, żebym patrzyła mu w oczy, kiedy będę szczytować. Objęłam mu twarz rękami, a moje ciało naprężyło się i zaczęło buzować, wyładowując nabrzmiałe napięcie. – Tak jest, malutka. Właśnie tak. Jezu, Delilah – stęknął, spowolnił ruchy i wsunął się we mnie do oporu, a wtedy porwał go orgazm. Opadł na mnie tak, że czułam łomot jego serca przy piersi, podczas gdy jego palce przebierały mi we włosach. Leżeliśmy przez chwilę bez słowa, czekając, aż uspokoją się nam oddechy. Pocałował mnie, po czym zniknął w łazience, żeby wyrzucić prezerwatywę. Gdy wrócił, usiadł na skraju łóżka i pogłaskał mnie po włosach. – To było niesamowite – uśmiechnął się. – Mhm. – Lepiej już idź do siebie. Że co proszę? To nie mogę zostać tu na resztę nocy? Przeleciał mnie, a teraz „do widzenia”? Chciałam, żeby mnie przytulił, chciałam zasnąć w jego objęciach. Z poczucia wstydu i upokorzenia nie mogłam wykrztusić słowa, więc wstałam i wśliznęłam się w moją sukienkę. Kiedy schyliłam się po swoje buty,

podszedł do mnie. – Nie możemy pozwolić, żeby to zmieniło nasze stosunki. Nadal jestem twoim szefem, a ty nadal dla mnie pracujesz. – Nie jesteś zły, że przyłożyłam Laurel? Zaśmiał się cicho. – Nie. Trochę zszokowany, ale nie zły. Idź spać. Zobaczymy się rano. – Pocałował mnie w czoło. Wyszłam z jego pokoju ze łzami w oczach. Czułam się potwornie wykorzystana. Przynajmniej inni faceci, z którymi wcześniej spałam, nawet najwięksi palanci, zawsze chcieli, żebym została na noc. Włożyłam koszulę nocną i poszłam do łazienki zmyć makijaż. W lustrze zobaczyłam swoją twarz, z której biło jakieś dziwne światło, ale w oczach malował się beznadziejny smutek. Tego wieczoru uprawiałam najlepszy seks w życiu i niełatwo mi będzie o tym zapomnieć. Następnego dnia zwlokłam się z łóżka o świcie. Na palcach zeszłam na dół i zamarłam na widok Olivera, który oparty o ladę czekał na kawę dochodzącą w dzbanku. – Och. Nie wiedziałam, że już jesteś na nogach. – Dzień dobry. Czemu tak wcześnie wstałaś? – Chyba już się wyspałam. Nie mogłam oderwać od niego wzroku. Stał bez koszuli, jedynie w czarnych spodniach od piżamy. Miał rewelacyjne ciało. Wyraźnie zarysowany kaloryfer na brzuchu, twarda, szeroka klatka piersiowa i silne, wyprofilowane ramiona pobudzały mnie bardziej, niż chciałam przed sobą przyznać. – Kawa będzie za minutę. – Świetnie. To jest to, czego mi teraz trzeba. Było jakoś dziwnie po ostatniej nocy. Wiedziałam, że tak będzie. Nie powinnam była iść z nim do łóżka, ale było mi tak cudownie. Kawa się zaparzyła. Oliver nalał mi kubek i wyciągnął w moją stronę. – Dziękuję. – Ruszyłam na górę po schodach. – Dokąd idziesz? – Do siebie. – Obejrzałam się. – Miałem zamiar wypić kawę na tarasie. Nie chciałabyś pójść ze mną? Byłam tak skołowana, że o tej porze mój umysł nie mógł tego wszystkiego ogarnąć. – Nie. Wracam do siebie. – Uśmiechnęłam się zdawkowo i poszłam na górę. Została mi już tylko siła woli. Nigdy w życiu nie mogłam sobie pozwolić na słabość. Zbyt wielu ludzi polegało na mnie przez lata i dla nich musiałam zachowywać siłę i opanowanie. Gdybym się załamała, wszystko rozpadłoby się na kawałki, a do tego nie mogłam dopuścić. Tak samo było teraz z Oliverem. Potrzebował mnie dla Sophie i musiałam być silna dla niej, nawet jeżeli jej ojciec był nadętym bubkiem. ===LUIgTCVLIA5tAm9PfU5+T3pMbAFgBH4XYgxlBDMBMXEGdlgoRA==

Rozdział 22 Zanim Sophie wstała, zdążyłam wziąć prysznic i się ubrać. Chciałam być gotowa w razie, gdyby okazało się, że w ostatniej chwili trzeba jeszcze coś jej spakować na wyjazd. Wyszłam z pokoju i cicho otworzyłam drzwi do jej sypialni. Nie spała już i malowała coś zawzięcie przy swoich sztalugach. – Dzień dobry, Sophie. – Dzień dobry. – Co porabiasz? – Chciałam skończyć ten obraz, zanim pojedziemy do cioci Kelsey. Podeszłam do niej i zatrzymałam się oszołomiona na wprost obrazu, który przedstawiał kobietę stojącą pośród kwiatów w ogrodzie. – Kto to? – zapytałam. – Moja mama w niebie – uśmiechnęła się. Patrząc na obraz, poczułam ukłucie w sercu. – Moja mama też jest w niebie. – Może się znają z moją mamą – powiedziała Sophie, maczając pędzel w farbie. – Może. – Pocałowałam ją w czubek głowy. – Jeżeli masz zdjęcie swojej mamy, mogłabym ją namalować w niebie, tak jak moją. Uśmiechnęłam się łagodnie i pogłaskałam ją po długich, jasnych włosach. – Bardzo bym chciała. Może, kiedy wrócisz od cioci. – Dobrze. Podniosłam jej walizkę stojącą w kącie i położyłam na łóżku. Kiedy ją rozsuwałam, do pokoju wszedł Oliver. – Dzień dobry, księżniczko. Gotowa do drogi? – Cześć, tato. Zobacz, namalowałam mamę. – Widzę. Ślicznie. Podniosłam głowę, a Oliver zerknął w moją stronę. Jeszcze raz upewniłam się, że Sophie ma wszystko, co trzeba, i zapięłam walizkę. Oliver podszedł i wziął ją ode mnie. Nasze palce spotkały się i głowę wypełniły mi wspomnienia ostatniej nocy, od których roziskrzyło mi się całe ciało. Szybko odsunęłam się od niego. – Sophie, zabierasz swoje farby? – zapytałam, żeby pokryć zmieszanie. – Nie. Zmieniłam zdanie. Myślę, że nie będę miała czasu malować. – Chodźmy, księżniczko. Poproszę Clarę, żeby umyła twoje pędzle. – Okej – uśmiechnęła się. Wypożyczony przez Olivera cadillac escalade stał zaparkowany przed domem. Oliver wrzucił walizkę Sophie na tył i wsiedliśmy. Na widok mojej ortalionowej torby na suwak, którą położyłam pod nogami, podniósł na mnie pytający wzrok. – Co tam masz?

– Kilka drobiazgów na wszelki wypadek. – To znaczy? – Szczoteczkę do zębów, pastę, dezodorant, ciuchy na zmianę, grzebień i takie tam. Zmrużył oczy i odchylił głowę do tyłu. – Naprawdę zabierasz to wszystko ze sobą? – Mhm. Wolę być przygotowana na każdą ewentualność. Nigdy nie wiadomo, co się może wydarzyć. – Skoro tak mówisz. – Uśmiechnął się niepewnie i zapalił silnik.

OLIVER Mimo wyjaśnień Delilah, nadal nie widziałem potrzeby zabierania tych wszystkich rzeczy. Prawdę mówiąc, wydało mi się to trochę dziwne, ale niech sobie robi tak, jak chce. W drodze Delilah zabawiała Sophie śpiewaniem piosenek, co pomogło trochę rozładować atmosferę między nami po wczorajszej nocy. Mój telefon tkwił w uchwycie na napoje i kiedy zaczął dzwonić, Delilah zobaczyła, że dzwoni Laurel. – Nie odbierzesz? – zapytała. – Nie. – Może chcesz, żebym ja odebrała? – uśmiechnęła się. – Zwariowałaś? Nie ma mowy. Odwróciła głowę i wyjrzała przez okno. Sophie powiedziała, że musi iść do łazienki, więc zjechałem na parking. – Poczekam tu na was. Muszę zadzwonić – powiedziałem Delilah. Wzięła Sophie za rękę i poszły do łazienki, a ja zadzwoniłem do Laurel. – Czego chcesz, Laurel? – Nie chcę tego kończyć, Oliver. Kocham cię i chciałabym naprawić sprawy między nami – poprosiła. – Nie ma czego naprawiać. To koniec, Laurel. Przykro mi. – Przykro ci? To wiedz, że zamierzam złożyć doniesienie na Delilah za napaść i pobicie. – To chyba nie bardzo rozważne z twojej strony. Dobrze się wcześniej zastanów. – Trudno, Oliver, nie odpuszczę. Więc powiedz swojej niańce, że będzie musiała beknąć za to, co zrobiła. Westchnąłem. – Laurel, mam dla ciebie propozycję. Zapomnisz o Delilah i o tym, co się stało, a wtedy być może pewna historia sprzed kilku lat związana z tobą i jednym senatorem nie wyjdzie na światło dzienne. – Nie zrobiłbyś tego. – Obyś nie musiała się o tym przekonać. Trzymaj się z daleka od mojej niani. Nie wolno ci nawet wypowiadać jej imienia. Rozumiesz, co powiedziałem? Jeżeli skrzywdzisz Delilah, skrzywdzisz także Sophie, a nikomu, łącznie z tobą, nie dam skrzywdzić mojej córki. Jeżeli ta historia wycieknie, zaszkodzi ci to znacznie bardziej niż wszystko, co mogłabyś zrobić Delilah. – Niech was oboje szlag jasny trafi. – Klik.

Kiedy chowałem telefon do kieszeni, nie mogłem opanować lekkiego uśmiechu. Delilah i Sophie wróciły do samochodu i ruszyliśmy w dalszą drogę. Nikt się nie odzywał. Sophie zasnęła na tylnym siedzeniu, a Delilah ze słuchawkami w uszach wyglądała przez okno po swojej stronie. Zerkałem na nią od czasu do czasu, całą siłą woli powstrzymując się, żeby nie pogłaskać jej po policzku i poczuć dotyk jej miękkiej skóry tak jak wczoraj.

DELILAH Włączyłam pauzę w iPodzie i wyjęłam słuchawki, oglądając się za siebie na śpiącą Sophie. – Ile jeszcze? – Z jakąś godzinę. Nie mogłam oderwać od niego wzroku. Wyglądał niesamowicie pociągająco, siedząc na lekko odchylonym fotelu z prawą ręką na szczycie obitej skórą kierownicy. Wciąż byłam na niego zła za wczoraj, ale cieszyłam się, że rozstał się z Laurel. – Oddzwoniłeś do Laurel? – zapytałam, oczekując, że powie mi, że to nie moja sprawa. Popatrzył na mnie przez krótką chwilę, po czym rzekł: – Tak. Ale wolałbym o tym nie mówić. – Okej. Przypuszczam tylko, że będzie chciała złożyć na mnie doniesienie. – Nie będzie. Nie musisz się o to martwić. – Wydaje się raczej zacięta, więc nie zdziwię się, jeżeli to zrobi. – Wierz mi, Delilah, nie zrobi. Miała taki zamiar, ale zagroziłem, że ujawnię jej jeden mały sekret. – Och. Co to za sekret? Pewnie i tak nie powiesz. – Nie, nie powiem. Ale gdyby się to wydało, Laurel i pewna bardzo wpływowa osoba miałyby mnóstwo nieprzyjemności. Zrobiło mi się miło, że wziął mnie w obronę. – Dziękuję, że stanąłeś po mojej stronie – uśmiechnęłam się. – Nie ma sprawy. Nie chcę, żeby wnosiła oskarżenie przeciwko mojej niani. Wyobrażasz sobie, jak by to wpłynęło na Sophie? Uśmiechnęłam się lekko i usłyszałam, że Sophie przeciąga się na tylnym siedzeniu. – Hej, słoneczko. Dobrze ci się spało? – Mhm. Dojeżdżamy już? – Za godzinę, księżniczko – odpowiedział Oliver. – Delilah, możesz włączyć muzykę? – Pewnie. Zobaczmy, co leci w radiu. Przeskoczyłam kilka stacji i trafiłam na początek Midnight Train to Georgia. – O, uwielbiam tę piosenkę. Znasz to, Oliver? – Znam. – Popatrzył na mnie i uśmiechnął się. – Świetnie. To możemy zaśpiewać razem. – Nie. Ja nie umiem śpiewać.

– Tato, proszę, zaśpiewaj z Delilah – zajęczała Sophie. – Proszę, tato. – Dobrze, dobrze – roześmiał się. Zaczęłam śpiewać i podrygiwać, wskazując na Olivera, kiedy wypadała jego kolej. Mieliśmy z tego całkiem niezły ubaw. Właściwie nigdy wcześniej, odkąd się poznaliśmy, nie widziałam, żeby kiedykolwiek dobrze się bawił. Sophie śmiała się z nas z tylnego siedzenia. Kiedy piosenka się skończyła, położyłam mu rękę na ramieniu, a on spojrzał na mnie szeroko uśmiechnięty. – To było super, tato! Ale fajnie śpiewasz. – Dziękuję, kochanie. Tylko się do tego nie przyzwyczajaj. ===LUIgTCVLIA5tAm9PfU5+T3pMbAFgBH4XYgxlBDMBMXEGdlgoRA==

Rozdział 23 OLIVER

W chwili gdy zajechaliśmy przed dom Kelsey i Matta, drzwi wejściowe otworzyły się i oboje wyszli nam naprzeciw. Kelsey mnie nie lubiła i nastawiałem się na nieco niezręczne powitanie. Po tym, co się stało z Elaine, nazwała mnie męską dziwką bez serca. Cała rodzina Elaine mnie nie znosiła, ale i tak uważałem, że słusznie postąpiłem, nie mówiąc im o jej samobójstwie. Wszyscy troje wysiedliśmy z samochodu i Sophie podbiegła do Kelsey ją uściskać. – Tak się za tobą stęskniłam. Ależ ty urosłaś. Jak się miewasz, Sophie? – Dobrze, ciociu. Matt spojrzał na mnie i wyciągnął rękę. – Witaj, Oliver. Uścisnąłem ją lekko. – Cześć, Matt. Co słychać? – Odpukać. Przeniosłem wzrok na Kelsey. – Kelsey. Miło cię widzieć. – Oliver. Dziękuję, że pozwoliłeś Sophie nas odwiedzić. – Nie ma sprawy. To jest Delilah, opiekunka Sophie. Uśmiechnęła się do Delilah i wyciągnęła rękę. – Miło cię poznać, Delilah. – Nawzajem. – Mogę iść zobaczyć zwierzątka?! – wykrzyknęła Sophie. – Oczywiście. Matt wziął ją za rączkę. Poszedłem za nimi, a Kelsey zaprosiła Delilah do środka na lemoniadę.

DELILAH Kelsey nalała mi szklankę lemoniady i wyszłyśmy na dwór usiąść przy ogrodowym stole z tyłu domu, podczas gdy Matt, Oliver i Sophie oglądali konie. – Jak sobie Sophie daje radę? – zapytała Kelsey. – Świetnie. Jest niezwykle bystra. Gdybyś tylko widziała, jak maluje. – Przyzwyczaiła się do życia z Oliverem? – Tak, bez problemu. Spędzam z nią dużo czasu. – To chyba obowiązek ojca, nie? Westchnęłam i spojrzałam na Olivera z oddali.

– Mówił mi, że nie przepadasz za nim. – Racja. Nie przepadam. Prawdę mówiąc, nie mogę go znieść. Elaine chciała tylko mieć rodzinę, a on zwodził ją i zapewniał, że ją kocha, aż zaszła w ciążę, a wtedy ją wykopał i nie chciał mieć z Sophie nic wspólnego. A kiedy Elaine umarła, nagle się pojawił, zgrywając troskliwego tatuśka. To nie jest dla Sophie dobre rozwiązanie. Byłoby jej lepiej tu, u nas. – Jest jej ojcem – zaczynałam się irytować. – Wiem, ale to nie znaczy, że potrafi się nią dobrze zaopiekować. – Oliver bardzo się stara. Kocha tę małą ponad życie. – Jedyne, co potrafi, to dać jej wszystko to, co może kupić. Napiłam się lemoniady i zanim zdążyłam odpowiedzieć, Sophie przypadła do mnie. – Delilah, wiesz, że poklepałam konia? A wujek mówi, że nauczy mnie jeździć na grzbiecie. – Wspaniale, słonko. – Przytuliłam ją. Matt i Oliver podeszli do nas. – Delilah, jesteś gotowa? Mamy długą drogę z powrotem. – Tak. – Wstałam i objęłam Sophie na pożegnanie. – Ależ ci tu będzie wesoło. Bądź grzeczna, a kiedy wrócisz, pójdziemy razem do muzeum. Oliver pochylił się i przygarnął ją mocno, po czym pocałował w główkę. – Będzie mi cię brakowało, księżniczko. Nie rób kłopotu cioci i wujkowi i pamiętaj, że możesz do mnie zadzwonić o każdej porze. Kocham cię, Sophie. – Ja też cię kocham, tato. Pożegnaliśmy się z Kelsey i Mattem i wsiedliśmy do auta. Widziałam, że Oliver jest jakiś nieswój. Może było mu smutno rozstawać się z Sophie. Wyjechał z podwórza i ruszyliśmy z powrotem do Nowego Jorku. – Dobrze się czujesz? – zapytałam, spoglądając na niego. – Tak. Nie sądziłem, że już zacznę za nią tęsknić. – Nie jest łatwo. Pamiętam, jak się czułam, kiedy Braden pierwszy wyjechał na studia. Dziwnie się zrobiło w domu bez niego. Czułam taką dziwną pustkę w środku. Spojrzał na mnie z przygaszonym uśmiechem, po czym ścisnął mnie za rękę. – Dobrze jej to zrobi. Powinna spędzić trochę czasu z rodziną swojej matki. Chciałem porozmawiać o wczorajszej nocy, ale czekałem, aż będziemy sami. – Tak? – zapytałam. – Mam wrażenie, że jesteś na mnie zła, i chciałbym wiedzieć o co. Odrzuciłam głowę, przypatrując mu się spod przymkniętych powiek. Jeżeli naprawdę nie rozumiał, to będzie musiał domyślać się dalej, bo nie miałam najmniejszej ochoty wdawać się w tę rozmowę. – Skąd takie wrażenie? – No, na początek, nie chciałaś wypić razem ze mną kawy dziś rano. Żałujesz tego, co się stało? – A ty? – spytałam. Milczał, nie odrywając oczu od drogi. – Słuchaj, Oliver, dopiero co zerwałeś z Laurel i byłeś trochę podłamany. Zdarza się. Czasem człowiek potrzebuje seksu, żeby poczuć się lepiej. Akurat się nawinęłam, więc poszliśmy do łóżka. To

naprawdę nic nie znaczy. Po prostu szukałeś pocieszenia w trudnej chwili. Mówiąc wprost, to był tylko seks. Więc ogarnij się i przestań rozmyślać nad tym, czy jestem zła, czy nie. – Mocno powiedziane, nie uważasz? – Nie. Zadałeś mi pytanie, a ja otwarcie odpowiedziałam. Potrzebował usłyszeć, że nie jestem zła, więc usłyszał. Zrobiłam to ze względu na nasze stosunki zawodowe i na naszą przyjaźń. Czy sama wierzyłam w ten kit, który mu właśnie wcisnęłam? Nie. Bo w rzeczywistości dla mnie to było coś więcej niż tylko seks. Gdybym tylko mogła przestawić jakiś przełącznik i powrócić na poziom „to nic takiego”. Ale nie mogłam. Dla mnie ta sprawa weszła w zupełnie nową, jak najbardziej osobistą fazę. Ale on musi myśleć, że wszystko jest na luzie. Po jakichś dwu i pół godzinach jazdy wydało mi się, że pojechaliśmy złą autostradą, bo nagle znaleźliśmy się w Rockport, w stanie Massachusetts. – Chyba źle jedziemy. – Wiem, którędy mam jechać. To ta sama droga, którą jechaliśmy do Vermont. – Jesteś pewien? Może włączymy GPS i sprawdzimy? Bo nie pamiętam, żebyśmy w tamtą stronę przejeżdżali przez Rockport. – Delilah, nie baw się w pilota. Wyjęłam telefon i włączyłam GPS. Wstukałam Rockport i Manhattan w Nowym Jorku. – Tak. Jesteśmy na złej drodze. Według GPS do Manhattanu mamy cztery godziny i szesnaście minut. – Niemożliwe. Pokaż. – Wziął ode mnie telefon, a w tym momencie samochód zaczął się cały telepać. – Ożeż! – krzyknął Oliver. – Co się stało? Co tak trzęsie? – Nie wiem. Musimy zjechać na bok. – Westchnął i zatrzymał samochód przy krawędzi drogi, po czym warkot silnika zamarł. Oliver próbował uruchomić go ponownie, ale bez rezultatu. – Niech to szlag! Wysiadł i trzasnął drzwiami. Także wysiadłam i podeszłam do niego, kiedy oparty o samochód wyciągał telefon z kieszeni. – Do kogo dzwonisz? – Do wypożyczalni. Przed nami dostrzegłam szyld restauracji U Ellen. Wzięłam moją torbę i ruszyłam w tamtym kierunku. – Dokąd idziesz? – zawołał. – Jeść mi się chce, a tam jest restauracja. Dogonił mnie. – Jak możesz w takiej sytuacji myśleć o jedzeniu? Wypożyczalnia jest zamknięta i zdaje się, że jesteśmy tu uziemieni. – Okej. To nie zmienia faktu, że umieram z głodu. Chodź, zjemy kolację, a potem pomyślimy, co dalej. Westchnął, a ja uśmiechnęłam się do siebie. Weszliśmy do restauracji, w której panował straszny tłok, ale udało nam się znaleźć jeden wolny stolik w narożniku. Sięgnęłam po dwie karty zatknięte za serwetnik i podałam jedną Oliverowi, który wziął ją, rzucając mi posępne spojrzenie. – Co to za wzrok? – Nie rozumiem, jak możesz jeść w takiej chwili.

Roześmiałam się. – W jakiej chwili? Bo samochód z wypożyczalni się zepsuł? – Tak. – Eee, to drobiazg. W końcu wrócimy przecież do Nowego Jorku – powiedziałam beztrosko. Do stolika podeszła kelnerka i Oliver zapytał, czy w pobliżu jest jakaś wypożyczalnia samochodów. Ciamkając irytująco gumę, odparła: – Jest takie miejsce jakieś trzydzieści kilometrów stąd, ale dzisiaj nieczynne. Otwierają jutro o dziewiątej rano. Oliver jeszcze bardziej spochmurniał, a ja poprosiłam o colę. – I co teraz? – zapytał. – Skąd mam wiedzieć? To ty jesteś mężczyzną, powinieneś wiedzieć, co robić. – Zadzwonię do Scotta. – Świetna myśl! I co, będziemy tu siedzieć cztery godziny, zanim po nas przyjedzie, a potem jechać z nim kolejne cztery? Jaki to ma sens? – No to będziemy musieli przenocować w Rockport – odparł. – Dobrze się składa, że mam przy sobie wszystko, co potrzebne – stwierdziłam z zadowoleniem, podnosząc torbę do góry. – A ty uważałeś, że to głupi pomysł. – Nigdy nie powiedziałem, że to był głupi pomysł. – Puścił do mnie oko. Kiedy kelnerka przyniosła nam jedzenie, Oliver zapytał, gdzie jest najbliższy hotel. – Tu niedaleko jest Yankee Clipper Inn, ale może być trudno. Jest pełnia sezonu turystycznego, więc wszystkie hotele są raczej pełne. – Wspaniale – jęknął i spojrzał na mnie. – Dziękuję, spróbujemy. Wyjął telefon, odnalazł numer i zadzwonił zapytać o pokój. – Jeżeli nie ma nic innego, to tak, chciałbym dokonać rezerwacji. Niedługo się zgłosimy. Rozłączył się i schował telefon do kieszeni, a ja tymczasem pałaszowałam swojego cheeseburgera. – I co? Mają pokoje? – Pokój. Jakimś ludziom wyskoczyła pilna sprawa rodzinna i musieli niespodziewanie wyjechać. – Ale nam są potrzebne dwa pokoje. Na myśl o nocy w jednym pokoju z nim, w żołądku obudziły mi się motyle. – Nie mają dwóch pokoi. Do wzięcia jest tylko jeden. Nie mamy wyjścia. – Nie byłoby nas tutaj, gdybyś od początku włączył GPS. – Samochód i tak by się zepsuł. Popatrzył na mnie, mrużąc oczy. – Może i tak, ale bylibyśmy bliżej domu. Westchnął. – Zjadaj i idziemy stąd. Uśmiechnęłam się przekornie i ugryzłam frytkę. ===LUIgTCVLIA5tAm9PfU5+T3pMbAFgBH4XYgxlBDMBMXEGdlgoRA==

Rozdział 24 OLIVER

Gdy wyszliśmy z restauracji, wziąłem od Delilah jej torbę i skierowaliśmy się do Yankee Clipper Inn. Trzeba było przyznać, że Rockport to piękne miejsce. – Ładnie tu – powiedziałem, zarzucając sobie jej torbę na ramię. – Właśnie to samo pomyślałam. Mimo że irytowała mnie cała ta sytuacja, cieszyłem się, że przytrafiło mi się to akurat z Delilah. Niczego nie pragnąłem bardziej, niż znów się z nią kochać. Poprzedniej nocy była niesamowita, ale to tylko jeszcze mocniej mnie nakręciło. Miałem nadzieję, że ona też będzie chciała, bo niełatwo byłoby mi się opanować, śpiąc z nią w jednym pokoju. To, co czułem, przerastało moje najdziksze fantazje i napełniało mnie strachem. Przed bramą przystanęliśmy na chwilę, podziwiając malowniczy pałacyk z lat dwudziestych stojący na wzgórzu tuż nad oceanem. – Da pan radę wyleźć na tę górę, panie Wyatt? – zapytała Delilah żartobliwie. – Dam, jeżeli ty dasz. Uśmiechnąłem się do niej i wyciągnąłem rękę. Wzięła ją, a we mnie rozżarzył się każdy nerw. Weszliśmy do urządzonego w wiktoriańskim stylu wnętrza. – Och! Ależ tu pięknie, Oliver. Podszedłem do recepcji i podałem swoje nazwisko pracownikowi z plakietką „Bob”. – Pokój sześć na trzecim piętrze. – Dziękuję. – Uśmiechnąłem się z wdzięcznością, kiedy wręczył mi złoty klucz. Weszliśmy na górę i przekręciłem klucz w tradycyjnym zamku w gałce. W pokoju Delilah w pierwszej kolejności rozsunęła drzwi na balkon. – O, matko! Spójrz tylko. Słychać ocean. Położyłem jej torbę na łóżku i dołączyłem do niej. Widok był faktycznie przepiękny. – Nigdy nie byłaś nad morzem? – He, he. Nabijasz się teraz, tak? Wiesz przecież, jak i gdzie dorastałam. Jedyne, co widywałam to ulice, pojemniki na śmieci i handlarzy narkotyków, którzy wystawali na rogach. Idę na dół, muszę dotknąć wody – zapaliła się i wybiegła z pokoju. – Delilah, poczekaj! Pobiegłem za nią. Zamiast po piaszczystej plaży nad wodę trzeba było iść po skałach i bałem się, że spadnie. Gdy dotarła pod skały, zatrzymała się. – Weź mnie za rękę, pomogę ci zejść. Podała mi dłoń i ostrożnie sprowadziłem ją po skałach nad wodę. Poruszyło mnie, jaka była podekscytowana. Coś, co widziałem już milion razy i nie stanowiło dla mnie żadnej atrakcji, dla niej było nowe i fascynujące. Gdy kucnąłem przy niej i zanurzyłem dłonie w wodzie, podniosła na mnie oczy: – Dziękuję, że pomogłeś mi zejść.

– Cała przyjemność po mojej stronie, panno Graham. Wbrew rozsądkowi, pochyliłem się i musnąłem ustami jej wargi. Po prostu musiałem znowu poczuć ich smak.

DELILAH Zaskoczył mnie tym pocałunkiem, ale było mi wszystko jedno. Mimo że znaleźliśmy się tu z powodu awarii samochodu, nie mogłam się dość nacieszyć widokiem i słonym zapachem oceanu. Pocałował mnie delikatnie i nieśmiało. Jakby nie był pewien, czy wolno mu dotknąć moich ust. Z każdym dniem moje zauroczenie narastało coraz bardziej. Położyłam mu dłoń na policzku i się uśmiechnęłam. Odpowiedział uśmiechem i wziął mnie za rękę, kiedy wdrapywaliśmy się po skałach, wracając do hotelu. W pokoju położył mi ręce na biodrach i spojrzał mi prosto w oczy. – Mogę pocałować cię jeszcze raz? – Czemu nagle pytasz? Wcześniej nie czekałeś na pozwolenie. Koniuszki ust podjechały mu do góry w tym zabójczym uśmiechu, który tak już polubiłam. – Uznam to za „tak”. Nachylił się nade mną i gdy poczułam jego usta na swoich, przez moje ciało przebiegła iskra. Całował mnie zachłannie, a jego ręce wędrowały po całym moim ciele. Jego język w moich ustach przyprawiał mnie o dreszcze, a hamowane tak długo pragnienie rozgorzało mi w dole brzucha. Nie powstrzymywałam go, chociaż powinnam, po tym, co się stało ubiegłej nocy. Jego palce zadarły mi dół bluzki i przerwał pocałunek, żeby mi ją ściągnąć przez głowę. Bez skrępowania rozpięłam mu pasek i spodnie. Zamruczał cicho, przesuwając mi językiem po szyi, i podgryzł mi płatek ucha, aż cała stanęłam w płomieniach. Rozpięłam mu rozporek i wsunęłam rękę za bokserki, obejmując dłonią jego twardy, wspaniały członek, który sprawił mi wczoraj tyle przyjemności. – Jezu, Delilah – wyszeptał, całując mnie coraz niżej, aż do piersi. Rozpiął mi biustonosz, rzucił go byle gdzie i objął ustami jedną z moich twardych brodawek. Chwilę później rozpiął mi szorty i ściągnął razem z bielizną. Położył dłoń na moim kroczu i kciukiem zataczał koła wokół łechtaczki. Nie mogłam powstrzymać chrapliwego jęku, kiedy włożył mi palce do środka. – Ale jesteś mokra. Muszę cię posmakować. Popchnął mnie na łóżko, rozłożył mi uda i przywarł do mnie ustami, pobudzając językiem łechtaczkę, aż eksplodowałam, kurczowo czepiając się kołdry. Uśmiechnął się i lekko pocałował wewnętrzną stronę moich ud, po czym przesunął się ku górze do moich piersi. Delikatnie brał każdą brodawkę między zęby, a potem lizał, żeby złagodzić pieczenie. Byłam w niebie i chciałam, żeby to trwało wiecznie. – Weź mnie w te śliczne usteczka. Stanął przy łóżku, a ja uklękłam przed nim i otoczyłam go ustami. Zaczęłam zasysać i omiatać jego członek językiem, a potem głaskać go po jądrach, rozpalając go do szaleństwa i wyrywając mu z ust coraz głośniejsze okrzyki. Wpił mi palce we włosy i przesuwał moją głowę w górę i w dół. – Jezu, Delilah. Jesteś niesamowita. Zaraz mnie rozsadzi. Kiedy widzę, jak mi robisz laskę, to dostaję świra. Ooo… – stęknął. Wysunął się z moich ust i wytrysnął mi na biust. Wziął moją twarz w dłonie, a ja

położyłam się na plecach. Nachylił się nade mną i pocałował. – Trzeba cię wytrzeć. – Uśmiechnął się i poszedł do łazienki po chusteczki. Wdrapał się na łóżko i zadowolony zabrał się do zbierania ze mnie swojego nasienia. – Było wspaniale, dziękuję. Ale i tak muszę jeszcze być w tobie. – To na co czekasz? – zapytałam z uśmiechem. Cisnął chusteczkę na szafkę i sięgnął po leżący obok portfel. Wyjął prezerwatywę i się przygotował.

OLIVER Wyglądała wręcz bosko, kiedy leżała przede mną całkiem naga. Dotknąłem palcami jej warg, a ona, nie spuszczając ze mnie oczu, wzięła jeden do ust i ssała zapamiętale. Mój członek podniósł się w okamgnieniu, żądny jej ciepłego, wilgotnego wnętrza. Wyjąłem palec z jej ust i przebiegłem dłonią po jej bujnych piersiach, kreśląc koła wokół sterczących na baczność brodawek, a następnie przesunąłem do jej wąskiej cipki. Kiedy zagłębiłem w nią palce i macałem wnętrze, z ust wyrwał się jej przeciągły skowyt. Z zachwytem odnalazłem w niej gorącą wilgoć. Żadna inna kobieta tak mnie nie podniecała, pragnąłem jej niemal obsesyjnie. Chciałem się z nią kochać, a nie po prostu dziko ją przelecieć. Chciałem powoli zagłębiać się w nią i wycofywać, rozkoszując się każdym ruchem. Mój fiut był twardy jak skała i gotów do wybuchu. Wziąłem z szafki prezerwatywę, otworzyłem saszetkę i go nałożyłem. Przekręciłem ją na bok, przywarłem do jej pleców i, otaczając ją ramionami i macając jej wspaniałe piersi, wszedłem w nią od tyłu. Jęknęła, a jej oddech zrobił się urywany. Zacząłem się w niej poruszać, a na naszych ciałach pojawiły się kropelki potu. Przesuwając jej językiem po ramieniu, sięgnąłem ręką do jej łechtaczki, na co całkowicie straciła zmysły, odwróciła głowę i zachłannie wpiła się w moje usta. Byłem tak napalony, że nie mogłem się już powstrzymać. W chwili gdy orgazm porywał jej ciało, natarłem jeszcze raz głęboko i sam poddałem się fali błogiego zaspokojenia. ===LUIgTCVLIA5tAm9PfU5+T3pMbAFgBH4XYgxlBDMBMXEGdlgoRA==

Rozdział 25 DELILAH

Całe moje ciało palił ogień. Leżałam, czując, jak każda komórka wibruje mi od tego, co mi zrobił, a on wstał, żeby pozbyć się prezerwatywy. Wsunęłam się pod kołdrę, a na myśl o tym, co się teraz stanie, poczułam gwałtowny skurcz w żołądku. Oliver wrócił z łazienki i zaczął pakować się do łóżka obok mnie. – Co ty wyprawiasz? – Kładę się – odparł zmieszany. – Proszę bardzo, ale nie tutaj. – Proszę? – Brwi podskoczyły mu do góry. Złapałam dodatkową poduszkę leżącą na łóżku i cisnęłam ją na podłogę. – Możesz spać na podłodze albo tam, na krześle. – O co ci chodzi? – Wczoraj nie zasłużyłam, żeby z tobą spać, ale dzisiaj jest inaczej? Niby dlaczego? Bo nie możesz odesłać mnie do mojego pokoju? – Aaa. To dlatego byłaś obrażona – rzekł, siadając na brzegu łóżka. – No raczej, Oliver. Poczułam się jak dziwka. „Fajnie było cię przelecieć, a teraz spadaj”. Westchnął. – Delilah, słuchaj. Chodziło mi tylko o Sophie. Nie chciałem, żeby nakryła nas razem w łóżku. To by było nie na miejscu. Okej. Teraz ja z kolei poczułam się jak ostatnia fujara. Ale mógł mi to przecież powiedzieć. – Przepraszam. Powinienem wyjaśnić ci to wczoraj wieczorem. Prawdę mówiąc, w ogóle nie przyszło mi to do głowy i zupełnie nie podejrzewałem, że będziesz o to zła. – Byłam raczej dotknięta, Oliver – powiedziałam, odwracając wzrok w drugą stronę. – Bardzo chciałbym, żebyś mogła spędzić noc w moim łóżku. Byłoby wspaniale trzymać cię w ramionach, przytulić się do twojego nagiego ciała i zasnąć po takim nieziemskim seksie. Ale nie mogłem ryzykować. Co by było, gdyby obudziła się w środku nocy i przyszła do któregoś z naszych pokojów? Zupełnie mnie tym rozbroił. Od razu przestałam się gniewać, bo miał przecież całkowitą słuszność. – Masz rację, przepraszam. Właź do łóżka i obejmij mnie. Podniósł poduszkę z podłogi i wszedł pod kołdrę. Ogarnął mnie swoimi silnymi ramionami i przytulił mocno do swojej piersi. Biło od niego przyjemne ciepło, a moje ciało zawibrowało z pragnienia. – Z przyjemnością będę cię obejmował przez calutką noc. Uśmiechnęłam się i pocałowałam jego nagi tors. Ten mężczyzna, mój szef i przyjaciel, sprawiał, że czułam się kimś zupełnie wyjątkowym. Nie zamierzałam jednak przyzwyczajać się do tego uczucia, bo wiedziałam, że ten błogi stan nie potrwa długo. Nic nigdy nie jest na zawsze.

Obudziło mnie jednoczesne wibrowanie obu naszych telefonów. Każde z nas sięgnęło po swój. Dostałam wiadomość od Liama. „Gdzie się podziewacie z Oliverem? Nie mieliście wrócić wczoraj?” – Liam. Nie zadzwoniłeś do niego wczoraj? – zapytałam. – Zapomniałem. Byłem zajęty czymś innym. – Pocałował mnie w czubek głowy. „Samochód się rozkraczył i musieliśmy zostać na noc w Rockport, w Massachusetts. Oliver wyjaśni ci wszystko”. „Hola! Jesteście w jednym pokoju?” „Tak”. „Alleluja!” Uśmiechnęłam się, a Oliver postanowił do niego zadzwonić. Wstałam i udałam się do łazienki. Gdy wróciłam, Oliver właśnie skończył rozmowę z Liamem. – Muszę zadzwonić do wypożyczalni. Wdrapałam się z powrotem do łóżka i usiadłam na nim, a potem pochyliłam się i pocałowałam go w miękkie usta. – To chyba może chwilę poczekać. – Delilah, bardzo bym chciał, ale nie mam przy sobie więcej prezerwatyw. – To żaden problem. Od trzech lat biorę pigułki. – Czemu bierzesz antykoncepcję, skoro nie uprawiasz regularnie seksu? – Miałam potworne bóle w czasie okresu, do tego stopnia, że nie mogłam podnieść się z łóżka. Pigułki mi pomagają. – Aha. Ale ja nie czuję się pewnie bez prezerwatywy. Nie uprawiam seksu bez gumek. Raz popełniłem ten błąd, i to się więcej nie powtórzy. Przyglądałam mu się przez chwilę nachmurzona i wreszcie zeszłam z niego. No, to by było na tyle, jeśli chodzi o szczęście. Wiedziałam, że to nie potrwa długo. Praktycznie powiedział mi, że mi nie ufa, i to mnie piekielnie zabolało. Prawdę powiedziawszy, o wiele bardziej niż powinno. – W porządku. Zadzwoń, a ja idę pod prysznic. Wstałam, poszłam do łazienki i zamknęłam drzwi. Gdy wyszłam spod prysznica, Oliver już ubrany siedział na balkonie. – Chcesz jeszcze pójść ostatni raz nad ocean, zanim wyjedziemy? – Nie, już wystarczy. Nacieszyłam się wczoraj. Co powiedzieli w wypożyczalni? – Przyjadą, żeby odholować cadillaca, i przywiozą nam inny samochód. Będą tu za jakąś godzinę, więc możemy przedtem zejść na dół coś zjeść. – Dobra. Powrzucałam swoje rzeczy z powrotem do torby, złapałam torebkę i ruszyłam do drzwi. Oliver podążył za mną, ale specjalnie wyprułam do przodu. – Hej, gdzie tak gonisz? – Jeść mi się chce – skłamałam. W jadalni usiedliśmy przy stoliku dla dwóch osób. Czekając, aż podadzą śniadanie, popijałam kawę, a Oliver siedział z nosem w telefonie. Czekało nas kilka dziwnych tygodni pod nieobecność Sophie. Będę

musiała znaleźć sobie coś do roboty, żeby nie myśleć o nim zanadto. – Zadzwonię do Kelsey. Ciekaw jestem, jak sobie radzi Sophie. – Dobry pomysł. Wyjęłam swój telefon z torebki i zobaczyłam wiadomość od Jenny. „Jak tam wyprawa do Vermont?” „Utknęliśmy w Massachusetts, bo samochód się zepsuł i musieliśmy zostać na noc”. „Razem w jednym pokoju? Błagam, powiedz, że tak”. Uśmiechnęłam się, czytając jej esemesa. „Tak. Było wspaniale. Wszystko ci opowiem, jak wrócę. Spotkamy się dziś wieczorem?” „Super, wpadnij do nas. Zagonię Stephena do kuchni”. „Okej. Zobaczymy się później”. „Już się nie mogę doczekać pikantnych szczegółów”. Oliver rozmawiał z Sophie, ale w pewnym momencie podsunął mi telefon. – Sophie chce z tobą rozmawiać. Uśmiechnęłam się, przykładając aparat do ucha. – Cześć, promyczku. Dobrze się bawisz? – Cześć, Delilah. Jeździłam na koniu i karmiłam kozy i kurczaki. – Fantastycznie, Sophie. To musiała być niezła frajda. – Muszę iść. Ciocia Kelsey pokaże mi, jak się doi krowy. – Baw się dobrze. Pogadamy wkrótce. – Kocham cię, Delilah – usłyszałam jej słodki głosik. – Ja też cię kocham, kotku. Oddałam Oliverowi telefon i skończyliśmy śniadanie, po czym wróciliśmy na miejsce, gdzie zostawiliśmy wczoraj cadillaca. Właśnie podjechał holownik i jeep cherokee dla nas. Wsiadłam na miejsce pasażera, a Oliver tymczasem podpisywał jakieś papiery. To było piękne miasteczko, szkoda, że nie mieliśmy okazji więcej zobaczyć. – Możemy wracać do domu? – zapytał, wsiadając. – Tak. Kiedy jechaliśmy autostradą, tym razem tą właściwą, postanowiłam porozmawiać z nim o Laurel. Chciałam wiedzieć więcej o niej i o ich związku. – Jak długo byliście razem z Laurel? – zapytałam. Rzucił mi zaskoczone spojrzenie. – Dlaczego pytasz? – W ramach towarzyskiej konwersacji. – Osiem miesięcy – odparł ze wzrokiem wbitym w drogę przed sobą. – Pamiętam, że mówiłaś, że twój najdłuższy związek trwał tylko kilka dni, bo nie miałaś czasu na facetów. Ale gdybyś spotkała kogoś odpowiedniego, spotykałabyś się z nim dłużej niż kilka dni, prawda? – Eee, nie sądzę. Związki są zabójcze dla duszy. Popatrzył na mnie i uśmiechnął się lekko. – Tak uważasz?

– Moja mama zawsze tak mówiła. Mówiła, że związki zmieniają ludzi i że zaraz po tym, jak minie pierwsze zauroczenie, a ty oddasz całego siebie drugiej osobie, wasza relacja staje się tak niezdrowa, że aż toksyczna, i w końcu masz tylko żal, bo nie możesz już być tym, kim byłeś na początku. – Co za wnikliwa analiza. A myślałem, że ona przez większość czasu była zalana. – Była zalana przez cały czas, nie tylko przez większość. Nigdy w życiu nie widziałam jej bez kieliszka w ręce. Znasz ludzi, którzy nie potrafią rano funkcjonować, zanim nie napiją się kawy? – Tak. – No, to ona tak miała z wódką. – Żal mi, że musiałaś dorastać w ten sposób – powiedział z powagą. – Robiłam to, co było trzeba, żeby zająć się nią i maluchami. Nie obraź się, że to powiem, ale nigdy nie wyglądałeś z Laurel na szczęśliwego. Westchnął. – Bo chyba nie byłem. Tak się to rzucało w oczy? – Mhm. – No to pewnie nasz związek był toksyczny. Puścił do mnie oko. Kiedy wreszcie dotarliśmy do domu, z kuchni wyszedł rozpromieniony Liam. – No, no, kogo to diabli przynieśli. – Uśmiechnął się i pocałował mnie w policzek. – Dobrze, że nic wam się nie stało. – Dzięki Liam – odparł Oliver i przewrócił oczami. – Co tu robisz? – Wpadłem zostawić dokumenty, na które powinieneś rzucić okiem. Nie byłem pewny, czy jeszcze wybierasz się dziś do biura, a trzeba je przejrzeć i podpisać do jutra. – Spoko. Zerknę na to, jak tylko wezmę prysznic. Wszedł po schodach na górę, a ja poszłam do kuchni po butelkę wody. Liam deptał mi po piętach. – No i? Ty i Oliver? – rozjaśnił się w uśmiechu. – Nie. Nie ma „ja i Oliver”. Rany, przecież on dopiero co rozstał się z Laurel. – Wiem. Też się cieszę. Już był naprawdę najwyższy czas pozbyć się tej cholery. To znaczy twierdzisz, że nie uprawialiście seksu? – A coś takiego powiedziałam? – Pytaniem na pytanie, a to znaczy, że tak. Gratulacje. Zmrużyłam oczy. – Dziękuję. A teraz, jeżeli pozwolisz, pójdę do siebie się przebrać. – Delilah, poczekaj. Zatrzymałam się w pół drogi i popatrzyłam na niego. – Uważaj na niego. Nie chciałbym, żeby cię skrzywdził. – Poradzę sobie z nim – mrugnęłam i poszłam na górę. ===LUIgTCVLIA5tAm9PfU5+T3pMbAFgBH4XYgxlBDMBMXEGdlgoRA==

Rozdział 26 OLIVER

W ziąłem prysznic, a potem poszedłem do baru i nalałem sobie szklaneczkę whisky. Wszedł Liam uśmiechnięty od ucha do ucha. – Napijesz się? – zapytałem. – Pewnie. – Co się tak szczerzysz? Podałem mu szklankę i przeszedłem do gabinetu. – Bez powodu. Cieszę się, że wróciliście. A, słyszałem o Laurel, przykro mi. Rozsiadł się na wprost mojego biurka. – Tak, na pewno. – No dobra. Nie jest mi przykro. Tak naprawdę to nawet uczciłem tę dobrą nowinę. Szkoda, że nie mogłeś poświętować ze mną. Ale czekaj, zdaje się, że świętowałeś z kimś o imieniu Delilah – powiedział z chytrym uśmieszkiem. – Nie rozumiem, o co ci chodzi. Tylko dlatego, że spaliśmy w jednym pokoju, to nie znaczy, że spaliśmy w jednym łóżku. – Tak, tak. Jeżeli sądzisz, że w to uwierzę, to chyba masz mnie za durnia. A wiem, że tak nie jest. No więc? Opowiadaj. Jak było? – Genialnie. Najlepszy seks w moim życiu. – Oho! To już coś, szczególnie w twoich ustach. – Dobra, nie chcę już o tym więcej gadać. Rozmawiałem wczoraj z Laurel. Groziła, że złoży doniesienie na Delilah za napaść i pobicie. Poradziłem jej, żeby się jeszcze zastanowiła, bo inaczej na jaw mogłaby wyjść także jeszcze pewna inna historia. Liam uśmiechnął się jeszcze szerzej i wolno skinął głową. – Bardzo dobrze. Rozumiem, że zmieniła zdanie? – Tak. W jednej chwili. W pokoju rozniósł się zapach lawendy. Podniosłem wzrok. W progu stała Delilah. – Przepraszam, że przeszkadzam. Chciałam tylko powiedzieć, że wychodzę. – Wychodzisz? Myślałem, że zjemy razem kolację. – Przykro mi, szefie, ale idę na kolację do Jenny i Stephena. Wrócę późno. – Uśmiechnęła się i odwróciła na pięcie. – Poczekaj. Scott cię odwozi? – Nie, pojadę taksówką. Jestem już dużą dziewczynką. Znikła, a mnie ogarnęło dziwne uczucie, którego nie potrafiłem określić. – „Szefie”? Zawsze tak do ciebie mówi? – Nie, pierwszy raz. Nie wierzę, że tak sobie po prostu wychodzi.

Wstałem z fotela i poszedłem do baru w salonie po kolejnego drinka. – Umówiła się na kolację z przyjaciółką. Ej! Czekaj no. Ty się naprawdę pieklisz. A zapytałeś ją wcześniej, czy zje z tobą kolację, czy po prostu założyłeś, że tak będzie? Westchnąłem i pociągnąłem łyk ze szklanki. – Sądziłem, że spędzimy wieczór razem i wspólnie zjemy kolację. Nie mówiła, że ma jakieś plany. – A dlaczego ma ci o tym mówić? Sophie nie ma, więc może robić to, co jej się żywnie podoba. Może gdybyś ją wcześniej poprosił, to wszystko potoczyłoby się inaczej. – Liam, nie masz przypadkiem czegoś do roboty? – Tak, właściwie tak. Jem kolację z moim starszym bratem. Chodź, wrzucimy jakiegoś hamburgera i kilka piwek. – Dobrze. Ale żadnych uwag na temat Delilah i dalszych pytań. Jasne? – Tak jest, szefie – uśmiechnął się.

DELILAH Kiedy weszłam do mojego dawnego mieszkania, od razu poczułam się jak u siebie w domu. W powietrzu pachniało pieczonym kurczakiem z warzywami. Rozejrzałam się, ale nigdzie nie było Jenny ani Stephena. Przeczuwałam, że pewnie uprawiają seks. – Jestem! Usłyszałam pisk Jenny, która wyskoczyła z pokoju, naciągając pospiesznie bluzkę. – Tak się cieszę! – Nie przeszkadzam? – Nie. Właśnie skończyliśmy. Opowiadaj wszystko o tym, jak sekscytująco minęła wam podróż i jaki nasz Oliver jest gorący. – Wino jest? – No pewnie. Otwarte i przygotowane. Z pokoju wyszedł Stephen z szerokim uśmiechem. – Cześć, Delilah. Miło cię widzieć, ślicznotko. Pochylił się i cmoknął mnie w policzek. – Ciebie też, Stephen. – Dobra, moje panie, siadajcie sobie, a ja przyniosę jedzenie. Pewnie macie sporo swoich babskich spraw do obgadania. Jenny już od wczoraj wyłazi ze skóry. Jenny wzięła wino z lady i usiadłyśmy obie przy stole. – No więc? – uśmiechnęła się, napełniając mi kieliszek. – Wczoraj to nie był pierwszy raz. Kochaliśmy się też po imprezie w sobotę. – Co? I nie zadzwoniłaś do mnie! – To się wszystko stało tak szybko. Zaczęło się od tego, że przywaliłam Laurel po tym, jak nazwała mnie dziwką. – Nie mów! Naprawdę? – Cała aż płonęła z podekscytowania.

– No. Nie bardzo się popisałam, ale przegięła pałę. – Jak wtedy ta laska, Sammy. Pamiętasz ją? Przewróciłam oczami. – Nie przypominaj mi. W każdym razie Oliver zerwał z Laurel i potem wrócił do domu. Kiedy wszedł, robiłam sobie właśnie okład z lodu w kuchni i powiedzmy, że się mną troskliwie zaopiekował. – Ooo, jakie to romantyczne – zakwiliła. Stephen podał kolację i usiadł koło Jenny. Jedząc i popijając wino, rozmawialiśmy jeszcze trochę o Oliverze. – Ależ cię wzięło. To widać. Odkąd cię znam, nigdy nie widziałam, żebyś tak się wkręciła w jakiegoś faceta. Miała słuszność. Nigdy wcześniej nie zależało mi na nikim tak naprawdę, ale z Oliverem to wszystko poszło jakoś tak naturalnie. Miał w sobie coś, co strasznie mnie rajcowało. I pobudzało mnie w miejscach, o których do tej pory nie miałam pojęcia. Może to dlatego, że był starszy i całkiem dojrzały. Wiedziałam tylko, że wpadłam po uszy. Po raz pierwszy w życiu się zakochałam i byłam przerażona. Otworzyłam drzwi i weszłam do kuchni po butelkę wody, żeby wziąć ją ze sobą na górę. Kiedy zamykałam lodówkę, do kuchni wszedł Oliver. – Hej. Właśnie wracasz? – zapytałam. – Tak. Byłem na kolacji z Liamem. Jak ci minął wieczór? – Super. Fajnie było się znów spotkać z Jenny i Stephenem. Stał i przyglądał mi się przez chwilę, a w oczach pojawiło mu się pragnienie, które zaczynałam już rozpoznawać. Powoli podszedł do mnie i przebiegł mi palcami po ustach. – Pieprzyłaś się już kiedyś na ladzie w kuchni? – Nie – wykrztusiłam. – A chciałabyś? Jego ręka ześlizgnęła się w dół po mojej sukience. – Tak. – Przełknęłam ślinę. – To dobrze. Bo chcę cię przelecieć właśnie tu i teraz. – Zsunął mi ramiączka od letniej sukienki i pozwolił jej opaść na ziemię. Jego ręce przywarły do moich piersi i pieściły je przez biustonosz. Patrząc mi w oczy, przesunął je niżej, wsunął za majtki, które szybko zjechały na dół, i poczułam na sobie jego rękę. – Jesteś już taka mokra, a nawet jeszcze cię tam nie liznąłem – uśmiechnął się. – Podniecam cię, Delilah? – Tak – wydusiłam, bo wsunął we mnie palce. – Lubisz, kiedy cię tak dotykam? – Jego palce na przemian wchodziły i wysuwały się ze mnie powoli. – Bardzo. Drżałam cała naelektryzowana. Drugą ręką rozpiął mi biustonosz i rzucił go na podłogę, a moja ręka instynktownie powędrowała do wybrzuszenia w jego spodniach. Delikatnie nacisnął mi łechtaczkę, głaszcząc ją w górę i w dół, aż dostałam dreszczy. Ten facet doskonale wiedział, jak sprawić kobiecie

przyjemność. Wyjął palce, podniósł mnie do góry i posadził na ladzie. Zdjął koszulę przez głowę i ściągnął spodnie. Potem odchylił mnie do tyłu, położył sobie moje nogi na ramionach i zaczął mnie pieścić ustami, ssąc i wylizując strumień wilgoci, jaki sam wywołał. Opadłam na plecy w całkowitej ekstazie i, jęcząc jak nigdy, przygotowywałam się do orgazmu. Jego ręce podpełzły wyżej. Zacisnął palce na moich twardych brodawkach, szczypiąc i drażniąc, i budząc we mnie fale niepomiernej rozkoszy. – Nie włożę w ciebie fiuta, dopóki dla mnie nie dojdziesz. Musisz mi pokazać, jak bardzo lubisz to, co ci robię. Jego słowa, usta, ręce, wszystko razem sprawiło, że straciłam panowanie i odleciałam. Z ust wyrwał mi się głośny jęk i poczułam jego uśmiech między udami, podczas gdy moim ciałem wstrząsały dreszcze spełnienia. Podniósł się, puszczając moje nogi, i przywarł ustami do moich ust, dając mi posmakować własnego pożądania. – W życiu nie byłem taki napalony jak z tobą – wyszeptał, dysząc. Przerwał namiętny pocałunek, żeby otworzyć prezerwatywę, którą wyjął z portfela. Nałożył kondom na członek, po czym przyciągnął mnie do krawędzi lady i, z ustami przy moich brodawkach, zaczął na mnie napierać. Z trudem łapałam oddech, kiedy poruszał się we mnie gwałtownie w przód i w tył. Nasze usta nie mogły się sobą nasycić, a języki szukały się nawzajem łapczywie. Zanurzony we mnie głęboko, podniósł mnie z lady i przeniósł pod ścianę obok schodów. Trzymając mnie w powietrzu, z rękami mocno zaciśniętymi na moich pośladkach, nie przestawał na mnie napierać. Był taki silny, czułam się całkowicie bezpieczna opleciona wokół jego ciała. Wzięłam jego twarz w dłonie i patrzyłam mu prosto w oczy, kiedy z rozchylonych ust wyrywały mu się niepohamowane jęki. I wtedy zrozumiałam z całą jasnością, że jestem w nim zakochana. Odrzuciłam głowę do tyłu, a moje ciało napięło się, kiedy natarł po raz ostatni, po czym oboje doszliśmy jednocześnie. Wtulił twarz w moją szyję i delikatnie całował moją rozpaloną skórę. Gdy powoli doszliśmy do siebie, wysunął się ze mnie i postawił mnie na ziemi. Z trudem zdołałam ustać na galaretowatych nogach. Zdjął prezerwatywę i wyrzucił do kosza. Potem wrócił do mnie, wziął mnie na ręce i zaniósł na górę do swojej sypialni, nie przestając mnie całować przez całą drogę. Postawił mnie na podłodze w pokoju, odgarnął kołdrę i oboje wśliznęliśmy się do łóżka. Otoczył mnie ciasno ramionami, a ja przytuliłam głowę do jego piersi. ===LUIgTCVLIA5tAm9PfU5+T3pMbAFgBH4XYgxlBDMBMXEGdlgoRA==

Rozdział 27 Obudziłam się, czując sztywny członek Olivera przywierający do mnie od tyłu. Uśmiechnęłam się, odwróciłam głowę i napotkałem jego uważny wzrok. – Dzień dobry – wyszeptałam. Pochylił się i delikatnie musnął moje usta swoimi. – Dzień dobry. Tak sobie myślę, może chciałabyś wziąć ze mną prysznic? – Z wielką przyjemnością. Nigdy wcześniej nie kochałam się pod prysznicem i na samą myśl każdy nerw w moim ciele stanął w gotowości. Nagle coś sobie skojarzyłam. – Jezu, Oliver, nie pozbieraliśmy naszych ciuchów z podłogi w kuchni. Clara już pewnie przyszła i teraz je sprząta i kręci nosem. – Teraz już i tak nic nie możemy zrobić. Kiedy zejdziemy na dół, będziemy musieli po prostu spuścić oczy ze wstydu. – Mrugnął zawadiacko. Matko, jak to możliwe, żeby wyglądać tak pociągająco o tak wczesnej porze? Wykąpaliśmy się i Oliver zadbał o to, żebym nigdy nie zapomniała swojego pierwszego razu pod prysznicem. Wszystko, co mi robił, było niezapomniane. – Idę do siebie się ubrać. Spotkamy się na dole. Ruszyłam w stronę drzwi, ale chwycił mnie za ramię i przyciągnął do siebie. – Nie tak szybko. Muszę jeszcze raz posmakować tych usteczek. – Pocałował mnie namiętnie i długo, zanim wreszcie wypuścił mnie z objęć. Kiedy wciągałam getry i koszulkę bez rękawów, wciąż czułam mrowienie na wargach od jego pocałunków. Właściwie całe moje ciało wciąż jeszcze buzowało po cudownym seksie wczoraj wieczorem i dziś rano. Na palcach zeszłam na dół i zamarłam, widząc w kuchni Clarę i Liama. – No, dzień dobry. Dobrze się wczoraj bawiliście? – Liam się uśmiechnął, podnosząc do góry mój biustonosz. – Dawaj to. Podeszłam i wyrwałam mu go z rąk. Zarechotał i pocałował mnie w policzek. – Idę usiąść i podelektować się kawą. Do zobaczenia za chwilę. Zerknęłam na Clarę stojącą przy kuchence, na której dochodziły jajka. – Ależ tu był bałagan, kiedy weszłam rano. – Clara, przepraszam. Ja… – Nic nie wyjaśniaj. Wiedziałam, że to się stanie prędzej czy później. Widać było po zachowaniu pana Wyatta. – Naprawdę? Odwróciła się i uśmiechnęła do mnie. – No pewnie. I powiem ci, że z radością będę sprzątać ciuchy pana Wyatta i twoje, kiedy tylko będzie

trzeba. Wszystko, byle już nigdy nie musieć oglądać tutaj tej kreatury. – Oliver rozstał się z Laurel wieczorem po imprezie. – Wiem. Liam mi powiedział. Podobno też dałaś jej łupnia. Spuściłam wzrok. – Nie jestem z tego dumna. Przełożyła jajecznicę na półmisek, podeszła do mnie i wzięła mnie w ramiona. – Dobrze zrobiłaś. Należało jej się. Idź usiąść, przyniosę ci kawę i śniadanie – uśmiechnęła się. – Dzięki. – Nie ma za co. Wniosłaś do tego domu powiew świeżości, Delilah. Lubię cię tu mieć. Pocałowałam ją w policzek i poszłam do jadalni. Oliver siedział już przy stole. – O. Widzę, że zszedłeś innymi schodami, żeby tylko nie wpaść na Clarę. – Być może – mrugnął porozumiewawczo. Clara weszła do pokoju i rozłożyła śniadanie na stole. – Dzień dobry panu – uśmiechnęła się. Oliver odkaszlnął. – Dzień dobry, Clara. Liam zaniósł się śmiechem. – Jak poszłaś do siebie, rozmawiałem z Sophie. – Co u niej? – W porządku. Podoba jej się u Kelsey i Matta. Ale mówi, że tęskni za nami. – Cieszę się, że dobrze się bawi. Oliver spojrzał na Liama. – A kiedy przedstawisz nam Isabelle? – zapytał. – Nie spotykamy się już. Zbyt wysokie koszty utrzymania. Trochę jak w przypadku Laurel. Zapaliło mi się czerwone światełko i zwinąłem manatki. – Szkoda – powiedziałam z żalem. – W porządku, dalej szukam. Badam grunt – mrugnął wesoło.

OLIVER Następnych dziesięć dni zleciało w mgnieniu oka i nigdy przedtem nie czułem się tak szczęśliwy. Dużo czasu spędzaliśmy z Delilah w sypialni, bo jakoś nie mogliśmy się sobą nasycić. Była niesamowita w łóżku, żadna kobieta wcześniej nie dawała mi tyle przyjemności z seksu. Ale ogarniało mnie przy niej jakieś dziwne uczucie, które wytrącało mnie z równowagi. Kiedy była w pobliżu, nie mogłem oderwać od niej myśli. Łapałem się na tym, że siedząc w biurze, tęsknię do niej, że zastanawiam się, co robi, co je albo z kim się umawia. Któregoś popołudnia, w drodze na spotkanie, zobaczyłem, jak gra na rogu ulicy. Kazałem Scottowi zatrzymać samochód, wysiadłem i z daleka przypatrywałem się jej przez pewien czas. Jej uśmiech rozświetlał cały Nowy Jork, a jej muzyka wyraźnie sprawiała radość przechodzącym ludziom. Miałem już rozliczenie wpływów z imprezy. Zebraliśmy blisko milion dolarów. To było dwa

razy więcej niż rok temu i bez wątpienia ogromna w tym zasługa Delilah. Ludzie autentycznie lubili jej towarzystwo. Taka dziewczyna zasługiwała na wszystko, co najlepsze, zwłaszcza po tym, przez co musiała przejść do tej pory. Obawiałem się, jak się sprawy ułożą po powrocie Sophie. Na pewno będziemy musieli bardziej uważać. Teraz każdą noc spędzaliśmy w moim pokoju, uprawialiśmy seks i cieszyliśmy się sobą nawzajem. Miałem wrażenie, że żyjemy w jakimś fantastycznym śnie, z którego trzeba się będzie obudzić, gdy Sophie wróci do domu. Wszystko układało się idealnie, aż pewnej nocy, wymamrotała coś przez sen. – Kocham cię, Oliver. Kiedy to usłyszałem, wpadłem w szał. Wiele kobiet mówiło mi to wcześniej i nigdy dotąd nie przywiązywałem do tego większej wagi. Nauczyłem się przechodzić nad tym do porządku dziennego. Ale kiedy usłyszałem to od Delilah, chociaż przez sen, opadły mnie wspomnienia tamtej historii sprzed trzynastu lat. Wstałem z łóżka, nalałem sobie drinka i usiadłem przy pianinie, wciskając miękko pojedyncze klawisze. – Hej. Wszystko w porządku? – usłyszałem za sobą jej słodki głos. – Tak. Po prostu nie mogę spać. Mam dużo spraw na głowie. Podeszła do mnie i położyła mi dłonie na ramionach. Jak zwykle jej dotyk wywołał reakcję w każdym punkcie mojego ciała. – Mogę ci jakoś pomóc? – Nie. Wracaj do łóżka – odparłem szorstko. Musiała wyczuć, że coś jest nie tak, ale nie mogłem jej powtórzyć, co powiedziała we śnie i jak to na mnie wpłynęło. – Oliver, co się dzieje? – Mówiłem ci, że mam dużo spraw na głowie. Rób, co ci mówię, i wracaj do łóżka. – Proszę? Nie życzę sobie, żebyś odzywał się do mnie w ten sposób. Jak będziesz gotów do rozmowy, to będę u siebie w pokoju, w moim łóżku. Odeszła. Westchnąłem. Coś się we mnie zmieniało. Znów widziałem w sobie człowieka, którym kiedyś byłem. Traciłem kontrolę, którą z trudem budowałem przez tyle lat. ===LUIgTCVLIA5tAm9PfU5+T3pMbAFgBH4XYgxlBDMBMXEGdlgoRA==

Rozdział 28 DELILAH

Leżałam w łóżku, a po policzkach spływały mi łzy. Nie wiedziałam, co się stało i dlaczego Oliver tak się do mnie odezwał. Nie przyszedł do mnie wczoraj i ze strachem myślałam o tym, co będzie rano. Zeszłam na dół i nalałam sobie kawy. – Dzień dobry, Clara. Oliver już wstał? – Tak. Już wyszedł. – Jak to? Dlaczego? – Nie wiem. Nie mówił. Wzięłam swoją kawę i usiadłam na tarasie, zastanawiając się, skąd w jego zachowaniu mogła zajść taka nagła zmiana. Kiedy zasypialiśmy, wszystko było dobrze. Przedtem kochaliśmy się jeszcze raz do utraty zmysłów. A potem potraktował mnie, jakby miał do mnie żal, i za cholerę nie mogłam dociec, co takiego mogło się stać w tym czasie. Byłam na niego wściekła za to, że nie potrafił otwarcie ze mną porozmawiać. Bez względu na powód sprawa musiała zostać wyjaśniona, zanim Sophie wróci za kilka dni. Już za nim tęskniłam i jedyne, czego pragnęłam, to przytulić go i powiedzieć mu, że wszystko będzie dobrze. W ciągu dnia miałam parę rzeczy do załatwienia, a potem pojechałam z gitarą do Central Parku, gdzie usiadłam pod dębem i próbowałam graniem wyciszyć dręczący mnie niepokój. Kiedy wróciłam, Olivera jeszcze nie było, a na stole czekała kolacja. – Jeszcze nie wrócił? – zapytałam. – Nie, ale dzwonił i powiedział, że będzie późno. Już miałam kolację na gazie, więc nie chciałam, żeby się zmarnowała. – Zjesz ze mną, Clara? – zapytałam ze smutkiem. Było mi przykro, że do mnie nie zadzwonił. Co się z nim nagle stało? Clara nałożyła jedzenie i usiadłyśmy przy stole w kuchni. – Co się dzieje, Delilah? Coś się wydarzyło między tobą a panem Wyattem? Spuściłam oczy i dłubałam widelcem w purée na talerzu. – Nie wiem. Obudziłam się wczoraj w środku nocy i nie było go w łóżku. Znalazłam go w salonie przy pianinie, z drinkiem. Kiedy zapytałam, co się stało, nakrzyczał na mnie i kazał mi wracać do łóżka. Stwierdził, że ma mnóstwo spraw na głowie. Ale nie chciał powiedzieć, o co chodzi. Westchnęła. – Pan Wyatt to skomplikowany człowiek. Przez tych ostatnich siedem lat w jego życiu pojawiło się i zniknęło wiele kobiet. Elaine, matka Sophie, bardzo to wszystko przeżywała. Żal mi jej było. Była w nim taka zakochana. Chociaż wydaje mi się, że bardziej miała na jego punkcie obsesję i przede wszystkim zależało jej na życiu, które on mógł jej dać. – Jak długo byli ze sobą? – zapytałam.

– W zasadzie w ogóle nie byli ze sobą. Przez kilka miesięcy spotykali się od czasu do czasu. Nic stabilnego. On nikogo do siebie nie dopuszcza. Wszystkie kobiety, z którymi się spotykał zawsze trzymał na dystans. – Laurel też? – Pewnie. Nigdy nie mogłam zrozumieć, dlaczego został z nią tak długo. Podejrzewam, że ona była taka sama jak on i taki związek obojgu im odpowiadał. Ale zdaje się, że potem ona zaczęła naciskać na więcej i chciała zrobić krok dalej. I wtedy w jego życiu pojawiłaś się ty – uśmiechnęła się. – Jupiii. – Kiedy usłyszałam, że zatrudnił kolejną nianię dla Sophie, tylko wzruszyłam ramionami. Sądziłam, że nie wytrzymasz dłużej niż tydzień. Ale kiedy zobaczyłam cię pierwszy raz, wiedziałam, że ty jesteś tą właściwą. – Skąd? – Po prostu wiedziałam. I myślę, że Oliver też to wiedział. Inaczej się zachowywał, kiedy mówił o tobie. Powiem ci coś. Żadna z kobiet, które miał wcześniej, wliczając Laurel, nigdy nie spała w jego łóżku. Dopiero ty. I kiedy weszłam tu tego ranka i znalazłam wasze ubrania porozrzucane na podłodze, niesamowicie się ucieszyłam. – Naprawdę? – uśmiechnęłam się. – Tak. On się przy tobie zmienia, to widać każdego dnia. Poświęca Sophie o wiele więcej uwagi i wydaje się bardziej szczęśliwy. Ta mała też to widzi i uwielbia cię za to. To nie do wiary, jak się zmieniła, odkąd tu zamieszkałaś. – Ona tylko potrzebowała miłości, a ja wiem, co to znaczy. Myślę, że dlatego się jakoś porozumiałyśmy. Clara wyciągnęła rękę i położyła ją na mojej dłoni. – Nie martw się o pana Wyatta. Cokolwiek go gryzie, dojdzie z tym w końcu do ładu i porozmawia z tobą. Nie skreślaj go jeszcze, on musi ciągle przetrawiać pewne sprawy. – Dzięki, Clara. Wstała i zgarnęła obydwa talerze. – Wracaj do domu, do swojej rodziny. Ja posprzątam. – Nie. Pomogę ci – uśmiechnęła się do mnie nieznacznie. Pozmywałyśmy, a potem uściskałam ją na pożegnanie. Poszłam do siebie i spojrzałam na zegar. Było pół do dziewiątej. Usiadłam na łóżku i brzdąkałam na gitarze, ćwicząc kilka nowych melodii. Zanim się spostrzegłam, wybiła jedenasta, a on wciąż nie wracał. Nie zadzwonił ani nie napisał. Gdzie się podziewał? Wstałam i postanowiłam wpaść na trochę do Red Room, spotkać się z Jonahem. Wróciłam o pół do drugiej. Nie wiedziałam, czy jest w domu, i miałam to gdzieś. Wypiłam w barze kilka szotów i trochę szumiało mi w głowie. Gdy weszłam do salonu, Oliver wbił we mnie wzrok ze skórzanego fotela. – Gdzieś ty była? Podniosłam palec do góry. – Wyszłam. A ty? – To nie twoja sprawa. Jestem twoim szefem, a nie ty moim.

Te słowa zabolały jak cios w splot słoneczny. Najwyraźniej zmierzał do kłótni, a ja nie miałam pojęcia dlaczego. – To, gdzie byłam, to także nie twoja sprawa, szefie. Mam wolne, dopóki Sophie nie wróci. – Nie pozwalaj sobie. Nie będę tolerował takiego zachowania – powiedział ostro, wstając z miejsca. – Nie mam siły się z tobą kłócić. Idę spać. – Piłaś. – Owszem i teraz potrzebuję się położyć. – Nigdzie nie pójdziesz, dopóki ci nie pozwolę. Złapał mnie za ramię. Odskoczyłam i przez moment musiałam złapać równowagę przez wypity wcześniej alkohol. – Co się z tobą dzieje do cholery?! – wrzasnęłam. – Nie możesz ze mną zwyczajnie porozmawiać? Odwrócił się i zrobił kilka kroków. – Idź spać. Ale teraz to mnie poniosły nerwy i zamierzałam wyjaśnić całą tę sprawę. – Nie pójdę spać, dopóki nie powiesz mi, o co ci chodzi. – Idź do łóżka, Delilah! – ryknął. – Nigdzie nie idę, dopóki nie powiesz mi, dlaczego zachowujesz się jak ostatni bydlak! – Mój krzyk obudziłby umarłego. Stał tam i milczał. To rozsierdziło mnie jeszcze bardziej. Podeszłam do niego od tyłu i chwyciłam go za ramię. – Niech cię szlag, Oliver! Porozmawiaj ze mną! Co takiego zrobiłam do cholery, żebyś mnie tak traktował? – Do oczu nabiegły mi łzy. Odwrócił się i złapał mnie za ramiona, z twarzą tuż przy mojej. – Chcesz wiedzieć, co zrobiłaś? Wczoraj w nocy powiedziałaś, że mnie kochasz. Puścił mnie i odwrócił się do mnie tyłem. – Co? Jak to? – Spałaś i powiedziałaś przez sen, że mnie kochasz. Zawiodłaś moje zaufanie. O żadnej miłości nie było tu mowy. Łzy pociekły mi po policzkach, kiedy z trudem docierały do mnie jego słowa. Bolało mnie serce i opadły mnie mdłości, a w piersi pojawił się ucisk, który nie pozwalał mi oddychać. Poczułam, że rozlatuję się na kawałki, tracę panowanie i nie mogłam nic na to poradzić. – Sam sobie jesteś winny. To przez ciebie się w tobie zakochałam. – Czyżby? Bo co? Bo cię przeleciałem? Tyle ci wystarczy do miłości? Zimny, wyrachowany łajdak. Nie pozostawało mi nic do powiedzenia. Te słowa ugodziły mnie prosto w serce jak nóż. Wyszłam z pokoju i poszłam do siebie. Rozebrałam się i położyłam do łóżka. Nawet nie miałam siły wkładać piżamy. Chciałam tylko wejść pod kołdrę i umrzeć. Miałam nadzieję, że przyjdzie do mnie i przeprosi, ale nie. Myślałam, że znam Olivera Wyatta. Myślałam, że udało mi się przedrzeć przez jego zapiekłą skorupę i ból. Ale się pomyliłam i teraz, kiedy pierwszy raz w życiu kogoś pokochałam, wszystko się posypało.

Jak niby mam spojrzeć mu w oczy po tym, co stało się wczoraj? Nie wyobrażałam sobie spotkania z nim, bo ciągle jeszcze najbardziej miałam ochotę mu przywalić. Udało mi się zasnąć jedynie dzięki temu, że wcześniej trochę wypiłam. Przewróciłam się na łóżku, z trudem otwierając zapuchnięte oczy, i popatrzyłam na zegarek. Siódma rano. Mogłabym poczekać u siebie jeszcze godzinę, aż wyjdzie do pracy i nie będę musiała z nim rozmawiać. Wstałam, wzięłam długi prysznic, ubrałam się i znowu spojrzałam na zegarek. Było piętnaście po ósmej. Zeszłam na dół do kuchni, gdzie Clara zmywała naczynia po śniadaniu. – Dzień dobry, Delilah. – Dzień dobry, Clara. Poszedł już? – Tak. Co się wczoraj stało? Był rano w koszmarnym humorze. – Nie on jeden. Nalałam sobie kubek kawy i wyszłam na taras. Właśnie pisałam esemesa do Liama, kiedy zadzwonił do mnie nieznany numer z Bostonu. – Halo? – Pani Graham? – zapytał głos w słuchawce. – Tak. – Dzwonię z Głównego Szpitala stanu Massachusetts. Pani brat Tanner miał wypadek. Przestałam oddychać. – Proszę? Jaki wypadek? – Potrącił go samochód. Myślę, że powinna pani jak najszybciej przyjechać. Poczułam, że cała zaczynam się trząść, i nie mogłam tego opanować. – Żyje? – Tak, ale jego stan jest krytyczny. Proszę natychmiast przyjechać. – Dziękuję. Będę tam jak najszybciej. Podniosłam się i zatoczyłam na chwiejnych nogach. Musiałam przez chwilę przytrzymać się poręczy fotela, żeby się pozbierać. Dobra, Delilah, spokojnie. Zastanów się. W pierwszej kolejności należało zarezerwować lot do Bostonu. Zadzwoniłam do biura linii lotniczych i zapytałam, o której odlatuje najbliższy samolot. Za trzy godziny. Zabukowałam samolot i poszłam na górę po rzeczy i gitarę. – Clara, mój brat miał wypadek – powiedziałam zapłakana. – O Boże, Delilah, i co z nim? – Jest w stanie krytycznym. Muszę natychmiast tam jechać. Nie wiem, kiedy wrócę, ale muszę jechać. – Mam zadzwonić po Scotta? – Nie, pojadę taksówką. – Trzymaj się dzielnie, Delilah. Objęła mnie serdecznie na do widzenia. – Sophie wraca jutro. Zajmij się nią, proszę, jak mnie nie będzie. – Oczywiście. O nic się nie martw. Wyszłam z domu i na ulicy przywołałam taksówkę na lotnisko Kennedy’ego. W drodze wysłałam wiadomość do Jenny. „Tanner miał wypadek i leży w stanie krytycznym w Szpitalu Głównym w Massachusetts. Jestem w

drodze. Zadzwonię, jak czegoś się dowiem”. „Na pewno wszystko będzie dobrze, Delilah. Chcesz, żebym z tobą pojechała?” „Nie, zostań w Nowym Jorku. Poradzę sobie”. „Zadzwoń, jak tylko dotrzesz do szpitala”. Jadąc na lotnisko, zastanawiałam się, czy powinnam dać znać Oliverowi. Nie miałam wyboru, był moim szefem, a nie będzie mnie w domu, kiedy Sophie jutro wróci. Cholera. Inna rzecz, że po wczorajszym wieczorze pewnie i tak nie miałam już pracy. Ale dopóki mnie nie zwolnił, nadal był moim szefem. „Mój brat miał wypadek i muszę do niego pojechać. Chciałam tylko dać znać, że nie wiem, kiedy wrócę. Clara obiecała, że zajmie się Sophie, jak mnie nie będzie”. Czekałam na odpowiedź, ale nic nie przyszło. Wsiadłam do samolotu, wyłączyłam telefon i zwinęłam się na fotelu, modląc się w duchu, żeby Tannerowi nic się nie stało. ===LUIgTCVLIA5tAm9PfU5+T3pMbAFgBH4XYgxlBDMBMXEGdlgoRA==

Rozdział 29 OLIVER

Cały dzień przesiedziałem na spotkaniach. Właśnie wychodziliśmy z Liamem na spóźniony lunch, kiedy wyjąłem telefon z kieszeni i zobaczyłem wiadomość od Delilah. – Ożeż! – Co się stało? – zapytał Liam. – Brat Delilah miał wypadek. Pojechała do niego. Sophie wraca jutro. Będzie załamana, jeżeli Delilah nie będzie w domu. – Naprawdę? Dokąd pojechała? – Nie wiem. Nie powiedziała. Rzecz w tym, że ona ma dwóch braci. – Przykro mi, stary, ale jej brat jest teraz ważniejszy niż ty i Sophie. – Wiem o tym, dziękuję – burknąłem. – Co się dzieje między wami? Od kilku dni jesteś w parszywym nastroju. – Nic. Nie chcę o tym gadać. Chodźmy coś zjeść, bo zaraz mamy następne spotkanie. Nie chciałem rozmawiać z Liamem o tym, co powiedziała Delilah, bo wiedziałem, że zaraz walnąłby mi całe kazanie, a naprawdę nie miałem na to ochoty. Zmartwiła mnie wiadomość o jej bracie i żałowałem, że nie wiem, dokąd pojechała. Może Clara wie. Wybrałem jej numer. – Dzień dobry panu. – Clara, dokąd pojechała Delilah? – Nie wiem. Nie mówiła. – A powiedziała, który brat miał wypadek? – Nie. Powiedziała tylko, że musi jechać, spakowała się i wyszła. Proszę się nie martwić o Sophie. Zajmę się nią jutro, kiedy wróci. – Dziękuję. Gdybyś miała jakieś wiadomości od Delilah, daj mi proszę znać. Westchnąłem. „Cały dzień byłem na spotkaniach i dopiero przeczytałem twoją wiadomość. Tak mi przykro z powodu twojego brata. Gdzie jesteś?” Zero odpowiedzi. – Napisz do Delilah i zapytaj, gdzie jest. Może tobie odpisze – poprosiłem Liama, kiedy siadaliśmy do lunchu. – A dlaczego tobie nie odpisuje? Co żeś ty jej zrobił, do cholery? – Nic. Nie będziemy tego teraz roztrząsać. Zrób to. Wysłał jej esemesa i podczas lunchu nieustannie zerkał na telefon. – Mnie też nie odpowiada. Daję słowo, Oliver, jeżeli skrzywdziłeś jakoś tę dziewczynę… – Odwal się, Liam. Pokłóciliśmy się i nie chcę o tym rozmawiać. – Jak chcesz. Ale powiem ci coś raz i więcej nie będę do tego wracał. Jeżeli to ma jakikolwiek

związek z Kristen, to byłby już chyba najwyższy czas się z tego pozbierać, stary. Idź na leczenie, jeżeli trzeba, nie wiem. Delilah to najlepsze, co cię w życiu spotkało, nie licząc Sophie, i jeżeli pozwolisz jej odejść, to jesteś skończonym idiotą. Jezu, gdybyś nie był moim bratem, sam bym za nią poleciał. Minęło trzynaście lat, Oliver. Trzynaście lat do cholery! – Odpuść – syknąłem. – Skończyłem. Powiedziałem, co miałem do powiedzenia, a teraz przemyśl to sobie. Dokończyliśmy obiad w milczeniu, a potem wróciliśmy do biura na kolejne spotkanie.

DELILAH Weszłam na oddział intensywnej terapii i pielęgniarka zaprowadziła mnie na salę Tannera. Zatrzymałam się w progu i patrzyłam na wszystkie kable i rurki, do których był podpięty. Jedną nogę miał w gipsie, a głowę owiniętą bandażem, spod którego wystawała posiniaczona i opuchnięta twarz. Poczułam łzy pod powiekami i ogarnęły mnie nagłe mdłości, aż zaczęłam dygotać jak w febrze. – Chwilowo jest w śpiączce. Powiadomię lekarza, że pani przyjechała. Zaraz do pani przyjdzie. Przysłoniłam usta dłonią, kiedy podeszłam do łóżka i usiadłam na stojącym obok krześle. Miarowe pikanie aparatury skojarzyło mi się z tym, jak mama umierała w szpitalu na wątrobę. Nie mogłam stracić Tannera. Wszystko się musi ułożyć. Wzięłam go za rękę i wydałam rozpaczliwy szloch z głową na jego łóżku. – Przepraszam, pani Graham? Podniosłam wzrok na mężczyznę w niebieskim ubraniu chirurgicznym. – Tak. – Dzień dobry. Jestem doktor Noor. – Wyciągnął rękę. Wstałam nieporadnie i lekko ją uścisnęłam. – Tanner odniósł kilka naprawdę poważnych obrażeń. Musieliśmy zatamować krwawienie w mózgu. Trzeba było usunąć śledzionę, a noga jest złamana w trzech miejscach. Kiedy go przywieźli, praktycznie nie było w nim życia. Zrobiliśmy wszystko, co w naszej mocy, a teraz po prostu czekamy i mamy nadzieję, że z tego wyjdzie. Wszystko zadecyduje się w ciągu najbliższych czterdziestu ośmiu godzin. – A skąd ta śpiączka? – Zapadł w nią wkrótce po tym, jak zahamowaliśmy wylew w mózgu. Nie potrafię określić, jak długo w niej zostanie. To może być kilka godzin, dni, tygodni, a nawet miesięcy. Przykro mi. – Jak to się stało? – Nie wiemy na pewno. Ale jest tu pewna dziewczyna, która siedzi w poczekalni od wczoraj. Może chce pani z nią porozmawiać. – Dziękuję, doktorze. – Proszę nie tracić wiary, pani Graham. Skinęłam głową, a on uśmiechnął się do mnie życzliwie i wyszedł z pokoju. Chwilę później weszła pielęgniarka zrobić Tannerowi pomiary. – Doktor Noor powiedział, że podobno od wczoraj czeka tu jakaś dziewczyna.

– Tak. Zdaje się, że to jego znajoma i była z nim podczas wypadku. Proszę zaczekać sekundę, zaprowadzę panią do niej. Kiedy skończyła, zabrała mnie do poczekalni. Na mój widok z miejsca podniosła się przygnębiona szatynka o dużych brązowych oczach. – Delilah? – zapytała. – Tak, to ja. – Poznaję cię, bo Tanner pokazał mi twoje zdjęcia. Jestem Addison. Nagle złapał ją gwałtowny szloch. Wzięłam ją za rękę i usiadłyśmy obok siebie. – Co się w ogóle stało? – Wracaliśmy z imprezy i złapaliśmy gumę. Tanner zjechał na bok drogi. Kazał mi czekać w samochodzie. Jakoś nie mógł zdjąć opony, więc stanął na poboczu, żeby kogoś zatrzymać i poprosić o pomoc. Nagle, nie wiem skąd, wyskoczył samochód i uderzył w niego. – Zatrzymał się? – Zatrzymał się trochę dalej, a potem odjechał. Udało mi się zobaczyć tylko fragment tablicy rejestracyjnej. Już wszystko opowiedziałam policji. Czy on z tego wyjdzie? Nie chcą mi nic powiedzieć, bo nie jestem z rodziny. – Nie wiem. Jest teraz w śpiączce. – Boże – załkała. – Idź do domu i odpocznij trochę. Dziękuję ci za wszystko. Możesz wrócić później, a ja postaram się, żeby pielęgniarki wpuściły cię do niego. Już tu jestem, więc nie będzie sam. – Dobrze, ale przyjdę później. – Jesteś jego dziewczyną? – Jeszcze nie. Miałam nadzieję… Uśmiechnęłam się do niej krzepiąco i objęłyśmy się. – Wszystko będzie dobrze. Razem wyszłyśmy z poczekalni i skierowałam się do pokoju Tannera. Włączyłam telefon, żeby zadzwonić do Bradena i Colette. Naraz spłynęło mi kilka wiadomości: od Olivera, Liama i Jenny. Czytając esemesa od Olivera, poczułam się skołowana. Postanowiłam mu nie odpisywać, bo to nie była jego sprawa. Bez wątpienia to on napuścił na mnie Liama, żeby dowiedzieć się, gdzie jestem, więc jemu też nie odpowiedziałam. Dałam sobie chwilę, żeby się pozbierać, i zadzwoniłam do reszty rodzeństwa. Musiałam być silna, dla nich i dla Tannera. Braden postanowił przylecieć najbliższym samolotem, a Colette załamała się podczas rozmowy. Mogła przyjechać dopiero za kilka dni, bo musiała skończyć wakacyjne kursy. Zaproponowała, że przyleci natychmiast, ale powiedziałam jej, że Braden jest już w drodze i że ma zostać do końca zajęć. Byłam wściekła, że go to spotkało. Nie zasłużył sobie na to. Był świetnym chłopakiem i miał przed sobą szczęśliwe życie. Wzięłam go za rękę i pochyliłam się nad nim. – Musisz walczyć, Tannerze Graham, słyszysz mnie? Nie wolno ci nas zostawić, tak jak mama. Dasz radę, musisz teraz tylko dobrze się zebrać w sobie, żeby się z tego wygrzebać. Zawsze mnie słuchałeś, więc nie myśl, że tym razem pozwolę ci się wywinąć – szlochałam.

===LUIgTCVLIA5tAm9PfU5+T3pMbAFgBH4XYgxlBDMBMXEGdlgoRA==

Rozdział 30 OLIVER

Nadal żadnych wieści od Delilah. Byłem zły jak osa. Wszystko wczoraj spieprzyłem. Byłem dla niej okrutny, bo chciałem, żeby zrozumiała, że nie jestem dobrym człowiekiem. Nawet w małym stopniu. Ona była taka uczynna i pełna współczucia. Nie zasługiwałem na jej miłość. Boże, byłem w niej zakochany, ale próbowałem chronić ją przed samym sobą. Nigdy nie dałem Kristen szansy, żeby wyjaśniła mi, dlaczego to zrobiła. Byłem tak pogrążony we własnej rozpaczy, że nawet nie byłem ciekaw. Naskoczyłem na nią i zerwałem nasz związek, nie pozwalając jej nic wytłumaczyć. Czy to w ogóle miało dla mnie jakiekolwiek znaczenie? Nie, bo zraniła mnie tak głęboko, że nic, co mogła wtedy powiedzieć, nie przyniosłoby mi ulgi. Liam miał słuszność. Minęło trzynaście lat. Od trzynastu lat nie dopuszczałem do siebie żadnej kobiety przez to, co Kristen mi wtedy zrobiła. Ale pokochałem Delilah i chciałem zatrzymać ją w swoim życiu. Chciałem, żeby należała do mnie i tylko do mnie. Ale żeby to było możliwe, najpierw musiałbym zrobić coś, czego nigdy bym się po sobie nie spodziewał, i to przerażało mnie jak jasna cholera. Wyciągnąłem telefon z kieszeni i wysłałem do Delilah jeszcze jedną wiadomość. „Przepraszam cię za wszystko. Proszę, daj znać, czy wszystko u ciebie w porządku”. Brak odpowiedzi. Wybrałem jej numer i z trudem przełknąłem ślinę, przykładając aparat do ucha. Od razu złapała mnie poczta głosowa. – Delilah, to ja. Pisałem do ciebie, ale nie odpowiadasz. Muszę wiedzieć, czy wszystko z tobą w porządku i jak się czuje twój brat. Przepraszam za to, co powiedziałem wtedy. Musimy porozmawiać. Proszę, oddzwoń. Następnego dnia rano obudził mnie dzwonek budzika. Wyłączyłem go i sięgnąłem po telefon. Nadal żadnych wiadomości od Delilah. Cisnąłem telefon na łóżko i wstałem, żeby wziąć prysznic. Gdy zszedłem na dół, Liam rozmawiał w kuchni z Clarą. – Miałeś jakieś wieści od Delilah? – zapytałem go. – Nie. Tobie też nie odpisała? – Nie. Nie odpisała, nie oddzwoniła. Jestem na skraju wytrzymałości. Skąd mam u diabła wiedzieć, że nic się jej nie stało? – Spokojnie, proszę pana. Nic jej nie jest. To w końcu Delilah. – Nie wiesz tego na pewno, Clara. – Na pewno to wiem, że może nie powinien był pan na nią wrzeszczeć i doprowadzać jej do takiego załamania. Czyja to wina, że nie powiedziała nikomu, dokąd jedzie? Nikt tu nie zawinił poza panem. Przepraszam, muszę przygotować się na przyjazd Sophie. – Prosto w oczy – uśmiechnął się Liam. – To ci przygadała. Dlaczego nawrzeszczałeś na Delilah? – Nie chcę teraz o tym rozmawiać. Chodźmy do pracy, bo muszę wrócić, zanim Sophie przyjedzie. Jak miałem powiedzieć Sophie, że Delilah nie ma w domu? Jak miałem powiedzieć mojej małej kruszynce, że nie wiem, gdzie ona jest i kiedy do nas wróci?

DELILAH Nie wypuszczałam dłoni Tannera z rąk, z czołem opartym o brzeg jego łóżka. – Cześć, siostra. Podniosłam głowę. W drzwiach do pokoju stał Braden. Zerwałam się i rzuciłam mu się w ramiona. – Jak dobrze, że jesteś. – Co z nim? – zapytał Braden, podchodząc do łóżka. – Kiepsko. Z trudem hamowałam łzy. Nie mogłam rozkleić się przy Bradenie. To ja byłam dla nich opoką, spoiwem, które trzymało całą rodzinę na nogach. – Wyjdzie z tego, prawda? – Tak. Wyjdzie z tego. – Uśmiechnęłam się niewyraźnie i położyłam mu rękę na policzku. – Za dwa dni zaczynam staż, więc będę musiał wracać jutro rano. Chyba że chcesz, żebym został. – Nie. Poradzę sobie. On wie, że tu jesteś, i tylko to się liczy. A co to za staż? – Będę w jednej z największych instytucji finansowych w Chicago. Z całego programu na rozmowę zakwalifikowały się tylko dwie osoby i przyjęli mnie. Przez całe lato i jesień będę u nich pracował na pół etatu, a jak skończę studia, zatrudnią mnie na stałe. – Tak się cieszę, Braden, jestem z ciebie dumna. Chodź no tu. – Wyciągnęłam ramiona i uściskałam go serdecznie. – Dzięki, Delilah. Nigdy by mi się to nie udało, gdyby nie ty. Co u ciebie? Jak ta praca opiekunki? – W porządku. Sophie to naprawdę świetna i bardzo bystra dziewczynka. Nie miałam zamiaru opowiadać mu o Oliverze. Moje rodzeństwo nie musiało o wszystkim wiedzieć. – Ma szczęście, że akurat ty się nią zajmujesz. Gdzie się zatrzymałaś? – Cholera. Jeszcze nigdzie. Zapomniałam zaklepać sobie gdzieś pokój. – A mieszkanie Tannera? – zapytał Braden. – Nie. Mieszka tam tylko przez lato i nie znam jego współlokatorów. To by nie było na miejscu. – Tu niedaleko jest hotel. Może pójdziemy go obejrzeć, a potem zamówimy jedzenie na wynos i wrócimy? – Okej. Pocałowałam Tannera w obrzękły policzek i obiecałam mu, że zaraz wrócę. Poszliśmy do hotelu przy tej samej ulicy i wynajęliśmy pokój na jedną noc. Zostawiłam w hotelu swoją torbę, ale zabrałam ze sobą gitarę. Tanner zawsze lubił posłuchać, jak śpiewam.

OLIVER – Tata! – wykrzyknęła Sophie, rzucając mi się w ramiona. – Cześć, kotku. Tak się cieszę, że wróciłaś. – Zakręciłem ją w ramionach. – Stęskniłem się za tobą. – Ja za tobą też. Gdzie jest Delilah?

Cholera. Podziękowałem za wszystko Kelsey i Mattowi i odjechali. Wniosłem rzeczy Sophie na górę i poprosiłem, żeby usiadła przy mnie na łóżku. – Tato, gdzie jest Delilah? – Skarbie, brat Delilah miał poważny wypadek i leży w szpitalu. Delilah musiała pojechać się nim zająć. – A co mu się stało? – Nie jestem pewien, księżniczko. Delilah ma tam mnóstwo rzeczy do zrobienia przy nim, więc nawet nie miałem okazji z nią porozmawiać. Ale kazała przekazać ci, że bardzo cię kocha i że przeprasza, że nie mogła tu na ciebie czekać, ale wróci najszybciej, jak będzie mogła. – Ale ja chcę ją teraz! – zawyła. – Wiem, ale jej brat jej potrzebuje. Rozumiesz to, prawda? – Tak. – Zwiesiła głowę rozczarowana. – A może pójdziemy razem na kolację? Tylko ty i ja. Gdzie tylko zechcesz. – Naprawdę? – Naprawdę. – Dobra, ale niezbyt długo. Chciałabym później jeszcze pomalować. Pocałowałem ją w główkę. – Wrócimy niedługo, obiecuję. Poszliśmy razem na kolację i Sophie opowiadała mi o gospodarstwie i zwierzętach. Zdawała się uszczęśliwiona, więc pomysł z wysłaniem jej do Vermont okazał się trafiony. Po kolacji malowała przez chwilę, a potem poprosiła, żebyśmy położyli się razem na łóżku i obejrzeli Krainę lodu. Nie miałem pojęcia, co to jest, ale tak mi jej brakowało, więc chciałem z nią spędzić trochę czasu. W połowie filmu zapadła w sen. Wyłączyłem telewizor, okryłem ją szczelnie kołdrą i pocałowałem na dobranoc. Przebrałem się w spodnie do spania i sięgnąłem po telefon. Nadal żadnej wiadomości od Delilah. Do szału doprowadzał mnie fakt, że nie mogłem być teraz przy niej i pomóc jej w tych trudnych chwilach. Włączyłem komputer i próbowałem pracować, ale nie mogłem się skupić. Psiakrew, czułem się naprawdę rozbity. Zamknąłem laptopa i nastawiłem telewizor, coś, co prawie nigdy mi się nie zdarza. Otworzyłem menu filmów i znalazłem Pamiętnik. Pomyślałem, że jeżeli obejrzę jej ulubiony film, to będę bliżej niej. ===LUIgTCVLIA5tAm9PfU5+T3pMbAFgBH4XYgxlBDMBMXEGdlgoRA==

Rozdział 31 DELILAH

W yszliśmy z Bradenem ze szpitala około jedenastej. Oboje ledwo trzymaliśmy się na nogach i marzyłam jedynie o tym, żeby móc wyciągnąć się na łóżku i zasnąć. Widziałam wcześniej, że Oliver nagrał mi się na poczcie głosowej, ale nie miałam kiedy odsłuchać wiadomości, bo cały dzień spędziliśmy przy łóżku Tannera. A może po prostu nie chciałam słyszeć jego głosu. Przemyłam twarz, wyszorowałam zęby i kiedy wyszłam z łazienki, Braden już spał. Odtworzyłam wiadomość i na dźwięk jego głosu natychmiast poczułam dotkliwe ukłucie w sercu. Mówił, że chce porozmawiać, ale nie miałam na to teraz siły. Musiałam skupić się na moim bracie. Ale Oliver się niepokoił i chociaż chciałam go ukarać za to, jak mnie potraktował, nie mogłam pozwolić, żeby się zamartwiał. „Wszystko u mnie w porządku”. Nie minęło kilka sekund, a przyszła odpowiedź. „Nareszcie. Mogę do ciebie zadzwonić?” „Nie, nie mogę teraz gadać. Braden śpi w łóżku obok i nie chcę go obudzić. Jak Sophie?” „Dobrze. Dopytuje o ciebie, ale wyjaśniłem, dlaczego musiałaś wyjechać, i zrozumiała. Zabrałem ją na kolację, a potem zmusiła mnie do oglądania Krainy lodu”. Uśmiechnęłam się do siebie. „To jej ulubiony film. Dobrze, że obejrzeliście go razem. Muszę kończyć, jestem wyczerpana”. „Napisz mi, gdzie jesteś, i zaraz tam będę. Nie powinnaś przechodzić przez to sama”. „Nie jestem sama. Braden tu jest, a Colette przylatuje za kilka dni. Trzymaj się, Oliver”. „Dobranoc, Delilah. Tęsknię za tobą”. Gdy przeczytałam jego ostatniego esemesa, po policzku spłynęła mi łza. Ja też za nim tęskniłam i przeraźliwie potrzebowałam mieć go teraz przy sobie. Potrzebowałam, żeby mnie objął, ukoił i obiecał, że wszystko będzie dobrze. To właśnie robiłam dla innych przez całe swoje życie i w tym momencie chciałam, żeby ktoś był teraz przy mnie.

OLIVER Scott zatrzymał samochód przed niewielkim sklepem z biżuterią w Newark. Gdy pchnąłem drzwi i wszedłem do środka, nad moją głową zadźwięczały dzwoneczki. Niewielką przestrzeń wypełniały migotliwe ozdoby, torebki, chusty i inne dodatki. – Mogę w czymś pomóc? – zapytała ciemnowłosa sprzedawczyni za ladą. Byłem piekielnie zdenerwowany. – Szukam Kristen.

– Jest na zapleczu. Zaraz ją zawołam – uśmiechnęła się. Obszedłem sklep, przyglądając się zestawom naszyjników z kolczykami. – Dzień dobry, w czym mogę… Urwała w pół zdania, kiedy się odwróciłem. – Cześć, Kristen. – Oliver? Uśmiechnąłem się. – Boże, ile to czasu upłynęło? Trzynaście lat, czy coś koło tego. Co u ciebie? – W porządku. A u ciebie? – Wszystko dobrze, dziękuję. Co tu robisz? Wyglądała dokładnie tak samo, tylko na parę lat starszą. – Chciałbym z tobą porozmawiać. Spojrzała na mnie uważnie. – Wszystko okej? – Tak. Muszę tylko usłyszeć odpowiedź na jedno pytanie, które nie daje mi spokoju od trzynastu lat. – Poczekaj, wezmę torebkę i pójdziemy na kawę. Poszliśmy razem do kawiarni i usiedliśmy przy niewielkim, okrągłym stoliku pod oknem. Zacisnąłem dłonie na filiżance, zbierając się na odwagę. – O co chciałeś mnie zapytać? – Najpierw chciałem przeprosić za wszystko, co powiedziałem wtedy, zanim wyszedłem. – Oliver, nie musisz przepraszać. Należało mi się. – Spuściła wzrok i przebiegła palcami po krawędzi filiżanki. – Miałeś prawo powiedzieć to wszystko, bo zrobiłam coś bardzo złego. – Dlaczego to zrobiłaś, Kristen? To pytanie chciałem ci zadać przez te wszystkie lata. – Tyle rozmawialiśmy o naszym wspólnym życiu i że nigdy się nie rozstaniemy, aż zaczęło mnie to przerażać. Mieliśmy siedemnaście lat, Oliver. Byliśmy w liceum, to był czas imprezowania i łamania wszelkich zasad. Myśleliśmy, że jesteśmy niepokonani. Każdy tak myśli w wieku siedemnastu lat. Tamtego dnia źle się czułam. Jayce zobaczył, że jestem w domu i zajrzał mnie odwiedzić. I tak jakoś wyszło. Była między nami jakaś więź. Czułam to już od dłuższego czasu, ale nie byłam pewna. – Dlaczego mi nie powiedziałaś? Mogłaś po prostu mnie zostawić. – Nie wiedziałam jak. Nie chciałam, żebyś cierpiał, i wiedziałam, że to, co robię jest niewłaściwe. Miałam poczucie winy, bo czułam do niego coś, czego nie czułam w stosunku do ciebie. Przepraszam cię, Oliver. Siedząc tam i słuchając jej, doskonale rozumiałem, o czym mówi. Ta więź, która wciąga człowieka tak głęboko, że nie da się jej złamać. Więź, jaka łączyła mnie z Delilah, była silniejsza niż cokolwiek wcześniej, nawet z Kristen. Trzynaście lat trwało, zanim znalazłem z kimś takie poczucie jedności. – Spałaś z nim wtedy pierwszy raz? Kiwnęła głową. – Tak. Kiedy wypadłeś ode mnie z domu, krzycząc, że nie chcesz nigdy więcej mnie widzieć, chciałam pobiec za tobą i powiedzieć ci, że wszystko się ułoży i że zobaczysz, że nie byłam odpowiednią dziewczyną dla ciebie. Wszystko u ciebie w porządku, prawda?

Uśmiechnąłem się blado, po czym położyłem rękę na jej dłoni. – Tak, Kristen. Wszystko u mnie w porządku. W końcu wyszłaś za niego za mąż, prawda? – Tak. Chodziliśmy ze sobą przez jakiś czas, potem rozstaliśmy się, a rok później wróciliśmy do siebie. Miałam dwadzieścia dwa lata, jak się pobraliśmy i od tej pory świetnie nam się układa. A ty? Nie masz obrączki na palcu. – Nie. Nie ożeniłem się, jakoś nie mogłem znaleźć odpowiedniej dziewczyny. Ale mam córeczkę. Ma pięć lat i nazywa się Sophie. Odnalazłem jej zdjęcie w telefonie i pokazałem Kristen. – Jaka śliczna. Bardzo do ciebie podobna – uśmiechnęła się. – Dzięki. Jej matka umarła jakiś czas temu i teraz mieszkamy razem. – Więc jesteś samotnym ojcem. – Tak. Musiałem się najpierw do tego przyzwyczaić. A ty? Masz dzieci? – Nie, nie mogę. Ubiegamy się z Jayce’em o adopcję. – Przykro mi. Ale adopcja to świetne rozwiązanie. Tyle jest dzieciaków, które potrzebują kochających rodziców. Uśmiechnęła się lekko. – Muszę wracać do sklepu. Nie chcę zostawiać tam Holly zbyt długo samej. Wstaliśmy i odprowadziłem ją do sklepu. – Miło było znów cię zobaczyć, Kristen. – Ciebie też, Oliver. Mam nadzieję, że uda ci się znaleźć tę wyjątkową. – Już znalazłem. Jest niesamowita. Trzymaj się i powodzenia w waszych planach. – Dzięki. Gdy wsiadłem do limuzyny, poczułem w sobie dziwną radość. Nadszedł czas, żebym otworzył swoje serce i powiedział Delilah, jak bardzo ją kocham. Miałem tylko nadzieję, że zdoła mi wybaczyć i da nam jeszcze szansę. Zaraz po powrocie do biura, wezwałem Liama. – Co tam, brat? – Siadaj. Musimy pogadać. – Oho! Poważna sprawa. Wszystko w porządku? – Mam nadzieję, że tak. Pojechałem do Newark i spotkałem się z Kristen. Szczęka mu opadła. – Jak to? Po co? – Musiałem zapytać, dlaczego mnie zdradziła. – I dostałeś odpowiedź? Uśmiechnąłem się. – Tak. I jestem gotowy zrobić krok dalej. Lecę do Bostonu do Delilah, żeby z nią być. – Skąd wiesz, że jest w Bostonie? – Wymieniliśmy kilka esemesów wczoraj wieczorem i napisała, że nie może rozmawiać, bo jej brat

Braden śpi w łóżku obok. A ponieważ ma tylko dwóch braci, więc najwyraźniej to Tanner miał wypadek, a on studiuje w Bostonie. Muszę się tylko dowiedzieć, w którym jest szpitalu. – Nie podadzą ci takiej informacji – uprzedził Liam. – To znaczy, że muszę złożyć wizytę jedynej osobie, która będzie wiedzieć. – Jenny? – zapytał. – Aha. Wylatuję jutro rano. Zostajesz na straży w firmie, i gdybyś mógł zajrzeć trochę do Sophie… – O nic się nie martw. Twoja córka i firma są w dobrych rękach. – Dzięki, braciszku. Odwdzięczę się – powiedziałem z uśmiechem. ===LUIgTCVLIA5tAm9PfU5+T3pMbAFgBH4XYgxlBDMBMXEGdlgoRA==

Rozdział 32 DELILAH

Braden wyleciał do Chicago wczoraj rano, żeby zdążyć na swoje praktyki. Cały dzień spędziłam przy łóżku Tannera. Mówiłam do niego i grałam mu na gitarze. Addison i jego współlokatorzy przyszli z wizytą i w pokoju zrobiło się bardzo smutno. W poczekalni roiło się od jego przyjaciół z wydziału. Byłam wzruszona, ale bynajmniej nie zdziwiona. Tanner był zawsze bardzo lubiany i miał pełno znajomych. Trzeciego dnia weszłam do jego pokoju i rozsunęłam zasłony. – Piękny dziś dzień, Tanner. Szkoda, że sam nie możesz zobaczyć. – Podeszłam do łóżka i poprawiłam mu poduszki. – Braden dziś zaczyna swój staż i cały jest przejęty, ale było mu żal, że musi cię zostawić. Powiedziałam mu, żeby się nie przejmował, bo ja tu jestem i zajmę się tobą tak jak dawniej. Colette dzwoniła wczoraj. Odwołali jej lot z powodu jakiejś tropikalnej burzy nad Florydą. Będzie tu, kiedy tylko uda jej się wydostać, a na razie przesyła ci pozdrowienia. Gdybyś tylko zobaczył, co się dzieje w poczekalni. Dosłownie pęka w szwach od twoich kolegów ze studiów. Bardzo się o ciebie martwią i czekają, aż ci się poprawi. Wczoraj rozmawiałam z policją. Robią, co mogą, żeby złapać tego kierowcę, który cię potrącił. Przesunęłam ręką po jego zapuchniętym policzku. – Wczoraj w nocy nauczyłam się grać twoją ulubioną piosenkę. Powiedz, co o tym myślisz. Uderzyłam w struny i zaśpiewałam I Will Follow You Into the Dark.

OLIVER Kiedy stałem w progu i patrzyłem na moją ukochaną, jak śpiewa swojemu bratu, ogarnęła mnie gwałtowna radość. Tak bardzo za nią tęskniłem i teraz miałem uczucie, jakbym zobaczył ją pierwszy raz. Jej głos, serdeczność i życzliwość wypełniały każdy kąt pokoju. Na myśl, że mój przyjazd może ją rozgniewać, ścisnął mi się żołądek. Nie zadzwoniłem. Nie napisałem. Po prostu przyjechałem, bo byłem jej potrzebny, nawet jeżeli tak nie uważała. Powiedziała, że mnie kocha, i wiedziałem, że nadal tak jest, a w każdym razie miałem taką nadzieję. Tu już nie chodziło o pożądanie. Chodziło o miłość, której przeraźliwie pragnąłem właśnie z nią. Skończyła śpiewać, wstała i pocałowała brata w policzek, a potem odwróciła się, a na jej twarzy odbiło się bezgraniczne zdziwienie.

DELILAH – Oliver. Co ty tu robisz? – zapytałam zdumiona, zastanawiając się, czy przypadkiem nie śnię.

Wszedł do pokoju i zbliżył się do mnie. Przystanął przede mną i spojrzał mi prosto w oczy. – Jestem tu, bo nie powinnaś przechodzić przez to sama. Przesunął mi kciukiem po policzku i w tej chwili nie mogłam już dłużej pohamować płaczu. Ukryłam twarz w dłoniach, żeby nie patrzył, bo kiedy go zobaczyłam, wszystko, co męczyło mnie od kilku dni, musiało znaleźć ujście. Ogarnął mnie ramionami i przytulił do piersi, a ja szlochałam impulsywnie. – Już dobrze, skarbie. Wyrzuć to z siebie. Już nie jesteś sama. Jestem tu i nigdzie się nie wybieram. – Przycisnął usta do mojej głowy. Nie potrafiłam opanować potoku łez. Czułam się tak dobrze w jego objęciach. Bezpieczna i kochana. Nie miałam siły myśleć w tej chwili o tym, co powiedział. Porozmawiamy o tym później, gdy tylko dojdę do siebie. – Przepraszam. – Otarłam oczy, kiedy szloch ucichł. – Nie masz za co przepraszać. Sięgnął po chusteczki z pudełka na stole i otarł mi łzy z twarzy. Wydmuchałam nos, a potem spojrzałam na Tannera i znów na Olivera. – To mój brat, Tanner. – Co z nim? – Jego stan jest stabilny, ale jest w śpiączce. Lekarze nie mają pojęcia, jak długo tak zostanie. Ale on jest uparty, wyjdzie z tego. – Na pewno. – Po prostu nie wierzę, że tu jesteś. A co z Sophie? – Jest w dobrych rękach, z Clarą i Liamem. – A firma? – Może poczekać. Teraz najważniejsza sprawa to być tu z tobą. – Ale… Położył mi palec na ustach. – Żadnych „ale”. Gdzie jest Braden? – Zaczął dziś staż w Chicago, więc wyjechał wczoraj. – A twoja siostra? – Nie może wydostać się z Florydy przez jakąś burzę tropikalną. Odwołali wszystkie loty. Przyjedzie, jak tylko będzie mogła. – Czyli dobrze, że przyjechałem. Jadłaś coś? – Nie. Przyciągnął mnie do siebie. – Chodźmy na dół do kafeterii i zobaczymy, co mają. Jedzenie w samolocie wyglądało mało apetycznie. Roześmiałam się. – No, to w kafeterii nie będzie lepiej. Przy śniadaniu rozmawialiśmy o Tannerze. Opowiedziałam mu, jak doszło do wypadku. Nie mogłam jednak powstrzymać ciekawości. – Skąd wiedziałeś, że jestem tutaj? Czekaj, wiem. Jenny ci powiedziała, tak?

Ugryzł bajgla i się uśmiechnął. – Musiałem uciec się do najmocniejszych argumentów, ale w końcu mi powiedziała. – Jakich argumentów? – zapytałam z przebiegłym uśmiechem. – Porozmawiamy o tym później. Gdzie się zatrzymałaś? – W Holiday Inn tu niedaleko. Zmrużył oczy i przyjrzał mi się. – Naprawdę? – Tak, naprawdę. Nie każdy może sobie pozwolić na ekskluzywny hotel, panie Wyatt. Holiday Inn jest w porządku. Roześmiał się. – Nie, dla mnie nie. Jestem hotelowym snobem i otwarcie się do tego przyznaję. Więc może przeniesiesz się do mojego apartamentu w Fifteen Beacon, dosłownie parę kilometrów dalej? – Apartamentu, mówisz? – Tak. Apartamentu. O wiele za dużego dla jednej osoby. To taki apartament, który trzeba dzielić z kimś wyjątkowym – uśmiechnął się. – Chętnie. – Przygryzłam dolną wargę i wbrew woli oblałam się rumieńcem. – Miałem nadzieję, że to powiesz. – Sięgnął nad stołem i wziął mnie za rękę, splatając nasze palce. – Tęskniłem za tobą, Delilah. – Ja za tobą też. Kiedy wstaliśmy, podniosłam tacę, ale Oliver wyjął mi z rąk i postawił z powrotem na stole. Uśmiechając się, położył mi delikatnie rękę na policzku i lekko zbliżył usta do moich. Uśmiechnęłam się, a moje ciało przebiegł prąd. – Ludzie patrzą. – I co z tego? Niech patrzą. Stęskniłem się za tymi ustami i nie zamierzam czekać ani sekundy dłużej, żeby je pocałować. Pocałował mnie gorąco, po czym wróciliśmy do Tannera. Byłam uszczęśliwiona, że Oliver przyjechał za mną, ale nadal nie rozumiałam, co się właściwie stało. Do końca dnia nie odeszliśmy od łóżka Tannera. Grałam na gitarze, a Oliver gdzieś wydzwaniał. – Daj znać, kiedy będziesz chciała jechać do hotelu – powiedział. Dochodziła ósma, a ja już czułam się kompletnie wypompowana. – Chyba możemy już iść. Mam wrażenie, jakby już było o wiele później. Wziął mnie za rękę i splótł ze mną palce. – To dlatego, że jesteś wykończona. Ze szpitala poszliśmy do Holiday Inn, żebym mogła wziąć swoje rzeczy i się wymeldować. Gdy weszliśmy na górę, zauważyłam, że Oliver rozgląda się wokół podejrzliwie. – Nie jest aż tak źle, co? – Nie, nie jest źle. Pomógł mi pozbierać moje rzeczy i wrzuciłam je do walizki. Sprawdziłam jeszcze raz, czy niczego nie zapomniałam, wymeldowałam się w recepcji i poszliśmy do Fifteen Beacon. – Zapraszam. – Oliver się uśmiechnął, otwierając drzwi.

Pokój absolutnie mnie zachwycił, nie tylko swoim rozmiarem, ale i wystrojem. – O, rany. Pięknie tu. Faktycznie inaczej niż w Holiday Inn. Oliver się zaśmiał. – To prawda. Postawił moją walizkę na ziemi, a ja przywarłam do jego piersi, otaczając go ramionami w talii. Pragnęłam go. Potrzebowałam go, a moje ciało wyrywało się do niego. Pocałował mnie w czubek głowy i przytulił mocno. – Delilah, musimy porozmawiać. – Nie chcę rozmawiać, Oliver. Odsunął się i położył mi dłonie na policzkach. – Możemy porozmawiać po tym, jak będziemy się kochać. Ale muszę najpierw powiedzieć ci jedną rzecz. Nie odrywał ode mnie oczu i widziałam w nich najszczerszą pasję. – Kocham cię, Delilah. Jestem w tobie zakochany i potrzebuję cię. Uśmiechnęłam się, a całe moje ciało zawrzało. – Ja też cię kocham i potrzebuję cię bardziej niż ci się wydaje. ===LUIgTCVLIA5tAm9PfU5+T3pMbAFgBH4XYgxlBDMBMXEGdlgoRA==

Rozdział 33 OLIVER

W ydałem

głębokie westchnienie ulgi, kiedy to usłyszałem. Nadal mnie kochała. Byłem najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi. Miłość tak pięknej, wspaniałej kobiety zdawała się jakimś darem niebios, na który nie wiem, czy sobie zasłużyłem. Złapałem dół jej bluzki i ostrożnie zdjąłem jej przez głowę. Przyglądała mi się w napięciu, jak rozpinam i zsuwam z ramion koszulę. Położyła mi rękę na sercu i się uśmiechnęła. – Nigdy nie miałeś serca z kamienia. Było tylko trochę pęknięte. – Ale teraz już się zagoiło. Dzięki tobie. Dotknąłem ustami jej ust, rozpinając biustonosz. Moje dłonie przywarły natychmiast do jej piersi, a język zapuścił się w głąb ust. Zdjęła mi spodnie i przesunęła dłonią wzdłuż twardego członka. Jęknąłem z rozkoszy. Tak dobrze było znów czuć jej dotyk. Musiałem jej posmakować. Chciałem sprawić jej taką rozkosz, żeby całkowicie się zatraciła i na chwilę zapomniała o wszystkim innym. Rozpiąłem jej spodnie i zsunąłem je z jej smukłych bioder razem z bielizną tak, że została przede mną całkowicie naga. Jęknęła lekko, kiedy mój język pieścił jej szyję, a moja ręka ześliznęła się w dół. Zanurzyłem w nią palce, a gdy przekonałem się, jaka jest mokra, moje pożądanie wzrosło jeszcze bardziej. Odwróciłem ją i ułożyłem na łóżku twarzą do dołu, masując jej plecy i ramiona, a ustami badając każdy jej zakamarek, aż do rozkosznego tyłeczka. – Ooo, jak dobrze – stęknęła. – Rozluźnij się. Ja się tobą zajmę. Po krótkim masażu przekręciłem ją na plecy i porwałem jej usta w pocałunku, a potem zsunąłem się, by wziąć do ust jej zesztywniałe brodawki. Byłem na skraju wybuchu, a nawet jeszcze nie dotknąłem jej fiutem. Rozłożyłem jej nogi szeroko i zanurkowałem twarzą między jej uda, muskając jej łechtaczkę językiem i wsuwając w nią palce. Jej plecy wygięły się, a jęki stały się głośniejsze. Była już bliska orgazmu. Nie przestawałem jej ssać i pieścić jej palcami, aż wpiła mi dłonie w głowę i poddała się wszechogarniającej eksplozji. Oddychała ciężko, a powierzchnia jej skóry był rozpalona. Podciągnąłem się wyżej i nachyliłem się nad nią, zaglądając jej w pełne zaspokojenia oczy. – Koniec z prezerwatywami. Ufam ci absolutnie, Delilah. Chcę, żebyś o tym wiedziała. Koniuszki jej ust uniosły się lekko i przyciągnęła mnie do siebie, zamykając mi usta namiętnym pocałunkiem. Podniosłem twardy członek leżący między nami i wsunąłem go w nią, aż oboje wydaliśmy jęk. Otoczyła mnie nogami, a ja zagłębiłem się w nią jeszcze bardziej. Chciałem tak zostać na zawsze i nigdy jej nie wypuścić. Poruszałem się w niej energicznie w przód i w tył, rozkoszując się jej ciepłem i pragnieniem. Podniosłem się na kolana i napierałem, trzymając w górze jej biodra, a na jej twarzy pojawił się wyraz błogiego spełnienia. Gdy wyczułem, że zbliża się do kolejnego orgazmu, zacząłem uciskać kciukiem jej napęczniałą łechtaczkę. Całe jej ciało naprężyło się, odrzuciła głowę do tyłu i szczytowała, krzycząc moje imię. Zamknąłem oczy, bo poczułem przypływ wilgoci wokół członka.

Wysunąłem się i przekręciłem ją. Rozłożyłem jej nogi, załapałem ją za pośladki i zacząłem nacierać na nią od tyłu. Napięcie rozsadzało każdy nerw mojego ciała, a jej podniecające jęki i prośby „szybciej”, „mocniej” doprowadzały mnie do obłędu. Wepchnąłem jeszcze ostatni raz najgłębiej, jak się dało i wypełniłem ją moim pożądaniem. Żar między nami był nie do pojęcia, a seks z nią bez prezerwatywy okazał się jednym z najwspanialszych doznań w życiu. Oparłem o nią głowę i przycisnąłem usta do jej pleców, a potem osunąłem się na nią. Sięgnęła do tyłu i pogłaskała mnie po twarzy. Obróciła się i przyciągnąłem ją blisko do siebie. Nie przejmowałem się wycieraniem, chciałem tylko wziąć ją w ramiona. – Kocham cię – powiedziałem cicho jeszcze raz. Nigdy nie przypuszczałem, że tak łatwo będzie mi to komuś powiedzieć. – Kocham cię, Oliver. Leżeliśmy wtuleni w siebie jeszcze przez jakiś czas, po czym zaproponowałem jej wspólną kąpiel. Odkręciłem wodę i wszedłem do wanny, a ona upinała te swoje pyszne włosy do góry. Potem dołączyła do mnie i ułożyła się na mojej piersi, a ja otoczyłem ją ramionami.

DELILAH Kiedy powoli przesuwałam palcami wzdłuż jego ramienia, przepełniał mnie spokój i poczucie całkowitego bezpieczeństwa. – Muszę ci o czymś powiedzieć – rzekł. Podniosłam głowę, a wtedy musnął moje usta swoimi. – O czym? – Spotkałem się z Kristen. – Z kim? – zapytałam zagubiona. – Z dziewczyną, z którą byłem, kiedy miałem siedemnaście lat. Chyba nigdy nie powiedziałem, jak miała na imię. Mówię ci o tym, bo nie chcę żadnych tajemnic między nami. – Dlaczego się z nią spotkałeś? – Musiałem jakoś zakończyć ten rozdział i potrzebowałem kilku słów wyjaśnienia. Nigdy w sumie nie dałem jej szansy wytłumaczyć tego, co się stało. – I co? Dostałeś swoje wyjaśnienie? – Tak. Już wtedy cię kochałem i wiedziałem o tym. Musiałem tylko domknąć pewne sprawy z przeszłości. – Cieszę się. Jestem z ciebie dumna, Oliver. Jego ramiona zacisnęły się wokół mnie. – Jesteś najbardziej wyjątkową osobą na świecie, Delilah Graham. Nigdy nie czułem do nikogo tego, co czuję do ciebie, nawet do niej. Byłem młody i głupi i wydawało mi się, że jestem zakochany, ale tak nie było. Zrozumiałem to dopiero, kiedy poznałem ciebie. Ty i Sophie jesteście dla mnie wszystkim i nigdy nie pozwolę odejść żadnej z was. Więc uprzedzam, że teraz już jesteś moja na zawsze. – Całkiem mi się podoba ta wizja – uśmiechnęłam się i odchyliłam głowę, a on pocałował mnie z

czułością. – Świetnie, bo uważam, że już najwyższy czas, żeby ktoś zatroszczył się o ciebie i to właśnie zamierzam zrobić. Zaopiekuję się tobą i dopilnuję, żebyś miała wszystko, czego ci trzeba. Nigdy więcej nie chcę cię widzieć smutnej lub przygnębionej. Jego twardy członek naciskał na moje plecy. Odwróciłam się, żeby widzieć jego twarz i usiadłam na nim powoli, aż znalazł się głęboko w moim wnętrzu. Jego urocze usta rozsunęły się w uśmiechu. – O. Tego się nie spodziewałem – stęknął. – Powinieneś przygotować się na niespodzianki, panie Wyatt. Następnego ranka, kiedy szykowaliśmy się do szpitala, zadzwonił do mnie Liam przez FaceTime. – Siema – uśmiechnęłam się do telefonu. – Cześć, piękna. Co u ciebie? – Cześć, Delilah! – Na ekranie pojawiła się Sophie cała rozpromieniona. – Cześć, kotku, co słychać? – W porządku. Jak się czuje twój brat? – zapytała słodko. – Ciągle jest w szpitalu, ale wyzdrowieje. – To dobrze. Oliver podszedł do mnie. – Dzień dobry, księżniczko. – Cześć, tato. Co robisz u Delilah w pokoju? – Eee, właśnie po nią przyszedłem, bo idziemy razem do szpitala. – A, dobra. Chciałam się tylko przywitać. Wujek Liam zabiera mnie dziś do muzeum. Tak się cieszę! – Wspaniale, Sophie. – Cześć, Delilah. Cześć, tato. Kocham was. – My ciebie też, księżniczko. Usłyszałam, jak Liam każe jej się przygotować do wyjścia. Odebrał jej telefon i na ekranie pojawiła się jego twarz. – Wszystko u was dobrze? – zapytał z szerokim uśmiechem. – Sądząc po rozgrzebanym łóżku za waszymi plecami, wnioskuję, że jest nieźle. Oliver przewrócił oczami. – Tak, wszystko w porządku. Pogadamy później. Ale czekaj, jeżeli ty idziesz dziś z Sophie do muzeum, to kto zajmuje się firmą? – Firma ma się świetnie, Oliver. Idziemy do muzeum, a potem zabieram Sophie ze sobą do biura. Clara miała dziś jakieś sprawy rodzinne do załatwienia, więc ja się nią zajmuję. O nic nie musisz się martwić. – Nie martwię się. Dzięki, Liam, i bawcie się dobrze. – Cześć, Delilah – uśmiechnął się i pocałował ekran. Roześmiałam się. – Zrób tak jeszcze raz do mojej dziewczyny, a srogo pożałujesz. Liam roześmiał się i skończył połączenie. Stanęłam na palcach i dałam Oliverowi buzi. – Podoba mi się bycie twoją dziewczyną – powiedziałam z uśmiechem. – To dobrze, bo mnie podoba się bycie twoim chłopakiem. Nie ma dla mnie większej przyjemności.

Nie licząc tego, jak wkładam fiuta do twojej cudownej cipki. – Puścił do mnie oko. W moim ciele natychmiast obudziło się pragnienie. Zarzuciłam mu ręce na szyję. – Mamy dziesięć minut. Pokaż mi, jak szybko potrafisz mnie zadowolić. Wydał gardłowy jęk i błyskawicznie ściągnął swoje spodnie, a potem i moje. Jednym ruchem zrzucił wszystko, co leżało na biurku, i posadził mnie na nim. – Kochałaś się już kiedyś na biurku? – Nie. – Przygryzłam dolną wargę. – To świetnie. Miłego odlotu, pani Graham – uśmiechnął się i wszedł we mnie. ===LUIgTCVLIA5tAm9PfU5+T3pMbAFgBH4XYgxlBDMBMXEGdlgoRA==

Rozdział 34 Gdy weszliśmy do Tannera, Oliver usiadł na krześle i zaczął sprawdzać swoje mejle i wiadomości. – Dobra, Tanner. Znowu jest cudowny dzień. Szkoda by było, gdybyś go przegapił. Obudź się i zobacz, jakie piękne słońce. Słyszysz? – mówiłam dziarsko, gwałtownie rozsuwając zasłony. Nagle zamarłam. – Zawsze musisz wszystkimi dyrygować, co? – usłyszałam jego chrapliwy szept. Oliver podskoczył na krześle, a ja wolno odwróciłam się w stronę łóżka i napotkałam wzrok Tannera. – Głowa mnie boli, siostra. Podbiegłam do niego i rozpłakałam się. Oliver skoczył po pielęgniarkę. – Jezu, obudziłeś się. – Nachyliłam się nad nim i delikatnie go objęłam. – To przez to twoje wieczne zrzędzenie – uśmiechnął się z wysiłkiem. Przybiegła pielęgniarka, a za nią Oliver. – Miło widzieć, że się pan obudził, panie Graham – rzekła pielęgniarka, mierząc mu parametry. – Dziękuję. Też się cieszę. Ale potwornie boli mnie głowa i noga też. – Podam panu coś przeciwbólowego i zawołam lekarza. Oliver stanął za mną i uśmiechnął się do Tannera. – Dobrze, że wszystko z tobą w porządku, stary. – Ty pewnie jesteś Oliver – wyszeptał Tanner. Rzuciłam mu zdumione spojrzenie. – Skąd wiesz? – Po prostu wiem. – Jego wzrok uciekł gdzieś za mnie. – Cześć, siostra. Obejrzałam się, bo do pokoju weszła Colette z jakimś mężczyzną. Podbiegłam do niej i uściskałam ją. – Właśnie się obudził. – Dzięki Bogu! – wykrzyknęła z ulgą i podeszła do łóżka. – Cześć. Ty pewnie jesteś Delilah. Jestem Corey, chłopak Colette. – Miło cię poznać. Nie wiedziałam, że Colette ma chłopaka. – Zerknęłam na nią. – Nie miałam okazji ci powiedzieć. – To mój chłopak, Oliver Wyatt – powiedziałam, nie posiadając się z radości. – Nie wiedziałam, że masz chłopaka – parsknęła. – Czy to nie jest przypadkiem twój szef? – Owszem, przypadkiem tak. Oliver wymienił z obojgiem uściski rąk. – E-o! Możecie się trochę uciszyć? Głowa mi pęka. Wróciła pielęgniarka i wstrzyknęła mu do kroplówki środki przeciwbólowe. – Proszę bardzo. Zaraz poczuje się pan lepiej. – Uśmiechnęła się i poklepała go lekko po ramieniu. Po kilku dniach stan Tannera znacznie się poprawił, Colette i Corey wrócili więc na Florydę. Kiedy leżeliśmy ciasno przytuleni, Oliver pocałował mnie w skroń.

– Chciałbym o czymś z tobą porozmawiać. – O czym? – Wczoraj przed wyjściem ze szpitala rozmawiałem z lekarzem. Powiedział, że stan Tannera jest na tyle stabilny, że można go przewieźć do szpitala Mount Sinai w Nowym Jorku. A kiedy zagoją mu się urazy głowy, możemy wziąć go do siebie. Zorganizuję mu najlepszą możliwą opiekę i rehabilitację. – Oliver, nie wiem, co powiedzieć. – Powiedz tak i wracajmy do domu. – Bardzo bym chciała, ale musimy najpierw porozmawiać z Tannerem. – Rozmawiałem z nim wczoraj. Powiedział, że chce jechać. Lekarz mówi, że możemy przetransportować go jutro. Usiadłam i spojrzałam na niego, a kołdra zsunęła się z moich nagich ramion. – Jutro? Naprawdę? Jego oczy omiotły moją sylwetkę i zatrzymały się na piersiach. Podniósł rękę i delikatnie obrysował koło wokół mojej brodawki. – Mhm. Przepraszam, co mówiłaś? A, tak. Jutro. Jutro wracamy do domu. Roześmiałam się, złapałam poduszkę i przyłożyłam mu. Poderwał się i wyszarpnął mi ją z rąk. – Nie biłem się na poduszki, odkąd byliśmy z Liamem mali – zachichotał i zamachnął się na mnie. Wyciągnęłam spod niego drugą poduszkę i przez chwilę okładaliśmy się nimi na kolanach, jak para dzieciaków, tyle że nago. – Basta – zarządził. – Co się stało? – Kiedy widzę, jak ci piersi podskakują w górę i w dół, nie mogę się opanować. Wyrwał mi poduszkę i popchnął mnie na plecy. Nachylił się nade mną i pocałował mnie zapalczywie. – Muszę się z tobą kochać, w tej chwili. – Przestań gadać – ucięłam, zdyszana od pocałunków.

OLIVER Zajęliśmy miejsca w pierwszej klasie. Delilah mościła się na siedzeniu, rzucając wokół zaciekawione spojrzenia. – Coś nie tak? – Nie. Po prostu napawam się luksusem – uśmiechnęła się. – Nigdy wcześniej nie leciałaś pierwszą klasą? Uśmiech zastygł jej na twarzy i posłała mi spojrzenie pod tytułem: „skądżeś ty się urwał?” – Nie, panie milionerze. Czy mam ci przypomnieć, skąd pochodzę? – Przepraszam. – Wziąłem jej dłoń i podniosłem do ust. – Tak się składa, że uwielbiam to, skąd pochodzisz – mrugnąłem. – Tak się cieszę, że wracamy do domu. Szkoda tylko, że nie mogliśmy lecieć helikopterem, z Tannerem.

Przez jej twarz przemknął cień niepokoju. – Wiem. Ale dojedziemy do szpitala niedługo po nim. Powinniśmy jeszcze coś obgadać. – Co? – O, jak będziemy spać po powrocie do domu. Nie chcę, żeby Sophie… Położyła mi palec na ustach. – Nie martw się o Sophie. Wszystko się samo ułoży. – Chcę spać z tobą w jednym łóżku. Już nigdy więcej nie chcę spać sam, ale musimy być przy niej ostrożni. – Sophie to nieprzeciętnie inteligentne dziecko. Musimy z nią porozmawiać i powiedzieć jej, co się dzieje. – Wiem, ale nie wiem jak – powiedziałem. – Porozmawiamy z nią razem. Położyła mi głowę na piersi. Chociaż Delilah nie widziała powodu do niepokoju, nie mogłem przestać martwić się o to, jak Sophie zareaguje. Delilah miała rację. Sophie była niezwykle inteligentna i to właśnie gnębiło mnie najbardziej. Samolot wylądował i Scott zawiózł nas do szpitala Mount Sinai, gdzie Tanner już leżał urządzony w sali. Po rozmowie z lekarzem prowadzącym okazało się, że musimy znaleźć mu fizjoterapeutę. Obok holu przy wejściu w domu znajdował się niewielki pokój, niezagospodarowany i nigdy do niczego nieużywany. Wynająłem ludzi, żeby urządzić w nim sypialnię dla Tannera, bo nie mógł przecież chodzić po schodach. To było dla niego genialne rozwiązanie, bo wszystko, czego potrzebował znajdowało się na tym samym piętrze. Zostaliśmy u niego przez jakiś czas, aż w końcu kazał nam się wynosić. – Idźcie do domu, do Sophie. Byliście przy mnie od samego wypadku i bardzo wam za to dziękuję, ale nie jestem już dzieckiem, Delilah. Dam sobie tu radę. Tylko nie zapomnijcie mnie odwiedzać – uśmiechnął się. Delilah wzięła go za rękę. – Mam wyrzuty sumienia, że cię tu zostawiam. – Niepotrzebnie. Idź do domu, do waszej małej. Ona was teraz potrzebuje. Mam tu komórkę, możemy się zdzwonić później na FaceTime. Pożegnaliśmy się i Delilah wyszła z pokoju. Podążyłem za nią, ale Tanner mnie przywołał. – Tak? – Odwróciłem się. – Dziękuję, Oliver. Nie tylko za to, co zrobiłeś dla mnie, ale też dla Delilah. Ona zasługuje na szczęście. – Nie ma za co. Kocham twoją siostrę najbardziej na świecie. Gdy wchodziliśmy po schodach do domu, drzwi otworzyły się i na dwór wybiegła Sophie. – Delilah! Tata! – Rzuciła nam się w objęcia. – Cześć, księżniczko – uśmiechnąłem się i pocałowałem ją w główkę. – Cześć, promyczku. – Delilah schyliła się i wzięła ją na ręce. – Ale się za tobą stęskniłam. Liam stał w drzwiach i z wielkim uśmiechem zaprosił nas do środka.

– Oto dwoje ludzi, których uwielbiam najbardziej na świecie. Witajcie, witajcie. – Brachu. – Objęliśmy się. Pochylił się i cmoknął Delilah w policzek. – Cieszę się, że jesteście z powrotem. Jak się czuje Tanner? – Lepiej. Lekarz mówi, że możemy go przywieźć do domu za jakiś tydzień. – Fantastycznie. Delilah postawiła Sophie na ziemi, a do holu weszła Clara, żeby się przywitać. – Witamy w domu, Delilah, panie Wyatt – uśmiechnęła się i uściskała nas oboje. Dobrze było wrócić. Zabrałem nasze bagaże do siebie na górę. Clara przyrządziła nam lekką kolację, a potem wzięliśmy Sophie na górę, żeby z nią porozmawiać. Delilah pomogła jej przebrać się w piżamę i usiedliśmy we troje na łóżku. – Chcemy z tobą o czymś porozmawiać, księżniczko. – Stało się coś? – zapytała. Uśmiechnąłem się łagodnie i odgarnąłem jej włoski za ucho. – Nie, skarbie, nic się nie stało. – To o czym, tato? Zerknąłem na Delilah, a ona skinęła głową, dodając mi odwagi. – Zawsze mówisz, że kochasz Delilah. – Mhm. – Widzisz, ja też ją kocham. I chciałbym, żebyśmy spędzali więcej czasu we troje. Co o tym myślisz? Popatrzyła na Delilah, a potem na mnie. – To ty i Delilah jesteście zakochaną parą? – zapytała niewinnie. – Tak, księżniczko. – I to znaczy, że będziecie spać w jednym łóżku? Przełknąłem z trudem ślinę i spojrzałem na Delilah. Delilah wzięła rączki Sophie w dłonie. – Tak, Sophie. Przeniosę się do pokoju twojego taty i będziemy spać razem. Zamarłem, kiedy to powiedziała. – Okej. – Sophie się uśmiechnęła. Wydałem głębokie westchnienie ulgi. Ułożyliśmy ją do snu, daliśmy jej buzi na dobranoc i wyszliśmy z pokoju. – Widzisz? To nic takiego – uśmiechnęła się Delilah. – Niby tak. Ale nie wiem, czy należało jej mówić, że będziemy spać razem w jednym łóżku. – Nie będziemy tam tylko spać. – Puściła do mnie oko. Poczułem nagłe poruszenie w kroczu, złapałam ją na ręce i zaniosłem do swojego pokoju. Rzuciłem ją na łóżko i położyłem się na niej. – To pokaż mi, co jeszcze będziemy tu robić. Pochyliłem się i pocałowałem te najsłodsze usta. ===LUIgTCVLIA5tAm9PfU5+T3pMbAFgBH4XYgxlBDMBMXEGdlgoRA==

Rozdział 35 DELILAH

Minęło kilka tygodni. Tanner całkowicie zadomowił się w swoim nowym pokoju na dole. Oliver zatrudnił pielęgniarkę, która przychodziła do domu go doglądać. Dobrze było mieć go z nami, a Sophie bardzo go polubiła. Skoro już miał wszystko, czego mu potrzeba, nadszedł czas pomyśleć o Sophie. Zadzwonił budzik, na co Oliver wydał żałosny jęk. Otworzyłam oczy i uśmiechnęłam się, głaszcząc jego umięśnioną pierś. – Czemu tak jęczysz? – zapytałam, sięgając nad nim, żeby wyłączyć budzik. – Ten dźwięk doprowadza mnie do szału. Ciągle jestem zmęczony. – Pocałował mnie w głowę. – Po tym, co robiliśmy wczoraj, powinna rozsadzać cię energia. – Właśnie dlatego ciągle jestem zmęczony – powiedział z uśmiechem. – Pamiętasz, że w południe przychodzi dziś psycholog do Sophie? Możesz być wtedy w domu? – Przylgnęłam ustami do jego klatki piersiowej. – Tak. Będę tu. Uśmiechnęłam się, pocałowałam go w usta i poszłam do łazienki. Wzięliśmy prysznic i ubraliśmy się. Nie znalazłam Sophie w jej pokoju. Zeszłam na dół i nalałam sobie kubek kawy. – Dzień dobry, Claro. Gdzie jest Sophie? – Dzień dobry, Delilah. Jest u Tannera. – Oj. Mam nadzieję, że go nie obudziła. Wzięłam swoją kawę i poszłam do sypialni Tannera. Stanęłam w progu i patrzyłam, jak Sophie, wygodnie usadowiona na jego łóżku, czyta mu na głos. – Dzień dobry. Chyba nie obudziłaś Tannera, co Sophie? – Nie. Nie spał już, jak tu przyszłam. – Idź, przyszykuj się do śniadania, a ja pomogę Tannerowi wstać. – Okej – uśmiechnęła się, zeszła z łóżka i wyszła z pokoju. – Ona jest niesamowita, Delilah. Nie do wiary, jaka jest bystra. Czytała mi książkę o van Goghu. To nie jest normalne u pięciolatki. Zaśmiałam się. – Podejrzewam, że mamy tu małego geniusza. Dzisiaj przychodzi do niej psycholog, żeby to ocenić. – A niech mnie. Żebym to ja był taki mądry. – Jeżeli ci się narzuca, mogę z nią porozmawiać – powiedziałam, pomagając mu usiąść na wózku. – Nie. W ogóle mi nie przeszkadza. Lubię ją, chociaż czasem mam wrażenie, że rozmawiam z dorosłą osobą – zachichotał. – W tym właśnie sęk. Ona lepiej czuje się z dorosłymi niż z dziećmi. – Jeżeli jest taka bystra, to może powinna przebywać z dziećmi na swoim poziomie. Inne dzieciaki mogą ją zwyczajnie nudzić.

Popatrzyłam na niego zaskoczona. – Nie przyszło mi to do głowy. Coś w tym jest. – Dzień dobry. Doktor Pettifeur. – Zapraszam. Delilah Graham. – Proszę mówić do mnie Elizabeth. Nie cierpię formalności. Nie spodziewałam się kogoś takiego. Ubrana była w materiałowe spodnie, białą bawełnianą koszulę i mokasyny. Jasne włosy związane miała z tyłu w wysoki koński ogon i nosiła okulary w czarnych oprawkach. Wyglądała na trzydzieści kilka lat. Nie mogłam oderwać od niej oczu, aż to zauważyła i zapytała, czy coś się stało. – Przepraszam. Tak mi głupio. Myślałam tylko… – Niech zgadnę. Spodziewała się pani kogoś bardziej profesjonalnego i sztywno zapiętego pod szyję? – uśmiechnęła się. Nie wiedziałam, co odpowiedzieć, bo dokładnie tak było. – W porządku – zaśmiała się. – Często mi się to zdarza. Jako psycholog dziecięcy staram się nie onieśmielać dzieci swoim wyglądem. Łatwiej mi się wtedy do nich zbliżyć. Nie chcę, żeby widziały we mnie lekarza, bo tak naprawdę dzieci lekarzy się boją. A ja chcę, żeby widziały we mnie przyjaciela. – Bardzo słusznie. Przepraszam jeszcze raz. – Nie ma sprawy – uśmiechnęła się życzliwie. – Jej ojciec wróci lada chwila. Może pójdziemy na górę i pozna pani Sophie. – Dobrze, chodźmy. Tu mam napisane, że pani jest jej opiekunką? – Tak. Właśnie gdy ruszyłyśmy na górę, otworzyły się drzwi wejściowe i wszedł Oliver. – Oliver, to jest doktor Pettifeur. – Miło mi poznać. – Wyciągnął rękę. – Oliver Wyatt, ojciec Sophie. – Mnie również. Proszę mi mówić Elizabeth. Weszliśmy na górę do pokoju Sophie. Gdy otworzyłam drzwi, Sophie siedziała na swoim stołeczku, malując zawzięcie. Zanim zdążyłam coś powiedzieć, Elizabeth przedstawiła się sama. – Cześć, Sophie. Jestem Elizabeth. Ale piękny obraz. – Dziękuję. Gdy zobaczyłam, co namalowała, poczułam łzy pod powiekami. Oliver zauważył moje wzruszenie i ogarnął mnie ramieniem. – Jeżeli nie mają państwo nic przeciwko temu, chciałabym zostać z Sophie sama. Kiedy skończymy, przyjdę z państwem porozmawiać. Zmieszała się lekko na widok ramienia Olivera wokół mnie. Wyszliśmy z pokoju. – Dobrze się czujesz? – zapytał. – Widziałem, że poruszył cię obraz Sophie. – To moja mama w niebie. Dałam jej zdjęcie tydzień temu. Wygląda dokładnie tak samo jak portret Elaine, tylko że z moją mamą. Przytulił mnie do siebie mocniej, gdy szliśmy na dół po schodach.

– Opowiedziałaś doktor Pettifeur, czy raczej Elizabeth, o tym, jak Sophie zachowywała się tydzień temu w świetlicy? – Nie, jeszcze nie. Nie było okazji. – Mam nadzieję, że niedługo się dowiemy, co się dzieje. Przyznam, że nie spodziewałem się kogoś takiego. – Jakiego? – Wiedziałam, że myśli to samo, co ja. – Takiego wyluzowanego. Wydaje się naprawdę sympatyczna i miła. – Tak. Lekarz Sophie bardzo ją polecał. – Nie sądzisz, że to dziwne, że przedstawiła się Sophie jako Elizabeth, a nie jako lekarz? – Powiedziała, że nie lubi formalności. Brwi podjechały mu do góry i wyglądał tak rozkosznie, że miałam dziką ochotę go pocałować. – Okej. Może formalność nie zawsze jest wskazana. Nie mogłam powstrzymać się od śmiechu. – Jak było w pracy? – W porządku. Liam jest dziś jakiś nie w sosie. Będę musiał z nim porozmawiać, dowiedzieć się, co się dzieje. – Hm. Jakaś dziewczyna? – Nie wiem. Z tego, co mi wiadomo, to nie spotyka się teraz z nikim. Idę do gabinetu trochę popracować. Zawołaj mnie, kiedy skończą. Delikatnie dotknął ustami moich warg. – Dobrze – uśmiechnęłam się i przesunęłam kciukiem po jego ustach. Nachylił się i wyszeptał mi do ucha: – Właśnie mi przez ciebie stanął. – I bardzo dobrze. – Puściłam do niego oko i poszłam do kuchni porozmawiać z Clarą. Po kilku godzinach Elizabeth zeszła na dół. – Wszystko w porządku? – zapytałam z uśmiechem. – Tak. – Oliver jest w swoim gabinecie. Możemy tam porozmawiać. Kiedy szłyśmy do biura Olivera, poczułam zdenerwowanie. Oliver wstał i wskazał Elizabeth krzesło, a ja zamknęłam drzwi. – Jak poszło? – zapytał. – Sophie jest niezwykle inteligentnym dzieckiem. Ma niespotykane zdolności artystyczne, jakich większość ludzi nie osiąga przez całe życie. Przypuszczam, że ma bardzo wysokie IQ, ale na to trzeba będzie przeprowadzić dokładne testy. Opowiadała mi dużo o swojej mamie, która niedawno umarła. Mówiła także o pani, Delilah. – Tak? – Czy państwo są ze sobą w związku? – zapytała, przenosząc wzrok na Olivera. – Tak. Czy to jakiś problem? – Nie. Sophie widzi w Delilah matkę, i to bardzo dobrze, proszę mnie źle nie zrozumieć. Ale jej przywiązanie jest tak silne, że gdyby coś się między wami zmieniło, to mogłoby mieć na nią katastrofalny

wpływ. Zwłaszcza że dopiero co straciła matkę. Czy była pani jedyną nianią, jaką Sophie miała, odkąd przeprowadziła się tutaj? – zwróciła się do mnie. – Nie. – Zerknęłam na Olivera. – Przed Delilah było może z sześć innych. Ale przez jej zachowanie wszystkie rezygnowały po kilku tygodniach. – Rozumiem. – Zanotowała coś w swoich papierach. – Wiem od Sophie, że pani śpiewa i gra na pianinie i na gitarze. – To prawda. – Tak się w ogóle poznaliśmy. Jedliśmy obiad w restauracji, gdzie Delilah wtedy pracowała. Sophie się rozkleiła, bo rozlała kawę. Delilah usiadła przy niej i zaśpiewała jej piosenkę i Sophie momentalnie załapała z nią kontakt. Zauważyłem, że przylgnęła do Delilah, jak nigdy wcześniej. – To zrozumiałe. – Pokiwała głową. – Sophie wyczuła u pani talent artystyczny. W jej oczach należy pani do jej świata. Niestety takie dzieci jak Sophie zwykle lgną do ludzi tak samo inteligentnych jak ona. Jak sobie radzi w kontaktach z innymi dziećmi? – Nie najlepiej. W zeszłym tygodniu poszłyśmy do świetlicy i z początku wszystko było dobrze, ale kiedy próbowała bawić się z innymi dziećmi, stała się nerwowa i wycofana. Zaczęła na nie krzyczeć, żeby sobie poszły i dały jej spokój. – Wybitne dzieci często mają poczucie, że nikt ich nie rozumie i czują się odrzucone, a to z kolei przekłada się na problemy wychowawcze. Powiedziała mi, że pani rozumie jej zamiłowanie do książek i sztuki, że zabrała ją pani do biblioteki i do muzeum. – Tak. Odniosłam wrażenie, że w jej sytuacji sztuka mogłaby pomóc jej się jakoś wyrazić. Dla mnie to jest muzyka, a u Sophie zauważyłam talent plastyczny. Uśmiechnęła się do mnie – Jest pani bardzo inteligentna. Nic dziwnego, że Sophie tak szybko nawiązała z panią porozumienie. – Dziękuję. Ale tak naprawdę nie jestem taka mądra. – A ja myślę, że tak. – Oliver mrugnął. – Dobrze. Oto moja wskazówka dla was obojga. Przywieźcie państwo Sophie do mnie do gabinetu i sprawdzimy dokładnie, jaka jest mądra. Mam już pewne wyobrażenie, ale potrzebujemy konkretnego wyniku do dokumentacji. Mimo że umysłowość Sophie jest na poziomie dorosłej osoby, to jednak nadal jest dzieckiem i tak właśnie musi być traktowana. W niektórych sytuacjach konieczna będzie twarda dyscyplina. Musi też zrozumieć, że nie każde dziecko jest takie jak ona i nie ma w tym nic złego. Powinni państwo teraz skupić się na jej rozwoju społecznym. Musi poczuć, że ma swoje miejsce na świecie, poczuć, że gdzieś przynależy. Jeżeli dobrze nią państwo pokierują, a w to nie wątpię, to uda się to osiągnąć. Rozumiem, że jesienią Sophie pójdzie do przedszkola? – zapytała, marszcząc brwi. – Tak. W prywatnej szkole. – Dobrze. Sugeruję, żeby zapisać ją do szkoły dla dzieci wybitnie uzdolnionych. Jeżeli poślecie ją do zwykłej szkoły, nawet prywatnej, szybko się znudzi i pojawią się nowe problemy. Jej umysł jest jak gąbka, która przyswaja niesłychane pokłady informacji w bardzo szybkim tempie. Program edukacyjny musi być tak dopasowany, żeby się nie nudziła i czuła, że inni rozumieją jej potrzeby. To bardzo ważne. Nie poradzi sobie w klasie ze zwykłymi dziećmi.

– Dobrze, oczywiście, weźmiemy to pod uwagę – powiedział Oliver. – I jeszcze jedna rzecz. Wydaje mi się, że udało mi się zdobyć jej zaufanie. Chciałabym spotykać się z nią raz w miesiącu na kilka godzin, żeby mieć oko na jej postępy i jej zachowanie. Zgadzają się państwo? – Naturalnie. Zrobimy tak. – Świetnie – uśmiechnęła się i wstała z krzesła. – Nie jest łatwo być rodzicem wybitnego dziecka. Będzie różnie, ale jeżeli w każdej sytuacji zachowają się państwo właściwie, wychowacie wspaniałego człowieka. Kto wie? Może kiedyś dokona wielkich rzeczy? Oliver wstał i uścisnął jej dłoń. – Dziękuję pani, Elizabeth. – Bardzo proszę. Jeszcze dodam, że wybitne dzieci to rewelacyjni manipulatorzy i idę o zakład, że Sophie też będzie próbowała wami manewrować, o ile jeszcze tak się nie stało. Proszę się mieć na baczności i nie pozwolić jej na to. ===LUIgTCVLIA5tAm9PfU5+T3pMbAFgBH4XYgxlBDMBMXEGdlgoRA==

Rozdział 36 OLIVER

Gdy odprowadziliśmy Elizabeth do wyjścia, westchnąłem ciężko. Spojrzałem na Delilah i pokręciłem głową. – O co chodzi? – Aż mi się kręci w głowie od tego wszystkiego. Roześmiała się i otoczyła mnie ramionami. – Wszystko będzie dobrze. Kto wie? Może w wieku szesnastu lat zostanie lekarzem? – Nie przeraża cię to? – Dlaczego miałoby mnie przerażać? Sophie to zwyczajne dziecko o wyjątkowo rozwiniętej inteligencji. Jeżeli dobrze to poprowadzimy, wszystko będzie dobrze. – Wiedziałem, że kocham cię jeszcze za coś, poza tym, że jesteś boginią w łóżku. – Pocałował mnie w usta. – Uznaję to za komplement, panie Wyatt. – Bardzo słusznie, pani Graham. – Zerknąłem na zegarek. – Muszę jeszcze wpaść na chwilę do biura. Może powiesz Clarze, żeby zrobiła sobie dziś wolne, a wieczorem zabierzemy Sophie i Tannera na kolację w mieście? Myślę, że chętnie wyrwałby się z domu. – Dobry pomysł. Na pewno się ucieszą. Pocałowałem ją ostatni raz i pojechałem do biura. Gdy siedziałem za biurkiem, próbując skupić się na pracy, wszedł Liam. – Tu są umowy dotyczące tego bloku przy Zachodniej Siedemdziesiątej Piątej. Widziałem, że jest jakiś nieswój. – Usiądź – poprosiłem. – Okej. Co tam? – Odchylił się na krześle. – Co się z tobą dzieje? – Co masz na myśli? – Nie oszukasz mnie, bracie. Widzę, że coś cię dręczy. Westchnął i splótł dłonie na karku. – Prawdę mówiąc, sam nie wiem. Chyba czuję się trochę samotny. Zmrużyłem oczy. – Jak to? – Oj, mam ci to przeliterować, czy co? Chciałbym spotkać dla siebie fajną kobietę. – Co chwilę spotykasz się z kobietami. Możesz sobie w nich przebierać do woli. – I co z tego? Żadna z nich to nie jest ta i wiesz doskonale, o co mi chodzi. Odchyliłem się w fotelu i podrapałem w tył głowy. – Wiem, o co ci chodzi, i spotkasz ją w końcu.

– Kiedy patrzę na ciebie i Delilah, przyznaję, że zżera mnie zazdrość. To fantastyczna babka i wprost idealna dla ciebie. Też bym tak chciał. Te związki, w które się ciągle pakuję, są kompletnie bez sensu. Chciałbym spotkać dziewczynę, od której spojrzenia serce by mi zamarło. Nabrałem głęboko powietrza. Rozumiałem to, jak się czuje, i było mi go żal. – Wiem, ale wierz mi, znajdziesz ją, kiedy najmniej się tego spodziewasz. Jestem tego najlepszym przykładem. – No. Zabawne, jak to się czasem układa, co? – Jesteś świetnym facetem i bardzo zdolnym przedsiębiorcą. Ona gdzieś tam jest. Poczekaj i któregoś dnia pojawi się w twoim życiu, a ty nie będziesz wtedy wiedział, co się dzieje. A do tego czasu, pozwól sobie na łatwy seks. – Puściłem do niego oko. – Dzięki, brachu. – Idziemy dziś z Delilah, Sophie i Tannerem na kolację. Pójdziesz z nami? – Nie, dzięki. Umówiłem się na dzisiaj z Adamem. Jest pewna knajpka, która woła nas już od jakiegoś czasu. Przewróciłem oczami. – Okej. Daj znać, jeżeli zmienisz zdanie. – Dzięki Oliver. Pogadamy później. Wyszedł z pokoju. Współczułem mu. On nie był taki jak ja. Nie odgrodził się od świata uczuć grubym murem i nie walczył z duchami z przeszłości. Zasługiwał na szczęście i serce mi się krajało, gdy widziałem go tak przybitego.

DELILAH Oliver zabrał nas na fajną kolację, a potem poszliśmy do Central Parku. Był cudowny letni wieczór i wszędzie kręciło się mnóstwo ludzi i grała muzyka. Oliver pchał wózek Tannera, a ja prowadziłam Sophie za rękę i rozkoszowaliśmy się widokiem i muzyką dookoła. Gdy wróciliśmy do domu, pomogłam Tannerowi położyć się do łóżka, a Oliver zajął się Sophie. – Dzięki, siostra – powiedział Tanner, gdy układałam go na łóżku. – Nie ma sprawy. Żal mi tylko, że musisz przez to przechodzić. – Jest w porządku. Nigdy bym się tak szybko nie wygrzebał, gdyby nie ty. Pochyliłam się i pocałowałam go w czoło. – Jesteś o wile silniejszy, niż ci się zdaje. – To chyba dzięki tobie. – Dobranoc, Tanner. Zobaczymy się rano. – Dobranoc. Kocham cię, siostra. – Ja też cię kocham. – Posłałam mu całusa i wyszłam z pokoju. Poszłam na górę i dałam Sophie buzi na dobranoc. Gdy weszłam do naszej sypialni, Oliver zdejmował z siebie ubranie. Kiedy patrzyłam, jak ściąga koszulę, przebiegły mnie ciarki. Na widok jego prężnych

ramion, wyraźnie zarysowanych mięśni brzucha i muskularnych pleców od razu poczułam wilgoć w majtkach. I chociaż widziałam go już bez koszuli tyle razy, zawsze niezmiennie wzbudzał we mnie drżenie. – Zadzwoniłem dziś do Anderson School w Upper West Side, żeby zapisać tam Sophie jesienią. – I co powiedzieli? – zapytałam, zdejmując letnią sukienkę. Przeszłam do łazienki umyć twarz. – Że podania na rok szkolny w tym roku trzeba było składać jesienią rok temu. – O rany. I co? – Nic. Jakoś dało się to załatwić małą donacją. Stanął za mną przed lustrem i sięgnął po swoją szczoteczkę do zębów. – Małą donacją? Czyli kupiłeś swojej córce miejsce w szkole? – Zależy, jak na to patrzeć. Sophie idzie do nich w przyszłym tygodniu na test kwalifikacyjny. Jeżeli zda, to będzie przyjęta. – A ile im przekazałeś? – zapytałam, osuszając twarz ręcznikiem. – Milion dolarów. – Milion dolarów?! – wykrzyknęłam. – Oliver. Opłukał usta, a ja podałam mu ręcznik. – Co? Nie ma takiej ceny, której bym nie zapłacił, gdy chodzi o dobro mojej córki lub mojej dziewczyny. – Czyżby? – Przesunęłam mu palcem po piersi z góry na dół. – Owszem. – Dotknął mnie kusząco ustami, a jego ręce przesuwały się po moich biodrach. – Mówiłem ci już, jaka jesteś niesamowicie piękna? – Tak. Ale chętnie usłyszę to jeszcze raz – wykrztusiłam, gdy przesunął językiem w dół po mojej szyi, rozpinając mi z tyłu biustonosz. – Jesteś niesamowicie piękna. Jednym ruchem pozbył się spodni i posadził mnie na umywalce. Sięgnęłam ręką do jego krocza i macałam jego twardy członek wciąż uwięziony w bokserkach. Jęknął i nachylił się, biorąc do ust każdą z moich piersi, które ssał i lizał, aż nagle zacisnął wokół nich usta, doprowadzając mnie do ekstazy. Położył mi dłoń między nogami, a potem wsunął we mnie palce, dotykając wszystkich odpowiednich miejsc. Potem wysunął go i schował twarz między moimi nogami, a ja naprężyłam się konwulsyjnie. Czułam jego język wokół mojej łechtaczki, a potem jego usta na całej mojej mokrej powierzchni. Byłam na granicy wybuchu. Położyłam mu stopy na ramionach i odchyliłam głowę do tyłu, zaciskając uda pod wpływem wyładowania, które rozsadziło całe moje ciało. – Tak. Tak lubię, kotku. Wstał i pochłonął mnie w żarliwym pocałunku, po czym wszedł we mnie i zaczął poruszać się szybko, a z ust wyrwał mu się rozkoszny jęk. Wsunął pode mnie dłonie i mocno chwycił mnie za pośladki. Nadchodził kolejny orgazm i zacisnęłam się wokół jego członka. – Jesteś cudowna, Delilah. Nigdy nie przestanę się z tobą pieprzyć – wydyszał w rytm swoich ruchów. – Nie przestawaj. Wpiłam mu palce w ciało, gdy natarł na mnie jeszcze dwa razy, po czym porwała mnie kolejna fala

cudownej przyjemności i oboje szczytowaliśmy jednocześnie. Uwalniając we mnie swoje pożądanie, bardzo powoli wymówił moje imię. Objęłam go ramionami za szyję i pocałowałam z uczuciem, a potem wziął w dłonie moją twarz. – Nigdy nie pozwolę ci odejść – wyszeptał, patrząc mi prosto w oczy. – Nigdy nie odejdę. – Przesunęłam mu palcem po policzku. ===LUIgTCVLIA5tAm9PfU5+T3pMbAFgBH4XYgxlBDMBMXEGdlgoRA==

Rozdział 37 OLIVER Miesiąc później

W szystko

zaczynało się układać. Rehabilitacja Tannera przebiegała prawidłowo i wszystko wskazywało na to, że jego noga powróci do dawnej sprawności. Sophie uzyskała niemal maksymalny wynik w testach, a ponieważ niedługo skończy sześć lat, w szkole uznali, że ze względu na wyniki, powinna jesienią iść od razu do pierwszej klasy. Zbliżały się urodziny Delilah i miałem zamiar zrobić wszystko, żeby nigdy ich nie zapomniała. Była sobota i umówiłem się z Jenny, żeby się spotkały. Potrzebowały babskiego wyjścia, więc zarezerwowałem im cały dzień zabiegów w spa, w tym masaże, oczyszczanie twarzy, manikiur, pedikiur i okłady na ciało. W ten sposób pozbyłem się jej z domu i mogłem zostać z Sophie sam na sam. Zabrałem ją na taras, żeby pogadać. – O czym chcesz porozmawiać, tato? – zapytała, dłubiąc w lodach, które przygotowałem jej w miseczce. – Wiesz, że strasznie kocham Delilah, prawda? – Wiem. Ja też ją kocham. – Wiem o tym. Bardzo bym chciał spędzić z nią resztę życia i mam zamiar poprosić, żeby została moją żoną. Co byś na to powiedziała? Oczy jej rozbłysły. – Jeżeli ona zostanie twoją żoną, to będzie moją mamusią? – Tak, księżniczko – uśmiechnąłem się. – Kocham ją niesamowicie i chciałbym, żebyśmy byli rodziną. Odłożyła łyżeczkę i owinęła mi ramionka wokół szyi, po czym przylgnęła do mnie z całych sił. – Tato, ożeń się z Delilah. – Nie ma nic takiego na świecie, czego bym pragnął bardziej, kochanie. Kończ te lody, bo musisz mi pomóc wybrać dla niej najwspanialszy pierścionek. Tylko nie możesz się przed nią wygadać. To jest nasza tajemnica. – Nie powiem, obiecuję. – Świetnie. – Przytuliłem ją. Poszliśmy do Tiffany’ego i obejrzeliśmy wszystkie pierścionki, jakie mieli. Jeden szczególnie wpadł mi w oko. Był to dwukaratowy pierścionek z oczkiem w kształcie princessy wysadzany brylancikami na obrączce. Wziąłem go do ręki i od razu wyobraziłem sobie, jak pięknie wyglądałby na jej długim, smukłym palcu. – To jeden z naszych najwspanialszych brylantów wyceniony na czterdzieści tysięcy pięćset dolarów – powiedział Frederick. – Sophie, co myślisz o tym? – Pokazałem jej.

– Piękny i taki świecący. Delilah by się spodobał – powiedziała radośnie. – Też tak myślę. Wezmę ten. Pamiętaj, Sophie, ani słówka przy Delilah. Nie chcemy zepsuć niespodzianki. – Nie bój się. Nic nie powiem. Pocałowałem ją w główkę, zapłaciłem za pierścionek i poszliśmy do księgarni kupić Sophie kilka książek. Kiedy wróciliśmy, Delilah robiła w kuchni herbatę. – A, jesteście. Gdzie się podziewaliście? – zapytała, podchodząc. Pocałowałem ją. Sophie pokazała swoją torbę. – Byliśmy w księgarni po książki. – Super! – Idę do siebie poczytać. – Jak było w spa? – Przytrzymałem ją za biodra. – Cudownie. Jeszcze raz dziękuję ci bardzo. – Zarzuciła mi ręce na szyję i przywarła ustami do moich ust. – Nie ma za co. Mam nadzieję, że nie robiłaś żadnych planów na swoje urodziny? Spojrzała na mnie zaskoczona. – Nie. Jeszcze nie. – To dobrze. Bo zapraszam cię na kolację urodzinową na Fidżi. Roześmiała się. – Ach tak? To kiedy wyjeżdżamy? – zapytała żartobliwie. – Za trzy dni – odparłem ze śmiertelną powagą. Uśmiech zgasł na jej twarzy i wbiła we mnie uważne spojrzenie. – Mówisz poważnie? – Najzupełniej. Zabieram cię na Fidżi na twoje urodziny. – Jezu, Oliver, a Tanner i Sophie? – Jadą z nami. A także Clara, Liam, Jenny i Stephen. Zszokowana przyłożyła dłoń do ust. – I Jenny o tym wie? Uśmiechnąłem się. – Tak. Wszyscy wiedzą i wszyscy cieszą się jak wariaci. Mam nadzieję, że ty też. – Mało powiedziane. Podskoczyła i owinęła mi nogi wokół talii, całując mnie tysiąc razy, gdzie popadnie. Widząc jej radość i podekscytowanie, byłem najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi.

DELILAH Polecieliśmy wszyscy na Fidżi prywatnym samolotem wynajętym przez Olivera. Trochę późno mnie uprzedził, więc cały poprzedni dzień spędziłam na zakupach, szukając odpowiednich ciuchów na wyjazd.

Po długiej podróży przesiedliśmy się jeszcze na chwilę do helikoptera, aż wreszcie dotarliśmy do ośrodka Likuliku Lagoon Resort. Nigdy w życiu nie widziałam czegoś tak oszałamiającego. Oliver wynajął nam wszystkim tradycyjne fidżyjskie chaty tuż przy plaży. Clara i Sophie dzieliły jedną, Stephen i Jenny mieli swoją, a Liam spał razem z Tannerem. Byłam absolutnie oczarowana tym miejscem. Po przyjeździe rozeszliśmy się do swoich pokojów, bo wszyscy chcieli odetchnąć po długiej podróży. Zamiast odpoczywać, ja i Oliver kochaliśmy się, wcinaliśmy truskawki w polewie czekoladowej i piliśmy szampana. Wieczorem poszliśmy na wspaniałą kolację, a ponieważ każdy czuł się jeszcze rozbity przez zmianę czasu, postanowiliśmy się położyć zaraz potem. Nawet Oliver i ja byliśmy całkowicie wyczerpani, więc wpełzliśmy do olbrzymiego łóżka, wtuliliśmy się w siebie i odpłynęliśmy do krainy snów. Obudziły mnie lekkie pocałunki wzdłuż całego ciała. Otworzyłam oczy i uśmiechnęłam się. – Dzień dobry. – Wszystkiego najlepszego, skarbie. – Dziękuję. Jak miło obudzić się w ten sposób. – Należą ci się dwadzieścia cztery urodzinowe buziaki. – Uśmiechnął się, zsunął mi z bioder figi i rozłożył nogi. Jego język przesuwał się niespiesznie po wewnętrznej stronie moich ud i dalej do bardziej ukrytych zakątków i swym lekkim dotykiem doprowadzał mnie do obłędu. Im bardziej mnie pieścił, tym bardziej stawałam się mokra, i on o tym wiedział. Lekko przesuwał językiem po moim łonie i nogach, aż cała wrzałam od przemożnego napięcia. – Proszę, Oliver. Proszę – błagałam z palcami zaplątanymi w jego włosy. – Cierpliwości, skarbie – wyszeptał, nieznacznie wsuwając we mnie palce. Jęknęłam i wygięłam plecy, żeby wpuścić go głębiej. – Lubisz, gdy dotykam cię w ten sposób? – Tak. Ale zrób już ustami. – Za chwilę. Jeszcze kilka razy, a kiedy przyssę się do ciebie, dostaniesz najlepszego orgazmu w życiu. Przez długi czas wiłam się w upojeniu, a on mruczał, gdy jego palce ogarniała nowa fala wilgoci. Wreszcie wysunął je i przywarł do mnie ustami, liżąc i ssąc mi nabrzmiałą z podniecenia łechtaczkę, dopóki nie naprężyłam się cała, gdy rozerwał mnie wybuch. Nie przestawał, aż nie skończyłam, i nie mogłam już więcej. Serce tłukło mi się w piersi i nie mogłam złapać oddechu. Podciągnął się i położył na mnie, wsuwając swój twardy członek głęboko do środka, podczas gdy ustami zawzięcie ssał i lizał moje twarde brodawki. Każdy ruch dawał nam obojgu niebywałą przyjemność. Usiadł i przysunął mi kolana do piersi, nie przestając napierać, od czego cała zaczęłam miotać się wokół niego, aż doszliśmy jednocześnie. Odchyliłam głowę i czułam jego wytrysk wewnątrz, a on jęczał z ulgi, wymawiając moje imię. – Jezu, tak bardzo cię kocham – wydyszał, puszczając moje nogi i osuwając się na mnie. Podniosłam ręce i wzięłam jego twarz w dłonie. – Ja ciebie bardziej. – Niemożliwe. Poczułam jego uśmiech na szyi.

Wstaliśmy, ubraliśmy się i poszliśmy zebrać resztę towarzystwa na śniadanie. Oliver powiedział, że ma dla mnie niespodziankę. – Co to jest? – Zobaczysz, jak siądziemy do śniadania. Wziął mnie za rękę i poszliśmy do sali jadalnej w hotelu. Wszyscy już siedzieli przy stole i czekali na nas. Od razu zauważyłam Bradena i Colette z wielkimi uśmiechami na twarzach. Ogarnęło mnie silne wzruszenie i przysłoniłam usta ręką. Podeszli do mnie i uściskaliśmy się. – Najlepsze życzenia, siostra – powiedzieli. – Jezu. Nie wierzę, że tu jesteście. – Nie mogłem pozwolić, żeby przegapili twoje urodziny – powiedział Oliver, całując mnie w skroń. Odwróciłam się do niego i otoczyłam go ramionami w pasie. – Dziękuję. To najlepsze urodziny w moim życiu. Resztę dnia spędziliśmy na plaży, gadając, śmiejąc się i popijając wymyślne koktajle. Sophie dokazywała w piasku, podczas gdy Oliver i Liam budowali dla niej zamek. To był najwspanialszy prezent, jaki Oliver mógł mi dać, i byłam w siódmym niebie. Gdy szykowałam się do kolacji, Oliver powiedział, że idą z Sophie na plażę i żebym do nich przyszła, jak będę gotowa. Związałam włosy, nałożyłam na usta błyszczyk i z sandałami w dłoni odnalazłam ich tuż nad wodą. – Gotowi na coś do jedzenia? – zapytałam, podchodząc do nich. Oliver spojrzał na mnie z uśmiechem, a Sophie zrobiła krok w tył. Wziął mnie za ręce i odetchnął głęboko. – Delilah, od pierwszej chwili, kiedy cię zobaczyłem, byłem tobą zafascynowany. Nie tylko dlatego, że jesteś taka piękna, ale także przez twoją dobroć i życzliwość. Jesteś dla mnie spełnieniem marzeń. Jesteś moim światłem w dzień i gwiazdami nocą. Jesteś dla mnie ciepłem, gdy jest mi zimno, i powietrzem, którym oddycham. Jesteś moim całym światem i nikogo nigdy nie będę kochał tak jak ciebie. Już na zawsze zostaniesz w mojej duszy i w moim sercu. Najpierw byliśmy przyjaciółmi, potem kochankami, a teraz byłbym najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi, gdybyś zechciała zostać panią Oliverową Wyatt i być moja na zawsze. Poczułam łzy pod powiekami, kiedy sięgnął do kieszeni, ukląkł na jedno kolano i wsunął mi pierścionek na palec. – Delilah, wyjdziesz za mnie? Zostaniesz ze mną i z Sophie na zawsze? – Tak! Oliver, Jezu, tak, wyjdę za ciebie. – Jupiii! – pisnęła Sophie. Oliver wstał i pocałował mnie. Gdy staliśmy objęci, Sophie ogarnęła ramionami nasze nogi i ścisnęła mocno. Spojrzałam na Olivera z uśmiechem, a on pochylił się i wziął ją na ręce. – Powiedziała tak, księżniczko. – Słyszałam, tato. Nie mogłam pohamować śmiechu, kiedy wzięłam ją od niego i przytuliłam z całych sił. Ten moment wydawał się jak ze snu. Pragnęłam, żeby nigdy się nie skończył. Postawiłam Sophie na ziemi i wzięłam ją za rączkę, a Oliver objął mnie ramieniem z drugiej strony i razem poszliśmy do hotelu na kolację. Kiedy weszliśmy do jadalni, Oliver krzyknął: „Zgodziła się!”, a wszyscy zaczęli klaskać i podchodzić do

nas z gratulacjami. – Witaj w rodzinie, siostra – uśmiechnął się Liam, uściskał mnie i ucałował. Cały wieczór świętowaliśmy przy wyśmienitej kolacji, urodzinowym torcie i winie. Potem Clara położyła Sophie spać, a my oblewaliśmy moje urodziny i nasze zaręczyny do białego rana. ===LUIgTCVLIA5tAm9PfU5+T3pMbAFgBH4XYgxlBDMBMXEGdlgoRA==

@kasiul

Rozdział 38 W róciłam do Nowego Jorku z olśniewającym pierścionkiem na palcu i fantastycznie przystojnym narzeczonym. Kilka dni później polecieliśmy z Tannerem do Bostonu pomóc mu się urządzić w swoim mieszkaniu. Całkiem dobrze już dawał sobie radę i mógł wrócić do swoich studenckich zajęć. Cały czas musiał chodzić na fizjoterapię, ale z każdym dniem wracały mu siły. Oliver zorganizował mu zabiegi w klinice tuż przy uniwersytecie. Addison czekała na nas u niego w mieszkaniu i strasznie ucieszyła się na jego widok. Nie musiałam się o niego martwić, bo obiecała, że zajmie się Tannerem, a on przytakiwał. Wieczorem po powrocie do Nowego Jorku zajrzałam na chwilę do Sophie, a gdy weszłam do naszej sypialni, Oliver siedział w łóżku z laptopem. – Śpi jak zabita. Może jutro poszłybyśmy do miasta kupić jakieś ubrania do szkoły? Podniósł wzrok znad ekranu. – Dobry pomysł. Mogłybyście zajrzeć do mnie do biura i wyskoczylibyśmy razem na obiad. – Dobrze. Sophie będzie zachwycona. Zdjęłam koszulę przez głowę i wrzuciłam ją do kosza na brudną bieliznę. – Nie ruszaj się – nakazał Oliver. – Co? – Teraz powoli zdejmij spodnie – uśmiechnął się. Rozpięłam spodnie i powoli, wyzywająco strząsnęłam je z bioder, patrząc, jak w jego wzroku narasta pożądanie. Zostałam tylko w koronkowym staniku i stringach od kompletu. – Odwróć się, muszę zobaczyć ten słodki tyłeczek. Zrobiłam to, o co prosił, i usłyszałam jego gardłowy skowyt. – Zdejmij biustonosz i odwróć się przodem do mnie. Rozpięłam stanik, niespiesznie i zmysłowo zsuwałam kolejno ramiączka i oglądałam się na niego z uśmiechem przez ramię. – Jezu. – Wciągnął głęboko powietrze. Rzuciłam biustonosz na podłogę i zakryłam piersi ramionami, po czym odwróciłam się w jego stronę. Zatrzasnął laptopa i odłożył go na podłogę, a jego głodny wzrok błądził po całym moim ciele. – Pokaż mi te wielkie piersi i zdejmij wolno majteczki. Wsunęłam palce za pasek majtek i ściągnęłam je, poruszając biodrami w przód i w tył. Już z daleka widziałam jego wzwód pod kołdrą. – Tak. Chodź tutaj. Podeszłam do łóżka od jego strony, a on złapał mnie za piersi, drażniąc już i tak sztywne brodawki. Jego ręce ześliznęły się niżej i poczułam jego palce w moim wilgotnym, rozżarzonym centrum. – Już jesteś taka mokra, a ledwo cię dotknąłem. Nawet nie wiesz, jak mnie to rajcuje. Chodź no tu. Muszę cię popróbować. Przygryzłam dolną wargę, po czym usadowiłam się nad nim okrakiem i opuściłam nad jego twarzą. Jego język wirował przez chwilę po moim kroczu, a potem wsunął się do środka, a ja zaczęłam się

rytmicznie nad nim poruszać. Jego ręce sięgnęły do moich piersi, a wtedy zalał mnie jeszcze jeden niewiarygodny orgazm. Z rozkosznym mruczeniem wylizał całą moją wilgoć. – Tak lubię, kotku. Usiądź na mnie. Usiadłam na jego twardym jak skała członku i położyłam mu ręce na piersi, czując przyspieszone bicie jego serca. Zajęczał rozpalony, kiedy cała jego długość znikła we mnie i odrzucił głowę do tyłu. Jego ręce zacisnęły mi się na biodrach, a ja poruszałam się w przód i w tył. – Chcę, żebyśmy się pobrali w Dzień Słodkości. – W przyszłym roku? – zapytałam, z trudem łapiąc oddech. – Nie. W tym. Nie chcę już dłużej czekać. – Ale to za niecałe dwa miesiące. Już za późno. Nie przestawałam go ujeżdżać. – Damy radę i zorganizujemy pomoc. Chcę, żebyś została panią Wyatt jak najszybciej. O, Jezu! – jęknął, gdy zatoczyłam krąg biodrami. – Powiedz tak. – Tak. Tak. Tak – zakwiliłam, bo właśnie rozsadził mnie kolejny orgazm. Zanim się zorientowałam, już leżałam na plecach, a on nacierał na mnie gwałtownie. – „Tak”, że w październiku, czy „tak”, bo właśnie doszłaś? – Jedno i drugie – uśmiechnęłam się. Zupełnie stracił rozeznanie. Było mi cudownie, gdy napierał na mnie dziko, nieprzytomny z pragnienia. Gdy zwolnił i wsunął się we mnie głęboko jeszcze jeden raz, poczułam wypełniający mnie od środka żar. – Dziękuję – wysapał, zaspokajając się we mnie. Pocałował mnie, a potem osunął się na mnie, ciężko dysząc. – „Dziękuję” za to, że się zgadzam na październik, czy „dziękuję” za orgazm? – Jedno i drugie. – Uśmiechnął się i przytulił usta do mojej szyi.

OLIVER – Denerwujesz się, brachu? – zapytał Liam, wygładzając sobie muszkę. – Nie. – E tam. Przecież widzę. Cały aż chodzisz. – Wybuchnął śmiechem. – Nieprawda. No dobra, trochę się denerwuję. – Niepotrzebnie. – Poklepał mnie po ramieniu. – Jesteście świetni razem z Delilah, a ona świata poza tobą nie widzi. Szczęściarz z ciebie, bracie. Uśmiechnąłem się do niego nieznacznie. – Tobie też się uda pewnego dnia. Nie poddawaj się, Liam. – Wiem. I wiem, że gdzieś tam czeka na mnie odpowiednia dziewczyna. Muszę ją tylko znaleźć. No, idziemy do Central Parku, masz się ożenić z miłością swojego życia. Zgarnęliśmy resztę świadków, czyli kilku moich znajomych, Bradena i Tannera i pojechaliśmy limuzyną do Conservatory Gardens. Bianca, nasza konsultantka ślubna, dopilnowała, żeby wszystko przebiegło bez zarzutu. Przy tak krótkim terminie musiała stanąć na głowie, żeby całość dopiąć na ostatni

guzik, ale została za to dobrze wynagrodzona. Stałem przed przystrojoną magnoliami altanką i wpatrywałem się w tłum ludzi, którzy przyszli cieszyć się z nami naszym szczęściem. Rozległa się muzyka i nadszedł czas. Zżerała mnie trema, kiedy czekałem na moją pannę młodą. – Gotowy? No to już. – Liam z uśmiechem położył mi rękę na ramieniu. Wziąłem głęboki oddech. – Chyba nigdy w życiu nie byłem tak gotowy. Druhny i świadkowie przeszli w parach aleją wśród gości i ustawili się na swoich miejscach przy altance. Z uśmiechem patrzyłem, jak moja córeczka rzuca kwiatki w swojej ślicznej białej sukieneczce. Podeszła do mnie, a wtedy pochyliłem się i dałem jej buzi, po czym stanęła z boku. Nagle rozbrzmiały dźwięki marsza weselnego i serce załomotało mi w piersi. Prawie straciłem oddech, kiedy zobaczyłem Delilah idącą w moją stronę z radosnym uśmiechem na ustach. Wyglądała olśniewająco. Była dla mnie królową, boginią i była moja na zawsze. Gdy podeszła do mnie, wziąłem ją za rękę. – Wyglądasz cudownie – wyszeptałem. – Ty też – odparła ze szklanym wzrokiem. Ceremonię rozpoczął wstęp wygłoszony przez urzędnika, a potem nadszedł czas na nasze przysięgi. Liam podał mi obrączkę. Wziąłem rękę Delilah i wsunąłem ją na jej palec. – Ta obrączka to symbol mojej miłości i oddania na zawsze. Dzięki tobie jestem najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi i przyrzekam troszczyć się o ciebie i zapewnić ci wszystko, czego potrzebujesz, do końca życia. Będę dbał o ciebie w zdrowiu i w chorobie. Będę dla ciebie podporą i będę cię kochał do końca moich dni. Tą obrączką cię poślubiam. Jenny podała jej moją obrączkę i Delilah włożyła mi ją na palec. Gdy wypowiadała słowa swojej przysięgi, patrzyła mi prosto w oczy. – Ta obrączka to symbol mojej miłości i oddania na zawsze. Nie mogłabym poślubić lepszego człowieka. Masz złote serce i będę cię kochać przez resztę mojego życia. Powierzam ci moje życie, moją duszę i moje serce. Będę dbała o ciebie w zdrowiu i w chorobie i zostanę przy tobie na zawsze. Tą obrączką cię poślubiam. Drobna strużka zbiegła jej po policzku. – Ogłaszam was mężem i żoną. Może pan pocałować pannę młodą – powiedział urzędnik. Ująłem jej twarz w dłonie, wytarłem jej łzę kciukiem i pocałowałem ją po raz pierwszy jako mąż. – Proszę państwa, oto państwo Wyattowie. Wszyscy podnieśli się z miejsc i w całym parku rozległy się brawa i gwizdy. – Kocham cię – uśmiechnąłem się. – Kocham cię – odpowiedziała z uśmiechem i pocałowała mnie jeszcze raz. Zrobiliśmy sobie milion zdjęć, a potem razem z Sophie wsiedliśmy do limuzyny i pojechaliśmy do Plaza Hotel na nasze weselne przyjęcie. ===LUIgTCVLIA5tAm9PfU5+T3pMbAFgBH4XYgxlBDMBMXEGdlgoRA==

Rozdział 39 DELILAH

Przyjęcie udało się wspaniale. Świętowało z nami jakieś sześćset osób. Sala była pięknie udekorowana kwiatami, białymi obrusami i srebrną zastawą. Kryształowe żyrandole zwisające z sufitu oblewały wnętrze ciepłym, romantycznym światłem. Oliver i ja obeszliśmy salę, witając się ze wszystkimi i dziękując im, że przyjechali, by być z nami w tym ważnym dla nas dniu. Kiedy elegancka kolacja z pięciu dań dobiegła końca, nadszedł czas na niespodziankę dla mojego męża. Weszłam na scenę, a Jonah zasiadł do pianina i zaczął grać skomponowaną przeze mnie melodię. – Tę piosenkę napisałam dla ciebie, Oliver. Mam nadzieję, że ci się spodoba. Zaśpiewałam Loving You Forever, a Oliver stał pośrodku parkietu uśmiechnięty. Ani na chwilę nie oderwaliśmy od siebie wzroku. Gdy skończyłam, zeszłam ze sceny, a orkiestra zaczęła grać naszą piosenkę ślubną, Unforgettable Nata Kinga Cole’a. Oliver wyciągnął do mnie rękę i wykonaliśmy taniec państwa młodych. Oczy wszystkich skupiły się na nas. – To była piękna piosenka. Nigdy tego nie zapomnę – uśmiechnął się i lekko dotknął moich ust swoimi. – Dziękuję. Każde słowo to najprawdziwsza prawda. Tak bardzo cię kocham, Oliver. Dziękuję, że przyszedłeś wtedy do mojej restauracji i usiadłeś w moim sektorze. Zachichotał. – To przeznaczenie, skarbie. Miałem cię odnaleźć, a teraz jesteś moja i będę cię kochał do końca życia. Pocałowaliśmy się jeszcze raz, a wśród tłumu gości wybuchł prawdziwy entuzjazm. Imprezowaliśmy przez resztę wieczoru. Liam zrobił prawdziwą furorę, kiedy pochwycił Sophie do tańca. Jonah i ja daliśmy też mały popis naszych muzycznych talentów. Panowała szampańska atmosfera, aż wreszcie Oliver porwał mnie do apartamentu nowożeńców, gdzie po raz pierwszy kochaliśmy się jako pani i pan Wyatt. Było cudownie. Tydzień spędziliśmy na Arubie, rozkoszując się słońcem i sobą nawzajem. Po powrocie życie wróciło do normy. Oliver odnosił kolejne sukcesy w interesach, a ja nadal co jakiś czas występowałam w Red Room. Sophie spodobało się w szkole i doskonale radziła sobie na zajęciach. Zdarzały jej się chwile załamania, ale ogólnie rzecz biorąc, szło jej świetnie. Kiedy pierwszy raz na weselu powiedziała do mnie „mamo”, serce mi stopniało i nie mogłam pohamować łez. Moi bracia i siostra wspaniale spisywali się na studiach i budowali własne życie, a Liam nie ustawał w poszukiwaniu kobiety, której spojrzenie zwaliłoby go z nóg. Niesamowite, jak w okamgnieniu całe życie może stanąć na głowie. W jednej chwili byłam kelnerką w obskurnej restauracji, a zaraz potem zostałam żoną najwspanialszego i najbardziej seksownego mężczyzny na świecie i matką pięknej i wybitnie inteligentnej

dziewczynki. Byłam tylko zwykłą dziewczyną z ubogiej dzielnicy Chicago, która miała marzenie. To marzenie spełnił dla mnie jeden człowiek. Jako pani Wyatt byłam najszczęśliwszą kobietą na ziemi. ===LUIgTCVLIA5tAm9PfU5+T3pMbAFgBH4XYgxlBDMBMXEGdlgoRA==

@kasiul

Playlista This Far – Kina Grannis Jackson – Johnny Cash & June Carter Cash Cups – Anna Kendrick Let Her Go – Jasmine Thompson Nothing Without Love – Nate Ruess Love Today – Mika Over You – Ingrid Michaelson, A Great Big World Angels – Joshua Radin Midnight Train To Georgia – Gladys Knight & The Pips Never Let Me Go – Florence + The Machine I Will Follow You Into The Dark – Jasmine Thompson Halo – Beyoncé Unforgettable – Nat King Cole ===LUIgTCVLIA5tAm9PfU5+T3pMbAFgBH4XYgxlBDMBMXEGdlgoRA==

Subscribe

© Copyright 2013 - 2019 AZDOC.PL All rights reserved.